Coroczne spotkanie blogerskie pod patronatem Watry zostało odwołane, podobnie zresztą jak nasze planowane z początkiem lipca. Aby wyrwać się z miasta i nie zmarnować tego długiego weekendu, wymyśliliśmy spotkanie w znacznie mniejszym gronie na skraju małej wsi – jak zobaczycie, w przysłowiowych pięknych okolicznościach przyrody. Gospodyni, znana tutaj jako Emilka, przyjęła nas serdecznie, oferując noclegi na wonnym, świeżym sianie, jedzenie i picie (znakomite nalewki!) oraz wiele atrakcji jak ogniska, wspominki z poprzednich spotkań czy budowanie płotu.
Kogo zdziwił ten ostatni pomysł, niech wspomni Tomka Sawyera i jego patent na malowanie płotu. Może nie wykazaliśmy się taką precyzją jak klienci Tomka (niech częściowo wytłumaczą nas żar z nieba i miliony mrówek z ziemi!), ale kilkadziesiąt słupków zostało postawionych.
Zapraszam do obejrzenia paru obrazków z początków gorącego lata ’20
Serdeczne pozdrowienia dla Gospodyni i współuczestników imprezy!




Długi weekend, krótki wpis. Niestety, ptaszki są poza moim zasięgiem…
Dobry wieczór na nowym pięterku! No to mniej więcej tak jak u nas, tyle że tam do jeziora trzeba było dojechać
Maki natomiast były, z czego wielkie ukontentowanie małżonki, bo lubi te kwiaty.
A, no i różnica też taka, że nie było płotu do postawienia. Ale jedzenie do przygotowania i naczynia do pozmywania owszem.
Zapraszam na Ziemię Przodków. Tam dopiero jest makowisko…
Powiedz, jak będziesz tam miała stodołę i siano!
Siano to by się znalazło. Gorzej ze stodołą… Ale negocjuję drewutnię, tak na początek. Tylko słabo mi idzie, bo opór właściciela znaczny.
Podobno „nie mamy pieniędzy”.
No nie mamy, ale to akurat nigdy nie było przekonującym mnie argumentem 😀
A mnie też? Nawet ZANIM BĘDZIESZ MIAŁA STODOŁĘ Z SIANEM?
Wyszłam na chwilę z kina, aby kuknąć na Wyspę.
Chyba najbardziej zazdroszczę tego noclegu na wonnym, świeżym sianie.
Coś takiego zupełnie by mnie wróciło w czasy młodości.
Ognisko, nalewki, pogaduchy i jeszcze …maki.
Eh, rozmarzyłam się i jednak (przyznam się) pozazdrościłam troszeczkę nie tylko siana, ale całokształtu.
A ja zmykam, bo jak ziewam, to broda mi wali w klawiaturę.
W połowie filmu NOWY LAPTOP odmówił posłuszeństwa.
Laptop oświadczył, że pojawiły się chwilowe problemy. Potem kazał mi potwierdzać tożsamość. Prosił o maila, na który wyśle mi kod zabezpieczeń, a potem wmawiał mi, że adres mailowy się nie zgadza.
Gdy potraktowałam go przyciskiem, aby wyłączyć (inaczej się nie dało), a potem
ponownie uruchomiłam zaczął instalować jakieś dziwne rzeczy i obawiam się, że coś poklikałam nie tak z tej rozpaczy!
I wtedy nie pozwalał się wyłączać informując mnie, że ktoś inny korzysta z tego komputera. W pokoju byłam tylko ja!
Zostawiłam go samego i przyszłam do mojego starego poczciwego lapcia.
Moja nieporadność w takich sytuacjach powoduje, że nie lubię siebie bardziej niż normalnie!
Gdyby nie to, że jestem osobą BARDZO ROZSĄDNĄ wyrzuciłabym drania przez okno.
Nic nie piłam, nie mam majaków (jeszcze?), więc na dowód jedno zdjęcie ekranu laptopa.
Czy ten ktoś tajemniczy coś utracił -nie wiem…Ja kliknęłam „zamknij mimo to”.
Tajemniczy współużytkownik?
Uruchamiasz Menedżera zadań, przechodzisz na zakładkę „Użytkownicy” i widzisz listę aktualnie zalogowanych. Prawy klawisz na niechcianym użytkowniku pozwala go wylogować lub odłączyć.
Dzięki za radę Tetryku. Ale mój wczorajszy problem nie polegał na użytkowniku, bo kliknęłam „zamknij mimo to” nie wnikając kim jest ten tajemniczy użytkownik.
Oglądałam film (korzystając z abonamentu syna na cda.pl) na telewizorze podłączonym do laptopa. W połowie filmu ukazała się na ekranie informacja o chwilowych problemach z laptopem.
A potem coś takiego.
No i zabawa, że wyślą mi kod na adres mailowy. Podawałam OBA moje adresy mailowe …nie będę się rozpisywać i zaśmiecać pięterka kolejnymi informacjami. Oba adresy były bee, bo to miał być adres admina jak mi się wydaje, ale tu właśnie wychodzi moje niedołęstwo, że tak kiepsko sobie radzę z komputerem itd.
Czuję się jak dziecko, któremu zabrano zabawki, znalazło sobie zastępczego misia (oglądanie filmów z netu) i popsuło misia. Bo trochę mi się wydaje, że rozpaczliwie usiłując bodaj wyłączyć laptopa coś tam poklikałam nie tak.
Zrobiłam teraz jak radziłeś Tetryku.
Jako użytkownicy pokazuje się jedynie EWA.
I laptop już mnie grzecznie słucha. Teraz pytanie oglądać film od początku? Hm…chyba nie mam wyjścia.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
Nowe pięterko wspomnieniowe
Spanie na sianie… też bym tak chciała. Jeśli chodzi o maki, to bez wyjazdu oglądam je nawet z okna. Zieleni ci u mnie dostatek, tylko towarzystwa nie mam… chyba tylko na Zoomie i przez telefon. 
Też pod balkonem mam trochę zieleni (bez maków!) Wąski pasek, a zaraz za nim ulica.
Więcej zieleni mam oczywiście w weekend w Stróży.
Natomiast brak towarzystwa bardzo mi dokucza. W czasach przed epidemią chodziłam (jak pisałam)na różne spotkania, wernisaże, knucia. Wszystko to albo nadal się nie odbywa, albo odbywa tylko wirtualnie.
Najgorsza jest niepewność czy za chwilę nie odbiorą tego co na chwilę dali.
Witajcie!
Nadal siąpi i straszy dżdżem. Niby dobrze, ale…
Ale mogłoby być lepiej…
Komu zimno, Gienia częstuje…
Poproszę kawę, zanim znów zasnę…
Dzień dobry, powoli się budzę.
Pochmurne witam!
Dzień dobry





