« Kibic Oblężenie Tykocina »

Wycieczka po okolicy

W zasadzie opisywałam tą wycieczkę, tyle że bez zdjęć. Mogę w zasadzie tylko skopiować to co kiedyś pisałam na ten temat…
Codziennie jadąc do pracy mijam miejsce, gdzie gnieździ się chyba ze setka gołębi skalnych. Dołem przebiega Mannheim Rd, a górą idzie autostrada I-294. Pojechaliśmy tam. Było już trochę za późno. Gołębie owszem były, ale w cieniu. Małżonek wściekał się, że takie zdjęcia to do kitu. Postanowiliśmy, że przyjedziemy tu rano, gdy słońce będzie wyżej i ptaki będą oświetlone odpowiednio.

Zaproponowałam park, który jest bardzo blisko naszego byłego miejsca zamieszkania. W zasadzie nie obeszliśmy go jeszcze… i sama nie wiem dlaczego…
Przy samym parkingu pasł się jelonek. Obcykaliśmy go ze wszystkich stron. Nawet nie przerwał jedzenia…
Usłyszałam stukanie… Wiedziałam, że to dzięcioł i chciałam zobaczyć jaki. W pierwszej chwili pomyślałam, że to dzięcioł kosmaty, bo zamigotało mi na czarno-biało-czerwono… A to był oskomik czerwonogardły!!!! Czyli ptak, którego nie miałam jeszcze w kolekcji!!! Szybki… chował się w gałęziach i już wściekłość mnie brała, że nie będę miała porządnego zdjęcia… W końcu wyleciał na bardziej widoczne miejsce i… „ustrzelony”… Potem zobaczyliśmy ganiające się dzięciury czerwonobrzuche…
Małżonek poszedł już do samochodu, ale mnie coś małego śmignęło pod nosem… chyba bym chora była, gdybym nie rozejrzała się za tym… „Ustrzelona” – lasówka pstra. Małżonek siedział już w samochodzie i migał na mnie światłami… Z niechęcią wróciłam… Nie wiedziałam, że przyszykował mi jeszcze niespodziankę…

Rano małżonek pracował w Oak Park. Tam zobaczył ptaki budujące gniazdo i jak mi powiedział, to „coś z jastrzębiowatych”. Zawiózł mnie tam!!! Najpierw nie wysiadł z samochodu, bo stwierdził, że gniazdo jest puste… Nie dałam za wygraną. Skoro mają tu gniazdo, to na pewno muszą być gdzieś w pobliżu… Były!!! Dwa!!! Wypatrzyłam je na drzewie między gałązkami. Jeden siedział prawie na czubku, drugi tak w połowie… Gdy małżonek zobaczył, że coś cykam, przyleciał w te pędy. Łaziliśmy dokoła, wybierając miejsce, gdzie najlepiej było je widać… jakaś para rowerzystów zatrzymała się niedaleko. Starali się zobaczyć co z takim zapałem pstrykamy… Powiedziałam, że tu siedzi parka Cooper’s Hawk (krogulec czarnołbisty)… Stanęli jak wryci. W końcu i oni zobaczyli… Okazało się, że to też miłośnicy ptaków. Jeszcze lepsi niż ja. Jak mi powiedziała kobieta, gdy urodziło się im pierwsze dziecko i miało już kilka miesięcy (5) zabrali je zimą na obserwację bielików… To faktycznie trzeba być szurniętym, żeby takie małe dziecko trzymać tak długo na mrozie. Sporo czasu spędziliśmy na pogawędce z tymi ludźmi. Oczywiście głównie o ptakach… Przeprowadzili się z Luizjany dwa lata temu i jeszcze nie znają tych terenów. Podpowiedziałam im kilka ciekawych miejsc. Już mieliśmy wracać do domu i żegnaliśmy się z rowerzystami, gdy krogulcom zebrało się na seks. Kobieta popatrzyła rozpromieniona i powiedziała, że chyba niedługo będą jajka, a potem młode. Śmieliśmy się, że może znowu za jakiś czas spotkamy się pod tym gniazdem…

Nie wiem czy spotkamy jeszcze tą przemiła parę rowerzystów, bo do krogulców wybierzemy się na pewno.

206 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Zapraszam na wycieczkę po okolicy Happy-Grin
    Nikt się nie zmęczy, bo zdjęcia przesuwać, to nie jest męczące Wink

  2. miral59 pisze:

    Mam tylko nadzieję, że nikomu się nie wcięłam. Nie widziałam jednak żadnych nowych szkiców… Pleasure

  3. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nareszcie nowe pięterko, hurrraaaaa Overjoy
    Na pewno się nikomu nie wcięłaś Mireczko, ale wycieczkę uskutecznię nieco później, choć na pewno będzie bardzo interesująca Happy

    • Bożena pisze:

      Fajny ten jelonek. Widać, że przyzwyczajony do ludzi i się Was nie bał. Tylko wrzaski go niepokoiły. Ludzie nie potrafią się zachować… Wink1

      • miral59 pisze:

        To jest normalne tutaj i chyba nie tylko. Powiedzenie, że wywrzeszczeć się, to do lasu, jest chyba międzynarodowe Angry Zawsze mnie to wkurza. Takie wrzaskuny niczego nie zobaczą, bo co żyje ucieknie…
        A jelonek jest cudny Pleasure

        • Bożena pisze:

          Ja tego powiedzenia nie słyszałam, tu raczej wysyła się wrzaskuny na pole. Happy

          • miral59 pisze:

            Moim zdaniem, to jeden grzyb. Na pole, czy do lasu Wink I tak bez potrzeby straszy się mieszkańców tych środowisk Angry A jakby każdy zachowywał się jak należy, to i więcej by zobaczył Pleasure

  4. Bożena pisze:

    A to śpiochy! Słońce im w oczy zagląda, a oni śpią.
    Ale ile można? Pondering

  5. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Nie szkodzi, że tekst był, bo ze zdjęciami to nowa jakość. Te pierwsze dzięcioły (oskomiki) przypominają nieco kowalika, przez pasiaste wzory na głowie. Czy to, co napisałaś o ptaszku junko, dotyczy ogólnie przenosin populacji na północ, czy sezonowej migracji ze względu na porę roku?

