Pewnie część z was już widziała ten wykład, ale sądzę że wart jest przytoczenia i na Wyspie.
Uwielbiam Jacka Fedorowicza!
| « To jest wpis na koniec zimy. Oby. | Alkohol » |
11
mar 2018
| « To jest wpis na koniec zimy. Oby. | Alkohol » |
Pewnie część z was już widziała ten wykład, ale sądzę że wart jest przytoczenia i na Wyspie.
Uwielbiam Jacka Fedorowicza!
Uniwersytet Warszawski ma znakomitych wykładowców!
Obejrzałam od dechy do dechy i właściwie jest to moje zdanie powtarzane od dawna. Szczególnie jeśli chodzi o współczesną propagandę i nie tylko propagandę.
Z jednym nie do końca się zgodzę. Rosjanie faktycznie stali na granicy i tylko czekali na rozkaz. To nie była propaganda. Mieszkałam niedaleko granicy i znałam kilku żołnierzy. Jeden, mąż koleżanki z pracy był podchorążym w WOP-ie (jednostka w Krynkach). Rozmawiał z podoficerami i oficerami rosyjskimi i wiedział jak wiele wojska skupili na granicy. Oczywiście żaden z nich nie odważyłby się gadać o tym przez telefon, czy przy ludziach, ale gdy byli sam na sam…
Mąż koleżanki też nie był skłonny do opowieści na ten temat. Ale jak byliśmy u nich w odwiedzinach i jak sobie „podhumorzyliśmy”, to co nieco powiedział. On też nie mógł chlapać ozorem na lewo i prawo…
Jakieś śniadanie by się jednak przydało.

Dzień dobry.
Dzień dobry poweekendowo. Pospałbym jeszcze. Na razie herbatę raz poproszę.
A ja kawę jak zwykle o poproszę.
Dzień dobry, dla mnie czarna i gorzka. Poproszę.
Dzień dobry
Widzę, że interesujący temat do odsłuchania, ale teraz nie mogę poświęcić na to godziny. ale chętnie się z nim zapoznam, jak tylko znajdę czas. 
Witajcie!
No i po weekendzie…
A dziś jest „dzień drzemki w pracy”…
Święto świętem, a zazdrosnych budzących jednak nie brakuje…
Dzień dobry, ja zaraz po kawę, a potem pracowity dzień się szykuje, z tym że akurat dzisiaj chyba jeszcze nie zawodowo.
No to jeszcze przy poniedziałku:
Wszystkiego najlepszego dzisiejszej Jo-bilatce. Zdrowia nade wszystko, spokoju wewnętrznego i zewnętrznego, postępów w sprawach wymagających postępów, wygodnych podróży w wymarzone miejsca i butów pod kolor!
Sto lat!
Ha! Choć nie tak biegły w kalendarzu, do życzeń dołączam się serdecznie!

Nie mam wyjścia. Trzeba coś zorganizować. Póki co wirtualnie:
Bardzo dziękuję
Wiedziałam… Wiedziałam, że o czymś zapomniałam…
NIE MA MARTINI!!!
Bardzo dziękuję za życzenia. Aktualnie szukam zielonych, na wiosnę. Do torebki, którą dostałam na urodziny. Ach, ach! Co za niespodzianka, prawda?

Niemożliwe, toreebki?
No sama byłam zdziwiona…
A kwestię Martini trzeba nadrobić natentychmiast.
Słuchaj, to działa.
Od jutra będę notorycznie trzeźwa, ale dziś działa!
Dzwonię do jednej placówki od zdrowia. Połączenie trwa już 23 minuty i „Państwa rozmowa jest trzecia w kolejce” (a jak się połączyłem, to była dwudziesta piąta). Ależ szybko dzisiaj idzie!
Dzień dobry,
Dla Jo oczywiście najlepsze życzenia!
Do wykładu się nie odniosę, bo pracowy komputer nie ma głośników.
Miłego dnia 9 i tygodnia) 😉
Bardzo dziękuję
Jo!!!! wszystkiego ,wszystkiego co najlepsze!!!
:
Dołączam się do życzeń:dużo zdrowia
Dziękuję.
A wykład znam. Sama sobie pozwoliłam na fb na opublikowanie go
Dzień dobry
Dzień dobry 🙂
Wszystkiego najlepszego, Jo!!!! Sto lat w zdrowiu życzę!!!!


i
Sto lat!

