Jak co roku, w zasadzie już tradycyjnie, udaliśmy się na święta do Bydgoszczy i w okolice Torunia. W obu tych miejscach udało mi się potuptać na spacer z aparatem i porobić zdjęcia, ze skutkiem jak poniżej. Pogoda nie rozpieszczała, pod Toruniem było na ogół pochmurno, na szczęście z chwilowymi przejaśnieniami. A com przeżył i com widział, wpis ten wszystko Wam opowie 🙂
| « Makówka na Teneryfie-część druga. | Makówka na Teneryfie — część trzecia oraz "w Polsce jest też gdzie się wspinać". » |





Zapraszam na pięterko o dwunogach (głównie skrzydlatych) i czworonogach (na ogół bez skrzydeł).
Sikorki, drozdy, szpaki, dzięciołki, czyże, zięby, sójki – przekrój ptactwa przebogaty. Dwunogie górą! Do tego bacznie wypatrzona awionetka i kot wyjatkowej rasy z sierścią długą jak u muflona.
Dziecioł wykuwający dziuplę pod okapem to dla mnie ewidentne mistrzostwo świata.
A to takie naturalne przecież 🙂 Dziękuję!
Na jakim czasie robiłeś zdjęcie awionetki? Sprawia wrażenie, jakby śmigło było nieruchome…
Wiesz co, nie mam pojęcia, może w jakichś metadanych by się to znalazło. To jest generalnie automatyczny program pt. Obserwacja ptaków, ale czasy są ustawiane na dość krótkie, zależnie od oświetlenia…
We właściwościach oryginalnego zdjęcia pokazuje 1600 s, nie wiem, czy to ma być 1/1600, czy 1/600.
Żeby nie było, że nie zauważyłam nowego pięterka melduję się tu, ale dziś nie mam siły oglądać ani komentować.
Zjem coś i idę spać, wybacz Quacku!
Spokojnej!
A ja idę zapuścić dobranockę jeszcze piętro niżej.
Wykąpana, najedzona.
Dobranoc!
Jużcieplutkodomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Naspacerowe Niebo znowu przywitało nas chmurnym obliczem, a Jezioro – chyba nie chcąc być gorsze – chmurnym i (acz nie – groźnie lecz… chmmm… stroskanie?) zmarszczonym:)
Za to Deszczyk z Wiaterkiem postanowiły odwiedzić inne – może mniej strapione – zakątki:)
Dobry wieczór! No to na plus od zimnonośnych D i W!
Miłe ptaszkowe pięterko zainspirowało mnie do małej parafrazy:):
Sikorki, wrony i szpaki
Raz wpadły na pomysł taki,
Żeby opuścić las, i pod drzewem
Przy szosie zarabiać śpiewem.
No ale cóż, gdy sikorki
Śpiewały głównie we wtorki,
Wrony same androny
A szpak
Tylko tak.
Dobry wieczór, Quacku:)
Słyszę to, w tym samym wykonaniu (Krystyny Sienkiewicz)!
…a potem skrzywiły się letko
– Jak mierzyć się nam z awionetką?
Dobry wieczór, Leno!
W dodatku takie sikorki
Mierzyły się tylko we wtorki,
Sójki głównie do bójki,
A szpak
Byle jak;)
Bardzo dobry, Tetryku:)
Trochę sobie jeszcze wieczorem poknułem i już jestem 😉
Dobry wieczór zatem i Tobie.
Zacznę od tego, że udomowione – rudopiękne:)
Pierzasta kolekcja istotnie – bardzo wielkanocna:)
Zarówno sikorki jak i szpaki w oryginalnych pisankwych deseniach.
Wrona eksploratorka niczym ruska babuszka w charakterystycznie naciągniętej na czoło chuście patrzy z filozoficzną zadumą w dal, a w głowie błąka jej się melodyjne: „A nam wsio rawno…”;)
Szpaczek na kolejnym zdjęciu jakby wysadzany perełkami, a dzięciołek może i wykuł całą dziuplę, ale fryzury po robocie nie uładził:)
Czy tylko mi ubarwienie czyżów kojarzy się z porostami rozkwitającymi na korze zimowych wierzb?
Zawsze uważałam, że dzięcioł duży to mało trafiona nazwa. Ten ptak powinien nosić miano dzięcioła brzozego:)
Grzywacz z ostatniego zdjęcia imponujący – stalowo-monumentalny.
A sójki zostawiłam sobie na deser, bo ten błękit zawsze robi na mnie niesamowite wrażenie, a tu (na trzecim od końca) mogłam jeszcze pozachwycać się iście karnawałowym makijażem. Bosz! co za oko!
Gratuluję nowego okazu w kolekcji, Quacku:)
Tak, z sójkami mam tak samo – cała reszta ptaka w odcieniu kawy z mlekiem albo czerni, zgoła nieinteresujacych, ale ten błękicik na skrzydle robi robotę!
