« Nadzieja i cierpliwość Mała Chorwacja, Szczawnica, Śnieżnica, czyli makówczyne spacerki. »

Moc

Zawsze byłam towarzyska, więc przez nasz dom wiecznie przewijali się jacyś ludzie.
Gdzie poznałam Maciusia – nie pamiętam. Za to samego Maciusia zapomnieć nie sposób.
Już w podstawówce chłopisko wyróżniało się wzrostem, ale w liceum nie było chyba większego faceta – ponad dwumetrowy, barczysty, potężny.
Przy tym przystojny, elokwentny, z poczuciem humoru, słowem – facet jak marzenie.
Miał przy tym Maciuś moc jakąś magiczną – wszelkie żelastwo czepiało się go niewiarygodnie. Może nie aż imadła czy inne żelazka, ale sztućce, pokrywki od garnków, nożyczki – owszem.
Należał przy tym Maciuś do mężczyzn, którzy umieli, mogli i lubiali wypić.
Kiedy więc któregoś razu impreza jakoś za szybko się jak na gust Maciusia skończyła, postanowił poszukać towarzystwa gdzie indziej.
Pozostaje tajemnicą do dziś, jak Maciusiowi udało się zawędrować jeszcze tej samej nocy na wiejską przytupówę, ale – zawędrował i bawił się świetnie. Branie miał nieziemskie, więc pląsał całą nockę, gasząc pragnienie jabolkami.
Ktoś tam próbował go wprawdzie do porządku przywołać, a konkretnie – jakiś zazdrosny, odpalony konkurent – ale go Maciuś machnięciem niedbałym piąstki aż na dwór przez drzwi wyrzucił.
Więcej się Maciusiowi nie naprzykrzano….
Niestety, wszystko, co dobre – ma swój koniec. Tak więc przyszedł czas, by do domu wracać. Transportu nie było, więc się Maciuś piechotą wybrał – jakieś piętnaście kilometrów.
Szło mu się ponoć całkiem gracko, a gdy doszedł do mostu – oznaki miejskich opłotków – z niemałym zdziwieniem dojrzał przed sobą nienaturalny o takiej porze tłumek. To odpalony konkurent z przyjaciółmi postanowili zorganizować synowi marnotrawnemu komitet powitalny. Jak to w takich wypadkach, doszło, rzecz jasna, do wymiany uprzejmości – jakichś uścisków, wzajemnych poklepywań, lekkich, nie tylko słownych przepychanek. Po wszystkim konkurent z przyjaciółmi odjechali w tak zwaną siną dal. Maciuś został na moście.
Nie, żeby się źle po konfrontacji poczuł. Tylko w głowie mu się zakręciło ździebełko i jakby zmiękły kolana…
Niedaleko mostu mieszkał kolega. Dowlókł się tam Maciuś jakoś. U kolegi nikogo nie zastał.
Na szczęście mieszkali tam również ludzie życzliwi, do niecodziennych sytuacji nawykli – jako że od wielu lat handlowali bazarową wódką. Byli przy tym swoimi najlepszymi klientami.
Wciągnęli Maciusia do mieszkania.
Ocknął się na chwilę i powiedział, że chce pić. Łyknął sobie zdrowo i nawet się nieco ożywił. Stwierdził, że czuje się już prawie dobrze, tylko mu coś z tyłu przeszkadza. Uczynni ludzie sprawdzili.
Ni mniej ni więcej tylko w maciusiowych plecach tkwił nóż – drobna pamiątka z niedawnego spotkania na moście. Dobrzy sąsiedzi bali się majcherek wyciągnąć, więc tylko dzielnie kurowali Maciusia: gdy tracił przytomność – polewali ranę wódką, gdy się budził – aplikowali lekarstwo doustnie.
Dopiero po dwóch dniach pojawili się rodzice kolegi. Sąsiad powiadomił ich o gościu. Ci – widząc stan Maciusia – wezwali pogotowie.
Na szczęście nie został uszkodzony żaden narząd – skórzana kurtka, którą Maciuś miał na sobie, zamortyzowała trochę cios.
Wyszło na to, że sąsiedzi uratowali Maciusiowi życie, nie pozwalając mu się wykrwawić…

Nasza dzielna policja sprawców nie odnalazła. Głównie pewnie dlatego, że się Maciuś chwilową niepamięcią konsekwentnie zasłaniał. Pamiętał tylko, że na moście mu kosę sprzedali. Ani – kto, ani – za co, Maciuś pojęcia nie miał.
Tyle tylko, że choć dobrych sąsiadów nie ciągali, bo jakieś resztki maciusiowej krwi rzeczywiście na moście panowie policjanci znaleźli.

