Byliśmy na przyjęciu u państwa Pozłotko. Różne potrawy, napoje, dosyć sympatycznie w sumie. Tylko jeden pan jakby na boku. Niejaki Makarek. Popijał żytnią i nie odzywał się. Widocznie trudny towarzysko.
– Może go jakoś wciągniecie do konwersacji – poprosiła pani domu. – Wypada mu okazać nieco zainteresowania.
Zaraz przysiedliśmy się do pana Makarka.
– Panie Władziu – powiedziała baronowa Sołowiejczyk – podobno siedział pan w kiciu.
– Owszem – rzekł pan Makarek.
– Trzy latka?
– Dwa.
– Dwa?! – ucieszyła się baronowa Sołowiejczyk. – To krócej niż mówiono. Słyszałam, że za przywłaszczenie.
– Dowody były przeciwko mnie – rzekł niechętnie pan Makarek.
– Jak się siedziało? – spytała baronowa Sołowiejczyk.
Pan Makarek wzruszył ramionami.
– Normalnie.
– Miłe towarzystwo? Jacyś znajomi? To już czwarty raz bądź co bądź.
– Trzeci – powiedział pan Makarek.
– Trzeci? – zdziwiła się baronowa Sołowiejczyk. – Mówiono mi, że czwarty. Ale pan wie lepiej, oczywiście. Czego to ludzie nie opowiadają!
Pan Makarek wstał.
– Jeszcze jedno – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Podobno żona pana rzuciła w czasie odsiadki?
– Rozeszliśmy się – przyznał pan Makarek.
– Smutna sprawa – westchnęła baronowa Sołowiejczyk. – Obiło mi się o uszy, że narzeczona pańska również wyszła za mąż w tym czasie.
Pan Makarek potwierdził, następnie przesiadł się gdzie indziej.
– Co cię to wszystko obchodzi? – spytaliśmy baronowej Sołowiejczyk, kiedy sobie poszedł.
– Nic – odparła. – Tak się pytałam przez grzeczność.
Wróciliśmy do towarzystwa, bo akurat podano bigos.
MEGAN
(Anatol Potemkowski)
SZPILKI nr 41 1979 r.





Dawno nie przypominałem opowiadanek Potemkowskiego…
Obserwacje tu opisane w jakimś stopniu przybliżają źródła zachwycającej kindersztuby „suwerena”…
Zajrzałem na wikipedię. Okazuje się, że ten Pan pracował m.in. w bibliotece. Tam się musiał dowiedzieć jak być grzecznym.
To ja na dobranoc zapodam taki link:
Floryda
Tutaj widać wielkość kataklizmu na Florydzie. Można sobie wybrać wysokość na której jest mierzona siła huraganu oraz inne wartości klikając w napis „EARTH”. Kółkiem myszy oddalamy się bądź przybliżamy do danego punktu na mapie.
No to teraz mogę napisać dobranoc. Dobranoc
Dzień dobry
Świetne opowiadanie! 
Uprzejmość pani baronowej była nadzwyczajna, stosowna do jej stanu.
…bry
Dzień dobry. Kawę nalewam, zapraszam, komu po kapsułce?
(dla Pana Z. zaparzam herbatkę!)
Właśnie dopijam moją
Aha, i jeszcze jedno: od niedawna w pobliskiej, wręcz zaprzyjaźnionej piekarni można ZNOWU dostać rogale z kminkiem i solą! Witam owacyjnie!
Smacznego Ci życzę, choć sama takich nie jadłam.
Ja czekam na te świętomarcińskie… już niedługo
Oooo… Faktycznie. To już miesiąc z niedużym haczykiem!
Dzięki, dzięki. Ja jak zwykle w weekendy bardzo z doskoku zaglądam na wyspę.
Kawa, kawa i po kawie.
A teraz trochę biegania, niestety nie dla zdrowia.
Witajcie!
Po porannych zakupach i po śniadaniu pojawia się dylemat: kawa czy jednak powrót do kuszącej drzemki?
Drzemkę zalecałabym po obiadku
O, i to jest koncepcja. Tym bardziej, że na popołudnie jesteśmy umówieni w gości, i przyda się być wypoczętym.
Dzień dobry. Sobotnia gorączka:-)
Tutaj też, chwilowo wszakże przycichło. Czyżby oko tajfunu?
BTW znakomita ta mapka Florydy z przyległościami. Można również przejechać nad nasze morze, na szczęście nie ma takich huraganów, ale i tak się świetnie ogląda.
Też obejrzałam tę mapkę, ciekawa. Całe szczęście, że u nas nie ma takich tajfunów, chociaż w przyszłości… kto wie, klimat się zmienia.
Hmm, chyba mamy za daleko do oceanów, tak czy inaczej. Ale już tornada się zdarzają coraz częściej, więc oczywiście uwaga o zmianie klimatu jak najbardziej słuszna.
Ale zwróć uwagę, o ile szybszy jest wiatr nad morzem w porównaniu z lądem tuż obok – powierzchniowy, oczywiście.
Nad morzem nic go nie zatrzymuje, bo żaglowców ubyło
a nawet największe statki są niczym wobec przeszkód terenowych.
Ale na lądzie też potrafi wyrządzić niemałe szkody
Tam jest jeszcze taki myk, że można sprawdzić prędkość wiatru na różnych wysokościach. Dość wysoko nad nami szaleją obłędne huragany. Co prawda w mocno rozrzedzonym powietrzu ale i tak są.
Które to ustawienie? Height?
Height, ale wyskalowany w hektopascalach – im wyżej, tym mniejsze ciśnienie.
Mapka wygląda fajnie… ale w rzeczywistości wcale tak fajnie nie jest
Martwiłam się o swoich znajomych, którzy tam mieszkają, ale całe szczęście są bezpieczni. Mieszkają od strony zatoki, a huragan uderzył od strony oceanu. 

