Ostatnio opisywałam spacerek w dniu 21 maja, który zakończył się odwiedzinami u chirurga.
Wyżalałam się potem w komentarzach (wszak od tego mamy Wyspę, prawda?) jakie różne komplikacje się pojawiały, a ja taka bidusia domowa z syndromem odstawienia od wycieczek i innych rozrywek.
Jednak jak wiecie jakoś sobie ten czas umilałam i jednak starałam się nie zardzewieć całkiem w domu.
29 maja poczłapałam na PIKNIK W MAŁEJ CHORWACJI.
Na czym to polegało można poczytać klikając w powyższy link, więc pokażę tylko parę pstryczków.









5 czerwca planowana była piękna trasa :
Start w Jaworkach, meta w Szczawnicy przy ujściu Grajcarka do Dunajca. Przejście przez schronisko przed Durbaszką — Wysoki Wierch — pod Pławna — zejście do Leśnicy i wąwozem Leśnickiego Potoku do Dunajca i dalej do Szczawnicy.
Makówka jednak wysiadła w Szczawnicy, reszta pojechała do Jaworek.
Zastępczo zrobiłam tylko taki malutki spacerek.
Szczawnica centrum — Gabańka — Sewerynówka — Kunie — Szczawnica Dolna.
Trochę powspinałam się do góry, aby popatrzeć na Pieniny i poćwiczyć chodzenie z jednym kijkiem,
a w drodze powrotnej ochłodzić przy wodospadzie Zaskalnik.
Jest to 5,5-metrowy wodospad na Sopotnickim Potoku, złożony z dwóch kaskad. Sopotnicki potok wypływa z zachodniego zbocza Przehyby leżącej w Paśmie Radziejowej. Na wysokości około 550 m n.p.m. jego krystaliczne czysta woda spada z wysokości 5 m z dwóch progów skalnych tworząc wspaniały wodospad Zaskalnik, nazywany również wodospadem Sopotnickim. Pod wodospadem spadająca woda utworzyła 2 metrowej głębokości kocioł ewersyjny.


A na koniec połazić trochę po Szczawnicy i poczuć się jak kuracjuszka (eh, rok temu o tej porze byłam w Horyńcu).




W busie pooglądałam zdjęcia przepięknych widoków, które podziwiali ci, którzy wędrowali zaplanowaną trasą, ale, ale mój spacerek też był miły.
11 czerwca Koło PTTK, którego jestem członkiem, oddelegowało koleżankę i kolegę, do dyżurowania na punkcie czwartego etapu Rajdu na Raty. Część z nas postanowiła im towarzyszyć.
Komisja Turystyki Górskiej Oddziału Krakowskiego PTTK nieprzerwanie, od 40 lat organizuje coroczny „Rajd na raty – Siedem Wierchów Beskidzkich” mający na celu poznanie Beskidów Zachodnich i ich Pogórzy. Etapy rajdu co rok usytuowane są na innych, mniej lub bardziej znanych szczytach beskidzkich, zapewniając uczestnikom dogłębne poznanie wszystkich zakątków Beskidów. Taka formuła Rajdu sprzyja także zdobywaniu przez uczestników kolejnych stopni GOT.
Będziemy wędrować po GSBW.
https://mynaszlaku.pl/powstal-glowny-szlak-beskidu-wyspowego-dzis-oficjalny-start/

Po drodze zatrzymujemy się przy takich stołach, aby świętować Imieniny Gosi -koleżanki z naszego koła.


Jak widać, był i sernik i torcik i inne smakołyki.
IV etap Rajdu na Raty znajdował się na Śnieżnicy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Anie%C5%BCnica

Tu też znajduje się punkt PTTK.

Dyżurujące na punkcie osoby przybijają chętnym turystom pieczątki, a Makówka w tym czasie poszła oglądać start paralotniarzy.




Wracamy — mijamy stację wyciągu.

Makówka przypomina sobie jak tu zjeżdżała na nartach. O, tu gdzie te chorągiewki i kwiatki.

Wycieczkę kończę zbieraniem chrustu w ramach akcji CHRUST PLUS.





