To już dwudziesty raz wybraliśmy się na wakacjach pożeglować na Mazurach. Początkowo we dwoje z córką, bardzo jeszcze wtedy młodą, potem dołączył do nas jej chłopak i pozostał w stałej załodze już jako jej mąż. I wciąż, mimo upływu lat te wspólne rejsy są dla nas źródłem radości i znakomitego odpoczynku – choć niby co roku pływamy po tym samym Szlaku Wielkich Jezior.
Początkowo wynajmowaliśmy niewielką i niezbyt nowoczesną łódkę klasy Orion, do której po dwóch czy trzech rejsach zdecydowaliśmy się dołączyć silnik – który wcale nie był jeszcze wtedy standardowym wyposażeniem – manewry na wiosłach zbyt często przekraczały nasze skromne możliwości. Gdy Orionki zaczęły się sypać, przesiedliśmy się na Sasanki – najpierw mniejszą model 620, potem trochę większą model 660. Teraz już i one się zużyły – z flotylli około 10-ciu w stanicy pozostała już tylko jedna. Zapewne trzeba będzie pomyśleć o innym wyborze…
Przez te 20 lat Mazury ogromnie się zmieniły. Dramatycznie przybyło jachtów. Nawet w pełni sezonu, gdy ruch na wodzie jest duży, coraz więcej jachtów stoi w coraz liczniejszych portach i przystaniach. Skutkuje to m. in. tym, że coraz trudniej znaleźć „dziki” dostęp do brzegu, zaciszną dziurę w trzcinach skutecznie separującą wieczorem i w nocy od ewentualnych nazbyt głośnych sąsiadów i innych zakłóceń spokoju. Obawiam się, że za następne 20 lat taki sposób wędrówki po szlaku może już być całkiem niemożliwy.
Drugim, niemiłym aspektem masowości jest widoczny spadek wyszkolenia i etyki żeglarskiej, a nawet znajomości praktycznej fizyki. Prawie co dzień widzieliśmy cudaków płynących pod silnikiem z postawionymi żaglami, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka było widać, że te żagle wyłącznie hamują! Łódki płynące na silniku z położonym masztem, mimo korzystnego wiatru, bo załodze nie chce się masztu stawiać – wszak za 20 kilometrów będzie znowu most! – są już niestety od dawna widokiem zwyczajnym. No i zaśmiecenie wszystkich tych dzikich biwaków jest wołające o pomstę do nieba – towarzystwo potrafi przywieźć łodzią na małą wysepkę
wiele kilo piwa, zakąsek, jednorazowych grilli itp, ale już nie potrafi zabrać ze sobą pustych opakowań. Ba, na jednej z wysepek znaleźliśmy kiedyś wyrzuconą starą lodówkę – tego niestety nie byliśmy w stanie usunąć…
Rejs tegoroczny zdeterminowała pogoda: bardzo słabe wiatry (zwłaszcza w pierwszym tygodniu) i lejący się z nieba skwar. W efekcie rejs był bardziej leniwy niż zwykle; nie dopłynęliśmy w ogóle do Mamr, za to trochę więcej czasu spędziliśmy na Śniardwach. Ponieważ mało było emocji czysto żeglarskich, rekompensowaliśmy to sobie rybkożerstwem. Niestety nasza ulubiona „Złota Rybka” w Mikołajkach, odwiedzana po kilka razy co roku, wyewoluowała w stronę standardowej restauracji i obecnie można tam zjeść lepszą pizzę niż rybki… 🙁 W międzyczasie poznaliśmy jednak kilka innych adresów, w tym znakomitą Rybaczówkę w Bogaczewie.
W drugim tygodniu pojawiło się trochę więcej wiatru, niestety towarzyszyły mu deszcze. Spowodowało to nawet decyzję o powrocie dzień wcześniej, niż pierwotnie zamierzaliśmy, gdyż ostatni dzień obiecywał nam słaby wiatr rano, a silny deszcz po południu aż do następnego ranka i pakowanie się na mokro do samochodu.
Poniżej kilka wybranych zdjęć z wyjazdu. Załodze już nieco przeszło fotografowanie, dysponowałem jedynie smartfonem, ale parę w miarę dobrych udało się wybrać.
Mam nadzieję, że przez kolejne lata będziemy mogli kontynuować naszą tradycję…





Leniwy rejs nie zaowocował wieloma przygodami, ani nawet wieloma zdjęciami. Zapraszam na skromną relację 😉
Z zaciekawieniem przeczytałam Twoją relację i obejrzałam zdjęcia. Rybaczówka rzeczywiście urocza. Piszesz o córce, zięciu… a żony nie zabierasz na te wyprawy?
Szkoda tylko, że pogoda niezbyt dopisała. 😉
Ja tez tak chcę. Nigdy nie byłem na łódkach. Po namyśle – najlepiej gdyby ktoś mnie tam zawiózł, wsadził na łódkę dał potrzymać trochę ster. I nie utopił na środku jeziora (za lensistwo) 😉
Ps. Oczywiście bardzo fajna relacja..
Łódką, to ja pływałam (ale nie jachtem), to było baaardzo dawno. 😉
Piszesz też, że 20 lat temu nie było tyle jachtów na Mazurach i jest wielu takich, którzy nie mają wyszkolenia etyki żeglarskiej. Jest też wielu „śmieciarzy”. Nie dziwi mnie to, bo podobnie jest wszędzie. Są nowobogaccy, którym prestiż każe kupić jacht i żeglować, choć niezbyt to potrafią. Ale jak inni mają jachty, to przecież oni nie mogą być gorsi. Kultura w narodzie też upada, bo jak można zostawiać śmieci po sobie?!
Smutne to jest. 🙁
Dzień dobry!
No to płyńmy dalej.
Witajcie!
Dziś już nie będzie tyle okazji do pływania, co wczoraj 🙂
Przynajmniej w naszych stronach. Mam nadzieję, że i Zoe się nieco rozchmurzył…
Ha. Mam drugi dzień urlopu. 80% czasu tego to na razie deszcz. Trzeba się cieszyć tym co jest. Cieszę się, że nie spadł grad ani nie zerwało mi dachu od jakiegoś huraganu
Twój optymizm jest budujący
Fajna taka tradycja, u nas pewnie kiedyś padnie na Bieszczady jak młode trochę podrosną;) Zdjęcia oddają chyba wszystko co trzeba, no chyba że może jakieś szanty nagrałeś, to obraz byłby pełny;)
Pozdrawiam;)
Szanty w naszym wykonaniu nie nadawałyby się do słuchania nawet po siódmym piwie… 😉
Może trzeba zwiększyć dawkę?
Późne dzień dobry.
Fajna relacja, choć refleksje smutne…To samo jest z moim ukochanym Zakopanym (tam pojawiłam się na łez padole) – albo raczej wiele, wiele gorzej…..


