« Tuwim wrześniowy - Rzuciłbym to wszystko! Norwegia na butach »

Norwegia od strony morza

Jak już wspominałem, w tym roku porzuciliśmy tradycję corocznego wyjazdu żeglarskiego na Mazury. Z rozmaitych powodów wybraliśmy tym razem inny sposób spędzenia czasu pod żaglami – rejs jachtem po fjordach Norwegii. Skład pozostał tradycyjny – z córką i zięciem, acz ze względu na okoliczności nie mogliśmy płynąć samodzielnie. Znaleźliśmy interesującą ofertę – jacht o wdzięcznej nazwie „Pielgrzym”, i od maila do maila uzgodniliśmy udział w rejsie na trasie Bergen – Stavanger. Przyznać muszę, że jacht spełnił obietnice zawarte w ofercie, a jego kapitan i właściciel zarazem okazał się bardzo sympatycznym facetem.

Zanim przystąpię do opisów, niech krótki film wprowadzi was w nastrój:

Przylecieliśmy do Bergen – lało jak z cebra, tam ponoć pada tylko 350 dni w roku… Udało się w umówionym terminie dotrzeć do portu i odnaleźć jacht. Reszta załogi – trójka adeptów i kapitan – była już na pokładzie. Poznaliśmy się, obsadziliśmy dwuosobowe kabiny i zostaliśmy podzieleni na trzy dwuosobowe wachty. Zdążyliśmy jeszcze pójść na zakupy, obgadać zasady życia na jachcie, rozpakować się w kabinach, zjeść pierwszą wspólną kolację, chwilę przespać – i następnego dnia wyruszyliśmy w morze.

Przez cztery dni przemykaliśmy się między wysepkami, zaglądając w przesmyki i fjordy. W porównaniu z Mazurami Norwegia sprawia wrażenie negatywu: zamiast jezior otoczonych lądem mamy mnóstwo wysp i wysepek otoczonych wodą… No i można spotkać na swej drodze zdecydowanie większe statki, a nawet platformy wiertnicze. Ponadto rozbryzgi serwują wodę słoną, choć deszcz jak zwykle, słodką. Ale, poważniej – duży, 16-metrowy jacht w pełni przygotowany do dalekomorskich rejsów, profesjonalnie wyposażony, z mesą (salonem?) w której mogliśmy wszyscy stać wyprostowani (tylko kapitan nieco pochylał głowę), nie pozwalał zapominać, że jednak pływamy po morzu. Brak dostępności mocniejszych alkoholi i ograniczenia w dostępności piwa przypominały z kolei, że jest to Morze Norweskie.

Ale dość marudzenia: zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z żeglarskiego etapu naszej wycieczki.

Na koniec wyjaśnienie: dlaczego tylko cztery dni, z zaplanowanych dziewięciu? Czwartego dnia odmówił pracy silnik jachtu. Awaria rozrusznika uniemożliwiła uruchamianie go, to z kolei uniemożliwiło bezpieczną żeglugę w wąskich fjordach, z uwagi na występujące tam silne prądy pływowe, ciasnotę szlaków i zmienne, acz z zasady wzdłuż doliny wiejące, wiatry. Wspomagając się pontonem z silnikiem zaburtowym (w portach nie wolno poruszać się na żaglach) zacumowaliśmy w małym porcie w Lundsvågen w pobliżu Stavanger. Oczekiwanie na dostarczony przez kuriera nowy rozrusznik miało trwać 2 dni – niestety jacht utknął tam do końca rejsu, a zdaje się, że jeszcze dłużej. Dlatego ciąg dalszy, który niewątpliwie może i musi nastąpić, będzie opiewał lądowe uroki Norwegii…

(Ikonę tego wpisu dedykuję Miśkowi – oto jak daleko sięga jego sława!)

117 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Przedstawiam pierwszą część z ograniczonego zbioru fotek z wyjazdu na północ, w krainę deszczu, zatok i wysepek…

  2. makowka9 pisze:

    Czyżbym była pierwszą osobą (bo reszta już śpi?), która na Wyspie zachwyciła się widokami z żeglarskiej części wycieczki do Norwegii?
    Nie umiem nazywać moich zachwytów, gdyż patrzę, mruczę „ach!” lub „och”i usiłuję sobie wyobrazić co się czuje gdy się tam jest i patrzy na to „własnymi oczami”.

