« Moraine Hills Pięterko artystyczne i bardzo polityczne »

Aloes

Aloes jest rośliną cenioną ze względu na swoje właściwości nawilżające i lecznicze.

Występuje naturalnie na ubogich w wodę, piaszczystych terenach wschodniej i południowej Afryki oraz na Półwyspie Arabskim,
w Ameryce Południowej i Środkowej (m.in. Hawaje, Kuba, Jamajka),
w Azji (m.in. Indie, Malezja, Chiny) oraz w Europie (Hiszpania, Grecja).

Aloes posiada cenne własności odżywcze takie jak:

  • kwasy tłuszczowe: arachidonowy, linolowy, linolenowy, mirystynowy, kaprylowy, palmitynowy i stearynowy;
  • 18 aminokwasów, w tym 7 aminokwasów egzogennych;
  • polisacharydy;
  • polipeptydy;
  • enzymy roślinne;
  • cenne pierwiastki: wapń, chlor, chrom, miedź, żelazo, magnez, mangan, potas, fosfor, sód, cynk;
  • witaminy z grupy B;
  • antraglikozydy;
  • olejki eteryczne;
  • kwasy organiczne.

Zajrzyjmy więc na ekologiczną plantację aloesu, na której byłam z siostrami Ewą i Danką, znanymi dość dobrze tym, którzy czytali moje wpisy.
Było to w lipcu 2018 roku podczas pobytu na Gran Canaria.

A teraz parę pstryczków — pracownik plantacji opowiada i pokazuje, przewodnik tłumaczy. Używać można jedynie  ceramicznego lub plastikowego noża.

Po pokazie można było wysmarować sobie ręce tym co zostało uzyskane na naszych oczach i kupić wyroby z aloesu.

Jak zawsze proponuję współtworzenie pięterka. Opowiedzcie o plantacjach, które widzieliście.

Podzielcie się swoją wiedzą i doświadczeniem o działaniu leczniczym lub kosmetycznym innych roślin.
Wprost na pięterku (tak jak było w „alkoholowym ” wpisie) najmilej widziane, ale oczywiście w komentarzach również.
A może ktoś z Wyspiarzy pochwali się zdjęciem swojego aloesu hodowanego w domu lub podzieli doświadczeniem ze stosowania wyrobów z aloesu w celach leczniczych, lub kosmetycznych?

Tych, co nie czytali pięterka z 18.06.2019 zapraszam na plantację bawełny.

tu

Na koniec pytanie – co robimy z maku?

powyższe „makowe” zdjęcie pobrałam z sieci

Obrazek wyróżniający – kwiat hiszpańskiego aloesu – zdjęcie z Internetu.

290 komentarzy

  1. Makówka pisze:

    Zapraszam na wpis:
    WYSPY HISZPAŃSKIE, część 2 GRAN CANARIA.
    2.2 Plantacja aloesu.

    Może zainteresuje to bywalców Wyspy Madagaskarem zwanej, gdyż aloes na Madagaskarze też rośnie.

    • Bożena pisze:

      Miałam kiedyś aloes w doniczce. Było to dawno i nawet nie pamiętam co się z nim stało. O jego właściwościach leczniczych wiedziałam.
      Dziękuję za przypomnienie, może uda mi się gdzieś kupić i znów hodować…

      • Makówka pisze:

        Aloes ma bardzo wszechstronne własności lecznicze, ale nie każdy może pić sok z aloesu, są choroby, które są przeciwwskazaniem.

  2. ikroopka pisze:

    To ja się podzielę moją 'krwawą historią’ 🙂
    Swego czasu, w czasie jakichś porządków, wbiłam sobie w palec kilka drzazg z modrzewiowej boazerii, cienkich jak włos. Wydawało mi się, że wszystkie usunęłam, ale nie, palec był coraz bardziej zaczerwieniony, opuchnięty, no i pobolewał 🙁
    Chcąc nie chcąc, zapisałam się na wizytę do chirurga, ten palec obejrzał, stwierdził, że 'trzeba ciąć’ i już zabierał się do znieczulenia, kiedy zaprotestowałam, mówiąc że mam uczulenie na znieczulenie, zatem decyzja – tniemy na żywca, da pani radę?
    Co było robić – dam:( Pan doktor podłubał igłą, jeszcze raz podłubał i jeszcze raz Zzzzzz drzazgi nie znalazł, ja omal nie zemdlałam, on zalał się krwią (moją), po czym wypisał mi skierowanie na chirurgię…
    Chyba tego samego dnia byliśmy u znajomych, którzy poradzili palec obłożyć właśnie aloesem, ba, dali mi go 🙂 Tak zrobiłam, zabezpieczyłam dodatkowo gazą i – zadziałało! Następnego dnia pokazał sie czubeczek drzazgi, a po dwóch mogłam ją całą wyciagnąć pęsetką, miała – aż trudno uwierzyć – prawie trzy centymetry długości!
    Zatem potwierdzam – ma aloes właściwości lecznicze 🙂 i jak widac, pozwala nawet czasem uniknąć stołu chirurgicznego Wink

    • Makówka pisze:

      Publikując to pięterko spodziewałam się dyskusji na temat własności leczniczych aloesu (albo innych roślin).
      Jednak nie podejrzewałam, że dojdzie do opowiadania „krwawej historii” i to na dodatek opowiedzianej z budowaniem napięcia i jeszcze lejącą się krwią.
      Nawet wyobraziłam sobie wchodzącą pielęgniarkę i zastającą ikroopkę zemdloną na podłodze, a obok lekarza zalanego krwią.
      I to z powodu jednej drzazgi!

