Bardzo wolno, bo nie mam za dużo czasu, przygotowuję zdjęcia do albumu dla Margaret. Oczywiście nie pokażę wszystkiego i to z różnych powodów. Przede wszystkim jest tego za dużo, a poza tym mam na zdjęciach Margaret i jej brata. Nie pytałam czy mogę ich zdjęcia pokazać publicznie… a z resztą myślę, że Was to i tak nie zainteresuje.
Jak widać zdjęcia robione są w różnym czasie. Od wczesnej wiosny do jesieni.
Może jeszcze dwa słowa wyjaśnienia. Margaret ma dwa psy. Pete (ona to wymawia jak „pit”) i Digger. Obydwa są ze schroniska dla zwierząt i obydwa są (jak to oni mówią) „rescued”, czyli „uratowane”. Na Pete smutne szczenięctwo nie wywarło aż takiego wpływu. Jest radosny i rozhukany. Ale Digger, tak jak jego brat Redee (zajęła się nim siostra Margaret) jakoś nie mogą się wyzwolić ze strasznej przeszłości. Szczególnie Digger. Sporo wysiłku kosztowało nauczenie go niezałatwiania swych potrzeb fizjologicznych w domu, a w ogródku. On się po prostu bał wyjść. Wiał do domu, nawet jak ptak głośniej krzyknął. Nie zdążył wyjść i już chciał wracać. To była gehenna. W końcu jakoś się przekonał. Ale tylko w towarzystwie Pete czuje się pewniej. Obserwuje go cały czas. Jak coś gdzieś głośniej stuknie, w pierwszej chwili rozpłaszcza się na ziemi, ale jednocześnie patrzy na Pete. Widząc, że na nim nie robi to wrażenia, trochę się uspokaja. Jest nadzieja, że przywyknie i też się uspokoi. Chociaż na pewno bohaterem nie będzie…




Taka „poczekajka”. Zapraszam do oglądania, chociaż to nic specjalnego, ale zawsze to nowe (i jak na razie) krótkie pięterko
Piękny spacer po Królestwie Zwierząt i Królestwie Roślin… 🙂
Dziękuję Ukratku
Ależ Pete wygląda na zdjęciach jak bardzo melancholijny, refleksyjny labrador, aż mi się wierzyć nie chce, że taki z niego myśliwy. Ale jeżeli już, to w sumie szkoda, że Margaret jest z tego niezadowolona, to przecież jego naturalny instynkt. A Digger wręcz przeciwnie, wydaje się odprężony i spokojny. Jak to zdjęcia mogą mylić!
Poza tym ptaki jak zwykle w sytuacjach typowych i mniej typowych. Faktycznie wron na Twoich zdjęciach jak na lekarstwo. Do głowy by mi nie przyszło, że nie życzą sobie zdjęć
Wróciłam i dalej „jestem pod wrażeniem”.
2,5 godziny niesamowitych wzruszeń, śmiechu, zadumy,zachwytu.
Piękna poezja z muzyką tych najlepszych.
Teksty , stare i znane i znów aktualne oraz całkiem nowe opisujące obecną rzeczywistość, która się dzieje tu i teraz (czasami nawiązujące do wydarzeń, które wczoraj były newsem).
Był śmiech „który wyzwala”, ale i taki gorzki przez łzy.
Dawno się tak szczerze nie uśmiałam ale i szczerze nie wzruszyłam.
Bo te emocje były cały czas umiejętnie , na wysokim poziomie przeplatane -gdy robiło się zbyt smutno (np gdy śpiewano o Szarym Człowieku) serwowano nam trochę zabawy.
Wracałam autobusem i zastanawiałam się czy w głowie szumią mi bąbelki szampana , którym częstowano na koniec czy to są „bąbelki emocji”.
Mam na dziś nadmiar wrażeń -mój mózg nie byłby w stanie już nic przyjąć, więc zdjęcia jutro obejrzę. Nawet Dobranockę wysłucham sobie przy śniadaniu.
A, Piwnica? No tak, to klasa sama dla siebie.
Quackie!
Oczywiście, że klasa sama dla siebie. To był koncert na dużej sali ze specyficzną publicznością, bo za zaproszeniami -100. Inauguracja Roku Akademickiego.
Spodziewałam się więc dużo śpiewanej poezji a polityki jedynie mimochodem , aluzyjnie, bo publiczność nobliwa, ale jednak z różnych opcji zapewne.
Tymczasem o bieżących sprawach mówione było wprost, bez ogródek i ostro waląc między oczy.
Więc wróciłam z nadzieją, że skoro nikt nie wyszedł oburzony to więcej jest myślących podobnie.
I więcej jest Wysp
„…Na naszej wyspie
żyjemy wszyscy
Śliczni i czyści …” – to też było śpiewane i ja sobie zaraz o naszej blogowej Wyspie pomyślałam.
Wiesz, Makóweczko, to że publiczność nobliwa, wcale nie znaczy, że popierająca to co się teraz dzieje.


Według jednego z czołowych przedstawicieli rządzącej partii, jej wyborcami są ludzie mało inteligentni (widziałam i słyszałam to na własne oczęta i uszki). Myślałam, że się przewrócę, bo się czegoś takiego nie spodziewałam…
Widocznie zaproszenia dostali tylko ci inteligentniejsi
Emocjom się nie dziwię. Dobrzy aktorzy/kabareciarze potrafią nie tylko rozgrzać publiczność, ale też pobudzić do refleksji. Jeszcze długo po występie myśli się o nim i dyskutuje. A przecież byłaś na spotkaniu z klasykami
Wybrałam zdjęcia Pete takie, a nie inne. Na tym pierwszym zobaczył wiewióra na drzewie, ale to za wysoko dla niego
Oposa nie rozszarpał, a jedynie potarmosił. Udało mu się uniknąć śmierci. Pewnie dlatego, że nadszedł Jeff (szwagier Margaret) i psa odciągnął, zostawiając poturbowanego. Gdy za moment wrócił, by sprzątnąć „zwłoki”, opos już nawiał i nawet śladu po nim nie było 