  3. miral59 pisze:

    Pięknie Approve
    Moje ulubione klimaty, czyli dużo wody i wcale nieważne, że słonej Happy-Grin
    Jacht nie wydaje się duży. Tak patrząc na zdjęcia…
    Ale skoro był wygodny…
    Chętnie bym takim popływała! Musi być cudnie Delicious Szkoda tylko, że się zepsuł. Sad
    Z niecierpliwością będę czekać na „naziemną część” wycieczki Happy-Grin Mam nadzieję, że była udana… ostatecznie jakaś rekompensata za utracony rejs się należała… Pleasure

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi na razie się przywitam, zachwycać się będę za chwilę.

  5. Jo. pisze:

    To najpierw Gienia, a potem fiordy.
    Koffie

  6. Jo. pisze:

    Ładne. Ale ja jestem szczur lądowy, więc poczekam na relację numer 2.

    A teraz lecę ogarniać początek roku szkolnego!!!

  7. Quackie pisze:

    Dzień dobry.

    O ile dobrze kojarzę, wiatr WZDŁUŻ fiordu oznacza, że żeby płynąć pod żaglami, trzeba zygzakować mniej więcej W POPRZEK tego fiordu? (a pod wiatr to już w ogóle).

    Wycieczka przepiękna, aczkolwiek wydaje się nieco deszczowa. To ile przez te 4 dni przepłynęliście (km albo mil morskich)?

    • Tetryk56 pisze:

      Dokładnie nie powiem. Dystans między Bergen i Stavanger to ok. 80 mil, wliczając w to jednak myszkowanie pomiędzy wyspami przepłynęliśmy więcej – choć nie tyle, ile chcieliśmy.
      Wiatr wzdłuż doliny albo pcha od tyłu, i wtedy płynie się prosto i szybko (ale potem trzeba wracać), albo wieje w nos – i wtedy trzeba by halsować, co na wąskim szlaku dużym jachtem z niewyszkoloną załogą raczej nie wchodzi w grę. Zwłaszcza, że wiatr lubi też zawijać, zanikać, wzmagać się w najmniej korzystnych momentach, i wyczyniać różne inne psikusy…

      • Quackie pisze:

        Dziękuję.

        No tak, z wiatrem te same reguły dotyczą dużego pełnomorskiego jachtu i np. deski z żaglem.

        Nie mam natomiast pojęcia, czy wiatry we fiordach podlegają jakimś regułom, czyli np. jak zmienia się kierunek w zależności od pory dnia i czy da się tak wycyrklować, żeby (prawie) zawsze płynąć z wiatrem.

  8. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Z fjordami, jak z górami jest jeden kłopot. Można zrobić setki zdjęć zachwycających miejsc, a potem stwierdzić, że w zasadzie na wszystkich jest to samo…

    • makowka9 pisze:

      Czyli klasyczny problem z wyborem? To lepsze czy może to? Oba mi się podobają! Hm żadne nie oddaje W PEŁNI tego jak to było…)

      • Tetryk56 pisze:

        Właśnie dlatego zacząłem od filmiku. Kilka minut nic się niby nie dzieje, ale w takim nic mógłbym tkwić godzinami…

        • makowka9 pisze:

          Wyobrażam sobie, że ja pewnie też mimo, że moje żeglowanie ograniczyło się do Mazur dawno temu.Ale jest parę innych sytuacji kiedy „dzieje się nic” a jednak można by ” w takim nic tkwić godzinami”.