      • ikroopka pisze:

        Ty sie nie śmiej, ja z trudem dojechalam do domu, dopiero za kierownicą poczulam, ze zaraz zemdleję 🙁 a mialam jakies 10 km w korku. Ale co sobie krwi utoczylam, to moje Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Ładna historia! Będę musiał „sprzedać” ten sposób małżonce, która nie wiadomo dlaczego jak sobie czasem wbije drzazgę, to tak dokumentnie, że nie idzie wyciągnąć.

  3. Quackie pisze:

    Ha. Będzie dłuższa opowieść, przeczytajcie do końca, bo początek wydaje się od czapy Wink

    W Roku Pańskim 1994, a może 1995 jechałem z Gdyni do Poznania, żeby się wymeldować z Poznania (i móc zameldować w Gdyni). Wybrałem na załatwienie tej sprawy piątek, żeby nie musieć wracać na gwałt do Gdyni, tylko mieć luz, bo weekend. Wyjechałem o nietypowej porze, ponieważ żaden bezpośredni pociąg mi nie pasował, tylko taki z przesiadką w Inowrocławiu.

    Tymczasem pociąg z Gdyni do Inowrocławia potężnie się spóźnił po drodze (bo na Kociewiu i w kujawsko-pomorskim strasznie wiało i jechał powoli, żeby nie uszkodzić trakcji), więc w Inowrocławiu byłem dobre dwie godziny po tym, jak pociąg (z Olsztyna) do Poznania odjechał.

    Najbliższy pociąg z Inowrocławia do Poznania odjeżdżał o takiej godzinie, że urząd meldunkowy po moim przyjeździe byłby już dawno zamknięty.

    No to poszedłem łapać stopa.

    Strasznie to było irytujące, bo nikt się nie zatrzymywał. W końcu jeden facet mnie podwiózł, ale tylko do Strzelna. Do Poznania zostało mi prawie 100 km.

    Już zaczynałem tracić nadzieję, kiedy zatrzymała się ciężarówka na gorzowskich numerach. Okazało się, że kierowca zawiózł jakieś meble z fabryki gdzieś na północny wschód Polski i wracał „na pusto”, a ponieważ również w Strzelnie wiało, zabrał mnie w charakterze balastu, bo pustym meblowozem strasznie rzucało Wink1

    Ale za to zawiózł mnie w Poznaniu pod sam urząd meldunkowy, dosłownie na 10 minut przed zamknięciem.

    Wpadłem do urzędu i zastałem panią kierowniczkę, która już się pakowała do wyjścia (bo pamiętajcie, że piątek). Ubłagałem ją urokiem osobistym, żeby jednak mi załatwiła to wymeldowanie – zgodziła się pod jednym warunkiem.

    Że wysłucham jej prezentacji na temat dobroczynnych efektów działania – tadaaam! – aloesu! Bo właśnie wtedy do Polski wchodziła sieć sprzedaży bezpośredniej produktów Aloe Vera.

    Prezentacji wysłuchałem, produktów żadnych nie kupiłem (ale pani sobie mogła odfajkować w kajeciku, że przeprowadziła prezentację, co też jej się liczyło do jakiejś tam punktacji w tej sieci), po czym zostałem zgrabnie wymeldowany.

    I teraz nie wiem, czy to dlatego, że to było po godzinach, czy pani kierownik nie dopełniła jakichś formalności, czy specjalnie, czy przypadkiem, ale WKU wysyłała wszystkie papiery dalej na poznański adres (o czym wiedziałem, bo mieszkał pod nim przez dłuższy czas średni brat Q).

    I tak dzięki aloesowi nie wzięli mnie do wojska Happy-Grin

    • Makówka pisze:

      No, żeby taka niewinna roślinka mogła uchronić od WKU nigdy by mi nie przyszło do głowy!

      Mój mąż (wtedy chłopak)miał podobnie -wezwania do WKU przychodziły na adres rodzinny. Tych oczywiście nie odbierał. Tych, które trafiły do akademika -również, gdyż był wtedy tzw. waletem, więc właściwie go tam nie było.

      W tej historii jednak nie ma aloesu, niestety!

      • Quackie pisze:

        No tak, tutaj aloes nie miał nic do roboty, bo nie musiał.

