Zawsze byłam towarzyska, więc przez nasz dom wiecznie przewijali się jacyś ludzie.
Gdzie poznałam Maciusia – nie pamiętam. Za to samego Maciusia zapomnieć nie sposób.
Już w podstawówce chłopisko wyróżniało się wzrostem, ale w liceum nie było chyba większego faceta – ponad dwumetrowy, barczysty, potężny.
Przy tym przystojny, elokwentny, z poczuciem humoru, słowem – facet jak marzenie.
Miał przy tym Maciuś moc jakąś magiczną – wszelkie żelastwo czepiało się go niewiarygodnie. Może nie aż imadła czy inne żelazka, ale sztućce, pokrywki od garnków, nożyczki – owszem.
Należał przy tym Maciuś do mężczyzn, którzy umieli, mogli i lubiali wypić.
Kiedy więc któregoś razu impreza jakoś za szybko się jak na gust Maciusia skończyła, postanowił poszukać towarzystwa gdzie indziej.
Pozostaje tajemnicą do dziś, jak Maciusiowi udało się zawędrować jeszcze tej samej nocy na wiejską przytupówę, ale – zawędrował i bawił się świetnie. Branie miał nieziemskie, więc pląsał całą nockę, gasząc pragnienie jabolkami.
Ktoś tam próbował go wprawdzie do porządku przywołać, a konkretnie – jakiś zazdrosny, odpalony konkurent – ale go Maciuś machnięciem niedbałym piąstki aż na dwór przez drzwi wyrzucił.
Więcej się Maciusiowi nie naprzykrzano….
Niestety, wszystko, co dobre – ma swój koniec. Tak więc przyszedł czas, by do domu wracać. Transportu nie było, więc się Maciuś piechotą wybrał – jakieś piętnaście kilometrów.
Szło mu się ponoć całkiem gracko, a gdy doszedł do mostu – oznaki miejskich opłotków – z niemałym zdziwieniem dojrzał przed sobą nienaturalny o takiej porze tłumek. To odpalony konkurent z przyjaciółmi postanowili zorganizować synowi marnotrawnemu komitet powitalny. Jak to w takich wypadkach, doszło, rzecz jasna, do wymiany uprzejmości – jakichś uścisków, wzajemnych poklepywań, lekkich, nie tylko słownych przepychanek. Po wszystkim konkurent z przyjaciółmi odjechali w tak zwaną siną dal. Maciuś został na moście.
Nie, żeby się źle po konfrontacji poczuł. Tylko w głowie mu się zakręciło ździebełko i jakby zmiękły kolana…
Niedaleko mostu mieszkał kolega. Dowlókł się tam Maciuś jakoś. U kolegi nikogo nie zastał.
Na szczęście mieszkali tam również ludzie życzliwi, do niecodziennych sytuacji nawykli – jako że od wielu lat handlowali bazarową wódką. Byli przy tym swoimi najlepszymi klientami.
Wciągnęli Maciusia do mieszkania.
Ocknął się na chwilę i powiedział, że chce pić. Łyknął sobie zdrowo i nawet się nieco ożywił. Stwierdził, że czuje się już prawie dobrze, tylko mu coś z tyłu przeszkadza. Uczynni ludzie sprawdzili.
Ni mniej ni więcej tylko w maciusiowych plecach tkwił nóż – drobna pamiątka z niedawnego spotkania na moście. Dobrzy sąsiedzi bali się majcherek wyciągnąć, więc tylko dzielnie kurowali Maciusia: gdy tracił przytomność – polewali ranę wódką, gdy się budził – aplikowali lekarstwo doustnie.
Dopiero po dwóch dniach pojawili się rodzice kolegi. Sąsiad powiadomił ich o gościu. Ci – widząc stan Maciusia – wezwali pogotowie.
Na szczęście nie został uszkodzony żaden narząd – skórzana kurtka, którą Maciuś miał na sobie, zamortyzowała trochę cios.
Wyszło na to, że sąsiedzi uratowali Maciusiowi życie, nie pozwalając mu się wykrwawić…
Nasza dzielna policja sprawców nie odnalazła. Głównie pewnie dlatego, że się Maciuś chwilową niepamięcią konsekwentnie zasłaniał. Pamiętał tylko, że na moście mu kosę sprzedali. Ani – kto, ani – za co, Maciuś pojęcia nie miał.
Tyle tylko, że choć dobrych sąsiadów nie ciągali, bo jakieś resztki maciusiowej krwi rzeczywiście na moście panowie policjanci znaleźli.
Po wyjściu ze szpitala – zadziwiająco szybkim – Maciuś jeszcze parę razy na przytupówkę jeździł. Nie sam – zawsze w towarzystwie kolegów.
Nóż sobie identyczny kupił (tamten jako dowód w policyjnych magazynach został) i wytrwale właściciela poszukiwał. Szczerą chęcią tryskał, by tamtemu choć mordę w podzięce obić. Nikt jednak jakoś maciusiowego gestu nie docenił i informacji żadnych udzielić nie chciał, choć odkupiony rekwizyt kosztował niemało.
