« Pięterko artystyczne i bardzo polityczne Świętowanie wczesnego lata »

Hej, kosy, dzięcioły, kruki!

Długi weekend zapowiadał się burzowo, jednak nic z tych prognoz się nie spełniło. Owszem, w piątek był upał mocno już letni (31 stopni w cieniu), ale nie spadła ani kropla deszczu. W sobotę, po nieco mniej upalnym dniu późnym popołudniem bardzo przyjemnie się ochłodziło.

Pojechaliśmy do znajomych na działkę w Pojezierze Brodnickie. Znajomy zaraz po przyjeździe zaanonsował nam, że na działce pojawiła się parka dzięciołów… I rzeczywiście, po chwili, z daleka, zza zaparkowanych samochodów, udało mi się ustrzelić dzięcioła na sumaku. Drugie zdjęcie jest ruszone, ale zostawiam je, żeby jasno było widać, że chodzi o dzięcioła dużego, z czerwoną kropką na potylicy.

Po gałęziach pobliskiego drzewa uwijały się płochliwe ptaszki, ale wystarczyło chwilę posiedzieć spokojnie i już było jasno widać, że to sikory ubogie. Mimo stanu posiadania w dobrym humorze i bardzo żwawe.

W sosnach i modrzewiach kręciło się coś jeszcze bardziej płochliwego, czego nie udało mi się złapać w pełnej krasie, ale z tego, co mam na zdjęciach, wynikałoby, że to czyżyk. Ale może niekoniecznie?

Tymczasem z góry rozległa się znajoma piosenka, skomplikowana i melodyjna. – Idź za dom, siedzi tam, na czubku modrzewia – poradził znajomy. I rzeczywiście, we wskazanym miejscu siedział kos i wywodził trele, świetnie oświetlony, co udało mi się, że tak nieskromnie stwierdzę, nieźle uchwycić.

Tymczasem okazało się, że przez dziurę po sęku do szopy na narzędzia wlatują szerszenie. To już drugie gniazdo, jakie sobie tu założyły, pierwsze zostało opuszczone i zwisa efektownie z sufitu (ma chyba z 60-70 cm wysokości!)

Mocno już pod wieczór w kupie ściętych gałęzi wylądował jakiś ptaszek. Pokręcił się chwilę, popatrzył w obiektyw, a ja go wtedy – cyk! – i poleciał. Szkopuł w tym, że nie jestem w stanie go zidentyfikować. Jedyne, co mi się wydaje charakterystyczne, to małe czarne „wąsiki” po obu stronach dzioba, ale za małe na wąsatkę, zresztą widoczne pióra skrzydeł wyglądają inaczej. Pomożecie zidentyfikować?

Następnego dnia wybrałem się na spacer. Znalazłem w lesie zwalony pień (bez mrówek), przysiadłem na nim i zaczaiłem się. No i są efekty, przyleciał dzięcioł, tym razem wg mnie dzięcioł średni: ma czapeczkę na czubku głowy, nie na potylicy, na drugim zdjęciu wydaje mi się, że widać szaro-różowawy odcień piór na podbrzuszu.

Z odgłosów, jakie da się usłyszeć na działce, wynika, że mieszka tu cała rodzina kruków. Czasem przelecą nad głową (ale trudno jest je wtedy złapać aparatem), a czasem przysiądą na drzewie, z tym że rzadko kiedy w widocznym miejscu. Jeden przysiadł. Daleko. I właściwie mocno pod słońce. No ale coś tam widać.

No i na koniec jeszcze coś z owadów – ważka (chyba ważka płaskobrzucha). Przysiadła na gałązce nieopodal i siedziała spokojnie w sam raz tak długo, żeby dało się jej zrobić ładne zdjęcie.

I tyle tej przyrody. Na koniec już tylko pies gospodarzy, przekonany, że jest człowiekiem (takie wychowanie). W związku z tym uważa, że należy mu się miejsce przy stole i udział w jedzeniu podanym tamże. Poza tą i jeszcze paroma cechami – naprawdę miła bestia!

125 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku! Było fajowo i alkoholowo (wieczorami). A w dzień raczej ptaszkowo.

    • Makówka pisze:

      Jestem w domu. Wreszcie.
      Zaraz rzuciłam się do laptopa, bo jednak komórki to ja lubię używać do rozmowy, a nie do czytania i pisania.
      Najpierw nie chciało zaskoczyć ładowanie, potem uruchomił się i zawiesił. Laptop paskuda jedna!