        I chciałem w tej sprawie wkleić jedną piosenkę Pawła Kukiza z grupą Piersi, ale strasznie hałaśliwa i niezbyt pasuje do Wyspy.

        W każdym razie piosenka jest o tym, jak żandarmeria szukała chłopaka, co się wymigiwał od wojska.

        „Chodzi żandarmeria kolo mego domu
        Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam
        Chodzi żandarmeria w nocy po kryjomu
        Długo nie pochodzą, bo ja tu nie mieszkam.”

        Happy-Grin

        • Makówka pisze:

          Hihihi!

          Nie znałam tej piosenki.

          Hm…większość gangsterów i Ssshh niektórych polityków oficjalnie nie mieszka w SWOICH wypasionych willach, których właścicielami są ich żony, mamusie, dzieci itp.

    • miral59 pisze:

      Zabawna historia Happy-Grin
      Nie wiem jak to było z tym WKU (ale to chyba początek „wkurzenia”) Overjoy
      Mój syn skończył 18 lat będąc już tutaj. W sumie zapomnieliśmy o obowiązku służby wojskowej. Wezwania do stawienia się na komisji zaczęły przychodzić na adres mojej mamy. Nikt z nas nie wiedział dlaczego. Mój syn nigdy tam nie mieszkał i na 100% nigdy nie był tam zameldowany. Potem zaczęły się telefony do mamy. Najpierw cierpliwie tłumaczyła, że wnuk mieszka teraz w USA i na komisji stawić się nie może. Potem już tylko odkładała słuchawkę, bo ile razy można tłumaczyć? Porozmawiałam ze swoją psiapsiółką, mającą znajomego podpułkownika, wojskowego. Powiedziała mu o problemie, syn wysłał jakiś tam papier do gościa i telefony się urwały. Od tamtej pory mamy spokój Happy-Grin

      • Quackie pisze:

        No patrz. W sumie nigdy nie potrzebowałem takiego podpułkownika, ale to cenna znajomość.

      • Makówka pisze:

        Normalną rzeczą na Wyspie jest, że komentarze biegną nieraz w bardzo zaskakujących kierunkach, ale …hm , żeby na pytanie „z czym ci się kojarzy aloes?” padła odpowiedź „Z WKU„to jednak mnie zaskoczyło, ale i bardzo ucieszyło.
        Fala

        Przecież pięterka są po to, aby wywoływały „wymianę myśli” jak to ładnie kiedyś napisał Q.

        • Quackie pisze:

          Z tym że ja oczywiście absolutnie się nie upieram przy temacie służby wojskowej i WKU. Dużo chętniej podyskutuję niżej o nalewce Delicious

          • Makówka pisze:

            Łoj też wolałabym o nalewce. I nie tylko z aloesu. I nie tylko dyskutować.

            Miałam dziś pić różne nalewki, ale:

            Dostałam mailowo dwie propozycje wycieczek na niedzielę (z degustacją nalewek oczywista) -wycieczka A i wycieczka B.

            Wybrałam A.
            Z powodu spodziewanych burz w niedzielę wycieczka A została przełożona na sobotę. Jak pisałam wybrałam Rafałka.

            Natomiast na B nie było już miejsc w autach.

            I tak oto niedzielę spędzam w domu. To i z rozpaczy zbudowałam pięterko.

            To może bodaj wirtualnie?

            Cheers

            • Quackie pisze:

              Hmm, CHWILOWO nie bardzo mam czym.

              No chyba że czysto wirtualnie, to owszem!

              Cheers

              • Makówka pisze:

                Też nie mam czym. No i ta odległość!
                Pozostaje tylko wirtualnie!

                Kto dołączy? Nalewkę wirtualną się pije proszę Państwa!

                Cheers

                (W tym momencie smutek mnie ogarnął na myśl o OAZIE).

                Chlip

          • miral59 pisze:

            Ja też tylko wspomniałam i wcale się nie upieram przy temacie WKU, czy czymś takim. Z wojskiem nie mam nic wspólnego i mieć nie chcę Wink
            I też wolę rozmawiać o nalewkach Delicious

            • Makówka pisze:

              Albo o czymkolwiek innym Miralko!

              Historie ikroopki i Q związane z aloesem są kapitalne!

              Celowo zrobiłam krótkie pięterko i monotematyczne.
              Do tej pory we wpisach starałam się poruszać parę wątków, aby każdy mógł coś wybrać dla siebie, bo lubiłam gdy komentarze są jakby uzupełnieniem pięterka.

              Na tej samej wycieczce oprócz plantacji aloesu byłyśmy w innych ciekawych miejscach, ale zostawiam to na inne wpisy.

              Fabryka rumu i plantacja aloesu to nie jedyne miejsca, które widziałam na Gran Canaria, więc WYSPY HISZPAŃSKIE jeszcze kiedyś wrócą do Was (do mnie?)

