Rzeczywistość ostatnio nas nie rozpieszcza. Każdy ma swoje sposoby, aby jakoś sobie z tym radzić.
Dla mnie jedyną metodą jaką znam jest chodzenie na spacerki w miłym towarzystwie.
W ten sposób mam ruch, życie towarzyskie i jeszcze… pstryczki. Pstrykając, myślę zawsze o Wyspie, czyli czuję jakbyście ze mną byli.
Ktoś ze znajomych powiedział mi, że jestem uzależniona od tych spacerków.
Zapraszam na wspólne wędrowanie; sami oceńcie czy to już jest nałóg.
Planowałam opisywać tematycznie, ale tak się zaczęłam gubić w tych zdjęciach, że zrobię to chronologicznie datami, czyli taki groch z kapustą, dla każdego coś miłego.
5.11.20.
Zaczniemy od klasycznego spacerku „blisko domu”.
Zapraszam Was do Parku Duchackiego, czyli na moim osiedlu; widać wieżowce w tle.

Powyższe zdjęcie zrobiłam przez dziurę w płocie, gdyż cały teren aktualnie jest ogrodzony – trwa budowa alejek, mostków, oświetlenia – wreszcie znalazły się pieniądze na zagospodarowanie tego miejsca.
A jest tego warte. Na terenie Woli Duchackiej zlokalizowany jest XV-wieczny folwark klasztorny zakonu Duchaków. Z biegiem czasu folwark przekształcony został na zespół dworsko–parkowy. W drugiej połowie XIX w. Starowieyscy wybudowali w pobliżu nowy dwór i utworzyli wokół park krajobrazowy ze stawami, który w znacznej części się zachował. Dawny dwór wraz z otoczeniem parkowym stanowią unikalne założenie architektoniczno – przestrzenne i przyrodnicze dla dawnej, XV w. wsi Wola Duchacka.
Za płotem trwały prace, tam nie dało się wejść, ale w pobliżu zrobiłam parę fotek, gdyż wkrótce i tu będą trwały prace i miejsce to będzie wyglądać inaczej, nie tak dziko, choć podobno w planach jest zrobienie alejek w jednej części, a w drugiej zostawienie trochę naturalnej dzikości. Oby!





6.11.20
To spacerek „blisko domu”, ale już nie po moim osiedlu, jednak dalej w tej samej dzielnicy Krakowa – Podgórze.
Zaczniemy od chałupek.




Za polem kukurydzy dla kontrastu – nowoczesność. To kompleks super nowoczesnego Szpitala Uniwersyteckiego oddany do użytku w 2019 roku.

Tuż za szpitalem dziko i kolorowo. Rosną grzybki w różnych kolorach, nawet niebieskie. Nie patrzę więc w tamtą stronę, gdyż w głowie uruchomiły się obrazy z reportażu pokazywanego w TVN jak tam w środku wygląda walka z Covidem.





Teraz trochę historii.
Fort 50 Prokocim – powstał w latach 1882-1886. Zadaniem fortu była obrona Traktu Lwowskiego. Jest to typowy fort artyleryjski. Razem z sąsiednimi fortami brał udział w zakończonych zwycięstwem walkach z Rosjanami, w grudniu 1914. Fort ten wchodził w skład III pierścienia Twierdzy Kraków. Jako ostatni w zespole umocnień strzegł przed zagrożeniami wynikającymi z obecności linii kolejowej
i drogi wylotowej z twierdzy.


Na zakończenie spacerku – kapliczka.

Wycieczka 7 listopada nie mieści się w kategorii „blisko domu”.
Dodatkowo dla śpiocha takiego jak ja wiązała się z ogromnym poświęceniem, aby około godziny 7 rano wsiadać już w pociąg.
Celem była góra Chełm Wschodni (nie ma nic wspólnego z górą Chełm w połowie, której znajduje się moja chatka).
Z pociągu wysiadamy w miejscowości Stronie ( w zlatynizowanej, staropolskiej formie Stronye występuje nazwa tej miejscowości u Jana Długosza).
Zanim ruszymy w góry warto zatrzymać się przy kapliczce i chatkach.




Na szlaku, już w lesie – taka kapliczka.

Do pociągu schodzimy już prawie po ciemku wcześniej podziwiając zachodzące słońce.

8 listopada to była wycieczka blisko Krakowa, dojazd autobusem MPK.
Dla znających podkrakowskie dolinki podaję opis wycieczki w skrócie – Czajowice, Ostry Kamień, Skały Grodziska, Dolina Będkowska.
Stawik w Czajowicach jesienią wygląda tak:

Szurając po liściach dochodzimy do skałek.





Stawiki, kapliczki, chałupki, fort… to teraz na koniec jedno zdjątko dla miłośników zwierzątek.

Wycieczka z założenia spacerowa „nieco” się przedłużyła, bo spóźniliśmy się na autobus. Następny był dopiero za półtorej godziny. Zrobiło się ciemno i zimno, więc maszerowaliśmy dalej, bo było to lepsze niż siedzenie na przystanku.
Nikogo to jednak nie zniechęciło i za parę dni w podobnym składzie świętowaliśmy razem Święto Niepodległości, ale to już opiszę na kolejnym pięterku.
Obrazek wyróżniający – zdjęcie zrobione 7 listopada na Górze Chełm Wschodni w Beskidzie Makowskim. Tym razem wyróżniłam jedną wycieczkę, jak myślicie dlaczego?




Zapraszam na drugą część „Makówczyne listopadowe spacerki”.
Pierwszym „odcinkiem” było pięterko „Covidowe Święto Zmarłych”.
Tych spacerków w listopadzie trochę się uzbierało, więc będzie z tego …sama nie wiem ile pięterek…dopóki się Wam nie znudzi.
Dziękuję Makówko, że dotrzymałaś, mimo trudności, czasu i mogę zapoznać się z pięterkiem jeszcze przed spaniem. Biorę się do czytania i oglądania.
Cóż …trudności są po to, aby je pokonywać! Choć mocno mnie zdenerwowały, bo tyle się naobiecywałam, a tu mało brakowało, a bym słowa nie dotrzymała!
Zapraszam do czytania i spacerowania ze mną.
Ale dotrzymałaś słowa za co dziękujemy
A ja dziękuję, że zajrzałaś na Wyspę i pospacerowałaś ze mną Elizo!
Choć milczę to zawsze zaglądam na Wyspę 2-3 razy każdego dnia
Dobrze, że choć jakiś czas przerywasz milczenie!
Czemu tak rzadko?
Elizo milczenie jest złotem, ale…bez przesady, odezwij się częściej, proszę.
Ha! Równocześnie pisaliśmy z Tetrykiem!
Tak wyszło był remont bloku od marca miał trwać 6 m=cy a skończył się 10.11 to dobrze ,że ,żyję :(. Remont ,wirus C wszystko naraz dobrze że miałam wsparcie bliskich .Wyspa od lat daje mi wytchnienie dlatego zawsze zaglądam i serdecznie pozdrawiam
No i pięknie sobie poradziłaś.
Czy w waszej dzielnicy często natykasz się na obcięte uszy, jak na zdjęciu nr 3? Strach tam chodzić…
Tetryku!Jakoś sobie poradziłam, ale nie jestem zadowolona, bo dalej nie rozumiem gdzie zrobiłam błąd.
Na te obcięte uszy napotykam się nie tylko na moim osiedlu, czyli Woli Duchackiej, ale w ogóle w lesie.
Jak się rozejrzysz po swojej okolicy -też je znajdziesz.
Obok był taki grzybek, trochę już mnie wyglądał jak ucho.
Też się nad tym zastanawiałam co to jest
Uszak bzowy (grzyb brzozowy, judaszowe uszy, uszak judaszowy, ucho judaszowe, ucho bzowe).
Poza Antarktydą występuje na wszystkich kontynentach, a także na wielu wyspach. W Polsce jest pospolity, ale rzadko jadany. Natomiast często stosowany w kuchni chińskiej i japońskiej.
Natomiast ten niebieski (pierścieniak białoniebieski) już nie jest jadalny.
Zdaje się, że to Auricularia auricula-judae, czyli po polsku uszak bzowy, a w angielszczyźnie wood ear, czyli ucho drzewne…
Brawo Tetryku! Ale ja to już napisałam o 20:39!
Bez angielskich nazw, bo jak ogólnie wiadomo …nie znam angielskiego.
Bo ja, zamiast odświeżyć, szukałem po wujku…
Aaaaa. Wszyscy szukali -i ja i Ty i Bożenka.
A ja się cieszę, że coś Was zainteresowało we wpisie.
Jest nawet film o tym grzybie, a ja go pierwszy raz widzę.
Dziękuję Bożenko!
Do wpisu dałam tym razem parę zdjęć grzybków, abym nie była taka monotematyczna, że tylko kapliczki, chałupki, forty oraz stawiki i skałki.
Tak, aby każdy mógł sobie coś wybrać.
Witaj, Bożenko:)
Ciekawa propozycja do wigilijnego barszczyku:)
Pozdrawiam:)
Piękne wycieczki (spacerki)


Poczytam jeszcze raz, jak wrócimy z… jeszcze nie wiem skąd
Wylazło słoneczko i pewnie się gdzieś wybierzemy
Dziękuję Miralko!
Miłej wycieczki. A tu ciemno, zimno i deszcz pada:)
Wkrótce pięterko z Twoich listopadowych wycieczek?
Ja też poczytam jeszcze raz jak rano wstanę,a teraz się pożegnam…

