„Mam cały dom na głowie”. „Mam na głowie same kłopoty”. Albo „mam to z głowy”. Zastanawialiście się kiedyś, skąd się wzięły te powiedzenia? Ja na własny użytek odkryłem, skąd i o czym mówią. W moim przypadku zdarza się, że kiedy rzeczywistość wokół skrzeczy już zbyt głośno, kłopoty się piętrzą a nieprzychylnie nastawionych ludzi wokół przybywa – idę do fryzjera. I kiedy przyjdzie moja kolej, czuję, jak razem z (przydługimi) włosami odpadają mi z głowy kolejne kłopoty. Wychodzę od fryzjera lżejszy o kilka(naście?) gramów i od razu świat jest piękniejszy, ptaki śpiewają głośniej – te, które śpiewają, bo np. mewy od razu cichną, a i dziewczyny zachowują się przychylniej.
Oczywiście to irracjonalne, magiczne myślenie, coś jak postrzyżyny – natomiast jest więcej niż pewne, że po wizycie u fryzjera zmienia się moje nastawienie do rzeczywistości, a ona nawzajem patrzy na mnie łaskawszym okiem. Zresztą sama wizyta u fryzjera jest zawsze okazją do obserwacji współobywateli, w kolejce i podczas obróbki – w lustrze. Ostatnio na strzyżenie czekał dystyngowany starszy pan, w typie angielskiego arystokraty. W czarnej, skórzanej teczce, stojącej obok pana na krześle, zadzwonił telefon komórkowy. Pan z namysłem odchrząknął, sięgnął do teczki, wyjął… futerał z okularami, z niego wyjął stylowe okulary w szylkretowej oprawie. Założył okulary, starannie układając je na nosie. Wyjął komórkę, popatrzył na ekran, zrobił marsową minę, chrząknął, tym razem z dezaprobatą i odrzucił połączenie. Dysproporcja pomiędzy wszystkimi wykonanymi czynnościami a efektem była tak niebywała, że ledwie się powstrzymałem od parsknięcia śmiechem.
Osobną kategorią są pogaduchy z fryzjerem. Strzygące panów panie zazwyczaj są małomówne, a jeżeli nawet nie, to da się wyczuć, że nijak im zacząć rozmowę, zwłaszcza na temat, który odpowiadałby strzyżonemu panu. Natomiast panowie fryzjerzy, o, ci są zawsze krynicą formy i treści. Zaczyna się niewinnie, od pogody, ostatniego meczu albo zbliżającego się Sylwestra, a potem, jeżeli klient da się porwać w tok konwersacji, przychodzą już konkretne przykłady: „No proszę, widzi pan szanowny, a strzygłem kiedyś takiego pana, marynarza z Rumi, który jak raz…” i okazuje się, że marynarz z Rumi i strzyżony mają wiele wspólnego, ponieważ w danej sytuacji zachowali się tak, a nie inaczej, i co z tego wynikło.
Pogaduchy, sakramentalne pytanie „Jak strzyżemy” i wszystko, co przed powstaniem z fotela, łączy się w całość, której miłą stroną jest poczucie bycia obsługiwanym przez żywego człowieka. W odróżnieniu od nastawionej na szybkość kasy w supermarkecie, w połowie zautomatyzowanej infolinii w sieci komórkowej czy też „rozmowy” z botem na stronie korporacji, tutaj człowiek ma swoje kilkanaście, może -dzieścia minut uwagi. Dotyk było nie było cudzych dłoni na swoich włosach, zwłaszcza jeżeli są to damskie dłonie, ma posmak flirtu, może nawet czegoś mocniejszego; nie przypadkiem motyw fryzjera w połączeniu z erotyką pojawia się np. w wierszach Juliana Tuwima.
A wracając do zmiany nastawienia, mojego do rzeczywistości i vice versa: szczególnie zmienia się to latem. Staram się zawsze wychwycić moment, kiedy nadchodzą pierwsze upały, i wtedy odwiedzam fryzjera, proszę o ustawienie maszynki na centymetr (albo i mniej, dużo mniej, nawet na zero!) i „objechanie” głowy. Zadziwiające, jak zmienia się nastawienie ludzi do hm, hm, masywnego faceta, kiedy ten facet zmienia fryzurę z socjalistycznego przodownika pracy na centymetrowego jeżyka albo wręcz łysą glacę! Panowie parkujący we wjeździe na podwórze skwapliwie odjeżdżają, fachowcy nie próbują wciskać kitu, a podpici panowie podczas ciszy nocnej nie dyskutują, tylko skręcają fonię o dwa poziomy. Maszynką poproszę, pani Haniu, z przodu pani poleci tak więcej irracjonalnie!
(Niniejszy wpis został oryginalnie opublikowany 16 lutego 2010 r.)




A dałem oznaczenie „okolicznościowe”, bo właśnie dzisiaj byłem u fryzjera i czuję się w związku z tym trochę lepiej – co mi przypomniało ten tekst.
Poczytam komentarze pewnie rano, teraz zmykam.
Samo strzyżenie tak na mnie nie działa, ale jak już zrobiłam pierwszy raz różową makówkę to faktycznie podziałało teraupatycznie.
Miałam wtedy tzw. doła i zastanawiałam się co zrobić, aby jakoś nie wpaść całkiem w czarną dziurę.
Poszłam do fryzjerki (nie mam jakiejś własnej, chodzę gdzie akurat po drodze i mają czas)
i oświadczyłam, że postanowiłam się jakoś „oddołować”.
Młoda dziewczyna od razu wyczuła interes i zaproponowała „to może jakichś zwariowany kolorek?”. Pisałam o tym na Wyspie kiedyś.
Mistrz Q potrafi wyczarować zabawne i pouczające opowiadanko nawet z wizyty u fryzjera.
Coś tłumów na nocnej zmianie nie widzę, ale jest już po północy, więc sama wniosę toast za wszystkie Basie, a szczególnie za tą jedną, jedyną, niepowtarzalną, wyspową.
Basiu WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
Może jeszcze teraz ktoś do mnie dołączy z życzeniami dla naszej Basi?
Wolałam złożyć życzenia już teraz, bo jak wiecie wstaję dość poźno.
Mam nadzieję, że jak wstanę rano zobaczę, że Basia świętuje z nami swoje Imieniny i …już zostanie na Wyspie.
BASIU TWOJE ZDROWIE – Wracaj

