Wiosna, to piękny czas na robienie zdjęć ptakom. Jedyna okazja, żeby zobaczyć te, które u nas nie mieszkają. Co prawda dzikie indyki, czy bażanty mieszkają w Illinois na stałe, ale jakoś ciężko je spotkać…
Wczesną wiosną byliśmy w Goose Lake. Zwykle jeździmy tam latem, głównie ze względu na różnorodność uwijających się motyli…
Tym razem spotkaliśmy parę dzikich indyków… pan stroszył piórka…
… i starał się pozyskać względy pani… aż żal, że przeszkodziliśmy…
Najpierw pani, a zaraz za nią pan zniknęli w chaszczach…
Przy “picnic area”, gdzie stoły z ławkami stały na gęsto, spotkaliśmy bażanty… jeszcze bardziej płochliwe niż indyki. Nie dały do siebie podejść na “dobry strzał”, a szkoda. Jeszcze nie mamy ich w “kolekcji”…
Te zdjęcia są bardzo mizernej jakości… ale w sumie, dobrze, że są…
Będąc w innym parku (Greenbelt), spotkaliśmy parkę płaskonosów…
Trochę daleko było i też zdjęcia nie są rewelacyjne, ale i tak dumna jestem, bo widzieliśmy je po raz pierwszy w życiu… dzioby mają niesamowite!!! Są u nas tylko przelotem…
Junko zwyczajny żadną rewelacją nie jest, ale w tym umaszczeniu, to rzadkość. Przeważnie są z wierzchu czarne, od spodu białe…
Małżonek myślał, że to jakiś nowy gatunek, którego jeszcze nie mamy…
Z tymi drozdkami mam zawsze problem. Nigdy nie wiem który jest który. Różnią się takimi drobnymi szczegółami..
Wydaje mi się, że to drozdek okularowy…
… a to drozdek samotny. Okularowy ma bardziej różowe nóżki i jaśniejsze plamki na piersi… ale głowy nie dam sobie uciąć, czy prawidłowo określiłam gatunki…
Cytrynka czarnolica. Spotykamy ją czasami, ale dość rzadko…
Kowalik czarnogłowy… na wylocie. Jest z nami tylko zimą, wiosną leci na północ. Widocznie zimy na północy są dla niego za srogie…
Wireonka czerwonookiego spotykamy czasami, ale dość rzadko i głównie w Wisconsin…
Tego wireonka spotkaliśmy po raz pierwszy. Niby podobny do czerwonookiego, a jednak zupełnie inny. To wireonek cytrynowy…
Kolejny ptak, spotkany po raz pierwszy, to rybołów. Byliśmy w Busse Woods i małżonek myślał, że to bielik amerykański, którego widzieliśmy wcześniej. Mnie on nie wyglądał na bielika… nie miał białego ogona… dla wszystkiego “opstrykałam” go. Też był trochę za daleko…
Kolejne z nim spotkanie było w Zion. Przeleciał nam nad głowami… tylko śmignął…
Lasówka kasztanowata. Uwijało się ich kilka w krzakach w Busse Woods. Jeszcze takiej nie mieliśmy w kolekcji!
I jeszcze jeden nowy ptaszek – lasówka rdzawoboczna…
Co prawda mieliśmy zdjęcie lasówki złotawej, ale było bardziej niż mizerne…
A tu mamy nawet parkę… panie na lewo, panowie na prawo…
Pipil rudoboczny (swoją drogą – głupia nazwa). Spotykaliśmy go już kilka razy, ale dopiero tu widać go jako tako…
Pirangę szkarłatną widzieliśmy już kiedyś… siedziała daleko w chaszczach i na zdjęciu mamy tylko małą czerwoną plamkę. Tu co prawda mgła nie pozwalała nam zrobić porządnego zdjęcia, ale zawsze ptaka widać…
… tu też… pomimo gęstej mgły…
I kolejny nowy (w naszej “kolekcji”) ptaszek – pstroszka. Niby tylko czarno-biały, ale swój urok ma.
Gdy zobaczyłam na zdjęciu jak pogoniła za komarem, od razu doszłam do wniosku, że ją lubię…
To by było na tyle…
document/d/1piYjmoqvOzuLW6E_t_NizNUt4d16nPCsMy9f3-5s994/edit?usp=sharing






