Wczoraj miałem taki atak nerek
Że myślałem że się powieszę,
Aż tu przychodzi mój sąsiad Zenon Ratlerek
I się pyta czy się bardzo cieszę.
Mnie tak boli aż mnie diabli biorą
Niby z czego mam się cieszyć, z czego?
– A bo – mówi Ratlerek – nasz KS Piorun
Wygrał z LZSem Kędziołki cztery do jednego.
– Nie obchodzi mnie to – mówię do Ratlerka
A jemu aż odjęło mowę…
Wyjął sporta, podejrzliwie zerka,
W końcu pyta: – Pan może niezdrowy?
– A niezdrowy, bo mnie w brzuchu boli!
Lecz on ciągle patrzy wzrokiem muła:
– I nie cieszysz się pan z czterech goli,
Z czego trzy strzelił osobiście Pakuła?
– Się nie cieszę! – Ba… on nie chce wierzyć!
Ze zmieszaniem nos wysiąkał w chustkę…
– Panie! – mówi – pan się musi cieszyć!
Cztery jeden, taż to panie sukces!
– Może sobie być i osiem zero,
Albo dziesięć i mistrzostwo świata!
Wtedy on się rozeźlił dopiero:
– Panie! Z kogo pan strugasz wariata?
Zdjął kapelusz, powiesił na haku,
Zaczął bawić się moim krawatem:
– Ze zwycięstwa się nie cieszysz ciapciaku?
Taki z ciebie dobry obywatel?
– Panie – mówię – niech się pan wynosi,
Bo zawołam milicję za chwilę!
A Ratlerek padł na klęczki i prosi:
– Niech się pan ucieszy chociaż tyle!
I pokazał na palcu tyciu-tyciu
Taki ciupki, maluśki odcinek
A że mnie akurat ból nie chwycił,
Więc zrobiłem radośniejszą minę.
Wtedy on zaraz się rozweselił,
Rozkwitł w oczach jak – powiedzmy – akacja.
Ale im – powiada – zasunęli!
– Gratuluję – powiadam – sensacja!
Pożegnaliśmy się jak przyjaciele,
Ja się wziąłem do naprawy krawata,
A promienny i radosny pan Ratlerek
Pobiegł uradować resztę świata.
Andrzej Waligórski





Miała być nowa wycieraczka?
Mam nadzieję, że się Wam spodoba
Mam bardzo podobny jak podmiot liryczny stosunek do sukcesów sportowych „naszych”! I ratlerków też nie kocham. Na szczęście nerki mi (jeszcze) nie dokuczają
Dzień dobre popołudnie
Jestem zadziwiony…
Kiedy zdążyłaś poznać kibiców Lechii Gdańsk?
Taż to dokładnie o nich jest wierszyk!
A ja myślałam, że to kibice Lecha Poznań
Też zieloni 😀
Niebiescy 🙂
Oups
– pomyliłem z piwem 
Więc wypijmy na to konto
Bez dwóch zdań
Wycieraczka się podoba, Bożenko




Oczywiście AW niezawodny
Mój synek też poczytał, a przy okazji komentarze i śmiał się wcale nie gorzej niż z tekstu Waligórskiego
Nie po raz pierwszy doszedł do wniosku, że na Wyspie są sami fajni ludzie
A był przy moim komputerze, bo dostałam na pocztę jakieś zawiadomienie. Chcieli dać mi jakieś pieniądze. Zawsze w takich wypadkach wołam synka, bo on lepiej zna się na tych wszystkich kruczkach i wie kiedy to jakaś podpucha, a kiedy faktycznie można coś zyskać. A sprawa dotyczyła listopada-grudnia 2013 roku. Jakbym wypełniła formularz, mogłabym dostać całe $30… Ale synek powiedział mi, że to jakieś podejrzane i nawet jeśli dostanę te $30, to mogę stracić tysiące. Niech się ukąszą w odwłok
Pazerna nie jestem, a taka suma to nie majątek. Wolę nie ryzykować… A jeśli mi się należy, to niech po prostu mi to dadzą i nie zawracają zadka 
Cieszę się, że Wam się podoba wycieraczka.
Jeśli chodzi o takie „wiadomości”, że coś mi chcą dać, zawsze wyrzucam je do kosza. Wychodzę z założenia, że nic nikomu za darmo nie dadzą. Podobnie gdy mnie powiadamiają o jakiejś wygranej. Jeśli w nic nie grałam, to jak mogę wygrać?
To znaczy… nie do końca jest to na pewno przekręt, bo ponad rok temu ktoś wykradł informacje na temat właścicieli sklepowych kart kredytowych. Sprawa się wydała i sklep wysyłał ludziom nowe karty. Ja też taką nową dostałam. Jak to Amerykanie, część klientów podała firmę do sądu i wygrali odszkodowanie. Podobnie było z Toyotą. Nawet dokładnie nie wiem o co została podana do sądu. Tylko oni przysłali nam czek na te kilka dolarów i zaznaczyli, że jeśli weźmiemy pieniądze, to nie możemy już podawać ich do sądu. Wzięliśmy i nie podajemy… nawet nie wiem o co chodziło, to co będę podawała