Trudno byłoby policzyć te wszystkie zdjęcia, które wywaliłam, bo nie nadawały się do niczego…
Pete, to nie tylko myśliwy, ale i urodzony morderca. Margaret jest niezadowolona, bo poszarpane szczątki tych zwierzaków musi sprzątać, a do przyjemności to nie należy. Wiewiórek jej nie szkoda, bo ich nie znosi (jak większość moich znajomych), ale króliczków jej żal.
A Digger… jego zdjęć mam tyle co kot napłakał. Może ze trzy sztuki. Ucieka gdy tylko wezmę aparat do ręki. Psy mają bardzo dobry słuch i Diggera przeraża trzask migawki, chociaż przecież głośny nie jest. Może za jakiś czas i do tego się przyzwyczai. Jak na razie nie jest łatwo go obcykać
A z ptakami tak to już bywa. Niektóre mają parcie na szkło (nawet jeśli jest to tylko obiektyw) i skaczą mi przed nosem przyjmując różne pozy, jak te modelki, a niektóre uciekają w takim tempie, że dorwać je jest wielką sztuką i bardzo rzadko mi się to udaje.
Nie wiem czemu mój komentarz do wypowiedzi Mistrza Q. poszedł aż tutaj
Innej możliwości nie widzę…
Widocznie Makóweczka, cała w emocjach, dała swój wpis jako odpowiedź na jego komentarz
W każdym bądź razie, wpis powyżej jest odpowiedzią dla Mistrza Q.
Miralko!
Makówka cała w emocjach jest jeszcze dzisiaj. Usiłowałam sobie przypomnieć co celniejsze słowa z wczoraj, ale nic -pustka w głowie i pozostaje tylko wrażenie ogólne.
Podobnie gdy po „wieczorze przy świecach”(oczywiście świece są umowne) pamiętam, że była rozmowa, ale nie pamiętam o czym oprócz tego, że była nadawana na „tych samych falach”. Gdy działają emocje wyłącza się u mnie pamięć?
A na tych schodkach pięterek to już kiedyś pisałam jakoś nie całkiem umiem się poruszać i dlatego piszę zazwyczaj komu odpowiadam. Widać często jestem „w emocjach”?
Nie ma się czym przejmować, Makóweczko. Przecież nic się właściwie nie stało. Wyraziłam jedynie swoje zdumienie, a jak ktoś chce, to odpowiednią odpowiedź sobie znajdzie
Gadamy średnio 2-3 godziny (co dwa tygodnie), ale nie umiem streścić rozmowy… Jedynie czasami zapamiętam jakiś szczegół… a przecież rozmowa z córką nie wiąże się z potężnymi emocjami… 
Co do amnezji i niemożności przypomnienia… czasami mąż mnie pyta o czym tak długo rozmawiałam z córką przez telefon. Nie potrafię mu powiedzieć
Dzień dobry
Piękne pięterko, Mireczko! Masz talent nie tylko do robienia zdjęć, ale i do podpatrywania przyrody, nie tylko ptaszków. Brawo 
Dzięki, Bożenko
Jak mawia Miralka: wszędzie można znaleźć, jeśli się patrzy. Ja też lubię przyrodę zaraz za progiem. Tylko może bardziej patrzę na kwiatki
Ja kwiatki też widzę i je podziwiam

Ty, oprócz podziwu, znasz ich nazwy, co dla mnie jest czarną magią… rzucasz okiem i od razu wiesz co to jest
To czas na Gienię

Chętnie skorzystam
Dziękuję 
Dzień dobry. Piątkowo, słonecznie i wietrznie.
Witajcie!
Noce zimne, dni ciepłe, pierzynka smogu wróciła nad Kraków – już nie wieje 🙁
Nawet w TV pokazują, że w Krakowie jest powietrze niezdrowe 🙁 Najgorsze w całym kraju.
Dzień dobry piątkowe. Wieczorem przyjeżdżają przyjaciele i zostają na weekend, więc jak się dzisiaj wieczorem pożegnam, to pewnie wrócę na Wyspę w niedzielę.
A ja w niedzielę będę wyjechana, ale jutro będę obecna.
Dzień Dobry Wyspo!
Chyba znów najpierw zaczęłam gadać a teraz się witam?
Zdjęcia Miralki już podziwiałam. I nie wiem co mnie bardziej ujmuje ? -umiejętność podpatrywania i robienia doskonałych zdjęć czy te zabawne komentarze pod nimi…
Jeszcze chyba miałam wysłuchać wczorajszej Dobranocki? Może mnie uśpi, bo znów niewyspana jestem:)
Zdjęcia i podpisy rewelacyjne. Żuczki uchwycone w tak zwanym momencie na tle żółtych kwiatów rozczulają, ponieważ przypominają, że najważniejsze tak naprawdę jest samo życie.
Serdecznie pozdrawiam
Dziękuję Ultro
Ja widzę po prostu powiększające się ogniwo w łańcuchu pokarmowym. To nie jest nic zbereźnego, czy niewłaściwego. Takie jest życie 

Żuczki, tak jak wszystkie zwierzaczki, mają zakodowaną prokreację. I w żaden sposób czyjaś obecność im w tym nie przeszkadza. Różni ludzie różnie na to reagują. Niektórzy jak Margaret – są zawstydzeni i zażenowani, ale tak na prawdę ciężko im oczy od tego oderwać
Odpozdrawiam cieplutko
Uzupełnienie fotografii z żuczkami : ” Wyszedł żuczek na słoneczko w zielonym płaszczyku … Nie bierz mnie za skrzydełeczka ,mój miły chłopczyku ! Nie bierz mnie za skrzydełeczka , bo mam płaszczyk nowy ! Szyły mi go dwa chrabąszcze , a krajały sowy … Jak uszyły , wykroiły , to płaszczyk za krótki , jeszcze im musiałem nalać po kieliszku wódki ! Jeszcze im musiałem dodać ,też po parę groszy i zapożyczyłem się u tej pstrej kokoszy ! Tak to jest zabawa z żuczkami , które chodzą ze sobą ” na barana ”
Wierszyk świetny, Maksiu