Gdy byłam tam po dłuuuugiej przerwie zeszłego roku, to nawet nie zeszłam na Krupówki……
Najpiękniejsze, najdziksze i „czyste” jeszcze miejsce to chyba jednak moja „Żukowszczyzna” w Beskidzie Niskim…..
Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry
Beskid Niski, to ukochane góry mojej młodości.

Na Kursie Przewodników Górskich wybrałem właśnie Beskidy Wschodnie jako specjalizację. Z tego powodu złaziłem cały Beskid Niski od Przełęczy Tylickiej po Przełęcz Łupkowską oraz Bieszczady (które znałem już wcześniej).
Są to chyba najmniej „przedeptane” góry w Polsce, więc jak ktoś chce jeszcze zobaczyć w górach odrobinę autentyczności to polecam właśnie Beskid Niski.
p.s. Jeśli ta „Żukowszczyzna” od Żukowa k. Ustrzyk Dolnych, to nie jest Beskid Niski a Góry Sanocko-Turczańskie (tak przynajmniej twierdzi „ciocia Wiki”) 😉
Nie, nie. Ta Żukowszczyzna to moja prywatna nazwa, która przyjęła się od rodzinnych „opowieści”, (synowie: Żuk Mateusz i Żuk Jarosław i ja Mama Żuka…). „Nasza” Żukowszczyzna to: Kolonia Olchowiec, dalej – Mszana – Dukla – Krosno. Tuż koło naszej działki przebiega szlak, który prowadzi na Słowację (Przełęcz Dukielska lub Przełęcz Beskit nad Czeremchą…). Nie dreptałam jeszcze, więc nie wiem dokładnie….

O emocjach związanych z tym miejscem na moim blogu: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/witrazezcukru.blogspot.nl (jeśli można…), wpis z maja „Podmuch życia innego”, „Żukowszczyzna, czyli wizja” i ostatni wpis z tekstem Żuka Mateusza….
Nadal czytam cudem zdobytego Geparda, ale musiałam dziś zrobić przerwę. Raz, że Madre przyjeżdża i muwszę zwinąć prasowalnię z „pokoju” dla gości. A dwa… No taki kwiatek:
Mamy podpisaną umowę z NFZ w pobliskiej przychodni, a w niej lekarza rodzinnego. Tam też BB miał robione raz w tygodniu echo serca przez kilka miesięcy, ja różne badania – wszystko w ramach tego NFZ. Jak chcieliśmy się zapisać na jakieś wizyty w sobotę, to recepcjonistka uprzedzała, że w soboty i po 20 wizyty są odpłatne. No i zrobiła się dziecku opuchlizna za uchem. Ja oczywiście po lekturze artykułów o kleszczach wpadłam w lekką panikę, bo borelioza dla BB byłaby zabójcza i kiedy po tygodniu opuchlizna nie zniknęła, poleciałam z nim do naszej pani doktor.
BB dostał maść. Po dwóch dniach było spuchnięte jeszcze bardziej, czerwone i swędziało (bo dotychczas nie). Co robi matka histeryczka? Zapisuje syna do dermatologa. Do mojej dermatolog, tej od tocznia, zapisy są tak na połowę przyszłego roku. Do innego lekarza – za miesiąc. W luxmedzie, gdzie mamy pakiet z Pitera pracy – za dwa tygodnie. W tej naszej przychodni – na za cztery dni. Zapisujemy.
Trzeciego dnia opuchlizna zaczyna schodzić, kolor dojrzałego granatu też. W sumie moglibyśmy iść na wizytę kontrolną do naszego lekarza rodzinnego, ale mamy przecież dermatologa! To może niech go obejrzy?
Obejrzał. Za 160 zł. Bo miła pani z recepcji „zapomniała” powiedzieć, że wizyta u specjalisty jest płatna. Bo przecież poszlibyśmy w tej sytuacji do rodzinnego, prawda? Skoro i tak problem znikał i chodziło już tylko o potwierdzenie, czy wszystko jest OK i czy nadal stosować tę maść sterydową?
BEZ KOMENTARZA
Nie wiem czy jesteś matką histeryczką, ale ja po dwóch dniach opuchlizny u dziecka poleciałabym do doktora (o ile wytrzymałabym tak długo 😉 ). A gdyby po kolejnych dwóch dniach nie widać by było efektów, leciałabym znowu…
I to bez względu na to, czy musiałabym płacić, czy nie… Przecież nie wiadomo od czego spuchło, a jeszcze to, że na głowie…
W szczególności, gdy chodzi o nasze dziecko… 
Na pewno szkoda wywalonej bez potrzeby kasy, ale uspokojenie i pewność, że nic złego się nie dzieje jest ważniejsze
Oczywiście, że tak, tylko szlag mnie trafia na takie drobne cwaniactwo.
Cały dowcip polegał na tym, że przez tydzień to było lekko zaczerwienione, jakby komar dziabnął. Ani go nie swędziało, ani nie bolało – w ogóle dowiedział się, że coś ma, bo ja się przyczepiłam. Puchnąć zaczęło po tygodniu, a po rozpoczęciu smarowania sterydami – puchnąć i czerwienić się. No to lecieliśmy na konsultacje, co było robić?
Cwaniaków chcących zarobić wszędzie pełno… niestety
A w sumie dowiedzieliście się co to było? Czy tylko samo smarowanie bez konkretnej diagnozy? Bo jakoś tak jest, że samo z siebie nic nie puchnie, ani się nie zaognia. Lepiej wiedzieć, by w przyszłości unikać…
No właśnie nie wiadomo, niestety. Moim zdaniem coś go ugryzło i miał reakcję z opóźnieniem nasiloną. Ja mam tak przy komarach – przed cztery dni ani śladu, a potem się zaczyna.
No i tego najbardziej nie znoszę. Leczą, chociaż właściwie nie wiedzą co…
Dzień dobry