Dołączam do życzeń
Basiu, wróć! 
O, a tu się przyłączę z pełnym przekonaniem – najlepszego!
Nie znam Basi, ale dołączam życzenia samych najlepszości:)
Pozdrawiam:)
Właśnie teraz przeczytałam.
Zupełnie nie na temat fryzjera, ale…na tamtym pięterku już i tak dużo komentarzy.
Dziś tzn.4 grudnia na sesji rady miasta radni zdecydują, czy przeznaczyć w ramach jeszcze tegorocznego budżetu miasta 4,5 mln zł na wykup historycznej Kossakówki. W projekcie uchwały czytamy, że zabytek miałby zostać kupiony dla MOCAK-u.
Właściciel zabytkowej willi jest gotów sprzedać ją miastu.
Dla osób nie z Krakowa -zdjęcie jak teraz wygląda słynna Kossakówka.Żal patrzeć.To ostatni moment, aby to miejsce uratować!
Nie wiem -przecież ten blok stoi w ICH ogrodzie gdzie LILKA tak zachwycała się kwiatami—gdzie pracownia ? Wielki smutek i żal .
Elizo, jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo,że chodzi o kasę. Dlatego na dzisiejszej radzie miasta zapadną ważne decyzje.
Napisałam o tym, bo uznałam, że może to zainteresować miłośników poezji MJP, którymi są chyba wszyscy Wyspiarze.
I to jest b.dobra wiadomość Maczku.
Ganek się zawalił czy go rozebrali dla bezpieczeństwa?
Dobra dopiero będzie, gdy rada miasta zadecyduje pozytywnie. Jak widać stan jest taki, że bez pieniędzy za chwilę nie będzie co ratować.
A tam jest przecież duch Kossaków!
I lokalizacja taka, że zwiedzających by nie brakowało.
Nie tak dawno to miejsce żyło!
Z tym gankiem to nie wiem, nie pamiętam, mimo że losy Kossakówki śledzę na bieżąco.
Dobra wiadomość w tym sensie, że padła propozycja kupna, i że miasto taką kasę na koniec roku posiada, co się rzadko w budżetach miast zdarza.
No wiem, że Kraków to nie mój zaścianek 😉
I teraz już jest potwierdzona dobra wiadomość:
Na środowej sesji Rady Miasta Krakowa radni zgodzili się z propozycją prezydenta Jacka Majchrowskiego, dotyczącą zakupu Kossakówki. W willi ma powstać Muzeum Historii Sztuki – oddział MOCAK.
wykup Kossakówki
Krakusy albo bywali kiedyś w Krakowie pamiętają pewnie księgarnię, gdzie chodziło się kupować podręczniki. Nagle znikła księgarnia, a potem Kossakówka zaczęła podupadać.
Jeśli masz chwilę oglądnij
Allu, dziękuję Ci za ten wywiad z Joanną Kossak. Dzięki temu znowu wróciłam na chwilkę do Książki „Simona” Anny Kamińskiej. Specjalnie do rozdziału, gdzie Joanna opowiada o swoich relacjach z ciotką Simoną Kossak.
Witaj Dasiu, łykam wszystko co dotyczy tej rodziny. Simona była bliższa pani Joannie niż matka.
Nie czytałam książki „Simona” – dzięki za podpowiedź, może sobie sprawię na Mikołajki 😉
Zdaje się, że wychodzi kolejna książka (a może już wyszła?) „O czym milczy historia – Kossakowie” pani U.Pawlik. Słuchałam wywiadu z autorką i… jestem pewna, że tej książki nie przeczytam, ponieważ autorka wywarła na mnie odpychające wrażenie.
Allu, polecam książkę „Simona” A. Kamińskiej z całego serca. „Rozmowa” z Joanną jest w rozdziale p.t. „Macica”. Znamienne uważam. Książka pełna zdjęć czarno-białych, klimatyczna. I mówi też wiele o relacjach rodzinnych Kossaków. Były to relacje „trudne”, delikatnie powiedziane, co trudno czasem pogodzić ze znakomitościami rodu… Ale sama książka ciepła, przyjazna. Być może pani U. Pawlik podeszła zbyt surowo do tematu i dlatego wydała się odpychająca… Nie wiem, ale wzbudziłaś moją ciekawość 🙂
Jeśli książka jest ciepła i przyjazna to na pewno ją przeczytam Dasiu

Pani Pawlik zbyt moralizowała i pewnie dlatego poczułam do niej niechęć
Ja też dziękuje, ale posłucham wieczorem.Jak już do domu wrócę,bo w autobusie mogę pisać,ale słuchać nie lubię nawet ze słuchawkami.
Dobranoc!
Dzień dobry
Ciepło dzisiaj jak na grudzień. Czy zimy w tym roku nie będzie? 
A opowiadanie ciekawe. Ja z zasady do fryzjera nie chodzę, bo w domu kiedyś miałam siostrę fryzjerkę, która początkowo na moich włosach ćwiczyła, później ja z jej usługi korzystałam. Teraz-jak niektórzy widzieli, fryzjera nie potrzebuję.
Witajcie!

