Dzisiaj o godzinie 20:40 po długiej, ciężkiej chorobie odszedł Wojciech Młynarski. Łatwo nie będzie, ale przetrwamy. Na Wyspie też.
| « Jak się czuję | Znowu Dunes... » |
| « Jak się czuję | Znowu Dunes... » |
Dzisiaj o godzinie 20:40 po długiej, ciężkiej chorobie odszedł Wojciech Młynarski. Łatwo nie będzie, ale przetrwamy. Na Wyspie też.
Witajcie na nowym pięterku. Chyba wszyscy Wyspiarze wiedzą, kim był Wojciech Młynarski, a wielu z nas – tak jak ja – wychowało się na jego piosenkach, pisanych, tłumaczonych (np. teksty W. Wysockiego) i śpiewanych. Dopóki będą słuchane i rozumiane – przetrwamy. Myślę.
Kończy się świat, który znałam.
No nie wiem, na pewno trudniej będzie o jego kontynuację. Ale nie ze wszystkim.
Świat się nie kończy… Ale świadomość końca pewnej epoki, narastająca w nas nieubłaganie, sygnalizuje, że to my powoli lokujemy się po tej stronie, co dinozaury…
Ale tymczasem – róbmy swoje!
Staram się, Ukratku coś robić, w najgorszym razie – tłum 🙂
Smutek , głęboki smutek kiedy wspominamy to co było i kiedy patrzymy w ciemność dnia dzisiejszego ….
Maxiu, zgadzam sie na smutek, ale na ciemność – nie chcę się zgodzić, bo musiałabym uznać, że moi rodacy w swej masie to ” ciemny lud” i banda egocentryków….. Choć historia mogłaby to potwierdzić.
Zgadzam się , temat trudny do polemiki na takim Forum jak Madagaskar … Ale np. statystyki mówią , że rocznie w Polsce odnotowuje się ponad sześć tysięcy samobójstw . W każdym przypadku rozgrywa się dramat , o którym nie wiele piszą i mówią srodki masowej informacji
Pozwolicie, że dzisiaj na dobranoc będzie taki liryczny utwór Mistrza Młynarskiego? Spokojna bossanova na lepszy sen i letnia piosenka na przedwiośniu, bo powoli już ta zima staje się męcząca.
Snów letnich, jak w piosence.
Pozwólcie, że ja zamieszczę piosenkę znaną, bardzo znaną, w tłumaczeniu pana Wojciecha.
Świat się nie kończy, ale mój świat się kurczy, ubywa tych, któży byli i zostaną dla mnie ważni…..
Och, prawda. Młynarski jako tłumacz – z angielskiego, z rosyjskiego…
Tym bardziej szkoda. Ale trzeba będzie sobie poradzić.
Zapomniałeś o francuskim Brelu….
A i owszem. Naprawdę, Mistrz.
Mistrz….
Chciałam znaleźć „Walc minutowy” śpiewany przez Adriannę Godlewską, ale zniknął z YT.
Zdaje się pierwszą żonę WM? Faktycznie, nie ma tego..
Tak, przy okazji – matkę Jego trojga dzieci.. Mam to na płytce, ale nie umiem zrobić z tego użytku na Wyspie.
Ajaj. By trzeba zripować (zgrać do pliku), a potem umieścić w bibliotece…
Oj, nie potrafię, za mało umiem.
Dobry wieczór. Może ja się na coś przydam..
Jakość pliku muzycznego nie za dobra, jednak posłuchać się da, a więc :
Dziękujemy
Na Ciebie zawsze można liczyć…
Witaj Lordzie W
! Bardzo dziękuję, jesteś niezawodny ! To jest załącznik do książki p. Godlewskiej, a wykonanie… no cóż, było kiedyś lepsze . Ale tekst jest znakomity.
Pan Młynarski pewnie dał by nam rade na przetrwanie: Róbmy swoje.
Wielkie współczucie dla rodziny. Nasz ból to nic w porównaniu do ich straty….
Oczywiście, Gimi, nie porównywać się nam z Rodziną pana Wojtka, ale i nas to odejście osobiście dotyka, bo On BYŁ częścią naszego życia.
Wiedźmo, ja też bardzo piosenki Pana Wojtka lubię, jego teksty są ponadczasowe. Moje dzieciaki też myślę że zanuciłyby niektóre piosenki, choć wiadomo że nie kojarzą jeszcze kto je śpiewał czy napisał.
Panią Paulinę Młynarską również bardzo lubię, swego czasu bardzo zachęcałam do przeczytania jednej z jej książek- zwłaszcza dla rodziców.
A dziś tak po prostu bardzo im współczuję, bo znam ten ból aż za dobrze.
Sorki Gimi, nie chciałam z Tobą polemizować.Duże z nas dzieci i chyba każdy wie, jak to jest, gdy odchodzi ktoś najbliższy
A ja nie chciałam Cię urazić.
Wiadomo taki wielcy ludzie dla wielu są bliscy i wielu odczuwa ich stratę w taki czy inny sposób.
Może zbyt emocjonalnie napisałam o rodzinie, o tym co czuje, bo u mnie są to bardzo świeże rany jeszcze nie przepłakane, dlatego chcąc nie chcąc utożsamiłam się z tym co czują najbliżsi. Staram się tego nie robić, ale czasami tak wychodzi:(
Kochani, uciekam, spokojnej nocy wszystkim.
Dobranoc….. zapalam lampkę dla nas i pana Wojtka – gdziekolwiek teraz jest.
Dzień dobry? Trudno nazwać go dobrym po takiej wiadomości, ale żyć dalej trzeba. Więc „róbmy swoje”…
Róbmy swoje…
W czasach, gdy władza komunistyczna wydawała się wieczna jak idee Lenina właśnie ta piosenka dodawała nam otuchy i pobudzała do działania…

Minęły lata i znowu jest aktualna – ponadczasowa
Dzień dobry. No więc „róbmy swoje”.
Witajcie!
Po artystach zostaje w powszechnej świadomości cały ich dorobek. Non omnis…
Nie jesteśmy artystami, ale żyjmy tak, żeby po nas zostały chociaż dobre wspomnienia.
Dzień dobry
. Dobrze mówi Bożenka.
Trzeba by ekspres wstawić.