W telewizji co druga wiadomość jest na temat huraganu. Przy okazji pokazali jak niektórzy próbują na tym zarobić. Hieny! Nie jest to zgodne z prawem i mam nadzieję, że im dowalą odpowiednie kary. Taka benzyna jest (u nas) w granicach $2,50 za galon (a mamy jedną z najdroższych w USA). W związku z huraganem, niektóre stacje podniosły nawet do $9,99. Część hoteli w niezagrożonych rejonach podniosły ceny trzykrotnie. Zgrzewka wody z ok. $6 podskoczyła do ponad $30. To wszystko pokazali w TV. Tym, którzy tak zawyżyli ceny grożą wysokie kary, ale jakoś to nie do końca odstrasza.
Siotra bratowej małżonki niedawno się przeprowadziła z rodziną w tamte okolice – na północ od Miami, właśnie od strony oceanu, ale chyba nic im się nie stało (a może schronili się w innej części Stanów, u teściów?).
Władze ewakuowały większość mieszkańców z najbardziej zagrożonych rejonów. I stąd te podniesione ceny za hotele. Ludzie muszą się gdzieś podziać. Całe szczęście huragan idzie wystarczająco wolno, żeby się przygotować na jego przyjście. Także jest nadzieja, że tej siostrze nic się nie stało.
Hans (jeden z moich znajomych) ma dom na Florydzie. W czwartek mówił mi, że huragan idzie prosto na jego dom. To znaczy nie tylko na jego, na wszystkie domy w tej okolicy.
Właśnie się dowiedziałem, że wszystko u nich w porządku, dom stoi, tylko drzewa połamało, ale we wtorek zapowiadają kolejny huragan (a może powrót tego samego?).
Dzień dobry
Nie ma to jak uprzejmość
Nasi dzisiejsi goście mają podobnie, choć nie aż tak…

Piękne opowiadanie
Och, przypomniał mi się rysunek Mleczki, na którym w większym towarzystwie pan mówi do pani: „Halina, pokaż państwu, jak się wczoraj wywaliłaś!” – to mniej więcej ten rodzaj uprzejmej konwersacji.
Ooo! To prawie jak po amerykańsku
Ich najbardziej rozśmieszają padające osoby, czy jak ktoś się w coś walnie… Te ich „śmieszne” filmiki często przerażają. 
Mnie się też czasem włos na głowie jeży, jak sobie pomyślę, czym się taki upadek lub wypadek musiał skończyć – złamaniami czy innymi obrażeniami.
Ja w ogóle nie rozumiem poczucia humoru Amerykanów. Dlatego z zasady nie oglądam amerykańskich filmów, tym bardziej komedii.
Biorę się za gotowanie… W sumie to nieludzkie, żeby zaczynać pracę tak wcześnie
i to w dzień wolny od pracy…


