« Solenizantko, najmilsza Wiedźminko :))) Illinois Canyon »

Depesze z życzeniami

Bardzo lubię – bardzo się cieszę,
Kiedy dostaję świąteczne depesze.
 
Takie depesze otwieram tkliwie,
A otworzywszy  tkliwie się dziwię….
 
Bo niby skądże i w sposób jaki
Poczta tę pewność zdobywa i ma,
Że MARIAN ZALCUKI
i  MARCIN ZACLUKI
i MRRRRAIN ZUCLAKI –
 I JA ?
 
Podziw widnieje na mym obliczu..
.A kiedy czytam, czego mi życzą –
Uśmiech zakwita jak kwiat !
 
Pierwszy mi życzy: WSZY SKTEIGO DBRRREGO !
Drugi mi życzy :WZSYSTKIEOG MALEPSZEGO!
a trzeci: WSZOLYCH SWIAT….
 
Jestem wzuszony – uśmiecham się błogo..
– Od kogo te miłe czułości ?
Od kogo ? !
 
Czytam z kolei więc wszystkie podpisy:
Pierwszy  – COICIA.
(Wiem: Ciocia z Nysy ! )
Drugi – AUTOXI.
(Wiem: Antoś z Gniezna)
Trzeci – BRXTXRRBMMMBXXXXU ?..
Ciekawe – nie znam.
 
Więc nieznajome-ż nawet persony
Uprzejme słowa z oddali mi ślą !…
Jestem doprawdy do głębi wzruszony
I radość – i duma rozpiera pierś mą !
 
Takie uczucie zawdzięcza się poczcie,
Dlatego jestem z serca jej rad
I – proszę – nigdy na pocztę nie psioczcie !
Lepiej jej życzcie – WSZOLYCH SWIAT ! 
 
                          Marian Załucki
  

247 komentarzy

  1. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ….. se ne vrati, a bywało śmiesznie 🙂 Delighted

    • Wiedźma pisze:

      Teraz już tylko zapowiadany, między godziną 9: a 13: kurier, przyjeżdża o 16: i się dziwi, że klient warczy…..:(

      • Incitatus pisze:

        Parę dni temu kurier do mnie dzwoni i melduje, że nie może mnie znaleźć. Pytam gdzie jest.
        – Koło sklepu z warzywami przy ulicy takiej a takiej.
        – Skręć pan koło kościoła w lewo, dwieście metrów i to tu!
        Po paru minutach melduje, że skręcił i gdzie to ta moja chata?
        – Brama ciemny brąz, furtka otwarta!
        Na wszelki wypadek wyglądam przez okno – furgon z logo firmy stoi u mych wrót. Telefon:
        – To chyba nie tu!
        Buty już mam na nogach, kapotę na grzbiecie, telefon przy uchu:
        – Czekaj pan chwilę – mówię.
        Podchodzę na parę metrów od niego (patrzy sobie gdzieś w głąb ulicy) i gadam:
        – No, chyba pan jakoś trafił!
        – A gdzie tam, zgłaszam, że pan sobie żarty stroi i odjeżdżam – warczy
        – Panie – mówię już bezpośrednio do niego, bez słuchawki – to może ja zgłoszę gdzie trzeba żeś pan baran!?
        Zbaraniał!!

    • Incitatus pisze:

      Dzień dobry: )))

  2. Wiedźma pisze:

    Czy ten zacny zawód jest na wymarciu ? 🙂

  3. Wiedźma pisze:

    Wieje u mnie też, ale jeszcze niegroźnie 🙂

  4. Wiedźma pisze:

    Przyznam, że nawet mnie, specjaliście od literówek nie było łatwo ! ROTFL

  5. korab1 pisze:

    Powtórnie witam :))I przedsyawiam :))

    • Wiedźma pisze:

      Ha! nareszcie i Stateczek z literówką ! Delicious

      • korab1 pisze:

        Klawiatura mi sie juą całkowicie wytarła, prawie liter juz nie widać. Czeka mnie kolejny wydatek, używam bezprzewodowej klawiatury i myszki do laptopa. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa :))

        • Incitatus pisze:

          Witam: )) Odszedłem i od jednego i od drugiego wracając w pokorze do przewodowych. Tak jest stanowczo lepiej. Zamiast multimedialnej klawiatury (to ci dopiero były z nią szopki!) mam teraz taką jak w laptopie i chwalę ją po wszystkich jarmarkach!

        • Wiedźma pisze:

          Stateczku kochany ! Buziak jestem Ci do dziś wdzięczna za lekcję, której mi kiedyś udzieliłeś i staram się sprawdzać jak napisałam. Bardzo mi ułatwia poprawność – możliwość poprawiania, której na Wyspie Dnia Poprzedniego nie było !

  6. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Mnie poprawnej, niemal bezbłędnej pisowni, nauczył pewien wybitnie upierdliwy osobnik z forum, zwany Beldem, po prostu łaził za mną miesiącami i wytykał mi gorliwie każdy błąd, literówkę, a nawet brak ogonków, szlag mnie trafiał, ale w zasadzie to jestem mu za tą szkołę wdzięczny 🙂 🙂

  7. Bożena pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku Delighted Taka dziś zapracowana jestem od rana, że dopiero teraz mogłam tu wejść. Tired

  8. Alla pisze:

    Wita Państwa – przeszkolona i wyszkolona Delighted

  9. Quackie pisze:

    Dzień dobry, chociaż ciemno już. Internet wrócił koło południa i próbuję od tej pory nadrobić zaległości… Tymczasem właśnie się okazało, że do niedzieli mam jeszcze coś dodatkowego do roboty, od czego niezbyt mogę się wykręcić. Do niedzieli więc będę zaryty, jak nie pisaniem, to czytaniem. Niestety więc zmuszony będę ograniczyć obecność na Wyspie (i pewnie jeszcze parę innych aktywności).

    Niemniej jak tylko będę mógł, wdrapię się tu, choćby na chwilę. A po niedzieli powinno już być normalniej, a nawet być może jeszcze lepiej (słomiane wdowieństwo albowiem mnie czeka).

    • Bożena pisze:

      Niewiele tracisz Qacku, tu nie ma z kim pogadać. Wszyscy zajęci… Ale może później się ożywi? Worry

    • Wiedźma pisze:

      Mmmmm…. słomiany wdowiec na długo ? 🙂

      • Quackie pisze:

        Ot, standardowo, tydzień.

