« Coś niecoś z naszych wycieczek... Gombrowicz przemielony »

Addio, pomidory!

Minął sierpień, minął wrzesień –
znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii mglisty woal…
Nie żałuję letnich dzionków –
róż, poziomek i skowronków,
lecz jednego, jedynego jest mi żal…


Addio, pomidory!
Addio, ulubione!
Słoneczka zachodzące
za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
sałatki nie jedzonej –
tęsknoty dojmujące
i łzy przełkniętej w pół…


To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
gdy pomnę wciąż
wasz świeży miąższ
w te witaminy przebogaty.


Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
wasz zapach będę czuł.


Owszem – była i dziewczyna,
i miłości pajęczyna,
co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał.
Porwał dziewczę zdrady poryw
i zabrała pomidory –
te ostatnie, com schowane przed nią miał.


Addio, pomidory…

241 komentarzy

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam:)

    Jeden z moich ulubionych tekstów, jeden z moich ulubionych wykonawców i… jedno z ulubionych warzyw:)

    Zapraszam:)

  2. Makówka pisze:

    Też lubię i tekst i wykonawcę i „to warzywo”.

    Korzystam z przerwy na reklamy i wracam do oglądania.

    DOBRANOC!

  3. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Wraz z lutym, przyszedł mrozik i POMIDORY.Jak miło…

  4. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Jako dziecko nie rozumiałem połowy słów z tej piosenki, ale ponieważ byłem ambitny, szybko nadrobiłem tomaty i miąższ. Delighted

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Quacku:)

      🙂
      Tomato wywodzi się od hiszpańskiego „tomatl”, a miąższ od omieg/omięg/omiąg – trującej rośliny:) „Omiażdżyć się” – znaczyło „zatruć”. A efekt zatrucia pochodzi od mietły:)

      Pozdrawiam:)

      • Quackie pisze:

        Dzięki! Mogę tylko dodać, że słowo „tomatl” przywędrowało do Hiszpanów (razem z rośliną) od Azteków, z Meksyku, z języka nahuatl (a co było wcześniej, to jeden Kukulkan raczy wiedzieć).

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂

          Podobnie jak awokado (aguacate) i guacamole (ahuacamolli).
          I w sumie – dobrze, że oryginalne znaczenie umyka, bo różnie mogłoby być z popularnością i to zarówno owocu, jak i sosu:)
          A „miąższy” oznaczał – gruby i dość zabawnie się stopniował, z tego, co pamiętam: miąższy, mięższy, najmięższy:)

  5. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zrobiło się pomidorowo i słonecznie!
    Jak wiele wspólnych gustów ma nasza „bańka” Wink

  6. Bożena pisze:

    Tu szaro, ponuro i ” łzy przełkniętej w pół…”

  7. Makówka pisze:

    Szare i pomidorowe dzień dobry!

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Makówko:)

      To prawda, zimowe pomidory nie umywają się do tych nasyconych jesienią:)

      • Makówka pisze:

        Witaj!
        Miałam na myśli raczej szarość za oknem i szarą rzeczywistość.
        A zimowe pomidory to faktycznie nie to, co jesienne.

  8. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jeden z moich ulubionych wykonawców In Love
    Ale też i jedna z ulubionych piosenek…
    Dziękuję Leno za przypomnienie 🙂

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór, Miralko:)

      🙂
      Bo nie da się nie rozchmurzyć oblicza, gdy patrzy się na pana Michnikowskiego:)

  9. Makówka pisze:

    To może o pomidorach w innym stylu?

    Wiem, wiem, nie ten poziom, ale może trochę poczujemy się dziećmi?

    Pan pomidor wlazł na tyczkę
    I przedrzeźnia ogrodniczkę.
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!

    Oburzyło to fasolę:
    – A ja panu nie pozwolę!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!

    Groch zzieleniał aż ze złości:
    – Że też nie wstyd jest waszmości!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!

    Rzepa także go zagadnie:
    – Fe! Niedobrze! Fe! Nieładnie!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!

    Rozgniewały się warzywa:
    – Pan już trochę nadużywa!
    Jak pan może,
    Panie pomidorze?!

    Pan pomidor, zawstydzony,
    Cały zrobił się czerwony
    I spadł wprost ze swojej tyczki
    Do koszyczka ogrodniczki.

    (Jan Brzechwa)

    • Tetryk56 pisze:

      A pamiętacie grę w pomidora?