Miłego sobocenia Wyspiarze
Miłego i Tobie – mimo gotowania. I koniecznie napisz, czy służby też wpadły na obiad!
Dla służb będzie polewka. Czarna:-)
Rasizm!
Sorry. Polewka afro-amerykańska.
O, lepiej. Ugotowana na klawiszach „Delete”, powyrywanych z klawiatur.
Służby jakoś do tej pory nie wpadły i obawiam się, że się ich nie doczekam
Zaraz wybywamy, także nie będę mogła odebrać ich z lotniska
Niech sobie radzą sami 
Ja nie lubię ani komedii z wywrotkami, ani dowcipów z wkręcaniem ludzi, ani żartów wyśmiewających czyjeś cechy niezależne, jak wzrost, wiek, wagę, wady przeróżne, pochodzenie, nazwisko itd. No taka dziwna jestem, że mnie to nie śmieszy, a wprawia w zażenowanie. Lubię dowcip inteligentny, nawet skrajnie, więc udawanie, że się jest kimś, kim się nie jest, albo naśladowanie jąkania – to nie dla mnie.
To ja może wrócę do garów? Dziś pracuję nad zupą dyniową, polędwiczkami z grzybami i szarlotką.
…a przecież mimo to jedną z najlepszych kreacji Michaela Palina (poza filmami i Latającym Cyrkiem MP) pozostaje jąkała Ken z „Rybki zwanej Wandą”, a sam Monty Python też pokazywał triumfujące chamstwo (przykład niżej). Czego nie piszę, żeby zaprzeczyć, tylko wskazać, że te same rzeczy można pokazać i wykorzystać na wiele sposobów.
Zgadza się, to jest scenka realistyczna, choć nieco przesadzona. Choć nie znalazłam w niej powodu do uśmiechu, ale ciekawa, można obejrzeć. A może ja jestem ponuraczka?
Bardzo dobrze to ujęłaś. Mnie też taki dowcip nie bawi, dlatego nie lubię współczesnych kabaretów. Wydają mi się sztuczne i głupie.
No ja mam podobne odczucia. A poziom prymitywizmu niektórych mnie odstrasza. I w ogóle nie mam jakoś nabożeństwa do tzw zrywania boków, chociaż pośmiać się lubię Ale chyba bardziej mnie porywa finezja słowna. I być może dlatego z kabaretów największym sentymentem darzę Starszych Panów, ewentualnie Dudka, bo lubiłam subtelne niuanse słowne, a poza tym nikt, tak jak oni, nie składał fraz.
Niech będzie, że stara jestem 😀
I teraz to mówisz? Jak już jestem po obiedzie???
SORRYYYY
Wybywam, odezwę się popo wrocie.
Dobry wieczór :-)Dziwny jest nasz świat . Jeśli niespodzianie znajdziemy się wśród chichoczących osób , to też zaczniemy chichotać , nie mając zielonego pojęcia co jest powodem śmiechu . Powszechna komercja wszystkiego co nas otacza , sprowadziła prawdziwą satyrę do tandety , zarówno treści jak i formy . Współczesne kabarety , a jest tego trochę , nie mają co pokazać . Aktorzy zaczynają protestować na ulicy i nie bardzo wiadomo jaki ma być efekt tego protestu . W Sejmie jest podobno cyrk , to tak naprawdę gdzie mamy szukać sfery kulturowej naszego bytu ? Kraj w ostatnich latach zmienił się nie do poznania , wiem , bo widzę to na własne oczy i można z tego też się pośmiać , tylko na miłość boską nie z pistoletem w ręku . W słusznie minionych czasach mój kolega , pomógł sąsiadce w zawieszeniu firanek w oknach . Trochę mu to zeszło , ale nie do północy i kiedy wrócił do własnego domu , to pod drzwiami zastał walizkę , którą łaskawie wystawiła jego kochająca żona . Popatrzył , pomyślał , wziął walizkę , wrócił do sąsiadki , z którą jest do dzisiaj … A jego zazdrosna (?) żona jest jeszcze dzisiaj do wzięcia i nie ma chętnych ….