        Co do wiatru, to media straszą, a zdjęcia z obwodnicy Trójmiasta wyglądają dość paskudnie, ale w centrum Gdyni bywało już gorzej; jak patrzę na przeróżne przedmioty, które powiewają, to jeszcze sporo im brakuje do stanu takiej klęski, jaką straszą. Raczej w głębi lądu wieje, na Kaszubach. I w Krakowie, jak widać z wpisów Tetryka. Ale u nas na razie nie. Być może do czasu, bo znowu znajomi z Dębek, nad pełnym morzem, niedaleko Jastrzębiej Góry, raportowali już godzinkę czy półtorej temu, że zaczyna potężnie dmuchać.

  10. Tetryk56 pisze:

    No i dotarłem do domu… Powitać na tym piętrze!
    Nie desperuj, Bożenko – wichry ku Wyspie też suną, a może wszyscy szukają choć śladu kopytka Rudolfa?

  11. Alla pisze:

    Dobrej nocy 😀
    PS Okna pozamykali?? 😀

  12. Wiedźma pisze:

    Dobry wieczór ! Zapowiadany orkan jeszcze się nie objawił w mojej wsi…. wieje, ale nie przeraźliwie. Zobaczymy co dalej. 🙂

  13. Tetryk56 pisze:

    U nas też już nieźle duje!

    • Wiedźma pisze:

      W czasach młodości durnej i chmurnej uwielbiałam wiatr, teraz się niemal boję…. może to kwestia piętra? Nie dość, że budynek na górce, to jeszcze mieszkam na IX piętrze, a nie na I jak wcześniej….. Najmniejsza szczelina i wiatr zawodzi jak flet….A czasem podmuch sprawia, że szyby drżą 🙁

  14. Wiedźma pisze:

    Na dobranoc….. jedna z najładnieszych kołysanek 🙂 Lirycznych snów 🙂

  15. Wiedźma pisze:

    I jeszcze lampka, żeby nas strzegła jej magiczna moc 🙂

  16. Quackie pisze:

    To ja jeszcze na koniec; słyszałem, a właściwie czytałem (na fejsbuku), że Poznań przeżywa burzę śnieżną z piorunami i gradem gdzieniegdzie (np. na os. Orła Białego na Ratajach), ciekawe, czy coś z tego dotrze nad 3miasto. A właściwie to wcale nieciekawe.

    Tymczasem na dobranoc klasyka klasyki – Led Zeppelin potrafili nie tylko dać czadu, ale zagrać i akustycznie, i melodyjnie. Dlatego dla miłośników cytrusów – „Tangerine”. Spokojnych snów o egzotycznych okolicach, w których nie widziano ostatnio żadnego Ksawerego!

  17. Incitatus pisze:

    Dzień dobry panikarze!: )))
    Dwa razy powiało, raz se zaświstało i taki tu u nas orkan!
    Jak to mawiają pod Tatrami: – taki wiater to ja mam po kminku!: (

  18. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Trochę posypało na biało, trochę się latarnie chwieją, ale o żadnej burzy śnieżnej nie wiem. Może ją przespałam…

    • Incitatus pisze:

      Witam: )))
      Ale propagandę w TV to mamy na miarę wybuchu w Hiroszimie! Będzie wrzask, że kataklizm nieziemski, dwa końce świata w jednym plus wybuch supernowej bo przewróciły się cztery drzewa, jeden poniemiecki komin i sześć kilometrów drutu wiater porwał!
      Polska stanie mociumpanie, a siedemnastu specjalnych wysłanników TVN24 będzie pytać ludków po wioskach, miasteczkach i miastach metropolitalnych o ich wrażenia zadając mądre pytania z serii:- „Co pani myślała kiedy pani córkę na pani oczach tygrys na strzępy rozdzierał?”: (

      • Bożena pisze:

        Obyś miał rację Senatorze. Przed chwilą mówili, że wiatr się nasila z każdą godziną. Najgorzej ma być w godzinach południowych.
        Pożyjemy – zobaczymy. Czyli поживем – увидим jak mawiają Rosjanie.

        • Incitatus pisze:

          Wiesz, te nasze histerie przy każdej okazji już mi bokiem wychodzą!: (( Tak to wygląda jakby nigdy solidny wiatr nie wiał, śnieg nie padał, a mróz ani razu w historii ludzkości nie przekroczył 10 st! Rozpacz, rwetes, szum jak cholera bo komuś zerwany przewód elektryczny cztery krowy poraził! No, tu trzeba sześć komisji sejmowych, wywiady z prezydentem i chóralne zapytanie trzydziestu ośmiu milionów Polaków:” Jak żyć, panie premierze, jak żyć”? A później ten wiecznie ze wszystkiego niezadowolony narodek, nieszczęśliwy , gnębiony i trapiony wszelakim złem powinien się gremialnie co do sztuki powiesić!!
          Jest tylko jeden problem – solidnego sznurka, psiamać, pewnie by zabrakło!!: ((
          Jak nieszczęście to już na całego!!!

          • Wiedźma pisze:

            Witaj Senatorze ! 🙂 brak umiarkowania…. promy bałtyckie dziś juz wznowiły rejsy, ale wiało powyżej 12 w skali Beauforta.
            Na lądzie było ciszej…

            • Wiedźma pisze:

              Źle napisałam – nie brak umiarkowania, tylko szukanie sensacji, najlepiej mrożącej krew w żyłach Crazy

              • Incitatus pisze:

                I dlatego ja podchodzę do tego „na miękko” jak to młodzież powiada. Niech sobie co pięć minut w TV pokazują to samo drzewo co go szlag trafił albo tego barana z wiatromierzem. Czterdzieści razy już ten wiekopomny wynalazek demonstrował!: ((

  19. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Za specjalnie to nie wiało, bywało gorzej w ciągu ostatnich …dziestu lat, więc pełna zgoda z Senatorem ws. kminku. Tyle że świat pojaśniał, od czerni wczoraj wieczorem do bieli dzisiaj rano.

    Zmykam do pracy.

  20. korab1 pisze:

    DzińDybry :)) Lekko wieje, pokazuje się błękitne niebo, powietrze jak w Pieninach, „jak dobrze wstać skoro świt” :)))

  21. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry Delighted ! Wieje całkiem solidnie, ale kataklizmu nie ma . Jakieś 100 tys. ludzi bez prądu….
    Spać się dało,choć budziło mnie uderzenie wiatru w szyby….

