« Początek jesieni Silniejsze od miecza »

Mało słodkie aspekty życia w Pszczółkach wieków temu parę.

Miało być o podatkach, ale zaanonsowałam przedwcześnie, bowiem dokument zapowiedziany nie był spisem podatków, a spisem grzywien, na wypadek gdyby się mieszkańcy źle mieli prowadzić 🙂

Ale skoro podatki, to tak pokrótce:

Do 1335 roku osadnicy przynajmniej teoretycznie mieli labę, gdyż dopiero wówczas z woli wielkiego mistrza krzyżackiego Dietricha von Altenburg nastał Straszny Dzień i nadano „sławnemu mężowi Heymfriedowi”, kimkolwiek by nie był, wieś później zwaną Pszczółkami, a wówczas jeszcze Hohenstein – co słusznie lub nie, tłumaczone jest jako Wysoki Kamień. Facet został mianowany sołtysem, otrzymał za darmochę 10 łanów (łan to tamtejsze ok 18 hektarów) i 3 fenigi (nie znam przelicznika na dzisiejsze) za sędziowanie w sporach lokalnych.

No i zaczęło się. Osadników oczynszowano i corocznie, na świętego Marcina, musieli płacić 1 pruską markę od łana, do tego dziesięcina pieniężna w wysokości ok 198 gram srebra dla biskupa oraz dziesięcina dla plebana w parafii, bo przecież nie może być gorszy. Fizycznie byli też zobowiązani do utrzymania i konserwacji kanałów, rowów (przypominam, iż to granica Żuław) oraz rzeki Bielawki. Rzeka Bielawka to takie coś, po czym ponoć można było przed wiekami pływać łodzią, a dziś idąc do pracy na skróty, przełażę nad tym jednym krokiem. No, takim wyciągniętym.

Wiek później wiele się nie zmieniło, sołtys tylko oddawał już ze swych zysków urzędniczych 21 monet, zwanych skotami, młynarz płacił 5 marek czynszu, a karczmarz 2 marki (lepiej było poić niż żywić). Krzyżacy lubowali się ponoć w zawłaszczeniach majątków i dziedzictw, bowiem na zjeździe stanów pruskich w (nie)pobliskim Kwidzynie składano skargi i zażalenia na postępowanie krzyżackich urzędników i był to jeden z elementów, z których wynikła potem wojna 13-letnia.

Po wojnie, Pszczółki stały się własnością miasta Gdańska jako wieś królewska – i tak w trzecim wieku od tego Strasznego Dnia liczyła 33 łany, z czego 3 sołtysowe. Królewska kontrybucja wynosiła 25 florenów i 24 grosze – w tym 20 groszy od łanu, czopowe (odpowiednik akcyzy) to 1 floren i 20 groszy, plus od siedmiu zagrodników po 4 grosze, rzemieślnik płacił 6 groszy, a karczma 20 groszy.

W XVII wieku zaś, na tym samym obszarze, odpadł zysk z karczmy zniszczonej w wojnie polsko-szwedzkiej, lecz nadal było 10 gospodarzy, z których można było zdzierać po 25 florenow od każdego posiadanego łanu. Trzech zagrodników płaciło nieco mniej (razem do kasy królewskiej szło 750 florenów). Oprócz tego po 15 gęsi i 20 kur dla włodarza. Dla porównania, dozorca wiejski otrzymywał za swą pracę 40 florenów. Oczywiście, by kondycja nie podupadła, gospodarze zasuwali gratis w majątku w sąsiednich Żelisławkach – to tak w ramach pańszczyzny. Ale poskarżyli się do króla i tenże wspaniałomyślnie zwolnił ich z dodatkowych robót fizycznych.

A w galerii Wilkierz, puszczony w obieg na spotkaniu autorskim i sfotkowany na kolanie do późniejszego przeczytania.

Dane pochodzą z książki pana D. Dolatowskiego Zarys dziejów gminy Pszczółki od czasów najdawniejszych do 1945 roku, Wilkierz to także z jego zbiorów, a wtrącenia i przeinaczenia własne :p

171 komentarzy

  1. Bezetka pisze:

    Tym razem wypada zachować minimum kultury: dobry wieczór Wink

  2. Tetryk56 pisze:

    Z przyjemnością witam oczekiwany debiut Bezetki!
    Tekst interesujący, choć do wyciągnięcia wniosków trzba się trochę nagłowić.
    Do twarzy ci z pomponikiem Wink

  3. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. A czy na ten przykład coś o Maleninie szanowna Autorka wie, w podobnym stylu co o Pszczółkach czy Żelisławkach?

