Dawno nie opisywałam naszych wycieczek, a nazbierało się ich trochę… Postaram się krótko i na temat…
6 maja, sobota. Wypogodziło się i postanowiliśmy się gdzieś wybrać. Oczywiście chciałam do swoich czapli. Na wyspie było aż biało od nich, co widziałam jadąc do Elgin autostradą. Ale najpierw zajechaliśmy do Paul Douglas Forest Preserve, bo jest po drodze… Wszędzie woda… do czaplich stanowisk nawet nie dało się podejść na odległość „strzału”. Zawróciliśmy. Ale przy okazji spotkaliśmy kilka gęsich rodzin. Oczywiście z małymi…
Pojechaliśmy do „mojej” ukochanej „czaplej wyspy”. Uwielbiam te ich piórze peleryny!!!
Zaskoczyło nas co innego. Przejechaliśmy kawałek, żeby zobaczyć wyspę z drugiej strony. Nawet nie zdążyłam wysiąść z samochodu, gdy podjechał do nas strażnik i powiedział, że tu nie wolno wchodzić, bo jest to teren prywatny. Żadnego łowienia ryb… Pokazałam na aparaty i powiedziałam, że nic nie będziemy łowić… nie interesowało go to zbytnio. Powiedział, że na teren wokół wyspy wchodzić nie wolno… musieliśmy odjechać. Zatrzymałam się na ulicy… Tu stały tabliczki zakazujące wstępu. Też nijak włazić… ale małżonek poleciał. Na jeziorku wylądowała parka i MUSIAŁ ją obcykać…
Wieczorem, w domu znalazłam na sobie kleszcza. Całe szczęście tylko lazł i nie zdążył się wgryźć…
W niedzielę postanowiliśmy się wybrać do Greenbelt Forest Preserve. Ten park polecała nam kobieta spotkana nad Lake Michigan. Rybaczka popielatego nie spotkaliśmy, a głównie po to tam pojechaliśmy. Ptaki w okresie lęgowym są niesamowicie płochliwe. Uciekały szybko zanim udało się nam podejść wystarczająco blisko, by zrobić porządne zdjęcie. Spotkaliśmy też całą masę żółwi. Wygrzewały się w słońcu… Ale i one uciekały do wody i nie dawały podejść za blisko…
Następna niedziela (14 maja) to druga część Greenbelt Forest Preserve. Na wschód od Green Bay Rd. Wybrałam wjazd od W. Dugdale Rd. Obeszliśmy co się dało z tej strony i pojechałam do wjazdu z Green Bay Rd.
Też cudnie. Przy okazji popatrzyliśmy na zjazd wyznawców Islamu. Nie było ich aż tak dużo… w Greenbelt Cultural Center spotykają się ludzie różnych wiar i kultur. Budynek stoi przy samym wjeździe do parku… Trochę połaziliśmy po ścieżkach. Jest gdzie łazić… Pod koniec wędrówki… kolejny kleszcz. Cholery można dostać z tych nerwów. Na męża nie skaczą, tylko na mnie!!!





Zapraszam na nową wycieczkę. Nogi nie zabolą, najwyżej palce od klikania

Jezuuu ! Kiedy to się dokładnie obejrzy ! Zuch z Ciebie Miralko , wielkie podziękowanie za przybliżenie nam prawdziwego Świata jakim jest przyroda , bo w Stolicy znów okazało się , że największym sukcesem ministra wojny – jest sprowadzenie do Polski wojsk USA . I z tego powodu , nie można go odwołać ze stanowiska . Wracam do oglądania materiału , bo szykuję się na Mazury , a tam mam podobne widoki, tylko w ruchu, co utrudnia trochę spokojną obserwację

Przyroda, a w szczególności ptaki, to mój konik, Maksiu. Nic dziwnego, że w swoich opowiadaniach jestem monotematyczna
Mazury są przepiękne i na pewno znajdzie się cała masa miejsc do obcykania, a jak się jeszcze trafi jaki przerzasty, to już w ogóle super 
Mam nadzieję, że z Mazur coś niecoś nam pokażesz
Od razu dodam, że spotkany na ukrytym jeziorku żółw, to chyba żółw jaszczurowaty. Był na prawdę duży, szczególnie w porównaniu z tymi, które na ogół spotykamy. Nie wiem na ile jest tutaj rozpowszechniony, ale widzimy go po raz pierwszy. Wyczytałam, że jest to żółw drapieżny, polujący na żaby, jaszczurki, a także na ptaki. Ma niesamowicie silne szczęki. Na polskiej Wiki piszą, że potrafi odgryźć rękę w nadgarstku, a na angielskojęzycznej, że palec. Także nie wiem… ale wydaje mi się, że i sam odgryziony palec by wystarczył.

