Rodzina wyjechała do Hagen.
Sam zostałem w tym ogromnym domu.
Po galeriach krokami dudnię.
Bardzo śmieszą mnie te złocenia
i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
i te chmury mknące na południe.
Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.
Cóź to za rozkosz błądzić przez pokoje
z Panią Muzyką we dwoje!
Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.
A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
O, wesołe jest serce moje!
W starych szufladach są stare listy,
a w książkach zasuszone kwiaty,
jak to miło plądrować wśród starych papierów…
O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
o, natchnienia jak kolumny złote! O, kantaty!
Ubrany w zielony aksamit
brodzę, błądzę tymi pokojami,
i po galeriach, i po schodach;
o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin,
żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić,
żeby płynąć jak zaczarowana woda!
Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach,
jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.
To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem,
mówiąr że w mych kantatach zamknąłem niebiosa.
Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa,
ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże,
jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom.
I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.
Spójrzcie na te niebieskie hiacynty,
na te krzesła z czarnego drzewa,
na te wszystkie złocone sprzęty,
na tę klatkę z papugami, która śpiewa,
na te obłoki jak srebrne okręty,
które wiatr południowy podwiewa.
Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie.
Też wspomnienie po Janie Sebastianie.
Mówią, że jestem stary. Jak rzeka.
Że czas coraz bardziej z rąk mi ucieka.
To prawda, że mi wiele godzin przepadło.
Ale to nic. Do diabła! Ja gram na mocnych strunach
i są jeszcze kantaty moje, do pioruna!
Nie czas mnie, ale ja go wziałem na kowadło.
Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta.
Córy moje, nim siadą, przejrzą się do lustra.
I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec.
Podjedzą sobie setnie i podpija dobrze.
I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie.
A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.
Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
niźli perły, o których. dla mej żony marzę,
niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,
taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,
właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę
rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:
WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.
1950
KIG





Dzień dobry
Sprytnie umiesciłam to, co baaardzo lubię, więc wycieraczka długa.
Chyba nikt się nie potknie ?
Nie jest tak źle, bywały dłuższe. A jest bardzo ładna
Do Wielkanocy jeszcze daleko, można spokojnie zaplanować co jest do zrobienia
Powodzenia 
O, dzień dobry.

Dzień dobry
Dziękuję, podsuwam kubeczek pod kawkę 
Bardzo deszczowe i słotne dzień dobry. Oby to się wylało z tego nieba przed weekendem.
U mnie też pada
U mnie 3 stopnie. Dobrze, że na plusie
U mnie 6, niewielka różnica
Dzień dobry! Sporo się działo wczoraj na konferencji, liczę na kolejną dawkę dzisiaj.
Ale tymczasem Wyspa i kawa!
Aha, za oknem mokro i nieszczególnie, tyle że plus osiem, co w świetle doniesień z innych części Polski wygląda nieźle.
Pięknie. Ja tez zgłaszam się po kawę. Odkręciłam kaloryfery. ZImno było wczoraj, dziś jest zaledwie chłodno. Chyba czas na zadbanie o balkon…. Co prawda mam tam jakieś stokrotki ale i petruszkę i szczypior ale… tam jakoś tak nie za bardzo. Hiacynty mi już w domu pachną – czyli prawie święta
Dzień dobry.
A ja po raz pierwszy chyba pojęcia nie mam jak nasza Wielkanoc będzie wyglądać, ale na razie wolę o tym nie myśleć. Na razie kawka i Wyspa, a później praca.
Badanie wykazało, że mam mózg, ale na wszelki wypadek dali mi skierowanie na rezonans

Nie wierz lekarzom. U mojej małżonki rezonans mózgu robiony z kompletnie innej przyczyny wykazał niedorozwój struktury odpowiedzialnej za poczucie równowagi, gdyby rzeczywiście tak było, to miałaby poważne trudności z chodzeniem na co dzień, a ona nie dość, że chodzi, to także czasem jeździ na nartach i pływa na desce windsurfingowej.
To prawda, lekarze też są omylni. Nie warto martwić się naprzód.
Ja się nie martwię. Mnie to już tylko bawi.
To dobrze, że Cię to bawi. Mnie by wkurzało i mączyło, bo bardzo nie lubię badań i lekarzy.
Nienawidzę chodzenia po lekarzach. Normę życiową wyrobiłam z chłopakami. Pewnie dlatego zawaliłam kilka własnych spraw i teraz to się mści, i każe mi o ósmej rano siedzieć pod gabinetem neurologa. Jak ja tego nie znoszę!
Sugerujesz, że może się jeszcze okazać, że nie mam tego mózgu, taaak?
Nie, raczej żeby nie ufać do końca lekarzom. Okoliczności wszak wskazują, że go MASZ. Nie jesteś dyrektorem ani nie masz dwóch zastępców, o ile mi wiadomo.
Ten dyrektor przypomina mi kogoś z rządzących… A może nie tylko jednego…
Nie. Bo ja, widzisz, jestem NIEZASTĄPIONA!
W to nie wątpię
Kawkę poproszę…drugą…a co mi tam. Miałam ciężką noc. Była może 5-ta jak udało mi się usnąć. No i teraz patrzę a tu wszędzie pochmurno.