    • Bezetka pisze:

      Ani trochę 🙂 Jeszcze tam nawet nie dotarłam inaczej niż przelotem – jest coś wartego uwagi, typu klimatyczne ruinki, gdzie się sypie na głowę? 😀

      • Quackie pisze:

        Nawet nie wiem, co tam teraz jest. Myślałem tylko, że może coś Ci się nasunęło, bo dziadkowie małżonki tam gospodarowali 😉

        • Bezetka pisze:

          Emocjonalnie przez długie lata związana byłam z gminami Przywidz i Kolbudy, obecne okolice w zasadzie dopiero poznaję. Tak po drodze i przy okazji 🙂

          • Krzysztof z Gdańska pisze:

            Dzień dobry
            Malenin jest wart odwiedzenia ze względu na hotel z minigolfem. Ciekawe miejsce i ciekawy właściciel. Warto obejrzeć w holu głównym galerię zdjęć zrobionych gościom hotelowym.
            Kiedyś był tam folwark (?) z dworem, jednak będąc tam ostatnio (c/a 13 lat temu) nie widziałem śladów owego dworu 🙁

            • Quackie pisze:

              Najstarszy kuzyn mojej żony jeszcze orał na tym folwarku (dosłownie, oczywiście pługiem zaprzężonym w konia). Szkoda, że nie ma śladów 🙁

              • Krzysztof z Gdańska pisze:

                Być może nie znalazłem śladów, bo nie szukałem. Worry
                Byłem w Maleninie w konkretnym celu – miałem wręczyć książkę telefoniczną właścicielowi hotelu (najlepiej do rąk własnych), przy okazji powręczać książki tel. wszystkim właścicielom firm z miejscowości. Wręczyłem książkę, pokręciłem się po okolicy, dworu nie znalazłem, ale samo ukształtowanie wsi sugerowało, że dwór powinien tam być (być może w miejscu hotelu) Thinking

                • Quackie pisze:

                  Jest tam jeszcze coś takiego jak „Jabłoniowy Dworek”, więc może tam? Chyba trzeba by spytać tych kuzynów…

  4. Bezetka pisze:

    Uwaga, czas podziwiać wokalnie syna znajomej Kopciuszka 😉
    Program się chyba zaczyna 🙂

    • miral59 pisze:

      Ja i tak nie obejrzę. Nie mam polskiej telewizji Sad Ale mam nadzieję przekażecie jak mu tam poszło Pleasure Co prawda nie znam ani znajomej, ani jej syna… ale to znajomi Kopciuszka, więc trzymam kciuki Happy-Grin Tym bardziej, że Młody był pokazywany na Wyspie i coś w sobie ma (na pewno głos i słuch muzyczny) Pleasure

  5. miral59 pisze:

    Dzień dobry i tutaj Delighted
    Ciekawe to Twoje opowiadanie Brawo! Powtórzę za Ukratkiem – do twarzy Ci z pomponikiem Happy-Grin

    • Bezetka pisze:

      Mnie wszelkie daty i liczby nudzą przeraźliwie i z tego też względu książek pana Dolatowskiego utrzymanych w statystycznym stylu używam tylko jako punktu wyjścia do bajek 😉 (ale w spisie podatków zmyslać się specjalnie nie da)
      Podziwiam go jednak za grzebanie w tych wszystkich niemieckojęzycznych na ogół dokumentach, szperanie, porównywanie…
      No i zaciekawił mnie ten wilkierz, kurczę, w solidne długi bym popadła zaczynając od samego początku, a więc i chrzest i nie słuchanie kazań… 😉

      • miral59 pisze:

        Mam pamięć do liczb i to już od dzieciństwa Pleasure Po tylu latach spędzonych tutaj, już prawie zapomniałam, ale kiedyś miałam niemal książkę telefoniczną Białegostoku w głowie Overjoy Tutaj pamiętam też całą masę cyferek. Wystarczy że raz otworzę jakiś garaż kodem i już go na bardzo długo pamiętam. Zapamiętałam też 13-cyfrowy numer swojego konta w banku i gdy wpłacam czeki nie potrzebuję ściągawki Pleasure Ale matematyka zawsze była moim ulubionym przedmiotem Happy-Grin

        • Tetryk56 pisze:

          Hihi, Miralko – też zawsze lubiłem matematykę, co w końcu zawiodło mnie na studia techniczne – ale zapamiętanie więcej niż czterech cyfr graniczy u mnie z cudem! Hihihi!