W końcu – zrezygnował Maciuś.
Do dziś nie wiadomo, jakim cudem wykaraskał się z tego prawie bez szwanku.
Jedni mówią, że to przez tę moc magnetyczną, inni, że wręcz przeciwnie – moc żelastwo ku Maciusiowi przyciągnęła, a pomogła mu dwufazowa dezynfekcja…
Jedno tylko w tym wszystkim jest pewne – miał chłop piekielne szczęście i tyle!





Witam i zapraszam na kolejną nobelonową historię.
I może jeszcze podkreślę, że zdarzyła się ona naprawdę…
Teraz żegnam się naprawdę:
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witajcie!
Moc trzeba mieć, bez dwóch zdań!
Skądinąd wiele razy słyszałem o wypadkach, które trzeźwego prawie(?) by zabiły, a dobrze znieczulonemu prawie nic się nie stało. Była kiedyś dość głośna historia, jak przypadkowy przechodzień wezwał policję do strasznego wypadku: na drodze zderzyły się czołowo rower z motorowerem! Pojazdy leżały wbite w siebie, nieszczęśni użytkownicy, niedający oznak życia leżeli po obu stronach, nienaturalnie powykręcani – istny koszmar!
Powiadomiona policja zgarnęła obu, będących jedynie w stanie głębokiego znieczulenia alkoholowego – to było wyjaśnienie zagadki, jak można zderzyć się czołowe jednośladami na normalnej szerokości jezdni…
Witaj, Tetryku:)
To prawda.
Którejś zimy byłam świadkiem potrącenia: dość szybko jadące cinquecento uderzyło przechodzącego nie po pasach mężczyznę. Ten przeleciał parę metrów, upadł, podniósł się, otrzepał, i, klnąc na czym świat stoi, poturlał się do pobliskiego monopolowego. Wystraszony kierowca pognał za nim. Wrócił po chwili i oznajmił, że poszkodowany jest zalany w trupa i na propozycję podwózki do szpitala oznajmił: „Daj na ćwiarteczkę i bedziem kwita!”…
🙂
Dzień dobry! Znakomita historia. Faktycznie chyba tylko ciężko znieczulony facet mógł zbagatelizować nóż w plecach
Dzień dobry, Quacku:)
Dziękuję.
Znieczulony – to jedno, ale myślę też, że Maciuś ze względu na obrażenia nie do końca jednak ogarniał, co się z nim dzieje…:)
Witam jeszcze raz, tym razem na nowym piętrze. Przepraszam, ale wcześniej go nie zauważyłam, pewnie do końca się nie obudziłam.
Dzień dobry, Bożenko:)
Ważne, że dotarłaś:)
Witam !
Dzień dobry! (późno? lepiej późno niż wcale!).
Widać Maciuś był PORZĄDNIE ZNIECZULONY i jednak miał mocny organizm i dużo szczęścia.
Dzień dobry, Makówko:)
Maciuś to człowiek-magnes także na wszelkiego rodzaju perypetie:)
Notorycznie wpada w kłopoty i, niczym kot, zawsze spada na cztery łapy:)
Kiedyś , w programie TVP-3 pokazano reportaż z pewnej wsi koło Radomia . Mieszkał tam znany mieszkańcom dobrze zbudowany osiłek nazywany ze względu na swoją budowę : Miśkiem Pancernym . Pewnej niedzieli , po mszy w kościele, Misiek nie wiadomo z jakich powodów zaczął kopać betonowy słup od sieci elektrycznej . Wśród gapiów znalazł się doradca i krzyknął : Pancerny ! Bykiem go ! Misiek wstrzymał kopanie słupa ,zastanowił się chwilę , zrobił parę kroków wstecz nabrał rozpędu i walnął łbem w beton słupa .I to był ostatni w jego życiu atak . Po paru dniach , we wsi był uroczysty pogrzeb Pancernego . Jak widać , w zyciu wszystko jest możliwe .
Ale to nie był nasz Wyspowy Misiek Pancerny. Na szczęście!
Nasz Misek ma Pancerny ma się dobrze w ” Knajpie pod krawatem ” Ale przypadkowo wyczytałem z doniesień w sieci , że koło Charkowa zginął w walce Niemiec , nazywany przez kolegów Misiem Pancernym . Koledzy deklarują zemstę .Smutna spraw w takiej zbieżności symbolicznych nazw .
Witaj, Maksiu.
Makabra. Kolejny do nagrody Darwina…
Upalne dzień dobry, Wyspo:)
Tu upału nie ma, ale jest parno. Chyba zaraz będzie padać.
W Krakowie teraz straszy burzą.
Do tej pory była piękna pogoda, a ja cały dzień w domu czekałam na teleporadę od chirurga, aby nie rozmawiać np. na ulicy, w sklepie itd.
No i chirurg nie zadzwonił…
O 14 w rejestracji powiedzieli, że ma jeszcze dużo pacjentów w poczekalni, więc pewnie, zanim wszystkich przyjął…
To chyba już nie dziś…
On przyjmuje tylko w czwartki. Za tydzień -Boże Ciało.