        • miral59 pisze:

          Popieram. Szum… te „skiby” odkładanej wody… niby nic się nie dzieje, ale aż chciałoby się tam być i chłonąć to wszystko… Approve
          Mam ogromny sentyment do wody. Może dlatego, że jestem góral, ale bagienny Wink Wychowałam się na Podlasiu, a to zaledwie krok do Mazur. Często odwiedzanych i kochanych In Love
          Tutaj też, chociaż mogłabym przenieść się w inne rejony (jak córka do Colorado), ale bez wody nie umiem żyć. „Przedsionek” Krainy Tysiąca Jezior jest jak najbardziej odpowiednim miejscem do życia Delighted Jezior, jeziorek i stawów jest tu multum i to najbardziej mi pasuje. Gdzie by się człowiek nie ruszył, zawsze na jakąś wodę trafi… Delighted

      • miral59 pisze:

        Niestety, żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać niczego w pełni. Sad
        Oglądając swoje, czy czyjeś wspomagamy się (nawet nieświadomie) swoimi wspomnieniami, porównaniami… każdy zauważy coś innego, bo każdy ma inne doświadczenia. Happy
        I na ten przykład, na zdjęciu, gdzie jest platforma wiertnicza, wypatrzyłam na wodzie dwa ptaki Wink Nie wiem jakie, bo trudno je określić… są prawie niewidoczne… ale są Happy-Grin
        Nie wiem, czy nawet Autor zdjęć je wypatrzył… ale ja mam fioła na ich punkcie, więc… Wink Overjoy

        • Tetryk56 pisze:

          Ptaków widzieliśmy zdumiewająco mało, głównie mewy i gołębie. Starałem się je chwytać z myślą o tobie, ale bez przyzwoitych obiektywów wymagało to dużej uprzejmości z ich strony…

          • miral59 pisze:

            Bardzo mi miło, że pomyślałeś o mnie na tak interesującej wycieczce Pleasure
            Jak jest z ptakami i jak czasami trudno je złapać w kadr, wiem doskonale, bo czasami „ganiamy” za jakimś i mimo potężnego obiektywu przy aparacie męża, nie udaje się nam zrobić porządnego zdjęcia. Są szybsze od aparatu… Happy-Grin

  9. Bożena pisze:

    Bardzo ciekawe i pouczające jest to pięterko, zwłaszcza dla takiego szczura lądowego jak ja. Góry trochę znam, ale wodę tylko z rzek i jezior, nie licząc wczasów na wybrzeżu…

  10. Bożena pisze:

    Na mnie już czas do snu, rano wcześnie wstaję. GoodNight

  11. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Clannad, ale niekoniecznie taki bardzo oczywisty. Utwór spokojny, powolny, w sam raz na dobranoc, a przy tym raczej nieznany. W każdym razie nie z płyty „Legend”.

    Snów pięknych, chociaż nieznanych.

  12. gimi pisze:

    Co prawda spać już iść kazali, ale ja dopiero co się włączyłam, więc jednak poczytam i popatrzę.
    Jak ładnie, tylko krótko.
    Ja tam jednak na lądzie się czuję pewniej więc tym bardziej podziwiam;)

  13. Tetryk56 pisze:

    Zbliża się północ. Pora na lampkę…

    • makowka9 pisze:

      U mnie przed chwilą było dużo lampek z nieba, ale pobłyskało, pogrzmiało, popadało i już cisza, więc chyba faktycznie czas iść spać skoro na Wyspie już była i Dobranocka i lampka.

  14. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Poniedziałek był burzliwy. Wybraliśmy się na wycieczkę, a skończyło się w sklepie Sad Zanim dojechaliśmy do parku, zaczęło nie tylko lać (ściana wody), ale i błyskało na potęgę (o huku nie wspominam). Amazed
    Nie było po co jechać dalej. Nie zrobilibyśmy żadnego zdjęcia… Ba! Nawet nie dałoby się wysiąść z samochodu. Weary
    Gdy wracaliśmy ze sklepu, słoneczko wylazło całym niebem Disapproval Nie mogło wcześniej?
    Miłego wtorku wszystkim życzę Delighted

    • Quackie pisze:

      Jak błyskało, to trzeba było robić zdjęcia. W końcu po coś ten naturalny flesz jest!

      Wink1

      • makowka9 pisze:

        Nie posiadam ani odpowiednich umiejętności ani aparatu fot , aby robić nocne zdjęcia .

      • miral59 pisze:

        Nie jest łatwo obcykać błyskawice, gdy deszcz pada, jakby kto wodę wiadrem lał Conceited Przez okno się nie da, a wyjść z samochodu, to momentalnie aparat zamoknie. Specjalnego parasola na aparat nie posiadamy… Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Czytałem ostatnio wywiad z polskimi „łowcami burz”, w którym przyznawali, że pod kątem fotogeniczności błyskawic najlepsze są małe, zwarte komórki burzowe, które można fotografować z pewnej odległości, z miejsca, w którym (jeszcze) nie leje.

