Minął sierpień, minął wrzesień –
znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii mglisty woal…
Nie żałuję letnich dzionków –
róż, poziomek i skowronków,
lecz jednego, jedynego jest mi żal…
Addio, pomidory!
Addio, ulubione!
Słoneczka zachodzące
za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
sałatki nie jedzonej –
tęsknoty dojmujące
i łzy przełkniętej w pół…
To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
gdy pomnę wciąż
wasz świeży miąższ
w te witaminy przebogaty.
Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
wasz zapach będę czuł.
Owszem – była i dziewczyna,
i miłości pajęczyna,
co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał.
Porwał dziewczę zdrady poryw
i zabrała pomidory –
te ostatnie, com schowane przed nią miał.
Addio, pomidory…
| « Coś niecoś z naszych wycieczek... | Gombrowicz przemielony » |
01
lut 2022




Witam:)
Jeden z moich ulubionych tekstów, jeden z moich ulubionych wykonawców i… jedno z ulubionych warzyw:)
Zapraszam:)
Też lubię i tekst i wykonawcę i „to warzywo”.
Korzystam z przerwy na reklamy i wracam do oglądania.
DOBRANOC!
Dzień dobry
Wraz z lutym, przyszedł mrozik i POMIDORY.Jak miło…
Witaj, Bożenko:)
Za oknami biało, więc odrobina koloru na Wyspie nie zaszkodzi:)
Dzień dobry! Jako dziecko nie rozumiałem połowy słów z tej piosenki, ale ponieważ byłem ambitny, szybko nadrobiłem tomaty i miąższ.
Witaj, Quacku:)
🙂
Tomato wywodzi się od hiszpańskiego „tomatl”, a miąższ od omieg/omięg/omiąg – trującej rośliny:) „Omiażdżyć się” – znaczyło „zatruć”. A efekt zatrucia pochodzi od mietły:)
Pozdrawiam:)
Dzięki! Mogę tylko dodać, że słowo „tomatl” przywędrowało do Hiszpanów (razem z rośliną) od Azteków, z Meksyku, z języka nahuatl (a co było wcześniej, to jeden Kukulkan raczy wiedzieć).
🙂
Podobnie jak awokado (aguacate) i guacamole (ahuacamolli).
I w sumie – dobrze, że oryginalne znaczenie umyka, bo różnie mogłoby być z popularnością i to zarówno owocu, jak i sosu:)
A „miąższy” oznaczał – gruby i dość zabawnie się stopniował, z tego, co pamiętam: miąższy, mięższy, najmięższy:)
Ale ślicznie się zmienia ta nosówka!
Witajcie!
Zrobiło się pomidorowo i słonecznie!
Jak wiele wspólnych gustów ma nasza „bańka”
Gdyby było inaczej dawno by się ta „bańka” rozprysła.
Witaj, Tetryku:)
Te „słoneczka zachodzące za zimowy stół” są nie do przebicia:)
Także smakowo.
Tu szaro, ponuro i ” łzy przełkniętej w pół…”
Szare i pomidorowe dzień dobry!
Witaj, Makówko:)
To prawda, zimowe pomidory nie umywają się do tych nasyconych jesienią:)
Witaj!
Miałam na myśli raczej szarość za oknem i szarą rzeczywistość.
A zimowe pomidory to faktycznie nie to, co jesienne.
Dzień dobry

Jeden z moich ulubionych wykonawców
Ale też i jedna z ulubionych piosenek…
Dziękuję Leno za przypomnienie 🙂
Dobry wieczór, Miralko:)
🙂
Bo nie da się nie rozchmurzyć oblicza, gdy patrzy się na pana Michnikowskiego:)
To może o pomidorach w innym stylu?
Wiem, wiem, nie ten poziom, ale może trochę poczujemy się dziećmi?
Pan pomidor wlazł na tyczkę
I przedrzeźnia ogrodniczkę.
Jak pan może,
Panie pomidorze?!
Oburzyło to fasolę:
– A ja panu nie pozwolę!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!
Groch zzieleniał aż ze złości:
– Że też nie wstyd jest waszmości!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!
Rzepa także go zagadnie:
– Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!
Rozgniewały się warzywa:
– Pan już trochę nadużywa!
Jak pan może,
Panie pomidorze?!
Pan pomidor, zawstydzony,
Cały zrobił się czerwony
I spadł wprost ze swojej tyczki
Do koszyczka ogrodniczki.
(Jan Brzechwa)
A pamiętacie grę w pomidora?
Ba!
Niektórzy politycy, odpowiadając na pytania zachowują się jakby się bawili w tę grę. Zamiast „pomidor” odpowiadają tzw. przekazem dnia na każde pytanie.
Pamiętam doskonale
To ja w temacie o tomacie:):
„Raz do gazety „Słowo Niebieskie”
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
przyszedł maluśki staruszek z pieskiem.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
— Kto pan jest, mów pan, choć pod sekretem!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
— Ja jestem król Władysław Łokietek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Siedziałem — mówi — długo w tej grocie,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
dłużej nie mogę… skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Zaraza rośnie świątek i piątek.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Idę w Polskę robić porządek.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Na to naczelny kichnął redaktor
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
i po namyśle powiada: — Jak to?