Pięknie tam
Las i woda, to coś, co Miralki lubią najbardziej
Nawet jeśli ptaszki były poza zasięgiem…
Stawianie słupków płotu, to też w pewnym sensie rozrywka, szczególnie gdy się stawia je w grupie
Kot jest rewelacyjny
Według tego co podaje The Weather Channel, znowu ma być 30C i słońce


Jeszcze tego słońca nie widać, bo tylko co minęła 4:30 (rano) i za oknem ciemno
A ja znowu do pracy… chociaż te dwa dni w tygodniu popracuję
Za płotem, u moich sąsiadów dojrzewa morwa. Z dnia na dzień jej owocki są coraz bardziej bordowe. Ściągają do niej różne ptaszki, no i wiewiórki. Widziałam drozdy, kardynały, jemiołuszki, szpaki i czyże złotawe, które zajadają się owockami
Nie dziwię się, bo jako dziecko sama objadałam się owockami morwy. Tylko te, które rosły u babci były żółte. Ale tak samo słodkie i soczyste 
Obserwuję też swoje wróbelki. Mają już krzepkie podloty, więc zakładają nowe lęgi. Pan wróbelek będzie dokarmiał swoje dzieci poza gniazdem, a pani będzie siedziała na nowych jajkach


Ile taki pan wróbelek musi nałapać robali, żeby wykarmić swoją gromadkę! A jeszcze od czasu do czasu zastępuje panią wróbelkową w trudach wysiadywania potomstwa. Bo przecież ona też musi coś jeść i czasami rozprostować skrzydełka 
Śmiałam się, bo dwie naraz zachęcały wróbelka do seksu. Chyba się wystraszył, bo uciekł
Panie wróbelkowe, gdy są gotowe na nowy lęg, siadają (na przykład) na płocie, wydają taki specjalny terkot, potrząsając skrzydełkami i strosząc piórka. Czekają aż samczyk je pokryje. Mieszkają na kupie i w sumie jest im obojętne, kto będzie ojcem ich dzieci. Byle miał dobre geny, które przekaże potomstwu…
I jak tak patrzę na uwijające się ptaki, to dochodzę do wniosku, że jestem jak wielka pani, która nie ma nic do roboty
Masz ciekawe, pouczające obserwacje. Nie wiedziałam, że wróbelki rozmnażają się więcej niż raz w roku
Wiesz, Bożenko, że ptaszki to mój konik. Trochę czytam, a trochę obserwuję… łatwiej obserwować, gdy się ma jako takie podstawy teoretyczne



Wróbelki, tak jak kardynały potrafią wyprowadzić nawet do czterech lęgów w ciągu roku. To zależy od pogody i warunków żywieniowych. Bo przecież te młode trzeba czymś wykarmić
Zimą nie mogą tego robić, bo chociaż są wegetarianami, to swoje młode karmią owadami i robakami. Białko zwierzęce zapewnia potomstwu szybszy rozwój… szybciej są gotowe do opuszczenia gniazda, szybciej rosną i są silniejsze
Z tego co wiem, tylko czyże złotawe karmią swoje młode ziarnem, owocami… krótko mówiąc pisklaki są na diecie wegetariańskiej
Ja potrafię się tylko ograniczyć do czytania i powtórzenia kolejny raz, że jestem pod wrażeniem Twojej pasji Miralko.
Ja też…
Zgadzam się z Paniami całkowicie i też biję brawo ! A przy okazji : Dzień dobry , bo los znów kazał mi wrócić do Stolicy

Witaj dawno niewidziany!
Jak tam wodowanie i wódowanie?
Krótko : Jestem poobijany ,ale samopoczucie mam doskonałe ,bo gorzej to dopiero może być po wyborach . Ach ! Zaklął bym sobie , ale nie uchodzi…nie uchodzi , przepraszam Makóweczko
Teraz MUSIMY wierzyć, że po wyborach będzie LEPIEJ!
Wiara czyni cuda, spróbujmy więc …
Czuję się odrobinę zażenowana tymi pochwałami
Bo nie sądzę, żebym w pełni na nie zasługiwała…
Ale dziękuję Wam za uznanie
Całe szczęście Maksiu, że po wyborach tylko „może” być gorzej, ale wcale nie musi. I to jest jakaś nadzieja i pocieszenie

