« Happy New Year! Bo madka to stan umysłu... »

Obserwatorzy ptaków

Dzień dobry, tym wpisem zaczynam cykl „lat dedykowanych poezji”, rok 2024 pod patronatem Stanisława Barańczaka.

Poety szczególnie mi bliskiego, bo – podobnie jak ja – absolwenta poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza; co prawda nie miałem okazji go poznać, czy choćby wysłuchać – przegapiłem jego gościnny wykład, bodaj w 1994, czego bardzo żałuję.

Zdjęcie z portalu codziennypoznan.pl – pamiątkowy mural przedstawiający Barańczaka na ścianie Collegium Novum, gdzie studiowałem przez pięć lat.

Był Barańczak nie tylko poetą, pisarzem (krytykiem literackim, np. autorem cyklu recenzji „Książki najgorsze”, o twórczości pisarzy socrealistycznych i w ogóle PRLowskich), tłumaczem (tu przede wszystkim przekłady dramatów i poezji Szekspira, ale również licznych innych poetek i poetów), lecz także człowiekiem zaangażowanym w działania wolnościowe – członkiem Komitetu Obrony Robotników.

Jego twórczość jest na tyle bogata, że na pewno znajdziemy coś odpowiedniego na 12 wpisów na 12 miesięcy!

Zaczynam od wiersza „Obserwatorzy ptaków” z tomu „Widokówka z tego świata i inne rymy z lat 1986-1988” (tu wg tomu „159 wierszy”, Kraków 1990), a dlaczego, to zaraz po wierszu wyjaśnię.

Stanisław Barańczak – Obserwatorzy ptaków

Z drżącej w upale szosy numer 8
z jej motelami, pędem i stacjami Esso
dość było skręcić ostro, szorując podwoziem
o piach, w ciągnącą się pół mili leśną
drogę, dotrzeć do kiosku z desek, gdzie sumienna
grubaska pobierała stosowną opłatę,
wydając w zamian uśmiech i broszurę,
zostawić wóz pod sosną, której czubek z szumem
mierzwił obłoki, i tak już kudłate,
i bez większego zrozumienia

wpatrzyć się w planszę z mapką okolicy
i strzałką „JESTEŚ TUTAJ”. O sto metrów dalej
szła ścieżką para z dziećmi: równie pospolici
jak my, też „byli tutaj” i zwiedzali.
Nie tak wyobrażaliśmy sobie rezerwat
dzikiego ptactwa. Prawda, i tak był to czysty
wymysł, ta cała komedia z naturą,
która istnieje dzięki przewodnikom, którą
widzi się w ramach zatrudnień turysty.
Wiatr, który czujnie się poderwał,

był w każdym razie autentyczny: świeży,
nadmorski. Machinalnie sprawdzając w broszurce
szlak, ruszyliśmy, depcząc chrupiący żwir ścieżek,
trochę niepewni, czy nie jest oszustwem
ten cały show – szczególnie że główna atrakcja,
to znaczy ptaki, jakoś nie chciała się stawić
na scenie. Dróżka wychynęła z nagła
z zarośli na zjeżone trawą słone bagna,
kładki, w sitowie oprawiony stawek:
no, wreszcie są! Gromadki ptactwa,

zielonogłowych kaczek, burych gęsi
taplały się rodzinnie w wodzie. Ale najpierw
wpadła nam w oczy inna grupa, jeszcze gęściej
stłoczona obok, na piaszczystej skarpie:
obserwatorzy ptaków! Składane siedzenia,
lunety na trójnogach, lornetki polowe,
kurtki z mnogością fachowych kieszonek,
spłowiałe kapelusze i kamery „Sony”:
prawdziwi, tkwiący tu dobrą połowę
dnia, zjeżdżający co niedziela

obserwatorzy ptaków, ludzie, którzy
na pytanie „Kim jestem?” mówią sobie: „Jestem
obserwatorem ptaków”! Był ich prawie tuzin,
wpatrzonych w jedną stronę. Nigdy jeszcze
tak niezdefiniowany, tak z boku, wygnany…
nagle drgnąłem wraz z nimi. Jakby wszystkich przeszył
ten sam prąd: spoza trzcin mokro zakłapał
groteskowo sflaczały dźwięk – ogromna czapla
wzbiła się, spójrz, jak blisko!, i poprzecznym
lotem poniosła nad wydmami,

tak, „Wielka Czapla Błękitna” z fotosu
w broszurce, „bardzo rzadko spotykana”! Tłumek
wydał wspólny, radosny pomruk, kilka osób
podniosło oczy znad wzierników lunet:
i wszystkich objął uśmiech – bezpieczny, bezsprzeczny.
Więc świat może jest po to, by przeszył, otworzył
nas czasem znak, jak strzałka: „JESTEŚ TUTAJ:
wśród ludzi, obcych, ale jesteście – zaufaj –
po jednej stronie, współobserwatorzy
ptaków, pogody, innych rzeczy”.