J.S. Bach wpisał się cudnie dzisiaj
Jo, kochana, wczoraj pytałaś co robiłam z maszyną do szycia. Byłam wieczorem wyłączona komputerowo, więc odpowiadam dziś: szyłam

Zrobiłam jedną sukienkę z dwóch. Z jednej „wyrosłam” a tę drugą poplamiłam gloriksem. A że materiały tych sukienek są porządne, to musiałam jakoś je wykorzystać. I mam nową sukienkę!
A teraz wkładam trampki i idę w trasę. Bo wczoraj siedziałam w domu cały dzień.
Bo ten czas ponury i te chmury

pakuję w plecak jako bzdury!
Chciałabym umieć szyć
Albo w ogóle robić coś praktycznego 
Nie płacz, nie płacz. Kupimy ci chechłacz 😉

A w ogóle to jesteś najwspanialszą Matką
I należą ci się najcieplejsze buziaki 🙂
Mów mi tak! Mów!
Chechłacz bardzo chętnie. Może wreszcie dowiem się co to jest. Bo od 40 lat się zastanawiam
Chyba coś do chechłania
A dla jasności…
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/zapytaj.onet.pl/Category/002,010/2,4949188,Co_to_jest_quotChechlaczquot_.html
No i nie wyjaśnili jednoznacznie.
A to mi przypomina angielski dowcip o gulgutierze
Czy ten gloriks to rodzaj naszego domestosa ? a tak w ogóle podziwiam, gdy ktoś ma zdolności manualne, bo ja ich nie mam za grosz. Szyć nie umiem, na drutach wyłącznie oczko prawe i lewe, szydełka ani w ząb….
Bo szydełka się w ząb nie daje….
A w ogóle, dziewczyny, jednemu bozia dała to innemu co innego. Ja cierpię od dziecka na przypadłość „lelumpolelum”… I zawsze zazdrościłam innym elokwencji i szybkości w reakcji słownej. I w ogóle w mówieniu. I byłam bardzo grzeczna, ale to wynikało chyba ze strachu, że mnie zara wyśmieją jak się ruszę.
Taka anegdotka z dzieciństwa mego, którą tato chetnie opowiadał, szczególnie w większym towarzystwie:
Mała Dasia przyszła z podwórka i postanowiła opowiedzieć w co się bawiła z innymi dziećmi. Mama obrała ziemniaki i ugotowała cały obiad – i już po tygodniu dowiedzielismy się, że Dasia bawiła się w chowanego….
Piękne…
Przypomina mi moje rozmowy z BlueBoyem.
O, do licha – nie przywitałem się…
Witajcie!
Dzień dobry serdecznie!
Mieliśmy jeść łososia, ale Piter zrobił placki ziemniaczane i…
To ja pójdę trawić.
Ha, zrobiłem placki ziemniaczane. Umieram…. Z przejedzenia.
Podzielam Twój ból.
Jan Sebastian Bach ….Próbowałem grać na skrzypcach , nawet w małym zespole , ale się skończyło i pozostało tylko wspomnienie o Bachu przy okazji małych toastów : no to bach ! Ildefons Gałczyński … Mazury , leśniczówka Pranie , zwiedzałem przy okazji żeglowania po Śniardwach i jeszcze zbliżająca się Wielkanoc … Przytoczę zamiast komentarza opinię nt. wiary cesarza Napoleona : ” Wiara jest poza zasięgiem prawa . Jest to najbardziej intymna wartość człowieka i nikt nie może żądać , aby zdawał on z tego rachunek ” Dobry wieczór i Alleluja 🙂
Ja też próbowałam gry na skrzypcach, ale skończyło się na gitarze
Teraz już mi tylko pranie zostało… 🙂
No to witam Koleżankę muzyczkę . Gra w zespole , wymagała wiele czasu na próby , kosztem nauki i trzeba było na coś się zdecydować . Pozostał mi sentyment do muzyki i osób związanych z muzyką .
Niestety, w zespole nie grałam, nie było warunków. To było brzdąkanie do wtóru przy śpiewie. Ale sentyment do muzyki pozostał, tego nie da się wyzbyć
Do jutra, idę lulu. Dobranoc
Spokojnej również!
Zjedliśmy tego łososia. Boski był.
A teraz to już tylko użeczko, czego i Państwu życzę.

Moja ulubiona morska rybka to sola
!Ładna to ona nie jest w naturze, ale na patelni prezentuje się nieźle Dorsze tez mogą być. Dobrze, ze sie różnimy w gustach,bo dla każdego czegoś ulubionego wystaczy 
Dobry wieczór, jestem, ale zaraz mnie nie będzie, w sensie odpadam.
Dzień bardzo obfitował w wydarzenia, z tym że raczej zawodowe, więc nie ma specjalnie czego relacjonować.
Ale dobranocka oczywiście będzie. Dzisiaj muzyka filmowa i musicalowa zarazem – z ekranizacji musicalu „Chicago”. Spokojna i w sumie niewesoła piosenka o panu Celofanu. (Wiem, że „celofanie”, ale pokusa zrymowania była nieodparta).
Snów prawdziwych, nie celofanowych.
W pewnym mieście, w którym nigdy deszcz nie pada… i gdzie ratusz zbudowany jest z cynfolii?
Może ja jednak wrócę pod kordełkę?
Och, spokojnej w każdym razie 🙂
A może pod parasolkę?
Pod kołderką cieplej, Ukratku !I jeszcze lampka świeci

dobranoc
Święta racja!
Dobranoc. 7 kwiecień 2017 odchodzi w niebyt.
Dzień dobry


W nocy przymrozek, w dzień 20C! Kto to wytrzyma?!!! Rano, gdy wyjeżdżam do pracy – zimno, gdy wracam – gorąco…
Nie wiadomo jak się ubrać. A takie przepocenie, szczególnie, gdy wiatr wieje, to i co się dziwić… 