Nie znałam…
Pięknie pasuje do żuczków ze zdjęć
Super ten wierszyk Maksiu!
Przy okazji żuczków , które noszą się na barana i zamieszania za Wielką Wodą pt. : molestowanie seksualne warto przypomnieć ,że Mojżesz rozmawiając z Bogiem na górze Synaj uzgodnił , że jeden z artykułów Dekalogu będzie mówił :” nie cudzołóż” . Dyskutanci nie wzięli tego z sufitu ,tylko z doświadczenia Braci starszych w wierze , dla których „skok w bok ” był powszechnym zachowaniem . Zatem , dzisiaj rozpaczanie nad tym amerykańskim problemem nie ma żadnego sensu , bowiem taka jest natura ludzka , że Panowie interesują się Paniami , a relacje między stronami zależą głównie od kultury osobistej i …. no właśnie i jeszcze od czego ??
Wzajemnej chemii?
Trochę chemii, trochę fizyki, nieco biologii i socjologii, a i odrobina filozofii by się zdała…
Łoj!To dorzucmy kroplę romantyzmu i poezji
Dzień dobry


Jeszcze nie wiem jak tam ze słoneczkiem, bo za oknem ciemno. Ale o tej porze roku, przed 6 rano to normalne
Według zapowiedzi ma od rana padać…
Miało, to i pada
Powiedziałabym nawet, że leje…
A u mnie słońce, wraca lato!
U mnie też słońce.
Tutaj lekkie chmurki, bez deszczu. Ciepło. Poszedłem załatwić rzutem na taśmę parę zakupów w t-shircie i bluzie takiej jak dresowa, tylko przewiewniejszej, i mimo to wróciłem spocony.
Dźbry. Fajrant, planowo wcześniej. I będę do wieczora zaglądał, ale nieregularnie.
No to tak: mamy inwazję takich żuczków, pluskwiaków w zasadzie, które niemiłosiernie śmierdzą, jak się je zestresuje. W związku z tym trzeba uważać, żeby któregoś nie nadepnąć czy coś. Albo nie zestresować. A one są wszędzie i spadają bez ostrzeżenia. Oraz stresują.
Jadę do Simply w Bruino, sprawdzić, czy nie zostało im jeszcze trochę Martini Prosecco w ofercie.
Widocznie są to najlep… albo chociaż najbardziej śmierdzące spadacze na świecie. Gdyby w grę wchodził tylko Wasz węch oraz stres, powiedziałbym „Zatkajcie nosy i miejcie w d…”, ale nie wiem, jak tam chłopaki.
Edit: Prosecco koniecznie!
Nic z tego. One śmierdzą tak, że nie da się zignorować.
Pamiętasz odorka z Pszczółki Mai?
Aaa, to chyba wiem, o jakim smrodzie mówisz. O takim, że jak się zatka nos i wciąga powietrze przez usta, to kubki smakowe go odbierają. No to nie ma sposobu. Może maski przeciwgazowe.
Lepiej zapobiegać i nie stresować tego odorka.
Wygląda mi to na Pentatoma rufipes. Chyba.
A nie ma na to jakiejś chemii, która by je utrupiała NIE WYZWALAJĄC smrodu? Rozumiesz, albo szybciej niż działa odruch, albo właśnie usypiając czujność.
Ja bym poszukała, ale jestem w gościach, więc nie będę się narzucać gospodarzom.
Może to są miniaturowe skrzydlate skunksy?
Coś w tym rodzaju.
Lupa w dłoń!
Jo, czy to coś takiego jak ten żuczek?


U nas też takie latają. Wciskają się do domów… obrzydlistwo
Tak! To draństwo! Są wszędzie o tej porze roku. Jak byłam dwa lata temu tutaj, pod koniec września, było tak samo.
Bo one żywią się roślinami i dlatego całe lato ich nie widać. Siedzą po drzewach i krzakach. Dopiero na jesień szukają ciepłego schronienia i lazą do domów.
Dobry wieczór! Zapraszamy w wolnej chwili do poprzednich galerii, bo to nie tylko zdjęcia, to całe epickie fotopoematy o ptakach!
Mogę się przyznać, że podglądałam Was już ciut ponad dwa lata… Żeby, nie Tetryk, to może dalej bym cichutko podglądała…
Tetryk tak ma. Wyciąga ludzi z szafy.
I bardzo dobrze, że wyciąga. Mamy przynajmniej ciekawych, nowych ludzi, z którymi można podyskutować
Dziękuję, Boguśko

Co jakiś czas zanoszę mu swoje najlepsze zdjęcia i bardzo rzadko się zdarza, że pochwali
Nie tyle interesuje go tematyka zdjęć, ile samo wykonanie i „obróbka”.