(bo ja się chętnie dzielę dobrymi życzeniami)
Wróciłam od lekarza i z zakupami… ufff… Jestem wykończona, ale szczęśliwa, że mam to już za sobą. Strrrasznie nie znoszę wizyt u lekarza
życząc Jubilatce wszystkiego co najlepsze

Ale teraz wreszcie mogę wznieść toast
No, to po wizycie u lekarza zdrowia masz tyle, żeby się dzielić ze wszystkimi, w tym również z Jo!
Niestety, lekarz zdrowia nie dodaje, tylko zapobiega pogorszeniu. Ale jeśli by to było możliwe…
O też tak uważam!
Dlatego lekarzy trza obchodzić. Szerokim łukiem!
A póki co
Ale się wściekłam
Niech tych wszystkich bandziorów coś trafi!!! Będę musiała nadłożyć drogi i zajmie mi to od groma czasu
Że też musieli sobie wybrać akurat to miejsce…
Nie mogli sobie postrzelać gdzie indziej?!!! Jak już muszą… 

Zadzwonił małżonek, że jeśli jadę dziś do Elgin, to nie powinnam jechać autostradą. Była jakaś wielka strzelanina i ten odcinek na którym zjeżdżam, zamknęli
Ja w ogóle, to jestem przeciwniczką i strzelanin i broni w każdym domu (u mnie nie ma). A już tych bandytów i gangów, to organicznie nie znoszę. Po co się to tałatajstwo plącze po świecie, to nie mam pojęcia. Niech się nawzajem wystrzelają i będzie święty spokój. I nawet nie jest mi ich szkoda. Przez nich giną niewinni ludzie. Często, żeby postraszyć rodzica, zabijają mu dziecko… I tak jak jestem osobą pogodną i wyrozumiałą, tak tym bandziorom życzę jak najgorzej
Zgadzamy się co do bandytów i zakłóceń, i broni też, z tym że to raczej niemożliwe, żeby tę kwestię uregulowano w jakimś rozsądnie dającym się przewidzieć czasie – za duży opór producentów, NRA i gorliwych (choćby nawet jak najbardziej uczciwych) użytkowników.
Władze się tłumaczą, że to by było „ograniczeniem wolności”. Ale gdzie tu wolność dla spokojnych ludzi?
Bo trudno udowodnić czarno na białym (plus jest opór, częściowo zinstytucjonalizowany), że wolność do posiadania broni może się wiązać z ograniczeniem wolności pozostałych. Nic nie trafia, statystyki ani porównania z państwami, gdzie nie ma dostępu obywateli do broni. Co więcej, zwolennicy dostępu aktywnie kontratakują: tych, którzy starają się udowodnić szkodliwość dostępu, określają jako „hoplofobów” (czyli ogarniętych fobią wobec broni – a samo to określenie przesuwa dyskusję z merytorycznej na taką o stanie psychicznym przeciwników).
Ja rozumiem, że niektórzy broń mieć muszą. Są farmy położone daleko od ludzi. W razie gdyby ktoś napadł, muszą mieć czym się bronić. I to nie tylko przed ludźmi. Przecież w wielu stanach żyją niedźwiedzie, pumy, czy jakieś inne niebezpieczne zwierzaki. I tu faktycznie broń jest konieczna. Ale w miastach? Gdzie na każdym zakręcie można spotkać policjanta? W takim Chicago? Przecież to olbrzymie miasto. Po co mają mieć broń?
Mam też wrażenie, że głównie bronią łatwego dostępu do broni ci, którzy są zmanipulowani przez koncerny zbrojeniowe. Faktem jest, że w Illinois musisz mieć pozwolenie. Nie ma tak jak w Wisconsin, że idziesz do sklepu i po prostu kupujesz. Musisz tylko pokazać swoje ID (czyli coś w rodzaju dowodu osobistego). I to wystarczy… Tutaj musisz mieć pozwolenie na zakup, a jeśli chcesz nosić pistolet ze sobą, musisz mieć specjalne pozwolenie.
Przeprowadzono już masę doświadczeń na temat większego bezpieczeństwa, jeśli broń masz i ktoś zaczyna strzelać. Za każdym razem wychodzi, że wcale bezpieczniej nie jest, a nawet gorzej. Bo jeśli do budynku wpada policja, to nie pyta czy jesteś bandziorem, czy obrońcą, tylko wali do każdego, kto ma broń w łapie. I to wydaje mi się słuszne. Oni nie będą narażać swoich tyłków bez potrzeby. Zanim się dopytają, to bandzior ich odstrzeli. Więc nie pytają…