Wyczytałam też, że ten żółw sporadycznie pojawia się w Polsce. Jakieś głupki hodują, a jak wyrośnie za duży, to wywalają do lasu, nad wodę i zadowoleni. Jeden taki został odłowiony, bo są one zagrożeniem dla naszych rodzimych zwierzaków. Ten złapany ważył 6 kg i był długi na 75 cm. Czyli wcale nie taki mały…
Jak ja lubię te Twoje wycieczki!
I deszcz tam nie pada, i w ogóle
Na wycieczki się wybieramy gdy nie pada

Czyli pogodę mamy podobną… nie jesteś w tym sama

A jeśli to będzie pocieszeniem dla Ciebie, to u mnie pada, leje lub kropi od wczoraj
U mnie padać przestało za to jest pieruńsko zimno. Panowie oddalili się z miejsca robót. Podobno do jutra.
Ja też częściowo się oddalam. Cannelloni ktoś musi zrobić… Synowie sobie zamówili. Podobno w zamian mają mi ciasto kupić…
Piękne wycieczki, uroczo oszczędzające nasze nogi!
Kleszczy się, Miralko, nie obawiaj – niedawno wysłuchałem audycji na temat zagrożeń odkleszczowych. Wynikało z niej, że borelia jest w stanie wydostać się do człowieka dopiero po ok. 48-iu godzinach od wgryzienia się kleszcza; trzeba więc tylko starannie oglądać się po każdej wycieczce, z przetrzepaniem ciuchów włącznie.
Pogody! W realu, w duszach i w oczach! 🙂
Nie jestem przerażona tymi siadającymi na mnie kleszczami, ale jakoś dziwnie ich nie lubię
Od czasu jak nas napadły w parku całe hordy tych kleszczy, po każdej wycieczce oglądamy się uważnie. A ciuchy od razu do prania. Oczywiście nie mówię o zimowych wypadach…


Mój syn, jako dziecko, miał dwa „wgryzione” kleszcze. W pachwinie i nie było ich widać. Dopiero na plaży zauważyliśmy, że ma. Koleżanka, która wyciągała ich wiele swojemu ojcu, mieszkającemu na wsi, wyciągnęła (a właściwie „wykręciła”) je szybko i w całości. A skoro przez ponad 20 lat nie było żadnych objawów, to już i nie będzie. Bo przecież nie każdy kleszcz jest nosicielem chorób…
Dobry wieczór na nowym piętrze! Wróciłem z wywiadówki od Najjuniora (no, parę uwag jest, ale nic gardłowego) i mogę w spokoju skoczyć na wycieczkę.
Jak tylko przeczytałem „wszędzie woda”, to dopadło mnie prorocze natchnienie i zobaczyłem oczyma duszy mojej Mirkę z mężem jadących do specjalistycznego sklepu myśliwsko-wędkarskiego i kupujących ponton, a do kompletu wodoszczelne pokrowce na aparaty.
Opadające pióra obu czapli w pierwszym zestawie skojarzyły mi się natomiast z szatami czarodziejów z „Władcy pierścieni” – białą Sarumana i szarą Gandalfa. A te rozwiane peleryny z piór na zdjęciu rodzinnym to w pierwszej chwili myślałem, że takie puchate spadochrony od jakichś nasion (nie dmuchawce, ale podobne), co to fruną z wiatrem, a tu się zaczepiły na krzakach!
Przycupnięta w trawie pasówka białobrewa wygląda jak ciężko obrażona, ale nie wiem, na kogo i za co. A startująca siwuszka ciemnobrewa z kolei wygląda jak startujący prom kosmiczny w miniaturze 🙂 Chciałem też wymyślić jakiś śmieszny komentarz na temat żółwia na oponie, rozumiesz, że szybkie samochody i wolne żółwie, haha, ale mi się nie udało. Natomiast ciekawe, że konar taki atrakcyjny, że aż siedem sztuk na niego wlazło. Natomiast co do kota, to mam wrażenie, że w stosunku do polskich łapy ma jakby bardziej puchate, bo przecież nie masywniejsze. Z kolei dzięciur krasnogłowy wygląda jak bandyta rabujący bank w czerwonej kominiarce. Też ruchliwy i boi się, żeby go nie złapali.
Epoletnik ma absolutnie wredną minę i na pewno coś knuje! Uważajcie na portfele! Jakby mi się kaczor zaczął gimnastykować przed nosem, też bym nie wytrzymał i skoczył do wody… upsss, no i patrz, wszędzie się ta polityka wciśnie!
A co do bernikli i niebezpieczeństw, to tak mi się skojarzyło, że jeżeli te żółwie jaszczurowate są takie drapieżne, to nic by nie stało na przeszkodzie, żeby podpłynęły pod takiego malucha i haps! Więc rodzice mają rację, że tak pilnują dzieci. A o modrosójce zdaje się śpiewali Bitelsi.
Wizja piękna, Mistrzu Q, ale ponton już mamy, więc kupować nie musimy. Co prawda w kształcie kajaka, ale ponton. Nie braliśmy jednak tego sprzętu na wycieczkę, bo nie planowaliśmy żadnych „mokrych” ścieżek