          • miral59 pisze:

            Nie żartuj Ukratku Overjoy Na pewno zapamiętasz więcej niż 4 cyfry. Ostatecznie w Polsce telefony mają więcej cyfr Wink
            A poza tym, w tabliczce mnożenia, którą jak sądzę znasz na pamięć też jest trochę więcej cyferek Happy-Grin

            • Tetryk56 pisze:

              Nie, no dobra, 10 cyfr znam – myślałem o ich kolejności w dowolnej liczbie. Wyjątki zresztą są – rozwinięcie pi znam do 6 cyfr 😉

        • Bezetka pisze:

          O matulu, podziwiam i zazdroszczę!

          • miral59 pisze:

            Co prawda nie bardzo wiem czego Thinking Bo co z tego, że pamiętam jakąś datę, skoro mam problem z dołączeniem do niej wydarzenia Wink A z nazwiskami… cieszę się, że chociaż własne pamiętam (nawet to panieńskie) Overjoy

  6. misiek pancerny pisze:

    Dlaczego mnie nie dziwi, że większość danin za przewinienia trafiła do kiesy miejscowego dobrodzieja lub opata?
    Bully
    Tekst świetny Bezetko, choć staropolszczyzna, przysparza niejakich kłopotów w odbiorze 🙂 🙂

    • miral59 pisze:

      Misiaczku, bo i dziś większość danin tam idzie Wink Ale nie wiem czy to bezpieczny temat… bo chyba o tym też się na Wyspie nie mówi Pleasure

      • misiek pancerny pisze:

        Żeby nie ta cisza wyborcza kurtka na wacie, to detalicznie bym wyłuszczył ile nas podatników kosztował klęcznikowy prezydent mojego miasta, który pechowo [dla miasta] ma braciszka prezbitera
        kurii w głowie się nie mieści. To Kościół też jest passe? 🙂 🙂

        • misiekpancerny pisze:

          • Tetryk56 pisze:

            Taka forma jałmużny nawet mi się podoba! Skądże to, Miśku, wytrzasnąłeś?

            • Max pisze:

              Za ten klejnot archiwalny masz u mnie Misiu tytuł : Wielkiego Księcia Misia Pancernego Arktyki . Gratulacje Książę . Approve

            • misiek pancerny pisze:

              Nawet nie pamiętam Tetryku, dostałem kiedyś na maila i zachowałem jako ciekawostkę, bo tekst jest świetny, obśmiałem się jak norka, kiedy wyobraziłem sobie zagłodzone na wiór siostrzyczki, raczące się beczułką piwa 🙂 🙂

              • Quackie pisze:

                Tak na pusty żołądek to się idzie urżnąć…

                • misiek pancerny pisze:

                  Musiało być wesoło 🙂

                • Quackie pisze:

                  Wesoło w żeńskim klasztorze… To brzmi jak początek kolejnej „Monachomachii”?

                  Devilish

                • misiek pancerny pisze:

                  Tu o Kraków chodzi, dziewięć klasztorów to pewnie na jednej ulicy się mieściło, baron biedaczek nie nadążał piwa warzyć dla mdlejących z głodu siostrzyczek 🙂
                  Wink

                • Quackie pisze:

                  Znalazłem taką stronę, z tym że tu się nie rozgranicza kościołów i klasztorów – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.wawel.net/koscioly.htm

                  A ile ich musiało być w całej historii miasta!

                • Quackie pisze:

                  Jestem w lekkim szoku.