Pomyślałem, że ten wiersz będzie idealny na początek, bo raz, że odnosi się do moich ulubionych ptaszków, a dwa, że te ptaki to tylko (jeden z) pretekst(ów) do tej wspólnoty, którą sobie tworzymy na Wyspie. JESTEŚMY TUTAJ i bądźmy razem, ile się da 🙂 Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

227 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    To ja na razie tyle. Na temat mojego dość osobistego stosunku do Barańczaka i innych szczegółów pewnie jeszcze będzie okazja podyskutować, jak nie w komentarzach do tego wpisu, to do następnych 🙂

    Dobranoc!

  2. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Za oknem mokro i nieprzychylnie, przyda się wzmocnienie! Pani Gieniu, dzień dobry w nowym roku 2024! (Pamiętajcie, że się zmieniła data roczna przy ręcznym wpisywaniu)

    Koffie

  3. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ha! Bardzo piętrowa sytuacja: oto obserwator ptaków przedstawia obserwatora obserwatorów ptaków, w pewien sposób domykając pętlę spirali czasu Wink

  4. Makówka pisze:

    Witajcie !
    Faktycznie wybór wyjątkowo osobisty. Obserwator ptaków przedstawia obserwatora ptaków absolwenta tej samej Uczelni.
    Ależ się nam te pięterka często zmieniają ostatnio! Dobry znak na Nowy Rok?

  5. krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Wszystkiego najlepszego w nowym roku Cheers

    Oby byl lepszy od poprzedniego Wink

  6. Tetryk56 pisze:

    Temat wiersza niby banalny: ot, grupka zapaleńców na skomercjalizowanej ścieżce „ku atrakcjom”. A jednak chodzi tu o wagę tak ulotnych aspektów bytu, jak poczucie przynależności, swojskości, a nawet symbolicznego zaakcentowania tych wartości. Tabliczka „Jesteś tutaj” (w domyśle: i masz pełne prawo tu być!) daje takie oparcie, jak hasło Nigdy nie będziesz szła sama! na wiecu Strajku Kobiet.

    • Quackie pisze:

      Zgadza się; a przy okazji widać jak na dłoni, o co chodzi: o przynależność (której można np. odmówić, by rządzić – dzieląc, co oby już nie wróciło).

      • Makówka pisze:

        Tak mi się skojarzyło z tym co wyżej napisaliście panowie Q i T oraz z KORem z życiorysu Barańczaka z filmem „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Wajdy, który można było obejrzeć wczoraj w TVP.
        Jak wróciłam z kolorowego knucia (jak pisałam) postanowiłam posłuchać organizmu i zalegnąć pod kocykiem i obejrzeć film. Skorzystałam z oferty telewizji już publicznej i z przyjemnością przypomniałam sobie dawne, dobrze znane czasy. Czasami myślałam jednak o tych czasach mniej odległych.

        A teraz już czas na wirtualne knucie.

  7. Lena Sadowska pisze:

    Teraz tylko szybciutkie dzień dobry, Wyspo:)

    Za to po spacerku… 😉

  8. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Jak o ptaszkach, to o ptaszkach. Przy okazji zauważyłem, że pod spodem w ścieżce dźwiękowej słychać „Take Five” Brubecka.

    Snów o miłych zaskoczeniach.

    A ja idę zaraz pokręcić.

  9. Ultra pisze:

    Piszę komentarz przy trelach i gimnastycznych popisach ptaków…
    Już dawno udowodniono, że mają one osobowość, którą obserwator musi wydobyć i pokazać na zdjęciach, co wcale nie jest takie proste, gdyż trzeba znać zwyczaje modela, zgłębić wiedzę na jego temat, znać zachowania. Birdwatching to żmudne i trudne hobby.
    Zauważyłam, że obserwator Quackie uwiecznia w survivalowych warunkach z anielską cierpliwością te nieliczne chwile, gdy ptak przechyla głowę, pozuje, jest zaciekawiony, zadumany (zamyślony?), śpi na jednej nodze, czy leci z triumfem w oku, gdy w dziobku niesie zdobycz.
    A współobserwatorzy oglądają, podziwiają kunszt pracy obserwatora…

    • Quackie pisze:

      Och, powiem tylko że to hobby wymaga czasu, sprzętu oczywiście też, ale przy podpowiedzi życzliwych poprzedników można to całkiem przyzwoicie załatwić, więc czas, cierpliwość, a po pewnym czasie już wiadomo, czego wypatrywać i nasłuchiwać (podejrzewam, że nie jestem jeszcze nawet w połowie tej drogi) i wtedy się zaczyna zabawa.