Wdrożyłam sobie przedwczoraj do swojego stałego zestawu dwa nowe ćwiczonka i dziś mam takie zakwasy, że ledwo się ruszam:) A myślałam, że nie mam mięśni, które nie byłyby przynajmniej jako-tako rozciągnięte:)
No i się – boleśnie – zdziwiłam:)
Ja ruszam na rowerze głównie nogami. I na razie nic mnie nie dziwi (na szczęście).
Ja nawet do dziś nie wiedziałam, że w tych miejscach, w których mnie boli, są jakieś mięśnie;)
Wolałabyś nie mieć mięśni?
Dziś myślę, że tych bolących – tak:)
Ale jutro na pewno zmienię zdanie, bo generalnie lubię być sprawna:)
Poza tym, wiesz przecież, Tetryku, że jestem autosadystyczną perfekcjonistką, i jeśli znajduję coś popsutego – próbuję to naprawiać;)
To brzmi trochę tak, jak kiedy po raz pierwszy od dawna zaczynam uprawiać jakąś aktywność fizyczną. Wiosłowanie. Windsurfing. Jazdę na nartach. Rąbanie drewna. Też się przekonuję, że mam mięśnie, o których nie wiedziałem.
Tak. To właśnie ten stan, Quacku:)
Mam podobnie z butami – nieważne, ile sezonów już w nich chodziłam, za każdym razem, gdy wkładam je po przerwie w używaniu – mam pęcherze, jakbym wzuwała je pierwszy raz w życiu i przetańczyła całą noc na jakimś niekopciuszkowym balu:)
No to już nieuczciwe (ze strony butów). Przecież już kiedyś je rozchodziłaś, i teraz znowu taki numer. Foch!
Dzięki, że się zafochałeś na moje buty, Quacku, bo ja nie miałam odwagi:)
Dobrej nocy SzanPaństwu! 😉
Spokojnej. Też będę umykał.
Spokojnych snów, Quacku:)
Miłej nocki, Tetryku:)
Też mówię już:
dobranoc, Wyspo:)
Dzień dobry, poprosimy panią G.
Witajcie!
Dziś nie siedzę w pracy, bo będę robił za wozaka 😉
Witam!
Jak się trochę ogarnę będę oglądać ptaszki i czytać komentarze.
Dopiero teraz udało mi się na spokojnie obejrzeć zdjęcia i poczytać opisy.
Cóż tu może laik nieznający się na ptaszkach i robiący zdjęcia zwykłą, dość marną komórką?
Cudne te ptaszki, boskie te kotki (te ich miny!) no i mistrzostwo fotografa.
Dziękuję pięknie! Mainecoony tak właśnie mają, że mordki mają pociągłe, trochę jak ludzkie twarze, stąd taki efekt.
Wasza rozmowa o mięśniach przypomniała mi, że moje nogi też dziś od rana przypominają o sobie i domagają się odpoczynku.
Dobrze, że do godziny 16 planuję być domowa, dopiero po 16 wybywam „na chałupy”.
No, ale to nie łażenie po górach, więc nogi pewnie trochę odpoczną.
Trochę odpoczęły, ale dalej żądają na jutro odpoczynku.
Po górach nie było, ale od przystanku autobusowego do góry po schodach i to całkiem spory kawałek tych schodów do osiedla.
Nieoczekiwanie wcześniejsze niż zwykle, ale jeszcze nie domowe dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, skoro nie domowe, to…
🙂
Niedomowe w sensie, że dospacerkowo, bo zajątka wprawdzie wcześniej się skończyły, więc i w domu byłam wcześniej (i przywitałam się też wcześniej niż zazwyczaj), ale musiałam jeszcze na trochę wybyć:)
Dzień dobry już domowe z mojej strony.
Dzień dobry, właśnie też jestem po pracy.
A z mojej – jeszcze:) Przez jakieś dwadzieścia trzy minuty.
Dzień dobry, Tetryku:)
Znaczy bardzo produktywny dzień, z czego bardzo się cieszę. A teraz już na przerwę.
Dobranocka.
Dzisiaj na pięterku ptaszkowym – fragment ścieżki dźwiękowej z „Ptaśka”.
Snów upierzonych (dla alergików – ze stosowną osłoną farmakologiczną).
A ja tradycyjnie tuptam w kierunku roweru.
Upierzonych, powiadasz? Byle nie upiornych… 😉
Przecież upiorne byłyby, gdybym zaproponował piosenkę o praniu!
(Na przykład ta:
„Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie
Zanim ciszę leśną zmąci jazgot pił”
Upiorna wizja, prawda?)
A pierne mogą być?
O, tak jak tu:
„W małym uroczym mieście Pstrykowie
Mieszkają sami fotografowie.
Od niemowlęcia aż do piernika
Każdy w Pstrykowie pstryka i pstryka.”
(„Pstrykowianie” – L.J. Kern)
🙂
Hmm
pierne czyli pieprzne? Mogą być!