Zapraszam na wiosenne spotkania z ptakami

Mam nadzieję, że taka „poczekajka” będzie w sam raz, zanim ktoś nie wklei czegoś porządnego
Protestuję przeciwko określeniu „poczekajka”.
Przecież wiesz, że wszyscy lubimy oglądać ptaszki państwa Miralków.
Nie tylko oglądać, ale jak widać podglądać omal in flagranti.
Pięterko budowane w dwie godziny, nie jest rewelacją, ale zdjęć ptaków mam mnóstwo, więc szybko to poszło
Wiadomo, to mój konik… nie wszyscy muszą go podzielać i dlatego piszę o „poczekajce” 
O ptakach, to ja mogę godzinami
Dzień dobry. Płaskonos zdecydowanie rządzi, niebywały ma ten dziób, jak przyklejony do kaczki(?). Ale i pozostałe ptaki niczego sobie. Różnice między drozdkami jak dla mnie całkiem niewyczuwalne.
Dzień dobry
Jedynie samiec ma inne kolory i głównie on ściągnął nas nad to rozlewisko. Szkoda tylko, że nie dało się podejść bliżej i zrobić lepszych zdjęć. Samica jest dość wyraźna, bo była bliżej, ale samiec…
Samica wygląda (jak na mój gust) jakby ktoś krzyżówce dokleił wielki dziób
A co do drozdków… w naturze, gdy tak skaczą i fruwają, nie jestem w stanie powiedzieć, którego widzę. Dopiero na zdjęciach, gdy uważnie prześledzę różnice… a i to nie zawsze.
Takich bardzo podobnych do siebie gatunków jest trochę i zawsze mam problem z ich określeniem. Nie tylko różnice między płciami, ale i kolor piór zmienia się w zależności od pory roku, czy wieku ptaka… łatwo nie jest…
Miralko nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale Ty dajesz radę!
Dziękuję Makóweczko za uznanie, ale faktem jest, że nie zawsze daję radę…
Raz, że nie wszystkie ptaki uda się nam „złapać” w kadr, a dwa nie wszystkie gatunki udaje mi się określić. Brak mi wiedzy na ten temat…
Niektóre ptaszki mam na zdjęciach od lat i jakoś nie udało mi się określić gatunku. Zawsze są jakieś różnice, które wykluczają z danej grupy. Czasami przypadek pomaga… tak jak z młodymi starzykami. Widziałam je jesienią kilka lat temu. Nawet zrobiłam zdjęcia… przewertowałam swoje „papierowe albumy”, przekopałam internet. I nic. Nie mogłam znaleźć…
Starzyki brunatnogłowe, to tak jak nasze polskie kukułki. Pasożyty lęgowe. Podrzucają innym swoje jajka i nie muszą troszczyć się o potomstwo. Jak się jesienią zbierają w stada i skąd ich dzieci wiedzą, którzy to prawdziwi rodzice, nie mam pojęcia. Muszą mieć bardzo silny instynkt. I właśnie zobaczyłam te „łaciate” ptaki w stadzie. Wiedziałam już czego szukać, więc znalazłam
Mam kilka takich, których nie mogę znaleźć. Pewnie też młode jakiegoś ptaka, ale którego, jest dla mnie tajemnicą
Najważniejsze że macie z mężem wspólna pasję.
No właśnie, oczywiście że tak, te zmiany upierzenia o różnych porach roku – kompletnie o tym zapomniałem.
A jeszcze zdarzają się hybrydy, zwłaszcza wśród kaczek, i to dopiero bywa zagwozdka (nie żebym sam fotografował, ale znajoma na FB prowadzi taki niewielki fanpage ze skromnymi ambicjami i różne egzemplarze jej podchodzą pod „lufę”).
Ptaki w okresie lęgowym bardzo często zmieniają kolory. Szczególnie samce. Nawet u tak popularnych ptaków jak wróbelki samce w okresie lęgowym mają dużo ciemniejszy „krawat”. Po wszystkich lęgach, blednie i tylko gdzieniegdzie czarne plamki przypominają, że go miał
Inna sprawa, że wróble w sprzyjających warunkach wyprowadzają nawet do 4 lęgów w ciągu roku. Samiec jeszcze dokarmia młode poza gniazdem, a samica już siedzi na nowych jajkach 

Te kacze hybrydy zwane są „sołtysami” i nie wiem dlaczego… a wszystko się bierze stąd, że kaczorki są niezwykle aktywne seksualnie. „Biorą” wszystko co im pod łapy wpadnie. Kopulują nawet z gęsiami, że o innych gatunkach kaczek nie wspomnę. Stąd powstają dziwne mieszanki i cudaczne ubarwienia. Wielkość też bywa różna. W zależności do kogo kaczorek się „dobierze”…
Coś niebywałego. I panie kaczki tak to znoszą? Bez jednego, pardon, kwaknięcia?
A co mają do powiedzenia? Kaczki na ogół nie tworzą stałych par. Co roku inna. Zdarzają się nawet kaczorki homoseksualne – udało się nam kiedyś podpatrzeć taką parę. Kaczorki tuliły się do siebie, czyściły nawzajem piórka… aż dziwnie było patrzeć