Po strzelaninie na Florydzie znowu rozgorzała dyskusja o dostępie do broni. Amerykański „wspaniały” prezydent wpadł na wyśmienity pomysł – trzeba uzbroić nauczycieli
Może nie wszyscy powinni taką broń mieć, ale chociaż część. IDIOTA. Gdybym chciała zabić młodzież szkolną i gdybym wiedziała, że nauczyciel MOŻE być uzbrojony, to zaczęłabym od niego. Nie miałby szans na jakąkolwiek reakcję. Byłby pierwszy do odstrzału… Poza tym, nauczyciel, jak sama nazwa wskazuje, jest od nauczania, a nie od strzelania!!! I kto mi zaręczy, że któregoś dnia nie odwali mu coś i też nie zacznie strzelać?
Nauczyciele na Florydzie byli oburzeni. Gdy tylko Trump wyskoczył z tym „świetnym” pomysłem, władze stanowe od razu wyasygnowały 6,5 miliona na ten cel. Rozgoryczeni nauczyciele mówili, że jak na pomoce naukowe, czy podwyżki dla nich, to nie ma kasy, ale na broń od razu się znalazła… i to jeszcze taka suma!
I tak jest po każdej większej strzelaninie. Trwają rozmowy, wysuwane są różne projekty i … dalej jest jak było. A nawet coraz gorzej, bo ośmieleni bandyci są coraz bezczelniejsi. Strzelają, ale bardzo często jak zjawia się policja, to odkładają broń i spokojnie się poddają.
A na Florydzie, gdyby nie indolencja służb, 17 osób nie straciłoby życia. Dostali dwa sygnały, że ten 19-latek dziwnie się zachowuje i wstawia na portalu społecznościowym teksty o planowanej strzelaninie w szkole. Zignorowali to, bo prezydent wydał dyrektywę, żeby skupić się na islamskich obywatelach, by w czas wyłapać wszelkie możliwe ataki terrorystyczne. Demokratami mieli się nie zajmować. A że chłopak demokrata…
To mi przypomina mój ulubiony cytat: „Ja to jestem tak tolerancyjny, że tych nietolerancyjnych bym wystrzelał!”.
Love Peace and cośtam.
W sprawie dostępu do broni opowiem wam rodzinną anegdotkę. Moja mama pojechała z wizytą do brata, w zdecydowanie bardziej wiejskie okolice – wracała więc zaopatrzona m.in. w „garstkę prawdziwych, świeżutkich kurzych jaj” – wtedy nawet jeszcze nie mówiło się „z wolnego wybiegu”, tylko po prostu, „ze wsi”. Wracała koleją, i pech chciał, że pociąg, który wybrała, kończył bieg na Dworcu Głównym, czyli nie mogła wysiąść na podmiejskim przystanku po drugiej stronie miasta, z którego miała blisko do domu. Środek nocy, komunikacja wtedy nie istniała o tej porze, kolejny pociąg lub autobus za parę godzin – postanowiła przejść dystans na piechotę, z grubsza wzdłuż torów.
Póki szła oświetlonymi ulicami, było nieźle. Gdy doszła pomiędzy zakłady i ogródki działkowe, zaczęła się czuć nieswojo. A trzeba jeszcze było torem kolejowym pokonać most na rzeczce, i z kompletnych nadrzecznych pustkowi dojść do osiedla. I mama zaczęła się potężnie bać. Trzymała rękę na jajkach w torbie, i kombinowała, że gdyby ktoś próbował ją zaatakować, to tym jajkiem po oczach, i w nogi! Na szczęście nikogo nie spotkała.
Opowiadała później, że gdy już doszła szczęśliwie do domu i nieco ochłonęła, to najbardziej dziękowała losowi za to, że nikt się nie pojawił. Bo gdyby ktokolwiek np. szedł naprzeciwko, niechybnie bez próby dialogu obrzuciłaby go tymi jajami i zaczęłyby po mieście chodzić legendy o czarownicy, miotającej nad rzeczką jajami w Bogu ducha winnych przechodniów!
Kochani, właśnie zaczęło mi się nieco gotować koło odwrotnej części ciała (zawodowo). Mam nadzieję, że dam radę pojawić się w okolicach dobranocki, gdyby nie, uprzejmie poproszę o zastępstwo.
Zawodowo koło odwrotnej części ciała…
Nie ma wyjścia, musisz polać zimną wodą, bo oparzysz sobie „odwrotną część ciała” i będzie bardziej niż nieprzyjemnie