Właśnie. A „piernat” to pojemnik na pieprz 😉
Ja jako alergik mógłbym kichać, powąchawszy piernat w obu znaczeniach
A ja jestem uczulona na kolendrę. W dodatku każda potrawa z kolendrą pachnie mi tanim mydłem, a Smarkactwu – tak samo:)
Och, to się ponoć zdarza i faktycznie jest genetyczne!
No patrz, a ja ostatnio robiłem guacamole z kolendrą właśnie (wedle przepisu)
Bardzo proszę nie postponować pierników!
Ależ nie śmiałabym:)
Uwielbiam pierniki. I nawet kiedyś nauczę się je piec i olśnię ich smakiem nawet siebie 😉
Wróciłam do domu najedzona, nagadana, naśmiana.
A tam pada, pada, pada…prawie cały dzień.
Gdzie mianowicie pada? W domu?!?
Mianowicie pada wszędzie poza domem.
Mianowicie nawet na przystanku autobusowym pod wiatą -tak jakoś zacinało, że cała zmokłam, mimo że siedziałam pod daszkiem.
O, czyżby i do nas zawitały, słynne np. z Belfastu, deszcze poziome, inaczej horyzontalne?
Tak na to wygląda, bo nie było wiatru i to nie była ulewa, ale taki drobny deszczyk równiutki, gęściutki i to pod daszkiem.
Brrr!
To może być też zjawisko zwane w meteorologicznych kręgach deszczem kulistym…
😉
W Seattle ponoć mawiają, że naprawdę uciążliwy deszcz to ten, który pada od dołu…
Jakieś takieś wyjątkowo milutkie pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Niby mgliwie, ołowiano, a – lekko i rześko. Może z powodu uroczych zieloności, których coraz więcej dookoła:)
Tak, podejrzewam, że wiosna w powietrzu!
Jest nawet taki dowcip w kręgach anglojęzycznych:
Ponieważ „spring” to po angielsku zarówno „sprężyna”, jak i „wiosna”, to często go widać w sieci na wiosnę – oznacza „wiosna tuż za rogiem” 😀
Fajny ten rebusowy dowcip:)
A Czesi i Słowacy mogliby za rogiem umieścić miłą dziewczynę, bo mają imię Vesna:)
O, też ładne 🙂
Z kolei w książce George’a Mikesa „Jak być Brytyjczykiem” (o zadomawianiu się Węgrów w UK) jest taka scena, jak jeden Węgier, dopiero uczący się angielskiego, spotyka w parku znajomego Brytyjczyka i entuzjastycznie krzyczy do niego:
– Spring in the air!
(co teoretycznie mogłoby znaczyć „Wiosna w powietrzu”, ale nikt po angielsku tak nie powie, bo brakuje przedimka i czasownika – to by było raczej „The spring is in the air!”. A tak, jak powiedział ten Węgier, to jest czasownik w trybie rozkazującym, przy czym „spring” znaczy „skakać, podskakiwać”, pokrewieństwo znaczeniowe ze sprężyną czytelne)
Nic więc dziwnego, że ów znajomy odpowiedział:
– Why would I? („Dlaczego miałbym to robić?”)
Niestety jak się to tłumaczy, to trochę traci na śmieszności
Przypomniał mi się Pszoniak w słynnym skeczu o Gruzinie imieniem Awas…
🙂
Jak sobie przypomnę miny obu panów to już mi się chce śmiać.
Nie, nie traci:)
Gdy ma się podobne doświadczenie:
Kiedyś wracałam do domu z koleżanką, rozpętała się straszna burza, a że miałam jeszcze dość daleko, zaczęłam rozglądać się za taksówką, marudząc o tej taksówce co drugie słowo. Wreszcie przyuważyłam kilka tkwiących na słupku i radośnie zawołałam:
– O! Postój!
A koleżanka stanęła:)
Hmm, albo jak z tym mitycznym (bo już sam nie wiem, czy to się faktycznie wydarzyło) hasłem reklamowym oleju silnikowego Lotos:
Olej dynamicznych ludzi!
🙂
Tera mama, tera tata, terakota;)
Dobrej nocy, Wyspo!

Miłych snów, Tetryku:)
Dobrej nocy Tetryku!
Spokojnej!
Mili Wyspiarze, mam jeszcze trochę pracki, więc powiem już ładnie:
dobranoc, Wyspo:)
Jak wszyscy to wszyscy, Makówka też mówi dobranoc.
Spokojnej wszystkim!
Witajcie!
Zaczynamy normalny, spokojny(?) dzień pracy…
Dzień dobry, no zobaczymy, jaki będzie ten dzień, ja tam nic nie zakładam, bo jak założę, że będzie spokojny…
A na razie pani G. jest proszona na salę.
Witam i biegnę na DOBRE śniadanko do pani G.
I jak panowie T, Q ?
Spokojny dzień?
U mnie domowy.