Barbórkowo pozdrawiam Szanowną Solenizantkę i resztę Wyspiarzy 🙂
Wprawdzie w definicji nazbyt długich włosów znacznie się różnimy, ale zdecydowanie zgadzamy się w dwóch przynajmniej kwestiach:
– że bywa rzadką i dość zaskakującą przyjemnością dopuszczenie obcej osoby (np. fryzjerki) do tak bliskiego kontaktu z własną skórą 😉
– że pewne czynności „magiczne” wspomagają naszą psychikę i pozwalają przeskakiwać „doły” 😉
Czyli taka gra wstępna, aby stać się labradorem Tetryku?
Taaa, na razie pracuję nad długą sierścią…
Sierścią ? Futrem innymi słowy? Czyli nie tylko na głowie?
To do masażystki nie do fryzjerki raczej…
Dzień, dobry, Makówko:)
Ja radziłabym z sierścią raczej do groomera…
Może nietanio ale jest szansa na pełen profesjonalizm:)
Pozdrawiam:)
Kto bogatemu (Tetrykowi) zabroni…
Tetryk dyskretnie milczy, ale jednak sobie pomyślałam, że dobry masaż z odpowiednią muzyką, olejkami, zapachami i …ten tego no wydaje mi się lepszy od groomera.
Na sąsiednim łóżku piękna pani, a nie jakaś suczka.
Dzień dobry. Niech sobie będzie magia, dopóki działa
Dzień dobry, Mistrz Q … wiadomo. Po mistrzowsku nawet wizytę u fryzjera opisze..

Moja zaplanowana, zapisana w tel. na 13 grudnia godz. 8:00
Bo ja chodzę do salonu regularnie co dwa miesiące. Odkąd nie ścinam włosów, a jedynie podcinam (no i oczywiście te złotka na głowie 😉 ) to idę bezstresowo. Lubię mycie głowy przez uczennice lub panie zatrudnione do pomocy, bo są delikatniejsze w czynnościach co pozwala się odprężyć.
Jeśli jestem zadowolona z koloru widząc w lustrze różnicę to i nastrój się poprawia.
Pogaduszki? Zależy ile suszarek naraz pracuje
13.12 br około godz. 12 powiem – mam to z głowy,o! Bo jednak za tym przybytkiem nie przepadam.
Chyba czas na kawę?
Bardzo proszę, taką jak zwykle
Basiaaa???!! Nie będę się powtarzać, wiesz??

Wszystkiego najlepszego!!
Nie chowaj się!!

I nie bij!!
A bo ja wiem, możesz przyłożyć bez łeb! ale tylko dzisiaj
A może oni razem z Lordem W. w tych krzakach siedzą? Różanych i pachnących.
Chyba nie. Basia znowu cherla okrutnie.
Chowanie za przekwitniętym krzakiem róży angielskiej, którą cierpliwie obcinała
Basiu zdrowiej szybko!
Witam barbórkowo i proszę o herbatę!
Zakład Fryzjerski ? O nie , to dawne czasy . A dziś , są tylko Saloony , chociaż czasami trzeba na to słowo przymknąć jedno oko Przerost formy , nad treścią . Mam od zawsze bujną czuprynę strzyżoną regularnie , ale kiedyś nowy na Osiedlu pan Fryzjer pouczał mnie jak mam postępować ,aby ta fryzura była zawsze gęsta . Prawił to tak namolnie , że nie wytrzymałem i trochę nie grzecznie powiedziałem : proszę pana , jeśli pan jest taki biegły w sprawie włosów na głowie , to czemu pan nie pomoże sobie i jest pan łysy jak kolano . Urwała się rozmowa, zakończył strzyżenie i nawet mnie nie otrzepał , mówiąc skończyłem …Więcej już tam nie poszedłem poszukałem innego saloonu .
Otóż ja mam „swój” zakład fryzjerski, tak właśnie, i nie żaden SALON, gdzie się trzeba umawiać, i to wyłącznie przez telefon (nic mnie tak nie wkurza, jak sytuacja, kiedy w SALONIE stoją trzy puste fotele, wchodzę z myślą, że się obetnę, ale nie, młoda osoba mówi, że u nich tylko za wcześniejszą rezerwacją, wszędzie pusto, ani klienta na horyzoncie, ale nie, nie masz człowieku rezerwacji, to spadaj). Dlatego idę do „swojego” miejsca, tam nawet jak fotele pełne, to wiadomo, czego się trzymać, kolejka na krzesłach pod ścianą, świeża prasa, szybko idzie. Albo wcale nie ma kolejki, tak jak ostatnio.
Też mam swojego Fryzjera , bo w Saloonie , panienka postawiła warunek : musi umyć mi głowę , a potem ostrzyże . Wstałem z fotela i wyszedłem , bo zawsze przed strzyżeniem myję głowę i wiem , że robię to dobrze . (tak mówi małżonka )Najważniejsze , że jest jeszcze co strzyc ,chociaż złośliwi mówią , że na głupiej głowie to wszystko wyrośnie jak chwast . Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór. Też uważam, że jak do fryzjera, to z czystą głową. I nie ma mowy o żadnym myciu, nawet kiedy w lecie spocę się po drodze do fryzjera i włosy nie są już pierwszej świeżości – wszystko jedno, czy strzyże mnie pan, czy pani, zawsze się uśmiechają i mówią, że może być tak, jak jest, „chyba że pan sobie życzy umyć”. Raz uznałem, że jednak trzeba, jakoś poszło.
Chciałem zapłacić za mycie , bez mycia , ale się uparła , to ja też i musiałem tylko podziękować za niewykonaną usługę
Witam i pozdrawiam serdecznie tutejszą Basię
Wracam do tematu fryzjera, jeśli można.