  10. Makówka pisze:

    No i po knuciu:)

  11. Lena Sadowska pisze:

    Syyypie:)
    Rude stworzonko odżyło – biegało i uskuteczniało poskokoobroty, które są wyrazem najwyższej radości:)
    Przywiozłam do domu mnóstwo śniegu w butach i szczekającego bałwana z rudą kitą:)

    Śnieżne dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór 🙂

      Z radością się czyta o psiej radości.

      Z ciekawości: otrząsasz/ szczotkujesz Psiulkę przed drzwiami, czy wstawiasz do wanny/ na ręcznik i czekasz, aż śnieg stopnieje w temperaturze pokojowej?

      • Lena Sadowska pisze:

        Tak, też miło mi się patrzyło, że Psiuła ożyła, bo te huki bardzo ją stresują.

        Zainwestowałam w komplet ręczników kąpielowych frotte ze stosownym (o pieskach) nadrukiem, z których trzy zyskały aprobatę Psiuły (resztą, jako mniej wybredne, wycierają się pancia) i zawsze jeden wisi sobie na klatce w razie deszczu, śniegu, i tym podobnych:) Wożę też podobne osuszacze (w liczbie dwóch) w samochodzie; przydają się, bo odruchu otrzepywania się nie potrafiłam z Rudej wyplenić 😉

        • Quackie pisze:

          Brzmi zdumiewająco, w sensie wszystkich utensyliów, o których musi opiekun(ka) psa pamiętać, a nad którymi nieopiekunowie zwykle się nie zastanawiają.

  12. Lena Sadowska pisze:

    Pięknie zaczął nam się NPR, za sprawą Twojego wyboru, Quacku:)

    Sporo już o utworze powiedziano, dorzucę i ja parę (…dziesiąt najpewniej) słów.
    Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, jest kunsztowna forma. Stroficzno-refrenowa budowa przywiodła mnie do skojarzenia z pieśnią, paralelizm wersów w zwrotkach, liczba sylab i układ rymów w poszczególnych wierszach zabrzmiały mi z lekka madrygałowo:)
    Swoisty rytm natomiast, gra narzuconych przerzutniami pauz i lustrzana zgodność akcentów* skojarzyła mi się z tańcem. Konkretnym tańcem, zresztą – menuetem:)
    Pomyślałam sobie, że przywołana czapla właśnie jest takim roztańczonym dworsko ptakiem:)

    Nie będę rozwodzić się na środkami stylistycznymi. Że epitety i personifikacje są – każdy widzi:)
    Podoba mi się zabieg przejścia od relacji pośredniej, trudnookreślenieosobowej – przez zbiorowe my, ja, wy – aż do ty🙂
    Taka, żartobliwa nieco, konfiguracja etapów wtajemniczenia, przejścia od obcości do tutejszości, od zdystansowanego, samotnego obserwatora do społeczności obserwatorów, skonkretyzowanych, nazwanych, bo nazwa jest rodzajem oswojenia:) Podoba mi się też obraz drogi od wspomnianej obojętności do bliskości – od ogólnego opisu inicjalnego do najazdu na finalny szczegół:)
    I jeszcze ta cudowna przekora, z którą nasz patron uzależnia istnienie tytułowych obserwatorów od istot tak nieprzewidywalnych jak… ptaki 😉

    *mam odrobinkę żalu do pana Stanisława, o tę okolicę z pierwszego wersu drugiej zwrotki, którą potraktował drugosylabowoodkońca (paroksytonicznie) zamiast trzeciosylabowoodkońca (proparoksytonicznie), ale to drobny grzeszek, więc i ze swoim smuteczkiem rychło powinnam sobie poradzić 😉

    Dobry wieczór, Quacku:)

    • Quackie pisze:

      Zafascynowało mnie to, co piszesz o zmianach osoby gramatycznej. Kojarzy mi się to z amerykańską – przynajmniej oficjalnie postulowaną, bo w praktyce bywa różnie – bezpośredniością, wyrażającą się w tym napisie „Jesteś tutaj”, a jednocześnie z pochwałą przynależności i zbiorowości (i w sumie działania dla wspólnego dobra).

