Aloes jest rośliną cenioną ze względu na swoje właściwości nawilżające i lecznicze.
Występuje naturalnie na ubogich w wodę, piaszczystych terenach wschodniej i południowej Afryki oraz na Półwyspie Arabskim,
w Ameryce Południowej i Środkowej (m.in. Hawaje, Kuba, Jamajka),
w Azji (m.in. Indie, Malezja, Chiny) oraz w Europie (Hiszpania, Grecja).
Aloes posiada cenne własności odżywcze takie jak:
- kwasy tłuszczowe: arachidonowy, linolowy, linolenowy, mirystynowy, kaprylowy, palmitynowy i stearynowy;
- 18 aminokwasów, w tym 7 aminokwasów egzogennych;
- polisacharydy;
- polipeptydy;
- enzymy roślinne;
- cenne pierwiastki: wapń, chlor, chrom, miedź, żelazo, magnez, mangan, potas, fosfor, sód, cynk;
- witaminy z grupy B;
- antraglikozydy;
- olejki eteryczne;
- kwasy organiczne.
Zajrzyjmy więc na ekologiczną plantację aloesu, na której byłam z siostrami Ewą i Danką, znanymi dość dobrze tym, którzy czytali moje wpisy.
Było to w lipcu 2018 roku podczas pobytu na Gran Canaria.

A teraz parę pstryczków — pracownik plantacji opowiada i pokazuje, przewodnik tłumaczy. Używać można jedynie ceramicznego lub plastikowego noża.




Po pokazie można było wysmarować sobie ręce tym co zostało uzyskane na naszych oczach i kupić wyroby z aloesu.
Jak zawsze proponuję współtworzenie pięterka. Opowiedzcie o plantacjach, które widzieliście.
Podzielcie się swoją wiedzą i doświadczeniem o działaniu leczniczym lub kosmetycznym innych roślin.
Wprost na pięterku (tak jak było w „alkoholowym ” wpisie) najmilej widziane, ale oczywiście w komentarzach również.
A może ktoś z Wyspiarzy pochwali się zdjęciem swojego aloesu hodowanego w domu lub podzieli doświadczeniem ze stosowania wyrobów z aloesu w celach leczniczych, lub kosmetycznych?
Tych, co nie czytali pięterka z 18.06.2019 zapraszam na plantację bawełny.
tuNa koniec pytanie – co robimy z maku?

Obrazek wyróżniający – kwiat hiszpańskiego aloesu – zdjęcie z Internetu.





Zapraszam na wpis:
WYSPY HISZPAŃSKIE, część 2 GRAN CANARIA.
2.2 Plantacja aloesu.
Może zainteresuje to bywalców Wyspy Madagaskarem zwanej, gdyż aloes na Madagaskarze też rośnie.
Miałam kiedyś aloes w doniczce. Było to dawno i nawet nie pamiętam co się z nim stało. O jego właściwościach leczniczych wiedziałam.
Dziękuję za przypomnienie, może uda mi się gdzieś kupić i znów hodować…
Aloes ma bardzo wszechstronne własności lecznicze, ale nie każdy może pić sok z aloesu, są choroby, które są przeciwwskazaniem.
To ja się podzielę moją 'krwawą historią’ 🙂
drzazgi nie znalazł, ja omal nie zemdlałam, on zalał się krwią (moją), po czym wypisał mi skierowanie na chirurgię…
Swego czasu, w czasie jakichś porządków, wbiłam sobie w palec kilka drzazg z modrzewiowej boazerii, cienkich jak włos. Wydawało mi się, że wszystkie usunęłam, ale nie, palec był coraz bardziej zaczerwieniony, opuchnięty, no i pobolewał 🙁
Chcąc nie chcąc, zapisałam się na wizytę do chirurga, ten palec obejrzał, stwierdził, że 'trzeba ciąć’ i już zabierał się do znieczulenia, kiedy zaprotestowałam, mówiąc że mam uczulenie na znieczulenie, zatem decyzja – tniemy na żywca, da pani radę?
Co było robić – dam:( Pan doktor podłubał igłą, jeszcze raz podłubał i jeszcze raz
Chyba tego samego dnia byliśmy u znajomych, którzy poradzili palec obłożyć właśnie aloesem, ba, dali mi go 🙂 Tak zrobiłam, zabezpieczyłam dodatkowo gazą i – zadziałało! Następnego dnia pokazał sie czubeczek drzazgi, a po dwóch mogłam ją całą wyciagnąć pęsetką, miała – aż trudno uwierzyć – prawie trzy centymetry długości!
Zatem potwierdzam – ma aloes właściwości lecznicze 🙂 i jak widac, pozwala nawet czasem uniknąć stołu chirurgicznego
Publikując to pięterko spodziewałam się dyskusji na temat własności leczniczych aloesu (albo innych roślin).
Jednak nie podejrzewałam, że dojdzie do opowiadania „krwawej historii” i to na dodatek opowiedzianej z budowaniem napięcia i jeszcze lejącą się krwią.
Nawet wyobraziłam sobie wchodzącą pielęgniarkę i zastającą ikroopkę zemdloną na podłodze, a obok lekarza zalanego krwią.
I to z powodu jednej drzazgi!
Ty sie nie śmiej, ja z trudem dojechalam do domu, dopiero za kierownicą poczulam, ze zaraz zemdleję 🙁 a mialam jakies 10 km w korku. Ale co sobie krwi utoczylam, to moje
Nie ma jak być wampirem dla samego siebie!
Ładna historia! Będę musiał „sprzedać” ten sposób małżonce, która nie wiadomo dlaczego jak sobie czasem wbije drzazgę, to tak dokumentnie, że nie idzie wyciągnąć.
Polecam, jak widać działa 🙂
Ha. Będzie dłuższa opowieść, przeczytajcie do końca, bo początek wydaje się od czapy
W Roku Pańskim 1994, a może 1995 jechałem z Gdyni do Poznania, żeby się wymeldować z Poznania (i móc zameldować w Gdyni). Wybrałem na załatwienie tej sprawy piątek, żeby nie musieć wracać na gwałt do Gdyni, tylko mieć luz, bo weekend. Wyjechałem o nietypowej porze, ponieważ żaden bezpośredni pociąg mi nie pasował, tylko taki z przesiadką w Inowrocławiu.
Tymczasem pociąg z Gdyni do Inowrocławia potężnie się spóźnił po drodze (bo na Kociewiu i w kujawsko-pomorskim strasznie wiało i jechał powoli, żeby nie uszkodzić trakcji), więc w Inowrocławiu byłem dobre dwie godziny po tym, jak pociąg (z Olsztyna) do Poznania odjechał.
Najbliższy pociąg z Inowrocławia do Poznania odjeżdżał o takiej godzinie, że urząd meldunkowy po moim przyjeździe byłby już dawno zamknięty.
No to poszedłem łapać stopa.
Strasznie to było irytujące, bo nikt się nie zatrzymywał. W końcu jeden facet mnie podwiózł, ale tylko do Strzelna. Do Poznania zostało mi prawie 100 km.
Już zaczynałem tracić nadzieję, kiedy zatrzymała się ciężarówka na gorzowskich numerach. Okazało się, że kierowca zawiózł jakieś meble z fabryki gdzieś na północny wschód Polski i wracał „na pusto”, a ponieważ również w Strzelnie wiało, zabrał mnie w charakterze balastu, bo pustym meblowozem strasznie rzucało
Ale za to zawiózł mnie w Poznaniu pod sam urząd meldunkowy, dosłownie na 10 minut przed zamknięciem.
Wpadłem do urzędu i zastałem panią kierowniczkę, która już się pakowała do wyjścia (bo pamiętajcie, że piątek). Ubłagałem ją urokiem osobistym, żeby jednak mi załatwiła to wymeldowanie – zgodziła się pod jednym warunkiem.
Że wysłucham jej prezentacji na temat dobroczynnych efektów działania – tadaaam! – aloesu! Bo właśnie wtedy do Polski wchodziła sieć sprzedaży bezpośredniej produktów Aloe Vera.
Prezentacji wysłuchałem, produktów żadnych nie kupiłem (ale pani sobie mogła odfajkować w kajeciku, że przeprowadziła prezentację, co też jej się liczyło do jakiejś tam punktacji w tej sieci), po czym zostałem zgrabnie wymeldowany.
I teraz nie wiem, czy to dlatego, że to było po godzinach, czy pani kierownik nie dopełniła jakichś formalności, czy specjalnie, czy przypadkiem, ale WKU wysyłała wszystkie papiery dalej na poznański adres (o czym wiedziałem, bo mieszkał pod nim przez dłuższy czas średni brat Q).
I tak dzięki aloesowi nie wzięli mnie do wojska
No, żeby taka niewinna roślinka mogła uchronić od WKU nigdy by mi nie przyszło do głowy!
Mój mąż (wtedy chłopak)miał podobnie -wezwania do WKU przychodziły na adres rodzinny. Tych oczywiście nie odbierał. Tych, które trafiły do akademika -również, gdyż był wtedy tzw. waletem, więc właściwie go tam nie było.
W tej historii jednak nie ma aloesu, niestety!
No tak, tutaj aloes nie miał nic do roboty, bo nie musiał.
I chciałem w tej sprawie wkleić jedną piosenkę Pawła Kukiza z grupą Piersi, ale strasznie hałaśliwa i niezbyt pasuje do Wyspy.
W każdym razie piosenka jest o tym, jak żandarmeria szukała chłopaka, co się wymigiwał od wojska.
„Chodzi żandarmeria kolo mego domu
Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam
Chodzi żandarmeria w nocy po kryjomu
Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam.”
Nie znałam tej piosenki.
Hm…większość gangsterów i
niektórych polityków oficjalnie nie mieszka w SWOICH wypasionych willach, których właścicielami są ich żony, mamusie, dzieci itp.
Zabawna historia