W ramach robienia swojego. Witajcie, Wyspiarze. Dosiadam się z bananem.
Ja też podstawiam kubek pod kawę
No dobrze, niech będzie druga herba.
Dzień dobry
Przysiadam się spóźniony
Nie wiedziałem wcześniej o Panu Wojciechu…
Niech Mu ziemia lekką będzie…
Dzień dobry. Boję się otworzyć onet. Dzisiaj chciałam tylko sprawdzić co oni piszą na temat wyborów w Holandii a tu taka wiadomość.
Wydaje się nam, że tacy artyści jak pan Wojtek będą zawsze. Owszem – ich dorobek zostanie ale ich już nie ma i nic nowego już nie stworzą. Jakaś kontynuacja odchodzi . Jestem wzburzona ,mam poczucie, że odeszła jakaś epoka i ja wraz z nią …
Bo to co jest teraz coraz mniej rozumiem..na razie tak mi się wydaje…
O, widzisz. Mam bardzo podobne refleksje.
Napis na murze (sprzed lat):
Boże, zatrzymaj Ziemię! Ja wysiadam!!!
Pod tym napisem mogłabym się podpisać.
Tak to się nie da.
Ale prawdziwie coraz mniej rozumiem świat za oknem. A sprowadzając to do tekstów śpiewanych, to niestety – całe życie przeżyłam na czymś innym, niż teraz leci w radio. Leci-wyleci, ani treści, ani przystanku. A nad tamtymi warto było się zatrzymać.
Teraz liczy się tylko, kto głośniej.
Tak samo nasi rodzice reagowali na Beatlesów czy Niemena…
Mnie też oni nie zachwycali. Ale już jestem w tym wieku…
Jestem młodsza, a też nie lubię wycia.
Poza tym mam taka skazę, że cenię dobry tekst. A Mistrzowie Słowa odeszli i nie widzę nikogo, kto by ten wakat przejął.
może Artur Andrus?
No kurcze! Kurcze, kurcze, kurcze blade…. Jestem naprawdę wkurczona…

I smutno mi…
A mnie zaczyna dopadać zmęczenie. Tak od godziny mózg mi paruje z przeciążenia. Dotrwać do kawy w południe.
Ufff.
Ja już nie mówię czy głośno czy cicho. Być może sa nowi ludzie ,młodzi, którzy piszą i mówią bardziej . Artyści ,którzy coś mają do powiedzenia ale są mało słyszalni, albo inaczej – starsze pokolenie mniej otwarte na wartości przez młodych omawiane. Bo świat się rozpędził a my zwalniamy…
Na pewno się da znależć młode perełki tylko dobrze jest odbierać świat dobrze nam znany, kiedy perełek nie trzeba było szukać ,same pchały się na oczy…
Ja dzisiaj mało jestem błyskotliwa, ale od wczoraj wyrzężam płuca, oskrzela i co się da, więc mózg mi przeszedł w tryb przetrwania.
(O, proszę – słownik mnie pouczył, że nie ma takiego wyrazu, jak „wyrzężam”. Niech się słownik wypcha.)
Życzę poprawy zdrowia
Dzięki
Wyrzężam już parę ostatnich dni .I dzisiaj się obudziłam z – ja się nie chcę wyrażać ale .. mam takie coś upiększjące cóś pod okiem.
Musiałabym pójść na spacer bo jest przecudnie na dworze ale jak ja się ludziom pokażę!!!
Załóż ciemne okulary
Nie chodzę na żadne demonstracje bo nikt mi ich nie zabrania ALE jak tak dalej pójdzie to chyba będę musiał iść. To a propos dzisiejszego pożal się Boże wyroku „TK”.
Mnie się już nie chce czytać … No ale poczytałam…dalej nie rozumiem jak można .Chyba sie wynarodowiłam…
Wiadomo coś o Miralce?
Napisała mi tylko na Skype, że żyje i nic więcej. Mam nadzieję, że się tu wreszcie odezwie.
Przynajmniej tyle
Brakuje mi jej ptaszków, nie mówiąc o Osobie…
Odzywam się

A przynajmniej taką mam nadzieję…
Ale nie byliśmy sami… Zobaczymy jak będzie teraz 
Nie o wszystkim mogę pisać, ale real jest ważniejszy niż internet. Dlatego nie było mnie dłuższą chwilę. Mam nadzieję, że (przynajmniej na razie) wszystko będzie w porządku
A ptaszki, któregoś dnia pokażę. Jeszcze trochę i większość tych zimujących na południu ruszy „w górę mapy” i zdobędziemy nowe gatunki do naszej kolekcji
W maju wybieramy się na nasz „przedmiodowy” weekend (tak ponad tydzień przed naszą 36 rocznicą ślubu). Mam nadzieję, że będzie co opisać. Planujemy wyjazd do Yellowstone Lake State Park w Wisconsin. Już kiedyś tam byliśmy i się nam nie podobało
Kochani, żegnam się na dzisiaj.