Zapraszam do pospacerowania ze mną.
Trzy spacerki, różne, mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie…
Piękne zdjęcia z pięknych wycieczek. Tylko pozazdrościć… No i to zbieranie chrustu, teraz w modzie i dla niektórych w potrzebie…
Dziękuję Bożenko!
Dzień dobry, chciałem tylko donieść, że wróciliśmy, ale jeszcze musimy się rozpakować i trochę dojść do siebie, w każdym razie jesteśmy i będziemy!
Super Quacku!
Dzień dobry, Quacku:)
Dobry!
A ja donoszę, że umykam na chwilę.
Jak będą jakieś pytania odpowiem chętnie wieczorem.
Miło popatrzyć na wolne przestrzenie! Pozazdrościć!
A co do zbierania chrustu – piosenka z 1981 roku:
Musi, sroga zima będzie…
Polacy już od maja chrust zbierają…
😉
Dziękuję Tetryku.
Nie wiedziałam, że już Perfect zachęcał do zbierania chrustu.
Teraz skojarzyłem dopiero, że w tej piosence jest fraza ,,będę zbierał chrust”. Poza tym to jak przepowiednia, teraz wszystko podrożało, może warto zainwestować w lokomotywę jakąś.
Ale koniecznie na wodę ta lokomotywa musi być.
Jeszcze raz witaj, Makówko:)
Mimo niedosytu, o którym napomykasz, spacerki wydają się bardzo urokliwe i sprawiające Ci dużo przyjemności:)
Też odniosłam takie wrażenie. Czego jeszcze byś chciała? Czego jeszcze pragniesz Makówko?
„Wszystko, czego dziś chcę,
Pamiętaj o tym,
Polecieć chcę
Tam i z powrotem!”
(„Wszystko, czego…” – A. Mogielnicki)
😉
…wprost z ramion twych — do nieba!
To, to, to Tetryku!
Jak są ramiona to i niebo może być blisko…
Trochę nijako fundować takie wyznania drugiej kobiecie, więc poprzestałam na lataniu tam i z powrotem;)
Tetryk po męsku uzupełnił, a Makówka…
Leno! Bożenko!
Otóż marzy mi się wyjazd na parę dni nad jakieś jezioro albo morze.
Spacerki urokliwe? -dziękuję. Starałam się tak je opisać i postanowiłam myśleć, że „jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma”.
Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie chwyciła przynęty i nie przytoczyła choć paru wersów ze wspomnianego na jednym ze zdjęć cyklu „W górach” M. Konopnickiej:)
Zamieszczony na tablicy dwuwiersz pochodzi z „Dunajca”, ale ja chciałam zacytować fragment „Przygrywki” (drukowanej w Tygodniku Ilustrowanym), która bardzo spodobała się H. Sienkiewiczowi:
„Co za śliczny wiersz, […] sam się śpiewa jak jaki mazurek Szopena. […] ta pani lub panna ma prawdziwy talent, który prześwieca przez wiersze jak promienie świtu przez mgłę.”.
To właśnie ta recenzja (zamieszczona na łamach Gazety Polskiej) stała się dla M. Konopnickiej bodźcem do dalszej pracy literackiej:):
„Ej! ujrzę raz na oczy insze sianożęci
Insze kurhany!
Ej! posłyszę ja przecież, jakto ludzie gwarzą
Obcym mi gwarem…
I wypatrzę miesiączek, z jaką wstaje twarzą
Nad cudzym jarem…
I dowiem się raz wreszcie, gdzie tęcza podziewa
Wstążek swych końce?
I jakie tam piosenki o zmroku rozbrzmiewa
Echo mdlejące.”
Oczywiście, cały cykl wart jest przeczytania. Do moich ulubionych utworów z tego cyklu należy „Na Dunajcu”, pewnie dlatego, że mam sentyment do Romantyków i dużo radości daje mi odnajdywanie ich śladów u późniejszych poetów:)
Finał tego wiersza:
Tęskno mi! — ej, pociąga dal sina, nieznana,
Wabi i nęci!
to jakby motto dla Makówki
Racja!
Wabi i nęci…oj, tak…
Jak ładnie spuentowałeś mój komentarz, Tetryku:)
Liczyłam na to Leno!
Dlatego (w biegu, bo już spieszyłam się na zbiórkę przed autokarem) pstryknęłam fotkę i zamieściłam. Uznałam, że wszelkie moje komentarze we wpisie są zbyteczne, bo te zrobicie Wy, a ja wtedy mogę uzupełniać.
Dziękuję za wiersz.
Uff, ogarnięte, co miało być ogarnięte.
Piękne zdjęcia i na oko bardzo miłe okazje. Widzę, że mimo złych doświadczeń nadal wpadają Ci w oko czworonogi? (Jak na chorwackim pikniku).
Fotki ze spaceru po Szczawnicy są fajnym kontrapunktem, w sensie reszta zdjęć to dużo przyrody, a tutaj (poza wodospadem i panoramą gór) – środowisko stworzone przez ludzi. A sam wodospad też znakomity, pewnie – jak to w górskich rzekach – woda lodowata, ale ten dwumetrowy kocioł brzmi nieźle w kontekście pływania.
Rajd na raty wydaje się świetnym pomysłem, bo to i do możliwości dostosowany, i okoliczności przyrody piękne.
Dziękuję Quacku za miłe słowo i już odpowiadam.
Czworonogi wpadają mi w oko, ale już boję się do nich zbliżać.
Ta wycieczka zamiast zaplanowanej dla całej grupy była zorganizowana dla mnie indywidualnie tak trochę „na pociechę”. Zostałam namówiona, abym się zapisała, a wtedy zostanie ułożony plan dostosowany do moich możliwości, ale jednak, abym coś zobaczyła i trochę poćwiczyła kondycję.