To rzeczywiście niewesoło… ale może jeszcze zadzwoni, tego Ci życzę…
No to mamy burzę z piorunami suto zakrapianą:)
Tu też lało, ale krótko. Burzy nie ma.
U nas właśnie chyba się skończyło:)
Jeszcze coś tam pomrukuje w oddali, ale nie wiem – odchodzące czy nowe.
Deszcz w Krakowie stał się ciałem, a teleporada?
Deszcz (u mnie) nadal jest. Teleporady nie było, ale teraz nie ma sensu wychodzić z domu skoro…patrz zdanie poprzednie.
bodaj na Bagrach.
Makówka robi porządek w szafie. Układa krótkie spodenki i kostiumy z naiwną nadzieją, że wreszcie się uda …
Nieciekawie z tą teleporadą:(
Ale może chociaż w drugiej kwestii lepiej się powiedzie, czego Ci, oczywiście, życzę:)
Humm, u nas teleporady regularnie się spóźniają, rekord to chyba 3,5 godziny po założonym terminie
Ta teleporada miała dolną granicę czasową -od 8.30 do …”tego nigdy nie wiadomo kiedy doktor zadzwoni”.
Hm skoro doktor przyjmuje w czwartki to…do końca czwartku zostało czterdzieści parę minut.
„W zastępstwie” załatwiłam sobie konsultację z lekarzem klinicystą poprzez WhatsApp i poprzez Ocean.
Przeczytałam opis USG i zapytałam, co mam robić a czego nie robić.
Teraz ćwiczę rękę z braku piłki na …kocie.
Och, o tej porze to już chyba nie zadzwoni jednak.
Dobrze, że załatwiłaś tę drugą konsultację.
Biedny Florek!
A może on to lubi?
Dobry wieczór 🙂 Dla rozrywki informacja o wyszkoleniu naszej młodzieży w dziedzinie wojskowości . Pytanie w teleturnieju ” Jeden z dziesięciu ” do młodego uczestnika : Jaki to stopień oficerski posiada dwie belki i gwiazdkę .Padła odpowiedz : Sierżant ! Oj , coś słabo z tym wojskowym obyciem młodych chłopaków …
Oglądałam to. Niektóre odpowiedzi są śmiechu warte.
Obawiam się, że też bym nie wiedział
Nie żartuj…
Nie żartuję. Nigdy się nie uczyłem stopni wojskowych na pamięć.
Ja też, ale coś niecoś wiem. Nie pomyliłabym majora z sierżantem, no i sierżant nie jest oficerem.
No nie, sierżant ma szewrony, to akurat pamiętam.
Ale jest podoficerem. Oficer zaczyna się od podporucznika.
No to po pracy, norma wykonana, spakowany na jutro… i na przerwę.
Dobranocka.
Może dzisiaj maestro Jan Sebastian? Na lutnię?
Snów klasycznych, ale jednocześnie barokowych.
A ja idę kręcić, zobaczymy, co wykręcę.
Może kota ogonem, Quacku;)?
A wykonanie bardzo przyjemne:)
A nie, kota już odniesiono do domu piętro niżej
po stanie spocenia powiedziałbym, że wykręciłem normę.
Najpierw przeczytałam :”wykręciłem numer”:)
A numer to ja sobie dziś wykręciłam – wyprałam kapę, a że wciąż dawała mi psem, postanowiłam wywiesić ją na balkonie. Była ciężka bo wełaniana, ale jakoś udało mi się ją dotargać na ten balkon i przewiesić przez poręcz. Ledwo skończyłam, huknęło, lunęło i dmuchnęło. I kapę zdmuchnęło. Zanim zbiegłam na dół, wyszłam przez garaż do ogródka, kapa nie tylko łyknęła wody, ale i nieco błotka. Dawno się tak nie uszarpałam jak dziś z wtarganiem jej na drugie piętro i ponownym wtłoczeniem do pralki. Strasznie się zapierała – brudaska jedna:)
Po praniu uznałam, że lepiej niech daje psem niż tapla się w błocku:)
Zapach psiuni Ci przeszkadzał? No wiesz!?
No wiem:)
I nie dokuczaj, bo zostałam już chyba dostatecznie ukarana za swoją niegodziwość:)
A poważnie – tak. Zapach mokrej psiej sierści na tkaninach bardzo mi przeszkadza. Ciężko mi oddychać i muszę się wspomagać wziewkami.
No tak, jak się ma i kapę, i balkon, i psa…
Ale takie gwałtowne zmiany pogody, żeby nie rzec – klimatu, wpływają i na codzienność, i na pralnictwo.
Teoria zacna, ale jakoś wcale mnie po zapoznaniu się z nią mniej ramiona nie bolą, Quacku;)
Ale pocieszające jest to, że nie dmuchnęło w trakcie wieszania, bo mogłybyśmy się w tym błotku taplać obie. Mam bowiem straszne podejrzenie, że mokra pani kapa dorównywała mi wagą:)
No nie, to tak jak z tornadami, wcale dachy nie są mniej zerwane od tego, że zmiany klimatu wyjaśniają ich częstsze odwiedziny.
