« Jej rodzina Żegnaj, Bożenko! »

Sierpniowy dzień

Kiedyś szczęście pachniało inaczej.

Przeważnie nie liczyło się czasu. Trwoniło się go z niefrasobliwością godną tych kilku lat, które się już przeżyło.
Każdego ranka patrzyło się na świat z niezachwianą pewnością, że dzień przyniesie coś miłego i rwało się do tych niezwykłych codzienności z niesłabnącym entuzjazmem.
Każdą porę roku, dnia, ba! każdą pogodę – przyjmowało się jak najpiękniejszy dar losu.
Nie kaprysiło się. Nie wybrzydzało. Nie kręciło nosem.
Żyło się według tego specyficznego kalendarza, w którym dni ważne przeplatały się z najważniejszymi…

Do takich niewątpliwie zaliczało się pewien późno-letni czy też może wczesnojesienny dzień, poprzedzony wzmożoną krzątaniną w kuchni i niepowszednią ruchliwością dorosłych.
Już od rana, z pośpiechem, jakby mimochodem, poddawało się rytuałom czystości, zjadało śniadanie i niecierpliwie zerkało w okno, jakby stamtąd właśnie miały te niezwykłości nadpłynąć.
Kipiało się nieziemską jakąś energią i czuło, że jeśli zaraz, natychmiast, nie wybiegnie się na dwór, to po prostu się eksploduje…

Wybiegało się więc i gnało pod górę, by jak najprędzej znaleźć się na Naszej Drodze.
Wychynało się z chłodnego gąszczu i niemal traciło oddech od diamentowego gorąca żwirowo-żytniego pyłu unoszącego się wokół.
Łowiło się aromat wypłowiałych chabrowych pióropuszy i odmrugiwało filuternym rumianom.
Puszczało się oczka do kąkolowych plączy i odsyłało pocałunki karminowym makom.
Potem łapało się oddech, poważniało i statecznie podążało zbielałym traktem do miejsca przeznaczenia…

Tego dnia nie było się tak całkiem oderwaną od rzeczywistości. Tego dnia wykonywało się – zaplanowaną podczas bezsennych nocnych godzin – misję.
Wędrowało się zatem do Świerkowego Zagajnika i z żalem pozostawiało kuszące złocistościami koronkowe szyszki.
Brodziło się wśród kocanek, arcydzięgli i jastrunów i dzielnie ignorowało zaproszenia wytwornych niestrzępków i wielobarwnych dostojek do wspólnego pohasania.
Przemykało się między pniami sosen i z bólem serca odkładało zbiór żywicznych korali na jakieś niewiarygodnie odległe później.
Ze skruchą tłumaczyło się brzozom brakiem czasu i przepraszało, że tym razem nie skorzysta się z ich pochyłości, by przejść na drugą stronę Leśnego Oczka…

Bo musiało się zdążyć. Nie tylko dotrzeć, ale także – wrócić. A wędrowało się na Macierzankową Polankę.
Odkryło się ją kiedyś, przypadkiem, gdy próbowało się dogonić wciąż umykającego, żółto-brzuchatego dzięcioła. Odkryło się i od razu schowało w Skarbcu Miejsc Najbardziej Ukochanych.
Nie tylko dlatego, że nie mogło się nadziwić bujności cyklamenowych koszyczków i ich upajającej woni.
Nie tylko dlatego, że pośród płożących się bliźniczek odkryło się gniazdko z dwoma ślepymi pisklakami, o potężnych, wiecznie rozwartych dziobach i ścięgniastych, niemal łysych ciałkach.
Ani nawet nie dlatego, że między plątaniną korzeni wypatrzyło się misterne żeremiowe konstrukcje…

Poziomki. To one sprawiły, że Macierzankowej Polance oddało się swoje serce. Ostatnie, sierpniowe poziomki – ogromne, pękate, niemal czarne od soku i przesycone zapachem dojrzewającego lata – których smaku nie umiało się przyrównać do niczego znanego.
Klękało się i delikatnie rozgarniało kępki palczatek i boimek. Lawirowało się między nimi ostrożnie, uparcie sięgając w głąb, aż poczuło się ciepło ziemi. Wtedy zaciskało się palce na łodyżce i zrywało ciężką od owoców bylinkę.
Musiało się być nad wyraz skupioną, by przejrzałe owoce nie spadły z szypułek.
Posuwało się na czworaka między skupiskami ostnic i perłówek, dopóki nie uzbierało się naręcza ledwo mieszczącego się w dłoniach. Dopiero wtedy pomalutku wstawało się z kolan i ruszało do letniego domu…

