JAŚ I MAŁGOSIA
Raz Baba Jaga, w silosie
Miała Jasia i Małgosię
I tuczyła ich jak świnki
Żeby z nich porobić szynki
I codziennie zła starucha
Brała Jasia za palucha
Żeby sprawdzić czy Jaś tyje,
A potem mu urżnąć szyję.
Ale ten zepsuty chłopak
Pokazywał jej na opak,
Wpierw kosteczkę, potem korzeń
A potem to jeszcze gorzej…
Nawet nie będę nazywał
Tego, co jej pokazywał
I wtykał jej to do rączki
Że aż dostała gorączki,
Ponad czterdzieści dwa stopnie!
Rozpaliła się okropnie,
A potem się całkiem wściekła
I zupełnie się upiekła.
Wtedy dzieci grzecznie siadły
I tę Babę Jagę zjadły.
Wniosek: Gdy żyjesz w kryzysie,
Nie przebieraj w jadłospisie.
| « Długi weekend w Kettle Moraine. | UPRZEJMOŚĆ » |
05
paź 2016





To oczywiście jest tekst Andrzeja Waligórskiego. Spodobał mi się, bo niezbyt długi i z humorem.
Kanibalizm bryyy
Omatkoboska! Ale przywaliłaś z grubej rury!
FAJNE!
Cieszę się, że Ci się podoba
No i bardzo fajne!! Wreszcie się dziś uśmiechnęłam .Nie ma to jak zajrzeć na wyspę
I tak trzymać: zaglądać na Wyspę i uśmiechać się
Dzień dobry na nowym. Ja to dzisiaj mam jak w tej piosence w „Lecie leśnych ludzi” Rodziewiczówny:
Oj dydy oj dej dydy
Zagnali mnie do bidy
Do bidy, oj do jakiej
Dali łatać przetaki.
Znaczy nawet jak nie mam roboty, to i tak się znalazła
A tekst Waligórskiego zacny, a treściwy. Jak dobra grochówka, nie przymierzając.
Ty masz fantazję
bajkę porównywać do grochówki 
No, skoro Waligórski wykorzystał bajkę do wyciągnięcia wniosków natury ogólnej, gastronomicznej, to ja mogę sobie tak porównać. Zresztą, nie chwalący się, podobna metaforyka towarzyszy mi od szkoły średniej 🙂
Ależ podoba mi się Twój sposób myślenia
Hm… może by grochówkę ugotować
No. Taką, żeby łyżka stała pionowo.
BTW, Panie Z. – molo w Sopocie zamkli około 11:00. Całe, nie tylko tzw. dolny pomost. A do czwartku rano ostrzeżenia meteo przed cofką.
Tak wygląda Piaśnica (uchodząca do morza w Dębkach, na zachód od Jastrzębiej Góry) w trakcie cofki. Generalnie chciałaby ujść do morza, ale nie może, bo wieje od północy, więc się rozlewa na boki (foto: Fajne Miejsce Dębki):
Ojej!
Widziałam dziś filmik jak Bałtyk sprawnie przeprowadzał demolkę dolnego pomostu. Generalnie to nie udało mi się jeszcze widzieć sztormu na morzu, zawsze nie w tym terminie jesteśmy, ale chylić czoła należy przed tą siłą.
Podejrzewam, że kiedy cofki nie ma, to co na zdjęciu to jest w większości plaża?
Tak jest. Tutaj zdjęcie tego samego miejsca z nieco innego ujęcia, z lotu drona, jak sądzę (zdjęcie z panoramio.com) Edit: no i oczywiście NIE w czasie cofki:
Sztormu na morzu też nie widziałam, ale wysoką falę na Lake Michigan udało mi się kiedyś zobaczyć. Pięknie było
Ryk fal walących o nabrzeże i bryzgi piany wyskakujące na parę metrów w górę… 
No tak, te jeziora to się różnią od morza tylko tym, że woda nie jest słona, a poza tym pogodowo nic nie gorsze.
Niektórzy twierdzą, że Lake Michigan ma lekko słonawą wodę. Nie wiem, bo nie próbowałam
Faktem jest, że tak ogromne jezioro zachowuje się jak morze i sztormy na nim też potrafią dać w kość
Całe szczęście mam do niego kawałek i zalanie mi nie grozi

Dzień dobry

W Gdańsku, na Motławie, też cofka…
Ale chyba nic nie zaleje, bo do szczytu wałów jeszcze trochę zostało…
Muszę sprawdzić jak tam Strzyża, bo od tego zależy poziom wód gruntowych… w mojej piwnicy!
O. Sprawdź koniecznie. W Sobieszewie i Porcie Północnym – stan ostrzegawczy, w Nowym Dworze i okolicach Zalewu Wiślanego – alarmowe.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/monitor.pogodynka.pl/#map/19.0887,54.3617,11,true,false,0
Słyszałem, że mieszkańcy wybrzeża prawie w ogóle nie chodzą nad morze. Prawda to?
Prawda. Rzadko. Głównie z gośćmi. „Przecież cały czas tam jest, można iść w każdej chwili”.
Górale chyba też rzadko chodzą „w góry”, jak nie mają interesu (w sensie np. wypasu owiec albo innej aktywności nie-rekreacyjnej).
A skąd taka myśl. My cały czas siedzimy w górach
No, jeszcze można mieszkać w górach sensu stricto, jak moja Kuzynka z rodziną, wtedy każde wyjście z domu czy obejścia jest wyjściem w góry.
Oj to ma bliżej. My mamy około 15 km do najbliższych wzniesień.
Bajka fajna, a wniosek trafny.
Od razu mi się dowcip o babci skojarzył, ale tu takich dowcipów pisać nie wypada;-)
Dzień dobry



Co prawda witałam się już na prywatnym wątku, ale to jest bardziej publicznie
Jak zwykle AW niezawodnie świetny
To wspaniale, że Bożenka zawsze coś dla nas nowego znajdzie
Dzień dobry!
Dziękuję za uznanie. Prywatny wątek jest świetny, ale mało widoczny. Dlatego, chcąc wyjść wreszcie z tego wieżowca, założyłam to pięterko.
Dzień dobry Bożenko