Żartowałam, Quacku:)
Nie potrafię brać tego, co mi się przydarza zbyt poważnie:)
To znaczy – przejmuję się, czasem złoszczę, ale też – widzę komizm takich sytuacji, a to pozwala mi na zachowanie jakiego takiego dystansu:) Tym bardziej, że negatywne reakcje w moim przypadku ani odrobinę nie pomagają:)
Popieram, dystans rzecz bezcenna!
No to i na mnie czas.

Dobrej nocy wszystkim.
Dobrej i tobie!
Miłych snów, Bożenko:)
Spokojnej!
Pospacerkowe, nieco już bardziej rześkie dobry wieczór, Wyspo:)
Rześkie poprysznicowe: nawzajem!
🙂
A propos „poprysznicowe” – bardzo dziś sama siebie nastraszyłam…
Myślałam, że do mojej prywatnej, osobistej wanny wpadł ogromny chrabąszcz na kąpiel. A to był tylko woreczek z solą, który własnoręcznie chwilę wcześniej wrzuciłam:)
Och. A obawa o chrząszcza była uzasadniona, tzn. czy coś takiego się już kiedyś zdarzyło?
Tak. Mamy tu majowe chrząszcze. Są bardzo wszędobylskie i aktywne nawet do połowy lipca:(
Ale gorsza jest chyba szarańcza. To znaczy te ohydnie zielone, przypominające koniki polne monstra dochodzące do siedmiu centymetrów długości. Brrr…
Moją babcię kiedyś takie coś ugryzło w ramię. Przez kilka dni ramię było grubości uda…
A podobno one nie gryzą…
A może babcię chapnął kameleon…;)
Czasem myślisz, że to nie on

A to właśnie kameleon!
(Maciej Wojtyszko)
🙂
Szarańczaki pewnie. Ale nie szarańcza w sensie plagi?
Nie. To pojedyncze sztuki. Ale – jakie!
Uff. A modliszki tam u was bywają?
Byliśmy 11 lat temu we Włoszech w 3 rodziny – małżeństwa z dziećmi, w wielkim domu, każde małżeństwo miało swoją sypialnię i dzieciaki jeszcze osobno swoje, też ze trzy. Pewnego wieczoru jedna z pań udała się do swojej sypialni i nagle wrzask. Panowie jak jeden mąż się zerwali – okazało się, na firance nisko nad podłogą siedzi przepiękna zielona modliszka. Potem ta znajoma z niejakim oburzeniem wspominała: „No i wyobraźcie sobie, zamiast wywalić tę modliszkę albo mnie uspokajać, oni wszyscy polecieli po aparaty fotograficzne!!!”
Z waszymi aparatami to prawie jak z tym moim zeszłorocznym nietoperzem, co mi wleciał do domu, a cudowna rodzinka, zamiast współczuć, pisała, żebym zrobiła filmik:)
Tak. W zeszłym roku pierwszy raz w życiu natknęłam się na modliszkę w mojej okolicy. W tym roku widziałam dwie sztuki:)
Chyba klimat naprawdę się zmienia na cieplejszy:)
W zeszłym roku odwiedził mnie jelonek rogacz:) Siedział sobie na firance i chyba mu się podobało, bo zniknął dopiero następnego dnia…
A z żerczych mamy jeszcze rosiczki.
Ale one średnio wędrujące są;)
A ja się też już udam pod prysznic i do łóżeczka 🙂 Dobranoc!

Miłych snów, Tetryku:)
Spokojnej!
Umykam, dobranoc!
Dobrej nocki i udanego wyjazdu, Quacku:)
Makówka już chyba zasnęła, zmęczona ćwiczeniami, więc nie czekając na Nią (wybacz, Maczku), też się pożegnam:
dobrej nocki, Wyspo:)
Napisałam niżej nie widząc to, co napisałaś Leno.
A tymczasem zamiast spać zmęczona ćwiczeniami mam podniesioną adrenalinę .
Ja też powiem Dobranoc, choć po porcji emocji zafundowanych mi przez moich synów to chyba tak łatwo nie zasnę.
Dzień dobry
No to już mamy piąteczek… 
Piąteczkowe dzień dobry, Bożenko:)
Witajcie!
Zaczynamy piątek chmurno i porno (jak mawiają znajomi górale) 😉
Porno to insza inszość, ale kto chmurno, ten – chmurno:)
Tu słonecznie i ciepło. Na szczęście lekki wiaterek bardzo ten prawie trzydziestostopniowy upał uprzyjemnia:)
Dzień dobry, Tetryku:)
Insza, czy nie insza, po mojemu ta chmurnota jest główną owej pornoty przyczyną…
Och! jak to Tetmajerowsko zabrzmiało:) Niczym cytat z „Na skalnym Podhalu”:)
Ale wiersz Jerzego Żuławskiego:):
„Szare niebo z ołowiu, ciężkie i złowieszcze
całą ziemię przygniotło. Pobladła, zlękniona,
w parnej ciszy zastygła, z blasków okradziona
ziemia czuła, że straszne spadną wkrótce deszcze.