Nie mam siły. Nawet na gapienie się w komputer.
Relaksu i spokojnej nocy!
Dobry wieczór. Norma wykonana, farant odgwizdany. Teraz chwila odspawania od komputera…
No ,no godzina 19 i dopiero teraz norma wykonana ? Trzeba przyspieszyć obroty ! I to już od jutra ! Podam Ci przykład faceta , który tak przyśpieszał bieg okrążając blok w którym mieszkał , że na zakrętach przy narożnikach , widział własne plecy ! Wydarzenie zostało uznane przez mieszkańców za rekord światowy , sęk jednak w tym , że nie ma dotychczas żadnego światowego Kolegium , które rejestrowało by takie rekordy . Ale czas robi swoje , trzeba czekać , bo zycie jak widać pędzi przed siebie jak oszalałe . Jesteś tego pozytywnym przykładem . Dobry wieczór 🙂
Dobry! Jeżeli chodzi o rekordy tego typu, to pamiętam z komiksów szeryfa Lucky Luke’a, który był w stanie strzelić szybciej niż jego cień.
A norma wykonana dopiero o tej porze, bo było sporo pracy dodatkowej – wyszukiwania informacji i takich tam. No i jeszcze godzinka na kolejną wizytę u lekarza ws. Wielkiej Stopy.
Pędzi to życie razem z nami, aż do zawrotu głowy
Do posłuchania wieczorem:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/ninateka.pl/film/rozmowy-poszczeg-lne-wojciech-mlynarski
Zwłaszcza końcówka, tak ostatnie 3-4 minuty.
Posłucham jutro, teraz się pożegnam. Dobranoc
Spokojnej i Tobie!
Znam to z własnego doświadczenia . Przyjeżdżałem do domu ostatnim tramwajem i nie mogłem doczekać ranka , aby znów być w laboratorium i coś tam ” doświadczać” . Cholery dostawałem , jak wyniki były nie takie , na które oczekiwałem …. Doceniam zaangażowanie pracą , bo jest to główny czynnik wszelkiego postępu
Niemniej jest irytujące, zwłaszcza w dwóch przypadkach: po pierwsze, jak się nie znajduje żadnej informacji, a po drugie, jak się jej znajduje za dużo. Ideałem jest znalezienie odpowiedniego filtru, który pozwoli znaleźć dokładnie to, co trzeba, z jak najmniejszą ilością śmieci!
Dzisiejszy świat zwłaszcza młodzieży jest zwariowany dzięki nowoczesnym środkom komunikacji . Proszę rano przejechać się warszawskim tramwajem , to zobaczymy , że wszyscy młodzi pasażerowie są ze słuchawkami w uszach , dziobią kciukami monitory komórek i robią to z takim zacięciem , że opowieść o szczycie prędkości jak ulał do nich pasuje
Robią to właściwie wszędzie – w komunikacji, na chodnikach, w poczekalniach. W Chinach powstały osobne pasy ruchu na chodnikach dla osób zapatrzonych w komórki. Tak się wyrabia FOMO – lęk przed przegapieniem czegoś ważnego, mimo że w większości wszędzie taki sam chłam.
Miałam oczy jak spodki, gdy zobaczyłam młodą osobę, która pisała sms-y DWOMA kciukami….
Ze wspomaganiem systemem T9, który podpowiada gotowe słowa, to jest dużo szybsze. Przynajmniej dla tych, którzy używają minimum słów 🙂
To chyba wszędzie jest popularne. To czytanie i pisanie w telefonach
Najbardziej wkurzają mnie osoby, które jadą i piszą/czytają. W jednej ręce telefon, w drugiej kierownica… Jedzie taki ponad 100km/godz i trzyma nos w telefonie
Niby jest to zabronione i nawet są za to kary, ale i tak nie odstrasza za bardzo tych uzależnionych. A jest ich zastraszająca ilość… 

Nie tak dawno Mark (znajomy Amerykanin) mówił, że w restauracji miał ochotę dopaść stolika obok i prać po pyskach całą rodzinkę. Rodzice, dwoje podrostków i każde z nosem w telefonie. To po co iść gdziekolwiek, skoro i tak nic nie widzą oprócz swoich ekraników? Zero rozmowy, czy nawet kontaktu wzrokowego… Moim zdaniem to tragedia. Tak się nie buduje więzi rodzinnych. I potem wychodzi, że o działaniach swoich rodziców, czy dzieci dowiadują się z Fejsa, czy Twittera… na rozmowę, nie ma już miejsca… Straszne
Z relacji obieżyświatów wiem, że w Australii BARDZO tego pilnują, tzn. miejscowi nie śmią ponoć używać telefonów w samochodzie (nie tylko do SMSów, ale również do rozmawiania inaczej niż w trybie głośnomówiącym), bo policja jest pod tym względem bezlitosna, a kary drakońskie.
I tak być powinno i u nas!
Musieliby w tym celu chyba podnieść zatrudnienie w drogówce o jakieś 200 albo i 300%, to po pierwsze, a dopiero po drugie zacząć zwracać na to uwagę, bo ileż razy widziałem, jak drobniejsze przewinienia drogowe (parkowanie w niedozwolonym miejscu i in.) są ignorowane.
Otóż to! Niechby się drogówka zajęła ściganiem takich wykroczeń. Ale chyba najważniejsze jest bezpieczeństwo, a co za tym idzie SUROWE karanie za używanie telefonu podczas jazdy, bez używania zestawu głośnomówiącego. Można by uniknąć niejednego wypadku.
Dodatkowe zatrudnienie też by się przydało i niech nie mówią, że nie ma na to pieniędzy. Na inne pierdoły pieniądze są.
Tutaj zwracali uwagę na rozmowy czy pisanie zaraz po wprowadzeniu zakazu. Teraz już znacznie mniej i wcale mi się to nie podoba. Taki piszący/czytający podczas jazdy, to jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nigdy nie wiadomo kiedy kogoś zabije.