Po wyjściu ze szpitala – zadziwiająco szybkim – Maciuś jeszcze parę razy na przytupówkę jeździł. Nie sam – zawsze w towarzystwie kolegów.
Nóż sobie identyczny kupił (tamten jako dowód w policyjnych magazynach został) i wytrwale właściciela poszukiwał. Szczerą chęcią tryskał, by tamtemu choć mordę w podzięce obić. Nikt jednak jakoś maciusiowego gestu nie docenił i informacji żadnych udzielić nie chciał, choć odkupiony rekwizyt kosztował niemało.
W końcu – zrezygnował Maciuś.
Do dziś nie wiadomo, jakim cudem wykaraskał się z tego prawie bez szwanku.
Jedni mówią, że to przez tę moc magnetyczną, inni, że wręcz przeciwnie – moc żelastwo ku Maciusiowi przyciągnęła, a pomogła mu dwufazowa dezynfekcja
Jedno tylko w tym wszystkim jest pewne – miał chłop piekielne szczęście i tyle!

  

223 komentarze

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam i zapraszam na kolejną nobelonową historię.
    I może jeszcze podkreślę, że zdarzyła się ona naprawdę…

  2. Lena Sadowska pisze:

    Teraz żegnam się naprawdę:
    Dobrej nocki, Wyspo:)

  3. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Moc trzeba mieć, bez dwóch zdań!
    Skądinąd wiele razy słyszałem o wypadkach, które trzeźwego prawie(?) by zabiły, a dobrze znieczulonemu prawie nic się nie stało. Była kiedyś dość głośna historia, jak przypadkowy przechodzień wezwał policję do strasznego wypadku: na drodze zderzyły się czołowo rower z motorowerem! Pojazdy leżały wbite w siebie, nieszczęśni użytkownicy, niedający oznak życia leżeli po obu stronach, nienaturalnie powykręcani – istny koszmar!
    Powiadomiona policja zgarnęła obu, będących jedynie w stanie głębokiego znieczulenia alkoholowego – to było wyjaśnienie zagadki, jak można zderzyć się czołowe jednośladami na normalnej szerokości jezdni…

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Tetryku:)

      To prawda.
      Którejś zimy byłam świadkiem potrącenia: dość szybko jadące cinquecento uderzyło przechodzącego nie po pasach mężczyznę. Ten przeleciał parę metrów, upadł, podniósł się, otrzepał, i, klnąc na czym świat stoi, poturlał się do pobliskiego monopolowego. Wystraszony kierowca pognał za nim. Wrócił po chwili i oznajmił, że poszkodowany jest zalany w trupa i na propozycję podwózki do szpitala oznajmił: „Daj na ćwiarteczkę i bedziem kwita!”…

      🙂

  4. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Znakomita historia. Faktycznie chyba tylko ciężko znieczulony facet mógł zbagatelizować nóż w plecach Happy-Grin

    • Lena Sadowska pisze:

      Dzień dobry, Quacku:)

      Dziękuję.
      Znieczulony – to jedno, ale myślę też, że Maciuś ze względu na obrażenia nie do końca jednak ogarniał, co się z nim dzieje…:)

  5. Bożena pisze:

    Witam jeszcze raz, tym razem na nowym piętrze. Przepraszam, ale wcześniej go nie zauważyłam, pewnie do końca się nie obudziłam. Wink

  6. Makówka pisze:

    Witam !

    Dzień dobry! (późno? lepiej późno niż wcale!).

    Widać Maciuś był PORZĄDNIE ZNIECZULONY i jednak miał mocny organizm i dużo szczęścia.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dzień dobry, Makówko:)

      Maciuś to człowiek-magnes także na wszelkiego rodzaju perypetie:)
      Notorycznie wpada w kłopoty i, niczym kot, zawsze spada na cztery łapy:)

  7. Max pisze:

    Kiedyś , w programie TVP-3 pokazano reportaż z pewnej wsi koło Radomia . Mieszkał tam znany mieszkańcom dobrze zbudowany osiłek nazywany ze względu na swoją budowę : Miśkiem Pancernym . Pewnej niedzieli , po mszy w kościele, Misiek nie wiadomo z jakich powodów zaczął kopać betonowy słup od sieci elektrycznej . Wśród gapiów znalazł się doradca i krzyknął : Pancerny ! Bykiem go ! Misiek wstrzymał kopanie słupa ,zastanowił się chwilę , zrobił parę kroków wstecz nabrał rozpędu i walnął łbem w beton słupa .I to był ostatni w jego życiu atak . Po paru dniach , we wsi był uroczysty pogrzeb Pancernego . Jak widać , w zyciu wszystko jest możliwe . Thinking