          Ja wszakże żartowałem, że błyskawice są jak flesz, więc można skorzystać z darmowego doświetlenia Wink

  15. Jo. pisze:

    Dzień dory Państwu.
    Właśnie po raz ósmy dzwonili z transportu Kuby. Czwarta osoba. Znaczy: tradyszyn. Bo ja bym się jednak bardzo zdziwiła, gdyby było inaczej.

    Może Gienię przywołam skoro już nie śpię?
    Koffie

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Dzień się zapowiada pracowicie nader. Kawa tym bardziej wskazana, więc pędzę do Gieni.

  17. Zoe pisze:

    Cześć. Żyję. Ale mam taki niedoczas, że pożyczyłbym od kogoś dwa tygodnie życia (na nicnierobienie najlepiej). Sytuacja z dziś: dojeżdżam do pracy ok. 40-45 minut. Dzisiaj z powodu korków około godzina trzydzieści. K….. k…. Uff.

    • Quackie pisze:

      A myślałem, że te 2 tygodnie to na dojście do siebie po urlopie Wink1

      • Zoe pisze:

        Można by to tak zinterpretować..
        Urlop się skończył w sobotę. W niedzielę był prawie całodniowy powrót znad naszego morza (z obiadem u rodziny we Włocławku) do domu. W poniedziałek już zaczęły się sprawy zawodowe, które potrwają do następnego wolnego…

  18. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kraków cały we łzach, a basowe pomruki z chmur stanowią tylko nieudolne naśladownictwo naszego przyjaciela Zbyszka, którego dzisiaj żegnamy. Odszedł wspaniały człowiek…

  19. Bee pisze:

    A mnie zabrakło zdjęcia ze środka, z tej mesy, gdzie można było stanąć prosto, tylko ten kapitan się musiał garbić 😀 – zadziałało na wyobraźnię.
    Uśmiałam się za to z podpisów Wink

    Dzień dobry (jeszcze nie mokry!)

  20. Bożena pisze:

    Idę do lekarza…brrr, jak ja to lubię Worry

  21. max pisze:

    Dla mnie nad morzem może być szaro , buro i ponuro . Wystarcza mi bezmiar krajobrazu i szum morskich fal . Przećwiczyłem wielodniowe szarugi , bez promieni słońca , ale nigdy nie mówiłem , że był to czas stracony . Opalić się można nie tylko na plaży , ale tylko z nad morza są najmilsze wspomnienia . Thinking

    • miral59 pisze:

      Nad Bałtykiem byłam wiele razy, ale mimo wszystko, najprzyjemniejsze wspomnienia są znad jezior, z Mazur. To chyba zależy od wieku, w jakim się wyjeżdżało i od towarzystwa w jakim się było Pleasure
      Na wyjazdach nie ma czegoś takiego jak „stracony czas”. Po każdym są wspomnienia i zawsze znajdziemy masę pozytywów. Nawet jak pogoda nie dopisze…
      A leżeć na plaży nigdy nie umiałam. Po 10 minutach wydawało mi się, że leżę godziny Overjoy Jak to mówili niektórzy, od zawsze miałam robaki w zadku Wink i nigdy nie umiałam usiedzieć/uleżeć w jednym miejscu. Zawsze mnie gdzieś nosiło… Delighted Overjoy
      Przyznam się po cichu, że mam to do dziś Wink Happy-Grin

      • Quackie pisze:

        My z kolei, kiedy tylko możemy, uciekamy znad Bałtyku (no, Zatoki) nad jeziora, tyle że kaszubskie.

        • max pisze:

          No bez przesady Quackie . Jak masz na głowie przez 24 godziny na dobę , bezmiar krajobrazu i szum morskich fal , to musisz czuć się trochę znudzonym z miejsca pobytu i uciekasz też z ciekawości , aby zobaczyć , co dzieje się za miedzą Taka już jest nasza natura . Być może , jestem już zmęczony warszawskim zgiełkiem i nie tylko , a cisza i spokój w nadmorskich obszarach , jest kojącym balsamem na moją psychikę Thinking

          • Quackie pisze:

            Właściwie ten bezmiar krajobrazu i szum morskich fal wyglądają i brzmią wcale kusząco, bo w Gdyni, mimo że to miasto frontem do morza, wygląda to trochę inaczej, bliżej tego zgiełku, o którym piszesz. A nad jeziorem właśnie cisza i spokój.