Jest na sąsiedniej ulicy, w moim mieście, prawdziwy salon gdzie wizytę „bukujesz” dwa tygodnie przed. Gdy siadasz na fotel, to najpierw masz wmasowany w czaszkę olejek eteryczny. I spływa na ciebie spokój… (o ile nie dostajesz migreny) ;-). Następnie przesiadasz się na inny fotel, gdzie jesteś w pozycji półleżącej, a młode ręce myziają twoją głowę, a fotel masuje kręgosłup… Naprawdę! Jest taka opcja! Można z samym myzianiem dać sobie wymyć włosy, albo myzianie + wałek od spodu poruszający się od karku do kości ogonowej. Ten moment u fryzjera lubię najbardziej. Odpływam wtedy…
Lubiłam…
Już dawno nie chodzę. Byłam tam kiedyś z moją siostrą, w charakterze obstawy, pomiędzy jej bytnościami w szpitalu. Zamówiłam sobie przy okazji wizytę, która wypadła w sumie już po jej śmierci…
I teraz mam taką traumę. Każdy fryzjer w zasadzie kojarzy mi się źle… I nie pomaga żaden olejek eteryczny ani masaż…
No więc zarastam. Ale wkrótce przyjedzie do mnie siostrzenica, to mi wyrówna
Miłego dnia wszystkim!
Dasia, włosy nie szkodzą! A sądząc z ostatniego autoportretu, masz całkiem fajną fryzurę!
Dziękuję Tetryku 🙂

Włosy odrosły po ostatnim „samosięobcięciu”
Potwierdzam -portrecik jest boski, wierszyk go opisujący -jeszcze lepszy. A fryzura -bardzo twarzowa.
Dzień dobry:)
Wzbudzanie respektu milimetrowym jeżykiem jakoś do tej pory nie przyszło mi do głowy:)
A może warto się zastanowić i zawitać na strzyżenie po… nie, nawet nie będę liczyć, po ilu to by było latach:)
A gdyby poważnie i z należytą (problemowi) uwagą przyjrzeć się współczesnym tendencjom, to zauważyłoby się, że wcześniejsze „ucinanie sobie pogawędki” urosło dziś do rangi „sztuki profesjonalnej konwersacji fryzjerskiej”:)
Pozdrawiam:)
Hmmm… drobniejsza jesteś od Quacka, pomyśl o jakimś efektownym tatuażu na bicepsach!
Uciekło mi indywidualne powitanie:):
Dzień dobry, Tetryku:)
Smok z różą w zębach:)
Na bicepsach? Nie na nagiej czaszce?:)
A zamiast smoka coś takiego?
Niczego sobie:)
Tylko czy dawałoby pożądany efekt…
Ileś (wiele) lat temu miałam rude włosy z jeżem na 1 cm. Nie zauważyłam, abym wzbudzała respekt.
Natomiast było bardzo wygodne po wyjściu z jeziora, basenu itd.
Wymagało jednak częstych wizyt u fryzjera, aby jeż odpowiednio stał.
Pewnie rudasek wyjeżał się sympatycznie a nie – groźnie:)
No, to fajrant i przerwa.
No to bez fajrantu i do domu daleko.Zimno.
A ja w domu, przytulnie i ciepło
ale przecież nikt mi nie kazał.
Ale co się uśmiałam..to teraz za karę pomarzne.
W tramwaju też coś zimno.
Trzeba się cieplej ubierać.
Ale mi nigdy zimno nie jest, latem raczej za gorąco, nadaję się chyba do Eskimosów
Też tak mam!
A ja zmarzluch jestem. Ale teraz już w domu, w ciepełku, po kolacji i pod kołderką.
To jak Ty na nartach wytrzymujesz na stoku?
Po wejściu do ciepła dosłownie płaczę z bólu (stopy, ręce).
Kiedyś weszłam do schroniska napić się herbaty i poprosiłam „przynieś mi herbatę, bo mam tak zgrabiałe ręce,że nie utrzymam garnuszka”.
„Wydziwiasz!” -po czym spojrzenie na moje sino -białe palce i „chyba jednak nie wydziwiasz?!”.
Miałam tak zawsze -od dziecka. Złe krążenie. Niedorobiony egzemplarz.
Na żaglówkach lub kajakach pływałam z zabandażowanymi kolanami.
À propos zaraz coś będzie o kajakach.
Och, podziwiam, że przy takich warunkach chce Ci się jeździć.
Przy moich ograniczeniach zdrowotnych musiałabym tylko leżeć na wersalce.
Od dziecka jeździłam na nartach mimo marznięcia.
Pływałam na żaglówkach, kajakach, wpław mimo bólu kolan.
Łaziłam po górach mając serce w gardle albo…powyżej uszu.
Zawsze musiałam walczyć z moim organizmem, teraz jednak organizm mnie pokonuje, ale…nie tak całkiem!
Dlatego tak bardzo imponuje mi pan na spotkaniu, z którym dziś byłam.
I po przerwie!
I po środzie. Dobranoc
Dobranoc Bożenko!
Spokojnej!
Dobranocka.
Peter Gabriel dzisiaj, w parze z Sinead O’Connor. Ten utwór ma mnóstwo znaczeń, których kompletnie nie chce mi się dzisiaj rozkodowywać. Przede wszystkim to piękna, spokojna muzyka i dwa piękne, spokojne w miarę głosy.
Snów pięknych i spokojnych takoż.
Jako między Dobranocką a lampką parę słów gdzie dziś byłam.
Otóż byłam w PAU na spotkaniu z Aleksandrem Doba.
Uwielbiam ludzi, którzy mają pasje i poczucie humoru.
Jego dewizą jest NIEMOŻLIWE NIEISTNIEJE.
Na pytanie o wiek odpowiada ” mam 27 lat (śmiech )…do setki.”
Wygląda tak:
Ciężko było zrobić zdjęcie, bo cały czas biegał po sali, a jak już stał to tak machał rękami, że wszystkie zdjęcia były poruszone. Na powyższym pozuje z prowadzącą spotkanie, więc jedno zdjęcie udało mi się zrobić.
Zarażał swoim entuzjazmem, ciekawością świata i aktywną postawą życiową. Oraz dystansem do siebie i poczuciem humoru.
Kim jest ten facet, który swoją fryzurą pasuje do tematu pięterka?
Dlatego uznaję te moje między między jakby trochę na temat.
Aleksander Doba trzykrotnie samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki. Jest pierwszym człowiekiem w historii świata, który dokonał tego wyłącznie dzięki sile własnych mięśni. Kajakiem opłynął Morze Bałtyckie i Bajkał, jako pierwszy kajakarz przepłynął całą Wisłę. Zdobył tytuł Podróżnika Roku 2015 w głosowaniu National Geographic.
Poniżej zdjęcie z ekranu -trzy jego wyprawy (po pomniejszeniu jednak mało czytelne). Niebieska linia -I wyprawa, żółta- II, czerwona -III.
Śledziłem, jak płynął. Podziwiam człowieka ogromnie. Ale to chyba wymierający gatunek, bo nie kojarzę nikogo młodszego, kto by ostatnio coś takiego zrobił.
No, może Marek Kamiński. Ale to było już dość dawno temu.
Jak kogoś interesuje jak wyglądał kajak specjalnie zbudowany na transatlantyckie wyprawy Doby poniżej trzy zdjęcia slajdów z dzisiejszego spotkania.
Z dzisiejszego spotkania coś dla Tetryka.
Pytanie z sali „czy planuje pan kiedyś zgolić brodę lub skrócić włosy?”
Odpowiedź „przecież żona by mnie nie poznała, bo ja ZAWSZE miałem długie włosy i brodę”.
Tetryku! Ty też ZAWSZE?
Makówko to jest już manipulacja i na to nie ma mojej zgody ,sorry
Przy tych głosach mogę (bez schodków) przejść spokojnie w stronę sypialni 😉 Fajny duet.
Dobrej nocy Kochani
Dobranoc Skowroneczku!
Spokojnej! 🙂
Szanowni, powoli udaję się na spoczynek.
Łoj!
To już tak późno?
A tymczasem Tetryk się gdzieś zgubił i nie zapalił lampki.
Jest u masażystki czy u groomerki?
Tetryk się nigdzie nie zgubił. Tetryk ma przy sobie GPS-a…

