Jak to często bywa, nie bardzo wiedzieliśmy dokąd pojechać, więc wybraliśmy się w stare miejsce – North Dunes Nature Preserve. To prawie na pograniczu z Wisconsin, niecałą godzinę jazdy samochodem. Nad Lake Michigan, w tym miejscu, przebiega ścieżka migracyjna ptaków. Szczególnie wiosną, całe ich chmary lecą na północ na swoje lęgowiska. Można tam spotkać ptaki, które nie zatrzymują się u nas na lato. Byliśmy ciekawi, czy już jakieś „nowości” będą…
Jak zwykle zajechaliśmy najpierw nad Sand Pond. Tym razem nie szliśmy dokoła. Wszędzie panowała cisza. Zwykle w zaroślach coś lata i kwili, ale nie tym razem…
Na wodzie zobaczyłam jakieś kaczki. Między krzyżówkami coś migotało miedzią. Głowienki preriowe. Dość rzadko przez nas spotykane…
Niby byliśmy zajęci kaczkami, ale zauważyłam coś dużego lądującego po drugiej stronie jeziorka. Czapla modra!!! Kiedyś czytałam, że nie wszystkie te czaple odlatują na południe. Część zostaje. Ale wydaje mi się, że to bardziej na południu stanu Illinois. Tu, podczas srogich zim, nawet Lake Michigan zamarza. Co prawda nie w całości, ale po kilka kilometrów od linii brzegowej. Który ptak by leciał taki kawał? A jeszcze czapla musi mieć w miarę płytką wodę…
Znad Sand Pondu, oczywiście nad Lake Michigan. Wiało lodem… Momentalnie zgrabiały mi ręce. Małżonkowi z resztą też. Odeszliśmy za pas wydm i od razu zrobiło się cieplej. Jakbyśmy byli daleko od tego lodowatego wiatru…
Koniecznie chciałam zajechać jeszcze na Marinę (właściwie nazywa się to – North Point Marina). Ogromna przystań jachtów. Zupełnie pusta o tej porze roku. Ale wiem, że często można tam spotkać różne wodne ptaki. Małżonek nie bardzo chciał jechać. Mówił, że nie warto… ale ostatecznie to ja siedzę za kierownicą 😉 Pojechaliśmy 😀
Przy wyjeździe z „Dunsów” zobaczyłam dwie pasące się sarenki. Zahamowałam. Małżonek momentalnie chwycił aparat i otworzył okno.
Mimo tego, że spotkanie było krótkie, zaledwie kilkuminutowe, ale jakoś tak poczuliśmy, że na pewno wycieczkę można zaliczyć do udanych. Mąż nawet przestał protestować i zgodził się na tę Marinę…
Na Marinie też było pusto. Czyżby małżonek miał rację i niepotrzebnie jechaliśmy? W oddali widziałam mewy, ale jest ich pełno wszędzie. Nawet pod sklepami w głębi lądu. To żadna atrakcja… Jurek był gotów od razu wracać, nawet nie wysiadając. Ale ja jestem uparciuch i ruszyłam z parkingu w stronę pomostów do cumowania jachtów. Od razu zobaczyłam szlachara… czyli kolejnego ptaka, którego nie spotykamy za często.
Daleko zauważyłam coś siedzącego na pomoście. Czyżby czapla biała? Trochę na nie za wcześnie! One przylatują z zimowisk pod koniec kwietnia, na początku maja…
Popatrzyłam przez aparat i cyknęłam zdjęcie… sztuczna papuga…
I tak wyglądała nasza wycieczka na Marinę i Dunes. Dwie godziny łażenia i trochę wrażeń. Zmarzliśmy, ale nie żałuję. Fajnie było 😀
Ps. Tak sobie pomyślałam, że do tej wycieczki dołożę te myszołowy rdzawosterne. Nie dałam rady pokazać ich w komentarzach, to pokażę tutaj. Nie są to co prawda super zdjęcia, bo było szarawo i paskudnie, ale zawsze coś tam widać. A „Rudusie” to jedne z moich najulubieńszych drapoli.





Ta wycieczka, to nie jest jakieś tam cudo, ani specjalnie ciekawa. Ale zawsze mogę coś tam pokazać
Na przetrwanie do następnego wpisu jest dobra 
Jak dobrze, że się zlitowałaś nad tamtym wysokim piętrem. Obecne jest nie tylko na przetrwanie, bo jest bardzo interesujące… Jak zresztą wszystkie Twoje wpisy i zdjęcia
Dzięki, Bożenko