    • Lena Sadowska pisze:

      To ja w temacie o tomacie:):

      „Raz do ga­ze­ty „Sło­wo Nie­bie­skie”
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      przy­szedł ma­luś­ki sta­ru­szek z pie­skiem.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      — Kto pan jest, mów pan, choć pod se­kre­tem!
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      — Ja je­stem król Wła­dy­sław Łokie­tek.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Sie­dzia­łem — mówi — dłu­go w tej gro­cie,
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      dłu­żej nie mogę… skum­brie w to­ma­cie!
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Za­ra­za ro­śnie świą­tek i pią­tek.
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      Idę w Pol­skę ro­bić po­rzą­dek.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Na to na­czel­ny kich­nął re­dak­tor
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      i po na­my­śle po­wia­da: — Jak to?
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Chce pan na­pra­wić błę­dy sys­te­mu?
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      Był tu już taki dzie­sięć lat temu.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Tak­że szla­chet­ny. Strze­lał. Nie wy­szło.
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      Krew się po­la­ła, a po­tem wy­schło.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      — Ach, co pan mówi? —jęk­nął Łokie­tek;
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      łza­mi w re­dak­cji za­lał ser­we­tę.
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      — Zna­czy się, mu­szę wra­cać do gro­ty,
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      czy­li że po­cierp, mój Wład­ku zło­ty!
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)

      Skum­brie w to­ma­cie, skum­brie w to­ma­cie!
      (skum­brie w to­ma­cie skum­brie w to­ma­cie)
      Chcie­li­ście Pol­ski, no to ją ma­cie!
      (skum­brie w to­ma­cie pstrąg)”
      („Skumbrie w tomacie” – K.I. Gałczyński)

      I jeszcze tak zwana riposta, czyli „Ozór na szaro” J. Tuwima:):

      „K. I. Gałczyńskiemu, autorowi drukowanego
      w nr 10 „Prosto z mostu” wiersza „Skumbrie w tomacie”.

      Motto:
      Zaraza rośnie w świątek i piątek
      (Skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie)
      Idę na Polskę robić porządek
      (Skumbrie w tomacie pstrąg).
      K. I. Galczyński

      Raz do gazety „Hejże do czynul”
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Przyszedł Konstanty, wlany ze spleenu.
      (ozór na szaro chrzan)

      – Bardzo – powiada – smutno – powiada,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Mój redaktorze, jaka jest rada?
      (ozór na szaro chrzan)

      Wypiłem – mówi – czystej butelkę,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Trzy bomby piwa, rumu angielkę.
      (ozór na szaro chrzan)

      Potem – powiada – whisky – powiada,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      – I nic – powiada – nic nie pomaga.
      (ozór na szaro chrzan)

      Niech mi pan powie, gdzie jest przyczyna,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Że nuda w Polsce? Czyja to wina?
      (ozór na szaro chrzan)

      Na to redaktor: – Czy pan nie widzi?
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Co dzień powtarzam: winni są Żydzi!
      (ozór na szaro chrzan)

      Zamiast się trapić nudą i troską,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Niech pan rozwiąże sprawę żydowską.
      (ozór na szaro chrzan)

      Oto scyzoryk, rżnij pan, kolego!
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Hejże, do czynu narodowego!
      (ozór na szaro chrzan)

      Poszedł Konstanty; co miał, to przepił,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Wyrżnął gudłajów. Nic mu nie lepiej.
      (ozór na szaro chrzan)

      – Tyłem się narżnął, proszę gin z rumem,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      A źle, cholera. Nic nie rozumiem.
      (ozór na szaro chrzan)

      Jeszcze raz – z rumem i pepermentem,
      (ozór na szaro ozór na szaro)
      Gdzież upragnione dolce far rżnięte?.
      (ozór na szaro chrzan)

      …Hejże do czynu ozór na szaro
      Kocio na szaro Żydzi na szaro
      Ozór do czynu czyny do chrzanu
      CHRZAN, miły Kociu. CHRZAN!”

      🙂

    • Lena Sadowska pisze:

      A w związku z „nie pozwolę”, przypomniałam sobie taki wierszyk:):

      „Na ścieżce przy gruszce
      oświadczał się komar muszce:
      -Muszko, muszko!
      Ja cię kocham szalenie!
      Ja się z tobą ożenię!
      -Co? Ja, taka piękna muszka
      mam wyjść za takiego żółtobrzuszka?
      Nigdy sobie na to nie pozwolę!
      Starą panną zostać wolę!
      -Ale muszko kochana!
      Ty jesteś moja wybrana!
      Moja muszko, muszyno!
      Ciebie kocham jedyną!
      -Phi! Starzy ludzie powiadają,
      że z miłości umierają.
      Nieprawda! Dożyłam ja tego!
      Kochałam jednego,
      nie wyszłam za niego,
      ot! i żyję dlatego!”
      🙂

  10. Bożena pisze:

    Nareszcie wyszło słońce. Może dzisiaj będzie jeszcze parę ładnych dni…

  11. Ultra pisze:

    Dziś na obiad była pomidorowa z moich przetworów. W końcu sierpnia robię na warzywach zupę pomidorową, wlewam do słoika, pasteryzuję, a zimą zapach takiej zupy roznosi się po sąsiadach, więc słoiki mają powodzenie 🙂
    Pomidorowa i rosół to ulubione zupy moich wnuków, więc nie mogę o pomidorach zapominać. Chyba nie ma osoby, która nie lubiłaby tej piosenki w tym genialnym wykonaniu, a „miąższ” długo dźwięczy w uchu…

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Ultro:)

      Jak miło, że zajrzałaś:)
      Dziękuję.