Z wichru świstem wstrząsnęły światem trwogi dreszcze,
płacząc liściem już gnie się rzesza drzew zielona;
strach padł w ptaki, zwierzęta i w człowiecze łona:
uciekają, przed burzą skryć się pragnąc jeszcze.
Jeden tylko człek został. Dumny, nieugięty,
oczekując z rozkoszą błyskawic i burzy,
szeptał z cicha do siebie: Zmartwiał świat przeklęty!
Przybądź, burzo, bo spokój dławi mnie i nuży!
wygryź gromem z powietrza starej pleśni męty;
błyskawicom i grzmotom moja myśl zawtórzy!”
(„Przed burzą”)
😉
Dzień dobry, tutaj zaś mokrawo. Ale na podróż to nienajgorsza pogoda (z tym że to dopiero w środku dnia).
Witaj, Quacku:)
U nas mokrawo było wczoraj. I huczno:)
Tu, podobnie jak u Tetryka, porno i chmurno…
Niewyspane i pochmurne dzień dobry!
Dzień dobry, Makówko:)
Mam nadzieję, że frustracja była chwilowa i teraz jesteś promienna jak Twój imiennik:)
Frustracja uległa spotęgowaniu przez …życie.
Niebo jakby mniej pochmurne.
A u mnie już się przejaśniło i świeci słońce. Jest też zła wiadomość, do wieczora nie mam wody. Gdzieś jest jakaś awaria. Do picia wodę mam, bo syn kupił w Biedronce wodę w baniakach. Gorzej z myciem i spłukiwaniem…
To ja mam wodę, ale nie mam słońca.
Koniecznie powinnyście połączyć siły!
Bożenko podsyłam trochę wody.
Jeszcze nie dotarło…ale kostium kąpielowy mam przygotowany.
Nie wymieniajcie się tak całkiem – czy będzie lepiej, jeśli Bożenka będzie miała tylko wodę, a ty tylko słońce?
Ja Bożence podesłałam wodę w wiaderku, sobie zostawiłam Bagry.
Ale słońce coś jakoś nie dotarło…
A wysłałam…
Może dotrze na jutro?
Ale bez upału poproszę.
Tego Ci życzę, Makówko:)
A jeśli konwencjonalne środki zawiodą to może jakiś Taniec Słońca w złagodzonej wersji pomoże;)
Jak donoszą tajni korespondenci, w niektórych akademikach też nie ma od dwóch dni wody. Za to jest sesja i aż mi trochę żal tych egzaminatorów, którzy mają czułe powonienie:)
A ja się powoli zbieram do wyjazdu.
Na razie, do niedzieli!
Aha, gdybym mógł prosić chętne osoby o zastępstwo dobranockowe, byłoby pięknie.
Szerokiej drogi, miłego wypoczynku!
Szerokiej drogi i gumowych drzew. Baw sę dobrze
Będę się starał 🙂
Udanego wyjazdu, Quacku:)
Cieplutkie i rozsłonecznione dzień dobry, Wyspo:)
Podobnie jak u mnie… i wodę już mam
Ale prawdziwą, czy tę od Maczka;)?
Prawdziwą, z kranu. Pół dnia jej nie miałam…
Tak, czytałam.
Dobrze, że już jest, bo bez wody ciężko wytrzymać, zwłaszcza w takim upale:)
Dobry wieczór.
Nie od dziś mówi się, że życie pisze najciekawsze, a czasem też najdziwniejsze scenariusze. Dlatego lubię czasem obejrzeć film czy serial na faktach (książka też jest OK). 🙂
Zapraszam do siebie.
Pozdrawiam!
Dobry wieczór, Piotrze!
Zaglądaj częściej, zapraszamy!
🙂
Widzę Silną Grupę Komentujących. Chwali się to.
Już zapisałem adres w ulubionych.
Dobry wieczór:)
Miło mi Cię gościć na nobelonowym pięterku.
Nie mieliśmy jeszcze okazji na wymianę komentarzy, choć spotykamy się od czasu do czasu na różnych blogach, więc tym przyjemniej mi, że się odezwałeś:)
To prawda – życie jest rewelacyjnym scenarzystą i potrafi zrobić za piszącego całą robotę:)
Pozdrawiam:)
🙂 W sumie jak ostatnio próbowałem znaleźć nowe miejsca do komentowania to wyszło mi na to, że większość osób znam chociażby z innych blogów (chociaż niekoniecznie już byłem na ich stronach).
Zależy tylko co życie chce nam przynieść. Lepiej jakby to nie były takie sytuacje jak w wyżej opisanej historii. Jakoś nie widzi mi się bliższy kontakt z ostrymi narzędziami.
Blogosfera to dość hermetyczne środowisko – mimo wszystko.
Tylko na skrajnie odległych tematycznie od moich zainteresowań blogach zdarza mi się trafiać na nieznane nicki:)
Chyba nikomu się tego typu konfrontacja „nie widzi”:)
Co nie zmienia faktu, że takie rzeczy się zdarzają.