Późno wróciłem, zjadłem kolację, poczytałem, no i kolej na zapalenie lampki 🙂
Spokojnej wszystkim!
Miłej nocki:)
Miłej i spokojnej Wszystkim Wyspiarzom!
Dzień dobry
Nieco przymroziło…
Kleszcze się (chyba) wreszcie pochowały, dzień dobry Poranna Pani Bożenko
Witajcie!
Dziś po raz kolejny żałowałem, że nie mogę zatrzymać się w drodze do pracy na fotograficzną sesję różowych chmurek. Brak czasu, brak dobrego sprzętu, brak umiejętności… same braki!
Ale to nie jest brakiem, że mogłeś podziwiać te piękne widoki. Ja na przykład, nie mam takich możliwości
Oj tam, wsiądź o odpowiedniej porze (np. dziś 6:25) w autobus i przejedź przez całe miasto… spektakl trwa mniej niż pół godziny 🙂
Dziękuję, może skorzystam z tej rady
A dzie Pańskie zalety, lejący ślozy Panie Ukratku ? Mam wymienić za Pana? Hę?
Dzień dobry mój ulubiony Ukratku
Zalety Ukratka?
A są takie?
Skowroneczku, zdejmij te różowe okulary i popatrz trzeźwo na Tetryka.
Wszak on ma same wady…na ten przykład…(cholera czemu nic mi do głowy nie przychodzi?)
Toć przecież słowo Tetryk , wszystko tłumaczy i trzeba tylko uważnie je czytać roztrzepańcu …
Stetryczaly Tetryk ….no tak i wszystko jasne.

Droga Makówko a może Ty czasem ,powinnaś się ugryść we własny język -co TY na to ???
Przypominam, że jestem starsza od Tetryka, więc tak serio ja jestem bardziej stetryczala.
Ukratku…gniewasz się?
TAK BYWA CZASEM,ŻE PYTANIE JEST ODPOWIEDZIĄ

No nie … Tetryk składa się z dwóch części : Te i tryk . Te – jest przystawką do słowa Tryk , jakim jest … no myślę , że znajdziesz w książkach z biologii
Jak się już tak bawimy w rozbieranie słów, to zastanówmy się, komu została tylko końcówka „na Maxa” ?
No to wpadłem … Z Maxem , to można prawie wszystko wyśmiać … Ale przecież śmiech , to zdrowie , o czym dzisiaj warto pamiętać . Dobry wieczór 🙂
Maksiu!
Znalazłam i już wolę, aby NASZ KOCHANY TETRYCZEK był labradorkiem niż zabawiał w trykanie się…
No ale i tak Ukratek wybiera kim woli być…
To nie brzmi dobrze Makówko…
No dobra, przyznam się, że mój nick wywodzi się z Zodiaku:
TEn spod znaku TRYKa…
a nie od ulubionych czynności.
Ulubionych czynności panie Labradorku?
Wczoraj po południu miałam czas czekając na autobus. Mimo braku umiejętności i sprzętu zrobiłam fotkę. Pokazuję ją tylko po to, aby pokazać, że zachody też bywają różowe, nie tylko wschody.
Piękny widok
Dziś już nie było takiego nieba.
Niemrawe… dzień dobry

