Miało być o podatkach, ale zaanonsowałam przedwcześnie, bowiem dokument zapowiedziany nie był spisem podatków, a spisem grzywien, na wypadek gdyby się mieszkańcy źle mieli prowadzić 🙂
Ale skoro podatki, to tak pokrótce:
Do 1335 roku osadnicy przynajmniej teoretycznie mieli labę, gdyż dopiero wówczas z woli wielkiego mistrza krzyżackiego Dietricha von Altenburg nastał Straszny Dzień i nadano „sławnemu mężowi Heymfriedowi”, kimkolwiek by nie był, wieś później zwaną Pszczółkami, a wówczas jeszcze Hohenstein – co słusznie lub nie, tłumaczone jest jako Wysoki Kamień. Facet został mianowany sołtysem, otrzymał za darmochę 10 łanów (łan to tamtejsze ok 18 hektarów) i 3 fenigi (nie znam przelicznika na dzisiejsze) za sędziowanie w sporach lokalnych.
No i zaczęło się. Osadników oczynszowano i corocznie, na świętego Marcina, musieli płacić 1 pruską markę od łana, do tego dziesięcina pieniężna w wysokości ok 198 gram srebra dla biskupa oraz dziesięcina dla plebana w parafii, bo przecież nie może być gorszy. Fizycznie byli też zobowiązani do utrzymania i konserwacji kanałów, rowów (przypominam, iż to granica Żuław) oraz rzeki Bielawki. Rzeka Bielawka to takie coś, po czym ponoć można było przed wiekami pływać łodzią, a dziś idąc do pracy na skróty, przełażę nad tym jednym krokiem. No, takim wyciągniętym.
Wiek później wiele się nie zmieniło, sołtys tylko oddawał już ze swych zysków urzędniczych 21 monet, zwanych skotami, młynarz płacił 5 marek czynszu, a karczmarz 2 marki (lepiej było poić niż żywić). Krzyżacy lubowali się ponoć w zawłaszczeniach majątków i dziedzictw, bowiem na zjeździe stanów pruskich w (nie)pobliskim Kwidzynie składano skargi i zażalenia na postępowanie krzyżackich urzędników i był to jeden z elementów, z których wynikła potem wojna 13-letnia.
Po wojnie, Pszczółki stały się własnością miasta Gdańska jako wieś królewska – i tak w trzecim wieku od tego Strasznego Dnia liczyła 33 łany, z czego 3 sołtysowe. Królewska kontrybucja wynosiła 25 florenów i 24 grosze – w tym 20 groszy od łanu, czopowe (odpowiednik akcyzy) to 1 floren i 20 groszy, plus od siedmiu zagrodników po 4 grosze, rzemieślnik płacił 6 groszy, a karczma 20 groszy.
W XVII wieku zaś, na tym samym obszarze, odpadł zysk z karczmy zniszczonej w wojnie polsko-szwedzkiej, lecz nadal było 10 gospodarzy, z których można było zdzierać po 25 florenow od każdego posiadanego łanu. Trzech zagrodników płaciło nieco mniej (razem do kasy królewskiej szło 750 florenów). Oprócz tego po 15 gęsi i 20 kur dla włodarza. Dla porównania, dozorca wiejski otrzymywał za swą pracę 40 florenów. Oczywiście, by kondycja nie podupadła, gospodarze zasuwali gratis w majątku w sąsiednich Żelisławkach – to tak w ramach pańszczyzny. Ale poskarżyli się do króla i tenże wspaniałomyślnie zwolnił ich z dodatkowych robót fizycznych.
A w galerii Wilkierz, puszczony w obieg na spotkaniu autorskim i sfotkowany na kolanie do późniejszego przeczytania.
Dane pochodzą z książki pana D. Dolatowskiego Zarys dziejów gminy Pszczółki od czasów najdawniejszych do 1945 roku, Wilkierz to także z jego zbiorów, a wtrącenia i przeinaczenia własne :p



















Tym razem wypada zachować minimum kultury: dobry wieczór
Z przyjemnością witam oczekiwany debiut Bezetki!
Tekst interesujący, choć do wyciągnięcia wniosków trzba się trochę nagłowić.
Do twarzy ci z pomponikiem
No niestety, nie jestem historykiem i nie wiem jakie to było przeliczenie, ile trzeba było pracować za darmo – to, że dużo ciężej, to słowa wspomnianego autora, który obliczył analogicznie okolice Suwałk, gdzie obecnie mieszka 🙂
Dobry wieczór na tym piętrze
Będzie dużo do czytania, ale to już nie dzisiaj. Jestem zmęczona i się pożegnam. Jutro świeżymi siłami od rana sobie poczytam 