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Chce pan naprawić błędy systemu?
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Był tu już taki dziesięć lat temu.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Także szlachetny. Strzelał. Nie wyszło.
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Krew się polała, a potem wyschło.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
— Ach, co pan mówi? —jęknął Łokietek;
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
łzami w redakcji zalał serwetę.
(skumbrie w tomacie pstrąg)
— Znaczy się, muszę wracać do groty,
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
czyli że pocierp, mój Władku złoty!
(skumbrie w tomacie pstrąg)
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie!
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Chcieliście Polski, no to ją macie!
(skumbrie w tomacie pstrąg)”
(„Skumbrie w tomacie” – K.I. Gałczyński)
I jeszcze tak zwana riposta, czyli „Ozór na szaro” J. Tuwima:):
„K. I. Gałczyńskiemu, autorowi drukowanego
w nr 10 „Prosto z mostu” wiersza „Skumbrie w tomacie”.
Motto:
Zaraza rośnie w świątek i piątek
(Skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
Idę na Polskę robić porządek
(Skumbrie w tomacie pstrąg).
K. I. Galczyński
Raz do gazety „Hejże do czynul”
(ozór na szaro ozór na szaro)
Przyszedł Konstanty, wlany ze spleenu.
(ozór na szaro chrzan)
– Bardzo – powiada – smutno – powiada,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Mój redaktorze, jaka jest rada?
(ozór na szaro chrzan)
Wypiłem – mówi – czystej butelkę,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Trzy bomby piwa, rumu angielkę.
(ozór na szaro chrzan)
Potem – powiada – whisky – powiada,
(ozór na szaro ozór na szaro)
– I nic – powiada – nic nie pomaga.
(ozór na szaro chrzan)
Niech mi pan powie, gdzie jest przyczyna,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Że nuda w Polsce? Czyja to wina?
(ozór na szaro chrzan)
Na to redaktor: – Czy pan nie widzi?
(ozór na szaro ozór na szaro)
Co dzień powtarzam: winni są Żydzi!
(ozór na szaro chrzan)
Zamiast się trapić nudą i troską,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Niech pan rozwiąże sprawę żydowską.
(ozór na szaro chrzan)
Oto scyzoryk, rżnij pan, kolego!
(ozór na szaro ozór na szaro)
Hejże, do czynu narodowego!
(ozór na szaro chrzan)
Poszedł Konstanty; co miał, to przepił,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Wyrżnął gudłajów. Nic mu nie lepiej.
(ozór na szaro chrzan)
– Tyłem się narżnął, proszę gin z rumem,
(ozór na szaro ozór na szaro)
A źle, cholera. Nic nie rozumiem.
(ozór na szaro chrzan)
Jeszcze raz – z rumem i pepermentem,
(ozór na szaro ozór na szaro)
Gdzież upragnione dolce far rżnięte?.
(ozór na szaro chrzan)
…Hejże do czynu ozór na szaro
Kocio na szaro Żydzi na szaro
Ozór do czynu czyny do chrzanu
CHRZAN, miły Kociu. CHRZAN!”
🙂
A w związku z „nie pozwolę”, przypomniałam sobie taki wierszyk:):
„Na ścieżce przy gruszce
oświadczał się komar muszce:
-Muszko, muszko!
Ja cię kocham szalenie!
Ja się z tobą ożenię!
-Co? Ja, taka piękna muszka
mam wyjść za takiego żółtobrzuszka?
Nigdy sobie na to nie pozwolę!
Starą panną zostać wolę!
-Ale muszko kochana!
Ty jesteś moja wybrana!
Moja muszko, muszyno!
Ciebie kocham jedyną!
-Phi! Starzy ludzie powiadają,
że z miłości umierają.
Nieprawda! Dożyłam ja tego!
Kochałam jednego,
nie wyszłam za niego,
ot! i żyję dlatego!”
🙂
Wieczór poezji, jak mi Bóg miły!
Co w tym dziwnego w DNIU PATRONA?
Nic absolutnie. Raduje się serce, raduje się dusza na widok!
Na miły Bóg!
Wyspa nie tylko po to jest, by wciąż
Prozą żyć! Ani by w bezrymach tkwić!
Aby tu być, trzeba czasami wierszem szklić!
😉
Nareszcie wyszło słońce. Może dzisiaj będzie jeszcze parę ładnych dni…
Maksymalistka!
W jednym dniu chciałaby zmieścić parę dni. I na dodatek ładnych!
A teraz sypie śnieg… wraca zima.
Dziś na obiad była pomidorowa z moich przetworów. W końcu sierpnia robię na warzywach zupę pomidorową, wlewam do słoika, pasteryzuję, a zimą zapach takiej zupy roznosi się po sąsiadach, więc słoiki mają powodzenie 🙂
Pomidorowa i rosół to ulubione zupy moich wnuków, więc nie mogę o pomidorach zapominać. Chyba nie ma osoby, która nie lubiłaby tej piosenki w tym genialnym wykonaniu, a „miąższ” długo dźwięczy w uchu…
Witaj, Ultro:)
Jak miło, że zajrzałaś:)
Dziękuję.