Wtedy jeszcze byłam bardzo osłabiona i ręka była spuchnięta i boląca.
Pamiętacie jak bywało, że opowiadałam, że byłam gdzieś z prywatnym kierowcą i fotografem? Tym razem miałam prywatnego przewodnika PTTK. Taki bonus od życia, czyli szczęście w nieszczęściu.
I dobrze, że akurat był pod ręką ktoś, kto miał apteczkę, bo akcję wyciągania kleszcza zrobiliśmy od razu na miejscu.
Tak -Rajd na Raty to dobry pomysł, aby zachęcać do wycieczek na mniej znane szczyty.
Prywatna wycieczka 🙂 można powiedzieć, że ewoluujesz w dobrym kierunku.
Ale i miłe towarzystwo nie od rzeczy.
No przecież sama bym nie poszła, bo natychmiast bym się zgubiła!
Gdy wysiadaliśmy wcześniej wszyscy się interesowali gdzie idziemy i czemu wysiadamy, ale od razu odpowiedziałam, że to indywidualna trasa „tylko dla pogryzionych przez psa”.
Wróciłam do domu i na Wyspę i już czytam komentarze.
Dobry wieczór 🙂 Oglądam zawsze z zaciekawieniem dokumentacje Makówki ze spacerków ,bo są bardzo dobrze tematycznie przygotowane . Widać pracę fachowca i tak sobie myślę , bo czas ucieka , a było by dobrze zebrać te materiały do kupy i wydać w postaci książki . Tymczasem przesyłam gratulacje za przedstawiony materiał i życzę dalszych ciekawych spacerków.
Bardzo, bardzo dziękuję za tak miłe słowa.
Oczywiście z wydawaniem to żart, ale mam nadzieję, że w wersji elektronicznej na Wyspie nie zaginą.
Szczególnie miło było mi przeczytać o dobrym przygotowaniu tematycznym, gdyż faktycznie zawsze się staram, aby tak było, choć ja tylko opisuję to co było, nie umiem nic wymyślać, ani nawet ubarwiać.
Takie spacery to lubię. Chociaż na co dzień mogę takie po mieście mieć tylko. Ale też lubię. 🙂
Pozdrawiam!
Dobry wieczór!
Dobry wieczór.
Witaj Mozaiko!
Miło, że zajrzałeś, dziękuję.
Pierwszy spacer, czyli PIKNIK CHORWACKI to był spacer po mieście, nawet po tej samej dzielnicy Krakowa, w której mieszkam.
Często na Wyspie opisuję „miejskie spacerki”, bo kocham Kraków.
Specjalnie po to zrobiłam kategorię „spacerki blisko domu”
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Bagry_(Krak%C3%B3w)
Też pozdrawiam i zachęcam do zaglądania do nas.
Łooo. To w takim razie coraz więcej i więcej do czytania mam.
Na Wyspie jest w czym wybierać, bo i są różni autorzy wpisów.
Opowiadania, wiersze, relacje, a ja monotematyczna jestem -spacerki i wycieczki.
Można czytać według kategorii albo według autorów.
Dobry wieczór, Piotrze:)
(macham na powitanie).
🙂
Łeee. Emotikony mi nie wchodzą.
Jest tu taka Tablica Ogłoszeń – ponoć lek na całe zło.
Piszę „ponoć”, bo jeszcze pod nią nie zawędrowałam, choć jestem coraz bliżej:)
Niby mam swoje nowe emotikony i jakoś się nie wlepiają. W sumie i tak nie ma wszystkiego co lubię. Najbardziej podobają mi się naklejki z Facebooka.
🙂
Pod każdym tworzonym komentarzem wyświetla się link „Zazzulki”, rozwijający się w serię emotikonów. Kliknięcie w obrazek przenosi jego kod do komentarza.
Ja jednak zamiast Tablicy Ogłoszeń wolę Tetryka na WhatsAppie.
Meksykańska fala w kontekście meczu Polska-Belgia.
Znalazłem i pasuje do sytuacji. Ot co. 🙂
Dobranocka.
To dzisiaj tak: Gary Moore napisał i zagrał swego czasu utwór „The Loner” (czyli „Samotnik”), który w oryginale jest instrumentalną rockową balladą. Posłuchajmy dzisiaj tego kawałka, tyle że w łagodniejszej aranżacji na saksofon.
Snów nie samotnych!
A, i jeszcze dwie informacje: po pierwsze, ten utwór pamiętam szczególnie, bo kończył pierwszą stronę winylowego wydania płyty Moore’a „Wild Frontier”, jednej z moich pierwszych płyt. A po drugie, dzisiaj nie idę pedałować, bo przerwa się skończyła zdecydowanie za późno.
„Samotnik” to przekornie dobrana do pięterka Dobranocka, bo żaden z opisanych spacerków nie był samotny, choć każdy z nich był w innym towarzystwie.
No, ten z prywatnym przewodnikiem prawie, prawie
Bez przesady. W autokarze jechała cała grupa, a w autokarze też jest wesoło. A potem z „prywatnym przewodnikiem” to już nie samotnie jednak.
Ostatnia wycieczka była w trzy samochody, inny organizator, towarzystwo inne, ale bynajmniej nie samotnie.
No a Bagry to już miejski spacerek, ale też nie samotny.
Bardzo sympatyczna ballada 🙂
Tak uważam, gdzieś od 1987.
Złoto-księżycowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór Leno!
Dobry, złoty!
A ja się dzisiaj zasiedziałam, bo miałam gościa. Tak więc teraz się pożegnam do jutra, życząc wszystkim spokojnej nocy.