Atmosfera stała się duszna więc potrzeba trochę uśmiechu w trudnych czasach dla jej przewietrzenia
Gratulację za udane pięterko
Bardzo dziękuję za uznanie
A tak wiwogle, to wczoraj miałam trochę… sama nie wiem jak to nazwać…
Nie wiem jaka firma zajmuje się konserwacją tych urządzeń, a szkoda. Gdybym wiedziała, zadzwoniłabym ze skargą. Co to do pioruna ma być?!!! Robić komuś śmietnik w obejściu? 
Wróciłam po pracy do domu i od razu zauważyłam siano rozrzucone po naszym podwórku. Zmieniali „mufę” na kablach i ten który to robił wywalił gniazdo wróbli na ziemię. Nie mam pretensji, bo po pierwsze rozumiem, że to siano może powodować zakłócenia, po drugie, wróbelki już dawno odchowały młode i gniazdo było puste. Rozumiem też, że pracownik nie zabrał gniazda do domu… tylko dlaczego wywalił to wszystko na nasze podwórko?!!! Wystarczyło otworzyć klapę śmietnika i tam wrzucić! Część siana wylądowała na klapie, a reszta tuż obok pojemnika
No to Ci roboty dołożyli. Może myśleli, że jej masz za mało i nie chcieli żebyś się nudziła?
Pewnie tak… ale wkurzyli mnie, to może teraz ja powinnam im trochę tej roboty dołożyć i coś w tej „mufie” zmajstrować?
Byłby wet za wet

Niektórzy, osobliwie faceci, w ogóle nie myślą w tych kategoriach. Ze skruchą przyznaję, że czasem należę do takich niemyślących.
Ale chyba nie śmiecisz komuś w obejściu
A jeśli zrobisz bałagan w swoim własnym domu, bo coś tam nie położysz na miejscu, czy coś rozsypiesz, to potem (często) i tak sam to musisz posprzątać, względnie Twoja żona… ale to nie jest to samo 
Chodzi mi raczej o to, że jak się zafiksuję na jakimś zadaniu (vide kable), to już w ogóle nie myślę o dalszych konsekwencjach (=np. śmieceniu).
To akurat nie wydaje mi się niczym nowym, ani nadzwyczajnym
Często jak sprzątam, to najpierw zrobię większy bałagan, a dopiero potem doprowadzę do porządku. Czy jak się gotuje w kuchni, to też się śmieci. Mój małżonek lubi gotować, ale po jego „urzędowaniu” to kuchnia wygląda jak po wybuchu „bomby śmieciowej”, czy „spożywczej”. W większości sam potem to sprząta, resztę doczyszczam. Tylko to jest w naszym domu. Nie interesuje mnie co ten gościo ma u siebie! Może mieć bajzel na kółkach! Tylko dlaczego ten bajzel robi u nas? Małżonek zakłada/naprawia klimatyzacje w domach. Też naśmieci… ale gdyby zostawiał po sobie taki bałagan, to szybko potraciłby klientów. Musi po sobie posprzątać…
No właśnie bywa tak, że po wykonaniu zadania o całej reszcie się już niektórym panom nie myśli.
Chociaż oczywiście posprzątać należy.
A druga rzecz, która mi się wczoraj przytrafiła…
Nie mogłam otworzyć oczu tak mnie szczypało. Poza tym widziałam wszystko jak przez mgłę. Wiem, że na takie szczypanie, gdy się zje coś bardzo ostrego pomaga mocny alkohol, ale przecież nie przemyję oczu spirytusem czy wódką! Dobrze, że syn był w domu. Nalał mi do szklaneczki mleka i porobił okłady na oczy. Pomału przestawało szczypać. Jeszcze raz przemyłam twarz wodą i już mogłam otworzyć oczy 


Gotowałam obiad. Doszłam do wniosku, że mam w ogródku paprykę, to ją dodam do gulaszu (oczywiście nie wszystką 😉 )Gdy kupowałam nasionka, kupiłam paprykę habanero, bo wydawała mi się mniej ostra niż jalapeno… tak to jest jak człowiek coś kupuje, a się na tym zupełnie nie zna
W każdym bądź razie, pokroiłam jedną malutką papryczkę… Moja wina, że nie umyłam potem dokładnie rąk… Dzień był śpiący, pochmurny… oczy same mi się kleiły… potarłam i myślałam, że zwariuję
Od tej jednej malutkiej papryczki gulasz był tak ostry, że ciężko było mi to zjeść, za to moi chłopcy „wylizali” talerze do czysta. Oni lubią takie pikantne jedzonko
A ja mam nauczkę, że jak się coś gotuje, to nie wystarczy umycie rąk przed przygotowywanie posiłku… nawet jak wydają się czyste, to trzeba je myć również w trakcie
Ale za to miałaś mniej roboty z myciem talerzy 😆
Oranyboskie… z tą papryczką.
Taki ruchomy obrazek mi się przypomniał:
Pocieszyła dziecko
Auć!
Ale chciała dobrze. Tak bywa z macierzyńską miłością.
To co jest na tym ruchomym obrazku, to chyba jalapeno, czyli ta mnie ostra papryka, ale i tak współczuję dziecku

Nie jestem pewna, ale chyba już widziałam jak ta sama mamusia usypiała swoją córeczkę
Jak się zatrze oczy, to każda papryka jest ostra.
A ja tę ostrą wrzucam w całości, wygotuje się co trzeba, ostrość zazwyczaj jest w normie no i wyłowić można aby ktoś się przypadkiem nie wgryzł;-)
Pokrojona też była dobra (przynajmniej zdaniem moich chłopców), tylko brakowi higieny z mojej strony zawdzięczam niemiłą przygodę
Nie! Broń Boże alkohol!
Jogurt. Śmietana. Mleko. Tłuste i kremowe najlepiej!
No toż wiem, że alkohol odpada. Na pewno nie jest to dobre do przemywania oczu
Szczypałoby jeszcze lepiej, a przynajmniej niczego by to nie zmieniło (o ile nie pogorszyłoby sytuacji)
Syn mi powiedział (a potem dla pewności sprawdził w internecie), że pełne mleko też bardzo dobrze rozpuszcza te gryzące soki. A że w domu mamy tylko pełne mleko, więc mieliśmy to pod ręką. I całe szczęście, bo miałam wrażenie, że ta papryka wygryza mi oczy 
A małżonkowi nic… 
Małżonek nie może żyć bez mleka, także dba, żeby zawsze w domu było. Taki galon (3,78l) na tydzień mu nie wystarczy, bo każdy posiłek musi zapić mlekiem, a i między posiłkami je pije. Kiedyś moja mama śmiała się, że gdyby bigos zapiła mlekiem (jak mój mąż), to na tydzień musiałaby zająć nam łazienkę
To tak jak mój młodszy syn! Z tym mlekiem!
A o jogurcie warto pamiętać również jak się ZJE coś obłędnie pikantnego. Pomaga!
Jak się zje coś ekstra pikantnego, to wódeczka jest najlepsza
Jogurt na pewno jest dobry, ale to bardziej dla dzieci, albo na oczy dorosłym