    • Tetryk56 pisze:

      Nie przeceniałbym tu roli aloesu. Bajzel w papierach w wojsku za LWP miał charakter systemowy, a nie sądzę, aby tu się wiele zmieniło – zwłąszcza wspominając najwybitniejszego Ministra ON…

  4. miral59 pisze:

    Z aloesu zrobiłam nalewkę. Prosta do wykonania i pięknie czyści płuca. Moja bratowa wypróbowała to na swojej rodzinie. Mój brat jeszcze wtedy palił (miał zakaz palenia w domu) Delighted
    Bratowa aplikowała to wszystkim, nawet swoim dzieciom.
    Do użycia aloesu do nalewki muszą być liście starsze niż 3 lata. Wyciska się z nich sok i dodaje miód i spirytus w takich samych proporcjach (na przykład szklanka soku, szklanka miodu i szklanka spirytusu)… to stoi ok dwóch tygodni i nadaje się do spożycia. Aplikujemy łyżkę stołową rano i wieczorem przez kilka dni.
    U mnie to świetnie działa przeciwkaszlowo Wink Czyli odwrotnie niż powinno, ale zawsze byłam „odwrotek”, także to nic nowego Overjoy

    • Quackie pisze:

      Ooo, a wiesz co, że musiałbym spróbować! Miód i spirytus lubię, od aloesu mnie nie odrzuca. A skąd wziąć liście do wyciskania soku? Trzeba sobie wyhodować? A może można dostać sam sok, tylko skąd wiadomo, że to będzie prawdziwy sok, nierozcieńczony i bez żadnych domieszek (chemicznych lub nie)?

      • Makówka pisze:

        Ze względu na wymagania cieplne (temperatura uprawy aloesu nigdy nie może spaść poniżej 7°C) w naszym klimacie prowadzona może być wyłącznie uprawa aloesu w domu lub w szklarni.

        Aloes wymaga stanowiska jasnego, ale nie nadmiernie słonecznego (można postawić na parapecie jeżeli okno nie jest mocno nasłonecznione, przy oknie południowym lepiej odsunąć nieco dalej od okna) oraz żyznej, przepuszczalnej ziemi (zalecana jest mieszanka zwykłej ziemi kwiatowej z gruboziarnistym piaskiem).

        Czy teraz Wyspiarze będą się chwalić swoimi aloesami w doniczkach?

        A potem zrobimy konkurs na najpiękniejszy kwiat aloesu?

    • Makówka pisze:

      Po pierwszym udarze ktoś mi zalecał pić sok/nalewkę z aloesu, ale endokrynolog miała pewne obawy czy powinnam przy moim Hashimoto.

      Tak już jest na jedno pomoże na co innego może zaszkodzić. Dotyczy nie tylko lekarstw, ale i ziół i innych preparatów naturalnych.

      • Quackie pisze:

        Hmm, a gdzie i jak sprawdzić, czy nie zaszkodzi? Czy to tylko lekarz może powiedzieć, czy można jakoś inaczej, tak jak z testami na alergię na przykład?

        • Makówka pisze:

          Trzeba poczytać, doczytać. Nie bardzo można polegać na sprzedawcy, bo może nam wciskać, że to, co sprzedaje jest NAJLEPSZE NA WSZYSTKO, bez skutków ubocznych itd.

          • Makówka pisze:

            Jak napisałam o skutkach ubocznych przypomniało mi się zadanie domowe zaprzyjaźnionego 15-latka, które polegało na zaprojektowaniu ulotki.

            • Quackie pisze:

              No cóż, pora przejść od opakowania do zawartości. I nie mam nic przeciwko, żeby wymyśliła ją piętnastoletnia młoda osoba, jeżeli tylko będzie działać zgodnie z opisem!

              • Makówka pisze:

                Cóż…zaprojektować ulotkę, a opracować zawartość…

                A skutki uboczne są jakieś zawsze. Najlepiej być silnym, zdrowym, pięknym, mądrym i bogatym.
                O czymś zapomniałam? Młodym?

              • Bożena pisze:

                Przed chwilą słyszałam w radiu, że poznańscy naukowcy opracowali nowy, tańszy i szybszy środek wykrywający wirusa w koronie.

  5. Quackie pisze:

    To i po przerwie.

  6. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Ponieważ za oknem zaczęło padać, będzie o deszczu. Panowie grają swoją wersję piosenki grupy Creedence Clearwater Revival, i to na tle Wielkiego Kanionu (więc podróżniczo nieco).

    Snów z podróży niezakłócanej deszczem.

  7. Maradag pisze:

    Chlip Witam serdecznie Pleasure
    Powrócę na chwilkę do nalewki, który to temat łączy się u mnie z tematem „koronowym”.
    Otóż chciałam się dziś napić. Z trzech powodów:
    1. Skończyłam z antybiotykiem
    2. Test na wirusa wyraził się o mnie negatywnie, więc wychodzę jutro z domu (po trzech tygodniach kursowania pomiędzy kanapa a lodówka)
    3. Oraz drugą rocznica niebytu Reni wśród nas. Chciałam do jej portretu…
    Zamknęli mi sklep… Chlip

    • Quackie pisze:

      Wspominaliśmy Renię jeszcze piętro niżej.