Wpadłam tylko na moment, żeby się przywitać i popodziwiać nowe pięterko
Idę spać
Ta zwariowana pogoda i szalone skoki temperatur nie są za dobre i już mnie kłuje w migdałkach
Ale i tak wybieram się jutro na wycieczkę, bo przeziębienie przejdzie. Ładna pogoda też mija
Miłej soboty życzę
Zdrówka, Mirelko
Dziękuję Wiedźminko
Dzień dobry
choć ponury. W nocy popadało, ale może się przejaśni. Niech żywi nie tracą nadziei… Kto to powiedział?
Dzień dobry. Była ponoć mgła, ale teraz już wyszło słoneczko, a mnie się szykuje kolejny biegający weekend, dobrze, że nie wyjazdowy.
W ogóle to człowiek się szlaja po konferencjach i spotkaniach branżowych, a tu roboty przybywa, wczoraj, wróciwszy, zastałem dwa kolejne e-maile obfitujące w następstwa. Nie żebym narzekał.
Przynajmniej nie wiesz co to nuda
Ale od czasu do czasu by się przydało trochę nudy, a tu w najbliższych dniach, włącznie z teoretycznie wolnymi, nie ma na to szans.
…bry
Co to? Nikt śniadania nie podał?

Czekamy na Ciebie, podajesz najlepsze. Choć ja już tylko kawę…
Witajcie!
Dziś po zakupach i śniadaniu znowu stanąłem przed alternatywą: kawa czy drzemka? Dzisiaj wygrała drzemka!
Ja miałam do wyboru gotowanie lub prasowanie.
Robię na przemian.
Bo ty jesteś bardziej wszechstronna…
Tak. Taki robot uniwersalny, nie wymagający obsługi
Z wojska pamiętam zawodowego chorążego, który mawiał:
– Ja mam w domu wielofunkcyjny samoobsługowy kombajn pralniczy, dwumodułowy. Pralka nazywa się Frania, a żona Tereska.
Tia…
Roboty jeszcze nie mają serca…….
Dzień dobry!
Idę na obiad do knajpki. Jest taka „Ukraineczka”, sympatyczna i bez zadęcia. Dobrze tak czasem nie gotować obiadu ….
Też bym poszła, ale muszę przypilnować sprzątania.
A ja cały czas w wolnych chwilach, śledzę przebieg akcji ratowniczej w Świebodzicach… Straszna tragedia
A ja dopiero wróciłem, nic nie wiedziałem. Faktycznie straszna rzecz.
Straszna…
Wybywamy na wieczór. Pogodnego!
Przyjemności! Ja już dzisiaj nigdzie nie wychodzę… 😉
A co to za cisza? Wszyscy wybyli?
Nie, skąd, wręcz przeciwnie. Jestem, tylko tak trochę w tę, a trochę we w tę.
To tak jak ja 🙂
Ja jestem, ale z doskoku.
W przerwie między poganianiem bacikiem do roboty.
No a jak?!
Kochani, taka sprawa: otóż dzisiaj odeszła od nas Dama Kier ze Szczecina, części Wyspiarzy znana, a jeżeli komuś nieznana, to może ją poznać poprzez bloga – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wwwtrembil.blox.pl/html
Nagle się zrobiło jakoś chłodniej i mniej słonecznie, mimo że już po zachodzie.
Niestety, nie miałam przyjemności poznać. Szkoda, już jej nie poznam…
Cisną się na myśl słowa:” Śpieszmy się kochać ludzi, tak prędko odchodzą”.
Miła i mądra pani….. chłodniej i jakby pusto. Współczuję córce.
Tak jak Bożenka, nie znałam… ale zawsze jest smutno, gdy ktoś odchodzi. Szczególnie, gdy jest to ktoś znajomy znajomych, czy przyjaciół…
z Damą i z Dorolą spotykałem się swego czasu wirtualnie na blogach… Żal…
Dobry wieczór 🙂 Wielkanoc …Warto przytoczyć z tej okazji wypowiedz Witolda Gombrowicza : Polska dzisiejsza jest jak kawałek suchego chleba , który z trzaskiem łamie się na dwie części :wierzącą i niewierzącą . Powiedział to przed laty , czy coś zmieniło się na lepsze ?
Myślę, że tych kawałków jest więcej a i linia podziału nie taka jednoznaczna.
To prawda , ale ten podział na wierzących i niewierzących , jak widać od lat, jest poważnym problemem polskim i nie widać szans na poprawę ….
Jak widać.
Maxiu, wierzących w kogoś ? Bo mam duże wątpliwości czy w chrześcijańskiego Boga.
Też mi się tak wydaje, Wiedźminko…
Boże, bądz miłościw mnie GRZECZNEMU , naklęczałem się Panie co nieco przed Twym ołtarzem i proszę powstrzymaj narastającą narodową głupotę w czczeniu Twojego Majestatu ….
Już dziewiąta na zegarze. Idę spać.