Jak ja nie cierpię papryki!
Oj, muszę przyznać, że mam całkiem inne zdanie na ten temat. Jedna knajpka w pobliżu serwowała kiedyś (nie wiem, czy nadal) takie danie – siekana na grubo, smażona saute karkówka w sosie z również grubo pokrojonej średnio ostrej papryki, z przyprawami. Jak dla mnie wzór dania pikantnego w miarę, które smakuje, ale nie wypala kubków smakowych.
ja uwielbiam taką ostrą nadziewaną serkiem;)
Każdy lubi coś innego. Jestem zdania, że organizm sam wybiera co mu potrzeba 🙂
Zgadza się. Ja też nie zawsze mam ochotę na to samo.
Dlatego bywa problem z monogamią…
Ja lubię paprykę, tylko wolę taką co nie szczypie za język
A przynajmniej nie tak jak ta co mnie szczypała za oczy

Opowiadał ojcu jego kolega ze studiów, Rumun z Bukaresztu, że w młodych latach matka zatrzymała go w domu gdy się umówił z dziewczyną, aby pomógł przygotować papryczki na przetwory. Zrobił, co musiał jak najszybciej, i pograł do panny – okazało się, że rąk nie domył, a ruszył ostro do amorów. Wspominał, że nigdy tak po pysku nie dostał, jak wtedy!
Oj. To podwójna porażka – fizjologiczna i moralna, rzekłbym…
Morał, trzeba myć ręce przed spotkaniem z dziewczyną…
Właściwie to zawsze trzeba myć ręce, ale jeżeli można mężczyźnie przedstawić lepszą MOTYWACJĘ do tego mycia, niż historia Tetryka (czy też jego znajomego), to ja jej nie znam.
Na ostatnim gotowaniu w Maximinie miałam podobnie. Po obraniu i poszatkowaniu 2 kilo cebuli oraz całego czosnku otarłam ręką plynące łzy.
Higiena przede wszystkim!!! Dlaczego ja zawsze do tej cebuli??
Toś sobie dogodziła…
Łza się w oku kręci na samą myśl…
ALe jak miałam „czyste” oczy
Dobrze wypłukane
Długi ten dzień. Pora na mnie.

Spokojnej
Miałam nieprzespaną noc i ciężki dzień, więc pójdę w ślady Jo. Dobranoc
Też spokojnej.
Kochani, na bulwar osobiście się nie wybrałem, nie bardzo mogłem, ale od czego media społecznościowe?
Edit: Tak wygląda sztormowa pogoda z lądu
Zdjęcia z dzisiaj, z bulwaru, autorstwa Michała Puszczewicza (www.a-tv.pl)
Jutro marsz na bulwar!
Dobranoc.
Kto wie?
Spokojnej
PS. Ale i tak takich ładnych zdjęć nie zrobię, bo nawet nie mam czym.
To bierzesz farby i sztalugę i strzelasz Picassa
Idę z psem na pole (u nas jest to prawidłowa forma a nie jakieś śmieszne „na dwór”). I dlatego piszę już dobranoc:-)
Przy takiej pogodzie obraz by był mocno rozmyty/ nieostry.
To olejnych musisz użyć, woda im nie straszna, aczkolwiek nie wiem jak się zachowują w kontakcie z wodą słoną…?
Woda im niestraszna, jak zaschną, ale w trakcie malowania?
Też nie, to znaczy na pewno się nie rozmyją, co najwyżej zaschną przedwcześnie;-).
Pewna kąpiel na ławeczce
Dobranocka
Jakoś wpadła mi w ucho Dorothy Ashe, bluesowa harfiarka (harfistka?) sprzed paru dni. Okazuje się, że wiele czarnych pań wykorzystywało harfę, grając muzykę z harfą się zgoła nie kojarzącą. W tym np. Alice Coltrane, żona, matka i siostra jazzmanów. Dzisiaj utwór pod egzotycznym tytułem „Turiya And Ramakrishna”. Spokojny, powoli tętniący sobie do celu, chwilami może nawet monotonny?
Snów przytulnych przy tej pogodzie.
Macie wesoło tam na wybrzeżu. U mnie też coś wieje…I moje „niewiadomoco” troszkę przycichło jakby.Tak zwykle mam jak tylko pomyślę o panu doktorze. Co nie znaczy, że nie myślę o spanku
.
I ja tez powoli będę się zbierał. Wcześnie dzisiaj, ale jakoś tak mnie morzy.
Spokojnej i cichej nocy – na całej Wyspie!

Dzień dobry
Cały czas leje i wieje… i jak tu żyć? 
Wstawać, kawa stygnie!
Dzień dobry. To ja sobie odleję wrzątku i tradycyjne zaparzę poranną herbatkę. Kawę tradycyjnie dopiero w samo południe:-)
Ależ proszę, dla Ciebie herbatka
Aaa zapomniałem o cytrynie..:-)
Sięgnij do lodówki 🙂
Tetryku, cytrynę w lodówce?! To niemal profanacja, nie wolno cytrusów do lodówki;-)
Pierwsze słyszę!
O, a dlaczego?
No tłumacz się teraz;-). Dlaczego? Ja też trzymam cytrynę w lodówce.
już się tłumaczę: cytryna, pomarańcza, banan itp to cytrusy, tam nie ma tak niskich temperatur jak w lodówce i to im nie służy: cytryny w lodówce tracą smak, kolor i wysychają znacznie szybciej, a banany szybko robią się szare i niesmaczne,. to łatwo sprawdzić trzymając jedną cytrynkę w lodówce a drugą na blacie;-)
cytrynę do lodówki wkładam tylko w celach „zapachowych”
No, ale ja pisałem o lodówce Zoe’go…
Nie żebym była przesadnie ciekawa, ale skąd Ty wiesz, co Zoe trzyma w lodówce….