To niestety jest nie tylko polskie. W Ameryce jest dokładnie tak samo. Czasami piękne i urokliwe miejsce jest tak zaśmiecone, że nie ma którędy przejść. Obrzydlistwo! 
Relacja jest świetna!
Tradycja rodzinna, taka wyjazdowa, to coś pięknego
Zazdraszczam
A co do kultury pływania i możliwości… O ile pamiętam, tak ze trzydzieści parę lat temu, żeby popływać żaglówką, czy jachtem, trzeba było mieć odpowiednie uprawnienia. Pływanie bez przeszkolenia (przynajmniej jednego załoganta) było traktowane jak jazda samochodem bez prawa jazdy. Czasy się zmieniają i teraz każdy może sobie popływać. Stąd brak wiedzy na ten temat.
A co do kultury… Szkoda słów. Chyba wszędzie jest tak, że część ludzi śmieci gdzie stoi. Zostawiają po sobie tony śmieci, ale na miejsce wypoczynku szukają czystych plaż i biwaków… i jeszcze uważają, że ktoś powinien to posprzątać
Dzień dobry. Nas też deszcz i spadek temperatury przegonił, tyle że z Wielkopolski, znad jeziora. Minus – zziębnięte to i owo, plus – jesteśmy nieco wcześniej, niż było planowane.
A w sobotę musimy znów jechać na jedną smutną okoliczność, na cały dzień poza domem.
A w poniedziałek – druga część urlopu.
A poza tym będę.
Dziędobry, a ja myślałam, że tylko u mnie pada i zimnieje.
A dzie tam, proszę PANIĄ. I w Bydgoszczy takoż zimno i popaduje, i w Gdyni, gdzie już zdążyliśmy załatwić parę spraw po przyjeździe. Akurat teraz ładnie, ale od przyjazdu już dwie fale solidnego deszczu przeszły.
Czyli jednakowoż sprawiedliwość na tym łez padole JAKAŚ istnieje.
Ale dlaczego w tę stronę? Nie mogłoby wszystkim słońce świecić, umiarkowanie acz życzliwie?
Tu musiałbym odesłać do doktryny trzech światów Lema. Świat życzliwy względnie obojętny dla życia przeludniłby się szybko (życzliwy) lub trochę wolniej (obojętny). Żeby więc trwała równowaga, świat MUSI być nieżyczliwy, co też się przejawia jw.
U mnie słońce życzliwie świeci i jest ciepło
U mnie też słońce i ciepło

No i w sumie też nie bardzo mam zdjęcia, ale też nic się specjalnego nie działo. Niestety to, co się działo, jest zbieżne ze spostrzeżeniami Mistrza Tetryka – ludzie nieco od nas młodsi, z małymi dziećmi, balujący na działce obok, z podkładem muzycznym od disco polo do techno (czytaj: dudniące basy od przedpołudnia do naprawdę późnej nocy – mimo tych małych dzieci!), po raz pierwszy, od kiedy znajomi jeżdżą na tę działkę. Do tego pozostawili NIEDOGASZONE ognisko, które dymiło przez całe 24h tuż pod lasem. Nie wiem, czy w końcu znajomi wezwali straż pożarną, czy też nie. Czyli upadek obyczajów ma miejsce wszędzie, i na jeziorach, i w lasach, i na Mazurach, i w Wielkopolsce.
Witaj Mistrzu Q
I to bez względu na jej jakość i gatunek. Śpiew ptaków, świerszczowe koncerty, czy kumkanie żab to prawdziwy relaks i piękno. Muzyki można posłuchać w domu…
To jest niebezpieczne dla wszystkich. Nie zostawia się otwartego ognia bez kontroli. Może mandat by czegoś ich nauczył 
Ja w ogóle nie rozumiem po co wyjeżdżać gdziekolwiek, by słuchać głośniej muzyki
Do tego ogniska zadzwoniłabym po straż pożarną
Mandat i rozwalona kłódka na bramce (bo inaczej się nie da wjechać na działkę w celu ugaszenia), też tak myślę.
Grzeczne i mniej grzeczne prośby o ściszenie muzyki były traktowane jak kiepskie dowcipy – wysilonym śmiechem ze strony hałasujących państwa.
A tam słychać ze wsi – psy i koguty, znad jeziora – trąbiące żurawie, z lasu – przekrzykujące się sójki i sroki (zresztą te skrzeki dość irytujące, no ale i tak lepsze niż „muzyka”) plus wszystkie inne ptaki, co to ich nawet nie rozpoznałem. Były też jakieś dzięcioły, ale płochliwe, i mnóstwo drobniejszego ptactwa, rozmiarów od wróbla do kwiczoła, koloru od szarości i brązów do akcentów żółtych (czyżby czyżyki?). Zdjęć nie zrobiłem, bo to by jednak trzeba było mieć aparat z teleobiektywem, żeby sensowne wyszły.
Jestem wredna, ale takim „wrzaskunom”, szczególnie na wyjazdach, nie życzę najlepiej.
Niektórym się wydaje, że jak wyjechali na łono natury, to mogą wszystko…
Ale bym miała używanie!!! 