Co wcale im nie przeszkadza na następny rok stworzyć heteroseksualną rodzinę
Duża część kaczkowatych nie zakłada rodzin. Samiec pomaga tylko w budowie gniazda, a potem znika z pola widzenia. Kaczka sama zajmuje się pisklakami. Faktem jest, że to nie wina kaczorków. Po okresie godowym gubią większość lotek – przepierzają się. Tracą wówczas zdolność lotu i stanowią łatwy łup. Chowają się więc w trzciny i czekają aż im pióra odrosną…
Aż chciałoby się zapytać, co – tak ewolucyjnie – kaczki mają z takiego modelu? I co mają z modelu wprost przeciwnego, monogamicznego, te ptaki, które go stosują (bociany? Łabędzie?)?
Z tą monogamicznością wśród ptaków też różnie bywa. Łabędzie uznane za typowo monogamiczne i wierne, też wzorem cnót nie są. Według badań DNA w lęgu często są młode od kilku samców, także samice musiały „skoczyć na bok”

A w naturze ważną rolę odgrywają geny. Im więcej taki samiec „rozsieje” swoich, tym większe prawdopodobieństwo, że przetrwają w kolejnych pokoleniach. W parach „stałych” samice też wybierają samców z najsilniejszymi genami. To gwarantuje zdrowsze dzieci. Jest większa szansa na odchowanie. Na takie maluchy polują różnego rodzaju drapieżniki… nawet na wodzie nie są bezpieczne, bo mogą być zjedzone przez drapieżne ryby. Często od szybkości ucieczki zależy życie. Rodzice nie zawsze są w stanie obronić swoje dzieci…
To temat rzeka, więc starałam się odpisać w skrócie
Bardzo dziękuję, brzmi rozsądnie.
Czyli że człowiek, ekhm, idzie trochę pod prąd natury z monogamią…
Nie desperuj, Quacku! Nie każdy!!!
Najpierw się witam , Gienię wołam i Miralce dziękuję za nowe, śliczne pięterko, a potem zacznę dokładnie ptaszki oglądać.
Gienia serwuje co tam ma i czeka na zamówienia…
Witajcie!
Późno się witam, bo mieliśmy w firmie wymianę sprzętu dostępowego do sieci…
Czy ten ptaszek pod junkiem to drozdek? Wydaje się mieć znacznie grubszy dziób niż kolejne drozdki, ale może to zniekształcenie perspektywy?
Muszę się jeszcze pochwalić, że w Złotym Potoku odwiedzały nas dudki. Niestety, ganiały o wiele za szybko, abym mógł je uchwycić telefonem 🙁 Pierwszy chyba raz widziałem te ptaki na żywo!
Witaj

Jeszcze nie widziałam tych ptaków na żywo. Wiem, że są dość płochliwe i wierzę, że telefonem bardzo trudno zrobić im zdjęcie.
Mam wrażenie, że wziąłeś drugie zdjęcie junka za drozdka
Są dwa zdjęcia junka i dwa drozdków…
Dudka zazdraszczam
A z ptakami tak bywa. Niektóre nie posiedzą w miejscu nawet sekundy. Bardzo trudno je uchwycić i często opstrykujemy albo małą cząstkę ptaka, albo miejsce po nim
Z dzieciństwa pamiętam gniazdka drozdów na młodych świerkach . Każde gniazdko , a było ich dziesiątki , wewnątrz było ładnie wylepione czymś w rodzaju gliny . Powierzchnia była idealnie gładka , a jajeczka w kolorze niebieskim w czarne kropki . Bywało , że na jednym świerku były dwa lub trzy gniazda drozdów . Z ciekawości ,wspólnie z kolegami zaglądaliśmy do tych gniazd , ale ostrożnie , bez młodzieńczych złych fantazji .
Drozdy tak budują gniazda, Maksiu
Nie tak wielkie „kubeczki” uplecione z traw i uszczelnione gliną ze śliną. Tutejszy – drozd wędrowny, ma jajeczka niebieskie, bez czarnych kropek. Zwykle składa 3-5 jajeczek. Młode po dwóch tygodniach opuszczają gniazdo. Jeszcze nie umieją latać, a przynajmniej nie za bardzo. Rodzice karmią młode poza gniazdem.