A tu każą coś wypełniać i to na jakiejś stronie. Nie podaję prywatnych informacji w internecie, a tym bardziej, że nie wiem, czy to nie jest nowy przekręt. Ten druczek do wypełnienia nie jest na oficjalnej stronie sklepu… Także może faktycznie wysłaliby mi kasę, ale może też i być tak, że mając moje dane, złodzieje chcą wyciągnąć więcej… a potem okaże się, że mam pożyczkę w banku na grube tysiące, albo jeszcze coś innego.
Z takimi „okazjami” trzeba bardzo uważać.

Jedna moja koleżanka o mały włos nie wysłała wirtualnemu „narzeczonemu” 3000 EURO za nieistniejącą przesyłkę.
Na szczęście zacząłem grzebać w sieci i odwiodłem ją od tego zamiaru przedstawiając jednocześnie dowody że to był „nigeryjski przekręt”.
A tak w ogóle, zawsze mnie zastanawiało jak, skądinąd inteligentni ludzie, dają sie nabrać na tak prymitywne „przekręty”
czy wyniki wyborów nadal dziwią?
Kogo?


Mnie?
Eeee tam… Zdziwią za 1,5 tygodnia!
O mamo… Pewnie, że tak!
„skąd on zał moich sąsiadów???”
Moich też!
I moich
Czyli wszędzie się znajdą tacy kibice. Ja mam ich piętro niżej i zawsze wiem kiedy gra „Kolejorz” i jak bramka padła.
Kiedyś moim ulubionym klubem był KKS Gedania (z racji grona znajomych, którzy tam grali oraz zakładu w którym pracowałem)
Ale obecnie klub mocno podupadł
I moich
Kibice na całym świecie są do siebie podobni
Całe szczęście sąsiadka po angliczańsku nie mówi praktycznie ani słowa (poza „hi” i „goodbye”), po polsku oczywiście też nic (nawet tego „dzień dobry”, czy „do widzenia” nie umie) a ja po hiszpańsku… jakby to powiedzieć… liczone słowa
Sąsiad typowy mruk (jego angielski jest tragiczny, ale trochę lepszy niż żony)… Także nie ma szans, żeby mi trajlowali na temat wygranych, czy przegranych meczów
I całe szczęście 
Ci co prawda oglądają meksykańską ligę, ale piłka jest piłką
Ja też nikomu nie specjalnie kibicuję, zwycięstwo „naszych” nie przyprawia mnie o euforię, ani przegrana nie psuje humoru. Ratlerki lubię, ale te dwunożne
Idę spać, jeszcze tylko rzucę piłkę…
:Slam-Dunk:
Dobranoc
Kochaaani. Byłem na rowerze i przy okazji udało mi się zdjąć fotograficznie jeden żaglowiec (dokładnie rzecz biorąc to wczoraj, ale liczy się, bo też na rowerze), jeden wycieczkowiec i jednego bociana na latarni ulicznej, w oderwaniu od poprzednich zdjęć. Ja wiem, jak to brzmi, ale akurat autentyk. Jak tylko wróciłem z roweru, zostałem wyciągnięty na bulwar, na piwo i ostatkiem baterii zdołałem jeszcze zdjąć widok plaży i portu jachtowego. Tego piwa naprawdę nie było tak dużo!!!
No, żaglowiec liczy się! Jak najbardziej!
Nazywa się „Fryderyk Chopin”, a polska Wiki o nim – tu: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/STS_Fryderyk_Chopin
Aczkolwiek jestem pewien, że na jeziorach mazurskich widziałem trójmasztowiec (???) o bardzo podobnej nazwie.
Owszem – niestety nie mam fotki w swoim podręcznym zbiorze; choć u córy zapewne by się znalazła. Ładny, ale na Mazury zdecydowanie za duży 🙂