    • Tetryk56 pisze:

      Ale to nie był nasz Wyspowy Misiek Pancerny. Na szczęście! Happy

      • Max pisze:

        Nasz Misek ma Pancerny ma się dobrze w ” Knajpie pod krawatem ” Ale przypadkowo wyczytałem z doniesień w sieci , że koło Charkowa zginął w walce Niemiec , nazywany przez kolegów Misiem Pancernym . Koledzy deklarują zemstę .Smutna spraw w takiej zbieżności symbolicznych nazw . Thinking

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Maksiu.

      Makabra. Kolejny do nagrody Darwina…

  8. Lena Sadowska pisze:

    Upalne dzień dobry, Wyspo:)

  9. Makówka pisze:

    W Krakowie teraz straszy burzą.
    Do tej pory była piękna pogoda, a ja cały dzień w domu czekałam na teleporadę od chirurga, aby nie rozmawiać np. na ulicy, w sklepie itd.
    No i chirurg nie zadzwonił…
    O 14 w rejestracji powiedzieli, że ma jeszcze dużo pacjentów w poczekalni, więc pewnie, zanim wszystkich przyjął…

  10. Lena Sadowska pisze:

    No to mamy burzę z piorunami suto zakrapianą:)

  11. Tetryk56 pisze:

    Deszcz w Krakowie stał się ciałem, a teleporada?

    • Makówka pisze:

      Deszcz (u mnie) nadal jest. Teleporady nie było, ale teraz nie ma sensu wychodzić z domu skoro…patrz zdanie poprzednie.
      Makówka robi porządek w szafie. Układa krótkie spodenki i kostiumy z naiwną nadzieją, że wreszcie się uda … Lezak bodaj na Bagrach.

      • Lena Sadowska pisze:

        Nieciekawie z tą teleporadą:(
        Ale może chociaż w drugiej kwestii lepiej się powiedzie, czego Ci, oczywiście, życzę:)

      • Quackie pisze:

        Humm, u nas teleporady regularnie się spóźniają, rekord to chyba 3,5 godziny po założonym terminie Worry

        • Makówka pisze:

          Ta teleporada miała dolną granicę czasową -od 8.30 do …”tego nigdy nie wiadomo kiedy doktor zadzwoni”.

          Hm skoro doktor przyjmuje w czwartki to…do końca czwartku zostało czterdzieści parę minut.

          „W zastępstwie” załatwiłam sobie konsultację z lekarzem klinicystą poprzez WhatsApp i poprzez Ocean.
          Przeczytałam opis USG i zapytałam, co mam robić a czego nie robić.
          Teraz ćwiczę rękę z braku piłki na …kocie.

  12. Max pisze:

    Dobry wieczór 🙂 Dla rozrywki informacja o wyszkoleniu naszej młodzieży w dziedzinie wojskowości . Pytanie w teleturnieju ” Jeden z dziesięciu ” do młodego uczestnika : Jaki to stopień oficerski posiada dwie belki i gwiazdkę .Padła odpowiedz : Sierżant ! Oj , coś słabo z tym wojskowym obyciem młodych chłopaków … Thinking

  13. Quackie pisze:

    No to po pracy, norma wykonana, spakowany na jutro… i na przerwę.

  14. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Może dzisiaj maestro Jan Sebastian? Na lutnię?

    Snów klasycznych, ale jednocześnie barokowych.

    A ja idę kręcić, zobaczymy, co wykręcę.

    • Lena Sadowska pisze:

      Może kota ogonem, Quacku;)?

      A wykonanie bardzo przyjemne:)

      • Quackie pisze:

        A nie, kota już odniesiono do domu piętro niżej Wink1 po stanie spocenia powiedziałbym, że wykręciłem normę.