W drodze powrotnej nie widziało się niczego.
Nie czuło się potu roszącego czoło. Nie słyszało się szelestu listków wplątanych we włosy. Nie reagowało się na przyjazne pobrzękiwania dzikich pszczół i wojsiłek. Koncentrowało się na doniesieniu znaleziska w całości. Sunęło się, prawie nie odrywając stóp od podłoża, bo wiedziało się, że gwałtowniejszy ruch może nieoczekiwanie zakończyć żywot aromatycznej kompozycji.
Liczyło się kroki i miało się wrażenie, że droga nigdy się nie skończy.
Wreszcie kończyła się jeddnak i stawało się przed gankiem.
Tu traciło się cierpliwość i, nie wkraczając na stopnie, wołało się Mamę, która pojawiała się niemal natychmiast, jakby czekała tuż za drzwiami.
Powoli wyciągało się rękę w jej kierunku, a kiedy poziomkowy bukiet bezpiecznie spoczął w jej dłoniach, nie mogło się dłużej wytrzymać. Rozwierało się ramiona, łapało za szyję pochylającą się Mamę i wykrzykiwało najpiękniejsze urodzinowe życzenia, jakie tylko potrafiło się wymyślić…

Mamie

206 komentarzy

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam na nowym pięterku:)

    Wspomnienie dość osobiste, ponieważ za parę dni zniknę, by – jak co roku – zawieźć urodzinową kartkę Tej Jedynej…

    Przyjemnego czytania:)

  2. Makówka pisze:

    Przeczytałam ze wzruszeniem i …nie umiem nic więcej napisać.

  3. Tetryk56 pisze:

    Zanim przeczytam — nie wstawiłaś ostu?

  4. Tetryk56 pisze:

    Najpiękniejszy prezent, jaki dziecko dać może rodzicom — zaangażowanie własnego wysiłku w wyraz miłości…

  5. Quackie pisze:

    No, to się czyta i słyszy, widzi, czuje zapachy i prawie dotyk!

    Chciałoby się zakrzyknąć: „Ja też, ja też tak miałem!”, ale jednak nie, tzn. rzadko bywałem w tak przepięknych okolicach. Pamiętam jednakże taki sierpniowy dzień w Żywcu u Babci Quackie, kiedy z jej najstarszą córką, a moją ciotką, oraz córką tej ciotki, czyli moją kuzynką, podówczas małoletnią, wybraliśmy się na jeżyny na wale przeciwpowodziowym naprzeciwko (nieistniejącego już) tartaku, właśnie tak tam było, słonecznie i pachnąco, a jeżyny były olbrzymie i rozmaitych odmian, i tych ciemnofioletowych, prawie czarnych, lśniących, i takich matowych, jakby obsypanych proszkiem, który znikał przy dotknięciu. Najedliśmy się po kokardę, a potem jeszcze zebraliśmy wiaderko, z którego Babcia narobiła pysznego soku!

    Nie byłbym sobą, gdybym nie zapytał, ten dzięcioł z żółtym brzuchem to który? Obstawiam zielonego albo zielonosiwego? https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Ptaki_Polski#Rząd:_dzięciołowe_(Piciformes)

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziękuję, Quacku.

      Też piękne wspomnienie.
      Jeżyny niczym nie ustępują poziomkom:)
      A palce i usta poniebieściały i lepiły się od soku:)?
      Jeżyny zawsze mnie zadziwiały, bo na tym samym krzewie zdarzały się białe pąki, zielone piramidki i takie właśnie, jak opisujesz, ciemnofioletowe kule:)

      Myślę, że to był dzięcioł zielonosiwy. Podobny przylatywał do nas na parapet, potrafił wchodzić przez uchylone okno i wydzióbywać ser z kanapek, jeśli zostawiło się je nieopatrznie na wierzchu:)

  6. Makówka pisze:

    Dobranoc !

  7. Lena Sadowska pisze:

    Snów o smaku owoców leśnych, Wyspo:)
    Dobranoc:)

  8. Bożena pisze:

    Witam na nowym pięterku Delighted Tego się nie spodziewałam, ale poczytam później, bo jeszcze się nie obudziłam…

  9. Makówka pisze:

    Witam i umykam!