A nie, jednak też dwumasztowy, ale nazywa się po prostu „Chopin”. Tu więcej o nim – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.statekchopin.pl/start/
Ta, jak się wczytać, to komercha dość rozpaczliwa…
Ale z zewnątrz bardzo ładnie wygląda, zwłaszcza pod żaglami
Przypomniałem sobie, bo 5 lat temu widziałem go w Mikołajkach i tak mi się skojarzyło, że to też Szopen, ino jak widać inaczej pisany. Nie ma co ukrywać, że zapewne nie bez powodu wybrano taką nazwę dla tego śródlądowego, żeby się kojarzył z tym morskim, bo a nuż ktoś pomyśli, że to ten sam?
Wymiary faktycznie zbliżone, dramatycznie różnią się jednak zanurzeniem: morski 4,2m a szuwarowo-bagienny 0,9m.
No, ale tego nie widać na pierwszy rzut oka 😉
Mistrzu, jakim cudem ten śródlądowy przy tak nikłym zanurzeniu, mając tyle kadłuba i masztów z olinowaniem i ożaglowaniem na wierzchu, się nie wywraca? Balast??
Z pewnością ma balast bezpośrednio pod dnem; poza tym jest płaskodenny, dość szeroki (również w linii wodnej. Kadłub wbrew pozorom jest znacznie cięższy od takielunku, więc środek ciężkości nie jest zbyt wysoko.
No i nie ryzykuje chodzenia pod żaglami przy niekorzystnych wiatrach – nie miałby szans halsować – za mało miejsca 😉
Zdjęcia cudne, chociaż na temat jednostek pływających się nie wypowiadam
Nie znam się kompletnie… Tak ze 40 lat temu robiłam kurs na sternika, ale nie miałam więcej z tym kontaktu (bo łodzi wiosłowych i kajaków nie liczę) i dokładnie wszystko zapomniałam 
Latarnia przynajmniej jest stabilna…
Co do bocianów… ich dalecy krewni – czaple, nie na takich gałązkach siadają
Piękne zdjęcia, co jeszcze na ten temat mogę powiedzieć? Jedynie to, że zazdroszczę tych morskich widoków…
No to dobranocka.
Pozwolę sobie nawiązać do tego wycieczkowca. Otóż jest u nas Nabrzeże Francuskie, przy którym stają np. amerykańskie okręty z wizytą, ale i wycieczkowce, przybijające do Gdyni i wypuszczające rzesze turystów, których można spotkać potem w centrum. Zresztą właśnie owe rzesze są widocznym znakiem, że „przypłynął wycieczkowiec”, nie trzeba nawet jechać do portu. Dzisiaj jednak pojechałem i trafiłem właśnie na moment, kiedy statek „Aida” odbijał od nabrzeża i kierował się ku wyjściu z portu (na zdjęciu widać nawet jedną latarnię, oznaczającą przejście przez falochron). Nie wiem, czy to jakaś tradycja, ale z pirsu pod kapitanatem portu wyraźnie było słychać, że na statku włączono nagłośnienie i puszczono przez nie „Orinoco Flow” Enyi. No to i ja zagram dzisiaj na dobranoc ten utwór, bo ładny 🙂
Snów o dalekich podróżach, mogą być w kierunku rzeki Orinoco!
Cóż, pora spać. Ech, gdzie te nasze miłe dziewczyny – emigrantki, kiedy wrócą na Wyspę?

Dobranoc!
Fakt. Smutno bez naszych emigrantek
Nie drążę tematu, bo może nie życzą sobie wypytywania o ich nieobecność. Ale brak ich bardzo… 
Dzień dobry