Nie wiem jak to było z tym WKU (ale to chyba początek „wkurzenia”)
Mój syn skończył 18 lat będąc już tutaj. W sumie zapomnieliśmy o obowiązku służby wojskowej. Wezwania do stawienia się na komisji zaczęły przychodzić na adres mojej mamy. Nikt z nas nie wiedział dlaczego. Mój syn nigdy tam nie mieszkał i na 100% nigdy nie był tam zameldowany. Potem zaczęły się telefony do mamy. Najpierw cierpliwie tłumaczyła, że wnuk mieszka teraz w USA i na komisji stawić się nie może. Potem już tylko odkładała słuchawkę, bo ile razy można tłumaczyć? Porozmawiałam ze swoją psiapsiółką, mającą znajomego podpułkownika, wojskowego. Powiedziała mu o problemie, syn wysłał jakiś tam papier do gościa i telefony się urwały. Od tamtej pory mamy spokój
No patrz. W sumie nigdy nie potrzebowałem takiego podpułkownika, ale to cenna znajomość.
Normalną rzeczą na Wyspie jest, że komentarze biegną nieraz w bardzo zaskakujących kierunkach, ale …hm , żeby na pytanie „z czym ci się kojarzy aloes?” padła odpowiedź „Z WKU„to jednak mnie zaskoczyło, ale i bardzo ucieszyło.
Przecież pięterka są po to, aby wywoływały „wymianę myśli” jak to ładnie kiedyś napisał Q.
Z tym że ja oczywiście absolutnie się nie upieram przy temacie służby wojskowej i WKU. Dużo chętniej podyskutuję niżej o nalewce
Łoj też wolałabym o nalewce. I nie tylko z aloesu. I nie tylko dyskutować.
Miałam dziś pić różne nalewki, ale:
Dostałam mailowo dwie propozycje wycieczek na niedzielę (z degustacją nalewek oczywista) -wycieczka A i wycieczka B.
Wybrałam A.
Z powodu spodziewanych burz w niedzielę wycieczka A została przełożona na sobotę. Jak pisałam wybrałam Rafałka.
Natomiast na B nie było już miejsc w autach.
I tak oto niedzielę spędzam w domu. To i z rozpaczy zbudowałam pięterko.
To może bodaj wirtualnie?
Hmm, CHWILOWO nie bardzo mam czym.
No chyba że czysto wirtualnie, to owszem!
Też nie mam czym. No i ta odległość!
Pozostaje tylko wirtualnie!
Kto dołączy? Nalewkę wirtualną się pije proszę Państwa!
(W tym momencie smutek mnie ogarnął na myśl o OAZIE).
To ja jeszcze strzemiennego i przerwa.
Ja też tylko wspomniałam i wcale się nie upieram przy temacie WKU, czy czymś takim. Z wojskiem nie mam nic wspólnego i mieć nie chcę

I też wolę rozmawiać o nalewkach
Albo o czymkolwiek innym Miralko!
Historie ikroopki i Q związane z aloesem są kapitalne!
Celowo zrobiłam krótkie pięterko i monotematyczne.
Do tej pory we wpisach starałam się poruszać parę wątków, aby każdy mógł coś wybrać dla siebie, bo lubiłam gdy komentarze są jakby uzupełnieniem pięterka.
Na tej samej wycieczce oprócz plantacji aloesu byłyśmy w innych ciekawych miejscach, ale zostawiam to na inne wpisy.
Fabryka rumu i plantacja aloesu to nie jedyne miejsca, które widziałam na Gran Canaria, więc WYSPY HISZPAŃSKIE jeszcze kiedyś wrócą do Was (do mnie?)
Nie przeceniałbym tu roli aloesu. Bajzel w papierach w wojsku za LWP miał charakter systemowy, a nie sądzę, aby tu się wiele zmieniło – zwłąszcza wspominając najwybitniejszego Ministra ON…
Och, pozwól mi mieć złudzenia, że to aloes!
Ale oczywiście, że aloes!
Tetryku proszę nie pozbawiać wspomnień Q zabawnej puenty !
Nic nie mówiłem!