Nie jest to zbyt dokuczliwa dolegliwość, także wyrzutów sumienia nie mam

Wiesz, że ja o ptaszkach, to mogę nawet codziennie (byle czas pozwolił)
I muszę się przyznać, że swoją pasją zaraziłam już kilka osób
Myszołowy rdzawosterne są duże. To jedne z tych większych. Dorastają do 63cm, a rozpiętość ich skrzydeł to prawie 1,5 metra.
Trudno za nim nadążyć 
Podczas lotu wykorzystują prądy powietrzne, żeby oszczędzać energię. Szybując osiągają prędkość od 32 do 64km/godz. Ale gdy lecą w dół do swojej ofiary, potrafią osiągnąć nawet 190km/godz. I co się dziwić, że gdy czasami próbuję „ustrzelić” takiego „rudusia” w locie, momentalnie znika mi z pola widzenia
Edit: Polska Wiki podaje rozmiar 63cm, ale angielskojęzyczna – 65cm. Niby to tylko dwa centymetry, ale jednak różnica jest…
Mogę jeszcze dodać, że zwykle samice są cięższe o ok. 25% masy ciała od samców. Czyli panie, które uważają, że są za grube w porównaniu do swoich panów, niech popatrzą na te ptaki
Te samice są zadowolone i nie przeraża ich waga… 

A tak w ogóle, to u różnych drapoli (jak zauważyłam) normą jest to, że samice są większe i cięższe. To panowie są tymi mniejszymi i lżejszymi, chociaż to głównie oni bronią gniazda, samicy i młodych.
Znakomite zdjęcia! Wiem, że się powtarzam, ale nie da się nie powtarzać 🙂
Trochę wam zazdroszczę tych wycieczek i zgodności zainteresowań…
Ależ Ukratku!!! Czy na te coroczne rejsy po Mazurach sam jeździsz? To też wspólna pasja i zainteresowania
Że nie tak często jak my? To nie ma znaczenia. My po prostu jeździmy bliżej, to i częściej 
A ile różnego ptactwa mogłabym obcykać!!! 
W sumie mogę powiedzieć, że Wam tych rejsów zazdroszczę. Też bym sobie popływała…
Fakt, ptactwa widujemy dużo! Tyle, że dzieckom fotografowanie już nieco przeszło, a mnie nie staje ni refleksu, ni sprzętu 🙁

Ale mam trochę ptaków z minionych lat; mój ulubiony jest ten:
Super!!!


Piękne zdjęcie
Nie dziwię się, że ulubione
Rzeczywistość mnie odrywa od Wyspy, więc na razie nie będę się wypowiadał nt. wpisu, bo – jak wiesz – lubię merytorycznie. Jak nie dzisiaj, to jutro.
Ja też merytorycznie jutro, teraz pozwoliłam sobie na pożegnanie piętro niżej.
Wiem i z niecierpliwością czekam
A to ja tylko nieśmiało, że nie spojrzałam, kto nadaje, i już się wybierałam między Bordeaux a Tuluzę, a tu taka niespodzianka – i taaaaaaakie myszołowy.
Cieszy, że niespodzianka cieszy
Jeśli będą, pokażę…
Może jutro wybierzemy się do Elgin. Ma być słonecznie, to i zdjęcia „rudusiów” mogą być lepsze
Dobry wieczór;)
Zdjęcia jak zawsze piękne;)
Podziwiam refleks i cierpliwość! Ja to bym co najwyżej tę papugę obfotografowała;-P
Wydaje mi się, że te bezskrzydłe zwierzątka to są daniele, a nie sarenki mają inną budowę ciała od saren (choćby ogonki), ale nie chcę się wymądrzać, bo aż tak się nie znam;-)
Dzięki Gimi
Jestem pewna, że Tobie też przynajmniej część zdjęć by wyszła. I to nie tylko tej papugi… 
Wiem, że jest wiele różnych gatunków tych zwierząt i sama widzę, że różnią się od siebie detalami. Spokojnie mogę się zgodzić z Tobą, że te na zdjęciach to nie sarenki, a daniele. Chociaż z drugiej strony, to może być jakiś amerykański gatunek, którego obydwie nie znamy

Do tych zdjęć nie trzeba cierpliwości. My nie cykamy z „nasiadki”, czyli nie czatujemy na ptaki godzinami w zasadzce. Idziemy i jak coś widzimy, to cykamy
A co do zwierzaczków… Wszystko co nie ma rogów, to dla mnie sarenki, a te z rogami, to jelenie
Sprawdziłam u wujka Google. Daniele mają białe cętki, więc to na zdjęciach nie mogą być daniele. Sarny żyją tylko w Eurazji, więc i sarny nie. Znalazłam coś, co się nazywa mulak i chyba najbardziej jest podobne do tych zwierzaków ze zdjęcia. Prawdę mówiąc, to nawet nie słyszałam takiej nazwy.