Może to i bandyta, bo starannie się ukrywa…
Widocznie jesteśmy odporniejsi na kaczą gimnastykę, a że dzioba nie otwierał i nic nie mówił… czas kończyć to zdanie 

Tymi fruwającymi piórami czapli jestem zupełnie zauroczona. Gubią je po okresie lęgowym i muszę przyznać, że chętnie bym ich trochę nazbierała…
Pasówka białobrewa tylko tak wygląda, bo ma takie paski koło oczu… chociaż miała prawo być urażona, że przeszkadzamy jej w posiłku.
Siwuszki są malutkie. Niewiele większe od kolibrów. Chociaż rozmiar nie ma wpływu na nasze skojarzenia…
Co do żółwia na oponie, to ja miałam inne skojarzenia… nie na temat samochodów, a gumy… może lepiej nie będę kończyć
Co do atrakcyjności konara… to nie tyle chodzi o sam konar, co o jego położenie. Daleko od brzegu, czyli nikt nie będzie przeszkadzał. A żółwie uwielbiają grzać się w pełnym słoneczku i nie znoszą, gdy im ktoś przeszkadza…
Koty są takie same jak w Polsce. Po prostu to zależy personalnie. Jedne są bardziej puchate, inne mniej.
Krasnogłowego pominę
Epoletnik nie tyle by się połakomił na nasze portfele, ile mógłby zaatakować i przydzwonić nam dziobem. Ten typ tak ma i sama widziałam niejednokrotnie, jak atakował ludzi. Co prawda nie zabije, ale wystraszyć może
No zobacz… kaczor gimnastykował się nam przed nosem, a my jakoś do wody nie skakaliśmy
Z berniklami, to nie tylko żółwie mogą im zagrozić. Myszołów, czy krogulec mogą śmiało upolować takiego malucha. Dorosła bernikla jest dla nich za duża, więc nie ruszą, ale pisklaka bez problemu. Także w razie czego, to maluchy chowają się pod skrzydła rodziców i żaden z latających nad nimi drapoli nic im nie zrobi.
Jakoś nie kojarzę piosenki Beatlesów „Blue Jay”… widocznie to z tych mniej znanych…
Piosenka to „Blue Jay Way”, czyli właściwie „Ulica Modrosójki” i faktycznie jest mniej znany, bo brzmi dość eksperymentalnie i monotonnie. Oryginału chyba nie ma na YouTube, są tylko wersje nagrane przez innych artystów.
Co do żółwia, to właśnie się domyśliłem
Nie wiedziałem, że epoletniki atakują ludzi, po prostu oceniłem parszywą minę
A co do pontonu, to po prostu widzę, że Was nie doceniłem, zwracam honor!
Honoru zwracać nie musisz, bo go nie zabrałeś
Kiedyś, przy opisywaniu wizyty Majeczki u mnie, pokazywałam nasz kajak, ale to było 5 lat temu i można było zapomnieć
To moja córa i Majeczka w naszym pontonie…
O epoletnikach też pisałam. One atakują szczególnie osoby, które mają czapki z daszkiem. Może im się to kojarzy z jakimś wielkim drapieżnikiem? Widziałam wiele razy taki atak. Jak ktoś się spodziewa, to jeszcze pół biedy, ale jak tak wskoczy na głowę znienacka, to na serce można zejść

Dobranocka jeszcze piętro niżej!
Długa ta wycieczka i starczy mi na dwa dni ! Żeby nie pomylić czapli z żółwiem
Dzień dobry
Dzisiaj będzie ładny dzień, ale wycieczka Mireczki ładniejsza 
Dzień dobry.

Nawet se poświętować nie można, bo rano każą wstawać…
Ekipa już jest. Nie mam wyjścia: prysznic, kawa i do roboty.
Dzień dobry. Nie będę pisał o pogodzie, nie będę pisał o pogodzie, nie będę…
Ja się poczęstuję dzisiaj mieszanką herbaty czarnej z zieloną.
Bardzo proszę.