    • Bożena pisze:

      Właśnie wróciłam ze sklepu. Ledwo szłam, ślisko i dmucha potężnie. Okna wszystkie sprawdziłam, bo trzeszczą szyby i mam wrażenie, że zaraz mi je wypchnie wichura.
      W mieście nie ma jednak kataklizmu, ale 100 tysięcy ludzi bez prądu, to dla nich jest kataklizmem.
      Przepraszam, nie przywitałam Cię. Witaj Wiedźminko 😀

      • Wiedźma pisze:

        Najbardziej ucierpiały okolice Świnoujścia….. to tam było najgorzej. Te podmuchy są naprawdę silne… Gorzej było, gdy pod ciężarem zlodzonego śniegu położyła sie cała linia wysokiego napięcia…. wtedy prądu nie było dłużej i dla znacznie większej liczby osób…

  22. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀 Wieje sobie, z tym że w mojej wsi, to raczej normalne zjawisko 😀 jak i to, że znowu dosypało.. Zima, proszę Państwa, zawitała… Co niniejszym ogłaszam Wink

  23. Incitatus pisze:

    Naszemu kochanemu Stateczkowi!!

  24. Wiedźma pisze:

    Czapki z głów zrywa wiatr, drzewa się kłaniają….a chmury zasujwają po niebie na wyścigi :)Czasem słońce zdąży zerknąć 🙂

  25. Alla pisze:

    Łojojojoj sypie!! I wieje. Normalka Delighted

  26. Quackie pisze:

    Hau! Hau! Hau!

    Odszczekuję wszystkie lekceważące uwagi nt. Ksawerego. Owszem, nie jest to zima syberyjska. Owszem, nie ma mrozu. Ale ilość śniegu i tempo, w jakim pada, robią wrażenie, całkiem negatywne, rzekłbym. Plus taki, że nie muszę nigdzie jechać samochodem, bo na ulicach tradycyjne zaskoczenie.

  27. Tetryk56 pisze:

    Witajcie ponownie!
    U nas duje maluśki Ksawerek, z fantazją rozdmuchuje śmietniki i wprawia w taniec mniej wprawne samochody. Jezdnie, pokryte gdzieniegdzie przylodzonymi liśćmi, potęgowały magiczną atmosferę dzisiejszego poranka. I choć mówią, że tak pięknie może być tylko „od wielkiego dzwonu”, mnie udało się dzwonów uniknąć.

    • Bożena pisze:

      Wiatr trochę zelżał, ale na jezdni szklanka…

    • korab1 pisze:

      Mam pytanie Mistrzu hard i software`u, od pewnego czasu zaczął mi bardzo dziwnie pracować „ortograf” Chromowy, podkreśla prawidłowo napisane słowa, błędnych nie zaznacza, wygląda, iż robi to losowo :)))

      • Tetryk56 pisze:

        A nie zmieniłeś sobie przypadkiem domyślnego języka gdzieś w ustawieniach? Słabo znam Chrome, bo prawie nie używam…

      • Tetryk56 pisze:

        poszedłem w Chrome, w ustawieniach zaawansowanych postawiłem ptaka przy „Użyj usługi internetowej, aby poprawić błędy ortograficzne” i sprawdziłem, że język polski jest właściwy do sprawdzania pisowni – i działa…

        • korab1 pisze:

          Robiłem to, włączałem i wyłączałem kilkakrotnie, bez zmian. Do tej pory działał bezbłędnie, muszę teraz znacznie bardziej uważać, choć może i to dobrze ???

  28. Wiedźma pisze:

    Włączyłam tę usługę i zaraz sprawdzę jak działa : kóra? kogót?

  29. Wiedźma pisze:

    Miałam nieszczęście być na mikołajkowej imprezie dla podopiecznych MOPR-ów i świetlic środowiskowych, czyli dzieci z tzw. rodzin ubogich. Dzieci tłum, wiele z nich przyjechało taksówką. Wręczono im zaproszenia z kwitkami na lody, ciepłą kukurydzę i napoje oraz na paczki. Imprezę uświetniały dzieci z grup tanecznych, pani opowiadająca bajki, kolorowe światła i Mikołaj. Wrzawa niesamowita, kolejka po lody, chaos, bo dzieci mnóstwo.Zaagażowano armię ludzi, część społecznie, inni pewnie nie. Miasto dumnie sobie zapisze tę imprezę na koncie polityki prorodzinnej. A mnie aż zęby bolą od tej tandety….

  30. Wiedźma pisze:

    Idę spać z nadzieją, że nie będzie mnie budził wiatr tłukący sie w okno:) Spanko

  31. Wiedźma pisze:

    Dobranoc….

  32. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Dzień obfitował w wydarzenia, ale już się kończy. I teraz tak: wiadomo, że sklepy i w ogóle wszystko, co komercyjne, jak tylko zdejmie dekoracje halloweenowe po przerwie w okolicach 1 listopada, to zazwyczaj z automatu zaczyna wieszać dekoracje gwiazdkowe, stawiać bałwany i choinki i takie tam.

    Zwykli ludzie nie stawiają choinki od początku listopada. Zwykli ludzie czekają na Wigilię, no ewentualnie parę dni wcześniej.

    Ale jak przywali z nagła zima, to nic dziwnego, że na myśl przychodzą świąteczne, bożonarodzeniowe klimaty. Mnie właśnie przyszły. Chciałem dać na dobranoc trochę inną kolędę, ale nie ma. Dlatego zamiast „Deck the Halls” w wykonaniu mojej ulubionej wokalnej grupy Banana Boat, średniowieczna kolęda „Gaudete” czyli „radujciesię”. Moim skromnym zdaniem to najpiękniejsza aranżacja i wykonanie tej pieśni, żaden inny zespół muzyki dawnej ani współczesnej się nie umywa, wystarczy porównać – być może dlatego, że polifonia w tym przypadku jest właśnie nowoczesna, zamiast naśladująca oryginał. Dobranoc i snów całkiem świątecznych, już dzisiaj.

  33. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Ksawery sobie poszedł, zostawił tylko białą pierzynę…

  34. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))
    Letko duje i tyle.
    Shout Kto podiwanił cały śnieg!!??

  35. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Śniegu nasypało, można bałwany lepić 😀 Wiatr wieje – nieco słabszy. I chwała mu za to…
    A teraz do… ? Oczywiście, że do prostych prac domowych – marsz Tired
    PS Ten północny wiatr oblepił mi okno w kuchni jakimiś źdźbłami. Prosił go kto o to?? Lubię witraże, ale tylko ręcznie malowane 😀

  36. korab1 pisze:

    DzieńDobry:)) Troszkę wieje, ale w normie. Pewnie u nas na Górnym Śląsku był Władysław, nie Ksawery :)))

  37. Alla pisze:

    Do pracy Wyspiarze!!!! Wszak Święta tuż, tuż 😀

  38. Wiedźma pisze:

    Dzien dobry 🙂 Słoneczko, spokojnie i tu i ówdzie nieco przypudrowane śniegiem…. Ach, jak spokojnie mi się spało ! Ksawery nas porzucił… poszedł dalej wywracać samochody 🙁

  39. Wiedźma pisze:

    Hop ! hop ! Mirelko ! a jak sie mają Twoje bieliki ? Czas na Ciebie, oj czas Buziaczki

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Ja w przelocie, bo sobota nader pracująca się zrobiła, a jeszcze została praca i fizyczna (odśnieżanie) i intelektualna (to samo, co wczoraj). Znajomy znajomego na Facebooku zamieścił następujący opis wydarzeń okołoksawerowych – tak się działo na trasie z Gdańska do Gdyni wczoraj, na obwodnicy i w okolicach lotniska:

    „Przeżyłem dziś niewiarygodną przygodę.