Lista ptaków wymienionych przez Ciebie… aż mnie zassało, żeby tam pojechać
Te żółte, to mogły być czyże, ale też i zaganiacze, wilgi, kulczyki, czy trznadle (i kto wie co jeszcze?), bo one też mają sporo żółtego. Oczywiście nie tylko one, ale te przyszły mi do głowy
No widzisz. Nawet nie miałem lornetki na podorędziu, żeby chociaż popatrzeć, jak to ptactwo konkretnie wygląda, a co dopiero aparatu z dobrym tele.
Wilga chyba jest w większości żółciutka, a to raczej były tylko akcenty.
Aha, i jeszcze udało nam się spłynąć kajakiem 18 km z Puszczykówka do Poznania (przepraszam, Bożenko, ale byliśmy większą grupą, do tego po tych kilometrach wiosłowania kompletnie bez kondycji nie nadawaliśmy się do wizyt 🙁 ), ale w kontekście ptaków – widzieliśmy czaplę (chyba siwą), która najpierw przefrunęła nam nad głowami, a potem siadła na brzegu i podziwiała kolejne kajaki. Prześmiesznie to wyglądało, bo w powietrzu spore ptaszysko z rozczapierzonymi skrzydłami, a jak stała na tle zarośli na brzegu, to składała się głównie z szyi i niespokojnie kręcącej się głowy z dziobem, cała reszta poza szczudłowatymi girami dziwnie niepozorna 🙂
Czaple, w zależności od okoliczności, wydają się duże lub małe
Szczególnie w porównaniu do czegoś…

Ostatniej niedzieli byliśmy na Goose Lake i tam spotkaliśmy czaple. Gdy tak stała przy berniklach kanadyjskich, wydawała się mała, wręcz malutka
Chyba nigdy nie nauczę się wstawiać zdjęć o normatywnym rozmiarze


Czy ktoś byłby łaskaw zmniejszyć to zdjęcie?
Z góry dziękuję
Już idę…
No proszę, za pierwszym razem trafiłem z szerokością
Doskonałe! Ta nasza stała wyprostowana na baczność (no bo jednak kajaki z człowiekami najwyraźniej niepokojące) i bacznie się rozglądała, więc w ogóle była bardziej w pionie niż w poziomie.
Oprócz mandatu Straż nalicza jeszcze koszt interwencji: paliwo dla beczkowozu i osobogodziny, co z zasady daje wcale okrągłe sumki…
O, a nie wiesz może, czy tymi sumkami obciążany jest wzywający, czy właściciel terenu (jeżeli da się go ustalić – w naszym przypadku bez problemu, bo działka wszak nie bezpańska)?
Słyszałem o jednej akcji: grupka młodych „i co mi kto zrobi” rozpaliła spore ognisko w lesie i hałaśliwie balowała. Ignorując całkowicie protesty z drugiej strony jeziorka. Po pół godzinie nadleciał śmigłowiec, walnął im na głowy i samochody potężny nabój wody, a zaraz potem nadjechał patrol bojowy. Prócz naprawy samochodu dostali rachunek na kilkadziesiąt tysięcy.
Oj, cudne! Zwłaszcza ta porcja ze śmigłowca!
Tutaj by wystarczył nawet jakiś starszej daty samochód z OSP, typu żuka, plus dwóch-trzech panów z łopatami i wodą, choćby w wiadrach, a co do rachunku, adresat absolutnie znany.
Wspaniała akcja, więcej takich!
Ta akcja jest bajkowa, Ukratku
Może też niektórzy by się nauczyli po sobie sprzątać

Bardzo mi się podoba. Szkoda, że na „śmieciarzy” nie ma takiej metody
Nie jest to problem nowy, o czym świadczy choćby dramatyczny apel wystawiony lata temu nad brzegiem jednego z kanałów:
(już go pokazywałem 2 lata temu).
Piękny apel

Chociaż z tym ostatnim może być problem… jak przyprze, to coś z tym trzeba zrobić… niestety, korkiem się nie zatka
A właśnie, Mistrzu T., jak tam mazurska fauna? Widzieliście coś poza tym, co udało się zdjąć?
Bardzo niewiele. Ptactwa oczywiście było o wiele więcej: rybitwy, mewy, łabędzie, kormorany, perkozy, czaple… Pod nami śmiało pływały ryby. Na brzegu jednakże chyba tylko raz widzieliśmy harce wiewiórki – ale nie było szans sfilmowania jej smartfonem, takie to żwawe stworzenie.
O, widzisz, kormorana też widzieliśmy, to popularne ptaszyska. Siedział na palu wbitym w dno jeziora, zdaje się dla oznaczenia łowisk przez rybaków.
Nie zdążę już popisać, bo czas mi do pracy
Chyba muszę zabrać ze sobą wiadro lodowatej wody, żeby jakoś przeżyć 



A dziś czeka mnie ciężki dzień… Praca przy 35C w cieniu, w pomieszczeniach bez klimatyzacji, jest niezwykle uciążliwa
Ja na chłód narzekać nie mogę
Miłego dnia Wyspiarze
i do popotem
Miłego!
Dzień dobry. Już wczoraj tu byłam późną nocą. Szok z tymi wrzaskami, śmieciami itp. Chciałoby się jednak tak leniwie pożeglować

Ludzie coraz bardziej dziczeją. Nie potrafią się zachować.
Tetryku! Gratuluję jubileuszu! A fotki jak zwykle klimatyczne. Powiadasz, że rejs miał przebieg leniwy. Brzmi zachęcająco… 🙂
Witaj!
Mówisz, że wiem, jak zachęcać? 😉
Wreszcie odzyskałam kompa i spokojnie mogłam obejrzeć zdjęcia.
Śliczności. No poważnie. Zazdrość mnie trochę nadgryzła nawet.
Udało się Wam odpocząć mimo tych ryków i hołoty?
Ryki na szczęście nie trwały round the clock
Się udam na spoczynek. Jutro ciężki dzień. Fryzjer… Madre przyjeżdża… Zakupy trzeba zrobić…

Sami rozumiecie.
Spokojnej.
Również się pożegnam do jutra. Dobrej nocy wszystkim życzę i pod kordełkę się udaję
No to spokojnej raz jeszcze
No to dobranocka
Ponieważ Mistrz Tetryk był na Mazurach, a ja we Wielkopolsce, to dobranocka będzie, no, skąd?
Jasne, że z gór! A ponieważ zaśpiewają Wołosatki, to można domniemywać, że z Bieszczad.
Ale i tak jest a propos, bo „Z latem się złotym właśnie pożegnałem” – no, mam nadzieję, że nie tak do końca.
Wybrałem to wykonanie z licznych dostępnych, bo to się POWINNO śpiewać na głosy. Każde wykonanie solo, choćby śpiewak (śpiewaczka) dysponowała najpiękniejszym nawet głosem, odbiera coś tej piosence.
Snów o schronisku we wtorek.
Eeech młodość…