Całkiem, całkiem!
A dziękuję, właśnie kończę pracę, po drodze były też nieduże zakupy i wyprawa do Oliwy w celu przekazania pewnego tajemniczego pakunku. Zaraz pewnie koniec i przerwa.
Bardzo słoneczne pod ołowianym niebem dzień dobry, Wyspo:)
Domowy dzień pod znakiem wizyt i telefonów:)
Trochę pracki hobbystycznej.
Trochę pracki niealtruistycznej.
A nowe świecidełka rozgrzebane, bardziej jeszcze w myśli niż w łapkach. Może pospacerkowo coś ruszę, bo dawno nie koralikowałam. A tym razem zamierzam jeszcze popiórkować:)
O, to urozmaicony dzień 🙂 Trochę jak i u mnie.
A w ogóle padła zmywarka, w piątek będzie fachowiec, a czy i kiedy naprawi, to nie wiadomo
U mnie w domu zmywarką jestem ja.
Natomiast lodówka coś szwankuje…
Właśnie wróciłam do domu i znów mnie bolą nogi. Nie spacerek, ale łażenie za jakimś spaniem dla mnie, a ja nie lubię chodzić po sklepach.
Nie tak łatwo coś wybrać, bo miejsce na spanie dla mnie jest ograniczone z wszystkich stron -kaloryfer, ściana, biurko, ława i nic tu się nie da przesunąć. Taki metraż. No i musi służyć do spania, do siedzenia przy laptopie, przy tv, z książką i do jedzenia przy ławie.
Czekaj, a dotychczas na czym spałaś?
Na wersalce, która się zepsuła. Nie da się pościeli schować i co chwilę się załamuje i wtedy uskuteczniam zjazd w dół wprost na podłogę.
Oooch. No to fakt. A czy ta przestrzeń pomiędzy, przeznaczona na spanie ma wymiary, które pasują do współczesnych propozycji rynkowych?
Pasuje, ale oczywiście nie narożnik, nie może być szerokie łóżko, nie coś, co otwiera się z krótszego boku, nie coś, co otwiera się wysuwając coś do przodu (bo tam jest ława) itd, itp.
No i musi być na wysokości takiej, aby dało się z tego jeść, więc nie np. materac na podłodze.
No jest trochę wersalek, z tego co widzę. My mamy np. taki model, którego oparcie składa się ku przodowi, a siedzenie wysuwa się (nieznacznie, może na 30-40 cm) również ku przodowi. Na zasadzie takiej, jak w tej wersalce (no dobra, oni na to mówią „sofa”) z Ikei – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.ikea.com/pl/pl/p/asarum-rozkladana-sofa-3-osobowa-granatowy-00501441/
Też w pierwszej chwili pomyślałeś, że Maczek spał w/na tej szwankującej lodówce?
Dobry wieczór, Makówko:)
No!
Dobry wieczór Leno!
Wersalka kaput, lodówka kaput, a i Makówka często szwankuje.
Też nie mam zmywarki – musiałabym ją zapełniać pół roku:) Nawet jak piekę, to tak się wyspecjalizowałam w niebrudzeniu, że używam – góra – trzech naczyń, dwóch sztućców i jednej końcówki:) A blatu, na którym wyrabiam (różne, czasem niestworzone rzeczy) i tak do zmywarki bym nie upchnęła:)
Dobry wieczór, Quacku:)
No tak, z tym że tutaj żyją (i brudzą) trzy dorosłe osoby obecnie. Przy dwóch można zmywać (zmywarką) co drugi dzień, przy trzech nie da rady, raz na dzień (wieczorem) się zapuszcza.
Więc właśnie o tym mówię – u mnie by się nie kalkulowało, ale w liczniejszych gospodarstwach domowych (łomatko – co za nomenklatura poradnikowa jakaś:)) to świetne rozwiązanie – choćby z powodu mniejszego zużycia wody:)
Z tym że są również małe zmywarki, takie na 2 komplety naczyń. Wielkości większej mikrofalówki. Ale nie namawiam, zresztą Ty najlepiej znasz swoje potrzeby.
A teraz już na przerwę.
Dobranocka.
Dzisiaj tak, co prawda księżyca chyba nie ma w polu widzenia (jest na nowiu?), ale piosenka ładna.
Snów podksiężycowych, ale spokojnych i niezakłóconych.
A ja umykam sami-wiecie-dokąd.
„Mój dom spłonął
i nic już
nie zasłania księżyca”
(Masahide
tł.: Cz. Miłosz)
Tak mi się skojarzyło z jisei, czyli wierszami mroku:)
Jakoś optymistyczne w tym pesymizmie!?