A ja biegnę do lodówki…
Właśnie się zastanawiałem gdzie się podziała ta swojska pasztetowa:-)
Witajcie!
Jesienna herbatka trzyma przy życiu 🙂
Ja jednak wolę kawę,
szczególnie przy takiej pogodzie.
To ja herbatkę serwuję.
Czajniczek by się przydał.
To ja się poczęstuję za pół godziny:-). Bo jedną już wypiłem
Podstawiam filiżankę na kawkę.
Dziś córka o 5 zarządziła pobudkę i obowiązkowe pranie, a pogoda taka że schnąć będzie ze trzy dni:(
Dwa lata temu zrujnowałam się na suszarkę. I nie ma dnia, żebym tego żałowała. Kiedyś wydawała mi się niepotrzebną fanaberią, ale po tygodniu deszczu latem, kiedy normalnie nic nie schło, a ja codziennie miałam wszystko wyprane i wysuszone, zakochałam się w niej na zawsze.
i to chyba jest do rozważenia, kiedy w CO palimy, to schnie szybko, ale kiedy się nie pali to niestety albo wieszać trzeba na podwórku, albo w domu i jeszcze w piecyku przepalać:(
chyba wieczorem trzeba zacząć przekonywać Połówkę…
A pralka z suszarką, taka „razem”?
O ile mi wiadomo, w Polsce chyba najpopularniejsze są 2 w 1 – pralkosuszarki. Kuma w USA ma dwa osobne urządzenia, co jest o tyle korzystne, że jak w suszarce suszy, to w pralce w tym samym czasie może prać następną partię.
O. Pisaliśmy w tym samym czasie.
Pralko-suszarki mają też mniejszą pojemność. Ale gdybym mieszkała w bloku i miała miejsce na jedno tylko urządzenie, brałabym i pralko-suszarkę!
Mamy pralko-suszarkę właśnie, aczkolwiek na szczęście miejsca do suszenia jest pod dostatkiem, więc funkcji suszenia się używa raz na ruski rok, a nawet rzadziej.
Ja mam oddzielnie, bo mój mąż ma fobię 😉 że jak się zepsuje, to jedna 😀
Często robię dwa-trzy prania i równolegle suszę. A przy 2w1 musiałabym czekać.
Mam maleńką pralnię wydzieloną na poddaszu i suszarka stoi na pralce. A, ta moja jest z tych tańszych, co to się wodę wylewa po suszeniu ze zbiornika, ale są też z odprowadzeniem wody (jak w pralkach).
Dzień dobry mocno spóźnione, ale wyjątkowo nie z zaspania, tylko z dość nieoczekiwanego dzisiaj i o tej porze zabiegania O_o żeby było śmieszniej, kawę piję dopiero teraz. Się dosiadam do Państwa.
…bry.
Możesz coś zrobić z tą pogodą?
Właśnie szukam przełącznika, bo gdzieś się skubany schował.
Tylko nie odpowiadaj: „Ni!”. 😀
Jesień długo czekała na swoje przyjście, to się teraz wyładowuje.
Chyba tak. Wbrew twierdzeniom, że klimat się zmienia w kierunku dwóch pór roku.
A w górach już śnieg…
A. No to może jednak racja z tymi dwiema porami?
U nas się mówi, że w Illinois są dwie pory roku – zima i roboty drogowe
Chociaż przy łagodnych zimach, te roboty są na okrągło

Słyszałem podobne powiedzenie o Seattle – że są tam dwie pory roku: deszcz i sierpień. Aczkolwiek tamtejsi najstarsi górale uściślają, że jest to deszcz i piętnasty sierpnia.
W Poznaniu roboty drogowe trwają cały rok. Kiedy to się wreszcie skończy
No, Kaponierę W KOŃCU zakończyli.
a tak mi się dziś kojarzy, zwłaszcza z tym jesiennym śniegiem w górach:
Pozwoliłem sobie wyedytować i zamienić link na osadzony film.
dziękuję bardzo, dla mnie to by było nie do przejścia
Naprawdę prosta rzecz, gotowe kody do wklejenia są na YouTube, a nawet jak trzeba dopasować szerokość, to też nie problem.
czy trzeba kliknąć „udostępnij” i ten kod, który się pojawi przekleić?
Najpierw „Udostępnij”, potem „Umieść na stronie”.
I teraz będzie sporo informacji, niech Cię to nie zraża:
Szerokość wklejanego filmu zależy, w którym miejscu „drabinki” komentarzy go udostępniasz. Jeżeli bezpośrednio pod wpisem (czyli komentarz taki jak na początku tej tu drabinki – Bożenki, zaczynający się od słów „Jesień długo czekała na swoje przyjście”), to właściwą szerokością będzie 540 pikseli. Tymczasem większość teledysków ma automatyczną szerokość 480 pikseli (w bezpośrednim komentarzu ujdzie), albo 560 pikseli. Przy tej drugiej szerokości film będzie „wystawał” z prawej strony komentarza.
W tej sytuacji trzeba kliknąć „Pokaż więcej” pod kodem.
Wtedy pojawi się widok filmu, a pod nim sekcja „Rozmiar filmu”. Pierwsze okienko automatycznie powinno mieć zawartość „560 x 315” albo coś w tym rodzaju. Z prawej strony tego rozmiaru masz strzałkę do listy rozwijanej. Klikasz tę strzałkę, pojawia się lista innych rozmiarów, a na końcu hasło „Rozmiar niestandardowy”. Wybierasz tę opcję. Dwa kolejne okienka po prawej stronie od tej opcji to szerokość i wysokość. Do pierwszego z nich wpisujesz pożądaną szerokość – 540. Po kliknięciu w drugie okienko YouTube automatycznie dopasuje wysokość, zachowując proporcje filmu.
Zauważ, że w tym momencie sam zmieni się również kod do wklejenia nieco wyżej, ten pod „Umieść na stronie”. Przeklejasz go tutaj i sprawa rozwiązana.
Jeżeli chcesz wkleić film gdzieś niżej w drabince, pamiętaj, że szerokość komentarza zmniejsza się o 40 pikseli z każdym schodkiem. Czyli – zaczynając od komentarza bezpośrednio pod wpisem:
540
500
460
420
380
i tak dalej, nie pamiętam, jaką szerokość ma najwęższy możliwy komentarz (Mistrz Tetryk zapewne pamięta).
Chyba tyle? Teraz tylko popraktykować.
Ojej!