Śpij dobrze i miej nie samotne sny Bożenko!
Dobrych snów!
Dobrych snów, Bożenko:)
Spokojnej!
Kochani, umykam, nadmiar wrażeń w weekend mnie wyczerpał.
Też poczułam dziwną senność, a przecież się dobrze wyspałam i nie miałam weekendu z NADMIAREM wrażeń.
Jeszcze chwilę będę. Mam ciasteczko do zjedzenia i herbatę do wypicia.
Dołączam zatem do umykających, w blasku lampki 😉

Skoro jest lampka to i ja umykam do spania.
Spokojnej nocy Wyspo!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam Wyspiarzy
Ponuro jakoś wstaje dzień, a ja dziś dobudzić się nie mogłam…
Witajcie!
U nas dzień wstał piękny, ale już koło 10. ma padać 🙁
Dzień dobry, jestem, pochmurno i ma się na deszcz. W nocy chyba już padało.
W całym kraju zapowiadają burze.
Już się rozpadało i grzmi.
Witajcie!
Dzień dobry
Zacna trasa
Nawet sama Szczawnica warta jest zwiedzenia
Kiedyś, w młodości, zrobiłem tą trasę (Jaworki – Szczawnica).
Była to zresztą część większej całości, bo robiłem wtedy ekspresową wyprawę z Muszyny przez Jaworzynę Krynicką, Piwniczną, Jaworki, Szczawnicę, Krościenko, Trzy Korony, Lubań do Nowego Targu (chyba)
Witaj Krzysztofie!
Zacna trasa to była ta, którą szła grupa, ale, ale…ta moja była w sam raz dla mnie na dany moment i w miłym towarzystwie.
Planujesz wracać na turystyczne szlaki w …wolnej chwili?
Umykam do zakaźników na szczepienie, do popotem…
Jestem i już będę domowa do …jutra.
Po pierwsze pogoda niepewna, po drugie po szczepieniu jednak powinnam się oszczędzać.
Na Klinice Zakaźnej wszyscy (rejestratorka, pani doktor, pielęgniarka) bardzo mili. Powiedziałam na koniec (dziś ostatnie szczepienie), że są bardzo mili, ale wolałabym ich już nie odwiedzać. Zgodnym chórem wszystkie panie mi tego pożyczyły.
Leżałam na tej Klinice kiedyś przez trzy tygodnie i mimo stresu związanego z powodem tego leżenia wspominam, że personel był życzliwy i robił co mógł.
Ja też Ci życzę żebyś już tam nie wracała, pomimo miłego personelu.
Przemoknięte dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, po pracy, ale za godzinę wypadło niespodziewane spotkanie.
W międzyczasie przeszła nieduża burza, popadało i pogrzmiało.
Czyli jeszcze chwilę pobędę przed wyjsciem.
Witajcie ponownie!
Za chwilę spróbuję przeprowadzki. Cierpliwości!
Cierpliwość to cecha mi obca niestety:)
No i niestety, podejście spalone. Pewnie w przyszłym tygodniu spróbuję kolejny raz.
Już się boję…
Właśnie wróciłem ze spotkania, nie było przesadnie długie, ale podróż komunikacją publiczną w obie strony trochę trwała.
Idę po dobranockę w takim razie.
Dobranocka.
Dzisiaj poezja śpiewana i Stare Dobre Małżeństwo. Kiedyś jedna znajoma myślała o założeniu konkurencyjnej grupy pod nazwą Młody Zły Konkubinat, ale na nazwie się skończyło
Tymczasem snów o chwale podniebnej.
🙂
O! To zupełnie jak u mnie tłumaczenie „Jabberwocky”. Skończyło się na tytule… Do czego walnie przyczynił się pan Barańczak:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Ja zaszedłem trochę dalej, do pierwszego czterowiersza (wspominałem? Pewnie tak…), ale nic poza tym.
Tak. I chyba też o tym, że wolisz inne tłumaczenie, ale nie pamiętam – czyje. M. Słomczyńskigo?
Tak, pewnie dlatego, że przeczytałem je jako pierwsze. Tak to już często jest, że to pierwsze odczytanie najbardziej siada człowiekowi i bywa traktowane jako kanon. To samo z „Władcą pierścieni” Tolkiena w przekładzie Marii Skibniewskiej.
Też tak mam i nazywam to „prawem pierwszej nocy”, bo wszystko czytam, oglądam i wszystkiego słucham po nocach:)
Niepozbawione wejściowych perypetii, ale (mam nadzieję) zakończone sukcesem dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry! Widziałem ten komunikat, ale właśnie wychodziłem
Wybyłam po przywitaniu, więc niczego nie widziałam. A po powrocie jeszcze bardziej nie widziałam:)
Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było 🙂
Idealnie oddałeś stan rzeczy:)
A ja akurat byłam domowa i kukałam co jakiś czas…
I czułam się jak dziecko, któremu zabrano cukierki i ulubionego misia…
Nie wiem, jak Ciebie dziś, ale mnie ostatnio zestresował z lekka fakt, że nie mogłam odpowiadać na komentarze na poprzednim pięterku:)
Na szczęście nie trwało to zbyt długo:)
A mnie, że chciałam Wam coś opowiedzieć jako ta zasadniczo „gospodyni pięterka” i obawiałam się, że tylko ja mam trudności.
Gdy już dowiedziałam się „u źródła” jaki jest powód to pozostała tylko świadomość „uzależnienia od Wyspy”.
No cóż…różne widać bywają nałogi…
Widzę, że sobie gwarzycie, a ja parę razy próbowałam wejść i już przestałam sprawdzać, czy się da…
Dobry wieczór, Makówko:)
Miałam podobnie.
Ale – dało się:)
Dobry wieczór Leno!
Deszczowy i dość chłodny ten wieczór…
Wyspa już jest, ale lampki jeszcze nie ma.
(Przecież nie można mieć wszystkiego!)
Mimo to już się pożegnam…
Dobranoc Wyspo!
Lordzie na Ciebie jednak zawsze można liczyć, że wyjdziesz kiedy trzeba z krzaków!
Dzień dobry
Nareszcie mamy Wyspę, bo wczoraj się jej nie doczekałam 
Witajcie!
Przepraszam za zamieszanie!
Wczoraj aż do północy nie miałem wejścia na Wyspę…