      Myślę, że jesteśmy bardziej pomidorowi od Włochów, którzy nas przecież swojego czasu tymi „złotymi jabłkami” obdarowali:)

      Fonetycznie „miąższ” jest zwycięzcą, ale metaforyczny „dwukwiat ciał” też nie przechodzi bez echa:)

      🙂

  12. Lena Sadowska pisze:

    Przedspacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

  13. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, koniec pracy, przerwa.

  14. Tetryk56 pisze:

    Już po zoomspotkaniu, ale muszę wyjść na chwilę…

  15. Lena Sadowska pisze:

    Lecę na ten zapowiadany spacerek:)
    A potem już będę, będę, będę. Aż do z…aśnięcia)

  16. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    „Moonlight Shadow” Mike’a Oldfielda w nieco innej wersji, akustycznej, wolniejszej i takiej jakby bardziej misternej.

    Snów w księżycowym blasku.

  17. Tetryk56 pisze:

    Pomidor

    Piął się dumnie tuż przy rowie
    Widać było go w połowie,
    Bowiem gęste były krzaki.
    Zaniedbany ogród taki…

    I przy drodze w ciągłym ruchu,
    Lekko biały w rzepów puchu.
    Rósł pomidor w wielkim stylu.
    Plótł swe pędy na badylu

    I wysoko pośród chaszczy,
    Czerwone swe kule taszczy.
    Coraz do słoneczka bliżej,
    Które liście jego liże.

    Ogród, chociaż zaniedbany,
    Co dzień bywał odwiedzany.
    I miał takie to zadanie:
    Produkować nam śniadanie…

    Ten pomidor… on jest szczwany.
    Na śniadanko planowany,
    Piął się w górę, lecz za krzakiem!
    Obyć się musimy smakiem.

    Bowiem tak się skrył przed nami,
    Że go nie znajdziemy sami.
    Szukać go musimy w grupie…
    Ale i tak skończy w zupie!
    (Marek Dąbrowski)

    • Lena Sadowska pisze:

      Zgubne buty początki

      Piął się dumnie tuż przy płocie,
      myśląc: „Nie dam się hołocie!
      I, by uniknąć motłochu,
      będę piął się po trochu!
      A gdy słońce mnie ozłoci…”
      Cóż, zzieleniał, kończąc w błocie.
      😉

  18. Makówka pisze:

    Jak pomidor szukał żony

    Powiem wam o pomidorku,
    co się wstydził już od wtorku.
    Cały zrobił się czerwony,
    kiedy zaczął szukać żony.
    Dwie papryki, trzy porzeczki
    oraz cztery wisieneczki
    pocieszały pomidora:
    „Na wstyd wcale nie jest pora.
    Niech się wreszcie pan uśmiechnie,
    skoro tak prosimy pięknie”.
    Może mowa ta coś zmieni?
    Nie – ze wstydu się czerwieni
    dalej nasz pan pomidorek.
    Na tym mu upłynął wtorek,
    potem środa, czwartek z piątkiem
    i sobota – z tym wyjątkiem,
    że dnia tego już od rana
    rozmawiała z nim rumiana
    mała pani truskaweczka:
    „Witam tu pomidoreczka!
    Jakże pan się przy mnie czuje?
    Piękny kolor! Ach, winszuję!”
    Lecz pomidor, gdy ją widzi,
    to co robi? Znów się wstydzi!
    Gdzie najlepiej szukać żony?
    Wszak zupełnie jest czerwony
    jak papryki i porzeczki,
    czy truskawka, wisieneczki.
    Aż w niedzielę chętnie wbryka
    do wielkiego wprost koszyka
    i zawstydza wszystkie panie,
    zakochując się… w śmietanie.

    (Mariusz Szwonder)

  19. Makówka pisze:

    To może taki komiksik jako m/m?

    • Quackie pisze:

      Och, ze mną mogłyby oba zostać. Dobra mizeria jest pyszna, a znów pomidory z cebulką krojoną w kostkę to mistrzostwo świata, odjąć cebulę, dodać mozzarellę, oliwę i jeszcze parę rzeczy i prosta a genialna kolacja gotowa…

      • Lena Sadowska pisze:

        Albo taki twarożek z pomidorkiem w kostkę skrojonym, grubo mielonym czarnym pieprzem i świeżą bazylią…
        Ja bym jeszcze okrasiła wszystko czarnymi oliwkami, bo czarne oliwki jadłabym i z czekoladą;)

        • Quackie pisze:

          Z pomidorem skrojonym w kostkę mam tylko ten problem, że wnętrze się rozjeżdża, poza tym takie połączenie wcinałbym jak głupi!