    Jelonek cudny, niebywałe, że tak blisko pozwolił podejść. Czy w Waszej okolicy nikt na nie nie poluje?

    Nastroszony krogulec na pierwszych zdjęciach wygląda zupełnie nie jak drapieżnik, tylko jakiś gołąb.

    Całokształ jak zwykle do oklaskiwania!

    • miral59 pisze:

      Junki, i nie tylko przylatują do nas na zimę, wiosną migrują na północ. Widocznie tutejsze zimy są dla nich łagodniejsze, niż te na północy…
      Sarenki i jelonki żyją w parku, więc nie ma mowy o jakimkolwiek polowaniu. Pisałam o tym… populacja sarenek w tym parku jest za duża, ale władze nie bardzo wiedzą co z nimi zrobić. Trudno polować, gdy park jest poprzecinany ulicami i masa ludzi w nim chodzi. O wypadek nietrudno… Ludzie dokarmiają sarenki i niektórym jedzą one z ręki. Nie boją się… Można podejść do nich bardzo blisko. Uciekają, gdy ktoś robi gwałtowne ruchy, albo wrzeszczy. Chociaż też nie zawsze… Chyba Wam opowiadałam, jak kilka lat temu wycieczka szkolna została napadnięta przez jelenia Happy-Grin Młodzi gówniarze postanowili postraszyć stado sarenek. Sarenki uciekły, ale przewodnik stada się wkurzył i trochę poturbował agresorów Overjoy I dobrze im tak!!! Nikogo nie zabił, ale nauczkę dał Delighted
      W sumie ten krogulec duży nie jest. Dorasta do trzydziestu kilku centymetrów…
      Za oklaski dziękuję Pleasure

      • Quackie pisze:

        Ha, może trzeba zastawić takie nieurazowe pułapki do odławiania i sukcesywnie wywozić sarenki do innego lasu/ parku gdzieś daleko? Tak jak u nas robią z dzikami, które przyłażą się dokarmiać pod śmietniki na osiedlach?

        • miral59 pisze:

          Były plany odłowu (bezurazowego), ale chyba za drogo im to wychodziło, bo nie słyszałam, żeby coś było w tym kierunku zrobione. W niektórych miejscach można spotkać stada złożone z ok.50 sztuk. O tyle dobrze, że nikt nie musi kosić trawy. Sarenki zeżrą wszystko Wink Happy-Grin

          • Quackie pisze:

            50 sztuk sarenek w plenerze parkowym, dostępnym dla ludzi! Jestem w szoku!

            Amazed

            A jeszcze mi się nasuwa wobec tego, że jeżeli człowiek nie poluje i nie odławia, to przecież naturalne drapieżniki się pojawią prędzej czy później – wilki, czy co w okolicach Chicago poluje (bo ja wiem, kojoty czy jeszcze inne drapieżniki?).

            • Tetryk56 pisze:

              Również w Dublinie, w Phoenix Park (w granicach miasta) żyje stado danieli – kiedyś je prezentowałem.

            • miral59 pisze:

              Te 50, to tylko jedno stado, a jest ich więcej. Właśnie brak naturalnych wrogów powoduje taki rozrost populacji. Nie można zasiedlić wilków, ani kojotów do parku, bo przecież chodzą tam ludzie, a byliby oni łatwiejszym łupem niż sarenki. Czasami widzę przemykającego lisa, ale on nie jest groźny dla sarenek. Jest za mały i słaby, żeby taką upolować. Tym bardziej, że nie poluję w grupie…

              • Quackie pisze:

                Ale mnie właśnie chodzi o to, czy wilki albo kojoty SAME się nie przesiedlą do tego parku, mając taką obfitość zwierzyny do polowania. No bo jeśli do sarenek nie można strzelać, bo park, to chyba i do drapieżników też nie można?

                • miral59 pisze:

                  A skąd by one przyszły? Te wilki, albo kojoty? Przecież to środek miasta!!! Żeby dostać się do tego parku, musiałyby wędrować ulicami, ogrodami, między ludźmi… a który taki drapieżnik będzie lazł, skoro nie ma pewności na dobre tereny łowieckie. Na obrzeżach, gdzie osiedla stykają się z polami i lasami, to te drapieżniki bywają… A nawet jakby taki pojedynczy się zaplątał, to i tak nie jest w stanie upolować tak dużego zwierza jak sarenka. Musi być ich kilka sztuk.

                • Quackie pisze:

                  A, no widzisz, to ja nie miałem świadomości, że to środek miasta. Swoją drogą nocami dzikie zwierzęta potrafią się nieźle przemieszczać po mieście, tak jak przecież w Gdyni dziki dolazły kiedyś do samej Kamiennej Góry, a to jest w zasadzie nad samym bulwarem, w środku miasta, za obwodnicą, dzielnicami mieszkaniowymi i ulicami.

                • miral59 pisze:

                  Na pewno potrafią się przemieszczać nocami. Ostatecznie mamy tu zatrzęsienie szopów, skunksów i oposów Wink Wiem też, że w miasteczkach takich jak Libertyville Urząd Miasta ostrzegał mieszkańców, że pojawiły się kojoty i żeby nie wypuszczać domowych zwierząt bez opieki. Szczególnie małych psów i kotów. Zdarzały się przypadki, że taki pupilek stał się obiadkiem kojota. Amazed Ale Libertyville leży daleko na północ od Chicago i ma trochę pól i lasów dokoła…
                  A wiem o tym, bo tam mieszka moja koleżanka, Ro (czyli Rosemary) Pleasure

                • miral59 pisze:

                  I jeszcze jedno. Jak poszukasz na mapie parku Schiller Woods South, przy ulicy W Irving Park Rd, to zobaczysz, że jest to tylko mała cząstka wielkiego parku, który ciągnie się wzdłuż Des Plaines River. My byliśmy na parkingu przy samej rzece (na południe od ulicy). Ale najwięcej sarenek (to 50sztukowe stado) widziałam w części zwanej Catherine Chevalier Woods, bardzo blisko skrzyżowania N East River Rd i W Foster Ave. Można je tam spotkać codziennie. Ok. 16 zbiera się tam całe stado Happy-Grin
                  Znam też inne miejsca, gdzie jadę z wizytą i wiem, że o tej porze na pewno jakieś sarenki będą. I dlatego jak byli moi bratankowie i chcieli te sarenki zobaczyć, pojechałam jakby z umówioną wizytą, to samo było z Majeczką. Z tym, że ona miała więcej szczęścia, bo jedna z sarenek miała takie małe, nakrapiane maleństwo Pleasure Majeczka była zachwycona…