Powodzenia w polewaniu życzę
Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że cały czas trwa propaganda i rządzą partie. I cóż, że o różnych odcieniach…
A mnie się wydaje, że masz dobre wrażenie.

Gdyby do wyborów do parlamentu mogli startować kandydaci niezależni od żadnej partii i gdyby te wybory wygrywali, to wyglądałoby to całkiem inaczej. A tak są tylko różne odmiany propagandy w zależności od tego, kto wygra. Obecną, propagandę sukcesu, już przerabiałam… wiele lat temu. Nie dam się na to nabrać.
Zwykle się nieżle ubawie. Jak Was poczytam hurtem. W czasach gdy po Sosnowcu grasował wampir wszystkie panie w okolicy dostawały pomroczności jasnej. Dziadek szedł szubkim krokiem na szychtę w godinach porannych bardzo ,w godzinach kiedy mleczarka rozwoziła mleko .W butelkach. Dziedek był bardzo wysoki i łysy – no kawał chłopa. Mleczarka dostała histerii i z okrzykiem – wampir,! wapmpir! zdzieliła dziadka flasza mleka .Litrową.
Jeśli wierzyła w wampiry, to trudno się dziwić
Byłą w Krakowie taka historia: studentka uczyła się z koleżanką gdzieś w Prokocimiu, gdzie jeszcze tramwaj nie dochodził, do późna, po czym pośpiesznie ruszyła w stronę odległej pętli aby zdążyć na ostatni tramwaj. W jakimś momencie zorientowała się, że idzie za nią jakiś facet. Przyspieszyła – gość też przyspieszył, trzymając niewielki dystans. Szła coraz szybciej, wreszcie zaczęła biegnąć. Niestety szybko brakło sił – ostatniej rozpaczy zwróciła się do nadbiegającego ze słowami mniej więcej w tym sensie: trudno, niech pan mnie zgwałci, ale niech pan mnie nie zabija! Zaskoczony zatrzymał się i odpowiedział:
– Dobrze, ale może umówimy się na kiedy indziej, bo teraz to ja się strasznie śpieszę żeby zdążyć na nocną zmianę do Huty!
No to facet miał ubaw
Szkoda, że wcześniej nie zatrzymała się. Straciłaby mniej nerwów i ja też, bo nie musiałabym się wlec 
Kiedyś też nastraszyłam jakąś. Wracałam późno ze szkoły. Bo przyjechałam do USA nie mówiąc zupełnie po angielsku, a skoro zadecydowaliśmy, że zostajemy…
W każdym bądź razie… wyjeżdżając z parkingu przed szkołą przepuściłam jadącą ulicą kobietę. Ruszyłam za nią. Strasznie się wlokła, ale nie za bardzo miałam jak ją wyprzedzić (czy może nie za bardzo umiałam, bo prawko miałam od kilku dopiero miesięcy). No to wlokłam się za nią. Jakby się kurna uparła, skręcała tam, gdzie ja powinnam. Nie znałam jeszcze tych dzielnic i nie za bardzo chciałam skręcić w nieznaną okolicę i zaplątać się w te małe osiedlowe uliczki. Jedną przecznicę od domu kobitka nie wytrzymała. Zjechała na pobocze. Mijając ją widziałam jak nerwowo grzebie w torebce. Gdy minęłam, chwilkę patrzyła jak odjeżdżam i wolniutko ruszyła za mną
Jeszcze jeden dowód na to, że chociaż strach ma wielkie oczy, to lepiej jak ręce ma puste