A tak w ogóle, to cieszę się, że już wróciłeś
Wszyscy tylko o ptaszkach, a na mnie nikt nie zwrócił uwagi… To ja, Fionka! Jestem tutaj…
Myślę, że dogadaliby się z moim Florkiem.
A jeśli chodzi o mniejsze ptaszki mogliby zacząć na nie polować…kto ich tam wie…
Łączy ich trochę podobne ubarwienie ( choć Fionka ma w sobie trochę rudości) oraz imię zaczynające się na F.
Jako obrazek wyróżniający jest Fionka udająca czarnego kota?
Przesłałem na Twój adres zdjęcie „pewnego” ptaszka . Wart pokazania .
Witaj, Maksiu!
Chętnie, acz jeszcze nie doszedł…
Przepraszam Tetryku , przesłałem na adres Makówki . Nasza Galeria moich zdjęć nie akceptuje . Witaj 🙂
Już, już zaraz pokazuję.
Prosiłam o 10 minut.
Oto „ptaszek” prosto z mazurskiej Hacjendy Maksa
Maksiu! Czy te konwalie też mazurskie i też na Wyspę?
Ładny nietoperek
Na pewno wart pokazania, Maksiu! On jest cudny

Co prawda taki z niego ptaszek, jak ja baletnica, ale też lata…
Ale to jest inne zdjęcie, nie odwraca się kotek od nas jak wcześniej
Ale widać, że to ta sama Fiona co na pięterku w galerii.
Natomiast dalej Tetryk nie odpowiedział czy jako obrazek wyróżniający jest Fiona?
Jak to nikt nie zwrócił uwagi?!!! Przecież pisałam, że kot jest rewelacyjny!!! Nie doczytałeś?
Tetryk podejrzewam, że doczytał, ale widać Fiona przeoczyła i upomniała się o swoje.
Masz rację, Makóweczko… to na pewno Fiona miała wpływ na treść wpisu

A może chodziło o pretekst do pokazania jeszcze jednego zdjęcia?
Obie macie rację!
To i obie się cieszymy.
Czy czekasz Tetryku jak pozostałe zwierzaki się upomną i dopiero wtedy pokażesz ich zdjęcia?
Kochani, z przykrością anonsuję, że dzisiaj prawdopodobnie nie pojawię się już na wyspie. Dzieją się różne rzeczy branżowe, na temat których wolałbym się nie wypowiadać poza miejscem, gdzie się dzieją, więc z robotą jestem głęboko w lesie, czyli będę nadrabiał.
Mam nadzieję, że wieczorem uda mi się wrzucić ładną dobranockę.
Dobrze, że choć w… lesie… 😉
Jasne, w lesie lepiej nadrabiać niż …przy komputerze, prawda?
Skoro od pierzastych przeszliśmy na futrzaste mój Floruś pozwolił się przed chwilą sfotografować i poprosił o pokazanie Fionie, czy mógłby zaskarbić sobie jej łaski.
Śliczny… te bystre oczka i białe skarpetki… 🙂
Niezależny, ale potulny. Nigdy nie gryzł, nie drapał. Wieziony do weterynarza wyrywał się, ale jednak nie gryzł.
Nawet weterynarz powiedział, że wyjątkowo łagodny kot. Badany trząsł się jak osika, ale nie próbował ani gryźć, ani drapać.
A swoje przeszedł -jest z azylu, zmieniał właścicieli, zanim trafił do nas.
Miał operowane ucho. Był również leczony na zapalenie pęcherza, od tego czasu nie może jeść suchej karmy.
Dużo przeszedł i pewnie dlatego potulny, chociaż charakter musi też mieć dobry od maleństwa…
To mój starszy syn zabrał go od kolegi, który wziął go z azylu, ale potem jakoś uznał, że nie bardzo ma ochotę się nim zajmować. Wojtas wtedy wynajmował mieszkanie. Gdy przyszliśmy go odwiedzić kot schował się pod wannę i nie wyszedł, póki byliśmy.
Gdy syn wyjechał zostawił kota u nas. Znów kot gdzieś zaszył się i wychodził tylko w nocy do jedzenia, kuwety.
Teraz łazi po całym domu, leży wszędzie i przez cały czas „pyskuje”, łasi się, mruczy.
Zachowuje się tak jakby był wdzięczny, że znalazł bezpieczne schronienie.
No i jak takiego nie kochać?
W zasadzie koty nie lubią zmiany otoczenia, więc może na początku, gdy przechodził z rąk do rąk, był taki nieufny. Teraz nabrał pewności siebie.
Nieufny i bojaźliwy. A teraz już jest spokojny.
Krajobraz sielski otacza ten dworek widoczny z dali. Dokoła łąki, jeziorka, kwiaty, a ten fioletowo – niebieski to orlik.
Cudnie, bo i kot wyjątkowy z tym ciekawym umaszczeniem.
Skoro było podejście do płota, znaczy zgoda, braterstwo i przyjaźń w tym domostwie panują.
…a także cztery koty i dwa psy, co samo w sobie świadczy o zaletach charakteru gospodyni 🙂
To podobnie jak w zaprzyjaźnionym domu, w którym nieraz bywam.
Gdzie zdjęcia pozostałych zwierząt Tetryku?
Czas na mnie do spania. Dobranoc
Spokojnej!
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj zdecydowanie potrzebuję czegoś misternego, na ukojenie. Dlatego będzie mistrz Jan Sebastian. Adagio i Fuga, skromnie na gitarę solo, za to ośmiostrunową.
Snów kojących zdecydowanie!
Oj, mnie też bardzo przyda się coś na ukojenie.
Odkryłam w sobie chyba jakieś masochistyczne cechy -zachciało mi się włączyć…TVP i obejrzeć debatę prezydencką.
Skoro jestem w depresyjnym dole ostatnio to jeszcze takie coś sobie zaaplikowałam!
Cóż, lubię czasem usłyszeć z pierwszej ręki, zanim wysłucham opinii ekspertów.
Tymczasem wystarczyłoby chyba przeczytać pytania, gdyż same pytania były dowodem na manipulację.
Co do pytań przeczytałam humorystyczną ich ocenę –pytania TVP można skrócić: Czy chcemy, aby homoseksualni emigranci przynieśli nam euro, aby kupić szczepionki i zaszczepić obowiązkowo dzieci na I Komunię?
Albo –Czy adoptowane dzieci gejów, najlepiej z imigracji, jeśli się je przymusowo zaszczepi, powinny dostać walutę euro, zamiast złotówek, podczas Pierwszej Komunii?
Faktycznie dzieci szkolne chyba wymyśliłyby mądrzejsze pytania albo zauważyły ich tendencyjność. Albo? Podobieństwo do pewnych spotów wyborczych?
Ok, już milczę…
Jednak w tajemnicy Wam powiem, że chyba nie żałuję, że wysłuchałam całości, a nie potem jakieś krążące w sieci fragmenty.
To takie dziś makówczyne między między zupełnie nie na temat.
Drugie podejście do oglądnięcia filmu…
Ciekawe czy dziś znowu będę musiała potwierdzać swoją tożsamość?
Albo pojawi się tajemniczy użytkownik?
Dobrej nocy, Wyspo! Już pora 🙂