Ależ nie przepraszaj, wszyscy wiemy, że tylko dzięki Twojej pracy mamy Wyspę i doceniamy to.
Chwilowa przerwa uświadomiła, że jednak Wyspa jest dla nas ważna.
Myślę, że pisząc w liczbie mnogiej nie robię jakiejś nadinterpretacji Drodzy Wyspiarze?
Zgadza się, również tak myślę.
Witam Państwa !
Dziś w Krakowie Olga Tokarczuk.
Aby się wprowadzić w nastrój wysłuchałam w całości to, co linkuję poniżej.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.radiokrakow.pl/aktualnosci/krakow/olga-tokarczuk-spotka-sie-dzis-z-czytelnikami-w-krakowie-w-centrum-kongresowym-ice?fbclid=IwAR3w72VoucihvI5Ba4e0ltZP2GZnxMZhfOUxkMXFZJ0iVZpm5CDO_pdW6y0
Jak ktoś ma wolną godzinę polecam -ciekawe rozmowy, fragmenty książek czytane przez autorkę, a całość podziałała na mnie jakoś tak wyciszająco.
Jak znajdę tę wolną godzinę, to z przyjemnością posłucham.
Teraz cieszę się, że wreszcie mamy Wyspę
Też się cieszę, że mamy Wyspę i cieszę się, że się odezwałaś Bożenko, bo przestałam gadać sama ze sobą.
Umykam na zakupy…
Nie odzywałam się, bo rano jak tu byłam, jeszcze nie było Wyspy. Później miałam inne zajęcia i po nich wróciłam jeszcze z niedowierzaniem, czy Wyspa wróciła.
Dzień dobry, od wczorajszego wieczoru miałem Wyspę jakoś tak… pogiętą. Tzn. wywalił się cały układ strony (to się chyba nazywa „styl”?), co prawda widziałem wszystko, ale pokazywało stan 82 komentarze, a nowych nie dało się wpisać. Podobnie dzisiaj rano, dopiero teraz widzę wszystko na swoim miejscu i (mam nadzieję) działające.
Teraz mogę wracać do pracki 🙂
Wczoraj w nocy tak miałam w komórce, a na laptopie już było ok.
A wcześniej nie było nic nigdzie.
Ale przeprowadzka dopiero przed nami….
Ależ my bez tej Wyspy żyć nie możemy!
I co my byśmy bez Tetryka?
Tak, chwilowo problem jest odłożony i działamy nadal na starym serwerze. Niemniej wszystko jest gotowe, tylko w ostatnim etapie będę musiał prosić o pomoc dostawcę, bo wczoraj się na tym potknąłem…
Wypijam herbatę po obiedzie, zjadam ciasteczko i będę się zbierać na spotkanie z Olgą.
No to ja też…
Ja już w autobusie,a Ty Bożenko?
Wygodnie w fotelu?
Baaardzo wygodnie
I po pracy, teraz na przerwę.
Prowadzenie dr Katarzyna Kasia
Ona często występuje w „Szkle Kontaktowym”
Tak.Dlatego tym bardziej warto było być uczestnikiem na żywo rozmowy między dwoma mądrymi kobietami.
Wracam do domu i zaraz opiszę więcej.
Kiedyś gościła także w „Kafejce prawnej” Pod Jaszczurami.
Tak. Wspominaliśmy o tym wtedy na Wyspie.
Wrócę do domu, zjem kolację i mogę pokazać parę zdjęć z dziś.
W ,,Szkle” jest chyba gościem raz na tydzień średnio. Faktycznie nabytek bardzo zacny jeśli o całokształt chodzi.
Pozdrawiam!
Dobranocka.
Dzisiaj z krakowskiego(!) musicalu w Teatrze STU, opartego na tekstach Witkacego, czyli z „Szalonej lokomotywy”. Maryla Rodowicz i Marek Grechuta.
Snów szalonych, z pociągiem do piękna.
Eh, pamiętam to przedstawienie w dużym namiocie.
Cały Kraków o tym mówił, każdy szanujący się Krakus był obowiązkowo, Makówka oczywiście też.
A ja jako dziecko pięcioletnie nawet nie miałem szansy…
Jak nam się pięknie zsynchronizowało teatralnie…
Bo ja właśnie wróciłam ze spektaklu „Poza czasem” Teatru Akt:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Dobry! Parę słów na temat spektaklu dla prasy? (Hydraulicznej)
Widowisko z elementami cyrkowej ekwilibrystyki do dźwięków improwizowanego, alternatywnego rocka w niesamowitej kolorystyce:)
Wciąż zza okna dobiega mnie aplauz towarzyszący bisom:)
Oooo! Brzmi znakomicie! Małżonka się wybierała na Cirque du Soleil, ale się nie wybrała, a to brzmi jak coś porównywalnego!
Na jutubku są fragmenty widowisk Teatru Akt. Można sobie zerknąć. Ciekawe jest to, że muzyka do spektaklu, o którym wspominam, jest całkowitą improwizacją, przez co każde z przedstawień to taka niepowtarzalna impresja:)
Zapomniałam napisać, że konwencja podobna, trochę jak średniowieczne igrce:) Może tylko bardziej serio niż buffo:)
Dobry wieczór 🙂 Chciałem napisać coś wesołego , ale powszechny jest raczej smutek , to zrezygnowałem . Przyszły mi pewne wspomnienia z lat minionych w okresie stanu wojennego , kiedy gotowało się w społeczeństwie W Warszawie , nie doszło do starć zbrojnych z władzą ,ale spontaniczność społeczna została w pewnym sensie wykorzystana ,do szukania recepty na zbliżający sie głębszy kryzys ekonomiczny . Szukano sposobów na zapewnienia sobie jakiegoś ratunku w organizowaniu ogródków działkowych . Spontaniczność była nie kontrolowana i doszło w Dzielnicy Ochota do rozparcelowania jednego z parków . Pojawiły sie natychmiast tandetne obiekty , ogrodzenia i diabli wiedzą co jeszcze i nie było mocnych , aby park przywrócić do dawnego stanu .Ale nie tylko na Ochocie zakładano działki , bo wzdłuż linii tramwajowej z Woli na Bemowo , jedno pobocze było wykorzystane przez działkowców . Do dzisiaj rosną tam pamiątkowe krzewy i drzewa . Minęło wiele lat ,zanim władze zaproponowały tym działkowcom , działki pod Warszawą . Było , minęło , ale ten fakt mówi , że ze społeczeństwem nie można żartować . Lekcja dla rządzących