Dobrej nocy życzę i snów o pięknych wiosennych kwiatach …
No to i ja idę w ślady Jo… Dobranoc
Dobranoc i niech Ci się przyśni – kwiat kwitnącej wiśni
Dobranocka.
Dzisiaj tak. Komentarz chyba zbędny.
Snów optymistycznych.
Dzięki za to cudo panalennonowe:)
Dzień dobry




Nie mógł powiedzieć tego w domu? Po to jechałam taki kawał? Powiedziałam, że w takim razie wracamy do domu, bo nie będę sama łaziła. Ruszył się, ale aparatu z plecaka nie wyjął. Uszliśmy spory kawał, gdy się zdecydował. Jednak przyzwyczajenie jest silniejsze
Na jeziorze pływały łabędzie, a te nie są zbyt częste na tutejszych jeziorach. Mam na myśli te dziko żyjące 


Chociaż u mnie już późny wieczór…
Dzień był słonecznie piękny i nawet ciepły. Chociaż rano, jak pojechaliśmy do parku, to wcale tak ciepło nie było
Mąż mnie wkurzył, ale to chyba normalne mężowskie zajęcie
To ja może zacznę od początku…
W piątek małżonek wrócił z pracy z bolącą ręką. Coś tam robił i wiertarka mu się gdzieś tam zaklinowała. Puściło w takim momencie, że walnęło go w dłoń. I to solidnie. Dziś rano miał już ją spuchniętą i praktycznie nic nie dał rady w niej utrzymać. Nasz wyjazd stanął pod znakiem zapytania…
Do Indiana Dunes jechać nie chciał, ale gdzieś bliżej to z chętnością. Wpadł nawet na „świetny” pomysł, żebym jechała sama. Bez komentarza.
Wybrałam park, w którym już byliśmy, ale chcieliśmy pojechać tam jeszcze raz, żeby obejść Sterling Lake dokoła. Zajechałam na parking, a małżonek mi mówi, że on poczeka w samochodzie, a ja żebym sobie szła. Mało mnie coś nie trafiło
Łaziliśmy już sporo czasu, gdy zadzwoniła nasza koleżanka. Pogadałam z nią trochę i powiedziałam o tej uszkodzonej ręce. Poradziła, żeby iść do apteki i kupić jakąś maść, bo skoro to wygląda na stłuczone ścięgna, to samo tak szybko nie przejdzie. Po wycieczce pojechaliśmy do tej apteki. Farmaceutka powiedziała nam, że żadnej maści nie mają i żeby małżonek wziął „Motrin”. To lek przeciwbólowy. Nie kupiliśmy niczego. Jaki jest sens usuwać skutki i truć się lekami przeciwbólowymi? Trzeba usunąć przyczynę, to ból sam przejdzie. Mąż co prawda nie chciał, ale go niemal zmusiłam do wizyty w polskiej aptece. Na naszych lekach trochę się znam. Kupiliśmy maść altacetową. Co prawda do tej pory używałam tylko rozpuszczanych tabletek, ale taka maść jest już gotowa do użycia.
Od pierwszego smarowania minęło już kilka godzin i małżonek czuje się znacznie lepiej. Co prawda opuchlizna mu jeszcze nie zeszła, ale ból jest znacznie mniejszy i mąż jest w stanie wziąć cokolwiek do tej ręki
I z tego się cieszę
Małżonkowi szybkiego powrotu do zdrowia! I do normalnych mężowskich zajęć!
Znaczy odkurzanie i mycie okien?
Odkurzanie, to tak, ale z tym myciem okien, to już nie za bardzo
Dziękuję w imieniu małżonka, Ukratku
Dzień dobry
U mnie jeszcze szaro, więc nie wiem jaki bądzie 
Dzień dobry.
Przejrzałam poranną prasę i odczułam silną potrzebę posadzenia jakiegoś drzewa. Najlepiej brzozy.
Może lepiej podam śniadanie?

Chętnie się poczęstuję,
ale brzozę posadź koniecznie 
Całą brzezinę posadzę.
Witajcie!
Jak wyszliśmy wczoraj, tak wróciliśmy dzisiaj… Bardzo miłe spotkanie w ramach „blogosfery w realu”. Spotykajmy się!
To na pewno miłe, lubię się spotykać z osobami poznanymi wirtualnie.
Tylko sił już mi brakuje… Nie jestem też zmotoryzowana, więc nie jest mi łatwo gdzieś się wybrać 🙁
Dzień dobry! Teraz przelotnie, bo już, już muszę jechać na zakupy. Ot, biegająca niedziela.
A ja znów wybywam, tym razem w innym kierunku. Ot, taka rozjechana niedziela…
Podobnie i u mnie, za chwilę też wybywam…
Co się wzniesie, musi spaść, jak śpiewały Muppety. Jak wyjechałem, tak wróciłem.
Ja dopiero teraz 😉
To kawał dnia. Tu się zrobiła całkiem miła pogoda, a ja pracuję, pozierając na Wyspę od czasu do czasu.
Tu też słoneczko zaświeciło, jest ciepło i bardzo miło…
Ojej, ale rymłam
Dobra jesteś!