    Pojechałem ok 13 załatwić sprawę do Gdańska. Na ul. Budowlanych. Rondo turbinowe Jadąc obwodnicą nie dało się nie zauważyć mega korka z naprzeciwka więc w głowie zacząłem obmyślać chytry plan alternatywnego powrotu. Krótko po 14 po sprawnym załatwieniu sprawy zdecydowałem się na powrót przez Banino. I przez rondo turbinowe dojechałem prawie Miszewa. Prawie bo utknąłem w korku. Po dobrej pół godzinie stania w miejscu wymyśliłem, że dalsze stanie nie ma sensu i wrócę inaczej. Przez rondo turbinowe:), w Budowlanych. I jak po godzinie byłem za rondem turbinowym to usłyszałem w Radio Gdańsk, że na Budowlanych rozkraczył się TIR. Zatem odrazu zawróciłem by ponownie przez, jak się. okazało przez radio, słynne już rondo turbinowe pojechać w kierunku Miszewa ale zaraz za Rębiechowem skręcić w prawo na Barniewice. Ale i tu po dość sprawnym odcinku utknąłem. Pod górkę za mostem stał dostawczak w poprzek. Dobre 20 minut stania. Ciemno. Radio doprowadza mnie do szału, wycieraczki przestają zbierać. Wysiądę zbadam sytuację . Wysiadłem, idę piździ huczy pomyślałem …Orkan . Ktoś coś krzyczy, górą jedzie pociąg i wyje decyzja jest natychmiastowa . Spierdalam .Tylko którędy? Rondo turbinowe odpada więc znowu przez Banino i Miszewo może się rozluźniło. Nie rozluźniło się.Jest gorzej. I tak po 6 godzinach ostatecznie stanąłem na dobre w miejscu skąd zawróciłem po raz pierwszy. Nadzieja na piątkowy wieczór zaczęła blednąć. W bok odchodziła jednak polna droga. Po powiedzmy konsultacjach i kolejnej 1,5 godz ruszyłem w pole. I na szczęście bardzo sprawnie dojechalem do, co ciekawe, totalnie pustej drogi głównej do Gdyni. Nadzieja nabrała rumieńców. Niestety szczęście trwało 2 km. I nastąpił kor max gigant orkanowy . Nie wiem ile czasu stałem w miejscu bo było mi już obojętne ale ostatecznie zostawiłem samochód we wsi w Tuchomiu i ruszyłem pieszo do domu. Max 8 km. To co widziałem po drodze utwierdzało mnie w przekonaniu, że podjąłem słuszną decyzję . TIR stał za TIRem, co drugi w poprzek a każdy na łysych letnich oponach! Szedłem i specjalnie się przyglądałem. Żaden nie miał zimówek. Koniec końców na rondzie tym razem w Chwaszczynie się rozluźniło i złapałem stopa.
    Przeżyłem dzisiaj szereg emocji od nadziei przez wściekłość, myśli samobójcze, zwątpienie do zwycięstwa. Jestem zycięnscom . To była prawdziwa przygoda. Prawdziwa walka.
    Dziękuję wszystkim, którzy dali mi wsparcie i byli ze mną na bieżąco. Dziękuję Grażce , Wróblowi ,Krzysiowi, Sławkowi, Panu Andrzejowi i Pani Zofii, Danielowi, który mnie podwiózł kawałek, dwóm kierowcom, którzy się nie zatrzymali ( może się mnie bali ), i młodym ludziom, którzy mnie ostatecznie podwieźli pod dom i Bartkowi, który do mnie zadzwonił zapytać jak daje radę. A ręce marzły
    I tylko się zastanawiam kto wypuścił na drogi TIRy na ich wspaniałych orkanowych łysych oponach z pustymi naczepami , które wiatr spychał do rowów. Co za idiota jest odpowiedzialny za dopuszczenie do ruchu w takich warunkach takich pojazdòw.
    A wszystko to działo się 25 km od domu przez ponad 10 godzin.

    Na dobranoc dodam że tym ludziom uwięzionym przez TIRy trzeba pomóc bo do rana się nie ruszy.”

    Będę, jak wrócę.

    • Tetryk56 pisze:

      Liczę, że wrócisz sprawniej niż twój znajomy! 😉

      • Wiedźma pisze:

        łyse letnie opony, bo jak wiadomo zima nas NIGDY w grudniu nie zaskakuje 🙁

      • Quackie pisze:

        No, ja nigdzie nie jadę. Wszystko w okolicy i wszystko na własnych nogach, nie chwalący się, obutych w wibramy. Czyli o zimowy bieżnik jak najbardziej zadbałem, przynajmniej na własnych nogach.

    • Bożena pisze:

      Prawdziwa przygoda, ale nie zazdroszczę…

      • Quackie pisze:

        Moim skromnym zdaniem to tylko udowadnia, jak nikłe znaczenie i siłę ma cywilizacja w zetknięciu z, że się tak wyrażę, delikatnym odchrząknięciem natury, bo owszem, tu zgoda z Senatorem, że nie była to żadna poważna klęska żywiołowa, tyle że dość szybko i obficie spadło.

  41. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Tygodniowe zakupy zwieńczone pysznym śniadankiem; śniegu niewiele, tyle co do rozjaśnienia krajobrazu; Ksawery jeszcze zawija ogonem nad Krakowem, chociaż to wcale nie Białoruś!

  42. Quackie pisze:

    Dalej w przelocie. Co miało być odśnieżone, zostało odśnieżone, parę hałd urosło wokoło. Teraz ciąg dalszy.