Moim zdaniem, kwestia nie w nieporuszaniu pewnych tematów, bo pisać można, a nawet – trzeba – o wszystkim. Sedno tkwi w ujęciu, w tym „jak” się pewne sprawy przedstawia. A sposób opisania w ogromnej mierze zależy od finiszu przedstawianej opowieści. Inny ton przybiera opisujący, gdy zakończenie jest tragiczne, przy happy endzie może sobie pozwolić na nieco więcej. W historiach opartych na faktach istnieje też „ograniczenie rzeczywistością” – jeśli deklaruje się, że opowiadanie jest z życia wzięte, zbyt wiele przy jego fabule majstrować się nie powinno. Ja nazywam to sobie „autorską rzetelnością”:)
Dzień dobry, Piotrze:)
Może chodzi o to, że coraz więcej jest martwych blogów. Twórcy wytrzymują parę miesięcy czy rok, po czym z róznych przyczyn dają sobie spokój. W sumie obecnie to dość niszowe hobby, może nie tak jak na przykład krótkofalarstwo, nie mniej nie jest powszechnie znane.
No ba. Na swoim blogu powinno się pisać o tym, o czym się chce, o tym co uważa się za istotne.
Ogólnie pisanie historii to już nieco wyższa szkoła jazdy.
Pozdrawiam!
Oprócz historii zdarzają się tutaj historyjki — być może warto zwiedzić kategorię „Cykle opowiadań” 😉
Czyli ogólnie mówiąc jest co do czytania. 🙂
Bez dwóch zdań:)
Mam podobne spostrzeżenia dotyczące żywotności blogów, Piotrze.
Prowadzenie bloga wymaga zapału, pasji, cierpliwości, otwartości:) I systematyczności:) Sama mam problem z tą ostatnią, więc wymyśliłam system, który mnie mobilizuje do wstawiania postów:)
Co do drugiej kwestii – już kiedyś o tym pisałam (u siebie) – wiele zależy od priorytetów:)
O! Dziękuję za tę „nieco wyższą szkołę jazdy”. Czuję się doceniona;)
Taka prawda. Ja to od jakiegoś czasu nie bardzo umiem pisać dłuższe rzeczy.
Tak się jakoś ułożyło, że jestem blogerem od 11 lat. 😀 Chociaż miałem parę momentów, że chciałem to wszystko rzucić. Zwłaszcza po usunięciu bloga przez administratorów na Interii (zamknęli dział blogów).
Ja bloguję znacznie krócej – od sześciu, ale też miałam moment wahania, gdy trzeba było się przenosić, więc rozumiem Cię doskonale. „Kartka…” to niemal wyłącznie twórczość własna. Mam wprawdzie wszystko w papierowej i elektronicznej wersjach, ale nie bardzo uśmiechało mi się przepisywanie wszystkiego, jak zrobiła to jedna z Blogerek (za co szczerze Ją podziwiam). A bez ciągłości mój blog byłby kaleki. To całość stanowi o jego tożsamości. Trochę jak z człowiekiem, któremu nagle odebrano przeszłość:)
Na szczęście udało się go przenieść w stanie kompletnym:)
Ja po przenosinach od nowa zaczałem. Nie bardzo była opcja zachowania starych wpisów. Poza tym uznałem, że można od nowa zacząć.
A co do dłuższych rzeczy – też nie popełniam jakichś „Sag rodu Forsyte’ów” czy innych „Komedii ludzkich”:)
Pewnie też bym zaczęła, bo lubię blogować, ale, myślę, musiałoby upłynąć nieco czasu, bym się na to zdecydowała:)
Nasz funkcjonował na onecie od 2008 roku (Wyspa Dnia Poprzedniego), w 2012. przeniosłem go na komercyjny hosting i tak trwamy do dziś.
Intrygująca nazwa, Tetryku:)
To też już kawał czasu upłynęło:)
O! Widzę jakiegoś gościa! Specjalistę od rzeczywistości?
Tej szarej i tej kolorowej też?
Z natury bardziej szarej, bo bliżej mi do pesymisty. Nie mniej czasem i od kolorowej. Zależy od sytuacji mówiąc ogólnie. 🙂
Pesymistyczny optymista czy optymistyczny pesymista, czy jakoś tak?
Wszystko zależy od dnia i okoliczności w skrócie ujmując. Raz jest tak, a innym razem druga opcja.
Pod historią Maciusia właściwą na dobranoc wydaje mi się ballada o skutkach upojenia latem, winem, urodą…
Nie byłaś nigdy aniołem. O nie.
Niech świadczy o tym fakt,
Że zostawiłaś mnie;)
Młode wino
Truskawki, wiśnie i anielski wiosny dech
co lato robię wino z tych składników trzech!
Poszedłem w miasto dzisiaj jak nadziany gość,
łańcuch na szyi, portfel też zasobny dość,
ujrzała blask łańcucha i sygnety dwa,
rzekła, bym został tu, bo wino ma
o, o – wina da…
Truskawki, wiśnie i anielski wiosny dech
co lato robię wino z tych składników trzech,
wygodnie rozsiądź się, nim pójdziesz w tan,
zaraz przyniosę ci wina dzban,
o, o – wina dzban!