                • Quackie pisze:

                  Zbierają się tam koło 16:00, bo w witrynie sklepu z elektroniką przy W Foster Ave stoi telewizor, na którym można o tej porze obejrzeć ich ulubiony sitcom…

                  Wink1

                • miral59 pisze:

                  Hihihi! A niech Cię!!! ROTFL
                  Mówisz, że telewizję oglądają? To chyba muszą zaglądać komuś w okna, bo na tym odcinku nie ma żadnych sklepów, same domy Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Pani Jones spod numeru 2433 nie ma firanek ani zasłonek, to może u niej oglądają? Wink

  6. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Piękne trofea, Miralko! Widać, że jesteś w zgodzie z Naturą – zwierzęta to wyczuwają! 😉
    Zastanowiło mnie, dlaczego dzięcuir z czerwonym (chyba tylko) łbem nazywa się czerwonobrzuchy?

  7. Bożena pisze:

    Jak się dobrze przyjrzeć, to trochę lekko rdzawego koloru można dojrzeć. Ale żeby zaraz „czerwonobrzuchy”? Może jakiś daltonista go tak nazwał? Thinking

    • miral59 pisze:

      Czasami ci, którzy nazywają nowe ptaki wymyślają nazwy… no właśnie… Ale w tym przypadku rozumiem czemu tak. Ten krasnogłowy ma całą głowę czerwoną, a nie jak czerwonobrzuchy tylko czerwony pasek. Widocznie nie chcieli zbyt podobnej nazwy, żeby się nie myliło Wink

  8. Kneź pisze:

    Piękne focie! Aż mnie kusi, żeby się gdzieś wybrać na podobne polowanie! Tylko mnie ten autofocus w aparacie strasznie zniechęca – ostatnio za cholerę nie mogłem wyostrzyć gniazda drozdów, a o ptakach miedzy gałęziami to szkoda mówić. 🙁

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry, Mości Kneziu. A nie ma Wasza Kneziowska Wysokość w aparacie trybu MF – Manual Focus czyli ręcznego ostrzenia?

      • Kneź pisze:

        Nie, tylko różne opcje auto. Ale po usilnym łapaniu ostrości Bramy Grodzkiej w Lublinie mam dość i zasadzam się na lustrzankę hybrydową z manualem, bo mnie wreszcie kurwica zabije!!!

        • Quackie pisze:

          Można i lustrzankę, ale może wystarczy coś mniej zaawansowanego? Np. jakiś Canon z serii PowerShot G? Mam wiekową już G-piątkę i muszę powiedzieć, że ten aparat potrafi sporo.

          • Max pisze:

            Jestem jak zwykle pod wrażeniem cierpliwości Miral w opisie żywej przyrody . Mistrzostwo zasługujące na najwyższą pochwałę . Załuję , że na zdjęciach nie ma zielonego koloru ,który pasował by do okresu majowego . Osobiście fotografię traktuję jako chwilowy zapis mijającego czasu . Artystyczne ujęcia są ważne , ale nie najważniejsze w moim przekonaniu Amazed

            • miral59 pisze:

              Dzięuję Maksiu za pochwałę Pleasure
              Nie znam się na zdjęciach artystycznych. Tak jak i Ty, Maksiu, traktuję fotografię jak reporter. Tylko dla uchwycenia danej chwili, oczywiście głównie ptaszków Happy-Grin

              • Max pisze:

                Malarz i rzezbiarz Olgierd Rutkowski jest moim kolegą z klasy . Wielokrotnie usiłował wytłumaczyć mi, niektóre dziwne dla mnie elementy w jego twórczości . Za cholerę nie mogłem tego pojąć ,chociaż przyznawałem mu rację . Myślę , że ogląd tego świata ,dla kazdego z nas jest inny i nie ma sensu tego poprawiać Tears

                • miral59 pisze:

                  Na pewno masz rację, Maksiu. Każde z nas widzi ten świat inaczej i każdy ma inną wrażliwość. Ja na nowoczesnej sztuce nie znam się zupełnie i pewnie dlatego jej nie lubię. Nie zachwyca mnie Picasso, chociaż to uznany malarz i jego obrazy kosztują majątek… Nie lubię nowoczesnej muzyki instrumentalnej, bo zawsze mam wrażenie, że orkiestra jeszcze stroi instrumenty… Podobnie jest z fotografią. Nie wszystkie zdjęcia uznanych sław mi się podobają, a często te odrzucane przez specjalistów, wydają się piękne… Wszystko jest rzeczą gustu, a nad nim się nie dyskutuje Happy-Grin Wydaje mi się, że właśnie ta różnorodność gustów ubarwia nam życie. Każdy może znaleźć w nim coś dla siebie… nie ma sensu „równać” wszystkich pod jedną kreskę… Wink
                  Także na pewno masz racje Pleasure

          • Kneź pisze:

            Planuję coś o podobnych możliwościach, tylko z trochę lepszym obiektywem i matrycą i oczywiście z MF. Do tego złącze lampy plus lampa doświetlająca, bo światła zawsze za mało.

            • Quackie pisze:

              Mój G5 ma stopkę do lampy, jedyny problem to ten, że sam aparat jest trochę za mały w stosunku do standardowego flesza (uzywałem EX420 lub 550) i lampa go „przeważa” w przód, więc nie ma mowy, żeby robić zdjęcia z opóźnioną migawką aparatem „wolnostojącym” – tylko z ręki lub statywu.