W latach 80-tych co roku jeździłem do Wołosatego na „Jarmark Bieszczadzki”
Zespół Wołostatki chodził w najpiękniejszych mini spódniczkach jakie widziałem
Widok „Wołosatek” śpiewających w „amfiteatrze” w Wołosatem – bezcenne!
Bieszczady darzę dużym sentymentem. Wprawdzie chodziara ze mnie żadna, ale w Bieszczadach poznałam mojego męża. Będzie 32 lata temu
32 lata? To mniej więcej wtedy, kiedy ja tam chodziłem
Ale Piter miał więcej szczęścia!
To akurat kwestia mocno dyskusyjna… Z tym szczęściem.
Chociaż z drugiej strony – co komu pisane…
Farciarz!
No to jeszcze lampka. Co też się dzieje z naszą Wiedźminką?

Dzień dobry
Też sobie zadaję to pytanie. 
Dzień dobry. To ja dziś podam śniadanie. Muszę sama się wzmocnić bo przede mną dość emocjonujący dzień. Spokojna głowa – żadne zwiedzanie itp.Jestem przecież u córki
A więc obiecane śniadanko

Bardzo chętnie skorzystam,
a Tobie życzę udanego dnia.
Ooo tego mi trzeba!
Myślałam – pośpię do południa. Bo potem ten fryzjer i w ogóle.* A tu jeden telefon i trzeba wstawać. To chociaż na śniadanko się załapię!.
*
CDN
Dzień dobry

Przyłączam się do kawy z ciasteczkiem
Witam również

I zapraszam, Krzysztofie, do mojego wyjaśnienia na temat Żukowszczyzny (MOJEJ)
Przeczytałem


Teraz już wszystko wiem
Nie pamiętam, czy podczas wędrówek zawitałem do Kolonii Olchowiec, natomiast do Mszany i Dukli jak najbardziej
Dla mnie Beskid Niski to cerkwie i cmentarze (z I wojny światowej),
do tego woda mineralna (Wysowa)
oraz ostatnie miejsca w Polsce gdzie można było kupić mleko prosto od krowy (chociaż teraz to się mogło zmienić). 
A co? Na zakupy jedziecie?
Dzień dobry. Lista rzeczy do zrobienia zdumiewająco urosła, dobrze, że większość można zrobić z domu.
Co do śniadania, to na razie pozwolę sobie kawę, a potem się zobaczy.
Joanna jak zwykle domyślna. Uff i ja to sama wymyśliłam. Nie to, że uległam delikatnej sugestii
Witajcie!
Dzień chłodny i słoneczny, aż się nie chce siedzieć w pracy. Ach, być w Bieszczadach…
Albo w moich ukochanych Tatrach…
Kiedyś tam było dziko.
Pamiętam, jak w czasie kursu przewodników górskich rozbiliśmy obóz na Stołach. Przez 3 dni naszego tam pobytu spotkaliśmy tylko 1 (jednego) człowieka, zresztą bardziej zdziwionego z tego spotkania, niż my…
Obecnie, niestety, Stoły są w Parku Narodowym, więc już nie da się tam biwakować…
Chociaż obecnie preferuję raczej Góry Świętokrzyskie (łatwiej dojechać z Gdańska 😉 )
O, jakieś konkretne okolice w Górach Świętokrzyskich?
Moja ukochana ma rodzinę w Opatowie, ja z kolei mam bardzo miłe wspomnienia z Nową Słupią tak więc wychodzi, że Pasmo Jeleniowskie z Jeleniowską Górą, Szczytniakiem, Witosławską, Wesołówką i Truskolaską jest optymalnym połączeniem
Ma do tego dodatkowy walor, że jest duużo mniej zdeptane niż Łysogóry
Fakt, Jeleniowskie dużo mniej uczęszczane.
Pamiętam taki szlak, a właściwie szlaczek, od granicy Kielc na południe – Słowik-Patrol-Zelejowa-Chęciny – ciekawe, czy zadeptany? Chociaż może i tak, bo zawsze był bardziej spacerowy niż wymagający 🙂
Chodziłem tamtędy
Faktycznie – takiej grani nie uświadczysz nigdzie poza Tatrami (może z tego powodu, że Zelejowa to krawędź dawnego kamieniołomu). A lecącego pazia żeglarza (pierwszy motyl tego gatunku, którego spotkałem w życiu) dostałem „w pakiecie” z górą… 
Specjalnie wybrałem się na tą trasę ze względu na Górę Zelejową, ponieważ na kursie przewodnickim usłyszałem, że jest to najbardziej górska góra regionu.
Na ściankach Zelejowej ćwiczą (a w każdym razie ćwiczyli, kiedy byłem dziecięciem) wspinaczkę kursanci z obozów Wydziału Geologii UW, swego czasu co roku stacjonującego w schronisku PTTK w Chęcinach. Nb. to samo schronisko, mieszczące się w budynku klasztoru franciszkanów (obecnie znów klasztor), uwiecznił Edmund Niziurski w powieści „Klub włóczykijów” 🙂
Tego nie wiedziałem
1975-1990 (do matury) mieszkałem w Kielcach i bywałem w okolicach – sam i z Rodzicami (geologami).
Podobnie było w Tatrach. Kiedy byłam tam z obozem wędrownym jako młoda dziewczyna, rzadko można było spotkać ludzi w wyższych partiach. Nie było też żadnych opłat na wejście gdziekolwiek. Dziś są tłumy, gdzie się spojrzy.
Wędrowanie w Tatrach w samotności…


Chyba już nie u nas…
Chociaż mój znajomy opracował na to swoją metodę…
Wędrował po Tatrach nocą
Osobiście nie polecam tego szerszej publiczności (ze względów bezpieczeństwa)
Nie wyobrażam sobie tam nocnej wędrówki, chyba tylko po Krupówkach. Chociaż myślę, że tam jest więcej amatorów spaceru…
Kiedyś poszliśmy z córką na wschód słońca na Babią Górę. Wyszliśmy z Zawoi ok. 22-giej i zdążyliśmy prawie w punkt 🙂
Spotkaliśmy na trasie jeszcze dwoje!
Dzień dobry

Jak widać wczorajszy dzień przeżyłam, a to znaczy żyć będę
Gratulacje!
I dzień dobry, rzecz jasna!
Dziękuję z gratulacje

I oczywiście dzień dobry
Dobranoc

Spokojnej!
Dobranocka
Dzisiaj będzie z zupełnie innej bajki – muzyka pop, Duran Duran i „Ordinary World”, czyli zwyczajny świat. Może trochę zbyt hałaśliwe? Noale piąteczek w końcu.
Snów o niezwykłych światach.
Dobranoooc.