          • Lena Sadowska pisze:

            Fakt – rozjeżdża się:)
            Ale taki zaróżowiony twarożek jest bardzo apetyczny, a pestki pomidora wyglądają jak drobinki złota;)

  20. Tetryk56 pisze:

    I znów pora iść spać, choćby w pomidorowych oparach poezji. Dobranoc państwu!

  21. Ultra pisze:

    Na czerwonym świetle przechodzą dwa pomidory. Jednego potrąca samochód, a drugi patrzy i mówi:
    Hej, keczup, wstawaj, idziemy dalej…

  22. Makówka pisze:

    A u mnie pod oknami zasypało świat na biało.


    Czerwone pomidorki dobrze by się komponowały.

  23. Quackie pisze:

    Dobranoc wszystkim. Umykam.

  24. Lena Sadowska pisze:

    „Dobranoc, dobranoc, mężczyzno
    Zbiegany za groszem jak mrówka.
    Dobranoc, niech sny Ci się przyśnią porosłe drzewami w złotówkach…

    Dobranoc, dobranoc, niewiasto.
    Skłoń główkę na miękką poduszkę.
    Dobranoc, nad wieś i nad miasto, jak rączym rumakiem, wzleć łóżkiem…

    Dobranoc, dobranoc.
    Już czas na sen…”
    („Już czas na sen – J. Przybora)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  25. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dziś dwójkowa data – 02.02.2022…
    A za oknami jeszcze ciemno…

  26. Quackie pisze:

    Dzień dobry, od rana trudności, a ja się wyjątkowo śpieszę Worry zniknęła mi z komputera przeglądarka, z której korzystam. Idę zobaczyć, co się z nią stało.

  27. Makówka pisze:

    Pomidorkowo witam Państwa!

  28. Makówka pisze:

    Właśnie deszcz zmywa resztki śniegu. I znów szaro, buro i ponuro…

  29. Tetryk56 pisze:

    Z przerwami zaglądam od rana 🙂

    • Makówka pisze:

      Czyżby wirki jakoś spowolniły?

    • Lena Sadowska pisze:

      A…
      „Ten ranek cudowny, uroczy —
      Słonko z deszczu przeciera swe oczy,
      I promieńmi złotemi, drżącemi
      Do zbudzonej uśmiecha się ziemi.”
      („Poranek” – M. Bałucki)

      Dzień dobry, Tetryku:)

  30. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    A u mnie, po wczorajszej odwilży i deszczu, dziś pada śnieg…
    Nie wiem jak na południu Illinois, ale tutaj nie jest źle (przynajmniej na razie). Gubernator stanu ogłosił stan klęski żywiołowej… już wczoraj ogłosił, zanim śnieg zaczął sypać…
    Według synoptyków ma napadać 8 do 12 cali. To raptem od 20 do 30 cm. Bez przesady – jest zima. Nawet pół metra to nie tragedia…
    Widocznie niektórym to tragedia… Wink

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Miralko:)

      I u nas posypuje:)
      Może nie tak obficie jak u Was, ale jest minusowa temperatura, więc nie topnieje i mamy za oknami biel:)

      • miral59 pisze:

        Witaj Leno Delighted
        Trochę nam tego śniegu nasypało, ale tak bez przesady Happy
        Co prawda i tak musiałam odśnieżać samochód…
        Temperatura też minusowa i też śnieg nie topnieje Pleasure
        W nocy ma jeszcze dosypać… zobaczymy…

  31. miral59 pisze:

    Jedyny szkopuł – będę musiała odśnieżać samochód, ale chociaż tego nie lubię, to też nie tragedia Wink
    Miłego dnia Wam życząc Delighted Idę zbierać się do pracy…

  32. Lena Sadowska pisze:

    „Dzień ma swój uśmiech po­nęt­ny,
    Błysz­czą­cą we­se­lem po­stać
    I ogień ży­cia na­mięt­ny…”
    („Dzień i noc” – A. Asnyk)

    Dzień dobry, Wyspo:)

  33. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, nie odmeldowałem się po pracy, ponieważ przed południem byłem na zakupach i trochę się zrobiło nerwowo z pracą pod koniec dnia.

    Ale jestem już po przerwie, czyli że…

    Dobranocka.

    Dzisiaj piosenka z kabaretu, ale inna – o Finlandii. Właściwie prawie jak folder reklamowy tego kraju.

    Snów (ś)fińskich! Czyli że to (s) jest opcjonalne.