                  Wyszukiwarka PKT znalazła (współcześnie) w Krakowie 111 zgromadzeń zakonnych. Nawet biorąc pod uwagę, że miasto zajmuje większy obszar niż kiedyś… http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.pkt.pl/Zgromadzenia%20zakonne/Kraków/3-1/

                • misiek pancerny pisze:

                  Geografia na pamięć? Matuśku najmilejsza, to podpada pod „Konwencję w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania”. Niezła nazwa 🙂 🙂 🙂

              • misiek pancerny pisze:

                Ps. Ten tekst Krasickiego, był dla mnie prawdziwa karą za grzechy, tylko „Pan Tadeusz” był większa udręką Weary

                • Quackie pisze:

                  Ech, bo się go tak omawia w szkole, żeby broń Boże nikomu na odcisk nie nadepnąć :/

                • misiek pancerny pisze:

                  To nawet nie o to chodzi w czasach kiedy to musiałem przerabiać z naciskiem na MUSIAŁEM, wszelkie kobyły pisane wierszem były dla mnie torturą, a ucznie się na pamięć dużych fragmentów tych kobył, było czystym sadyzmem 🙁

                • Tetryk56 pisze:

                  „Były trzy karczmy,
                  bram cztery ułomki,
                  klasztorów dziewięć
                  i gdzieniegdzie domki”
                  – czyż to nie piękny opis miasta?

                • miral59 pisze:

                  Misiaczku, ale Inwokację, to chyba wszyscy znają i każdy MUSIAŁ się tego nauczyć Overjoy Czy mu się to podobało czy nie. Uczenie się wierszy to jeszcze był pryszczyk. Bo takie rymowane, to łatwiej wchodziło do głowy, ale spróbuj nauczyć się strony, albo dwóch tekstu pisanego prozą z podręcznika geografii Wink
                  A ja miałam takie przypadki. Nasza geograficzka miała wymagania!!! Na jej lekcjach trzeba było siedzieć cichutko jak myszki i z rękami założonymi do tyłu. Każde niekontrolowane odezwanie, czy niepotrzebny gest, skutkował karą. Cały rząd musiał nauczyć się wyznaczonego przez nią tekstu. Odpytywała zawsze i nikomu się nie upiekło. Nie można było pomylić ani jednego słowa. To MUSIAŁO być wykute na blachę Wink
                  Ciekawa jestem, co dzisiaj uczniowie by na to powiedzieli i ilu z nich nauczyłoby się tego tekstu…

                • misiek pancerny pisze:

                  Trzy domki i dziewięć klasztorów [jednak dobrze zapamiętałem :)]
                  Jako po smutnej chwili, która mroczy,
                  W pierwszym świtaniu rumienią się zorze,
                  Uwiędłe ziółka wdzięczna rosa moczy
                  I rześkie kwiatki w tak przyjemnej porze,
                  Wyiskrzyły się przewielebne oczy
                  Po słodno-dzielnym wódczanym likworze.
                  Odchrząknął żwawo, niby się uśmiechnął,
                  Przymróżył oczy, nadął się i kichnął.

                • misiek pancerny pisze:

                  Drabinka się wali, moja odpowiedź pofrunęła w górę 🙂 🙂

            • Bezetka pisze:

              Ze zbiorów po baronie to i latwo mogło wypłynąć, gdy tej jałmużny za dużo dawał i spadkobiercy biurka wyprzedawali 😉

              W drugą stronę, odpowiedzi do przeoryszy to raczej nie ma szans wyciągnąć zza murów klasztornych 🙂

        • miral59 pisze:

          No właśnie nie wiem, czy też Thinking Chociaż… jest tak ściśle z polityką związany, że kto wie Wink

          • miral59 pisze:

            Jakoś dziwnie ten wpis mi poszedł Amazed Powinien być duuużo wyżej, nad perełką Misiaczka. A tak nie bardzo wiadomo o co chodzi… Worry

            • misiek pancerny pisze:

              Jeżu kolczasty! Wyjdzie na to, że nieświadomie spaliłem temat Bezetki, masakra jakaś 🙂
              Weary

              • miral59 pisze:

                Ależ to się wszystko ze sobą łączy, Misiaczku Wink Niczego nie spaliłeś Bezetce Delighted
                Przecież taki właśnie jest jej temat Overjoy

                • misiek pancerny pisze:

                  Lejesz serce na mój miód Mirelko
                  Buziaczki

                • Tetryk56 pisze:

                  Miód to domena Pszczółek Wink

                • miral59 pisze:

                  O!!! Dobry miód nie jest zły. Właśnie mój małżonek zrobił krupnik, czyli spirytus, miód i jakieś takie dodatki (trochę jakby piernikiem zalatywało). Dał mi tego spróbować (tak na dnie kieliszka)… ależ darło za gębę Amazed
                  Czy takie „serce” na Twój miód byłoby dobre? Wink