Pani Gieniu! Gdzie ten wózek?
O, kawka! Biegnę z kubkiem…
Poproszę jedną mocną.
Dzień dobry

Ale to nie tylko od święta, na codzień też 
Czy już czas składać życzenia wszystkim mamom?
Wszystkiego najlepszego
My z mężem nie mamy już komu składać życzeń… nasze mamy nie żyją i mają jedynie kącik w naszych sercach
Witajcie!
Bożenka obiecuje, a pogoda swoje! 😉
Niski pokłon wszystkim mamom, i tym już spełnionym, i tym in spe – za życiową odwagę
Jest lepiej niż wczoraj, a ma być jeszcze lepiej.
A dzień matki dopiero jutro!
Jest lepiej. Świeci słońce.
Tu też. A wczoraj po południu obserwowałem ze zdumieniem, jak burza zatrzymała się na przedmieściach Gdyni, po czym cofnęła nad Kaszuby, tam, skąd przyszła.
Bardzo uprzejmie z jej strony. U mnie padało niestety. Dlatego cieszę się z dzisiejszego słońca, bo daje nadzieję na ukończenie prac.
A my się dowiemy w końcu, co to wogle jest.
Chyba.
No przecież.
Dobry. Zaspałem, ale dzisiaj może nie będzie to miało jakichś potwornych następstw. Lecę z filiżanką do pani Gieni.
Gienia jest dziś na dyżurze, co oznacza kawę i herbatę non stop.
Brać proszę i korzystać!
dobry pomysł z tą Gienią, bo ja to na kawę wiecznie się spóźniałam, a teraz o każdej porze pić można do woli! tylko kto za zapłaci za te fanabierie?!
Też jestem ciekawa;-P
Gienia jest na wyspiarskim etacie. Spoko.
Dzień dobry:)
Ale świetna wycieczka, te żółwie fajne, nawet wczoraj tak mówiłam do swojej Połówki że taki żółwik przy tej naszej mini wodzie byłby całkiem szczęśliwy chyba, ale za takiego jaszczurowatego to ja jednak podziękuję.
Obawiasz się o paluszki?
pewnie, wiadomo co takiemu żółwiu do głowy przyjdzie?
Żabki, rybki, ptaszki się skończą a i palców ilość ograniczona…
Masz rację. Z żółwiami nigdy nic nie wiadomo… tym bardziej, że na zimę coś trzeba z nimi zrobić. Nie sądzę, że w swojej mini wodzie masz wystarczającą ilość mułu, żeby się taki mógł w nim zagrzebać i zimę przetrwać
I faktycznie, taki jaszczurowaty mógłby odgryźć nie tylko paluszki, ale i całą rękę… a te są tylko dwie 
Dzień dobry


Niby już dziś zaczął mi się długi weekend, ale mam tyle spraw do załatwienia, że chyba wolałabym do pracy
No i oczywiście trzeba zacząć się pakować. Całe szczęście listę na wyjazd mam
Obiecałam. Proszę bardzo: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/leniwaogrodniczka.blogspot.com/2017/05/niespodzianka.html
Już sobie mogę wyobrazić efekt końcowy, jak to wszystko obrośnie jakimś pnączem lub winem…
Taki jest plan. Teraz muszę się wziąć do roboty…
Pierwsza myśl: No, no, samochód za zaległy zasiłek?
WIEDZIAŁAM!!!
A samochód ma 16 lat, jest rok młodszy od BB. I chyba dożywa swych dni. Tam oprócz silnika chyba wszystko było wymieniane.
to u mnie odwrotnie: silnik wymieniamy już drugi raz, buu ale jakbyśmy się wcześniej zgadały to z dwóch mogłybyśmy zrobić jeden- dobry!
Tak dla jasności, ta konstrukcja (plus rośliny in spe) będzie oddzielać frontowy ogródek od podjazdu? Bo mi się wydawało, że ten ogródek to jest bardziej odsłonięty od ulicy?
A mówiłam: trzeba było przyjść i zobaczyć?
Generalnie ta konstrukcja (i rośliny) będzie zasłaniać widok zza bramy na patio i na pokój dzienny. Bo w tej chwili jest tak, że jak ktoś przechodzi uliczką osiedla, to widzi wszystko. Łącznie z tym, jaki film oglądamy. Zasłonięcie podjazdu i samochodu to tak przy okazji.
Właściwie masz rację, ogródek jest trochę jakby przesunięty w bok, ale i tak przez bramę widać wszystko. I człowiek sobie siedzi, relaksuje się, a co chwilę ktoś coś do niego mówi. Na przykład pan ochroniarz. Albo ktoś się gapi, kto przechodzi do samochodów zaparkowanych dwa metry dalej.
Przyrodnicze wycieczki zawsze są ciekawe, tym bardziej że jest na co popatrzyć i nie trzeba się nachodzić.
Dobry. Fajrant. Co więcej, część zlecenia odesłana od razu do klienta.
Przerwa jednakowoż.
Mireczko, dziękuje za kartkę!
Urocze stworzenia!
Cieszy, że już dostałeś
Jestem, proszę państwa wyspiarstwa.
Ooo cudnie mi…