Cały czas się uczę i mam nadzieję, że kiedyś będą perfekcyjne
Mam takiego znajomego Amerykańca. Profesjonalny fotograf, specjalista od czegoś tam w fotografii (specjalna metoda „obróbki” i wywołania zdjęć). Czasami stawia mnie do pionu, żebym nie popadła w samouwielbienie
Nie narzekam, bo sama go prosiłam o obiektywną ocenę… no to ocenia, przy okazji dając rady
Stąd moja nadzieja, że kiedyś uda mi się i zdjęcia będą perfekcyjne
Przede mną ostatni włoski weekend, więc idę jeść risotto con zucca (nie wiem, jak to przeżyję, bo ja ostatni posiłek jem najpóźniej o siódmej…). A potem jednak spać, bo jutro program napięty.
Paaa Paaa
Smacznego i dobranoc.
Ja też już się pożegnam i życzę Państwu dobrej nocy i pięknych snów.
Spokojnej. Tylko nie wiem, co to zucca. Może skrót od cukini?
Magdalena Kossakówna w czasie gdy była żoną polskiego dyplomaty, udała się wraz z nim na placówkę do Berlina. Język znała, ale prowadzenie w tym środowisku gospodarstwa domowego było sporym wyzwaniem. Kiedyś zabrakło jej majeranku, poszła więc pośpiesznie do pobliskiego sklepu i tam uprzytomniła sobie, że nie ma pojęcia jak się majeranek nazywa po niemiecku. Jęła więc obrazowo i długo tłumaczyć sprzedawczyni, o co jej chodzi. Ta nie specjalnie kapowała, p. ambasadorowa rozwijała kolejne opisy, aż wreszcie Niemka pokojarzyła:
– Ach, ja! Das Majeran?
O, to piękna historia. To ja kiedyś próbowałem wytłumaczyć znajomej Japonce, że chodzi mi o ananasa, a ponieważ porozumiewaliśmy się po angielsku, powiedziałem „Pineapple” (czyli tak jak po angielsku nazywa się ten owoc/owocostan). Marszczyła brwi, kręciła głową, aż poszła po słownik. Okazało się, że po japońsku owoc nazywa się
.
.
.
.
.
uwaga
.
.
.
.
.
.
ananas.
To tak jak ja
Chciałam kupić majeranek, ale nie wiedziałam jak to będzie po angielsku. Co prawda nie pytałam nikogo, tylko poszłam w półki z przyprawami, ale trudno było znaleźć. W USA bardziej popularne jest oregano, zwane dzikim majerankiem. W końcu w którymś ze sklepów znalazłam. Nazywa się podobnie – „marjoram”. 
DYNIA
Logiczne. Duża to zucca, mniejsza to zuccina…
Dobranocka.
Ponieważ lubię od sasa do lasa, dzisiaj zajrzymy do lasa. Wołosatki i „We wtorek w schronisku”. Jest tam parę niezłych damskich głosów i harmonii warto posłuchać. Kiedyś w liceum wyliśmy to również na głosy w przemiłym, niepowtarzalnym już towarzystwie.
Snów jesiennych, ale równie pięknych.
Zgłaszam wniosek formalny, że Sasa tu dawno nie było…
Mogę wrzucić link, ale z góry uprzedzam, że to mało dobranockowe
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=P9QMq3tskKY
Ach…ta niepowtarzalna atmosfera schronisk.
Dawnych schronisk, gdzie nie można było dojechać samochodem, gdzie spało się na podłodze i tam na tej podłodze zawierało nieraz wesołe znajomości.
Tych schronisk w których każdy kto przyszedł dostawał „kawałek podłogi” i wrzątek.
A ponieważ za chwilę pojawią się goście, to ja już mówię „dobranoc” i do niedzieli. Chyba że będzie możliwość.
Bawcie się dobrze!
Między wódkę a zakąskę, czyli Dobranockę a lampkę wtrynię „makówkowe przeżycia cd”
Otóż -dziś też „się wzruszałam” choć oczywiście nie tak jak wczoraj.
Byłam na wernisażu zdjęć pani, która uwielbia fotografować przyrodę wokół rzeczki, która wije się między osiedlami niedaleko ode mnie.
Piękne zdjęcia -coś dla Miralki! Pani z zapałem opowiadała o ginących gatunkach, które jeszcze można tam spotkać i o walce,którą prowadzi aby tereny te uchronić przed developerami.
A w tzw „międzyczasie” słuchaliśmy pana, który przy gitarze śpiewał piosenki o przyrodzie, o wędrowaniu, o miłości…Pan z zawodu architekt komponuje, pisze teksty piosenek, również pasjonuje się fotografią.
Uwielbiam takich wszechstronnych ludzi! Osoby z wykształceniem technicznym, które mają wrażliwość na poezję , przyrodę itd.
To był miły wieczór , gdzie jedynym tematem rozmowy był ptaszki, nietoperze, zaskrońce itd.Dobry odpoczynek przed jutrzejszym dniem , gdzie już nie uda się uciec od polityki, wręcz przeciwnie
To musiało być piękne

Miałabym tysiące pytań (o ile byłaby taka możliwość)…
Takie spotkanie z ludźmi, którym zależy, którzy mają otwarte oczy i widzą to, na co przeciętny człowiek nie zwraca uwagi
Chyba wyszłabym jako ostatnia
Spokojnej nocy! Niech się nam śni piękna przyroda… no, może niekoniecznie nietoperze i zaskrońce 😉

Spokojnej, dobranoc Wyspo!
Tetryku był również krogulec w akcji , czerwończyk nieparek , różne dzięcioły itd .
Miralko kiedy zrobisz wernisaż swoich zdjęć ? -tak mi się cały wieczór myślało …
Chyba raczej nigdy, Makóweczko
No to zaczęłam robić zdjęcia. Wychodzą mi coraz lepiej, bo nabieram wprawy i mam dobrych doradców. 
Różnice między nimi są tak niewielkie, że początkowo sama nie wiedziałam który jest który. Kosmaty jest nieznacznie mniejszy (kilka centymetrów) i pod ogonem, na białych piórach, ma czarne plamki. Poza tym, jego dziób jest krótszy i mniej masywny.
Obydwa żyją na tym terenie… Musiałam obejrzeć wiele zdjęć, żeby nauczyć się je rozpoznawać. A nie było to proste… 