Wystarczy, że rano, śpiesząc się do pracy, zostawię na blacie swoją szklankę po kawie i już żaden z panów nie raczy niczego wstawić do zmywarki
I tak sterta rośnie i rośnie… a zmywarka pusta…
Że o garach nie wspomnę. I potem mam wszystkie blaty, stół i kuchenkę zastawioną naczyniami i garami… Pozbierałam i znowu do kuchni jest jak wejść, ale nadal jestem wściekła.
Chyba wlazę w zdjęcia, to się uspokoję
Popatrzę na swoje pierzaste, one są takie milutkie… 
Nie wiem czemu nie ma mojego rannego przywitania. Wcinara jeździła i wcięło?
Miałam wrócić wcześniej, ale nic z tego nie wyszło.
A jeszcze musiałam odgruzować kuchnię. Kurde… nie ruszałam niczego od poniedziałku, a dziś do kuchni nie było jak wejść. Niby sami dorośli, a nie ma komu pozbierać wszystkiego do kupy. Miałam nie tykać i poczekać jak długo nikt niczego nie będzie robić, ale nie wytrzymałam
Dzień dobry. Ja takich eksperymentów dawno zaniechałam, bo nigdy nikt sam z siebie nie ruszył palcem i kończyło się mega awanturą. No i miałam kupę roboty, bo też nie wytrzymywałam i sama sprzątałam. Teraz gonię na bieżąco. Bacikiem metaforycznym.
Ja w zasadzie też staram się ich nie robić (takich eksperymentów), ale wracałam z pracy zmęczona i nie chciało mi się poganiać chłopaków. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to moja wina, bo przyzwyczaiłam…

Dzień dobry
O naszych „emigrantkach” myślę często i nie dopuszczam myśli o tym, że porzuciły Wyspę na zawsze 
Dzień dobry. Kawa, i to niestety szybko, bo znów się wykluło poranne bieganie…
Znaczy nie żebym żądał, mówię tylko, co właśnie robię
Witaj Quacku! Więc i ja robię i już podaję spragnionym…
Czy mogę się jeszcze, spóźniony, dołączyć?
BIegnę zatem..
Oż, kurczę, dziś się nie przywitałem
Witajcie!
Lepiej późno niż wcale, że powtórzę za klasykiem
Ha, to było najszybsze i najbardziej owocne bieganie. Od bardzo, bardzo dawna nie załatwiłem tyle i tak szybko. Trzeba przyznać, że komunikacja miejska dzisiaj jeździła jak zamówiona – wszystko na styk, idealnie.
No to do pracy teraz…
Więc owocnej, żeby tak Ci poszła jak to bieganie.
Dzień dobry
Blues- owe dzień dobry
Prawdziwy król bluesa…
Miło Cię widzieć, Lordzie W.
Witaj, Lordzie dawno nie widziany!
Może kiedyś i Kopciuszek sobie o nas przypomni…
Tych, którzy mogliby sobie o nas przypomnieć jest trochę więcej… wymieniać nie będę, ale „drobna” lista by z tego wyszła…
Czy wspomniałeś o nim pośmiertnie, Lordzie W? Z tego co słyszałam jednym uchem w telewizorni, to właśnie dziś zmarł…
Lecę odebrać potomka z tej zielonej szkoły
. Przeżył. Ja też.
Gratulacje dla obojga!

Kuba stwierdził, że był „genialnie grzeczny”. Chyba nie będę dociekać, co to znaczy…
Masz rację, czasami lepiej nie wiedzieć
Niepotrzebnie się martwiłaś, Jo. Nie wychowasz dziecka pod spódnicą.
Przecież nic mu tam nie zagrażało, był pod opieką wychowawców.
On nigdy nigdzie nie wyjeżdżał bez nas. Nawet nie nocował.
No i ON jest nieprzewidywalny, niestety.
Jak każde dziecko. Mój syn co roku wyjeżdżał na kolonie, nawet tam się nauczył pływać i ja o niego nie drżałam. Sama w dzieciństwie też nieźle rozrabiałam – skakałam po wysokich skałach, topiłam się w potoku i żyję.
A co by pomogło zamartwianie się na zapas?
Ale wiesz – my tu mówimy o osiemnastoletnim autyście. To trochę większe wyzwanie. Dla rodziców też…
A, przepraszam, to co innego…
Niestety, muszę Was opuścić na kilka godzin. Wieczorem się odezwę
Dzień dobry, robota skończona, jeszcze pewna pani Z. prosi w gości na chwilę, bo imieniny…
I otóż wróciłem, syt torciku i chwały. Na dobrą sprawę powinienem teraz machnąć kolejne 20 km na rowerze, ale se daruję 🙂
No dobra, bez masochizmu tym razem 😉
Ale co do winka, to se nie daruję
Jestem za! I idę świętować. Nie Zośkę, ale urodziny Małżonka.
Sto lat Małżonkowi!
A niech mu się!