    A ja idę pedałować.

    • Lena Sadowska pisze:

      Chwilę temu wróciłyśmy ze spacerku, z lekka zmarznięte, więc dobranocka z tytułu bardzo tematyczna:)

  34. Makówka pisze:

    A ja właśnie wróciłam z …odeskich katakumb.

  35. Bożena pisze:

    Ja też się pożegnam…
    GoodNight Bye

  36. Quackie pisze:

    A ja właśnie zsiadłem jak mleko, tyle że mleko nie zsiada z rowerku, ale się.

  37. Tetryk56 pisze:

    Niestety, pora spać!
    Pogadaliśmy sobie w klubie o Chinach, trzeba to przespać 😉

  38. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  39. Lena Sadowska pisze:

    „Noc ma swój smu­tek nie­bie­ski,
    Tę­sk­no­tę pra­gnień ser­decz­ną,
    Roz­sie­wa po kwia­tach łez­ki…”
    („Dzień i noc” – A. Asnyk)

    Dobranoc, Wyspo:)

  40. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…

  41. Makówka pisze:

    Bryyyy…

  42. Bożena pisze:

    Bryyyy…
    I już jest jasno i posypało na biało…

  43. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Rozpogadza się – dobry znam dla fruwających Makówek!

  44. Quackie pisze:

    Dzień dobry, nieco później, pracowo zrobił się nieco luźniejszy dzień, więc pospałem kapkę dłużej.

    U nas też z wierzchu posypane, jak cukrem pudrem.

  45. Lena Sadowska pisze:

    „Płyną biali obłokowie,
    Który z nich mi słowo powie,
    Słowo lotne, światłe słowo,
    Cichą prawdę obłokową?
    Czy ten w puchach, srebrem dziany,
    Czy ten w pasma półrozwiany,
    Czy ten wzdęty, krągło mleczny,
    Czy ten wsnuty w blask słoneczny?
    Płyną, płyną modrym niebem,
    Ni ich witać solą, chlebem,
    Ni ich żegnać łzami, kwiatem,
    Gdy tak giną poza światem.
    Szepcąc słowo, światłe słowo,
    Cichą prawdę obłokową,
    W tchach zawiei, w snach nadziei,
    Panta rhei, panta rhei…”
    („Płyną biali…” – B. Ostrowska)

    Biali obłokowie „zrobili mi” ranek, więc nie mogłam się powstrzymać:)

    Dzień dobry, Wyspo:)

  46. Makówka pisze:

    Melduję, że wróciłam do domu. Nawet było trochę słońca. I piękna zima.

  47. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, koniec pracy na dzisiaj, no i oczywiście przerwa.

  48. Bożena pisze:

    I ja wreszcie mogłam wrócić na Wyspę…

  49. Lena Sadowska pisze:

    „A więc ta cisza. Śnieg i biel,
    samotność w ciszy zagubiona,
    nie rozstrzelana przez silniki,
    nie poszarpana przez telefon,
    kropla oliwy na oparzeliznę
    słuchu.”
    (Ludmiła Marjańska)

    🙂

  50. Tetryk56 pisze:

    Przez ponad dwie godziny wymieniałem dwa wyrwane ze ściany gniazdka. Wywaliłem dwa razy bezpieczniki. Teraz spróbuję zjeść pojedynczą kolację 😉

    • Bożena pisze:

      Masz talent elektryka Wink

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Tetryku:)

      Byłeś dzielny:)
      I przeżyłeś;)

      My kiedyś przykręcaliśmy listwy przypodłogowe i udało nam się trafić na jakieś kable. Zrobiliśmy zwarcie, pozbawiając przy okazji prądu cały pion:)
      Z wielką pompą przyjechał jakiś człowiek z elektrowni, dał nam wykład i włączył prąd. Właśnie wsiadał do samochodu, gdy trafiliśmy na kolejne kable i powtórzył się manewr z prądem.
      Gość naprawił, co miał naprawić, nawrzeszczał na nas i zapowiedział, że trzeci raz nie przyjedzie.
      Przyjechał…
      🙂

    • Makówka pisze:

      A nie mogłeś zjeść romantycznie przy świecach?
      Chciałam zapytać kto i dlaczego wyrwał gniazdka, ale zapomniałam, że u mnie też takie są. I przecież wiem, że wyrwały się same.

      • Lena Sadowska pisze:

        Niczym filip z konopi;)
        Też mam jedno takie. Za wersalką, tkwi w nim niewyjmowana od stu lat wtyczka przedłużacza, więc moje też musiało wyrwać się samo… Może chciało w świat…

  51. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Może trochę głośna na początku, ale potem już w miarę w porządku.

    Klasyka.

    Snów o przyjaciołach.

    A ja – wiadomo dokąd.