No!
A u mnie nie. Zimno i wieje. Wcale nie lubię.
Och, wieje i tu, owszem, tyle że i świeci. Więc jeżeli znajdziesz miejsce osłonięte od wiatru a nasłonecznione, to bonus. Ale np. na ulicy, po zacienionej stronie, a jeszcze prostopadłej do morza, jak ciągnie od wody albo w kierunku – przekichane.
Wygląda na to, że najprzyjemniej na południu i zachodzie. A jak jest w Szczecinie? Wiedźminkooo
Teraz przestało, ale zimno nadal. A tu jednak te trzy spacerki z psem trzeba odbyć…
Oczywiście to Twój obowiązek?
W zasadzie nie…
Rano wychodzi Piter. Po południu ja albo jak mi się nie chce, to wysyłam Jaśka. A wieczorem znowu Piter. Ale dzisiaj rano byłam ja z chłopakami, bo mąż przygotowywał gofry w tym czasie. A teraz znowu poszliśmy wszyscy, żeby po obiedzie tyłki z domu ruszyć. Wieczór to już odpuszczę.
Jestem bardzo dobra w delegowaniu zadań. Powiedziałabym, że coraz lepsza!
Jeszcze co do obowiązków i wysługiwania się dziećmi: przez dobre 15 lat robiłam wszystko sama. Teraz jestem mądrzejsza (przyznam, że mądrość wymuszona chorobą, bo przestałam dawać radę) i stawiam sprawę prosto: Chcesz obiad? OK – to ty wychodzisz z psem, Kuba obiera ziemniaki a tacie powiedz, żeby zapakował pranie do pralki.
Miszczyni! Co ja tu będę ściemniać…
Nawet mi się nie chce pisać, jak bardzo popieram taki model, i jak bardzo odmienny znam z autopsji.
Ejże, czy to by znaczyło, że mam fanów?
A co! Sukces wychowawczy wymaga uznania!
Niestety, ja nie byłam taka mądra, wszystkie obowiązki spadały na mnie, łącznie z męskimi. Wyprowadzanie psa też należało do mnie
Teraz nie mam psa i nic nie muszę…
Swojego czasu miałam jak Ty, Bożenko, ale już mi dawno przeszło
Starzeję się i nie ze wszystkim daję rady, więc gonię do roboty kogo się da
Całe szczęście słuchają i pomagają 
No i ja też wróciłem. Dobry wieczór!
Całkiem dobry!
A ja powiem – dzień dobry

Bo u mnie dopiero południe… i ciepłe, jak latem
Kwiecień plecień, proszę pana
Jak przeplata, to i w Stanach
Fajna rymowanka, brawo!
A ja mam pytanie do Jo… jako specjalistki od autyzmu.
Ostatnio obejrzałam w telewizorni relację z występów autystów w jednej ze szkół średnich. W tej szkole jest ich 26 sztuk. Tańczyli na scenie… dostali owacje na stojąco. Kobieta która to zorganizowała była pełna entuzjazmu. Redaktorzy też. Odtrąbili wielki sukces… Czy na prawdę jest aż tak trudno nauczyć autystę tańca? I na dokładkę zachęcić go do występu na scenie? Dodam, że nie był to jakiś ekstra taniec, ani ekstra występ. Widziałam już dużo lepsze w wykonaniu młodzieży. Tylko tamci, to nie byli autyści…
Więc jak to jest? Faktyczny sukces, czy jak to u Amerykanów z niczego wielkiego, wielkie HALO?
Autystę można nauczyć wszystkiego.
Jeśli on tego chce.
Kuba grał w szkole na pianinie, występował w przedstawieniach z rolami mówionymi, brał udział w olimpiadach sportowych, pływa, gra w tenisa, robi filmy w movie makerze… Wyłącznie dlatego, że SAM chce.
Inaczej bez szans.
Czyli… z Twojej wypowiedzi wynika, że cała trudność polegała na zachęceniu tych wszystkich autystów do wspólnego występu…
No to nie wiem, skąd u tych reporterów aż taka euforia?
A bo Amerykanie wszystkim się podniecają 😉
Wiesz – super hiper i wielki sukces.
To ja jako całkiem niefachowiec może tylko dodam ten film, który jakiś czas temu krążył na Facebooku. Około 21 minut. Świetnie pokazuje, że każdy autysta jest inny, w innym stopniu ma kontakt z otoczeniem i na co innego go/ ją stać.
Widziałam.
Tym just like you to minimalnie przesadzili. Podejrzewam, że w ramach poprawności politycznej.
Ja uważam, że po prostu każdego człowieka trzeba traktować jak człowieka. Ze wszystkimi jego ograniczeniami. I tyle.
No ale ta dziewczyna i starszy chłopak faktycznie są almost just like you. Tylko w pewnych warunkach widać, że zachowują się inaczej niż osoby bez autyzmu.
Tak. Chodziło mi raczej o taką nieuzasadnioną poprawność dla poprawności. Coś jak te wszystkie teksty: „Nasze dzieci są bardziej kochane.”, kiedy tak naprawdę nasze dzieci dają nam w kość w sposób nieporównywalny do dzieci nazwijmy to neurotypowych.
Autyzm JEST ograniczeniem. Dla autysty, dla jego rodziny i jego otoczenia. I żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Rzecz w tym, żeby umieć żyć wspólnie, bez względu na dysfunkcje.
Ale ja jestem idealistka.
No tak, to od czasów „keep smiling” jest tylko rozwijane i czasem zatrąca o groteskę (tutaj może nie, ale bywa i tak).
Obejrzałam.
Nie umniejszając pracy tych ludzi – oczywiście wykonali kawał dobrej roboty, bo jednak praca z autystami to jest wyzwanie, ale bez przesady – lot w kosmos to nie jest. Natomiast dla autystów przygotowanie do występu publicznego i sam występ jest czymś niesamowitym. A aplauz publiczności to już w ogóle Nobel i Złoto Olimpijskie razem wzięte. I dlatego to jest bardzo ważne. Bo pozwala wyciągać ludzi z autystycznej izolacji. A jeśli się doda do tego amerykańską skłonność do afektowanej przesady, no to widz może mieć rozterki.
To, że był TAKI APLAUZ publiczności, wcale mnie nie dziwi. Przecież część widowni, to rodziny tych dzieciaków. Nie klaskałabyś swoim dzieciom? A reszta się dostosowała


