Dzień dobry, tym wpisem zaczynam cykl „lat dedykowanych poezji”, rok 2024 pod patronatem Stanisława Barańczaka.
Poety szczególnie mi bliskiego, bo – podobnie jak ja – absolwenta poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza; co prawda nie miałem okazji go poznać, czy choćby wysłuchać – przegapiłem jego gościnny wykład, bodaj w 1994, czego bardzo żałuję.

Był Barańczak nie tylko poetą, pisarzem (krytykiem literackim, np. autorem cyklu recenzji „Książki najgorsze”, o twórczości pisarzy socrealistycznych i w ogóle PRLowskich), tłumaczem (tu przede wszystkim przekłady dramatów i poezji Szekspira, ale również licznych innych poetek i poetów), lecz także człowiekiem zaangażowanym w działania wolnościowe – członkiem Komitetu Obrony Robotników.
Jego twórczość jest na tyle bogata, że na pewno znajdziemy coś odpowiedniego na 12 wpisów na 12 miesięcy!
Zaczynam od wiersza „Obserwatorzy ptaków” z tomu „Widokówka z tego świata i inne rymy z lat 1986-1988” (tu wg tomu „159 wierszy”, Kraków 1990), a dlaczego, to zaraz po wierszu wyjaśnię.
Stanisław Barańczak – Obserwatorzy ptaków
Z drżącej w upale szosy numer 8
z jej motelami, pędem i stacjami Esso
dość było skręcić ostro, szorując podwoziem
o piach, w ciągnącą się pół mili leśną
drogę, dotrzeć do kiosku z desek, gdzie sumienna
grubaska pobierała stosowną opłatę,
wydając w zamian uśmiech i broszurę,
zostawić wóz pod sosną, której czubek z szumem
mierzwił obłoki, i tak już kudłate,
i bez większego zrozumienia
wpatrzyć się w planszę z mapką okolicy
i strzałką „JESTEŚ TUTAJ”. O sto metrów dalej
szła ścieżką para z dziećmi: równie pospolici
jak my, też „byli tutaj” i zwiedzali.
Nie tak wyobrażaliśmy sobie rezerwat
dzikiego ptactwa. Prawda, i tak był to czysty
wymysł, ta cała komedia z naturą,
która istnieje dzięki przewodnikom, którą
widzi się w ramach zatrudnień turysty.
Wiatr, który czujnie się poderwał,
był w każdym razie autentyczny: świeży,
nadmorski. Machinalnie sprawdzając w broszurce
szlak, ruszyliśmy, depcząc chrupiący żwir ścieżek,
trochę niepewni, czy nie jest oszustwem
ten cały show – szczególnie że główna atrakcja,
to znaczy ptaki, jakoś nie chciała się stawić
na scenie. Dróżka wychynęła z nagła
z zarośli na zjeżone trawą słone bagna,
kładki, w sitowie oprawiony stawek:
no, wreszcie są! Gromadki ptactwa,
zielonogłowych kaczek, burych gęsi
taplały się rodzinnie w wodzie. Ale najpierw
wpadła nam w oczy inna grupa, jeszcze gęściej
stłoczona obok, na piaszczystej skarpie:
obserwatorzy ptaków! Składane siedzenia,
lunety na trójnogach, lornetki polowe,
kurtki z mnogością fachowych kieszonek,
spłowiałe kapelusze i kamery „Sony”:
prawdziwi, tkwiący tu dobrą połowę
dnia, zjeżdżający co niedziela
obserwatorzy ptaków, ludzie, którzy
na pytanie „Kim jestem?” mówią sobie: „Jestem
obserwatorem ptaków”! Był ich prawie tuzin,
wpatrzonych w jedną stronę. Nigdy jeszcze
tak niezdefiniowany, tak z boku, wygnany…
nagle drgnąłem wraz z nimi. Jakby wszystkich przeszył
ten sam prąd: spoza trzcin mokro zakłapał
groteskowo sflaczały dźwięk – ogromna czapla
wzbiła się, spójrz, jak blisko!, i poprzecznym
lotem poniosła nad wydmami,
tak, „Wielka Czapla Błękitna” z fotosu
w broszurce, „bardzo rzadko spotykana”! Tłumek
wydał wspólny, radosny pomruk, kilka osób
podniosło oczy znad wzierników lunet:
i wszystkich objął uśmiech – bezpieczny, bezsprzeczny.
Więc świat może jest po to, by przeszył, otworzył
nas czasem znak, jak strzałka: „JESTEŚ TUTAJ:
wśród ludzi, obcych, ale jesteście – zaufaj –
po jednej stronie, współobserwatorzy
ptaków, pogody, innych rzeczy”.
Pomyślałem, że ten wiersz będzie idealny na początek, bo raz, że odnosi się do moich ulubionych ptaszków, a dwa, że te ptaki to tylko (jeden z) pretekst(ów) do tej wspólnoty, którą sobie tworzymy na Wyspie. JESTEŚMY TUTAJ i bądźmy razem, ile się da 🙂 Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!




To ja na razie tyle. Na temat mojego dość osobistego stosunku do Barańczaka i innych szczegółów pewnie jeszcze będzie okazja podyskutować, jak nie w komentarzach do tego wpisu, to do następnych 🙂
Dobranoc!
Dzień dobry! Za oknem mokro i nieprzychylnie, przyda się wzmocnienie! Pani Gieniu, dzień dobry w nowym roku 2024! (Pamiętajcie, że się zmieniła data roczna przy ręcznym wpisywaniu)
Witajcie!
Ha! Bardzo piętrowa sytuacja: oto obserwator ptaków przedstawia obserwatora obserwatorów ptaków, w pewien sposób domykając pętlę spirali czasu
A to przy okazji 🙂 i tak, uwielbiam takie metasytuacje!