Cóż za zgodność równoczesnego pisania -23:25!
Z tą różnicą, że Tetryk idzie spać, a ja do kina.
No to fajrant i dobranoc. Na więcej nie mam siły.
Po pracy i po obiedzie idę poleniuchować

To znaczy… chyba podleję ogródek
I jeszcze pracusiu zrobisz parę innych rzeczy?
I tak wygląda leniuchowanie w wykonaniu Miralki.
No i zrobiłam jeszcze parę rzeczy, chociaż pracusiem nie jestem



A leniuchowałam podczas gotowania obiadu, bo przecież garnków trzeć nie muszę, żeby się grzały
Poza tym, był mój syn. Ten router (czy jakoś tak) przyszedł dziś, a nie jutro i syn go podłączał. Nie znam się na tym kompletnie, ale usiłowałam patrzeć co robi
Klikał tak szybko, że nie wiem w co…
Po zmianie tego urządzenia szybkość przesyłu informacji znacznie się zwiększyła (z tego co zrozumiałam) i na dole (u męża i na naszym serwerze) wzrosła do 237 (czegoś tam, ale wiem że na sekundę), a u mnie nadal była 90. No to syn zmieniał coś… wymienił jedno czarne pudełko na drugie i teraz mam 233 (czegoś tam), czyli znacznie szybciej… tyle zrozumiałam… niedużo? No cóż… trudno znać się na wszystkim
Wróciłam z kina. „Sekretne życie Waltera Mitty”.
Tym razem nie było problemów -obejrzałam film do końca.
Ładny film; pozostawia widza z pytaniem czym jest kwintesencja życia i jaka jest granica między marzeniami a życiem prawdziwym.
DOBRANOC WYSPO!
Jak już wspomniałam, odwiedził nas syn. Uraczyłam go arbuzem… to znaczy zabrał do swego domu pół i trzy czwarte. Przyznał, że Sarah lubi… to niech im będzie na zdrowie


Pokroiłam i włożyłam do kontenerka. Trzeci z kolei też był za mało słodki, więc też go zabrałam 
Pocieszyłam, że może syn będzie chciał… no i chciał… co prawda i dla niego to było za dużo, ale może z Sarą jakoś dadzą radę 

W naszym domu jedzenia się nie wyrzuca… może czasami… jakieś resztki. Ale nie tak, że cały świeży owoc idzie do kosza!!! I nie chodzi tu tylko o kasę, ale o sam fakt. Jest tyle głodu na świecie, tyle osób cierpi nędzę, niedożywienie… a tu całe dwa arbuzy poszłyby do kosza, bo są za mało słodkie
Uważam, że niektórym w tyłkach się przewraca i sami nie wiedzą czego chcą. Może jakby przecierpieli trochę głodu, nauczyłoby to ich czegoś… a może też nie? 
Wczoraj pomagałam Margaret. Ona coraz gorzej się czuje… jest coraz grubsza i coraz trudniej jej się poruszać. Już nic nie chcę mówić (chociaż jej powiedziałam), ale jakby jadła mniej słodyczy, to od razu by schudła. Jej dom, to istny sklep ze słodyczami. Po śniadaniu obowiązkowo czekoladka, po lunchu też (lub ciasteczka), po obiedzie, po kolacji, a także między posiłkami. Nie wiem, ale gdybym jadła tyle słodyczy co ona, drzwi trzeba by było poszerzać, bo w żadne bym nie weszła
Ma ona też „jobla” na punkcie zakupów. Kupi wszystko, jeśli tylko zobaczy napis „for sale”. Nawet się nie zastanawia czy tego potrzebuje. Kiedyś jej tłumaczyłam, że przecież mieszka sama, więc skoro kupiła skrzyneczkę mandarynek (4,5kg), to i tak nie da rady wszystkiego zjeść i przynajmniej połowę wyrzuci… wyjdzie jej to znacznie drożej, niż gdyby kupiła po normalnej cenie, ale tylko kilka sztuk… ale tak można mówić do kogoś rozsądnego, a Margaret potrzebuje psychiatry i normalne uwagi nic jej nie dadzą.
I tak było z arbuzami… kupiła 3. Jeden wielki i dwa mniejsze (przypominam, że mieszka sama). Gdy zaczęłam kroić tego największego, spróbowała kawałek i stwierdziła, że MAŁO SŁODKI i powiedziała mi, żeby go wyrzucić
Jak to wyrzucić? Całego arbuza?!!! Zadecydowałam, że zabiorę do domu. Zapakowałam. Wzięłam się za następnego. Ten był wystarczająco słodki
Mąż jak zobaczył taką ilość arbuza, aż za głowę się złapał. On nie jada, a dla mnie jednej, to stanowczo za dużo. Jeśli kupuję, to najwyżej ćwiartkę, bo więcej nie jestem w stanie zjeść… a tu aż tyle
I tak sobie myślę, że mało dziwne, że Margaret nie ma pieniędzy, chociaż dobrze zarabia. Skoro kupuje, a potem wyrzuca, to tak jakby od razu wyrzuciła kasę… i tak chyba byłoby łatwiej i szybciej
A mnie wątroba się przewraca, gdy widzę takie marnotrawstwo
No cóż, to brzmi trochę po darwinowsku, ale to są efekty wrzucenia w taką rzeczywistość i system (=kapitalizm) człowieka z mózgiem przystosowanym bardziej do jaskini niż do komputera. Smutne, w sumie.
Mnie jest przykro, że ktoś wyrzuca dobre jedzenie, bo doszedł do wniosku, że go nie potrzebuje. To po co kupować? Nawet jak się ma dużo pieniędzy, można je przecież zużyć na coś pożyteczniejszego, a nie wywalać w tak głupi sposób…
Bywało różnie z kasą, szczególnie w początkach małżeństwa, gdy były już dzieci jednak nie na tyle, abym była głodna.
Natomiast obsesyjnie nie lubię wyrzucać jedzenia. I nie chodzi o te parę złotych, ale o ZASADĘ.
W moim domu rodzinnym też jedzenia się nie wyrzucało i też zawsze była zasada -zostało parę ziemniaków z obiadu to ktoś zjadał odsmażone na kolację.
A może teraz coś przyjemniejszego
I tak myślę, że przyciągają go moje dojrzewające białe porzeczki
Też je lubi…
Może poczekać, aż samczyk się naje? No bo jak mu zabrać takie dobre „żarełko”? Czerwone porzeczki dopiero zaczynają czerwienieć… może zaczekać, aż się przerzuci na czerwone? To takie wspaniałe – móc obserwować te piękne ptaki…
Ostatecznie mogę się przecież podzielić… wystarczy i kardynałowi i nam… 
Ostatnio zauważyliśmy, że odwiedza nas samczyk kardynała. Siada często na zewnętrznym parapecie naszego okna. Co prawda widzę z pokoju głównie jego czerwony czub, ale wiem, że to on
W ubiegłym roku zrobiłam z nich galaretkę, ale w tym… sama nie wiem…
Hm, jakby do nas przylatywał taki czerwony przystojniak, ani chwili bym się nie wahał – oczywiście że wystarczy dla wszystkich!
Cieszę się, że podzielasz moje zdanie
Wracając do tematu wpisu… taki rodzaj kotów (jak Fiona) ma swoją rasę, ale nie pamiętam dokładnie jaką. Kiedyś pokazywałam na FB jedną z dziko żyjących kotek i ktoś mi nawet podał nazwę gatunku, ale wyleciało mi z głowy…


