Część drugą zakończyłam obietnicą, że mikołajkową wycieczkę 6 grudnia opiszę na następnym pięterku.
Dwa miesiące już upłynęły od Mikołaja, ale dobrą zabawę nigdy za późno wspominać, prawda?
Pogoda była wtedy jesienna, ale ze śladami zimy.


Cieszyły resztki śniegu, a jeszcze bardziej bałwanki, które uchowały się na zielonej trawce.

Zanim jednak będzie ognisko z kiełbaskami i mikołajkowa imprezka, musimy się trochę po dolince Będkowskiej nałazić – jak na turystów z koła PTTK przystało.
Dolina Będkowska jest tego warta, gdyż jest jedną z najdłuższych (ma ok. 8 km długości) dolin Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej.
Przechodzimy przez strumyk, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Kto chciałby o tej porze roku wpaść do strumyka?

Wędrujemy wąwozem.

Patrzymy na skałki, z których słynie dolina.

Spacerek zaliczony; dochodzimy do Brandysówki, gdzie jest:
- Mikołaj.

- pijany bałwanek.

- ognisko z kiełbaskami.

- Śmiechy, hulanki, swawole, śpiewy, rózgi i słodycze od Mikołaja…
A niebo było takie:

Zupełnie inna pogoda jak w 2018 roku https://madagaskar08.pl/blog/2018/12/14/mikolaj-w-brandysowce/
W drodze powrotnej chwila zadumy nad naszą historią.



9 grudnia 2020 spacerowałam w okolicy Kajasówki.
Rezerwat przyrody nieożywionej Kajasówka stanowi unikatowy zrąb tektoniczny, zbudowany z wapieni jurajskich i pokryty w części roślinnością kserotermiczną.
Został założony w 1962 i obejmuje obszar o powierzchni 11,83 ha.
Całą noc wtedy rozpaczliwie lało, co skutecznie zniechęciło większość potencjalnych wycieczkowiczów, ale ci, co przyszli wcale nie żałowali.
Wszak taplanie się w błocie to ulubione zajęcie dzieci, a niektórzy widać nie wyrośli.

Z błotnistej drogi wychodzimy na podmokłą łąkę.
Panowie rozstawili się tyralierą, aby wybadać, którędy najlepiej przejść, aby jak najmniej przemoczyć buty.

A ja się cieszę – „cała łąka moja!”

Potem włażę do łodzi.

Pożeglowałam sobie po… trawie i idę dalej, fotografując po drodze kapliczki, chałupki, patriotycznego robota i co mi się nawinie pod aparat.









Przechodzimy przez mostek obok drzewa o dziwnym kształcie.

I wkraczamy do bajkowego lasu. Wrażenie było niesamowite, ale niestety moje zdjęcia tego nie oddają. Z jesiennej, błotnistej aury wkroczyliśmy do lasu pokrytego w całości jakby misterną siecią białej pajęczyny.



Wychodzimy z lasu, mijamy krzyż na skale i idziemy w kierunku „kwietnego przystanku” komunikacji miejskiej, którego zdjęcie możecie zobaczyć jako obrazek wyróżniający.

Wpis rozpoczęłam imprezą mikołajową to i zakończę imprezowo. Imieninowe przeddzidzie w lesie na Rajsku w dniu 16.12.20 było w takiej scenerii.





Pospacerowali ze mną?
To jeszcze zapraszam do napicia się ze mną wina.
W takich warunkach smakuje zupełnie inaczej.

Spacerki między 6 a 16 grudnia opiszę na następnym pięterku.
Obrazek wyróżniający – kwiatki i motylki na przystanku MPK w Czernichowie, gdzie wsiadaliśmy na zakończenie wycieczki wokół Kajasówki.
Wzgórze Kajasówka jest częścią obszaru Natura 2000 „Rudniańskie Modraszki-Kajasówka”, który stanowi specjalny obszar ochrony siedlisk motyli.