Kiedyś jeden ze znajomych miał w domu takiego młodego. Pewnie wylatywał z gniazda i zaplątał się w siatkę ogrodzeniową. Znajomy go wyplątał, ale niepotrzebnie zabrał do domu.
Młody nie umiał sam jeść. Nawet najładniejsze robale położone na ziemi uchodziły uwadze. Trzeba było podać mu z góry (jak to robią rodzice), wtedy dopiero wcinał.
Nie wiem, czy znajomy go przekarmił, czy też była inna przyczyna, młody drozd po kilku dniach padł.
Dzień dobry, a tu tymczasem fajrant, a przerwa jeszcze za czas jakiś
A ja dziś jeszcze chwilka i będę wracać ku domowi bez planów wychodzenia…Na Dobranockę powinnam być.
A ja mam chwilę przerwy w przerwie, zaraz jej ciąg dalszy…
A ja już jestem w domu po pracy

Co prawda gotuję obiad (dopiero wstawiłam), ale to inny rodzaj pracy
Też bym się chętnie wstawił.
To wpadnij do mnie

Nie ma problemu
Jedyny, jaki jest, to odległość
Samolotem wszędzie blisko… adres chyba jeszcze masz

A z resztą, jakbyś z lotniska zadzwonił, tobym Cię odebrała…
Ha, musiałbym wizę odnowić… !
To chyba też nie problem

A poza tym słyszałam, że wizy mają znieść. Co prawda Trump nie mówił jak je będzie znosił i skąd, ale obiecane jest
Słyszałem, że teraz warunkiem otrzymania wizy MOŻE BYĆ udzielenie dostępu do mediów społecznościowych (i – chociaż nikt tego nie mówi wprost – ocena wpisów przez urzędników). Nie żebym się wypowiadał niepochlebnie, ale, hmm, do chrzanu to.
A co jeśli ktoś nie korzysta z komputera w ogóle? Odpada w przedbiegach? Poza tym, miało być zniesienie, a nie zmiana trybu przyznawania…
To jak wejdą na mojego fb to …szanse pewnie marne…
Jeżeli nie korzysta z komputera ani mediów społecznościowych, to jest osobnikiem ze wszech miar podejrzanym!
Moja mama nie korzystała. Nie miała pojęcia jak uruchomić komputer i oczywiście żadnego konta w mediach społecznościowych nie miała… może i była podejrzanym osobnikiem

I koniec przerwy. Czyli że zaraz dobranocka.
Dobranocka.
Dzisiaj trochę mrocznawo, ale spokojnie. Niemiecki DJ Apparat i „Goodbye”, piosenka z czołówki netfliksowego serialu „Dark”. Chwilę się rozkręca.
Snów o podróżach w czasie.
Dobranoc Państwu!
Nie idę spać, ale zasilacz do laptopa definitywnie się zbiesił.
Spokojnej baterii!
Zasilacz kaput,bateria kaput, Makówka
i 
Makóweczko…
Całkiem z Wyspy nie zniknę,bo mam telefon,ale miś się przyda… dziękuję.
Ja też.Wstawilabym się.

Tak mnie ten zasilacz zezłościł!
To miało być pod tym wstawianiem się.
Ty też wpadaj do mnie