Źle spałam: kordła za ciężka, za gorąco, to znowu za zimno. Wzięłam do ręki najnowszy nabytek ” Miłość leczy rany” K.Bondy, a tam już w pierwszym rozdziale okrutna przemoc. No w końcu jest to kryminał to czego oczekiwałam? Podziwiania różowych chmurek ?
Przyda Ci się więc dobra kawa, już biegnie Gienia…
Komu jaszcze?
O, poproszę!
Hmmm… Jeśli tytuł brzmi Miłość leczy rany, to na początku muszą się pojawić te rany do leczenia…
Oby ich tylko za dużo nie było, bo przestanę panią Katarzynę lubić.
Pewnie się strasznie zmartwi z tego powodu
Jak się zmartwi to będąc w rozpaczy może napisze jeszcze lepsze książki?
Podobno artysta najlepiej tworzy gdy jest nieszczęśliwy.
A wtedy Ty Skowroneczku staniesz się muzą!
Dzień dobry. Przedłużyłem spanie o jakieś, hmm, 15 minut, a może 30, i teraz czuję się dużo lepiej. Ale oczywiście jestem w plecy ten kwadrans czy dwa.
Ale będziesz wypoczęty=wydajniejszy.
Witam Wszystkich słonecznie!
Błękit nieba, teraz już bez chmurek.
Jak zawsze poproszę o herbatę.
I tu niebo czyste, ale przymrozek nie puszcza. Cieszmy się słoneczkiem, puki świeci, bo zbliża się zmiana
Uff. Wreszcie w domu, w ciepełku.
W autobusie czytałam pewne dialogi powyżej i ktoś mi się badawczo przyglądał czemu się tak śmieję.
Śmiech angażuje aż 80 różnych mięśni. Szybciej się spala te no… co to ich nie widać, a kurczą nam ubrania
Taa, te co mieszkają w szafie i czasem udaje się je trafić kulkami na mole. Jak się dobrze wyceluje.
Te mięśnie d…y i brzucha też?
To ja poproszę codziennie wraz z Dobranocką jeden dowcip.
Nie odmeldowałem się po fajrancie, za to wracam już poprzerywany, jak trza.
Idę odsypiać poprzednią noc, życzę spokojnej
I Tobie!
Ja też idę spać. Dobranoc
Spokojnej!
Jeżeli ktoś lubi morze i ma zdrową dłoń, żeby przesuwać i przesuwać i przesuwać i przesuwać ekran (żartuję, wystarczy kliknąć na niego i potem tylko klawisz PageDown), to proponuję głębokie nurkowanie – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/neal.fun/deep-sea/ (niestety objaśnienia tylko po angielsku).
Niebezpieczne są tak głębokie zanurzenia. Ok. 10000 m zawiesił mi się komputer…
Coś podobnego! Na takiej głębokości była jeszcze sieć?
Ponurkowałam trochę i wolałam dalej nie, aby mi się nic nie zawiesiło…
Ja dotarłem bezpiecznie do dna (a potem z powrotem)
Dobranocka.
Dzisiaj Sting, taki co już kiedyś był. „Come Down in Time” (oryginalnie Eltona Johna). Co za fortepian, co za głos.
Snów w sam raz na czas.
Tak, zawsze. Nawet z ręką w gipsie, jak miesiąc temu w Krakowie.
Dobranoc…
Miałaś taką przykrość -szkoda ,że nie wiedziałam o tym a u mnie tyle miejsca Pozdrawiam -EF.
Obecność w Tauron Arenie na koncercie Stinga była niekłamaną ucztą Elizo, mimo JEGO chwilowej niesprawnosci, głosu jednakże nie łamiącej
Jako między między mogę opowiedzieć moją przygodę z kluczem.
Dziś w planie był dentysta, odwiedzenie mamy, zakupy, obiad i …kobieta domowa.
Wyszłam od dentysty -widzę nieodebrane połączenie, więc oddzwaniam. Dzwoni kolega męża mojej przyjaciółki z USA, że ma dla mnie moje pareo. Zostawiłam je w Warszawie i prosiłam o niewyrzucanie, bo takie trochę sentymentalne -moja mama chodziła w nim na plaże.
Ewa jako solidna firma zabrała je do USA, teraz gdy jej mąż leciał do Warszawy wepchnęła mu w bagaż i nakazała przekazać koledze z Krakowa, z którym wiadomo było, że będą się widzieć w stolicy w ramach spotkania klasowego.
To kiedy możemy się spotkać? -pyta kolega.
Odpowiadam, aby dał mi 1,5 godziny czasu -zakupy, obiad i dojście na miejsce.
Wracam z zakupami do domu -nie mam klucza!
(A już mam mało czasu, bo po drodze spotkałam na ulicy koleżankę z pracy, z którą widziałam się pewnie jakieś 10 albo więcej lat temu i nie mamy kontaktu no i chwilę gadałyśmy na ulicy).
Stoję z zakupami i myślę?
Zakupy zaniosę do sąsiadki, obiad zjem w barze i pojadę po pareo.
Ale, ale przypominam sobie -Z NIEUMYTĄ GŁOWĄ na spotkanie ?
Wywaliłam wszystko z torebki na chodnik pod bramą i …na macanego klucze są, ale ich nie ma!
W kieszonce zrobiła się dziura (torebka szmaciana) i klucze wpadły między torebkę a podszewkę.
A pareo jeździło z moją mamą po różnych plażach Europy, a teraz odbyło nawet podróż do USA i z powrotem.
Zniszczone, stareńkie, ale teraz dopiero nabrało wartości.
Makówka szybsza niż myśl trafia kluczem do dziurki, zanim jeszcze dojdzie do drzwi!
Ty spod znaku Tryka cóż to znów za …eh …znowu coś napiszę nie tak…a pod kropeczki każdy może podstawić co chce.
A jakby co to powiem, że ja TAK nie myślałam.
Po Stingowym „Zejściu w czasie” pora na lampkę i spanie 🙂