Wróciłam! Zdążyłam na toast? 150 lat Małżonkowi… a co Mu będę żałować
Żeby mu się dobrze działo,
a że działo to armata,
żeby mu się armatało!
[nawet nie sprawdziłem, czy ten toast jest na liście Miśka, a powinien być, bo to dość stara rzecz]
To i ja się dołączę
Małżonek dziękuje staropolsko kłaniając się do ziemi i obiecuje, że uwzględni.

Za zdrowie Małżonka i powodzenia wszelakiego typu Z chętnością wypiję

Żebym się tylko nie ululała od tych toastów
Dobrej nocy życzę. Po kielichu będzie się dobrze spało.
Ogólnie rzecz biorąc, DobryWieczór :)))
…bry…
Ogólnie i szczegółowo dobry!
To już można tylko dodać ogólno-szczegółowe Dobranoc!
To ja powoli zmierzam w kierunku dobranocki.
Wracam sobie myślą do wczorajszych żaglowców, i do tego, co z nimi związane – na przykład do szant. I śpiewania. A jak żaglowce i śpiewanie, to dlaczego nie moja ulubiona wokalna grupa męska Banana Boat? I to ze Szczecina, sprzed dwóch lat, ze zlotu „Tall Ship Races”? Z utworem „The Lion Sleeps Tonight”, czyli „Dzisiaj wieczorem lew śpi”, bo przecież ma być na spanie.
Snów o żaglowcach i lwach (na przykład o pierwszym żaglowcu szkolnym II RP „Lwów”), ale dziewczyny niech lepiej już nie piszczą, bo to jednak przeszkadza spać.
Skoro Dobranoc! się już rzekło, to jeszcze tylko lampka

A tak nawiązując do życzeń… Próbowałam znaleźć pocztówkę z życzeniami na Dzień Matki dla teściowej. Mało mnie coś nie trafiło
Albo pocztówka do malowania, taka dla małych dzieci, albo życzenia typu „Żyj nam Mamo 100 lat!!!”
Uważam, że wysłanie takiej byłoby grubym nietaktem, bo teściowa w styczniu skończyła 96 lat… czyli mam jej życzyć tylko 4 lat życia?
Ja jej życzę, niech żyje jak najdłużej, bez podawania granicy wieku… Jeszcze jutro będę latać po tych polskich sklepach, ale jak na razie to we wszystkich widziałam to samo 
Dzień dobry
Mireczko, wyślij teściowej maila 

Przepraszam, to był żart. Wierzę, że coś odpowiedniego znajdziesz
Dzień dobry


Doskonale wiem, że to był żart, bo przecież moja teściowa nie ma kompa… także wysłać jej mogę
Jak się wkurzę, to wyślę jej amerykańską…
Dzień dobry! Słońce świeci, wre budowa,

czas się wziąć za ogródek!
Ale najpierw śniadanko!
…bry 🙂 To ja do towarzystwa
Goferka? Małżonek zrobił gofry z bitą śmietaną. Trzeba teraz spalić te kalorie

U Ciebie praca wre, a ja idę dopiero spać
Chociaż wiem, że to nierealne… 
Na jutro… sama nie wiem co będzie najważniejsze. Lista długa… Najchętniej to bym pojechała na wycieczkę
Rzuć wszystko w czortu i choć raz porządnie wypocznij. Wyjedź w plener, porób fotki… Zrób to co lubisz najbardziej. Świat się nie zawali
Też bym chciała!
Buuu… Nie w tym życiu…
Ech, pójdę do tych roślinek może…
Wstawać śpiochy do gimnastyki!
Ała. Pamiętam ten utwór, treść mi zawsze bardzo pasowała…
Dzień dobry. Zapowiadała się leniwa sobota bez specjalnych planów, aż dość szybko się okazało, że tak nie będzie. Pierwsze spotkanie o 10:30…
No i po leniuchowaniu…
Platfus w radio w łapki plaszcze… pora się budzić
Witajcie!
Dzień dobry. Jeszcze jestem, bo spotkanie bliziutko, więc nie muszę się spieszyć.
No to wybywam, odezwę się, jak wrócę.
A ja zaparzam kawę. Komu jeszcze?
Jestem z powrotem, może to właśnie czas na drugą kawę?
Bardzo proszę, jeśli ochota…
Ja moją drugą pijam po obiedzie.
Ja też w międzyczasie wypiłem swoją.
Smacznego!
To zależy, kiedy jest obiad. Wypiję i jeszcze na chwilę znikam, a potem po południu, o ile pogoda pozwoli, rower. Ale w międzyczasie będę zerkał 🙂
Na rowerze?
Zwłaszcza na rowerze trzeba zerkać! Na wszystkie strony!
Ale chyba nie na komputer?
Na komputer… pokładowy. Z nawigacją, pomiarem prędkości, przyspieszenia, spalania (kalorii) i wodotryskiem.
W sumie nikt chyba jeszcze po Wyspie nie jeździł na rowerze? Ale to późniejszym nieco popołudniem.
To by było nawet ciekawe…
A tu świeżutkie zdjęcie z ulicy nieopodal – taki Austin 7 sobie stał:
Więcej o tym autku tutaj – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Austin_7
Dzień dobry