Amerykanie mówią na te zwierzaki „deer”, czyli jeleń. A jak pisałam wcześniej, dla mnie jak jeleń, to i sarna
Mulak po angielsku to „White-tailed Deer”… może się pomylić? Jasne, że może
Dzień dobry
Poczytałam, pooglądałam, podziwiałam… Najbardziej zainteresowały mnie szlachary. Mają dziwne, czerwone oczy i są piękne. Nic dziwnego, że samiczka nie odpływała, bo widziała pewnie, że ją fotografujecie. Piękności lubią być podziwiane i uwieczniane na zdjęciach 
Tylko patrzeć, jak zakrzyknie jak jeden z artystów w Piwnicy:
Proszę nie robić zdjęć… tak rzadko!
Ona uciekała, tylko… że się tak wyrażę… nie w tę stronę co powinna


A poza tym, zawsze mam problem z oznaczeniem czy jest to samica szlachara, czy nurogęsi. Są niemal identyczne. W sumie to nie dziwi, bo obydwa gatunki to tracze. Samce też są do siebie podobne, ale je dużo łatwiej rozpoznać
Witajcie!
Dzień zaczyna się optymistycznie – dużą dziurą w chmurach. Oby tak zostało!
U mnie na razie żadnej dziury nie widać. Niebo równo zachmurzone.
Panie, Panowie, wstawiam na kawę!
A może czekoladkę? 
Nie ma chętnych? To ja wychodzę na słoneczko, piękna pogoda się zapowiada.
… bry
Ja poproszę.
Tym razem kot o 4.20 zażyczył sobie odźwiernej.
Jestem mało przytomna a na dodatek wieje jak diabli.
Bry. Nie powiem, co bym zrobił z kotem, który o takiej porze domagałby się odźwiernego. Może dlatego (i w związku z alergią) nie mam kota.
Ja mam i kota, i alergię, i trzech facetów w domu, którzy NIGDY nie słyszą, jak kot miauczy pod drzwiami przez kwadrans.
Nie wiem, czy widziałeś moją dzisiejszą idiotyczną wymianę zdań z Madre na FB, ale prawda jest taka: ja tego kota nie cierpię, tyle tylko, że podejmując kiedyś tam idiotyczną decyzję o wzięciu go do domu, wzięłam na siebie obowiązek. I nie uśpię głupiego kota, tylko dlatego, że mnie wkurza.
Owszem – otwieram mu te cholerne drzwi. Daję jedzenie. Wożę do weta, a kiedy kotu odbija i wraca w stanie zejściowym – wydaję majątek na zastrzyki i opatrunki. Nie zmienia to zupełnie moich uczuć do niego, ale przecież go nie zabiję, nie oddam do przytułku, nie wywiozę do lasu.
Zresztą i tak by wrócił.
(Rany, ale ja się obrzydliwie szczera zrobiłam ostatnio…)
No widziałem, widziałem. U mnie też by nie było mowy o uśpieniu prze’esz. Ale dałbym takiemu kotu do zrozumienia, co o nim myślę, mową, uczynkiem (niekoniecznie robiąc przy tym fizyczną krzywdę), ewentualnie nawet zaniedbaniem.
A bo Ty uważasz, że ja mu nie daję? Do zrozumienia? Ale on jest lepszy w rżnięciu głupa, niż wszyscy mi znani ludzie razem wzięci. I jeszcze psa tego nauczył.
Przecież ja mam alergię na stopery.
A na co nie masz? Zrób z tego stopery.
No coś ty? Stopery z Martini???