ja jednak pozostanę przy pisaniu, ewentualnie wklejaniu linka…
Tak myślałem, że jak napiszę wszystko od razu, to się przestraszysz…
Dzień dobry 🙂
Udostępnij —> Umieść na stronie —> Skopiować link i wkleić go do komentarza. Aby mieć pewność, że rozmiar playera będzie dobry, przed skopiowaniem linku poniżej w okienku przy napisie Rozmiar filmu ustawić Niestandardowy rozmiar, pojawią się dwa okienka do wpisania i w pierwszym wystarczy wpisać 500. Druga wartość dopasuje się automatycznie.
Edit : Jak słusznie zauważył Mistrz Q, rozmiar 500 to pełny rozmiar naszej strony, Rozmiar w odpowiedziach musi być dopasowany w zależności do ich szerokości.
Witaj Wyimaginowany… ufff. Ty jak zwykle śpieszysz z pomocą. Ale mógłbyś częściej tu bywać
A może pomoże taka to oto grafika.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pics.tinypic.pl/i/00826/i7uky77r3npo.jpg
Lordzie, pozwoliłem sobie wkleić niżej we własnym komentarzu podlinkowany obrazek – bardzo dobry pomysł, bo jeden obraz wart tysiąca słów.
Dzień dobry. Informuję,że niewiadomoco mnie popuszcza ale bez przekonania. Herbatka z cytrynką to jest to. Kawa mi jakoś nie smakuje
W celu powalczenia z ZUSEM… ooo matko i córko 
Boję się wręcz na onet wchodzić.I coś poczytać . Wyspa jednak mi się kojarzy bardziej przychylnie.
Wygląda na to ,że będę musiała do Polski przyjechać
Ojej. Dobrze by było mieć jakieś wsparcie na miejscu, nie wiem, księgową zaprawioną w bojach z ZUS-em albo w wariancie skrajnym takąż kancelarię prawniczą.
współczuję:(
ale z zusem da się wygrać, to tak na pocieszenie, tylko trzeba duuuużo cierpliwości;-(
Przepraszam, chwilę pośmiecę w celach edukacyjnych. Potem można usunąć całą tę gałąź komentarzy (może Mistrz Tetryk, tak, żeby się nie posypała chronologia?). Chodzi mi o te rozmiary filmów, żeby to przedstawić poglądowo.
Rozmiar 514 pikseli szerokości na 304 – wysokości
Piętro niżej w komentarzach – ten sam film o szerokości 500 pikseli i wysokości – 281
I jeszcze niżej – szerokość 460, wysokość 259
I tak dalej
W uzupełnieniu powyższej gałęzi, dzięki Lordowi Wyimaginowanemu – pomocnicza grafika, na której to wszystko wyłożono (wklejam raz jeszcze ze względu na obrazek, żeby nie umknęło!):
Powyżej wstawiłem tylko suchy link ponieważ nie chciałem aż nad zbyt zaśmiecać wątku głównego, wszak to nie wpis techniczny. Jeżeli jednak postanowiłeś iż tak będzie lepiej to przychylam się do Twojej decyzji Mistrzu Q 🙂
W ogóle jest taki wpis techniczny – Mistrza Tetryka – http://madagaskar08.pl/blog/2012/05/29/osadzamy-filmy-np-z-youtube/
ale nieco zakurzył się…
Wiem, że takowy wpis istnieje, myślę iż można by go wzbogacić o pewne infografiki lecz decyzję co do aktualizacji oraz modyfikacji powyższego pozostawiam autorowi, który ma co do tego o wiele większe kompetencje 🙂
Ano właśnie. Dlatego myślę, że nic nie szkodzi, że powtórzyliśmy taką instrukcję.
Nauki nigdy nie za wiele
jesteście nieprawdopodobni!
Czy ja wiem? Mnie też ktoś tego nauczył, dlaczego więc mam nie podawać tej wiedzy dalej?
Ja tam jestem odporna. Nadal nie umiem wstawiać zdjęć w komentarz.
Nie znęcaj się nad Jo.! Kiedyś naprawdę zechce, to wstawi
Też tak sądzę. I jeszcze się wszyscy zdziwimy!
Oj bo Cię szurnę!
Dzień dobry
Z jednej strony dobrze, bo wszędzie sucho, ale z drugiej strony, przy takiej pogodzie przewracam się i zasypiam nawet na stojąco
A tu trzeba się zbierać do pracy 