Fotografia nie interesuje mnie jako taka. Zaczęłam pstrykać zdjęcia, bo na nich łatwiej określić gatunki. Można porównać, obejrzeć dokładnie. Gdy widziałam jakiegoś ptaszka, próbowałam znaleźć co to właściwie jest. Nie byłam w stanie zapamiętać szczegółów i do każdego pasowało mi po kilka gatunków
Kiedyś pokazywałam na Wyspie, jak czasami niewielkie różnice w wyglądzie decydują o przynależności do gatunku. Taki na przykład dzięcioł kosmaty i dzięcioł włochaty! Nawet nazwy mają podobne (owłosione)
Te wszystkie kwiatki, ważki, czy inne owady, to tylko dodatek. Jak widzę coś ciekawego, to też opstrykam…
Wielbię Matkę Naturę od wielu lat. Staram się pokazać jej piękno. Czasami nie zauważamy takich drobnostek. Życie w biegu nie pozwala na zbyt wiele refleksji… na zbyt uważne przyglądanie się życiu malutkich stworzeń. Warto je pokazać i przybliżyć ich życie innym.
Dodam jeszcze, że czasami wkurzają mnie opinie, że u mnie to są same piękności, a w Polsce, to niemal pustynia
Wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć… różnokolorowe klejnociki.
Jaka pustynia do pioruna?!!! Mam znajomych na FB, w klubie, gdzie ludzie pokazują zdjęcia przyrody polskiej. Można oczy zgubić, tak jest pięknie! Nie tylko krajobrazy, ale też rośliny, owady, zwierzaki i ptaki. Cudowne
Według klasyka (Stanisław Jachowicz) – „Cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”… i to by się zgadzało
Miralko!
Gdybyś była wczoraj to pewnie gadałybyście do rana.Ależ oczywiście wystarczy się rozejrzeć wszędzie. Przecież te zdjęcia pokazywane wczoraj zostały zrobione w środku miasta w pobliżu blokowisk.
Ta pani nie tylko chodzi z aparatem w dłoni i podpatruje przyrodę , ale jest Prezesem Stowarzyszenia, które walczy o zachowanie tego unikatowego przyrodniczo miejsca . Ci ludzie dbają o dzikość terenów wokół rzeczki, nie pozwalają wycinać nawet pokrzyw , sprzątają po tych, którzy przychodzą tam odpocząć, ale śmieci nie zabierają ze sobą.
Prawdziwi zapaleńcy- spodobaliby Ci się.
Już mi się podobają

Muszę Ci się przyznać, że wolę parki dzikie, zarośnięte, ze splątanym gąszczem dzikiego wina, z powalonymi starymi drzewami, na których odradza się nowe życie… prawdziwa ostoja zwierzyny i ptasi raj
I głównie do takich parków jeździmy z mężem. Te uporządkowane, wykoszone i zagrabione, może i ładnie wyglądają, ale nic w nich nie mieszka. Jakieś pojedyncze sztuki…
Dobranoc wyspiarzom.
Tobie również… kolorowych
Dzień dobry
Dzionek się budzi, piękny bo sobotni. Lato nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa 
Trzeba obudzić śpiochów.
Witajcie!
Już późno, ale ja już po zakupach i po śniadaniu jestem, i pewnie za chwilę wezmę od Gieni kawę.
To ja też JUŻ (pewnie niektórzy się uśmieją) po śniadaniu. Z zakupami gorzej, bo słuchałam przemówienia Tuska, a teraz postanowiłam najpierw przywitać się z Wyspą.
DZIEŃ DOBRY!
Dzieńdoberek 🙂 Ja też JUŻ po śniadaniu, a zakupy zrobiłam wczoraj. Pod wieczór jadę do siostry na wieś i odezwę się po powrocie. A jutro – jak już pisałam, nie będzie mnie cały dzień.
Dzień dobry
Mąż coś tam szykuje i pewnie zaraz zjemy. 

A ja jeszcze przed śniadaniem
Z tym, że u mnie trochę po 7 rano…
Wczoraj wieczorem była burza i dziś od rana znowu błyska

A chyba już czas, żeby zrobiło się chłodniej na stałe…
Okien się za szeroko nie otworzy, bo deszcz napada… a temperatura byłaby odpowiednia. 22C, to w sam raz. Ani zimno, ani za gorąco
Po niedzieli znowu cieplej… tak do 27C
A tu prawdziwe lato. A burza by się przydała…
Co tu tak cicho? Wyspa się wyludniła?
Jestem w autobusie,ale na Wyspę zajrzeć mogę. Takie no… obowiązki wobec Ojczyzny mimo pięknej pogody trza było wypełniać.
To Ci się chwali, Makówko
Ja też dotarłem dopiero do domu. Z pogody też nie skorzystałem… Trudno się mówi.
Poznawaliśmy sekrety zawodowe pizzaiolo.
Bardzo nas to zmęczyło.
Dobranoc.
Dobranoc Wyspiarze
Miralko specjalnie dla Ciebie parę ptaszków z wczorajszej wystawy.
To jest zdjęcie z gabloty, więc jakość kiepska, ale chodziło mi o pokazanie na czym ta wystawa polegała.
Na dolnym zdjęciu krogulec dopadł swoją ofiarę.
Dziękuję, Makóweczko



Krogulec musi polowanie zacząć od początku…
Posiedział, popatrzył i odleciał…
Jak wsiądę na swego „konika”, to sama nie wiem kiedy z niego zejść 
Faktycznie, zdjęcia średniej jakości, ale rozumiem, że zdjęcie zdjęcia nie może być świetne
Kawki na pierwszym widać, na drugim… sama nie wiem… nastroszony gawron?
Ale i tak drapieżniki to moje ulubione ptaszki
Krogulce polują głównie na mniejsze od siebie ptaki. Samica (jako większa) potrafi upolować nawet gołębia, czy sójkę. Z tego co czytałam (a także widziałam), krogulce często zaczynają oskubywać ofiarę z piór, zanim ją zabiją. Mści się to na nich czasami, bo taki podskubany ptak potrafi im nawiać. Pióra mu odrosną, a rany się zabliźnią…
Kiedyś widziałam też, jak krogulec zaatakował ptaszki na karmniku. Nie udało mu się z zaskoczenia i maluchy schowały się w krzaku. Dla krogulca było za gęsto, nie dał rady wleźć między gałązki. Próbował więc uchwycić któregoś, zapuszczając łapę ze szponami w głąb. Maluszki (głównie wróble) przesunęły się niżej. Łapa okazała się za krótka…
Nie wiem, ale w Polsce jest chyba tylko krogulec zwyczajny. U mnie dwa gatunki. Krogulec czarnołbisty i zmienny. I różnią się od siebie takimi szczególikami, że czasami sama nie wiem kogo właściwie mam na zdjęciu
No, ale się rozgadałam
Jestem, jestem… ale real ma swoje prawa. Pięknie Miralko dokumentujesz ogród-menażerię u Margaret 🙂 dopiero teraz mogłam spokojnie popodziwiać – lubię błękity, więc modrosójka i połyskliwy motyli granat zachwyciły mnie. I oczywiście ważka! Bo psiaki są poza konkurencją 🙂
Hej! Okrutny ten real…
Różnie z tym realem bywa…czasem potrafi być mało sympatyczny, ale nieraz NIE bywa NIE miły.
Co do praw realu… znam to bardzo dobrze. Też mnie często odrywa od komputera. Ale real zawsze jest najważniejszy, bo to nasze życie
Szczególnie, że Twoje relacje z wycieczek są rewelacyjne 