Dobry wieczór. Myślisz, że w końcu dojdzie do kryterium ulicznego?
Diabli wiedzą . W tym kotle informacyjnym wszystko jest możliwe .
Obawiam się, że spontaniczność w porównaniu z tamtymi czasami znacznie spadła. No nic, zobaczymy.
Z tego kotła informacją , że były szew Rady Europy Charles Michel ma udziały w spółce Agora . Jak widzisz , wszystko jest możliwe
No, w tej chwili struktura właścicielska wielu spółek jest taka, że właściwie każdy może mieć udziały w dowolnej. Przez różne fundusze (też mające udziałowców), etc.
Spadła nie tylko spontaniczność, ale i solidarność i entuzjazm.
To prawda. Niewiele wydarzeń jest w stanie ją wzbudzić. Wojna u sąsiadów, na pewien czas.
Ale już w miejsce solidarności i gościnności pojawia się coraz więcej zawiści -„czemu oni mają mieć darmowe bilety MPK?”, „ależ one są wszystkie ubrane, umalowane i jeszcze paznokcie mają zrobione”, „przyjeżdżają tu sobie, aby mieć wszystko za darmo”.
Mnie gdy to słyszę ręce opadają…
Pożegnam się już do jutra.
Dobranoc…
Spokojnej!
Spokojnych snów!
Wiejno-zimno-kotaminagłowęspadające dobry wieczór, Wyspo:)
Co tam się u Was dzieje?! Wiatr zwiewa koty na głowy ludziom?
Prawie:)
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że moja awersja do miejskich spacerów jest całkowicie uzasadniona…
Chciałam pójść na ten spektakl, o którym wspominam wyżej, więc zamiast zwyczajowo podjechać gdzie bądź, wybrałyśmy się na przechadzkę po osiedlu. Przechodziłyśmy sobie grzecznie obok wysokiego ogrodzenia, gdy nagle – ni stąd, ni z owąd – przeraźliwie miaucząc, spadło mi na głowę kocisko. Zsunęło się na ramię, odbiło i dało dyla.
Miauczeniu towarzyszyły tenorowe przekleństwa, zaryzykowałam więc płeć kotobola i spytałam:
-Zwariował pan?
Na co usłyszałam, traktujący o bezprawnie wdzierającym się na szczelnie ogrodzoną posesję kocie, monolog, w którym jedynym nadającym się do powtórzenia słowem było swojskie „przybłęda”.
Przeczekałam i dodałam:
-Ale nie musiał pan tym kotem we mnie rzucać.
Po tamtej stronie chrząknęło (teraz myślę, że to znamienne) i człapnęło.
Zrozumiałam, że to był kres konwersacji. Niby miałam ostatnie słowo, ale w tej akurat sytuacji bardziej nie miałabym nic przeciwko najbanalniejszemu choćby „przepraszam”.
Pociągnęłam zbaraniałą Psiułkę.
Po powrocie do domu okazało się, że chłodne dni czasem są zrządzeniem losu, bo kocisko, zamiast ramienia poszarpało mi kurtkę…
Życzę rzucającemu losu spadochroniarza z poniższego komentarza.
A propos, taki tekścik o spadających kotach ostatnio wpadł mi w oko w sieci, przełożyłem z angielskiego na polski, ponieważ poryczałem się ze śmiechu (doczytajcie do końca!)
„Mój tato w latach sześćdziesiątych należał do klubu spadochroniarskiego, razem z jednym facetem, kompletnym wariatem. Ten facet miał pomysł, żeby przetestować powiedzenie „kot zawsze spada na cztery łapy”, przy czym koty miały spadać z wysokości, z jakiej skaczą spadochroniarze, a on leciałby razem z nimi i obserwował ich zachowanie, mające na celu upadek na cztery łapy. Nie interesowało go, by zapewnić im bezpieczne lądowanie, chciał tylko obserwować zachowanie podczas spadania. W myśl jego planu lądowanie było problemem kotów, nie jego. Nazywał to naukową bezstronnością.
W końcu zabrał na pokład samolotu cztery bezdomne koty w poszewce od poduszki. Wyskoczył z samolotu, wywinął poszewkę na lewą stronę i wypuścił z niej koty. Ku jego zaskoczeniu wszystkie cztery koty natychmiast wczepiły się w niego. Pazurami. Biorąc pod uwagę, że każdy kot ma 18 pazurów, facet został podziurawiony przynajmniej w 72 miejscach, a prawdopodobnie w większej ich liczbie, ponieważ bezskutecznie próbował pozbyć się kotów podczas spadania, a one nic sobie z tych wysiłków nie robiły, przyczepiając się do niego ponownie z jeszcze większym przekonaniem, za każdym razem, kiedy próbował je oderwać.
W końcu dotarli na wysokość, na której gość musiał zacząć myśleć o otwieraniu spadochronu. Tu przerwijmy na chwilę, by wykonać parę działań matematycznych: otwierający się spadochron potrafi wygenerować przeciążenie o wartości nawet 3G [czyli trzy razy mocniejsze od przyciągania ziemskiego]. Kot w normalnej ziemskiej grawitacji waży średnio 4 kg. Przy 3G ciężar ten wzrasta do 12 kg. Kiedy więc spadochron się otowrzył, facet miał wbite w skórę 72 piekielnie ostre pazury, i każdy z nich szarpnął z siłą około 1/6 kilograma. W sumie 48 kg kociej masy. Generalnie gość został pocięty na paseczki.
Wszystkie cztery koty utrzymały się na skoczku podczas otwierania spadochronu, chociaż zsunęły się o kilka(naście) centymetrów po skórze spadochroniarza. Ten, krwawiąc i w dość kiepskim stanie zdołał wylądować bezpiecznie, mimo że dość twardo – na polu.
Kiedy tylko dotknął ziemi, wszystkie cztery koty zeskoczyły i odbiegły, pozostawiając faceta krwawiącego ze stu (a może i więcej) ran.
Był jedynym członkiem klubu spadochroniarzy niezadowolonym z rezultatów eksperymentu!”
Dobrze mu tak! Brawa dla kotów!
Nie wiem czemu – niezadowolonym. Ostatecznie koty spadły na cztery łapy, potwierdzając prawdziwość twierdzenia. A że na eksperymentatora? To była po prostu bezstronność naukowa kociego punktu widzenia;)
I tu sprawdza się słuszność teorii o przyciąganiu mniejszych mas przez większe! Zwłaszcza w swobodnym spadaniu!
🙂
Lena była w teatrze, a ja w ICE. Spotkanie z Olgą Tokarczuk było prawie jak spektakl -był krótki filmik, fragment książki czytany przez Noblistkę i wspaniała rozmowa dwóch mądrych kobiet.
Sala wypełniona po brzegi, bez wejściówek nie wpuszczano.
Och. To znaczy, że jest popyt – przynajmniej miejscami – na mądre rozmowy. Kobiet i nie tylko.
Jak w 2019 na otwarcie gdańskiego festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu” Olga Tokarczuk dawała wykład (na parę miesięcy przed Noblem), to wbrew wszelkim normom i przepisom na salę wszedł nadkomplet, włącznie z tym, że widzowie siadali na scenie!
Oczywiście, że jest popyt. Również był duży popyt na zdobycie autografu Noblistki, po który trzeba było stać w bardzo długiej kolejce.
Stanęłam i ja z dwoma książkami pod pachą, ale każda osoba mogła dać do podpisu tylko jedną książkę. Nie było żadnego przepychania, staliśmy między sznurkami jak do wejścia do samolotu. Obsługa pilnowała, aby nie robić zdjęć i podsuwać tylko jedną książkę.
Gratuluję!
Moim egzemplarzem z 2005 roku wywołałam zdziwienie nie tylko obsługi, ale i samej Noblistki, która zerkając na okładkę powiedziała, że to była krótka seria, więc to już się zrobił „biały kruk”.
A teraz jeszcze z podpisem Tokarczuk!
Miałem podobnie, jak na spotkaniu ze śp. Januszem Głowackim dałem mu do podpisu tomik jego felietonów z 1975 🙂
Również gratuluję:)
Też miałam okazję być na spotkaniu z panią Olgą Tokarczuk. Przypadkiem i dość dawno temu, ale wrażenie niezapomniane:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Tak niezapomniane wrażenie, bo ona nie tylko doskonale pisze, ale i mówi.
Potwierdzam:)
Wtedy nie była jeszcze tak znana, a i ja, z racji wieku, miałam nieco inne upodobania literackie:) ale ani przez chwilę nie czułam się wówczas „nie na miejscu”:)
Tokarczuk mówi mądrze piękną polszczyzną i ma bardzo przyjemny głos.
Nie zawsze autorzy dobrze czytają własne teksty np. Miłosz w moim odczuciu nie miał tego daru. Ale to moje odczucie.
Dodatkowym walorem dzisiejszego spotkania była prowadząca je dr Katarzyna Kasia.
Ja bardzo niefajnie wspominam spotkanie z Marcinem Świetlickim…
Na koniec mojej relacji z dziś zdjęcie miejsca, gdzie spotkanie się odbywało. Nie Krakusy nie wiem, czy widzieli jak wygląda Centrum Kongresowe? Dość okazały budynek blisko Wawelu.
Ten pochyły i zagięty fragment trochę jak Krzywy Domek w Sopocie
Nie znam Krzywego Domku, ale podsyłam jeszcze jedno zdjęcie, na którym chyba lepiej widać „pochyłości”.
To nie fotograf był na bani — zaświadczam, ICE naprawdę tak wygląda!
I tu mi przypomniałeś, że jakaś posucha u mnie -od paru dni nie było żadnej okazji. Ostatnio to sobotnie Imieniny w drodze na Śnieżnicę.
To może wirtualny kieliszeczek czerwonego wina na Dobranoc?
Ktoś chętny?
Masz wyczucie, Maczku:)
Właśnie piję niewirtualnie.
Uznałam, że należy mi się (po kocich przygodach i zmarznięciu spektaklowym, bo jednak wiało bardzo) lampka młodego czerwonego wina:)
To ja tylko wirtualnie. Wino w realu to chyba najwcześniej w przyszłym tygodniu.
Ale bodaj wirtualne
Och, ja też niewirtualnie. Szkocką, kapeczkę.
Też w tygodniu przeważnie nie pijam nawet wirtualnie, ale wypatrzyłam w barku butelkę Beaujolais 2021, więc jak sama rozumiesz – siła wyższa – wypić trzeba:)
Imperatyw kategoryczny, czy jakoś tak? 😉
Bardzo kategoryczny;)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobranoc wszystkim, umykam!
Dobrych snów przy lampce! 🙂