      Ale obejrzałam, poczytałam i pozazdrościłam tego „było fajowo i alkoholowo (wieczorami). A w dzień raczej ptaszkowo”.

      Ptaszki mi się spodobały, a i owszem, ale psinę to bym tak pogłaskała, poprzytulała itd.

      Fajne to pięterko -czuć w nim wypoczynek Quackiego.

      • Quackie pisze:

        On to uwielbia i ja zresztą też jak tylko mogłem, to tarmosiłem. Ale jednak wkładania przy jedzeniu obślinionego psiego pyska w talerz to nie lubię.

        • Makówka pisze:

          Wygląda na takiego do tarmoszenia.

          Jednak podkradania jedzenia i pakowania pyska na stół też nie lubię.
          Mój Pokerek był średnio wychowanym psem, ale nie ruszył jedzenia, chyba że coś leżałoby na podłodze.

          Kiedyś całą czwórką pojechaliśmy na basen. Na ławie została niedojedzona kanapka z kiełbasą. Wróciliśmy do domu i zastaliśmy psa z mordką obok talerza i błagalnym wzrokiem od kanapki na nas.

          Oczywiście dałam mu, ale do jego miski.

          • Quackie pisze:

            Ja też czasem, jak coś zostanie, rzucam daleko od stołu. Ale od stołu – wara. Tyle że akurat jego pan zazwyczaj daje mu przy stole, pod stołem, i tak.

            A pies, jak się go ostentacyjni ignoruje, potrafi ściągnąć ze sznurka suszący się ręcznik albo co gorsza górę od bikini, i tarmosić, aż ktoś zauważy. Sporym zainteresowaniem cieszą się również poduszki, czapki i kapelusze.

            • Makówka pisze:

              Tak robił pies moich rodziców w moich czasach szkolnych -Trop.
              Kiedyś przyszedł do mnie w odwiedziny kolega, położył rękawiczki, po chwili patrzymy -całe pogryzione!
              Pokerek tak robił gdy był szczeniaczkiem, potem już nie.

              A mój kotek Floruś tylko drapie różne rzeczy, a teraz leży na moich nogach i mruczy.

  2. Tetryk56 pisze:

    Bardzo sympatyczne ptaszkowanie. Kruk bawi się w chiński teatr cieni 😉

  3. Ultra pisze:

    Ptaszkowo rewelacyjne. Kruki nie dość, że fotogeniczne, to jeszcze inteligentna bestia. Widziałam, jak dla zabawy rzucał kamyczkami w stronę dziecka. Maluch patrzył rozbawiony, ale nie śmiał odrzucić kamyka, aby go nie przestraszyć.
    Ech, przydałyby się takie ptasie skrzydła człowiekowi…

  4. Tetryk56 pisze:

    Zmykam spać, jutro pracka. Dobranoc, Wyspo!

  5. Makówka pisze:

    Rozpakowana, wykąpana jestem już w łóżeczku, ale spać jeszcze nie idę.
    Ciekawa jestem czy będzie dziś jakaś nocna zmiana, czy wszyscy zmęczeni wypoczywaniem zaraz umkną do spania?

    • Quackie pisze:

      No więc za długo to pewnie nie posiedzę – być może świeże powietrze na okrągło, a być może alkohol – ale jeszcze chwilę będę.

      • Makówka pisze:

        Dobre towarzystwo i alkohol …hm i pogaduszki nocne…bywa męczące, ale tak bardzo potrzebne dla odreagowania stresów.

        Tetryk jak widzisz tak intensywnie wypoczywał, że już poszedł spać.

        Ja tym razem miałam weekend bez rozrywek, taki wypoczynkowy autentycznie. Wykorzystany pracowicie -grabienie, plewienie, odtykanie rynny.
        Ale na powietrzu też cały czas. Bez telewizora, z Internetem tyle, co w komórce -to dobrze robi.
        A Tobie udało się uniknąć oglądania telewizji?

        • Quackie pisze:

          Otóż co do alkoholu, przyjąłem taktykę silnego uderzenia w czwartek i stopniowego zmniejszania dawki do soboty. Zadziałało całkiem nieźle.

          • Makówka pisze:

            Chyba szybciej odpisałeś nim jak skończyłam pisać tzn. dopisywać.

