Czyniąc zadość Senatorowi chcę pokazać różne latające cudeńka, które udało nam się złapać w kadr. Niektóre fotografowaliśmy specjalnie, inne trafiły przez przypadek na nasze zdjęcia…
Jako pierwsze – zdjęcie muchy… A co!!!! Senatorowi w podarunku…
Nie tak dawno byliśmy w Brookfield ZOO. Jest tam specjalny namiot z motylami. To ekspozycja sezonowa, czynna tylko w miesiącach „urzędowania” motyli. Przy wejściu stoi tablica informacyjna. Są to obrazki z nazwami motyli, które danego dnia można w namiocie spotkać… Nie opisuję motylków, bo i co miałabym napisać. Nie znam ich nazw…
Moją uwagę zwróciły pomarańcze i jabłka ułożone na talerzykach. Zapytałam o to jedną z pracownic i dowiedziałam się, że motyle żywią się nie tylko nektarem z kwiatów, ale są gatunki, które piją sok, a niektóre jedzą owoce… Przed wizytą w zoo nie wiedziałam o tym. Szkoda tylko, że nie zapamiętałam, które to motyle są takie żercze…
Przy wyjściu z namiotu kobietka z obsługi sprawdzała, czy przypadkiem jakiś motyl nie chce na naszych plecach wyjechać na wolność… Nie chciał żaden…
Będąc na jednej z ostatnich wycieczek w Buffalo Rock State Park, zainteresowały nas ważki. A może to nie były ważki… Sama nie wiem… Opstrykaliśmy też koniki polne i żuczki. Miałam nadzieję na nowe ptaki, ale one były mądrzejsze od nas. Pochowały się w krzakach, a my maszerowaliśmy w pełnym słońcu po łąkach. I to w temperaturze powyżej 30C w cieniu…
Latając po łące za ważką, małżonek złapał kleszcza. Od razu go z siebie zdjął, ale oczywiście dowiedziałam się, że to przeze mnie, bo zawsze mnie ciągnie, żeby łazić „po oranym”, a nie jak wszyscy po ścieżkach. A czy ja mu kazałam latać za mną po tym „oranym”? Mógł zostać na ścieżce jak wszyscy…
Różnego rodzaju owady to nie tylko wycieczki. Jest tego trochę w domach, czy w przydomowych ogródkach…
Mam nadzieję, że moja niewiedza na temat różnych owadów Wam nie przeszkadza. Trudno znać się na wszystkim, a poszukiwania w internecie nazw tych latających i skaczących trwałyby strasznie długo…
Ps. W tą niedzielę byliśmy na kolejnej wycieczce. Zaciągnęłam małżonka do ST. Charles, chociaż to kawałek drogi od nas. Z tego miasteczka do mojej dzisiejszej opowieści jest tylko jedno zdjęcie. Jakiegoś latającego stworka. Nawet spory był …
Potem (też za moją namową) pojechaliśmy do Blackwell Forest Preserve. To miejsce poleciła mi znajoma Amerykanka. I z tego terenu są pozostałe zdjęcia…
Doczytałam, że ważki są drapieżnikami i jedzą komary. Od razu je polubiłam. I wiem już dlaczego tak trudno złapać je w kadr. Rozwijają prędkość do 10m/sek. To trochę za szybko jak na nasze aparaty…