Dobranoc
No i też powtórzę za Ukratkiem – do twarzy Ci w tym pomponiku, Bezetko
Tych sił to tak sporo potrzeba, dobrej nocy 🙂
Dobry wieczór. A czy na ten przykład coś o Maleninie szanowna Autorka wie, w podobnym stylu co o Pszczółkach czy Żelisławkach?
Ani trochę 🙂 Jeszcze tam nawet nie dotarłam inaczej niż przelotem – jest coś wartego uwagi, typu klimatyczne ruinki, gdzie się sypie na głowę? 😀
Nawet nie wiem, co tam teraz jest. Myślałem tylko, że może coś Ci się nasunęło, bo dziadkowie małżonki tam gospodarowali 😉
Emocjonalnie przez długie lata związana byłam z gminami Przywidz i Kolbudy, obecne okolice w zasadzie dopiero poznaję. Tak po drodze i przy okazji 🙂
Dzień dobry
Malenin jest wart odwiedzenia ze względu na hotel z minigolfem. Ciekawe miejsce i ciekawy właściciel. Warto obejrzeć w holu głównym galerię zdjęć zrobionych gościom hotelowym.
Kiedyś był tam folwark (?) z dworem, jednak będąc tam ostatnio (c/a 13 lat temu) nie widziałem śladów owego dworu 🙁
Najstarszy kuzyn mojej żony jeszcze orał na tym folwarku (dosłownie, oczywiście pługiem zaprzężonym w konia). Szkoda, że nie ma śladów 🙁
Być może nie znalazłem śladów, bo nie szukałem.

Byłem w Maleninie w konkretnym celu – miałem wręczyć książkę telefoniczną właścicielowi hotelu (najlepiej do rąk własnych), przy okazji powręczać książki tel. wszystkim właścicielom firm z miejscowości. Wręczyłem książkę, pokręciłem się po okolicy, dworu nie znalazłem, ale samo ukształtowanie wsi sugerowało, że dwór powinien tam być (być może w miejscu hotelu)
Jest tam jeszcze coś takiego jak „Jabłoniowy Dworek”, więc może tam? Chyba trzeba by spytać tych kuzynów…
Uwaga, czas podziwiać wokalnie syna znajomej Kopciuszka 😉
Program się chyba zaczyna 🙂
Ja i tak nie obejrzę. Nie mam polskiej telewizji
Ale mam nadzieję przekażecie jak mu tam poszło
Co prawda nie znam ani znajomej, ani jej syna… ale to znajomi Kopciuszka, więc trzymam kciuki
Tym bardziej, że Młody był pokazywany na Wyspie i coś w sobie ma (na pewno głos i słuch muzyczny) 
Przeszedł 😉
Przeszedł
i taki był też tytuł utworu jaki zaśpiewał 

Jezuuuu jak się cieszę
Dziękuję za pamięć i kciuki na pewno pomogły
Na dźwięk tej piosenki to nawet mąż się zainteresował (fan Janerki) i bynajmniej nie zgłaszał uwag 😀
Dzień dobry i tutaj
Powtórzę za Ukratkiem – do twarzy Ci z pomponikiem 
Ciekawe to Twoje opowiadanie
Mnie wszelkie daty i liczby nudzą przeraźliwie i z tego też względu książek pana Dolatowskiego utrzymanych w statystycznym stylu używam tylko jako punktu wyjścia do bajek 😉 (ale w spisie podatków zmyslać się specjalnie nie da)
Podziwiam go jednak za grzebanie w tych wszystkich niemieckojęzycznych na ogół dokumentach, szperanie, porównywanie…
No i zaciekawił mnie ten wilkierz, kurczę, w solidne długi bym popadła zaczynając od samego początku, a więc i chrzest i nie słuchanie kazań… 😉
Mam pamięć do liczb i to już od dzieciństwa
Po tylu latach spędzonych tutaj, już prawie zapomniałam, ale kiedyś miałam niemal książkę telefoniczną Białegostoku w głowie
Tutaj pamiętam też całą masę cyferek. Wystarczy że raz otworzę jakiś garaż kodem i już go na bardzo długo pamiętam. Zapamiętałam też 13-cyfrowy numer swojego konta w banku i gdy wpłacam czeki nie potrzebuję ściągawki
Ale matematyka zawsze była moim ulubionym przedmiotem 
Hihi, Miralko – też zawsze lubiłem matematykę, co w końcu zawiodło mnie na studia techniczne – ale zapamiętanie więcej niż czterech cyfr graniczy u mnie z cudem!
Nie żartuj Ukratku
Na pewno zapamiętasz więcej niż 4 cyfry. Ostatecznie w Polsce telefony mają więcej cyfr 