  43. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry :)W zasadzie to mam dylemat, bo uwielbiam śnieg, ale nie w nadmiarze, zwłaszcza w mieście z drugiej strony nie spadł u mnie nawet jeden płatek, więc zazdraszczam 🙂

  44. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie bezśnieżnie i całe szczęście. Niby ten śnieg lubię, świat się taki piękny robi… ale jak pomyślę o odśnieżaniu i tym jak tu Amerykańcy w tym śniegu jeżdżą, to dostaję gęsiej skórki Amazed I jakoś dziwnie mi nie tęskno… Wink

    • Quackie pisze:

      Bry. A mnie najbardziej bawi, jak spadnie 5 cm śniegu i ogłaszają stan klęski żywiołowej, albo prawie (np. zamykają szkoły – w MD).

      • miral59 pisze:

        To chyba zależy od szkoły. Ta do której chodziły moje dzieci, nawet przy największych opadach śniegu była czynna. Kwestia odśnieżania tras i szkolnych parkingów. A śniegu to potrafi tu nawalić że hej Delighted Nie zapomnę, jak kilka lat temu nawaliło tyle, że nie dałam rady drzwi otworzyć Pleasure Dopiero małżonkowi się udało je uchylić na tyle, że mógł chociaż trochę sprzed tych drzwi śnieg zgarnąć. Pamiętam też, że masę ludzi utknęło wtedy na ulicach, bo służby porządkowe nie nadążały ze sprzątaniem.
        A tak w ogóle, to zawsze mnie śmieszy, że gdy zapowiadają opady śniegu, to na autostradach co kilka kilometrów ustawiają się pługi śnieżne i czekają. Czasami jeszcze nie ma za dużo tego śniegu, a one już popylają i „odśnieżają”, chociaż nie ma co Delighted

        • Quackie pisze:

          Eee, chyba wolałbym tak, niż żeby zima tradycyjnie zaskoczyła drogowców.

        • Quackie pisze:

          A, i jeszcze mi się przypomniał taki amerykański (?) wynalazek – multipług śnieżny na autostradzie, na bazie ciągnika siodłowego, który ma skrętne tylne koła naczepy i w trakcie jazdy ustawia ją skosem przez 2 albo 3 pasy jazdy naraz, odśnieżając większą szerokość naraz, oczywiście przy założeniu, że przed nim nie jadą inne samochody. Chciałem nawet wkleić filmik, ale nie umiem znaleźć.

    • Bożena pisze:

      Witaj Mireczko Delighted Ja też wolę gdy nie ma śniegu. Na ślizgawkę się nie nadaję, a bywa nawet na chodnikach. Dzisiaj można powiedzieć, że jest ślizgawka ogólnokrajowa.

      • miral59 pisze:

        Witaj Bożenko Delighted U nas śniegu nie ma, to fakt, ale ślizgawki i owszem. Niby jeszcze nie ma porządnych mrozów, a minus 6 w dzień (wczoraj) to już trochę chłodno. Ja też w zasadzie na ślizgawkę się nie nadaję. Delighted Nie zapomnę, jak kilka lat temu poślizgłam się na parkingu Overjoy Nogi mi pojechały do tyłu, chciałam złapać równowagę i … padłam jak kot na „cztery łapy” Overjoy Dobrze, że nic sobie nie złamałam, tylko miałam kilka sińców Wink

  45. miral59 pisze:

    Nie wiem dlaczego, ale my nie zmieniamy opon na zimowe. Na tych samych jeździmy cały rok. Thinking Wiem, że w Polsce można za coś takiego zapłacić mandat… tu nikogo to nie interesuje. Nawet przeglądy samochodu nie są konieczne i jakbyście zobaczyli jakim czasami ludzie złomem jeżdżą, tobyście popadali Delighted Jedynie test spalin jest obowiązkowy. Przysyłają zawiadomienie, że już czas na sprawdzenie i obowiązkiem jest pojechać i (bezpłatnie) dać się podłączyć do specjalnego komputera. Trwa to może 10-15 minut i dostaje się taki papiór, że wszystko w porządku. Względnie trzeba coś tam zreperować i zrobić test jeszcze raz. Do skutku…

    • Bożena pisze:

      Czyli o środowisko dbają więcej niż o bezpieczeństwo ludzi… 🙂

      • Wiedźma pisze:

        …a może to inny sposób traktowania obywateli? większe zaufanie do ich rozsądku ?:)

      • miral59 pisze:

        Wydaje mi się Bożenko, że po prostu tutejsze państwo nie jest nadopiekuńcze. Jeśli nie masz kasy na naprawę auta, ani na przeglądy, sama ryzykujesz. Chociaż z drugiej strony, za niezapięte pasy można zapłacić mandat Worry
        Wiele lat temu widziałam na ulicy samochód, który był tak przerdzewiały, że przez zamknięte drzwi widać było kierowcę Overjoy I nie tylko jego… Delighted Widać było część urządzeń pod maską (jak sito), a także co ma w bagażniku. Aż dziw brał, że to z bagażnika na ziemię nie upadło Overjoy Żałowałam, że nie mam aparatu ze sobą, bo wydaje mi się, że takie zdjęcie zrobiłoby w internecie furorę Overjoy

    • Quackie pisze:

      Nie jestem pewien mandatu, ale nie zdziwiłbym się, gdyby np. w przypadku wypadku na letnich oponach w zimie ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Może w USA to tak nie funkcjonuje, więc ludzie nie mają bodźca, żeby zmieniać? O ile mi wiadomo, w tych stanach, gdzie śnieg pada i jest czymś normalnym, ludzie często jeżdżą na całorocznych, które są inne niż letnie.

      • miral59 pisze:

        Któryś z polskich przyjaciół opowiadał mi o zapłaconym mandacie za letnie opony zimą, dlatego tak napisałam. Nie miałam w Polsce samochodu, także nie wiem… A wypłata odszkodowania w dużej mierze zależy od firmy, w której się ubezpieczasz. Z niektórymi musisz iść do sądu, żeby swoje wyegzekwować, inne płacą Ci od ręki, nawet dokładnie nie sprawdzając. Ludzie często wybierają takie „dupne” ubezpieczenia, bo są tanie. A potem bieda Amazed Koleżanka z serwisu cieszyła się, że tak mało płaci, ale jak miała wypadek i samochód poszedł do kasacji, to jeszcze chyba ze dwa lata płaciła za niego raty, bo ubezpieczenie było niewystarczające.
        Nasze obydwa samochody są już dawno spłacone, a my ciągle wykupujemy ubezpieczenie tak zwane „dwustronne”. Czyli nie ma znaczenia czyja wina, ubezpieczenie pokrywa wszystkie koszty. Człowiek jest tylko człowiekiem i zawsze można się zagapić i komuś w kufer wjechać. I co, potem sama będę płaciła za naprawę swego samochodu?
        Co prawda nie miałam jeszcze tu wypadku (odpukać w niemalowane), ale nasze samochody miały. Raz na parkingu i dwa razy na podjeździe przed domem Delighted No i małżonek miał dwie stłuczki. Raz z jego winy, a raz sąsiad na niego najechał Delighted I dobrze, że mamy porządnego agenta (a właściwie agentkę) ubezpieczeniowego, bo trzeba było mieć masę nerwów, żeby się z tamtym ubezpieczeniem o wszystko wykłócać. A i tak naprawa samochodu pozostawiała wiele do życzenia. Worry