To taki bardziej popularny rodzaj kota 
Tamta kotka wyglądała tak
Czyli była tak samo pstrokata, jak Fiona
Florek Makóweczki, chociaż też piękny, ale chyba to zupełnie coś innego
A teraz idę już spać


Jak się wstało o 4 rano, to już oczki same się zamykają i czas najwyższy być w łóżeczku
Miłego dnia wszystkim życzę
Dzień dobry
Nareszcie w nocy trochę popadało, ale czy przyjdzie ta zapowiadana burza…?
Hmm, dzisiaj bardziej na południu? Ale może i wyżej też.
Dzień dobry!
Chyba czas na kawę, lub herbatę
Kawa. KONIECZNIE.
Witajcie!
Mam nadzieję, że uda mi się wrócić sucho do domu. Wczoraj gdy wracałem (szczęśliwie autem 🙂 ), lało jak z cebra!
Otóż Łowcy Burz zapowiadają na dzisiaj na południu nawet podtopienia (w sensie ulewności burz)
Wczoraj zapowiadali, że dziś burze będą w całym kraju. Zgadną?
Prawie zgadli. Od Zatoki widać ciemne chmury, ale w CAŁYM kraju to chyba nie popada jednak.
No i burza jako burza nas minęła, ale trochę pokapało, w sam akurat, żeby się nieco odświeżyło powietrze.
Edit: a jeszcze spojrzałem na blitzortung i z tego, co tam widać, wynika, że ta część Polski, która do tej pory nie dostała swojej porcji burzy, dostaje teraz, więc prognozy mogą być celne.
A może nocką i do nas dojdzie ta, co właśnie huczy nad Królewcem?
A tu była potężna i długa burza. Lało jak z cebra, że rzeki płynęły ulicami. Ale to było potrzebne.
No właśnie widziałem relacje z Wildy i z Jeżyc…
Witam!
Dzień dobry

U mnie kolejny upalny dzień, bez chmurek i deszczu
A przynajmniej taki zapowiadają…
I chyba zaraz wybiorę się do ogródka, bo potem, jak słonko praży, nie jest najlepiej cokolwiek robić… jest za gorąco…
Tutaj porno i dusno, wentylator chodzi na okrągło…
U mnie teraz pochmurno, 30 stopni, potwornie duszno, grzmi.
Ufff zdążyłam wrócić do domu, bo chyba jednak lunie.
Cieszy, że mam klimatyzację, bo w domu gorąco nie jest

Wentylator na pewno pomaga, ale przy dużej wilgotności powietrza, to niewielka pomoc… i tak jest duszno
No i wróciłam z ogródka
Teraz byłoby już za gorąco na jakiekolwiek zajęcia ogródkowe 

Od nowa powyrywałam chwasty (coś za szybko rosną) i poprzerywałam buraki. Będzie na obiad botwinka
Także cieszę się, że mam to z głowy
Uwielbiam botwinkę! A w upał chłodnik, taki z ogórkami, rzodkiewkami, koperkiem, jogurtem itd.
Pochłodniało troszeczkę, postraszyło burzą i …nic.
U mnie nawet nie postraszyło…
Na swoje ogórki muszę jeszcze trochę poczekać… na razie kwitną
Cztery sadzonki puściłam na płot (mam specjalną siatkę do tego), a dwie posadziłam w wielkiej donicy 