      A te takie niedokładności, na które sobie pan Stanisław pozwalał czasami, dawały asumpt niektórym do krytyk poważniejszych 🙂 i czasem zresztą bardzo uzasadnionych. Z drugiej strony – czy nie dlatego tak dobrze wychodziły mu przekłady kompletnie niefrasobliwej sylabicznej wersyfikacji Ogdena Nasha? (Na Wyspie przytaczanej przez Wiedźmę, choćby tu http://madagaskar08.pl/2019/05/11/trzeba-miec-duzo-szczescia-zeby-moc-nie-szukac-szczescia/ albo tu http://madagaskar08.pl/2016/05/18/wzrok-orli-drugiej-kategorii/)

      • Lena Sadowska pisze:

        W tym wierszu zmiany osoby wydały mi się zamierzoną demonstracją procesu przemiany, który stał się udziałem podmiotu lirycznego.

        To zabawne, że mamy tak podobne skojarzenia:)
        Na dowód taka fraszka z bardzo kiedyś:

        AMERYKANIZACJA

        Nowe obyczaje nadchodzą:
        Wnuk z dziadkiem na „ty” przechodzą…
        Nie znoszę „tykania”, panowie i panie.
        No chyba, że jest to zegara tykanie.

        Rzeczywiście uważam, że na bycie z kimś „na ty” trzeba wzajemnie „zasłużyć”.
        Lubię językowy dystans w realu, wydaje mi się równie naturalny jak ten fizyczny – nikt przecież nie pcha się w największy tłum, lecz próbuje go obejść:)
        „Tykanie się” przez nieznajomych nazywam sobie po cichu werbalnym ocieractwem 🙂

        A do linków odniosę się po zajrzeniu:)

        • Quackie pisze:

          Ha, a propos „tykania” – ono przecież inaczej funkcjonuje w języku angielskim, gdzie „you” rozumiane jako „ty”, zaciera się z „you” rozumianym nieco dalej (chociaż wciąż dość blisko) jako „wy”, oczywiście nie takim „wy”, jakie możemy kojarzyć z PRL, „wy, towarzyszu”, raczej właśnie bliższym naszemu „pani/pan”, jednak nieco bardziej dobrodusznym – więc tutaj i różnice językowe grają rolę. To, co Ty odbierasz jako „ocieractwo” po polsku (tak, owszem, lubią to młodsi ludzie, lub pozujący na młodych, np. w mediach – ale również u barbera dziewczę, które zajęło się [w sposób nieakceptowalny] moją brodą, również z marszu przeszło na „ty”), po angielsku niekoniecznie jest aż tak obcesowe.

          • Tetryk56 pisze:

            „Wy”, jako forma oficjalnego szacunku ma tradycję w polszczyźnie znacznie starszą niż PRL; do nowych czasów przetrwało głównie na wsi…

            • Quackie pisze:

              Tak, wiem, chodziło mi tylko o to, że po 45 latach PRL sporo ludzi kojarzy to jednak z partyjnym „wy”.

              Trochę jak z feminatywami, które kojarzą się ludziom z nowomową, a przecież funkcjonowały nieźle przed II wojną światową. Ale się kojarzą.

              • Lena Sadowska pisze:

                Feminatywy to inna bajka:)
                Problem z nimi nie tylko w tym, że trudno znaleźć odpowiednią, nie kojarzącą się pejoratywnie formę, ale także taką, która, po dodaniu żeńskiego formantu nie ma już innego znaczenia:)
                on to:
                pilot + -ka = taka czapka, + -owa = przymiotnik, + -ówka = taka mapa 🙂
                A dodawanie samego -a wywołuje we mnie jakiś wewnętrzny wzdryg:
                ministr-a, profesor-a, gośc’-a… brrr! 🙂

                • Quackie pisze:

                  Znaczenie rzecz wtórna. Jakoś nie przeszkadza, że pilot oznacza nie tylko pana za sterami statku powietrznego (albo wprowadzającego statek do portu), ale także urządzenie do sterowania telewizorem.

                  Od gościa jest gościni 🙂 dość już nawet okrzepła, przynajmniej w tych kręgach, które bez oporów używają feminatywów.

                  Ja jestem zdania, że używać można, czasami nawet się powinno (chyba że jakiejś pani doktor lub profesor to przeszkadza), a i tak o wszystkim zadecyduje z czasem uzus. Z tym że należy dać mu szansę.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Gościni to staropolska gościna, zmiękczona potem do gościnia:)
                  Tu akurat, uważam – bardzo udana modyfikacja:)
                  Problem w tym, że -ka często pejoratywizuje, bo używa się go do tworzenia zdrobnień, a czasami reifikuje (jak w pilotka czy magisterka:))
                  Nie jestem przeciwna neologizmom, mówię tylko, że nie jest łatwo stworzyć dobry neologizm na siłę/zawołanie, to powinien być proces naturalny:)
                  Pamiętasz te dziwolągi językowe typu:
                  konserwatorka powierzchni płaskich/sprzątaczka
                  zwis męski/krawat
                  nosówka/chusteczka do nosa
                  wsuwki/klapki?
                  Dziś budzą śmiech i – co najważniejsze – nie przyjęły się.