W sumie zapytałam Cię o to, bo byłam ciekawa jak to właściwie jest. Czasami opowiadasz o zajęciach swoich synów i tak mi się coś kołatało, że jeden z nich występował…
Po materiale filmowym, słyszałam wypowiedź jednego z organizatorów, że przynajmniej kilka osób z tych 26, śmiało może robić karierę artystyczną, bo ma do tego talent. Tylko nie wiem, czy ten autyzm nie będzie przeszkadzał.
Oczywiście, mnie nie przeszkadza i życzę tej młodzieży jak najlepiej
Kochani, spadam pod kordełkę. Nie wiem, co się dzieje – mam nadzieję, że to ta pogoda i wynikająca z niej meteopatia, ale nie mam siły absolutnie na nic.
Paa paa (głosem Pysi z Ulicy Sezamkowej)
Spokojnej!@
To i ja się pożegnam, życząc wszystkim dobrej nocy. Pa!
Spokojnej ponownie!
Dobranocka.
Naszło mnie na klasyczne hity. Zdaje się w rytmie rumby, o dziewczynie z Guantanamo, z czasów, kiedy USA jeszcze nie prowadziły tam więzienia. Znane, spokojne, ale czasem krew się w żyłach gotuje.
Snów z ciepłych krajów!
„… napadła banda na mera…. ” Szkoda, ze tylko tyle pamiętam
Muszę poszukać tego tekstu!
O, jest! I nawet nie kojarzyłem, że to Maryla popełniła
„pękła mi nera!
Od piwa pękła mi nera…”
– tak to przekręcaliśmy w dawniejszych czasach!
Mistrzu T., wydaje mi się, że strażnik przepuszcza spamboty. Czy można w tej sprawie coś odgórnie poprawić, czy też trzeba cierpliwie czekać, aż zacznie je wycinać automatycznie?
Nobody’s perfect! Wyznanie dla Stateczka zostało dziś zasypane całą wiąchą spamu, wyeliminowanego przez akismet – ten widać jakoś się przedarł. Nb. lepiej je oznaczać jako spam, niż usuwać do kosza 😉
Postaram się zapamiętać, chociaż nie obiecuję. Ale rozumiem, że wtedy strażnik się uczy, żeby na przyszłość rozpoznawać lepiej.
I znowu trzeba iść spać, a rano wstać ! Jak ja tego nie lubię….
Spokojnej nocy kochani
Dzień dobry
Pogodny dzionek wstaje 
Oby oby.

Ja mam dziś sporo do zrobienia, bo Kuba ma już ferie, a Jasiek… strajkuje przeciw likwidacji gimnazjów… więc obaj są w domu.
Ale zaczynamy od śniadania!
Zgłodniałam, więc skorzystam…

Kawa na ławę i do garła!
Dzień dobry. W tych dramatycznych okolicznościach o siódmej rano zaczyna się nowy tydzień w pracy
Dzień dobry, ranne ptaszki! Mam nadzieję, że szybko się zagoicie!
Witajcie!
Co tydzień, to bardziej dramatyczny…
Dzień dobry;-)
Jak to było z tka kawą i herbatą o której kawki się można napić?
Powiem Wam w tajemnicy, że udany weekend za nami, i jeszcze Wam powiem że niechcący również interesująca wycieczka, jeśli zdjęcia będą równie ciekawe to będzie notka.
Hej też tak się wam wyświetla?