Nie było mnie, ale już jestem. Ale pewnie też zaraz zmykam.
A może nie tak zaraz?
Panie Q zostań jeszcze trochę…prosi samotna (na nocnej zmianie) kobieta.
Oczywiście!
Jaki Ty jesteś miły!
Był taki dowcip o milicjancie, co ustępował miejsca w tramwaju…
Opowiedz proszę. Nie znam.
Natomiast skojarzyła mi się nasza kurtuazyjna wymiana zdań na temat budowania pięterka trzy dni temu.
Jedzie tramwaj, w nim siedzi milicjant. Na jednym z przystanków wsiada obładowana siatami babuleńka, tramwaj rusza, babcia się chwieje, milicjant wstaje i zamaszystym gestem pokazuje swój fotel. Babuleńka siada i się rozczula: – No proszę, są jeszcze życzliwi ludzie na tym świecie. Wszyscy siedzą, tylko pan milicjant taki grzeczny!
A milicjant na to: – Gówno tam uprzejmy, kazali!
Na szczęście na Wyspie nie ma o tym mowy, bo i kto by miał kazać?
Nie znałam. Dziękuję.
Hm…tyle jeżdżę autobusami i tramwajami i jeszcze mi nigdy policjant miejsca nie ustąpił.
Natomiast wczoraj usiłowałam zdążyć do autobusu, a tu sznur aut -nie zdążę przejść na drugą stronę i autobus odjedzie.
Wkroczyłam więc na ulicę podniosłam rękę do góry i lezę między auta. Wtedy zauważyłam, że to akurat policyjny. Trudno -nie było sensu się wycofywać -auto policyjne zwolniło, przepuściło mnie, a kierowca autobusu czekał aż wbiegnę i dopiero zamknął drzwi.
Ciekawe czy też im kazali?
Chyba nie. Może zastosowali się do koncepcji, ze pieszy jako najsłabszy uczestnik ruchu powinien mieć fory?
Pomachałam im dziękując, a kierowca raczej wyglądał na ubawionego.
Ten z autobusu -też.
Zapomniałam dodać, że przejście dla pieszych jest kawałek dalej, więc ja tam w ogóle nie powinnam przechodzić.
Natomiast był korek, więc jednak nie wbiegłam pod pędzące auta, tylko takie wolno sunące.
Jakiś instynkt samozachowawczy mam!
Dziękuję panie Q za rozmowę i już Cię nie zagaduję!
Niezamaco.
Zmykam, dobranoc!
Dobranoc!
Dzień dobry




Zbyt dużo czasu upłynęło… 
Coraz trudniej jest mi się dostać na Wyspę
I to nie z powodu trudności technicznych, bardziej w związku z trudnościami czasowymi
Ale zdążyłam na nowe (dla mnie) pięterko
Do fryzjera nie chadzam, więc z dużym zaciekawieniem poczytałam wszystko na ten temat.
Pierwszy raz w życiu byłam u fryzjera przed swoim ślubem, drugi raz już tutaj… jakieś dwadzieścia lat temu
Nie pamiętam, czy ktoś przy okazji chciał mi myć głowę
Jestem już chyba przemęczona, bo wieczorami padam na dziób i zasypiam momentalnie
A jeszcze mi trochę zostało z tych domowych zajęć… przede wszystkim muszę uporządkować gospodarczą część piwnicy. Małżonek znosi do domu różne rzeczy i „tyca” gdzie popadnie… oczywiście najlepszym miejscem jest część gospodarcza. Coraz trudniej przejść tamtędy
Jeszcze trochę i do pralki nie będę miała jak dojść 
Może jutro? Mam dzień wolny (teoretycznie). Co prawda muszę wymienić olej w samochodzie i zajechać do banku, ale nie powinno mi to zająć zbyt dużo czasu. 
Najgorzej, że nie znam się na tych różnych częściach i nie bardzo wiem jak je posegregować. Małżonek by wiedział, ale jest ciągle zajęty i nie ma czasu na przejrzenie tego wszystkiego. Muszę sama coś „wykoncepić”
Właśnie miałem napisać, że może w święta trochę odsapniesz, ale mi się przypomniało, że przecież jedzenie…
No to może po świętach?
Pogoda się jakoś utrzymuje. Nocne przymrozki nie są niczym zaskakującym w grudniu
W dzień różnie bywa… to znaczy… nie jest tak zimno, jak powinno być o tej porze roku. Niemal cały czas na plusie… 
Na moje karmniki przylatuje coraz więcej gołębi. Wróbelki są mniej więcej w tej samej liczbie (ok. setki). Za to szpaków ciągle przybywa. Są pierońsko żarłoczne, chociaż płochliwe. Spadają jak ta szarańcza. Kupuję im specjalnie „robaczki”, bo to ich przysmak
Te potrafią o siebie zadbać. Dziobią plastry (najbardziej lubią orzechowe), a przy okazji wszystkie inne ptaki, które usiłują popróbować dzięciołowego specjału
Odgonią każdego…