Witam
Mam nadzieję, że tym razem nie jest to ani za długie, ani za krótkie 
Dzień dobry: ))) Bardzo fajne!!
O wycieczce do St. Charles i Blackwell Forest Preserve opowiem „inną razą”…
Dzień dobry
Prawda, nie za długie i nie za krótkie i w dodatku ciekawe. Przynajmniej dla mnie 
Dziękuję Bożenko
Nigdy nie sądziłam, że takie „muchy” mogą kogoś zainteresować 
Dzień dobry Bożenko 😀 A jaki piękny niebieskawy motyl!! 😀
Zeszłego roku na własne oczęta i na własnym poletku widziałam pięknego, modrego motyla. Był naprawdę cudny.
Już się cieszę, Mirelko ! 🙂
Dzień dobry: )))
Około 80% tych ważek jest identyczna z tymi jakie i u nas występują! Proszę rzucić okiem na tę stronę: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.wazki.pl/
Na Twoich, Miral, fotografiach są i pałątki jak i łątki, są i nimfy – to te o długich cieniutkich odwłokach i przezroczystych skrzydłach, i świtezianki – te o kolorowych, jakby zaokrąglonych skrzydłach, i żagnice – te takie potężne, o mocnych czterech skrzydłach słyszalne w locie… Jest ich a jest!: ))
Dziękuję Ci, ja je widuję nad wodami gdzie ryby jeżdżę łowić i wiem, że sfotografować je niełatwo. Chyba jedne łątki i pałątki są najspokojniejsze, bo już taki husarz należy do błyskawicznie startującego i niesamowicie szybko zmieniającego kierunek lotu rodzaju!: ))
Ot, tu świtezianka
A tu pałątka:
A tu łątka:
Dzień dobry
Czyli, krótko mówiąc, moje „muchy” Ci pasują 
Pisałam, że robić zdjęcia to jeszcze mogę, ale nazwy są dla mnie zbyt trudne do znalezienia. Nigdy się tym nie interesowałam, chociaż na polskich jeziorach, gdzie jeździłam co roku widywałam je nieraz. Ale samo zobaczenie nie jest takie trudne…
Tych dwu mi szczególnie zabrakło!
To jest mucha plujka
A to ścierwnica mięsówka.
Moje ulubione!: ))
Afeeee..
W łeb ją. Packą 😀
Nie!!! To mamusie białych robaczków, znakomitej przynęty na ryby!!!
Tu normalnie naturalne
A tu barwione
Aaa feeeee!!!
No wiesz!!!!
To chyba ścierwnica mięsówka jest używana w medycynie. Są specjalne hodowle tej muchy, żeby nie miały bakterii, czy wirusów. Wręcz idealnie oczyszczają głębokie rany. Wyżerają tylko chorą tkankę, a zdrowej nie ruszają. Pamiętam, kiedyś do szpitala, w którym pracowałam, trafił pacjent. Miał złamanie otwarte, a jakiś baran założył mu gips na całą nogę. Zwykle zostawia się „okienko” w miejscu gdzie jest rana. Można wtedy zmieniać opatrunki, rana ma dostęp do świeżego powietrza i lepiej się goi. Pacjent skarżył się, że czuje jakieś dziwne łaskotanie pod tym gipsem. Gdy lekarze go zdjęli, mało nie popadali. W ranie siedziało kilka białych robali. To było obrzydliwe, ale uratowało facetowi nogę. Robaki tej muchy oczyszczały na bieżąco ranę i dzięki temu nie wdało się zakażenie. Także nie tylko do połowu ryb takie robale są potrzebne…
Z drugiej strony są też i takie małe rybki, które oczyszczają ludzką skórę z martwych fragmentów, zabieg jest raczej kosmetyczny niż medyczny, a jakiś czas temu był intensywnie promowany. Także nie tylko do poławiania niektóre ryby się nadają…
Ślina tych rybek na dodatek zawiera jakieś związki leczące szczególnie oporne przypadki łuszczycy, jeśli dobrze pamiętam.
O tych rybkach też słyszałam. Pokazywali w telewizorni jak sobie kobitki siedzą, moczą nogi w baseniku i popijają kawkę. A w tym czasie rybki czyszczą im pięty
Nienawidzę much ! Zabijam je bez cienia wahania….
komary i kleszcze też ! „Po cholerę toto żyje?” …
Żeby białe robaki dawać!! I to przemawia za wzięciem ich pod ścisłą ochronę!: ))))
To żyje, Wiedźminko, żeby karmić różne, większe od nich zwierzaczki
Tam gdzie wytępiono w dużym stopniu komary, zginęły również niektóre gatunki ptaków, bo nie miały co jeść 
Niech latają na zewnątrz, a nie w domu
Podobnie pająki…
Ja też ich co prawda nie lubię, szczególnie komarów i kleszczy. A muchy z domu po prostu wypraszam
Ja nawet wypraszać nie muszę, robi to za mnie Mania
To masz dobrze
Bo ja czasami nieźle się za taką muchą ugonię 

Ale Mania chyba ich nie wyprasza, a po prostu w ramach treningu zręczności, je łapie
Prawdę mówiąc, te pałątki, czy łątki, to jak dla mnie jeden grzyb
Nie znam się na tym i wolę robić zdjęcia, chociaż nie zawsze mi to wychodzi tak jak trzeba
Rzuciłam okiem na stronę, którą podałeś… Zauważyłam, że wszystkie te zdjęcia są ważek siedzących na czymś. Nie widziałam takiej w locie. Czyli nie jest to takie łatwe – złapać ważkę w locie
A już myślałam, że ja i mój małżonek to fotografy do d… kitu
Skoro nie umiemy złapać w kadr głupiej ważki 
Dam Ci jeszcze jedną stronę, tu znajdziesz systematykę ważek wraz z łacińskimi nazwami http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/staw.bieleccy.com.pl/str_wazki.html
Obejrzałam
Tu jest tylko malutka cząstka ważek. Piękne… Z tego co pisze Wiki, na świecie jest ok. 6000 gatunków…
Ważka husarz, ładna nazwa.
Musiałam zobaczyć jak ona wygląda i zaraz ją tu przyniosłam dla porównania.
To dobrze, że ją tu przyniosłaś, Bożenko
Zawsze to będzie więcej do oglądania. Bo i Senator swoje „dołożył” 
Husarza Ty już pokazałaś, ja tylko dla porównania który to jest. Nigdy nie sądziłam, że jest aż tyle gatunków ważek
Na początku chciałam posprawdzać nazwy tych opstrykanych ważek i motyli, ale jak wyczytałam u cioci Wiki, że samych ważek jest ok. 6000 gatunków, to zwątpiłam
Czy ja mam czas na przejrzenie ich wszystkich??!!!! Toż to praca na kilka miesięcy
Tak i zostawiłam 
Tam wyżej coś znajdziesz!: )))
To z podanej przeze mnie drugiej strony!
Czerwona ważka! Jeszcze takiej nie widziałam
Ha!!
Ollala, ale ładna 😀
Się ma gust!!
Nioooo
Takiej…. nigdy nie widziałam !
Prawdę mówiąc w naturze ja też!
Idę spać, bo u mnie już północ, a jutro znowu do pracy
Muszę się przedtem trochę przespać
Miłego dnia Wam życzę, a sobie mówię dobranoc