A do mnie ta filozofia nie przemawia. Może jestem zbyt blisko życia? Twórcy, zresztą, często wielokrotnie taki utwór modyfikowali, czyniąc zeń swoisty testament, nazywając owo haiku „ostatnim śladem obecności”:)
No to akurat coś za coś, domu nie ma, jest widok na księżyc. Przynajmniej jeśli odczytywać wprost. A czy to gorzka kpina, czy wręcz przeciwnie – radość z rzeczy małych w obliczu dużych porażek, to nie mnie sądzić
Może to kwestia naszej kultury. Przeszczepiony na nasz grunt antyczny stoicyzm też w konfrontacji z rzeczywistością średnio się sprawdził. Już u J. Kochanowskiego choćby:)
No i po knuciu wirtualnym.
Pospacerkowo rozchmurzone dobry wieczór, Wyspo:)
Jutro robię sobie KDD* – żadnej pracy (ciekawe, czy się uda), żadnych wyjazdowych spacerów (ciekawe, czy wytrzymam:)) – tylko przyjemności:)
*Koralikowy Dzień Dziecka
Żarcik, żarcik!
Nie-e! Nie-e!
Niech ta deklaracja się okaże prawdą! 🙂
Dobry wieczór, Tetryku:)
Miałem ochotę dzisiaj zacząć sezon rowerowy, bo prognoza przewidywała, że deszcz skończy się o 4. nad ranem, a reszta dnia będzie pogodna. Niestety o 6:30 wciąż jeszcze było mokro i błotniście, więc się nie zdecydowałem… A jutro już ma padać… 🙁
Tetryku cała wiosna i lato przed Tobą!
Pocieszyłaś mnie! Idę spać, aby prędzej doczekać! 😉
Mam ochotkę na chwileczkę pokręcenia
Na maleńki czarujący wypad w dal
Kiedy radośnie mi spod kół umyka ziemia
A pól mijanych i zielonych drzew nie żal 😉
Przecież wiem, ty też uwielbiasz takie stany
kiedy na wargach czujesz miły wiatru smak!
Krajobraz szosą na dwie skiby rozorany
i tylko Psiułka nie nadąża? Jakże tak?
🙂
Psiułek mój, co mi wypada wyznać szczerze,
Choć prawie wcale nie ma wad,
Nie polubił jakoś jazdy na rowerze,
Więc do spacerku wciąż używa łap;)
Jack Lemmon w „Zgryźliwych Tetrykach” twierdził, że nawet kota można wytresować… 😉
Kota?
Jeszcze może ewentualnie kotkę, ale kota faceta?
Oczywiście, że można.
Jeśli Jego Kocia Łaskawość wyrazi na to zgodę. 😉
Dzień dobry, Tetryku:)
Dobranoc! Snów o szerokich, gładkich trasach pod kołami! 😉

Spokojnej. Też za chwilę będę zmykał, ale jeszcze nie teraz.
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobranoc!
Spokojnej! Również umykam!
Spokojnej, Quacku:)
Spokojnych snów, Makówko:)
Dobranoc, Wyspo:)
Dzień dobry, pogoda delikatnie optymistyczna, nie żeby jakoś nachalnie, z pełnym słońcem, czy coś. Gdybym wybierał się dokądś dalej (tak jak się nie wybieram), powiedziałbym, że idealna na podróż (w sensie że słońce nie świeci w oczy).
Pani Gieniu, wybiera się pani do nas? Zapraszamy.
Witam Państwa!
Pogoda szara, ale co będzie dalej ? Aktualnie słońce w oczy nie grozi, ale ja też się nigdzie dziś nie wybieram.
Panią Gienię poproszę jakieś śniadanie wzmacniająco -wybudzające, bo znów spać nie mogłam.
Witajcie!
Śniadanie zjadłem przed pracą, nie miałem sumienia wołać Gieni o tak nieprzyzwoitej porze!
Słusznie!
Jeszcze tarabaniąc wózek pobudziłaby wszystkich Wyspiarzy!
W takim razie co mnie zbudziło o 7 rano?
Umykam,pa…
Z Kalwarii Zebrzydowskiej pozdrawiam.
Oo, piękne miejsce! Odpozdrawiam!
(a ptaszki jakieś tam przemykają?)
Pewnie przemykają, ale ja jedynie takie zdjątko pstryknęłam siedząc na ławce i grzejąc się herbatą z termosu.
Bardzo ładne, chociaż troszeczkę wygląda jak AI (przez nagromadzenie tych hełmów wieżowych i krzyży w jednym miejscu).
Cieplutkosłoneczne i piankowoobłoczne dzień dobry, Wyspo:)
Jak się wczoraj zagroziło – tak dziś od bladego świtu (czyli jakiejś jedenastej) z konsekwentną nieugiętością (by nie powiedzieć – zaciętością, a nawet – zawziętością) przystąpiło się do fetowania KDD.