Jedynie koperek już urósł, bo rzodkiewka też trochę za mała…
Jak wspominałam nieraz, mam malutki ogródek, więc część warzywek i kwiatów sadzę w doniczki. Mąż mi zbudował specjalne stojaki (według mego pomysłu) i tam sporo się zmieści…
Oraz fajrant i przerwa.
Na Wyspie królują ptaszki, ale ostatnio bywały kotki, nietoperz, pies.
Kiedyś Miralka wspominała o kocie w wózku.
To ja pokażę dwa zdjęcia pstryknięte dziś w drodze na Rajsko.
Sympatyczny właściciel (psa i roweru) chętnie pogadał i nie miał nic przeciwko pstrykaniu.
To ja jeszcze tylko powiem, że taki „spacer” dla psa kojarzy mi się z osławionym gdyńskim „spacerem nad morze”, kiedy to co poniektórzy obywatele zajeżdżają samochodami na parking na Skwerze Arki Gdynia (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/ZwmVAHvHCU1yU6kW8), nie wychodząc z samochodów zapalają papieroska, strzepując elegancko za uchylone okno, posiedzą, pokontemplują morze i wracają do domu.
Oczywiście wiem, że piesek nie pali i ogólnie nie jedzie przyczepką z lenistwa, tylko dlatego, że tak zadecydował opiekun, ale pierwsze skojarzenie było takie 🙂
Znałem i ja takich, co samochodem jeździli po papierosy do kiosku oddalonego o ca 30 metrów…
Nie rozumiem, skąd pomysł na takie degradowanie fizyczne zdrowego psa!
Też się często spotykam z „miłośnikami motoryzacji”… wyjeżdżają do parku i nawet nie wyjdą z samochodu. Otworzą okno, posłuchają radia (czasami na cały regulator), poczytają książkę lub gazetę i wracają do domu. Nie wiem dlaczego tak robią, bo mnie nie chciałoby się samochodu odpalać i marnować benzynę. Mogę czytać, czy słuchać nie ruszając się z domu.
A widziałam też na własne oczy, jak znajoma do sąsiadki, na drugą stronę ulicy, jechała samochodem. A to przecież tylko kilka metrów!!! Z lenistwa wolałabym iść pieszo, niż wyprowadzać samochód z garażu i jechać.
Ale cóż, każdy robi jak lubi…
A co do psa w wózku… różne mogą być powody takiego, a nie innego postępowania właściciela. Może trasa jest za długa jak na psie łapy, a pies nie jest już taki młody? Właściciel tylko na początku wycieczki i w połowie wyprowadza psa normalnie, ale chce przy okazji sam się dotlenić?

Kiedyś widziałam jak baba „wyprowadzała” psa samochodem. Smycz uwiązała do bagażnika… ona jechała, a pies biegł za autem
To już wolę, żeby jechał w wózku…
No właśnie podejrzewałem wiek. Albo chorobę.
To było jak napisałam w drodze na Rajsko, czyli blisko pętli autobusowej i ruchliwej ulicy.
Raczej wyglądało mi na sytuację, że pan wywozi psa dalej od ulic i tam pozwala mu biegać.
Nie dopytałam o stan zdrowia psa. W USA widywałam psy wywożone takim właśnie wózkiem do miejsca, gdzie już można było ich wypuścić. Bywało, że pies był częściowo sparaliżowany, po wypadku i nie dałby rady dojść na smyczy od domu do parku.
Trop(pies moich rodziców) pod koniec swojego życia miał już problemy z chodzeniem. Nie wiem jak było z tym psem, ale nie ferowałabym wyroku o degradowaniu fizycznym zdrowego psa!
Choć oczywiście może macie rację, ale temu panu dobrze z oczu patrzyło. I jednak chwilę z nim rozmawiałam…
I jedno mogę powiedzieć po tej rozmowie – w pewnych sprawach mieliśmy podobne poglądy światopoglądowe.
Zaczęło się od rasy psa (kundel!), a zeszło na tolerancję na ludzi o różnych kolorach skóry itd…
Nie sprawił na mnie wrażenia głupiego snoba, lecz raczej pana w średnim wieku, który robi wszystko, aby nie zardzewieć .
Pies nie wyglądał na szczeniaka, bo siedział bardzo spokojnie, a szczeniak by się wiercił.
Pisałyśmy mniej więcej to samo i w podobnym czasie
Też nie chcę osądzać źle bez poznania przyczyn takiego postępowania. Być może się mylimy, ale to już jest nie do wyjaśnienia…
Cieszę się, że myślimy podobnie Miralko!
A może znów kiedyś uda mi się spotkać tego pana? Wtedy go zapytam.
Zastanawiam się, czy poznam go „po psie”, czy jednak po twarzy?
Nareszcie grzmi…
To jeszcze jedno zdjęcie z dzisiejszego spaceru.
(obiecuję za to nie będzie już między między)
Czereśnia (chyba to była czereśnia) pod firanką.
Znowu nie na temat?
Ale za to „w temacie” ulubionym przez PTASZKOWĄ WYSPĘ, no bo przecież chodzi o to jak mniemam, aby ptaki nie wyjadały.
Ale ktoś miał pomysł!
Też mi się spodobał i dlatego pstryknęłam i postanowiłam pokazać Wam.
Mam nadzieję, że Tetryk nie pokaże mi czerwonej kartki za zaśmiecanie jego pięterka moimi pstryczkami Florka,ekranu laptopa, psa w wózku, drzewa za firankami itd.?
Nie róbta z Tetryka stracha na Maczki – Póki się Kacyk na Wyspie nie dowie, wszystko jest OK!
Kacyk na Wyspie? Kto zacz? Jak go obłaskawić ?
Na wszelki wypadek umknę, abym się Kacykowi nie naraziła.
Spróbuję teraz pójść do kina i wtedy uda mi się (mam nadzieję) wrócić na Dobranockę i lampkę.
No i znów wróciło do …ptaszków. Kacyk ochrowy -gatunek średniej wielkości ptaka z rodziny kacykowatych. Występuje na Montserracie, jest jedynym ptasim endemitem tej wyspy.
…i Miral pokazuje czasem różne kacyki.
A czasem, o rany, znajdzie się między nimi jakiś… tyran!
Czy już mam się zacząć bać?
Czy mam rozumieć, że Tetryk jest tylko takim wysłannikiem Kacyka -Tyrana?
Yyy… nie wiem
A był ostatnio w USA? Bo jak nie, to chyba nie?
No tak, pokazuję czasami kacyka północnego i tyrana północnego (co z tą północą?) i nawet są całe rodziny kacyków i tyranów… tylko nie wiem, czy Ukratkowi o nich chodziło
Muszę przyznać, że ta firana mnie rozbawiła
Na ptaki tak to pomoże, jak umarłemu kadzidło 