Ciepło (ma być 25C), ale leje
Miłego dnia życzę
Hmm, ciepło i mokro, w sam raz na sadzenie ryżu.
Miłego i Tobie!
Tu też mokro bo ciągle pada, ale na ryż za zimno…
A u nas w ogóle – od góry pada, od dołu chlupie (ale na słono, patrz zdjęcia z wczoraj), chyba by od razu musiał być solony ten ryż.
Oszczędność na soli by była 🙂
I znaczne uproszczenie procesu produkcyjnego!
Ach, cały jestem w skowronkach. Przyszła właśnie książka, z której potrzebowałem jednego cytatu (ok. 3 linijki), a nie było jej w żadnej bibliotece w pobliżu. Właściwie jakbym tak chciał być akuratny co do literki, to ten pierwszy etap zakończyłem właśnie dzisiaj.
Gratulacje!
Merci, po tych ostatnich nerwach potrzebowałem dla odmiany czegoś pozytywnego, choćby takiej drobnej rzeczy.
Cieszę się, że chociaż tak mogłam Ci ulżyć…
Delikatnie mówiąc wpadam w lekką histerię.
Filizof miał wczoraj operację. Madre miała dać znać jak dziś wygląda sytuacja i cisza. Na dodatek nigdzie jej nie mogę złapać!
Czy szanowna Madre jest osobą, która korzysta mobilnie z Facebooka (via telefon, przy włączonym non stop dostępie do netu), czy raczej tylko w domu, na kompie w sieci domowej?
Bo gdyby to pierwsze, to może prywatną pocztą na FB/ Messengerem? Tam w każdym razie od razu widać, czy dana osoba przeczytała to, co się do niej napisało.
Ze wszystkiego korzysta.
Oni mnie kiedyś wykończą.
Z wypowiedzi wnoszę, że się odezwała/ odezwali?
Tak.
Sytuacja stabilna.
No!
Spotykałem często ” No” na Wyścigach na Służewcu . Nie grał ostro , zawsze z klasą przy przegranych typach , cholera łza się kręci na te wspomnienia ….
Dobry był z Niego aktor, ale cóż, taka jest kolej rzeczy…
A ja go akurat nie spotkałem, chociaż z tego, co pamiętam, był związany z Poznaniem i chyba nawet postawiono mu tam pomnik czy popiersie.
O, właśnie – popiersie, na skwerze również noszącym jego imię (u zbiegu ulic 23 Lutego i Masztalarskiej):
Zgadza się kiedyś zrobiłam zdjęcie temu popiersiu.
Wczoraj podano informację o zatrzymaniu przez CBA byłego rektora WAT-u , dwugwiazdkowego generała Zygmunta R . Pracowałem przez wiele lat w Instytucie z Zygmuntem , który do bólu jest uczciwym człowiekiem , a jakaś swołocz z ” dobrej zmiany ” chce Go po bandycku przetrącić . Jest mi przykro i jestem wściekły .
Śmiem podejrzewać, że to jakiś efekt uboczny – Metro Warszawa pisze, że wcześniej w tej samej sprawie zatrzymano innych pracowników WAT, w tym byłego ministra rządu Leszka Millera. Może o to tu chodzi? Polityczne rozgrywki?
Bo jeżeli Twój znajomy jest BYŁYM rektorem, to jaki interes w przetrącaniu go?
Rektorem był jeszcze w czerwcu 2016 , dosłownie do wczoraj !
A, to faktycznie może być podmuch fali uderzeniowej dobrej zmiany
Współczuję Maksiu
Czy oni, w tym WAT, nie robili jakichś badań materiałów z katastrofy pod Smoleńskiem? Wiem, że niemal wszystkich teraz prześladują. Szukają do czego można by się przyczepić, a jak ktoś tylko rzuci pomysł, od razu pakują do aresztu „wydobywczego” i szukają dalej. Może coś uda się udowodnić, albo „znaleźć” świadków. Już kiedyś to robili, to mają wprawę… 
Rozumiem, że gdy kogoś lubisz, a jakaś swołocz próbuje przykleić mu łatkę, to szlag jaśnisty trafia… ale jesteś bezsilny
Zygmunt fizyk, w dziedzinie cienkich warstw (nanotechnologia ) tyrał dnie i noce , zdobywał tytuły ku chwale Ojczyzny i za to został wreszcie Rektorem WAT-u . Firma wielotysięczna , do kierowania której potrzebny jest tzw. menager , a nie uczony fizyk . Być może , że jakiś cwaniak wsadził Go na minę o której Zygmunt nie ma bladego pojęcia i teraz jest z tego afera . Nie miejsce tu na głębszą dyskusję , ale powiem tylko niech tą ” zmianę ” szlag trafi
Trafi – prędzej czy później, oby jak najprędzej! – ale ile do tego czasu napsują, to nasza strata!
Jak nasz Ukratek, też mam nadzieję, że trafi i to jak najprędzej…
Często aż się czytać nie chce tych wszystkich „rewelacji” z Polski i człowiek się zastanawia „co jeszcze znajdą do spieprzenia?”
I od razu przychodzi na myśl piosenka „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze…” Niby stare, ale jakże na czasie…
Dobranoc
Spokojnej!
Właśnie wróciłam ze szkolenia i padam na dziób.

Dobranoc i do jutra.
Napisz jutro, jakie to szkolenie. Albo na szkicach.
A dzisiaj już – spokojnej.
Dobranockę by może.
Ten utwór w oryginale już był, i to chyba nie raz. „Nightswimming” R.E.M., dzisiaj w wykonaniu symfonicznym – Royal Philharmonic Orchestra.
Rytm, melodia i aranżacja chwilami nasuwają myśl o jakimś klasycznym utworze. A jeszcze tak niedawno to była alternatywna muzyka!
Snów pokrzepiających, kochani.
Dobrej nocy Wyspiarze….
i spokojnej Tobie!
Dziateczki w łóżeczkach, chyba już można zapalić lampkę…

Wstajemy, wstajemy. Piątek. Dzień dobry.
Dzień dobry
Dziś sobie pospałam 
Kawa?
Herbata?
A może coś do tego?

Herbata. Kawę zostawię tym, którzy się pojawią później:-)
Ja herbatkę proszę.
I kanapeczkę. Chlebek, biały ser i miód akacjowy.
Dzień dobry

Dla mnie kawę
Witajcie!
Kiedyś w Bieszczadach, konkretnie w Zubercu, jadłem taki świeżutki biały ser w grubych plastrach polany miodem z miejscowego ula i popijałem to herbatką z miejscowych ziół i owoców. Ech…
I to wszystko bez konserwantów? Wierzyć się nie chce…
O rany. Bajka!
Ja za zwykły polski świeży chleb to dam się pokroić!
Oj tak, tak. Jedna z wielu zalet mieszkania na prowincji to dostęp do chleba z normalnej piekarni gdzie nocna zmiana upiecze jeden rodzaj chleba i dwa rodzaje bułek. I to wystarczy.
Pewnie, że wystarczy!
Ja z kolei pamiętam kolację po pierwszym dniu pielgrzymki, u znajomych znajomych – grube pajdy lokalnego chleba, takiego wiejskiego, z bochnów po 2 kg albo coś koło tego, na tym właśnie biały ser, ugnieciony ze śmietaną i siekanymi liśćmi mięty (czyli coś w rodzaju gziku, ale specyficznego) i owszem, miód w wielkim słoju.
Mon Dieu, ależ to smakowało po ponad trzydziestokilometrowym spacerze!
… ale to chyba dawno było…
Bo „w moich stronach” (Żuławy) ostatnią krowę w wiosce pożegnano kilka lat temu i obecnie gospodarze mają ser „z biedronki”
Na wsi, gdzie jeżdżę do siostry, jeszcze krowy są. Nawet kilka razy udało mi się kupić mleka, takiego prawdziwego, pełnego… Palce lizać…
Dzień dobry. Komputer miałem zajęty, dlatego dopiero teraz się zgłaszam.
Dzień dobry
Wiatry się”wywiały” i Motława znowu leniwie płynie, nawet jeden listek się na drzewach nie ruszył.
Gdyby nie ta mżawka to było by całkiem przyjemnie
Mżawka, powiadasz? Może jeszcze do nas dotrze…
Przy tej prędkości wiatru… to może trochę potrwać
Czyli z zakupami trzeba się będzie pospieszyć.
Trzeba sobie kupić Tajnego Kompa. Trzymac pod pod poduszką, albo między skarpetkami w szafie i nikomu nie dawać.
Jakby zajęcie zanosiło się na dłużej, oczywiście że odpaliłbym lapka.
Dzień dobry.