      A jej wycieczki – rowerowe – pamiętam dobrze.

    • Makówka pisze:

      Maradag!

      Jak miło, że zajrzałaś.
      Dobrze, że skończyłaś z antybiotykiem, dobrze, że test ujemny.

      Smutno, że nie ma Reni…ale dobrze, że tu są tacy co mają ją stale w pamięci…

      Też bym się napiła z kimś, bodaj wirtualnie…

      Cheers

  8. Tetryk56 pisze:

    Co do plantacji, jako małoletni pętak na wakacjach u babci zarabiałem obrywając szyszki chmielu. Plantacja to było spore pole obsadzone słupami podobnymi do telegraficznych. Między słupami były przeciągnięte solidne druty, na tych drutach zahaczano cieńsze druty kotwiczone drugim końcem w ziemi, obok sadzonki. Wokół tych pionowych drutów piął się w górę chmiel – gdy dojrzał, trzeba się było uwiesić na roślinie, aby zerwać haczyk. Gdy nie starczało nam na to wagi, prosiliśmy o pomoc dorosłych. Zwalony krzak oskubywało się z szyszek, potem szło się z nimi na wagę i do wypłaty!
    Przez dzień dawało się zarobić na lody a czasem nawet odrobinę więcej 😉

    • Tetryk56 pisze:

      Tak to mniej-więcej wyglądało:

      • Quackie pisze:

        Takie plantacje widywałem tylko z daleka.

        Kiedyś pracowałem wszakże na plantacji truskawek. Okazało się, że moja skóra reaguje na przemysłowe ilości soku z truskawek nie gorzej niż na kurz i skończyło się na jednym dniu i coś dwóch tygodniach gojenia.

        • Tetryk56 pisze:

          A przynajmniej najadłeś się przez ten jeden dzień?

          • Makówka pisze:

            No proszę, proszę obaj Mistrzowie kiedyś pracowali na plantacji.

            A jakąś zwiedzaliście?

            Bo ja oprócz aloesu i bawełny byłam jeszcze w takim jednym miejscu, o którym już miałam zamiar napisać we wpisie, ale po przemyśleniu …zostawiłam na inne pięterko.

            • Quackie pisze:

              Winnica się liczy? Zwiedzaliśmy kiedyś we Włoszech taką, gdzie na końcu oferowali wino, takie specjalne, najspecjalniejsze, ale ceny zaczynały się od trzycyfrowych (w euro), więc tylkośmy zdegustowali.

          • Quackie pisze:

            A skąd. Przez parę lat po tym nie mogłem patrzeć na truskawki Crazy

      • Makówka pisze:

        Chmiel ma liczne właściwości lecznicze, ale mnie się skojarzył jednak z piwem.

        Jak nie nalewki to piwo …

        Beer

        Ciekawe, że nikt nie odpowiedział z czym się Wam kojarzy uprawa maku?

        Ozorek

        • Tetryk56 pisze:

          Pytasz o tzw. „kompot”?

          • Makówka pisze:

            To pięterko z mojego założenia miało polegać na Waszych skojarzeniach.
            I udało się! Nawet lepiej niż śmiałam przypuszczać!

            Dla jednego może to być kutia albo makowiec, a dla innego -kompot.

            To Wy współtworzycie ten wpis!

  9. Tetryk56 pisze:

    Co do aloesu… Andrzej Sapkowski w „Trylogii Husyckiej” pisał o tajemniczej truciźnie, która wypita w winie czyniła człowieka nieodpornym na kontakt z żelazem. Delikwent po takim trunku mógł wyleczyć się po obiciu maczugą czy ranach zadanych mieczem z brązu, ale skaleczenie brzytwą lub nożem czy dowolnym innym żelazem prowadziło do okrutnej i nagłej śmierci.
    Czyżby aloes został tak potraktowany?

  10. Makówka pisze:

    Jestem.

    Rozmawiałam dość długo z siostrami Ewą i Danką na Whats`App.
    Uznałyśmy, że nie musimy się widzieć na jakimś tam Zoomie, wystarczy, że się słyszymy i gadamy równocześnie.

    Zaraz zerknę wyżej i odniosę się do tego co na schodkach.

  11. Tetryk56 pisze:

    Wzmianka o maku kieruje myśl na spanie. Lecę śnić makowe sny!
    Dobranoc, Wyspo!

    • Makówka pisze:

      Napij się kompotu (wirtualnego) panie T -będziesz lepiej spał!

      W czasie rozmowy na Whats`App z siostrami pochwaliłam się, że zrobiłam pięterko o plantacji aloesu.

      Mam właśnie dwa maile ze zdjęciami, które zaraz pokażę.

  12. Quackie pisze:

    No to jeszcze zdjęcia z zamku Brolio w Toskanii (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/ux7JCiUkDoFwcgHG7) , gdzie mają plantację oliwek i wytwórnię oliwy, no i winnicę i winiarnię. Byliśmy tam, hm, 9 lat temu.