Dobrze, że chociaż nie zabiła…
I tu przyznam rację Bożence. Jak ktoś wierzy w wampiry, to i taki efekt
A reaz idę spać Dobranoc
No to ja też .Ideć bez gwałcicieli, bez wampirów i biegnących na nocną zmianę do pracy.
Spokojnej.
A ja zapomniałem dodać, że zanim zrobiło się gorąco, zdążyłem obejrzeć wykład. Jacek Fedorowicz w formie, właściwie lepiej mogłoby być tylko, gdyby pojawił się w roli Kolegi Kierownika (i ewentualnie pozostałych Kolegów). Natomiast z przyjemnością dostrzegłem na sali mojego osobistego Wuja z Warszawy
I dobranocka.
Ciąg dalszy muzyki poważnej na instrumenty solo. Dzisiaj Villa-Lobos, gitara, a na niej Alexandra Whittingham w utworze „Listopadowy dzień”. I znów melancholia, ale wbrew tytułowi w słońcu. No chyba że tak wygląda listopad w Hiszpanii.
Snów zdecydowanie słonecznych, niezależnie od pory roku.
Pięknie zagrała p. Alexandra, przegnała precz strachy i wampiry, ale lampkę zapalę – dla pewności! 😉

Dziękuję!
Dzień dobry
chociaż jeszcze ciemno za oknami…
Dzień dobry. Na południu Polski ciepło i pochmurno. Wczoraj do nas przyszła wiosna. Jak jest tęcza to jest wiosna:

Piękna! Oby nam ta wiosna nie uciekła…
A tymczasem na lepsze rozbudzenie, napijmy się kawki lub herbatki
Dzień dobry. Kawa koniecznie.
Dzień dobry.
Ja dziś mało aktywna jestem bynajmniej nie z powodu syndromu dnia następnego, ale ze względu na atrakcje.
Otóż mój cudowny syneczek, który mi wczoraj dostarczył niezwykłych wzruszeń wychowawczych, dziś zadbał o powrót do pionu, żebym się nie przyzwyczajała. Pojechał do szkoły rowerem i nie odezwał się, że dojechał. A sms że dotarł do szkoły jest absolutnie podstawowym warunkiem mojej zgody na jeżdżenie do szkoły rowerem.
Przez godzinę najadłam się strachu jak cholera. Bo ani od niego informacji, ani odpowiedzi na moje esemesy. Nic kompletnie.
A potem synek raczył odpisać. „O cholera, sorry mama, wiedziałem, że mam ci wysłać sms, ale coś mi umknęło.”
Ja chyba pójdę coś wyprasować.
Hm. A jakbyś mu ustawiła powtarzalną w dni robocze przypominajkę na telefonie o treści „po przyjeździe do szkoły wysłać SMS-a do Mamy!”, obliczoną na godzinę przyjazdu?
Ale on WIE, że ma się odmeldować! I na ogół to robi! Prawie zawsze! Dlatego jak się nie odezwie, to ja dostaję zawału.
Ok. Ale jak będzie miał przypominajkę, to nawet jak zapomni, to telefon mu przypomni, a Ty nie dostaniesz zawału.
No właśnie nie. Bo on telefon musi w szkole wyłączyć. Teraz też PAMIĘTAŁ, że ma mi wysłać sms, tylko jak przypiął rower i wszedł do szkoły, to mu umknęło.
To jest nie do obejścia.
No cóż, chyba faktycznie
Niestety, powoli musisz się przyzwyczajać do podobnych sytuacji. I jakkolwiek nie będzie to łatwe, i młody bezwzględnie powinien przestrzegać ustaleń, kiedyś będziesz musiała uznać że brak wiadomości to dobra wiadomość.
Nie przyjmuję do wiadomości. Póki co. JA nie przyjmuję, że brak to dobry znak. Ma się gówniarz meldować, albo dostanie szlaban na rower. Amen.
Toć piszę powyżej: bezwzględnie powinien, chodzi mi tylko o to, żebyś nie uzasadniała potrzeby oskarżeniem o próbę zabójstwa matki!
O do licha! Nie przywitałem się!
Witajcie!
Witaj! Lepiej późno niż wcale
Dzień dobry! W sumie powoli zaczynam nową robotę… a następna już na horyzoncie (nieco dalszym).
Najważniejsze, że bezrobocie Ci nie grozi
Zabrzmiało to jakbyś miał zostać przysłowiowym hydraulikiem albo dekarzem
Odpukać, za chwilę może się okazać, że wiem, co robię do września br. Co byłoby znacznym sukcesem.
No i?
Na razie robię to, co robię, do końca czerwca (równolegle kończąc poprzednie), a jeżeli dogadam się na dniach z kolejnym zleceniodawcą, to będę miał pracę do września właśnie. Z widokami na ciąg dalszy.
A teraz wracamy do modelu z przerwą na odpoczynek od komputera, stety lub niestety.
A ja wróciłam do domu i stwierdzam, że znów się coś popsuło i normalnie nie mogę komentować.
Ale że czas już po temu, to się pożegnam, może do jutro wszystko wróci do normy…
Dobranoc 🙂
Oj. Ja też nie widzę możliwości z poziomu wpisu. Gdzie w edycji wpisu jest ta opcja „wyłącz/ włącz możliwość komentowania”?
Uff. Już widzę, pod „Szybką edycją” jest okno do włączania 🙂
Jak widać, jesteśmy ufni, sprawni i odporni
Dobranocka.
Skoro tak dobrze idzie tym dziewczynom, dajmy szansę również Simone Kopmayer, która nagrała swoją wersję „Fragile” Stinga w wersji niewątpliwie smoothjazzowej. Może się nie podobać, ale warto posłuchać, chociażby dlatego, żeby na tle docenić samego Stinga.
Snów o docenianiu.
Jeszcze miałoby się nie podobać! Oczy trudno oderwać! 😉