Jeszcze gdyby ktoś zadał sobie trud i dobrze zszytym kawałem (bez dziur) „otulił” całe drzewo, to na pewno by coś dało… ale tak? Ptaki spokojnie się dostaną do owocków, a będą o tyle bezpieczne, że żaden drapol ich nie wypatrzy
Ja pierwsze wrażenie odniosłem, że komuś z balkonu wiatr porwał suszącą się firankę…
I to też może być prawda!
Dlatego dałam to zdjęcie jako ciekawostkę i hm …powód do domysłów.
No i żeby pokazać, że czasem wystarczy tylko się rozglądać i można natrafić na coś zabawnego.
Na tym samym spacerze widziałam skoszone siano. Ale nie spotkałam obok stodoły niestety!
W temacie burz upragnionych polecam wpis na Kneziowisku!
O, tam musiało wiać, tyle drzew połamanych. U nas takiego wichru nie było. Lało, grzmiało, wiało, ale niczego nie łamało…
No i po przerwie. Jeszcze niemnożko do załatwienia, ale poza tym na Wyspie.
A ja już się pożegnam do jutra.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Tak mi się wymarzyło na to odświeżenie po burzy coś kojącego. I znalazłem Joao Gilberto, ale śpiewającego po angielsku, za to bardzo delikatnie. Bossanova na koniec dnia, czego chcieć więcej?
Snów brazylijskich z angielską ścieżką dźwiękową
Byle się Bolsonaro nie przyśnił…
Nikomu nie życzę. Ale na szczęście jest sporo normalnych Brazylijczyków, podobnie jak Amerykanów i Polaków.
Proszę, tylko nie Bolsonaro!
Jestem! Wróciłam z kina.
„Poznaj moich rodziców” -komedia, ale jednak z mądrym przesłaniem i bajkowym „dobrym zakończeniem”.
Dobra obsada aktorska:
Robert De Niro
Ben Stiller
Dustin Hoffman
Barbra Streisand
Ach, to. Dobra komedia 🙂
Otóż to. Optymistyczna, a tego optymizmu bardzo mi teraz brakuje.
Wczorajszy film (“Sekretne życie Waltera Mitty”) też był optymistyczny, choć inaczej.
Poprosiłam starszego syna o podsyłanie mi takich właśnie filmów, więc podsyła mi linka, na który tylko robię klik i oglądam w ramach opłaconego przez niego abonamentu.
Dzieci się jednak na coś przydają (na starość). A młodszy kupił większy telewizor i podłączył do laptopa, który już sobie sama kupiłam.
Jakbym miała podsumować w jednym zdaniu napisałabym tak :
wczorajszy film -warto mieć marzenia.
dzisiejszy -warto kochać i sobie to okazywać.
Hm, a znasz francuską komedię „Jeszcze dalej niż północ”? Koniecznie z dubbingiem, bo przekład gwary francuskiej na polską (nieistniejącą, z elementami śląskiego i gwary wielkopolskiej) wart posłuchania.
Chyba nie. Piszę chyba, bo mam kiepską pamięć do tytułów, ale raczej nie znam.
Urzędnik z południa Francji dostaje przeniesienie do regionu na północy, w miejsce uważane za zesłanie. Zderzenie kultur i gwar.
Podczytałam na Filmweb i teraz już wiem, że tego nie oglądałam.
Może jutro obejrzę?
Dziś wcześniej poszłam do kina i w ten sposób zdążyłam jeszcze na nocną zmianę między między!
I nawet nasz kacyk nie dał mi jeszcze po łapach!
Gratulacje
Gratulujesz kacykowi czy mnie?
Kacykowi oczywiście! Niechby tylko spróbował dać ci po łapach, toby się nasłuchał i w efekcie spalił ze wstydu! Pogratulować, że udało mu się tego uniknąć.
Miałeś na myśli, że mogłabym mu coś odpyskować?
milczy?
Ten kacyk to chyba już wie i dlatego
Otwarłam teraz butelkę z sokiem porzeczkowym, a na zakrętce „ODKAPSLUJ RADOŚĆ„.
Gdybyż to było takie proste!
Coraz mniej powodów do radości, śmiechu…)
Umykam. Dobranoc.
Dobranoc, Wyspo!