A muszę to w końcu zrobić. W tygodniu nie mam kiedy, bo pracuję. Za tydzień mamy jechać pod namiot, to też nic nie zrobię.
Czy ktoś coś mówił o wolnej sobocie? A jeszcze na dokładkę leniwej? Mam zaplanowane tyle, że nie wiem od czego zacząć
Chmurzy się i pewnie sadzenie moich roślinek będzie się odbywało na raty – między deszczami
Dodatkowo dostałam kamieniem w przednią szybę. Na autostradach to normalne. Tylko ten kamień był jakiś wyjątkowo duży i zrobiła mi się dziurka. Małżonek chce to podkleić, żeby nie pękło po całości. No i oczywiście trzeba jechać do specjalistów. A potem na zakupy
Więc czekają Cię Mireczko same „przyjemności”
To znaczy… to w ogródku, to przyjemność. W sumie gdybym nie chciała go mieć, to jaki problem zasiać na całości trawę i niech małżonek kosi
Sąsiadka tak ma. Nie ma żadnych warzywek i ani jednego kwiatka. Czy można…
Robię, bo lubię 
Ale zakupy? Nie mam wyboru, bo jeść trzeba…
Spodobała mi się ta piosenka. Mam nadzieje, że Wam też
To jest zdaje się kompozycja Tomka Jachimka, w tym wykonaniu nie słyszałem, a jest dużo lepiej dopracowane, również w kwestii motywów muzycznych Grupy Mo Carta.
Nie wiem czyja kompozycja, ale i Zamachowskiego lubię i Grupę MoCarta. Są świetni

no i wybaczamy… większości
Kto wybacza, ten wybacza, ale fakt – są bezkarni
Fajne! Nie słyszałam jeszcze tego
To właśnie miałem na myśli …
Cicho tak jakoś dzisiaj… Wszyscy się rowerują, czy co?
Nie, ale praca wre. Nawet zrezygnowałem w końcu z roweru.
No to pracuj, pracuj Pracusiu
Ja teraz idę na „Ranczo”.
Wydaje mi się, że wszyscy już zasnęli. Nie lubię monologów więc tylko powiem dobranoc.