Zapraszam na trzy spacerki z kategorii „Spacerki blisko domu”, na tyle blisko, że wystarczyło skorzystać z autobusu MPK.
Spacerki, w których czasie nikt nie „realizował się artystycznie”, natomiast artystą była przyroda.
Obejrzyjcie proszę i napijcie się ze mną.
Jak częstujesz…
Na zdrowie…pięterko ciekawe i piękne, ale to już piętro w wieżowcu, a nie pięterko 
Dziękuję Bożenko!
Może jednak nie pospadamy ? Nawet jak się napijemy?
Ależ mi się tęskni za Krakowem i jego okolicami! A w Dolinkach byłam ostatnio jakoś tak ze 25 lat temu, wierzyć się nie chce. Miło było znów pospacerować
Cieszę się, że bodaj wirtualnie odwiedziłaś ikroopko „stare kąty”.
Wszędzie wszystko się zmienia, ale Dolinki są takie jak były 25 lat temu.
Dobry wieczór na nowym pięterku.
Tradycyjnie od początku: skałki w Dolinie Będkowskiej wyglądają, jakby kręcono tu częściowo sceny z serialu „Janosik” (tego starego, z Perepeczką, Kociniakiem i Czechowiczem). A może w innym miejscu na Jurze?
I w ogóle dobra proporcja radości i powagi na tym spacerku.
Łódź w środku lądu wygląda, jak własność jakiego współczesnego Noego. „Przecieki z samej góry mam”?
Patriotyczny robot jest na 100% dziełem jakiegoś właściciela warsztatu samochodowego, bo składa się z amortyzatorów, a na głowie ma felgę. I do tego macha rurą wydechową z tłumikiem. Chciałby kogoś albo coś stłumić???
Drewniane chaty piękne, ale przy takiej pogodzie w środku musi być… mało przytulnie. No chyba że ktoś ma skuteczny sposób na ogrzanie.
Drzewo przy mostku skojarzyło mi się z trollem z baśni, który żądał opłaty za przejście przez mostek. A to skojarzenie przypomniało mi jakąś prześmiewczą fabułę fantasy (może to było coś Sapkowskiego?), w której troll, owszem, wymagał opłat, ale za to utrzymywał most w nienagannym stanie, i jak przyjechał dzielny rycerz i ubił trolla, to po pewnym czasie most z braku opieki się rozleciał. Morał można sobie dopisać.
A na koniec wino – oczywiście!
Dziękuję Q za merytoryczny komentarz.
Teraz mam stres związany z moim dzieckiem i trochę nie mogę się skupić, a z drugiej strony chcę się skupić na Wyspie, aby oderwać myśli od nerwów, bo nic zrobić nie mogę tylko czekać i się denerwować.
Makówko, nic na siłę, jeżeli się nie czujesz. Życzę pozytywnego zakończenia stresu.
Właśnie z jednej strony się nie czuję, a z drugiej siedzę wpatrzona w telefon i nic zrobić nie mogę, więc probuję czymś zająć myśli.
To se pogadałam na dwóch pięterkach, poprzednim i tym z 2018 roku -tak to się jakoś porobiło śmiesznie.
Taką informację znalazłam:
Zdjęcia do serialu” Janosik” kręcono na terenie rezerwatu „Białka”, w Dolinie Chochołowskiej, w zamku na Pieskowej Skale w pobliżu Ojcowa, w zamku Ogrodzieniec w miejscowości Podzamcze, w Dębnie Podhalańskim, w Warszawie, w Pradze oraz Zamku Orawskim w miejscowości Oravský Podzámok (Słowacja)
Ano właśnie, Ojców to część Jury (czy też Wyżyny) Krakowsko-Częstochowskiej, czyli częściowo to się zgadza. A poza tym oczywiście Podhale, bo jakżeby inaczej.
Oczywiście, że Ojców to Jura.
Byłam tam niedawno, byłam tam setki razy, Dolinki mam wydeptane łoj w te i wewte.
Na Wyspie już o tych skałkach pisaliśmy, ale jeszcze będzie nieraz.
(Stres jakoś się rozwiązał, teraz tylko łeb mi rozwali za chwilę, ale uff mogę odetchnąć).
A, to świetnie (że możesz odetchnąć).
Tak pomyślałem w kwestii Janosika, że jurajskie wapienne krajobrazy mają dobrą proporcję zieleni do efektownych, białych skał. To dobrze wychodzi na ekranie
I na zdjęciach. I w ogóle jak się tam chodzi. Dlatego nieraz pisałam, że Dolinki krakowskie są piękne o każdej porze roku.
W ogóle Kraków ma paskudny klimat, ale ładną okolicę. Mnóstwo miejsc na wycieczki takich gdzie autobusem miejskim można dojechać albo połazić i dalej być w Krakowie.
Nie wiem, czy wszystkie miasta tak mają? Bo ja taka zapatrzona i zakochana w Krakowie, że nie wiem.
Hm, mógłbym wymienić parę miejsc naokoło Trójmiasta, które poznałem przez te parę latek. Nad morzem i nie tylko. Nie wszędzie się dojedzie miejskim autobusem albo pociągiem. Jednak lepiej mieć własny transport.
Kraków znam głównie od strony Starego Miasta, no i od pewnego czasu Woli Duchackiej (gdzie mieszka siostra Kumy i raz zdarzyło mi się być chwilę dłużej). I okolicy Tetryka. I akademików UJ (dawno i nieprawda). Iii… ulicy Dietla (ale to prawie na Starym). No i okolicy miejscowego Instytutu Geologicznego (ale nie potrafiłbym powiedzieć, jak te wszystkie miejsca są ułożone względem siebie, poza osiedlem Tetryka).
Jak wiesz (podjeżdżaliście po mnie) mieszkam na Woli Duchackiej.
Więc te moje spacerki „miejskie” co opisywałam to są głównie te okolice -Rajsko, Liban, Kopiec Kraka, Park Bednarskiego to „ta część Krakowa”.
Tetryk to drugi koniec miasta. Może czas, aby zaczął nas oprowadzać po swojej części?
Własnym transportem to nie sztuka, ja jednak głównie korzystam z komunikacji publicznej.
Tak, pamiętam.
Dobranocka piętro niżej!
Dziękuję za komentarz do Dobranocki.
Spacerki i wycieczki jako „robienie swojego”. Bardzo, bardzo trafnie to ująłeś.
W tych trudnych czasach nabiera to dodatkowego wymiaru.
No bo każda wspólna aktywność, oddolna i oparta na solidarności, choćby towarzysko-rekreacyjnej, się liczy. Moim zdaniem to jest ten dodatkowy wymiar.
Oczywiście. Zawsze był, a teraz jakby bardziej.
Turystyka, żeglarstwo…
Bo narciarstwo to już mniej. Choć jak sobie przypomnę mój grupowy wyjazd w Dolomity rok temu to był to wspaniały przykład integracji towarzysko-rekreacyjnej. Pojechałam tam znając tylko jedną osobę, a na drugi dzień już czułam się jakbym ich znała wieki.
Eh, w tym roku też mieliśmy jechać…
Jak w przyszłym sezonie będzie możliwość, muszę spróbować. Może Livigno?
Szukałam jakiegoś zdjęcia na potwierdzenie, że jurajskie wapienne krajobrazy mają dobrą proporcję zieleni do efektownych, białych skał.
I wtedy natknęłam się na zdjęcie z 1 marca 2020 roku tej łąki w pobliżu Kajasówki co pokazałam na pięterku.
Jak już dziś tak się plącze stare z nowym -to proszę.Inna pora roku, inne osoby, ale łąka ta sama.
Tyle tylko, że wtedy były takie bazie.
Szkoda, że inne osoby, bo może by pamiętały, którędy po suchym
Chyba ta łąka jest taka bagienna i nie ma po suchym jak jest po deszczu.
Ja jestem osobą, która była i na wiosnę i teraz i może nawet o tym kiedyś pisałam, ale wtedy jako makówczyne między-między.
Trochę się w tym gubię gdzie i z kim kiedy byłam. I w tych moich zdjęciach też się gubię.
Szukałam skałek, a znalazłam łąkę.
Może potrzebowałaś akurat łąki. Z baziami, wiosną i nową nadzieją
Nową nadzieją, oj tak!
1 marca to chyba było jeszcze przed zamknięciem nas w domach?
Ale mam i skałki–Kajasówka zdjęcie z 1 marca 2020.
A tu z 9 grudnia 2020.
Inne ujęcie, z innego miejsca, ale przyroda wokół wygląda zadziwiająco podobnie, wiosna, zima -różnicy nie widzę.
Ehe. Jak starodawne budowle, zarośnięte zielenią i pogrążone w ziemi.
Bazie, wiosna, nadzieja …
to zdjęcie z 1 marca 2020 z Kajasówki.
Przyroda wkrótce będzie się jak zawsze budzić do życia. Natomiast czy ludzkość też? Trochę brak mi nadzieji…
Powoli, powoli. Część przechoruje, część się zaszczepi.
Umykam.
Byle nie znaleźć się w tej trzeciej części, która…
Śpij dobrze!
Dziękuję za podtrzymanie konwersacji!
DOBRANOC WYSPO!
Bieszczady mają swój urok, inny niż Jura, przy tym są dojmującym świadectwem przemijania…
Tak Bieszczady mają specyficzny nastrój, jeszcze nadal.
Ale świadectwa przemijania można znaleźć gdzie indziej również, choć w Bieszczadach faktycznie szczególnie.
Cóż na Jurę mogę pojechać na jeden dzień autobusem MPK, Bieszczady jednak „trochę ” dalej, ale nieraz połoninami wędrowałam i ten obraz mam w oczach do dziś.
Dziękuję Lordzie!
Jest w tej piosence (w tekście, wykonaniu, filmowej ilustracji) coś, czego ładnie nie umiem nazwać słowami, ale co oddaje (w moim odczuciu) sens wędrowania po szlakach turystycznych.
Wędrowania, w którego czasie przeplata się zachwyt przyrodą z zadumą nad śladami historii i ludzkich losów.
Dzień doby. 🙂
Przepraszam, że dopiero teraz ale… Właśnie to miałem na myśli, wstawiając ten utwór. Chęć wyjścia/wejścia, ciekawości, bez szczególnego skupienia na jednym aspekcie krajobrazu, zachwytu, słuchaniu tego co do nas szepcze. Taki „spacerowy” miszmasz, w pozytywnym oczywiście znaczeniu. Mam świadomość, że miejsce nie to, lecz nie ono było kryterium wyboru. Co ja zrobię, że oni wszyscy, na te Bieszczady tak się uparli ?
Witaj Lordzie!
Teraz ja odpowiadam z opóźnieniem, ale tak to jest, że robi się inne rzeczy, odchodzi od komputera, a potem wraca i wskakuje na Wyspę.
Oczywiście, że wstawienie tej właśnie piosenki odebrałam jako symbol spacerowego miszmaszu, a nie zachwyt akurat tylko Bieszczadami, choć niewątpliwie zasługują one na zachwyt.
Nieskromnie powiem (pst nikt nie słyszy?)
trochę odebrałam to jako podsumowanie tego wpisu i innych „spacerowych”.
Bo miejsce jest drugorzędne, wszędzie można słuchać tego co do nas szepce.
Dzień dobry
No to doczekaliśmy się weekendu. 
Witajcie!
Nawet doczekaliśmy się weekendowego przebudzenia!
Witajcie!
Ja też (już! już?) wstałam!
Więc potrzebna Gienia…
Na pochmurny dzień potrzebna mocna herbata.
Gieniu -poproszę!
Ktoś dołączy?
Ja jestem już dawno po kawie, ale z herbatą dołączę, żeby Ci smutno nie było…
Dziękuję, na Ciebie zawsze można liczyć!
(może ciasteczko?)
Chętnie. A może czekoladkę?
Oczywiście, dziękuję!
Zawsze jestem chętna, aby podnieść sobie poziom serotoniny oraz endorfin.
Dzień dobry, chyba pobiłem nowy rekord w sobotnim spaniu
Dosłownie potraktowałeś wezwanie „róbmy swoje”, a Twój organizm uznał, że ma to polegać na odespaniu?
„Może to coś da”?
Dzień dobry


Nie było mnie chwilkę, a tu już tyle nowego
Piękne są Twe spacerki, Makóweczko
Dziękuję Miralko!
U mnie było na zmianę – śnieg, deszcz i deszcz ze śniegiem…