Ja też mówię Tobie dobranoc. Miłych snów o pięknych ważkach
Śpij i śnij.. 😀
Dzień dobry 😀 Poczytałam, oglądnę w domu.. Proszę, nasz Senator nawet muchy w prezencie dostaje
Zda się na przynętę?? 😀
Podziwiam Mirelko, że chce Ci się biegać nawet za owadami i dzięki Tobie – ja se poszerzę horyzont 😀
Dzień dobry: )))
Ważki nie, ale na koniki polne można łapać klenie. Jak się ktoś uprze to i pstrągi, ale to już kłusownictwo bo u nas na pstrąga to tylko sztuczne przynęty! No, wyjątki są, np dla tęczaka i na wodach poza gestią PZW ale to już szczególiki regulaminów! Niby jeszcze na wodach nizinnych można ryby łososiowate na naturalne przynęty łowić, ale to raczej epizodycznie.
Witaj Skowronku ! 🙂 nie tylko Ty poszerzasz sobie horyzonty ! 🙂 ja też ….
Ja też 🙂
Ja też poszerzam horyzonty, bo jak mam coś na zdjęciu (szczególnie ptaszki), to sprawdzam co to jest i dowiaduję się różnych rzeczy. Cieszę się, że mogę Wam je przekazać
Lubię biegać, Alu
I w zasadzie wszystko jedno za czym
Chociaż najbardziej lubię za ptaszkami
I już namawiam małżonka na ponowną wyprawę do Blackwell Forest Preserve, bo wyczytałam, że żyje tam 5 gatunków sów (a nie mam jeszcze żadnej na zdjęciu), są też rybołowy i wiele innych pięknych ptaków…
Widzieliśmy też indigo bunting czyli łuszczyka indygowego. Taki pięknie niebieściutki ptaszek z rodziny kardynałów. Przeleciał nam przed nosem, a że siedziałam akurat za kierownicą, nawet nie zdążyłam zahamować, a co dopiero mówić o zrobieniu zdjęcia. Także nie ma bata, musimy się tam wybrać na łowy 
Dzień dobry! Niby dzisiaj JESZCZE ładna pogoda miała być, tymczasem w Gdy zachmurzenie prawie całkowite, z lekkimi tylko przejaśnieniami, niby ciepło, ale tak nie do końca, ni pies, ni wydra.
Zdjęcia trzymają klasę znaną z wcześniejszych wpisów, wszystkie robaczki przefajne, ważki oczywiście najbardziej efektowne, ale i konie polne świetne. Te „krótsze” chyba są najbardziej zbliżone do najpopularniejszych w Polsce, ten z dłuższym i smukłym odwłokiem wydaje mi się jakimś kuzynem szarańczy. Motyle nie do ogarnięcia, w sensie rozpoznania, wydaje mi się, że na trzecim zdjęciu jest jakiś paź, ale już jaki konkretnie, to się nie podejmuję. Kolory i kształty cudeńko w każdym razie.
PS. A ja podążam sami-wiecie-dokąd.
Witaj Mistrzu! Ty MUSISZ zostać wędkarzem. Raz sobie poweźmij takie postanowienie i realizuj je z pełną determinacją!!
Uj, kiedy próbowałem i nie wyszło. Szwagier mnie wyciągał na ryby, opowiadałem już na pewno, po zgubieniu mu w trzcinach drugiego spławika (i wszystkiego, co poniżej) poprosiłem grzecznie, żeby mnie odwiózł na ląd, bo bardziej sobie cenię pokojowe układy z nim, niż ewentualne zdobycze. Trochę lepiej było na morzu, ale przygotowaniem wędek i przynęty zajęli się gospodarze, a ja tyle że nie przeszkadzałem zbytnio przy zarzucaniu i wyciąganiu (a przecież sam pisałeś, że to nielegalne poławianie).
Summa summarum, niechże szewc pilnuje kopyta, a i ja się za wędkę brał nie będę.
Każdy kiedyś zaczynał i wielu nie od razu rekiny łapało! Ty wiesz jaka frajda Cię omija!!??
Największa frajda w tych pełnomorskich połowach polegała na samej wyprawie, na wstaniu o nieludzkiej godzinie, dojechaniu tych kilkudziesięciu czy nawet stu paru kilometrów do domu szypra, wytarabanieniu się z całym szpejem, dojechaniu do portu, wypłynięciu i zażywaniu miłego dnia w świetnym towarzystwie na rozmowach o d… Maryni, z towarzyszeniem napojów z lodu, jeżeli nawet alkoholowych, to nisko. Dla mnie ryby były tylko bonusem, więc żaden ze mnie wędkarz. Brak mi tego instynktu łowieckiego, podejrzewam.
No toż to właśnie o to chodzi!! Ryby jako takie są jedynie pretekstem, że tak powiem!! No, jak się czasem coś złapie to nieźle, ale tak naprawdę ważne jest jedynie to całe zawracanie głowy!: )
Hmm, różnica polegała też i na tym, że szwagier (i jego kuzyn, zaprzysięgły partner od wędkowania) na jeziorach nie są chętni ani do gadania (bo gadanie płoszy ryby), ani do rozkoszowania się rejsem (bo to trzeba uważać na spławiki). Co innego w Stanach, tam faktycznie jest miło i na luzie.
Widzisz więc że różni są wędkarze, ale frajda jest zawsze!: )
PS Gadanie nie płoszy ryb. Ryby płoszy uderzanie w dno czy burty łodzi i stepowanie na brzegu tuż nad wodą. Trzy metry od brzegu można kozaka tańcować i rybom to nie przeszkodzi!
A, no to może i pukania w łódkę też zabraniają, ale wysiedzieć tak bez ruchu zupełnie… to też trudno.
: ) Kiedyś po godzinie bezruchu w łódce przy polowaniu na rzeczywiście fantastyczne w tym łowisku liny, poruszyłem się tak trochę, bo mi już we wnętrzu pół własnego kościotrupa zdrętwiało. Szwagier spojrzał na mnie spode łba i pyta – Tańczyć tu, psiakrew, przyszedłeś??
Dzień pochmurny.