Śpij spokojnie!
Dobry wieczór, po przerwie.
To jest materiał na jakieś 4 pięterka!
To siadam do czytania i oglądania.
Dziękuję panie Q!
Dlatego pisałam, że mam największy problem z selekcją co wyrzucić, o czym pisać, a o czym -nie i które pstryczki pokazać.
Jak zaczęłam przeglądać zdjęcia z listopada to (ku mojemu wielkiemu zdziwieniu) naliczyłam 16 spacerków.
Z tego opisałam jedynie pięć na dwóch pięterkach. Dlatego konieczność grupowania – pomysł Miralki.
Dobry wieczór, Makówko:)
Przemoczona, przemarznięta (spacerków mi się zachciało), z filiżanką grzanego wina zasiadłam przed monitorem, żeby posłuchać, co w sieci piszczy, i – proszę, jaka niespodzianka:)
Już zabieram się za czytanie i oglądanie.
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór Leno!
Ze spacerków na spacerki…Ale na tych makówczynych bodaj nie zmokniesz.
Natomiast teraz w Krakowie za oknem pada i pada…
U nas też chlapa, która marznie tuż przy powierzchni.
Jechało się nieszczególnie.
Kaskaderska pogoda – kapie z dachów i momentalnie wyśliżdża (?) dróżki.
Witaj, Quackie:)
Dziękuję.
Dojechałyśmy pomalutku.
Tak myślę, że to, dziwna trochę, ale gołoledź.
No to tak:
Nie wiem, jakie są założenia tego budowanego parku, ale mam nadzieję, że wykorzystają te ruiny i murki, bo to aż się prosi. A grzyb owszem, jak przybysz z innej planety. Oraz – czy to ci sami Starowiejscy, co grafik i malarz, śp. Franciszek?
Chałupki na Podgórzu fajne jako świadectwo historii, ale widać, że podupadające, niestety. Jakbym zobaczył na spacerku takiego molocha, jak ten szpital, też bym wolał się odwrócić o 180 stopni i odmaszerować, nawet bez pandemii. No i kolory przepiękne, jesienne.
Nie wiesz może, czy są jakieś plany odrestaurowania tego fortu Prokocim? Bo to aż szkoda, żeby stało i tak niszczało.
Ciekawe, że chałupki w Stroniu bardziej zadbane niż w Krakowie. Niby mniejsza miejscowość nie tak bogata, a jednak sobie radzi lepiej.
Skałki jurajskie przepiękne, jak sztucznie wyrzeźbione pomniki, na pierwszym zdjęciu statua Godzilli jak nic.
chociaż zastanowiłbym się, zanimbym podszedł tak jak Ty na tym zdjęciu – to się jednak chyba sypie? Erozja?
Dziękuję Q za merytoryczny komentarz i pytania. Będę odpowiadać po kolei, ale teraz byłam zajęta rozmową poprzez Messenger z moim dzieckiem, które pojechało „SŁUŻBOWO” na narty do Bukowiny.
Bez trudu znalazł nocleg ze śniadaniami i obiadokolacją; tylko musiał podpisać oświadczenie, że jest służbowo.
Bareja, Bareja…oczko się odkleiło temu misiu.
A pamiętasz „Rejs” Piwowskiego?
„Służbowo… na statek…”
Odpowiadam Q.
Aktualnie w Parku Duchackim rewitalizacji poddawana jest ta jego część, na której znajdują się stawy dworskie wraz z zielonym otoczeniem. Prace obejmują nie tylko zagospodarowanie stawów i terenów zielonych, ale także tworzenie alejek spacerowych, montaż urządzeń wodnych i oświetlenia.
W kolejnych etapach przeprowadzone zostaną prace obejmujące spichlerz i dwór. Na prace w spichlerzu ZZM ma już pieniądze. Spichlerz ma być gotowy w przyszłym roku. W przypadku dworu ZZM liczy na przyznanie finansowania z Funduszu Inwestycji Lokalnych. – Czekamy na decyzję w tej sprawie – mówi dyr. Piotr Kempf -dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie.
Podobno altana i pomost to prawdziwy majstersztyk ciesielski.
Tak to wyglądało 5 listopada zza płotu. Robotnicy się kręcili, sprzęt jeździł, wejść się nie dało.
Oooo. Trzeba będzie kiedyś zawitać do królewskiego miasta! To brzmi naprawdę dobrze. A już zupełnie na marginesie, dobrze wiedzieć, że coś się dzieje w Krakowie również poza obrębem Plant i na Wawelu.
Bardzo mnie cieszy to co napisałeś. Jako rodowita Krakuska uwielbiam poznawać moje miasto i z tym moim uzależnieniem (nałogiem) dzielę się z Wami.
Zrobiłam kategorię „Spacerki blisko domu”, aby właśnie pokazywać Kraków nie tylko z pozycji Rynku Głównego, Wawelu lub Kazimierza.
Zawitaj, zawitaj. Mam nadzieję, że nie zrobisz tego cichaczem, ale jakoś uda się spotkać i z …Makówką?
Byle tylko poluzowali obostrzenia!
No, jak już się wybiorę, to zależy, czy sam, czy w towarzystwie, a jak w towarzystwie, to w jakim. I wtedy będę wiedział, na ile i z kim mogę się spotkać.
Piękne te jesienne pejzaże na zdjęciach. Nim zrobiło się całkiem ciemno, też popodziwiałam sobie filigranowe osiki, trzepocące cynobrowymi cekinami. I nasze Jezioro – równie spokojne jak Twój Stawik, przypominające ekran, na którym lada chwila wyświetli się zwiastun horroru:)
Bardzo podoba mi się ten szkielet dragona z czwartego zdjęcia.
Jakby biedak przycupnął na sekundkę w drodze do ciepłych krajów i już nie zdołał się poderwać…
I te chatki, które zrzuciły barwne jesienne szatki i powoli przygotowują się do zimowego, regeneracyjnego snu:)
A „Twoich” dwóch kapliczek (bez środkowej) nikt by tak u nas nie nazwał. My powiedzielibyśmy, że to „figurki”, ewentualnie „krzyżyki”:) W mojej okolicy kapliczka musi mieć daszek, podest pod posążkiem na kwiaty i przynajmniej okienko, jeśli nie drzwiczki:)
A znicze pod tą trzecią wyglądają jak halabardnicy czuwający nad spokojem świątka:)
Bardzo udane musiały być te spacerki:)
Dziękuję Leno.
Spacerki były udane. Na każdym coś innego ciekawego (dla mnie) wypatrzyłam. Dodatkowo są one (jak pisałam) moim życiem towarzyskim w obecnych epidemicznych czasach. Opisałam cztery różne spacerki, cztery różne miejsca i za każdym razem inna osoba lub osoby mi towarzyszyły.
Ciekawe co piszesz o kapliczkach. Nie wiem, czy prawidłowo używam tej nazwy.
Wiki podaje taką definicję:
Kapliczka – niewielka budowla kultowa, wznoszona przy drogach lub rozdrożach w celach wotywnych, dziękczynnych, obrzędowych itp., w najprostszej formie drewniana skrzynka z obrazem lub rzeźbą – świątkiem Jezusa, Matki Bożej lub świętego zawieszona na drzewie lub słupie.
W formie rozbudowanej niewielka forma architektoniczna drewniana lub murowana, czasami mała kaplica.
To chyba umowne, ale owszem, ciekawie byłoby prześledzić, jaką nazwę w stosunku do której formy stosuje się w której części Polski.
Jeden mały spacerek, mała kapliczka, jedno zdjątko i oto powstaje do rozwikłania ciekawostka językowa.
Myślę, że prawidłowo używasz nazwy. Napisałam o „figurkach” i „krzyżykach” jako o ciekawostce regionalnej:)
U nas spotyka się też bardziej familiarne określenia na przydrożne kapliczki-posążki:
„dojechać do Maryjki”, „stanąć przy Józusiu”, „skręcić za Zofijką”, „klęknąć przed Jantołkiem”, „położyć (kwiaty) u Cecylki”:)
Ale to już tylko starsi, GPS w takie subtelności się nie bawi;)
No, bo GPS to szczeniak – a co tacy wiedzą o tradycji…
Witaj, Tetryku:)
Smyczek – znaczy?
A tak a propos językowych fikuśności – my zbiornik wodny, który pokazałaś, nazwalibyśmy „Stawek”:) A „stawiki” to są takie zasieki z wierzbowych albo brzozowych witek stawiane w poprzek (wprzec po naszemu) nurtu:)
A takie porządne, z solidnych desek albo betonu, to stawidła. Wszystko się zgadza!
Zaskoczyłaś mnie Leno i aż musiałam sprawdzić gdzie użyłam słowa stawik.
Czemu nie staw? Pewnie tak odruchowo, że malutki. Kiepska ze mnie polonistka.
Według Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych staw definiowany jest jako płytki zbiornik wodny powstały przez sztuczne zatamowanie (zastawienie) rzeki. Tradycyjnie mianem stawów określa się również wszystkie (nawet bardzo duże) jeziora tatrzańskie.
Cieszy mnie, że mój wpis spowodował dyskusję na jego temat. Natomiast, że wywoła rozważania o językowych fikuśnościach nigdy bym się nie spodziewała!
Myślałam, że „Stawik” to nazwa własna:)
U nas „Stawek” jest właśnie częścią nazw własnych: „Czarny Stawek”, „Rybi Stawek”, „Żabi Stawek”:)
To prawdopodobnie niepoprawność językowa -takie zdrobnienie zastosowane bez pomyślenia i odruchowo.
Duży -staw, mały -stawik -tak se Makówka wymyśliła!
W tej chwili nie bardzo już mogę szukać reguł, ale nie takie to niepoprawne, jakby się mogło wydawać. Znaczy końcówka do zdrabniania całkiem OK, ale pewnie niekoniecznie dla tego słowa.
Zapomniałam napisać wyżej – obie formy są poprawne, można je stosować zamiennie.
A zwróciłam uwagę na „stawik”, ponieważ to zdrobnienie (łac. deminutivum), a w moich okolicach używa się wyrazów, które nie są zdrobnieniami, choć tak brzmią: „siucheńka” – owca (nie „owieczka”), „barasiek” – baran (nie „baranek”), „skowerka” – skąpiradło, itd.:)
Dopowiem o tych zdrobnieniach -ik/-ek
stawik/stawek jak:
ludzik/ludek,
guzik/guzek,
kogucik/kogutek,
knocik/knotek
kącik/kątek
Rzecz w tym, że często jedna z tych form zdrobniałych (obocznych) zaczyna funkcjonować najpierw w podwojonym znaczeniu
(„ludek” – mały człowieczek 'a „ludek” – niewielka zbiorowość),
a potem także jako odrębna znaczeniowo jednostka, której to pierwotne znaczenie bywa zapominane
(„guz” – duży guzik 'a „guz” – wypukłość,
więc
pierwotny „guzek” – drobne zapięcie 'a teraźniejszy „guzek” – niewielka wypukłość, zgrubienie).
*Stąd te dylematy:)
Wylogowało mnie i zjadło kawałek komentarza:)
Jak napisałaś o tym stawiku to byłam bardzo zdziwiona, że ja użyłam takiego słowa, bo zawsze mi się wydawało, że mało używam zdrobnień.
Człowiek uczy się całe życie. I sam siebie zaskakuje!
Choć oczywiście używam -chatka, chałupka, a nie chata, chałupa, bo to jednak co innego moim zdaniem znaczy.
Jeśli zwracam uwagę na jakąś formę, to nie po to, by się przyczepić:)
Zjawiska językowe mnie fascynują. Wiem, że czasem zachowuję się jak dziecko, które dorwało się do cukierka w tęczowym papierku i nie może pohamować entuzjazmu, ale nic na to nie umiem poradzić:)
Może to dziwne zainteresowanie, takie smakowanie słów, powtarzanie ich głośno, szukanie melodii głosek, sylab… Sama nie wiem:)
Po prostu bawi mnie to i sprawia wielką frajdę:)
*Słowa po to są, by ich używać:)
A języki słowiańskie są cudownie bogate w różnorodność form, więc dają ogromne pole do popisu. Trzeba się z tego cieszyć i czerpać pełnymi garściami:)
Znowu mnie wylogowało i nadgryzło komentarz, ech…
Ależ Leno nie przyszłoby mi do głowy traktować to jako czepianie!
Każdy ma swojego „bzika”. Ja łażenie po wertepach i krzakach oraz w mniej znane miejsca, Ty zabawę słowami.
Cieszy mnie, że wpis wywołał taką ciekawą rozmowę; taką która bawiąc uczy albo uczy bawiąc.
Podobnie jest z wieloma femininatiwami, np. kierowniczek to zdrobnienie, a kierowniczka nie (bo kierownica to zupełnie co innego).
Dobry wieczór, Makówko:)
Też lubię włóczyć się po wertepach i krzakach:)
A jeszcze bardziej lubię wiedzieć, co (w sensie językowym) oznaczają miejsca, po których się włóczę:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Tetryku:)
Poniekąd:)
Tylko ja mówię o rzeczownikach pospolitych, które w ogóle nie funkcjonują w języku w tej formie pozornie niezdrobniałej (być może dlatego, że się do naszych czasów nie zachowała):
„barasiek” 'a „baraś” – nie istnieje (analog. „karaś” 'a „karas-i/ek”)
„siucheńka” 'a „siucha” – nie istnieje (an. „licheńka” 'a „licha”)
„jaskółka” 'a „jaskóła/jaskoła” – nie istnieje (an. „spółka” 'a „spóła”)
Poza tym, gdy podstawowym wyrazem jest np.: „jaskółka”, to wyraz pochodny „jaskóła/jaskoła” byłby zgrubieniem (łac. augmentativum), czyż – nie?:)
Pozdrawiam:)
Teraz wracam do odpowiadania Q.
Jeśli chodzi o chałupki w Stroniu to wyglądały one na zamieszkałe, a te w Krakowie dawno opuszczone. Powody mogą być różne. Może np.spadkobiercy nie mogą się dogadać albo…wiadomo, że są jakieś plany zagospodarowania tego miejsca. To jednak Kraków, tuż obok są bloki.
A szpital jest bardzo nowoczesny i doskonale wyposażony, ale cóż w znacznej części aktualnie „covidowy”, więc lepiej się nie zbliżać jednak.
Okej, to zrozumiałe. Chociaż nie lubię sytuacji z planami zagospodarowania, ktore wymuszają takie wyburzenia. To znaczy, jeżeli uda się dogadać po dobroci, to jeszcze, ale właśnie – kiedy dochodzi do wymuszenia…
Hmmm, nie chcę się Quackiemu wtrącać w dobranocki, ale mam coś jakby manifest naszej spacerowiczki:
Ależ oczywiście, to pasuje idealnie!
Notabene od miesiąca chyba słucham różnych płyt tego zespołu i z ogromną przyjemnością odkrywam mnóstwo piosenek, których na pewno słuchałem w dzieciństwie (głównie w radiu).
Dziękuję Tetryku!
To bardzo miłe podsumowanie mojego pięterka. I chyba trochę nazwanie mego uzależnienia od spacerków w miłym towarzystwie.
Bo ważne gdzie, ale jeszcze ważniejsze z kim.
Te dwa zdania z piosenki najbardziej mi się spodobały:
1.W kolorach dwóch raz zobaczyć to, co niewidzialne jest
2.Być, sobą być niepodzielnie
Oczami dziecka mierzyć świat
Najwyższy czas na lampkę i spanie. Spokojnych, słonecznych snów!