Bo jak się zaczyta, to nie widzi gdzie jedzie, ani tego, że ktoś przed nim hamuje. O nieszczęście nietrudno. A przecież wprowadzili ten zakaz ze względu na częste wypadki z tego właśnie powodu. Nie wiem i nie rozumiem. Czy nie można się oderwać od internetu przynajmniej na czas kierowania pojazdem? Brak wyobraźni i głupota!
Sporo czasu temu czytałam o Amerykance, która napisała (podczas jazdy) że dziś jest jej szczęśliwy dzień. Zdążyła wysłać taką wiadomość na fejsa i przywaliła w samochód dostawczy. Trup na miejscu. Chyba nie do końca ten dzień był dla niej szczęśliwy…
I ja się pożegnam. Chociaż raz zdąże przed dobranocką. Dobranoc i niech się przyśni coś miłego
Spokojnej!
Dobranocka. I nie, nie Mistrz Młynarski dzisiaj.
Dzisiaj będzie bardziej rockowo i balladowo – U2 i „One”. Spokojne, klasycznie rockowe granie. Nie bez pazura. Uznany przebój.
Snów o jedynych wyjściach i jedynych miłościach.
ano, przeczytałam kiedyś takie zdanko :” Z miłością jest jak z duchami, wszyscy o niej mówia, anikt jej nie widział”…. Prawda to czy fałsz ?
Ej, fałsz. Czasem wystarczy spojrzeć w czyjeś oczy…
Zgadzam się z Mistrzem Q. Zdanko jest z gruntu fałszywe
Należy tylko współczuć osobie, która je wymyśliła, bo to znaczy, że albo jeszcze nie zna tego uczucia, albo przegapiła

No to dobranoc. Tym razem nie po północy

Spokojnej!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/ninateka.pl/film/kwestionariusz-kultury-wojciech-mlynarski
P. – Co bym powiedział Bogu, gdybym stanął przed nim?
O. – Powiedziałbym, że się cholernie cieszę, że się widzimy.
Dzień dobry


Nie wiedziałam, że Wojciech Młynarki zmarł. To smutna wiadomość
Wiedziałam, że był ciężko chory… kilka miesięcy temu była afera, bo opiekunka Młynarskiego zrobiła mu zdjęcia i sprzedała je do gazety (jakiś brukowiec). Obydwie córki były oburzone. Prawdopodobnie wyglądał bardzo źle i nie chciał z nikim rozmawiać. Chciał, żeby pamiętano o jego twórczości, a nie o tym, jak wyglądał przed śmiercią. Wiedział, że umiera…
Nie widziałam tych zdjęć i nawet nie chciałabym oglądać. Wolę pamiętać go tak, jak sobie tego życzył. W jego twórczości każdy może znaleźć tekst tylko dla siebie. Pisał dużo i mądrze…
I tak sobie myślę, że dla niektórych wszystko jest na sprzedaż. Nie rozumiem tej kobiety – jego opiekunki. Mogła być z wielkim artystą do końca…
A tak w ogóle, to dowaliło nam śniegu
Zaczął sypać w niedzielę wieczorem. Sypał całą noc i rano musiałam odkopać samochód, żeby móc jechać do pracy
W poniedziałek, to sypało, to słoneczko wyłaziło… na moment… i znowu sypało. We wtorek znowu musiałam rano odkopywać samochód
Środa była chmurna, ale przynajmniej nie dosypywało, a dziś (czwartek słoneczko trochę rozpuściło tego białego świństwa
Jutro ma być deszcz ze śniegiem… a ja już przygotowałam się na wiosnę
I pomyśleć, że nie tak dawno było tak ciepło, że chodziliśmy z krótkim rękawem i myślałam o wyciągnięciu sandałów… Całą zimę (no, prawie całą) śniegu nie było nawet na lekarstwo, a teraz, jak już czas na wiosnę, to sypie
Obłędu można dostać 
Wyczaiłam gdzie myszołowy rdzawosterne mają gniazdo!!!
To znaczy samego gniazda to nie widziałam, ale siedzą obydwa za domem Marka (tego znajomego Amerykanina)non stop. Znoszą też patyczki, a ostatnio samiec niósł gałązkę świerku, czyli wykończają. Poza tym widziałam jak się „seksowały”, a to oznacza, że gniazdo jest już gotowe, lub prawie gotowe do zasiedlenia
Będą młode!!!
Próbowałam wstawić mini galerię, ale chyba nie wiem jak to się robi
Chciałam pokazać Wam swoje „Rudusie”… może innym razem 
Miłego dnia życzę

I udaję się na zasłużony odpoczynek
Dzień dobry
Cieszę się, że „Zguba” się znalazła 
Dzień dobry:)
Miralka nawet sobie nie zdaje sprawy ile tu oczu za nią wyglądało;) Dobrze, ze się znalazła;-)
Dzień dobry. Słoneczny.
Niestety. Słoneczny.