    • miral59 pisze:

      Dziękuję Kneziu Happy-Grin
      Na temat ostrzenia na czymś zupełnie innym niżbym chciała wypowiadać się nie będę, bo musiałabym używać słów omijanych w słownikach Wink Setki zdjęć poszło do kosza… Zwykle robię zdjęcie z większej odległości, a potem w domu kadruję. Wtedy jako tako wychodzi Wink Małżonek ma aparat z możliwością punktowego nastawiania ostrości (nie wiem jak się to fachowo nazywa) i wtedy gałązki są rozmazane, a ptaszek wyraźniejszy. Ja tego w swoim aparacie nie mam. Z drugiej jednak strony… zanim małżonek ustawi, często ptaszka już nie ma Wink Nie każdy chce poczekać Wink Happy-Grin

  9. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ale sobie pospałam!!! Do 7!!! Delighted Nie tak często mi się to zdarza Pleasure

    • Max pisze:

      Nie rozumiem co się dzieje , we wszystkim ,teraz w Polsce naśladuje się zwyczaje , obyczaje , panujące w Ameryce , a nie sposób ustalić sprzeczności – jak u Was jest noc , to u nas dzień . Trzeba coś z tym zrobić , bo u nas nigdy nie będzie tak , jak w Ameryce , o czym przecież marzy wielu Polonusów . Może zgłosić jakiś postulat dla obu kandydatów do Urzędu Prezydenta ? Tears

      • Bożena pisze:

        Więc może ustalić by trzeba jedną godzinę na całym świecie? Wink

        • Quackie pisze:

          Nie dość na tym, najlepiej ustalić, żeby na całym świecie był naraz dzień albo noc, a nie tak na zmianę. To by szalenie uprościło sprawę.

          Wink1

        • Max pisze:

          Godzinę można ustalić , ale chodzi o to ,aby u nas słoneczko świeciło w tym samym czasie co w Ameryce !! Wtedy Miralka nie musiała by zarywać nocy na korespondencję z Madagaskarem , tylko wszystko było by tak jak w Ameryce . Mamy jeszcze tydzień ,trzeba to to zgłosić do debaty pretendentów . Wink1

          • miral59 pisze:

            Najgorzej, że słoneczko nie będzie słuchało żadnego z kandydatów Wink Ono się kieruje własnym widzimisię… Ale oczywiście nie miałabym nic przeciw… Happy-Grin

          • Quackie pisze:

            Ooo, to może i u nas by wtedy było tak jak w Ameryce pod pozostałymi względami?

            • Bożena pisze:

              Ale nie wszystko co jest w Ameryce chciałabym przeflancować do nas Wink1

              • miral59 pisze:

                Zgadzam się z Bożenką… nie wszystko w Ameryce jest na tyle dobre, żeby nawet próbować przenieść na polski grunt Pleasure
                No i trzeba by zmienić mentalność większości Polaków, a to chyba najtrudniejsze, wręcz niemożliwe Wink Happy-Grin Szczególnie tych, którzy mentalnie tkwią jeszcze w Średniowieczu…

            • Max pisze:

              Tak sobie myślę , że niezle być recenzentem . Popatrzysz na wykonaną pracę , pokombinujesz , wezmiesz klocek z planszy , przestawisz w inne miejsce i premia gotowa ! Sam to widziałem na filmie !! Jak pokazuje nasza codzienność , to nieliczni pracują , a reszta społeczeństwa jest recenzentem , lub ostrą cenzurą . Worry

              • miral59 pisze:

                Ten fragment, to chyba z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” Wink Krytykować zawsze jest łatwiej, bo to nie kosztuje za wiele wysiłku. Z tym, że konstruktywna krytyka jest rzadkością. Bo nie wystarczy mówić jak jest źle, trudniej dać konkretne rady jak to naprawić. I tego u nas brakuje… Weary

  10. miral59 pisze:

    Popisałam i zabieram się do kończenia tego, czego wczoraj nie skończyłam Worry Ale na Wyspę naglądać będę Pleasure

  11. Jo. pisze:

    Zgubiłam drzewko, więc tutaj: odnośnie sarenek. Niby ja mieszkam w Warszawie… Za siatką mi łażą sarny, dziki, bażanty i lisy. Ptaków nawet nie zamierzam wymieniać, bo się nie znam, ale masa tego. To są obrzeża miasta. Piechotą całe 15 minut do osiedlowej zabudowy. Pola, lasy i łąki u podnóża skarpy ursynowskiej. I dalej, kilometry w stronę Wisły podobnych „okoliczności przyrody”.

    Za chwilę miasto pochłonie tę dzicz. Wybudują obwodnicę miasta stołecznego, za nią pójdą zapewne kolejne osiedla. Szkoda tego świata skazanego przez człowieka na zagładę – zwierzęta były tu pierwsze! A my zamiast rewitalizować centra miast, rozlewamy tę podmiejską mieszkaniówkę hektarami. Szkoda. Mam tylko cichą nadzieję, że coś tu się uchowa, bo część skarpy to rezerwat przyrody. Byle nikomu nie strzeliło do głowy postawić tam Lidla…

    • miral59 pisze:

      Muszę Ci powiedzieć, że to podoba mi się w USA, że oni budując osiedla zawsze zostawiają jakiś szmat ziemi w stanie dzikim. Ich parki, to nie alejki z klombami i ścieżkami, a autentyczna dzicz. Ścieżki wydeptują zwierzęta i ludzie… Owszem, w Downtown Chicago, czyli w śródmieściu, te parki są „poukładane”… z klombami i betonowymi lub asfaltowymi ścieżkami. Ale te z przedmieść są już dzikie. Oni nawet nie zbierają wiatrołomów!!! Ułamane gałęzie, czy padłe pod uderzeniami wiatru drzewa leżą aż zmurszeją i się rozpadną. Amerykanie wychodzą z założenia, że takie „upadłe” drzewo może być pożywką różnych stworzeń i że człowiek nie powinien w to ingerować. I chyba głównie dzięki temu można w tych parkach spotkać dzikie zwierzaki. Są w tych parkach miejsca, których nie tyka ludzka stopa. To prawdziwe ostępy Pleasure I to mi się podoba Happy-Grin
      Także rozumiem Twoje obawy, Jo. Lepiej widzieć za siatką sarny, bażanty, dziki czy lisy, niż mieć za sąsiada Lidla. Z całym tym gwarem ludzkim i smrodem spalin… Weary

      • Bożena pisze:

        Wszystko to pięknie Mireczko, ale porównaj powierzchnie USA I Polski.
        Czy stać nas na takie przedmieścia?