Ćmy też są ładne.
Przypomniało mi się jak dawno temu wpadł mi do pokoju przez otwarte okno pasikonik zielony. To są duże owady, ale tamten to był jakiś mutant olbrzym. Nie wiem czy ze strachu, czy z zachwytu zaczęłam krzyczeć. Robił wrażenie kilkunastocentymetrowiec jeden. 🙂 Wrzeszcząc, na pewno ze strachu o życie pasikonika, nie pozwoliłam go utłuc. Został delikatnie wyniesiony na zewnątrz. Zachwyt zachwytem, ale okno tego wieczoru miałam już zamknięte.
Witaj, Jasminko: )) Pasikoniki potrafią parszywie ugryźć!!
Witaj Senatorze.
Nie wiedziałam o tym, bałam się, że w nocy siądzie mi na twarzy i mnie podrapie. Że gryzie nie miałam pojęcia. I tak zabrakło mi odwagi żeby wynieść go własnoręcznie i wołałam o ratunek. 😆 Nigdy wcześniej i później nie widziałam takiego olbrzyma. 🙂
Dzień dobry 🙂 Być może Jaśminko trafiłaś na cykadę, to olbrzymi owad długości dłoni nawet, został przywleczony do nas na statkach strasznie piłuje się w nocy zwłaszcza .:)
To ten Twój! Zwie się: pasikonik śpiewający!
Cykady znad Morza Śródziemnego wydawały mi się bardziej płaskie i podobne do ogromnych much niż klasycznych, zielonych pasikoników.
Owszem, są szare i bardziej przypominają nasze świerszcze niż pasikoniki, ale i Miśku ma rację – ten zielony pasikonik śpiewający piłuje że aż strach!
To już wiem, tego zielonego też widziałem, długi na palec, ale kiedyś mi wpadła przez okno cykada, jest faktyczna szara i taka ćmowata, ale ogromna, myślałem, że to ćma, ale była za wielka, później sprawdziłem co to jest 🙂
Cykad też jest kilka rodzajów, chociaż zasadniczo są do siebie podobne. Te cykady, które są u nas drą mordy przez cały dzień. One różnią się między innymi okresem przebywania pod ziemią. Niektóre w fazie larwalnej są dwa – trzy lata. Ale są i takie, które zanim wylazą z ziemi siedzą tam 17 lat. Kilka lat temu był właśnie wysyp tych 17 letnich. Były ich miliony!!!!! Mieszkaliśmy wtedy w Schiller Park, bardzo blisko parku. Ten ich jazgot był tak głośny, że momentami nie było słychać samolotów, o własnych myślach nie wspominając
A ile było naszatkowanych gałązek!!!!! Bo one wyłażą z ziemi, żeby złożyć jajeczka w korze młodych gałązek. Jajeczko rośnie i rozrywa taką gałązkę, która spada na ziemię i wykluta larwa włazi do ziemi. Do życia na powierzchni potrzebują tylko ciepła i wilgoci. Dorosłe osobniki po godach padają martwe…
O kurka ! To jak biblijna szarańcza, ale żeby 17 toto knuło pod ziemią, jakby tu zeżreć park, fiu fiu . Dzięki za info Mirelko, to bardzo ciekawe dla nas, którzy nie mają takich przyjemności na co dzień 🙂 🙂
Taki był??
Wygląda jak ten z 13 zdjęcia w trzecim zestawie, tylko bardziej zielony.
To chyba kwestia techniczna!
Oczywiście, tak.
Ten mój na 13 zdjęciu w trzecim zestawie nie był zielony i nie jest to kwestia techniczna. Na tym zdjęciu jest jakaś malutka zielona roślinka i jest ona zielona. Widocznie to jakiś inny gatunek, niż ten omawiany przez Was
DzieńDobry :))) Jeżeli był bardziej zielony, znaczy się to był szmaragd !
Tzn. na zdjęciu Miral był MNIEJ zielony niż ten wklejony przez Senatora.
Rozumiem :)) Był mniej zielony od Senatora, czasem tak bywa zwłaszcza po południu. Intensywną zieleń przybiera się szczególnie nad ranem, po przehulanej nocy i spożyciu mniejszej ilości zakąski od zalecanej przez lekarza lub farmaceutę :)))
O to to 🙂