Tarta z cukinią, chamine, patio…
Dobranoc.
Mmm 🙂 spokojnej!
Życie bywa piękne…
Dobranocka.
Dzisiaj wrócimy do klasycznego utworu „Besame mucho”, tym razem na luzie i na jazzowo, chociaż niewątpliwie latynoamerykańsko.
Pani Julie Zorrilla i jeden pan z gitarą.
Snów słodkich dzisiaj.
Hmmmm, głos dobry, interpretacja ? hmmm, dyskusyjna wg mnie. Ale szorty ma gustowne
Świetna wycieczka. podziwiałam na raty, kaczor był fajny, cała reszta jak zwykle interesująca. Mirelko, nabyłam atlas ptaków polskich i próbuję je w locie rozpoznawać, ale jest to bez lornetki ( albo obiektywu) bardzo niewdzięczne zadanie.

Na trochę mam spokój, bo wolno mi być na powietrzu świeżym tylko rano i wieczorem. Tak to jest, gdy napadną na niewinnego człowieka rozliczne pyłki
Napadów pyłków współczuję
Co prawda mnie nie napadają, ale męża czasami tak. Aż żal na niego patrzeć
Bierze „Benadryl” i to mu znacznie pomaga…
Tylko wiem jak trudno rozpoznać ptaka w locie. Nawet jak przysiądzie na chwilę…
Mam wtedy czas na wyłapanie szczegółów (chociaż też nie zawsze). A jak wiesz, niektóre gatunki tylko drobnymi szczególikami się różnią. Taki wróbel (samczyk) i mazurek. Są prawie identyczne. Tylko mazurek ma plamki na policzkach i trochę inny kolorek na głowie. Dla wielu osób, to po prostu wróbelek

To jest tak ciekawy ludek, że na prawdę warto 
Atlas ptaków jest bardzo przydatny
To jest właśnie powód, dla którego zaczęłam robić zdjęcia ptakom
Życzę powodzenia w penetracji ptasiego rodu
Dobranoc sennie i słonecznie na jutro !
Urobiłam się dziś po pachy
Przy okazji najeździłam się również. Mąż co prawda wymienił mi w końcu akumulator (miałam go prawie 9 lat i nikt nie wierzy, że jeszcze mógł działać), ale trzeba też było zmienić olej. Przy okazji wydało się, jak kiepsko znam się na samochodowej terminologii
Kurde!!! Ja nawet po polsku nie wszystko rozróżniam!!! Mąż mi mówił, że mam zrobić „rotation”, spytałam go, czy to to samo co „alignment”. Nie odpowiedział. Będąc w warsztacie poprosiłam o ten „wheel alignment”, chociaż nie bardzo wiem co to takiego
Ale skoro mąż kazał… Facet zapytał, czy odwieźć mnie do domu. Nie! Poczekam. Stwierdził, że to może potrwać dwie, do dwóch i pół godziny. Pogratulowałam sobie, że najpierw pozałatwiałam wszystko inne. Warsztat zostawiłam sobie na, wątpliwej jakości, deser
Odpowiedziałam, że trudno, ale poczekam. O dziwo!!! „Wyrobili” się w niecałą godzinę. Podejrzewam, że gdybym pozwoliła odwieźć się do domu, to mój samochód stałby na ich parkingu nawet 3 godziny…
A potem pierniczyliby mi, że to tak dużo pracy…
Ja tam nie widzę różnicy… Do tej pory nie wiem na czym co polega… W każdym bądź razie coś tam przy kołach sprawdzali
I proszę się nie czepiać. Co prawda wychodzi jasno, że niepotrzebnie wydałam stówkę, ale też trudno wymagać, żebym się na tym znała!!! Jak ze mnie wystarczy, że wiem jak obracać kierownicą i jak dolać płynu do spryskiwacza szyb. To i tak sukces
Aha! Wiem jeszcze jak dolać benzyny…
Chociaż muszę wyznać ze wstydem, że na początku (gdy tylko kupiliśmy Siennę i zaczęłam nią jeździć) miałam problemy z otwarciem zaworu. Bo ten korek trzeba przycisnąć i dopiero wtedy można otworzyć. Po 12 latach tankowania, robię to automatycznie… Ale wtedy to były początki… wezwałam na pomoc faceta z obsługi stacji benzynowej. W swojej naiwności myślałam, że się na tym zna. Nie znał się
Stwierdził, że coś tam musiało się zablokować i powinnam jechać do dealera. I wtedy podszedł inny facet. Tankował na stanowisku obok. DWOMA PALCAMI otworzył zawór i życzył powodzenia. Pracownik stacji miał głupią minę… ja też 
Mąż trochę się wściekł. Powiedział mi, że przecież mówił wyraźnie, że trzeba zrobić „rotation”, a nie „alignment”!!! To trzeba było jechać samemu!!!
Hmmm. Alignment to może być zbieżność kół, ale rotation? Może wyważenie opon?
Trochę się rozpisałam