Na dodatek zrobiło się zimno… w dzień temperatura w granicach -10C, w nocy spada do ok. -20C, co jak wiadomo trudno nazwać ciepełkiem
Strach wyjść z domu, bo wszędzie ślisko, a tu trzeba załatwiać różne sprawy, których z domu załatwić się nie da
Wczoraj musiałam odskrobać z lodu samochód, żeby gdziekolwiek pojechać… a tego nie lubię jak zarazy
Tutaj sypie jak gupie. Gdzieś od 10.00.
W Krakowie przestał padać deszcz, niebo zamglone, ale słońce lekko przebija. Plus jeden stopień.
Ja dziś „kobieta domowo-wyspowa”.
A dziecko wędruje w swoim i moim imieniu. Widoków niestety nie ma, takie zdjęcie przysłał.
Teraz jest na Czarnym Stawie Gąsienicowym, a ja już zadowolić się muszę Jurą, Beskidami itd.i cieszyć jego radością.
Tu sucho i chwilowo słonecznie. Sypać będzie chyba jutro…
Trafiłem w GW na ciekawy artykuł o naszej tegorocznej patronce.
Przepiękny fragment:
„Ale był też taki okres w jej życiu, kiedy tworzyła wiersze-modlitwy: kojące, poetyckie teksty, z których bije święty spokój i pogoda ducha. Z takich między innymi tekstów Stanisław Soyka ułożył swoją Osieckową płytę. Pełną nadziei, bo Soyka zrobił z tych piosenek wręcz chrześcijańską składankę. Pokazał nieoczywiste oblicze Osieckiej. A ja wiem, że część tych tekstów powstała w bardzo niedobrym dla Osieckiej czasie. To mnie szokuje. I jednocześnie cieszy. Bo to, że człowiek ma w sobie – i w siebie – głęboką ufność, nawet w sytuacji naprawdę fatalnej, świadczy nie tylko o jego sile, ale też o tym, że zaznał już w swoim życiu spełnienia.”
Faktycznie przepiękny fragment. Tylko z tym spełnieniem nie byłabym taka pewna…
O rany, i to!!!
„- Napisała kiedyś, że człowiek rozwija się przez zdradę.
– Sądzę, że chodziło jej o zdradę samej siebie i był to najczęstszy rodzaj zdrady, jaki w życiu uprawiała. Zawierała ze sobą jakiś pakt, np. że będzie żoną i matką, i sama z sobą w tym pakcie nie wytrzymywała. Więc robiła to przede wszystkim sobie. Inni dostawali rykoszetem i cierpieli, ale ona też cierpiała. To proste i straszne jednocześnie: ta prawda, że jak człowiek krzywdzi samego siebie, to krzywdzi też innych. Albo inaczej: że krzywdę wyrządzoną innym zawsze poprzedza krzywda wyrządzona samej/samemu sobie.”
Niestety coś mi się pokićkało z prenumeratą GW. Nie potrafię odnowić, ani kontynuować prenumeraty.Nie mogę być nowym chętnym, bo system „już mnie ma”.
Czytam początek artykułu, potem prosi o hasło, którego nie pamiętam, potem dostaję maila, że mam czekać na smsa i …nic.
A co do krzywdy to oczywista i znana prawda -krzywdząc innych krzywdzimy również siebie, pomagając innym pomagamy też sobie.
Natomiast dla mnie najtrudniejsze jest jak nauczyć się nie krzywdzić siebie? Wiem, że kluczem do tego jest akceptacja i polubienie siebie. Innych -lubię, siebie -hm, no właśnie nie potrafię.
Przeczytałam cały artykuł. I utwierdziłam się w przekonaniu, że chyba lepiej nawet nie zaczynać oglądać filmu.
Artykuł ciekawy, bo przybliża postać Agnieszki, ale i też jest nie tylko o Osieckiej, jest o czymś więcej, o ludzkich odczuciach, uczuciach itd.
To na co zwrócił już uwagę Q.
Tetryku -wielkie dzięki!
(Na marginesie, Mistrzu Tetryku, koło linków w prawej kolumnie – tam, gdzie linki do nowych wpisów i nowych komentarzy – pojawiły się przed linkami strzałki/ znaki nierówności, „>”. Ich chyba nie było wcześniej? To jakaś aktualizacja WordPressa?)
Chyba były wcześniej, być może w innym kształcie, kresek lub kropek. Tzw. punktory są standardowym elementem list.
Rozumiem, dzięki.
Dzień dobry, Makówko:)
Dziś mój komentarz nie będzie dotyczył chatynek ani kapliczek, ale – motyli:)
„Jednemu panu na skwerku
motyl siadł na gazecie.
A pan powiedział ponuro:
– I po co to żyje na świecie?
Ani to z pierza, ani z mięsa,
z kwiatka na kwiatek się wałęsa,
na kotlet to się nie nadaje,
nie znosi tak jak kura jajek,
choćbyś i w ulu go zamykał,
nie da ci miodu do piernika,
nie daje mleka tak jak krowy
i jakiś taki – za kolorowy…
A dwaj poeci, patrząc,
jak motyl skrzydła rozchyla,
bardzo cichutkim szeptem
szepnęli do motyla:
– Gdyby nie było motyli,
my byśmy cię wymyślili.
I chronili przed tym panem,
chronili!”
(„Motyl” – W. Chotomska)
Już kiedyś zamieszczałam to u Ultry, ale wierszydełko jest tak urocze, że nie umiałam sobie odmówić tej przyjemności kolejny raz:)
Pozdrawiam:)
Takie KIG-owe, ale delikatniejsze. U KIG-a pana z gazetą trafiłby jeszcze piorun
U KIG-a było:
Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
a bez szyi komu się przyda?
Pachnie toto jak dno beczki,