Czas do godziny piętnastej można z całą odpowiedzialnością nazwać czasem pełnego sukcesu. Kolejny kwadrans odczuło się jako moment mężnej próby, by się nie złamać, kolejne pół godziny było wewnętrzną walką niepozbawioną pytań i refleksji, czy zmiana rodzaju przyjemności nadal będzie się wpisywać w definicję przyjemności tejże. Z powodu braku możliwości dojścia ze sobą do porozumienia (a co za tym idzie do jakichkolwiek konstruktywnych wniosków) postanowiło się dać sobie przerwę od świętowania i wynieść śmieci. Wówczas nie przypuszczało się jeszcze, że ten drobny incydent higieniczny będzie miał tak kolosalny wpływ na dalszy rozwój przerywnikowych wydarzeń…
Kiedy uporało się ze śmieciowym (symbolicznym raczej) zawiniątkiem, posłało się zamyślone spojrzenie w tak zwaną siną dal, które zahaczyło niespodzianie o majaczący na końcu wspomnianej dali – znany z wcześniejszych opowieści – żółto-niebieski samoobsugowiec. I wtedy, nagle, całym jestestwem (spauzowanej w wypoczynku – przypominam) natury własnej zapragnęło się udać po cukierki. Nie miało się przy sobie wprawdzie karty, ale, po sięgnięciu w obiecująco brzęczącą czeluść kieszeni, stwierdziło się z radością, że powrót po kartę nie jest koniecznością i ruszyło w kierunku newralgicznego punktu.
Po kilku minutach minęło się wierzeje przybytku i skierowało do kas, tam bowiem, i tylko tam od zarania (dziejów – jak dziejów, raczej sklepu) można było owe łakocie nabyć. Ale nie tym razem. Co stwierdziło się ze (nie – jeszcze nie – niebotycznym) zdumieniem. Zanim zdążyło się przejść szpalerek nieczynnych kas niesamoobsługowych i zdradzić żółto-niebieski przybytek na rzecz kropkowanego, ujrzało się wyskakującą zza regału z chemią, rączą, płowowłosą gazelę. Nie potrafiło się oprzeć wykonanemu przez nią niemal biblijnemu gestowi „pójdź za mną” i dało powieść ku kasom samoobsługowym. W trakcie pielgrzymki wspomniało się nieśmiało, że chce się nabyć cukierki, ale ma się tylko gotówkę, i wysłuchało rozentuzjazmowanego zapewnienia, sprowadzającego się do słów: „Nie ma sprawy!”. Zapewnienia okraszonego bardzo miłym uśmiechem.
Stanęło się zatem przy samoobsługowej kasie i z lekkim niedowierzaniem patrzyło na tygrysi skok (gazeli, że wspomnę) w kierunku kasy niesamoobsługowej, krótką szarpaninę z przeźroczystą klapą, pod którą kusząco pobłyskiwały różnomarkowe przedmioty pożądania, kolejny skok ku kasie samoobsługowej i błyskawiczne zeskanowanie wyciągniętego smakołyku. Nieco bezwiednie sięgnęło się do kieszeni i, pobrzękujęc wydobytymi drobniakami, zaczęło bystro poszukiwać podajnika na bilon, więc w pierwszej chwili nie zwróciło się uwagi na wyciągniętą rękę gazeli. A nawet, gdy się ją już zauważyło, nie załapało się powodu, z jakiego wyciągnięta została. Przez chwilę (co przyznaje się teraz z lekkim zażenowaniem) miało się nawet zawahanie, czy aby tej ręki w jakimś nie do końca zrozumiałym, ale jednak – odruchu braterstwa – krzepiąco nie uścisnąć. Na szczęście dłoń przybrała kształt łódeczki, więc półświadomie przesypało się bilon z własnej dłoni do tej wysuniętej. I znowu patrzyło się na powtórkę manewru z kasą niesamoobsługową, mając wrażenie deja vu. Po chwili przeniosło się wzrok na niecofniętą wciąż jeszcze łódeczkę własną, niemal nie czując ciężaru paru miedziaków i paragonu. Postało się jeszcze chwilę, zaciskając i rozkurczając pięść, po czym sięgnęło po zakup i z (tak, właśnie wtedy zyskało ono tę rangę) niebotycznym zdumieniem ruszyło w kierunku wyjścia. Całą drogę do domu zastanawiało się, czego właściwie było się uczestnikiem…
🙂
Dlatego właśnie powinniśmy stanowczo przeciwdziałać antropogenicznemu wymieraniu gatunków! Czymże byłby świat, gdyby zabrakło na nim uczynnych gazeli?
Dlatego ten tekst jest (poniekąd) hołdem dla spotkanej dziś gazeli:)
Ukraińska gazela? 😉
Po polsku mówiła świetnie. I biegała świetnie. Chyba też po polsku…
🙂
Barwy – rzec by można – charakterystyczne dla tego konkretnego rodzaju sawann:) Może i pogodne, ale raczej dla kontrastu z burzą, która trwała z powodu zamknięcia kas NSO i zmuszania klientów do korzystania z tych zacinających się SO, i nieprzyjmujących gotówki.