A jeszcze byliśmy na zakupach, trzeba było zrobić obiad, a także pranie (jeszcze się pierze). Musiałam też powyciągać (według listy) wszystkie rzeczy potrzebne na wyjazd. Co prawda dopiero jutro (w piątek) będziemy to wszystko pakować do samochodu, ale nie znoszę pakowania się w ostatniej chwili. Nawet z listą, zawsze czegoś się zapomni. A tak, co prawda mam w pokoju ogromną stertę rzeczy, ale w większości wszystko jest przygotowane. W piątek tylko jedzonko do lodówek i można wszystko wynosić
Ja też wolę wcześniej.
Tu możemy spakować samochód dzień przed wyjazdem, a potem pięć minut i człowiek jedzie.
W poprzednim mieszkaniu Piter pakował auto (jak do przeprowadzki… walizki, pontony, kuchnia, kartony dla Key…) rano w dniu wyjazdu. Bywało, że mieliśmy dosyć zanim ruszyliśmy.
Cieszę się z tego wyjazdu, chociaż prognozy pogody nie brzmią zachęcająco…
Albo deszcz, albo zachmurzenie…
Mam nadzieję, że uda nam się „ustrzelić” coś pięknego 
Ale z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że trzy dni będziemy mieszkać w namiocie… wieczorem ognisko, a przed świtem obudzą nas śpiewające ptaszki, to aż serce mi rośnie
Yellowstone Lake małe nie jest, a na dokładkę położone w lesie… to powinna być ostoja ptaków i zwierzaków
Nie wiem czy w piątek rano będę miała czas się odezwać. Jeszcze sporo roboty zostało do zrobienia
A także udanego weekendu!!! Słońca i ciepła!!! Szczególnie tego w duszy, bo jeśli ono jest, to to za oknem jest mniej ważne 
Ale już dziś mogę życzyć Wam pięknego Dnia Matki, bo przecież każdy ją miał
Dzięki i nawzajem!
Słoneczny dzień dobry
Dzień dobry słonecznie
Dzień dobry. Tu też.