            • Quackie pisze:

              Chyba tak. Nie oglądałem telewizji, tylko w czwartek, a może piątek, gospodarz przysnął przy telewizorze, nastawionym na film o Bitwie Warszawskiej (1920) z audiodeskrypcją (nie wiem, po co, gospodarz ma całkiem dobry wzrok), której słuchało się koszmarnie (nie oglądałem, bo telewizor stoi za drzwiami w ich sypialni) – we fragmentach, kiedy lektor opisywał, co robią żołnierze radzieccy polskim i vice versa.

              • Makówka pisze:

                A i tak najbardziej zazdroszczę Ci tego kąpania się w jeziorze!
                No dobra pogaduszek przy Cheers TEŻ, ale to Ci się NALEŻAŁO.

                Jak psu buda ot co!

                • Quackie pisze:

                  W sumie woda była dość zimna, ale przy tym upale byłem gotów zaryzykować. A i tak przez większość „kąpieli” brodziłem do pasa.

                • Makówka pisze:

                  Brodzenie, eee to już nie zazdroszczę!

                  Chodzi o pływanie, no te śmieszne ruchy, ale nie te, co to hrabia pyta Jana.
                  Choć faktycznie w sobotę był okropny upał. Próbowałam zgrabić co syn skosił i uciekłam do cienia.

                  Jednak byłam w lesie, nie w mieście, więc też mi źle nie było.

                • Quackie pisze:

                  Parę tych ruchów też było. Ale upał nie zachęcał do aktywności w ogóle.

                • Makówka pisze:

                  No dobra, niech Ci będzie. Nie budź we mnie znów zazdrości!
                  Tobie się należało, a ja sobie pojadę na Bagry. Jak zrobi się ciepło, bo dziś pochmurno i trochę deszczu było.

    • miral59 pisze:

      Ja się niby pojawiłam na nocnej zmianie, ale wydaje mi się, że trochę za późno. No cóż… najpierw obowiązki, potem przyjemności… nie zdążyłam… Sad

  6. Quackie pisze:

    Zmykam! Jutro od rana nowa pracka, dokładnie to nowe zlecenie. Nie chciałbym zlecieć…

  7. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

    lulu

  8. miral59 pisze:

    Poczytałam, obejrzałam – cudo Approve
    Nie potrafię komentować jak Mistrz Q – merytorycznie Sad
    Tylko jedna skromna uwaga… ten ptak, którego nie znasz, to czy przypadkiem nie jest pokrzewka wąsata – samiec? Jakiś taki podobny… ale oczywiście nie znam się na tym tak dobrze i może być równie dobrze coś innego…
    Co do psa… to nie on uważa się za człowieka, tylko ludzie chcą tak mniemać Wink A nawet w kontaktach międzyludzkich jest tak, że jedna strona robi tyle, na ile mu ta druga pozwala. To samo dotyczy zwierzaków. Wiem, bo wychowywałam się z psami i kotami. Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Hmm. Mogłaby to być pokrzewka, ale nie liczyłbym na takie szczęście, skoro Wikipedia mówi: „Do Polski pokrzewka wąsata zalatuje sporadycznie – do końca 2017 odnotowana była 6 razy (obserwowano łącznie 7 osobników)”. Natomiast w tym samym artykule wspomniano o podobieństwie do cierniówki (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Cierniówka) i wydaje mi się, że to może być to – kontrast między (jasno)szarą głową i brązowymi skrzydłami/ grzbietem mógłby na to wskazywać. A te „wąsiki” nie są bardzo kontrastowe.

      • miral59 pisze:

        Tak jak napisałam, nie jestem specjalistką od ptaków Happy-Grin
        Prawdopodobnie masz rację. To może być cierniówka Pleasure Pokrzewka przyszła mi do głowy i nawet nie sprawdziłam, że zalatuje do Polski sporadycznie…

  9. miral59 pisze:

    I jeszcze wracając do tego psa…
    Nie było takiej opcji, żeby kot siedział na stole, czy żeby pies sobie coś brał ze stołu. Kama, ostatni pies mojej mamy, była wielkim psem (dog) i gdyby jej na to pozwolić, dosięgłaby na stole wszędzie. Kocham zwierzaki, ale coś by mnie trafiło, gdyby podczas mojego jedzenia pies trzymał pysk przy moim talerzu Disapproval Tym bardziej, że większość psiaków, gdy widzi coś apetycznego, ślini się niesamowicie… obrzydlistwo!!!
    Mama uczyła Kamę od samego początku, że dostaje ona jeść tylko w swojej misce i krzyczała na każdego, kto usiłował dokarmiać psa przy stole. No i nauczyła Happy-Grin Gdy przychodziliśmy w gości i siadaliśmy do stołu, pies kładł się gdzieś w kąciku i nie przeszkadzał. Nie było „dziadowania”, ani podkradania smacznych kąsków ze stołu. Jak ktoś doszedł do wniosku, że już danej potrawy jeść nie będzie, szedł ze swoim talerzem (czy resztkami w garści) do psiej miski, a za nim, z dumną miną szwajcara na pańskich pokojach, szła Kama. Czekała spokojnie aż ofiarodawca się odsunie i dopiero wtedy jadła Delicious
    I według mnie tak być powinno.
    Psy i koty są czystymi stworzeniami. Czyszczą często swoje futerka, szczególnie miejsca intymne… i jak sobie pomyślę, że taki pies lizał się po zadku, żeby go dokładnie oczyścić z resztek po zrobieniu kupki, a potem wsadzi mi pysk do talerza… to jest to coś bardziej obrzydliwego niż obrzydlistwo Distort
    Może komuś to nie przeszkadza, ale mnie tak. I to bardzo…

  10. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Jak miło… powrócili dotąd nieobecni i od razu nocna zmiana się ożywiła. Zaraz poczytam…

  11. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kiedyś na świątecznym zjeździe rodzinnym – a było to w czasach, kiedy zdobycie szynki na święta było poważnym wysiłkiem organizacyjnym – jeden z przyjezdnych psów dobrał się do dużej szynki (2,5 kg dla całej rodziny), wyciągnął ją z domu i część zeżarł, a resztę zakopał za budą miejscowego…
    Cóż było robić, resztę dostał miejscowy 🙁

    • Bożena pisze:

      Co się dziwić, psy też lubią szynkę Delicious

      • Quackie pisze:

        Podobną historię opowiada małżonka, jak to kiedyś przed Wielkanocą ktoś nie zamknął drzwi do pokoju, gdzie leżało przygotowane jedzenie, i kiedy poszli ze święconką, pies, owczarek niemiecki, uraczył się szyneczką oraz masłem (a to był jeszcze PRL i masło było mocno deficytowe).

        • Bożena pisze:

          Moje psy tylko żebrały przy stole, czego bardzo nie lubiłam. Pierwszy patrzył bezczelnie bo go pan karmił, a drugi leżał spokojnie odwrócony tyłem, bo wiedział, że dostanie w swojej miseczce gdy my wstaniemy od stołu. Ale gdy tylko się zorientował że skończyliśmy jedzenie, biegiem ruszał do miseczki. Psa można wychować.

          • Quackie pisze:

            Tak jest, tylko trzeba chcieć.

            • Makówka pisze:

              I mieć psa od szczeniaka, bo takiego z innymi nawykami to już trudniej wychować. Ale też się da.
              Mój Floruś (kot) jest z azylu, potem był w paru domach, zanim trafił do nas. Łazi wszędzie, ale nie kradnie jedzenia ze stołu. Natomiast zjada moje kwiatki.

              • Bożena pisze:

                Miałam kota, ale wychować się go nie dało. Robił mi wielkie szkody. Może miał zbyt mało miejsca do wybiegania się, do dziś mam po nim pamiątki. Musiałam go wydać… 🙁 Ale kota wychować trudno, bo on jest niezależny.

                • Makówka pisze:

                  Podstawową cechą kota jest NIEZALEŻNOŚĆ.

                  Floruś wchodzi na kolana wtedy kiedy on chce.

                  Jednak gdy zaczyna swoje kocie nocne bieganie po pokoju, a ja kładę się, gaszę światło i zapowiadam „Floruś idziemy spać!” przestaje biegać.

        • Makówka pisze:

          To ja mam taką historię.

          Nocowałam u przyjaciół, bo z ich domu było bliżej do Gliwic.
          O 6 rano wstaliśmy, wchodzimy do kuchni, a tu pies umyka z CAŁYM BOCHENKIEM CHLEBA w pysku.
          Pojechaliśmy więc do IO w Gliwicach bez śniadania.Kolega mnie zawoził do IO, żona jeszcze spała jak wychodziliśmy.