Spokojnej.
Niestety ja też powoli będę się brał do spania, ponieważ jutro rano jeszcze jedne poważne zakupy. Z dojazdem (wszystko w Trójmieście), ale jak na sobotę, to wcześnie.
To ja teraz jeszcze odpowiem na Twoje pytania Q, a Ty sobie jutro w wolnej chwili poczytasz.
Ukratku śpij słonecznie i spokojnie, a ja jeszcze odpowiem Mistrzowi Q na jego pytania.
Jura to raj dla miłośników wspinaczki, z trasami łatwymi i trudnymi, w niezwykle malowniczym krajobrazie. Trudno poza Tatrami szukać innego w Polsce tak dogodnego pola ćwiczebnego. To tutaj rozpoczynali przygodę ze wspinaczką niemal wszyscy słynni polscy Himalaiści, jak Wanda Rutkiewicz czy Jerzy Kukuczka oraz z młodszego pokolenia Martyna Wojciechowska.
Dolinki podkrakowskie są pełne skałek wspinaczkowych.
Pięterka o dolinkach już robiłam, Tetryk (chyba?)-też. Ale jeszcze nieraz pospacerujecie ze mną po dolinkach, gdyż jak wielokrotnie pisałam są one piękne o każdej porze roku.
W czasach studenckich kiedyś trochę probowaliśmy zabawiać się we wspinaczkę. W dolince Będkowskiej chyba.
Ha, dziękuję (jeszcze nie śpiący).
Pewnie wspominałem na Wyspie, że pod Kielcami taka ścianka, podobna trochę w stylu do jurajskich, jest w nieczynnym kamieniołomie na górzez Zelejowej (koło Chęcin).
Jeszcze było pytanie o fort.
Fort Prokocim formalnie został przejęty w użytkowanie przez Akademię Medyczną, ale faktycznie nie został nigdy zagospodarowany. Obecnie stanowi własność miasta. Od okresu międzywojennego obiekt użytkowany był jako magazyn wojskowy, później cywilny, w latach siedemdziesiątych został opuszczony. Wskutek wielu lat całkowitego opuszczenia jest zdewastowany (niemal całkowicie pozbawiony stolarki oraz pierwotnego wyposażenia). Jest jednak dostęp do wszystkich pomieszczeń, korytarzy, kaponiery ze strzelnicami. Wały obronne oraz fosa również są zachowane, choć już niekompletnie. Od końca lat 90′ postępuje dewastacja urządzeń fortu. W ostatnich latach skradziono unikalny sponson pancerny.
O fortach krakowskich, o Szlaku Twierdzy Kraków rozmawialiśmy kiedyś przy okazji mojego wpisu o fortach w Charleston.
http://madagaskar08.pl/blog/2019/05/24/forty-czyli-charleston-czesc-druga/
Jeszcze nieraz porozmawiamy, bo na moich spacerkach stale są jakieś forty. Dlatego zrobiłam osobną kategorię FORTY. Byłam kiedyś na prelekcji o fortach krakowskich i o planach ich zagospodarowania.
Zainteresowanych fortem Prokocim zapraszam do środka. Wlazłam i łaziłam korytarzami, dziwne chyba byłoby gdybym tego nie zrobiła skoro można.
Zainteresowanych tematem odsyłam do mapki, którą już na Wyspie pokazywałam.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.twierdza.art.pl/fortress.htm
Rewelacja. Mam nadzieję, że na renowację tych fortów znajdą się kiedyś fundusze, to może funkcjonować jako przestrzeń muzealna, kulturalna, gastronomiczna, zastosowań jest sporo.
Notabene trochę bym się bał na Twoim miejscu wchodzić w taki zalany korytarz. A co, jeżeli na środku jest otwór (planowany lub nie, np. stara kanalizacja), schowany pod wodą? Na studiach chodziłem „na czarno” po Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym i spotykani tam ludzie mówili o rozmaitych wypadkach w tym stylu.
Są takie plany. Niektóre forty są zagospodarowywane. Napiszę o tym więcej gdy wrócę, bo teraz zaraz idę spacerować knując albo knuć spacerowo-ulicznie.
Widzisz Q ja często robię różne rzeczy, których się trochę boję albo są powyżej moich możliwości, ale…
Widać lubię różne wyzwania, ale, ale w granicach rozsądku. No przecież jestem rozsądna, prawda?
Hmmm
czasami to pozostaje kwestią dyskusyjną…
Co pozostaje kwestią dyskusyjną Szanowny Panie Q?
No że w granicach rozsądku…
Ależ panie Q czyżbyś uważał, że bywam poza granicami…rozsądku?
Na szczęście jest już instrukcja:

(Znaleziono u „Satyra Polityczna”)
Czy to książka z okazji 102 rocznicy uzyskania praw wyborczych przez Polki?
Na dzisiejszym marszu z tej okazji było bardzo dużo panów, tak tylko nieśmiało wspomnę…
Jednym z zagospodarowanych fortów jest fort 45 Marszowiec po północno-zachodniej stronie miasta – przystosowany w 1999 do pełnienia funkcji hotelu. Na google maps można znaleźć lokalizację i sporo zdjęć.
Te zdjęcia z wnętrza całkiem całkiem.
Twierdza Kraków składa się ze 100 obiektów o charakterze militarnym, w tym 38 dużych fortów, z których 3 są bardzo zdewastowane, 9 jest w dobrym stanie, 7 jest zagospodarowanych, 6 ma szansę na adaptację.
Forty zagospodarowane:
Fort 2 „Kościuszko” – siedziba radia RMF FM, muzeum, kawiarnia
Fort 38 „Skała” – Obserwatorium Astronomiczne UJ
Fort 39 „Olszanica” – ośrodek jeździecki, schronisko jeździeckie
Fort 45 „Zielonki” – hotel „Twierdza” oraz strzelnica
Fort 47a „Węgrzce” – siedziba firmy transportowej, strzelnica
Fort 49 „Krzesławice” – Młodzieżowy Dom Kultury
Fort 49 ¼ „Grębałów” – ośrodek jeździecki
Fort III Kleparz – piwnica win importowanych, klub muzyczny „Forty Kleparz”
Fort 51 ½ „Swoszowice” – „Muzeum Spraw Wojskowych”
W czasie moich listopadowych wędrówek byłam w pobliżu paru fortów, ale jak napisałam we wpisie postanowiłam opisywać chronologicznie datami, nie tematycznie.Do tematu fortów będę jeszcze wracać w innych wpisach.
Są forty, które kiedyś zwiedzałam, mogę kiedyś odszukać stare zdjęcia.
Mogę tylko przyklasnąć (zagospodarowaniu i wracaniu do tematów).
Cieszę się, że to aprobujesz panie Q.
Masz tu w nagrodę jeszcze jedno zdjęcie ze środka fortu Prokocim na dowód, że faktycznie łaziłam tam korytarzami.
No, tu przynajmniej widać, że nie ma dziur w podłodze (ani w suficie, z których coś może zlecieć na głowę).
DOBRANOC WYSPO!

Znowu mnie wyprosiło:)
To chyba znak, że pora się pożegnać, więc dobrej nocki, Wyspo:)
Mnie w nocy też wylogowało.
I słusznie -w nocy trzeba spać, a nie łazikować po Wyspie!
Dzień dobry
Nocna zmiana dziś dopisała jak nigdy! Najbardziej zainteresował mnie Fort i mapka. Przy czasie tam połażę…
Nocna zmiana jeszcze śpi
ale jak się obudzą, czekać będzie na nich Gienia 
Witam!
Już zalogowana proszę o herbatę!
Witajcie!
Dziś kolejki do chleba nie było, więc się nie przywitałem z placu.
To może dołączysz do mnie? Piję herbatę od Gieni…
Też – właśnie kończę
Ja chleb kupuję raz w tygodniu i mrożę go. Dlatego cały czas mam świeży. No, ale ja jestem sama.
Ja też – właśnie w sobotę rano!
Nie wiem, o co chodzi z tym wylogowywaniem. Standardowo po zalogowaniu przeglądarka utrzymuje ten stan przez 24 godziny, chyba że się w międzyczasie wyczyści ciasteczka…
Mnie też wylogowało, ale to nie problem dla mnie. Jednak wcześniej tak nie było…
Ciasteczko to ja mogę zjeść, a nie czyścić!
Jestem, po zakupach, ledwie zdążyliśmy przed największym ciągiem kupujących! (I to jest w zasadzie jedyny argument, jaki mnie przekonuje do wstania tak wcześnie w sobotę).
Kochani, zmykam. Na spacer! Ojczyzna wzywa!
Mam nadzieję szybko do Was wrócić…
paaaaaaaaaaaaaaaa
Paa!
Dzień dobry




Wczoraj, gdy wróciliśmy z wycieczki, padłam jak kawka
Trzeba było jeszcze zgrać zdjęcia i oczywiście pogadać z córką… mamy ją na tak krótko (ale dobre i to)
U mnie dochodzi 6. za oknem ciemno, więc na razie nie ma mowy o wyjeździe. Ale już planujemy… tradycyjne Zion i potem zakupy w Kenosha
Nawet nie wiem jak wypadł „Black Friday”, bo nie mamy telewizora… to znaczy mamy, ale wysoko na regale i nikt go nie ogląda (zakryty 😉 )
Tutaj gdzieniegdzie Black Friday przedłużono do soboty (bo centra handlowe otwarte pierwszy dzień po poprzednim pandemicznym zamknięciu), a niektórzy mają nawet Black Week!
Tutaj zwykle po tym „Czarnym Piątku” kilkanaście osób ma połamane ręce i nogi… co roku też przynajmniej jedna osoba „zadeptana” jest na śmierć

Nie wiem co było w tym roku, bo nie oglądamy telewizorni. A do sklepu (rano) nikt nas nie wyciągnie. Niczego nie potrzebuję tak gwałtownie, żebym musiała leźć w ten tłum i bić się o każdy produkt. A to, że w niektórych sklepach pierwsza osoba dostanie za darmo telewizor… po co mi jeszcze jeden, skoro tego, który mamy nie ma komu oglądać?
No to wtedy sobie ustawiasz (albo wieszasz) jeden telewizor w salonie, drugi w sypialni, trzeci w kuchni, czwarty w łazience… Luksus, proszę ja ciebie, wypas, jesteśmy bogaci, stać nas!
Wolę na ścianach powieszać swoje obrazki – przynajmniej mam piękne widoki

A luksusu nie potrzebuję…
Córka nie jedzie z nami. Przed przyjazdem tutaj naczytała się, że Chicagoland przoduje w USA pod względem zarażeń „wirusem w koronie” i nie chce nigdzie wychodzić. Jak mi powiedziała, zrelaksuje się na maksa, siedząc w domu i nic nie robiąc. OK. Skoro tak woli…

Wiem, że ja nie wysiedziałabym tyle czasu w domu, chyba bym zgłupiała ze szczętem i dostała ciężkiej klaustrofobii
Córka uważa też, że my wstajemy w środku nocy, a ona chce się porządnie wyspać… kwestia podejścia do tematu… nie uważam, że 4 rano to środek nocy…
Ja dzisiaj wstałem przed ósmą i to było zdecydowanie za wcześnie.
Jak już powiedziałam, wszystko jest kwestią podejścia do tematu. Dla jednego 4 rano nie jest wcale za wcześnie, dla innego 8 rano to skoro świt…

Każdy ma swoje…
Ja wstaję ok. 6 rano i tak mam jeszcze z czasów, gdy chodziłam do pracy. Przyzwyczajenie jest drugą naturą.
Ja wstaję coraz wcześniej… wieczorem padam na dziób


I pomyśleć, że kiedyś, gdy jeszcze pracowałam w Polsce, mówiłam swemu mężowi, że trzeba być psychicznym, żeby tak codziennie rano wstawać…
To znaczy – zrobiłam się psychiczna
Hm…niech pomyślę. A jak ktoś lubi pospać do 10 to jest jaki? Psychiczny? Czy śpioch?
Znam takich, dla których to dopiero początek nocy…
Miralko 🙂 Wydaje mi się , że wstręt do telewizorów staje sie powszechny , bo w Hacjendzie na Mazurach złodzieje , mimo ochrony , weszli do środka i zniszczyli trzy telewizory . Nie możemy zrozumieć , nic nie zginęło tylko szlag trafił sprzęt video . Dziwna sprawa , bo z nikim tam kotów się nie drze , to w czym winne były telewizory ?
Ich grzech pierworodny: odbierały kurwizję…
Mogli wejść przez jedno z ośmiu parterowych okien , wyrwali jednak z zawiasami klepkowe drzwi wejściowe . I to jest też bardzo dziwne , kim byli złodzieje .
Może jakieś porachunki
Może denerwowała ich antena satelitarna ? Bo jest w tej chwili ,po instalacji 5G ,
grupa zajadłych przeciwników tego pasma . 
O tak, Maksiu… tutaj też są przeciwnicy, którzy wszystkimi sposobami niszczą urządzenia odbierające (wysyłające, przekaźniki) te 5G. Według niektórych, to właśnie te urządzenia są odpowiedzialne za „wirusa w koronie”… za jego powstanie i rozprzestrzenianie. Niby idiotyzm, ale są tacy, którzy wierzą, że to prawda. A jak wiesz – z wiarą trudno walczyć, bo żadne argumenty nie trafiają do zaczadzonych głów…
Przypomniało mi się, o czym już chyba wspominałam na Wyspie, że zaraz na początku pandemii, spadło spożycie meksykańskiego piwa – „Corona”, bo duża część Amerykanów kojarzyła to piwo z wirusem… uważali, że nazwa wirusa wzięła się od nazwy piwa…
Zazwyczaj wydaje się, że głupota ludzka ma aspekt jednostkowy, niemierzalny… i nagle konkretnymi liczbami potwierdza ją statystyka, jak w przypadku tego piwa czy sukcesów wyborczych miernot…
Niestety, Ukratku, masz rację…