jakieś nóżki, jakieś kropeczki-
ohyda
(…)>
Mentelek boży:)
A ja znam jeszcze coś takiego:):
motyl niecnota po łąkach się błąkał
wśród traw żywot pędził nietrwały
rosą poiła go słodka poziomka
złocienie chłodu mu użyczały
gdy macierzankę uwodził płochliwą
dumną azalię rozlśniło słońce
zapałał motyl uczuciem prawdziwym
wyszeptał słowa miłością tchnące
dzwonki kielichy uniosły beztrosko
samotny rumian pobladł zazdrośnie
nachyłek przytaknął zgorszonym groszkom
mokrzycznik rozszlochał się żałośnie
hen za opłotki wysiały się plotki
bławatki paplały i konwalia
niecierpek z przekąsem rzekł do tymotki
kto by pomyślał – taki azalians
Witaj, Quacku:)
U KIG-a trafił:) Samochód ciężarowy. Ale motyla:):
„Niepoważny stosunek do życia
figla ci w końcu wypłatał
nadmiar kolorów, brak idei
zawsze się kończą wstydem
i są wekslem bez pokrycia
mój ty Niprzypiąłniprzyłatał!”
(„Na śmierć…)
Pozdrawiam:)
Ach, czyli jednak. Mniej delikatnie, mimo wszystko.
Witaj Leno!
Chatki i kapliczki pstrykam z myślą o Tobie, ale na moich pięterkach spacerowych jeszcze znowu jakieś będą.
Dlatego cieszy mnie, że zwróciłaś uwagę na motylki. W końcu nie bez powodu zrobiłam z tego obrazek wyróżniający.
Kryształowo-mroźne dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry.
Kryształowe, acz gorące powitanie!
Witaj, Tetryku:)
Takie?
🙂
Trochę mnie nie było na Wyspie (nie, nie, żaden spacerek,”kobietodomowość”), a tyle się dzieje.
Już biegnę po schodkach.
Och. A ja zaraz umykam na spotkanie towarzyskie via Zoom. Ale powinienem być z powrotem wieczorem.
Skoro zrobiło się tak „motylkowo” (co mnie bardzo cieszy) parę informacji „w tym temacie”.
Na murawach kserotermicznych Kajasówki występuje rzadki w Polsce gatunek motyla – skalnik driada.
Ma skrzydła o karbowanych brzegach (rozpiętość od 5 do 7 cm) koloru brązowego. Na przednich skrzydłach znajdują się po dwie niebieskie plamki oczne z grubą czarną obwódką. Samce są mniejsze od samic, są od nich ciemniejsze i mają mniejsze plamki oczne.
To motyl o euro-syberyjskim zasięgu występowania w umiarkowanej strefie Azji i Europy. Zasięg rozciąga się od północnej części Półwyspu Iberyjskiego, poprzez Europę aż do Japonii. W Polsce motyl jest rzadki. Występuje w Krakowie na terenie Rezerwatu Skołczanka, Uroczyska Wielkanoc i ich otoczeniu. Motyl został także introdukowany do rezerwatu Kajasówka. Na początku XXI wieku odnotowano jego występowanie w Bieszczadach.
(Zdjęcie i opis motyla pobrałam z Internetu)
Ciekawy kolor ma ten motyl.
Faktycznie bardzo ciekawy kolor, więc poniżej jeszcze jedno zdjęcie (też pobrane z Internetu).
O, tu go widać wyraźnie…
Biegli w temacie odporności człowieka na miliony wirusów w otaczającym nas świecie twierdzą , że stały kontakt z przyrodą jest najlepszym , naturalnym zabezpieczeniem przed wredna inwazją wirusów w naszym organizmie . Organizm człowieka prowokowany przez zewnętrzny , niewidzialny mikroświat bakterii i wirusów , profilaktycznie wytwarza różne antyciała , które mają zabezpieczyć nas przed grozniejszą inwazją . Jednym słowem , im bardziej jesteśmy dzicy , przez swój kontakt z przyrodą ,tym bardziej jesteśmy zdrowi . Domowe psy i koty , oraz przykładowe wędrówki Makówki po terenach bez kominów fabrycznych sprzyjają naszemu zdrowiu . Na zdrowie zatem !
Na zdrowie Maksiu!
Moje wędrówki są faktycznie bez kominów fabrycznych, choć na poprzednim pięterku sporo miejsca poświęciłam kominowi Bonarki. Doczekał się opisu, zdjęć, a nawet „zasłużył” na bycie obrazkiem wyróżniającym.
Bo bycie obrazkiem wyróżniającym (jak sama nazwa wskazuje) to na moich pięterkach faktycznie wyróżnienie, gdyż muszę wybrać jedno zdjęcie z paru wycieczek.
Dziś wyróżnione motylki uhonorowane zostały paroma wierszykami przez Wyspiarzy, co (jak już pisałam) bardzo mnie ucieszyło.
Mogę się przyłączyć? Na zdrowie
OCZYWIŚCIE!
Wszak zachęcałam do winka w komentarzu autorskim.
To imprezowe pięterko!
Dobry wieczór, Makówko:)
Skalnik jest z Rusałkowatych, o ile mnie pamięć nie myli:)
Osobiście bardzo lubię dostojki z tej rodziny.
A z Modraszkowatych czerwończyka dukacika i uroczka oraz modraszka adonisa.
To motyle mojego dzieciństwa. Jakiś czas nie pojawiały się u nas i myślałam, że wyginęły, ale parę lat temu wypatrzyłam dukacika u znajomych. Latał sobie to tu, to tam, aż wreszcie przysiadł na azalii:)
Powiedziałabym też, że nazwy motyli dorównują urodą samym modelom:)
Te cudne szlaczkonie, strzępotki, karłątki, powszelatki… Baśniowe i działające na wyobraźnię:)
Pozdrawiam:)
Może Leśmian maczał w tym palce?
Dobry wieczór Leno!
Skalnik driada (Minois dryas) – owad z rzędu motyli, z rodziny rusałkowatych.
Masz rację motyle są piękne i takie też mają nazwy.
Panie Sułku…czemu odszedłeś?
Kiedyś tak ładnie powiedział:
Nie ma nic bardziej ulotnego niż sukces w moim zawodzie. Jeśli sukces zawodowy nie jest podparty miłością, udanym życiem osobistym, to na koniec okazuje się, że jesteś kaleką. Opierasz się całe życie na jednej nodze, a to musi boleć.
Znakomite. I wielka szkoda.
No właśnie.
Panie Sułku kochamy Pana!
Tyle wspaniałych ról…
Tak. Niepowetowana strata.
A najlepiej słuchało mi się tego fragmentu, gdy przymknęłam oczy:)
Czyli tak jak kiedyś w radiu?
Dokładnie tak:)
Teraz znalazłam w sieci:
Przejmująco o ś.p. Krzysztofie Kowalewskim:
Niezwykłe było jego aktorskie emploi zważywszy na biografię: „Był tzw. dzieckiem Holokaustu. Jego matka, aktorka Elżbieta Herszaft, ukrywała przed nim ich żydowskie pochodzenie. Od strony ojca życie też Kowalewskiego nie rozpieszczało. Ojciec był oficerem Wojska Polskiego. W 1940 roku zamordowało go NKWD. Po wojnie matka z synem zamieszkali w Kielcach, z których wyprowadzili się, czy właściwie uciekli, dzień po pogromie kieleckim.
Ze 2-3 lata temu byłam na spektaklu kieleckiego teatru, który przyjechał do Krakowa z okazji festiwalu Boska Komedia. Spektakl, w reżyserii Remigiusza Brzyka, zatytułowany „1946”, dotyczył pogromu kieleckiego, antysemityzmu, rozliczeń z tym, co się w Kielcach wydarzyło. Krzysztof Kowalewski nie grał w tym spektaklu, ale jest w nim najpierw przywołana historia jego mamy, na którą w kieleckim teatrze ktoś donosił, że jest Żydówką, a całość kończy jedna z najmocniejszych scen, które widziałam w polskim teatrze. Aktorzy przebierają się i siadają jak do zdjęcia zbiorowego. Noszą różne stroje, współczesne i renesansowe, bo chodzi o to, żeby pokazać ciągłość pewnych zjawisk. W tym przypadku: ciągłość antysemityzmu. I wtedy z offu puszczony jest nagrany głos Krzysztofa Kowalewskiego, jeden z najbardziej charakterystycznych głosów w historii polskiego aktorstwa. Kowalewski czyta kazanie Piotra Skargi, powielające klasyczne antysemickie mity (porywanie dzieci na macę itp.) Mało co mnie tak rozwaliło w teatrze, jak świadomość, że Krzysztof Kowalewski, wybitny aktor, który jako dziecko przeżył Zagładę, czyta taki fragment, kiedy na scenie siada kwiat polskiego mieszczaństwa Złotego Wieku i współcześni współobywatele.
Jeśli kiedyś będziecie w Kielcach lub będziecie mieli okazję zobaczyć ten spektakl „w terenie”, idźcie. Inaczej się to ogląda, kiedy wie się, że ukochany przez Polskę pan Sułek dzień po pogromie, jako dziewięcioletni chłopiec wsiadał z matką w pociąg do Warszawy, żeby ocalić życie.”
Ishbel Szatrawska
Czytałem ten wpis. Całkiem mi nieznana część jego biografii.
Dlatego skopiowałam na Wyspę.Tez tego nie wiedziałam.
Bardzo miłe spotkanie online, z lampką wina po obu stronach, trochę się nawet przeciągnęło.
Nareszcie wieczór i mogę pójść spać. Jestem bardzo zmęczona, więc dobrej nocy życzę i do jutra.
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej nocy i skutecznego wypoczynku!
Spokojnej!
Dobranocka.
To może dzisiaj ta piosenka, a jakże, Agnieszki Osieckiej, w wykonaniu Edmunda Fettinga. Z czołówką filmu w bonusie.
Snów filmowych, niekoniecznie hollywoodzkich.
Umykam również.
Ciekawe, o której uda się jutro wstać
Właśnie sprawdzam połączenia MPK, aby dojechać na Dworzec PKP.
Wychodzi na to, że o 6.20 muszę wyjść z domu! Szóstej!Dwadzieścia!
Następny autobus o 6.57, ale wtedy mogę nie zdążyć, dobiec na peron.
Zupełnie sobie nie wyobrażam jak ja (i czy?) wstanę!
Dziś spałam do 10.
Dla spokojnego snu – lampka!