        • Quackie pisze:

          No, w zasadzie tak – powierzchnię i gęstość zaludnienia. Co nie zmienia faktu, że żal, jeżeli się nie da uwzględnić zieleni i miejsca dla natury…

          • Max pisze:

            Nie ulega wątpliwości , że nasz Kraj wypiękniał , ale wścieka mnie zachłyśnięcie się nowym Ustrojem , który zaśmieca ładne osiedla reklamową tandetą , Nie szanuje się nawet zabytków , jeśli na reklamie można coś tam zarobić , to nie ma żadnych hamulców . Amazed

            • Quackie pisze:

              Na szczęście niedługo wejdzie (po vacatio legis, jak rozumiem) nowa ustawa krajobrazowa. Znam wielu ludzi, którzy chętnie sami oddolnie się wezmą za jej egzekwowanie. Niektórzy robią to już od lat, mimo że ustawy jeszcze wtedy nie było.

            • miral59 pisze:

              Bo od wieków światem rządzi pieniądz… tylko przedtem nie odczuwaliśmy tak tego.
              Sprzedaje się wszystko, co tylko komu wpadnie do głowy i jeśli znajdzie się ktoś, kto za to zapłaci… Sad

          • Bożena pisze:

            Tego też żałuję, ale u nas jedynie wydzielone puszcze są pod ochroną. Tam nawet gałązki na ognisko nie wolno podnieść. Poza tym zieleń jest traktowana po macoszemu. Większą wartość stanowią np. ślimaczki, jak było przy budowaniu obwodnicy Poznania.

          • miral59 pisze:

            No właśnie… a potem w miejsce starych wielkich drzew sadzi się malutkie i cieniutkie, a gówniarze łamią to momentalnie. I blokowiska wyglądają jak pustynie…

            • Bożena pisze:

              Na moim osiedlu jest pełno drzew, które wyrosły z takich malutkich i cieniutkich. Nikt ich nie złamał. Wszystko zależy od wychowania młodzieży. Przy czasie pstryknę fotkę z okna i pokażę.

        • miral59 pisze:

          Nie ma czego porównywać, Bożenko. Tu nie chodzi o hektary lasów zostawionych jako parki, ale o samą dbałość o zieleń. Budując blokowisko wycina się dokładnie wszystko. Czy to jest konieczne? Czy budując osiedle nie można uwzględnić kępy drzew, małe jeziorko, jakieś naturalne uroczysko? Poza tym… w USA są stany, miasta, gdzie faktycznie miejsca jest dość i gęstość zaludnienia jest mała, ale w takim Chicago, czy Nowym Yorku nie ma specjalnie miejsca. Domy stoją w takiej odległości od siebie, że w Polsce nie widziałam tak blisko stojących budynków mieszkalnych. Mamy przepisy, które mówią o budowie domu minimum 4 metry od granicy działki, a jeżeli jest bliżej, to ściana musi być „ślepa”. Przynajmniej tak kiedyś było… Tutaj często odległość między budynkami to niecałe pół metra. Sąsiedzi mogą urządzać sobie wspólne imprezy nie wychodząc z własnego domu… polewać i częstować się przez okno.
          No i zmniejszając drastycznie środowisko naturalne, a nie dając nic w zamian, niszczymy bezpowrotnie niektóre gatunki zwierząt i ptaków. Kurczą się miejsca, gdzie mogą spokojnie żyć. Niektóre giną, a inne szukają nowych miejsc, często za granicą Polski. Czy na prawdę o to nam chodzi? Czy pieniądze muszą być ważniejsze od Matki Natury?
          Nie pamiętam dokładnie gdzie… chyba w Kielcach, ocieplali bloki i zamurowali gniazda ptaków… z młodymi… Bez komentarza…

          • Bożena pisze:

            Jeśli chodzi o niszczenie gatunków zwierząt, to raczej niemożliwe. „Zieloni” zaraz robią krzyk. Tak było z pewnym gatunkiem ślimaczka gdy budowano obwodnicę Poznania od strony zachodniej o czym wyżej pisałam. Robota była opóźniona o rok, czy nawet więcej. Ślimaczki przeniesiono po jednym w inne miejsce, gdzie bezpiecznie mogą się rozmnażać i dopiero prace przy obwodnicy ruszyły.
            Tak więc nie wiem jakie Ty masz wiadomości z Polski, ale już chyba nieaktualne.

            • miral59 pisze:

              Na temat jerzyków, którym zamurowano gniazda czytałam pod koniec ubiegłego tygodnia. Czyli sprawa jest, że tak powiem, świeża.
              Widocznie dla swoich celów przenosi się ślimaczki po jednym, a gdzie nie ma telewizji, to zamurowuje się żywe ptaki by ginęły śmiercią głodową Weary

              • Bożena pisze:

                Różnie to bywa, bywają też i zwyrodnialcy. Mam nadzieję, że kara ich nie minęła.

              • Tetryk56 pisze:

                O podobnym przypadku słyszałem już dość dawno temu – więc albo to temat odgrzany, albo kolejny przypadek zaplanowania i wykonania remontu bez pomyślunku o ptakach.
                W moim bloku po latach załatano wiele szczelin, zapewne niszcząc potencjalne (mam nadzieję, że jeszcze nie zasiedlone) miejsca schronienia pierzastych – dzięki temu przestało mi wiać zimą mrozem zza szafy w sypialni…

                • Bożena pisze:

                  Też o tej sprawie słyszałam, to było głośne. Pomyślałam jednak, że skoro o tym ktoś niedawno napisał, to może się to powtórzyło.
                  Myślę jednak, ze jeśli takie zachowanie bulwersuje ludzi, to nie może być nagminne.
                  A uszczelnianie jest konieczne, tylko nie powinno się odbywać wiosną.