  10. Quackie pisze:

    Dzień dobry, koło 13.00 będziemy ruszali, chwilowo po przejściu burz i deszczu ochłodzenie, a na niebie chmury.

    • Tetryk56 pisze:

      Szerokości!
      Tu też dotarła zmiana pogody, choć jeszcze bez burz.

    • Lena Sadowska pisze:

      Nas deszczydło dopadło w plenerze:)
      Dobrze, że bory mamy mieszane i można było się ukryć pod dość szczelnym listowiem:)

      Dzień dobry i szczęśliwej drogi, Quacku:)

  11. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Późno wstaliśmy, więc i zakupy-dostawy-śniadanko przeciągnęły się aż do teraz…

    • Lena Sadowska pisze:

      „Na śnia­da­nie tyl­ko tro­chę
      Uła­ma­łem so­bie plac­ka,
      Za to wina dzban wy­pi­łem;
      Te­raz lek­ko trą­cam stru­ny
      Wdzięcz­nej liry i pio­sen­kę
      Śpie­wam mi­łej mej ślicz­not­ce.”
      („Śniadanie” – Anakreont;
      tł.: J.Da­nie­le­wicz)
      😉

      Dzień dobry, Tetryku:)

  12. Bożena pisze:

    A ja jestem szczęśliwa, że nie ma już upału… oby nie wrócił…

  13. Max pisze:

    Dzień dobry :)Przeczytałem z przyjemnością ,bo wyrosłem w Puszczy – Białowieskiej i zbieranie poziomek było dla mnie obowiązkiem ,ze względów finansowych . Nie było zatem uroczystych wręczeń mamie , bo trzeba było rozliczyć się , ale mama z tych rozliczeń też była bardzo zadowolona . W tym sympatycznym opisie Lena darowała sobie dokładny opis samej zbiórki , w chmarze komarów i bąków ślepaków . Był również pospiech po tym spotkaniu do szybkiego dotarcia do domu . A zdarzały się upadki i wysypanie uzbieranych ,pachnących poziomek . Powtórnemu zbieraniu towarzyszyła wściekłość i smutny powrót do spotkania z mamą . Ale takie jest życie , że nie ma nic za darmo . Za wszystko trzeba płacić , za pachnące i smaczne poziomki szczególnie . Pozdrowionka … Thinking

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Maksiu.

      Dziękuję.

      Wydaje mi się, że samo zbieranie opisałam bardzo dokładnie. Po prostu nad jeziorami komary czyhają w wilgotnym gąszczu, a ślepaki przeważnie atakują brodzących po wodzie i trudno o nie na rozsłonecznionych polankach.
      Na szczęście jako kilkuletnia dziewczynka nie musiałam dokładać się do rodzinnego budżetu, może dlatego tym chętniej uczestniczyłam w domowych czynnościach.
      A uhonorowanie kogoś wytworem własnych rąk było zawsze w naszym Domu czymś szczególnym. Tak okazywaliśmy sobie miłość, Maksiu, więc i ceniliśmy takie podarki bardzo wysoko.

      🙂

      • Max pisze:

        Masz absolutna rację . Jako kobieta , wyposażona jesteś genetycznie w inny zespół emocjonalny , niż typowy mężczyzna . Gatunek męski szuka zawsze sensacji . Nawet w drobnych sprawach , czy wydarzeniach . Moim zdaniem gdybyś wspomniała przy zbieraniu poziomek o gryzących komarach , to całe wydarzenie nabrało by ostrzejszego wymiaru . Przepraszam , nie chciałem w żaden sposób zmieniać Twojego ,kobiecego wspomnienia z minionych lat . Dobrze , że są to wspomnienia warte naszej pamięci . Thinking

        • Lena Sadowska pisze:

          Nie ma za co przepraszać, Maksiu.
          Po prostu tych komarów, gzów i ślepaków naprawdę tam nie było:)
          Chyba dlatego, że komary wolą zacienione, wilgotne miejsca, a ślepaki i gzy szukają łatwego żeru, a gdzie łatwiej o smakowity kąsek jak nie przy brzegu pełnym kąpiących się golasów:)

  14. Lena Sadowska pisze:

    „Chmiel na bezsenność
    rezeda na nerwy
    tymianek na nieśmiałość
    chrzan co leczy chore korzonki
    to wszystko tak dużo że mało
    gdybyś nie stworzył poziomki”
    („Poziomka” – J. Twardowski)