Witajcie !
Faktycznie wybór wyjątkowo osobisty. Obserwator ptaków przedstawia obserwatora ptaków absolwenta tej samej Uczelni.
Ależ się nam te pięterka często zmieniają ostatnio! Dobry znak na Nowy Rok?
Oby!
Dzień dobry
Wszystkiego najlepszego w nowym roku
Oby byl lepszy od poprzedniego
Witaj Krzysztofie!
Oby 2024 był lepszy i jeszcze lepszy !
Witaj, Krzysztofie! (w tym roku nadal z Gdańska?)
Najlepszego!
Zasadniczo już po pracy, więc można
Najlepszego!
Temat wiersza niby banalny: ot, grupka zapaleńców na skomercjalizowanej ścieżce „ku atrakcjom”. A jednak chodzi tu o wagę tak ulotnych aspektów bytu, jak poczucie przynależności, swojskości, a nawet symbolicznego zaakcentowania tych wartości. Tabliczka „Jesteś tutaj” (w domyśle: i masz pełne prawo tu być!) daje takie oparcie, jak hasło Nigdy nie będziesz szła sama! na wiecu Strajku Kobiet.
Zgadza się; a przy okazji widać jak na dłoni, o co chodzi: o przynależność (której można np. odmówić, by rządzić – dzieląc, co oby już nie wróciło).
Tak mi się skojarzyło z tym co wyżej napisaliście panowie Q i T oraz z KORem z życiorysu Barańczaka z filmem „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Wajdy, który można było obejrzeć wczoraj w TVP.
Jak wróciłam z kolorowego knucia (jak pisałam) postanowiłam posłuchać organizmu i zalegnąć pod kocykiem i obejrzeć film. Skorzystałam z oferty telewizji już publicznej i z przyjemnością przypomniałam sobie dawne, dobrze znane czasy. Czasami myślałam jednak o tych czasach mniej odległych.
A teraz już czas na wirtualne knucie.
Tak, to tamte czasy (które co prawda kojarzę słabiej niż inni, ale film jak najbardziej).
Teraz tylko szybciutkie dzień dobry, Wyspo:)
Za to po spacerku… 😉
Dzień dobry!
A ja po pracy i na przerwę.
Dobranocka.
Jak o ptaszkach, to o ptaszkach. Przy okazji zauważyłem, że pod spodem w ścieżce dźwiękowej słychać „Take Five” Brubecka.
Snów o miłych zaskoczeniach.
A ja idę zaraz pokręcić.
Piszę komentarz przy trelach i gimnastycznych popisach ptaków…
Już dawno udowodniono, że mają one osobowość, którą obserwator musi wydobyć i pokazać na zdjęciach, co wcale nie jest takie proste, gdyż trzeba znać zwyczaje modela, zgłębić wiedzę na jego temat, znać zachowania. Birdwatching to żmudne i trudne hobby.
Zauważyłam, że obserwator Quackie uwiecznia w survivalowych warunkach z anielską cierpliwością te nieliczne chwile, gdy ptak przechyla głowę, pozuje, jest zaciekawiony, zadumany (zamyślony?), śpi na jednej nodze, czy leci z triumfem w oku, gdy w dziobku niesie zdobycz.
A współobserwatorzy oglądają, podziwiają kunszt pracy obserwatora…
Och, powiem tylko że to hobby wymaga czasu, sprzętu oczywiście też, ale przy podpowiedzi życzliwych poprzedników można to całkiem przyzwoicie załatwić, więc czas, cierpliwość, a po pewnym czasie już wiadomo, czego wypatrywać i nasłuchiwać (podejrzewam, że nie jestem jeszcze nawet w połowie tej drogi) i wtedy się zaczyna zabawa.
No i po knuciu:)
Knujcie knujcie! Jeżeli będzie z tego tyle dobra, co ostatnio… 🙂
Przed nami wybory samorządowe, wybory prezydentów miast. Również bardzo ważne.
Oczywiście. Słusznie!
Syyypie:)
Rude stworzonko odżyło – biegało i uskuteczniało poskokoobroty, które są wyrazem najwyższej radości:)
Przywiozłam do domu mnóstwo śniegu w butach i szczekającego bałwana z rudą kitą:)
Śnieżne dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór 🙂
Z radością się czyta o psiej radości.
Z ciekawości: otrząsasz/ szczotkujesz Psiulkę przed drzwiami, czy wstawiasz do wanny/ na ręcznik i czekasz, aż śnieg stopnieje w temperaturze pokojowej?
Tak, też miło mi się patrzyło, że Psiuła ożyła, bo te huki bardzo ją stresują.
Zainwestowałam w komplet ręczników kąpielowych frotte ze stosownym (o pieskach) nadrukiem, z których trzy zyskały aprobatę Psiuły (resztą, jako mniej wybredne, wycierają się pancia) i zawsze jeden wisi sobie na klatce w razie deszczu, śniegu, i tym podobnych:) Wożę też podobne osuszacze (w liczbie dwóch) w samochodzie; przydają się, bo odruchu otrzepywania się nie potrafiłam z Rudej wyplenić 😉
Brzmi zdumiewająco, w sensie wszystkich utensyliów, o których musi opiekun(ka) psa pamiętać, a nad którymi nieopiekunowie zwykle się nie zastanawiają.
Pięknie zaczął nam się NPR, za sprawą Twojego wyboru, Quacku:)
Sporo już o utworze powiedziano, dorzucę i ja parę (…dziesiąt najpewniej) słów.
Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, jest kunsztowna forma. Stroficzno-refrenowa budowa przywiodła mnie do skojarzenia z pieśnią, paralelizm wersów w zwrotkach, liczba sylab i układ rymów w poszczególnych wierszach zabrzmiały mi z lekka madrygałowo:)
Swoisty rytm natomiast, gra narzuconych przerzutniami pauz i lustrzana zgodność akcentów* skojarzyła mi się z tańcem. Konkretnym tańcem, zresztą – menuetem:)
Pomyślałam sobie, że przywołana czapla właśnie jest takim roztańczonym dworsko ptakiem:)
Nie będę rozwodzić się na środkami stylistycznymi. Że epitety i personifikacje są – każdy widzi:)
Podoba mi się zabieg przejścia od relacji pośredniej, trudnookreślenieosobowej – przez zbiorowe my, ja, wy – aż do ty🙂
Taka, żartobliwa nieco, konfiguracja etapów wtajemniczenia, przejścia od obcości do tutejszości, od zdystansowanego, samotnego obserwatora do społeczności obserwatorów, skonkretyzowanych, nazwanych, bo nazwa jest rodzajem oswojenia:) Podoba mi się też obraz drogi od wspomnianej obojętności do bliskości – od ogólnego opisu inicjalnego do najazdu na finalny szczegół:)
I jeszcze ta cudowna przekora, z którą nasz patron uzależnia istnienie tytułowych obserwatorów od istot tak nieprzewidywalnych jak… ptaki 😉
*mam odrobinkę żalu do pana Stanisława, o tę okolicę z pierwszego wersu drugiej zwrotki, którą potraktował drugosylabowoodkońca (paroksytonicznie) zamiast trzeciosylabowoodkońca (proparoksytonicznie), ale to drobny grzeszek, więc i ze swoim smuteczkiem rychło powinnam sobie poradzić 😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Zafascynowało mnie to, co piszesz o zmianach osoby gramatycznej. Kojarzy mi się to z amerykańską – przynajmniej oficjalnie postulowaną, bo w praktyce bywa różnie – bezpośredniością, wyrażającą się w tym napisie „Jesteś tutaj”, a jednocześnie z pochwałą przynależności i zbiorowości (i w sumie działania dla wspólnego dobra).
A te takie niedokładności, na które sobie pan Stanisław pozwalał czasami, dawały asumpt niektórym do krytyk poważniejszych 🙂 i czasem zresztą bardzo uzasadnionych. Z drugiej strony – czy nie dlatego tak dobrze wychodziły mu przekłady kompletnie niefrasobliwej sylabicznej wersyfikacji Ogdena Nasha? (Na Wyspie przytaczanej przez Wiedźmę, choćby tu http://madagaskar08.pl/2019/05/11/trzeba-miec-duzo-szczescia-zeby-moc-nie-szukac-szczescia/ albo tu http://madagaskar08.pl/2016/05/18/wzrok-orli-drugiej-kategorii/)
W tym wierszu zmiany osoby wydały mi się zamierzoną demonstracją procesu przemiany, który stał się udziałem podmiotu lirycznego.
To zabawne, że mamy tak podobne skojarzenia:)
Na dowód taka fraszka z bardzo kiedyś:
AMERYKANIZACJA
Nowe obyczaje nadchodzą:
Wnuk z dziadkiem na „ty” przechodzą…
Nie znoszę „tykania”, panowie i panie.
No chyba, że jest to zegara tykanie.
Rzeczywiście uważam, że na bycie z kimś „na ty” trzeba wzajemnie „zasłużyć”.
Lubię językowy dystans w realu, wydaje mi się równie naturalny jak ten fizyczny – nikt przecież nie pcha się w największy tłum, lecz próbuje go obejść:)
„Tykanie się” przez nieznajomych nazywam sobie po cichu werbalnym ocieractwem 🙂
A do linków odniosę się po zajrzeniu:)
Ha, a propos „tykania” – ono przecież inaczej funkcjonuje w języku angielskim, gdzie „you” rozumiane jako „ty”, zaciera się z „you” rozumianym nieco dalej (chociaż wciąż dość blisko) jako „wy”, oczywiście nie takim „wy”, jakie możemy kojarzyć z PRL, „wy, towarzyszu”, raczej właśnie bliższym naszemu „pani/pan”, jednak nieco bardziej dobrodusznym – więc tutaj i różnice językowe grają rolę. To, co Ty odbierasz jako „ocieractwo” po polsku (tak, owszem, lubią to młodsi ludzie, lub pozujący na młodych, np. w mediach – ale również u barbera dziewczę, które zajęło się [w sposób nieakceptowalny] moją brodą, również z marszu przeszło na „ty”), po angielsku niekoniecznie jest aż tak obcesowe.
„Wy”, jako forma oficjalnego szacunku ma tradycję w polszczyźnie znacznie starszą niż PRL; do nowych czasów przetrwało głównie na wsi…
Tak, wiem, chodziło mi tylko o to, że po 45 latach PRL sporo ludzi kojarzy to jednak z partyjnym „wy”.
Trochę jak z feminatywami, które kojarzą się ludziom z nowomową, a przecież funkcjonowały nieźle przed II wojną światową. Ale się kojarzą.
Feminatywy to inna bajka:)
Problem z nimi nie tylko w tym, że trudno znaleźć odpowiednią, nie kojarzącą się pejoratywnie formę, ale także taką, która, po dodaniu żeńskiego formantu nie ma już innego znaczenia:)
on to:
pilot + -ka = taka czapka, + -owa = przymiotnik, + -ówka = taka mapa 🙂
A dodawanie samego -a wywołuje we mnie jakiś wewnętrzny wzdryg:
ministr-a, profesor-a, gośc’-a… brrr! 🙂
Znaczenie rzecz wtórna. Jakoś nie przeszkadza, że pilot oznacza nie tylko pana za sterami statku powietrznego (albo wprowadzającego statek do portu), ale także urządzenie do sterowania telewizorem.