            • max pisze:

              Jeszcze parę lat wstecz , powszechnym nocnym rabanem były głosne śpiewy powracających z nocnych spotkań panów . Dzisiaj nikt już nie śpiewa , natomiast drą się niemiłosiernie stare auta , które być może jeżdżą bez tłumików . W Polsce mamy zarejestrowanych ponad dwadzieścia milionów samochodów . Wypada zatem jedno auto na dwie osoby i te miliony parkują głównie w miastach . Ciekawe , że nikt do tej pory nie mówi , że właściciele wpłacają z tytułu ubezpieczenia miliardy złotych do firm ubezpieczeniowych . To jest dopiero interes !!! Thinking

              • Quackie pisze:

                I nowe auta też (z precyzyjnie zdjętym tłumikiem, bo jakże inaczej). I pseudokibice. I dzieci (głównie w dzień, ale nie tylko). I straż pożarna, przyjeżdżająca średnio raz na tydzień do nieodmiennie fałszywego alarmu w apartamentowcu naprzeciwko (nie wiem, jak to możliwe, ale przyjeżdżają, zwykle w 3 wielkie wozy, w tym jeden z wysięgnikiem i drabiną).

                Dlatego wolę jezioro, przynajmniej raz na jakiś czas.

      • max pisze:

        Że Cię nosiło , to wreszcie poniosło , aż za Wielką Wodę . Taki jest już nasz los , ciekawy świata . Nie potraktuj tego jako wymówkę , bo z mojego Plemienia są w Australii , Anglii , w Toronto ,w Berlinie i w Bernie w Szwajcarii. Mój tata młodość spędził we Francji i dopiero ożenek zatrzymał Go w Białowieży jako zasłużonego w bitwie nad Berezyną na Białorusi . A siostra ojca , też zasłużona w tej bitwie , w nagrodę otrzymała bezpłatne studia akademickie i dobrą posadę w Wilnie. Jest co wspominać przy szukaniu rodziny po całym świecie . Pozdrowionka Thinking

  22. Bożena pisze:

    Wróciłam umęczona gorączką i wyczekiwaniem. Prawie godzinę w dusznej poczekalni, a 5 minut w gabinecie. Po drodze jeszcze zakupy i półżywa dotarłam do domu Tired

    • Jo. pisze:

      Trzeba mieć końskie zdrowie, żeby chorować.

      • Bożena pisze:

        Zawsze to mówię.

      • makowka9 pisze:

        Końskie zdrowie i dużą odporność psychiczną.Zawsze mi się marzyło, że gdy jestem chora to ja się kładę, a KTOŚ za mnie myśli i tylko informuje „tego a tego dnia masz zarezerwowaną wizytę u takiego a takiego lekarza”. A ów lekarz mówi do mnie „zrobimy takie badania, zrobimy to i tamto”. A ja się tylko grzecznie poddaję temu co wymyślili.
        Ale hm może wtedy poddawałabym się chorobie? A tak zwyczajnie nie mam na to czasu, bo trzeba działać, „zasięgać języka”, dzwonić, chodzić, prosić , walczyć. Wtedy na „chorowanie” nie ma już czasu.

        • Jo. pisze:

          Też tak myślałam. Przez jakieś 20 lat. A potem okazało się, że sobie wyhodowałam tocznia i hashimoto.

        • Bożena pisze:

          Żeby to było takie proste. Gorzej gdy przyplącze się coś trwałego, a w moim wieku jest o to bardzo łatwo. Kiedyś nie wiedziałam co to jest choroba, rodzice mówili na mnie „rusek”, bo nic mnie nie ruszało. Z wiekiem jednak człowiek musi łykać coraz więcej leków, a po to trzeba pójść po receptę do lekarza.