        • Lena Sadowska pisze:

          Najpierw przeczytałam :”wykręciłem numer”:)
          A numer to ja sobie dziś wykręciłam – wyprałam kapę, a że wciąż dawała mi psem, postanowiłam wywiesić ją na balkonie. Była ciężka bo wełaniana, ale jakoś udało mi się ją dotargać na ten balkon i przewiesić przez poręcz. Ledwo skończyłam, huknęło, lunęło i dmuchnęło. I kapę zdmuchnęło. Zanim zbiegłam na dół, wyszłam przez garaż do ogródka, kapa nie tylko łyknęła wody, ale i nieco błotka. Dawno się tak nie uszarpałam jak dziś z wtarganiem jej na drugie piętro i ponownym wtłoczeniem do pralki. Strasznie się zapierała – brudaska jedna:)
          Po praniu uznałam, że lepiej niech daje psem niż tapla się w błocku:)

          • Makówka pisze:

            Zapach psiuni Ci przeszkadzał? No wiesz!?

            • Lena Sadowska pisze:

              No wiem:)
              I nie dokuczaj, bo zostałam już chyba dostatecznie ukarana za swoją niegodziwość:)

              A poważnie – tak. Zapach mokrej psiej sierści na tkaninach bardzo mi przeszkadza. Ciężko mi oddychać i muszę się wspomagać wziewkami.

          • Quackie pisze:

            No tak, jak się ma i kapę, i balkon, i psa… Wink1

            Ale takie gwałtowne zmiany pogody, żeby nie rzec – klimatu, wpływają i na codzienność, i na pralnictwo.

            • Lena Sadowska pisze:

              Teoria zacna, ale jakoś wcale mnie po zapoznaniu się z nią mniej ramiona nie bolą, Quacku;)
              Ale pocieszające jest to, że nie dmuchnęło w trakcie wieszania, bo mogłybyśmy się w tym błotku taplać obie. Mam bowiem straszne podejrzenie, że mokra pani kapa dorównywała mi wagą:)

              • Quackie pisze:

                No nie, to tak jak z tornadami, wcale dachy nie są mniej zerwane od tego, że zmiany klimatu wyjaśniają ich częstsze odwiedziny. Sad

                • Lena Sadowska pisze:

                  Żartowałam, Quacku:)
                  Nie potrafię brać tego, co mi się przydarza zbyt poważnie:)
                  To znaczy – przejmuję się, czasem złoszczę, ale też – widzę komizm takich sytuacji, a to pozwala mi na zachowanie jakiego takiego dystansu:) Tym bardziej, że negatywne reakcje w moim przypadku ani odrobinę nie pomagają:)

                • Quackie pisze:

                  Popieram, dystans rzecz bezcenna! Approve

  15. Bożena pisze:

    No to i na mnie czas.
    Dobrej nocy wszystkim. Bye Spanko

  16. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe, nieco już bardziej rześkie dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Rześkie poprysznicowe: nawzajem! Happy-Grin

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂

        A propos „poprysznicowe” – bardzo dziś sama siebie nastraszyłam…
        Myślałam, że do mojej prywatnej, osobistej wanny wpadł ogromny chrabąszcz na kąpiel. A to był tylko woreczek z solą, który własnoręcznie chwilę wcześniej wrzuciłam:)

        • Quackie pisze:

          Och. A obawa o chrząszcza była uzasadniona, tzn. czy coś takiego się już kiedyś zdarzyło?

          • Lena Sadowska pisze:

            Tak. Mamy tu majowe chrząszcze. Są bardzo wszędobylskie i aktywne nawet do połowy lipca:(
            Ale gorsza jest chyba szarańcza. To znaczy te ohydnie zielone, przypominające koniki polne monstra dochodzące do siedmiu centymetrów długości. Brrr…

            • Tetryk56 pisze:

              Moją babcię kiedyś takie coś ugryzło w ramię. Przez kilka dni ramię było grubości uda…

            • Quackie pisze:

              Szarańczaki pewnie. Ale nie szarańcza w sensie plagi?

              • Lena Sadowska pisze:

                Nie. To pojedyncze sztuki. Ale – jakie!

                • Quackie pisze:

                  Uff. A modliszki tam u was bywają?