Myślę, że jesteśmy bardziej pomidorowi od Włochów, którzy nas przecież swojego czasu tymi „złotymi jabłkami” obdarowali:)
Fonetycznie „miąższ” jest zwycięzcą, ale metaforyczny „dwukwiat ciał” też nie przechodzi bez echa:)
🙂
Przedspacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór, koniec pracy, przerwa.
Już po zoomspotkaniu, ale muszę wyjść na chwilę…
Takie zoomowe knucia mają ten plus, że nie trzeba czekać na tramwaj, autobus itd.
Było miło, ale jednak wolę spotkania w realu.
A ja właśnie wróciłam z zoomspotkania. Teraz kolacja…
Lecę na ten zapowiadany spacerek:)
A potem już będę, będę, będę. Aż do z…aśnięcia)
A ja na niezapowiedzianą kolację!
Takiemu to dobrze!
Ty sobie robisz zawsze kolacje zapowiedziane?
Jak sama sobie robię to hm…niech pomyślę…
Dobranocka.
„Moonlight Shadow” Mike’a Oldfielda w nieco innej wersji, akustycznej, wolniejszej i takiej jakby bardziej misternej.
Snów w księżycowym blasku.
Akurat tempo usypiające. Idę więc spać…
Dobranoc
Snów o delikatnych cieniach w blasku księżyca! 😉
Ależ oczywiście, jest blask, muszą być i cienie
Dobrej nocki, Bożenko:)
Spokojnej!
Spokojnej nocy!
Pomidor
Piął się dumnie tuż przy rowie
Widać było go w połowie,
Bowiem gęste były krzaki.
Zaniedbany ogród taki…
I przy drodze w ciągłym ruchu,
Lekko biały w rzepów puchu.
Rósł pomidor w wielkim stylu.
Plótł swe pędy na badylu
I wysoko pośród chaszczy,
Czerwone swe kule taszczy.
Coraz do słoneczka bliżej,
Które liście jego liże.
Ogród, chociaż zaniedbany,
Co dzień bywał odwiedzany.
I miał takie to zadanie:
Produkować nam śniadanie…
Ten pomidor… on jest szczwany.
Na śniadanko planowany,
Piął się w górę, lecz za krzakiem!
Obyć się musimy smakiem.
Bowiem tak się skrył przed nami,
Że go nie znajdziemy sami.
Szukać go musimy w grupie…
Ale i tak skończy w zupie!
(Marek Dąbrowski)
Zgubne buty początki
Piął się dumnie tuż przy płocie,
myśląc: „Nie dam się hołocie!
I, by uniknąć motłochu,
będę piął się po trochu!
A gdy słońce mnie ozłoci…”
Cóż, zzieleniał, kończąc w błocie.
😉
Jak pomidor szukał żony
Powiem wam o pomidorku,
co się wstydził już od wtorku.
Cały zrobił się czerwony,
kiedy zaczął szukać żony.
Dwie papryki, trzy porzeczki
oraz cztery wisieneczki
pocieszały pomidora:
„Na wstyd wcale nie jest pora.
Niech się wreszcie pan uśmiechnie,
skoro tak prosimy pięknie”.
Może mowa ta coś zmieni?
Nie – ze wstydu się czerwieni
dalej nasz pan pomidorek.
Na tym mu upłynął wtorek,
potem środa, czwartek z piątkiem
i sobota – z tym wyjątkiem,
że dnia tego już od rana
rozmawiała z nim rumiana
mała pani truskaweczka:
„Witam tu pomidoreczka!
Jakże pan się przy mnie czuje?
Piękny kolor! Ach, winszuję!”
Lecz pomidor, gdy ją widzi,
to co robi? Znów się wstydzi!
Gdzie najlepiej szukać żony?
Wszak zupełnie jest czerwony
jak papryki i porzeczki,
czy truskawka, wisieneczki.
Aż w niedzielę chętnie wbryka
do wielkiego wprost koszyka
i zawstydza wszystkie panie,
zakochując się… w śmietanie.
(Mariusz Szwonder)
To może taki komiksik jako m/m?
Och, ze mną mogłyby oba zostać. Dobra mizeria jest pyszna, a znów pomidory z cebulką krojoną w kostkę to mistrzostwo świata, odjąć cebulę, dodać mozzarellę, oliwę i jeszcze parę rzeczy i prosta a genialna kolacja gotowa…
Albo taki twarożek z pomidorkiem w kostkę skrojonym, grubo mielonym czarnym pieprzem i świeżą bazylią…
Ja bym jeszcze okrasiła wszystko czarnymi oliwkami, bo czarne oliwki jadłabym i z czekoladą;)
Z pomidorem skrojonym w kostkę mam tylko ten problem, że wnętrze się rozjeżdża, poza tym takie połączenie wcinałbym jak głupi!
Fakt – rozjeżdża się:)
Ale taki zaróżowiony twarożek jest bardzo apetyczny, a pestki pomidora wyglądają jak drobinki złota;)
I znów pora iść spać, choćby w pomidorowych oparach poezji. Dobranoc państwu!

Dobranoc Tetryku!