        • Quackie pisze:

          Czekaj, to Ty mówisz, że u Was agent(ka) ubezpieczeniowy/a pomaga przy tzw. likwidacji szkody i wypłacie ubezpieczenia? Mieliśmy dotąd trzech agentów i żaden z nich „nie zniżyłby się” do współpracy przy likwidacji szkody. Oni byli/ są tylko od wyjaśnienia szczegółów polisy i sprzedaży, od likwidacji jest dział likwidacji szkód, czyli kolejka, okienko i czekaj petencie na likwidatora, a potem na decyzję. Nie słyszałem o innym modelu w Polsce.

          • miral59 pisze:

            Jak już pisałam, nie mieliśmy samochodu w Polsce i nie mam pojęcia jak to wygląda. Tutaj agent jest do wszystkiego. Gdyby mi wysiadł samochód na autostradzie, też mogę zadzwonić do agentki, żeby mi pomogła. I pomoże. Wyśle pomoc drogową, jeśli będzie taka konieczność, bo tak mam zagwarantowane w polisie Pleasure Jak mój małżonek wjechał na inny samochód, to też zadzwonił do agentki, a ona wysłała go do autoryzowanego warsztatu. Tam zawieźli małżonka do firmy wypożyczającej samochody, żeby sobie jakiś wybrał. Po dwóch dniach zadzwonili z warsztatu, że samochód gotowy. Małżonek pojechał do wypożyczalni, oddał samochód, zawieźli go do warsztatu, odebrał swój i po sprawie. Za nic nie musiał dodatkowo płacić, ani nad niczym się zastanawiać Delighted Przecież płacimy za to! W sumie, za dwa samochody, to ok. 2 000 dolarów rocznie. Nie wiem, czy to dużo, czy mało?
            A poza tym, w mojej ubezpieczalni nie ma okienka przy którym mogłabym stanąć Delighted Jak mam sprawę do agentki i chcę się z nią zobaczyć (a nie przez telefon), to siadam przy jej biurku i możemy sobie pogadać. Bo każdy agent ma przy swoim biurku dwa dodatkowe krzesła dla klientów. Jak przyjdzie więcej osób, zawsze można jeszcze kilka krzesełek dostawić Wink
            Mało tego. Jak w nasz samochód stojący na parkingu walnęło, urwane z przejeżdżającego samochodu koło, to po naprawie zadzwonił do mnie facet z naszego ubezpieczenia, że chciałby samochód obejrzeć. Umówił się ze mną na konkretny dzień i godzinę. Obejrzał cały samochód, nawet zajrzał pod spód Delighted Chociaż nie wiem po co, bo uszkodzone były tylko tylne drzwi… Potem zapytał mnie czy jestem zadowolona z naprawy i dał do podpisania papier, że jestem usatysfakcjonowana usługą Happy-Grin Podpisałam bez oporów, bo nie miałam zastrzeżeń. Tylko najpierw poczytałam co mi podsunął do tego podpisu Pleasure

            • Quackie pisze:

              No i to jest zdaje się różnica w obsłudze klienta między USA a Polską.

              • Tetryk56 pisze:

                jest jeszcze druga różnica: między $1000 a 800 PLN…

                • Quackie pisze:

                  No, to gdzieś 1/4 z 1000$. Ale te 800 zł to skąd się wzięło?

                • Tetryk56 pisze:

                  Tyle płacę za swoje…

                • miral59 pisze:

                  Muszę przyznać, że zawsze mnie denerwuje, kiedy ktoś przelicza zarobki za granicą i porównuje je z polskimi… Pamiętam, jak zaraz po przyjeździe tutaj, pracowałam w serwisie sprzątającym. Miałam średnio $220 na tydzień. Koleżanki w Polsce mi zazdrościły, że aż tyle. Małżonek pracował wtedy przy sprzątaniu biur i miał podobne zarobki. (powód do zazdrości, prawda?) Tylko żadna nie brała pod uwagę, że za samo mieszkanie płaciliśmy $600. A do tego światło, telefon, internet, bilety miesięczne, no i czasami trzeba było coś zjeść, czymś się umyć itd., itp…. Nie wspominając już, że przyjechaliśmy z dwójką dzieci na utrzymaniu. Ani tego, że wynajmując mieszkanie nie mieliśmy żadnych mebli, ani naczyń. Na czymś trzeba było spać i z czegoś jeść. A wszystko kosztuje… Całe szczęście, że tutaj szkoła nie jest droga, a książek nie musieliśmy kupować, bo dzieci wypożyczają je ze szkoły (za groszową opłatą). Poza tym, dla takich biedaków jak my, są duże ulgi. Nie musieliśmy płacić za szkolny autobus, a dzieci miały darmowe lunche w szkole. W kolejnym roku już musieliśmy częściowo zapłacić, bo nasze zarobki podskoczyły. Małżonek zmienił pracę. A jeszcze kolejny rok, skończyły się ulgi, bo i ja zmieniłam pracę. Za dużo już zarabialiśmy Wink
                  To oczywiście nie jakieś pretensje do Mistrza T Happy-Grin Buziak Tylko tak mi się skojarzyło…

              • miral59 pisze:

                Wysokość ubezpieczenia za samochód też jest zróżnicowana. Najwięcej płacą rodzice 16-latków. Do 19 roku życia. Potem już mniej, a jak pociecha skończy 25 lat, traktowana jest jako osoba dorosła i doświadczona 😀 Wysokość zależy też od miejsca zamieszkania. Moja córa, która mieszka w Colorado, za ten sam samochód płaciła więcej niż tu. U nich często wali grad i obija samochody. Także ta sama firma ma różne stawki.
                Za to za dom płacimy mniejsze ubezpieczenie Pleasure Bo ubezpieczyliśmy go w tej samej firmie, a oni dają zniżki za lojalność Wink I tu też są różnice w stawkach. Jeśli dom stoi na tzw. „flood area”, czyli terenach zagrożonych powodzią, to składki są dużo większe. Firma się w ten sposób zabezpiecza przed bankructwem…

  46. Wiedźma pisze:

    Witaj Mirelko….. Hi tęsknie czekam na Twoją wycieczkę do bielików ! I na pewno nie tylko ja:)

  47. Quackie pisze:

    O, znalazłem, to się nazywa po amerykańsku „Tow Plow”, czyli w dowolnym przekładzie „Pług na holu”.