U mnie tego do wstawiania jest trochę. Wystarczy i Mistrzowi Q i Tobie i jeszcze kilku osobom
Nasza piwniczka zasobna…
Ty uważaj,bo ja jak byłam w USA zawsze przylatywałam do Chicago…i wtedy do Twojej piwniczki blisko.
Szczególnie, że mieszkam niedaleko O’Hare
Także jak będziesz znowu, to nie zapomnij odwiedzić… zajrzymy do piwniczki 
Teraz Duszniki, następne spotkanie Chicago?
Też jak Q musiałabym starać się o nową wizę.Ale przecież Duda ponoć załatwił zniesienie, czyż nie?
O zniesieniu wiz pisałam trochę wcześniej
To się powtarzać nie będę…
Tylko do mnie nie opłaca się jechać na weekend. Przynajmniej na dwa tygodnie
Chociaż i to jest za krótko…
Ja gości chętnie widzę u siebie
Majeczka była miesiąc i nie zdążyłam pokazać jej nawet cząstki tego, co jest w naszym rejonie. To co dopiero mówić o weekendzie…
Ohoho. Brzmi znakomicie po prostu!
Kochani, zmykam. A jutro po południu – na południe!
Witajcie!
Jeszce jeden dzień w pracy, i też ruszam – dla odmiany na zachód!
Dzień dobry. Jeszcze tylko troszkę pracki dzisiaj, trochę zakupów i – na dworzec.
Witajcie!
Proszę się częstować.Gienia serwuje co ma na stoliku.
A ja właśnie po robocie – tak jak zaplanowałem
Zaraz idę się pakować.
A ja usiłuję znaleźć zasilacz do mojego lapcia.Jesli to on winny.Planuje logistycznie pobyt z koleżankami z USA,tymi siostrami o których już pisałam.Ustalam grafik rodzinny kto kiedy z kotem.Ide kupić prezent urodzinowy,na które dziś się wybieram.Pakowanie to chyba w nocy…
Czekamy na zachodzie
Spakowany, zakupy zrobione. Jeszcze to i owo w domu i po drugiej…
Do zobaczenia panie Q w sobotę rano.A z resztą na zachodzie trochę później.Sie będzie działo!
Yes, ma’am. Lecę robić obiad.
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć Wam udanego spotkania i cudownie spędzonego czasu
Pozdrawiam w imieniu już tu obecnych, czekamy.
Z czerwonym dywanem?
Zasilacz kupiony,czynny bankomat wreszcie znaleziony.Jade na urodziny.Szukam chętnego,aby mnie w międzyczasie spakował.Bo jak wrócę mogę mieć problemy z jasnym myśleniem.
Dobry wieczór z włości Imć Tetryka. Po bardzo takiej sobie podróży zostałem podjęty po królewsku, mój humor został uratowany.
To może jeszcze dobranockę zapuszczę. Za chwilkę.
Dobranocka.
To dzisiaj Kasia Groniec, z którą dzielimy datę urodzin, co do roku, miesiąca i dnia. „Bez księżyca”, znane i lubiane. Może za dynamiczne jak na dobranockę? No trudno.
Snów o czarownicach, czarodziejkach i innych wiedzących 🙂
W związku z jutrzejszym porannym wyjazdem mówię wszystkim dobranoc 🙂
Ja jeszcze urodzinuje,ale za chwilę czas wracac
Dziś pora spać wcześniej… dobranoc!
Dobranoc!

Jak ja wstanę ?
Bry….
Brutto
Hub
Telefon jest niereformowalny

Też tak mam Bożenko!
Witam Duszniki! Część Krakowa już jedzie,Makówka już czeka z niecierpliwością ” jak wygląda Q”.
A za chwilę….
Gienia nie tak głośno,są tacy co jeszcze śpią
Kraków jedzieeee….
1h 10 min proszę Dusznik
Wystarczy głowę podnieść, ileż to ptasich widoków…, ale komu chce się głowę zadzierać, więc nie widzimy fruwających. Szkoda, bo te skrzydlate piękności takie fotogeniczne. Dziękuję za wyjątkowe zdjęcia wyjątkowych Pasjonatów.
Dziękuję Ultro




W sumie, to często nawet głowy podnosić nie trzeba… one są wszędzie… na ziemi też.
To tylko od nas zależy, czy zaczniemy je zauważać, bo często patrzymy nie widząc. Jedziemy za miasto, żeby się wykrzyczeć i wyszaleć… większości nawet do głowy nie przyjdzie, że przyszli w gości i należy zachowywać się jak gość
Z natury jestem gadułą, ale na wyjazdach milczę. Nie chcę rozpraszać uwagi (ani swojej, ani małżonka), bo przecież jedziemy, żeby coś zobaczyć…
No i widzimy…
Miralko, trzeba mieć pasję, wiedzę i cierpliwość. Idę, widzę ciekawego ptaka, wyjmuję telefon, a ptaka nie ma, więc czekam cierpliwie, bo może wróci, ale on ani myślał. Przychodzę do domu, szukam w oznaczeniach i co? Pasuje aż dwa, zatem który to ten prawdziwy, do końca nie wiem.
Serdeczności zasyłam dla Was za te ptasie piękności.
Trzeba mieć pasję, to fakt. Dlatego nie zamęczam swoimi ptaszkami Wyspowiczów
Oni nie muszą mieć pasji, jak my. Od czasu do czasu pokażę i przypomnę 