I to jest właściwe myślenie -DZIĘKI ALOESOWI PAN Q UNIKNĄŁ WKU!
Z aloesu zrobiłam nalewkę. Prosta do wykonania i pięknie czyści płuca. Moja bratowa wypróbowała to na swojej rodzinie. Mój brat jeszcze wtedy palił (miał zakaz palenia w domu)
Czyli odwrotnie niż powinno, ale zawsze byłam „odwrotek”, także to nic nowego 
Bratowa aplikowała to wszystkim, nawet swoim dzieciom.
Do użycia aloesu do nalewki muszą być liście starsze niż 3 lata. Wyciska się z nich sok i dodaje miód i spirytus w takich samych proporcjach (na przykład szklanka soku, szklanka miodu i szklanka spirytusu)… to stoi ok dwóch tygodni i nadaje się do spożycia. Aplikujemy łyżkę stołową rano i wieczorem przez kilka dni.
U mnie to świetnie działa przeciwkaszlowo
Ooo, a wiesz co, że musiałbym spróbować! Miód i spirytus lubię, od aloesu mnie nie odrzuca. A skąd wziąć liście do wyciskania soku? Trzeba sobie wyhodować? A może można dostać sam sok, tylko skąd wiadomo, że to będzie prawdziwy sok, nierozcieńczony i bez żadnych domieszek (chemicznych lub nie)?
Ze względu na wymagania cieplne (temperatura uprawy aloesu nigdy nie może spaść poniżej 7°C) w naszym klimacie prowadzona może być wyłącznie uprawa aloesu w domu lub w szklarni.
Aloes wymaga stanowiska jasnego, ale nie nadmiernie słonecznego (można postawić na parapecie jeżeli okno nie jest mocno nasłonecznione, przy oknie południowym lepiej odsunąć nieco dalej od okna) oraz żyznej, przepuszczalnej ziemi (zalecana jest mieszanka zwykłej ziemi kwiatowej z gruboziarnistym piaskiem).
Czy teraz Wyspiarze będą się chwalić swoimi aloesami w doniczkach?
A potem zrobimy konkurs na najpiękniejszy kwiat aloesu?
Jeszcze nie mam, więc pozostaję poza konkursem.
I prawdę mówiąc, wygodniej by było sam sok nabyć.
Ja też nie mam, ale postaram się mieć
Po pierwszym udarze ktoś mi zalecał pić sok/nalewkę z aloesu, ale endokrynolog miała pewne obawy czy powinnam przy moim Hashimoto.
Tak już jest na jedno pomoże na co innego może zaszkodzić. Dotyczy nie tylko lekarstw, ale i ziół i innych preparatów naturalnych.
Hmm, a gdzie i jak sprawdzić, czy nie zaszkodzi? Czy to tylko lekarz może powiedzieć, czy można jakoś inaczej, tak jak z testami na alergię na przykład?
Trzeba poczytać, doczytać. Nie bardzo można polegać na sprzedawcy, bo może nam wciskać, że to, co sprzedaje jest NAJLEPSZE NA WSZYSTKO, bez skutków ubocznych itd.
Jak napisałam o skutkach ubocznych przypomniało mi się zadanie domowe zaprzyjaźnionego 15-latka, które polegało na zaprojektowaniu ulotki.
No cóż, pora przejść od opakowania do zawartości. I nie mam nic przeciwko, żeby wymyśliła ją piętnastoletnia młoda osoba, jeżeli tylko będzie działać zgodnie z opisem!
Cóż…zaprojektować ulotkę, a opracować zawartość…
A skutki uboczne są jakieś zawsze. Najlepiej być silnym, zdrowym, pięknym, mądrym i bogatym.
O czymś zapomniałam? Młodym?
Młodym. Ale tylko przez pewien czas.
Ja wybieram -zdrowa i mądra.
Złota rybko…mogłabyś tak?
No dobra, wolę być głupia byle zdrowa.
Przed chwilą słyszałam w radiu, że poznańscy naukowcy opracowali nowy, tańszy i szybszy środek wykrywający wirusa w koronie.
Wykrywający? No dobra, to jest już coś!
To i po przerwie.
A ja po niedzieli i idę pod kordełkę. Dobrej nocy wszystkim życzę…
Spokojnej!
Śpij spokojnie Bożenko!
Dobranocka.
Ponieważ za oknem zaczęło padać, będzie o deszczu. Panowie grają swoją wersję piosenki grupy Creedence Clearwater Revival, i to na tle Wielkiego Kanionu (więc podróżniczo nieco).
Snów z podróży niezakłócanej deszczem.
Wielki Kanion -miałam być, ale…nie dotarłam, ale o tym już pisałam na Wyspie.
No to masz chociaż na dobranoc
Dziękuję, ale jeszcze nie teraz.
Powrócę na chwilkę do nalewki, który to temat łączy się u mnie z tematem „koronowym”.
Otóż chciałam się dziś napić. Z trzech powodów:
1. Skończyłam z antybiotykiem
2. Test na wirusa wyraził się o mnie negatywnie, więc wychodzę jutro z domu (po trzech tygodniach kursowania pomiędzy kanapa a lodówka)
3. Oraz drugą rocznica niebytu Reni wśród nas. Chciałam do jej portretu…
Zamknęli mi sklep…
Wspominaliśmy Renię jeszcze piętro niżej.
A jej wycieczki – rowerowe – pamiętam dobrze.
Maradag!
Jak miło, że zajrzałaś.
Dobrze, że skończyłaś z antybiotykiem, dobrze, że test ujemny.
Smutno, że nie ma Reni…ale dobrze, że tu są tacy co mają ją stale w pamięci…
Też bym się napiła z kimś, bodaj wirtualnie…
Co do plantacji, jako małoletni pętak na wakacjach u babci zarabiałem obrywając szyszki chmielu. Plantacja to było spore pole obsadzone słupami podobnymi do telegraficznych. Między słupami były przeciągnięte solidne druty, na tych drutach zahaczano cieńsze druty kotwiczone drugim końcem w ziemi, obok sadzonki. Wokół tych pionowych drutów piął się w górę chmiel – gdy dojrzał, trzeba się było uwiesić na roślinie, aby zerwać haczyk. Gdy nie starczało nam na to wagi, prosiliśmy o pomoc dorosłych. Zwalony krzak oskubywało się z szyszek, potem szło się z nimi na wagę i do wypłaty!
Przez dzień dawało się zarobić na lody a czasem nawet odrobinę więcej 😉
Tak to mniej-więcej wyglądało:

Takie plantacje widywałem tylko z daleka.
Kiedyś pracowałem wszakże na plantacji truskawek. Okazało się, że moja skóra reaguje na przemysłowe ilości soku z truskawek nie gorzej niż na kurz i skończyło się na jednym dniu i coś dwóch tygodniach gojenia.
A przynajmniej najadłeś się przez ten jeden dzień?
No proszę, proszę obaj Mistrzowie kiedyś pracowali na plantacji.
A jakąś zwiedzaliście?
Bo ja oprócz aloesu i bawełny byłam jeszcze w takim jednym miejscu, o którym już miałam zamiar napisać we wpisie, ale po przemyśleniu …zostawiłam na inne pięterko.
Winnica się liczy? Zwiedzaliśmy kiedyś we Włoszech taką, gdzie na końcu oferowali wino, takie specjalne, najspecjalniejsze, ale ceny zaczynały się od trzycyfrowych (w euro), więc tylkośmy zdegustowali.
Liczy, liczy.
Masz jakieś zdjęcia?
Co my tu już mamy? – nalewki, piwo, wino i jeszcze…
WKU!
No i KOMPOT!
Hmmm. Gdzieś na pewno są… Musiałbym poszukać.
Poszukaj i pokaż, proszę…
Najlepiej wprost na pięterku.
A skąd. Przez parę lat po tym nie mogłem patrzeć na truskawki
Chmiel ma liczne właściwości lecznicze, ale mnie się skojarzył jednak z piwem.
Jak nie nalewki to piwo …
Ciekawe, że nikt nie odpowiedział z czym się Wam kojarzy uprawa maku?
Pytasz o tzw. „kompot”?
To pięterko z mojego założenia miało polegać na Waszych skojarzeniach.
I udało się! Nawet lepiej niż śmiałam przypuszczać!
Dla jednego może to być kutia albo makowiec, a dla innego -kompot.
To Wy współtworzycie ten wpis!
Co do aloesu… Andrzej Sapkowski w „Trylogii Husyckiej” pisał o tajemniczej truciźnie, która wypita w winie czyniła człowieka nieodpornym na kontakt z żelazem. Delikwent po takim trunku mógł wyleczyć się po obiciu maczugą czy ranach zadanych mieczem z brązu, ale skaleczenie brzytwą lub nożem czy dowolnym innym żelazem prowadziło do okrutnej i nagłej śmierci.
Czyżby aloes został tak potraktowany?
Ha! Ależ Ty masz pamięć!
Jestem pod wrażeniem ile rzeczy potraficie napisać „w temacie” aloesu!
Cieszę się i dziękuję!
Jestem.
Rozmawiałam dość długo z siostrami Ewą i Danką na Whats`App.
Uznałyśmy, że nie musimy się widzieć na jakimś tam Zoomie, wystarczy, że się słyszymy i gadamy równocześnie.
Zaraz zerknę wyżej i odniosę się do tego co na schodkach.
Wzmianka o maku kieruje myśl na spanie. Lecę śnić makowe sny!

