« Dżerba — przedsionek Afryki

Uroki Dżerby — c.d.

Niewątpliwie unikalnym miejscem na Dżerbie jest wioska Erriadh, której białe ściany zainspirowały Mehdiego Ben Cheikh-a, dyrektora Itinerrance de Paris, do stworzenia wystawy murali na wolnym powietrzu. W projekcie, rozpoczętym w 2014 roku, wzięło udział ponad 150 artystów z około 30 krajów, którzy utworzyli ponad 250 obrazów na ścianach wioski.

Projekt jest wciąż żywy, w 2021 roku w kolejnej sesji niektóre z murali zostały przemalowane lub całkowicie zmienione, stąd dziś na ścianach wioski można już zobaczyć inne obrazy niż na starszych zdjęciach w sieci.

Tunezja jest krajem turystycznym, więc wycieczka nie mogła obejść się bez zachęcania zwiedzających do wydania jak najwięcej pieniędzy. Na nas wypróbowano dwie inne ważne dla tamtejszej gospodarki branże: ceramikę i wytwórstwo pachnideł. Oczywiście, jak już wspomniałem, mieliśmy wolną godzinkę na suku, ale tam nie było czego fotografować ani nawet wspominać.

Wytwórnia wonnych olejków słabo mnie zainteresowała, ale ekspozycja ceramiki porwała oczy! Cóż z tego, że wyroby piękne, skoro ani nie ma jak przewieźć, ani gdzie trzymać, ani do czego używać…

Ostatnim punktem programu była wizyta w Djerba Explore Park — to coś w rodzaju skrzyżowania ogrodu zoologicznego, skansenu i parku rozrywki. Najbardziej emocjonującym elementem parku jest farma krokodyli nilowych, zapewniająca kilkuset osobnikom tych wspaniałych zwierząt całoroczny pobyt all inclusive 😉 Mieliśmy okazję przyjrzeć się tym bestiom prawie z bliska, a nawet pogłaskać(!) 😉

W paniach jednak największe emocje wzbudziła obserwacja wybiegu żółwi, które zaprezentowały nam nieoczekiwany spektakl o życiu, potrzebach i możliwościach, ścigając się, walcząc o damy i konsumując zwycięstwa w tej walce. Widownia dopingowała niczym narodową reprezentację!

Na sam koniec odwiedziliśmy wielbłąda, wydobywającego wodę ze studni tradycyjną metodą.

Powrót do hotelu zakończył wycieczkę wokół Dżerby.

Trzeba jeszcze wspomnieć o niestandardowych atrakcjach, które uświetniły nam dwa wieczory w hotelu. Raz sama natura urządziła nam widowisko „nocna iluminacja”: odległa o ponad 100 km burza nad morzem Dawała efekt dziwnych wysokich rozbłysków, całkowicie pozbawionych efektów dźwiękowych. Dopiero po dłuższej chwili zrozumieliśmy, że są to odległe wyładowania w wysokich partiach chmur. Nawet kiedy dotarł do nas deszcz, nie było słychać żadnego grzmotu…

W ostatni wieczór był to koncert duetu lokalnych artystów, śpiewających światowe przeboje. Niezłe głosy, dobrze zharmonizowane, o ile potrafię ocenić — bez fałszów, w dodatku śpiewali w oryginalnych wersjach językowych. Kilka z tych światowych przebojów pochodziło z repertuaru Zenka Martyniuka…

A potem już wróciliśmy do domu, znosząc różnicę 20oC między startem a lądowaniem…

One comment

  1. Tetryk56 pisze:

    Przedstawiam drugą, ostatnią część relacji z pobytu w Tunezji. Miłego oglądania! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)