Już ciężkie nogi mam i w ustach słowa mrą,
już ciąży łańcuch z krzyżem, wzrok zachodzi mgłą,
ona zapewnia mnie, że przecież wszystko gra,
że wino jeszcze jest, zabawa trwa,
o, o – wina da…
Truskawki, wiśnie…
W południe promień słońca budzi mnie ze snu.
Na ławce kubek pusty, jej też nie ma tu,
zniknął mój portfel, łańcuch i sygnety dwa
oraz nadzieja, że ktoś wina da,
o, o – wina da…
Truskawki, wiśnie…
(wg. Lee Hazlewood’a)
Czy to Twoje tłumaczenie, Tetryku?
Znakomite.
Co nie zmienia faktu, że mimo posiadania anielskiego atrybutu w postaci wina, aniołem to ona nie była;)
Tak, moje. Dziękuję!
Lubię tę piosenkę (zwłaszcza w wykonaniu Natalii Avalon), ale do oddania treści nijak mi kowboj w srebrnych ostrogach nie pasował 🙂
To, co zrobiłeś, fachowo nazywa się „adaptacją kontekstu kulturowo-historycznego tłumaczenia”;)
Przyśpiew podoba mi się chyba najbardziej – ileż ładunku emocjonalnego w prostym, zdawałoby się, „o, o – wina da…”:)
Nie pokpiwam, znaleźć krótką, uniwersalną formułkę – to sztuka:)
Ładna dobranocka, no to idę pod kordełkę

Dobrych snów! 🙂
Miłych snów, Bożenko:)
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Pociemniało, pochłodniało:)
…nocko, ach, to ty?
🙂
„dziś wieczorem niespodzianie zapukała w okno me…”
Źle spałam, jutro muszę wcześnie wstać, a więc…dobranoc Państwu!
Miłych snów, Makówko:)
I Tobie miłych
Aby się lepiej spało, przydatna jest lampka…

Dobranoc spaćidącym 🙂
Miłej nocki, Tetryku:)
Spać nie idę, ale sama ze sobą mogę gadać i bez pośrednictwa netu, więc:
dobrej nocki, Wyspo:)
Witam w ten wiosenno – letni dzień.
Dziś w całym kraju ma być gorący dzień…
Bryyyy
Witajcie!
Jak co sobota poranne zakupy, śniadanko, i dopiero potem powitanie.
Motto na dzisiaj:
Kto późno wstaje, temu Bóg spać daje
Oj, mi spać nie dał przez całą noc. Wybaczcie więc, że nie mędę tu dziś często zaglądać, bo prawdopodobnie usnę w fotelu
Kto po nocy niewyspany,
Ten w fotelu zadrzemany.
🙂
Dzień dobry, Bożenko:)
Kto wcześniej wstaje ten o 9.40 już je tort Imieninowy na szlaku turystycznym, a przed 11 jest na Śnieżnicy.
Kto wcześniej z domu wybywa,
Ten tort na szlaku spożywa!
Dzień dobry, Makówko:)
Witaj Leno!
Pozwolisz, że wykorzystam Twój wierszyk do opisu zdjęcia na fb?
Oczywiście. Będzie mi bardzo miło, Makówko:)
Leno czy Ty jesteś na fb?
Tak.
Nawet zdarza mi się zerknąć na to, co wstawiasz:)
Ale bym się wygłupiła!
Już miałam zapytać „jak mam Cię odszukać?”, gdy jednak (nagłe olśnienie!) postanowiłam sprawdzić i ze zdumieniem „odkryłam”, że jesteśmy „znajomymi na fb”.
Oto dowód, że u mnie tylko mak w makówce!
Po prostu nie da się spamiętać wszystkich znajomych z fs. Zwłaszcza tych mało aktywnych:)
🙂
A:
Gdy w tygodniu popracujesz,
W weekend sobie powczasujesz.
😉
Z lekka popołudniowe dzień dobry, Wyspo:)
Dobre popołudnie, Leno!
Dobre popołudnie wszystkim
🙂
Dobre, bo w miarę:)
…ciepłe
…słoneczne
…spacerowe
Dzień dobry, Tetryku:)
Wycieczka była sympatyczna, mało męcząca, ale miała jedną podstawową wadę -BYŁA ZA KRÓTKA!
Jestem w domu -wykąpana, najedzona i zastanawiam się co zrobić z tak miło rozpoczętym dniem.
Aktualnie zaległam na wersalce z herbatą, ciastkiem, laptopem i zacznę od oglądania zdjęć z dziś.
Czyli tort nie był jedyną atrakcją:)
To super:)
Myślałam o tej i poprzedniej wycieczce opowiedzieć na nowym pięterku, więc nie chcę teraz zbyt wiele opowiadać.
Oczywiście:)
Co całościowe ujęcie tematu, to – całościowe:)
Jutro sklecę, a tu w tzw. międzyczasie wystarczająco urośnie.