Kawa/herbata i do roboty!
Pani Gieniu! Zapraszamy!
A tak się pięknie zapowiadało i już gonią do roboty. Ech.
Tradycyjnie frakcja herbaciana podstawia kubeczek.
Ja też herbatę.
A ja kawę proszę
Gienia jest uniwersalna.
Witajcie!
A u nas dopiero się przejaśnia… Dobre i to!
Dzień dobry! Słońce świeci. Świat wygląda całkiem ładnie. Idę po kawę.
Duuużą kawę poproszę. Miało być słonecznie, a jest chnmurzasto. Ale nic to…
Za to u ciebie najcieplej w całej Polsce… 🙂
Za nudno tu u mnie ostatnio.
Właśnie BB wrócił ze szkoły z „radosną” informacją, że samochód w niego wjechał, jak jechał rowerem do szkoły.
Abstynencja mi nie grozi.
ojej, jak to w niego wjechał? i co odjechał sobie ot tak? ten samochód w sensie?!
Skoro sam ją przekazał, to wiadomość nie jest taka zła…
Jeśli o tym piszę to nie jest.
No normalnie. On jechał rowerem a samochód zapierdzielał POD SZKOŁĄ. I się spotkali za śmieciarą.
Jak BB sprawdzał, to nic nie jechało. Wyjechał zza śmieciary i się zderzyli.
Panowie postanowili zabrać mnie na pizzę.
Nie mam siły odmówić
Dobry wieczór. Dopiero fajrant, a i to na 80%. Stanowczo muszę odetchnąć.
Dobry wieczór 🙂 Może już o tym wspominałem , ale warto przypomnieć sobie naukę o procentach . Na jednej z odpraw służbowych, strofowany dowódca pułku za słabe wyniki szkoleniowe powiedział : Panie generale , jak ja mam mieć dobre wyniki ,kiedy w pułku mam 120 % analfabetów ! 120 procent ? A jak to policzyliście , pyta generał … Pierwszy batalion 40 % , drugi 50 % i trzeci najlepszy – 30 % padła odpowiedz . Hm … mruknął generał , a według moich obliczeń macie tych analfabetów 121 % ! Po tych słowach dowódca pułku trącił łokciem szefa sztabu i cichcem pyta : Słuchaj , o co mu chodzi z tym jednym procentem ?? ….Fajrant na 80 % , wygląda na niedoszacowany , ale mogę się mylić . Miłej soboty życzę …
Historia o pułku świetna
A co do fajrantu, może źle się wyraziłem, to jest fajrant po wykonaniu 80% założonej dziennej normy.
Bardzo mi się te procenty spodobały
To liczenie procentów jest świetne, Maksiu
Dobry wieczór
Jedni całymi dniami pracują, inni się byczą na wsi… 
Jutro jedziemy mniej więcej się pobyczyć, będziemy w niedzielę nieprzesadnym popołudniem, więc mam nadzieję również się zapoznać z tym stanem.
Dobranocka.
Dzisiaj trochę czarnych brzmień, ale spokojnych i dopracowanych. Brand New Heavies i Spearhead z kawałkiem „People in the Middle”. Mocny rytm, hip hopowe głosy, ale do tego całkiem fajne klawisze.
Snów odpływających daleko…
dobranocka sympatycznie brzmi !
Lampka świeci. dzień się kończy – dobranoc.
Słońce świeci, dzionek się zaczął – dzień dobry
Dzień dobry, jeszcze z domu. Zaraz ruszamy. Do niedzieli.
Kot o 3.20.
Ja bym tego dnia dobrym nie nazwała.
Gienia ma wolne, więc wstawiam ekspres i lecę.

Dziś w planach ogrodnik, kalmary i runmagedon. Zapowiada się wyczerpująco.
Ktoś z was biegnie w runmageddonie?
Potomstwo.
Chyba MNIE nie posądzasz?
O! a w którym wydaniu? intro? Classic? Night?
Błagam… mówimy o dwóch autystach… wersja specjalna.
Biegnie grupa Koła Absolwentów Jakuba. Jeśli przeżyjemy to opiszę jak było.
Ruszamy.
Na Szkicach jest fotorelacja.
Witajcie!
Quackom udanego weekendu!
Jo, twój kot sobie ewidentnie grabi. Czy nie lepiej byłoby nauczyć go np. przekopywać grządki, Ogrodniczko?
Przekopuje. Tylko nie tak jak bym chciała.
Dzień dobry kawowo w południe.
Na szybka kawę sie wpraszam. Dzieci mnie albo ja dzieci- do konca nie wiadomo kto kogo- zabrały na wycieczkę. Boszzzzz jak tu pięknie. Jedna właśnie zasnęła, drugą złapała jakaś głupawka, jest cudnie! Miłego!
Żyjemy.
Dzieci w całości do prania. Ze wszystkim, co miały na sobie. Tak, buty też.
Bardzo zadowoleni.
Tylko pamiętaj: nie wyżymać!!!
Powiesić na sznurku, to odkapią…
A tak wiwogóle, to wpadłam na chwilę żeby powiedzieć Wam dobranoc. Wracam we wtorek
A to jakoś szybko, nie?
Dzieci czy butów?
Mniejsza o buty! Dzieci!
O cholera… To ja lecę sprawdzić, co tam Piter w pralni zrobił!
Mr Q. w podróży, zatem ja zaproponuję dobranockę. „Letnie wino” to coś, co nam, zmęczonym chłodami, powinno kojarzyć się pozytywnie 😉
Spokojnej nocy…
Na moim ryneczku pojawiło się słowackie, beczkowe wino z dodatkiem czarnej porzeczki … w sam raz na lato, lekkie i bardzo przyjemne w smaku
Jutro mam dzień ” komunijny” mojej wnuczki. Trzymajcie, proszę, kciuki, !
Trzymamy!
A teraz już dobranoc