    Dzień dobry, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      Poziomko! Ty kroplo czerwieni
      ukryta wśród łąk zieloności!
      Ty uśmiech dziecięcy promienisz,
      ty możesz być darem miłości!
      Aromat się z garstki unosi,
      wciąż kuszą czerwone twe plamy!
      Rwać więcej! Aż serce się prosi
      lecz trzeba cię donieść do mamy…

  15. Makówka pisze:

    Melduję, że wróciłam.
    Było pochmurno, słońca ani przez chwilę, trochę deszczu, ale łagodnego.
    Wrażenia z dzisiejszego spacerku może kiedyś opiszę, więc teraz nie będę się rozpisywać.

  16. Lena Sadowska pisze:

    Zmykamy na trochę:)
    Może przywieziemy ze spacerku coś ładnego:)

  17. Makówka pisze:

    Bożenka dziś dała na fb.

    Hm…pomyślała Makówka i skopiowała na Wyspę.

  18. Tetryk56 pisze:

    Proponuję dobranockę pod temat wspomnienia…

  19. Bożena pisze:

    No to ja się już pożegnam…

    Dobranoc kordelka

  20. Lena Sadowska pisze:

    Powietrzniało, pochłodniało…

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

  21. Lena Sadowska pisze:

    Przywiozłam ze spacerku kilka zdjątek, ale od jakiegoś czasu telefon ładuje mi plenerowe zdjęcia w miejsce o (nie)wdzięcznej nazwie „inne albumy” i nie mogę ich zgrać na laptop:(
    Więc zamiennie:

    Taki sobie zwyczajny bukiecik z przetacznika. Też zwyczajnego:)

    • Tetryk56 pisze:

      Ładny i bukiecik, ale przez kabelek możesz na laptopa zgrać zdjęcia z dowolnego miejsca telefonu…

      • Lena Sadowska pisze:

        Dziękuję:) Bukiecik już przetworzony na biżuterię, którą jeszcze trzeba zakółeczkować:)

        Tetryku, nawet przez kabelek nie pokazuje mi w laptopie, że te „inne albumy” w ogóle mam w komórce:(

        • Makówka pisze:

          Leno te problemy są mi dobrze znajome.
          Wstyd przyznać …nadal.

          • Lena Sadowska pisze:

            Jakiś czas temu zmieniłam telefon, bo w poprzednim coś się stało z wyświetlaczem, a koszt wymiany, jaki mi zaproponowano w serwisie uznałam za naciągactwo i za połowę tegoż kosztu nabyłam komórkę. Tamta nie była za cudowna, rozrzucała mi zdjęcia po dziwnych miejscach, ale zawsze mogłam je znaleźć i przenieść do laptopa. Ta też upycha fotki wedle własnego widzimisię i ukrywa z pazernością, której trudno by się spodziewać po – bezdusznym, bądź co bądź – urządzonku:(
            Jestem wkurzona do granic możliwości, bo już samo robienie zdjęć podczas spaceru z moją Psiułką to czysta kaskaderka, a tu jeszcze efekty mogę oglądać wyłącznie ja:(

            • Makówka pisze:

              Ja sobie z tym radzę w ten sposób, że wysyłam wybrane zdjęcie mailem do siebie, a potem pobieram z maila na laptop i np. pokazuję na Wyspie.

              Choć wiem, że „to banalnie proste”.
              Tak.Dopóki „dobry duszek” jest zdalnie na moim laptopie, a potem „te bezduszne urządzonka”…

              • Lena Sadowska pisze:

                Zdjęcie na maila (czyjegoś) wysyłałam raz, w warunkach bardzo polowych, zresztą. Z powodzeniem, czego dowód jest w którymś z Wyspowych wpisów, ale na wysłaniu się moja rola skończyła, więc pobrać z maila i wstawić – nie potrafię:)

            • Lena Sadowska pisze:

              Przypomniałam sobie, że mogę je przesyłać przez Messengera znajomkom, ale zanim znajdę w galerii to, o które chodzi, mijają wieki:(

              • Makówka pisze:

                Też tak robię. Wysyłam Messengerem albo WhatsAppem „jako dobra mamusia” do synów, a potem pobieram. Choć wiem, że to pogarsza jakość.

        • Tetryk56 pisze:

          Leno, łap gołąbka! 🙂

  22. Makówka pisze:

    Pakuję plecak i umykam.

    Dobranoc!