Dobranoc, Wyspo!
Napij się kompotu (wirtualnego) panie T -będziesz lepiej spał!
W czasie rozmowy na Whats`App z siostrami pochwaliłam się, że zrobiłam pięterko o plantacji aloesu.
Mam właśnie dwa maile ze zdjęciami, które zaraz pokażę.
No to jeszcze zdjęcia z zamku Brolio w Toskanii (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/ux7JCiUkDoFwcgHG7) , gdzie mają plantację oliwek i wytwórnię oliwy, no i winnicę i winiarnię. Byliśmy tam, hm, 9 lat temu.
Pięknie dziękuję…panie Q!
A ja zaraz te moje dodam, które przepłynęły przez Ocean.
To dodaj. A ja powolutku będę się miał ku łożnicy. Ale powolutku, tak żeby jeszcze zobaczyć.
Zawstydziłeś mnie -nawet podlinkowałeś mapkę!
Czy powinnam i ja umiejscowić plantację, łoj!
Ee, niekoniecznie. Akurat pamiętałem, gdzie to, bo kiedyś kierowałem tamże koleżeństwo, które akurat było w pobliżu.
Uff…kamień z serca!
Ewa (Chicago) przysłała zdjęcia swoich domowych aloesów dość pokaźnych rozmiarów.
O. A te aloesy to ozdobnie, czy użytkowo – do żniw?
Myślę, że ozdobnie i leczniczo.
użytkowo – do żniw -możesz jaśniej panie Q?
No że nie tylko stoją i zdobią te aloesy, ale także służą jako źródło surowca. I się robi po pewnym czasie żniwa aloesowe i używa do różnych leczniczych celów.
Skoro działamy na skojarzeniach to proszę moje skojarzenie-
Pieter Bruegel
Gdzie tu aloes? Ale są żniwa! Hłe, hłe …skojarzenia to skojarzenia -jedni wazon, a inni hełm, albo łódź podwodna.
Skojarzenia to przekleństwo,
lecz możemy dziś dać głowę:
jakiekolwiek podobieństwo
jest zupełnie przypadkowe!
( z „Polskiego ZOO”, ostatniej chyba dającej się słuchać produkcji Wolskiego)
Czyż życie nie jest zbiorem przypadków?
I zaraz mam skojarzenie -„Przypadek” Kieślowskiego.
Danka (St. Louis) przysłała trzy zdjęcia.
Dwa zdjęcia -słoiczki po kremach zakupionych na plantacji, o której piszę na pięterku.
Te kremy były dość drogie, ale podobno -doskonałe. I jak widać w ładnych słoiczkach.
I tu jeszcze trzecie zdjęcie od Danki.
Jeśli dobrze zrozumiałam tam gdzieś jest malutki aloesik.
Albo? Źle zrozumiałam, ale wszak wszyscy Wyspiarze lubią róże, prawda?
Pamiętacie ten kawał?
-widzisz tego słonia w jarzębinie?
-nie!
-a widzisz jak się dobrze ukrył!
wlasnie, dobry kawal, i swietne wytlumaczenie zdjecia – aloesik jest ukryty za drzwiami, malutki w porownaniu z gigantami u Ewy wiec pomyslalam ze moze wypasc niekorzystnie.
Postanowilam za to wyslac roze ktora jest piekna.
Drabina ma odstraszac sarny i jelenie. Ktoregos ranka w tym miejscu gdzie drabina lezala sarna i zywila sie liscmi.
Witaj Pani Gdzie aloes?
Czyli jednak aż tak głucha nie jestem, że na Whats`App chwaliłaś się, że też masz aloesika. Malutkiego.
Hm…nazwałabym to manipulacją. Albo? Wprowadzaniem w błąd, ale…wybaczam. I cieszę się, że zajrzałaś do nas aż z St. Louis.
Sarny wędrujące po Twoim ogrodzie pamiętam ;nawet udało mi się zrobić im zdjęcie.
Tak sobie myślę, że może powinnam zrobić jakieś kolejne pięterko o St. Louis?
Co Wy na to Wyspiarze?
A widzisz, zastanawiałem się, kto to
Pisałam wczoraj, że z siostrami Ewą i Danką rozmawiałyśmy na Whats` App.
Pamiętasz Q pisałam, że dostałam zdjęcia mailem?
Trochę to trzecie zdjęcie mnie zdziwiło, ale…hm zamieściłam.
Jednak w mailu zapytałam „Danka gdzie aloes?”
No i Danka odpowiedziała mnie (i Wam) na Wyspie!
Wirtualny świat idzie równolegle paroma ścieżkami.
Pozwoliłam sobie podesłać siostrom link na Wyspę skoro tyle o nich piszę, cytuję, nawet daję zdjęcia.
Wyspa jest zawsze otwarta na przyjaznych ludzi, wszak przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi!
Dziękuję Tetryku!
Siostry Ewa i Danka to dla mnie ktoś więcej niż przyjaciółki.
Zacytuję tu słowa Danki, które Wam kiedyś wkleiłam na Wyspie (wspomnienia o mojej mamie na fb):
Jesteśmy jak przedłużona rodzina.
To komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji
Pozdrowienia dla właścicielki aloesika 🙂
Określonej lokalizacji -co przez to rozumiesz Tetryku?
Zdradzę Ci prywatnie ona stale gdzieś lata z jednego końca USA na drugi. Skoro nie udało się przylecieć w maju do Polski…
Komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji przysłała mi teraz mailem zdjęcie swojego aloesika.
I teraz już zupełnie zmykam.
Śpij zupełnie, całkowicie i spokojnie panie Q!
Teraz i ja mówię
DOBRANOC!
A ja mówię dzień dobry
Deszcz…
Witajcie!
Trochę słońce, trochę deszcz… Jak w Bollywood!
Gienia nie ma piwa, wina ani nalewki, ale ma dobrą kawę i herbatę i zaprasza…
Dzień dobry, od poniedziałku na całej połaci deszcz.
A tu przestało padać, ciekawe czy na długo. Ale wykorzystałam tę przerwę i poszłam po zakupy.
Pochmurne witajcie!
Na nalewki, piwo, wino przyjdzie może czas wieczorem?
Teraz Gienię poproszę tradycyjnie o herbatę w mojej ulubionej filiżance w kropki.
Ciszaaaaa!
O skojarzeniach z ciszą już pisaliśmy na Wyspie, więc ja zaproponuję na przerwanie ciszy KUPON NA 10 EURO ZNIŻKI.
Że kiepska jakość tego wirtualnego kuponu?
Łoj tam, łoj tam nie bądźcie drobiazgowi!
To moi drodzy kuponik prosto z plantacji, przywiozłam na pamiątkę.
Zanim Wyspiarze zastanowią się
na jakie produkty wykorzystać bon promocyjny i zanim wyjdę z domu celem knucia zostawię tu parę informacji historycznych.
Pochodzące z liści aloesów substancje Żydzi używali do balsamowania ciał. Jest o tym mowa w Ewangelii Jana Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy i przyniósł ok. stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania zmarłych.
W czasach starożytnych żywicę aloesu ścierano na proszek i sporządzano z niej pachnidło, używane do skrapiania pościeli i odzieży oraz całunów pogrzebowych. Dodawana była także do stosów, na których palono ciała. Juliusz Słowacki w wierszu Testament mój pisze: „Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą – i biedne serce moje spalą w aloesie”.
Rasarnawa, dzieło hinduistycznej alchemii tantrycznej (rasajany) datowane na około XI wiek n.e. zapewnia, że rytuał wielbienia Śiwy z użyciem drzewa sandałowego, aloesu, kamfory i szafranu prowadzi do osiągnięcia śiwaloki – nieba boga Śiwy.
Nie mam klucza do zrozumienia nieba boga Siwy…ale Slowacki chyba pozadal uzdrowienia duszy…aloes- gojacy rany ( tak jak opisany ponizej palec, dobitny przyklad) ) i czy wiadomo dlaczego? Moze nie odwzajemniona milosc? tesknota za ojczyzna?
Witaj Aloesie poprzez wieki i kultury!
Tetryk chyba słusznie napisał, że jesteś o nieokreślonej samoidentyfikacji.
Skojarzenia, tajemniczość, niedopowiedzenia…to coś, co obie lubimy…
Czyli wg. Słowackiego aloes jest dobry na rany duszy?
Na palec u nogi mojego męża spadł kamień granitowy. Na SORZE chirurg nie widział innej możliwości, jak amputacja, na którą miał wyznaczony termin. Mama koleżanki zaproponowała wypróbowanie obłożenia najpierw gazą, a potem przeciętym na pół wzdłuż aloesem. Aloes codziennie zmienialiśmy. Palec został uratowany, nawet paznokieć nie zszedł.
Stany zapalne likwiduje, łagodne torbiele również, moc aloesu jest wyjątkowa. Aloes zawsze stoi u mnie w oknie na wszelki wypadek.
Witaj Ultro!
Miło, że zaglądnęłaś i swoim komentarzem potwierdziłaś lecznicze działanie aloesu.
Tak sobie myślę… ostatnio ciągle czuję się zmęczony… Może by wyszukać jakiś aloes? Tylko nie wiem, czy się nim okładać czy go podgryzać?
Okładać, podgryzać, pić sok i nalewkę.
W przerwach
Paaa, jadę knuć, odezwę się jak wrócę…
Owocnego knucia
Wracam!
Presja ma sens! Knucie ma sens!
Czy było owocne? W moim odczuciu jednak tak -pokazało solidarność i wsparcie.
Dzisiejsze knucie pod Ratuszem. Mamy maski, zachowujemy (jak widać) bezpieczne odległości.
O godz. 18 w całej Polsce byli tacy co wykrzyczeli :
Wolne Sądy!
Wolni ludzie!
Murem za Igorem!
Kochani, jestem na nadprogramowym zebraniu branżowym na Zoomie.
Nie przejmuj się, to minie… 😉
Wróćmy do aloesów:
Działasz na mnie jak liść aloesu:
Tu wygładzisz, tam z wolna uzdrawiasz,
bez pośpiechu, ponagleń i stressu
jakość życia od ręki poprawiasz.
Czemu jednak, nim zaznam korzyści
gwałt konieczny – choć nożem z plastiku?
Kolców ostrych, jak krawędzie liści
wciąż wysuwasz w mą stronę bez liku?
(znalezione w sieci)
Bomba!
Mam na myśli oczywiście wiersz znaleziony w sieci.
A autor nie był podany hm?
Ufff… Już mnie przestraszyłaś…
Tą bombą Bożenko?
Ale prawda, że wierszyk jest bombowy?
Aż chciałoby się być aloesem…)
Już chciałam wzywać sapera
A wierszyk faktycznie bombowy!
Saper na Wyspę raz!
Są próby wysadzenia Madagaskaru w powietrze przy pomocy kolców aloesu!
Wspomniałaś coś o bombie…
Do bombowego wierszyka pasuje mi ALOES UZBROJONY Z AFRYKI, który wygląda tak:
Jest trochę inny niż ten hiszpański z obrazka wyróżniającego. Podobnie jak obrazek wyróżniający i jak wierszyk jest znaleziony w sieci.
Oba piękne i oba czerwone jak…?
(jakie kwiaty były pokazywane na tym pięterku?)
No to idę spać.
Dobrej nocy Wyspo
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
Dobrej nocy, Bożenko! Uzdrawiających i wygładzających snów! 😉
Wygładzających i bez kolców!
Dobranocka.
Snów o malachitowych łąkach.
Makówczyne między między – aloesy znalezione w sieci.
Tym razem na temat i wpisu i Dobranocki, bo jest jak w piosence trochę prądu zatoki i jest morze.
Śliczne
Kochani, szkoda, ale znikam. Wyżyłowało mnie to spotkanie psychicznie (nie żeby jakieś potworne konflikty, ale jednak męczące).
Dobranoc!
PS. Ale jest plus – nie wyjeżdżam w środę, tylko prawie na pewno w czwartek i to niekoniecznie od rana!
Czyli będziesz dłużej na Wyspie?
Ale wrócę później w weekend, nie w sobotę, tylko w niedzielę.
Jak nic złego się nie wydarzy, jak nie będzie rozpaczliwie lało to mnie też nie będzie w weekend.
Ale z komórki będę kukać na Wyspę.
Biegnę za Bożenką… Dobrych snów, Wyspo!