Bez ciśnienia, Maczku:)
Jutro mam w planach „gnuśną niedzielę” czyli ze trzy spacerkowe wypady, może Głusza, może cd opowiadanka, może jakieś koralikowanie…
🙂
KOMUNIKAT TECHNICZNY
Jeżeli zamiast ulubionego bloga zobaczycie tu informację o trwającej przeprowadzce, nie martwcie się. To nie będzie żaden atak hakerski, tylko rzeczywiście próba przeniesienia Wyspy na nowy, szybszy serwer z lepszym oprogramowaniem, co pozwoli nam przywrócić utracone ostatnio funkcjonalności (kategorie, obrazki wyróżniające itp.).
Nie wiem dokładnie, ile czasu zajmie przeprowadzka – zobaczymy.
Dziękuję za informację, Tetryku:)
Wczoraj miałam kłopot z odpowiedzią na komentarze, nawet po zalogowaniu. Nie każda za pierwszym (drugim i trzecim) razem się ukazywała. Potem problem zniknął, dziś się nie powtórzył, więc nie wszczynałam alarmu:)
Ja problemów nie miałam, ale boję się przenosin… Boję się wszelkich nowości, że sobie nie poradzę… Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle.
Bożenko też niestety tak mam, że boję się nowości i coraz mniej we mnie energii do podejmowania wyzwań.
To się dziwię Makówko, bo przecież jesteś dużo młodsza ode mnie…
Moja głowa już tak nie pracuje jak kiedyś.
Widać się szybciej zestarzałam. No i w mojej głowie są trzy „dziury”-dwie po udarach i jedna -guz.
A w środku zamiast szarych komórek -ziarnka maku.
Co Cię tak rozśmieszyło Bożenko?
Mak w blondi makówce?
Bożenko, nie obawiaj się — będzie krótka przerwa w dostępie, a potem będzie tak, jak zawsze!
To mi ulżyłeś…
Wybaczcie, ja się już pożegnam. Po nieprzespanej nocce, patrzałki same się zamykają.
Dobranoc,
Spokojnych snów!
Przespanej nocki, Bożenko:)
Dziś na dobranoc niech Katie Melua przekona nas, że życie jest jednak cudowne 🙂
Nie znałem tej wersji.
Jednak jest. Póki trwa!
Należy o tym pamiętać zawsze wtedy gdy martwimy się drobiazgami.
Pospacerkowo witam:)
🙂
Jakie wrażenia dzisiaj?
Letnie;)
Wędrowało się bardzo przyjemnie.
Od Jeziora powiewało, zachodzące słońce zerkało zza Lasu, Psiuła zignorowała łabędzią parkę, powściągnęła swój łowiecki instynkt, zostawiając w spokoju trzmiela, a pozostali spacerowicze wybrali inne zakątki:)
Słowem – czerwcowa sielanka:)
Oto wonderful life!
Też tak pomyślałam, gdy już dotarłam do Dobranocki:)
Już chyba pora na tradycyjną magiczną lampkę, która jednak nikogo nie wygania 😉

Przyjemnych snów, Tetryku:)
A były, były! Dzięki!
🙂
Bożenka pożyczeniowo się wyspała, Tobie przyjemnie się śniło…
Ha! też ma się tę moc:)
Dzień dobry, Tetryku:)
🙂
Maciuś miał szczęście przeżyć, prawdopodobnie ze względu na zaaplikowane znieczulenie. Znam przypadek czterech kumpli, którzy w mroźną noc sylwestrową zasnęli na ławce w parku. Przeżył najbardziej pijany…
Witaj, Ultro:)
Cieszę się, że zajrzałaś.
Też nie pojmuję tego fenomenu skrajnego upojenia. Jakby Opatrzność specjalnie czuwała nad takimi straceńcami…
Cóż, gdyby Maciuś się tak dokumentnie nie znieczulił, przygody by raczej nie było:)
Pozdrawiam:)
Dobranoc!

Miłej nocki, Makówko:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam Państwa
Wstała piękna, słoneczna niedziela, a ja się nareszcie wyspałam 
Witaj, Bożenko:)
Czyli – same dobre wieści:)
Słoneczne i wyspane dzień dobry!
🙂
Witajcie!
Ech, nie będę się powtarzał!
Z czym? Też widzisz to słońce? Też jesteś wyspany?
Czyli jesteśmy jednej myśli…
Taaa……..a ja domowa.
Ale choć słońce zachęca buduję…
Jak nie będzie mnie co chwilę wylogowywać…eh…
Tu słońce już zaszło za chmurami… Chyba będzie padać.
Z tym, co pisałem wczoraj 😉
Zapraszam piętro wyżej, bo tu już chyba urosło wystarczająco.
Zabrzmiało, jakby moja beznadziejna pisanina tak Cię już znużyła, że czym prędzej trzeba było zatrzeć po niej wszelki ślad;)
Dzień dobry, Makówko:)
Międzuspacerkowe, wietrzne nieco, ale ciepłe i słoneczne dzień dobry, Wyspo:)
Witaj międzyspacerkowo! 🙂
Dziękuję wszystkim za miło spędzone chwile i sympatyczne rozmowy.
Po kontemplacji maciusiowych perypetii pora się trochę poruszać, więc wybywam piętro wyżej do Maczka:)