Co do oznaczania gatunków… pisałam wcześniej, że mając na zdjęciach, czasami nie umiem określić co to właściwie jest. Niektóre różnią się tak małymi szczególikami, że aż trudno uwierzyć. No i jak te szczególiki nie są wyraźnie widoczne…
I kolejna sprawa… telefonem ciężko jest zrobić zdjęcie ptakowi. One są za szybkie i już dość dobrze poznały człowieka. Spryszczają minuta osiem. Nawet dobrym aparatem często nie jest łatwo…
Powodzenia życzę
Pewna część Wyspy baluje w Dusznikach tak informacyjnie dla tych, których tu z nami nie ma.Po dniu pełnym wrażeń niektórzy już śpią,a niektórzy dopiero idą spać.Objedzeni pysznosciami,wygadani i zadowoleni.
Dobranoc
W Dusznikach wstaje kolejny piękny dzień.
Witam wraz z Gienia.
Jutro rano

Oooo!
Oto na Wyspę wpłynęły Duszniki.I to nie byle jakie.Bo Zdrój!
Pozdrawiamy Duszniki Zdrój! Czy tam też pali?
Ultra też Cię pozdrawiamy.Tez upał,ale w cieniu siedzimy,gadamy i popijamy coś tam, coś tam…
Dzień dobry


Czy będzie relacja z Duszników? Co prawda grupka Wyspiarzy wybrała się na spotkanie, ale nie wszyscy mogli przybyć… także chętnie bym sobie poczytała…
PS.
Tak właściwie to Wam zazdraszczam
Też bym się chętnie wybrała na takie spotkanie
Wiemy Miralko!
Też Cię pozdrawiamy,szkoda, że dzieli nas Ocean.
Dzień dobry!
Po wzruszającym pożegnaniu przez Wyspiarską ekipę Mistrz Tetryk zawiózł mnie z Dusznik do Kłodzka (dziękuję pięknie!). Pociąg z Kłodzka do Wrocka miał małe spóźnienie (zaczął od 4 minut, skończył na 12), ale ponieważ na przesiadkę miałem ponad pół godziny, obeszło się bez problemów. Co prawda trochę poniewczasie zorientowałem się, że siedzę obok nieczynnego WC i jak pociąg ruszył, powiało smrodkiem moczu, ale dało się to przeżyć.
We Wrocławiu na dworcu: Było. Potwornie. Gorąco. Ale dzięki spóźnieniu wcześniejszego pociągu(!) czekałem krócej, niż gdyby się NIE spóźnił. A w pociągu do Gdyni była klimatyzacja.
Siedziałem w nim w ostatnim przedziale ostatniego wagonu, za mną była już tylko ubikacja i ostatni przedsionek, a za drzwiami umykające tory. A w przedsionku ekipa pijąca piwo i paląca papierosy, wbrew obowiązującym w PKP przepisom i prośbom współpasażerów. Na szczęście drzwi do przedziału można było zamknąć, a dzięki klimatyzacji było całkiem znośnie. No i poznałem przemiłą suczkę, mieszańca w typie border collie, imieniem Bromba. Pociąg między Wrocławiem i Krotoszynem parę razy się zatrzymywał w szczerym polu, a właściwie lesie, więc miał spóźnienie, w szczycie i Poznaniu sięgające 25 minut, ale do Trójmiasta zmniejszył je do nieistotnych 10 minut, więc byłem w domu po północy.
Dziękuję za wspaniałe spotkanie!
Panie Q Twój komentarz został odczytany publicznie przez Tetryka i wtedy od razu nasunęło mi się pytanie o właścicielkę/właściciela suczki.
Hm? Czyżby tylko suczka była przemiła?
Właścicielka była miła, ale małomówna, co w sumie może i lepiej
Małomówna powiadasz? Hm… może DLATEGO miła?
Co człowiek, to charakter. Jednemu bardziej do twarzy z małomównością, a drugiemu buzia się nie zamyka i taki jego urok. Albo jej.
Dzięki za piękny opis podróży i za urocze pożegnanie. Również za Twoje miłe towarzystwo, będzie co wspominać.
Też dziękuję panie Q
Ależ proszę!
I również dziękuję.
Dziękuję Gospodarzom, dziękuję Wszystkim…