Ha! Zdążyłam wejść między -między!
Pomidorowe opary poezji!
Spokojnej!
Dobranoc, Tetryku:)
I koniecznie w oparach, bo likopen najlepiej przyswajamy na gorąco;)
Na czerwonym świetle przechodzą dwa pomidory. Jednego potrąca samochód, a drugi patrzy i mówi:
Hej, keczup, wstawaj, idziemy dalej…
I od razu John Trawolta i Uma Thurman stają przed oczyma:)
A u mnie pod oknami zasypało świat na biało.
Czerwone pomidorki dobrze by się komponowały.
Patriotycznie:)
To aby nie było zbyt patriotycznie dodajmy zielony listek bazylii i zaśpiewajmy „jeszcze w zielone gramy…”
Latarnie płoną,
Srebrzą się korony.
Świat pobielony,
Puchem utulony.
🙂
Dobranoc wszystkim. Umykam.
Miłych snów, Quacku:)
Śpijcie dobrze, ja też myk, myk do
Dobranoc!
Spokojnych snów, Makówko:)
„Dobranoc, dobranoc, mężczyzno
Zbiegany za groszem jak mrówka.
Dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach…
Dobranoc, dobranoc, niewiasto.
Skłoń główkę na miękką poduszkę.
Dobranoc, nad wieś i nad miasto, jak rączym rumakiem, wzleć łóżkiem…
Dobranoc, dobranoc.
Już czas na sen…”
(„Już czas na sen – J. Przybora)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Dziś dwójkowa data – 02.02.2022…
A za oknami jeszcze ciemno…
Dzień dobry, Bożenko:)
Za dwadzieścia dni tych dwójek będzie jeszcze więcej:)
Dzień dobry, od rana trudności, a ja się wyjątkowo śpieszę
zniknęła mi z komputera przeglądarka, z której korzystam. Idę zobaczyć, co się z nią stało.
Współczuję i powodzenia życzę.
Ktoś ci zoperował komputer?
Witaj, Quacku:)
To przykre. Mam nadzieję, że już sobie poradziłeś z kłopotem.
Pomidorkowo witam Państwa!
Smaczne i energetyczne powitanie:)
A u nas skrzyście i wciąż dosypuje.
Dzień dobry, Makówko:)
Właśnie deszcz zmywa resztki śniegu. I znów szaro, buro i ponuro…
Tak jak u mnie. Pada też drobny deszcz…
Z przerwami zaglądam od rana 🙂
Czyżby wirki jakoś spowolniły?
A…
„Ten ranek cudowny, uroczy —
Słonko z deszczu przeciera swe oczy,
I promieńmi złotemi, drżącemi
Do zbudzonej uśmiecha się ziemi.”
(„Poranek” – M. Bałucki)
Dzień dobry, Tetryku:)
A tymczasem już zachód przeminął,
niebo znowu zaciąga się zimą,
mrok spowija kulącą się ziemię –
zaraz wszystko, co żywe, zadrzemie…
Dobry wieczór, Leno! 🙂
🙂
Wnet nas noc weźmie w swoje objęcia.
Księżyc zacznie srebrzyć zaklęcia.
Tylko gwiazdy uroczo swawolne
Będą tańczyć, bo mają wolne;)
Mamy tu poetów!!!
Dzień dobry

A u mnie, po wczorajszej odwilży i deszczu, dziś pada śnieg…
Nie wiem jak na południu Illinois, ale tutaj nie jest źle (przynajmniej na razie). Gubernator stanu ogłosił stan klęski żywiołowej… już wczoraj ogłosił, zanim śnieg zaczął sypać…
Według synoptyków ma napadać 8 do 12 cali. To raptem od 20 do 30 cm. Bez przesady – jest zima. Nawet pół metra to nie tragedia…
Widocznie niektórym to tragedia…
Witaj, Miralko:)
I u nas posypuje:)
Może nie tak obficie jak u Was, ale jest minusowa temperatura, więc nie topnieje i mamy za oknami biel:)
Witaj Leno


Trochę nam tego śniegu nasypało, ale tak bez przesady
Co prawda i tak musiałam odśnieżać samochód…
Temperatura też minusowa i też śnieg nie topnieje
W nocy ma jeszcze dosypać… zobaczymy…
Jedyny szkopuł – będę musiała odśnieżać samochód, ale chociaż tego nie lubię, to też nie tragedia
Idę zbierać się do pracy…
Miłego dnia Wam życząc
Spokojnej pracy Miralko!
Wróciłam z zakupów, usiłuję zrobić coś na kształt obiadu dietetycznie i umykam.
Wieczorem się odezwę.
Dziękuję Makóweczko
„Dzień ma swój uśmiech ponętny,
Błyszczącą weselem postać
I ogień życia namiętny…”
(„Dzień i noc” – A. Asnyk)
Dzień dobry, Wyspo:)
Dopiero teraz dzień dobry?
Przeważnie zawituję do sieci po piętnastej:)
Dobry wieczór, nie odmeldowałem się po pracy, ponieważ przed południem byłem na zakupach i trochę się zrobiło nerwowo z pracą pod koniec dnia.