  23. Tetryk56 pisze:

    Idziemy spać i my? Dobranoc!

  24. Lena Sadowska pisze:

    Dobranoc, Wyspo:)

  25. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Najbliższe dni będą dobre na spacery, bo będzie ciepło, ale nie gorąco. No i nie powinno padać.

  26. Makówka pisze:

    Witam Wyspę!

  27. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niektórzy twierdzą, że człowiek rodzi się zmęczony i żyje po to, żeby odpocząć. Próbowałem dzisiaj zastosować tę teorię w praktyce. Może i coś w tym jest, ale na dłuższą metę tak się nie da Wink

  28. Lena Sadowska pisze:

    Wczoraj Tetryk zafiksował mnie na panią Annę, więc dziś moja ulubiona piosenka:

    Na: dzień dobry, Wyspo:)

  29. Makówka pisze:

    Wróciłam, jestem w domu.

    • Tetryk56 pisze:

      Gdzie to bywałaś?

      • Makówka pisze:

        Wędrowałam po OPN, więc trudno tu powiedzieć coś nowego -miejsca ogólnie znane wszystkim krakusom, a i Wyspiarzom z naszych opisów -również.
        Wrażenia były, ale innego rodzaju.
        W nocy gwałtownie zbudził mnie przykry sen:
        Kraków był podzielony na strefy okupacyjne. Zbudziłam się gwałtownie w momencie gdy jakaś starsza pani przedostała się do mnie z innej strefy postawiła przede mną szklankę z herbatą ze słowami „napij się, bo muszę ci coś powiedzieć -wczoraj zmarła twoja mama”. Zaczęłam się denerwować jak przedostanę się do mamy (inna strefa) i taka zestresowana się zbudziłam.

        Nad ranem zadzwoniły budziki. Wyłączyłam je i zbudziłam się po 30 minutach. Z trudem zdążyłam na autobus.

        Wycieczka była sympatyczna, pogoda zrobiła się cudowna.
        Natomiast w drodze powrotnej w autobusie młoda dziewczyna zwymiotowała prosto na mnie. Akurat pisałam coś w komórce i nagle …chlust!

        Jak już ochłonęłam, jakoś się wytarłam, stwierdziłam, że komórka działa to już była miła podróż, która upłynęła na żartach z młodym człowiekiem, który wcześniej ratował mnie chusteczkami itp.
        No i rozchmurzył dobrym słowem i uśmiechem, bo nie ukrywam, że byłam wściekła gdy nagle zostałam obrzy..a.

        A teraz boli mnie głowa.

        • Lena Sadowska pisze:

          Współczuję przygód, Maczku. A nawet – fspułczuje, chociaż… można chyba powiedzieć, że złe miłego początki;)

          Dawno, dawno temu śniło mi się, że jest wojna i uciekamy z Babcią przed Niemcami. Do wyjścia prowadził nas szariko-podobny pies, a wszystko działo się w budynku mojej podstawówki, w której w realu jedne z dwojga wejściowych drzwi były zawsze zamknięte, i nigdy nie było wiadomo które, bo to zależało od widzimisię pani woźnej:)
          Pamiętam ten senny koszmar do dziś:)

          • Makówka pisze:

            Zbudziłam się przestraszona, potem zasnęłam, potem zbudziły mnie budziki, potem jakimś cudem znów się zbudziłam. Za każdym razem towarzyszył mi niepokój. I nadal towarzyszy.

        • Tetryk56 pisze:

          A dziewczę przynajmniej przeprosiło? Bo słyszałem o osobie, której się przytrafiło podobnie (źródłem nie była dziewczynka, tylko nawalony menel), która w odpowiedzi na protest usłyszała dumne Milcz, obżygańcze!

          • Makówka pisze:

            Dziewczę było blade, przestraszone i raczej wyglądało na trzeźwe.
            Coś tam mamrotała po angielsku jakieś przeprosiny.
            Nie jakaś zmalowana lala, raczej taka bidulka.
            Niestety w pierwszym odruchu nakrzyczałam na nią, że mogła na podłogę, a nie na mnie. Chyba i tak nie zrozumiała.