już za Wami tęsknię…
Fajrant i pewnie za chwilę przerwa. Norma wypracowana.
A, no i jeszcze dziękuję Gospodyni i Wiedźmie za aprowizację, nadzwyczajnie się przydała, zestaw smakowity i idealny na podróż!
Jeszcze coś takiego z czeluści Internetu na temat wpływu satyryków na naukę.
U góry: jaskiniowiec mówi do słuchaczy: A ten koniec nosi nazwę „thagomizer”[tu mniej więcej coś jak „thagotłuk”], na pamiątkę świętej pamięci Thaga Simmonsa.
U dołu: „Thagomizer” to nazwa kolczastej końcówki ogona stegozaura. Nie nosiła ona oficjalnej nazwy, dopóki rysownik Gary Larson nie opublikował obrazka, na którym mu ją nadał. Społeczność naukowców przyjęła ją i zaczęła jej używać.
Ooo, chyba będę musiał spróbować chociaż trochę się zbliżyć do wyniku!
Pozdrawiamy biesiadujących.Jeszcze jedziemy…
Szerokości! Bezpieczności!
Oraz przerwa.
Jedni biesiadują, inni mają przerwę, a Makówka w Krakowie.
Jeszcze raz dziękuję za gościnę.
Dojechaliśmy! Tu jest jeszcze goręcej!

Dzięki za wspaniałe spotkanie! Szczególnie niski pokłon składam gospodarzom, nie zapominając jednakże o Północnej Ekipie. Kochani jesteście!
Och. I vice versa!
A ja po przerwie, jak mniemam.
I deszcz pada. I chłodek normalnie taki, że aż się chce żyć.
W Dusznikach nawet kulki z lodem potrafią pływać.
Takie jedno zdjęcie, zanim będzie pięterko z relacją ze spotkania dla tych co nie mogli być.
Oby tylko z nieba kulki lodu nie leciały (dzisiaj była zdaje się burza nad okolicą? Czy nad Dusznikami też?)
Jak wysiadałam z samochodu Tetryka spadły na mnie 3 może 4 duże krople deszczu i na tym się skończyło. 26 stopni na zewnątrz, w pokoju 28.
A Duszniki hm …balują. Nie mają czasu wchodzić na Wyspę…
A tu deszcz pełną, no, gębą. Może chmurą.
Też,a kulki lodu też leciały i to obficie. Dobranoc
Spokojnej, bez kulek ani innych efektów światło-dźwięk.
Zbieraliście do Martini?
Dla Maczka, bo poprzednią miała pustą
Wiedziałam, że na Was zawsze można liczyć!
Dobranocka, spóźniona już, ale się zapatrzyłem gdzieś indziej.
Skoro Wyspiarze imprezują na południu, a burze tamże szaleją, to pozostaje zagrać Enyę. O burzach w Afryce.
Snów bez burz wszakże.
Pyszne było proszę Państwa…
Oj. No i teraz coś muszę na ząb…
Masz TAKIE pyszności? I takie SAŁATKI? na to przekąszanie…
Smacznego panie Q!
Wieje okrutnie, ale deszcz coś skromnie pada!
Komu oliwkę przed snem?
A skąd. Jakiegoś nędznego ersatza muszę…
Dzisiaj DZIEŃ PSA !
Ucałowania dla Ami i wszystkich psów również!
A fakt.
Nb. część znajomych kociarzy rozpoczęła dywersję, prezentując swoje zwierzęta zamiast psów.
Dobranoc!
Trzy niedospane noce dały o sobie znać. Plus pogoda.
Spokojnej. Też będę zmykał.
Witajcie!
Tak miło było, a dziś znowu poniedziałek, chociaż trochę przynajmniej opóźniony…
Witajcie!
Czas na Gienie…
Witajcie. To ja od razu do Gieni, po kawkę czarną i gorzką (z mlekiem pijam rozpuszczalną).
Ja tradycyjnie herbatę.
Martini Gienia też ma, ale to zupełnie nie to samo jak przy którymś
z tych stoliczków.
Duszniki dołączycie do Gieni? I inni Wyspiarze?
Dobrze się złożyło, że jesteśmy na „skrzydlatym pięterku”, bo w ten sposób Miralka też jakby z nami była w Dusznikach. Do róż Skowronka oraz Martini w ogrodzie ptaszki pasują najbardziej.
Bo przecież w Dusznikach cały czas coś piskało zza żywopłotu. Pliszki chyba, ale może i inne fruwające. Raz na furtce, tej od ulicy, siadły dwa malutkie ptaszki, na moje oko mniejsze od wróbli i jaśniejszego odcienia brązu, nie mam pojęcia, co to. Żadnych kolorowych plamek nie widziałem, więc chyba nie mysikróliki.
Skoro dwa schodki wyżej była mowa o różach i Martini jeszcze jedno zdjęcie, zanim będzie relacja.
Róże Skowroneczka są imponujące, a Martini w ogrodzie smakowało wyśmienicie!
Róże deczko zmaltretowane, Martini się skończyło