To się nazywa rzeczowe podejście do życia 🙂
Życie pisze najlepsze kabarety,
a te na scenie wcale mnie nie rozśmieszają.
Widział ktoś z Was „Wołyń”?
Ja jeszcze nie, ale na Smarzowskiego kiedyś pójdę…
Ja też nie widziałam.
Ciekawa jestem opinii/oceny widzów, takich za przeproszeniem normalnych, nie krytyków filmowych.
A oglądałaś „Dom zły”?
Nieee
Jak dotychczas to chyba kwintesencja mrocznego Smarzowskiego…
Dom zły
Czytałam. Ciekawe…
Lubisz go?
Najbardziej go cenię za „Wesele” 🙂
Myślę, ze jestem norma
lna więc od siebie coś napiszę . Ja widziałam. Wczoraj oglądałam „Wołyń”. Fakt, bardzo to psychicznie przeżyłam, emocjonalnie jestem „rozszarpana”, w niektórych momentach wciskało mnie w fotel, nie zabrakło łez. Pomijając to, że należę do osób z zawyżoną wrażliwością, właśnie tak powinnam się poczuć. Historia jaką ukazuje film to dzikie, okrutne ludobójstwo. Treści nie muszę opowiadać, wiemy o czym jest. Polecam, szczerze polecam. „Dom zły”, o którym pisze Ukratek również kilka lat temu widziałam. „Wesele” i „Róża” przede mną.
No to ja już się pożegnam. Dobranoc
Dobranoc.
Ja też chyba. Mąż mecz ogląda…
Dopiero dotarłem. Spokojnej wszystkim siostrom śpiącym.
A ja to już się tylko na dobranockę nadaję.
Dobranocka – będzie bliżej Mireczki
Ella Fitzgerald i „Manhattan”. Z jazzową orkiestrą w tle – coś pięknego.
Snów o miejscach daleko stąd.
Daleko stąd, czy blisko – byle spokojnych i miłych…

Ja też właśnie dotarłem do domu. Jest prosty przepis na wygranie meczu przez naszą reprezentację. Wystarczy tylko abym nie oglądał transmisji:).
Dobranoc.
Ja tylko parę razy przełączyłem, żeby sprawdzić wynik, i od razu się zrobiło 3:2
Dzień dobry
Dzień dobry. Dziś robię tosty z rozgniecionym awokado i plastrem usmażonego bekonu. I mam w nosie kalorie.
Tak. Znowu kot mnie zwlókł spod kordełki w środku nocy.
Komuś kawy? Herbaty?

Dzień dobry. Kawę poproszę, a w ogóle zaraz się zacznie bieganie (jeżdżenie).
Góry.
Bardzo przepraszam, wątek o UPRZEJMOŚĆI a ja tak bez przywitania
Pięknej i spokojnej niedzieli życzę 
Dzień dobry
KOPCIUSZKU!!!
Jak miło Cię na Wyspie widzieć!