Cie, jaki znawca!!: )))
Taki był. Bardzo zielony
PS: Możliwe, że to, co piłuje wieczorami za oknem to są właśnie pasikoniki. Bardzo głośne są. 😆
Trzeba go było podrażnić!
Wyjątkowo opanowany osobnik musiał być jeśli nie zdołał go podrażnić mój wrzask. 😆 A poza tym to byłam w szoku i bałabym się, że odleci ze ściany w mniej dostępne miejsce i będę musiała z nim spać. 😆
Należało dosyć energicznie szturchnąć go palcem w pyszczek!
Laczkiem 🙂 🙂
Tata chciał Laczkiem, Miśku.
Nie pozwoliłam. 
Przypomniało mi się coś na temat tego szturchania w nos
Nasi znajomi przez kilka lat hodowali iguanę – legwana zielonego. Za duży im urósł (miał już ok. 1 metra) i nie mieścił się w terrarium, więc puścili go wolno po domu. Ulubionym miejscem na leżakowanie stał się szczytek od wersalki w dużym pokoju. Któregoś dnia przyszedł do nich hydraulik. Chcieli coś tam przerobić i potrzebowali jego pomocy. Już wychodząc, po ustaleniu terminu robót i ceny, dał iguanie pstryczka w nos. Chyba myślał, że to zabawka
Iguana nieprzyzwyczajona do takiego traktowania i wyrwana z poobiedniej drzemki, zerwała się na równe nogi i zasyczała… Biedny hydraulik ledwo drzwi zdążył otworzyć, tak wiał. Chyba się bardziej wystraszył niż ten legwan
Nigdy więcej się w tym domu nie pojawił. Przestał odpowiadać na telefony i stał się nieuchwytny
Musieli znaleźć innego. Ale tego już uprzedzili, że ten jaszczur na wersalce jest prawdziwy 
A propos sztuczny/ prawdziwy, przywiozłem szwagrowi ze Stanów strasznie kiczowatą rzecz, którą jednakże był zachwycony – sztuczną rybę, wyglądającą jak prawdziwa, na sztucznej drewnianej plakiecie z guziczkiem, takie fałszywe trofeum wędkarskie, które po włożeniu baterii do środka i naciśnięciu guzika śpiewa na zmianę coś ze dwie czy trzy piosenki nawiązujące do rybactwa/ wedkarstwa.
Amerykanie maja Mistrzu specyficzne poczucie estetyki, ja widziałem sztucznego psa typu wilczur,naturalnej wielkości, który uruchomiany fotokomórką szczerzył kły, wybałuszał oczy i donośnie szczekał z licznych głośników, myślałem, że na zawał zejdę, kiedy pierwszy raz wdepnąłem w to amerykańskie cudo, kiedy pytałem gospodarzy, dlaczego trzymają taką maszkarę zamiast żywego, odpowiedzieli, że z żywym za dużo zachodu 🙂 🙂
Widziałam takie ryby w sklepie, ale nie podobały mi się. Swojej mamie kupiłam za to indyka przed Świętem Dziękczynienia
Jak się go naciskało w jednym miejscu gulgotał prawie jak prawdziwy. I co chwila wykrzykiwał ludzkim głosem „eat more pork”. Mama nie rozumiała co on wrzeszczy, ale podobał jej się ten gulgot 
To o czym piszesz, Miśku, to nie specyficzne poczucie estetyki, a normalne wygodnictwo
Z psem trzeba chodzić na spacery, trzeba go karmić i sprzątać po nim kupki, o obowiązkowych wizytach u weterynarza nie wspominając… A po co im to potrzebne?
A tak prawdę mówiąc, to jak naciśniesz u nas dzwonek przy drzwiach frontowych, to usłyszysz szczekanie psa
Mamy tylko sam głos, bez dodatkowej maszkary 
Taki sztuczny kosztuje taniej i nie wymaga żadnej opieki.
Dzień dobry słonecznie….. czyste, błękitne niebo !
Podziwiałam plon wyprawy Mirelki i pomyślałam,że nasza Mirelka to wulkan energii : dom, praca, ogród, wyprawy w znane i nieznane i takie wspaniałe relacje !
Zachwycająca jesteś !
Podzielam Twoje zdanie Wiedźminko.
Witam: ))) Też podziwiam!: )))
Się dołączam.