Kiedy, Maczku, tych zdjęć napstrykałaś???
PS Aha, zapomniałaś wspomnieć o pysznej sałatce zrobionej przez Ciebie
Alla!
Też się kocham…A co? Niech Wszyscy wiedzą !
Ale że mam pojemne serce to jest tam też miejsce dla pozostałych Wyspiarzy.
Mam nadzieję!
Pewnie Mirelka by Quacku wiedziała, bo ja tylko mojego ulubionego strzyżyka odróżniam
Nie wiem Skowroneczku, czy bym wiedziała…

Nie znam wszystkich ptaków na obydwu kontynentach… chociaż bardzo bym chciała
Witajcie moi Mili, dzisiaj robimy wycieczkę po okolicy bo pogoda nareszcie sprzyja. Pozdrawiamy serdecznie
W ogrodzie było bardzo przyjemnie posiedzieć.
Okolicę oczywiście chętnie by się zwiedziło, ale nie narzekajmy na pogodę, która jednak umożliwiła korzystanie z uroków ogrodu.
Ba! Nocne rozmowy na tarasie również!
Miłego zwiedzania!
Witam jeszcze z Dusznik i pozdrówka ślę
Bożenko odpozdrawiam i bardzo jestem szczęśliwa, że Cię poznałam.
To ciepło, które roztaczasz wokół siebie wirtualnie jednak nie jest tak widoczne jak wtedy gdy się siedzi obok Ciebie. Czułam je mimo upału.
Miło mi Makoweczko że tak mnie postrzegasz, ja też się cieszę z naszego poznania, jesteś wspaniała.
Dla tych, co nie byli, a nie mogą się doczekać relacji jeszcze trzy zdjęcia przepięknych róż Alli.
À propos nieobecnych –ajw hop, hop!
Jak tam po weselu?
Przeprzepiękne!
A ja fajrant. I przerwa, ale jeszcze za chwilę.
Pan Q fajrant,a Makówka wędruje po upalnym,dusznym Krakowie.U mamy zaduch niemiłosierny,ale jej uśmiech wynagrodził wszytko.Jak jednak dużo może zrobić uśmiech!
Na przystanku siedzi obok mnie młoda dziewczyna,uśmiechamy się do siebie i na koniec życzymy sobie miłego dnia….
O tak! Uśmiech zmienia mnóstwo, w pociągu, na ulicy, wszędzie.
Uśmiech, życzliwość… Przed chwilą w sklepie zabawna sytuacja- jakichś pan radzi się jaką kiełbasę dodać do żurku na 11 osób skoro białej w sklepie jest za mało. No i debatujemy sprzedawczyni, ten pan i Makówka. Ile przy tym było śmiechu!
Jak to mało trzeba, aby wpędzić się w dobry nastrój.
To teraz jeszcze przypomniałam sobie jak byłam przy fontannie.
Fontanna uśmiechu!
Dotarłem do domu! I do wentylatora, co ważne!
Tutaj działa dzisiaj naturalna wentylacja wschód-zachód. Ale czasem i ona nie wyrabia.
To była przerwa w przerwie, zaraz jeszcze wybywam…
Zanim będzie relacja jeszcze jedno zdjęcie zrobione w pobliżu stawiku.
Tak mi się ta plątanina spodobała…
Prawie miłosne objęcia 😉
Tak. Ale zdaje się, że to raczej wzajemne wsparcie, żeby nie osunąć się w dół zbocza.
Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego.
Nie wyklucza, wręcz przeciwnie. Miłość oraz Przyjaźń bez wzajemnego wsparcia to puste słowa. WZAJEMNEGO.
Oczywiście trudno oczekiwać wsparcia od noworodka, ale potem wsparcie też powinno działać w dwie strony.
À propos PRZYJAŻNI jutro spotkanie z moimi amerykańskimi przyjaciółkami w Krakowie. Tymczasem samolot jeszcze nie wyleciał, a już ma 1,5 godziny opóźnienia.
To się zdarza (z samolotami) (i pociągami).
I dzięki temu bywa, że ktoś we Wrocławiu czeka krócej niż było w planie!
Dobranocka.
Będzie Peter Gabriel i „San Jacinto” z dawnych czasów.
Chwilami monumentalne, ale w sumie spokojne.
Snów ptaśkowych.
Podoba mi się, ale żeby to miało usypiać?
Hm …mnie to bynajmniej nie usypia…
Zapraszam na nowe pięterko — choć nie poetyckie, lecz bardzo barwne.
Barwne jak nasze spotkanie…