Mistrzowie śpijcie dobrze!
ALOESOWE
DOBRANOC!
Dzień dobry
Słonecznie i ciepło 
Witajcie!
Kraków pochmurny, ale staramy się dostrzegać słońce i za chmurami, i w sobie!
Najważniejsze jest to „w sobie’.
Dzień dobry, tutaj słońce i lekki wiaterek, słowem, pięknie. Trochę rekompensuje wczorajsze polewanie.
No to teraz pijemy?
Wyspane i pochmurne witajcie!
A teraz JESZCZE można?
Pić? Herbatę …
Zawsze można, Gienia na posterunku 🙂
Czy ktoś dołączy?
(wiem, wiem pora dość późna).
Ja właśnie wróciłam z zakupami, trzeba się zaopatrzyć, bo pojutrze święto. Później mogą być kolejki…
Dziś DZIEŃ PRZYJACIELA.
Wszystkim moim przyjaciołom dziękuję za to, że są moimi przyjaciółmi i dedykuję piosenkę.
Tetryku, czy gdy pisałeś o 7:21 przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi wiedziałeś, że dziś Dzień Przyjaciela?
Ja gdy Ci odpowiadałam (o 10:52) na ten komentarz jeszcze nie wiedziałam… Jak to symbolicznie i ładnie się zrobiło…
I pomogę z kolan wstać
I zbudować nowy dom
Znów poczujesz życia smak
Przyjaciele po to są
Cytat na serduszku, przypomniał mi naszą niezapomnianą Jaśminkę. Tak to kiedyś napisała, tylko nie pamiętam w którym miejscu. Może Jej Przyjaciel, Wyimaginowany wyjdzie z krzaków i nam przypomni? Proszę…
Też proszę…
Lordzie…
Dzień dobry.
Niestety, nie jestem w stanie podać miejsca użycia owego powiedzonka. Nawet w czasie, kiedy zbierałem okruchy jej bytności w sieci, nie zapisywałem adresów, z których pochodziły użyte przez nią cytaty, powiedzenia itp.
Witaj Lordzie!
Miło, że jesteś.
Każdy taki okruch powoduje, że Jaśminka jakby nadal żyje.
Wszak Człowiek żyje tak długo,
jak długo trwa pamięć o nim.
Więc Jaśminka będzie żyć tak długo, jak my będziemy żyć…
Dłużej, bo przecież nadal w przestrzeni wirtualnej.
Skoro jeszcze jest 9 czerwca, czyli DZIEŃ PRZYJACIELA proponuję posłuchać jak śpiewają o tym dzieci
Teraz dopiero wysłuchałam to co Lord ukrył pod Dzień dobry
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Z wami wiem, że wszystko mogę
Że wystarczy tylko chcieć
Dziękuję Wyimaginowany!
Dziś również
Dzień Księgowego
W ramach przerwy w pracy mam coś dla Wyspiarzy ptako- i zwierzolubnych, ale też dla wszystkich, którzy lubią się pośmiać. Pewna pani w USA zainstalowała przy karmniku kamerkę z czujnikiem ruchu, a na tej stronie – http://www.sadanduseless.com/funny-bird-pics/ – można zobaczyć efekty. Przy niektórych pękam ze śmiechu!
Świetne zdjęcia, ale szkoda, że nie filmiki… tylko jeden…
Niektóre mogłyby służyć za prototypy Angry Birds! 😉
Jak się przyjrzeć to faktycznie.
A może ci, co projektowali Angry Birds wcześniej obserwowali ptaszki z kamery z karmnikiem?
Dopiero teraz obejrzałam, bo wcześniej tylko tak kukałam na szybko na Wyspę.
Dziecko napisało na Messenger, czy przypadkiem nie mam za dużo czegoś tam na obiad.
Było to w momencie kiedy zastanawiałam się co by tu dziś zrobić tak, aby nie wychodzić do sklepu.
A w lodówce było głównie światło, a ja miałam lenia.
On normalnie coś tam sobie pichci sam, ale dziś musiał przyjść tu na pocztę.
Więc matka „zadzieram kiecę
i lecę” ….
…do sklepu, a potem do garów.
Teraz więc obejrzałam sobie co nam Quacki pokazał i faktycznie przy niektórych nieźle się uśmiałam.
Dzień dobry, Makówko:)
Aloes akurat nie należy do specyfików, których mogę bezkarnie używać:)
Był czas, gdy pakowano go niemal do wszystkiego, od środków czystości począwszy, a na medykamentach skończywszy. Miałam wtedy nie lada kłopot, choćby przy banalnym przeziębieniu czy umyciu włosów:)
Na szczęście jest wiele innych ziół, których mogę i lubię używać.
Miałam okazję odwiedzić kilka plantacji:)
Jedną z najciekawszych wydała mi się ta na La Digue (Seszele) – plantacja wanilii.
Niesamowite wrażenie zrobił też na mnie ogromny las z tropikalnymi palmami kokosowymi na Praslinie (też Seszele).
Bardzo interesująca była także wędrówka po brazylijskim regionie Minas Gerais i podziwianie tamtejszych plantacji kawy.
Z ciekawostek, podczas włóczęgi po Azji i Ameryce Łacińskiej widziałam również plantacje pięciopalczastej roślinki.
Pozdrawiam:)
Od tych podróży to może zakręcić się w głowie!
Witaj Leno!
Faktycznie może zakręcić się w głowie od Twoich podróży.
Masz może jakieś zdjęcia?
Cóż…ja z Tobą mam tylko tyle wspólnego, że też nie mogę bezkarnie używać aloesu.
Dzień dobry, Makówko i Tetryku:)
Bardziej chyba może zakręcić się w głowie od zapachów:)
Jak już kiedyś pisałam – włóczyłam się tu i ówdzie od czasu do czasu.
Mam zdjęcia, Makówko, ale porządek jest tylko w tych kartonikowych ze starszych wypraw. Obawiam się, że nowszymi mogłabym się pochwalić w okolicach Gwiazdki i nie jestem pewna, czy byłaby to tegoroczna Gwiazdka:)
Pozdrawiam:)
Nigdy nie jest za późno Leno!
Poczekamy…
Ech…
Nie wyobrażasz sobie, Makówko, co się dzieje w moim laptopie:)
Jestem pewna, że mój laptop i moja torebka wygrałyby konkurs na bałagan tzn.artystyczny chaos.
Natomiast dziś czekając już spakowana na dziecko zrobiłam porządek na mojej ławie i nawet już trochę ją widać.
Wokół siebie lubię ład. Pozwala mi angażować minimum uwagi w to, co robię. Rzeczy mają swoje stałe miejsca od, no, jakiegoś tysiąca lat, bo szkoda mi czasu, by przy gotowaniu takiej choćby zupy zastanawiać się, gdzie to ja właśnie położyłam chochlę czy inny blender:) Wolę w tym czasie roztrząsać bardziej interesujące kwestie. Zdarzają mi się koty na podłodze albo wypisany własnym paluszkiem napis „wytrzyj!” na zakurzonej półce (też własnej), ale jeśli jest ona miejscem ulubionej filiżanki, to tę filiżankę znajdę tam zawsze, nawet z zamkniętymi oczami:)
Problem ze sprzętem jest z gatunku ilościowych.
Na służbowym nie mam niczego prywatnego i jest ok.
Natomiast reszta… Z pewnych względów nie wszędzie jednakowo chętnie zaglądam.
Niech żywi nie tracą nadziei!
A Ty, Tetryku, widziałeś próbkę mojego chmmm… artystycznego chaosu:)
A mam jeszcze dwie takie otchłanie pełne niewiadomych…
I właśnie ten proces wyłaniania się – to jest najciekawsze!
Tetryku, ja doskonale wiem, co tam zobaczę. Problem tkwi raczej we mnie…
Burza nad Miasteczkiem. Z tych przepięknie groźnych:)
Dzień dobry, Wyspo:)
Witaj, Leno!
Fajrant i przerwa
Póki jeszcze jesteśmy na aloesowym pięterku.
Poniżej miniaturowy aloes z Madagaskaru – Aloe haworthioides.
Można go kupić za jedyne 12 zł na Gumtree.
(zdjęcie skopiowałam z Gumtree).
Czasami warto wspiąć się po schodkach w górę. W ten sposób dopiero pod wieczór obejrzałam to co Q zalinkował , a potem odkryłam co Lord ukrył pod przywitaniem.
Tak jak kiedyś ogromną radość mi sprawiło, że przez przypadek Dzień Matki był na moim pięterku.
Tak dziś się cieszę, że „mój aloesik” jest akurat w Dniu Przyjaciela.
Przyjaciele, przyjaźń to chyba najczęściej używane przeze mnie słowa na Wyspie. A jeśli nawet nie wprost to temat ten przewija się na KAŻDYM moim pięterku, bo przecież zawsze opisuję gdzie byłam lub widziałam, ale nie sama; z kimś. I to towarzystwo, współobserwacja, współprzeżywanie było, jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsze.
Jeden z moich pierwszych wpisów 3 listopada 2018 też o tym był.
o szklance i aniołach
Bystra jesteś! Mnie nie przyszło do głowy żeby kliknąć w to przywitanie
Mnie jak czytałam pierwszy raz też nie przyszło to do głowy.
Szybko między gotowaniem zupy a smażeniem ryby odpowiedziałam i dopiero teraz wieczorem zauważyłam.
Dlatego napisałam, że czasami warto wspiąć się po schodkach i poczytać jeszcze raz wcześniejsze komentarze.
Dobry wieczór, jestem, jeszcze załatwiałem cokolwiek i nawet trochę się zdenerwowałem pewną zawodową sytuacją, ale już jest lepiej.
Szkoda nerwów, nie denerwuj się, szczególnie przed nocą.
Ja idę spać. Dobranoc
Spokojnej!
Dobranoc Bożenko!
Masz tu Q herbatkę uspokajającą.
Albo?
zamiast szyszki chmielu taka forma piwem zwana
Dzisiaj herbatka, zdecydowanie. Dziękuję.
Dobranocka.
Jak Dzień Przyjaciela, to będzie trochę żwawiej, bo Queen.
Snów o przyjaźni, najlepiej takiej, od której zaczyna się miłość.
Najlepiej gdy miłość oparta jest na przyjaźni…
Święte słowa.
Bez przyjaźni zostają fascynacja, pożądanie, wspólne interesy, sporo innych rzeczy jeszcze – które mogą się skończyć, a wtedy jest niedobrze.
Otóż to. Pożądanie mija i gdy nie ma przyjaźni, szacunku itd. bywa jak bywa…
Dziś znów nieco wcześniej idę spać. Wzorem Quackiego w czwartek wybywam na parę dni, będę na kiepskim zasięgu telefonicznym aż do niedzieli. A w międzyczasie muszę nieco pospać…