                • miral59 pisze:

                  Widocznie takie sytuacje się powtarzają, chociaż prawo mówi o tym, że nie wolno zamurowywać gniazd. Taki remont można przeprowadzić jesienią, gdy ptaki dorosną, a nie wiosną, gdy są małe. Czytałam o tym w grupie „Ptaki”, czyli wśród takich samych miłośników jak ja Happy-Grin Podawali adresy gdzie takie sprawy się zgłasza i co robić w przyszłości. Bo z drugiej strony tego bloku też są gniazda i też mogą być zamurowane… Nie pamiętam tylko, czy to na 100% było w Kielcach. A nie chce mi się teraz szukać…

                • miral59 pisze:

                  Na pewno uszczelnianie jest potrzebne i pozytywne Delighted
                  To nie ulega wątpliwości. Można to jednak przeprowadzić nie niszcząc środowiska…

  12. Bożena pisze:

    Dobrej nocy Państwu życzę Spanko

  13. Quackie pisze:

    Za parę chwil jedziemy odwieźć Najjuniora pod szkołę – rusza na wycieczkę, więc awansem wstawię dobranockę.

    A skoro tak nam się przyrodniczo zrobiło na koniec dnia – coś a propos. O starym, odwiecznym lesie, w kontekście pewnego młodzieńca z łukiem. Czyli Clannad i „Ancient Forest” z kultowego serialu o Robin Hoodzie, celtycko i hipnotyzująco… a w dodatku w przedłużonej wersji, żeby lepiej usypiało 😉

    Snów o naturze w całej jej krasie. Żeby nie zniknęła.

  14. Tetryk56 pisze:

    Zatem dobranoc państwu życzę i śpieszę z lampeczka

  15. Bożena pisze:

    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pu.i.wp.pl/bloog/84069394/51194094/903db4c7c98e_Vc_orig.gifDzień dobry Delighted Dobrze mi się spało, to chyba dzięki tej uroczej dobranocce i przyświecającej lampeczce

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie słonecznie!
    Zaczynamy nowy dzień, nowy tydzień… i co tam jeszcze? Wink

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry. To widzę wspólnotę celów, bo ja dzisiaj też zaczynam dzień od wyjścia – za chwilę wszakże, bo trzeba się najpierw obudzić, a w tym celu jak wyżej – kawa.

  18. Quackie pisze:

    Bieganie na razie zakończone. Chciałem załatwić je rowerem, żeby było szybciej, ubrałem się już w zestaw na rower, zakładam buty, a tu jak nie lunie! W ostatniej chwili, gdybym wyszedł 10 minut wcześniej, byłbym uziemiony z rowerem. A tak zmieniłem rower na trolejbus. Załatwiłem, co trzeba, wróciłem już w słoneczku – i teraz świeci.

  19. Quackie pisze:

    Kochani, zmykam do roboty, bo to już późno dzisiaj…

  20. Quackie pisze:

    No to zasadnicza część roboty na dzisiaj skończona, ale pozostają rzeczy poboczne. I rower, bo sobie nie daruję porannego zawodu pogodowego.

  21. Bożena pisze:

    No, gość już wyszedł, mogę zajrzeć na Wyspę… A tu cisza Pondering

  22. Quackie pisze:

    Policzyłem właśnie, że przejechałem prawie 27 km, w tym jeden solidny podjazd i z 5 mniejszych, więc jestem kontent. Powrót co prawda częściowo z rowerem na ramieniu (dosłownie chwilkę), ale takim mordospadem przez las, że na siodełku bym nie śmiał. No cóż, moreny polodowcowe też potrafią być strome. Przy okazji taka ciekawostka – niektóre pola w tzw. Szwajcarii Kaszubskiej są tak pochyłe, że uprawiający je rolnicy dostają dodatek unijny (a może i nie unijnym, może krajowy? Nie pamiętam) dla górali.

  23. Bożena pisze:

    I tak minął dzień… Dobranoc się z Państwem GoodNight lulu

  24. Quackie pisze:

    A na dobranoc coś z warzyw.

    Jak już o tej naturze – i było coś z lasu – to dzisiaj coś z pola. W końcu po kądzieli jestem z Wielkopolanki, ona z Polan, a oni – z pól.

    Lady Pank i „Marchewkowe pole”. Bo marchewka jest zdrowa, prosto z grządki, tylko umyć i chrupać – zwłaszcza młodziutką!

    Snów o polach szumiących i falujących na wietrze. Nawet jeżeli faluje raczej zboże niż marchew.

  25. Tetryk56 pisze:

    Zatem zdrowych i spokojnych snów!

  26. Eliza F. pisze:

    Zdrowych może ale nie bardzo spokojnych bo wywaliło prąd na całym osiedlu łącznie z latarniami ulicznymi i nie było przez 35 minut :(.Teraz po północy jest ale oczami wyobrażni już widziałam jak rano będzie wyglądała lodówka i zamrażarka Cry .

  27. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Miałam sen zdrowy i spokojny, to pewnie dzięki tej marchewce prosto z grządki Delicious

  28. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niewykluczone, że marchewka to jest to! Wink

  29. Bożena pisze:

    Wiaruchna pomału się budzi, więc chyba czas na kawkę żeby patrzałki się szerzej otwierały.
    Zapraszam expresso

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry, o tak, kawa, i to dobrze, żeby jak najszybciej zadziałała, bo czuję się bez niej jak bez prądu…

    • Quackie pisze:

      I tu niestety marchewka nie zadziała tak jak kawusia.

      Ale przypomniał mi się dowcip z serii „Radio Erywań odpowiada”:

      Słuchacze pytają: Czy to prawda, że marchewka wzmacnia męską potencję?

      Radio Erywań odpowiada: W zasadzie to prawda, tylko cholernie trudno ją przymocować.

  31. Bożena pisze:

    Kawka wypita, czas brać się do pracy…
    A więc zadzieram kiecę i już lecę http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pu.i.wp.pl/k,ODQwNjkzOTQsNTExOTQwOTQ=,f,04_0p_orig.gif

  32. Quackie pisze:

    No to na mnie też czas. Dzisiaj chyba obejdzie się bez biegania…

  33. miral59 pisze:

    Roześmiane dzień dobry Happy-Grin

  34. miral59 pisze:

    Nie posiedzę dzisiaj za długo na Wyspie, bo zaraz lecę do pracy Sad
    Dziś długo będę… a po pracy muszę pomału szykować się do wyjazdu. Nie lubię pakować się w ostatniej chwili i „na wariata”, bo zawsze sporo rzeczy się nie weźmie Delighted

  35. korab1 pisze:

    DzieńDobry Wyspiarzom :)))

  36. Quackie pisze:

    Dzień dobry po południu. Dzisiaj wyrobiłem 90% normy, co jest do przyjęcia, ale za to robi mi się już niestety autentycznie niedobrze od siedzenia przed monitorem, więc muszę coś z tym zrobić – wydaje mi się, że spróbuję roweru.