            • Lena Sadowska pisze:

              To prawda, Tetryku:)
              „Wy” na wsi było wyrazem szacunku, ale funkcjonowała też forma „pan”, dziś dość zabawnie brzmiąca, gdy czyta się, że posługiwali się nią między sobą na przykład nastolatkowie podczas oficjalnych spotkań:)
              I zawsze występowało to „pan/pani” w połączeniu typu: „pani Andzia zawsze taka uśmiechnięta”, przy czym było zwrotem bezpośrednim, pełniło funkcję Wołacza, a wypowiadane było w formie Mianownika:) W innych przypadkach również, ale zawsze kojarzyło się to z pewnego rodzaju narracyjnością: Ja bym chciał pani Andzi ten kwiat podarować… 🙂

          • Lena Sadowska pisze:

            Oczywiście:)
            Stąd mój przekąs w tytułowej „amerykanizacji” 🙂
            Nie wszystko da się bez szkody przeszczepić na inny grunt. Nasza tradycja w posługiwaniu się formami grzecznościowymi była tak rozbudowana (nawet „kłamie pan!” mówiło się innymi słowami magnatowi, a innymi szlachcicowi:)), że bezbolesne przechodzenie „na ty” w pewnych grupach nie mogło się udać:)
            Podobnie jest w tą nieszczęsną, przeszczepioną do nas formą „wy”, która w języku rosyjskim jest równoważna z grzecznościową formą np.: niemieckiego „oni/sie” i tłumaczy się ją jako pan/pani/państwo:
            sadities’, pażałujsta = setzen Sie sich, bitte = niech pan, pani (państwo) siądzie (siądą) 🙂

  13. Makówka pisze:

    Kochani umykam!

    Dobranoc!

  14. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy, Wyspo!

  15. Lena Sadowska pisze:

    Miałam dziś dość intensywny dzień i trochę już mi się kleją oczęta, więc:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Posypało u Leny, a teraz sypie również tu, więc krajobraz za oknem wygląda jak solidnie pocukropudrowany.

    Co kojarzy się dość jednoznacznie ze śniadaniem na słodko.

    Pani Gieniu, poprosimy!

    Koffie

  17. Makówka pisze:

    Witajcie!
    Z Krakowa gdzie plus 11 stopni.

  18. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Lepiej późno, niż wcale, nieprawdaż? Wczoraj pracowałem z domu, i dziś się nieco pogubiłem w zewsząd atakującej rzeczywistości biurowej…

  19. Lena Sadowska pisze:

    Zasypowujące dzień dobry, Wyspo:)

    Coraz bardziej śniegowo wokół. Ścieżkowe labirynty coraz głębsze, a w śniegowym blasku Miasteczka drepcą sobie nieśpiesznie zakutane wojłoczki i poprószone autka:)

  20. Quackie pisze:

    To ja po pracy, założona norma wykonana, i na przerwę.

  21. Quackie pisze:

    Spóźniony wracam po przerwie i po przerwie po przerwie, no i dzisiaj mogę sobie darować kręcenie, bo miałem odśnieżanie i posypywanie chodnika przed domem (gdyż osoba, która powinna to zrobić, tego nie zrobiła).

    Idę po dobranockę.

  22. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Na pocieszenie wszystkim, którzy nie lubią deszczu – deszczowa piosenka. Znaczy nie żebym zachęcał do takich popisów, zwłaszcza o tej porze, ale, no, deszcz też potrafi być ładny 🙂 wiem, może nie jest to puchowy śniegu tren, ale przynajmniej radosna piosenka.

    Snów optymistycznych!

  23. Lena Sadowska pisze:

    Zima, zima, zima, pada pada śnieg!
    Wracam sobie bezdrożami,
    Gracik mruga światełkami… mrug, mrug, mrug!

    Zasypane pola – śniegu cały świat!
    Biała droga hen przed nami,
    Gracik pyrka obłoczkami… pyr, pyr, pyr!

    Jaka pyszna sanna – gracik raźno mknie!
    Śnieg rozbija oponkami,
    Mruga sobie światełkami… mrug, mrug, mrug!

    Minusdziwięciostopniowe dobry wieczór, Wyspo:)

  24. Tetryk56 pisze:

    Zobaczę, co mi się dzisiaj przyśni: czy srebrzyste śniegi Leny, czy miejscowa plucha… Dobrych snów, Wyspo!