Dobranoc!
Dziś zamiast do kina umknęłam na spotkanie z Sylwią Chutnik.
Więc nie było między między, bo tylko zastopowałam i idę dalej na to wirtualne spotkanie.
Śpij dobrze Tetryku!
Przyjemności!
W zeszłym roku w Sopocie oblała mnie winem, na szczęście białym, więc uważaj
Ale w ramach różnicy poglądów, czy przypadkowo?
Muszę przyznać, że” ma gadane”.
Słucha się z przyjemnością, mimo że porusza takie tematy jak homofobia, rasizm, mikroagresja, dochodzenie do swojej wolności, prawa człowieka, przemoc domowa itd., czyli tematy, na które wiele osób nie lubi rozmawiać.
Woli udawać, że temat nie istnieje.
Dzisiaj nocna zmiana nie dla mnie, może to wieczorne zdenerwowanie, ale coś jestem nie w sosie. Lepiej, jak się położę.
Jutro trochę biegania dla odmiany.
Dobranoc.
Śpij dobrze Q!
Jutro mimo biegania może uda Ci się opowiedzieć jak było z tym oblaniem winem i jakie wrażenia ze spotkania z Sylwią Chutnik.
No właśnie to nie było spotkanie, tylko olanie (winem, w przelocie)
Na Literackim Sopocie.
Dobranoc Wyspowi Przyjaciele!
Słoneczne dzień dobry
Witajcie!
Coś jakby piątek???
Prawie…
Dzień dobry, zaraz wychodzę, póki nie pada, bo chmury są takie, że w każdej chwili może zacząć lać. Jak w Kubusiu Puchatku.
U mnie też się chmurzy, ale nie uważam żeby miało padać… Zobaczymy…
Pochmurnie witam przy środzie udającej piątek!
A Gienia śpi?
Wszystkim dzisiaj trudno wstać, ale już ją budzę…
Herbatę poproszę!
Już ponad 200 komentarzy.
Gadaliśmy i o aloesie i o przyjaźni i o innych plantacjach i o …WKU.
Była również „krwawa historia”i ulotka na lek na koronowirusa i bon promocyjny.
Wspomnieliśmy ciepło Renię i Jaśminkę.
Oprócz zdjęć pięknych kwiatów aloesu (z sieci) były również aloesy domowe (od sióstr z USA).
Z sieci były nie tylko zdjęcia i Dobranocki, ale nawet wierszyk o aloesie.
Zjawiła się komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji oraz komentator pod nazwą aloes poprzez wieki i kultury.
Była również Sylwia Chutnik oblewająca naszego Mistrza winem.
Nie zabrakło oczywiście ulubionego tematu ptaszków (obserwowanych ukrytą kamerą).
Najwyższy czas zacząć rozmawiać na NOWYM PIĘTERKU!
Wszystko już było… – westchnęła zblazowana Makówka.
Wszystko? Nie doceniasz Wyspiarzy! No i pomysłów Makówki!
Zblazowana? Nie, nie! -pakująca się aktualnie.
A pakowania Makówka bardzo NIE LUBI!
Muszę jednak co chwilę podchodzić do laptopa, bo poprzez Messengera uzgadniamy cały czas z synem, więc i kukam na Wyspę.
No to tak, pobiegałem, aż mi język wyszedł do pasa, zjadłem obiadek, załatwiłem (zdalnie i poniekąd) sprawę, która mnie wczoraj tak zdenerwowała i jestem.
Czyli najedzony i już wyluzowany?
Też się zabieram za zjedzenie obiadu.
Wyluzowany to będę jutro, jak dojedziemy na miejsce. Znów się przesuwają terminy wyjazdu, z czego nerwy jednak.
Hm…ja też lubię być już na miejscu.
Ja też bardzo nie lubię siedzieć na walizkach,auuu.
Trochę przedwcześnie napisałam paaa
Pa!
A gdzie tam paaa.