  13. Makówka pisze:

    Ewa (Chicago) przysłała zdjęcia swoich domowych aloesów dość pokaźnych rozmiarów.

    • Quackie pisze:

      O. A te aloesy to ozdobnie, czy użytkowo – do żniw?

      • Makówka pisze:

        Myślę, że ozdobnie i leczniczo.

        użytkowo – do żniw -możesz jaśniej panie Q?

        • Quackie pisze:

          No że nie tylko stoją i zdobią te aloesy, ale także służą jako źródło surowca. I się robi po pewnym czasie żniwa aloesowe i używa do różnych leczniczych celów.

          • Makówka pisze:

            Skoro działamy na skojarzeniach to proszę moje skojarzenie-
            Pieter Bruegel

            Gdzie tu aloes? Ale są żniwa! Hłe, hłe …skojarzenia to skojarzenia -jedni wazon, a inni hełm, albo łódź podwodna.

            • Tetryk56 pisze:

              Skojarzenia to przekleństwo,
              lecz możemy dziś dać głowę:
              jakiekolwiek podobieństwo
              jest zupełnie przypadkowe!

              ( z „Polskiego ZOO”, ostatniej chyba dającej się słuchać produkcji Wolskiego)

  14. Makówka pisze:

    Danka (St. Louis) przysłała trzy zdjęcia.

    Dwa zdjęcia -słoiczki po kremach zakupionych na plantacji, o której piszę na pięterku.

    Te kremy były dość drogie, ale podobno -doskonałe. I jak widać w ładnych słoiczkach.

    • Makówka pisze:

      I tu jeszcze trzecie zdjęcie od Danki.

      Jeśli dobrze zrozumiałam tam gdzieś jest malutki aloesik.
      Albo? Źle zrozumiałam, ale wszak wszyscy Wyspiarze lubią róże, prawda?

      Pamiętacie ten kawał?
      -widzisz tego słonia w jarzębinie?
      -nie!
      -a widzisz jak się dobrze ukrył!

      • Gdzie aloes? pisze:

        wlasnie, dobry kawal, i swietne wytlumaczenie zdjecia – aloesik jest ukryty za drzwiami, malutki w porownaniu z gigantami u Ewy wiec pomyslalam ze moze wypasc niekorzystnie.
        Postanowilam za to wyslac roze ktora jest piekna.
        Drabina ma odstraszac sarny i jelenie. Ktoregos ranka w tym miejscu gdzie drabina lezala sarna i zywila sie liscmi.

        • Makówka pisze:

          Witaj Pani Gdzie aloes?

          Czyli jednak aż tak głucha nie jestem, że na Whats`App chwaliłaś się, że też masz aloesika. Malutkiego.

          Hm…nazwałabym to manipulacją. Albo? Wprowadzaniem w błąd, ale…wybaczam. I cieszę się, że zajrzałaś do nas aż z St. Louis.

          Fala

          Sarny wędrujące po Twoim ogrodzie pamiętam ;nawet udało mi się zrobić im zdjęcie.

          Tak sobie myślę, że może powinnam zrobić jakieś kolejne pięterko o St. Louis?
          Co Wy na to Wyspiarze?

          • Quackie pisze:

            A widzisz, zastanawiałem się, kto to Wink1

            • Makówka pisze:

              Pisałam wczoraj, że z siostrami Ewą i Danką rozmawiałyśmy na Whats` App.
              Pamiętasz Q pisałam, że dostałam zdjęcia mailem?

              Trochę to trzecie zdjęcie mnie zdziwiło, ale…hm zamieściłam.
              Jednak w mailu zapytałam „Danka gdzie aloes?”

              No i Danka odpowiedziała mnie (i Wam) na Wyspie!

              Wirtualny świat idzie równolegle paroma ścieżkami.

              Pozwoliłam sobie podesłać siostrom link na Wyspę skoro tyle o nich piszę, cytuję, nawet daję zdjęcia.

              • Quackie pisze:

                Happy bardzo fajnie!

              • Tetryk56 pisze:

                Wyspa jest zawsze otwarta na przyjaznych ludzi, wszak przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi!

                • Makówka pisze:

                  Dziękuję Tetryku!

                  Siostry Ewa i Danka to dla mnie ktoś więcej niż przyjaciółki.

                  Zacytuję tu słowa Danki, które Wam kiedyś wkleiłam na Wyspie (wspomnienia o mojej mamie na fb):
                  Jesteśmy jak przedłużona rodzina.

            • Tetryk56 pisze:

              To komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji Wink
              Pozdrowienia dla właścicielki aloesika 🙂

              • Makówka pisze:

                Określonej lokalizacji -co przez to rozumiesz Tetryku?
                Zdradzę Ci prywatnie ona stale gdzieś lata z jednego końca USA na drugi. Skoro nie udało się przylecieć w maju do Polski…

                • Makówka pisze:

                  Komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji przysłała mi teraz mailem zdjęcie swojego aloesika.