A gazela wyjątkowo dzielna – jedna jedyniutka na tych wszystkich chcących płacić gotówką…
Dzielna gazela, to brzmi jak wyjściowy materiał na książkę dla dzieci!
Za górami, za lasami,
Gdzie się mgły niebieskie ścielą,
W sklepie pomiędzy kasami
Możesz spotkać się z gazelą.
Czy to dzionek jest czwartkowy,
Czy to nocka jest niedzielna,
Nie bierz sobie nic do głowy,
Bo czuwa gazela dzielna.
Kas awaria jej nie rusza,
Ani ich bezzałogowość:
Dziarskości pełna jej dusza
A w nogach gotowość…
cdmn.
😉
Błękit z żółcią lśni pospołu
Tam w kolejce stoją panny,
Starcy, dzieci (bardziej z dołu)
Tam się ścielą jej sawanny.
Mknie gazela – pęd i łomot!
Obok kasy brzęczy bilon
Czy-li zdąży dziś na pomoc?
Coraz bliżej z każdą chwilą…
🙂
Nie zapomnij w tym eposie zamieścić owego gestu braterstwa! 🙂
Ale to już ewentualnie jutro:)
No i po optymistycznym poranku nastąpił skrzywiony, deszczowy dzień. Teraz dopiero, po południu, przejaśniło się i wyszło słonko, ale o tej porze jestem już tak zmęczony pracą (i noszeniem szafy w częściach), że nie mam siły się tym cieszyć.
Dlatego umykam na przerwę.
Dobranocka.
Dzisiaj znowu Vollenweider, ale tego kawałka chyba jeszcze nie było.
Snów z błękitną godziną, kiedy słońce zapada już za horyzont, ale jest jeszcze jasno!
A ja tuptam na rower.
Jestem w domu.
Mam totalny mętlik w głowie, znów bolą mnie nogi …
Na mojej drodze nie spotkałam żadnej uczynnej gazeli, auuu
Ilość „wymagań” co do mebla, na którym mam spać, jeść, przyjmować gości, oglądać tv, czytać, korzystać z laptopa itd. wzrosła niebotycznie, bo gdybym zdecydowała się robić na zamówienie to…
Na zamówienie drogo będzie
na pewno nie zmieścisz w „swojej” przestrzeni standardowego mebla?
Bezpośrednio u tego co robi wcale nie tak drożej, bo przecież sklep też musi zarobić.
Po to pojechaliśmy do Kalwarii przy okazji robiąc mały spacerek.
Aaaa, widzisz, nie skojarzyłem, a przecież każdy przejazd (swego czasu) przez Kalwarię to było liczenie szyldów meblarskich (i zawsze się pogubiłem)!
Rozmawiałam z panem, który powiedział, że jak zamówimy to z szefem uzgodnimy cenę, ale potem to już wszystko z nim, bo to on będzie robił-tu parę cm więcej, tam mniej, tu dodatkowo to tu tamto.
No, jeżeli nie policzą sobie dramatycznie więcej niż w salonie w mieście…
Gazela była uczynna zawodowo, ale wszyscy by zrozumieli, gdyby przy tych maratonach do kas minę miała ponurą jak listopadowy wieczór, a ją stać jeszcze było na uśmiech:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Uśmiech, dobre słowo to tak niewiele i dużo zarazem.
Skończyłem kręcić przedwcześnie, po 10 minutach, rower mi się popsuł, idę szukać serwisu
Dobra, cuś tam znalazłem, zobaczymy, dzisiaj już nie będę dzwonił.
To przykre. Trzymam kciuki za szybką naprawę.
Pomiejskospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Fajnie tak raz na jakiś czas przespacerować się po cywilizacji:)
Szczególnie gdy nie spotka się ani jednego pieszego płci męskiej, rowerzysty, roweru, innej psiej dziewczyny, foliowych ociepleń drzewnych, strasznych plakatów nalepionych na płoty…
A tym razem się nie spotkało:)
Rany, a co, jakiś mecz dzisiaj? Nic nie wiem?!?
Edit: oczywiście dobry wieczór!
🙂
O meczu też nic nie wiem, ale na miejskiej trasie spacerkowej było zadziwiająco spokojnie, więc i wyprowadzanie przyjemne:)
No właśnie zachodzę w głowę, czy były jakieś zewnętrzne przyczyny. Kiedyś to „Niewolnica Isaura”, ale teraz…?
Albo „Dynastia”?
A widzisz, może i „Dynastia”.
Tak mi się skojarzyła „Sukcesja”, ale ona przecież leci na platformie streamingowej i nie wszyscy muszą ją oglądać o jednej porze. Tej spacerowej.
Znów się zatopiłem we własnej działalności, zaczynam się bać, że mnie wykreślicie z dyskusji…
A gdzieżby!
Ciebie?
Taż przecież Ty jednym klikiem możesz wykluczyć każdego z nas albo całą Wyspę wysadzić w powietrze!