Za uznanie dziękuję
Motyl nie tylko był tak niebieski, ale też mienił się w słońcu metalicznym blaskiem. Byłam nim zachwycona
A skoro tak lubisz błękity… to może niebo widziane z naszego parkingu, przyprawi Cię o lepszy humor
Nie umiem zmniejszać zdjęć, chociaż Ukratek tłumaczył mi to z dziesięć razy… jakoś odporna jestem na naukę
Mistrz Q. zajęty, więc pozwolę sobie przypomnieć na dobranoc innego Mistrza, który opuścił nas w zeszłym tygodniu…
Odchodzą najlepsi, ale ich piosenki będą nas długo jeszcze wzruszać…)
Jeszcze jeden ptaszek z piątkowej wystawy specjalnie dla Miralki
Czyżby to była pustułka? Zdjęcie… no sama wiesz… nie najwyższych lotów i ciężko rozpoznać…
Ale i tak dziękuję za prezent
Miaralko te zdjęcia w oryginale były bardzo dobrej jakości. Ja zrobiłam moją „małpą” zdjęcie ze zdjęcia, które było za szybą tylko po to, aby Ci pokazać jaki charakter miała ta wystawa.
I (może? może?) zachęcić, abyś zrobiła podobną ze swoich zdjęć.
Nie mówię zaraz „na salony”, ale np w jakiejś lokalnej bibliotece lub innym takim miejscu.
Ten wernisaż był w osiedlowym Domu Kultury.
Ja nie kwestionuję jakości oryginalnych zdjęć. Nie kwestionuję również Twoich. Jak już wspomniałam, wiem, że zdjęcie zdjęcia (szczególnie bez odpowiednich filtrów) nigdy nie wyjdzie dobrze.

Z wystawieniem swoich zdjęć nie jest tak łatwo, jakby się to wydawać mogło. Jest cała masa spraw do załatwienia (w sensie czysto formalnym), a ja nie mam na to czasu. Poza tym, chociaż część zdjęć jest (moim zdaniem) dobra, to nie sądzę, że jest wystarczająco dobra, żebym mogła „załatwić” sobie bezpłatny lokal na ich prezentację. A płacić nie mam z czego… nawet gdybym wyasygnowała jakieś fundusze, wolałabym przeznaczyć je na coś innego.
„Się pytam” a co z tą lampką? Już niedziela się zaczęła!
No i dobrze… niedziela nie jest złym dniem…

To teraz już można „niedzielować” i iść spać?
Dzień dobry

Niedziela, więc powinien być dobry
Jaki będzie? Zobaczymy…
Nie chcąc popełniać błędu z ubiegłego roku…
W dniu urodzin, wszystkiego co najlepsze… przede wszystkim zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka, bo ono jest najważniejsze. Niech Ci słonko zawsze świeci, nawet w pochmurne dni!!!
Wszystkiego najlepszego, Maksiu!!!
Ps. Nie umiem składać życzeń, ale płyną prosto z serca…
Dzień dobry
Widzę, że trafiłam na Uroczystość 

Niestety, nie poświętuję z Wami, bo muszę się przygotować do wyjazdu.
Oczywiście do życzeń z serca płynących się przyłączam…
Maksiu, niech Ci gwiazda pomyślności nigdy nie zagaśnie!
Miłego wyjazdu, Bożenko
Dziękuję
Dzień dobry.


Wszystkiego najlepszego.
Kawę proszę.
Witajcie!

Dołączam się do życzeń dla Maksia! Zdrowia, pomyślności i jak najwięcej dobrego humoru!
Dzień Dobry Wyspo!
Maksiu Wszystkiego Najlepszego !
Nie umiem dodawać emotionek, więc zaraz poszukam w moich różnych zdjęciach coś dla Ciebie Maksiu…
Ja dziś w pracy, jak będę jeszcze mało zmęczona, to się wieczorem odezwę.
Tak na szybko wyszukałam dwa zdjęcia dla Maksia.Oba zrobiłam w pewnym zaprzyjaźnionym domu.
Pozdrawiałam Was już kiedyś z tego domu , w którym w ogrodzie basen i mnóstwo owoców i kwiatów.
Z życzeniami czego sobie tylko wymarzysz kwiaty z ogrodu oraz z tego samego ogrodu owoce -to dla Ciebie Maksiu.
Dzień dobry!
Jubilatowi zdrowia, spokoju, sił i radości ze wszystkich powodów, dużych i małych!
Ja już jestem po wizycie, będę się pojawiał, bo różności jeszcze w realu zostały do zrobienia.
Witam szanowne Panie , szanownych Panów z unikalnej wyspy Madagaskar w dniu moich urodzin 🙂 Osobiście nie pamiętam swoich urodzin , ale coś takiego musiało mieć miejsce – kiedy jestem tu i teraz , jako Max . Nie pamiętam żłobka , ani przedszkola , tylko pamiętam jak nauczyciel ciągnął mnie za uszy , bo z trzaskiem zamknąłem drzwi do klasy… A pózniej ? No , to już nie nadaje się do publikacji , chociaż są epizody katastroficzne jak np. z kopalnią soli w Wapnie , które odnotowuje Wikipedia . Na początku obecności w internecie napisałem definicję piękna : że jest to synteza wszystkich kwiatów świata i kobiet i do tej pory żaden naukowy autorytet nie podważył tego twierdzenia . Tyle na razie w formie podziękowania za okazaną sympatię , bo muszę przygotować sprzęt na przyjęcie Plemienia , które ma zjawić się około 17 00 . Dziękuję i wznoszę toast za pomyslność całej załogi Madagaskaru z własnymi przyległościami…m