DOBRANOC!
Witam!
Mróz, napadało śniegu…
Pozdrawiam z autobusu.
Odezwę się wieczorem.
Paaaa
Dzień dobry
Mróz, ale wreszcie pogoda zimowa. Żeby jeszcze trochę śniegu popadało…
Posłuchałam wiadomości i dowiedziałam się, że w Krakowie niewesoło. Są ostrzeżenia przed wichurami, mrozem i śniegiem. Myślę że Makówka złą porę wybrała na wycieczkę…
Ja nigdy nie wybieram ani dnia ani trasy.
Oczekuję propozycji i korzystam.
Faktycznie pada,wieje, mróz.
Pozdrawiam z pociągu.
Udanej wycieczki, mimo wszystko.
Dlatego skopiowałam na Wyspę.Tez tego nie wiedziałam.
To miało być wyżej do Q. Pisałam z trzęsącego się autobusu i tak jakoś wyszło nie na tym schodku co trzeba.
Dzień dobry. Dzisiaj krócej (spałem), co o tyle zrozumiałe, że jutro trzeba będzie normalnie wstać.
Witajcie!
Aaaa… dziś niedziela…
Wróciłam, a tu cisza…
Niedziela, to się nie działa
A szczerze mówiąc, na dworze mróz, w domu przytulnie i rozleniwiająco, tylko co jakiś czas podchodzę do okna, patrzę, co tam na ptasiej stołówce, ale widzę, że dzisiaj często się człowieki kręcą na podwórku, więc ptactwo z doskoku tylko wpada zjeść.
Zazwyczaj wróble, bogatki i pani kos, którą już pokazywałem. A całe to towarzystwo ucieka, jak tylko mewy się pokażą w pobliżu (czyli nad głową, a pokazują się, jak ktoś wrzuci jakieś resztki na parapet. Takie to są zależności.
Co jakiś czas przylatują też sroki, dla mniejszych ptaków to bandyci, widzę, że trzymają się teraz razem, ze 3 czy 4 sztuki.
Poza tym piszę jeszcze taki mały poboczny projekt (niestety nie do publikacji na Wyspie). I generalnie pozostaję na nasłuchu.
Tak dokarmiasz ptactwo, jak mój syn. Nie dość, że karmi na działce, to i w domu. Tak się nauczyły, że jak ktoś dojdzie do okna w kuchni, to te się zlatują i czekają na poczęstunek. Do innych okien nie lecą, takie cwane…
Hm, na czwarte piętro wróbelki rzadko zalatują (to już raczej mewy, ale te rzadko karmię). Stołówka jest na dole, na podwórku, na magnolii, w formie plastikowej butelki z karmidełkiem, a teraz dodałem do niej kule tłuszczowe z ziarnem w siatkach dla sikorek (wróble też się do tego dosiadają).
Dzień dobry, Wyspo:)
Mroźnie (bardzo), śnieżnie (bardzo), bezludnie.
Cisza na wierzchu nie znaczy, że pod spodem nic się nie dzieje. Witajcie w kolejnej aktualizacji wersji WordPressa 🙂
Tak jest, pod powierzchnią wre aktywność!
Jedno pożera drugiego, podobnie jak na powierzchni.
Powierzchowność także bywa zwodnicza:
I nawet troszeczkę szkoda, że to mija Mu:)
Link Leny przypomniał mi inną piosenkę z Dudka, tym razem o kimś, komu minęło najwyraźniej bezpowrotnie
O tak:)
Cudowny pan Kobuszewski. Też o Nim pomyślałam.
Zauważyłam, zresztą, że często Twoje propozycje, Quacku, pokrywają się z moim kaprysem na „co by tu dzisiaj…”
Ostatnio, gdy wstawiałeś muzykę z „Lalki”, byłam akurat świeżo po serialu z panem Kamasem:)
A skoro „niekochany” już był, to pora oddać głos drugiej stronie:):
Ale się dzisiaj słucha tych piosenek apaszowskich/ podwórkowych, z różnych stron świata!
Też lubię:)
A tego pana kojarzysz?
Chyba kiedyś wstawiałam na Wyspę „Za okoszkom miesiac maj”…
🙂
A tego – nie.
To dość ciekawa postać. Zaczynał od klimatów jazzowych, potem poszedł w taki trochę uliczny folk:)
Teksty, które śpiewa, mają swój smaczek, a choć nie zawsze on jest autorem – potrafi uczynić je nie tylko „własnymi”, ale także powszechnie znanymi.
Trochę mi się kojarzy ze stylem Aloszy Awdiejewa (albo odwrotnie, nie wiem, kto był pierwszy).
Z rosyjskich zespołów odkryłem kiedyś grupę Отава Ё i chętnie do nich wracam, bo mają naprawdę pomysły – muzyczne i inscenizacyjne (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/results?search_query=otava+yo)
Dzień dobry, Quacku:)
Posłuchałam sobie. Oni po prostu wiedzą, co robią:) Dobrze śpiewają, tańczą i mają coś do przekazania. Skojarzyłam ich, ale dopiero podczas słuchania. Też na pewno będę do Otavy Yo wracać.
Ty pewnie z kolei będziesz kojarzył inny petersburski zespół – Little Big.
Też mają nieziemskie pomysły, zwłaszcza w zakresie kręcenia teledysków, bo muza na granicy rapu i rave nie wszystkim odpowiada:)
Podobnie, jak ich poczucie humoru:)
Oni są dość kontrowersyjni i mam problem z dodaniem czegoś na Wyspie:) Bardzo podoba mi się teledysk do Hateful Love (może dlatego, że był pierwszy) i fabuła LollyBomb, ale może jednak to będzie nieco „grzeczniejsze”:):
🙂
Hmmm… Grzeczniejszy powiadasz? Jakoś mi się to skojarzyło ze słynną kwestią z Muppetów: Jeśli tak wyglądają twoi przyjaciele, to wolę nie wiedzieć, jak wyglądają twoi wrogowie…
Faktycznie strach się bać na myśl o tym jak wyglądają wrogowie.
Witaj, Tetryku:)
Moi – tak:):
Ale mogą wyglądać i tak;):
Dzień dobry. Jeżeli chodzi o muzykę, to niestety kompletnie do mnie nie trafia taki gatunek, rap czy rave
Natomiast wideoklip rewelacja, w sensie pomysłów i wykonania.
Oni sami nazywają to „funeral rave”:)
Ale w gruncie rzeczy czerpią z różnych gatunków. Ich zaletą jest też różnorodność, taki miszmasz muzyczno-obrazowy. Porównałabym tę estetykę do środków wyrazu Quentina Tarantino, którego przecież także nie każdy trawi:)
Ohoho. Właśnie odkurzacz spadł mi na głowę. Metaforycznie. Aczkolwiek sam odkurzacz zupełnie niemetaforyczny.
Dobrze, że to nie było niebo. Na Teutatesa:)
Już po. Ale głupi ci Rzymianie!
Wróciłem do domu, a tu Wyspa rozśpiewana! No i pięknie!
Mam nadzieję, że Makówka nie zamarzła i też do nas dołączy…
Też mam taką nadzieję, stęskniłam się za nią…
Faktycznie pod moją nieobecność Wyspa bardzo pięknie się rozśpiewała.
I bardzo dobrze i bardzo Wam dziękuję, bo muzyka pasuje do „imprezowego” pięterka, takiego, na którym głównie chodziło o zabawę „na łonie” w atrakcyjnych „okolicznościach przyrody”.
Do Waszego rozśpiewania dołączyłam dopiero dziś.
Wczoraj był i wiatr i mróz i ognisko z kiełbaskami i płynami rozweselającymi i Diable Boisko. I imprezowanie oczywiście też.
Nawet nie zamarzłam, od czego płyny rozgrzewające? O herbacie myślałam…
Makówka melduje, że jest.
Wzrusza mnie Wasze zainteresowanie moją skromną osobą.
Silny wiatr, mróz = jestem zmęczona i bardzo śpiąca (niepełne 4 godziny snu przerywanego sprawdzaniem, czy nie trzeba już wstawać).
Chyba dziś będzie marna ze mnie gospodyni.
Głowa mnie boli…padam na nos.
Odpoczywaj!
Odpoczywaj więc, musisz się wyspać i rozgrzać pod kołdrą…
Wybaczcie, ale ból głowy tak się nasilił, że muszę się położyć.
DOBRANOC!
Śpij dobrze.
Niechaj przeminie do rana!
Ja też się pożegnam…
Dobranoc
Spokojnej!
Tobie również dobrych snów!
Dobranocka.
Dzisiaj taka piosenka z 1975. „Nie jestem zakochany” śpiewa pan, ale cała piosenka w sumie jest o tym, że właśnie jest.
Snów sam nie wiem jakich. Dobrych.
Makówko, Dolinkę Będkowską znam z letniej wyprawy, ale zimą przybiera zupełnie inny wymiar i co innego wysuwa na plan pierwszy.
Muszę przyznać, że zawsze coś ciekawego potrafisz wydobyć z niebytu, np. przydrożne kapliczki.
W ubiegłym roku mieszkałam u córki w Dolince Kluczwody. Cicha, spokojna, mało uczęszczana, omijana przez turystów z dziką scenerią i zarośniętą rzeczką nie zachęca do spacerowania, na szczęście.
Może raczej nie przyciąga stad spacerowiczów? Po co do zachęcania, to owszem… 😉
Witaj Ultro!
Spacerując staram się zawsze coś wydobyć z niebytu.
Ładnie to nazwałaś -dziękuję.
Dolinka Kluczwody jest mniej znana jak Będkowska, ale urocza i też odwiedzana.
Przewędrowałam nią 17 stycznia tego roku. Był wtedy silny mróz i piękna zima -kiedyś o tym opowiem na pięterku jakimś.
Pora na spanie. Mróz trzyma, to i migocąca lampka niech nam sny ogrzeje!