Czekam…Chyba udusze moje dziecko.Oklad z aloesu mu nie pomoże!
Auć!
…bo jak dusiłem Kubusia, to takie miał smutne oczy…
On jest Piotr Paweł.
Drugi raz chciałam go udusić w sklepie,bo on wybiera,przebiera,a ja…aby szybko kupić i wyjść.
No dobra, darowałam mu życie,bo kto by rozpalił w kominku?
213k -mam nadzieję, że nie będę musiała (z komórki!) wspinać się tak wysoko i że ktoś już coś buduje.
Paaaaa….
Miralka wspominała, że coś przygotowuje…
Ufff,czyli ptaszki już do nas fruną?
Późno-popołudniowe dzień dobry:)
Dzień dobry! Pakowanie w pełni, a ja mam zamiar to zrobić w 15 minut, jak małżonka przestanie przemykać po mieszkaniu jak tornado, gdyż wejście jej w drogę mogłoby się okazać niebezpieczne…!
Czy Twoja małżonka też nie lubi się pakować?
Uwielbia! Zaczyna już 2-3 dni przed, a jak dłuższy wyjazd, to i z tygodniowym wyprzedzeniem.
Siadam sobie wtedy cichutko w kąciku i udaję, że mnie nie ma.
A ja sobie zawsze postanawiam,że tym razem zacznę wcześniej i zawsze robię to w ostatniej chwili w nerwach.
Podobnie było z uczeniem do egzaminów.
Dzień dobry, Quackie:)
O! A ja, jako ta jeżdżąca, części rzeczy w ogóle nie wyjmuję z walizki:)
Mam dyżurne kosmetyki, szczotki, pantofelki (paskudztwo) i mundurek-garniturek (też paskudztwo) zahaczony o rączkę walizy oraz listę (poszarganą nieco, ale daje się odczytać) tego, co do wymiany. A wymieniam wyłącznie to, co się pierze. To bardzo minimalizuje stres, że czegoś zapomnę:)
Aha, i jest także dyżurna torebka-pasuję-do-wszystkiego-czyli-do-niczego (najpaskudniejsze paskudztwo) z mniej więcej stałą zawartością, w której niebagatelną rolę odgrywają landrynki i gorzka czekolada:)
Szerokiej drogi życzę i pozdrawiam:)
Do Stróży też mam dyżurna torbę ,ciuchy piorę i po wypraniu chowam do tej torby te same dyzurne.Natomiast tu zawsze się coś nowego wiezie np.dzis nowy materac.No i jedzenie, które raz wywozi się autem do góry i nie ma,że jakby co pobiegnę do sklepu.A zostawić nic nie można,bo myszy zjedzą,a w lodówce też nie,bo wyłączamy prąd wyjeżdżając
Witaj Leno!
🙂
Pozdrawiam z chatki.
Zimno,mokro,ale zakwitły dwa rodendrony.
A przekwitły te trzy co kwitły wcześniej.
Ptaszki drą dzioba…
Och. Brzmi wspaniale.
Wspaniale, że zimno i mokro…?
To się nazywa kolega!
Chatka, rodenderony i ptaszki!!!
A na zimno i mokro się poradzi, tak środkami zewnętrznymi, jak do aplikowanymi do wnętrza (nie mów, że nie masz!).
No i po obowiązkowej przerwie, która wydłużyła się o parę pilnych telefonów kompletnie nie w porę.
Uff,dobrze, że jesteś Q,bo już miałam pytać:
-gdzie Dobranocka?
-gdzie te miralkowe ptaszki?
Oj, obawiam się, że co do ptaszków, jestem ciemny, jak tabaka w rogu. Albo pewna wróblica, brudna, jakby próbowała zakładać gniazdo w kominie.
A propos ciemny siedzę na tarasie.Nie ma gwiazd,nie ma księżyca i jest tak ciemno,że jak wyłączę komórkę nie widzę własnej ręki.
I ptaszki umilkły… poszły spać?
Nie ma gwiazd, znaczy chmury? Bo jakby było ciemno, ale bezchmurnie/ gwiezdnie, to miałabyś ZNAKOMITE warunki, żeby obserwować sznureczek Starlinków, dzisiaj znów przelatują.
Chmury.Ledwo przestało padać.
A po dobranockę już idę, mam nawet pewną koncepcję.
Koncepcja i antykoncepcja to ważna rzecz!