Dobrych snów Mistrzowie!
DOBRANOC!
Też już kończę dzień, chociaż u mnie jeszcze wcześnie… jakaś taka zmęczona się czuję

Aż sprawdziłam pogodę, czy nie będzie deszczu, ale zapowiadają dopiero na sobotę i oczywiście niedzielę. Ciekawe jak wybierzemy się na wycieczkę, gdy tak będzie lało i błyskało
A tak w ogóle, to Makóweczka mnie trochę zainspirowała
Może i ja pokażę kilka zdjęć swojego ogródka?
Porzeczki białe…
… dojrzewające czerwone…
… kwitnąca opuncja…
… i kwitnąca cebula…
… a także pnące się po płocie ogórki…
… stelaże na doniczki z kwiatkami i obok donica z ogórkami…
… i ostatnie zdjęcie – fragment północnej ściany z półkami na kwiatki. Tu powynosiłam te, które nie lubią bezpośredniego słońca…
Mam nadzieję, że Ukratek głowy mi nie urwie za zaśmiecanie jego pięterka
Bez głowy głupio bym wyglądała…
Nie mogąc spać kuknełam na Wyspę,a tu proszę jestem inspiracją!

To Ukratek jest jednak taki groźny?
Fajne te Twoje uprawy!
Może nie tyle groźny, ile to jego pięterko i miałam opory by wstawić aż tyle zdjęć. Jak wspomniałam, nie chciałabym zaśmiecać…

A moje uprawy… utykam co gdzie mogę, bo nie mam miejsca. Chciałabym mieć większy ogródek, chociaż mój mąż mówi, że dobrze, że mamy taki mały. W dużym zarobiłabym się na amen
To zdanie mojego męża… ja bym wolała jednak większy, na więcej upraw…
No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma
Ależ Miralko, o zaśmiecaniu mowy nie ma! Twój ogródek znakomicie komponuje się z ogródkiem Emilki!
To by znaczyło, że moja głowa zostanie na swoim miejscu
Zostało mi wybaczone…
Hurrra!!! Udało mi się wstawić zdjęcia w takim rozmiarze jak trzeba
A nie wielkie kobyły…
Zauważyłam, że nie pokazałam jeszcze jednego zdjęcia z biblioteki
Mój krzak opuncji (chociaż nie wiem czy mogę to nazwać krzakiem), prawie w całości
Witaj, Tetryku:)
Bardzo przyjemne powitanie lata:)
A ja właśnie skończyłam kontemplowanie bobrzych plusków na Jeziorze i idę spać:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Leno!
Jak ja dawno nie słyszałem tych plusków…
Miłego dnia, Wyspo:)
I chłodku, chłodku, chłodku:)
Dzień dobry
Dziś ostatni dzień astronomicznej wiosny.
Witajcie!
Sucha wiosna kończy się pod znakiem mżymżawki 😉 Na szczęście deszcz to zwykły, nie astronomiczny (np. meteorytów)
Dzień dobry. Dziennikarzowi TVN chyba się poprztykało astronomiczne lato z wakacjami, bo powiedział, że od poniedziałku już wakacje
Dziś podaje kelnereczka, napijmy się…
O tak, koniecznie. Że sparafrazuję Tuwima:
Kelnereczko, daj mi kawy
A z zachwytu będę ryczał.
A po prawej i po lewej
Daj Wyspiarzy cne oblicza!
I niestety zmykam.
A jutro od rana znów jazda (do teściowej). Czyli z powrotem będę w niedzielę, pewnie mniej więcej tak jak ostatnio.
Jak do teściowej to aż potrzebny miś?
Miś jest dobry na wszystko – na teściową też
Teściowa już nie ma tej pary, co 10-20 lat temu. Ale nadal zdarzają się napięte sytuacje, więc misia przygarniam z dobrodziejstwem inwentarza.
Trudno, „Niech Bozia zachowa, bo to teściowa”.
Tak, wiem. Babcia małżonki po kądzieli zmarła w wieku 96 lat (edit: jeżeli dobrze pamiętam, w 2004), podczas gdy jej mąż zmarł, żebym nie skłamał, w 1969?. Mam świadomość, że kobiety w tej rodzinie żyją dłużej, dużo dłużej od mężów. Niech zachowa, jednakże.
Moi już dawno poszli do urn, a teściowej minęła 90-tka…
Nie ma już ani moich rodziców, ani teściów.Ostatnia była moja mama.
Witajcie!
Pogoda nie zachęca do spaceru, więc siedzę w domu.
To jest 180 komentarz. Mam więc pytanie -, czy ktoś coś buduje?
Mogłabym coś upichcić i tak akurat by było jak już te 200 będzie, jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu.
Tak trochę dalej w temacie dłuuuugiego czerwcowego weekendu:)
Nie mam nic przeciwko, nie mam pomysłu.
Najpierw więc upichcę coś na kształt obiadu, a potem zabiorę się za pichcenie pięterka.
Jakieś protesty ktoś zgłasza?
Jest w przygotowaniu galeria podfruwajek od Zochy, ale nie wcześniej niż jutro – jeżeli coś masz, to stawiaj 🙂
O!!! To się zrobi kolejka do stawiania pięterka. Świetnie, będzie co czytać i oglądać
Eee, nie będę wchodzić w drogę dawno tu niewidzianej Mistrzyni Fotografii.
Tym bardziej że tematem ma być ulubiony temat Wyspiarzy.
Zaczekam spokojnie w kolejce.
Ja też nie mam nic przeciwko
Dzień dobry


Słońce całym niebem
Niestety znowu ma być gorąco… jak podają 33C
Witaj Miralko!
U mnie teraz słońce i deszcz równocześnie.
Szukam tęczy, która ponoć przynosi szczęście:)
Może być taka?
Dziękuję. Dodałaś do niej odrobinę szczęścia Bożenko?
Oczywiście! Bez tego ani rusz
Burze bokami, tu leje odświeżająco.
Fajrant i przerwa.
Miłośników ptaszków i Zochy, a także po prostu ciekawych, zapraszam na jej nowe pięterko
Jeszcze jednym portretem bohaterki tego piętrka – Hiszpanki Fiony, którą tak ujęła moja córka, zapraszam na kolejne…
Pożegnam się jeszcze tu, bo nowe pięterko jest jeszcze za młode.
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij spokojnie!