A poza tym, w tabliczce mnożenia, którą jak sądzę znasz na pamięć też jest trochę więcej cyferek
Nie, no dobra, 10 cyfr znam – myślałem o ich kolejności w dowolnej liczbie. Wyjątki zresztą są – rozwinięcie pi znam do 6 cyfr 😉
O matulu, podziwiam i zazdroszczę!
Co prawda nie bardzo wiem czego
Bo co z tego, że pamiętam jakąś datę, skoro mam problem z dołączeniem do niej wydarzenia
A z nazwiskami… cieszę się, że chociaż własne pamiętam (nawet to panieńskie) 
Dlaczego mnie nie dziwi, że większość danin za przewinienia trafiła do kiesy miejscowego dobrodzieja lub opata?

Tekst świetny Bezetko, choć staropolszczyzna, przysparza niejakich kłopotów w odbiorze 🙂 🙂
Misiaczku, bo i dziś większość danin tam idzie
Ale nie wiem czy to bezpieczny temat… bo chyba o tym też się na Wyspie nie mówi 
Żeby nie ta cisza wyborcza kurtka na wacie, to detalicznie bym wyłuszczył ile nas podatników kosztował klęcznikowy prezydent mojego miasta, który pechowo [dla miasta] ma braciszka prezbitera
kurii w głowie się nie mieści. To Kościół też jest passe? 🙂 🙂
Taka forma jałmużny nawet mi się podoba! Skądże to, Miśku, wytrzasnąłeś?
Za ten klejnot archiwalny masz u mnie Misiu tytuł : Wielkiego Księcia Misia Pancernego Arktyki . Gratulacje Książę .
Zbytek łaski Max, ja prosty hrabia jestem kudy mi tam na xiążęce salony, musiałbym gumiaki pastować 🙂 🙂
Do pastowania gumiaków ,będziesz miał dwóch Fajfusów z Urzędu Marszałkowskiego . Nie droż się .
A lektykę służbową dostanę? 🙂 🙂
Nawet nie pamiętam Tetryku, dostałem kiedyś na maila i zachowałem jako ciekawostkę, bo tekst jest świetny, obśmiałem się jak norka, kiedy wyobraziłem sobie zagłodzone na wiór siostrzyczki, raczące się beczułką piwa 🙂 🙂
Tak na pusty żołądek to się idzie urżnąć…
Musiało być wesoło 🙂
Wesoło w żeńskim klasztorze… To brzmi jak początek kolejnej „Monachomachii”?
Tu o Kraków chodzi, dziewięć klasztorów to pewnie na jednej ulicy się mieściło, baron biedaczek nie nadążał piwa warzyć dla mdlejących z głodu siostrzyczek 🙂

Znalazłem taką stronę, z tym że tu się nie rozgranicza kościołów i klasztorów – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.wawel.net/koscioly.htm
A ile ich musiało być w całej historii miasta!
Jestem w lekkim szoku.
Wyszukiwarka PKT znalazła (współcześnie) w Krakowie 111 zgromadzeń zakonnych. Nawet biorąc pod uwagę, że miasto zajmuje większy obszar niż kiedyś… http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.pkt.pl/Zgromadzenia%20zakonne/Kraków/3-1/
Geografia na pamięć? Matuśku najmilejsza, to podpada pod „Konwencję w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania”. Niezła nazwa 🙂 🙂 🙂
Ps. Ten tekst Krasickiego, był dla mnie prawdziwa karą za grzechy, tylko „Pan Tadeusz” był większa udręką
Ech, bo się go tak omawia w szkole, żeby broń Boże nikomu na odcisk nie nadepnąć :/
To nawet nie o to chodzi w czasach kiedy to musiałem przerabiać z naciskiem na MUSIAŁEM, wszelkie kobyły pisane wierszem były dla mnie torturą, a ucznie się na pamięć dużych fragmentów tych kobył, było czystym sadyzmem 🙁
„Były trzy karczmy,
bram cztery ułomki,
klasztorów dziewięć
i gdzieniegdzie domki”
– czyż to nie piękny opis miasta?
Misiaczku, ale Inwokację, to chyba wszyscy znają i każdy MUSIAŁ się tego nauczyć
Czy mu się to podobało czy nie. Uczenie się wierszy to jeszcze był pryszczyk. Bo takie rymowane, to łatwiej wchodziło do głowy, ale spróbuj nauczyć się strony, albo dwóch tekstu pisanego prozą z podręcznika geografii 