Antykoncepcji na dobranockę jeszcze na Wyspie nie miałem!
Toteż jak Tetryk napisał,że wszystko już było zaprotestowałam..
Dobranocka.
Takie mi się nasunęło, od zespołu Carpenters. „Rainy Days and Mondays”, czyli deszczowe dni i poniedziałki. To znaczy nie wiem, czy chodzi o „Dni i poniedziałki – wszystkie razem deszczowe”, czy o „Deszczowe dni i osobno wszystkie poniedziałki, bez względu na deszcz”. No trudno. Ale piosenka ładna.
Snów o pięknych dniach, bez znaczenia, czy deszczowych, czy nie. Wbrew pozorom, i w deszcz może być pięknie.
Bo i w deszcz może być pięknie i w słońce może być smutno w duszy.
Dużo zależy od tego co u nas w środku,albo od tego z kim w ten deszcz jesteśmy.
W czasie mojej deszczowej wycieczki nawet gdy był grad było wesoło.
O to to, odpowiednie towarzystwo.
Piękna ta Dobranocka.Szczegolnie gdy się słucha patrząc na płomienie w kominku,podjada szarlotkę i popija… herbatę.
Hm…z winem byłoby lepiej.Hm…wyobraznia zaczyna mi działać za bardzo…
Bardzo ładną, dość smutną wszakże piosenkę zaśpiewała nam Karen…
Mówiąc sama do siebie i czując się staro
czasami chciałabym to skończyć
nic nigdy nie układa się dobrze
miotam się
nic nie robię, tylko się boczę
deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.
To, co mi dolega, oni nazywają chandrą
tak naprawdę nic się nie dzieje
mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję
chodzę w kółko
niczym samotny clown
deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.
Zabawne, ale wydaje się, że zawsze ląduję tu z Tobą
miło jest wiedzieć, że ktoś mnie kocha
Zabawne, ale wydaje się, że tylko tyle mogę zrobić
uciec i znaleźć tego, kto mnie pokocha.
To, co czuję, przychodziło już i odchodziło
nie ma potrzeby o tym rozmawiać
wiemy przecież o co chodzi
miotam się
nic nie robię, tylko się boczę
deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.
(za: tekstowo.pl)
Wydaje się, że chodzi jednak o przygnębienie deszczem lub początkiem kolejnego tygodnia (lub czymkolwiek innym…).
Ale wystarczy wiedzieć, że ktoś mnie kocha ,a wtedy i deszcz i poniedziałek nie straszny.
Opowiadanie Sylwii Chutnik mi się skojarzyło
A widzisz. Synergia, jak nic.
Prawda.
Wieloznaczność dotyczy samego tytułu, zanim się jeszcze posłucha piosenki.
Jak ja lubię wieloznaczności.
, że coś tam kumam o co chodzi…
I niedomówienia.
Pod warunkiem
Ufff. Wróciłam, żeby życzyć wszystkim dobrej nocy i idę spać
To dopiero Bożenka włóczykij.
Śpij spokojnie…
Spokojnej!
Bożenko! O tej porze???
Spokojnej! 😉
Jestem z synem, więc jakieś piwo,wino mogłoby być,ale jednak piję herbatę.
Nalewki to ja jednak pijam w takim towarzystwie peselowo bliskim mojemu.
Na zimno wymusiłam rozpalenie w kominku,bo coś pyszczył,że jest ciepło i nie trzeba.
To co wyżej miało być odp.na komentarz Q o tym radzeniu sobie z zimnem.Tak mi to wychodzi tzn.nie wychodzi z komórki.
Wszystko rozumiem!
Ty byś nie rozumiał!?To oczywiste,że rozumiesz i na dodatek wszystko panie Q…
Gdyby Miralka nie potwierdziła swojego kolejnego reportażu o wolnych stworzeniach, zostawiam w szkicach wpis bardzo, niestety, polityczny. Jutro rano wybywam, do niedzieli będę wyłącznie na telefonie na marnym zasięgu. Jeśli nie będzie lepszych pomysłów, każdy z was może opublikować ten wpis – niestety nie będę mógł pełnić należycie honorów gospodarza, i nawet „komentarz autorski” będzie musiała wstawić osoba publikująca.
A teraz czas na sen… Również w kwestii kaganka będę prosił o zastępstwo do niedzieli.

Dobranoc, Wyspo!
Oj, ja niestety nie mogę być zastępcą
Lord?
Wydaje mi się, że zanim wyjedziesz,a nie będzie pięterka Miralki powinieneś sam opublikować i opatrzyć komentarzem.
Chyba,że z kimś się umówiłeś,że to zrobi.
Ale co ja tam wiem,tak mi się pomyślało…
Dobranoc Tetryku, śpij dobrze i baw się dobrze na wyjeździe.Szerokiej drogi!
Umykam, dzisiejsza bieganina mnie najwyraźniej zmęczyła.
Jutro rano na pewno jeszcze będę.
Ty też baw się dobrze i szerokiej drogi panie Q!
Wyspa się wyludnia jutro…
No i potrzebuję 15 minut, żeby się spakować
Też umykam,dobranoc.

Dzień dobry
Świątecznie, ale pochmurnie…
Bry…
Napijmy się…
Bardzo chętnie skorzystam z herbaty.
Mgły opadają,czy będzie ładnie?
Mistrzowie nas opuszczają,Miralka znikła…ciekawe kto się zjawi?
No i gdzie to nowe pięterko?
Nowe pięterko jest, ale ja nie czuję się na siłach je wprowadzić, żeby czegoś nie spieprzyć. Coś mi dziś fiksuje komputer.
Ja z komórki nawet bym nie próbowała,a tu nie mam laptopa.
Witajcie!
Miralka się nie odezwała, więc opublikowałem. Zapraszam wyżej – i wybywam. Pa!
Już biegnę piętro wyżej.
Szerokiej drogi Tetryku!
Dobrej zabawy i relaksu życzę.
Wielkie dzięki Tetryku, baw się dobrze i do zobaczenia