            • Lena Sadowska pisze:

              Myślę, że zrozumiała, Maczku.
              Kiedyś wracałam międzynarodowym autokarem od koleżanki i na siedzeniach równoległych z moimi siedziała Azjatka. Była w pierwszych miesiącach ciąży i bardzo źle znosiła podróż. Kilkanaście godzin wdychaliśmy to, co wydalała do torebek, a po każdej akcji zaczynała jeść, więc nie było szans na jakąkolwiek przerwę. Żeby nie dołączyć do kompanii, raczyłam się wziewkami i jakoś to przetrwałam, ale łatwo nie było, mimo że kierowcy często robili postoje:(

  30. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Co prawda księżyc to już raczej zachodzi, niż wschodzi, ale piosenka będzie o Rzece Księżycowej. Zamiast oryginału taka wersja, trochę nowsza.

    Snów spokojnych mimo księżycowego blasku!

    • Lena Sadowska pisze:

      Piękna wersja, Quacku:)
      A myślałam, że żadna już nie spodoba mi się tak, jak ta wykonywana przez Andy’ego Williamsa:)

  31. Quackie pisze:

    (A ja umykam, gdyż rodziny i kominka muszę doglądnąć)

  32. Bożena pisze:

    Ja też umykam, chociaż nie muszę nikogo i niczego pilnować.
    Dobrej nocy wszystkim lulu

  33. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    W lasku było ciepło i bezwietrznie. I ciemno…:)

  34. Ultra pisze:

    Leno, w lasku o tej porze jest ciemno, więc każdy krzew oraz drzewo może przybrać postać strasznego wilka napastującego Czerwonego Kapturka 🙂
    Sierpniowe wspomnienie jest godne mistrza pejzażu, gdzie słychać arie, czuć smak owoców, a wiatr chroni przed zapomnieniem. To również mój skrawek dzieciństwa z tą różnicą, że ja poziomki nizałam na źdźbło trawy i dopiero zanosiłam mamie, a ona prosiła, żeby pomóc je zjeść, na co ja jak na lato.

    • Tetryk56 pisze:

      W dzisiejszych czasach Czerwone Kapturki bywają wyjątkowo dzielne! 😉

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Ultro:)

      Chyba wszystkie mamy tej naszej pomocy bardzo potrzebowały przy konsumowaniu smakołyków:)
      My też robiliśmy poziomkowe i jagodowe korale, bo maliny średnio się nadawały:)

      Na spacerek po lesie to Psiułka wystroiła się jaskrawiej – na rudo:) Ja przypominałam raczej zajączka w pluszowej szarej bluzie:)

      A pamiętasz taką piosenkę:

      Szła dziewczynka bardzo mała przez ciemny las.
      Czerwony kapturek miała, czerwony pas.
      A za pasem colta, w drobnej rączce „sporta”,
      Do babuni szła uderzyć sobie w gaz.
      Wtem zza krzaka wilk wyskoczył i krzyknął: „Stój!”
      Lecz po chwili krwią się zbroczył ten mężny zbój,
      Bo dziewczynka mała broń repetowała,
      Poprawiając krwią zbroczony ludowy strój.
      Z tego morał taki wynika nam:
      Nie zaczepiaj nigdy w lesie samotnych dam,
      Bo dziewczynki małe są tak bardzo śmiałe,
      Że czasami krzywdę mogą zrobić wam!

      Nie, żeby ta piosenka miała coś wspólnego z naszymi wyprawami, ale rudy to prawie czerwony…;)

  35. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy, Wyspo! 🙂

  36. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

  37. Lena Sadowska pisze:

    „Bia­ły mie­sią­czek
    Po nie­bie cho­dzi,
    Srebr­nym pa­lusz­kiem
    Po świe­cie wo­dzi.

    Do­ty­ka do­mów,
    Głasz­cze ko­mi­ny,
    Puka w okien­ka
    Do su­te­ry­ny.”
    („Biały miesiączek – J. Czechowicz)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  38. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Następny ciepły, pogodny dzionek wstaje…

  39. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ale jak to „bez kaganka”? Przecież zapaliłem lampkę:
    http://madagaskar08.pl/2022/08/05/sierpniowy-dzien/#comment-461982

    • Makówka pisze:

      O 23.21 było tylko” Dobrej nocy, Wyspo! „, lampki wtedy nie było.