Po odpowiedniej ilości Martini już nie trzeba stoperów!~
Dzień dobry. Tak mniej więcej w miarę rozbudzonym i przytomnym okiem przyjrzałem się galerii, za którą brawa wielkie jak zwykle.
Bardzo podobają mi się głowienki preriowe z tymi głowami jak z miedzi, to w sumie nieoczekiwany widok dla kogoś przyzwyczajonego do zielonogłowych krzyżówek. Państwo szlacharostwo również niebywali – potargane „fryzurki” i dzioby, trochę dłuższe i smuklejsze niż u większości znanych mi kaczek (chociaż z tymi czerwonymi oczkami pani szlacharowa wygląda… niepokojąco 😉 ). A czapla w pierwszej chwili wyglądała jak nie przymierzając marabut. Doskonałe ujęcie też w locie, z tymi łapami rozcapierzonymi z tyłu. O sarenkach i myszołowach nie napiszę, bo zdjęcia mówią same za siebie – tylko może dodam, że to ujęcie w locie, z gałązką w dziobie, to już bliskie mistrzostwa.
Zaciekawiło mnie to betonowe ustrojstwo na przedostatnim zdjęciu z pierwszego zestawu, próbowałem się zorientować, co to takiego, ale nie znalazłem żadnej informacji na ten temat. Ze zdjęcia wynika, że to coś znajduje się na lekkim wzniesieniu, koło drzew. Mam kilka hipotez:
1. Rzeźba nowoczesna. Mało prawdopodobne, bo wygląda to na lekko zaniedbane, bez opisu, ogrodzenia ani żadnych takich. W Stanach rzadko zostawia się dzieła sztuki tak na żywioł.
2. Część statku. Owszem, były takie czasy, po pierwszej wojnie światowej, kiedy budowano statki z betonu, i całkiem możliwe, że to resztka takiego statku, ale nie wiem, dlaczego ktoś miałby ją tu przywlec i postawić, bo jeżeli dla atrakcji, to znów – dlaczego bez cienia opisu?
3. Jakieś urządzenie praktycznie przydatne w marinie, ale nie mam pojęcia, jakie. W gdyńskiej marinie niczego podobnego nie kojarzę, co jeszcze o niczym nie świadczy. Może takie coś kiedyś służyło, bo ja wiem, wciąganiu albo spuszczaniu jachtów? Albo ułatwiało czyszczenie kadłuba po wyciągnięciu z wody? Mistrzu Tetryku, z doświadczeń okołojachtowych może miałbyś jakieś sugestie?
Aha, i gdzie to jest w marinie? Szukałem na Wikimapii i Google Street View, ale nie znalazłem. W którym miejscu mariny to jest, od południa, od północy? Kojarzyłabyś jakieś punkty orientacyjne?
Aha, właśnie znalazłem. Po obejrzeniu z różnych miejsc i kątów – to wygląda jak olbrzymia betonowa kotwica, ale raczej rzeźba niż praktycznie kiedykolwiek używana. Opisu gdziekolwiek brak.
Dzień dobry
Sprawdzałam u siebie na Google maps i też tego nie widać. Ciekawe dlaczego? Stoi toto z południowej strony Mariny. Jak się tak patrzy z góry, to jest to w pierwszym „kółku”(wysepka drogowa)od Lake Michigan. Na wprost drugiego pomostu (też licząc od jeziora). Nie wiem czemu tego nie widać. Czyżby to było coś nowego, dopiero instalowanego? I dlatego nie ma jeszcze w „googlach”, ani nie ma tabliczki informacyjnej? Nie mam pojęcia.
Głowienki są w Polsce, chociaż trochę inna odmiana. Nie preriowe, a zwyczajne. Są nawet ptakami łownymi…
To betonowe ustrojstwo też nie dawało mi spokoju. Dlatego je pokazałam, chociaż aż tak dekoracyjne nie jest
U mnie widać, tyle że bez objaśnienia – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/DoytNSwCQwT2 i na Street View też widać (zadziała tak? https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/iL4UuY8Fum32) , tylko że z góry dopiero widać, co to jest za kształt.
I próbowałem guglać w przeróżnych konfiguracjach, ale nic sensownego nie wyskakuje w wynikach.
Okołojachtowo nijak mi się nie kojarzy – za duże, za ciężkie.
Może to być fragment (niewykorzystany?) jakiegoś umocnienia nabrzeża lub falochronu, np. zabezpieczenie przed rozmywaniem wypływu jakiegoś niewielkiego cieku do portu, albo element jakiegoś łamacza fal? Tylko dlaczego został na trawniku?
Owszem, budowano statki (a nawet i jachty) z siatkobetonu – ich kadłuby tworzyła warstwa betonu zbrojonego siatką, ale w pokazanej konstrukcji IMHO brak jakichkolwiek analogii – tu grubości warstw betonu sugerują raczej niewielki schron
Albo rzeźbę właśnie. Z tym że na zdjęciu Miral rzeźba wygląda na zaniedbaną dość.
Bo jako prawdziwej kotwicy to raczej żaden statek z tam cumujacych by nie używał, to pewne.
Dzień dobry

Jeszcze na razie ciemnowato (chociaż to już 7 rano!), ale ma być w miarę słonecznie, także na pewno gdzieś się wybierzemy
Dzień dobry ? O siódmej u Ciebie ciemnowato ? W Warszawie o siódmej to można się już opalać !!(żart) Nie będę chwalił galerii , bo sam jestem fanatykiem przyrody i mógł bym coś zełgać . Mam swoje sposoby na obserwację zachowań ptaków i np. na Mazurach tak oswoiłem sikorki , że siadały mi na kapeluszu , co oczywiście zmuszało mnie do zamarcia w tzw. słup soli . Ale było i tak w Warszawie , że przez parę miesięcy przy każdym pojawieniu się na ulicy , atakowany byłem przez wrony . Ludzie dziwili się , a sceny z ataku podobne były do scen z filmu : Ptaki Teraz sie to nie zdarza , ale nie mogę pojąć co było przyczyną takich zachowań wron . W Parku Moczydło na Woli jest trochę ptactwa wodnego , ale bliski kontakt tej przyrody z infrastrukturą wielkiego miasta trochę zniekształca właściwe zachowania tych zwierząt . Tak czy siak , zawsze znajduję czas aby obserwować , czasami zaskakujące zachowania ptaszków
O Twoich zamiłowaniach, Maksiu, wiem dobrze
Wiem, ze też lubisz obserwacje natury. To jest bardzo zajmujące. Pamiętam jak kaczorek karolinki zginął śmiercią tragiczną, a wdową zaopiekował się kaczor krzyżówki. 
One są do niego za duże i się nie mieszczą. Ten dokonywał różnych dziwnych sztuczek, żeby się utrzymać. Nie wiem ile zjadł, ani jak długo siedział. Widziałam tylko moment i zaraz „spadł” na ziemię.
O wronach też kiedyś dyskutowaliśmy, ale jakoś nie mogliśmy wpaść na pomysł dlaczego zaczęły Cię atakować, ani dlaczego przestały. To faktycznie zaskakujące i dziwne. Zimą mam obserwacje ptaków pod nosem, a właściwie pod kuchennym oknem, bo tam wiszą karmniki. Sypię też ziarno na ziemię, bo niektóre ptaki nie umieją korzystać z karmników. I właśnie dziś zobaczyłam gołębia karolińskiego na karmniku
A co do właściwego zachowania wodnego ptactwa… one się dostosowują i w zasadzie nie do końca wiadomo, czy to już jest ich właściwe zachowanie, czy może przeniesione na inny teren zachowywałyby się inaczej? Wiem, ze te pierzaste, które nie umiały się przystosować, albo wyginęły, albo przeniosły się na inne tereny. Najgorzej że te „inne” kurczą się coraz bardziej. I ptakom i zwierzakom zaczyna brakować miejsca i odpowiednich warunków bytowych
Wybywam, będę za parę godzin, jak sądzę.
Galeria jak zwykle piękna.
Wpadam w kompleksy
Witam ponownie, już jestem. Pogoda się zepsuła i wieje zimny wiatr
No i z powrotem, zobaczymy, na jak długo.
I ja jestem z powrotem, po kibicowaniu herosom wspominanego wcześniej półmaratonu Marzanny. Jak dobrze pójdzie, sporządzimy relację 🙂
Więc niech dobrze pójdzie
Dołączę do Bożenki