Ale jestem już po przerwie, czyli że…
Dobranocka.
Dzisiaj piosenka z kabaretu, ale inna – o Finlandii. Właściwie prawie jak folder reklamowy tego kraju.
Snów (ś)fińskich! Czyli że to (s) jest opcjonalne.
A ja idę pedałować.
Chwilę temu wróciłyśmy ze spacerku, z lekka zmarznięte, więc dobranocka z tytułu bardzo tematyczna:)
A ja właśnie wróciłam z …odeskich katakumb.
Łałała…
Strach się bać;)
Właśnie się od Ciebie dowiedziałem, że w Odessie są katakumby.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.katakomby.pro/pl/odeskie-katakumby/
Dzięki!
Ja też się pożegnam…

Spokojnej!
Miłych snów, Bożenko:)
A ja właśnie zsiadłem jak mleko, tyle że mleko nie zsiada z rowerku, ale się.
🙂
Jak robię melbę z galaretką, to słodkie mleko (bo wolimy zamiast śmietany) też mi się zsiada i na dodatek zawsze jest w formie;)
Melba to moje drugie imię!
Fajnie spotkać inną Łasuchową Duszę:)
Aktualnie ograniczam słodycze (wykres ich spożycia jest zbieżny do zera), ale na ogół doceniam pyszne desery
Jakie piękne i rzadkie użycie przymiotnika „zbieżny” z Dopełniaczem, Quacku:)
Cudo:)
Zazwyczaj używa się Narzędnika:)
Matematyka od kiedy powstała teoria ciągów twierdzi, że jeżeli ciąg jest zbieżny, to jest zbieżny do granicy…
Tak mi się wydawało…
Tak, pamiętam, Tetryku:)
Ale, na przykład, także zdarzenie może być zbieżne do innego zdarzenia, nie tylko – z innym:)
Dobrze Ci się wydawało, Quacku:)
A ta forma rozciąga się też na inne „strefy” zbieżności, tylko mało kto o tym pamięta:)
A któż nie lubi łasować?
🙂
Właśnie gotuję obiad na jutro, pakuję się i aby, sobie te czynności uprzyjemnić podjadam czekoladki.
Nie kuś, Duszku Makowy;)
O nie! Dobrze, że po pedałowaniu nie mam ochoty jeść
Mimo to będę już zmykał, bo wolę, żeby mnie nie kusiło!
Niestety, pora spać!

Pogadaliśmy sobie w klubie o Chinach, trzeba to przespać 😉
Finlandia, Ukraina, Chiny…
No, no!
🙂
Dobrej nocki, Tetryku:)
Również się pożegnam, do jutra!
Spokojnej nocki, Quacku:)
Dobranoc!
Miłej nocki, Makówko:)
Tobie też miłej!
„Noc ma swój smutek niebieski,
Tęsknotę pragnień serdeczną,
Rozsiewa po kwiatach łezki…”
(„Dzień i noc” – A. Asnyk)
Dobranoc, Wyspo:)
Dzień dobry
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…
Bryyyy…
Bryyyy…
I już jest jasno i posypało na biało…
Witajcie!
Rozpogadza się – dobry znam dla fruwających Makówek!
Tak!
Dzień dobry, nieco później, pracowo zrobił się nieco luźniejszy dzień, więc pospałem kapkę dłużej.
U nas też z wierzchu posypane, jak cukrem pudrem.
„Płyną biali obłokowie,
Który z nich mi słowo powie,
Słowo lotne, światłe słowo,
Cichą prawdę obłokową?
Czy ten w puchach, srebrem dziany,
Czy ten w pasma półrozwiany,
Czy ten wzdęty, krągło mleczny,
Czy ten wsnuty w blask słoneczny?
Płyną, płyną modrym niebem,
Ni ich witać solą, chlebem,
Ni ich żegnać łzami, kwiatem,
Gdy tak giną poza światem.
Szepcąc słowo, światłe słowo,
Cichą prawdę obłokową,
W tchach zawiei, w snach nadziei,
Panta rhei, panta rhei…”
(„Płyną biali…” – B. Ostrowska)
Biali obłokowie „zrobili mi” ranek, więc nie mogłam się powstrzymać:)
Dzień dobry, Wyspo:)
Melduję, że wróciłam do domu. Nawet było trochę słońca. I piękna zima.
Dobry wieczór, Makówko:)
U nas też pogoda dopisała, więc fajnie się wędrowało po Miasteczku:)
A po powrocie dostałam weny kulinarnej – siedzę i piokę:)
Bułeczki drożdżowe z nadzieniem budyniowym.
Ach, Leno!

🙂
Dobry wieczór, koniec pracy na dzisiaj, no i oczywiście przerwa.
I ja wreszcie mogłam wrócić na Wyspę…
Ciekawe, czy zdążę powiedzieć Ci „dobry wieczór”, Bożenko, zanim się pożegnasz:)
„A więc ta cisza. Śnieg i biel,
samotność w ciszy zagubiona,
nie rozstrzelana przez silniki,
nie poszarpana przez telefon,
kropla oliwy na oparzeliznę
słuchu.”