Dobry wieczór i dobranoc i może od razu miłej niedzieli? 🙂
Tak hurtem?
Jeszcze nie śpię, właśnie wróciłem z rodzinnego grilla…
A mnie się przeróżne sprawy przeciągnęły do późna, aż dopiero teraz mogłem przybyć… ale to chyba już powoli pora na dobranoc?
To chwileczkę.
padam na ryjek, więc może ktoś lampkę po dobranocce?
No to dobranocka.
Chyba żadna z pieśni kibicowskich nie nadaje się do zaśpiewania na dobranoc, a tym bardziej kibolskich. Zagraniczne są po prostu zbyt skoczne (nawet jeżeli nieparlamentarne, to przynajmniej człowiek tego nie rozumie od pierwszego kopa).
Żeby nie było jednak tak zupełnie spokojnie i słodko, to zdecydowałem się na jedną z moich ulubionych piosenek z Kabaretu Starszych Panów (zresztą która nie jest ulubiona?), chociaż niepokojąca nieco. Bronisław Pawlik i „Ballada z trupem”, czyli czarny humor na dobranoc. Nie taki zresztą czarny, jeżeli się dojdzie do drugiego dna w tej balladzie.
Snów o sytuacjach zgoła odmiennych!
Po północy już, na ulicy życie towarzyskie kwitnie, sądząc po odgłosach, ale na Wyspie już zapalę lampkę…
Ja też dopiero co usiadłam
Jak wyjechaliśmy ok. 8 rano, to wróciliśmy po 14
Nie tylko załataliśmy dziurkę w przedniej szybie ($50, resztę pokrywa ubezpieczenie
), ale i oblecieliśmy kilka sklepów, a także kupiłam i wysłałam pocztówkę do teściowej
Nie wiem czemu nie wyprodukują chociaż kilka wzorów takich pocztówek bez żadnych napisów w środku? Te wierszyki są takie kretyńskie, że jak czytałam, to miałam dreszcze obrzydzenia
Wybrałam taką, przy której dreszcz był najmniejszy
Pokazałam mężowi… skrzywił się, gdy przeczytał i sam zaczął szukać… Przegrzebał trochę i doszedł do wniosku, że faktycznie ta będzie najlepsza
Jak to się żonie nie dowierza 
Oczywiście wróciłam z tych sklepów wykończona. Jak nie nienawidzę tego łażenia… Trochę czegoś tam zjedliśmy i zasnęłam na fotelu przy kompie
Nawet nie zdążyłam go włączyć… Fakt, nie spałam długo…
Potem zajęłam się grządką z pomidorami i papryką. Wyrwałam chyba tonę kopru. Rozsiał mi się tak, że trawa na trawniku nie jest tak gęsta
Skopałam i posadziłam swoje sadzonki. Niby mogłabym zakończyć, ale znając życie i mając doświadczenie, musiałam te swoje sadzonki zabezpieczyć przed ptakami. Jak nie nakryję siatką, to wydziobią mi wszystko do gołej ziemi
Zdejmę siatkę, jak sadzonki podrosną i przestaną być atrakcyjne dla ptaków… Zagoniłam też małżonka do koszenia trawy. Urosła niesamowicie i jakoś zgęstniała od ubiegłego roku. Małżonek był już w połowie trawnika, gdy zepsuła mu się kosiarka
Stałam i tupałam z niecierpliwości, o już padałam na dziób, a jeszcze te świeżo posadzone powinnam podlać… Całe szczęście mam zdolnego małżonka i po 15 minutach (i kilku „czułych słówkach”) kosiarka była naprawiona
Zakończyłam pracę ok. 19 
Oczywiście poleciałam zaraz do ogródka. Nie bardzo wiedziałam od czego zacząć. Do pracy potrzebne mi były narzędzia, zajrzałam do składzika i doszłam do wniosku, że od niego zacznę. Całą zimę dosypywałam tam ziarno, a dodatkowo myszki przynosiły sobie swoje smakołyki z podwórka, podkradały ptaszkom. Dzięki temu, na ziemi miałam grubą warstwę łupin i sama nie wiem czego… Powyciągałam wszystko na zewnątrz i zamiotłam. Wyszło mi jeden cały worek i połowa drugiego tego całego szmucu
Potem pomyślałam, że czas mi zrobić „żwirniak” (prawidłowo „skalniak”, ale nie mam skałek) dokoła mojej opuncji. Ona rośnie w kącie, między płotem a domem. Nie sięgam tam, żeby wyrwać chwasty… także położyłam dokoła folię (żeby zielsko nie wyrastało spod żwiru i żeby żwir się nie zapadał pod ziemię), nasypałam na to żwiru, a miałam go ze zlikwidowanych akwariów… na to rzuciłam ozdobne kamyki (też akwariowe). Jeszcze nie ułożyłam tego „ozdobnie”, ale w wolnej chwili to zrobię
Dziś miało padać i nie padało… Chociaż dość pochmurno, gorąco było jak latem. Teraz jest po 21, a temperatura nadal 21C. W domu też jest gorąco
Na jutro zapowiadają przelotne opady i 27C, czyli kolejny ciepły dzień 
Mogłaby się ta pogoda ustabilizować…
A potem znowu pogoda w kratkę. Od najniższej w środę 13C (wtorek 15C) po 24C w czwartek
Popisałam sobie, teraz może skończę tą nową wycieraczkę o naszych wycieczkach po okolicy… chociaż najchętniej chyba poszłabym spać
Opisałam zdjęcia do końca i zapraszam pięterko wyżej