  25. Lena Sadowska pisze:

    A tak w temacie weny:
    miałam ci ja, miałam
    zlewik brudnych statków…

    i zero natchnienia na garowanie…
    Ale przemogłam ów garowstręt i jestem z siebie dumna 🙂

    • Quackie pisze:

      Zdaje się, że już kiedyś rozmawialiśmy o zmywarce?

      • Lena Sadowska pisze:

        Tak:)
        Ale jakoś moja siła perswazji na mnie nie działa… 🙂

        • Quackie pisze:

          Ja nie przekonuję, tylko wskazuję, że u mnie to jest jakieś 15 minut wieczorem i 5-10 minut rano (tj. rozładowywania). I niespecjalnie trzeba przezwyciężać jakieś wstręty, no chyba żeby ktoś faktycznie miał wstręt na ładowanie, ale jeszcze nie spotkałem. Thinking

          • Lena Sadowska pisze:

            🙂
            Na co dzień nie mam zbyt dużo zmywania, nawet gdy coś piekę albo gotuję, to brudzę głównie stolnicę, którą, ze względu na gabaryty, muszę myć w wannie, albo blat, którego nawet w wannie nie zmieszczę:)
            Smarkactwo, gdy jest, zmywa po sobie na bieżąco, a tabunów gości znowu tak często nie miewam:)
            Pewnie przywykłabym z czasem do odstawiania naczyń, nie wiem tylko, czy mój nos by przywykł, bo on (ten nos) czuje nawet zapaszek zbyt mokrej ścierki na wytartym sztućcu albo talerzu:)

  26. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  27. Lena Sadowska pisze:

    Jakoś sennie mi się zrobiło, więc:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  28. Quackie pisze:

    Dzień dobry, nasypało na to odśnieżone.

    No trudno, tak bywa w zimie. Pani Gieniu, coś na wzmocnienie poprosimy, zaczynając od kawy. A kończąc? A kto to wie…

    Koffie

    • Lena Sadowska pisze:

      Nasypało? Nie może być!
      A to wredne śnieżysko!
      😉

      Dzień dobry, Quacku:)

    • Lena Sadowska pisze:

      I jeszcze:

      Poranne odśnieżanie
      to, jakby logik rzekł,
      przyjęcie dwu przesłanek
      zawartych w słowie „śnieg”:

      tej, że upadły anioł
      nie wróci tam, skąd spadł,
      i tej, że pozostaniem
      zbyt skomplikuje świat.

      Ach, krystaliczne biele
      zmieszane pół na pół,
      gdy można ci, aniele,
      nareszcie sypać
      na rany sól!

      Ach, pragmatyczne cele
      zmieszane pół na pół
      z mściwością, gdy, aniele,
      na twoje rany
      sypiemy sól!

      Pieśń XII z cytowanej niżej Podróży Zimowej🙂

  29. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Pozdrawiam z ciepłego Południa 😉 Właśnie przestało lać i zobaczymy co będzie dalej.

  30. Makówka pisze:

    Chore dzień dobry!

    Tym razem postanowiłam posłuchać organizmu tzn. bolącego gardła i nie wychodzić z domu. Wczoraj też cały dzień w domu, auuuu

  31. Lena Sadowska pisze:

    Miasteczkowy świat tonie w obłoczkach sypiącego nieprzerwanie od rana, diamentowego pyłku:) Mrozik taki na osiem z minusem. Autka bardzo uprzejme wobec przechodniów, rowerki trochę mniej, ale nie można mieć wszystkiego…;)

    Jużprawiedomowe dzień dobry, Wyspo:)

  32. Lena Sadowska pisze:

    Ale jak to bez wierszydełek? Na poetyckim pięterku?

    Dziś idę w pustkę zimy,
    w zawieję, mróz i mrok;
    z oczyma zamkniętymi
    potykam się co krok.

    Kąśliwy wiatr zimowy
    przenika mnie jak nóż,
    porywa czapkę z głowy –
    lecz nie zawrócę już.
    (Podróż Zimowa
    – St. Barańczak)

    Tak mnie natchnęło nagle…
    I jeszcze na placki ziemniaczane…:)

    *a wyimki z Pieśni V
    🙂

    • Quackie pisze:

      Ha, z „Podróży Zimowej” robiłem (częściowo) magisterkę, ale byłbym bezczelny twierdząc, że cokolwiek z tego pamiętam 29 lat później.

      • Lena Sadowska pisze:

        To aktualny patron jak znalazł na przyszłoroczne świętowanie trzydziestolecia 😉

        Dobry wieczór, Quacku:)

  33. Lena Sadowska pisze:

    Wyspa zapadła w zimową dżemkę, więc idę sobie poplackać 🙂

  34. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, zasadniczo.

    Po pracy i za chwilę na przerwę, tylko jeszcze się przejdę po szczebelkach.