A ja miałam takie przypadki. Nasza geograficzka miała wymagania!!! Na jej lekcjach trzeba było siedzieć cichutko jak myszki i z rękami założonymi do tyłu. Każde niekontrolowane odezwanie, czy niepotrzebny gest, skutkował karą. Cały rząd musiał nauczyć się wyznaczonego przez nią tekstu. Odpytywała zawsze i nikomu się nie upiekło. Nie można było pomylić ani jednego słowa. To MUSIAŁO być wykute na blachę
Ciekawa jestem, co dzisiaj uczniowie by na to powiedzieli i ilu z nich nauczyłoby się tego tekstu…
Trzy domki i dziewięć klasztorów [jednak dobrze zapamiętałem :)]
Jako po smutnej chwili, która mroczy,
W pierwszym świtaniu rumienią się zorze,
Uwiędłe ziółka wdzięczna rosa moczy
I rześkie kwiatki w tak przyjemnej porze,
Wyiskrzyły się przewielebne oczy
Po słodno-dzielnym wódczanym likworze.
Odchrząknął żwawo, niby się uśmiechnął,
Przymróżył oczy, nadął się i kichnął.
Drabinka się wali, moja odpowiedź pofrunęła w górę 🙂 🙂
Ze zbiorów po baronie to i latwo mogło wypłynąć, gdy tej jałmużny za dużo dawał i spadkobiercy biurka wyprzedawali 😉
W drugą stronę, odpowiedzi do przeoryszy to raczej nie ma szans wyciągnąć zza murów klasztornych 🙂
No właśnie nie wiem, czy też
Chociaż… jest tak ściśle z polityką związany, że kto wie 
Jakoś dziwnie ten wpis mi poszedł
Powinien być duuużo wyżej, nad perełką Misiaczka. A tak nie bardzo wiadomo o co chodzi… 
Jeżu kolczasty! Wyjdzie na to, że nieświadomie spaliłem temat Bezetki, masakra jakaś 🙂

Ależ to się wszystko ze sobą łączy, Misiaczku
Niczego nie spaliłeś Bezetce 

Przecież taki właśnie jest jej temat
Lejesz serce na mój miód Mirelko

Miód to domena Pszczółek
O!!! Dobry miód nie jest zły. Właśnie mój małżonek zrobił krupnik, czyli spirytus, miód i jakieś takie dodatki (trochę jakby piernikiem zalatywało). Dał mi tego spróbować (tak na dnie kieliszka)… ależ darło za gębę

Czy takie „serce” na Twój miód byłoby dobre?
Albo pszczelarzy, Ukratku…
Poproszę Miralko… w beczułce najlepiej 🙂

Polałeś go miodkiem 🙂
Gospodarowali w tych okolicach głównie Krzyżacy, Cystersi Oliwscy i Pelplińscy – wszyscy domagali się danin z produktów pszczelich (również w trunkach na bazie miodu). Ów Wilkierz napisał opat oliwski. O żeńskich klasztorach mało się słyszy, baby nie mogły widać rządzić i tak przymierały głodem i… pragnieniem
Dlatego mnie zmogła przy jakimś czwartym fragmencie, który wypisywałam i końcu wstawiłam w całości 😀 Zresztą, łatwiej czytać na raty ze zdjęć niż przewijać tak długi wpis.
A dlaczego do kiesy opata? A kto by inny sponsorował te wszystkie świece? 😀 Ludzie grzeszyć lubią, to i zapasik się zbierał.
Ręcznie przepisywałaś???
Fiu fiu! Twardziel z Ciebie! Samo czytanie to mordęga, ale przeczytam od dechy, do dechy bo tekst jest perełką 🙂 🙂
Wąsko się robi. Czas iść spać, dobranoc 🙂
Ale zanim to jeszcze coś a propos „wąsko” i poniekąd pszczółek 😉
Coś jak poziomka i pionka
To chyba do tego powinien być średszeń, czyli coś pomiędzy szerszeniem i węszeniem

Czyli muszą być trzy!!!
Tak jak pomiędzy poziomką i pionką powinna być ukoska
Albowiem są trzy stany skupienia: ciekły, stały i… galaretka!!!
A może „śreszeń”, a nie „średszeń”?