    • Lena Sadowska pisze:

      Zadałam identyczne pytanie, Tetryku:):
      „Ale – jak to bez kaganka?
      Ale jak to – do abordażu?”;)

      Dzień dobry, Tetryku:)

    • Wyimaginowany pisze:

      Dobry wieczór. 🙂

      Przepraszam, za zamieszanie z lampką. Idąc na skróty, pozwoliłem sobie na edycję Twojego komentarza, Tetryku. Zrzuciłbym winę na pewnego jegomościa, który wg pewnej części społeczeństwa jest odpowiedzialny niemalże za wszystko. Niestety, obawiam się, że na Wyspie to nie przejdzie! Zatem, moja wina, moja wina… 🙂

      • Makówka pisze:

        Jakoś, jakoś intuicja mi mówiła, że za tym wszystkim stoi Lord.
        I dlatego napisałam komentarz o wychodzeniu z ukrycia.
        Wprost nie chciałam pisać, bo to tylko była intuicja, a pewności przecie nie miałam.

      • Lena Sadowska pisze:

        Czyli „tajemnica znikającego kaganka” rozwiązana:)

        Witaj, Lordzie:)

      • Tetryk56 pisze:

        Ależ nie ma za co przepraszać, Lordzie — bardzo dobrze zrobiłeś, dzięki!
        Wprawdzie gotów byłbym przysiąc, że widziałem lampkę już opublikowaną, ale najwyraźniej byłem już zbyt śpiący; być może w momencie wysyłania komentarza skończyło mi się zalogowanie? pewnie już do tego nie dojdę…
        Dzięki raz jeszcze!

  40. Makówka pisze:

    Pochmurne, niewyspane dzień dobry!

  41. makowka9 pisze:

    Bareja…stałe aktualny?

    • Tetryk56 pisze:

      Stale, niestety… Ale skąd ta refleksja?

      • Makówka pisze:

        Poszłam dziś do Centrum Kultury Żydowskiej, aby obejrzeć stary film Barei”Mąż swojej żony”.

        http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.judaica.pl/index1.php?zmien_jezyk=PL

        Chciałam się trochę oderwać od współczesnej rzeczywistości.

        Nie całkiem się udało, bo była fatalna jakość dźwięku, cały czas bolała mnie głowa i jednak nasuwały się smutne analogie.

        • Tetryk56 pisze:

          Do obejrzenia: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/Jpor02PyyVU

          • Makówka pisze:

            Sprawdziłam -w moim laptopie lepsza jakość dźwięku.
            Choć oglądanie samemu w domu to nie to samo, ale jednak więcej nie pójdę do CKŻ na dalsze oglądanie Barei.

        • Lena Sadowska pisze:

          Akurat Bareja działa na mnie średnio odprężająco, ale dziś po powrocie też postanowiłam nieco przegnać melancholię i zaczęłam od słuchania starych piosenek pani Zdzisławy Sośnickiej, a kończę na „Dźwiękach muzyki” – musicalu z 1965 roku z Julie Andrews i Christopherem Plummerem:)

  42. Lena Sadowska pisze:

    „Cóż nad spoczynek być może milszego,
    Kiedy strudzeni szczyt domku naszego
    Obaczym przecie, a kończąc podroże,
    Na własne nasze rzucamy się łoże?
    O domku wdzięczny, widok mnie twój krzepi,
    Dobrze gdzie indziej, u ciebie najlepiéj.”
    („Cóż nad…” – I. Krasicki)

    Jużdomowe dzień dobry, Wyspo:)

  43. Lena Sadowska pisze:

    Zaraz lecę na spacerek z psułkiem. I wiem, co piszę – prawdziwy psułek. W ramach protestu, że go nie wzięłam ze sobą, zjadł mi ulubione szpilki:(
    Chlip.
    Mam nadzieję, że nie skończy się to weterynarzem, bo obcasów z flekami nie ruszył…

    • Tetryk56 pisze:

      Tak to bywa, gdy się kupuje porządne buty z dobrej skóry… Tekstylnych by nie ruszyła 😉

      • Lena Sadowska pisze:

        Fakt – buty skórzane.
        To trochę moja wina – mogłam nie zostawiać na wierzchu, ale bardzo się śpieszyłam, bo znajomy zjawił się sporo przed czasem. I od dawna już nie było psich akcji pochłaniających.
        Za to błyskające skruchą spod biurkowej ciemności białka winowajczyni sprawiły, że nawet się na nią gniewać na serio nie mogłam:)
        Nakrzyczałam i – tyle.

  44. Quackie pisze:

    Dobry wieczór.

    Wczoraj wysiadła pompa od wody (z własnej panawłaściciela studni na działce) i dzisiaj od rana przyjechała ekipa ją wymienić na nową. W związku z tym poniedziałek był nieco zwariowany, ale udała się tradycyjna sesja foto z żurawiami i nieco mniej tradycyjna z zimorodkiem.