          • miral59 pisze:

            Bronię się przed lekami ile tylko wlezie Overjoy
            Przed lekarzami też Happy-Grin
            U mnie niby prosto, ta wizyta u lekarza… Wystarczy zadzwonić, umówić się i pójść. A kiedyś, gdy załapałam paskudną anginę, wystarczyło zadzwonić. Lekarz dał receptę do odpowiedniej apteki… Mąż pojechał i przywiózł… Happy-Grin A i tak nie lubię tych wizyt i póki mogę, unikam.
            Mój lekarz rodzinny już mnie trochę zna… kiedyś zapytał tylko, czy będę te leki (które chciał mi dać) brała. Powiedziałam, że raczej nie. No to mi nie dał Overjoy
            A im starsza jestem, tym gorzej mi się je łyka Weary Do każdej potrzebuję wiadro wody, żeby to świństwo przełknąć Wink
            Amerykanie żrą to na śniadanie, obiad i kolację. Czasami gdy patrzę ile tego jest, to robi mi się niedobrze. A gdy jedną zapytałam co właściwie przyjmuje, to mi powiedziała… to, to na wyregulowanie ciśnienia, to i to i tamto, to witaminy, to na obniżenie cholesterolu… itd., itp. Zapytałam na co właściwie choruje, to mi odpowiedziała, że na nic i są to leki brane profilaktycznie. Ręce mi opadły. To nie lepiej zjeść jakiegoś owocka, czy warzywko? Wyjść na świeże powietrze (niekoniecznie w słońcu) i zażyć trochę ruchu? Po co brać te tony chemii? I to ma być zdrowie? To ja podziękuję…
            Rozumiem, że czasami nie da się inaczej i trzeba coś tam łykać. To ratuje życie. Ale łykać jakieś świństwa tylko dlatego, że lekarz ma z tego profity. A co mnie jego profity obchodzą? Niech sam wcina Happy-Grin

          • Jo. pisze:

            O to to właśnie!

  23. Quackie pisze:

    Dobry. Fajrant. Przerwa (ale może jeszcze przed wieczorem kuknę na chwilę).

  24. makowka9 pisze:

    Tym razem pozdrawiam nie z chatki w lesie , ale z domu z dużym ogrodem, w którym rośnie prawie wszystko co rośnie w polskim klimacie.Jest nawet malutki basen wokół którego rosną winogrona. Można pływać i sobie zrywać!

    • Tetryk56 pisze:

      A, to jednak pływasz?

      • makowka9 pisze:

        Jednak nie dziś. Morsem nie jestem.Zanim się zrobiło ciemno wyjadłam gospodarzom resztki malin z krzaków i teraz siedzę w kufajce przed komputerem albo komórką przy uchu. Każdy robi swoje. Ja jestem taki gość prawie jak domownik, czyli taki co sobie sam radzi.

        • miral59 pisze:

          To tak, jak kiedyś u mojej siostry… szwagier powiedział, że co ze mnie za gość, który wie lepiej niż on, gdzie czego w kuchni szukać Overjoy Bo on wielu rzeczy znaleźć nie umiał, a ja tylko otwierałam szafkę i wiedziałam gdzie co jest Happy-Grin
          I jak tak porównam temperatury… U mnie już późny wieczór, a temperatura w granicach 30C i wilgotność ok. 70%, co daje saunę podwórkową… O tym co było w dzień, wolę nie pisać Amazed
          Chociaż… z drugiej strony… przy takich temperaturach, to woda w basenie będzie jak podgrzana Wink
          A maliny prosto z krzaka… Delicious

    • Quackie pisze:

      Ha. Co za luksus, żeby nie rzec – rozpusta! Wink1

  25. Quackie pisze:

    Dobranocka, bo już powoli pora. Co nie oznacza, że zapraszam do spania, na razie do słuchania Wink1

    Dzisiaj już bardziej a propos wpisu. „Norwegian Wood” Bitelsów, tu w wykonaniu panów ze Stanów w pewnej pizzerii. Trochę wolniej, no i oczywiście co Bitelsi, to Bitelsi (czyli nie tu), ale warte posłuchania.

    A tekst piosenki z Norwegią nie ma nic wspólnego Overjoy

    Snów w dobrej wersji.