                  Byliśmy 11 lat temu we Włoszech w 3 rodziny – małżeństwa z dziećmi, w wielkim domu, każde małżeństwo miało swoją sypialnię i dzieciaki jeszcze osobno swoje, też ze trzy. Pewnego wieczoru jedna z pań udała się do swojej sypialni i nagle wrzask. Panowie jak jeden mąż się zerwali – okazało się, na firance nisko nad podłogą siedzi przepiękna zielona modliszka. Potem ta znajoma z niejakim oburzeniem wspominała: „No i wyobraźcie sobie, zamiast wywalić tę modliszkę albo mnie uspokajać, oni wszyscy polecieli po aparaty fotograficzne!!!” Happy-Grin

                • Lena Sadowska pisze:

                  Z waszymi aparatami to prawie jak z tym moim zeszłorocznym nietoperzem, co mi wleciał do domu, a cudowna rodzinka, zamiast współczuć, pisała, żebym zrobiła filmik:)

                  Tak. W zeszłym roku pierwszy raz w życiu natknęłam się na modliszkę w mojej okolicy. W tym roku widziałam dwie sztuki:)
                  Chyba klimat naprawdę się zmienia na cieplejszy:)

                • Lena Sadowska pisze:

                  W zeszłym roku odwiedził mnie jelonek rogacz:) Siedział sobie na firance i chyba mu się podobało, bo zniknął dopiero następnego dnia…

                  A z żerczych mamy jeszcze rosiczki.
                  Ale one średnio wędrujące są;)

  17. Tetryk56 pisze:

    A ja się też już udam pod prysznic i do łóżeczka 🙂 Dobranoc!

  18. Quackie pisze:

    Umykam, dobranoc!

  19. Lena Sadowska pisze:

    Makówka już chyba zasnęła, zmęczona ćwiczeniami, więc nie czekając na Nią (wybacz, Maczku), też się pożegnam:

    dobrej nocki, Wyspo:)

    • Makówka pisze:

      Napisałam niżej nie widząc to, co napisałaś Leno.

      A tymczasem zamiast spać zmęczona ćwiczeniami mam podniesioną adrenalinę .

  20. Makówka pisze:

    Ja też powiem Dobranoc, choć po porcji emocji zafundowanych mi przez moich synów to chyba tak łatwo nie zasnę.

    kordelka

  21. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted No to już mamy piąteczek… Fala

  22. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zaczynamy piątek chmurno i porno (jak mawiają znajomi górale) 😉

    • Lena Sadowska pisze:

      Porno to insza inszość, ale kto chmurno, ten – chmurno:)
      Tu słonecznie i ciepło. Na szczęście lekki wiaterek bardzo ten prawie trzydziestostopniowy upał uprzyjemnia:)

      Dzień dobry, Tetryku:)

      • Tetryk56 pisze:

        Insza, czy nie insza, po mojemu ta chmurnota jest główną owej pornoty przyczyną…

        • Lena Sadowska pisze:

          Och! jak to Tetmajerowsko zabrzmiało:) Niczym cytat z „Na skalnym Podhalu”:)

          Ale wiersz Jerzego Żuławskiego:):

          „Szare niebo z ołowiu, ciężkie i złowieszcze
          całą ziemię przygniotło. Pobladła, zlękniona,
          w parnej ciszy zastygła, z blasków okradziona
          ziemia czuła, że straszne spadną wkrótce deszcze.

          Z wichru świstem wstrząsnęły światem trwogi dreszcze,
          płacząc liściem już gnie się rzesza drzew zielona;
          strach padł w ptaki, zwierzęta i w człowiecze łona:
          uciekają, przed burzą skryć się pragnąc jeszcze.

          Jeden tylko człek został. Dumny, nieugięty,
          oczekując z rozkoszą błyskawic i burzy,
          szeptał z cicha do siebie: Zmartwiał świat przeklęty!

          Przybądź, burzo, bo spokój dławi mnie i nuży!
          wygryź gromem z powietrza starej pleśni męty;
          błyskawicom i grzmotom moja myśl zawtórzy!”
          („Przed burzą”)
          😉

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry, tutaj zaś mokrawo. Ale na podróż to nienajgorsza pogoda (z tym że to dopiero w środku dnia).

  24. Bożena pisze:

    Tu, podobnie jak u Tetryka, porno i chmurno…

  25. Makówka pisze:

    Niewyspane i pochmurne dzień dobry!

  26. Bożena pisze:

    A u mnie już się przejaśniło i świeci słońce. Jest też zła wiadomość, do wieczora nie mam wody. Gdzieś jest jakaś awaria. Do picia wodę mam, bo syn kupił w Biedronce wodę w baniakach. Gorzej z myciem i spłukiwaniem…

  27. Quackie pisze:

    A ja się powoli zbieram do wyjazdu.

    Na razie, do niedzieli!

    Aha, gdybym mógł prosić chętne osoby o zastępstwo dobranockowe, byłoby pięknie.

