« Z cyklu "Trzy kobiety, trzy ptaki." Życie to jest teatr... »

Narzekanie, ptaki, ryby i Egipt

Wszelkie znaki na niebie i ziemi zapowiadały, że to nie będzie udany wyjazd ☹

Najpierw, dwa dni przed wyjazdem (czyli w czwartek) przyszedł e-mail: hotel zawiadamia, że w związku z nagłą awarią rozpoczął się remont całej strefy basenowej. Do tej informacji i całej sytuacji jeszcze wrócimy, ale ponieważ wybieraliśmy się do tego samego hotelu po raz trzeci, nieźle już znaliśmy to miejsce i nie bardzo wyobrażaliśmy sobie pobyt tam BEZ basenów. Szczęście w nieszczęściu, że hotel ten nie stoi sobie samotnie, ale jest jednym z kilku w kompleksie należącym do jednej korporacji, więc nie było problemu z korzystaniem z basenu sąsiedniego hotelu… Ale plac budowy z ciężkim sprzętem (biuro na miejscu w Gdyni przed wyjazdem: „Ciężki sprzęt? Ależ skąd!” Na zdjęciach zobaczycie, że było inaczej) pod bokiem to jednak nie było ciekawe przeżycie. Na szczęście wszystkich gości tego hotelu kwaterowano w pokojach z widokiem na INNĄ stronę – logiczne, niemniej odgłosy i pył i tak czasem docierały. Ponadto nie dało się zjeść posiłku w „naszej” restauracji, gdzie przywykliśmy jadać na tarasie z widokiem na baseny i morze – aktualnie na plac budowy, zasłonięty do jakichś 2-3 metrów szmacianym ogrodzeniem (ale z tarasu doskonale było widać, co się tam dzieje). Owszem, poskarżyliśmy się na miejscu, pan menedżer potraktował nas z uprzedzającą grzecznością, ale rekompensata dość symboliczna (pozwólcie, że szczegóły zachowam dla siebie).

W każdym razie czwartkowe popołudnie i cały piątek spędziliśmy na nerwowych próbach zmiany hotelu (niemożliwe) albo wycofania się z wyjazdu („Proszę bardzo, ale nie ma mowy o zwrocie kosztów”, powiedziało biuro). Powiedzmy więc, że nie było to idealne rozpoczęcie urlopu. A do tego jeszcze…

W sobotę stawiliśmy się na lotnisku o czasie, pomyślnie przeszliśmy wszystkie procedury lotniskowe, po czym zasiedliśmy w poczekalni przed bramką. Sytuacja z samolotem wygląda tak, że rano rusza on z Marsa Alam, zabiera wczasowiczów kończących pobyt, przylatuje koło południa do Gdańska i tam zabiera tych, którzy dopiero zaczynają urlop, do tegoż Marsa Alam. Nie ukrywam, że byłoby fajniej, gdyby latał odwrotnie – startował z Gdańska, wiózł do Egiptu turystów, zabierał koło południa albo i po południu powracających i lądował z powrotem w Gdańsku po południu/ wieczorem. Wtedy obie grupy zyskiwałyby po pół dnia na miejscu, ale wówczas samolot musiałby nocować w Gdańsku, a to – jak podejrzewam – jest dla kogoś niekorzystne, np. dla linii lotniczych, bo nie wiem, ile kosztuje postój w Gdańsku, a ile w Marsa Alam. Poza tym jest jeszcze coś takiego jak tygodniowa siatka połączeń… No trudno, wracajmy do naszych baranów.

Siedzę sobie na lotnisku w Gdańsku i śledzę na portalu flightradar24 nasz samolot lecący z Egiptu. Wszystko pięknie i ładnie, wystartował o czasie, przylecieć ma o czasie… Niestety na lotnisku w Gdańsku wieje, i to dość potężnie. Większość samolotów ląduje dopiero za drugim podejściem, a ten nasz próbuje raz, nic z tego, próbuje drugi, niestety również nic – i odlatuje w kierunku Poznania, zgodnie z procedurami bezpieczeństwa. Nie wolno próbować po raz trzeci (chociaż panie z linii lotniczych próbowały mnie zapewniać, że jest inaczej i samolot zaraz wyląduje; nie lubię takiej ściemy i traktowania klienta jak durnia). Minęło czasu małowiele i oneż panie ogłosiły, że mamy odebrać bagaż, zaraz zostaną podstawione autobusy i zawiozą nas do Poznania. Bałagan przy tym był nieziemski, ale w końcu wszystkich zapakowano do autobusów i pojechaliśmy. W Poznaniu byliśmy koło 19.00, i oczywiście cała procedura od nowa – check-in, kontrola bezpieczeństwa, paszportowa, no, słowem, wystartowaliśmy dopiero koło 21.00 (a z Gdańska mieliśmy o 13.25). Na miejscu, tj. w hotelu, byliśmy o 4.30 czasu lokalnego, wg czasu polskiego godzinę wcześniej.

Potem było już w miarę w porządku – chociaż z różnych źródeł dowiedzieliśmy się, że awaryjna sytuacja z basenami to ściema; turyści z innych krajów narzekali wcześniej na wystrój, nierówne płytki i takie tam, i kierownictwo hotelu zdecydowało o remoncie (czego dowodziły również inne szczegóły) – ale wczasów w tym hotelu nie przestało sprzedawać! Natomiast niemiłą okolicznością było to, że nie przestało sprzedawać pobytów głównie polskim biurom, bo np. niemieckie rodziny w tym naszym hotelu można było policzyć na palcach jednej dłoni. Ciekawe, dlaczego? (Wrrr).

No ale dość tych narzekań. Pobyt wypadł całkiem fajnie, mimo że do środy wiało potężnie, więc snurkowanie było utrudnione: wiatr = fala, fala = mnóstwo paprochów w wodzie + niebezpieczeństwo niekontrolowanego zderzenia z rafą, a rafa w dotyku działa bezlitośnie, jak gruby pumeks, o czym już kiedyś miałem okazję się przekonać na własnej goleni. Korzystaliśmy jednak z basenu, słońca (z wyjątkiem jednego dnia niebo było bezchmurne) i innych przyjemności, jak egipskie jedzenie oraz napoje rozmaite, a też i gościnność obsługi, bo traktowano nas naprawdę przyjaźnie, momentami, hm, jak rodzinę? (I nie ze względu na napiwki, raczej na to, że przyjechaliśmy tu po raz trzeci).