Kawka koniecznie.
Że też człowiek nie może się wyspać na zapas, ten czas co śpią niemowlęta powinien być zaliczony na poczet późniejszych niedospań!
A czy to się człowiek kiedy nauczy: siedzi i gada, gada i siedzi do 1-2 chociaż wie, że o 6 zadzwoni budzik? a przed budzikiem może jeszcze wstanie dziecko?
Piątek, piąteczek!

U nas dziś słońce przebiło się w końcu przez mgły, a mgły podniosły się pomimo białego szronu na wszystkim, uwielbiam to zjawisko, kiedy temperatura poniżej zera a mgła „wisi” i nie zamarza.
Dobry! Też bym chętnie pospał na zapas. Sęk w tym, że nawet jak pośpię dłużej (a zdarzają się takie weekendy, kiedy to jest możliwe), to zdarza się, że czuję się od tego gorzej – ospały, z pobolewającą głową, drażliwy etc.
W moim przypadku już lepiej – w miarę możności – działa krótka drzemka w dzień – 15-20 minut. No ale wiadomo, że np. „w pracy” tak się nie da (a przynajmniej ja nie znam firmy, w której by na to pozwalano).
Ale jak by to było fajnie tak sobie móc poleżeć pół godzinki po obiadku-P Ja miałam taką możliwość, kiedy byłam w ciąży i często z niej korzystałam, ale wtedy po prostu przychodziła godzina i zasypiałam na stojąco więc wynegocjowałam przerwę na sen;)
Ja Wam współczuję, bo nigdy nie miałam takich problemów. A teraz budzę się sama bez budzika zależnie od lepiej czy gorzej przespanej nocy, ok. godz. 5-7 i zaraz wstaję. Kołdra mnie parzy.
Bożenko, jak ja Ci strasznie zazdroszczę!
Ja przy pierwszym dzwonku budzika mówię sobie, ze jeszcze tylko chwilka, kolejne dzwonki odsuwam w czasie, a później wszystko biegiem:( i tak mam od zawsze: nie raz goniłam za autobusem;-(
żeby tak i moja kołdra parzyła!
Gimi, może zamienimy się kołdrami?
O to jest myśl!
Ale tylko kołdrami, żeby nie było;-)
Ma się rozumieć! 😉
Ha. Takiej transakcji to jeszcze żeśmy na Wyspie nie mieli!
Czasem trzeba spróbować czegoś nowego
Uważaj, Gimi! Zamienisz kołdrę na kordełkę!
A niech tam, jeśli to sprawi, że będą wstawać bez względu na wzgląd, może być i kordełka;-)
Jeszcze mogę dorzucić szampion i czukieladę;-P
Więc interes ubity, lubię szampitra
Normalnie piąteczek się zaczyna!
Kołdry! Czekolada! Szampan!
Ja też lubię szampona, to może i moja kołderka się nadaje do wymiany?
Jak Bożenka, wstaję bez względu na wzgląd najpóźniej o 7 i to tylko jeśli położę się zbyt późno. Bo tak normalnie to między 5 a 6. Oczywiście bez budzika
Jakoś nie mogę spać dłużej, nawet jak mam wolny dzień i mogłabym spać choćby do południa…
No no no, ja byłam pierwsza!
tak od biedy to ze trzy kołdry by się u mnie znalazły i jeszcze dwie dzieciowe, tak że ten tego, nie ma o co kopi kruszyć;)
Kołdry kołdrami, ale co z szampanem?!!!
No i nareszcie pada tu jakieś sensowne słowo sugestii!!!
Nie odbieram Ci prymatu, Bożenko
Chciałam tylko w razie czego się dołączyć 
Dzień dobry
Ostanie zakupy i gotowanie, to coś czego miralki nie lubią najbardziej 
Dziś mam biegający dzień i chociaż do pracy nie idę, podejrzewam, że nie będzie lepiej. Jutro mam gości, więc moich „ulubionych” zajęć mi nie zabraknie
Oj oj. A nie macie możliwości zakupu przez sieć z dostawą do domu? My tak robimy, co przy wnoszeniu na nasze czwarte piętro bez windy ma swoje znaczenie.
To chociaż jedno z dwóch by Cię ominęło.
Nigdy z tego nie korzystałam… poza tym małżonek jak nie obejrzy kilka razy i nie pomaca towaru, nie kupuje. On zakupy lubi
najgorzej, że lubi też jak mu towarzyszę. Mam tylko nadzieję, że w związku z rozlicznymi zajęciami, uda mi się wypchnąć go do sklepów samego
Zostanie mi tylko gotowanie i inne zajęcia domowe 
I to jest koncepcja. Małżonek bez Ciebie zakupy zrobi, ale to, co jest do ugotowania, samo bez Ciebie się nie ugotuje.
Przekonałam się, że towar zakupiony przez internet jest często tańszy niż w sklepach i nie trzeba za nim biegać. Sami przyniosą i jeszcze się na nim nie nacięłam,
Jedna rzecz, którą zauważyłem, to to, że zdarza im się proponować zamienniki (masło Y zamiast zamawianego masła X, sok o smaku owakim zamiast zamawianego takiego) i CZASEM miałem wrażenie, że próbują w ten sposób wpychać towar niechodliwy zamiast zamawianego. Od jakiegoś czasu wszakże to się nie zdarza. A rzeczy znacząco różniące się jakością (np. wędliny) i tak kupujemy w pobliżu domu.
Czas mi chyba brać się za robotę
Ale jak mi się strasznie nie chce 
Podejrzewam, że macie rację. Towar zakupiony przez internet może być tańszy i wcale nie gorszy. Tylko mój małżonek jest tradycjonalistą i preferuje łażenie po sklepach. Chociaż różne towary zamawiał już przez internet, to nigdy spożywczych.
i lepszej jakości, bo nie są zainteresowani zwrotami;)
Ja kiedyś pomyliłam jednostki miary, chciałam miedzy innymi kupić 2 kg mandarynek, a nie zauważyłam że były liczone na sztuki… musiałam mieć ciekawą minę kiedy kurier wypakowywał zakupy i w jednej małej torebce były 2 malutkie owoce, już nie mówię o tym co sobie pomyślał pakujący
Ja tak mam nieustannie… Ostatnio, jak kupowałam łososia na obiad. Ledwo z niego przystawka wyszła 😀
A tak w ogóle, to wczoraj uśmiałam się do łez. Jakaś kobitka usiłowała mi wcisnąć, że nie mieszkam w USA i że jestem oszustką
Nawet mnie straszyła, że wyśle po mnie służby specjalne. Z Łodzi. Nie wiem czemu akurat z tego miasta, bo nigdy w nim nawet nie byłam
Odpisałam jej, że niech te służby dadzą mi znać kiedy przylecą, to wyjadę po nich na lotnisko O’Hare
Też fakt, że zgłosiłam jej wątek do admina, bo założyła go na stronie mojego znajomego. Napisała w nim ostrzeżenie, że jestem oszustką i żeby na mnie uważać. To już nie było śmieszne, bo podważyła moje dobre imię absolutnie bezpodstawnie.
Niech wskaże chociaż jedną osobę, którą oszukałam…
Uuu, służby specjalne z Łodzi… Mają do Ciebie kawałek. Przygotuj w każdym razie herbatkę i ciasto, bo będą zdrożeni.
Ostatnio byli w Londynie, ale pytanie czy do USA dostaną wizy?