                • miral59 pisze:

                  Albo pszczelarzy, Ukratku… Wink

                • misiek pancerny pisze:

                  Poproszę Miralko… w beczułce najlepiej 🙂
                  Delicious

              • Bezetka pisze:

                Polałeś go miodkiem 🙂

                Gospodarowali w tych okolicach głównie Krzyżacy, Cystersi Oliwscy i Pelplińscy – wszyscy domagali się danin z produktów pszczelich (również w trunkach na bazie miodu). Ów Wilkierz napisał opat oliwski. O żeńskich klasztorach mało się słyszy, baby nie mogły widać rządzić i tak przymierały głodem i… pragnieniem Overjoy

    • Bezetka pisze:

      Dlatego mnie zmogła przy jakimś czwartym fragmencie, który wypisywałam i końcu wstawiłam w całości 😀 Zresztą, łatwiej czytać na raty ze zdjęć niż przewijać tak długi wpis.

      A dlaczego do kiesy opata? A kto by inny sponsorował te wszystkie świece? 😀 Ludzie grzeszyć lubią, to i zapasik się zbierał.

      • misiek pancerny pisze:

        Ręcznie przepisywałaś??? I-see-stars Fiu fiu! Twardziel z Ciebie! Samo czytanie to mordęga, ale przeczytam od dechy, do dechy bo tekst jest perełką 🙂 🙂

  7. Quackie pisze:

    Wąsko się robi. Czas iść spać, dobranoc 🙂

    Ale zanim to jeszcze coś a propos „wąsko” i poniekąd pszczółek 😉

  8. miral59 pisze:

    Drabinka się nam trochę powaliła, to odpowiem Miśkowi tutaj Happy-Grin
    Misiaczku!!! Ja Ci chętnie nie tylko beczułkę, ale i beczkę tego miodu bym podesłała Happy-Grin Tylko jak wleję w kompa, to nie wiem czy dojdzie do Ciebie w całości, bo ktoś może się podłączyć i będą straty na łączach Wink Happy-Grin

  9. Alla pisze:

    Dzień dobry, a jakże… Delighted

    • Bożena pisze:

      Dziś niestety do południa znów będzie mnie tu mało, nawet na kawkę nie mam czasu. Ale za po później sobie to wszystko odbiję i poczytam. Miłej niedzieli życzę Buziaczki

  10. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niech nowy dzień będzie słodszy, niż w dawnych czasach 🙂

    • korab1 pisze:

      Ogólnopolskie DzięDobry :)) Witam Wyspiarzy cichutko i wyborczo, dziękuję krajanowi za radę, Bezetce za podniesienie na duchu, Pancernemu za 3 minuty homeryckiego śmiechu, Miralce za receptę na zdrowe, długie i nienudne życie, oraz pozostałym za znakomite towarzystwo :)) Radosnej niedzieli i racjonalnych wyborów życzę :))

  11. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry… Wink

  12. Quackie pisze:

    Dzień dobry jako ten spóźnialski 🙂

  13. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Wstałem dziś późno, jako że wczoraj do wieczora łaziłem po lasach i bagnach Pondering
    Coś mnie podkusiło pokazać mojej ukochanej jak wygląda „bieg na orientację”. W pierwszej wersji mieliśmy ruszyć na „Darżluba” jednak (przezornie) zaczęliśmy od „Pagórków” który to bieg jest krótszy i bliżej miasta. Mimo, że krótszy to i tak zdążyłem się wytaplać w błocie a na metę przybyliśmy jako ostatnia ekipa. Ale przybyliśmy!
    Myślałem, że po takim doświadczeniu (5 godzin łażenia po lesie i taplania się w bagnach) moja ukochana obrazi się na mnie śmiertelnie, ale NIE! Happy
    Spodobało się jej i już dopytuje kiedy będzie następne INO?
    Chyba naprawdę trzeba się będzie wybrać na „Darżluba”. Tired
    Cała noc łażenia po (nieznanym) lesie z busolą… Chyba za stary jestem na takie zabawy Worry

  14. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Bezetko
    Gratuluję premiery OkOk

    Czyta się z zainteresowaniem, jest sporo informacji dotyczących dawnej wsi Pszczółki.