Nigdy nie byłam mocna z j. polskiego…
Drabinka się nam trochę powaliła, to odpowiem Miśkowi tutaj
Tylko jak wleję w kompa, to nie wiem czy dojdzie do Ciebie w całości, bo ktoś może się podłączyć i będą straty na łączach

Misiaczku!!! Ja Ci chętnie nie tylko beczułkę, ale i beczkę tego miodu bym podesłała
Dzień dobry
Dzień dobry, a jakże…
Dziś niestety do południa znów będzie mnie tu mało, nawet na kawkę nie mam czasu. Ale za po później sobie to wszystko odbiję i poczytam. Miłej niedzieli życzę
Witajcie!
Niech nowy dzień będzie słodszy, niż w dawnych czasach 🙂
Ogólnopolskie DzięDobry :)) Witam Wyspiarzy cichutko i wyborczo, dziękuję krajanowi za radę, Bezetce za podniesienie na duchu, Pancernemu za 3 minuty homeryckiego śmiechu, Miralce za receptę na zdrowe, długie i nienudne życie, oraz pozostałym za znakomite towarzystwo :)) Radosnej niedzieli i racjonalnych wyborów życzę :))
Dzień dobry…
To ja też dzień dobry 🙂 🙂
Dzień dobry jako ten spóźnialski 🙂
Dzień dobry




Wstałem dziś późno, jako że wczoraj do wieczora łaziłem po lasach i bagnach
Coś mnie podkusiło pokazać mojej ukochanej jak wygląda „bieg na orientację”. W pierwszej wersji mieliśmy ruszyć na „Darżluba” jednak (przezornie) zaczęliśmy od „Pagórków” który to bieg jest krótszy i bliżej miasta. Mimo, że krótszy to i tak zdążyłem się wytaplać w błocie a na metę przybyliśmy jako ostatnia ekipa. Ale przybyliśmy!
Myślałem, że po takim doświadczeniu (5 godzin łażenia po lesie i taplania się w bagnach) moja ukochana obrazi się na mnie śmiertelnie, ale NIE!
Spodobało się jej i już dopytuje kiedy będzie następne INO?
Chyba naprawdę trzeba się będzie wybrać na „Darżluba”.
Cała noc łażenia po (nieznanym) lesie z busolą… Chyba za stary jestem na takie zabawy
Bezetko
Gratuluję premiery
Czyta się z zainteresowaniem, jest sporo informacji dotyczących dawnej wsi Pszczółki.
Jedyna moja wątpliwość, to rozmiary łanów chłopskich, od których naliczano podatki i opłaty. Wydaje mi się, że łan przeliczeniowy to był „łan frankoński” c/a 26 ha powierzchni. Zastrzegam jednak, że mogę się mylić, bo „łan” „łanowi” nie równy
p.s. Bardzo się cieszę, że wróciłaś do swoich tematów bo brakowało mi opowieści z Żuław
Nie będę się upierać, bo tych łanów było z parę.
Oparłam się na tym, że zarządzali tu Krzyżacy, a do XIX wieku łan chełmiński (inaczej włóka) wynosił 17,95 ha.
Dalsze zmiany pruskie mnie nie interesowały.
Łan frankoński chyba gdzieś w Małopolsce obowiązywał?
P.S. nie utożsamiam się z Żuławami, jestem Kaszubką.
Oj tam, oj tam…
Ja też nie interesowałem się wcale Żuławami (taki płaski teren) do czasu, gdy kupiłem(liśmy) gospodarstwo w Ichwałdzie…
Po bliższym przyjrzeniu się Żuławy bardzo zyskują na atrakcyjności… 🙂
Zostawmy Kaszuby osobom bez wyobraźni (że tak przerobię znany cytat Marcela Proust’a)
Cóż, wolałabym mieć to co kocham na co dzień, a nie tylko sobie wyobrażać. Tęsknię za moimi „Małymi Bieszczadami”
Tu nie mam lasu, nie mam jezior, nie mam uroczych pagórków, choć to zaledwie pogranicze. Jeno pola i pola i pola i… było juz o polach? A i rowy 
Ja to widzę tak:
Rewelacyjna przyroda i fauna: całe masy roślin zielnych, do tego niesamowite widoki – wiosną całe pola na żółto (rzepak), niekiedy fioletowo (ostatnio zaczęto siać lawendę 😀 ), czasem czerwono (mak – oczywiście bez opiumowy) a niezależnie od kwitnących roślin soczysta zieleń.
Do tego zwierzęta: płazy, gady, ptaki, ssaki (za długo by wymieniać wszystko, co widać na polach i wodach).
I Ty chcesz to wszystko zamienić na suche pagórki na których nic nie rośnie (z wyjątkiem żyta i truskawek)?
A przyroda to dopiero początek specyfiki Żuław.