Ale to „czynniki oficjalne”, a nie „służby specjalne”.
no tak…
Jeśli przylecą w sobotę, to nie ma sprawy, bo mam gości, a nigdy nie jest tak, że przygotowuje się ograniczoną ilość porcji. Zawsze zostaje tego jedzonka multum. Także nie tylko na ciasto mogą się załapać
Jeśli zjawią się w niedzielę, to już będzie po gościach i może nas w domu nie być, ale lodówka na pewno będzie pełna 
A to gdzie tak Cię posądzono?
Oj.
Proszę państwa, wracają, że tak powiem, duchy przeszłości z początku tygodnia. Muszę się oddalić. Mam nadzieję, że dzisiaj wrócę.
Powodzenia, Mistrzu Q
Czy wiecie, co dziś świętujemy? Jak co roku:


[Edit]: No dobra, nie za szczęśliwie dobrałem rysunek, ale w tym roku to ponoć dzisiaj
Więc trzeciego czy siódmego? I dlaczego tak?
A szczerze mówiąc, nie wiem. Co roku trochę inna data – może powiązane z piątkiem jak Boże Ciało z czwartkiem?
Poszłam zapytać ciotkę Wiki i dowiedziałam się: Radosne święto obchodzone w pierwszy piątek października od 1999 roku. Pomysłodawcą tego dnia był Harvey Ball, autor znanego na całym świecie symbolu żółtej uśmiechniętej buzi, tzw. „smiley face”, stworzonej w 1963 roku.
Przy okazji dowiedziałam się jeszcze, że:
W roku 2016 Dzień Wychodzenia z Szafy przypada na 11 października
Do Dnia Wychodzenia z Szafy pozostały jeszcze 4 dni.
Wiadomo, że do szaf wchodzą żyrafy, ale co mogliby robić w nich ludzie? Wychodzenie z szafy to niezbyt zręczna kalka anglojęzycznego sformułowania „come out of the closet”, które popularnie oznacza publiczne przyznanie się do homoseksualizmu, biseksualizmu lub transseksualizmu – zwykle rodzinie i znajomym, niekiedy także w miejscu pracy. Dzień Wychodzenia z Szafy ma więc dodać odwagi gejom i lesbijkom i zachęcić ich do przełamania strachu przed ujawnieniem swojej orientacji.
Ja osobiście wyszłam z szafy ujawniając, że jestem egoistką, co absolutnie nie przystało matce niepełnosprawnych dzieci. Bo powinnam być pełną absolutnego poświęcenia altruistką, ewentualnie masochistyczną cierpiętnicą.
Nie uważam żebyś była egoistką,
Nie Ty
Idę na szkolenie. Się kształcić.
„Ucz się ucz, bo nauka, to potęgi klucz”
Dobry wieczór 🙂
..zbierzesz dużo kluczy, zostaniesz woźnym….
Witam serdecznie! 🙂
Jest więcej zakończeń, np. takie: Ucz się ucz bo nauka to potęgi klucz, kto ten klucz zdobędzie temu świat otwarty będzie
Albo klucznicą.
Na mnie czas, więc powiem dobranoc i idę pod kordełkę.
Pod swoją czy Gimigwiazdkową?
Już sama nie wiem pod którą spałam, bo jak nigdy, nie chciało mi się wstawać.
Spokojnej.
Dobry wieczór, jestem, ale tylko na chwilkę.
Z upiorami się wyjaśniło, wylazły, ale tylko na chwilkę i od razu okazało się, że jest sporo czosnku i srebra, żeby mieć je w miarę pod kontrolą (upiory, wampiry, jeden pies i źródłosłów, o ile mi wiadomo).
Zaraz zaanonsuję dobranockę.
To dzisiaj na dobranoc będzie to.
Nie mogłoby być inaczej, taki to dzień. Zresztą nie ma to nic wspólnego z upiorami.
Snów całkiem, ale to całkiem oderwanych od rzeczywistości, a może po prostu pokazujących ją znacznie lepszą, co w tym wypadku na to samo wychodzi.
Zanim jeszcze tu zapalę lampkę, zapraszam Państwa piętro wyżej na spojrzenie MEGANa na życie towarzyskie 😉
Dobranoc i kolorowych snów – tak jak w kinie 😉 (horrory wykluczone!)