Ale już pora spać. Snów delikatnych!
No widzisz? 🙂
Dobranoc!
…bry

Kawa, herbata i lecę na testy alergiczne, część pierwsza.
Dzień dobry
O, już jest Gienia z kawą, chętnie skorzystam 
Dzień dobry. Herbatujemy z rana. Stephen Hawking powiedział kiedyś „Życie byłoby tragiczne, gdyby nie było zabawne”. Tego się trzymajmy w dniu jego śmierci.
To ja poproszę jak zwykle.
Witajcie!
I znowu średnia IQ ludzkości zauważalnie spadła…
Odchodzą wartościowi ludzie
Niestety.
Dzień dobry, mimo że taki sobie. Zaraz wracam na kawę.
Rany… Poprzyklejali mi te świństwa na plecach. Żeby sprawdzić, czy mnie uczulają. No pewnie, że uczulają! Mnie uczula nawet plaster hipoalergiczny! Mam piękne ślady po plastrze od elektrod holterowych sprzed ponad tygodnia. Podobno to niemożliwe…
Trzymajcie za mnie kciuki, żebym się nie zadrapała na śmierć. Bo nam jeszcze bardziej spadnie średnie IQ…
Aby Ci się polepszyło musisz odstawić Martini. I przejść na wyższe oprocentowanie. Proponuję Finlandię
Nie dam rady. Za cienka jestem na Finlandię.
No cóż. Potrzebne są wyrzeczenia aby leczyć się ludowymi sposobami..:-)
Dzień dobry

Mam serdecznie dość śniegu i mrozów 
Aby do wiosny 
Wczoraj sypało i jeszcze dziś jest biało
A ja już nastawiłam się na wiosnę
Miłego dnia Wyspiarze
Aby do wiosny, a robi się coraz chłodniej
Aby do wiosny … 8 dekad propagandy i w sobotę miałem okazję wysłuchać wypowiedzi pana profesora Zolla nt. degradacji generała Jaruzelskiego i Kiszczaka . Pan profesor na pytanie o ocenę tego faktu , bez wahania odpowiedział : Obaj generałowie , to nie byli polscy generałowie , a generałowie Ludowego Wojska Polskiego . Na tym rozmowa się skończyła , a dla mnie skończyła się wiara w mądrość pana profesora Zolla . Przecież on sam , jest również pomiotem peerelowskiego systemu . Czy żyjemy w domu wariatów ??
Mam nadzieję, że nie. Ale wariaci doszli do głosu
Tylko widzisz, Bożenko… ktoś tych wariatów wybrał i nadal popiera. Sami do głosu by nie doszli…
Pewnie, że ktoś ich wybrał. To byli naiwni, którzy wierzyli w PiSowskie obietnice. Ale coraz więcej się ludziom otwierają oczy, a sondaże robione są pewnie pod kościołami po mszach, albo w Toruniu pod wiadomą siedzibą.
A ja, coraz częściej mam wrażenie, że tak. Obecnie to jest dom wariatów. Gdyby rząd nie miał poparcia w społeczeństwie i gdyby takie wypowiedzi jak ta profesora Zolla były piętnowane, byłoby normalnie. Ale jak się poczyta i posłucha ile osób popiera takie opinie i ilu cieszy obecna „praworządność” w kraju, to ręce opadają i dochodzę do wniosku, że to jednak dom wariatów.
To prawda , że ktoś wybrał rządzących , ale Zoll obecnie jest w opozycji . Jako Kresowiak, nie mogę pojąć skąd bierze się niechęć do Polaków ze Wschodu . Te podkreślenia o polskojęzycznych , o bagatelizowaniu Kresów , a to przecież tam działały dwie dywizje AK . Wileńska i Wołyńska . W Centrali była tylko Brygada Świętokrzyska współpracująca z Niemcami , a ostatnio pan Premier nawet złożył wieniec na grobach koło Monachium . Sami sobie plujemy w twarz i nikt nas za to nie będzie szanował . Smutne to …
Chyba mi się w domu jakieś duchy zalęgły