Chodziliśmy na rafę koło hotelu (z pomostu, głębiej) i nieco dalej (z plaży, płyciej, ale też i dzięki temu znakomite światło do zdjęć!). Małżonka zdecydowała się spróbować nurkowania z butlą, wyszła z wody zachwycona, ale zdaje się, że jej uszy i zatoki ucierpiały przy tym nieco. Popłynęliśmy po raz kolejny na wycieczkę na wyspy koralowe Qulaan, ze snurkowaniem i wyjściem na przepiękny, jasny piasek wysp. Były ryby, były ptaki, a także to samo w połączeniu. Cała reszta już chyba na zdjęciach i w podpisach? Te podwodne są trochę pomieszane, bo podwodny aparat resetuje datę przy każdym włączeniu i wymianie baterii, coś tam mu padło, jakaś mała bateryjka podtrzymująca pamięć, zdaje się. Ale akurat w przypadku tych podwodnych czas nie gra większej roli.

280 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    No to tak – w tekście narzekanie, a cała reszta na zdjęciach i w podpisach. Wydaje mi się, że jest pewna równowaga, a nawet przewaga po stronie zdjęć (i podpisów), tym bardziej, że liczy się to, jak się kończy – a kończy się pięknymi widokami 🙂

  2. Tetryk56 pisze:

    No cóż, początek faktycznie nie do pozazdroszczenia. Jednakże nasz ulubiony ciąg dalszy nie zawiódł!
    W klasyfikowaniu ryb jesteś prawie tak biegły jak w ptaszkach 😉

  3. Jo pisze:

    1. I dlatego nie latamy samolotem. Wyobrażasz sobie Jakuba w tej poczekalni? Lepiej nie…
    2. Ładne ptaszki! Ale tego z rybą nie wrzuciłeś?
    3. W ogóle wszystko ładne! Takie pocztówkowe. Serio, bardzo mi się podoba.

    4. Ten „nasz hotel”, to trochę jak moje „nasze mieszkanie” w Casti 😀 Trochę mi ulżyło 😉

    Uściski z zimowej wywiejni.

    • Jo pisze:

      AUTOKOREKTA

      No jasne, że wrzuciłeś. Ja po prostu ślepa jestem i nie zauważyłam, że są jeszcze 3 strony zdjęć, co zostawię zdecydowanie bez komentarza…

      Rybki super. Ciepłego morza zazdroszczę, jak cholera. I chyba pójdę sobie poczytać coś o Południu dla pocieszenia.

      • Quackie pisze:

        Powiem tak, każda woda, której temperatura pozwala swobodnie się zanurzyć, że tak powiem, poniżej pasa (chociaż na logikę zanurzania – właśnie powyżej), jest przyjazna. I tak właśnie tam było 🙂

        Nie, no więc Jakub by tę poczekalnię rozniósł, obawiam się 🙁 a jak nie tę, to autobus (z toaletą zamkniętą, ponieważ bagaże się nie zmieściły w bagażniku, więc upchnięto je w toalecie właśnie), a jak nie autobus, to poczekalnię w Poznaniu, gdzie raczej bez sensu czekaliśmy ok. 2 godzin na zapokładowanie. Jeżeli my sami byliśmy bliscy rozniesienia jednego, drugiego albo trzeciego?

        A reszta, no cóż, próbowaliśmy po tych wszystkich minusach wyciągnąć coś na plus – i dość się nawet udało, jak widać.

        • Jo pisze:

          Jeszcze chwila i dogonisz mnie w wynajdowaniu PLUSów 😉

          A co do Jakuba, to i tak wysoko zawiesza poprzeczkę, nawet bez dodatkowych atrakcji, więc chyba pozostaniemy kołami na ziemi. Ostatecznie w takim położeniu też można znaleźć różne atrakcje… Czasami 😀

          Ale ten potencjalny (kiedyś) Londyn jednak lekko mnie przeraża, bo trzeba będzie sięgnąć autem.

          • Quackie pisze:

            Google pokazuje do tego „naszego” hotelu z Warszawy – samochodem – 4752 km. 54 godziny jazdy, trochę dużo. Ze 6 dni? Syria, hm, nieciekawa do jechania przez 🙁 no i potem jeszcze prom przez Morze Czerwone, mniej więcej z Szarm-el-Szejk do Hurghady. A potem abarot tyle samo. No i jeszcze parę dni na miejscu by się zdało…

      • Quackie pisze:

        A zdjęć jest 68, wyselekcjonowanych z, uwaga, nieco ponad 1100 w sumie 🙂 Ale 80 zdjęć czapli by Was potężnie znudziło jednak.

  4. Quackie pisze:

    PS. Dobranocka piętro niżej.

  5. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Pacane ale ciepłe:)
    Trochę nas smyrgało po dolnych (obie) i górnych (tę drugą) partiach ciała, ale dało się przeżyć:)

  6. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór na Twoim pięterku, Quacku:)

    Zdjęcia obejrzałam, poczytałam też, ale odniosę się za chwil kilka, bo muszę jeszcze zniknąć:)

  7. Makówka pisze:

    Przeczytałam opis, dotarłam do zachwycającego zachodu słońca i proza życia mnie odciągnęła.
    Wakacji zazdroszczę, przygód -bynajmniej. Ja każdą podróż przeżywam jako jeden wielki stres nawet jak wszystko odbywa się bez problemów. Choć przed wylotem do Grecji też miałam emocje dodatkowe.

    Za chwilę wracam do dalszego oglądania zdjęć.

    • Makówka pisze:

      Wróciłam do oglądania i …zaniemówiłam z wrażenia.
      Te rafy, te ryby…zrekompensowały wcześniejsze zawirowania lotniskowe, choć zapewne lepiej byłoby, aby tych zawirowań nie było.
      Cudne wakacje!

      • Quackie pisze:

        A dziękuję. Mamy podobne wrażenia, a już to, że w piątek prawie nie wiało i woda była czyściutka, zapewniło przepiękne wrażenia i zrekompensowało wiele z tych początkowych nerwowych sytuacji.