Spokojnej!
Dobrej nocy Tetryku, dobranoc Wyspo, wyśpijcie się dobrze, niech cieplutko zagląda pod Wasze kołderki.
Dzień dobry
Mroźny poniedziałek, ale to przecież luty, czyli srogi. Trochę w nocy posypało na biało…
A teraz sypie coraz mocniej.
Witajcie!
Mrozik, białe ulice, wielka ślizgawka – dłuższy dojazd do pracy…
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/gazetakrakowska.pl/atak-zimy-w-krakowie-snieg-mroz-i-miasto-sparalizowane-komunikacja-miejska-padla-zdjecia-80221/ar/c1-15431113?utm_campaign=CampaignName&utm_medium=push&utm_source=pushpushgo
Od samego poranka największe problemy mieli pasażerowie komunikacji miejskiej. Awarie tramwajów, blokada zwrotnic powodowała, że szczególnie tramwaje poruszały się trasach objazdowych, co potęgowało komunikacyjny chaos. Apogeum nastąpiło przed południem. Wtedy to na rondzie Grzegórzeckim wykoleił się tramwaj. Na drogach dojazdowych do wspomnianego ronda utknęło aż 35 tramwajów.
Dziś nie wychodzę z domu. Po wczorajszym przesmaganiu wiatrem cieszę się ciepełkiem w domu.
Dzień dobry, tutaj „tylko” mrozik. Ciekawe, czy dotrą opady.
Ciekawe… Tutaj sypie, że świata nie widać i do tego mocno wieje. Chyba do wieczora nie przestanie. Nie muszę, więc z domu nie wychodzę.
Na taką pogodę, może Gienia pomoże…
W świecie pogody bywa różnie np. informacja w trybie rozkazującym : gołoledz i zamieć !!!
Maksiu masz w oczach piękną panienkę goło zamiatającą ulicę?
Jestem autorem definicji „piękna” : Piękno jest syntezą wszystkich kwiatów świata i kobiet . Nie ma tu mowy o ubiorach , zatem wszystko zależy od wyobrazni .
Maksiu, moje uznanie dla definicji – choć zapewne nie znajdzie ona akceptacji wśród kobiet…
U mnie znajduje akceptację. Każda kobieta lubi usłyszeć „jesteś piękna!”pod warunkiem, że kryje się za tym zachwyt również (i głównie) za jej wnętrzem, a nie tylko za „zewnętrznym opakowaniem”.
„Masz kolorową duszę!” -hm, pamiętam do dziś tak mi się spodobało.
Specjalnie kwiaty są na pierwszy miejscu , aby jakaś samolubna przekora nie zostawiła kwiatów w nawiasie .
Kobiety lubią zachwycać się kwiatami, być nimi obdarowywanymi i być do nich porównywanymi.
W każdym razie ta kobieta, którą potocznie nazywa się Makówka.
Ta (wyżej wymieniona) kobieta najbardziej lubi kwiaty polne.
Najlepiej w wersji naturalnej tzn. na łące.
Najlepiej z motylkami.
Wybrałam to zdjęcie z Internetu, aby nawiązać do obrazka wyróżniającego i Kajasówki.
Maksiu, twoja definicja pomija wszak dwa istotne (dla pań) elementy piękna: kiecki i biżuterię…
Są kobiety, które lubią popatrzeć na piękne kobiety w ładnych kieckach i biżuterii, szczególnie gdy jest to MM, ale same…ograniczają się do patrzenia, noszenie pozostawiając innym.
Cóż nie każdy jest MM.
Była piękna, miała w sobie „to coś”, ale czy była szczęśliwa?
Witaj, Maksiu:)
Ty jesteś autorem „definicji piękna”, a A. Puszkin – wiersza „Piękna”:):
„Wszystko harmonią w niej zadziwia,
Od namiętności ziemskich czyste.
Rzekłbyś: wstydliwie odpoczywa
W urodzie swojej uroczystej.
Powiernic sobie nie dobiera,
Gdzie rzuci promieniami źrenic,
Piękności naszych blady wieniec
W jarzącym blasku jej zamiera.
Dokąd byś śpieszył z niepokojem,
Choćby na schadzkę umówioną,
Jaką byś żywił w sercu swojem
Zadumę na dnie utajoną –
Jeżeli ją zobaczysz, przy niej
Z drżeniem zatrzymasz się bezwolnym
W uszanowaniu bogobojnym
W obliczu piękna jej świątyni.”
🙂
Puszkin , romantyczny poeta , wzór wszystkich cnot eleganta i człowieka honoru , niepotrzebnie sprawdzał zrządzenie losu , bo na głupotę nie ma lekarstwa . Żal mi Puszkina .
Masz na myśli śmierć poety?
Cóż… Historia powinna mieć więcej taktu przy kreowaniu losów genialnych twórców, ale…
🙂
Odespane dzień dobry!
Witaj Makówko! Już zaczęłam się o Ciebie martwić, że się rozchorowałaś po wczorajszej wycieczce…
Witaj, witaj Bożenko!
Dziękuję za troskę, kochana jesteś!
Wczoraj ja też się trochę zmartwiłam, bo to był tak silny ból głowy, że nie byłam w stanie jeść, a przecież głodna byłam.
Dlatego tak szybko umknęłam.
Ale teraz jest już dobrze?
Bardzo dobrze. Z radością oddaję się leniuchowaniu i ciepełkiem spod kocyka.
To właśnie na tym polega.
Zmęczenie i potem przyjemność z odpoczywania.
A potem…czekanie na kolejną propozycję. Potem stres „czy sobie dam radę?”. Potem wysiłek. Potem radość, że się udało.
Jeszcze parę lat temu nie potrzebowałam tych przerw na leniuchowanie, ale teraz mój organizm się domaga, a ja nauczyłam się czerpać z nich radość.
„…tej nocy byłem w lesie, gdzie jodły skamieniały
jak srebrne organy, z których tryskała krew.
Potem widziałem, jak mróz ręce łamał u okien, które
przemienił w morza martwe, gdzie nie żeglował nikt,
i nie było nadziei. Więc szedłem przez zimny próg,
jakby wstępując nagle w nieprzejrzystość szyb.
I nie było nadziei. Stygło jasnym ciałem w pokoju,
który niebo migotliwe sklepiał w chłodny kwiat,
gdy szedłem wzdłuż zawiei jak przez łąki białe
i snem niedokończonym ręce w rzekę kładłem…”
(„Mróz” – K.K. Baczyński)
Dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, Leno!
Piękny wiersz.
Dobry wieczór, Makówko:)
Dziękuję w imieniu pana Krzysztofa.
Na dzisiejszą pogodę z akcentem wschodnim . „Zima mgłoju niebo krojet , wichry snieżnyje krutia , to kak zwier ana zawojet , to zapłaczet kak dietia ”
Jakbyś zgadł, Maksiu:)
Właśnie zaczęła się u nas kurniawa. Sypie tak, że świata zza dzwoniących szyb nie widać:)
Dobrze, że leśne spacery uskuteczniłyśmy wczoraj:)
To chyba „Zimnij wieczer” Puszkina, prawda?
Dzień dobry