Obeszłam wszystko i nic. Nikogo… Wracam, siadam z powrotem i znowu to słyszę. Ktoś łazi
Nie będę jak ten głupol biegała po schodach w te i nazad! Niech łazi!!!
Nie może zacząć łazić jak już pójdę sobie do pracy? 
Siedzę przy komputerze, sama w domu i nagle słyszę czyjeś kroki w naszej sypialni. Szok! Biegnę na górę, a tam nikogo
Ale faktem jest, że działa mi to na nerwy
Może jakieś zwierzątka zagnieździły się w Waszym domu? Kiedyś spałam u siostry na wsi i też słyszałam jakby ktoś chodził u góry, czyli na strychu. Okazało się, że tu były kuny.
Ale to było w naszej sypialni!!! My nie mamy strychu… Nie mamy też sąsiadów, a nawet jak mieliśmy, to nie było nic słychać, bo ściany są za grube.

Przy zamkniętych oknach raczej trudno o przeciąg, a podłoga jak się rozsycha (mamy drewnianą) to brzmi to zupełnie inaczej.
Także nie wiem co to było. Co do duchów, to jestem sceptyczna. Czemu miałby się jakiś u nas pojawić? Nie zabiliśmy nikogo…
Zobaczę jutro rano (czyli u Was dziś), czy coś będzie chodziło… jakoś trzeba wyjaśnić tę zagadkę.
Dobry wieczór. Wyjaśniło się coś? Zwierzęta? Przeciąg? Podłoga się rozsycha? Obcy przylecieli? Faktycznie duch się objawił?
Dodam tylko, że jak wróciliśmy z pracy, to nic nie chodziło i nie miałam jak „pokazać” TO mężowi. On jest za rozsychaniem się podłogi… dlatego, że tego nie słyszał.
Ha. Powinnaś nagrać zjawisko, np. telefonem (o ile masz taką możliwość).
Pożegnam się już, bo mnie zaraz szlag trafi z powodu tych testów na alergię.

Spokojnej, nietestowanej…
Niestety testowanej. Testy zdejmują mi dopiero jutro. A w środę następna seria.
Chyba zwariuję.
I oczywiście nie wolno Ci nic z tym zrobić, ani się podrapać, ani wziąć niczego przeciwalergicznego (żeby przypadkiem nie zafałszować wyników)?
Ja też już powiem dobranoc i dostojnym krokiem udaję się na spoczynek
Spokojnej i dostojnej!
Dobranocka.
Dawno nie było postmodernistycznej szafy grającej. No to będzie, z własną wersją przeboju „All About That Bass”. Piękne głos pań i pana, nieco dramatyzmu, ale nie za dużo. Przyjemne bardzo, a przy okazji nasuwające myśl: „jakby to brzmiało, gdyby to nagrano te kilkadziesiąt lat wcześniej?”.
Snów sprzed lat. Choćby kilku.
Z tymi minionymi snami to też nie ma co przesadzać. Może tak: Dopasowanych marzeń (sennych)?