    • Quackie pisze:

      Otom ci jest powrócony z roweru. Dzisiaj mała pętelka, nawet nie wiem, czy 10 km, w tym 2 nieznaczne podjazdy, no może 2,5, ale w sumie dużo lepiej się po tym czuję. W porcie jachtowym już mocno zaawansowana wiosna, kto żyw na pokładzie, szorują ludzie, oporządzają takielunki.

      • Jo. pisze:

        Przeraża mnie sama myśl o takiej aktywności… 😉

        • Quackie pisze:

          Rowerowej czy jachtowo-pokładowej?

          BTW podgląd na marinę, gdzie teraz już dużo spokojniej – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.task.gda.pl/uslugi/stream/kamera-gdynia-marina/

          • Jo. pisze:

            Generalnie marina budzi we mnie takie nostalgiczne drżenie serca. No wiesz – wielkie odkrycia geograficzne, wolność i tak dalej. Ale mam za ciężki tyłek (również metaforycznie), a ostatnia próba użycia roweru, rok temu, skończyła się niezbyt… fortunnie…

            • Quackie pisze:

              Och, mnie się kiedyś zdarzyło zahamować przednim hamulcem, jadąc dość szybko (z góry), dokładnie na skrzyżowaniu ulic Kopernika i Legionów w Gdyni. CHYBA nic sobie wtedy nie złamałem, ale potłuczenia bolały ładnych parę dni.

              • Jo. pisze:

                Och, ja mam inne osiągnięcie. Przepiękne. Po dwustu latach niejeżdżenia zjechałam elegancko ze skarpy, a potem zeszłam z roweru i… złożyły mi się nóżki… Ciąg dalszy – tylko dla hardcorów.

                • Quackie pisze:

                  Nie do końca rozumiem, ale jeżeli dla hardcorów, to może faktycznie nie… (w którą stronę się złożyły? Jak ludziom, czy jak strusiom? Nie, nie chcę wiedzieć…)

                • Jo. pisze:

                  Znaczy dalej było tak, że z tymi nóżkami złożonymi popedałowałam jeszcze ze dwa kilometry, bo akurat maraton biegł i nie puścili nas 300 metrów do domu i trzeba było dokoła, z dwójką autystycznych dzieci, dwupasmówką z ciężarówkami i od tyłu dostać się na osiedle. W rezultacie kolanka poszły na amen i przez pół roku nie dało rady na jakiekolwiek schody wejść, a i do tej pory od czasu, do czasu się wrednie odzywają. Kooonieeec

          • Bożena pisze:

            Marinę odwiedzam regularnie (wirtualnie), ale w dzień. Teraz rzeczywiście jest tam spokój…

    • Max pisze:

      Podziwiam Quacku , Twoją dokładność w wykonaniu zaplanowanej pracy , jak również energię , którą posiadasz do realizacji założonych celów .Oby ten stan trwał jak najdłużej . Sam kiedyś , nie mogłem doczekać rana , aby pojechać do pracy i realizować swoje plany . Wszystko jednak w życiu ma swoją dynamikę , a więc należy oczekiwać , że przyjdzie okres wyhamowania . Nie żałuj jednak włożonej pracy , bo nie ma nic gorszego , niż frustracja , w przypadku zyciowych niepowodzeń . Tears

      • Quackie pisze:

        Dziękuję. W tym przypadku bardziej od energii liczy się sumienność, „nulla dies sine linea”. Na szczęście termin mam na tyle odległy, że mogę sobie pozwolić na dość znaczną elastyczność.

        • Bożena pisze:

          Ważne też, że nie masz szefa za plecami. „Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem…”

          • Quackie pisze:

            Mam daleko i rzadko się kontaktuję, poza tym szef(owa) wie, że dostarczam dobry produkt, więc też mi się do roboty nie wpycha 🙂

            • Bożena pisze:

              W to nie wątpię, że dobry produkt dostarczasz. Jesteś ambitny.
              W takiej atmosferze dobrze się pracuje.

              • Max pisze:

                Egoizm przez Koleżankę przemawia . Ja wolę pracę zespołową , w której jak wiadomo ,powinien być lider . Zdarzało mi się jednak tak trzasnąć drzwiami przy wyjściu z gabinetu szefa , że odpadła futryna i musiałem zmienić pracę .Nie żałowałem jednak tego co się stało Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Ja tylko raz się pożegnałem z szefową w jednej agencji reklamowej, bo po okresie próbnym, na którym harowałem jak dziki osioł za śmieszne pieniądze, zaproponowała mi przedłużenie współpracy… na dotychczasowych warunkach. Z tym że bez strzelania drzwiami, na chłodno i spokojnie.

  37. Quackie pisze:

    Dzisiaj jakoś mnie rozebrało chyba po tym wyrowerowywaniu i padam na dziób. W związku z tym dobranocka wcześniej.

    A będzie znów po celtycku, z tym że nieco nowsza rzecz niż ten Clannad, co ostatnio. Jedna z moich ulubionych grup, inspirujących się muzyką celtycką, Bretończycy ze Stone Age, nagrali taki śliczny, spokojny kawałek, w sam raz na dobranoc, z płyty „Chronovoyageurs” czyli „Podróżnicy w czasie”.

    Snów o podróży w czasie – do lepszych czasów, wszystko jedno, w którą stronę.

    • Max pisze:

      W ” dobrą ” stronę !!! . Amazed

      • Quackie pisze:

        Spokojnie, klasyczna wersja opowieści o podróży w czasie nie grozi podróżnikowi problemami związanym z gwałtownym starzeniem się (lub zbyt zaawansowanym odmłodzeniem). Chociaż jest jedno opowiadanie Lema, w którym owszem, grozi – ale właśnie nieklasyczne.