Chyba domarzam
Wczoraj na podwórku odczuwalna temperatura była -30C (faktyczna coś ok. -20C), a to już prawdziwy mróz… no cóż… zima
Wczoraj też zauważyłam na kuchennym oknie sople lodu, a to znaczy, że mamy nieszczelne okna. Co się dziwić, że mi w domu zimno… skoro w kuchni wiszą sople…
Ale dziś już cieplej

Tylko -10C… Może sople z kuchni się roztopią?
Sople w kuchni?
Łoj…nie zazdroszczę.
Ja lubię ciepełko, nie lubię zimna.
No, może nie tak do końca sople

Bardziej lód wzdłuż całego okna, czyli dobrze nie jest domknięte. Gdy było cieplej, nie było tego widać…
Planujemy wymianę wszystkich okien i drzwi, ale to duży wydatek i ciągle to odkładamy. Parę ładnych tysięcy na to pójdzie…
„Nasz szczurek” znalazł sposób, żeby dostawać się do jedzonka na karmnikach – wykopał sobie tunele w śniegu… nie wiem gdzie jest wejście, ale są dwa wyjścia – przy karmniku


Jednym wychodzi, a do drugiego ucieka z ziarenkami. Chociaż nie tylko z ziarenkami. Łapie wszystko co mu pod zęby trafi, także i orzeszki wiewiórek, i robaczki szpaków
Chociaż szpakom podjada rzadziej… one bardzo szybko zjadają swoje
Spryciula ten szczurek.
Spryciula
Ale mąż nie chciał ich otruć, tylko szczurka…
Tym bardziej spryciula, że mąż wykładał mu trutkę na szczury, ale „nasz szczurek” jej nie tknął… wiewiórki zeżarły – też z gryzoni
Każdy chce jeść…
Na pewno, Bożenko, każdy chce jeść. Tylko nie wiem czy to taki luksus mieć szczura w ogródku…
Praca zrobiona, zakupy takoż.
Gwizdek fabryczny i przerwa.
Dobranocka.
Ta pani nagrała własną wersję piosenki Bee Gees. Zrobiła to bardzo przyzwoicie i w nagrodę trafia dzisiaj wieczorem na Wyspę. Nie jest to może moje ulubione wykonanie a capella, ale polifonia bardzo satysfakcjonująca.
Snów w nagrodę!
Zdolniacha!
Świetnie jej to wyszło

Po takiej dobranocce będzie się dobrze zasypiać. Idę więc w pióra…
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranoc, śpij dobrze!
Sprawdź melodyjnie, jak głębokie są twoje pierzyny! Dobranoc! 😉
Prawda? Na basie też gra, na klawiszach zdaje się również…
Makówczyne między między nie na temat i z odrobiną prywaty.
Dziś moje młodsze dziecko ma urodziny. Właśnie wrócił do Krakowa. Od piątku był w schronisku na Głodówce. Wracając dziś wstąpił do chatki.
I jeszcze drugie zdjęcie od dziecka (tylko pst! Nie mówcie nikomu, bo przecież już nie żyję, gdyby się dowiedział).
To drugie śniadanie na Czarnym Stawie Gąsienicowym.
Czy faktycznie nie na temat? Wycieczki opisane we wpisie to Jura oraz Kraków (Rajsko), ale na pięterku (dzięki Lordowi) zagościły również Bieszczady.
Tak więc „oczami dziecka” będą więc i Tatry oraz Beskidy (chatka).
Wypijmy za zdrowie mojego dziecka!
Bardzo chętnie (wirtualnie, bo realnie tylko w weekendy)!
A dla gór po ostatnim ataku narciarskiej nostalgii mam szczególnie ciepły kącik w serduszku.
Wypijmy za dziecko, bo on był u mnie godzinę temu „prosto z gór”, ale samochodem, więc zamiast kielicha dostał…rosołek.
Narciarska nostalgia …oj tak, tak!
Właśnie dzisiaj czytałem, że ponoć Włosi otwierają od 15 czy 17.02 część stoków, ale to zależy od regionu (np. władze w Bolzano się nie zdecydowały), żeby odbić sobie część strat.
Taaa. Zaplanujesz wyjazd, a w tzw. międzyczasie zamkną granice, albo wsadzą na kwarantannę.
Natomiast u nas chyba też zaczynają ulegać. Bo skoro kina, muzea można to i stoki? Ale doszukiwać się w tym logiki nie sposób.
Od razu zaznaczam, że nie lekceważę wirusa, ale…
Jacek Żakowski w „Loży prasowej”słusznie powiedział, że za chwilę nie będzie wiadomo co bardziej zabija -wirus czy lockdown?
To znaczy ponoć będzie można jechać, ale trzeba będzie mieć ten nieszczęsny negatywny wynik z testu zrobionego nie wcześniej niż 48 godzin przed wyjazdem – i ja bym się np. nie zdecydował, bo a nuż mi wyjdzie pozytywny (tylko bezobjawowy), a taki wyjazd trzeba przecież załatwiać z wyprzedzeniem, transport, zakwaterowanie, to są zaliczki – nie ryzykowałbym utraty tych pieniędzy przed samym wyjazdem.
A co do zmian w prawie, kwarantann etc., masz rację, niestety, to też zawsze jest ryzyko.
No i wyjazd planuje się nie samemu. I co jak jedni dodatni, inni ujemny?
Obawiam się, że Włosi mogą też wymagać szczepienia, a na to nie widzę żadnych szans w najbliższym czasie.
Ponoć „tylko” test. Oczywiście jestem przekonany, że zaświadczenie o szczepieniu byłoby jeszcze lepsze.
A także – nie byłbym zdziwiony, gdyby znaleźli się kombinatorzy, którzy będą próbowali kupić lewy negatywny wynik testu.
Toast rosołkiem! To mi się podoba! 🙂
W tygodniu to całkiem niegłupie, bo nie ryzykuje się kaca następnego dnia…
No tak. Bo on tylko na dzisiaj miał urlop, a jutro już praca.
Wymaga co prawda przejścia z jednego pokoju do drugiego, za kółko nie trzeba wsiadać, ale wstać trzeba.
Zasiadłam właśnie przed ekranem z herbatą z wiśniowym diabełkiem (ba za oknem szaleje, a na termometrze -19), więc także wychylę tę filiżankę za zdrowie Twojego Syna:)
Miło!
Makówko, naparstek nalewki wypiłam za zdrowie Twojego Syna z okazji urodzin. Niech Jego droga życia zawsze będzie prosta i szczęśliwa.
Oby!
Wypijam więc z Tobą Ultro; dziękuję.
Naparstek to jest b. dobra miarka w poniedziałek rano (edit: oczywiście wieczorem!!!), jakby mnie kto pytał. I nie więcej niż jeden. No, dwa.
Naparstki bywają różnych wielkości. Mam koleżankę, która kolekcjonuje naparstki z różnych stron świata.
Takie ozdobne pamiątki bywają całkiem spore…
No nie, zakładam, że naparstek to na palec podczas szycia. A słonie szyciem się nie zajmują (bo jak by nawlokły igłę?).
A jakieś wielkoludy? To wtedy potrzebna duża igła z dużym uchem.
Zresztą wirtualny naparstek może być i na słonia. Od czego wyobraźnia?
A ja myślałam, że tylko hipopotam miał z tym problem:)
Tutaj:
„Zachwycony jej powabem,
Hipopotam błagał żabę:
– Zostań żoną moją, co tam,
Jestem wprawdzie hipopotam,
Kilogramów ważę z tysiąc,
Ale za to mógłbym przysiąc,
Że wzór męża znajdziesz we mnie
I że ze mną żyć przyjemnie.
Czuję w sobie wielki zapał,
Będę ci motylki łapał
I na grzbiecie, jak w karecie,
Będę woził cię po świecie,
A gdy jazda już cię znuży,
Wrócisz znowu do kałuży.
Krótko mówiąc – twoją wolę
Zawsze chętnie zadowolę,
Każdy rozkaz spełnię ściśle.
Co ty na to?
– Właśnie myślę…
Dobre chęci twoje cenię,
A więc – owszem. Mam życzenie…
– Jakie, powiedz? Powiedz szybko,
Moja żabko, moja rybko,
I nie krępuj się zupełnie,
Twe życzenie każde spełnię,
Nawet całkiem niedościgłe…
– Dobrze, proszę: nawlecz igłę!”
(„Hipopotam” – J. Brzechwa)
Leno!
Jesteś niezrównana z tymi wierszami na każdą okazję i na każdy temat!
Dziękuję.
Bo wiersze są fajne:)
To i ja wypiję za zdrowie Twego syna, Makóweczko. Niech mu się szczęści we wszystkim…