Dziękuję za takie miłe słowa
Aż mi głupio… Nawet się nie spodziewałam, że te wszystkie „muchy” mogą być dla Was aż tak ciekawe… 
Bo my jesteśmy interesowni Mireczko. Interesujemy się różnymi różnościami.

Różnistymi
Czyli tak jak ja
Bo mnie interesuje wiele rzeczy, a w szczególności właśnie przyroda. Jakoś budynki, nawet te najładniejsze i najstarsze nie są tak ciekawe jak natura. Cieszę się, że Was też to interesuje, przynajmniej mam z kim o tym pogadać 
Dla nas Twoja natura jest niezwykle egzotyczna, choć bardzo często klimaty są swojskie, dlatego fajnie się ogląda i czyta, bo można znaleźć podobieństwa i różnice 🙂
Może dlatego, że tak daleko mieszkam, zawsze szukam podobieństw
W przyrodzie, w pejzażach… Jakoś tak bardziej swojsko się robi, gdy się znajdzie coś takiego samego, albo podobnego
Od razu się człowiek czuje jak w domu 
Witaj Mirelko!
Prawdziwy artysta nawet z muchy zrobi dziełko!
Brawo!
Dziękuję Tetryku
Muszę już uciekać do pracy
Miłego popołudnia Wam życzę 
Próba mikrofonu.
? Czemu tak na próbę?
Nie mogłam nie tylko edytować, ale też napisać nowego komentarza. Nadal mam problemy. Nie wiem dlaczego. 🙁
I jak? nie chrypi? 😉
Pomożesz mi popotem jak będziesz miał czas ❓ 🙁
Się wie 🙂
Szanowna Wyspo w całości, wybywam na wieczór, uprzejmie informuję, że postaram się jeszcze wrócić CO NAJMNIEJ na dobranockę.
Baw się wspaniale a my będziemy czekać na Twój powrót i tęsknić.
Edit
A ja właśnie wróciłam do Szan. Państwa po trudach i znojach. Ale warto było
A ja już za 4 razem sobie przypomniałem hasło do Wyspy, co napawa mnie dumą, bo to hasło mi ustawił Tetryk łońskiego roku, a ja go oczywiście nie zapisałem 🙂 🙂
A ja swojego hasła nie znam, nie mam więc czego zapomnieć.

Też ustawiał onegdaj Tetryk. Nie ma problema dopóki loguje mnie automatycznie. Martwić się będę potem.
Brawo, Miśku! 😉
bzzzzzzzzzzzz….
Dobranoc Wyspiarze, do jutra