Kwiecień plecień to przeplata…

Chyba wyłączyłeś zezwolenie na wyświetlanie grafiki…
U mnie jest dobrze.
Uprzejmie uprasza się o trzymanie kciuków.
Jest pewna szansa, że być może istnieje potencjalna możliwość otrzymania odpisu wyroku sądowego, „już” tydzień po uprawomocnieniu. O ile pan sędzia znajdzie czas na złożenie podpisu. I pieczątki.
Normalnie ze szczęścia boję się oddychać.
Trzymamy;)
Też trzymam kciuki. Sam nadprezes powiedział, że młyny sprawiedliwości mielą wolno

A Ty jesteś z konieczności ” cierpliwuszek „.
Jestem, ale mi się dramatycznie pieniądze kończą!
Prezes się pociesza…
Oby. Bo mi się cierpliwość kończy. A samo sadzenie brzeziny w proteście jest raczej mało efektywne.
Ano też trzymam!
JEEEEEEST!
Znaczy jest odpis prawomocny z podpisem i pieczątką.
Teraz tylko trzeba po niego pojechać, potem zawieźć go wraz z innymi papierami do ratusza i złożyć u uprzejmej pani urzędniczki, która awansem wdrożyła nasz wniosek i w najbliższy piątek może klepnąć. Znaczy zaopiniować. I nie musimy czekać 30 dni, bo te 30 dni właśnie w piątek mijają.
Bilans musi wyjść na zero. Raz orzecznik-idiota, ale innym razem urzędnik, co nada sprawie bieg „a resztę dokumentów pani doniesie jak będą”.
Jezu… Czy na sali jest Martini?
Z takiej okazji trudno nie wypić
Póki co wirtualnie, ale zawsze się liczy!

MArtini koniecznie;)
Dzień dobry ! Słoneczka i pogody, także ducha 🙂
Pogody ducha to dawno nie widziałem, ale ostatnio rzuciło mi się w oczy coś innego z duchem w podpisie
:
Może być chart. Ja dzisiaj nie jestem wybredna.
Mam wrażenie, że (c)hart ducha to akurat Twoja immanentna cecha.
Właściwie…
A więc ducha nie gaście!
Dobre popołudnie. Fajrant. Jest nieźle, jutro mam zamiar skończyć etap nr 3 poprzedniego zlecenia i de facto je zamknąć (mogą się pojawić jeszcze jakieś drobiazgi, ale doprawdy nic poważnego). A chwilowo – przerwa.
…i czas na odpoczynek na Wyspie…
Powiem już dobranoc, bo dzisiaj jednak sporo się działo i teraz czas na odpoczynek.

Ja też powiem dobranoc, ciężki był ten dzień.
Spokojnej. I lżejszych nieco dni.
To wiosenne gwiaździste niebo w tygodniu wielkanocnym ma znaczenie.
I pomyśleć, że „Wariacje goldbergowskie” Bacha miały być lekarstwem na bezsenność dla hrabiego H. K. von Keyserlinga. Mnie nie usypia, ale niemowlętom do słuchania wskazany.
A tego nie wiedziałem. Nie próbowałem zasypiać przy tym, może trzeba zacząć?
Mnie też Bach nie usypia. Za to doskonale robi to telewizja. Narodowej nie sprawdzałam
Dobranocka późna.
Staroć matematyczny, czyli Dwa Plus Jeden. I doskonale znany przebój. W sam raz na wiosnę.
Snów we wszelkich kolorach wiosny.
Hmmm, matematycznie mam zapalić lampkę ?
Kołderka wskazana, bo raczej zimno….. dobranoc zatem.
Dzień dobry
Dziś nieco chłodniejszy 
…bry


Ja dzisiaj jakoś tak mało entuzjastycznie, bo wczoraj wyczerpałam limit cudów.
Smacznego!
Dziękuję
Dwa plus jeden jak pożegnał wieczorem, tak wita rano…
Dzień dobry. Deszczowo za oknem ale to nieważne. Wieczorem gra Liga Mistrzów. To jest ważne
Witajcie!
Z ciekawostek kalendarzowych mamy dziś podobno Dzień Radia…
Rzadko słucham radia…
Czyżbyśmy słuchali Trójki?
Trójki jak najbardziej, choć inne stacje też zdaje się świętują. Czekolady nie słuchamy!
Czekolady się nie słucha…

Nigdy nie zdarzyło ci się podejść w sklepie prościutko do tej akurat półki, do której czekolada ci kazała?
Zarumieniłaś się? I nadal twierdzisz, że czekolady się nie słucha?
Nieee… Ale mam tak z czymś innym.
Nie, nie Martini…
Rośliny do mnie mówią
No dobra. Również buty, torebki i ceramika Bolesławiec.
Guilty.
… i czekolady!!!
Czekolady jutro 🙂
Ooo, jaka szkoda!
Trzeba poczekać
Iii tam, 24 godziny można poczekać.
Dzień dobry! Pogoda taka sobie, mogłaby być oczywiście gorsza, ale prognozy są nieciekawe.
Kawa wskazana, w ilościach hurtowych.
Dzień dobry!
Kawy, kawy!
Dzień dobry. Kawy już nie ma. Będzie w południe
no cóż, kto wcześnie wstaje, ten kawę dostaje…;-)
Okrutnik…
Wcale mi się ta pogoda nie podoba.
Nic a nic.
Ja jestem straszna meteopatka i po prostu to, co się dzieje od kilku dni, to dla mnie masakra.
Gorąco. Zimno. Świeci jak głupie. Wieje bardzo podobnie. Raz chmury, raz deszcz. Ludzie, kto to wytrzyma?!
Najgorszy ten wiatr, jest bardzo zimny. Właśnie wróciłam z zakupami… brrr…
Sama widzisz.
Zgodzę się. U nas od rana było ładnie, potem pięknie – słonecznie, potem brzydko, bo przygnębiające chmury, potem z tych chmur lunął deszcz, który po dłuższej chwili przeszedł w krupy (deszcz zlodowaciały), zniknął i znów wyszło słońce, które wysuszyło mniej więcej podłoże po deszczu…
Są jednak i pozytywy: wiśnia japońska kwitnie na całego…
…a magnolia poważnie się do tego przymierza:
Magnolie u mnie już kwitną ! I forsycje już od kilku dni.
Hm, szerokość geograficzna podobna, czyli musi to być kwestia długości. Albo że Wy bliżej Golfstromu.
To jeszcze dwie fotki z wczorajszego zachodu słońca, zrobione w odstępie kilkunastu minut, pokazujące, jak niebo nabiera coraz bardzie wyrazistych kolorów
O 19:34 było tak:
A o 19:47 – już tak:
Piękne te fotki
Człowiek, który podpalił niebo… 😉
No, aż tak to chyba nie
Wróciłam do domu i przyszłam się pożegnać przed nocą.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Chyba było? Ale jeżeli, to dość dawno. Pan, który nazywa się Seal, śpiewa o pocałunku od róży, a w tle – Batman i inne postacie.
Tempo dobranocne, instrumentacja bardziej monumentalna, ale całość absolutnie do posłuchania.
Snów fantastycznych i bohaterskich!
Brzydal, ale fajnie śpiewa 🙂 Tylko klip jakoś mało różany
Też mi się to rzuciło w oczy.
Wiosenna senność ? Dobranoc
Dzień dobry