  15. Quackie pisze:

    I teraz już zupełnie zmykam.

  16. Makówka pisze:

    Teraz i ja mówię

    DOBRANOC!

    Spanko

  17. Bożena pisze:

    A ja mówię dzień dobry Delighted Deszcz…

  18. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Trochę słońce, trochę deszcz… Jak w Bollywood! Delighted

  19. Bożena pisze:

    Gienia nie ma piwa, wina ani nalewki, ale ma dobrą kawę i herbatę i zaprasza… Koffie

  20. Quackie pisze:

    Dzień dobry, od poniedziałku na całej połaci deszcz.

  21. Makówka pisze:

    Pochmurne witajcie!

    Na nalewki, piwo, wino przyjdzie może czas wieczorem?

    Teraz Gienię poproszę tradycyjnie o herbatę w mojej ulubionej filiżance w kropki.

    Kawka

  22. Makówka pisze:

    Ciszaaaaa!

    O skojarzeniach z ciszą już pisaliśmy na Wyspie, więc ja zaproponuję na przerwanie ciszy KUPON NA 10 EURO ZNIŻKI.

    Że kiepska jakość tego wirtualnego kuponu?
    Łoj tam, łoj tam nie bądźcie drobiazgowi!

    To moi drodzy kuponik prosto z plantacji, przywiozłam na pamiątkę.

  23. Makówka pisze:

    Zanim Wyspiarze zastanowią się Hihihi! na jakie produkty wykorzystać bon promocyjny i zanim wyjdę z domu celem knucia zostawię tu parę informacji historycznych.

    Pochodzące z liści aloesów substancje Żydzi używali do balsamowania ciał. Jest o tym mowa w Ewangelii Jana Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy i przyniósł ok. stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania zmarłych.

    W czasach starożytnych żywicę aloesu ścierano na proszek i sporządzano z niej pachnidło, używane do skrapiania pościeli i odzieży oraz całunów pogrzebowych. Dodawana była także do stosów, na których palono ciała. Juliusz Słowacki w wierszu Testament mój pisze: „Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą – i biedne serce moje spalą w aloesie”.

    Rasarnawa, dzieło hinduistycznej alchemii tantrycznej (rasajany) datowane na około XI wiek n.e. zapewnia, że rytuał wielbienia Śiwy z użyciem drzewa sandałowego, aloesu, kamfory i szafranu prowadzi do osiągnięcia śiwaloki – nieba boga Śiwy.

    • Aloes poprzez wieki i kultury pisze:

      Nie mam klucza do zrozumienia nieba boga Siwy…ale Slowacki chyba pozadal uzdrowienia duszy…aloes- gojacy rany ( tak jak opisany ponizej palec, dobitny przyklad) ) i czy wiadomo dlaczego? Moze nie odwzajemniona milosc? tesknota za ojczyzna?

      • Makówka pisze:

        Witaj Aloesie poprzez wieki i kultury!

        Buziaczki

        Tetryk chyba słusznie napisał, że jesteś o nieokreślonej samoidentyfikacji.
        Skojarzenia, tajemniczość, niedopowiedzenia…to coś, co obie lubimy…

        Czyli wg. Słowackiego aloes jest dobry na rany duszy?

  24. Ultra pisze:

    Na palec u nogi mojego męża spadł kamień granitowy. Na SORZE chirurg nie widział innej możliwości, jak amputacja, na którą miał wyznaczony termin. Mama koleżanki zaproponowała wypróbowanie obłożenia najpierw gazą, a potem przeciętym na pół wzdłuż aloesem. Aloes codziennie zmienialiśmy. Palec został uratowany, nawet paznokieć nie zszedł.
    Stany zapalne likwiduje, łagodne torbiele również, moc aloesu jest wyjątkowa. Aloes zawsze stoi u mnie w oknie na wszelki wypadek.

  25. Tetryk56 pisze:

    Tak sobie myślę… ostatnio ciągle czuję się zmęczony… Może by wyszukać jakiś aloes? Tylko nie wiem, czy się nim okładać czy go podgryzać?

  26. Makówka pisze:

    Paaa, jadę knuć, odezwę się jak wrócę…

  27. Makówka pisze:

    Dzisiejsze knucie pod Ratuszem. Mamy maski, zachowujemy (jak widać) bezpieczne odległości.

    O godz. 18 w całej Polsce byli tacy co wykrzyczeli :

    Wolne Sądy!
    Wolni ludzie!
    Murem za Igorem!

  28. Quackie pisze:

    Kochani, jestem na nadprogramowym zebraniu branżowym na Zoomie.

  29. Tetryk56 pisze:

    Wróćmy do aloesów:
    Działasz na mnie jak liść aloesu:
    Tu wygładzisz, tam z wolna uzdrawiasz,
    bez pośpiechu, ponagleń i stressu
    jakość życia od ręki poprawiasz.
    Czemu jednak, nim zaznam korzyści
    gwałt konieczny – choć nożem z plastiku?
    Kolców ostrych, jak krawędzie liści
    wciąż wysuwasz w mą stronę bez liku?