Od gościa jest gościni 🙂 dość już nawet okrzepła, przynajmniej w tych kręgach, które bez oporów używają feminatywów.
Ja jestem zdania, że używać można, czasami nawet się powinno (chyba że jakiejś pani doktor lub profesor to przeszkadza), a i tak o wszystkim zadecyduje z czasem uzus. Z tym że należy dać mu szansę.
Gościni to staropolska gościna, zmiękczona potem do gościnia:)
Tu akurat, uważam – bardzo udana modyfikacja:)
Problem w tym, że -ka często pejoratywizuje, bo używa się go do tworzenia zdrobnień, a czasami reifikuje (jak w pilotka czy magisterka:))
Nie jestem przeciwna neologizmom, mówię tylko, że nie jest łatwo stworzyć dobry neologizm na siłę/zawołanie, to powinien być proces naturalny:)
Pamiętasz te dziwolągi językowe typu:
konserwatorka powierzchni płaskich/sprzątaczka
zwis męski/krawat
nosówka/chusteczka do nosa
wsuwki/klapki?
Dziś budzą śmiech i – co najważniejsze – nie przyjęły się.
To prawda, Tetryku:)
„Wy” na wsi było wyrazem szacunku, ale funkcjonowała też forma „pan”, dziś dość zabawnie brzmiąca, gdy czyta się, że posługiwali się nią między sobą na przykład nastolatkowie podczas oficjalnych spotkań:)
I zawsze występowało to „pan/pani” w połączeniu typu: „pani Andzia zawsze taka uśmiechnięta”, przy czym było zwrotem bezpośrednim, pełniło funkcję Wołacza, a wypowiadane było w formie Mianownika:) W innych przypadkach również, ale zawsze kojarzyło się to z pewnego rodzaju narracyjnością: Ja bym chciał pani Andzi ten kwiat podarować… 🙂
Ja bym chętnie od pana Stanisława ten kwiat wzięła, ale mnie tatuś zabronili od pana Stanisława podarunki przyjmować!
Już mi się tragifarsant włączył 😉
Oczywiście:)
Stąd mój przekąs w tytułowej „amerykanizacji” 🙂
Nie wszystko da się bez szkody przeszczepić na inny grunt. Nasza tradycja w posługiwaniu się formami grzecznościowymi była tak rozbudowana (nawet „kłamie pan!” mówiło się innymi słowami magnatowi, a innymi szlachcicowi:)), że bezbolesne przechodzenie „na ty” w pewnych grupach nie mogło się udać:)
Podobnie jest w tą nieszczęsną, przeszczepioną do nas formą „wy”, która w języku rosyjskim jest równoważna z grzecznościową formą np.: niemieckiego „oni/sie” i tłumaczy się ją jako pan/pani/państwo:
sadities’, pażałujsta = setzen Sie sich, bitte = niech pan, pani (państwo) siądzie (siądą) 🙂
A właśnie, jeszcze niemieckie „sie”. A i francuskie „vous”. Co język, to specyfika.
Dokładnie:)
No i dlatego potrzebni są tłumacze… 😉
Kochani umykam!
Dobranoc!
Dobranoc! 🙂
Spokojnej!
Dobrej nocy, Wyspo!

I Tobie spokojnej również!
Miłych snów, Tetryku:)
Miałam dziś dość intensywny dzień i trochę już mi się kleją oczęta, więc:
dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej. Również zemknę.
Dzień dobry. Posypało u Leny, a teraz sypie również tu, więc krajobraz za oknem wygląda jak solidnie pocukropudrowany.
Co kojarzy się dość jednoznacznie ze śniadaniem na słodko.
Pani Gieniu, poprosimy!
Witajcie!
Z Krakowa gdzie plus 11 stopni.
Witajcie!
Lepiej późno, niż wcale, nieprawdaż? Wczoraj pracowałem z domu, i dziś się nieco pogubiłem w zewsząd atakującej rzeczywistości biurowej…
Gorzej jak wirki?
Zasypowujące dzień dobry, Wyspo:)
Coraz bardziej śniegowo wokół. Ścieżkowe labirynty coraz głębsze, a w śniegowym blasku Miasteczka drepcą sobie nieśpiesznie zakutane wojłoczki i poprószone autka:)
A w Krakowie pada, ale deszcz. Cóż, o śniegu można pomarzyć skoro na termometrze plus 9 stopni.
Ja bym wolał deszcz, przynajmniej szybciej by spłynął…
Różnimy się więc osiemnastoma stopniami:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Gdy pada taki śnieg
i mrozik splata ścieg
zdobiący lasu brzeg
w srebrzyste, małe dzwonki
to nie wie zwierz ni człek
choć żyłby cały wiek,
gdy zdobi nas ten śnieg
jak marzną nam… ogonki!
Cuuudna wariacja! 😀
🙂
Gdy sypie miękki śnieg,
Mróz włącza trzeci bieg
I skuwa brzegi rzek,
Radosny i beztroski,
Nie zgadnie zwierz ni człek,
Choć żyłby cały wiek,
Że gdy tak prószy śnieg,
To marzną nam też noski…
Dobry wieczór, Tetryku:)
Jakże żałuję, żem dzisiaj nie przy natchnieniu!
ale bardzo doceniam te ciągi dalsze.
Póty ciągów dalszych póki części do marznięcia:)
Albo… rymów do śniegu 😉
Ohohoho, jest ich trochę. Takich ładnych, męskich!