Strasznie jestem eksploatowana, ale ostatecznie…
Potem opowiem.
I ja dobranoc powiem. Jutro wracam do domu,więc pewnie nie będę miała czasu tu zajrzeć. Dam znać jak dojadę. A tymczasem
Bezpiecznego powrotu do domu!!!
W końcu się u mnie zachmurzyło i nawet trochę pokapało
Niby się ochłodziło, ale nadal te 27C jest… Także do chłodu daleko 
A w domu mam 22C…
Jak mi się w domu robi za gorąco, to wychodzę na podwórko, do ogródka. Posiedzę moment i wracam… i wydaje mi się, że jest zimno
Zatem dobranoc! I czekamy na opowieści 😉

Ponieważ nie wiem, czy jutro rano zdążę, uprzedzam już teraz, że w sobotę wybywam na smutną okoliczność pogrzebową. Być może zdążę jeszcze wieczorem na Wyspę, ale gdyby nie, to do niedzieli.
Wyrazy współczucia, Mistrzu Q.
Dzień dobry
Sobota, proszę Państwa 
Dalej, śpiochy! Zapraszam na śniadanko
W to mi graj!

Dzień dobry.
Śniadanko zacne
Nie wiem tylko czy się załapię? 
Zostało coś jeszcze?
Pobudka między 3 a 4 rano nie należy do przyjemnych. Wszyscy jeszcze śpią i nie wiadomo co robić. Czasami (jak dziś) „doleguję” do 4:30, ale dłużej nie dam już rady 
Sporo czasu minęło od tego zaproszenia
Muszę dodać, że coś mi się zegar zaczyna przestawiać i nie jestem tym zbytnio zachwycona
Witajcie!
Śniadanko u Bożenki na bogato,
Smacznego
Ja nie wstaję.
Leń…
A ja cię rozumiem…
Czy to nie szkoda dnia? Zawsze mówię, że jeszcze się należę w trumnie.
Mądre słowa 🙂
Dzień dobry
Nareszcie nie muszę podlewać ogródka 


Padało wczoraj w dzień i trochę w nocy
Mimo wczesnej pory, na zewnątrz duchota
Miłego dnia Wyspiarze!!!
Witaj Mireczko
Również Tobie miłego dnia 
Witaj



Na dziś mamy tyle zajęć, że na Wyspie za długo nie pobędę.
Małżonek też wstaje o 5, nawet jak ma wolne. Chyba nasze dzieci mają rację, że coś z nami jest nie tak.
Ale też i dobrym punktem jest to, że razem możemy się czymś zająć…
Mnie pościel parzy i jak tylko się obudzę, to wyskakuję spod kołdry. Tak było zawsze.
Ja w zasadzie też, ale szkoda mi małżonka. On się budzi od byle czego i jak będę wstawała to go obudzę i potem nie będzie mógł zasnąć.
A po co ma wstawać tak wcześnie?
A tak wiwogle, to zakwitł mi bez. Kwitł w maju, jak wszystkie bzy, a wczoraj zauważyłam na nim nowe kwiatki
Normalne to nie jest…
Co prawda nie są to potężne kiście, jak wiosną, ale zawsze jakieś kwiatki są… czy to nie dziwne?
Bardzo dziwne
Pejzażyki urokliwe, przygoda jak rozumiem miła, bo miło wspominana…:) Sam po prawdzie niewiele mam dla takich przewag zrozumienia, od kiedy jakie czterdzieści lat temu, na jakim „Hornecie”, nieuprzedzony złośliwie co do zasad zachowania się pod żaglem, wylądowałem za burtę, a później próbowano mi przypiąć przydomka „Odbojnik bomu”, który się jednak nie przyjął… może i dla tej przyczyny, żem próbujących upowszechniać napominał, by tego nie czynili (najpierw, ma się rozumieć, delikatnie)…
Na dziś podejrzewam, że to nie zabawa dla tych, co jakich mają z reumatyzmem turbacyj, za to urzekła mię myśl, że na takiej łódce szłoby peregrynować, nie przejmując się przesadnie o promile troską ? Ma się rozumieć nie mówię o stanach upojeń nadmiernych… Chyba, że błądzę i są na to jednak i regulacyje jakie?
Kłaniam nisko:)
Muszę zmartwić Waszmości, od niedawna (choć nie powiem, od kiedy) obowiązuje prawny zakaz prowadzenia również sprzętu pływającego pod wpływem promili, i to dotyczy on nie tylko sternika a zdaje się całej załogi. Po prawdzie jednak przez te 20 lat widziałem może ze trzy interwencje policji wodnej na wodzie, z czego tylko jedna mogła dotyczyć tego problemu; natomiast żeglarzy z piwem w garści, w tym obojętnie mijanych przez policyjne motorówki, policzyć bym nie zdołał.
Trzeba wszakże pamiętać, że skutek utraty równowagi pod wpływem alkoholu na wodzie może mieć dużo dramatyczniejsze skutki niż na lądzie…
Obcykałam swój bez


A przy okazji chwasta, który mi wyrósł w samym rogu ogródka. Nie wyrwałam go zawczasu, a teraz jak zaczął kwitnąć, to chyba go zostawię. Cudny jest…
A gdzie drugie zdjęcie?

Spróbuję jeszcze raz…
Za pierona wleźć nie chce i nie wiem dlaczego?
O jedno http w adresie za dużo było…
Dzięki Mistrzu!!!