  35. Lena Sadowska pisze:

    Za oknem strzępko się puszyści, masa plackowa nabiera mocy, a my nabieramy wiatru w… chmmm… antenkę? i umykamy na spacerek:)

  36. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    To ja klasykę dzisiaj – Pink Floyd o oddychaniu.

    Snów ze swobodnym oddechem!

    A ja zaraz idę kręcić.

  37. Lena Sadowska pisze:

    Syp! syp! syp!
    Zamiasteczkowo usypało już nad (rude) głowy i (dżinsowe) kolana.
    Kilka zwykłych tropowych opowiastek się na śniegu wydreptało – łosich, sarnich, lisich. I jeden dra(może nawet ktoś nad nim pochyli głowę albo… wilczo zajęczy)mat wilczo-zajęczy. Poza tym biało, gładko i szemrząco:)

    Dobry wieczór, Wyspo:)

    • Ultra pisze:

      Leno, zasypało, zawiało, zmroziło? A u mnie zalało, zacinało i miejscami przestawało na tym jeszcze plusie.

      • Lena Sadowska pisze:

        Tak, bardzo baśniowo jest.
        Można powiedzieć, że u nas minusy, a u Was plusy – na plus 🙂

        Dobry wieczór, Ultro:)

      • Makówka pisze:

        Tu u mnie momentami lało bardzo intensywnie.

        • Quackie pisze:

          Z tego, co widzę, w południowej części Pomorza, na granicy z kujawsko-pomorskim, pada marznący deszcz, pociągi mają po 5 godzin spóźnienia, bo je muszą spalinówki przeciągać, nie wiem, trakcja gdzieś się zerwała albo ugięła pod lodem. To samo zresztą między Lęborkiem a Słupskiem i na linii warszawskiej.

          A na drogach swoją drogą błoto pośniegowe i wypadki.

  38. Ultra pisze:

    Makówko, zdrowiej! Na moim osiedlu wielu ma covid potwierdzany kupionymi w aptece testami, a jedynym jego objawem jest katar. Nie mają temperatury, nie boli ich gardło, nie są osłabieni i bardzo dobrze się czują, a moja sąsiadka uważa, że ma więcej werwy do pracy niż wtedy, gdy była zdrowa, więc uważa, że tak to można chorować.

    • Quackie pisze:

      Ja w tej chwili mam już tylko gardło zawalone, nic poza tym. Ale ostatnio testów nie robiłem, z tym że się zaszczepiłem, więc liczę, że jednak to nie covid…

    • Makówka pisze:

      Mnie bardzo silnie boli gardło. Nie mam temperatury, jestem osłabiona.
      Zastanawiam się nad celowością kupowania testu, bo co wyniknie z tej informacji? Skoro na przełomie października i listopada miałam covida potwierdzonego testem aptecznym, więc i tak nie powinnam się szczepić?
      Takie chorowanie bez objawów powoduje, że ludzie wychodzą z domu i zarażają innych.

      • Quackie pisze:

        No ja już zupełnie nie mam pojęcia, co robić w razie czego. Nie wiem, czy się powinno wychodzić, czy nie powinno, nosić maseczkę, nie nosić – nie ma żadnej informacji. Przechorowanie covida powinno dawać odporność, jak po szczepieniu? Ale tego też nie jestem pewien.

      • Lena Sadowska pisze:

        Chyba sama sobie odpowiedziałaś na własne rozterki – robić test, żeby wiedzieć i, w razie czego, minimalizować niebezpieczeństwo zarażenia innych…

  39. Quackie pisze:

    Mistrzu Tetryku, taki link mi FB podsunął – czy to mogłoby dotyczyć również Wyspy? Mamy ten plugin? https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/sekurak.pl/cert-eu-ostrzega-o-podatnosci-w-popularnym-pluginie-do-wordpressa-mozliwe-jest-przejmowanie-serwisow-webowych-wordpress-google-fonts-plugin/

  40. Tetryk56 pisze:

    Kochani — snów pod Rudą Gwiazdą! 😉

  41. Makówka pisze:

    Jest lampka to i ja powiem Dobranoc.

  42. Lena Sadowska pisze:

    Miałam dziś małą rozprawę z Dajmiechem i myślę, że czszaa to odespać:)

    Łagodnych snów, Wyspo:)

  43. Quackie pisze:

    Dzień dobry, znów dopadało 🙂 puchowy śniegu tren, a może nawet nie tak bardzo puchowy, nie wiem.

    Dzisiaj mam nieco inny plan dnia, kończę II etap jednego z poprzednich zleceń, poza tym parę różnych domowych obowiązków, innymi słowy będzie trochę nietypowo. A od rana już zdążyłem poprzelewać i pozałatwiać inne rzeczy online.