Dobry wieczór zatem. Wyciągnęła nas otóż sąsiadka ze swoją koleżanką do nowego miejsca na kulinarnej mapie Gdyni, mianowicie na dach Muzeum Marynarki Wojennej (nie wymieniam nazwy miejsca, żeby nie było, że reklama, chociaż właściwie to anty). Przybyliśmy, rozsiedliśmy się, zamówiliśmy, pomni lojalnego ostrzeżenia młodego kelnera, że oczekiwanie na danie główne zajmie 40 minut. Panie dostały swoje jedzenie po 50 minutach, a ja – po 65. Nie był-ci to wielce skomplikowany zraz pod beszamelem z truflami, ale sałatka – z wykorzystaniem sałaty, owoców, serów i orzechów. Przystawki dla pań były podgrzewane w mikrofalówce. Na koniec zaś okazało się, że na każdym z trzech osobnych rachunków były błędy. Po drodze wysłuchaliśmy jeszcze nieprzekonującego tłumaczenia właściciela, w którym usłyszeliśmy hit sezonu: „Proszę państwa, a gdzie państwo w ogóle widzieli, żeby to była restauracja?” Faktycznie, nigdzie nie pada nazwa „restauracja”. No ale jeżeli miejsce ma stoliki, kelnerów, kartę dań, zamówienia są odbierane od klientów przy stoliku i tamże dostarczane, za całość zamówienia zaś płaci się przed wyjściem, to doprawdy nie wiem, czym miałoby to miejsce być.
Dobranoc. Spokojnych snów z wyłączeniem gastronomicznych. Jedyna rzecz, której się temu miejscu nie odmówi, to widok – na Zatokę z Helem na horyzoncie, Skwer Kościuszki z przyległościami, port jachtowy i plażę. Co prawda nie brazylijską, tylko gdyńską, ale co tam. Różnicę proszę łaskawie pominąć.
Bardzo ładna dobranocka Kwaku !
i jak dawno niesłuchana 🙂
W moim zacnym grodzie restauracje to jest loteria… idzie człowiek do takiej, która była przyjemna i przyjazna i …. kicha, już się skiepściła. Po prawdzie, to najgorsza była taka pod wezwaniem kulinarnej gwiazdy TVN….. tak, tak tej blondynki z burzą loków….Wystrój tandetny, jedzenie fatalne… nie zjadłam ani zupy ani drugiego dania, nie dałam rady. Na wszelki wypadek zrezygnowałam z deseru. Zupa z borowików dziwnie przypominała wodę, w której moczyły się grzyby…pieczeń… bez smaku i w dodatku nie dała się pokroić. Przy okazji sprawdzę, czy knajpa jeszcze egzystuje.
Gdy widzę tę kulinarną blond gwiazdę, to zmieniam kanał. Nie trawię tej baby…
Dzień dobry. Mam tak samo, co do joty.
Ha, a my mamy kilka miejsc – od bezbarwnych sieciówek (gdzie jednak lubią jadać dzieci), poprzez tematyczne restauracje z daniami z różnych państw (grecka, meksykańska, azjatyckie), do małych rodzinnych miejsc, gdzie może nie ma oszałamiającego wyboru, ale za to jest pyszne, sprawdzone jedzenie. I w żadnym z tych miejsc, powtarzam, w żadnym! tak nas nigdy nie potraktowano. Aha, plus zero rekompensaty za taką obsługę – ani zniżki, ani jakiegoś dania na przeprosiny (chociaż to może i dobrze, bo byśmy jeszcze na nie czekali). Raz zdarzyło nam się, że w Pizza Hut małżonka nie dostała zamawianej pizzy, tylko inną, czego dowiodła, porównując składniki z opisem w menu. Przeproszono nas, zaproszono gratis do baru sałatkowego, przy drugim podejściu znów okazało się, że to nie jest ta właściwa pizza, i wtedy już z płaszczeniem się ubłagano nas, czy będziemy na tyle łaskawi i zgodzimy się nie płacić w ogóle rachunku. Zgodziliśmy się, tym bardziej, że byliśmy w 8 osób, we 2 rodziny ze znajomymi.
Nieoczekiwanie musiałam się zająć małolatkami i na dodatek kobiałką truskawek ….i czas minął 🙁
Spokojnej nocy i pogodnego poranka 🙂

Dobranoc Wyspiarze
Dziś byłam w Elgin i spodobał mi się kwiatek w jednym z ogródków. Robiłam mu zdjęcie, gdy zauważyłam ważkę. Nawet udało mi się zrobić jej wyraźne zdjęcie
Spróbuję ją tu pokazać…
Nie umiem tego zrobić
Widocznie jestem za głupia na takie wynalazki
Może jak syn wróci z pracy, to mi pomoże…
Dzień dobry

Mnie się udało. Nie kopiuj grafiki, tylko adres URL, Mireczko.
Dzień dobry
Co prawda te zdjęcia jakoś dziwnie się zlepiły, ale są
I nie pisz do mnie o jakichś UReLach, bo i tak nie wiem o czym mówisz
Ja po prostu jestem ciemna w tym temacie i to wszystko 
Bożenko, jesteś kochana
Najważniejsze, że ważki są całe. Nie pisz, że jesteś ciemna, bo niejednego mnie nauczyłaś.
Kilka rzeczy wiem, ale o większości nie mam bladego pojęcia i gdyby nie Marek, to w ogóle bym nie wiedziała od czego zaczynać
To jednak dobrze, jak ma się dzieci, zawsze się do czegoś przydadzą 
Już je rozłączyłam
Szkoda, że nie da się tego powiększyć…
Też żałuję. 🙁 Powiększona wygląda ślicznie. Miałam nadzieję, że będzie wyraźniejsza.
Padam pyszczydło, więc spadam na górę do spania

Miłego dnia życzę
Czy u Was nie ma grawitacji, że spadasz na górę? 😆
Dobrej nocy Mireczko
Grawitacja jest
Ale to tak przyjemnie spadać na górę 
Dzień dobry: )))
Po tak wspaniałych dobranockowych życzeniach podpartych piękną muzyką miałem dziś w nocy sen…. Ukradli mi mianowicie na moich oczach samochód, widziałem jak nim odjeżdżają, złodziei – okazało się – znam osobiście, a małżonka, będąca świadkiem złoczyństwa, nie chciała dzwonić na policję bo „co to da”!! Nie i nie! Takem się na nią wściekły obudził, ze przez dobrą minutę tłumiłem w sobie chęć uduszenia słodko śpiącego w małżeńskim łożu obok mnie mego własnego szczęścia: ((
Dzień dobry
Czyli Pani Senatorowa uniknęła śmierci nawet o tym nie wiedząc 
Ona to ma szczęście niebywałe! Ot, choćby to, że na mnie trafiła już wystarcza by się za niesamowitą szczęściarę uważać!: ))
Ciekawe… wygrała cię w karty?