Chyba zostałam wampirem.
Nie lubisz słońca? Ale za to lubisz kawę, podobnie jak ja
Uwielbiam! Tylko, że toczeń go nie znosi. I to tak zejściowo.
Bardzo współczuję
Witajcie!
Czasami real wyrywa nas z Wyspy, zgodnie z przysłowiem life is brutal and plugaw and full of zasadzkas
Cieszę się, że Miralce udało się real opanować!
Niestety, to prawda, ale trzeba je brać jakie jest. A jak śpiewał W M…
Więc nie jest tak źle…
Jeszcze nie do końca opanowany, ale już trochę lżej i mogę czasami uciec w internet
Dzień dobry. Pogoda na fifty-fifty, co wydaje się sprawiedliwe, przecię pozostałym Wyspiarzom też się należy ładny dzień, natomiast zdrowie jakby lepiej 😉 ale już się boję zapeszyć.
Nie bądź przesądny 🙂 zdrowie też można sobie wmówić, tak jak chorobę.
A pogoda u mnie wspaniała, czego i pozostałym życzę
I u mnie zaczyna przeważać słoneczne fifty
U mnie na razie ciemno za oknem, więc nie wiem na ile będzie to słoneczko wyłaziło. Tydzień temu przestawialiśmy zegarki na czas letni
Gdybym dorwała tego głupka, który to przestawianie wymyślił, to chyba gębę bym mu obiła.
Po grom to mieszać? Człowiek się przyzwyczai do wstawania o jednej porze, a ta godzina różnicy, to dużo. I potem od nowa trzeba się przestawiać… po to tylko, żeby za pół roku przechodzić to od nowa 
Szklany dom w USA. Ciekawe czy Miral w takim mieszka;-)
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mood.land/mirrored-home-reflects-mountainous-landscape/?utm_content=bufferfb2de&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer
W takim nie, ona mieszka w szeregowcu z ogródkiem 🙂
Bożenka ma rację. Mieszkam w zupełnie innym domu – szeregowcu z ogródkiem
I jeśli mam być szczera, to nie chciałabym mieszkać w domu jak ten, lustrzanym. Te lustra dość szybko się kurzą i brudzą. Po pewnym czasie wyglądają paskudnie. A kto będzie je czyścił, żeby cały czas wyglądały ja nowe?

Ja też bym nie chciała. Mycie okien, to dla mnie kara

A co dopiero takich wielkich
Obydwie myślimy podobnie
Ale jak tak sobie pomyślę, to ci właściciele na pewno nie myją tych luster sami. Mają od tego ludzi, którzy to zrobią.
Albo, jak to u nich często bywa, lustra zarosną brudem i nikt nie będzie na to zwracał uwagi. Póki co, obcykane i poszło w świat jako ciekawostka. Ludzie podziwiają i głównie o to chodzi…
Koszmar. Już widzę rozwalające się o te ściany ptaki.
Też fakt.
Jak zauważyłam, tubylcy lubią wszystko co się świeci. Jak sroki…
Piąteczkowe dzień dobry


To już weekend (prawie)
Jutro przylatuje Sara, dziewczyna syna i ma być u nas tydzień
Więc będziesz miała mniej czasu dla Wyspy?
To gość synka, a nie mój
Z mężem użyczamy jedynie dachu nad głową, o resztę niech się synek martwi
Oczywiście, jak ugotuję obiad, to i ją poczęstuję, ale inne posiłki, czy zabawianie gościa, to już nie moja sprawa. Ona wie, gdzie jest lodówka, więc jak co tego, to z głodu nie umrze

Ufff… ulżyło
Z głodu nie umrze , ale życie młodych to nie lodówka . Może marudzić z tysiąca innych powodów , jeśli pani Sara , odpukać , jest osobą konfliktową , to będziesz miała tydzień zajęć wychowawczych z młodym pokoleniem . Myślę , że dasz sobie radę , ale lodówkę , to możesz mieć pustą i nic się nie stanie z tego powodu….Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór, Maksiu
Nie wiem o której je śniadanie, bo jesteśmy wtedy w pracy. Ale jako takie ubytki w żywności widzę, czyli głodna nie siedzi. Do jedzenia wybredna nie jest. Zje grzecznie wszystko czym ją się poczęstuje. Po kolei poznaje polskie potrawy i w zasadzie bardzo je lubi. Nie jada tatara (chociaż to właściwie nie bardzo polska potrawa) i nie lubi surowo-wędzonej kiełbasy, czy polędwicy. Nawet pytała, czy nie dałoby się tego ugotować (polędwica i kiełbasa), albo usmażyć (tatar). Dla nas to profanacja, ale dla niej tak by nawet smakowało 