Kilka razy dziennie przylatują też dzięcioły. Nie wiem czy tylko jedna para, bo nie są znaczone
Przylatują też modrosójki błękitne, dziwonie ogrodowe. O świcie i o zachodzie mam też stadko junków zwyczajnych.
O różnych porach dnia, na wielkim drzewie sąsiadów czatują na swe ofiary krogulce. Nie rozpoznałam dokładnie gatunku, bo siadają między gałęziami i nie widać ich dokładnie. Na tym terenie są dwa gatunki. Krogulec zmienny i czarnołbisty. Różnią się takimi detalami, że jak nie widzę ich dokładnie (w całości), to nie umiem rozróżnić
Gdybym miała czas, to godzinami mogłabym obserwować swoje karmniki. To takie ciekawe (przynajmniej dla mnie)
Fascynujące!
Miłego piątkowania Wam życzę
Dzień dobry
Piąteczek, w dodatku Mikołajki. Do kogo dziś przyjdzie? 
Dzień dobry w piąteczek
od 8-ej wcielam się w rolę
więc cały dzień w towarzystwie tego dobrodzieja 
Najpierw kroplówka z mocnej kawy!
Aniołek? Przyślij selfie z tego wcielenia!
Koniecznie!
Tajne/poufne
zostawiam Waszej wyobraźni wizję siwej (bo nie używam fryzjera) janielicy!
Witajcie!
Dziś później, bo jadę zmieniać oponki.
No to kawa, lub herbata
Koniecznie! Poproszę czarną, jak zwykle. Dzisiaj zacznę dzień na Wyspie i nawet chwilę pobędę z przerwami, za to po południu mnie nie będzie, a wieczorem to się zobaczy.
Dzień dobry, był Mikołaj, zostawił drapaczkę do głowy i słodycze 🙂
Drapaczkę do głowy? Nie słyszałam o takiej, ja mam drapaczkę do pleców 🙂
Przepraszam, fachowo to się nazywa „masażer do głowy i karku”, a wygląda mniej więcej tak:
Stawia się to na ciemieniu i naciska tak, że te druciki jakby „obejmują” głowę, a jak się zakręci albo porusza góra-dół, to masują. Albo drapią.
Model ekologiczny:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/s3.eu-central-1.amazonaws.com/pressland-cms/cache/__original__/k9/16501756-dobrym-pomyslem-jest-oddanie-kotu-do-dyspozycji-scietego.jpeg
Tym to bym się bał podrapać. Słabo kontrolowalne.
Ale mruczy przy tym, a mruczenie kota wpływa doskonale na psyche.
A, takie coś już gdzieś widziałam, ale ja wolę podrapać się własną ręką
W ramach Mikołajków założyłem bryczce zimowe opony…
To wyczekałeś!
Słonecznie witam!
No proszę, słonecznie.
Dzień dobry
to se lecę sama prezent zrobić! Niech się wypcha! 
Mikołaj, skubany, nie przyszedł
No to lecę, do popotem.
Witaj Skowroneczku!
Taaa nawrzucała mi swoich kamieni do mojej kołdry, sama wyspana i prezenty poszła kupować.
Pochwalisz się co kupiłaś?
To nie ja Ci kamienie w kordłę wrzucałam, słowo

Nie, nie pochwalę.
Bo nic nie kupiłam
To czemu nie mogłam spać ?
Dzień dobry:)
Szybkie i bardzo wietrzne, ale mam nadzieję, że wieczorem nadrobię półtoradobową niebywałość:)
Pozdrawiam:)
A mnie jak wywiało rano, tak – wbrew zapowiedziom – dopiero teraz jestem. I zaraz wybywam dalej…
Ja też dzisiaj w ruchu, też niedługo wybywam…
Wróciłem z miasta , ze ścisłego centrum Warszawy ,gdzie obok obiektów szpitalnych Uniwersytetu Warszawskiego funkcjonuje mały kościółek , który ostał się podczas Powstania Warszawskiego . Otoczenie jest bardzo zadbane po ostatnim remoncie Placu Starynkiewicza i z tego trzeba się cieszyć ,gdyby nie fakt pojawienia się przy kościółku , aż trzech osób żebrzących . Dwie siedzące przy wejściu do kościółka i jedna agresywna zaczepiająca każdego przechodnia na chodniku . Az nie chce się wierzyć , że w centrum Stolicy mamy takie obrazki , które przeczą zachwytom rządzących o sytuacji materialnej obywateli . Jest mi bardzo smutno …
Jest dużo biedy w Polsce,ale ci najbardziej potrzebujący często nie żebrzą,nie proszą o pomoc i tym należy pomagać.
Jestem tego samego zdania. Często żebrzący potrzebują pieniądze na alkohol. Myślę, że ta osoba agresywna właśnie taka jest.
Ponad dwie godziny tortur pod mikroskopem,a teraz jadę posłuchać jak knuć.
Dobry wieczór, wróciłem. Z różnych powodów nie mogę się dzisiaj zbytnio poudzielać na Wyspie, ale ile mogę, tyle się poudzielam.
Nie tylko Ty, inni też czekają chyba na nocną zmianę. W dzień każdy zajęty
Jestem w autobusie i zmierzam w kierunku domu.Juz po knuciu.
Antylop knu upolowana
To jakaś nowo odkryta?
Makówka może będzie wiedziała?
Dobry wieczór i dobranoc

Tylko proszę nie knuć! Na Wyspie!
Maczek szkolenie przeszła, więc tak na wszelki… uprzedzam
Spokojnej, ja nic nie uknuję.
Ja mogłabym jedynie uknuć nowe pięterko …jakbyście PRZYPADKIEM chcieli, a nikt nie miał lepszego pomysłu.
A Tetryk zmienił oponki i śmiga gdzieś…?
Nowe pięterko bardzo by się przydało, a Ty knuć potrafisz
To zjem kolację i zacznę budować, bo tu już 210 komentarzy.
Chyba że jeszcze ktoś się zgłosi z LEPSZYM pomysłem.
ktoś? coś?
Ja nie. Ja się żegnam i idę pod kordełkę i mam nadzieję, że jutro obudzę się na nowym pięterku. Dobranoc
Spokojnej.
Miłych snów Bożenko, Skowronku i wszystkim, co już śpią!
Dobranocka.
Otóż, proszę ja Was, dawno nie słyszałem piosenki skończonej. Takiej, w której oczarowałoby mnie wszystko, od a do zet – muzyka, aranżacja, tekst, klip (tzn. teledysk). A tu to jest.
Kwiat Jabłoni i „Idzie zima”. Posłuchajcie koniecznie! Pal licho, że chwilami trąbią, to jest naprawdę dobranocka, co się zowie.
Snów o sadach jabłoniowych!
I byle do wiosny…
Makówko, zbuduj pięterko, to będziemy o jedno bliżej do wiosny
Jestem w domu – i w oczekiwaniu! 😉
No, no wrócił wygłaskany Labradorek!
I ja spłynęłam z anielskiej chmurki 🙂
Wieleż duszyczek dzisiaj ułowiłaś? 😉
Niemal trzy setki się uzbierało
więc znikam skrzydła prostować – dobrej nocy!
Miłej nocki życzę wszystkim, póki jeszcze widzę cokolwiek:)
Póki jeszcze ktoś to widzi, zapalę lampkę. Anielskich snów!

Widzi widzi. Ja też zmykam.
Dziś zamiast między między zapraszam na nowe pięterko.