  8. Lena Sadowska pisze:

    Cudne są te kaniołki(4) z pierwszego bloku. Tylko koszowóz i na grzyby;)
    Człapla skwaszona (9) skradła, moim zdaniem, show, ale synogarlica – serce. Przepiękna. Jak wykute z brązu bóstwo.
    W drugim bloku dwa ostatnie zdjęcia są niczym aperitif:)
    Bo dalej trudno wybrać z tej mnogości niezwykłych barw i kształtów. Podwodny świat jest jednak pełen niesamowitości. Na coś jednak chyba zdecydować się powinnam, więc stawiam na wargacza, ale tylko dlatego, że jakiś czas temu robiłam biżuterię w podobnych kolorach:)

    Perypetie rzeczywiście średnio przyjemne, ale – parafrazując – niemiłe dobrego początki, co po zdjęciach wnoszę:)

    • Quackie pisze:

      Dłuższą chwilę się musiałem zastanowić, co dostrzegłaś na zdjęciu nr 4 z I bloku. A synogarlice faktycznie potrafią przepięknie zaopalizować, porównaj ze zdjęciami z tego samego miejsca sprzed 2 lat (tamże opór pustułek) http://madagaskar08.pl/2022/03/09/egipt-z-powietrza/

      Z rybami mam podobnie, wszystko piękne i wszystko kolorowe i ach, jeszcze tam i jeszcze siam, a ówdzie jakie wielkie rybsko! Człowiek nad rafą kompletnie traci poczucie czasu. Tutaj więcej zdjęć b. podobnych ryb http://madagaskar08.pl/2022/03/07/egipt-pod-woda/ – przy czym widzę, że chyba korzystałem z innych źródeł albo pomyliłem ryby, bo nazwy się różnią.

      • Lena Sadowska pisze:

        Zerknęłam z przyjemnością w oba linki:)

        A o mojej fascynacji podlinkuję Ci jutro taką krótką impresję:)
        Jutro, bo nocka jest do spania, nie do podmakania 😉

        • Lena Sadowska pisze:

          Obiecany link:):

          https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com/2020/08/06/skrawek-jesiennej-mozaiki/#comments

          • Quackie pisze:

            Piękne! Prywatny balet, ale to musi być woda przejrzysta i pod spodem jasne tło (piaseczek?), miewam tak na Kaszubach, z tym że tam płycizna, więc i rybie dzieciaki pływają, takie małe, że często nierozpoznawalne (chociaż zimorodkom w to graj). A na końcu to szczupak oczywiście? Widziałem też tylko w wersji bardzo małej (chyba że wywędkowany na brzeg, ale tutaj mowa o naturalnym środowisku, więc…).

            • Lena Sadowska pisze:

              Dziękuję.
              To teren Parku Narodowego, więc woda bardzo czysta, dno piaszczyste w tym akurat miejscu też:)
              Jako dziecko bawiłam się zagarnianiem wiaderkiem takiego drobnego, paromilimetrowego narybku, radosnym oglądaniem przez chwilę i wypuszczaniem, bo bardzo krótko w małym naczynku żył:)

  9. Makówka pisze:

    Kochani padam na nos.
    Dwa dni pod rząd wstawałam jak dla mnie „za wcześnie”.
    Deszczowa pogoda, trochę się jednak dziś naczłapałam…mówię zatem dobranoc.
    Chciałabym, aby mi się przyśnił kolorowy podwodny świat taki jak na zdjęciach Quacka.

    kordelka

  10. Tetryk56 pisze:

    Zanim wszyscy zanurzymy się w podwodne sny, ja jeszcze na powierzchni zostawię lampkę. Niech sprawia, by były dobre i barwne 🙂

  11. Lena Sadowska pisze:

    Ten tydzień mnie wyeksploatował nieco, więc też się już pożegnam:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  12. makowka9 pisze:

    No i jest lampka,mogę iść spać

  13. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niedziela się skończyła, mimo niejakich prób wydłużenia 😉 Znów jesteśmy poddani władzy Ciągu Dalszego Happy

  14. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Powrót do rzeczywistości jest bolesny, jedyny plus, że wodę do mycia zębów mogę lać z kranu, a nie z butelki… 🙂

    Całą resztą zajmie się jednak pani Gienia. Poprosimy!

    Koffie

  15. Makówka pisze:

    Pochmurnie witam!
    Dobre śniadanie od Gieni mile widziane.

  16. Lena Sadowska pisze:

    Bieganedzień dobry, Wyspo:)

    Pogodowo na czwórkę z plusem, działaniowo na… mocną czwórkę;)

  17. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj taki utwór sprzed wielu lat, który bardzo mi przypasował.

    Od Tori Amos, mistrzyni nieoczywistych melodii i harmonii.

    Snów o szczęśliwych duchach!

  18. Lena Sadowska pisze:

    Naspacerkowo zabałamucone dobry wieczór, Wyspo:)

    Wieczór całkiem przyjemny, w Lesie powietrze chłodno-wilgotne, ponoć dobre na urodę, więc aplikowałyśmy (z niewiedzy jak lepiej działa) zewnętrznie i wewnętrznie. A na cuda chyba jeszcze trzeba poczekać, myślałam, że do jasnego, ale może do rana, bo w domowym świetle ja poznałam Rudą, Ruda poznała mnie… 😉

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. A po czym się to spacerowało dzisiaj? Po twardym, po miękkim, po błocie, po śniegu, po lodzie?

      • Lena Sadowska pisze:

        Trochę po śniegowo-lodowych wysepkach (tych najwięcej między drzewami), trochę po błocie (na polnej drodze), trochę po asfalcie:) Na lód nie wchodziłyśmy, bo noc i trudno ocenić po ciemku, jak tam z twardością.

  19. Tetryk56 pisze:

    Na wszelki wypadek zapalę dobronocną lampkę, żeby nie stresować oczekujących…

  20. Tetryk56 pisze:

    Chyba też już pójdę spać, bo widzę, że się zaczynam potykać na schodkach… 😉
    Dobrych snów! Niech to nawet będzie idea trzech tortów! 😉

  21. Lena Sadowska pisze:

    Chciałam zaczekać na Makówkę, ale już nie dam rady:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  22. Quackie pisze:

    Spokojnej wszem wobec!

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dzisiaj już wstanie wymagało nieco wysiłku, a co dopiero obudzenie się!

    Kawa w tym pomaga, więc, pani Gieniu, poprosimy.

    Koffie

    • Makówka pisze:

      Witajcie!

      Gienię poproszę o mocną herbatę i dobre śniadanie.