Sara jest u nas nie pierwszy raz, także wiem czego się możemy spodziewać. Konfliktowa nie jest, nie narzuca się też ze swoim towarzystwem. Jeśli syn jest jeszcze w pracy, to ona najczęściej siedzi w pokoju gościnnym i wychodzi dopiero gdy on wraca. Oczywiście w międzyczasie korzysta z łazienki
Jest miła i grzeczna, także nie ma potrzeby ani jej pouczać, ani się sprzeczać. Z pomocą domową się nie wyrywa, ale gdy wracam z pracy, to widzę, że albo opróżniła zmywarkę, albo przetarła kuchenkę, czy przetarła podłogi. Robi to jakby po cichu, tak żebyśmy nie widzieli, że się wtrąca do naszego gospodarstwa. A mnie jest miło, że chociaż część prac domowych za mnie odwali.
Młodzi planują wspólne zamieszkanie w okolicach Chicago. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się nauczyć ją chociaż trochę polskiego. Ba jak na razie to ni w ząb. Tylko angielski…
W sumie miła dziewczyna, a o j. polski się nie martw, Marek ją nauczy. Ale jeśli nie, to przecież nic się nie stanie.
Ze smażonego tatara toby wyszło coś w rodzaju, hmm, nadzienia do burgera? Czyli całkiem blisko amerykańskich gustów.
Miła dziewczyna, to fakt. Małżonek nawet przyzwyczaił się do jej śmiechu
Bo faktycznie, śmiech ma zabójczy 
To znaczy… małżonek jako jedyny w tej rodzinie nie za bardzo przepada. Jak już nie ma co, to zje… za to moje dzieci i ja, możemy jeść tatara na okrągło 
A co smażenia tatara… to profanacja. Nadzienie do hamburgera można zrobić oddzielnie i wcale nie trzeba marnować naszego ulubionego papuśku
Nie jestem socjologiem , ale z moich obserwacji ” młodzieży ” we własnym plemieniu dochodzę do wniosku , że moje , powojenne pokolenie dojrzewało szybciej . Dwadzieścia lat – pora na małżeństwo , trzydzieści -to już rodzina z przychówkiem , a dzisiaj ? Single obojga płci po trzydziestce , to norma . No , ale to już nie moja ” broszka ” w przyśpieszeniu prokreacji , może coś zmieni 500+ ??
Dobrze byłoby wiedzieć czy te noworodki, to drugie i trzecie dziecko czy jednak pierwsze. Bo wg mnie roczny urlop macierzyński jest ważnym argumentem za macierzyństwem
Wydaje mi się, że nie tyle dojrzewaliśmy szybciej, ile mieliśmy mniejsze potrzeby egzystencjalne. Wystarczyło nam bycie z kochaną osobą. Legalnie
Teraz młodzi mieszkają razem na długo przed ślubem i niewielu się na to oburza. Najpierw kariera, mieszkanie/dom, a dopiero potem cała reszta. U nas było odwrotnie. Najpierw rodzina, potem kariera. Chociaż to też nie u wszystkich 
500+ może zmienić nastawienie tylko pewnej części społeczeństwa do posiadania dzieci. Jeśli zarabiasz 10 razy tyle, to co Ci po takich „groszach”? I to dopiero na drugie dziecko. Ale jeśli nie pracujesz, to każdy grosz się przyda. Z drugiej strony… czy za 500 zł jesteś w stanie utrzymać dwoje dzieci? Chyba raczej nie…
Masz rację, Mireczko. Kiedyś liczyło się coś innego, a życie „na kocią łapę” oburzało wielu. Tacy byli wytykani palcami. Dzisiaj to jest normalne. Zmienia się ten świat…
Zmienia, Bożenko. Czy na lepsze, czy gorsze, nie nam oceniać.Zrobią to kolejne pokolenia…
Rodzina ? Kariera ? Pracowałem na stacji radarowej Okęcie . 24x 24 godziny . Miałem z kolegą przydział na wspólne ,dwupokojowe mieszkanie . Obaj mieliśmy rodziny i po jednym dziecku . Dwupalnikowa kuchenka była jedynym luksusem . Przez pięć lat mielismy niezłą szkołę wzajemnego szacunku i tolerancji . Zdarzały się dąsy małżonek , ale natychmiast były przeprosiny i do dzisiaj jesteśmy jak jedna rodzina , którą połączyła bieda , a nie luksus . Wspominamy to co było, jako przygodę młodego wieku i nie mamy do nikogo pretensji . Takie były czasy w zrujnowanej wojną Warszawie .Dobry wieczór 🙂
Właśnie o czymś takim piszę. Czy któryś z młodych chciałby tak mieszkać i żyć, jak Ty, Maksiu? Nawet kilku miesięcy by nie wytrzymał, a co dopiero mówić kilka lat. Młodzi chcą mieć teraz zaraz wszystko. Dobrą (czytaj dobrze płatną) pracę, dom i samochód. I to od razu po szkole. Nie chcą czekać i powoli się dorabiać. Może to i dobrze, że chcą, ale ma to wiele minusów. Młodzi płacą dość wysoką cenę za swoje wymagania. Kto kiedyś słyszał o tylu depresjach co teraz? Ja przynajmniej nie znałam nikogo. Kontakty międzyludzkie były zupełnie inne niż teraz. W swojej okolicy znało się wszystkich. Ile osób wie teraz, kto mieszka za ścianą? Domy i mieszkania traktowane są bardziej jak sypialnie, a nie azyle, wytchnienie po pracy. A sąsiedzi to zupełnie obcy ludzie, których nawet się nie za bardzo zna z widzenia. Ludzie zamykają się w sobie.