  28. Lena Sadowska pisze:

    Cieplutkie i rozsłonecznione dzień dobry, Wyspo:)

  29. Dobry wieczór.

    Nie od dziś mówi się, że życie pisze najciekawsze, a czasem też najdziwniejsze scenariusze. Dlatego lubię czasem obejrzeć film czy serial na faktach (książka też jest OK). 🙂

    Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam!

    • Tetryk56 pisze:

      Dobry wieczór, Piotrze!
      Zaglądaj częściej, zapraszamy!

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór:)

      Miło mi Cię gościć na nobelonowym pięterku.
      Nie mieliśmy jeszcze okazji na wymianę komentarzy, choć spotykamy się od czasu do czasu na różnych blogach, więc tym przyjemniej mi, że się odezwałeś:)

      To prawda – życie jest rewelacyjnym scenarzystą i potrafi zrobić za piszącego całą robotę:)

      Pozdrawiam:)

      • 🙂 W sumie jak ostatnio próbowałem znaleźć nowe miejsca do komentowania to wyszło mi na to, że większość osób znam chociażby z innych blogów (chociaż niekoniecznie już byłem na ich stronach).

        Zależy tylko co życie chce nam przynieść. Lepiej jakby to nie były takie sytuacje jak w wyżej opisanej historii. Jakoś nie widzi mi się bliższy kontakt z ostrymi narzędziami.

        • Lena Sadowska pisze:

          Blogosfera to dość hermetyczne środowisko – mimo wszystko.
          Tylko na skrajnie odległych tematycznie od moich zainteresowań blogach zdarza mi się trafiać na nieznane nicki:)

          Chyba nikomu się tego typu konfrontacja „nie widzi”:)
          Co nie zmienia faktu, że takie rzeczy się zdarzają.
          Moim zdaniem, kwestia nie w nieporuszaniu pewnych tematów, bo pisać można, a nawet – trzeba – o wszystkim. Sedno tkwi w ujęciu, w tym „jak” się pewne sprawy przedstawia. A sposób opisania w ogromnej mierze zależy od finiszu przedstawianej opowieści. Inny ton przybiera opisujący, gdy zakończenie jest tragiczne, przy happy endzie może sobie pozwolić na nieco więcej. W historiach opartych na faktach istnieje też „ograniczenie rzeczywistością” – jeśli deklaruje się, że opowiadanie jest z życia wzięte, zbyt wiele przy jego fabule majstrować się nie powinno. Ja nazywam to sobie „autorską rzetelnością”:)

          Dzień dobry, Piotrze:)

          • Może chodzi o to, że coraz więcej jest martwych blogów. Twórcy wytrzymują parę miesięcy czy rok, po czym z róznych przyczyn dają sobie spokój. W sumie obecnie to dość niszowe hobby, może nie tak jak na przykład krótkofalarstwo, nie mniej nie jest powszechnie znane.

            No ba. Na swoim blogu powinno się pisać o tym, o czym się chce, o tym co uważa się za istotne.

            Ogólnie pisanie historii to już nieco wyższa szkoła jazdy.

            Pozdrawiam!

            • Tetryk56 pisze:

              Oprócz historii zdarzają się tutaj historyjki — być może warto zwiedzić kategorię „Cykle opowiadań” 😉

            • Lena Sadowska pisze:

              Mam podobne spostrzeżenia dotyczące żywotności blogów, Piotrze.
              Prowadzenie bloga wymaga zapału, pasji, cierpliwości, otwartości:) I systematyczności:) Sama mam problem z tą ostatnią, więc wymyśliłam system, który mnie mobilizuje do wstawiania postów:)

              Co do drugiej kwestii – już kiedyś o tym pisałam (u siebie) – wiele zależy od priorytetów:)

              O! Dziękuję za tę „nieco wyższą szkołę jazdy”. Czuję się doceniona;)

              • Taka prawda. Ja to od jakiegoś czasu nie bardzo umiem pisać dłuższe rzeczy.

                Tak się jakoś ułożyło, że jestem blogerem od 11 lat. 😀 Chociaż miałem parę momentów, że chciałem to wszystko rzucić. Zwłaszcza po usunięciu bloga przez administratorów na Interii (zamknęli dział blogów).