    • Wiedźma pisze:

      To wygląda,jakby zgarniał „do czarnego „?

      • Quackie pisze:

        Ja to znam tylko z filmów, ale ktoś kiedyś tłumaczył, że na naczepie w tej beczce jest solanka, którą polewa przed sobą czy obok siebie zaśnieżoną drogę i to ponoć genialnie pomaga zgarniać.

    • Tetryk56 pisze:

      Po dziwnie czystym asfalcie jeździł ten duży…
      Ale na mnie wrażenie zrobił jeden z następnych:

      • Wiedźma pisze:

        Tanie paliwo mają ?:)

        • Quackie pisze:

          Dzie tam, drogie niemożebnie! Jak pytałem znajomych Amerykanów, to narzekali, że za galon płacą ileś tam dolców, policzyłem i wyszło mi, że my płacimy tyle za litr… (galon = 3,7 litra)

          • miral59 pisze:

            Tutaj paliwo tanie nie jest. To fakt. Szczególnie u nas. Powiat Cook, do którego należymy, ma najdroższe paliwo w całych Stanach Sad Po prostu, mamy najwyższe podatki… Zwykle tankuję poza strefą zamieszkania. Zawsze to parę dolarów mniej. A że jeżdżę daleko… A różnica między np. Ottawą (tą w Illinois, a nie w Kanadzie) i Downtown Chicago jest prawie dwóch dolarów za galon. Biorąc pod uwagę, że mam bak na prawie 20 galonów… to różnica w cenie jest duża. Oczywiście nie jeżdżę do Ottawy po paliwo, bo nie opłacałoby mi się to. Jadę tam ok. 1,5 godziny Wink Trochę za daleko Delighted

            • Quackie pisze:

              Momencik, poproszę średnią cenę za galon i rodzaj paliwa, jakie tankujesz. W Trójmieście w tej chwili cena litra benzyny 95-oktanowej oscyluje między 5,25-5,30 zł, pamiętam ze Stanów, że tam była benzyna o niższej liczbie oktanowej, coś jak 83 czy 85?

              • miral59 pisze:

                Musiałam zapytać małżonka o te oktany Delighted Tankuję i sama nie wiem co Overjoy Ja jeżdżę na tej najniższej oktanowo, czyli 87. Potem jest 89 i 92. O średniej trudno mi jest pisać, bo w zasadzie codziennie cena jest inna. To rośnie, to maleje… Kilka tygodni temu kosztowała (na mojej „tańszej” stacji) $4,17, a w tym tygodniu 3,29 za galon. Dziś powinnam zatankować, bo mam prawie pusty bak. Ale po ile będzie, to nie wiem… Średnio tankuję raz w tygodniu, ale jeśli więcej jeździmy na wycieczki, szczególnie te dalsze, to wiadomo, że zużywam więcej paliwa. Tylko nie pytaj mnie ile pali mój samochód na 100 km, bo nie mam bladego pojęcia. Tutaj nie używa się nawet takich przeliczników. Jak kupujesz samochód, to masz podane ile mil przejedziesz na galonie. Nigdy nie chciało mi się tego przeliczać. Raz, że zamiana galonów na litry (1:3,78), to jeszcze mile na kilometry (1:1,6). Za leniwa jestem Wink

                • Quackie pisze:

                  No tak, czyli liczmy już nawet te 4$ za 3,78 litra, po kursie 3,1 zł za dolara to czyni 12,4 zł za 3,78 litra czyli 3,28 za litr. Czyli w przeliczeniu 2 zł (60 centów)taniej na litrze jest w Stanach.

                • miral59 pisze:

                  Że też chciało Ci się to liczyć?!!! Wink

          • Wiedźma pisze:

            Kwaku, oni mają ropę, a my importujemy chyba najdrożej w świecie..:)

      • miral59 pisze:

        Nie chcę być niegrzeczna, ale dla mnie to bez sensu. Odśnieża w ten sposób jeden pas, czyli droga i tak będzie w zasadzie nieprzejezdna. Powinien to chyba rozpychać na boki, a nie jechać grom wie gdzie z tym śniegiem. Wiedźminka ma rację. Z dużo taniego paliwa mają… Worry

        • Quackie pisze:

          Mam niejasne wrażenie, że po bokach za bardzo nie ma miejsca, w które można odgarnąć ten śnieg. Musiałby mieć taką zagiętą rurę, z której wyrzuca śnieg wzwyż i na bok.

          • miral59 pisze:

            Tylko te „boki” sam tak zrobił. Gdzieś musiał wjechać. Z jakiego punktu zacząć. Gdyby od razu „się rozpychał”, miałby miejsce. Przy tak wąskiej drodze, nawet dwie furmanki się nie miną, a co dopiero mówić o samochodach. To po grom tak odśnieżać, skoro i tak będzie to nieprzejezdna droga?

    • miral59 pisze:

      No właśnie! I sam powiedz, co on tam skrobie? Asfalt? A potem się dziwią, że dziury! Co to odśnieżać, jak nie ma prawie śniegu? Delighted Tutaj w ogóle jest cały system tego odśnieżania. Właściciele pick upów mają podpisane kontrakty z gminami i jak spadnie śnieg, jeżdżą po małych osiedlowych uliczkach i odwalają śnieg na boki. Do większych ulic są regularne, duże pługi. Podobnie jest z chodnikami i parkingami. Widziałam na chodnikach takie wąskie małe odśnieżarki. Facet sobie siedzi wygodnie i popyla chodnikiem, a śnieg specjalną rurą leci na bok Happy-Grin
      A tak w ogóle, to czy patrzyłeś na pociągowe odśnieżanie Delighted Nie umiem tego wstawiać, ale pociąg w śniegu wygląda bajkowo Happy-Grin

  48. miral59 pisze:

    W międzyczasie załatwiłam już dwie sprawy Happy-Grin Ale zaraz będę musiała wylecieć na dłużej Sad Szkoda… Jeszcze te pierońskie cotygodniowe zakupy Distort

  49. Tetryk56 pisze:

    Mireczko, nie chciałem cię denerwować!
    Po prostu chodzi mi o to, ze kompletniejsza usługa w Stanach jest droższa niż mniej kompletna u nas – nawet przeliczając sztucznie $ na PLN 1:1.
    Kiedy zostałem uderzony przez inny samochód, w warsztacie – który sam wyszukałem i dojechałem do niego – podpisałem papier, na podstawie którego naprawiający rozliczył koszty z moim ubezpieczycielem poza moim zainteresowaniem – czyli podobnie jak przy udziale twojej agentki. Być może warsztat wyciągnął coś więcej niż niezbędne minimum, ale nie miałem z tym żadnych kłopotów – po umówionym czasie odebrałem naprawione auto.
    Miałem takie przygody z dwoma samochodami, ubezpieczanymi w różnych firmach – w obu przypadkach naprawca wykłócał się z ubezpieczycielem (w jednym z tych przypadków dwukrotnie ściągał rzeczoznawcę!).
    W sumie więc, nie wiem czy byłbym chętny płacić nawet 50% więcej za czułą opiekę agentki.