Właśnie przeczytałem o tej kopalni. Niebywałe, również i to, że po 40 latach pierwsze słyszę!
Też dopiero teraz się dowiedziałam o tej kopalni. Ale z tego co piszą, było to ukrywane i nie zostało podane do wiadomości publicznej, więc nic dziwnego, że nie nie słyszeliśmy…
No tak, ale tyle innych informacji o wypadkach i katastrofach jednak krążyło pocztą pantoflową – jak wypadek z czołgiem na defiladzie w Szczecinie https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Wypadek_na_Defiladzie_Wojsk_Układu_Warszawskiego_w_Szczecinie
albo katastrofa samolotu w Poznaniu https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_w_Poznaniu_(1952)
A tutaj pół miejscowości się zapadło i nic.
O tych dwóch wypadkach też nie słyszałam. Może dlatego, że byłam za mała, żeby się tym interesować, a potem, to była już historia, do której się nie wracało? Ale pod koniec lat 70, byłam już osobą dorosłą… i też mi się nie przypomina, żeby ktoś coś o tym mówił…
Aha. No cóż, może to zależało od tzw. baniek społecznych – kto się z kim kontaktował? I akurat do mnie to dotarło – Poznań no bo Poznań, a Szczecin to już nie pamiętam?
Byłem w zespole, który przy pomocy termowizji zrobił mapę głównych żył wodnych w wysadzie solnym . Po przekazaniu materiału na powierzchni , inżynierom z kopalni , inżynierowie tak skutecznie zablokowali wycieki , że wzrosło ciśnienie w wysadzie solnym , że rozerwało go na strzępy . Zawalił się budynek Dyrekcji z garażami i nawet basen p.poż szlag trafił , a nasz zespół mimo katastrofy , otrzymał nagrodę ministra za rzetelną dokumentację techniczną .
Rozumiem, że Wasze badania były właśnie rzetelne, a jak je wykorzystali ludzie z kopalni, to już ich odpowiedzialność.
Dokładnie to samo pomyślałam, Mistrzu Q., gdy przeczytałam wypowiedź Maksia. To, że inżynierowie w kopalni zrobili błąd, wcale nie zmniejsza uznania za dokładność pomiarów.
Chyba na dobre przestanę dzwonić do Polski. Tylko niepotrzebnie się denerwuję


Zatkało mnie radykalnie. W końcu wydukałam, że chyba żartuje? A on zdziwiony, że się pomylił…