  52. Bożena pisze:

    Dobranocka? No to dobranoc… Do jutra.
    kordelka

  53. Quackie pisze:

    Czy ja już wspominałem (ze szczegółami), że podczas pedałowania również czytam?

    • Lena Sadowska pisze:

      Wspominałeś, że sobie czytasz.

    • Makówka pisze:

      Owszem wspominałeś. To teraz się pochwal co czytałeś dziś.

    • Quackie pisze:

      No więc właśnie, czytam „The Number of The Beast” Roberta A. Heinleina – po polsku to by była „Liczba Bestii”, ale polskiego przekładu nie ma. No i tak jak czytam, to mam chwile pożądania i przerażenia, pożądania na zasadzie „Oj, jak ja bym to przełożył!”, a przerażenia – „Oranyboskie, jak dobrze, że nie muszę tego przekładać!” (bo są tam przepiękne gry słów i konstrukcje i neologizmy i slang).

      Ale to jeszcze nic: to jest powieść science-fiction o pewnych osobach podróżujących w czasie i przestrzeni i wszechświatach równoległych. Czyli również np. w takich, które mają alternatywną historię. No i teraz najlepsze: tę powieść wydano w 1980, a w 2020, 40 lat później wyszła powieść pt. „Pursuit of Pankera” tegoż autora (no, już grubo po jego śmierci), która mniej więcej w 1/3 ma ten sam tekst, co ta poprzednia, a dalszy ciąg jest historią kompletnie alternatywną w stosunku do tej poprzedniej powieści!!! I jak skończę tę pierwszą, biorę się za tę drugą (od momentu, kiedy fabuła ulega zmianie).

      • Lena Sadowska pisze:

        Brzmi bardzo interesująco, Quacku:)
        A jeśli chodzi o żądze, zawsze możesz stworzyć na Wyspie „Kącik Tłumacza” i po fragmenciku je (te żądze) zaspokajać;)

        • Quackie pisze:

          Och, to by było BARDZO po kawałeczku. Nie mówiąc już o prawach autorskich Worry ani o fragmentach wymagających współpracy z fizykami, specjalistami od szermierki i jeszcze paroma specjalnościami Pondering bo takie są – postaci bardzo szczegółowo tłumaczą fizykę podróży po wszechświatach równoległych i konstrukcję swojego pojazdu.

          • Tetryk56 pisze:

            Małe jest piękne! (por. Haiku i nie tylko…)

          • Lena Sadowska pisze:

            No tak, trudniej byłoby, myślę, przeskoczyć problem praw autorskich niż znaleźć specjalistów:)
            Jedyna rada – zrobić jak D. Głuchowski z „Metrem”- mieć pomysł i pójść na żywioł z kompetentnymi współtwórcami:)

        • Tetryk56 pisze:

          O to, to, to! Please1

          • Quackie pisze:

            To ja pomyślę. Ale obie książki mają tak z 500 stron, wspólne są pierwsze 152, więc w sumie do zrobienia jest 850. Biorąc pod uwagę, że w zawodowym życiu przekładam ok. 10 stron dziennie, a tutaj skala trudności jest momentami ogromna, to nie wiem, co by to było i jak by to wyglądało.

            No i wpisy by trzeba chyba zrobić prywatne Worry

            • Lena Sadowska pisze:

              Byłoby super, gdybyś się zdecydował, ale nic na siłę:)
              To miałoby Ci sprawiać przyjemność, a nie stać się odrabianiem pańszczyzny:)

              • miral59 pisze:

                Mogę tylko przyłączyć się do prośby Please
                Ostatecznie nie musi to być przekład dokładny – mogą być „wariacje na temat” Wink
                I Lena ma 100% rację – nic na siłę… po małym kawałeczku jakoś byśmy dotrwali do końca Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Co to, to nie, „wariacje na temat” zamiast przekładu uprawiano 100 lat temu i dawniej, kiedy tłumaczki i tłumacze wybierali z oryginału, co im się żywnie podobało, zmieniali sens, a czasem nawet dodawali od siebie (np. Barbara Beaupre „przełożyła” w 1913 r. „Braci Karamazow”, obcinając 200 stron i tym samym zmieniając wymowę powieści – a wydawnictwo MG ten przekład wydało w 2014 r., nie informując czytelników, z czym mają do czynienia; zapewne chodziło o kasę, prawa autorskie do tego przekładu wygasły, toteż wydawnictwo nie musiało nikomu zań płacić).

            • Makówka pisze:

              Interesujący pomysł się rozwinął.

              Yes!Yes!Yes!

  54. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc, Wyspiarze! 🙂

  55. Makówka pisze:

    Też już znikam. Wycieczka wymusza wczesne (tzn. wczesne jak na mnie) wstawanie.

    DOBRANOC!