Niech dobrze pójdzie, bo jestem ciekawa tej relacji…
Dobranoc
Spokojnej!
To ja twoim śladem.

Spokojnej po raz drugi! I duuużo Martini w Marcu (jakże stosownie, nieprawdaż?)
Dobranocka.
Było. Klasyka. Dość rozbudowane muzycznie, ale nada się na dobranoc. „Wbrew jakimkolwiek szansom” Phila Collinsa. Nadal kładzie na łopatki, po tylu latach.
Snów i spania w ogóle. Wbrew np. marcującym kotom 😉
Dobrej nocy!
Czy dziś zalśni nam magiczna lampka?
Ptaszki jak zawsze świetne, a te szlachary mnie rozbawiły – rozczochrańce takie
Pojęcia nie miałam, że istnieją.
Brawo Mirelka
Ukratkowe zdjęcie jest jak malarstwo holenderskie ! Cudo…
Prawda, tylko Holendrzy – tak podejrzewam – zrobiliby z tego za pomocą guldynki martwą naturę…
Zaznaczę tylko, że zdjęcie jest autorstwa mojej córy
Dobranoc, bez stoperów i z

łośliwego kota
Udało się!
Dzień dobry
chociaż mokry 
Deszczowe dzień dobry.
Dzień dobry.
JEDEN stopień???
I może jeszcze mam się cieszyć, że na plusie?
Ciesz się, że nie ZERO jak w Gdyni. Ale u mnie już jest DZIEWIĘĆ
Dziewięć również u mnie na południu. Jo. chyba zmyśla z tym JEDNYM stopniem
Nie może być u niej aż tak źle:-)
To ja może podam śniadanie?