dochodzi jeszcze historia (którą właśnie nam naszkicowałaś)
Zadziwia fakt, że bez pracy człowieka teren, o którym piszesz byłby bezludnym bagniskiem
Swego czasu w którejś z lokalnych gdańskich gazet była taka wkładka o wkładzie imigrantów z Holandii w meliorację na Żuławach, pamiętam jedną rzecz, której wówczas przyklasnąłem – ponoć byli oni w stanie przewidzieć podnoszenie się stanu wody w Wiśle (i całym systemie kanałów) do tego stopnia, że dwa razy do roku wyprowadzali bydło z obór, a woda podnosiła się tak, żeby wymyć do czysta klepiska w tychże oborach. Gruntowne sprzątanie z głowy!
No chyba że to tylko jakiś miejski mit, oparty na opowieści o stajni Augiasza 😉
Krzyś zaraz Ci wytoczy działa, iż tych imigrantow się stanowczo przecenia 😉
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.portel.pl/artykul.php3?i=77275
Polecam przy okazji wywiad ze znajomym przewodnikiem żuławskim i pasjonatem ptactwa
Uśmiałam się troszkę, gdyż na tytuł wywiadu poleciało zdanie z najkrótszego akapitu 😉 Ot, mennonici są po prostu medialni 🙂
Mistrzu Q

Jest to faktycznie „miejski mit”
Obory mennonickie były połączone z jeden ciąg ze stodołami i częścią mieszkalną domów, więc woda obmywająca oborę zalałaby jednocześnie stodołę i pokoje mieszkalne, mennonici tacy głupi nie byli!
Znam tylko pagórki, na których wszystko rośnie i zwierząt tam nie brakło :p A naszkicowana historia też dotyczy bardziej Kociewia i Kaszub, gdyż obejmuje zachodnią stronę linii kolejowej, na której jest ponoć granica 🙂
Żuławy to tez gorsze drogi, mgły, wilgoć, reumatyzm 😀
Ale to jak dyskusja, czy w wakacje jechać w góry, czy nad morze
Dzień dobry 🙂

Witam Bezetkę w pomponiku
Tekst przeczytam po powrocie. Teraz biegnę spełnić obowiązek i oddać głos 🙂 Tuż po … wyjazd do Trójmiasta 🙂
Pięknego dnia życzę
Wybywam z rodziną. Dam znać, jak wrócę.
Daję znać 🙂 i obiad, i obywatelski obowiązek…
To jak i ja… 😉
Dzień dobry
Dobry!
Dziś chyba będzie mnie trochę mniej, bo wczoraj małżonek pracował i nie byliśmy na zakupach
A jeść coś trzeba…
W nocy padał śnieg i trochę wszystko pozakrywał. A że od kilku dni mamy przymrozki, to chyba się przez jakiś czas utrzyma. I sama nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy nie 
Muszę powiedzieć, że mam już prawie rasową zimę
Zawsze lepiej cieszyć się, niż martwić!
Też jestem raczej za cieszeniem się! 😀
Pewnie, lepiej skakać niż płakać
Witam późnopopołudniową porą
Niestety, wcześniej nie wyrobiłam.
Ten weekend był naprawdę obfitujący w spotkania 
Nam się może aż tyle spotkań nie zdarzyło, ale te, które były, były bardzo miłe 🙂
Moje też
Idę, proszę Państwa, pokręcić sobie nieco.
I jak ci ten rower piszczy, to paskudy z szafy uciekają?
Piskudy uciekają wyłącznie, gdy się na nie paszczy :))
Po godzinie ze wzrastającym obciążeniem to raczej ja piszczę niż rower 😉 mam nadzieję, że paskudy uciekną, jak zobaczą mnie spoconego i czerwonego po zejściu!
Ja bym Ci radziła jednak nie schodzić 😉 Przedwczesnie 😀
Na razie się nie wybieram 😉 ale towarzystwo po Tamtej Stronie robi się coraz bardziej doborowe…
Ale tam nie ma kalorii, nie ma wyzwań 😉
Dobranoc
Panie też oczywiście 😉
Dobrze, że i dopisek jest 🙂
dobranoc
Jakże by inaczej
A ja się dziś już napracowałem i idę spać przed dobranocką 🙂
Nutka z piątkowego wieczorku poetyckiego przy pieczonych jabłkach…
Jeny, te wybory. Człowiek szuka jakichś informacji i ani się obejrzy, a tu pora na dobranoc.
Dzisiaj zmiana literki na kolejną, czyli „U”. I Włochy. I Francesco Usper – kompozytor i organista, urodzony w (obecnie chorwackim) Rovinju, czyli (kiedyś weneckim) Rovigno, właściwie nazywający się Sponga (czyli prawie jak „Gąbka” – hip hip hurra, mamy krewnego profesora Baltazara Gąbki!). Przez całe życie mieszkał w Wenecji i tam też tworzył, przede wszystkim muzykę sakralną dla bractwa Św. Jana Ewangelisty.
Dzisiaj na Wyspie stosownie do okazji – ponieważ wybory to prawdziwa bitwa, na dobranoc „Bataglia” Uspera. Dość konserwatywna, ale zdecydowanie zbyt monumentalna jak na utwór renesansowy. Zarazem chyba wystarczająco spokojna, żeby nie rozbudzić… zbytnio.
Snów o wygranej. Np. w Lotto 🙂
Batalia? Jak się zamknie oczy… Pierwsze półtora minuty to jak wybiec wiosną na żuławskie pola – słoneczko, zieleń, lekkość, pląsy,ptaszki świergolą, a potem wpada się w pierwszy rów i zaczyna się wyrzekanie i lamenty i tłumaczenie się mamie;)
Łagodne wojenki mieli :))
Spokojnych snów….