(Ludmiła Marjańska)
🙂
Przez ponad dwie godziny wymieniałem dwa wyrwane ze ściany gniazdka. Wywaliłem dwa razy bezpieczniki. Teraz spróbuję zjeść pojedynczą kolację 😉
Masz talent elektryka
Witaj, Tetryku:)
Byłeś dzielny:)
I przeżyłeś;)
My kiedyś przykręcaliśmy listwy przypodłogowe i udało nam się trafić na jakieś kable. Zrobiliśmy zwarcie, pozbawiając przy okazji prądu cały pion:)
Z wielką pompą przyjechał jakiś człowiek z elektrowni, dał nam wykład i włączył prąd. Właśnie wsiadał do samochodu, gdy trafiliśmy na kolejne kable i powtórzył się manewr z prądem.
Gość naprawił, co miał naprawić, nawrzeszczał na nas i zapowiedział, że trzeci raz nie przyjedzie.
Przyjechał…
🙂
I jak tu nie ufać ludziom!
A nie mogłeś zjeść romantycznie przy świecach?
Chciałam zapytać kto i dlaczego wyrwał gniazdka, ale zapomniałam, że u mnie też takie są. I przecież wiem, że wyrwały się same.
Niczym filip z konopi;)
Też mam jedno takie. Za wersalką, tkwi w nim niewyjmowana od stu lat wtyczka przedłużacza, więc moje też musiało wyrwać się samo… Może chciało w świat…
Dobranocka.
Może trochę głośna na początku, ale potem już w miarę w porządku.
Klasyka.
Snów o przyjaciołach.
A ja – wiadomo dokąd.
Witaj, Quacku:)
Przyjemnej przejażdżki:)
Już wróciłem!
🙂
Dobranocka? No to dobranoc… Do jutra.

Nie zdążyłam:)
Dobrej nocki, Bożenko:)
Dobrych snów na miłej podusi! 🙂
Spokojnej!
Czy ja już wspominałem (ze szczegółami), że podczas pedałowania również czytam?
Wspominałeś, że sobie czytasz.
Owszem wspominałeś. To teraz się pochwal co czytałeś dziś.
No więc właśnie, czytam „The Number of The Beast” Roberta A. Heinleina – po polsku to by była „Liczba Bestii”, ale polskiego przekładu nie ma. No i tak jak czytam, to mam chwile pożądania i przerażenia, pożądania na zasadzie „Oj, jak ja bym to przełożył!”, a przerażenia – „Oranyboskie, jak dobrze, że nie muszę tego przekładać!” (bo są tam przepiękne gry słów i konstrukcje i neologizmy i slang).
Ale to jeszcze nic: to jest powieść science-fiction o pewnych osobach podróżujących w czasie i przestrzeni i wszechświatach równoległych. Czyli również np. w takich, które mają alternatywną historię. No i teraz najlepsze: tę powieść wydano w 1980, a w 2020, 40 lat później wyszła powieść pt. „Pursuit of Pankera” tegoż autora (no, już grubo po jego śmierci), która mniej więcej w 1/3 ma ten sam tekst, co ta poprzednia, a dalszy ciąg jest historią kompletnie alternatywną w stosunku do tej poprzedniej powieści!!! I jak skończę tę pierwszą, biorę się za tę drugą (od momentu, kiedy fabuła ulega zmianie).
Brzmi bardzo interesująco, Quacku:)
A jeśli chodzi o żądze, zawsze możesz stworzyć na Wyspie „Kącik Tłumacza” i po fragmenciku je (te żądze) zaspokajać;)
Och, to by było BARDZO po kawałeczku. Nie mówiąc już o prawach autorskich
ani o fragmentach wymagających współpracy z fizykami, specjalistami od szermierki i jeszcze paroma specjalnościami
bo takie są – postaci bardzo szczegółowo tłumaczą fizykę podróży po wszechświatach równoległych i konstrukcję swojego pojazdu.
Małe jest piękne! (por. Haiku i nie tylko…)
No tak, trudniej byłoby, myślę, przeskoczyć problem praw autorskich niż znaleźć specjalistów:)
Jedyna rada – zrobić jak D. Głuchowski z „Metrem”- mieć pomysł i pójść na żywioł z kompetentnymi współtwórcami:)
O to, to, to!
To ja pomyślę. Ale obie książki mają tak z 500 stron, wspólne są pierwsze 152, więc w sumie do zrobienia jest 850. Biorąc pod uwagę, że w zawodowym życiu przekładam ok. 10 stron dziennie, a tutaj skala trudności jest momentami ogromna, to nie wiem, co by to było i jak by to wyglądało.
No i wpisy by trzeba chyba zrobić prywatne
Byłoby super, gdybyś się zdecydował, ale nic na siłę:)
To miałoby Ci sprawiać przyjemność, a nie stać się odrabianiem pańszczyzny:)
Mogę tylko przyłączyć się do prośby


Ostatecznie nie musi to być przekład dokładny – mogą być „wariacje na temat”
I Lena ma 100% rację – nic na siłę… po małym kawałeczku jakoś byśmy dotrwali do końca
Co to, to nie, „wariacje na temat” zamiast przekładu uprawiano 100 lat temu i dawniej, kiedy tłumaczki i tłumacze wybierali z oryginału, co im się żywnie podobało, zmieniali sens, a czasem nawet dodawali od siebie (np. Barbara Beaupre „przełożyła” w 1913 r. „Braci Karamazow”, obcinając 200 stron i tym samym zmieniając wymowę powieści – a wydawnictwo MG ten przekład wydało w 2014 r., nie informując czytelników, z czym mają do czynienia; zapewne chodziło o kasę, prawa autorskie do tego przekładu wygasły, toteż wydawnictwo nie musiało nikomu zań płacić).