Dzięki, przyda się…
A czy wiecie, że dziś o godz. 11.29 rozpoczyna się astronomiczna wiosna?
Brzmi nieźle. Żeby jeszcze do tej mojej jedynki doszło zero… Przy plus dziesięciu już coś się dzieje, a tak jak teraz, to jest do bani.
O, tu podają? Poproszę z tego zestawu kawę, a do tego kawę.
Ale o której było zero? Bo ja nic nie wiem, a teraz jest wedle termometra pięć z groszami?
No teraz jest.
Dokładnie przed godziną. Na tej pogodynce – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tvnmeteo.tvn24.pl/pogoda
O, mamo.
No to Włosi z wymiany od małżonki mają atrakcje iście zimowe. Mam nadzieję, że na ulicy nie pojawi się żaden biały niedźwiedź, bo inaczej lata obłaskawiania cudzoziemców pójdą na marne…
Lubię zaglądać na tę stronę
Ja mieszkam na Błoniach. Tu zawsze jest kilka stopni mniej niż w ścisłej zabudowie miejskiej.
To tak jak z ludźmi, jak siedzą ściśnięci np. w przedziale kolejowym, to jest cieplej.
Budynki też oddają swoje ciepło.
Budynki, chodniki, asfalt czy tam inna kostka. Ja tu mam dokoła Dzikie Pola i zawsze jak wjeżdżamy na górę lub do Wilanowa to widzimy różnicę kilku stopni. No i jeszcze tutaj hula wiatr bez ograniczeń.
Wiatr w czasach smogu to zbawienie. Na moim wzgórzu też tak mam.
Smogu już u nas nie ma. Zbyt duży wiatr ostatnio i coraz cieplej. Ludzie przestają ogrzewać mieszkania. Ja też mam zimne kaloryfery od dłuższego czasu.
Jo, czy ty przypadkiem nad ranem nie zajrzałaś do lodówki?
NIE.
No właśnie ostatnio przestałam zaglądać do lodówki. Zwłaszcza nad ranem.
Dzień dobry. Jak się okazuje, nie trzeba kota, żeby się NIE wyspać. 5:45 małżonka podniosła larum, że jej się komórka nie naładowała.
Zgłaszam się z dużym podajnikiem po kawę.
Oj tam, oj tam. Mogła podnieść to larum o godzinie hmm 3:34:-).
Sam nie wiem, może wtedy bym nawet w miarę sprawnie zasnął z powrotem?
Witajcie!
Oddałem krew do badania, odebrałem dowód rejestracyjny, dotarłem do pracy… I jak ja bym to wszystko zrobił tak szybko, gdybym nie miał samochodu?
Uuu… A zregenerowałeś się po tym oddaniu?
Jestem, wypluty nieco od szukania przeróżnych szczegółów po sieci. Ale 18:21 – niewątpliwy postęp, proszę państwa!
Między innymi taki fragment dzisiaj miałem na tapecie (w przekł. K. Jeżewskiej). Oczywiście „Iliada”.
„Hektor zaś sam z kunsztownego rydwanu skoczył na ziemię
z krzykiem okropnym. Następnie głaz ciężki chwycił do ręki
i na Teukrosa wprost ruszył. Z całej go duszy chciał zabić.
Teukros z kołczanu natychmiast wziął gorzką strzałę i oparł
ją na cięciwie, a Hektor o hełmie wiejącym kitami,
kiedy ten łuk swój napinał, trafił go tu, gdzie oddziela
szyję od piersi obojczyk, a rana bywa śmiertelna.
Czyhającego na wroga tam trafił głazem chropawym.
Zerwał mu łuku cięciwę. Zmartwiała ręka przy zgięciu.
Teukros ugiął kolana – łuk wypadł z dłoni omdlałej.”
Ładne?
Baaardzo ładne, ale „ciężka artyleria”…
Dokładnie tak!
Morał z tej opowieści: jeżeli zobaczysz gdzieś faceta o hełmie wiejącym kitami, a choćby tylko ze sporym kamieniem w ręku, natychmiast bierz przykład z tych kit i wiej – co najmniej poza zasięg rzutu tym kamieniem…
Tak jest. Na wszelki wypadek, nawet jak masz łuk i umiesz z niego szyć, tak jak ten, co dostał kamieniem.
I koniecznie uciekaj przed gorzkimi strzałami…
Co innego słodkie, te trzeba łapać w locie, najlepiej zębami
Na mnie czas. Dobranoc
Spokojnej!
Jestem wypompowana…

I tu też spokojnej. Może z lekkim dopompowaniem energią przez sen.
Dobranocka.
Dzisiaj trochę czarnego humoru, co już też był. Olsztyński kabaret „Czyści jak łza” i piosenka „Bodzio”. Czasem mam wrażenie, że pisana na czas na jakiś konkurs, w którym trzeba było połączyć w jednym tekście parę kompletnie odległych słów, a muzyka jest dość symboliczna. Ale całość bardzo mi się podoba.
Snów pełnych wrażeń, oczywiście wyłącznie pozytywnych.
Łagodnie czarnych snów!
Załzawione oczy, nos jak bania -wiosna , panie sierżancie i coś pyli. i nie jest to smog…
Dobrej nocy mimo wszystko
Dzień dobry
Ale o 5:48 dzień dobry? Się kiedyś wkurzę i wstanę o 4:15 napiszę dzień dobry i pójdę spać.
A tak w ogóle to dzień dobry. Ciepły.
Nie mogłam dzisiaj dospać, pewnie mój organizm wie, że niedługo będą przestawiane zegarki i się już przygotowuje
A w ogóle dzień ciepły, ale pochmurny 😉
Witajcie!
A na południu to nawet słońce widać! I niebo miejscami niebieskie!
Tu też się już przeciera
Prawie południe, a tu nikt ekspresika nie uruchamia?

A u mnie +11. Niezły przeskok z +1.
Dzień dobry. Niebo cokolwiek łaciate, prześwieca miejscami. Kawa wskazana, więc się dosiadam i podstawiam podajnik, może dzisiaj coś większego niż ta wieczna filiżanka?
To i ja dosiadam z podajnikiem