    • Lena Sadowska pisze:

      Herbata także, więc poranna przytomność umysłu godna wtorku:)

      Dzień dobry, Quacku:)

      Mam takie pytanko (*a nawet dwa – jak się okazuje) natury chybalogistycznej:
      Najpierw wstajesz, potem się budzisz?
      Czy to nie jest niebezpieczne? 😉

      • Quackie pisze:

        Dopóki dzieje się to w znanym mi mieszkaniu – nie. Gdyby to było np. w hotelu, to tak. Dlatego w nieznanych miejscach najpierw staram się obudzić, a potem wstaję. Wink

  24. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dziś zamiast pójść do roboty zrobiłem sobie dzień biegania Delighted

  25. Lena Sadowska pisze:

    Nieoczekiwaniejużdomowe dzień dobry, Wyspo:)

    A skoro dobry los (a może bardziej wypada napisać: Dobry Los) podarował mi kilka wolnych chwil, to sobie popojemniczkuję, bo stare koszyki zmieniły właściciela, a powstały po nich nieład w szafkach łazienkowych jest nie tyle twórczy, co – irytujący:)

  26. Tetryk56 pisze:

    Podobno to kobiety zwyciężyły w ostatnich wyborach. Idę to sprawdzić w konfrontacji z krakowskimi posełkami…

  27. Quackie pisze:

    Podobnie jak wczoraj – norma wykonana, parę rzeczy poza tym załatwionych.

    I na przerwę.

  28. Lena Sadowska pisze:

    Spacerek:)

  29. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj tak.

    Snów bezpiecznych 🙂

    A ja z pewnym takim westchnieniem wracam do kręcenia. Wrócę, jak będę.

  30. Tetryk56 pisze:

    Po dwóch spotkaniach jestem i pobędę… 😉

  31. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, jestem z powrotem, pobędę również, jak Mistrz T.

  32. Lena Sadowska pisze:

    Też się pospacerkowo melduję:)

    Pochłodniało ale bezśnieżnie.
    Dziś trafiłyśmy do Białego Zakątka, więc apetyt na lutowy śnieg nieco zaspokojony:) Trochę tropów zajęczych, plątanina łosich kopytek, trochę szponów dużych, więc chyba kruczych:)
    A wierzby i brzozy jakby odrobinę zziębnięte, a może tylko skromniejsze na tle dorodnych sosen i jałowców:)

    Dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. A jaka szansa na to, że szpony nie tylko krucze? Nie żeby kruki były be, wręcz przeciwnie, z mojej wiedzy wynika, że inteligencją przewyższają drapole takie jak myszołowy czy bieliki.

      • Lena Sadowska pisze:

        Raczej marna tym razem:)
        Ewentualnie można by obstawiać wrony mutantki, bo sowy, jastrzębie czy orły mają jednak zupełnie inne ślady:)

        • Quackie pisze:

          A, to okej, szacunek. Zaczaiłbym się za jasnego z aparatem 🙂

          • Lena Sadowska pisze:

            Na kruki?
            Nie musiałabym jechać do lasu:)
            Kiedyś już pisałam, że kruki upatrzyły sobie jeden z Miasteczkowych trawników, a zdarza się, że urządzają sobie spacery na przeddomowym zieleńcu, tym samym, do którego Psiuła rości sobie wszelkie prawa:)
            Tyle że one przylatują, kiedy chcą, bez zapowiedzi, o różnych porach dnia i roku:) Odlatują też:)

    • Tetryk56 pisze:

      Trochę szponów na śniegu dość makabrycznie mi się skojarzyło! 😉

  33. Lena Sadowska pisze:

    A i zapomniałam się pochwalić, że pojemniczki zrobiłam i postawiłam w najcieplejszym miejscu podłogi, więc mam nadzieję, że jeszcze dziś zlikwiduję szafkowy nie(po)rządek 🙂

  34. Makówka pisze:

    Jedno spotkanie „na żywo”
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/events/774122597863389?ref=newsfeed , potem drugie na Zoomie.

    Teraz jeszcze myk na Wyspę.

  35. Makówka pisze:

    Był myk na Wyspę, teraz będzie myk kordelka

    Poczekam tylko na lampkę i idę lulu.

  36. Tetryk56 pisze:

    Fakt, pora na lampkę. Słabo się dzisiaj udzielałem, ale lampkę zapalę 🙂

  37. Makówka pisze:

    Jest lampka to mówię dobranoc.

  38. Lena Sadowska pisze:

    Jutro (czytaj: dziś) mam taką porannie serduszkową imprezę okolicznościową i muszę być w miarę przytomna, więc:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  39. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Z okazji Dnia Wszechogarniającego Zakochania Zyczę uśmiechu, poczucia szczęścia i motylków w brzuchu 😉
    I-m-in-love Praliny

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry, całkiem już obudzony. I tak od razu zaczynamy od czekoladek? 😉

    To ja jeszcze poproszę do nich kawę.

    Pani Gieniu?

    Koffie

  41. Makówka pisze:

    Słonecznie i walentynkowo witam Wyspiarzy!

  42. Lena Sadowska pisze:

    Poimprezowe dzień dobry, Wyspo:)

    Było serduszko-pierniczkowo, serduszko-lizakowo, serduszko-liścikowo i serduszko-maskotkowo czyli słodko, radośnie i zabawnie:)
    I miło gdy niektóre bardzo już dorosłe osoby otrzymały honorowy tytuł Pani (Bo tego… pani to nas tak tego… no… Co? Właśnie! Motywuje! Że… że kur… – groźne spojrzenie nr jeden pani motywującej – …de, tego! I jest pani dla nas taką… no… tą… Co? No właśnie! Inspiracją! Że ten…) Inspiracji oraz zbiorową pluszową (No to my chcemy… ten… podziękować… że jest pani taka… taka… zaje… – groźne spojrzenie nr dwa pani obdarowywanej – Co? No! …fajna.. i tego… to dla pani…) walentynkę z (…a tam jeszcze pani sobie poczyta, co… chmmm… jest napisane… – wymiana triumfalnych uśmiechów wręczyciela i obdarowywanej – i… tego… od nas wszystkich… i te… podpisy też… poprawnie… jak pani uczyła, że narpiew – tu kamienna twarz pani obdarowywanej, rozumiejącej, że wzruszenie może odebrać mowę charakteryzującą się znajomością zasad gramatycznych – imię… No! Co? Sam wiem, że już dawać! Ten… Proszę!) okolicznościową laurką:)

    A na przypieczętowanie miłośnego dnia proponuję wysłuchanie naszego ojczystego hymnu walentynkowego:

    😉

    • Tetryk56 pisze:

      Zawsze uważałem, że układy ściśle podwójne są dla zakochania pewnym ograniczeniem. Z tej entuzjastycznej relacji widzimy, że układ gwiaździsty może mieć wiele zalet! Wink

      • Lena Sadowska pisze:

        No ba! 🙂

        Ale rzeczywiście, te dzieciaki jak gwiazdki promieniały, choć i jak gwiazdki są wciąż najeżone, gotowe do zranienia, zanim ktoś zrani je:)
        Tyle w nich nieufności (uzasadnionej) do tych, którzy chcą być dla nich mili, długo trzeba się przebijać przez ten mur, o wiele łatwiej im złapać kontakt z tymi, którzy wciąż na nie warczą, więc tym radośniej patrzyło mi się dziś, że są tacy odprężeni, trochę onieśmieleni, nawet zalęknieni, bo niepewni, czy walentynka jest lepszym sposobem na okazanie zainteresowania niż znana im (zazwyczaj tylko) rubaszność. Okazywanie pozytywnych (szczególnie tych najważniejszych) uczuć nie jest łatwe, w nastolęctwie dużo trudniejsze, a u takich młodych osób, które nie tylko nie mają dobrych wzorców, a wręcz mnóstwo złych doświadczeń z odrzuceniem – chyba najtrudniejsze.
        I tak – nie wypieram się własnego entuzjazmu:)
        Bo takie inicjatywy zawsze niosą za sobą ryzyko (nawet mimowolnego) skrzywdzenia czy zranienia, więc fajnie gdy udaje się je choćby zminimalizować:)

        Dzień dobry, Tetryku:)

        • Tetryk56 pisze:

          Dzień dobry, Leno!
          Tak, ten wzajemny entuzjazm dało się wyczytać w tej krótkiej notce — i to jest właśnie piękne!

          • Lena Sadowska pisze:

            Dało się wyczytać? To bardzo mnie to cieszy:)
            Zawsze niesamowicie denerwuję się przed takimi imprezami, bo chciałabym, żeby chociaż na tych zajęciach spotykało ich jak najmniej przykrości, żeby mieli takie miejsce i chwilę, w których nie muszą skupiać się na walce z całym światem, żeby mogli się trochę wyluzować i okazać przyjazne uczucia nie tylko sobie nawzajem, ale także sobie (często bardzo pogardliwie i krzywdząco przez siebie traktowanym) samym:)

    • Quackie pisze:

      Pięęęknieeee! 😀

  43. Quackie pisze:

    Po pracy i – jak zwykle – załatwianiu różności. Ale dzisiaj już coraz mniej ich było.

    I na przerwę.

  44. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj a propos okazji 🙂

    Snów, no, okazjonalnych!

  45. Lena Sadowska pisze:

    Mroźnie i gwiezdnie:)
    I księżycowo, choć odrobinę mgliście nad dookólnym światem:)
    Droga podmarzła, więc horrorystyczne nieco odgłosy mlaskania zostały nam dziś oszczędzone i nie musiałyśmy się zastanawiać, czy aby kresem naszej wędrówki nie będzie takie na przykład piekło;)

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

  46. Makówka pisze:

    Będę wkrótce umykać i walentynkowo się żegnać…

    Ale na lampkę poczekam:)

  47. Quackie pisze:

    A ja się już pożegnam, jeszcze przed lampką, pardon, ale morzy mnie przeraźliwie dzisiaj… Dobranoc!

  48. Tetryk56 pisze:

    Skoro jest zapotrzebowanie, zapalam lampkę 😉 Dobrych snów, Wyspo!

  49. Lena Sadowska pisze:

    No to ten… dobrej nocki, Wyspo:)

  50. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ciekawe, jaką porę roku będziemy mieli dzisiaj? Może komuś przyśniło się coś ciekawego w tę wiosenną, lutową noc?

  51. Quackie pisze:

    Dzień dobry, nic mi się nie przyśniło, a w każdym razie nic nie pamiętam Worry

    Już załatwiłem od rana parę spraw pilnych, więc czas na (drugą?) kawę.

    Pani Gieniu, poprosimy!

    Koffie

  52. Makówka pisze:

    Pochmurne dzień dobry!

  53. Makówka pisze:

    Jednak potem zrobiło się słoneczko, które zachęciło do małego spaceru.
    Było tak ciepło, że widzieliśmy rodzinkę z dziećmi na rowerkach. Dzieciaki były w krótkich spodenkach i podkoszulkach z krótkim rękawem.

  54. Lena Sadowska pisze:

    Przedspacerkowe dzień dobry, Wyspo:)

    Za widna było słonecznie, wiosennie niemal, bo poszarzała zimowo trawa w blasku nieco się szmaragdziła:)

    Co do snów natomiast…
    Jak myślicie, czy całą noc śnił mi się przyjazd mojej ulubionej (wspominanej tu) kuzynki, a wyrwał mnie z tego snu telefon od tejże kuzynki, że się do mnie w przyszłym tygodniu wybiera? 🙂

    • Makówka pisze:

      Będzie nobelonik z wizyty kuzynki?

      • Lena Sadowska pisze:

        Wciąż mam nadzieję, że jednak nie będzie wizyty;)
        Ale nawet gdyby, to kuzynki tematem nobelonu nie uczynię, bo jej zachowanie nie wynika z charakteru czy osobowości, a z sytuacji, w jakiej się znajduje. I – tak – jest ono wkurzające, ale na pewno nie do naśmiewania się. Już prędzej stanie się bohaterką obrazka, jeśli zgodzi się, bym to opisała, bo bez zgody osoby zainteresowanej nigdy obrazków nie upubliczniam:)

        Mogę natomiast kiedyś wstawić nobelon, o którym jakiś czas temu wspominałam Quackowi:)

        Dobry wieczór, Makówko:)

    • Tetryk56 pisze:

      Dobry wieczór, Leno!
      Myślę, że nie całą noc, tylko ostatnią snu odsłonę, kiedy kuzynka już łapała za słuchawkę…
      Podobno sny sprawdzają się na ogół na odwrót — może ci się upiecze?

      • Lena Sadowska pisze:

        Może nie była to cała noc, ale budziłam się czterokrotnie, żeby tę fabułę (nieskutecznie, niestety) przerwać i pierwszy raz była trzecia, a ostatni – wpół do siódmej:)
        Nie wyklucza to, oczywiście, wspomnianej przez Ciebie, długofalowej interakcji kuzynki z telefonem:)

        Dobry wieczór, Tetryku:)

  55. Quackie pisze:

    No więc dzisiaj był dzień zerowo-pracowy, dies sine linea 🙂 ale załatwiłem naprawdę sporo innych spraw, sam i w zespole, więc absolutnie produktywny. I byłem na spotkaniu z fajnymi osobami, jak na załączonym obrazku.