    Z okazji zwariowanego poniedziałku zaś – dobranocka. W wersji spokojniejszej niż oryginał.

    Snów spokojnych i uspokajających.

  45. Makówka pisze:

    Jestem w domu.

  46. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór, Quacku:)

    Czyli można się spodziewać wkrótce ptasiego pięterka?
    🙂

  47. Bożena pisze:

    Dziękuję, dla Was również.

  48. Tetryk56 pisze:

    Dziś spróbuję zapalić lampkę, zanim utracę jasność widzenia 😉
    Dobranoc, Wyspo!

    • Lena Sadowska pisze:

      Lampka jest, więc należy się specjalne podziękowanie:):

      „Światło mego dzieciństwa
      lampo błogosławiona

      byłaś dawniej
      jasną alegorią

      duchem uparcie walczącym
      z demonami gnozy
      cała wydana oczom
      jawna
      przejrzyście prosta

      na dnie zbiornika
      nafta – eliksir pralasów
      śliski wąż knota
      z płomienistą głową
      smukłe panieńskie szkiełko
      i srebrna tarcza z blachy
      jak Selene w pełni

      twoje humory księżniczki
      pięknej i okrutnej

      histerie primadonny
      nie dość oklaskiwanej

      oto
      pogodna aria
      miodowe światło lata
      ponad wylotem szkiełka
      jasny warkocz pogody

      i nagle
      ciemne basy
      nalot wron i kruków
      złorzeczenia i klątwy
      proroctwo zagłady
      furia kopciu”
      („Elegia na odejście…” – Z. Herbert)

      Snów jasnych, bez furii kopciu, Tetryku:)

  49. Lena Sadowska pisze:

    „Sekundy kapią
    w nocną pustkę

    Bezsennie śnisz
    legendę
    o księżycu i gwiazdach

    Czas
    przecieka twoją myśl:
    gdzie są ci
    których nie ma

    Gdzie jestem
    pytasz czarne lustro
    lecz ono cię nie widzi

    Widzisz jego noc
    słyszysz tylko
    swój przyśpieszony oddech”
    („Noc VI” – R. Ausländer;
    tł.: R. Wojnakowski)

    Też już padam nanos więc:
    dobrej nocki, Wyspo:)

  50. Makówka pisze:

    Dobranoc mówię i ja.

    lulu

  51. Bożena pisze:

    Pochmurne dzień dobry Happy Pochmurne, ale ciepłe…

  52. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Miły dzionek, ranna przejażdżka była bardzo sympatyczna Happy

  53. Makówka pisze:

    Słonecznie witam!

  54. Celt pisze:

    Piękny tekst 🙂 I aż mi się przypomniało moje dzieciństwo 🙂 Szczęśliwe, błogie, beztroskie w sumie, chociaż niepozbawione zwłaszcza zdrowotnych turbulencji. Ale owe turbulencje łagodniały dzięki towarzyszącym nowościom. Nowym ludziom, miejscom, nowym (nie)zwykłym przygodom jakie się przeżywało. Brakuje mi tego bardzo. Teraz jest o wiele trudniej…

  55. Makówka pisze:

    Gratulacje Quacku!

  56. Lena Sadowska pisze:

    Tu słoneczne, ówdzie chmurzaste dzień dobry, Wyspo:)

  57. Makówka pisze:

    Wróciłam z Bagrow, jadę knuć.

  58. Bożena pisze:

    Dobry wieczór
    Z przykrością zawiadamiam, że nie pojawi się już żaden wpis mojej mamy.
    Niespodziewanie odeszła dzisiaj, zostawiając nas w ogromnym żalu.
    Syn Paweł z żoną

  59. Quackie pisze:

    No cóż, wszedłem, żeby wstawić dobranockę, ale dzisiaj to już jednak nie.

    Spokojnej wszystkim!

  60. Makówka pisze:

    A ja weszłam i…dalej nie wierzę w to co przeczytałam.

  61. Makówka pisze:

    Dziś godzina 7:05…

  62. Tetryk56 pisze:

    Zapraszam na upamiętnienie — kolejny wpis…

  63. Makówka pisze:

    Smutno, ale jednak życzę spokojnej nocy.

  64. Lena Sadowska pisze:

    Dobranoc, Wyspo.

Skomentuj Max Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)