Coś większego? Więc może winko dla kurażu?
Ee, ale o tej porze? No nie, aż tak to nie. I „większe” dotyczyło tylko objętości podajnika, nie zawartości.
Ależ proszę – dawaj wiaderko! Ekspres wydajny, wystarczy dla każdego
Wielkie filiżanki, których używa małżonka, nazywamy poufale nocnikami, wiaderka nie znam, ale masz rację, to by był właściwy kaliber.
Mam taki kawowy kubek, spory, o, z takim wzorem (edit: zmienię obrazek, bo znalazłem sam kubek):
A może byś wolał taki?
Ale chyba jednak za mały…
Dzięki. Faktycznie, w tym wypadku rozmiar ma znaczenie. Im większy kubek, tym lepiej!
Ja śniadaniową herbatę popijam.
Ja też będę, ale za kwadrans.
Jak mi się dzisiaj nic nie chce…
Wie ktoś może, czy w najbliższym czasie mróz wróci?
Tego bym sobie nie życzyła, przecież jest WIOSNA!
No ja też nie.
Nie wiem tylko, czy iść ciąć żywopłot, czy jeszcze czekać?
O ile wiem, gałęzie przycina się zanim puszczą soki, więc czas najwyższy. Ale zaznaczam, że ekspertem nie jestem.
To jest tak, że żywopłot z żywotnika tnie się w drugiej połowie marca/pierwszej kwietnia. ALE. Jeśli nie spodziewa się mrozu. Bo jak się cokolwiek przytnie i rąbnie minus pięć, to może być po roślinie. A ja jednak wolałabym się nie pozbywać żywopłotu… Przydatny tu jest 😉
No i siedzę i się zastanawiam: ciąć, czy czekać?
Mrozów nie przewidują, ale pewności nie ma. Kwiecień ma być bardzo ciepły, nic więcej nie wiem.
Może to Ci coś pomoże? – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pogoda.interia.pl/prognoza-dlugoterminowa-warszawa,cId,36917
O, dzięki!

Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze – będziesz mieć dwa dni wolnego…
O. Widzisz.
No więc fajrant. Jak widać, co dzień krócej, aż w weekend przyjdzie zmiana czasu (nb. pamiętajcie!) i szlag trafi całe liczenie
Dobranocka.
Takie różne rockowe klasyki mi chodzą po głowie. W tym Lou Reed i jego „Perfect Day”. Co prawda to nie był idealny dzień, ale może kiedyś? Spokojny rytm, w refrenie trochę gęściej, poza tym dość minimalistycznie.
Snów o doskonałych dniach. I nocach może też, tak przy okazji. Do kompletu.
Wróciłam do domu, żeby powiedzieć Wam dobranoc
To i ja!

Ważnym jest, aby mieć po co wracać do domu…
Ssspokojonej!
Przyszłam powiedzieć

dobranoc, tak trochę przez sen…
Dzień dobry

A teraz po prostu włączyłam i działa 

W końcu dosiadłam się do Wyspy
Nie wiem czemu nie mogłam się zalogować. Ten głupi komputer pisał mi, że mój serwer czegoś tam nie wysyła, czy nie przyjmuje? Już sama nie pamiętam. Wściekłam się i sobie poszłam
Może się wystraszył mojego obrażenia?
W niedzielę rano zobaczyłam na swoim karmniku czarną wiewiórkę. Widuję je w Libertyville, ale to prawie 50 km od mojego domu!!! Nie pamiętam, żebym takie widziała w mojej okolicy. Czyżby się do nas przeniosły?


A to jedno z jej zdjęć, bo oczywiście obcykałam
Będę się zbierała do spania
Bo wtedy ziewam w połowie 

Ziewam co drugie napisane zdanie i nie za bardzo pomaga wolniejsze pisanie
Miłej środy życzę
Dzień dobry
Tak się zastanawiam, czy ta wiewiórka nie przeleciała przez komin? 
Trenuje do zespołu Św. Mikołaja? No może…
Dzień dobry. Dzisiaj mamy światowy dzień wody i chyba dlatego woda mi się z nieba leje.
U mnie wczoraj się lała.
Dzień dobry.

Kawa, tosty francuskie, a potem idę ciąć żywopłot.
Jednak się zdecydowałaś? Z kawki chętnie skorzystam
A guzik. Deszcz pada. Ale – tak, zdecydowałam się. Jak przestanie padać to idę ciąć.
Tnij, tnij. Potem będzie ładnie.
Dzień dobry
Chętnie się przyłączę do wspólnej kawy

To i ja się przysiadam.
Witajcie!
Czy mi się zdaje, czy lato już było i zaczyna się jesień?
Też mi na to wygląda
Eeee tam