Rymoseksista? Nie poznaję kolegi…
Wpływ języka angielskiego i piosenek w tym języku, gdzie te rymy dominują
Znakomity, Leno! 🙂
O! super, Tetryku:)
Ja też nie narzekam:)
Tak jak tutaj, z tym że spora część tego topnieje, a jak chwyci mróz, to to stopniałe zlodzieje i wtedy będzie kiepsko.
A nie mógłby być mróz ok.minus 5 stopni i biały śnieżek wokół?
No pewnie by mógł, żeby tylko odwilży nie było w międzyczasie.
Tu mrozi na bieżąco, chrzęści zatem i skrzypi, ale nie gołoledzi na szczęście:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Jak przedtem było sucho, to i gołoledzi nie ma skąd być.
No chyba żeby z deszczu, ale dopóki śnieży…
To ja po pracy, założona norma wykonana, i na przerwę.
Spóźniony wracam po przerwie i po przerwie po przerwie, no i dzisiaj mogę sobie darować kręcenie, bo miałem odśnieżanie i posypywanie chodnika przed domem (gdyż osoba, która powinna to zrobić, tego nie zrobiła).
Idę po dobranockę.
Dobranocka.
Na pocieszenie wszystkim, którzy nie lubią deszczu – deszczowa piosenka. Znaczy nie żebym zachęcał do takich popisów, zwłaszcza o tej porze, ale, no, deszcz też potrafi być ładny 🙂 wiem, może nie jest to puchowy śniegu tren, ale przynajmniej radosna piosenka.
Snów optymistycznych!
Nie właziłam do żadnych kałuż, cały czas grzeczna byłam i
chora jestem.
Z każdym dniem coraz gorzej, gardło boli coraz bardziej.
Dziś już nie wyszłam w ogóle z domu, a jak wiecie ja siedzenia w domu bardzo nie lubię.
Do lekarza! Mnie zaleczył nawet bez antybiotyków.
W mojej Przychodni to zanim się dodzwonię, zanim mi dadzą termin …to nie jest tak ot ręki.
A potem wysiedzę się w kolejce i zarażę czymś innym do kompletu.
A niby czemu deszczyk nie może się pokarnawalić:)
(Jak widać u niektórych za oknem 😉 )
Zima, zima, zima, pada pada śnieg!
Wracam sobie bezdrożami,
Gracik mruga światełkami… mrug, mrug, mrug!
Zasypane pola – śniegu cały świat!
Biała droga hen przed nami,
Gracik pyrka obłoczkami… pyr, pyr, pyr!
Jaka pyszna sanna – gracik raźno mknie!
Śnieg rozbija oponkami,
Mruga sobie światełkami… mrug, mrug, mrug!
Minusdziwięciostopniowe dobry wieczór, Wyspo:)
Ładna piosenka, prawie słychać melodię 🙂
No patrz, a w Katowicach plus dziewięć i plucha!
Jaką to daje amplitudę temperatur. I to w styczniu.
Dobry wieczór!
Bo to jest parafraza znanego kanonu nieznanego autora:):
I nie wierz tu, człowieku, w zbieżność skojarzeń 🙂
Zerknij, Quacku, co w tej samej minucie napisałam nieco wyżej Makówce…
Oczywiście, widziałem 🙂
🙂
Zobaczę, co mi się dzisiaj przyśni: czy srebrzyste śniegi Leny, czy miejscowa plucha… Dobrych snów, Wyspo!

Miłych snów, Tetryku:)
A tak w temacie weny:
miałam ci ja, miałam
zlewik brudnych statków…
i zero natchnienia na garowanie…
Ale przemogłam ów garowstręt i jestem z siebie dumna 🙂
Zdaje się, że już kiedyś rozmawialiśmy o zmywarce?
Tak:)
Ale jakoś moja siła perswazji na mnie nie działa… 🙂
Ja nie przekonuję, tylko wskazuję, że u mnie to jest jakieś 15 minut wieczorem i 5-10 minut rano (tj. rozładowywania). I niespecjalnie trzeba przezwyciężać jakieś wstręty, no chyba żeby ktoś faktycznie miał wstręt na ładowanie, ale jeszcze nie spotkałem.
🙂
Na co dzień nie mam zbyt dużo zmywania, nawet gdy coś piekę albo gotuję, to brudzę głównie stolnicę, którą, ze względu na gabaryty, muszę myć w wannie, albo blat, którego nawet w wannie nie zmieszczę:)
Smarkactwo, gdy jest, zmywa po sobie na bieżąco, a tabunów gości znowu tak często nie miewam:)
Pewnie przywykłabym z czasem do odstawiania naczyń, nie wiem tylko, czy mój nos by przywykł, bo on (ten nos) czuje nawet zapaszek zbyt mokrej ścierki na wytartym sztućcu albo talerzu:)
Aha. No tak, gabaryty i częstotliwość zmieniają postać rzeczy.
Oła! żeby tylko siła moich argumentów nie przywiodła Cię do zlikwidowania zmywarki u siebie… 😉
Dobranoc!
Spokojnej!
Jakoś sennie mi się zrobiło, więc:
dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej. Też już(?) umknę. Umk, umk!
Dzień dobry, nasypało na to odśnieżone.
No trudno, tak bywa w zimie. Pani Gieniu, coś na wzmocnienie poprosimy, zaczynając od kawy. A kończąc? A kto to wie…
Nasypało? Nie może być!
A to wredne śnieżysko!
😉
Dzień dobry, Quacku:)
I jeszcze:
Poranne odśnieżanie
to, jakby logik rzekł,
przyjęcie dwu przesłanek
zawartych w słowie „śnieg”:
tej, że upadły anioł
nie wróci tam, skąd spadł,
i tej, że pozostaniem
zbyt skomplikuje świat.