    W każdym razie kawa obligatoryjnie.

    Pani Gieniu, poprosimy.

    Koffie

  44. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Co zaczynam pisać powitanie, ktoś mi przerywa. To może na razie na tym poprzestanę…

    • Lena Sadowska pisze:

      Miałam podobnie podczas poporannych czynności okołowarzennych.
      Najbardziej irytujące były trzy telefony pod rząd, gdy sobie waśnie beztrosko zaczynałam grzebać w… pstrągu:)

      Dobry wieczór, Tetryku:)

  45. Makówka pisze:

    Witajcie zachrypiała Makówka!

  46. Quackie pisze:

    Dzień dobry, a tutaj etap III (wcześniej omyłkowo opisany jako II) zakończony, od poniedziałku wracam do etapu I tego najnowszego zlecenia.

    A teraz przerwa.

  47. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj Pat Metheny, bo chwilę go nie było. Z jednej z moich ulubionych płyt, jak na obrazku.

    Snów długich i smacznych, bo jutro święto. I uzdrawiających!

    A ja zaraz jeszcze na chwilę idę kręcić.

  48. Lena Sadowska pisze:

    Dziś spacerek na pięć z minusem:)
    Sypie nieśpiesznie ale nieprzerwanie.
    Połacie kusiły nieskazitelną, nieskalaną bielą, pod którą nikt nie domyśliłby się zdradzieckiej niespodzianki. I my się nie domyśliłyśmy…
    Odkrycie było tyleż nieoczekiwane co – gwałtowne. Taki sobie wykrocik, w którym, bagatelka!, Ruda na kilkanaście sekund przepadła z głową, ja – tylko po poły kurtki:)
    I tak pierwszą śnieżną kąpielą oficjalnie zainicjowałyśmy sezon zimowy;)

    Bardzo dobry wieczór, Wyspo:)

  49. Makówka pisze:

    Czekam na lampkę i umykam.

  50. Tetryk56 pisze:

    Skoro lampka pilnie wyglądana, niechaj migoce! 🙂

  51. makowka9 pisze:

    Dobranoc!

  52. Lena Sadowska pisze:

    Znaczy – sam żem został?

    W takim razie – dobrej nocki, Wyspo:)

  53. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc, Wyspo!

  54. Makówka pisze:

    Deszczowe zasmarkane dzień dobry!

  55. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dzień prawdziwie świąteczny, wszyscy wypatrują Magów, Królów, czy innych egzotycznych gości…

    • Lena Sadowska pisze:

      U niektórych na wyczekiwaniu się nie skończyło;)
      A jutro odkrywa się przed nimi samymi perspektywa iście królewskiego gościowania się:)

      Dzień dobry, Tetryku:)

  56. Makówka pisze:

    Deszcz pada, południe minęło, a nikt jeszcze nie podał kawy/herbaty?

    Kelnereczka

  57. Quackie pisze:

    Dzień dobry, pospałem do oporu 🙂 ale już jestem i pewnie będę w miarę możności.

  58. Quackie pisze:

    Przerwa sobotnio-trzykrólowa.

  59. Lena Sadowska pisze:

    Nie będę ściemniać (a mogłabym, więc uprzejmie proszę o docenienie), że pokonałam Quacka i dopiero wstałam;)
    Dzień upłynął mi na trójkrólowym świętowaniu, a choć pośród gości żadnych Władców ni Magów nie było – spędzone wspólnie chwile okazały się bardzo sympatyczne i radosne:)
    Znajduję się właśnie na rozbieżu między jużpozmywaniem a jeszczeprzedspacerowaniem:)

    Dzień dobry, Wyspo:)

  60. Lena Sadowska pisze:

    Jeśli reflektujecie/łamane przez/nie ma innych propozycji, mogę wstawić wspominany niedawno nobelonik.
    Uprzedzam jednak lojalnie, że nie będzie on szczególnie radosny.
    Ale zimowy – na pewno:)
    Zaczekam na odzew do okołodwudziestej.
    Potem propozycja będzie nadal aktualna, ale wykonanie dopiero pospacerkowe:)

  61. Lena Sadowska pisze:

    Po noworocznym patronowaniu się zapraszam na dość zimowe pięterko:)

  62. Lena Sadowska pisze:

    A my na wspomniany spacerek:)

  63. Quackie pisze:

    Dobranocka, mimo wszystko.

    Było i pewnie jeszcze nie raz będzie.

    Snów o pięknej zimie. Bez awaryjnych podróży.

  64. Tetryk56 pisze:

    Zapalam więc także tutaj lampkę i wracam na nowe pięterko

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)