Czasami mam wrażenie, że duża część społeczeństwa wyłączyła w mózgu opcję – „myślenie”… i dotyczy to nie tylko wirusa, czy wyborów społecznych… ogarnia wiele aspektów naszego życia
Wracam do domu.Dużo było tych ulicznie knujących!
Jestem w domu, już po obiedzie i herbacie z deserkiem.
Zanim opowiem „własnymi słowami” wkleję tekst Jacka Tarana (fotografa, dziennikarza):
CZEŚĆ I CHWAŁA SUFRAŻYSTKOM!
Z okazji 102 rocznicy wywalczenia przez kobiety praw wyborczych blisko dwa tysiące osób przeszło dziś w marszu z Rynku Podgórskiego pod Collegium Novum UJ. Marsz przebiegał spokojnie, wznoszono znane już z poprzednich demonstracji hasła i antyrządowe okrzyki. Pod Collegium Novum doszło do przepychanki z policją, która z niewiadomych przyczyn nie chciała pozwolić liderom marszu na zajęcie schodów, skąd mogliby przemawiać do zgromadzonych demonstrantów. Lana Dadu powiedziała – „To jest symbol, kiedyś nasze prababki walczyły o prawo do studiowania dziś my musimy walczyć o prawo do samostanowienia o sobie. Mamy prawo tutaj zostać, mamy prawo samodecydować, mamy prawo być w Europie i cieszyć się z tych przywilejów. Mamy prawo stanąć na schodach! – krzyczała do zgromadzonych.” Po zakończonej demonstracji policja przystąpiła do masowego spisywania jej uczestników.
Cóż, ja się niestety nie wybrałem… Ale cieszę się, że dziury nie było! 😉
Dziury? Nie rozumiem.
Z braku mojej obecności…
A teraz relacja „oczami Makówki”.
Spokojny marsz, dużo osób, kobiety, mężczyźni, głównie młodzi, ale i sporo osób z naszego Stowarzyszenia. Było tyle osób, że nie wszystkich udało mi się spotkać, ale i tak radość wielka ze spotkania „naszych zdradzieckich mordeczek” w realu.
Pies z błyskawicą, starsza pani o kulach, wiwatujący ludzie w oknach.
Sporo policji, która jeszcze nadal nie budzi we mnie strachu. W odróżnieniu od grupek tajniaków mijanych po drodze, których widok natychmiast w oczach pokazuje tych z pałkami teleskopowymi w Warszawie. Nie tylko u mnie -obok mnie szli jacyś młodzi ludzie, z którymi wymieniliśmy się uwagą:
„To oni? Lepiej nie wpatrywać się, idziemy dalej, nie prowokujemy”
Robiłam zdjęcia, więc wędrowałam wzdłuż marszu, w ten sposób trochę rozmawiałam ze znajomymi, a trochę z obcymi ludźmi.
W powietrzu czułam międzypokoleniową solidarność.
Sytuacja dość kuriozalna zdarzyła mi naprzeciwko „okna papieskiego”, gdyż chcąc zrobić zdjęcie cofnęłam się na skwerek i po chwili miałam problem z wróceniem, bo znalazłam się za plecami kordonu „obrońców kościoła”.
Dotarliśmy pod UJ. Tam zrobiło się gęsto i już „mało przyjemnie”.
Po odśpiewaniu hymnu („Jeszcze Polska nie zginęła” w tej sytuacji jakoś wyjątkowo mnie wzruszyło) postanowiłam iść do domu.
Po lewej rząd suk policyjnych. Na wprost grupka tajniaków.
Podeszłam więc do policjantów po prawej z niewinnym pytaniem „Czy spod Bagateli jeżdżą tramwaje?”(wiedziałam, że nie, ale…)
Uzyskałam grzeczną odpowiedź „Jeszcze ruch jest wstrzymany, ale demonstracja już się kończy, zaraz ruszą”.
„To ja mogę tu przejść?”.
Chodziło mi o to, że wolałam sama do nich podejść uprzedzając ich ruch, bo wcale nie chciałam być spisana. Po co mi to? Co jest (nawiasem mówiąc) namacalnym dowodem na to, jaka jestem ROZSĄDNA!
I cwana…
Trochę też. Przecież idąc ulicą od Rynku Podgórskiego widziałam stojące tramwaje.
Moje tak postawione pytanie miało na celu zasugerowanie, że jestem kimś, kto znalazł się tu przypadkowo.
I tak też odpowiedział mi policjant.
Żadnej „tekturki” ze sobą nie miałam.
OMG, aż mi się przypominają przeróżne relacje z czasów okupacji. Tyle że wtedy jeszcze dobrze było po niemiecku umieć.
Trafne porównanie…
Z rodzinnych opowieści mojej mamy (zależnie od sytuacji) po niemiecku albo rosyjsku.
Mnie groziło (raczej) jedynie wylegitymowanie i spisanie, ale chciałam tego uniknąć.
Te grupki tajniaków nie wyglądały dobrze, a demonstrujący byli wkurzeni, że policja narusza eksterytorialność uczelni, więc mogło być różnie. Trochę wyglądało to na przygotowywanie do otoczenia demonstrujących, aby spisywać tych, co w środku.
Przez tych cholernych tajniaków musiałam iść trochę okrężną drogą do autobusu. Jakoś źle im z oczu patrzyło, wolałam ich ominąć, a przechodzić obok umundurowanych.
Mam wrażenie, że z wiekiem (zwłaszcza osoby, które mają doświadczenia z PRL) człowiek rozpoznaje tajniaków na odległość. Na wyczucie. Instynktownie.
Tych wmieszanych w tłum to nie wiem. Ale w grupce wyglądają łatwo rozpoznawalnie.
Choć przed wydarzeniami w Warszawie nie wiem, czy nie myślałabym, czy to nie są kibole.
W jednym miejscu stali na szeroko rozstawionych nogach w pewnych odległościach od siebie równolegle do naszego marszu tak jakby chcieli pokazać „jesteśmy!”.
No. Mowa ciała. Podejrzewam, że ci z nowych naborów nie mają jej opanowanej.
Walec PIS zniszczył wszystko. Zaczął od stadniny, a teraz rozp…również Policję.
A jeszcze nie tak dawno pokazywałam na Wyspie zdjęcie z policjantami i opowiadałam jak im dziękujemy za ochronę naszych demonstracji.
Ci dziś byli mili, ale nie ryzykowałam żadnych pogaduszek na wszelki wypadek.
Mam trochę moich pstryczków z dzisiaj, ale jak ktoś ciekawy jak to wyglądało lepszy będzie filmik, który teraz znalazłam w Internecie.
Albo profesjonalne zdjęcia w GK.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/gazetakrakowska.pl/strajk-kobiet-w-krakowie-protest-na-rynku-podgorskim-mamy-prawo-glos-to-za-malo-zdjecia-2811/ar/c1-15317422?utm_medium=push&utm_source=pushpushgo&utm_campaign=CampaignName
Obejrzałam zdjęcia i filmik, ale czas na mnie do spania.
Dobranoc
Śpij spokojnie Bożenko!
Spokojnej!
Obawiam się, że w związku z porannym wstaniem ja dzisiaj nietypowo wcześniej również się pożegnam, po dobranocce, rzecz jasna.
Ja dziś się wyspałam. Aż za bardzo, więc pewnie późno zasnę.
Jutro znów będę wyzywać budziki, aby wstać na wycieczkę.
A tak à propos Dobranocki ciekawa jestem czy uda Ci się wykombinować coś tematycznego?
Niezmordowana!
Łoj. Właśnie zmordowana, ale jak mus to mus.
Zapisałam się, miejsce w samochodzie blokuję, już teraz nie mam wyjścia.
Dzisiaj to raczej nie wiem, czy mi się uda coś a propos. Że pod Krakowem? I na dobranoc? Hmmmm.
Grzyby, stawy, kapliczki, skałki, stare chałupki, forty, jesienny las, hm …krowy -też mogą być!
A znasz piosenkę o kimś kto jest bardzo rozsądny?
YouTube pokazuje z Prokocimia GŁÓWNIE przyśpiewki kibiców Cracovii, relacje z oprawy meczów etc. To zdecydowanie nie jest materiał na wyspiarską dobranockę.
Podobnie relacje ze szpitala i lokomotywowni.
Są też relacje z fortu 50, ale zwykle bez muzyki albo z nieodpowiednią.
Chyba muszę rozszerzyć zakres poszukiwań.
Jejku, przepraszam, już daj cokolwiek.
Nie ma złych wyników, są tylko za krótkie wyszukiwania
Spokojnych snów!
Opóźnione niespodziewaną, ale miłą wizytą – dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór Leno!
Jeszcze chwila, a będziemy mówić dobranoc. Bożenka już śpi.
Bożence, jako Wyspowemu Świergotkowi – wolno więcej:)
A tam wyżej Ktoś chyba pisał, że wyspał się aż za bardzo;)
Chyba ja. Niestety.
Bo nie uda mi się wcześniej zasnąć i problemem może być zerwanie się o godzinie, która dla Miralki jest rankiem, a dla mnie środkiem nocy.
Dobranocka.
To może tak: utwór Zbigniewa Wodeckiego (z Krakowa – check!), wykonuje Magda Steczkowska (nie z Krakowa, no trudno), ale za to podczas Dni Prokocimia (check!). No i kameralnie wykonuje, z klawiszami tylko.
Nagranie trochę amatorskie, ale jeszcze nienajgorsze.
Snów z Prokocimia
Jesteś Mistrzem poszukiwań. Dziękuję.
Dziękuję, jest to owszem pewna satysfakcja za każdym razem, jak się uda
Od wielu lat mieszkam na osiedlu Wola Duchacka.
Natomiast gdy jeszcze mieszkałam na ulicy Galla (kiedyś na Wyspie zastanawialiśmy się nad losami nazwy tej ulicy) bardzo dużo jeździłam do Prokocimia. Najpierw ja jako dziecko gdy zachorowałam, a potem z moimi dziećmi, gdyż moja mama pracowała w Instytucie Pediatrii w Prokocimiu (obecnie Uniwersytecki Szpital Dziecięcy).
Tak więc Prokocim to nazwa mi bliska, jedyna część Krakowa po drugiej stronie Wisły, którą wtedy znałam.
Gdy miałam maraton wizyt po różnych specjalistach w Szpitalu z moimi dziećmi chodziłam z nimi na spacer właśnie tam, gdzie jest fort Prokocim.
A teraz już naprawdę dobranoc!
Zatem, aby łatwiej było zasypiać…

DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry

Już mi się zaczynają dni mieszać i musiałam zapytać małżonka jaki dziś dzień – sobota, czy niedziela? Tak długi weekend rzadko się zdarza…
A tak w ogóle, to jadąc dziś (sobota) z Zion do Kenosha widzieliśmy idącego drogą (poboczem) kojota. Trochę szkoda, że obydwa aparaty na tylnym siedzeniu i nie było szansy zrobić mu zdjęcia

Chociaż i tak nie wiem… na tym odcinku jest ograniczenie prędkości do 72 km/godz (45m/h), a nie tak często zdarza mi się jechać tyle co na znaku… zwykle jadę trochę szybciej. Nie wiem czy przy takiej prędkości wyszłoby jakiekolwiek zdjęcie
Dzień dobry
I znów niedziela…
Witam!
Śnieg!
Wyjeżdżamy z Krakowa.
Więc zabierz z sobą herbatkę

Dziękuję,na Ciebie zawsze można liczyć
Udanej wycieczki.
Miłego wędrowania, Makóweczko
Dziękuję Wam Drogie Panie!
Jak już pisałam parę schodków niżej wycieczka była bardzo udana.
Oprócz zimowych krajobrazów były chatki, kapliczki, drewniany kościółek, dzwonnica itd.
Jednak nie będę (jak dawniej robiłam) pokazywać pstryczków w komentarzach, lecz zostawię na nowe spacerkowe pięterka.
Witajcie!

Ładna zima
A tu deszcz…
Tetryku to widok z balkonu?
U mnie rano też tak było, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia, gdyż spieszyłam się na autobus.
Teraz za oknem na trawniku dalej biało, ale na drzewach -już nie.
W czasie wycieczki wystarczająco nazachwycałam się widokiem prawdziwej zimy i posłuchałam chrzęstu śniegu pod nogami.
Tak, poranny widok z balkonu 🙂
Dzień dobry. Umówiłem się tak, że wczoraj, owszem, pojadę rano na zakupy, ale dzisiaj nie będzie żadnego budzenia. No i dospałem sobie do tej pory. Ale już nie śpię.
Czy to nie szkoda dnia na takie spanie?
Gdybym sobie na to pozwoliła, cały dzień miałabym z głowy…
Wczoraj nadrobiłem aktywnością, to dzisiaj spaniem. Chociaż prawdę mówiąc, wolałbym bardziej po równo.
Mam tak jak Bożenka. Jeśli nie wstanę po obudzeniu, zasnę i obudzę się znacznie później, ale cały dzień chodzę jak połamana… mam ciężką głowę i wszystko mnie boli (szczególnie boki od leżenia)

No to wolę wstać i czuć się normalnie
A ja mogę sobie pozwolić na drzemkę w ciągu dnia, 20-40 minut, bo jak dłużej, to zwykle jestem potem nie w sosie, a w przypadkach skrajnych budzę się z bólem głowy.
Czasem się zdrzemnę na 10-15 minut, ale na fotelu.
Czemu Towarzysz jest taki smutny ? Padło pytanie . A , bo wiecie Towarzyszu , wczoraj miałem proroczy sen … Proroczy ? A co Towarzyszowi się śniło ? Śniło mi się , że jestem na zebraniu partyjnym i budzę się i faktycznie jestem na zebraniu !! Miłego popołudnia listopadowego dla śpiących Wyspiarzy bez proroczych snów 🙂
Jest takie określenie „turbodrzemka”. Nie wiem, skąd się to wzięło, ale krąży taka fama, że Leonardo Da Vinci spał WYŁĄCZNIE w ten sposób, ileś tam razy na dobę.
Drzemka podobno ,jest sygnałem organizmu na chwilową przerwę niezbędna w uporządkowaniu różnych funkcji fizjologicznych . Nie ma sensu walczyć samego z sobą . Pozdrowionka bez korony 🙂
Żeby to tak każdy mógł… zawodowi kierowcy TIRów, maszyniści…
Gdy ja wędrowałam Wyspiarze dyskutowali o porach spania i drzemkach.
No to „się wypowiem”.
Jestem klasyczną sową niestety. Najlepiej śpi mi się rano.Gdy muszę wstać wcześnie cały dzień jestem nieprzytomna, ale nigdy nie robię drzemek w dzień(oprócz sytuacji gdy jestem chora).
Często gdy budzę się o 10 jestem zła, że „szkoda dnia”, ale wyspana szybciej cokolwiek zrobię niż taka niedospana.
Wstawanie o 6 rano na wycieczkę to zupełnie co innego, nie lubię, ale…
A tu żadnego śniegu, w całym województwie – nic a nic. Myślałem, że to tylko blisko morza, ale nie, w głębi lądu też nie spadł.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.gddkia.gov.pl/pl/22/mapa-kamer-monitorujacych#pomorskie
Dobry wieczór, Wyspo:)
Pani Zima nieśmiała jakaś:)
Nockami snuje się po alejkach i ogrodach, przysiada na ławeczkach, zagląda w ciemne okna…
A nad ranem zaszywa się w jakimś kątku i nawet noska nie wyściubia do zmroku…
Młoda jeszcze i może dlatego taka płochliwa:)
Pozdrawiam:)
Młodziutka, to i nawet kichanie ją płoszy! 😉
Witaj, Tetryku:)
Lampki jeszcze nie ma, więc takie, melancholijne nieco, może nawet melodramatyczne, ale milutkie mimo wszystko skojarzonko zaokienne:):
Z tłumaczeniem:):
mamo znowu tam wróciłam
do miasteczka na nabrzeże
mamo tak ukryłam dumę
lecz zrozumiałam właśnie czym jest czułość
mamo jestem samiuteńka
a dokoła mnie ludzie ludzie
mamo wiesz moje serce nie bije
mamo i co ze mną będzie
śnieg… pada na moją twarz
śnieg… pierwszy raz okrył miasto dziś
śnieg… sypie śnieg sypie wciąż
czy przysypie moje serce…
czy ukoi… czy ożywi…
samolot poruszy niebo
i może zmieni się pogoda
ach jak bym chciała pójść ku słońcu
tak tęskno mi do innej pory roku
a w sumie co niby się zdarzyło
o znowu w sercu dziwnie zakłuło
bo on naprawdę wciąż nie pojął
że nigdy aż tak jeszcze nie kochałam
śnieg… prószy na moją twarz
śnieg… pierwszy raz okrył miasto dziś
śnieg… sypie śnieg sypie śnieg
czy przysypie moje serce…
czy zagoi… czy obudzi…
mamo znowu tutaj jestem
w obcym mieście na nabrzeżu
mamo pokonałam dumę
ale poznałam jak smakuje czułość
mamo ja – taka samotna
a dokoła mnie ludzie ludzie…
mamo moje serce już nie bije
mamo i co to ze mną będzie
śnieg… przykrywa moją twarz
śnieg… pierwszy raz ze mną w mieście dziś
śnieg… śnieg sypie wciąż sypie wciąż
czy zasypie moje serce
czy uleczy… czy ożywi…
Pozdrawiam:)
Senator lubił linkować Waengę…
Śnieg na mojej głowie maskowałby szron, o którym już rozmawialiśmy 😉
Też jej słucham.
Na mojej byłby widoczny doskonale:)
Przepraszam Leno, że się wtrącę w komentarz adresowany do Tetryka.
Wysłuchałam i bardzo się wzruszyłam.
Szczególnie wzruszyło mnie zdanie:
… pokonałam dumę
ale poznałam jak smakuje czułość…
Pewnie znów coś nadinterpretuję i szyję na swoją modłę?
Nie nadinterpretujesz. To jest sens tej pieśni: pokonanie dumy i samotność jako cena zaznania czułości…
Tej pięknej (choć jednak smutnej) pieśni -tak.
W życiu wolałabym, aby nagrodą za pokonanie dumy było zaznanie czułości.
Dobry wieczór, Makówko:)
Trudno tłumaczyć czyjąś poezję:)
Zwłaszcza – śpiewaną, gdy trzeba brać też pod uwagę melodyjność fraz opartą na ruchomym akcencie oryginału i paroksytonicznym tłumaczenia:)
Na pewno jest w tym tekście tęsknota za czułością, której ponowne zaznanie warte jest pokonania własnej dumy. Ale też odnajduję tam niepewność i skargę, trochę sarkazmu i jeszcze więcej bezradności. Wszak my, dorośli, do mamy zwracamy się w chwilach wyjątkowo trudnych, beznadziejnych prawie:)
Ten śnieg… właściwie równie dobrze może padać w nadbrzeżnym miasteczku na bezradną bohaterkę, jak i istnieć wyłącznie w jej głowie:) Być metaforą nastroju, któremu uległa…
Bardzo ładnie to napisałaś Leno.
Tak, zaznanie czułości warte jest pokonania własnej dumy.
Oczywiście do pewnych granic, w których jednak duma jest ponad ewentualną „nagrodę”.
Dziękuję, Makówko:)
Kalendarzowa zima jeszcze się nie narodziła . Dajmy jej szansę . Bo z wcześniakami różnie bywa . Pamiętam ogłoszenia : Zima wszystkich zaskoczyła ! Byliśmy bezradni .
Witaj, Maksiu:)
Jakoś nigdy nie byłam wielką fanatyczką kalendarzowych rygorów.
Co więcej, podejrzewam, że pani Zima też ma je w swoim ślicznym, już wyściubionym nosku;)
Pozdrawiam:)
Bywało różnie . Rok 1972 Imieniny Barbary 4 grudnia obchodziliśmy ubrani do figury , przy stole pod gołym niebem . Oczywiści było trochę kalorii w płynie , ale impreza skończyła się po północy . A może , bo byliśmy młodzi ? Może …
Z tego by wynikało, że wszystkie pory roku są niesubordynowane:)
Bo przyroda wie, że przesadne subordynowanie jest nudne i ogranicza spontaniczną fantazyjność!
Wróciłam.
Cała i zdrowa, choć trochę poobijana, gdyż dwa razy zaliczyłam tzw.” glebowanie”.
Był taki kawałek gdy szliśmy wiejską drogą, gdzie na wyślizganym lodzie leżała warstwa puchu.
Było nas 14 osób i każdy w końcu kiedyś się wywalił. Na koniec był ranking -kto ile razy. Poślizgnięcie bez „glebowania” się nie liczyło.
Nikomu nic się nie stało.
Zakopianka też była śliska, ale wszystkie trzy samochody dojechały bez problemu.
Teraz, aby tylko dziecko dojechało spokojnie, które teraz spaceruje po Bukowinie, aby przeczekać korek „turystów wracających z delegacji”.
Cudna zima! Przepiękna!
No, to się cieszymy, że wróciłaś bezpiecznie! (Mimo poobijanych części).
Na szczęście oba upadki były na d…ę.
Od uderzenia głową chronił mnie plecak.No i jednak amortyzowałam kijkami.Bez kijków zupełnie sobie nie wyobrażam. Kiedyś tak się poślizgnęłam na mokrym od deszczu drzewie, że zanim upadłam złamałam kijek. Logiczne jest, że zamortyzował znaczną część uderzenia.
Dziś koleżanka poleciała jakoś dziwnie do przodu na twarz, pomagali jej wstać, bo miała problem, ale nic jej nie jest.
Co się poruszałam, nasapałam, naoglądałam puchu na drzewach i naśmiałam to moje; nie do przecenienia.
A jak teraz po kąpieli i zjedzeniu obiadu cudnie leży się w łóżeczku i kuka na Wyspę!
Aha, no i zapomniałbym. Dzisiaj wieczorem mam spotkanie na zoomie. To może dobranockę wrzucę już, a zobaczę potem, do której potrwa spotkanie i czy będzie sens wejść na Wyspę (np. bardzo późną nocą).
Jestem za. Tym razem nie będę Ci stwarzać trudności z prośbą o coś tematycznego.
Po dzisiejszym dniu mnie się wszystko dziś kojarzy z zimą i białym puchem.
Dobranocka.
Skoro (zasadniczo jutro) Andrzejki, niech będzie Andrzej. Zaucha.
Snów serdecznych (ale nie że od razu bijących!)
Eh! Andrzejki…w tym roku nie będzie harcerskiego spotkania z tej okazji.
Tradycyjnie spotykaliśmy się, wspominaliśmy dawne czasy, obozy harcerskie. Była to okazja do wspólnego pośpiewania harcerskich piosenek i dobrej zabawy przy okazji lania wosku.
No i zacznie się adwent… A właściwie od czego zaczyna się adwent?
Nikt nie wie? To Wam powiem – od a.
Widzę że zostałam sama, bo reszta chyba zabiera się do lania wosku…(a może wody?) Idę więc spać.
Dobranoc
Ja jestem zajęta śledzeniem:
1. przesyłki listowej (książki)wysłanych 9 listopada do mojego starszego dziecka do Wlk Brytanii. Wygląda na to, że utknęła na granicy.
2. stanu zakorkowania Zakopianki, którą teraz usiłuje wrócić do domu moje młodsze dziecko.
Sznur aut na zakopiance ciągnie się między Pcimiem a Krakowem. Pokonanie odcinka normalnie zajmuje około 40 minut, teraz jazda może trwać nawet dwie godziny. Przejechanie całej trasy z Zakopanego do Krakowa zajmuje kierowcom nawet pięć godzin.
Ok godz. 20:10 przejechanie dwujezdniowej trasy z Myślenic do Krakowa (ok. 30 km) zajmowało aż 2,5 godziny.
Korki spowodowane są natężeniem ruchu oraz tym, że kierowcy starają się pokonać wzniesienia mając nieodpowiednie do pory roku ogumienie.
Równocześnie rozmawiam telefonicznie z tym młodszym a na WhatsApp z tym starszym.
Jeszcze kukam na TVN, fb i Wyspę.
DOBRANOC BOŻENKO!
Witaj makówko. Jestem spóźniona podwójnie, ale niech tam napisze Zachwyciły mnie dwa zdjęcia -stawik w Cz. i 5 listopada zza płotu. Cudownie – malarskie. Masz też niezwykłe wyczucie kompozycji obrazu. Miło mi było przespacerować się po śladach…
To prawda, kompozycyjnie te zdjęcia są naprawdę prześliczne!
Dziękuję rumbutumbu wyszeptała zarumieniona Makówka i schowała się za kwiatka. Miło, że zaglądnęłaś.
Cieszę się, że miło Ci się spacerowało.
Stawik w Czajowicach również był pstrykany metodą wkładania aparatu fot.”między sztachetki”.
Innymi słowy lubisz podglądanie przez dziurkę od klucza skoro spodobały Ci się akurat te dwa zdjęcia.
Dziękuję!
Tobie Q również dziękuję.
Dobrych snów, Bożenko!
Ach, jestem. Ale nie bardzo się nadaję do sensownej rozmowy. To były Andrzejki branżowe, połączone z konsumpcją. To ja może się zgłoszę tradycyjnie jutro rano. Dobranoc!
Czyli takie w realu? Ale Ci dobrze!
Śpij spokojnie, do jutra!
Dobry wieczór Wyspo,
Makówko, czytałam z zainteresowaniem, gdyż do Parku Duchackiego nigdy nie dotarłam. Trzeba będzie wiosną go odwiedzić po rewitalizacji, będzie jeszcze ciekawiej.
Twoje ostańce w podkrakowskiej dolince są wyjątkowej urody.
Witaj Ultro, miło, że zajrzałaś.
Nie mogłaś dotrzeć do Parku Duchackiego, bo go nie było. To był teren prywatny i zaniedbany. Dużo osób zaangażowało się w to, aby nie niszczyć tego miejsca ciekawego i historycznie i przyrodniczo i aby zamiast kolejnych bloków powstawał tu park.
Spotkajmy się na wiosnę w tym parku, a potem…kawa? herbata? ciasteczko? winko?
Dziękuję za miłe słowa.
Jak dożyję, czemu nie? Miła jesteś.
Łoj, łoj…tego nie wie nikt komu co pisane.
Również tego, do czego zmierza ten świat! Cały, a nie my poszczególne robaczki:)
Na mnie już czas. Dobranoc państwu!