Dzień dobry
Nowy tydzień mamy… Cały!
Dzień dobry
U mnie poniedziałek za pół godziny 
Nawet nie powiem ile wydaliśmy kasy
Ale jak się kończy cała masa różnych rzeczy (niezbędnych w domu), to i trzeba trochę wydać… Nie znoszę tego łażenia po sklepach
I to nie dlatego, że trzeba wydawać… W Targecie (to taki duży sklep ze wszystkim; tak zwane mydło i powidło), na kasie siedziała Murzynka. Niech ich jasny gwint!!! Tak gadała, że ani moje szczęście ślubne, ani ja, nie mogliśmy jej zrozumieć. Czy nie mogliby do tych sklepów zatrudniać ludzi, którzy mówią normalnym, angielskim językiem?!!! Ostatecznie chodziłam tu kilka lat do szkoły, głównie po to, żeby się tego angliczańskiego nauczyć. Z tym, że uczyli nas amerykańskiego języka, a nie „Black English” 
Padam na tak zwany dziób, czyli z godnością udaję się na spoczynek
Dziś byliśmy w trzech sklepach i to mnie wykończyło
Miłego dnia życzę

I spadam na górę
Witajcie!
Kawa dzisiaj pojedyńczo?
Dzień dobry! Może z lekkim poślizgiem, ale za to kawa mocniejsza niż zwykle.
Ejże, zupełnie zapomniałam o kawie
Pewnie jeszcze się dobrze nie obudziłam 
Już zasuwam z moją…
Dla mnie rano kawa jest pierwszą i jedyną myślą… Wszystkie inne przychodzą do głowy dopiero jak kawa zostanie wypita i zacznie działać 🙂
Ja się zajęłam innymi sprawami i jednak zapomniałam. Po weekendzie jestem wybita z rytmu
Hihi, jakbym zapomniał o kawie, to bym jeszcze spał 😀
Ja sobie nie muszę podnosić ciśnienia, wręcz odwrotnie. Wczoraj pierwszą kawę piłam po 11,00. Ale to nie znaczy, że nie lubię kawy. Chciałam tylko ją wypić w towarzystwie gościa. 😀
Po 9:00, czas się brać do pracy. Dzisiaj prawdopodobnie poza domem, więc na Wyspę wejdę, jak wrócę…
Miłego więc dnia życzę
Dzień dobry 🙂 Poniedziałek!

Witaj Miśku 😉 Jutro już wtorek i prędko minie ten tydzień.

Nie lubisz poniedziałków „kurka wodna”?
Mroźne i słoneczne dzień dobry

W nocy spadnie do -12C, a przynajmniej tak zapowiadają…
A może po prostu tego śniegu było za mało? Co wcale nie znaczy, że tęsknię do śnieżycy 
Jak na razie jest tak ok. -10C, ale ma się ocieplić
Do -6C, czyli niemal tropiki będą
Śnieg już zlazł, czyli ziemia nie była tak schłodzona, jak mi się wydawało
A niedawno mieliście tak ciepło, że w sandałach chodziłaś
Niestety tak tu jest. Jednego dnia żar się leje z nieba, a już następnego zamarznąć można
Najgorzej jak dwa te fronty się spotkają… Zaczyna się powietrzna przepychanka i powstają tornada
W zależności jak silne są te fronty, tak silne są te tornada. Dobrze, że na tym terenie nie latają naprawdę silne. Jedynie mniej więcej takie jak w Polsce. Same „jedynki” i „dwójki”, do rzadkości należą „trójki”. Bardziej na południe wieje mocniej i nawet „piątki” się zdarzają. Całe szczęście rzadko… Bo rozległość i siła tego najgroźniejszego z tornad jest porażająca 
A wszystko dlatego, że Illinois to równiny. Nie ma potężnych gór, które by zatrzymały wiatry i stabilizowały pogodę. I tak właśnie mamy. W zależności z której strony ten wiatr zawieje, to albo się roztapiamy, albo domarzamy
Muszę w końcu wybrać się do pracy