    • miral59 pisze:

      Przecież od razu napisałam, że moja wypowiedź Ciebie nie dotyczy. Była tylko na zasadzie skojarzenia. I nie zdenerwowałeś mnie, nie było czym Pleasure
      Może po prostu w Polsce są inne warunki i układy. Tutaj tanie ubezpieczenie nie załatwi Ci niczego, a żaden warsztat nie będzie chciał iść na takie ryzyko. To co nasz sąsiad na parkingu wjechał mężowi w drzwi samochodu, to był horror. On ma tanie ubezpieczenie. Uszkodzenie samochodu wycenili na tyle, że nie wiem jaki warsztat by to zrobił za takie pieniądze. A poza tym potrzebowali całego stosu papierów. W końcu dali adres warsztatu z nimi współpracującego, żeby małżonek tam naprawił. Wzięli więcej niż wycena i to małżonek musiał zapłacić. Potem agentka się wykłócała z nimi, żeby zwrócili całość, a nie tylko to co wycenili. A i tak nie było to porządnie zrobione i jak padał deszcz, to małżonkowi przez te drzwi zaciekała woda. Do d…, to znaczy do kitu takie naprawianie!!!!
      Siostra mojej byłej wspólniczki miała jeszcze lepiej. Wyszła za mąż i kilka miesięcy później okazało się, że ma raka. Poszła do szpitala na operację, a w tym czasie jej świeżo upieczony małżonek zwinął żagle. Jak jej napisał w liście pożegnalnym, po tej operacji brzydzi się ją dotykać (taki głąb). Przy okazji ukradł jej samochód, który kupiła jeszcze przed ślubem. Po powrocie ze szpitala, ta siostra zgłosiła na policji kradzież. Znaleźli samochód rozwalony kompletnie. Ubezpieczenie odmówiło zwrotu kosztów, bo małżonek nie był dopisany do ubezpieczenia. Nawet z tą kobietą gadać nie chcieli. A raty trzeba było płacić. Wkurzona, powiedziała o tym znajomemu adwokatowi, a ten napisał jej skargę do gubernatora. Jak jej wyjaśnił, sprawa w sądzie będzie się wlokła latami, a tu mogą pomóc w kilka tygodni. I pomogło Delighted Nawet tydzień nie minął, jak przysłali z ubezpieczenia kasę, a dopiero później przyszła odpowiedź z biura gubernatora, że sprawdzą to ubezpieczenie Overjoy Musieli dokładnie sprawdzać, skoro reakcja była natychmiastowa Pleasure Tylko nie każdy ma znajomego adwokata… i nie każdy umiałby się wykłócać. Muszę też przyznać, że to moje ubezpieczenie, wcale nie jest z tych najdroższych na rynku. Są droższe i to dużo. Chociaż niekoniecznie lepsze…

      • Quackie pisze:

        To są niebywałe historie, a najpiękniejsze, że czasem z happy endem. Mam wrażenie, że częstszym jednak po Waszej stronie Wielkiej Wody.

        • miral59 pisze:

          Widzisz… Tutaj jak wiesz jakie masz prawa, żyje się łatwiej. No i oczywiście o ile jesteś tu legalnie. I kolejny przykład 😀 Małżonek w klimatyzacji robi tu od ponad 15 lat. W tym fachu są tak zwane „martwe sezony”, kiedy nie ma ani ogrzewania, ani chłodzenia. To znaczy są używane, ale jakoś nikt nie instaluje, ani specjalnie nie naprawia. I tak, zwykle od połowy grudnia do połowy marca małżonek siedział (jak na urlopie bezpłatnym) w domu. Wściekał się, bo samej ciężko było mi utrzymać dom. Dopiero po dziesięciu latach pobytu tutaj, dowiedzieliśmy się, że chociaż jest zatrudniony, ale jak sezonowo nie ma pracy to może pobierać zasiłek dla bezrobotnych… Tylko kto to wiedział? A Amerykanie wiedzą i wykorzystują. Prawdopodobnie jest więcej takich benefitów, tylko my o tym po prostu nie wiemy. A trudno jest zapytać o coś, skoro nie wiesz o co masz pytać…

          • Quackie pisze:

            No właśnie, jeżeli wiadomo, jakie masz prawa. A jeżeli w PL interpretacja przepisów podatkowych może się zmieniać zależnie od rozpatrującego Urzędu Skarbowego?

            • Tetryk56 pisze:

              Nawet w zależności od pokoju, w którym pytasz. I nie dotyczy to bynajmniej tylko US-ów – to problem jakości naszego prawa, funkcjonującego na zasadzie patchworków.

              • Quackie pisze:

                I jak tu żyć? Jak żyć, Mistrzu T? Poza tym, że długo i szczęśliwie?

                • Tetryk56 pisze:

                  Uparcie i skrycie…

                • miral59 pisze:

                  Ale jakoś sobie Polacy z tym radzą. Jedni lepiej, drudzy gorzej… Najgorzej, że ustawodawca sam niejako zmusza ludzi do łapówkarstwa. Bo skoro interpretacja zależy od urzędnika… to można tego urzędnika zachęcić do korzystniejszej interpretacji… Worry

            • miral59 pisze:

              No to faktycznie przekichane Sad

  50. Bożena pisze:

    Idę do łazienki i później na „Szkło kontaktowe” opatrzę.Dobranoc Wanna

  51. Quackie pisze:

    Dzisiaj na koniec dnia przypomniała mi się taka piosenka Rogera Hodgsona z grupy Supetramp, w sam raz na długi, jesienny wieczór. Snów melancholijnych i refleksyjnych! Dobranoc!

  52. Wiedźma pisze:

    Snów … może jednak pogodnych ?
    Dobranoc

  53. miral59 pisze:

    Zapraszam na pięterko Happy-Grin Podejrzewam, że większość się pofatyguje jak ja już będę spała, czyli u Was rano Pleasure Przynajmniej będę miała co poczytać jak wstanę Wink

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)