                • Lena Sadowska pisze:

                  Ja bloguję znacznie krócej – od sześciu, ale też miałam moment wahania, gdy trzeba było się przenosić, więc rozumiem Cię doskonale. „Kartka…” to niemal wyłącznie twórczość własna. Mam wprawdzie wszystko w papierowej i elektronicznej wersjach, ale nie bardzo uśmiechało mi się przepisywanie wszystkiego, jak zrobiła to jedna z Blogerek (za co szczerze Ją podziwiam). A bez ciągłości mój blog byłby kaleki. To całość stanowi o jego tożsamości. Trochę jak z człowiekiem, któremu nagle odebrano przeszłość:)
                  Na szczęście udało się go przenieść w stanie kompletnym:)

                • Ja po przenosinach od nowa zaczałem. Nie bardzo była opcja zachowania starych wpisów. Poza tym uznałem, że można od nowa zacząć.

                • Lena Sadowska pisze:

                  A co do dłuższych rzeczy – też nie popełniam jakichś „Sag rodu Forsyte’ów” czy innych „Komedii ludzkich”:)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Pewnie też bym zaczęła, bo lubię blogować, ale, myślę, musiałoby upłynąć nieco czasu, bym się na to zdecydowała:)

                • Tetryk56 pisze:

                  Nasz funkcjonował na onecie od 2008 roku (Wyspa Dnia Poprzedniego), w 2012. przeniosłem go na komercyjny hosting i tak trwamy do dziś.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Intrygująca nazwa, Tetryku:)

                  To też już kawał czasu upłynęło:)

    • Makówka pisze:

      O! Widzę jakiegoś gościa! Specjalistę od rzeczywistości?
      Tej szarej i tej kolorowej też?

  30. Tetryk56 pisze:

    Pod historią Maciusia właściwą na dobranoc wydaje mi się ballada o skutkach upojenia latem, winem, urodą…

    • Lena Sadowska pisze:

      Nie byłaś nigdy aniołem. O nie.
      Niech świadczy o tym fakt,
      Że zostawiłaś mnie;)

    • Tetryk56 pisze:

      Młode wino

      Truskawki, wiśnie i anielski wiosny dech
      co lato robię wino z tych składników trzech!

      Poszedłem w miasto dzisiaj jak nadziany gość,
      łańcuch na szyi, portfel też zasobny dość,
      ujrzała blask łańcucha i sygnety dwa,
      rzekła, bym został tu, bo wino ma
      o, o – wina da…

      Truskawki, wiśnie i anielski wiosny dech
      co lato robię wino z tych składników trzech,
      wygodnie rozsiądź się, nim pójdziesz w tan,
      zaraz przyniosę ci wina dzban,
      o, o – wina dzban!

      Już ciężkie nogi mam i w ustach słowa mrą,
      już ciąży łańcuch z krzyżem, wzrok zachodzi mgłą,
      ona zapewnia mnie, że przecież wszystko gra,
      że wino jeszcze jest, zabawa trwa,
      o, o – wina da…

      Truskawki, wiśnie…

      W południe promień słońca budzi mnie ze snu.
      Na ławce kubek pusty, jej też nie ma tu,
      zniknął mój portfel, łańcuch i sygnety dwa
      oraz nadzieja, że ktoś wina da,
      o, o – wina da…

      Truskawki, wiśnie…
      (wg. Lee Hazlewood’a)

      • Lena Sadowska pisze:

        Czy to Twoje tłumaczenie, Tetryku?
        Znakomite.

        Co nie zmienia faktu, że mimo posiadania anielskiego atrybutu w postaci wina, aniołem to ona nie była;)

        • Tetryk56 pisze:

          Tak, moje. Dziękuję!
          Lubię tę piosenkę (zwłaszcza w wykonaniu Natalii Avalon), ale do oddania treści nijak mi kowboj w srebrnych ostrogach nie pasował 🙂

          • Lena Sadowska pisze:

            To, co zrobiłeś, fachowo nazywa się „adaptacją kontekstu kulturowo-historycznego tłumaczenia”;)

            Przyśpiew podoba mi się chyba najbardziej – ileż ładunku emocjonalnego w prostym, zdawałoby się, „o, o – wina da…”:)
            Nie pokpiwam, znaleźć krótką, uniwersalną formułkę – to sztuka:)

  31. Bożena pisze:

    Ładna dobranocka, no to idę pod kordełkę Bye
    kordelka

  32. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Pociemniało, pochłodniało:)

  33. Makówka pisze:

    Źle spałam, jutro muszę wcześnie wstać, a więc…dobranoc Państwu!