Ach, krystaliczne biele
zmieszane pół na pół,
gdy można ci, aniele,
nareszcie sypać
na rany sól!
Ach, pragmatyczne cele
zmieszane pół na pół
z mściwością, gdy, aniele,
na twoje rany
sypiemy sól!
Pieśń XII z cytowanej niżej Podróży Zimowej🙂
Witajcie!
Pozdrawiam z ciepłego Południa 😉 Właśnie przestało lać i zobaczymy co będzie dalej.
O tak, opady bardzo ograniczają widoczność 😉
Dzień dobry, Tetryku:)
Dzień dobry! 🙂
Chore dzień dobry!
Tym razem postanowiłam posłuchać organizmu tzn. bolącego gardła i nie wychodzić z domu. Wczoraj też cały dzień w domu, auuuu
Makówko, a próbowałaś płukania solanką?
Nie jest to najprzyjemniejszy zabieg, ale zazwyczaj dość skuteczny.
Dzień dobry:)
Masz na myśli wodą z solą kuchenną? Tak. Zabieg jak zabieg, znam dużo gorsze i mniej przyjemne.
Płuczę wodą z solą i herbatą z szałwi.
Makówko, jak miałam tę swoją infekcję ostatnio, to mi lekarz przypisał do płukania glimbax. Obrzydliwy preparat, ale naprawdę uśmierzał ból.
Póki co nie idę do Przychodni. Uzasadniałam wyżej.
Jest dostępny bez recepty, jak właśnie się doczytałam.
Może masz kogoś, kto mógłby odwiedzić aptekę?
Nie próbuję na siłę układać Ci życia, lecz – pomóc:)
Skoro bez recepty to bardzo dziękuję. Glimbax? Płyn do płukania gardła?
Jak do jutra nie przejdzie spróbuję wysłać dziecko do apteki.
Dziękuję.
🙂
Tak.
Glimbax.
Miasteczkowy świat tonie w obłoczkach sypiącego nieprzerwanie od rana, diamentowego pyłku:) Mrozik taki na osiem z minusem. Autka bardzo uprzejme wobec przechodniów, rowerki trochę mniej, ale nie można mieć wszystkiego…;)
Jużprawiedomowe dzień dobry, Wyspo:)
Ale jak to bez wierszydełek? Na poetyckim pięterku?
Dziś idę w pustkę zimy,
w zawieję, mróz i mrok;
z oczyma zamkniętymi
potykam się co krok.
Kąśliwy wiatr zimowy
przenika mnie jak nóż,
porywa czapkę z głowy –
lecz nie zawrócę już.
(Podróż Zimowa – St. Barańczak)
Tak mnie natchnęło nagle…
I jeszcze na placki ziemniaczane…:)
*a wyimki z Pieśni V
🙂
Ha, z „Podróży Zimowej” robiłem (częściowo) magisterkę, ale byłbym bezczelny twierdząc, że cokolwiek z tego pamiętam 29 lat później.
To aktualny patron jak znalazł na przyszłoroczne świętowanie trzydziestolecia 😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Wyspa zapadła w zimową dżemkę, więc idę sobie poplackać 🙂
Dobry wieczór, zasadniczo.
Po pracy i za chwilę na przerwę, tylko jeszcze się przejdę po szczebelkach.
Za oknem strzępko się puszyści, masa plackowa nabiera mocy, a my nabieramy wiatru w… chmmm… antenkę? i umykamy na spacerek:)
Hmmm… zamierzasz je piec czy destylować?
Udanego spacerku!
A zgadnij:):
Dziękuję:) Było bardzo przyjemnie.
Dobry wieczór, Tetryku:)
Smaczny wieczór, Leno 😉
Ha, jednak upiekłaś…
Smaczny również:)
Usmażyłam:)
A to w środku to dip jogurtowo-cząbrowy, który Smarkactwo żartobliwie przemianowało na „janka” 🙂
Już miałam pytać co to jest to w środku.
Dobranocka.
To ja klasykę dzisiaj – Pink Floyd o oddychaniu.
Snów ze swobodnym oddechem!
A ja zaraz idę kręcić.
Syp! syp! syp!
Zamiasteczkowo usypało już nad (rude) głowy i (dżinsowe) kolana.
Kilka zwykłych tropowych opowiastek się na śniegu wydreptało – łosich, sarnich, lisich. I jeden dra(może nawet ktoś nad nim pochyli głowę albo… wilczo zajęczy)mat wilczo-zajęczy. Poza tym biało, gładko i szemrząco:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Leno, zasypało, zawiało, zmroziło? A u mnie zalało, zacinało i miejscami przestawało na tym jeszcze plusie.
Tak, bardzo baśniowo jest.
Można powiedzieć, że u nas minusy, a u Was plusy – na plus 🙂
Dobry wieczór, Ultro:)
Czyli Szancer i niedawno wspominane ilustracje do „Królowej śniegu” Andersena, skoro baśniowo.
Chociaż Psiulki na nich nie było; no cóż, każde czasy mają swoje gwiazdy 😉
Dobry wieczór.
Trzecia dekada XXI wieku upływa pod znakiem Rudej Gwiazdy… 🙂
I tym razem nie chodzi, powtarzam, nie chodzi o Bryce Dallas Howard ani Katarzynę Dąbrowską!
Potwierdzam:)
Ruda Gwiazda, którą mam na myśli, jest drobniejszą od wyżej wymienionych fanatyczką naturalności – nawet wąsika nie depiluje!
Au naturel!
Sauté:)
Jedna z moich wykładowczyń o swoich nieskalanych makijażem koleżankach mówiła: taka z wody 🙂
Tu u mnie momentami lało bardzo intensywnie.