    • Quackie pisze:

      A teraz na przerwę.

    • Tetryk56 pisze:

      O! Napiszesz coś o tym spotkaniu?

      • Quackie pisze:

        Tak żeby – powiedzmy – wpis, to niekoniecznie. Ale mogę zreferować wieczorem, jak już na dobre wrócę z przerwy.

        • Quackie pisze:

          Już jestem.

          Na spotkaniu mowa była tak naprawdę o zmianach pokoleniowych: do czego jest przyzwyczajone pokolenie urodzone i wychowane – przynajmniej początkowo – jeszcze w PRL (czyli np. ja i prowadząca spotkanie Dagny Kurdwanowska), a co wcale nie jest normą dla pokolenia dzieci takich ludzi; o „zmianie warty” na rynku pracy, o tym, czego kto oczekuje od pracodawcy lub pracownika i powodach, dla których takie oczekiwania się rozmijają; o różnicach w podejściu do świata i ludzi (np. „Ale jak to, tato, jak miałeś tyle lat co ja, nie było Internetu?!? JAK TO NIE BYŁO INTERNETU?!?”), ale także o tym, że ci pierwsi (starsi) byli wychowywani w pewności, że będą mieli podstawowe środki do życia, jak woda i powietrze, a teraz takiej pewności dla dzieci nie ma (bo z wodą w zw. ze zmianami klimatycznymi mogą być problemy, a w powietrzu bywa coraz więcej smogu i takich różnych). O pokoleniu globalnym, które wcale się nie czuje przesadnie przywiązane do miejsca, gdzie się urodziło, o plusach i minusach tego stanu rzeczy. O podejściu starszego pokolenia „kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów”, a jednocześnie o tym, że jak obie strony chcą, to mogą się od siebie wiele nauczyć. Chyba mniej więcej ważniejsze punkty zreferowałem.

          • Tetryk56 pisze:

            O internecie to słyszałem anegdotę z jeszcze lepszym dialogiem:
            – Stary, dowiedziałem się, że w PRLu nie było internetu!
            – Nie było internetu? A przez ile godzin?

            Co do powietrza, to obiektywnie jest raczej lepiej niż dwa pokolenia temu; tyle że temat ten nie istniał w publicznej dyskusji, więc mniej uwierał mentalnie.

            • Quackie pisze:

              Tak, z powietrzem może jest i lepiej, ale też temat wzrostu temperatur, potencjalnej, a coraz bardziej realnej suszy etc. niestety aktualny, to też w ramach tej niepewności 🙁

          • Makówka pisze:

            Ciekawe. Dobry temat do rozmowy na Wyspie, ale ja się nie włączę, bo już jestem ogarnięta Reisefieber.

          • Lena Sadowska pisze:

            To musiało być interesujące spotkanie.
            Z moich obserwacji wynika (co, zresztą, zawsze artykułuję, gdy zachodzi możliwość:)), że moje pokolenie miało dużo łatwiej pod wieloma względami, niż pokolenie Smarkactwa. Przede wszystkim od nas samodzielności wymagano dopiero po zdobyciu wykształcenia, i nikt nie poddawał w wątpliwość, że w jego zdobyciu pomogą nam rodzice, jeśli tylko zdecydujemy się kształcić. Dziś rodzice często nie mają takiej możliwości pomocy i dzieci muszą sobie radzić same.
            Jest, oczywiście, mnóstwo zjawisk pozytywnych w popeerelowskiej rzeczywistości, ale to, o którym wspominam, uważam akurat za negatywne.

            • Quackie pisze:

              No więc właśnie. O tym też była mowa, że w tej chwili młodzi ludzie coraz częściej – w miarę świadomie – rezygnują z wykształcenia, żeby wcześniej wejść na rynek pracy. Z różnych względów, żeby zacząć zarabiać i się usamodzielnić, głównie.

              • Lena Sadowska pisze:

                I tu się zaczyna coś, co nazywam błędnym kołem, bo brak papierka (nie zawsze jest to równoznaczne z brakiem umiejętności) blokuje dostęp do lepszego stanowiska (lepiej płatnego, dającego więcej możliwości realizowania się), trzeba się dokształcać, często kosztem zdrowia, czasu przeznaczonego na odpoczynek po pracy… Ani dobrze się nie pracuje, ani nie przyswaja w odpowiednim stopniu wiedzy, a to z kolei prowadzi do zmniejszenia jakości wykonywanych czynności w czasie teraźniejszym i przyszłym…

                • Tetryk56 pisze:

                  Dokształcanie się jest w wielu (większości?) zawodów obecnie stanem permanentnym, tylko że szkoły nie uczą poszerzania wiedzy…

                • Quackie pisze:

                  No cóż, Junior dość świadomie poprzestał na licencjacie i obecnie pracuje, nie żeby robił jakąś szaloną karierę… Ma papier, aczkolwiek nie taki, jakby mógł – ale tak wybrał. Ciekawe, czy, a jeżeli tak, to kiedy pożałuje, że nie zrobił tego mgra.

                • Lena Sadowska pisze:

                  O tym piszę, Tetryku.
                  Papierek nie jest równoznaczny z faktycznym stanem wiedzy/umiejętności/kwalifikacji. Jest raczej sztuką dla sztuki. Bez niego – ani kroku dalej, z nim jakość zdobytej wiedzy taka sama jak bez niego…

                • Lena Sadowska pisze:

                  Wiesz, Quacku, ja nie jestem kapłanką tytułów naukowych, uważam, że powinno się weryfikować umiejętności, nie – papierki, bo to jest zdrowe podejście, korzystne dla pracodawcy i pracownika. Ale brakuje rzetelności – papierek/tytuł nie dają gwarancji jakości oferowanej usługi, a powinny dawać.