  34. Tetryk56 pisze:

    Aby się lepiej spało, przydatna jest lampka…

    Dobranoc spaćidącym 🙂

  35. Lena Sadowska pisze:

    Spać nie idę, ale sama ze sobą mogę gadać i bez pośrednictwa netu, więc:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  36. Bożena pisze:

    Witam w ten wiosenno – letni dzień. TooHot! Dziś w całym kraju ma być gorący dzień…

  37. makowka9 pisze:

    Bryyyy

  38. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jak co sobota poranne zakupy, śniadanko, i dopiero potem powitanie.
    Motto na dzisiaj:
    Kto późno wstaje, temu Bóg spać daje Overjoy

  39. Lena Sadowska pisze:

    Z lekka popołudniowe dzień dobry, Wyspo:)

  40. Makówka pisze:

    Wycieczka była sympatyczna, mało męcząca, ale miała jedną podstawową wadę -BYŁA ZA KRÓTKA!

    Jestem w domu -wykąpana, najedzona i zastanawiam się co zrobić z tak miło rozpoczętym dniem.

    Aktualnie zaległam na wersalce z herbatą, ciastkiem, laptopem i zacznę od oglądania zdjęć z dziś.

  41. Tetryk56 pisze:

    KOMUNIKAT TECHNICZNY
    Jeżeli zamiast ulubionego bloga zobaczycie tu informację o trwającej przeprowadzce, nie martwcie się. To nie będzie żaden atak hakerski, tylko rzeczywiście próba przeniesienia Wyspy na nowy, szybszy serwer z lepszym oprogramowaniem, co pozwoli nam przywrócić utracone ostatnio funkcjonalności (kategorie, obrazki wyróżniające itp.).
    Nie wiem dokładnie, ile czasu zajmie przeprowadzka – zobaczymy.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziękuję za informację, Tetryku:)
      Wczoraj miałam kłopot z odpowiedzią na komentarze, nawet po zalogowaniu. Nie każda za pierwszym (drugim i trzecim) razem się ukazywała. Potem problem zniknął, dziś się nie powtórzył, więc nie wszczynałam alarmu:)

  42. Bożena pisze:

    Ja problemów nie miałam, ale boję się przenosin… Boję się wszelkich nowości, że sobie nie poradzę… Ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle.

  43. Bożena pisze:

    Wybaczcie, ja się już pożegnam. Po nieprzespanej nocce, patrzałki same się zamykają.
    Dobranoc, kordelka

  44. Tetryk56 pisze:

    Dziś na dobranoc niech Katie Melua przekona nas, że życie jest jednak cudowne 🙂

  45. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowo witam:)

  46. Tetryk56 pisze:

    Już chyba pora na tradycyjną magiczną lampkę, która jednak nikogo nie wygania 😉

  47. Ultra pisze:

    Maciuś miał szczęście przeżyć, prawdopodobnie ze względu na zaaplikowane znieczulenie. Znam przypadek czterech kumpli, którzy w mroźną noc sylwestrową zasnęli na ławce w parku. Przeżył najbardziej pijany…

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Ultro:)

      Cieszę się, że zajrzałaś.
      Też nie pojmuję tego fenomenu skrajnego upojenia. Jakby Opatrzność specjalnie czuwała nad takimi straceńcami…
      Cóż, gdyby Maciuś się tak dokumentnie nie znieczulił, przygody by raczej nie było:)

      Pozdrawiam:)

  48. Makówka pisze:

    Dobranoc!
    lulu

  49. Lena Sadowska pisze:

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  50. Bożena pisze:

    Witam Państwa Happy Wstała piękna, słoneczna niedziela, a ja się nareszcie wyspałam Fala

  51. Makówka pisze:

    Słoneczne i wyspane dzień dobry!

  52. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ech, nie będę się powtarzał! Wink

  53. Makówka pisze:

    Zapraszam piętro wyżej, bo tu już chyba urosło wystarczająco.

    • Lena Sadowska pisze:

      Zabrzmiało, jakby moja beznadziejna pisanina tak Cię już znużyła, że czym prędzej trzeba było zatrzeć po niej wszelki ślad;)

      Dzień dobry, Makówko:)

  54. Lena Sadowska pisze:

    Międzuspacerkowe, wietrzne nieco, ale ciepłe i słoneczne dzień dobry, Wyspo:)

  55. Lena Sadowska pisze:

    Dziękuję wszystkim za miło spędzone chwile i sympatyczne rozmowy.
    Po kontemplacji maciusiowych perypetii pora się trochę poruszać, więc wybywam piętro wyżej do Maczka:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)