To i ja umykam przy dwóch wirtualnych lampkach.
Też już opróżniłam swoją lampkę, więc dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Wstaje piękny, letni dzionek, ale widzę, że Wyspiarze jeszcze śpią, po nocnej dyskusji…
Witajcie!
Dziś po pracy wybywam na Watrowisko i wracam w niedzielę. Od czasu do czasu będę zaglądał, ale proszę o opiekowanie się lampką 😉
Dzień dobry, Tetryku:)
Miłego pobytu:)
Dzień dobry. Ja z kolei wybywam jutro rano i wracam jak Mistrz Tetryk, w niedzielę.
Witaj, Quacku:)
Tobie także życzę udanego wyjazdu:)
Słonecznie witam!
Dzień dobry, Makówko:)
Panowie Mistrzowie nas opuszczają, na Wyspie zrobi się ciszej, więc zanim wyjadą postanowiłam zawołać dawno tu niewidzianą Gienię.
Kobiecina chyba już dość odpoczywała?
Gieniaaaaaaaaaaa………….!
No to jeszcze…
Jak uczta, to uczta.
(Żeby był większy wybór)
Czyli Wyspa (że tak zauważę, popijając herbatkę) przez najbliższe dni będzie raczej dziewczyńska?
Tyz piknie:)
Chyba,że Piotr kuknie? Krzysztof?
Lord wychynie z krzaków?
Dlatego napisałam „raczej”;)?
Umykam, ale tylko na chwilę.
Niestety nigdzie nie wyjeżdżam, ani nawet nie jadę na wycieczkę, więc wkrótce będę znów na Wyspie.
Szerokiej drogi Tetryku ! I dobrej zabawy!
Dzięki!
No to strzemiennego!
Międzyspacerkowe dzień dobry, Wyspo:)
Pierwsze pływanie w Bagrach w tym roku zaliczone!
Brawo! Woda już ogrzana?
Dało się wytrzymać i popływać chwilę.
My tylko pobrodziłyśmy i byłyśmy w tym zadziwiająco zgodne:)
Ale głębokie północne jeziora nagrzewają się dłużej.
Dobry! Norma wypracowana, jutro rano wyjazd, ale dzisiaj jeszcze na Wyspie.
No i na razie przerwa.
Będziemy tęsknić…
Dobranocka.
Taka kameralna piosenka.
Snów o walentynkach (tak, w czerwcu, a co!)
Tylko w czerwcu, Quacku:)
Ostatecznie za sześć dni nasze słowiańskie Święto Miłości;)
Dobry wieczór:)
Oo, celne!
Też uważam, że z Dobranocką utrafiłeś idealnie:)
Dobry wieczór.
Dobry wieczór Mozaiko!
Miło, że zaglądnąłeś.
Dobry!
Zajrzałem na Twojego bloga i miałbym jedną wielką prośbę: czy tam, gdzie piszesz o przekładach, mógłbyś dodawać nazwisko tłumaczki/ tłumacza?
Chodzi o książki?
Tak, właśnie tak.
Myślę, że jest to do zrobienia. 🙂
Późno się zrobiło, idę spać. Dobranoc
Dobranoc. 🙂
Spokojnej!
Miłej nocki, Bożenko:)
Śpij dobrze Bożenko!
Domowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dziś bez ekstremów:)
Milutki spacerek na (po?) łonie natury, ciepło i zaraz księżycowo:)
Witaj, Piotrze:)
Widzę, że udało Ci się rozwiązać kłopot z emotkami:)
Już się nauczyłem dzięki Tetrykowi.
Tetryk to dobry nauczyciel. Potrafił nauczyć jak robić pięterka nawet taką Makówkę, która cały czas jęczała „to dla mnie za trudne”.
Jego cierpliwość jest znana wszystkim Wyspiarzom.
Dobry, a właśnie, skoro księżycowo, to zdjęcie z wczoraj, proszę bardzo:
Idealne zdjęcie moim zdaniem.
W zbliżeniu oryginalnej rozdzielczości to jednak widać, że nie
ale jak jest nisko nad horyzontem, to rzadko powietrze jest takie czyste, żeby ładnie wyszło. W zbliżeniu było widać takie delikatne drgania rozgrzanego powietrza, oczywiście nad ulicą/ domami.
Nie marudź, nam się podoba i już!
„W noc często, piękna ty, złota kulo,
Patrzę, jak niebem gnasz,
Czyś jasna, czysta, czy mgły otulą
Twą jaśniejącą twarz.”
(„Księżyc” – Z. Przesmycki)
Zdjęcie Twojego autorstwa, Quacku?
Bardzo intrygujące:)
Mojego, z wczoraj. Ale jak napisałem wyżej, nie takie idealne, jakby się chciało.
To, co nam pokazałeś, wygląda bardzo dobrze, Quacku.
A że Ty nie jesteś do końca zadowolony, to też chyba dobrze – ponoć wpadnięcie w samozachwyt wróży artyście rychły kres jego twórczej drogi:)
Pięterko zaczęłam Piknikiem Chorwackim w Parku Bagry Wielkie.
Z powodu Pikniku wokół jeziora było wtedy mnóstwo ludzi, a ja mogłam tylko spacerować.
Dziś ludzi było znacznie mniej, a ja mając już zagojoną rękę mogłam wreszcie popływać. Choć chętnych do pływania nie było wcale tak wiele.
Zobaczyłam te ptaszki i zadumałam się…
Zabrakło mi Miralki …
Kaczuchy! Miralka byłaby zachwycona, na pewno!
Przecież myśląc o Miralce zrobiłam to zdjęcie i z myślą o niej dziś je tu zamieszczam, choć jakość zdjęcia jest dość kiepskawa.
Fajne to zdjęcie z rowerem pod drzewkiem.
Jakby Król Jeziora też wieczorami pracował nad kondycją…;)
Też mi się ten rower pod drzewkiem spodobał.
Właściciel był trochę zdziwiony co jest takiego ciekawego w jego rowerze.
To jest zdjęcie z kategorii historiogennych;)
Taaaa………
Jakby Król Jeziora też wieczorami pracował nad kondycją
To już trzeba mieć dar kreatywnego pisania. Ja opisuję jedynie suche fakty i nawet ich nie ubarwiam, bo nie potrafię.
Myślę, że jednak potrafisz, Maczku. Może nie słowami, ale obrazem właśnie. Gdy patrzy się na takie zdjęcie, nie sposób nie pomyśleć: „Co tu się właściwie wydarzyło? Co było wcześniej? Co było dalej?”
I opowieść gotowa:)