Piękny ten chwast, ja bym go hodowała
No i dlatego go nie wywaliłam i sobie rośnie. To już drugi chwast, który mi się rozrasta i nie wywalam. Ten pierwszy już pokazywałam. Ma drobniutkie fioletowe kwiatki, a jak przekwitnie, to robią się czerwone kulki. Przysmak kardynałów
A tak w ogóle, to ten chwast przypomina mi hibiskusa. Pewnie jest z tej rodziny…
Rośnie u sąsiadów i pewnie stamtąd przywędrował do mnie. I niech rośnie… 
To JEST hibiskus.
Bardzo możliwe, że to hibiskus. Jakaś zimnolubna odmiana. Zimą temperatury spadają poniżej -20C, a czasami dochodzą prawie do -30C
Jeśli to ich nie wymrozi, to znaczy, że są odporne. A ja myślałam, że hibiskus jest ciepłolubny i najlepiej rośnie w tropikach 
Ps. Ktoś chce nasionek tego chwasta-hibiskusa? Mogę podesłać
To jest hibiskus syryjski. Tak sądzę. One rosną w ogrodzie, chociaż mogą przemarzać.
Popsuła się pogoda nad Bałtykiem…
I tu chmury nadciągają…
Dobry wieczór. Bezpiecznie dojechaliśmy do Torunia, wzięliśmy udział w pogrzebie (teść szwagra, spotykany wcześniej przy różnych rodzinnych okazjach) i wróciliśmy równie bezpiecznie, aczkolwiek nie zalecam nikomu jechać autostradą A1 w kierunku Trójmiasta w ciągu weekendu. Zjechaliśmy z niej w okolicach Tczewa, omijając w ten sposób kilkukilometrowy korek na bramkach.
Niestety, po całym dniu wrażeń… różnych, raczej się dzisiaj nie poudzielam na Wyspie. Może z dobranocką jeszcze wlecę.
Najważniejsze, że wróciliście bezpiecznie. Te korki pokazywali w TV. Podobno kierowcy czekali w nich ok. godziny. Dobrze, że je ominęliście.
Późno się zrobiło, idę pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej!
Dobrze, że wróciliście bezpiecznie. Spokojnej nocy i wypoczynku po tych niezbyt miłych wrażeniach życzę
Dobranocka
Tym razem retro. 1934 to chyba dość retro?
Eugeniusz Bodo i „Już taki jestem zimny drań”, bo to nostalgia i rozczulenie nad niegdysiejszymi zimnymi draniami („bâtards froids d’antan”), nie muszę chyba dodawać, że w porównaniu do współczesnych?
Snów o starych, dobrych (i pięknych) czasach
Wyjechałam. Wróciłam. Emocjonalnie wyeksploatowana do granic możliwości. W sumie byłby z tego niezły tekst, ale nie mam jasności, czy ktokolwiek chciałby czytać takie senty-smęty.
To ja może pójdę spać? After all – tomorrow is another day…

Spokojnej. I pewnie prędzej czy później, tu czy tam, przeczytamy
Żeś mnie przejrzał.
Nie chcesz chyba powiedzieć, że brak ci chętnych czytelników?
Bożebroń!
To i ja się pożegnam, rozświetlając mroki nocy…

Dzieńdoberek
znów niedziela 
Witajcie!
Niedziela, i to przedświąteczna! Pamiętajcie o zakupach – jutro sklepy zamknięte.
Ja to bym coś zjadła…

Smacznego!
O, dziękuję.
Piter zażyczył sobie pudding z ciasta drożdżowego, a Madre oburzyła, że miałam ciasto drożdżowe i nic nie powiedziałam. Ale wyschnięte było! Stąd ten pudding w piekarniku teraz!
Mnie dziś znowu mało będzie i tak raczej zostanie do jutra. No czasu nie mam po prostu. Co się porobiło…
Dzień dobry. Z wrażenia pospałem niemal do 10:00. I nikt mi nie kazał wstawać, za szablę nie chwytać.
Poprawka: za szablę CHWYTAĆ.
To Ty się zdecyduj.
No nie, u Sienkiewicza było dramatyczne: „Larum grają, ty nie wstajesz? Za szablę nie chwytasz?” – retorycznie. Czyli że woleliby, żeby wstał i za szablę chwycił.
Więc po mnie być może też oczekiwano, że wstanę i chwycę, a ja nie, guzik!
Byłżebyś Waszmość nie dość Małym Rycerzem?
I wąsami nie potrafię ruszać tak jak filmowy M. Rycerz!
I w stepie szerokim, którego okiem, też nie bywam.
No dziękuję. Jakbym źródła nie znała. Obraziłam się.
Oj tam, pomyliło mnie się chwytanie z niechwytaniem (za szablę), a tu od razu ob raza.
Boh!
Mnie dziś też będzie mało, idę na proszony obiad, połączony z kawą. Tak więc będę mogła zajrzeć na Wyspę dopiero pod wieczór.
Dzień dobry
Ponad 700 sztuk…
Przynajmniej jak dla nas. Jeszcze nie wiem dokąd się wybierzemy…
Mnie też raczej będzie tu dziś mało. Muszę odebrać zdjęcia ze sklepu, bo wczoraj nie zdążyli ich zrobić. Fakt, że sporo ich dałam do wydrukowania
A że ma być słonecznie, to wybieramy się na wycieczkę. Oczywiście. Weekend bez wycieczki, to weekend stracony
Z kolei zrobiła się całkiem pracowita niedziela – zakupy, goście mniej lub bardziej oczekiwani, normalnie ruch jak na Marszałkowskiej. Ale w sezonie to w centrum Gdyni, na Świętojańskiej i w okolicach, chyba jest nawet większy.
Melduję się
Ciężki dzień miałam, a może na zmianę pogody tak się czuję? 
Ja się właśnie obudziłem po dłuższej drzemce, tak mnie zmorzyło.
Najchętniej też bym się zdrzemnęła, ale co bym w nocy robiła? 😉
Spędziłem trzy południowe godziny w parku Jordana i wróciłem tak zmęczony, że ledwo się mogłem ruszyć. A nic konkretnego nie robiłem!
Może trzeba było zrobić coś konkretnego?
Dobry pomysł!
Taki to dzień dzisiaj. Ja też w sumie nic konkretnego nie zrobiłem (no – może trochę w kwestii zakupów), a czuję się wypluty. Chociaż to akurat tak bywa, kiedy śpię w dzień.
Czyli to nie tylko ja tak się paskudnie czuję…
Oj nie. Ja zdycham strasznie i teoretycznie bez powodu. Piter tak samo. Madre przysypia. Coś się dzieje – pewnie biomed niekorzystny
Spać.