Lepiej! Wygrała najwyższy los na loterii życia!: )
Dzień dobry Senatorze 🙂 Jak śpiewał W. Młynarski:”Bo bywają często głupie sny, ale w końcu się budzimy i…”
I co byś począł bez Senatorowej gdybyś ją udusił
Dzień dobry: )))
Bym se znalazł nową, chętną do dzwonienia!!!
Witaj Senatorze ! 🙂 a to dopiero Ci dojadł ten sen…. i nie pomogły ani muzyka, ani życzenia ?
Witam: ))) Ano jakoś nie! Tak w ogóle to trzy kolejne sny miałem i żaden, psiakość, miły nie był! To przez te upały. Okna pootwierane tak by mi koty nie wylazły, po domu zefirek gania, a mimo to jakoś ciężko się śpi!
Dzień dobry wszystkim! Pogoda przepiękna, wszystko w złocie stoi i zieleniach, już teraz jest BARDZO ciepło. Dzisiaj kolejny wyjazd, ale jeszcze w zasięgu sieci, bo potem… potem już chyba tylko na telefon?
Dzień dobry Quacku 🙂 Mnie to BARDZO ciepło nie cieszy bo się wybieram na miasto. Chociaż o kilka chmurek poproszę
Witaj Mistrzu. To jednak w głuszę na ryby??: )
Ech, żeby tak. Po rodzinie w różne miejsca w PL, ale akurat nie nad wodą – i nie do wędkarzy.
Hmmm. Współczuć…? Gratulować…?? Wybierz sobie!: )
Dzień dobry
U mnie też się zapowiada piękna pogoda. I nawet ma być chłodniej, bo tylko 27C 

Szczęśliwej drogi w takim razie
Och, to prawie zima, u Ciebie, Mirelko ! Witaj i dobranoc
Witaj Kwaku ! 🙂 a u mnie śliczny, chłodny i pochmurny dzionek… i tak trzymać po wczorajszej duchocie
Dzień dobry 🙂 U mnie chmurek, aż nadto, zanosi się na deszcz 🙂
Ohoho. To pewnie do wieczora i do nas najdą. Tylko że my już będziemy gdzie indziej…
Cześć, Misiu: )) To ja Tobie zazdraszczam!!
Odmeldowuję się, zaraz wyjeżdżamy. Dam znać.
Szczęśliwej drogi. Będziemy czekać!
I ja życzę szczęśliwej drogi. Właśnie wróciłam zgrzana do domu, bo jest duszno pomimo lekkiego wiatru i coraz większego zachmurzenia.
Witaj Bożenko… na chwilę się ochłodzi i odpoczniesz… t
tak jak ja:)
Szerokiej drogi…. a kiedy wracasz, Kwaku ?:)
Dzień gorący.
Witaj Wiedźminko.
U mnie już też nie. 😆 Oby nie +10 się zrobiło, tak jak teraz mogło by zostać. 🙂
Odwiedzili nas na chwilę zaoceannicy rodzinni z kilkumiesięcznym Kaszojadem. Maluszki wpływają na mnie bardzo pozytywnie, nawet głowa (ciśnienie w dół?) już tak nie boli. 🙂 W razie gdyby to się polecam, raz na jakiś czas ofkoz. 😆
Witaj Wonna: ))) Widzę, że „kaszojad”, mój własny wynalazek, świetnie się przyjął!: )))
Witaj Senatorze.
Bardzo spodobał mi się ten Twój wynalazek. 🙂 Dlatego pozwalam sobie go używać, nie tylko na Wyspie. 🙂
Bardzo mnie to cieszy!: )))
Dziękuję pięknie, przydały się życzenia, w drodze dość tłoczno i momentami nawet nieprzyjemnie. Trafiliśmy idealnie z pogodą, bo właśnie zaczęło padać. Już jestem w gościnie, jutro wcześnie ruszamy dalej.
Wracamy w poniedziałek lub wtorek, a co w międzyczasie? Nie wiadomo. Dzisiaj jeszcze pobędę w sieci (chociaż w kratkę).
Dobrze, że chociaż dzisiaj Quacku. Ja po powrocie z miasta i po obiedzie natychmiast zasnęłam w fotelu i spałam dwie godziny. Jak nigdy. Mania przytuliła się do mnie i tak sobie spałyśmy, ale to mi było potrzebne. Teraz kawusia na przebudzenie i będę jak nowa.
Ale fajnie, też bym czasem tak potrzebował, mimo alergii na koty.
Witam wszystkich, dzisiaj „po bożemu” – z domu i głośno 😉
Witaj Tetryku.

Dziś już nie mam wątpliwości którą rozgłośnię witasz.
Witaj Tetryku
Nad Bydgoszczą przewalają się ciemne chmury, ale póki co, tylko raz z nich padało…
Nad Poznaniem też się przewaliły i znów słońce.
Chyba czas na zmianę wycieraczki, więc zapraszam piętro wyżej.