  26. Jo. pisze:

    OK kochani. Pierwszy dzień odroczenia egzekucji mamy za sobą. Wszyscy padają na pysk i warczą, kiedy mówię, że się wdrożymy. Prawdę mówiąc mogą sobie warczeć, nie mamy wyjścia.
    Ponieważ jestem na nogach od 16tu godzin to jednak pójdę sobie spać.

  27. Quackie pisze:

    Zmykam na dziś. Dobranoc i do jutra.

  28. Tetryk56 pisze:

    Jutro niestety z rana do roboty – koniec laby. Zatem pora na lampkę.

  29. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ostatni dzień z córeczką w tym roku, a ja muszę do pracy Sad Całe szczęście nie na cały dzień Pleasure
    Jeszcze sobie pogadamy… Happy
    Miłego środowania się życzę Delighted

  30. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dobudzić się dziś nie mogłam…

  31. Jo. pisze:

    Ciao. Trochę odespałam, ale przede mną znowu dzień na pełnych obrotach Distort
    To może najpierw Gienia?
    Koffie

  32. Bożena pisze:

    Gienia z rana mile widziana Kawa2

  33. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Stało się. Znów piszę ukradkiem Weary Wink1

  34. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wakacje się skończyły, a słońce jak gdyby nigdy nic – grzeje.

  35. Zoe pisze:

    Witam. Praca, praca, praca….Jak żyć???:-)

  36. Quackie pisze:

    No to tak: norma na dziś wykonana, a nawet przekroczona, jeżeli brać pod uwagę pierwotne plany. Tylko że właśnie pierwotne plany poszły na drzewo, gdyż przyjąłem pewną zawodową propozycję, która – mam nadzieję – przysporzy mi pewnych wymiernych i niewymiernych korzyści. Tylko że najbliższy, hmm, miesiąc, będę zasuwał jak z motorkiem w… odwrotnej stronie ciała. I będzie to stresujące.

    Ale czego się nie robi dla mołojeckiej sławy?

  37. Tetryk56 pisze:

    Obiecany nasz ulubiony już czeka na kolejnym pięterku…

  38. Bożena pisze:

    Już lecę, ale jeszcze tu się pożegnam. Dobranoc kordelka

  39. Quackie pisze:

    Dobranocka jeszcze tutaj.

    Niełatwo jest znaleźć coś kojarzącego się z Norwegią. Edward Grieg jednak mało dobranockowy. Na szczęście jest Jan Garbarek, norweski jazzman z polskimi korzeniami. I coś na dobranoc – „Dwanaście księżyców”, więc w sam raz. Długie, ale ten pan gra właśnie takie długie utwory, po 8-9 minut albo i dłuższe.

    Snów norweskich (o co po dwóch wpisach na ten temat raczej nietrudno).

  40. Jo. pisze:

    gutnajt

    Jezu… nie przeżyję KOLEJNEGO dnia przy desce do prasowania…

    • Tetryk56 pisze:

      Schowaj deskę… Wink1

    • Quackie pisze:

      Transkrypcja rozmowy znajomej z (nastoletnim) synem na temat prasowania:

      – Uprasuj sobie koszulę.
      – Co? Dlaczego ja?
      – Bo dżender.
      – Oesu. Potrzebuję służby.
      – Przykro mi.
      – Borgiowie mieli lepiej.
      – Borgiowie nie szli na rozpoczęcie roku szkolnego.
      – Oesu! Dobra, gdzie ta deska? Yyyy, oesu, nie znoszę. Nie. Czekaj. Zaczynam się wczuwać. Mam to. W gruncie rzeczy to bardzo męskie zajęcie.
      – ?
      – Jestem konsekwentnym lodołamaczem. Ziuuuu! Tak, czuję to. Lodołamaczem. Guziki tez się prasuje?

      Znaczy wszystko zależy od motywacji.

  41. Tetryk56 pisze:

    Lampkę również tutaj zapalam… Dobrej nocy także nocnym Markom!

  42. makowka9 pisze:

    Już miałam piętro wyźej dopominać się o lampkę i dobranockę.

  43. Ultra pisze:

    Pływałam razem z Tobą i słuchałam szumu morza.
    Cudnie! A mówię to trochę z nostalgią, kiedy oglądam widoki.

Skomentuj makowka9 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)