    Jedyna moja wątpliwość, to rozmiary łanów chłopskich, od których naliczano podatki i opłaty. Wydaje mi się, że łan przeliczeniowy to był „łan frankoński” c/a 26 ha powierzchni. Zastrzegam jednak, że mogę się mylić, bo „łan” „łanowi” nie równy Thinking

    p.s. Bardzo się cieszę, że wróciłaś do swoich tematów bo brakowało mi opowieści z Żuław Happy-Grin

    • Bezetka pisze:

      Nie będę się upierać, bo tych łanów było z parę.

      Oparłam się na tym, że zarządzali tu Krzyżacy, a do XIX wieku łan chełmiński (inaczej włóka) wynosił 17,95 ha.

      Dalsze zmiany pruskie mnie nie interesowały.

      Łan frankoński chyba gdzieś w Małopolsce obowiązywał?

      P.S. nie utożsamiam się z Żuławami, jestem Kaszubką.

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Oj tam, oj tam… Happy-Grin
        Ja też nie interesowałem się wcale Żuławami (taki płaski teren) do czasu, gdy kupiłem(liśmy) gospodarstwo w Ichwałdzie…
        Po bliższym przyjrzeniu się Żuławy bardzo zyskują na atrakcyjności… 🙂

        Zostawmy Kaszuby osobom bez wyobraźni (że tak przerobię znany cytat Marcela Proust’a)

        • Bezetka pisze:

          Cóż, wolałabym mieć to co kocham na co dzień, a nie tylko sobie wyobrażać. Tęsknię za moimi „Małymi Bieszczadami” Tears Tu nie mam lasu, nie mam jezior, nie mam uroczych pagórków, choć to zaledwie pogranicze. Jeno pola i pola i pola i… było juz o polach? A i rowy Overjoy

          • Krzysztof z Gdańska pisze:

            Ja to widzę tak:
            Rewelacyjna przyroda i fauna: całe masy roślin zielnych, do tego niesamowite widoki – wiosną całe pola na żółto (rzepak), niekiedy fioletowo (ostatnio zaczęto siać lawendę 😀 ), czasem czerwono (mak – oczywiście bez opiumowy) a niezależnie od kwitnących roślin soczysta zieleń.
            Do tego zwierzęta: płazy, gady, ptaki, ssaki (za długo by wymieniać wszystko, co widać na polach i wodach).
            I Ty chcesz to wszystko zamienić na suche pagórki na których nic nie rośnie (z wyjątkiem żyta i truskawek)? Who-s-the-man

            • Krzysztof z Gdańska pisze:

              A przyroda to dopiero początek specyfiki Żuław.
              dochodzi jeszcze historia (którą właśnie nam naszkicowałaś) Wink
              Zadziwia fakt, że bez pracy człowieka teren, o którym piszesz byłby bezludnym bagniskiem Delighted

              • Quackie pisze:

                Swego czasu w którejś z lokalnych gdańskich gazet była taka wkładka o wkładzie imigrantów z Holandii w meliorację na Żuławach, pamiętam jedną rzecz, której wówczas przyklasnąłem – ponoć byli oni w stanie przewidzieć podnoszenie się stanu wody w Wiśle (i całym systemie kanałów) do tego stopnia, że dwa razy do roku wyprowadzali bydło z obór, a woda podnosiła się tak, żeby wymyć do czysta klepiska w tychże oborach. Gruntowne sprzątanie z głowy!

                No chyba że to tylko jakiś miejski mit, oparty na opowieści o stajni Augiasza 😉

                • Bezetka pisze:

                  Krzyś zaraz Ci wytoczy działa, iż tych imigrantow się stanowczo przecenia 😉

                • Bezetka pisze:

                  http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.portel.pl/artykul.php3?i=77275

                  Polecam przy okazji wywiad ze znajomym przewodnikiem żuławskim i pasjonatem ptactwa Happy
                  Uśmiałam się troszkę, gdyż na tytuł wywiadu poleciało zdanie z najkrótszego akapitu 😉 Ot, mennonici są po prostu medialni 🙂

                • Krzysztof z Gdańska pisze:

                  Mistrzu Q
                  Jest to faktycznie „miejski mit” Who-s-the-man
                  Obory mennonickie były połączone z jeden ciąg ze stodołami i częścią mieszkalną domów, więc woda obmywająca oborę zalałaby jednocześnie stodołę i pokoje mieszkalne, mennonici tacy głupi nie byli! Happy