Dzień dobry
Wiosna się cofa 
Czy to znaczy że zima kontratakuje?
Dzień dobry. Ostatnio słyszałem, że czwartek to taki mały piątek. I tego się trzymajmy..
Kawa? Herbata?
O, właśnie. Filiżankę jak zwykle poproszę. Czarnej i gorzkiej.
Dzień dobry. Herbatkę poproszę.
Witajcie!
Ponieważ nic mądrego nie przychodzi mi do głowy, powiem krótko:
Miłego dnia!
Dzień dobry. Nieco wcześniej, bo dzisiaj trochę biegania. I pracy też, o ile zdążę.
Wybywam.
A ja właśnie przybyłam…
Powiem tak, dzień obfitował w wydarzenia, ale żadne z nich nie było negatywne. I nawet popracować zdążyłem, co z początku nie było takie oczywiste.
Jezu jak te testy swędzą! A potem i tak się okaże, że alergię mam na plaster…
Dobranoc.
Ja też powiem dobranoc, choć mnie nic nie swędzi
Spokojnej, absolutnie nieswędzącej!
Dobranocka.
Projekt „Playing For the Change” („Gramy dla zmiany”) i kolejna ich piosenka naokoło świata, nagrywana grupowo z wykorzystaniem Internetu (swoją drogą, chyba nie robią tego równocześnie, bo opóźnienia zabiłyby rytm). Dzisiaj Kubańczycy i znany przebój „Guantanamera”. Bardzo swobodne i autentyczne wykonanie.
Snów swobodnych właśnie!
Hmmm… może jak byśmy tak razem coś zagrali – każdy w swojej okolicy – wyszła by z tego jakaś zmiana? Choć odrobinę lepsza?

Włączam magię…
Dzień dobry
Fatalna nocka za mną…
Dzień dobry. Piątek. Podobno dzisiaj jest dzień Pandy. Są czasem takie dni, że kiedy wstanę to w głowie kołacze, gra mi jakaś muzyka. Też tak macie czasem? Tego ranka to mi grało:
Folkowe w nowoczesnym sosie. Aż tak żeby się kołatało, to nie, ale całkiem smaczne.
Jakoś nie mam wpływu na to co mi gra w głowie:-). Pewnie siedzi tam jakieś drugie „ja”
Witajcie!
Rozumiem, że Zoemu grał sławny utwór 4’33” Cage’a? To jest lepsze przy zasypianiu niż przy wstawaniu…
Dzień dobry. Zakładałem, że dzisiaj popracuję, ale zapowiada się sporo „atrakcji” poza tym…
Ja dzisiaj poproszę Gienię, to może mi się uda ustawić po kawę jako pierwszy…
O, dobra myśl. Poproszę o kawkę
Dzień dobry.
Oczywiście mam alergię na plaster, ale również na metale. Także te, na które poprzednio nie miałam.
Chyba sobie zamówię herbatkę, bo na Martini trochę za wcześnie.
Chyba.
Na poprawę humoru, nigdy nie jest za wcześnie
No więc tak: transport do szkoły przysługuje uczniom z niepełnosprawnością ruchową lub intelektualną znaczną.
Autyście nie przysługuje.
Niesamowite!
No. Autysta, nawet taki totalnie niesamodzielny jak mój syn, może według ustawodawcy jeździć sam komunikacją miejską. Bo przecież na legitymację ma przejazdy za darmo. Nawet z osobą towarzyszącą!
Dobry wieczór. Prawie po robocie i wcale nie mam przerwy, ale to niestety nie znaczy, że na Wyspie i w ogóle przy komputerze. Mimo wszystko z doskoku dzisiaj…
Spaaać… dobranoc…
Spokojnej!
Dobranocka.
Susanne Vega, spokojna i sentymentalna. Sprzed lat. Śpiewa o stanie podgorączkowym (99,9 F to 37,7 C). Czyli jeszcze nie jest tak źle!
Snów gorących, lecz nie rozgorączkowanych.
Jak dla mnie, 37,7 to już wcale niezła gorączka – stany podgorączkowe kończą się ok. 37 bez kresek. Ale Suzanny słucha się przyjemnie, nawet gdy powrót zimy obkłada nas lodem…

W intencji zachowania homeostazy
Dzień dobry
Coraz zimniej, zima wraca?
Kawa, herbata… Komu, komu, bo idę do domu!
Kawa koniecznie.
Dzień dobry. Już myślałem, że będzie spokojna sobota, ale chyba jednak nie. Zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja.
Witajcie!
Ślizgaweczka jak ta lala, dobrze, że na czterech (kołach) człowiek się raczej nie wywraca. Pozdrawiam pośniadaniowo!
Skoro się już przywitałem, zapraszam piętro wyżej – na Alkohol 😉