To, że część mojej rodziny popiera opcję polityczną, której nie znoszę (z grzeczności nie piszę o którą chodzi, chociaż i tak wszyscy wiedzą), to jeszcze jakoś przetrawię, bo staram się z nimi nie rozmawiać na te tematy… chyba że sami zaczną
Ale dziś rozmawiałam z młodym… nieopatrznie wtrącił jacy to Amerykanie są głupi i jak niski poziom szkolnictwa mają. Poradziłam mu, żeby się przyjrzał co się dzieje w Polsce… jak poziom zaniża się z każdym rokiem. Czasami oglądam jakieś „Familiady”, czy program „Matura to bzdura” i momentami wierzyć się nie chce, że ktoś może pleść takie bzdury!
Nie powtórzę całej naszej rozmowy, ale wspomniałam, że w jednym z odcinków, wiele osób nie wiedziało, kto napisał „Pana Tadeusza”… a ten mi mówi, że to Słowacki
Potem jeszcze dodał, że nie czytał i żeby ktoś to napisał w sposób przystępny i zrozumiały dla młodych, to łatwiej by było czytać i zapamiętać…
Rozmowę zakończyłam załamana… Mickiewicz, to nasz wieszcz, dziedzictwo kultury… To nie jego poezję trzeba przepisać na nowo, ale młodych nauczyć jak to czytać. Że trudne słowa? Język, który już „wyszedł z obiegu”? Ale to nasza kultura i historia!!! Każdy powinien ją znać…
I co się dziwić, że ci młodzi plotą takie bzdury w programach… i nawet się tego nie wstydzą…
Chyba „załapałam doła”
Ten poziom spada po obu stronach oceanu, obawiam się – a najwymowniej świadczą o nim wyniki populistów i tych, co promują machloje (Brexit). Wykształcone społeczeństwo nie daje się tak zmanipulować.
Dzisiaj widziałem taki dowcip (przyznasz, że gorzki):
Kto wygra następne wybory w USA? Hakerzy rosyjscy czy chińscy?
Długofalowość tego, co się obecnie u nas dzieje, wydaje się wskazywać bardziej na chińskich, ale kto to wie?
Nie łap doła, bo nie warto z tak niestety rozpowszechnionego powodu. Stare przysłowie mówi, że jak Bóg chce kogoś ukarać, to najpierw mu rozum odbiera – obawiam się, że stosuje się to nie tylko do ludzi, ale też do państw i narodów. Nie neguję szczególnych osiągnięć edukacyjnych dojnej zmiany, ale podobny stosunek do kultury pamiętam też pośród swoich rówieśników, dawno temu…
No to wróciłam
Było wspaniale…
Jeśli chodzi o poziom wiedzy w społeczeństwie, to mogę powiedzieć, że kto matołem jest, orłem nie zostanie. Obojętnie gdzie mieszka.
Bardzo lubię oglądać program „Jeden z dziesięciu”, tam dopiero widać poziom wiedzy. Nie powiem, można podziwiać wiedzę niektórych graczy, ale są i tacy, że ręce (i nie tylko) opadają gdy się ich słucha… I tacy się pchają do teleturnieju
Każde z Was ma rację… przyznaję, że ciemnym narodem dużo łatwiej manipulować i wmówić każdą głupotę. Ludzie po prostu nie nauczyli się myśleć samodzielnie…
Wydaje mi się, że są lepiej wyszkoleni i mają większą determinację… chociaż tej determinacji nie można odmówić i Chińczykom…
Dopiero po latach zrozumiałam jaki był cel – ćwiczenie pamięci.
I to boli…
Ważne, że się wystąpiło.
Jedynym pocieszeniem jest, że nie wszyscy są tacy i niektórym młodym zależy, żeby się czegoś nauczyć, widzą trochę dalej niż czubek własnego nosa… w nich jest jedyna nadzieja
Co do hakerów, Mistrzu Q., to jednak stawiałabym na rosyjskich
Na pewno masz rację, Ukratku. W czasach, kiedy byliśmy młodzi, też nie wszyscy byli orłami i nie wszyscy szanowali naszą narodową kulturę. Ale ktoś, kto zdał maturę, musiał coś umieć. Niekoniecznie był orłem, ale podstawową wiedzę miał. I to ze wszystkich przedmiotów.
Od wielu lat (nie tylko za „dojnej zmiany”) ten poziom spada. Z lektur wyrzuca się klasyków, zmniejsza się wymagania. Bo młodym może być za trudno się tego czy tamtego nauczyć, bo będzie tego za dużo… Kto dziś chciałby się uczyć roczników statystycznych na pamięć? Ja się uczyłam. Fakt, że dawno to nieaktualne i dawno zapomniane
Byliśmy dumni, bo poziom nauczania w Polsce był bardzo wysoki. Wyższy niż w wielu krajach na całym świecie. A co jest teraz? Dorównaliśmy w dół…
Masz rację, Bożenko. Kiedyś do „Wielkiej gry” były specjalne eliminacje. Były ogłaszane tematy z jakich będą pytania i ludzie się zgłaszali. Byle kto nie był pokazywany, najpierw trzeba było wykazać się konkretną wiedzą. Taki program nie tylko był ciekawy, ale i uczył. Kiedyś było wstydem nieuctwo, teraz nikt się tym nie przejmuje. Mało tego, niektórzy są dumni, że udało im się przejść szkołę, chociaż w głowie pustka… to stąd to parcie na szkło i chęć pokazania się w telewizji. A to, że się nic nie umie? To już szczególik…
Trudno mi się z tym pogodzić… Gdy mój dziadek zdawał maturę, nie miał łatwo. Raz, że wymagania były ogromne, a dwa urodził się w Galicji (a dokładnie w Krakowie), więc zdawał ją po niemiecku. Ojciec zdawał maturę zaraz po wojnie. I też nie miał lekko. Mimo zawieruchy wojennej, wymagania były ogromne. Jego dzieci (czyli moje rodzeństwo i ja) już mieliśmy łatwiej, co wcale nie znaczy, że łatwo. A co jest teraz? Szkoda gadać. Mam wiadomości od swojej rodziny i znajomych. Jak się trafi w „klucz”, to nawet jak się nie ma wiedzy, można zdać świetnie maturę…
Zakończę kawałem, który mówi sam za siebie… Inżynier mówi do swego kumpla:
– Jak sobie pomyślę czego mnie nauczyli na studiach, to strach iść do lekarza…
Jestem zmęczona po dzisiejszym dniu, idę spać Dobranoc
Spokojnej i relaksującej!
Dobranocka.
Elton John i „Rocket Man”. Jeden z najbardziej charakterystycznych zaśpiewów i riffów. Spokojne, powolne, ale od muzyki aż gęste.
Snów o dalekich podróżach.
Wróciłam, a tu już Dobranocka. Ale mnie się coś ze słuchem zrobiło chyba?
Czy ktoś mi może wytłumaczyć czemu klawiatura wydaje takie GŁOŚNE dźwięki? Pisać się nie da,bo to jakieś takie to głośne jest. A już kot tak jakoś dziwnie tupie jak chodzi!
Dobranockę można jakoś wyciszyć, ale te inne rzeczy?
A w ogóle wczorajsza Dobranocka tak jakoś współgrała z wcześniejszą kolacją, że …znów spać nie mogłam!
A teraz nie dość , że jestem niewyspana to wszyscy jakoś tak dziwnie hałasują (Wyspiarze, klawiatura, kot)… Eh! -szukam winnego tego stanu rzeczy!
To może ten klip byłby właściwszy?
Chyba Tetryku trochę się znęcasz nad Makówka? Ja tylko zwyczajnie przeniosłam na chwilę towarzystwo z „wód otwartych” do chatki w lesie.
Z braku wody do pływania była woda do …picia. Oprócz tego dwie gitary, tańce, hulanki, swawole.Dzieci sąsiadów stały przy płocie i słuchały, a psy chodziły i patrzyły czy jakieś resztki kurczaka, kiełbasy itd nie spadną z talerza.
To było w lesie …to ja się pytam gdzie te mewy i czemu mi tupią w głowie? No!
No… to było takie luźne skojarzenie z tupiącym kotem… nic sugerującego!
No proszę – znowu mewy.
A my jutro ruszamy w drogę powrotną. Nową trasą.
Dobranoc.
No, za dużo to ich tam nie ma do wyboru. Bezpiecznej drogi, na dowolnej trasie.
Drugi gitarzysta chwilowo zajęty rozpalaniem grilla.To dopiero początek imprezy.
Grill się pali, druga gitara też już „w akcji”. Pies sąsiadów zwabiony śpiewami położył się i słucha.
Przyszedł i drugi pies.
Niezła imprezka się szykuje!
Tetryku, owszem, owszem, ale teraz dopiero się te mewy u mnie namnożyły.
Kot przestał tupać-położył się obok laptopa.
To ja cichutko, żeby nie tupać… tradycyjnie już po dobranocce stworzyłam nowe pięterko. Kto ma cichobiegi? Zapraszam…
To ja jeszcze tu lampkę zapalę i już biegnę… na paluszkach!

Tetryku mogłeś jednak delikatnie się skradać, a nie tak GŁOŚNO biec (jeśli nawet na paluszkach)
Dzień dobry
Nieco się ochłodziło,ale tylko na krótko…