Z tego, co widzę, w południowej części Pomorza, na granicy z kujawsko-pomorskim, pada marznący deszcz, pociągi mają po 5 godzin spóźnienia, bo je muszą spalinówki przeciągać, nie wiem, trakcja gdzieś się zerwała albo ugięła pod lodem. To samo zresztą między Lęborkiem a Słupskiem i na linii warszawskiej.
A na drogach swoją drogą błoto pośniegowe i wypadki.
Makówko, zdrowiej! Na moim osiedlu wielu ma covid potwierdzany kupionymi w aptece testami, a jedynym jego objawem jest katar. Nie mają temperatury, nie boli ich gardło, nie są osłabieni i bardzo dobrze się czują, a moja sąsiadka uważa, że ma więcej werwy do pracy niż wtedy, gdy była zdrowa, więc uważa, że tak to można chorować.
Ja w tej chwili mam już tylko gardło zawalone, nic poza tym. Ale ostatnio testów nie robiłem, z tym że się zaszczepiłem, więc liczę, że jednak to nie covid…
Mnie bardzo silnie boli gardło. Nie mam temperatury, jestem osłabiona.
Zastanawiam się nad celowością kupowania testu, bo co wyniknie z tej informacji? Skoro na przełomie października i listopada miałam covida potwierdzonego testem aptecznym, więc i tak nie powinnam się szczepić?
Takie chorowanie bez objawów powoduje, że ludzie wychodzą z domu i zarażają innych.
No ja już zupełnie nie mam pojęcia, co robić w razie czego. Nie wiem, czy się powinno wychodzić, czy nie powinno, nosić maseczkę, nie nosić – nie ma żadnej informacji. Przechorowanie covida powinno dawać odporność, jak po szczepieniu? Ale tego też nie jestem pewien.
Chyba sama sobie odpowiedziałaś na własne rozterki – robić test, żeby wiedzieć i, w razie czego, minimalizować niebezpieczeństwo zarażenia innych…
Nie wychodzę z domu. Widuję się jedynie z mężem i synem. I…kotem.
Syn mógłby nie przychodzić, ale on wcześniej był chory.
Wcale Ci tego nie imputuję:)
Mistrzu Tetryku, taki link mi FB podsunął – czy to mogłoby dotyczyć również Wyspy? Mamy ten plugin? https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/sekurak.pl/cert-eu-ostrzega-o-podatnosci-w-popularnym-pluginie-do-wordpressa-mozliwe-jest-przejmowanie-serwisow-webowych-wordpress-google-fonts-plugin/
Nie używamy tej wtyczki…
A, no to spokój 🙂 dziękuję.
Kochani — snów pod Rudą Gwiazdą! 😉

Spokojnej!
Jest lampka to i ja powiem Dobranoc.
Spokojnej i Tobie, oby jutro było pogodniejsze!
Miałam dziś małą rozprawę z Dajmiechem i myślę, że czszaa to odespać:)
Łagodnych snów, Wyspo:)
Spokojnej. To i ja zmykam.
Dzień dobry, znów dopadało 🙂 puchowy śniegu tren, a może nawet nie tak bardzo puchowy, nie wiem.
Dzisiaj mam nieco inny plan dnia, kończę II etap jednego z poprzednich zleceń, poza tym parę różnych domowych obowiązków, innymi słowy będzie trochę nietypowo. A od rana już zdążyłem poprzelewać i pozałatwiać inne rzeczy online.
W każdym razie kawa obligatoryjnie.
Pani Gieniu, poprosimy.
Witajcie!
Co zaczynam pisać powitanie, ktoś mi przerywa. To może na razie na tym poprzestanę…
Miałam podobnie podczas poporannych czynności okołowarzennych.
Najbardziej irytujące były trzy telefony pod rząd, gdy sobie waśnie beztrosko zaczynałam grzebać w… pstrągu:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Witajcie zachrypiała Makówka!
I co u ciebie, zachrypiała Makówko?
Nuuuuudy!
Dzień dobry, a tutaj etap III (wcześniej omyłkowo opisany jako II) zakończony, od poniedziałku wracam do etapu I tego najnowszego zlecenia.
A teraz przerwa.
Brzmi jak sprawozdanie ze Spartakiady Kolarskiej!
Ale wiesz, to jest bardziej skomplikowane: najpierw idzie etap I, potem II, potem zaczyna się (zwykle) etap I następnego zlecenia, w trakcie wraca etap III zlecenia poprzedniego, na który trzeba znaleźć czas podczas etapu I, i tak w kółko 🙂
Quacku jesteś godny podziwu!
E, bez przesady, tylko nie można za bardzo planować nic na styk, bo w wielu przypadkach nie wiadomo, kiedy ten III etap przyjdzie i jak będzie pilny.
Dlatego pomyślałem o spartakiadzie, na której kolejni sprawozdawcy relacjonują różne fazy różnych wyścigów…
Albo o zawodach lekkoatletycznych, gdzie ileś konkurencji rozgrywa się naraz na jednym stadionie. Tak, to sensowne porównanie.
Ale w kółko Macieju czy dookoła Wojtek? 😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Zdecydowanie to pierwsze!
Już parę razy mnie kusiło, by zapytać:)
Dobranocka.
Dzisiaj Pat Metheny, bo chwilę go nie było. Z jednej z moich ulubionych płyt, jak na obrazku.
Snów długich i smacznych, bo jutro święto. I uzdrawiających!
A ja zaraz jeszcze na chwilę idę kręcić.
Dziś spacerek na pięć z minusem:)
Sypie nieśpiesznie ale nieprzerwanie.