Gdy byłam nastolatką i w gronie koleżanek i kolegów szliśmy ulicą i byliśmy zbyt głośni, wystarczyło, że jakaś starsza osoba zwróciła nam uwagę i cichliśmy. Czy miałbyś dziś odwagę zwrócić uwagę młodym, że zachowują się nieodpowiednio? Na pewno nie. Nie tylko dostałbyś cały stek wyzwisk, ale jeszcze mogliby Cię poturbować (jak nie zabić).
I w sumie to nie do końca jest to wina tych młodych, ale nas, rodziców. Często zapracowani, nawet nie znają swoich pociech. Nie mają czasu na rozmowę, na poznanie się nawzajem. Wielu osobom się wydaje, że jeśli zapewnią dzieciom odpowiednie warunki bytowe, to będzie dobrze. A to nie działa w ten sposób. Dziecko nie uczy się relacji z innymi. Mam na myśli relacje personalne, a nie te przez internet. Emocji też trzeba się nauczyć. A także panowania nad nimi…
To temat – rzeka. Piszę, ale wszyscy to znamy i chyba bez sensu jest ta pisanina.
To prawda, cena za wymagania potrafi być również wysoka w całkiem przyziemnym sensie – mieszkanie lub dom, a także samochód, o bieżących konsumpcyjnych wydatkach nie wspominając, to często życie na kredyt. A kredyt ma to do siebie, że płaci się go z odsetkami (więc trzeba pracować więcej albo intensywniej, żeby więcej zarabiać). Zdarza się też, niestety, że pracę się traci – firma bankrutuje, zwalnia, zmienia profil… A kredyt zostaje. To dopiero czarna dziura.
No i świadomość tych wszystkich obciążeń też robi swoje w temacie depresji.
Dobry wieczór. Dzisiaj wypadło parę ciężkich orzechów do zgryzienia, ale norma generalnie wyrobiona. Fajrant!
Wczoraj był Fajrant o 19 :18 , dzisiaj : 19 :24 . Jest to niestety regres , a nie postęp . Wyhamuj Quaskie , bo dojdzie do sytuacji , że będziesz musiał dwie godziny wcześniej wstawać !!
Dzisiaj miałem wszakże najtrudniejszy chyba fragment, któremu musiałem poświęcić o wiele więcej czasu niż zwykle. Drugiego takiego już nie będzie, więc mam nadzieję raczej na progres
Chyba że mi ktoś przerwie i będę musiał nadrabiać wieczorem.
Czyli idzie ku lepszemu? Baaardzo dobrze
No i idzie noc… Poprzedniej nocy mało spałam i patrzałki się zamykają. Dobrej nocy Państwu życzę i idę spać
Spokojnej!
A w każdym razie z górki.
Już się nie odzywam
Dobranocka.
Było, i pewnie jeszcze czasem się pojawi. Madonna i piosenka w sam raz na dobranoc – „Dear Jessie” z 1989 roku. Spokojna, melodyjna i jeszcze teledysk – wcale nie disneyowski, tylko brytyjski
Snów z dzieciństwa, tych najpiękniejszych!
Miła melodia, a pani elf nader wdzięczna…..
Dobry wieczór ! Miło mi zobaczyć znów Mirelkę, która ma okazję poznać przyszłą synową ?
Przyszłą synową (o ile nią będzie) znam już od kilku lat
Odwiedza nas parę razy do roku. Syn też do niej lata. A że Sara mieszka w Maine (tak ok. 2 000 km od naszego domu), to ta komunikacja jest trochę utrudniona 
Dobry wieczór!
Właśnie wróciłem z Piwnicy pod Baranami
Spaaać

Dobranoc
Spokojny wiosenny deszcz za oknem pada. Dobranoc.
Dzień dobry
Deszczowa sobota… 😉
Dzień dobry. Zdaje się, że wszędzie deszczowa? W każdym razie w Gdyni też siąpi, aczkolwiek mam wrażenie, że deszczyk już taki bardziej wiosenny.
Dzień dobry.