          Żona kolegi dzwoni do niego po dwóch godzinach:
          „Czy Makówka z tych nerwów zjadła na śniadanie CAŁY DUŻY BOCHENEK CHLEBA? Bo wieczorem zostawiłam i teraz nie ma ani kromki!”

          Przynajmniej było się z czego pośmiać.

  12. Quackie pisze:

    Dzień dobry, Wyspo!

  13. Bożena pisze:

    Wróciłam z zakupami, teraz przyda się kawa Koffie

  14. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry, Quackie:)

    A u nas właśnie wciąż jakieś wyładowania i mam kłopoty z netem.
    Zdjątka mi się nie chcą ładować:(
    Z tekstu, który daje sporo pola wyobraźni, wnoszę, że weekend należał do udanych.

    Tymczasem pozdrawiam:)

  15. Lena Sadowska pisze:

    Słoneczne, choć wciąż burzowe dzień dobry, Wyspo:)

  16. Quackie pisze:

    A ja właśnie fajrant i na przerwę.

  17. Tetryk56 pisze:

    Załatwiłem dzisiaj po pracy parę spraw, i z nienacka zrobiła się 18-ta… Nawet jeszcze nie przejrzałem swoich zdjęć…

    • Makówka pisze:

      Tetryku pewnie zaczniesz właśnie przeglądać zdjęcia, a ja przeglądam stare papiery przygotowując wspomnienia o mojej mamie.

      Można i się zadumać i nieźle uśmiać np. czytając o „zamężnych siłach pomocniczych”.

  18. Bożena pisze:

    Pożegnam się już, dobrej nocy Wyspo Bye lulu

  19. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Trochę a propos, a trochę nie. Dawno nie było, to będzie. Duet Tuck & Patti sprzed lat, gra i śpiewa piosenki Jimiego Hendrixa, połączone w jedną dłuższą. Oczywiście a propos jest „Little Wing”, czyli skrzydełko.

    Snów w najlepszym wykonaniu, czyli własnym. Mogą być a propos!

    • Makówka pisze:

      Ostatnie między między było nie tylko między Dobranocką a lampką, ale między pięterkami, więc dziś takie „zwykłe” zupełnie nie na temat, zupełnie nie à propos.

      Jak pisałam parę schodków wyżej ubawiły mnie te zamężne siły pomocnicze i w ogóle styl pisma.

      Ale może tylko ja tak mam, że mnie śmieszy byle co?

      • Quackie pisze:

        Nie, dlaczego. Jakoś musieli to wyrazić, a „zamężne siły pomocnicze” brzmią kapitalnie.

        Pierwsze, co mi się skojarzyło, to film „Rzeczpospolita babska” (chociaż tam „zamężne” były na sam koniec).

        • Makówka pisze:

          Moi dziadkowie ślub brali 3.07.1920 jak znalazłam w dokumentach, więc domniemywam, że babcia przez rok „wypełniała swoje obowiązki” jako siła już zamężna.

          • Quackie pisze:

            Hmmm. To babcia po kądzieli czy po mieczu? A może to zwolnienie ze służby było związane z ciążą (lub/ i) pojawieniem się na świecie jednego z Twoich rodziców?

            • Makówka pisze:

              Ślub 3.07.1920. Dokument z Kolei 15.06.1921.
              Hermina Golias z d. Kattinger to mama mojej mamy. Dziadkowie mieli jedno dziecko i była nim moja mama, która urodziła się 12.02.1926.
              Natomiast mogło oczywiście tak być, że w czerwcu 1921 moja babcia była w ciąży i np. poroniła/urodziła martwe dziecko, o czym nie wiem, bo takich rzeczy nie opowiada się wnukom.
              O tym nie pomyślałam, że mogło chodzić o ciążę. Ale babcia pracowała w biurze, więc co to przeszkadza?

              Styl mnie ubawił i dlatego pokazałam. Określenie zamężne siły pomocnicze mnie rozśmieszyło.

              • Quackie pisze:

                A nie, jak 1926, to nie. Chyba że faktycznie takie intymne szczegóły.

                To w takim razie nie wiem, co wpłynęło na opóźnienie.