  56. Lena Sadowska pisze:

    „Co dzień o innej porze
    noc klęka na dworze,
    gwiazdami się pleni
    i obiecuje, że się już nigdy nie zmieni…
    A potem
    Ramiona rozpościera i liśćmi ciężko szeleści nad płotem.
    Albo z płaczem ros i słowika, i gwiazd ostrych zgrzytem
    -łamie wszystkie przysięgi i staje się świtem.”
    („Noc” – K. Iłłakowiczówna)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  57. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Czyżby szła wiosna? Zamiast śniegu, pada deszcz… Wink1

  58. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zaczynamy piątek. Dobrej passy teatralnej c.d.: dzisiaj Happy „Iwona, księżniczka burgunda”

  59. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dzisiaj całkiem przyjemnie, chmury wysoko i nawet udało się wstać w miarę przyzwoicie.

  60. Bożena pisze:

    A w Poznaniu mgła…

  61. Makówka pisze:

    Witajcie!

  62. Tetryk56 pisze:

    Udało się dotrzeć do domu, ale wkrótce również wybywam na spotkanie z księżniczką Iwoną 😉

  63. Quackie pisze:

    A ja skończyłem pracę na dzisiaj, teraz przerwa.

  64. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Pamiętacie film Charliego Chaplina „Dzisiejsze czasy”? I temat muzyczny z tego filmu? No to na tej podstawie w 1954 Nat King Cole nagrał piosenkę „Smile”.

    A dzisiaj na dobranoc cokolwiek nowsza wersja.

    Snów z tamtych czasów.

    A ja idę pedałować.

  65. Bożena pisze:

    Ładna dobranocka… Tamte czasy pamiętam…
    Miłych snów Kochani… Spanko

  66. Lena Sadowska pisze:

    „Czasem jest pełno ludzi po to
    aby głębsza była samotność
    tak bardzo jestem sama
    że nawet mnie ze mną nie ma”
    („Wieczór” – A. Kamieńska)

    Już jestem:)
    Choć dzień rzeczywiście był biegany.
    A pani Anna jakoś mnie nagle zainspirowała do poetyckich wspominków:):

    Lubię, gdy wieczór z nocą flirtuje.
    Sama się wtedy sobie znajduję…;)

    Dobry wieczór, Wyspo:)

  67. Makówka pisze:

    Wróciłam ze spotkania z księżniczką Iwoną. I Gombrowiczem.

    Komentować nie będę, bo dużo lepiej zrobi to Tetryk.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór, Makówko:)

      Po duchowej uczcie (jeśli w odniesieniu do pana gie… – no, nie lubię go, chyba to jedyny twórca, do którego nawet wartość twórczości nie jest w stanie mnie przekonać – można mówić o duchowości), znaczy, jesteś?
      Ale mi się zdanko ułożyło:) W sam raz na egzamin z opisówki:)

      A ja może wreszcie, bardzo prozaicznie, pójdę na spotkanie z lodówką:)?

  68. Tetryk56 pisze:

    Tetryk skomentuje po kolacji, a niby czemu nie miałyby zaistnieć 2 głosy? Zresztą zróbmy inaczej — jutro spróbuję wstawić nowy wątek na temat ostatnich doświadczeń teatralnych…

    • Makówka pisze:

      Ja byłam na TAKIEJ kolacji przed teatrem, że w ogóle nie jestem głodna.
      To jest doskonały pomysł z pięterkiem teatralnym.
      Tym bardziej teraz nie ma sensu nic pisać, dopiero jutro pod wątkiem w komentarzach.
      Ja jeszcze ostatnio (tzn. 6 stycznia tego roku) byłam w teatrze KTO oprócz tych „naszych” wyjść. Więc mogę dopisać parę słów.

      • Lena Sadowska pisze:

        Super, Makówko:)
        A ja nie dotarłam do lodówki:) Łyknęłam bułę z budyniem, popiłam kakaem z buziaczkiem, i chwacit, jak mawiała Baboczka:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Tetryku, a propos nowych wątków, czemu mi na Wyspie zniknęła możliwość wstawiania obrazka i nie otwierają się kategorie?
      U mnie ( w kartce…) zniknęła mi możliwość ustawiania rozmiaru czcionki…
      Ogólne chlip…

      • Lena Sadowska pisze:

        A pomysł z theatrum experientia bardzo fajny:)

      • Tetryk56 pisze:

        Aby wstawić obrazek, dodajesz blok „Obrazek” i to działa 🙂
        Natomiast rozmiar czcionki rzeczywiście zniknął… poszukam 🙁

        • Lena Sadowska pisze:

          Dzięki:)
          Sprawdzę przy kolejnym wpisie z „obrazkiem”:)
          I gdybyś jeszcze przy okazji tym „kategoriom” się przyjrzał, byłabym wdzięczna, bo lubię porządek:)

  69. Quackie pisze:

    No to dojechałem. I zsiadłem itd.