Nie mam siły podejść do okna i sprawdzić, jak u mnie z tym deszczem.
To może jakiś ekspresik włączę?
Jeżeli tylko stoi wystarczająco blisko łóżka, włącz. Bardzo chętnie podstawię filiżankę.
I tak muszę się ruszyć. Nie dość, że pracowita ta sobota, to jeszcze muszę się śmiertelnie obrazić na męża, który schudł 10 kilo i właśnie wszedł w stare spodnie Jaśka, czym zakończył sesję.
U mnie nadal tarczyca wygrywa.
To po plastrach?!?
Tak
Znaczy ja się cieszę i w ogóle, ale ten no…
O.
To i ja skorzystam
A może banana do kawy?
Dobra myśl
Witajcie!
Im bardziej szaro na zewnątrz, tym więcej słońca trzeba krzesać w sobie! Jutro w Krakowie Półmaraton Marzanny – biegną znajomi (m.in. Dudi 🙂 ); nienajlepiej się pogoda zapowiada..
Dzień dobry, w Gdyni takoż półmaraton (całe centrum na pół dnia zablokowane, co nam bruździ poniekąd). Przez chwilę pomyślałem, że spotykają się wpół drogi z krakowskim i w ten sposób mają cały maraton, ale to jednak za daleko.
No, jakby się dobrze rozpędzili…
Ha, a propos „rozpędzić”, lepszy numer: w związku z moimi związkami z Kielcami sprawdziłem ostatnio połączenia między Gdynią i Kielcami. Kiedyś był taki bezpośredni pociąg, dość wygodny, chociaż nocny, bo człowiek wsiadał w Gdyni i wysiadał w Kielcach, nie martwiąc się zbytnio o spóźnienia i przesiadki. Było to połączenie TLK, więc ex-„pospieszny”, do tego nocny, ale prowadził i wagony sypialne i kuszetki, więc raz na ruski rok jak się człowiek wybierał, to można było trochę pospać (z poprawką na niewygodę spania w pociągu w ogóle). A teraz zniknął – podejrzewam, że wróci dopiero w sezonie letnim, bo kiedyś jechał z/do Kołobrzegu, więc obsługiwał trasy wczasowe.
Poza zniknięciem tego TLK uderzyło mnie jeszcze coś: w ogóle zniknęły połączenia z jedną przesiadką w Warszawie! Nie wiem, czy to kolejne remonty linii (i w jakich miejscach), ale to jakaś paranoja: system proponuje najszybsze połączenia z przesiadką w… Krakowie! Pendolino z Gdyni do Krakowa (oczywiście via Centralna Magistrala Kolejowa) a potem regionalnymi do Kielc. Jak mawiają w takiej sytuacji moi Rodzice: „Do piekieł wstąpił, po drodze mu było”.
Ja byłam w sierpniu, cztery lata temu w Częstochowie u znajomej z internetu. Jechałam pociągiem z dwoma przesiadkami. A przecież to nie jest tak daleko i kiedyś było bezpośrednie połączenie.
Coś podobnego. Na studiach jeździłem bezpośrednio na trasie Kielce-Poznań (i z powrotem) przez Częstochowę właśnie.
No, są bezpośrednie połączenia, z tym że nie do Częstochowy Głównej, tylko na stację Częstochowa-Stradom. A, jest też jedno do Głównej. Jednak nie jest tak źle, może uruchomili nowe?
Ostatnio nie sprawdzałam, bo się tam nie wybieram.
A ja właśnie sprawdziłem z ciekawości jeszcze raz to „moje” połączenie do Kielc. Jest okresowe. Pierwszy kurs – DZISIAJ w nocy.
W dawnych, wspominanych czasach, PKP był w zasadzie monopolistą w krajowym transporcie dalekobieżnym, alternatywą był tylko PKS niewygodny do dłuższych podróży. Dziś, przy nieporównywalnej ilości samochodów i znacznej poprawie dróg popyt na przejazdy koleją spadł – i kolej radzi sobie jak potrafi w nowych warunkach. Zapewne dałoby się lepiej…
BTW: przesiadka w Krakowie to niekoniecznie zła koncepcja…
Oczywiście, że nie, tylko zdziwiło mnie, że nie w Warszawie, w sensie logistycznym i ew. zdroworozsądkowym, nie żadnym innym.
Wybywam, będę zapewne niezbyt późnym wieczorem (mam nadzieję).
Dzień dobry
Czyli mamy już gościa w domu…
Sara przyleciała
Więc macie wesoło
Przyjemności życzę 
Dziękuję, Bożenko
A ja siedzę i piszę, chociaż powinnam brać się za robotę 
A czy wszyscy mamy wesoło, to nie wiem. Mąż gdzieś lata ze swoją siostrą i załatwiają jakieś tam sprawy, młodzi zadekowali się na górze i nawet tam nie zaglądam
Robota nie zając
Fakt. Nie zając. Tylko jeszcze gdyby sama chciała się zrobić, to już w ogóle byłoby super
Bóg w dom też zawitał?
Nie wiem Ukratku. Nie było Go widać

Uff… Cały dzień na nogach i w dodatku zakupy. Nienawidzę tego. Wszędzie mnóstwo ludzi, ścisk, tony perfum i w ogóle.
Mam dość. Dobrze, że jutro totalny luz.
Odpoczniesz. A co dot. zapachów, czy nie pomogłoby zatkanie nosa, choćby watą?
Nie bardzo
Musiałabym cały czas ją nosić, bo nigdy nie wiesz koło kogo przejdziesz…
Więc tylko jak wychodzisz. Po co masz cierpieć… Robi się coraz cieplej, można oddychać ustami.
Współczuję, bo znam ten ból. Czasami w sklepie (ale nie tylko) nie wiem gdzie nos wsadzić, tak niektórzy są wyperfumowani. Kąpią się w tym czy co?
Chyba nie wiedzą, że nawet najładniejszy zapach, gdy jest go w nadmiarze, zaczyna śmierdzieć i może przyprawić o ból głowy 
Prawdopodobnie niedługo pojedziemy na zakupy



Nie muszę chyba pisać jak bardzo mnie to cieszy
Co prawda prania jeszcze nie skończyłam, ale… chciałabym mieć jutro dzień wolny. Taki luzik i relaks
A może jakaś wycieczka?
Opisałam zeszłotygodniową wycieczkę. Ten wątek jest już dość długi. Zapraszam do wędrowania
Ale pożegnać się przyszłam jeszcze tutaj, bo nowe jest za nowe…

Spokojnej! I dobranockę też jeszcze tutaj dam…
Dobranocka jeszcze na starym pięterku, chociaż już troszkę bardziej w klimatach nowego.
Tego chyba jeszcze na dobranoc nie grałem, ani piosenki, ani gatunku. Gatunek to reggae (chociaż może „Seventh Wave” Stinga…), a piosenka to „Fryzjer na plaży” polskiej grupy DAAB (ok. 1985). Spokojny, przestrzenny kawałek, w sam raz na dobranoc. Dlaczego na plaży, to słychać, szum fal i takie tam, ale dlaczego fryzjer, to nie mam pojęcia.
No i trochę tak to brzmi, jak wielka, pusta przestrzeń nad wodą, tylko ptaki Miral latają 😉
Snów o plaży, może być nawet bez fryzjera.
Ładny ten kawałek.
Ale lampki nikt nie zapalił 