Zdecydowanie spać.
Spokojnej więc.
Dzień dobry…


I dobranoc
Jutro Matki Boskiej Zielnej, więc trzeba trochę ziółek nazbierać…
Również Dzień Wojska Polskiego. Co zrobisz z tej okazji?
Może nazbiera… niewybuchów???
To by mogło być zajęcie rozrywkowe…
Nareszcie czas do spania, dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka
Wracamy do czasów, kiedy Maryla Rodowicz i Marek Grechuta śpiewali razem. Czyli „Gaj”. Mądra piosenka, poza tym, że piękna.
Snów o tym, że są pieniądze. I te inne.
To ja już wystawię lampkę… Wiedźminkoooo!!!

Czyżby miała nas dosyć, tak jak Alla?
Gratulacje z powodu jubileuszu.
Zdjęcia profesjonalne, urzekają pięknem mazurskiej krainy. Natura zawsze uspokaja i nastraja…
Serdeczności zasyłam.
Dziękuję i odwzajemniam!
Profesjonaliści do zdjęć mieli by masę zastrzeżeń, ale chyba udało się zilustrować atmosferę tej włóczęgi
Dzień dobry!
Tego jeszcze nie było, żebym tak późno wstała. Ale wszystkiemu jest winien pies sąsiadów. 
Dzień dobry. Wczoraj się nie udzielałam bo jakoś zajęta byłam. Co prawda jestem już w Holandii ale … no właśnie ale . W dalszym ciągu mam dla zdrowia niebezpieczne pomyśly. Grasowałam wczoraj po sklepach i organizowałam ekipę ( no ,jednego ekipowacza)do wykończenia mojego pokoiku biblioteki,komputerowego i w porywach pokoju gościnnego.I stan pewnie będzie trwał w tym tygodniu parę dni. Tymczasem podaję kawę i itp.
.Bo trzeba się przecież wzmocnić przed ciężką pracą 
Masz rację, więc chętnie skorzystam
Dzień dobry. Ja też późno, chociaż i tak szybciej niż wczoraj.
Dzisiaj wybywamy na Kaszuby, tam-gdzie-zawsze. Do soboty.
No i jeszcze trzeba się popakować etc.
Więc pięknej pogody życzę
Witajcie!
Taki niedzielny poniedziałek sam w sobie jest całkiem przyjemny…
Niedzielny poniedziałek… świetna nazwa
U nas do tego stopnia niedzielny, że pozamykano w pobliżu ulice. Maraton Solidarności biegnie.
O matko. Ja dzisiaj rozmawiałam z pewnym panem z Polski. On się wyrazi łbardzo ciekawie. A mianowicie ,że chciałby dożyć czasów,gdzie będzie wolne z powodów świąt 360 dni w roku. Pan ma 80 lat
To zawsze zostaje 5 dni pracy w roku (w przestępnym – 6). Zawsze coś.
Ciekaw jestem, czy ów pan wzbogacił tę myśl refleksją na temat siły nabywczej jego emerytury w tych czasach…
Pan od dawna nie ma złudzeń co do siły nabywczej…
emerytur dzisiejszych a już przyszłościowych zupełnie 
Gorzej, że siła nabywcza zarobków jest często minimalna
Dzień dobry

Znowu poniedziałek i znowu do pracy
U nas święto, Polacy lubią świętować
Kochani, za chwilę wybywam, jak nie znajdę gdzieś netu – to do soboty.
Wszyscy zajęci podwójnym świętem, nie ma z kim pogadać, idę spać. Ubiegła noc była niespokojna, chętnie wejdę pod kordełkę. Dobranoc
Dobrej nocy Ci życzę.

Święta, święta i po świętach. Oraz urlopach (niedługo). Zaraz wszyscy wrócą i w przerwach przygotowań do Bożego Narodzenia będą wstawiać pięterka z relacjami z wakacji. Cierpliwości.
Spokojnej!
Dojechaliśmy, wszystko w porządku, tylko chłodno. Kaczki na pomyślcie, święty spokój na jeziorze. Palimy w kominku.
Kominek… No właśnie!
(Powiedziała jednym okiem łypiąc spode kordły Jo.)
Nie ma wyjścia,muszę się też pożegnać skoro wszyscy śpią. To ja też po cichutku
:.jutro na wysokich obrotach muszę sił nabrać
:
Dziś na dobranoc proponuję coś w jednym z tematów świątecznych:
Dobranoc wszystkim!

Nie ma mnie tutaj. Jestem na urlopie. Dobranoc.
Dzień dobry
Witajcie!
Zoe zabił mi klina. „Jestem tutaj” jest zdaniem zawsze prawdziwym: kto stwierdza, ten jest, a „tutaj” oznacza miejsce w którym jestem, w odróżnieniu od „tam”… Zatem zaprzeczenie tego zdania trąci fałszem. No więc żeby tak bujać… na urlopie?
„Wszyscy Kreteńczycy są kłamcami” rzekł Epimenides z Krety…


Od tej pory cały świat próbuje rozwikłać paradoks przedstawiony przez Zoe
Ponieważ to zbyt trudne we wtorek po „Zielnej”, więc proponuję filiżankę kawy na rozjaśnienie umysłu
O, to to… wspaniały pomysł
Tam też mnie nie ma.
Jak można być i nie być jednocześnie
Czy ktoś myśli o nowym pięterku?
Dzień dobry. Popieram.
Popieranie, to za mało 🙂
Poprzyj czynem!
OK.
Ale ktoś mi pomoże jakby co?
Coś zjem i będę budować.
To się cieszę
Poszło.
Krótko, ale przynajmniej nie trzeba będzie wchodzić za wysoko.
Nowe pięterko gotowe.
Już lecę!!!