            • Bezetka pisze:

              Znam tylko pagórki, na których wszystko rośnie i zwierząt tam nie brakło :p A naszkicowana historia też dotyczy bardziej Kociewia i Kaszub, gdyż obejmuje zachodnią stronę linii kolejowej, na której jest ponoć granica 🙂

              Żuławy to tez gorsze drogi, mgły, wilgoć, reumatyzm 😀

              Ale to jak dyskusja, czy w wakacje jechać w góry, czy nad morze Overjoy

  15. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry 🙂
    Witam Bezetkę w pomponiku Roses-are-red
    Tekst przeczytam po powrocie. Teraz biegnę spełnić obowiązek i oddać głos 🙂 Tuż po … wyjazd do Trójmiasta 🙂
    Pięknego dnia życzę Buziaczki

  16. Quackie pisze:

    Wybywam z rodziną. Dam znać, jak wrócę.

  17. Quackie pisze:

    Daję znać 🙂 i obiad, i obywatelski obowiązek…

  18. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  19. miral59 pisze:

    Dziś chyba będzie mnie trochę mniej, bo wczoraj małżonek pracował i nie byliśmy na zakupach Distort A jeść coś trzeba…
    Muszę powiedzieć, że mam już prawie rasową zimę Worry W nocy padał śnieg i trochę wszystko pozakrywał. A że od kilku dni mamy przymrozki, to chyba się przez jakiś czas utrzyma. I sama nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy nie Thinking

  20. Bożena pisze:

    Witam późnopopołudniową porą Delighted Niestety, wcześniej nie wyrobiłam. Pleasure Ten weekend był naprawdę obfitujący w spotkania Happy

  21. Quackie pisze:

    Idę, proszę Państwa, pokręcić sobie nieco.

  22. Bożena pisze:

    Dobranoc

    Panie też oczywiście 😉

  23. Tetryk56 pisze:

    A ja się dziś już napracowałem i idę spać przed dobranocką 🙂

  24. Bezetka pisze:

    Nutka z piątkowego wieczorku poetyckiego przy pieczonych jabłkach…

  25. Quackie pisze:

    Jeny, te wybory. Człowiek szuka jakichś informacji i ani się obejrzy, a tu pora na dobranoc.

    Dzisiaj zmiana literki na kolejną, czyli „U”. I Włochy. I Francesco Usper – kompozytor i organista, urodzony w (obecnie chorwackim) Rovinju, czyli (kiedyś weneckim) Rovigno, właściwie nazywający się Sponga (czyli prawie jak „Gąbka” – hip hip hurra, mamy krewnego profesora Baltazara Gąbki!). Przez całe życie mieszkał w Wenecji i tam też tworzył, przede wszystkim muzykę sakralną dla bractwa Św. Jana Ewangelisty.

    Dzisiaj na Wyspie stosownie do okazji – ponieważ wybory to prawdziwa bitwa, na dobranoc „Bataglia” Uspera. Dość konserwatywna, ale zdecydowanie zbyt monumentalna jak na utwór renesansowy. Zarazem chyba wystarczająco spokojna, żeby nie rozbudzić… zbytnio.

    Snów o wygranej. Np. w Lotto 🙂

    • bezetka pisze:

      Batalia? Jak się zamknie oczy… Pierwsze półtora minuty to jak wybiec wiosną na żuławskie pola – słoneczko, zieleń, lekkość, pląsy,ptaszki świergolą, a potem wpada się w pierwszy rów i zaczyna się wyrzekanie i lamenty i tłumaczenie się mamie;)

      Łagodne wojenki mieli :))

  26. Wiedźma pisze:

    Spokojnych snów….

  27. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nowy tydzień mamy… Cały!