:
Dzień dobry



A na sedesie mogłam normalnie usiąść





Chciałam tylko zameldować, że zamiast w poniedziałek, wróciliśmy w sobotę późnym wieczorem, czy może już w nocy? To zależy jak kto… byliśmy w domu o 22… Czyli całe dwa dni wcześniej.
Opiszę to w stosownym czasie… muszę jednak powiedzieć, a właściwie zapytać… czy my nie możemy tak normalnie, jak wszyscy turyści? Po prostu zajechać i rozstawić namiot? I tak spokojnie sobie wypoczywać? Zawsze nam się jakieś kretyństwo przytrafi…
Oczywiście w zamian za straconą okazję w Yellowstone Lake State Park, planujemy wycieczkę lokalną… ale to już nie to samo…
Jedyne pocieszenie, że skorzystałam z własnej łazienki i pod prysznic nie musiałam iść w klapkach
„Przebojem” naszego wyjazdu była parka kacyków północnych, które sobie wiły gniazdko przy tamie, a także sępniki różowogłowe, które wcinały… sama nie wiem co, w każdym bądź razie padlinę
Miłej niedzieli Wam życzę
A sama udaję się na spoczynek
W niedzielę doczytam dialogi… dziś nie mam już siły
Czyżby wasze miejsce biwakowe zostało 2 razy sprzedane? Czy po prostu zapomnieliście wziąć namiotu?
Ani jedno, ani drugie, Ukratku

Opiszę, to będzie wiadomo
Dzień dobry.
Po wczorajszych wariactwach nigdzie się dziś nie ruszamy. Może wreszcie ogródek na tym zyska?
Witajcie!
Późny start w niedzielę, ale zapowiada się nieźle 🙂
Zajrzyj do Biblioteki , zostawiłem tam obrazek pokręconego ze wściekłości zarządzeniem Szyszki – czubek świerka . Przy okazji można obrazek wrzucić na Madagaskar .
Powiedzenie „żeby cię pokręciło” nabiera nowego sensu

Na popołudnie ja zmykam z domu 😉
Dzień dobry

Dziś prace domowe, bo trzeba cały ten bajzel powyjazdowy sprzątnąć
Dzień dobry! Udał się weekend bardzo, przede wszystkim dzięki pogodzie. Zamiast wiosny – lato, jak napisał zaprzyjaźniony nadmorski ośrodeczek wczasowy – majowy lipiec. Już jesteśmy z powrotem.
A tak było:
Miral, czytam, po co komu ptaki? Nie wiedziałąm, że od dawien dawna toczył się spór: po co Bóg stworzył ptaki? Kobietę wiadomo po co, niewolnicę również wiadomo w jakim celu, ale po co te ptaki nikomu nieprzydatne? I tak sobie pomyślałam, że człowiek obecnie również uważa, że ziemia stworzona jest dla niego i tylko on ma prawo legalnie tu mieszkać.
Pozdrawiam
Całe szczęście nie wszyscy mają problem ze zrozumieniem, że my, ludzie, jesteśmy tylko malutką cząstką tego świata. I to nie my nim rządzimy, ale on nami
Gdyby było inaczej, nie byłoby powodzi, huraganów, czy wielkich pożarów. Człowiek byłby w stanie opanować największy żywioł. A nie jest! No to jaki z nas władca, który nic nie może? Najwyżej coś zepsuć… coś, co stworzyła Matka Natura…
Pozdrawiam cieplutko
Jaki urokliwy ogród!
U teściowej. Właśnie zdałem sobie sprawę, że to zdjęcie robione jest po przekątnej, więc lekko przekłamane – w sumie dość nieduży ogródek.

To nie jest ważne jak duży jest ten ogródek, ale ile ma w sobie uroku
Prawda!
Zapraszam pięterko wyżej
Dobranocka jeszcze tu.
Dzisiaj Seal i „Crazy” – chyba już kiedyś był. Bardzo melodyjny utwór, a żeby nie był zbyt dynamiczny, z niedobranockową linią rytmiczną, to będzie a capella
od razu inna piosenka!
Snów też a capella, melodyjnych całkiem
Już sie usypiam … a Seal niech dalej śpiewa.
Impreza okazała się sympatyczna i gdyby było ciut chłodniej byłoby znakomicie.
Kilka dziewczynek zasłabło w kościele, bo i emocje i upał.Moja Jasna Panienka dała radę, a jak już po przyjęciu rozpakowała prezenty to radości nie było końca. No cóż, takie czasy ….
Niestety… takie teraz są trendy… zapomina się o duchowości, a pustkę w duszach wypełniają prezenty
To wina kościoła i jego wyznawców, że się przedkłada dobra materialne nad te duchowe…
I nie jest to jakiś zarzut w stronę Jasnej Panienki… teraz wszyscy tak mają.