              • Tetryk56 pisze:

                To nie do końca tak. Zawsze wielu młodych ludzi kończyło naukę i wkraczało na rynek pracy, bądź z pilnej potrzeby materialnej, bądź z braku motywacji do dalszej nauki – w czasach PRLu motywacja materialna do zdobywania wykształcenia bywała wręcz ujemna!
                Obecnie wykształcenie jest bardziej kosztowne, a znaczenie formalnych tytułów, ich prestiż, coraz bardziej traci na znaczeniu. Z drugiej strony, podjęcie pracy nie musi oznaczać rezygnacji z podnoszenia kwalifikacji; problemem jest znalezienie takiej pracy, która by to wspierała. Chyba jednym z głównych problemów jest upadek średniego szkolnictwa zawodowego…

                • Lena Sadowska pisze:

                  Toteż napisałam o deklaracji zdobywania wykształcenia w moim pokoleniu:)
                  Teraz często dzieci chciałyby się uczyć, ale rodziców nie stać na utrzymywanie ich, więc zamiast do technikum (że o liceum ogólnokształcącym nawet nie wspomnę), dziecko idzie do zawodówki, i, ewentualnie, dokształca się, już pracując.
                  Czym innym jest poszerzanie kwalifikacji, a czym innym zdobycie takiego szczebla wykształcenia (np.: matury), by te kwalifikacje móc poszerzać.
                  To miałam na myśli pisząc o braku pomocy ze strony rodziców.

                  Natomiast upadek placówek średniego kształcenia zawodowego to jeszcze inna bajka…

  56. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Była już kiedyś, i to nie raz. No ale to taka dobra rzecz, że pewnie jeszcze będzie.

    Temat Hansa Zimmera z filmu „The Rain Man”.

    Snów o miłości, również braterskiej.

  57. Lena Sadowska pisze:

    Wciążprzedwiośnianie w Miasteczku, bo ciepło całkiem i wilgotno nieco.
    A plenerzyło się raczej zimowo – odrobinę mroźnie, i gdzieniegdzieśnieżnie jeszcze, i brylancikowo na gałęziach też:)

    Dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. Pasjami uwielbiam czytać te opisy, zwłaszcza z brylancikami na gałęziach i innymi klejnotami.

      • Tetryk56 pisze:

        Tak, to jest ten rodzaj biżuterii, który najbardziej mi się podoba 🙂

      • Lena Sadowska pisze:

        Dziękuję, Quacku:)
        Bardzo miło mi to czytać:)

        Zdaję też podobne relacje Smarkactwu. Z wydarzeń dnia codziennego i ze spacerków właśnie, i jeśli czasami tego spacerkowego sprawozdania nie napiszę, dostaję listę pytań, skarg i wniosków, oraz kategoryczne prośby, bym jednak napisała, co na spacerku było:)

  58. Makówka pisze:

    Kusi mnie, aby włączyć się do Waszej dyskusji.
    Dlatego postanowiłam się pożegnać i wyłączyć laptop.
    dobranoc!

  59. Tetryk56 pisze:

    Dyskusja się rozwija interesująco, ale jednak jutro dopiero piątek, więc trzeba zapalić lampkę i iść spać. Dobrej nocy!

  60. Lena Sadowska pisze:

    Jutro mam (chyba że o czymś nie wiem) luz-blues, ale – jak wszyscy, to wszyscy:)

    Miłej nocki, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      W niebie same dziury?

      • Lena Sadowska pisze:

        Dzień pokazał, że raczej w serze:)

        Wielka mnie ciekawość bierze –
        skąd się biorą dziury w serze?

        Myślę o tym na spacerze,
        myślę, kiedy w łóżku leżę,
        przy obiedzie, przy deserze –
        skąd się biorą dziury w serze?
        Przypuszczenia różne mnożę –
        może ktoś je wyciął nożem?
        Może to są skutki dłuta?
        Może piła była tutaj?
        Nie?
        No to może jest maszyna,
        co te dziury tak wycina,
        nie?
        Ser dziurawy jest jak sito –
        może dziury czymś wybito?
        Może strzelał ktoś z dwururki
        i wystrzelił w serze dziurki?
        Może winić trzeba ptaki,
        że ten ser dziurawy taki?
        Może dzięcioł dziobem pukał?
        Może to jest wina kruka?
        Może wróble albo gile
        wydziobały dziurek tyle?
        Nieee?
        No to może jakieś zwierzę
        buszowało po tym serze?
        Może najeżone jeże
        urządziły tu wieczerzę?
        Może z ZOO przyszedł tygrys?
        Może lew te dziury wygryzł?
        Także nie?
        Wymyśliłam przyczyn sporo,
        skąd się dziury w serze biorą,
        i wciąż słyszę: – Nie! – i – Nie!
        No więc proszę: – Kto z was wie?
        Niech zabiorą głos eksperci,
        kto te dziury w serze wierci.
        Ja – we wszystko wam uwierzę,
        nawet w krasnoludka w serze.
        (Dziury…
        – W. Chotomska)
        😉

        Dzień dobry, Tetryku:)

  61. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    W Krakowie kolejny dzień lutej wiosny, nieco jednakże osmożonej…

  62. Quackie pisze:

    Dzień dobry, koniecznie muszę się obudzić.

    W tym celu wiadomo co. Poprosimy!

    Koffie

  63. Makówka pisze:

    Słonecznie, wiosennie witam!

  64. Quackie pisze:

    Kochani, zaraz przychodzą goście, więc dzień/ wieczór będę dzisiaj miał pewnie poprzestawiany. Na razie!

  65. Tetryk56 pisze:

    Kochani niedługo wybywam, odezwę się, jak wrócę…

  66. Makówka pisze:

    Kochani, póki co jestem. Wybywam o 3. Odezwę się za tydzień.

  67. Lena Sadowska pisze:

    Zwiedziały się myszy,
    że zegar nie słyszy…

    Nie wiem, skąd się zwiedziały, ani co usłyszały, ale dzień miałam wizytowy tak ekstremalnie, że jedna z wizyt prze(he!he!)szła na spacerze:)
    Tak więc z relaksu na Dysku niewiele wyszło:)
    Nic to, może jutro się podyskuję🙂

    Dzień dobry, Wyspo:)

  68. Lena Sadowska pisze:

    Acha…
    To takie buty…
    No to idę się dospacerkowo cyklować 🙂

  69. Tetryk56 pisze:

    Już wróciłem od wujaszka 🙂

  70. Lena Sadowska pisze:

    Gwiazdy. Księżyc. Cichy wiatr. Szmer gałęzi.
    To plenerkowo. I wzgórze, z którego można dostrzec pajęczynę ścieżek w bezlistnym jeszcze Lesie:)
    A miasteczkowo, prócz gwiazd i księżyca, jeszcze pierwsze kotki na tych samych, pokazywanych w zeszłym roku, wierzbowych witkach:)
    Domowo natomiast zapach drożdżowego ciasta, bo baaaardzo zachciało mi się chałki. Takiej z mnóstwem waniliowej kruszonki i cytrynowym lukrem. Więc upiekłam, a gdy ostygnie, ukręcę lukier, poglazuruję, poczekam, aż stężeje i… pewnie będzie pora iść spać 😉

    Gwiezdno-lukrowane dobry wieczór, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      No, dla mnie byłaby to pora sięobżerania! Delicious

      • Lena Sadowska pisze:

        Jakoś, chorera, opornie stygnie.
        Może to dlatego, że ma 43 cm długości, 23 cm szerokości i 8 cm wysokości… 🙂

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Dzisiaj dla gości zrobiłem dwie blachy tych tam ciasteczek francuskich (z gotowego ciasta, więc „zrobiłem” się liczy połowicznie).