                • Makówka pisze:

                  Opóźnienie? Hm…ja też urodziłam się w parę lat po ślubie.
                  Moja babcia i mama uważały myślę, że nie ma się do czego śpieszyć.
                  Dopiero ja przełamałam linię jedynaczek, gdyż urodziłam dwóch synów.

      • Tetryk56 pisze:

        Hmmm… Ciekawe… Był czas, że niezamężnych kobiet nie zatrudniano na statkach (np. przypadek Danuty Walas-Kobylińskiej, która mogła kontynuować karierę pod warunkiem, że wyszła za mąż).

        • Makówka pisze:

          Ale tu akurat odwrotnie! Mężatka nie może pracować.

          Natomiast ja spotkałam się z dyskryminacją z powodu ciąży. Gdy Pogotowie zabrało mnie z pracy i na zwolnieniu lekarskim był nr, który wskazywał na fakt spodziewania się dziecka kadrowa natychmiast poleciała do szefa no i się zaczęło. Nie było to miłe, wręcz przeciwnie.

  20. Tetryk56 pisze:

    Co by nie powiedzieć, pora już spać. Dobranoc, Wyspo!

  21. Quackie pisze:

    Obawiam się, że muszę już zmykać. Z różnych powodów.

    Dobranoc.

    • Makówka pisze:

      Tym razem nie uczestniczyłam w nocnych rozmowach na Wyspie, gdyż brałam udział w innej wirtualnej rozmowie w ramach kontynuowania rodzinnych wspomnień.
      A teraz to już (chyba?) nie ma z kim rozmawiać.

      • Wyimaginowany pisze:

        Jak zwykle o tej porze, jestem tu tylko ja i moje krzaki. No ale, ja nocnych rozmów nie prowadzę, no chyba że z samym sobą (po cichutku)… Spokojnych snów. 🙂

        • Makówka pisze:

          Cieszę się, że nie jestem sama Lordzie!

          Od czasu epidemii, gdy zamarło życie towarzyskie, spotkania z ciekawymi osobami i inne moje „aktywności” też niestety gadam sama ze sobą głównie.

          Cały dzień spędziłam sama ze sobą i z …przeszłością, czyli wspomnieniami o mojej mamie i jej rodzicach, aby utrwalić na piśmie to, co w mojej głowie, póki jeszcze żyję.
          Po mnie nie będzie co utrwalać…może na Wyspie ktoś czasem zapali świeczkę?

  22. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

  23. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Słoneczko świeci, deszczyk nie pada, ładny dzionek się zapowiada Happy

  24. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kolejny szary dzień… Ale są pozytywy! Wczoraj kupiłem sobie nowy rower i znów będę zażywał ruchu – na ile pogoda pozwoli.

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry również! Pogoda robi wrażenie mocno wahającej się – padać, czy nie padać, wypogodzić się, czy się nie wypogadzać?

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Dziś do pracy i muszę przyznać, że wcale mi się nie chce Wink Chyba się odzwyczaiłam… za dużo siedzę w domu…
    Pogodę na dziś zapowiadają niby piękną… jak ktoś lubi gorące klimaty. Ma być 30C i słońce całym niebem. Na razie jeszcze nie praży, ale jest coś ok. 5:30 rano, więc jeszcze ma czas Wink

  27. Makówka pisze:

    Za oknem pochmurno, w duszy smutno, na Wyspie cisza.

    To ja może coś opowiem?

    Wracam z zakupów. Pod moim blokiem jakiś pan z pieskiem mówi „Dzień dobry!”. Odpowiadam i już chcę dalej tachać te siaty, ale pan wyraźnie staje i zabiera się do rozmowy.
    Skazana stale na gadanie sama ze sobą myślę „sąsiad jakichś, bo jakoś tak twarz wydaje mi się znajoma”, no ale skoro miło się uśmiecha, więc staję.
    Pan mówi do mnie po imieniu!W tym momencie zgłupiałam -z sąsiadami z bloku mówimy sobie „Dzień dobry!” i na tym koniec, z nikim nie utrzymuję stosunków towarzyskich.
    Faceta dalej nie kojarzę. I nagle -patrzę na psa i nieśmiało pytam „Resorek?”.
    No tak teraz już wiem -to mąż koleżanki z ZHP. Psa poznałam (wabi się Resor), a właściciela -nie.

    Uśmialiśmy się. Cóż ja tego psa dość często wyprowadzam na spacery. Koleżanka mieszka blisko i pomagam jej gdy jest po operacji, zanim mąż wróci z pracy. Tych sytuacji było sporo, bo ona niestety dość często jest operowana.