Śpij dobrze Ukratku!
Ja chyba też wkrótce umknę…
DOBRANOC WYSPO!
Będziemy się „andrzejkować”?
Dzień dobry
To już ostatni dzień listopada 
Dzień dobry, nowy dzień, nowe wyzwania od rana. I zadania.
A reszta śpi? Potrzebna jest Gienia…
Potrzebna, bardzo potrzebna.
Z dobrą herbatą!
Witajcie!
Nowy dzień, nowy tydzień, a za chwilę nowy miesiąc. Kto przygotuje pożegnanie z honorowym patronatem KIG-a?
Ja już pozostanę przy zabieraniu Was na moje spacerki poezję zostawiając lepszym znawcom tematu.
Też o tym myślałam, ale ktoś zrobi to lepiej niż ja 😉
Ciekawe Bożenko czym nas tym razem zaskoczą te „ktosie”.
Myślę że jutro się dowiemy.
Zimowo witam!
(pod moimi blokiem leży jeszcze śnieg).
A tu pada śnieg z deszczem i robi jeszcze większą chlapę…
Tu nic nie pada. Bywają nawet prześwity słońca zza szarego nieba.
Jednak ja dziś kapciuszki i regeneracja poobijanych kości.
Więc się regeneruj, żebyś miała siły na dalsze wycieczki…
Ciszaaaaaa….
To ja może takie zdjęcie z wczoraj pokażę?
Pisałam wczoraj, że mój syn utknął w korku na Zakopiance. Zamiast stać ,zjechał więc na Zarabie i poszedł na spacer.
Przysłał mi parę zdjęć, to jedno z nich.
Bo moi drodzy mania spacerkowania to nałóg przekazywany w genach.
Piękne zdjęcie
Natomiast w sobotę w Bukowinie było tak:
(to też od dziecka)
Piękny widok!
No faktycznie GDZIEŚ padał śnieg.
Witaj Jo stęskniona za śniegiem!
W noc z soboty na niedzielę padał nawet w Krakowie. Tetryk pokazywał na Wyspie zdjęcie z balkonu.
Pod moim blokiem jeszcze teraz resztki leżą.
Nie na północy, żeby było śmieszniej. Ale zdaje się, że w najbliższych godzinach nadrobimy.
No a u mnie? Znowu pluszowy bałwan?
Daj spokój. Luna ci go rozniesie…
Jo!
Jak sobie wyobraziłam Twoją uroczą kozę tarzającą się w śniegu to zaraz zrozumiałam czemu tak tęsknisz za śniegiem.
A, no właśnie, Luna przecież jest bielutka, niech robi za bałwana w tym roku.
Ależ Q. Luna natychmiast zjadłaby marchewkę i byłaby bałwanem bez nosa!
Nie kuście…
Brawa dla młodego!
Gratuluję Makówko, syn otrzymał same dobre geny. Nie dość, że lubi spacerować, to jeszcze zatrzymują go ciekawe widoki…
Pływać i jeździć na nartach też lubi.
Dokładnie tak samo jak moi rodzice.
A, i jeszcze jedno – w ciągu miesiąca trzeba będzie demokratycznie wybrać kolejnego poetycznego patrona roku. Proszę o przemyślenie i zgłaszanie kandydatur.
Byli już: Leśmian, Tuwim, Pawlikowska-Jasnorzewska i teraz Gałczyński.
Właśnie się doczytałem, że Sejm wybrał m.in. Norwida, Baczyńskiego i Różewicza (a także Lema!)…
Więc mamy z czego wybierać.
Proponuję Lema. We wrześniu przypada setna rocznica Jego urodzin.
Zamiast wierszy fragmenty książek?
Bardzo cenię Lema, ale wybitnym poetą to on nie był…
Co miesiąc jedna z „Bajek robotów”? Nieco za długie jak na wpis, no i prawa autorskie b. świeże…
Chyba masz rację. Trzeba się jeszcze zastanowić…
Myślałem, żeby może teraz znów dla odmiany jakaś autorka?
Zuzanna Ginczanka? To, co z jej wierszy jest publikowane, wydaje się nad wyraz poważne.
A może noblistka – Wisława Szymborska?
Obie w jakiś sposób związane z Krakowem, krakuska Makówka się cieszy!
Quacku, a masz pomysł na wpis zamykający rok KIG-a?
Trochę długie, ale tak sobie myślę, że „Przez zapaleniem choinki” byłoby najlepsze. Bo raz, że grudniowe i świąteczne, a dwa, że tam jeszcze jest o Bachu!
Dasz radę wystawić? Czy scedujesz to na mnie?
Jutro? Albo dzisiaj w nocy? Wystawię.
A działa ta publikacja o zadanej godzinie? Bo komuś kiedyś ponoć nie zadziałała?
Tu chyba nie próbowałem (komentarz autorski!), ale na innym wordpressowym blogu działa, sprawdziłem…
Przepraszam, że się wtrącę, czemu, zamiast zadawania godziny nie zrobić tego już teraz?
Skoro bywało, że comiesięczny wiersz się spóźnił to czemu nie może być trochę wcześniej?
A może ja coś źle zrozumiałam i niepotrzebnie wcinam się w rozmowę Mistrzów?
Aj, już dla porządku chciałem, żeby się pojawiło z datą 1 grudnia.
Oj tam, oj tam nie bądźmy drobiazgowi skoro nie czujesz się na siłach dotrwać do północy.
Już zaplanowałem, na dziesięć minut po północy!
Przy okazji, na obrazek wyróżniający wybrałem zdjęcie z szopką w gablocie, wgrane rok temu przez Mistrza Tetryka!
Fajrant i chyba przerwa.
Dziś Andrzejki!
Andrzejkowo wczoraj balował imć Q. A reszta towarzystwa?
Z braku dzisiejszych wrażeń może powspominamy poprzednie Andrzejki?
Zanim zjawi się KIG ze swoim wierszem…może bodaj się napijemy?
Albo przez wirtualny klucz będziemy lać wirtualny wosk i rzucać wirtualny cień na wirtualną ścianę?
Dołączam…