Pięterko zrobiło się i muzyczne i poetyckie i rozmawialiśmy na różne tematy, ale tak nieśmiało się zastanawiam czy nie czas, aby już na jakimś nowym rozmawiać?
Nie, żebym nie lubiła być gospodynią, ale (moim skromnym zdaniem) lepiej częściej coś nowego…
Hm?
No i tu już jest 227 komentarzy.
Trzeba to przespać. Niech nam w tym pomoże lampka…

Na narciarską nostalgię mam panie Q dla Ciebie stare zdjęcie (pobrane z Internetu)-narciarstwo u stóp Kopca Kościuszki.
O rany. Za każdym razem podchodzić!
I to było prawdziwe narciarstwo i prawdziwa wszechstronna gimnastyka!
Herbatka wypita, mówię więc Wyspie dobrej nocki i wracam do koralikowania:)
To i ja mówię dobranoc i wracam do
Dzień dobry
Zimy dalszy ciąg, na termometrze -10.
Dzień dobry!
Witajcie!
Tu się zapowiada ładny zimowy dzień – taki na spacerki 😉
To coś dla Makówki
A tymczasem Makówka, zamiast spacerować spała.
Dzień dobry.
Po pierwsze: nasypało sporo i sypie dalej.
Po drugie: zapowiada się bardzo pracowity dzień, i to aż do wieczora. Nie wiem, czy i jak dam radę dzisiaj pobyć na Wyspie.
Owocnej pracy…
Nikogo nie ma? Więc sama się obsłużę…
Ja jestem!
Właśnie się …zbudziłam!
O 7:43 się przywitałam, gdyż wtedy wstałam, ale potem położyłam się jeszcze „na chwilę” i …
„Maleńka” ta chwilka… Ja na podobną chwilkę wyłączam sie po obiedzie
Jeszcze „chwila” i już nie wiadomo czy jeść śniadanie, czy już obiad?
Ja już myślę o obiedzie, śniadanie jadłam o siódmej.
Zanim Makówka z nudów zawali to pięterko , to jeszcze jedna moja uwaga o kostce brukowej . Mówiło się onegdaj o królu , który zastał Polskę drewnianą , a zostawił murowaną . Wydaje mi się , że dzisiaj , chociaż o tym się nie pisze , Polska została dokładnie wybrukowana kostka brukową . Nie ma już polskich wsi z drogami gruntowymi ,ze ścieżkami wśród traw , z podwórkami gospodarstw , gdzie wszystko można było znależć . Wszystko , nawet podwórka zamurowano kostką . W sieci można obejrzeć filmiki nakręcone przez dziennikarzy z Federacji Rosyjskiej , którzy są wprost zachwyceni tym porządkiem . Filmują polskie wsie i małe miasteczka i muszę przyznać , że sam jestem zaskoczony widokiem zwłaszcza , że niektóre miasteczka pamiętam z przed lat i było zupełnie inaczej . Może narzekamy , nie mając racji , a obcy widzą to lepiej ??
Makówka nie planuje nic zawalać, jedynie zachęcałam do budowania, aby pięterko samo się nie zawaliło.
Aż tak się dziś nie nudzę. Pospacerowałam (po osiedlu, pięterka z tego nie będzie), byłam u fryzjera, zrobiłam zakupy, zjadłam obiad…
Myślałem , że trochę Cię wybudzę i skorzystasz z kostki brukowej aby intruzowi przywalić w łeb . Jesteś jednak milutka , tylko do rany przyłóż , zatem pozdrowionka i bukiecik .
Hm…spałam do godziny 11, więc jestem dobrze wybudzona i mało śpiąca.
Zwyczajnie -należycie WYSPANA!
Za bukiecik i miłe słowo dziękuję.
Maksiu ,często pokazywałeś piękne kwiaty doniczkowe na FB .Teraz nic od dłuższego czasu
Już rozkwita drugi spózniony grudnik i hiacynty . Za parę dni będzie można obejrzeć . Dziękuję za przypomnienie .
Wróciłam ze spotkania, zjadłam kolację, teraz jeszcze trochę posiedzę…
Dobry wieczór, jestem! Wszystko pozałatwiane, popracowane i ogólnie do przodu.
Gratuluję!
A ja już idę spać. Dobrej nocy życzę
Dobrej i spokojnej Tobie również!
Śpij spokojnie Bożenko!
Dobranocka.
Na piętrze o spacerach dobranocka o wędrowaniu. Było i pewnie nieraz jeszcze będzie. Tekst: Krzysztof Kamil Baczyński, wykonanie: Grzegorz Turnau z zespołem.
Snów malachitowych!
Piękna ta Dobranocka. Pasuje do wędrówek polami, lasami, górami…
A dziękuję. Ktoś w komentarzu na YouTube napisał, że gdyby KKB przeżył wojnę, to Nobla miałby murowanego. To całkiem prawdopodobne, chociaż czytałem też gdzieś (w formie wiersza? I nie pytajcie, gdzie, za dużo źródeł, pewnie w sieci, na Facebooku) krótki „obrazek” z alternatywnej historii właśnie tego poety, kompletnie odzierający go z mitu, nie w sensie „na złość”, tylko pokazujący jako zwykłego człowieka. Kto wie?
Wybaczcie, że tylko lampkę zapalę, ale jestem ostatnio padnięty wieczorami…

Spokojnej i odpoczynek dającej.
Śpij wydajnie Ukratku, abyś miały siły ogarniać wiry i był mniej padnięty.
Nic nie będę mówić, ale…
cicho też nie będę.
To pięterko „wisi” już parę dni, za chwilę się zawali…
Szkiców brak, chyba ostatnio nikt nie zapowiadał czegoś nowego. Co oznacza, że można dać kolejny odcinek p. Lajkonika z archiwum.
Wyspa jest jak telewizja
daje powtórki!
No skoro chętnych na budowanie brak…
Aha, tylko coś tam się dziwnego działo przy osadzaniu starych wpisach w nowych
no nic, ostatnio dałem sobie radę, to i tym razem dam.
A nie da się skopiować tekstu ze starego wpisu i wkleić jako nowy?
Lajkonik to przecież sam tekst, bez zdjęć.
Ja tak tylko sugeruję; ja się nie znam.
Nie będzie wtedy problemu z tym że zanim dobrze się przeczyta lub napisze komentarz już przerzuca na początek.
Tylko wtedy tracisz komentarze pod tekstem pierwotnie opublikowanym
A nie można skopiować, wkleić, a poniżej dać link do archiwalnego wpisu?
Każdy może przeczytać archiwalne komentarze, a bieżącą rozmowę można prowadzić bez problemów uciekania.
Brzmi sensownie, pomyślę.
Bo ja teraz próbuję czytać, macham suwakiem, aby część tekstu się nie chowała itd.
Ale może tylko ja tak mam?
Ustawienie tego osadzonego tekstu na stronie to moja pięta achillesowa
to może faktycznie pokombinuję z kopiowaniem.
Już przeczytałam. Chciałam napisać komentarz, ale już nie ma gdzie.
Nie chcę nic narzucać, ale …
No jednak łatwiej by się czytało…
Już. (Edit: być może komentarza nie było gdzie wstawić, bo właśnie edytowałem wpis?)