U mnie tak jak u Was, czyli pogoda zmienna i dobijająca.
Dzień dobry
Pada, wieje, pogoda pod zdechłym Azorkiem 
Dzień dobry. A u mnie ładnie zaczyna się dzień. Słonecznie, jedynie na północnym horyzoncie daleko widać lekkie zamglenie, zachmurzenie.
Ja właściwie na nogach od piątej, ale nue chciałam was tak wcześnie zrywać.

Poranne dzień dobry przy ekspresie. Ja podstawiam filiżankę pod wrzątek na herbatę:-)
Kawa tak, i to koniecznie. Czekolada nie.
Albo niech będzie, gorzka.
Jeśli czekolada, to tylko gorzka…
No ba!
Witajcie!
Czeko… czeko… czekolada!
Właśnie! Dziś mamy dzień czekolady…
O jak fajnie od rana! Kawka,
czekoladka…
Żyć, nie umierać
Przecież mamy święta!
Każdy pretekst jest dobry
Dzień dobry


Dołączam się spóźniony do kawy
A do kawy czekolada jest bardzo wskazana
Dziękuję za poczęstunek
Dzień dobry. Muszę się dzisiaj trochę spiąć, żeby uporządkować pracę do wykonania, a potem ją zrobić, a okoliczności przyrody, że tak powiem, nie pomagają. Dzień będzie ciekawy.
A ja znów się na kawkę spóźniłam? Ale i tak czasu żeby posiedzieć nie mam, więc lecę pracować w takim razie, niech jakiś pożytek będzie;)
A co do czekolady- to mnie od samego patrzenia przybywa 2 kilo;(
Gorzka nie tuczy.
Kawa południowa będzie w samo południe. Teraz kawy porannej już nie ma a południowej jeszcze nie ma
To mam nadzieję, że w 23 minuty po południu jeszcze jakaś resztka została, a jak nie to trudno będę wróżyć z fusów;-P
A Bożenka wróży sobie z wiórków czekoladowych 😉
Z czegoś trzeba…
teraz ktoś poczyta i powie: same czarownice;-P
Nie same, tylko ja wyszłam na czarownicę. I bardzo dobrze
Nie zapominajmy o Wiedźmince!
No to czekam…
Dzisiaj niestandardowo, bo trzeba tę czekoladę zapijać.
Zapraszam na nowe pięterko, tu już nogi bolą od tej wspinaczki
Wielka środa przed Wielkanocą , kiedy trzeba dosłownie jak za pięć dwunasta , zwalić wszystkie swoje grzechy u proboszcza , aby jak aniołek dostąpić do stołu Pańskiego (?) , a tu na Wyspie licytacja w rzemiośle czarownic ! Zle to wróży dalszym losom Wyspy , bo kto nas obroni przed barbarzyństwem ” Dobrej zmiany ” ?? Szanowne Panie , w Was nadzieja , że rzutem na taśmę , dacie dowód , ze jesteście czarodziejkami osobowości kobiety , ale nie jako grzesznicy – tylko tradycyjnej , takiej naszej ,takiej polskiej patriotki . Amen . Dobry wieczór wiosennie . To co napisałem jest żartem wielkanocnym i na otarcie łez – kwiatek
Znam się na żartach i łez nie ronię. A za kwiatka dziękuję
Miałem dzisiaj okazję pogłaskać Twojego awatara . Ladnie przezimowała i dalej pracuje w Handlu .
Szkoda, że ja nie mogę go pogłaskać. Przy okazji go pozdrów ode mnie…
Dobranocka jeszcze tutaj.
Taki przebój z lat osiemdziesiątych gładko wygolonego Sala Solo. Niby to „zimna” elektronika, ale jednocześnie śliczne harmonie wokalne i nastrój świąteczny (mniejsza o to, które to święta). Elektroniczna perkusja troszkę go psuje, ale nie aż tak.
Snów odświętnych. Tak, już teraz.
No to przybyłam i zapalam lampkę na dobrą noc