Hej, Kopciuszku! Fajnie, że wróciłaś!
Dzień dobry. Właśnie się skończyło bieganie, na jakieś, hm, półtorej – dwie godzinki. Potem ciąg dalszy.
Witajcie!
I znów się przekonałem, że mnie żadna kołderka nie parzy, co najwyżej budzik!
A mnie jak nigdy obudził dopiero SMS!
A, no to wymiana kołderek okazała się skuteczną!
Otóż to, pomogło!
Zazwyczaj nie przeklejam takich rzeczy, ale ta jest na tyle dobra, że to zrobię (z podaniem źródła: Joemonster.org):
Zapewne wielu z was denerwują profilowane reklamy w wyszukiwarkach? Romana również wkurzały, usiadł pomyślał i zaczął w Google wpisywać produkty o diametralnie różnych zastosowaniach:
Lodówka cena.
Podchloryn sodowy cena.
Drożdże winiarskie cena.
Opona do traktora rozmiar X cena
Kalosze gumowe cena.
Struny do fortepianu cena.
Po kilkudziesięciu takich wyszukiwaniach, gdy napisał „modele samolotów do sklejania cena”, wyświetlił mu się wielki baner na cały ekran: „JAK NIE WIESZ CO CHCESZ KUPIĆ, TO SPIERDALAJ”.
Od tego czasu Roman ma spokój z reklamami. Wyświetla mu się tylko takie małe okienko z napisem: „FOCH”.
Żeby to tak działało…
Jeszcze chwileczkę, jak algorytmizacją doboru reklam zajmie się jakaś zbyt doskonała sztuczna inteligencja…
A jak ta doskonała sztuczna inteligencja będzie miała chińskie pochodzenie , to nad Wisłą za Chiny nikt tego nie zrozumie . Już dzisiaj zdarzają się załączniki do wyrobów Państwa Środka , które nie nadają się do przetłumaczenia . Może nadchodzi pora na naukę chińskiego ? Tylko co będzie z reformą edukacyjną ? Jutro nauczyciele mają dać głos , no to posłuchamy z ciekawością …
Ja chińskiego uczyć się nie zamierzam, nawet ryż jem rzadko… a nóż dostanę skośne oczy?
No ciekawe, ciekawe…
Jeśli wziąć pod uwagę aspekt komercyjny, nauka chińskiego jest bardzo rozwojowa – sprawdzaliśmy podobną ścieżkę edukacji pod kątem Juniora (japonistykę) i okazało się, że o ile na tłumaczy japońskiego popyt jest niski, o tyle osoby znające biegle chiński mogą przebierać w ofertach.
A sztuczna inteligencja z chińskim pochodzeniem jest bardzo prawdopodobna.
Czytając chińskie instrukcje w język polskim , odniosłem wrażenie ,że nasz język dla Chińczyków tez nie jest łatwy .
O nie, zupełnie inna konstrukcja. Chińskie języki są w większości tonalne, nie fleksyjne.
A jakość instrukcji wynika w dużej mierze z tego, że są tworzone „po taniości” – automatami w rodzaju Google Translate albo przy wsparciu Chińczyków mieszkających w Polsce i operujących polszczyzną mocno niedoskonale.
Wezwał mnie kiedyś wieczorem Szef i powiedział : jutro przyjmujemy chińskiego gościa i to ty będziesz objaśniał prezentowane urządzenie . Rano masz być ogolony , ostrzyżony i wyprasowany . Gdzie tu w Warszawie rano znależć fryzjera ? Na Dworcu Głównym . Pojechałem rano o szóstej . Fryzjer potraktował mnie jak pasażera z pociągu , nie tylko ostrzygł i ogolił , ale na twarz nałożył gorący kompres i jeszcze różne pachnidła . Kiedy przyszło do rachunku to zabrakło mi trochę , ale był wyrozumiały i machnął ręką , bo tych dodatkowych usług nie zamawiałem . Pojechałem na spotkanie z Chińczykiem , a ten drań zmienił plany i do naszej firmy nie przyjechał . Następnego dnia znów pojechałem do fryzjera z flaszką i przeprosinami , a fryzjer przez wiele lat dbał o moją fryzurę Dzięki Chińczykowi oczywiście …
Przyjaźń polsko-fryzjerska w aspekcie przyjaźni polsko-chińskiej.
Wróciliśmy z biegu charytatywnego na rzecz niepełnosprawnych. Chłopaki dali radę! A biegli po sprzęt rehabilitacyjny (ogólnie) i zbierali cegiełki na wózek dla jednej koleżanki.
Aha, to o to chodziło…
Noo…
Dzielni byli, chociaż na zdjęciu na fb wygląda, jakby Kuba miał za chwilę dostać zawału 😀
Nie widzę go na fb…
Ale ja tu nie umiem
To może chociaż linka?
Ja umiem, ale które? Może to, na którym są obaj, już z medalami?
Daj najwyraźniejsze.
Zasadniczo wszystkie są wyraźne. Niech Jo wybierze.
Ale się nie odzywa. Daj linka, to będę miała możliwość obejrzeć więcej. Ja nie mogę znaleźć.
Już nie trzeba, znalazłam!
Jo, zajrzyj na ostatni wpis Gimi, tam jest dokładnie opisane – a jak nadal będziesz miała problem, jestem on-line!
Przecież wiesz, że ja jestem nieedukowalna.
Nie wierz temu, kto ci takie bzdury wciska…
Dzień dobry