Klucz też się znalazł.
Dziękuję Bożenko za klucz teraz jeszcze wspomnienia poproszę.
Ja pogrzebię w starych zdjęciach, a Wy spróbujcie pogrzebać w pamięci,
Na początek znalazłam lanie wosku w 2015 roku.
Teraz zabawa andrzejkowa w Ochotnicy w 2018 roku – też trudno ustalić co to jest mimo obracania na różne strony.
Ten wosk z 2015 wygląda trochę jak grzyb po wybuchu atomowym. Znaczy taka aluzja do wyboru politycznego.
Kto wie? Może jednak należy dokładniej przyglądać się cieniom rzucanym przez wróżby andrzejkowe?
Ostatni cień przypomina mi jakiegoś smoka.
Tak! Na zdjęciu z lewej to jest całkiem Godzilla, z wielkimi wyrostkami kostnymi na grzbiecie, po prawej u góry „zwykły” smok, a po prawej u dołu latający zamek!
Widzicie, jaka może być z tego dobra zabawa?
Jestem po przerwie! Wczoraj nie laliśmy wosku, bo nie było jak.
To zapraszam do wirtualnego lania wosku na Wyspie.
Bożenka już przygotowała klucz:)
Jeszcze jedno stare zdjęcie-składanka, którą znalazłam na fb.
Nie pamiętam czy kiedyś już jej nie pokazywałam na Wyspie, ale wszak odświeżamy swoją pamięć.
Widać tu plenerowe lanie wosku w 2017 roku.
Wosk podgrzewamy na ognisku w puszce po piwie, potem lejemy do zimnej wody w jednorazowym kubku. Wyciągamy i zastanawiamy się „co to jest?”.
No to wygląda trochę jak jeden z tych grzybów, co to przypominały ucho!
Tu lepiej widać. W lesie nie było jak rzucać cień na ścianę położyłam więc moją wróżbę na śniegu.
Yyy, a teraz to wygląda, jak za przeproszeniem, serduszko wysiusiane w śniegu.
Łoj!To już może lepszy grzyb?
No, ja bym takiego serduszka raczej nie wysiusiała

A tak serio nigdy nie bawiłam się w lanie wosku. Ale Wy się bawcie, ja idę spać. Dobrej nocy życzę.
Spokojnej!
Bo Bożenko takie figury to potrafią wysiusiać tylko panowie.
Nawet niepiśmienny Jan, gdy hrabina pomaga pisać (życzenia dla pana hrabiego).
Śpij dobrze!
W lanie wosku bawiłam się jako nastolatka. Harcerskie Andrzejki zawsze były z wróżbami. Ale jak widać ze zdjęć jakoś nie wyrosłam z tych młodzieżowych zachowań.
Więcej tych Andrzejek z laniem wosku by się znalazło…
Nawet z ostatnich lat, gdyż:
Być, sobą być niepodzielnie
Oczami dziecka mierzyć świat…
…chyba nie przestanę do śmierci, póki zdrowie pozwoli.
Dobranocka.
Dzisiaj jeszcze jeden Andrzej (w duecie z Elizą).
Snów oczywiście relaksujących!
Wolałabym dziś uczestniczyć w szalonej zabawie z tańcami i laniem wosku, choćby takiej jak w Ochotnicy w 2018 roku. To była trzydniowa impreza, super było. Spacer też był.
Ale trudno -będę się relaksować.
Bezpieczniej, niewątpliwie.
Łoj Ty znowu z tym bezpieczeństwem i ROZSĄDKIEM!
Bardzo zmęczone dobry wieczór, Wyspo:)
Nie na tyle jednak zmęczone, by nie uczcić andrzejkowego finiszu wierszydełkiem:
„Bógżeć zapłać, Jędrzeju, żeś mię dziś upoił,
Boś we mnie niepotrzebne troski upokoił,
Które mi serce gryzły, jako to być musi,
Gdy człowieka niewdzięczność opętana dusi.
Wiem dobrze, że niedługo ze mną tej rozkoszy,
Bo to wszytko po chwili trzeźwią myśl rozpłoszy,
Ale witaj mi ta noc wolna od frasunku!
Któż wiedział, by tak wiele należało w trunku?”
Fraszka J. Kochanowskiego pt.: „Do Andrzeja…
…Trzecieskiego” wprawdzie, ale co to szkodzi, skoro na dzisiejszy wieczór jak znalazł:)
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór Leno!
Dziękuję za wierszykowy andrzejkowy finisz, a zarazem finisz pięterka, bo już lada moment jakiś KIG nas zaprosi piętro wyżej.
No i to ja rozumiem!
Aż szkoda, że poniedziałek.
Witaj, Quackie:)
Poniedziałek „trzeźwią rozproszony”:)
Jeszcze jak rozproszony – dzisiaj, a co dopiero jutro: znowuż jeden wyjazd, jedna dość długa wideokonferencja w ciągu dnia i normalna praca poza tym.
Współczuję.
Więc chociaż taka wirtualna pociecha:):
„Gdy się pije wino,
Wszystkie troski giną,
Dni troską nie trujmy
Życia nie marnujmy,
Ni smutek ni praca
W życiu nie popłaca,
Pijmy raczej zadość,
Dar Bachusa wino,
On w nas wznieca radość,
Przezeń troski giną!”
(Z Anakreonta – „…o winie”)
*Quackie, zapodziałam dwa wersy. Nie wiem, czy teraz brzmi jeszcze kunsztowniej, ale skrupulatnie uzupełniłam:)
Ależ kunsztowna wersyfikacja
🙂
Wydaje mi się, że to z „Poezyj hrabi Kicińskiego”, i chyba nawet w miarę wiernie przytoczyłam:)
Wirtualnie Quacku można się napić andrzejkowo nawet w poniedziałek!
Aaa, no skoro tak…
To ja, Makówko, literkowo dołączę:):
„Skoro się przytknie ręka do butelki,
Znika natychmiast smutek serca wszelki;
Wołajmyż tedy, dzwoniąc kieliszkami:
Kurdesz, Kurdesz nad Kurdeszami!”
(„Kurdesz” – podejrzewani trzej autorzy:))
A ty, Leno, kogo byś proponowała na poetyckiego patrona roku 2021 na Madagaskarze?
Witaj, Tetryku:)
Ja jestem śmiertelnie zakochana w panach Różewiczu i Białoszewskim, ale może jakąś dziewczynę dla równowagi.
Wyżej wspominano Wisławę Szymborską. Może być też Halina Poświatowska, Maria Konopnicka, Kazimiera Iłłakowiczówna, Anna Kamieńska, Joanna Kulmowa…
Ze współczesnych jeszcze Julia Hartwig, Małgorzata Hillar, ale one są nietypowe:)
Zależy, co temu patronowaniu przyświeca – poszukiwania czegoś nowego czy sentyment do już znanego:)
Znać fachowczynię!
A nawet osiem fachowczyń;)
Jedną, co wytypowała osiem następnych
🙂
Znaczy – taki damski dziewięćsił:)
No to andrzejkowo podzwońmy kieliszkami!
No to andrzejkujcie sobie, kto może, a ja przyświecę magiczną lampką, która rozbudza wyobraźnię prawie tak jak dobre wino 😉

Spokojnej. I ja zaraz będę zmykał, z nadzieją, że post się opublikuje o zadanej porze!
I czyni wosk bardziej miękkim:)
Dobrej nocki, Panowie:)
To i ja powiem Dobranoc!
Miłej nocki, Wyspo:)