    • Lena Sadowska pisze:

      Jak widoki na trasie;)?

      Dobry wieczór, Quacku:)

      • Quackie pisze:

        Otóż widoki – a właściwie lektura – taka, że trochę mi mina zrzedła, jeżeli chodzi o wczorajsze rozmowy. W powieści pojawiają się rozmowy na temat filozofii (solipsyzm, różnica między wyobraźnią a rzeczywistością – co, kiedy spotykają się bohaterowie dwóch różnych powieści, i dla każdego z nich ich własna rzeczywistość jest rzeczywista, i każde z nich „wie”, że ten drugi jest postacią z książki?) i to jest jednak trochę ponad moje możliwości.

        Ale może chociaż jakieś fragmenty?

        • Makówka pisze:

          Poprosimy, chociaż jakieś fragmenty.

        • Tetryk56 pisze:

          Na to liczymy 🙂

        • Quackie pisze:

          No to spróbujemy, ale nie obiecuję konkretnej daty.

        • Lena Sadowska pisze:

          Quacku, każda wędrówka w świat „Liczby Bestii” za Twoim pośrednictwem będzie przez, myślę, nas wszystkich, z wielkim zainteresowaniem czytana.
          Z filozofią (a także teoriami światów równoległych, tych papierowych z perspektywy jednych i realnych z perspektywy drugich) w miarę moich skromnych możliwości mogę spróbować się zmierzyć, ale w sensie merytorycznym, nie – bezpośredniego tłumaczenia:)
          A pierwszym chyba w historii literatury bohaterem, który miał świadomość, że jest kreacją, był Deadpool:) Nie tylko monologował do czytelników, ale polemizował także ze swoim (S)Twórcą-Rysownikiem:)

          I przychylam się do Twojego poglądu – albo tłumaczyć wiernie (oczywiście z dopuszczeniem pewnych lokalnych niuansów, jak na przykład w „Shrekach”) albo nie nazywać tego tłumaczeniem, a… bo ja wiem… pastiszem? inspiracją?

          • Quackie pisze:

            Inspiracja chyba najbliższa tego, o czym myślę.

            W romantyzmie autorzy dawali podtytuł „Naśladowanie z…” (np. Byrona). Czasem jak próbuję podejść do poezji, to mógłbym tak to zapodtytułować.

            • Lena Sadowska pisze:

              Z poezją sprawa jest trochę inna i – bodaj, czy nie – trudniejsza.
              Mnie osobiście stosunkowo najłatwiej tłumaczy się wiersze z niemieckiego. Francuski jest trudniejszy, głównie przez oksytoniczny akcent wyrazowy. Podobnie jest w j. czeskim z akcentem inicjalnym. Ale najwięcej kłopotu mam z tłumaczeniami poezji w j. rosyjskim. Tam to już kompletna kaskaderka (akcent ruchomy), a chciałoby się jednak zachowywać tę piękną melodykę utworów:)
              Choć czasem bawię się w takie luźne przekłady i też nazywam je sobie „inspiracjami”, przeważnie pozwalam sobie na to z wierszami wolnymi:)

  70. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy! Do jutra!

  71. Makówka pisze:

    To ja też wkrótce.
    Dobranoc!

  72. Lena Sadowska pisze:

    „Gwiazdy spadają w dal jedna za drugą
    Niby łzy nocy bezgłośne i senne,
    A każda ciemność znaczy jasną smugą,
    Co płynie za nią, jak echo promienne…”
    („Gwiazdy spadają” – B. Ostrowska)

    Gwieździstych snów, Wyspo:)

  73. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Znów sobota, niestety, deszczowa i wietrzna…

  74. Makówka pisze:

    Bryyy

  75. Makówka pisze:

    Przestało padać!
    Fala

  76. Quackie pisze:

    Dzień dobry, pospane przy sobocie!

  77. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Po zakupach, biegnę na śniadanko Happy Delicious

  78. Makówka pisze:

    Ale super wycieczka!

  79. Lena Sadowska pisze:

    „Niebo odmienia się, choć wieczór nie ścichł,
    wiatr jeszcze szepce, nim uśnie.
    Niebo fioletem szeleści.
    Wiatr – już nie wiatr – uśmiech.”
    („Muzyka ulicy Złotej” – J. Czechowicz)

    Przelotne dzień dobry, Wyspo:)

  80. Makówka pisze:

    Wracam dopiero do domu.

  81. Tetryk56 pisze:

    Zapraszam na nowe, teatralne pięterko…

  82. Lena Sadowska pisze:

    Dziękuję wszystkim za udział w pomidorowej uczcie i lecę poczytać o Iwonie:)

Skomentuj Quackie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)