      A opis ze spaceru chyba pierwszy raz taki, hm, panoramiczny, ogólny, pejzażowy, mam wrażenie, że dotąd się skupiałaś na szczegółach (takich jak na koniec te kotki i witki).

      • Lena Sadowska pisze:

        Podobno prawdziwego cukiernika poznać po tym jak kończy, nie – jak zaczyna 😉

        Panoramicznie, bo dziś z górki było:)
        A przeważnie po płaskawym chodzimy:)

        • Quackie pisze:

          A to dziękuję, wszyscy zachwyceni, tylko Junia mniej, bo z owocami nie jada, a czekoladowych z Nutellą zrobiłem eksperymentalnie kilka. Ponieważ eksperyment się powiódł, produkcja będzie kontynuowana przy najbliższej okazji.

          A, z górki, no widzisz. Przy widoku z górki kojarzą mi się te przekrojowe malowidła Breugla z dziesiątkami (setkami?) ludzików.

          • Lena Sadowska pisze:

            To dalszych sukcesów kulinarnych życzę:)

            Pod naszą było pusto, ale Breugel trochę tych obrazów z górki namalował. I rzeczywiście – bywa nawet nazywany Człowiekiem od ludzików 🙂

  71. Makówka pisze:

    Jak ja nie lubię się pakować!!!
    (czy ja już tego nie mówiłam na Wyspie?)
    Wpadł syn z bułkami i drożdżówkami na drogę i zadał (głupie!!!) pytanie -po co ci taka duża walizka?
    Taż przecież inne ubranie na narty, inne na zwiedzanie Sarajewa, a inne na pogaduszki a inne na ewentualny basen.

  72. Makówka pisze:

    O godzinie 3 w nocy muszę wyjść z domu, auuuuu

    Nie będę zaglądać na Wyspę, bo Sarajewo to niestety nie UE.

  73. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, jedyne, co ratuje zasiedzianych gości, to to, że to jedni z najmilszych znanych mi ludzi.

    Lecę po dobranockę.

  74. Lena Sadowska pisze:

    Właśnie skończyłam podklejać swoje ukochane buty:)
    Pierwszy raz w życiu bawiłam się w szewca i jestem ciekawa, co z tego wyniknie:)
    A bawiłam się, ponieważ znany mi od lat i ceniony pan Szewc zakończył swoją działalność, a nowego jeszcze nie udało mi się namierzyć. Tamten był naprawdę dobrym fachowcem. I to wcale nie dlatego, że miał maturę:)

  75. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj Sir Paul w jednej z piękniejszych piosenek solo.

    Że dynamiczna ta dobranocka? Ale dzisiaj piąteczek! 🙂

    Snów o pozytywnych zdziwieniach.

  76. Makówka pisze:

    Lampkę poproszę…

  77. Tetryk56 pisze:

    Jest dobranocka, jest i lampka 🙂 Spokojnych snów!

  78. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  79. Lena Sadowska pisze:

    Ponieważ zaraz będę lukrować swoją giga-bułę, życzę:

    słodkich snów, Wyspo:)

  80. makowka9 pisze:

    Jedziemy.

  81. makowka9 pisze:

    Dzień dobry!

  82. makowka9 pisze:

    Tu słońce,a u Was jak?

  83. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Sobota jak zwykle: zakupy, potem śniadanko…

  84. Quackie pisze:

    Dzień dobry, wyspane po raz pierwszy od powrotu, zaraz jeszcze zakupy, a potem to już generalnie pobędę.

    Ale kawa musi być. Poprosimy.

    Kelnereczka

  85. makowka9 pisze:

    Już Chorwacja.Jeszcze UE.

  86. makowka9 pisze:

    323 km do Sarajewa.

  87. Lena Sadowska pisze:

    I sienam zrobiła świszcząca sobota, więc po śniadanku głównie kocyk i lekturka, z półtoragodzinną przerwą na spacer.
    Zamiejsko wiosny pierwsze nieśmiałe drgnienia leszczynowe i wierzbowe, reszta nieufna, wyczekuje na rozwój pogodowych wypadków:)
    W Miasteczku chodniki szczękają płytkami, zieleńce mają gęsią trawkę, nawet kamieniczki zmarznięte. Dobrze że w domu barchanowe klimaty i barhetka w termosie:)

    Dzień dobry, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry. Wiesz, ten kocyk i lekturka przywiodły mi na myśl taki więcej letni trawniczek, i na trawniczku ten kocyk i Ty z książką 🙂 ale to chyba jeszcze nie ten czas. No i dalszy ciąg zupełnie jednak tej wizji zaprzecza.

      Czyli że znów chłodniej się robi…

      • Tetryk56 pisze:

        Przy odrobinie aktorskiego talentu można w ciepłym pokoju udatnie odgrywać letnie, trawniczkowe opalanie 😉

      • Lena Sadowska pisze:

        Cyk… cyk… ten kocyk mnie pokonał:) Sama nie wiem – jak, sama nie wiem – kiedy, zamknęły mi się oczęta i odpłynęłam przy wiatru bajędach i echach przygód Mortimera, ale wcale nie Myszy;)
        A kolorystyka wnętrza nie trawiasta może, ale do opalania całkiem sposobna, bo piaskowo-saharowa:)

        Witaj, Quacku:)

  88. Tetryk56 pisze:

    Zrobiło się dość wysoko, więc zapraszam na kolejne pięterko, na garść wspomnień poteatralnych…

  89. Lena Sadowska pisze:

    A teraz lecę się teatrzyć:)

Skomentuj makowka9 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)