Interesujący pomysł się rozwinął.
Dobranoc, Wyspiarze! 🙂

Spokojnej. Też już długo nie posiedzę.
Dobrej nocki, Panowie:)
I ja się już pożegnam.
Też już znikam. Wycieczka wymusza wczesne (tzn. wczesne jak na mnie) wstawanie.
DOBRANOC!
Dobrej nocki, Makówko:)
„Co dzień o innej porze
noc klęka na dworze,
gwiazdami się pleni
i obiecuje, że się już nigdy nie zmieni…
A potem
Ramiona rozpościera i liśćmi ciężko szeleści nad płotem.
Albo z płaczem ros i słowika, i gwiazd ostrych zgrzytem
-łamie wszystkie przysięgi i staje się świtem.”
(„Noc” – K. Iłłakowiczówna)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Piękne
dobranoc, umykam.
Dzień dobry
Czyżby szła wiosna? Zamiast śniegu, pada deszcz… 
Witajcie!
„Iwona, księżniczka burgunda”
Zaczynamy piątek. Dobrej passy teatralnej c.d.: dzisiaj
Dzień dobry, dzisiaj całkiem przyjemnie, chmury wysoko i nawet udało się wstać w miarę przyzwoicie.
A w Poznaniu mgła…
Witajcie!
Witaj Makówko. Jeszcze w domu?
Nie mogę być codziennie na wycieczkach. Mój organizm nie daje rady, kiedyś coś muszę zrobić typu zakupy, obiad itd.
Do godziny 15 jestem domowa. A potem w planie wyjście na babskie plotki i Iwona pewna księżniczka.
Coś mi się wydaje, że jednak zmienisz plany…
Nie zmieniłam tym razem. Zjadam obiad i umykam zgodnie z planem -„na chałupy”, a potem do teatru.
Udało się dotrzeć do domu, ale wkrótce również wybywam na spotkanie z księżniczką Iwoną 😉
A ja skończyłem pracę na dzisiaj, teraz przerwa.
Dobranocka.
Pamiętacie film Charliego Chaplina „Dzisiejsze czasy”? I temat muzyczny z tego filmu? No to na tej podstawie w 1954 Nat King Cole nagrał piosenkę „Smile”.
A dzisiaj na dobranoc cokolwiek nowsza wersja.
Snów z tamtych czasów.
A ja idę pedałować.
Ładna dobranocka… Tamte czasy pamiętam…
Miłych snów Kochani…
Mijamy się jakoś, Bożenko:)
Dobrej nocki:)
„Czasem jest pełno ludzi po to
aby głębsza była samotność
tak bardzo jestem sama
że nawet mnie ze mną nie ma”
(„Wieczór” – A. Kamieńska)
Już jestem:)
Choć dzień rzeczywiście był biegany.
A pani Anna jakoś mnie nagle zainspirowała do poetyckich wspominków:):
Lubię, gdy wieczór z nocą flirtuje.
Sama się wtedy sobie znajduję…;)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Wróciłam ze spotkania z księżniczką Iwoną. I Gombrowiczem.
Komentować nie będę, bo dużo lepiej zrobi to Tetryk.
Dobry wieczór, Makówko:)
Po duchowej uczcie (jeśli w odniesieniu do pana gie… – no, nie lubię go, chyba to jedyny twórca, do którego nawet wartość twórczości nie jest w stanie mnie przekonać – można mówić o duchowości), znaczy, jesteś?
Ale mi się zdanko ułożyło:) W sam raz na egzamin z opisówki:)
A ja może wreszcie, bardzo prozaicznie, pójdę na spotkanie z lodówką:)?
Tetryk skomentuje po kolacji, a niby czemu nie miałyby zaistnieć 2 głosy? Zresztą zróbmy inaczej — jutro spróbuję wstawić nowy wątek na temat ostatnich doświadczeń teatralnych…
Ja byłam na TAKIEJ kolacji przed teatrem, że w ogóle nie jestem głodna.
To jest doskonały pomysł z pięterkiem teatralnym.
Tym bardziej teraz nie ma sensu nic pisać, dopiero jutro pod wątkiem w komentarzach.
Ja jeszcze ostatnio (tzn. 6 stycznia tego roku) byłam w teatrze KTO oprócz tych „naszych” wyjść. Więc mogę dopisać parę słów.
Super, Makówko:)
A ja nie dotarłam do lodówki:) Łyknęłam bułę z budyniem, popiłam kakaem z buziaczkiem, i chwacit, jak mawiała Baboczka:)
Tetryku, a propos nowych wątków, czemu mi na Wyspie zniknęła możliwość wstawiania obrazka i nie otwierają się kategorie?