  28. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Padam na tak zwany dziób, czyli z godnością udaję się na spoczynek Spanko U mnie poniedziałek za pół godziny Delighted
    Dziś byliśmy w trzech sklepach i to mnie wykończyło Tired Nawet nie powiem ile wydaliśmy kasy Amazed Ale jak się kończy cała masa różnych rzeczy (niezbędnych w domu), to i trzeba trochę wydać… Nie znoszę tego łażenia po sklepach Mad I to nie dlatego, że trzeba wydawać… W Targecie (to taki duży sklep ze wszystkim; tak zwane mydło i powidło), na kasie siedziała Murzynka. Niech ich jasny gwint!!! Tak gadała, że ani moje szczęście ślubne, ani ja, nie mogliśmy jej zrozumieć. Czy nie mogliby do tych sklepów zatrudniać ludzi, którzy mówią normalnym, angielskim językiem?!!! Ostatecznie chodziłam tu kilka lat do szkoły, głównie po to, żeby się tego angliczańskiego nauczyć. Z tym, że uczyli nas amerykańskiego języka, a nie „Black English” Angry

  29. miral59 pisze:

    Miłego dnia życzę Buziaczki
    I spadam na górę Spanko

  30. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kawa dzisiaj pojedyńczo? Kawa2

  31. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Może z lekkim poślizgiem, ale za to kawa mocniejsza niż zwykle.

  32. Quackie pisze:

    Po 9:00, czas się brać do pracy. Dzisiaj prawdopodobnie poza domem, więc na Wyspę wejdę, jak wrócę…

  33. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Poniedziałek!
    Distort

  34. miral59 pisze:

    Mroźne i słoneczne dzień dobry Happy-Grin
    Jak na razie jest tak ok. -10C, ale ma się ocieplić Happy-Grin
    Do -6C, czyli niemal tropiki będą Wink W nocy spadnie do -12C, a przynajmniej tak zapowiadają…
    Śnieg już zlazł, czyli ziemia nie była tak schłodzona, jak mi się wydawało Pleasure A może po prostu tego śniegu było za mało? Co wcale nie znaczy, że tęsknię do śnieżycy Wink

    • Bożena pisze:

      A niedawno mieliście tak ciepło, że w sandałach chodziłaś Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Niestety tak tu jest. Jednego dnia żar się leje z nieba, a już następnego zamarznąć można Pleasure
        A wszystko dlatego, że Illinois to równiny. Nie ma potężnych gór, które by zatrzymały wiatry i stabilizowały pogodę. I tak właśnie mamy. W zależności z której strony ten wiatr zawieje, to albo się roztapiamy, albo domarzamy Wink Najgorzej jak dwa te fronty się spotkają… Zaczyna się powietrzna przepychanka i powstają tornada Amazed W zależności jak silne są te fronty, tak silne są te tornada. Dobrze, że na tym terenie nie latają naprawdę silne. Jedynie mniej więcej takie jak w Polsce. Same „jedynki” i „dwójki”, do rzadkości należą „trójki”. Bardziej na południe wieje mocniej i nawet „piątki” się zdarzają. Całe szczęście rzadko… Bo rozległość i siła tego najgroźniejszego z tornad jest porażająca Amazed

  35. miral59 pisze:

    Muszę w końcu wybrać się do pracy Sad
    Ale tak mi się chce, jak psu kija gryźć Distort
    Miłego poniedziałkowego popołudnia życzę Buziaczki

  36. Bożena pisze:

    Co tu tak cicho?! Wyspa stała się bezludna, czy co? Amazed

  37. Tetryk56 pisze:

    I ja już jestem (ukradkiem, oczywista 😉 )

  38. Bożena pisze:

    Czy ma ktoś pomysła na nową wycieraczkę? Może jakieś harpie czy cóś? Wink1

  39. Quackie pisze:

    Ponieważ wyżej jeszcze mało komentarzy, dobranocka dzisiaj piętro niżej.

    Marco Uccellini – włoski skrzypek i kompozytor – urodził się w Forlimpoli, uczył w Asyżu i był kapelmistrzem katedry w Modenie, a potem – dworu książąt Farnese.

    Komponował u książąt opery i balety, ale z tej twórczości nic się nie zachowało. Zachowały się natomiast sonaty na skrzypce i basso continuo, charakteryzujące się zmianami tempa i melodii w poszczególnych częściach.

    Dzisiaj na Wyspie jedna z nich, sonata „La Prosperina”. Zaczyna się refleksyjnie, ale potem jest już różnie i faktycznie zmiennie. No to co – oklaski na koniec? 😉

    Snów równie zmiennych i kończących się takimiż owacjami!

  40. Wiedźma pisze:

    Dobranoc…. a kaganek czeka na chętne ręce 🙂

Skomentuj Bożena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)