Niedziela, więc czas na jakąś wycieczkę. Dziś późno, bo ostatni goście wyszli po 1, a zanim posprzątałam (bo nie lubię wstawać rano i patrzeć na pobojowisko na stole), to poszłam spać o 2. Obudziłam się jak zwykle, czyli o 5 rano. Doszłam jednak do wniosku, że chyba spałam za krótko, więc zasnęłam z powrotem.
U mnie już 10. Dopijam kawkę po śniadanku i zaraz wybywamy
Wczoraj uśmiałam się jak norka. Jedna z naszych „gościówek” zapytała mojego małżonka, po co właściwie łapie wiewiórki? A ten bez namysłu zapytał ją, czy smakowały jej żeberka, bo właśnie po to były łapane
Minę miała dziwną, ale pozostali goście (z nami włącznie) niemal kładli się ze śmiechu
W końcu wyjaśniłam jej, że małżonek wywozi je do parku. Tam mają więcej przestrzeni życiowej, a u nas robi się ich mniej i przynajmniej nie niszczą tak wszystkiego. Odetchnęła z ulgą, co powitane zostało nową salwą śmiechu
Wyglądało na to, że uwierzyła w te wiewiórkowe żeberka 
Oj, sporo wiewiórek by trzeba było na żeberka!
Ja Was bardzo przepraszam, ale chwilowo oddaliłam się do rozbicia dzielnicowego, Krzyżaków i Władysława Łokietka. Przede mną Kazimierz Wielki, ale przynajmniej Mongołów mam z głowy.
Tak, to znaczy, że BB ma sprawdzian z historii i muszę mu przełożyć wiedzę podręcznikową na taką, którą przynajmniej będzie miał szansę załapać. To tak w ramach nicnierobienia.
I pomyśleć, że byłam taka szczęśliwa, że już nigdy-przenigdy nie będę musiała siedzieć nad podręcznikami…
Czy T-Raperzy znad Wisły mogliby być w tym jakoś pomocni, czy też lepiej ich do tego nie mieszać?
Baaardzo pouczające!
LAJK IT!
A, to nie mi mieli się podobać…
No więc właśnie. Poza tym między „podobać” a „okazać się użyteczni” jest pewna różnica.
Ciekawa jestem, co by było, gdyby wyrapował na sprawdzianie?
Chcesz sprawdzić?
Muszę się sprężyć. Aby coś napisać. Ale chyba jutro. Proszę o doping
Oddalam się w kierunku kieliszka z winem. Tak sądzę:-)
Mieszko Mieszko
Mój koleżko
Idę spać, zanim mózg mi się całkiem zlasuje.

A ja za Tobą. Dobranoc
Spokojnej, mesdames!
Dobrej nocy, dziewczęta!
Dobranocka przypóźna.
Dzisiaj dla odmiany bardzo świeża rzecz, Solange i „Don’t Touch My Hair”, czyli żeby nie dotykać jej włosów.
Nie to nie. Ale muzyka głęboka i klimatyczna, w sam raz na noc. Mimo bitu.
Snów nietykalnych.
trzymając się z dala od włosów Solange zapalam lampkę…

A na koniec dnia taka smutna wiadomość. Straciliśmy wybitnego reżysera, Andrzej Wajda nie żyje
Dobranoc Państwu
Właśnie przeczytałem. Smutny koniec weekendu.
Niestety, wszyscy pójdziemy tą drogą.
Dzień dobry
Dzień dobry w poniedziałek.
Witajcie!
Niby naturalna kolej rzeczy – a trudno przyjąć do wiadomości…
No i z tego wszystkiego nikt nie podał śniadania. Jak tak można?

No właśnie. Same lenie.
Ale z kubkiem lecę…
Wszyscy czekają na bigos…
RANO???
Dzień dobry. Są sytuacje, w których bigos działa zbawiennie niezależnie od pory dnia
dzisiaj wszakże dosiadam się z kawą i niczym więcej.
Zapraszam na nowe piętro bo palec boli od kręcenia kółkiem myszki.
Pani Baronowa to chyba wrodzoną tę uprzejmość miała, i aż korci zapytać, czy aby Autor nie przekręcił jednak nazwiska, bo mam wrażenie jakbym czasem (niestety dość często) widywała potomków owej baronowej…?