Faktycznie jak zobaczyłam ten rower postanowiłam pstryknąć fotkę, bo obraz ten miał w moim odczuciu coś z niedopowiedzenia, tajemniczości.
Mimo że wiedziałam, że właściciel roweru siedzi kawałek wyżej na trawie i raczej jest bardzo przeciętnym facetem, z którym nie bardzo jest o czym rozmawiać.
Bo czasem przedmioty mówią więcej niż ich właściciele:) A Twoją umiejętnością jest to, że potrafisz coś takiego dostrzec, przeczuć:)
To jeszcze jedno zdjęcie z dziś na dowód, że faktycznie oprócz Makówki nie było dużo chętnych do kąpieli.
Trochę jakbyś pomocy ratownika wzywała
Tam nie ma ratownika. Ratownik jest w innym miejscu jeziora, ale ja tam nie chodzę, bo tam nie wolno wypływać za bojki, a ja lubię pływać trochę dalej.
Kochani, umykam już. Dobranoc i do niedzieli!
Szerokiej drogi Quacku, baw się dobrze i wracaj do nas.
Jeszcze raz życzę udanego wyjazdu, Quacku:)
Miłych snów:)
Lordzie!
Hop! Hop!
Tetryk wyjechał. Liczę na Ciebie, że wyjdziesz z krzaków i zapalisz lampkę…
Dobry wieczór.
Makówko, jak to mawiają, mówisz – masz! 😉
Spokojnych snów, Wyspiarze! 🙂
Na Ciebie zawsze można liczyć
Skoro lampka już jest to powiem grzecznie
i za chwilę umknę 
Skoro lampkowej tradycji stało się zadość, mówię:
dobranoc, Wyspo:)
Dobranoc Leno!
Witam wszystkich obecnych
i nieobecnych…
Też witam wszystkich.
Póki co słonecznie.
Coś dobudzić się nie mogę, więc Gienię poprosiłam o mocną herbatę.
Ktoś się ze mną napije?
Ja chętnie, ale kawy.
Wiem, wiem. Gienia ma wszystko. Odpoczywała wystarczająco długo, teraz czas, aby z nowymi siłami serwowała dla każdego według zachcianek.
A ja wkrótce umykam, ale blisko i nie na długo.
Przyjemności. Ja się biorę za obiad
Witaj
🙂
Witaj Mozaiko!
Miło,że jesteś.
Witaj, Piotrze:)
Miało być na krótko,ale wyszło tak,że dopiero wracam do domu,a do przejechania mam pół Krakowa.
Poplywalam,potem była nawałnica,a potem wylądowałam na proszonym obiedzie.
Po obiedzie było piwo i gra na gitarze.
A ja idę pod kordełkę…
Dobranoc
Miłych snów, Bożenko:)
Śpij spokojnie Bożenko!
Spontanicznie plenerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór Leno!
Mój obiad też był spontaniczny. Przed wyjściem gotowałam zupę, abym miała co zjeść, jak wrócę z pływania, nie spodziewałam się zaproszenia.
Tymczasem dostałam zupę pomidorową, pyszne mięso z ziemniaczkami i sałatką, potem koktajl truskawkowy, kawę.
A na koniec sącząc piwko rozpostarta wygodnie w fotelu słuchałam śpiewu przy gitarze.
A teraz już jestem w domu.
i
, ale jeszcze nie idę spać.
Dobry wieczór, Makówko:)
Cieszę się, że miło spędziłaś czas:)
My wciąż jesteśmy w plenerze:)
Mam tu kiepski zasięg, ale piękne Jezioro i Las rekompensują mi niedostatki netowe:) Jest ciepło, więc siedzimy sobie na tarasie i podsłuchujemy Panią Przyrodę.
Chyba tu na trochę zostaniemy:)
Do jutra – na pewno.
Mam nadzieję, że ten komentarz się pokaże:)
Eh, tego jeziora i lasu Ci zazdroszczę.
Miło spędziłam czas, ale jednak wolałabym taras, jezioro, las…
Kocham Kraków, ale najchętniej w lecie wolałabym być w mieście jak najmniej.
Lordzie!
Obaj panowie Q i Tetryk nas opuścili.
Liczę na Ciebie, że wyjdziesz z krzaków z miłą Dobranocką, a potem kojącą lampką.
Dobry wieczór.
Chwilę temu, dobiegł do końca, krakowski Wodecki Twist Festiwal 2022. Idąc za tym wydarzeniem, śnijmy więc… dobranoc, dobranoc…
Teraz tylko jeszcze, potrzebna szczypta magii…
Dzięki Lordzie!
Komentarz się pokazał, więc, korzystając z chwilowej łaskawości netu, powiem:
dobranoc, Wyspo:)
Dobranoc Leno!
Dobranoc Wyspo!
(nie wiem jak to się stało, że zrobiła się taka godzina?)
Dzień dobry
Piękne słoneczko za oknami… Będzie upał, a jutro jeszcze większy.
Witajcie!
Zasięg słabiutki, więc tylko pozdrawiam 😉
My również pozdrawiamy, baw się dobrze.
Też pozdrawiamy i czekamy na relację jak wrócisz.
Wyspane i pochmurne dzień dobry!
Ciszaaaaa………
Wszyscy powyjeżdżali? Nawet Bożenka gdzieś znikła?
Wyciągam więc moją ulubioną filiżankę w kropki i będę piła poobiednią herbatę…
Jest tu ktoś, kto mógłby dołączyć?
Albo zbudować nowe pięterko?
Napiję się z Tobą, ale kawy.

Jeśli chodzi o pięterko, to niestety…
No to po czekoladce?
Czemu niestety? Na Wyspie dalej wszystko „po staremu”, przeprowadzka dopiero w przyszłym tygodniu.
Wiem, ale muszę się przyznać, że zapomniałam jak to sie robi…
To faktycznie, rozumiem.
Nie warto się uczyć skoro lada moment może być trochę inaczej.
Teraz będziemy się wspinać, a potem pewnie ustawi się kolejka chętnych do relacjonowania swoich wyjazdów.
Zobacz, chyba czegoś brakuje…
Tak. Tytułu. Zaraz spróbuję wejść w edycję i uzupełnić
Spróbowałam, ale nie wiem czy dobrze…
Makówko,
Mam kłopoty z widzeniem, dlatego piszę krótko: taka wspaniała relacja z wypraw, masz talent!
Ultro jak miło, że mimo kłopotów zajrzałaś.
Dziękuję za miłe słowo, zawstydzasz mnie.