Amerykańscy naukowcy obwieścili, że od 20 marca mamy wiosnę!
Tym zresztą się różnią od radzieckich naukowców, którzy wiosnę (nieodmiennie) rozpoczynali 21 marca!
Dzień dobry, a tu słońce lekceważącym ruchem promieni odgania parę nieistotnych kłębków chmur z drogi.
A ja siorbię kawę.
Nie siorb! Co Ty jesteś? Pysia?
Noale gorąca!
Wiatr pod nosem masz? – zwykła w takiej sytuacji pytać moja babcia
Ładne!
U nas też tak mówili, Ukratku. I to nie tylko babcia…
Dzień dobry
Dopiero w piątek ma być cieplej. Według tego co podają, tak ok. 22C
A potem znowu zimno…
U mnie zimno i jak na razie ciemno
Czyli pogoda w kratkę. A tu słońce zaświeciło całą gębą i zrobiło się ciepełko
Pąkówki na drzewach coraz większe, a więc wiosna, panie sierżancie 🙂
O to to, u nas takoż!
Fajrant 18:34, niby później niż ostatnio, ale żebyście wiedzieli, jak mi dzisiaj co i raz przerywano robotę! I to oczywiście każda sprawa ważna, najważniejsza na świecie. Uroki pracy w domu (bo w domu oczywiście nic się nie robi, tylko leży do góry spławikiem, jak to barwnie ujmuje jeden z kuzynów małżonki, oczywiście wędkarz zapalony).
Tym razem nie ja!!!
Nie ten przypadek. Niczego nie żądasz, a jak muszę chwilę odpocząć od roboty, bo już mózg paruje, żeby wrócić ze świeższym, to można pogadać.
A dla ozdoby – zachód słońca z Gdyni:
Tak mi się skojarzyło, że widziałem kiedyś w sieci artystyczną wizję „co by było, gdyby Ziemia była tak blisko Saturna, że na naszym niebie byłoby widać pierścienie tej planety (zakładając, że grawitacja nie zrobiłaby nam najpierw kuku)” i wyglądało to dość podobnie
Piękne!!!
Piękne zdjęcie , ale nie da się ukryć ,że może to być fotografia salwy takich tam urządzeń odpalanych z wyrzutni . Kierunek zgodny ze sztuką : lewa strona – zachód , prawa – wschód , czyli jak mówią fachowcy jakaś tam flanka ( nie mylić z flanelą) którą koniecznie musimy wzmacniać . Wpakowałeś się Przyjacielu w kabałę , bo za to może być albo order , albo wyklęcie . Deklaruję , że w razie czego , stanę w Twojej obronie , wszak jesteśmy obywatelami niepodległego Madagaskaru !!! Tak trzymać ! Nie przypuszczałem , że mamy co odpalać , a jak widać mamy i za to gratulacje . Dobry wieczór 🙂
Dobry! I nie dość, że odpalali, to jeszcze w całkowitej ciszy! A nie wiedziałem, że z takiej broni da się strzelać z tłumikiem. Widziałem kiedyś zdjęcie z niemieckiego poligonu z tłumikiem do czołgu (poniżej), ale do takiej broni, w domyśle rakietowej, to nie!
Mamy jako naród smykałkę do wszystkiego , brakuje nam tylko wytrwałości w realizacji pomysłów Już w 1968 roku mieliśmy własny system antyrakietowy , który zestrzeliwał pociski ze słynnej ” Katiuszy ” . Kiedy obejrzeli to na pokazie towarzysze radzieccy , to tak pokierowali dalszym rozwojem , że nam zabrakło pieniędzy , a oni zaprezentowali identyczny system tylko pod inną nazwą . Moi zdaniem za wcześni pokazalismy nasze możliwości . Takie jest to nasze narodowe zniecierpliwienie i chęć osiągnięcia sukcesu .
A nie wiedziałem. Ciekawe, przecież cała zaleta „Katiuszy”, pocisków niekierowanych, a wystrzeliwanych w wielkiej liczbie, polega na sile ognia kładzionego na sporą powierzchnię, nie precyzji ani wybuchu wielkiego pojedynczego pocisku. Jak to zestrzeliwać? Czymś w rodzaju wielolufowego działka, jak w systemie Phalanx? Ale jak to naprowadzić na taką masę niekierowanych rakiet naraz?
Strzelano do pojedynczych pocisków „katiuszy” , które dla naszych rakiet były po prostu tylko celem, w który trzeba było trafić .Rakiety naprowadzane były na podczerwień i w tamtym okresie było to nie małe osiągnięcie . Program nosił piękną nazwę : Turkus .
No proszę, nie miałem pojęcia!
A w sieci nie ma śladu
chyba że tego jeszcze nie odtajniono oficjalnie.
Chyba jednak bozia rozumu mnie pozbawiła. Nie dość, że żywopłot i róże, to potem wyczyściłam 16 szufladek w komodzie.
A czymu? Brzmi dość racjonalnie?
A jaki jest przelicznik szufladek na ubytki w rozumie?
Przecie ja się jutro nie ruszę…
A te szufladki to na podłodze… na kolanach… No stara a głupia…
A toś się rozpędziła na tych kolanach…
No właśnie, może trzeba było jakiś zydelek podciągnąć?
Oddalam się z godnością.

Dobranoc.
Spokojnej bez szufladkowania!
Już ta godzina? No to dobranoc
No to spokojnej!
Dobranocka.
Nowocześnie dość, mimo że sprzed ośmiu lat. Moby i „Wait for me”. Spokojne, z nawracającym motywem i uwodzicielskim głosem.
Snów o tym, że gdzieś tam ktoś czeka, nawet jeżeli nie.
Zapraszam na nowe pięterko – relację z niedzielnego biegania po Krakowie 🙂
Już nie czekam i zapalam lampkę zanim dostanę zadyszki po ukratkowym maratonie
naet jesli to był tylko pół –