Ale tak mi się chce, jak psu kija gryźć
Miłego poniedziałkowego popołudnia życzę
Co tu tak cicho?! Wyspa stała się bezludna, czy co?
Nii, wcale nie. Właśnie wróciłem. A łaziłem dzisiaj po bibliotekach i czytelniach, ale prawie wszystkie cytaty, co potrzebowałem, znalazłem 🙂
Widocznie te biblioteki są za ubogie dla Ciebie

Ale gdzie jest reszta? Trzeba by chyba pomyśleć o nowym pięterku, może by rozruszało Towarzystwo
Za ubogie, to bym nie powiedział. Zostały może ze 2 cytaty na prawie 300 stron, to jest całkiem nieźle, najgorsze, że przydałyby mi się baśnie braci Grimm w możliwie „dorosłym” wydaniu, a tego nigdzie nie widzę, ani w bibliotece, ani w czytelni, ani w księgarni, trzeba będzie się posiłkować jakimś dziecinnym wydaniem, ale tam z kolei może nie być drastycznych szczegółów, o które mie sie rozchodzi…
A dopowiedzieć sobie nie możesz tych szczegółów? Trudno o baśnie dla dorosłych, chyba że w dobranockach Kobuszewskiego.
Jeżeli w oryginale jest cytat, to w przekładzie tyż powinien być 🙁
Cheba że tak…
Dobry wieczór
A co Ty Bożenko na takie coś ?
No dobry wieczór Panu! Kopę lat! 😀
Dla mnie bomba! Witaj długoniewidziany
Iii taam, nieco więcej „keczupu” niż u Grimmów 😉
Chyba bardziej przeżywałam jak u Andersena towarzysz Jana odrąbywał głowę narzeczonemu księżniczki 😉
Dobry wieczór mistrzu Q 🙂
Lordzie W., ten pdf bardzo mi się podoba. Jest gdzieś spis treści do całości? Bo potrzebuję konkretnej baśni!
Nie jestem pewien Mistrzu. Książka ukazuje się jutro.Więc jak księgarnie wprowadzą do obiegu to i może ukaże się gdzieś spis treści.
A, jak jutro, to ja sobie sięgnę w sięgarni i zerknę.
Na pewno jest też Rumpelstilskin:)
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/booklips.pl/czytelnia/opowiadania/philip-pullman-rumpelsztyk/
O. Dziękujemy tej pani. Już nigdzie nie muszę chodzić, albowiem o tę baśń mie sie rozchodziło 🙂 znaczy o samo zakończenie 😀
Parę kalorii dzięki mnie ocaleje. Czuję się podbudowana 😉
I ja już jestem (ukradkiem, oczywista 😉 )
Dlaczego ukradkiem? Bo już ciemno?
Z przyzwyczajenia!
Witamy zatem półgębkiem 😀
Ej, ja wolę całą gębą

Czy ma ktoś pomysła na nową wycieraczkę? Może jakieś harpie czy cóś?
A może by ta co odgrzać?
A grzej waść!
Jak najbardziej
No to zara…
Ptaszki chyba znów czekają? 🙂
Ponieważ wyżej jeszcze mało komentarzy, dobranocka dzisiaj piętro niżej.
Marco Uccellini – włoski skrzypek i kompozytor – urodził się w Forlimpoli, uczył w Asyżu i był kapelmistrzem katedry w Modenie, a potem – dworu książąt Farnese.
Komponował u książąt opery i balety, ale z tej twórczości nic się nie zachowało. Zachowały się natomiast sonaty na skrzypce i basso continuo, charakteryzujące się zmianami tempa i melodii w poszczególnych częściach.
Dzisiaj na Wyspie jedna z nich, sonata „La Prosperina”. Zaczyna się refleksyjnie, ale potem jest już różnie i faktycznie zmiennie. No to co – oklaski na koniec? 😉
Snów równie zmiennych i kończących się takimiż owacjami!
Oklaski ! Niech gra muzyka 🙂
Dobranoc…. a kaganek czeka na chętne ręce 🙂