No dobra, dobra, żarcik, żarcik:)
Aaa, kotki dwa, gazela cukierka da… 😉

O tej porze cukierek to już niezdrowe 🙂
Spokojnej!
Ja również powoli się zbieram.
Więc słodkich snów, Tetryku:)
Dobranoc!
Dobranoc, Quacku:)
Dobranoc!
Miłych snów, Makówko:)
I też się już żegnam, bo koraliki kuszą jak… landrynki;)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry.
Kochani, dzisiaj i jutro wieczorami będę nieobecny, mam ważną branżową imprezę, więc będę się pojawiał przelotnie, niestety.
Ale pani Gienia jak zawsze na posterunku!
Witajcie!
Praca jest pracą, trudno, odrywa nas czasem… Musimy to przeżyć…
Witam i biegnę na śniadanie do pani G.
Kochani, dzisiaj przelotnie (i jutro pewnie też, a pojutrze jeszcze się zobaczy). Po pracy, zaraz wybywam, będę – jeszcze nie wiem, kiedy. Na razie!
Bądź, kiedy bądź, ale bądź! 😉
Bądź nawet przelotnie Quacku!
A ja melduję, że jestem w domu, zjadłam obiad i już będę domowo-wyspowa.
Jako i ja…
Wciąż jeszcze rozsłonecznione i nadal nienachalnie ciepłe dzień dobry, Wyspo:)
Jeszcze tylko cowieczorna rutyna i luz-blues:)
A na niezachmurzenie moja ulubiona żona Henryka VIII:
😉
Na odwrót zaprawdę brzmi zabawnie! 🙂
🙂
Lubię Kubę nie tylko za znakomite umiejętności, ale także za to, że zawsze śpiewa tak, jakby sam najlepiej się bawił:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobry!
Tak, to jest cecha wszystkich chyba występów Accantusa 🙂
Zgadzam się:)
A tu jeszcze jedna odwrotna odsłona Kuby:):
Jużdomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Pochłodniało, ale nie w sercach:) Zwłaszcza u jednej z nas musiały zagościć lipcowe upały:) Choć i u tej drugiej pocieplało:)
Dziś na spacerku spotkałyśmy przepięknego, szaro-srebrzystego haskusia, i tę jedną dosłownie wmurowało. Przysiadła, wysterczając rude uszka i wysprężając ogonek, a ta druga nie była w stanie nic zrobić, póki oglądający się haskuś nie zniknął za zakrętem:)
Chyba był przez kogoś prowadzony, ale żadna z nas nie jest pewna – czy i – kto był na drugim końcu smyczy:)
Widzę oczami wyobraźni, jak obie, kręcąc ogonkami, spoglądacie z maksymalną uwagą w stronę znikającego haskusia! 🙂
Obie kręcąc ogonkami?Obie?
Też się z lekka zdziwiłam:)
Ale może to licentia poetica jest;)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Tetryku, że tak nieśmiało zapytam, Ty myślisz, że jak ja wyglądam?
XD
Och, przecież wiem, że tylko jedna z was ma wyraźny ogonek! Ale jestem zdeklarowanym przeciwnikiem dyskryminacji w oparciu o jakiekolwiek cechy niezależne od wykazującego je!
Odpowiedź godna polityka!
Acha… 🙂
A pamiętasz scenę z „Jancia Wodnika”, w której Jancio pyta Weronkę, czy bardzo jej ludzie dokuczają z powodu synka-diabełka, a ona odpowiada: „Nie bardzo… Jak co to postraszę ogonkiem…”
I o to chodzi. Trzeba problemy przekuwać w atuty! 😉
Chyba sobie zrobię maraton filmów Kolskiego:)
Żeby mi tylko nic nie weszło w paradę podczas weekendu.
Jutro kolejny ciężki dzień, trzeba nabrać sił. Myślę, że Accantus od Leny spełnił się jako melodia na dobranoc; zatem tylko wystawię lampkę.

Dobrych snów, Wyspo!
Dobrych snów, Tetryku:)
Dobrej nocy, Wyspo:)
Jak wszyscy dobranoc to i ja.
Śpijcie dobrze!
Dopiero wróciłem.
A jutro będzie (przypuszczalnie) jeszcze później.
Dobranoc!
Śpij dobrze Quacku!
A ja dopiero teraz idę spać.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry, dzisiaj następny dzień wytężonej pracy na wszystkich frontach. I lada moment ma przybyć fachowiec od zmywarki!
Pani Gieniu, co pani na to? Zapraszamy
Poproszę śniadanie z dużą ilością warzyw i owoców.
Chrupiące bułeczki obowiązkowe i mocna herbata.
Witajcie!
Przed południem praca, po południu – knucie, wieczorem mam nadzieję dotrzeć do domu…
Podziwiam Twoje siły Tetryku!
Słonecznie witam Państwa!
To jest 227 komentarz, więc pięterko chyba dość urosło?
Zapraszam więc piętro wyżej.