    I tak znów pięterko schodzi na psy!

    • Bożena pisze:

      Ale miłe wydarzenie, żeby pana poznawać po psie, a nie odwrotnie Hihihi!

      • Quackie pisze:

        O, tak, to świetne. Mnie się co prawda nie zdarzyło, ale za to mieliśmy w Kielcach sąsiadów, którzy mieli (a nawet mają do dziś) sklep ze zwierzętami, więc zdarzało się, że dzwoniliśmy do drzwi w dowolnej sprawie, a otwierała pani sąsiadka, osoba z tych niższych, o kędzierzawych włosach, a na jej głowie siedziała papuga (zwykle nimfa, zanim nie uciekła).

        Nie żebym potrzebował tej papugi, żeby poznać sąsiadkę Happy-Grin ale w ten sposób od psów znów ciągnę dyskurs ku ptaszkom Overjoy

        • Makówka pisze:

          Tobie Q to tylko ptaszki w głowie!

          O Miralce już nie wspomnę, bo ona wiadomo ptaszkowa mama.

          (tam jest liczba mnoga -ptaszki!)

          • Quackie pisze:

            Dobrze, że nie jak w „Ziemi Obiecanej” Wajdy – „Pan masz w głowie małe rybki!!!” Wink

            • Makówka pisze:

              Byle nie kijanki!

              • Quackie pisze:

                Ale jak już jesteśmy przy płazach, to blisko im do gadów. Ci sami sąsiedzi mieli również żółwia, którego puszczali luzem po mieszkaniu, a on w lecie, przy otwartym balkonie wyłaził na ten balkon, a ponieważ balkony w tym bloku oddzielone są szybami zbrojonymi, które nie sięgają na całą wysokość piętra, tylko mają jakieś pół metra wolnego od góry i może z 15-20 cm od dołu. Akurat tyle, żeby niewielki żółw przelazł na nasz balkon. Co się czasem zdarzało. Wtedy brało się żółwia i odnosiło sąsiadom, dzwoniło się do drzwi, a tam… sąsiadka z papugą na głowie! Happy-Grin

    • Tetryk56 pisze:

      Kiedyś mawiano: Poznać pana po cholewach; w XXI wieku widać łatwiej poznać po Resorach… Wink

      • Makówka pisze:

        ROTFL

        Zaraz do nich zadzwonię i im zacytuję to co napisałeś Tetryku!
        Jak sprawuje się NOWY ROWER?

        • Makówka pisze:

          Zadzwoniłam do koleżanki i powiedziałam, że poznałam jej męża po Resorku i zacytowałam ten tekst z cholewami.

          Chwilę się pośmiałyśmy, chwilę, bo …koleżanka za parę dni idzie na kolejną operację.
          Przy okazji taka ciekawostka -lekarze na NFZ udzielają jedynie konsultacji przez telefon, bo koronawirus. Natomiast prywatnie za gotówkę -normalnie w gabinetach.

        • Tetryk56 pisze:

          Dobrze, dzisiaj stał z godnością… Wink

          • Makówka pisze:

            Zawsze mi się wydawało, że rower powinien jechać, a nie stać, ale co ja się znam!

            Skojarzenie znowu mam…ale Ssshh

            (to wszystko przez te ptaszki!)

  28. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, dzisiaj w pośpiechu nie ogłaszałem fajrantu, ale za to skróciłem nieco przerwę.

  29. Makówka pisze:

    Tomasza Piątka sobie posłuchałam.
    Wirtualnie niestety. Jednak wolę na żywo, eh…kiedy znów będzie można?

    I chyba umknę do kina…jak się uda kupić bilety…

    Jeszcze tu wrócę!

  30. Quackie pisze:

    A tymczasem dobranocka.

    Taka trochę żwawa, ale za to melodyjna. Dwa plus jeden i „Hej, dogonię lato”, bo też coraz letniej za oknem.

    Snów letnich, jeżeli chodzi o widoki, a temperaturę… to może niekoniecznie?

  31. Tetryk56 pisze:

    Zapraszam na wieś spokojną, wieś wesołą na następnym pięterku.

  32. Tetryk56 pisze:

    Lampkę zapalę jeszcze tutaj, do towarzystwa Bożence 😉

Skomentuj Quackie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)