U mnie ( w kartce…) zniknęła mi możliwość ustawiania rozmiaru czcionki…
Ogólne chlip…
A pomysł z theatrum experientia bardzo fajny:)
Aby wstawić obrazek, dodajesz blok „Obrazek” i to działa 🙂
Natomiast rozmiar czcionki rzeczywiście zniknął… poszukam 🙁
Dzięki:)
Sprawdzę przy kolejnym wpisie z „obrazkiem”:)
I gdybyś jeszcze przy okazji tym „kategoriom” się przyjrzał, byłabym wdzięczna, bo lubię porządek:)
No to dojechałem. I zsiadłem itd.
Jak widoki na trasie;)?
Dobry wieczór, Quacku:)
Otóż widoki – a właściwie lektura – taka, że trochę mi mina zrzedła, jeżeli chodzi o wczorajsze rozmowy. W powieści pojawiają się rozmowy na temat filozofii (solipsyzm, różnica między wyobraźnią a rzeczywistością – co, kiedy spotykają się bohaterowie dwóch różnych powieści, i dla każdego z nich ich własna rzeczywistość jest rzeczywista, i każde z nich „wie”, że ten drugi jest postacią z książki?) i to jest jednak trochę ponad moje możliwości.
Ale może chociaż jakieś fragmenty?
Poprosimy, chociaż jakieś fragmenty.
Na to liczymy 🙂
No to spróbujemy, ale nie obiecuję konkretnej daty.
🙂
Quacku, każda wędrówka w świat „Liczby Bestii” za Twoim pośrednictwem będzie przez, myślę, nas wszystkich, z wielkim zainteresowaniem czytana.
Z filozofią (a także teoriami światów równoległych, tych papierowych z perspektywy jednych i realnych z perspektywy drugich) w miarę moich skromnych możliwości mogę spróbować się zmierzyć, ale w sensie merytorycznym, nie – bezpośredniego tłumaczenia:)
A pierwszym chyba w historii literatury bohaterem, który miał świadomość, że jest kreacją, był Deadpool:) Nie tylko monologował do czytelników, ale polemizował także ze swoim (S)Twórcą-Rysownikiem:)
I przychylam się do Twojego poglądu – albo tłumaczyć wiernie (oczywiście z dopuszczeniem pewnych lokalnych niuansów, jak na przykład w „Shrekach”) albo nie nazywać tego tłumaczeniem, a… bo ja wiem… pastiszem? inspiracją?
Inspiracja chyba najbliższa tego, o czym myślę.
W romantyzmie autorzy dawali podtytuł „Naśladowanie z…” (np. Byrona). Czasem jak próbuję podejść do poezji, to mógłbym tak to zapodtytułować.
Z poezją sprawa jest trochę inna i – bodaj, czy nie – trudniejsza.
Mnie osobiście stosunkowo najłatwiej tłumaczy się wiersze z niemieckiego. Francuski jest trudniejszy, głównie przez oksytoniczny akcent wyrazowy. Podobnie jest w j. czeskim z akcentem inicjalnym. Ale najwięcej kłopotu mam z tłumaczeniami poezji w j. rosyjskim. Tam to już kompletna kaskaderka (akcent ruchomy), a chciałoby się jednak zachowywać tę piękną melodykę utworów:)
Choć czasem bawię się w takie luźne przekłady i też nazywam je sobie „inspiracjami”, przeważnie pozwalam sobie na to z wierszami wolnymi:)
Dobrej nocy! Do jutra!

Spokojnej! Ja też zaraz umykam.
Miłych snów, Panowie:)
To ja też wkrótce.
Dobranoc!
Dobrej nocki, Makówko:)
„Gwiazdy spadają w dal jedna za drugą
Niby łzy nocy bezgłośne i senne,
A każda ciemność znaczy jasną smugą,
Co płynie za nią, jak echo promienne…”
(„Gwiazdy spadają” – B. Ostrowska)
Gwieździstych snów, Wyspo:)
Dzień dobry
Znów sobota, niestety, deszczowa i wietrzna…
Bryyy
Przestało padać!

Wycieczka się uda?
Dzień dobry, pospane przy sobocie!
Witajcie!

Po zakupach, biegnę na śniadanko
Smacznego
Dziękuję, sobotnie śniadania to jedne z przyjemniejszych chwil tygodnia…
Ale super wycieczka!
No to pięknie!
A jak pogoda? Bo tutaj taki wczesny marzec, wiatr, deszcz i zimno.
A tu nie pada, nawet pokazuje się słońce. Ale wiatr nieprzyjemny.
„Niebo odmienia się, choć wieczór nie ścichł,
wiatr jeszcze szepce, nim uśnie.
Niebo fioletem szeleści.
Wiatr – już nie wiatr – uśmiech.”
(„Muzyka ulicy Złotej” – J. Czechowicz)
Przelotne dzień dobry, Wyspo:)
Wracam dopiero do domu.
Zapraszam na nowe, teatralne pięterko…
Dziękuję wszystkim za udział w pomidorowej uczcie i lecę poczytać o Iwonie:)