    • Tetryk56 pisze:

      Całkiem sympatyczni jaskiniowcy! Caveman

  38. Quackie pisze:

    Dobraaanoc…

    Zzzzzz

  39. Tetryk56 pisze:

    Quackie już rozebrany i w łóżeczku, chyba już wszyscy poszli spać? No to lampka – na odpędzanie złych snów…

  40. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Mam nadzieję, że faktycznie będzie dobry i nie zabiorą mi dostępu do sieci. Wczoraj nawet dobranoc nie mogłam Wam powiedzieć Weary

  41. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Dla uczczenia nowego dnia zapraszam wszystkich na kawę.
    expresso

  42. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jeno pochmurny. Pogodynki w mediach mówią o nadciągającym powietrzu polarno-morskim, i to się czuje, mimo że od czasu do czasu słoneczko przebija się przez chmury.

    Kawa się nadawa. (W. Szymborska)

    (tak, pamiętam, że był dalszy ciąg, ale nie o tej porze 😉 )

  43. Quackie pisze:

    Tradycyjnie już po dziewiątej zmykam pracować. Do zobaczenia po.

  44. Bożena pisze:

    A u mnie tradycją się staje, że mi się zrywa dostęp do sieci… Kiedy oni wreszcie skończą z tą kablówką Bully Tak więc jeśli zamilknę, to się nie dziwcie.

  45. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dziś nieco później dotarłem do stanowiska 😉

  46. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  47. Jo. pisze:

    Heloł. Z konieczności byłam gdzieś tam, ale wracam kurcgalopkiem. Świat na zewnątrz gryzie. I w ogóle.

  48. Bożena pisze:

    Chyba czas pomyśleć o nowej wycieraczce, ta już jest baaardzo dłuuuga…

  49. Jo. pisze:

    Stolica. XXI wiek. Burza i deszcz. Nie ma prądu. Awaria. Znowu.

  50. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Pracę skończyłem, ale w międzyczasie wynikła grubsza afera, w której środku jestem (i nawet nie mogę teraz ani w przyszłości opisać Wam szczegółów 🙁 ) i muszę ją skończyć.

  51. Max pisze:

    Wczoraj Quacku napisałem , że jako niezwykle spokojny człowiek , po pewnej rozmowie z szefem , zamknąłem za sobą z takim hukiem drzwi gabinetu , że mało brakowało , a wypadły by razem z futryną . Okazało się pozniej , że echo tego wydarzenia , pomogło mi w nowym miejscu pracy . Bądż dobrej myśli , nie ma tego złego ,żeby nie mogło być gorzej . Tears

    • Quackie pisze:

      Dziękuję bardzo, na szczęście afera nie ma związku z moją pracą, ale w ostatnich latach przekonałem się, że asertywność – jakkolwiek pojmowana – faktycznie się opłaca.

  52. Quackie pisze:

    Uff, no, jakoś wrzaski naokoło ucichły i można spokojnie wchodzić na Wyspę.

  53. Jo. pisze:

    Mogę wierszyk? Na przeddobranoc?

    • Bożena pisze:

      Oczywiście Jo, napisz wierszyk a później zapraszam piętro wyżej Wink

      • Jo. pisze:

        Listy do redakcji „Prawdy” z trzynastego grudnia 1981 roku
        Nie chciałbym być Polakiem,
        Polakiem być – to wstyd.
        Nie można ufać takim,
        Co drugi z nich, to Żyd.
        Co trzeci to literat
        Na żołdzie CIA
        Co czwarty ksiądz, a teraz
        Spiskują wszyscy trzej.
        W kościelnych kazamatach
        Szykują jawny bunt,
        A kułak im pomaga,
        Bo ma prywatny grunt.
        Stąd głód i wszelkie straty
        Bo zamiast miąs i zbóż
        Kułak hoduje kwiaty
        I tarza się wśród róż
        Nie chciałbym być Polakiem,
        Tam nawet w partii smród.
        Im wille z Cadillakiem
        Budują zamiast hut.
        A w Centralkomitecie
        Trwa wciąż frakcyjny spór!
        Kto słyszał, by na świecie
        Do takich doszło bzdur!?
        Tam w telewizji ponoć
        Pokazał jakiś ćwik,
        Jak w sejmie odrzucono
        Rządowych ustaw plik.
        No, za to ktoś poleci,
        Lecz stało się: lud zna
        Że wszyscy byli przeciw
        I tylko jeden – za.
        Nie chciałbym być Polakiem,
        Tam z brudnych swoich nor
        Wypełzło trzech łajdaków
        I założyło KOR.
        Demagogiczne hasła
        Zalały cały kraj
        I proszę: nie ma masła,
        A nawet kurzych jaj!
        W Dierżyńskowo ojczyźnie
        Bezkarni parę lat?!
        Solidarność w Socjalizmie?!
        Tego nie widział świat.
        Te wszystkie nasze dary
        Braterską zwodząc dłoń
        Sprzedali za dolary
        Kupili za to broń.
        Po nocach drukowali
        Podszepty wrogich ust
        I ciężko szkalowali
        Sowieckij nasz Sojuz.
        Żołnierzy Krasnoj Armii
        Nie został żaden grób!
        I wisiał na latarni
        Jeden przy drugim – trup.
        I zanim ich generał
        Nareszcie wziął za pysk
        Co krok do ludzi strzelał
        Kontrrewolucjonist!
        Dziś błyszczy im nadzieja,
        Że zejdą z błędnych dróg
        I pojmą, kto w ich dziejach
        Przyjaciel im, kto wróg.
        Polacy! My – Słowianie!
        Wszak wspólny mamy pień!
        I dla was słońce wstanie!
        I do was przyjdzie dzień!
        Zawiśnie drań i łobuz;
        Tchórzliwy czmychnie szpieg
        I wkroczy nasz wspólny obóz
        W dwudziesty pierwszy wiek.
        I chyba na tym koniec.
        Papieros w ręku drga…
        A, jeszcze podpis: pionier –
        Iwan, liet szest’, Moskwa.
        Jacek Kaczmarski
        3.3.1982

    • Quackie pisze:

      Poprosimy!

  54. Bożena pisze:

    Fajny wierszyk Wink

Skomentuj Bożena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)