Połacie kusiły nieskazitelną, nieskalaną bielą, pod którą nikt nie domyśliłby się zdradzieckiej niespodzianki. I my się nie domyśliłyśmy…
Odkrycie było tyleż nieoczekiwane co – gwałtowne. Taki sobie wykrocik, w którym, bagatelka!, Ruda na kilkanaście sekund przepadła z głową, ja – tylko po poły kurtki:)
I tak pierwszą śnieżną kąpielą oficjalnie zainicjowałyśmy sezon zimowy;)
Bardzo dobry wieczór, Wyspo:)
Uff, dobrze, że pod spodem nie było czegoś urazowego, takie przepadnięcie mogło teoretycznie skończyć się skręceniem albo złamaniem!
W tej sytuacji faktycznie dobry to wieczór.
Albo przebiciem… To las przecież…
Ale myśl o ewentualnych zagrożeniach dotarła do mnie dopiero parę minut po wygramoleniu się…
No, ważne, że wszystko w porządku 🙂
W czepkach-śmy urodzone 😉
No, Psiulka w takiej sytuacji raczej spadła na cztery łapy, naturalnie. Mimo że nie ma dziewięciu żyć.
Zawsze gdy mowa o dziewięciu życiach, przed oczyma stają mi koty bogini Frigg z Thogalowego Metalu, który nie istniał🙂
Kurka, jak przez mgłę… Thorgala czytałem z doskoku i niewiele już pamiętam
Nic straconego, nie umieszczono ich wszak w Index Expurgatorius 😉
Nie nie, ale jakbym jeszcze i to miał dołożyć do listy „do przeczytania”… Ufff.
Ale tam nawet nie trzeba znać wszystkich literek, można się domyślić sensu z obrazków 😉
…ale w czepkach założonych bardzo luźno!
A jednak – nie spadły, Tetryku 😉
Leno, czy twoje inicjacje muszą być tak niebezpiecznie efektowne?
Dobry (przecież!) wieczór!
Te zaplanowane są łagodne i delikatne, często doprawione szczyptą romantyzmu nawet 😉
Wieczór fajny, wytchnieniowy:)
Dobry, bardzo dobry ze szczęśliwym zakończeniem!
Bez szwanku na ciele i umyśle 😉
Dobry wieczór, Makówko:)
Czekam na lampkę i umykam.
Skoro lampka pilnie wyglądana, niechaj migoce! 🙂

Spokojnej.
Wiecie co, ze mnie chyba spływa cały ten tydzień. Oczy mi się zamykają. Umknę już dzisiaj, wcześniej niż zwykle.
Miłych snów, Panowie:)
Dobranoc!
Dobranoc, Makówko:)
Znaczy – sam żem został?
W takim razie – dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc, Wyspo!
Deszczowe zasmarkane dzień dobry!
Deszcz niech sobie smarka, jeśli siedzisz w domu 😉
Już mi się znudziło siedzenie w domu.
Witajcie!
Dzień prawdziwie świąteczny, wszyscy wypatrują Magów, Królów, czy innych egzotycznych gości…
U niektórych na wyczekiwaniu się nie skończyło;)
A jutro odkrywa się przed nimi samymi perspektywa iście królewskiego gościowania się:)
Dzień dobry, Tetryku:)
Deszcz pada, południe minęło, a nikt jeszcze nie podał kawy/herbaty?
Widać kelnereczka też lubi pospać…
Makówka też lubi pospać, ale dziś okazało się Quacki pobił wszystkie śpiochy.
Bardzo mi przyjemnie. Jutro podejmę kolejną próbę bicia rekordu
Co jednak znaczą Wyspiarskie Szlify!
I bez zaglądania o tej mniej więcej porze pauzowałam się przy filiżance herbaty:)
Dzień dobry, Makówko:)
Dzień dobry, pospałem do oporu 🙂 ale już jestem i pewnie będę w miarę możności.
Silny był opór?
Opór się zdziwił, jak ok. 11.00 przemknąłem do WC (z musu), ale potem musiałem jeszcze odleżeć na drugim boku
Przerwa sobotnio-trzykrólowa.
Zabrzmiało jak zapowiedź pokerowej rozrywki 😉
Dzień dobry, Quacku:)
Nie będę ściemniać (a mogłabym, więc uprzejmie proszę o docenienie), że pokonałam Quacka i dopiero wstałam;)
Dzień upłynął mi na trójkrólowym świętowaniu, a choć pośród gości żadnych Władców ni Magów nie było – spędzone wspólnie chwile okazały się bardzo sympatyczne i radosne:)
Znajduję się właśnie na rozbieżu między jużpozmywaniem a jeszczeprzedspacerowaniem:)
Dzień dobry, Wyspo:)
Jeśli reflektujecie/łamane przez/nie ma innych propozycji, mogę wstawić wspominany niedawno nobelonik.
Uprzedzam jednak lojalnie, że nie będzie on szczególnie radosny.
Ale zimowy – na pewno:)
Zaczekam na odzew do okołodwudziestej.
Potem propozycja będzie nadal aktualna, ale wykonanie dopiero pospacerkowe:)
Dobry wieczór!
Nobelon zawsze mile widziany 🙂
Ok:)
To czekając na resztę zaczynam przygotowania.
Witaj, Tetryku:)
Jestem za! Nobelonikiem.
🙂
Ja też, ja też!
(Ale dobranocka jeszcze tutaj – zaraz)
Po noworocznym patronowaniu się zapraszam na dość zimowe pięterko:)
A my na wspomniany spacerek:)
Dobranocka, mimo wszystko.
Było i pewnie jeszcze nie raz będzie.
Snów o pięknej zimie. Bez awaryjnych podróży.
Zapalam więc także tutaj lampkę i wracam na nowe pięterko