    (znalezione w sieci)

  30. Bożena pisze:

    No to idę spać.
    Dobrej nocy Wyspo Spanko

  31. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Snów o malachitowych łąkach.

  32. Quackie pisze:

    Kochani, szkoda, ale znikam. Wyżyłowało mnie to spotkanie psychicznie (nie żeby jakieś potworne konflikty, ale jednak męczące).

    Dobranoc!

    PS. Ale jest plus – nie wyjeżdżam w środę, tylko prawie na pewno w czwartek i to niekoniecznie od rana!

  33. Tetryk56 pisze:

    Biegnę za Bożenką… Dobrych snów, Wyspo!

  34. Makówka pisze:

    ALOESOWE

    DOBRANOC!

  35. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Słonecznie i ciepło Happy-Grin

  36. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kraków pochmurny, ale staramy się dostrzegać słońce i za chmurami, i w sobie! Delighted

  37. Quackie pisze:

    Dzień dobry, tutaj słońce i lekki wiaterek, słowem, pięknie. Trochę rekompensuje wczorajsze polewanie.

  38. Bożena pisze:

    No to teraz pijemy? Koffie

  39. Bożena pisze:

    Ja właśnie wróciłam z zakupami, trzeba się zaopatrzyć, bo pojutrze święto. Później mogą być kolejki…

  40. Makówka pisze:

    Dziś DZIEŃ PRZYJACIELA.

    Wszystkim moim przyjaciołom dziękuję za to, że są moimi przyjaciółmi i dedykuję piosenkę.

    Tetryku, czy gdy pisałeś o 7:21 przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi wiedziałeś, że dziś Dzień Przyjaciela?
    Ja gdy Ci odpowiadałam (o 10:52) na ten komentarz jeszcze nie wiedziałam… Jak to symbolicznie i ładnie się zrobiło…

    I pomogę z kolan wstać
    I zbudować nowy dom
    Znów poczujesz życia smak
    Przyjaciele po to są

    • Bożena pisze:

      Cytat na serduszku, przypomniał mi naszą niezapomnianą Jaśminkę. Tak to kiedyś napisała, tylko nie pamiętam w którym miejscu. Może Jej Przyjaciel, Wyimaginowany wyjdzie z krzaków i nam przypomni? Proszę…

      • Makówka pisze:

        Też proszę…
        Lordzie…

        Angel

      • Wyimaginowany pisze:

        Dzień dobry.

        Niestety, nie jestem w stanie podać miejsca użycia owego powiedzonka. Nawet w czasie, kiedy zbierałem okruchy jej bytności w sieci, nie zapisywałem adresów, z których pochodziły użyte przez nią cytaty, powiedzenia itp.

        • Makówka pisze:

          Witaj Lordzie!

          Miło, że jesteś.

          Każdy taki okruch powoduje, że Jaśminka jakby nadal żyje.

          Wszak Człowiek żyje tak długo,
          jak długo trwa pamięć o nim.

        • Makówka pisze:

          Teraz dopiero wysłuchałam to co Lord ukrył pod Dzień dobry

          Moi przyjaciele
          Moi przyjaciele
          Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną
          Moi przyjaciele
          Moi przyjaciele

          Z wami wiem, że wszystko mogę
          Że wystarczy tylko chcieć

          Dziękuję Wyimaginowany!

  41. Makówka pisze:

    Dziś również

    Dzień Księgowego

  42. Quackie pisze:

    W ramach przerwy w pracy mam coś dla Wyspiarzy ptako- i zwierzolubnych, ale też dla wszystkich, którzy lubią się pośmiać. Pewna pani w USA zainstalowała przy karmniku kamerkę z czujnikiem ruchu, a na tej stronie – http://www.sadanduseless.com/funny-bird-pics/ – można zobaczyć efekty. Przy niektórych pękam ze śmiechu!

    • Bożena pisze:

      Świetne zdjęcia, ale szkoda, że nie filmiki… tylko jeden…

    • Tetryk56 pisze:

      Niektóre mogłyby służyć za prototypy Angry Birds! 😉

      • Makówka pisze:

        Jak się przyjrzeć to faktycznie.
        A może ci, co projektowali Angry Birds wcześniej obserwowali ptaszki z kamery z karmnikiem?

    • Makówka pisze:

      Dopiero teraz obejrzałam, bo wcześniej tylko tak kukałam na szybko na Wyspę.
      Dziecko napisało na Messenger, czy przypadkiem nie mam za dużo czegoś tam na obiad.
      Było to w momencie kiedy zastanawiałam się co by tu dziś zrobić tak, aby nie wychodzić do sklepu.
      A w lodówce było głównie światło, a ja miałam lenia.
      On normalnie coś tam sobie pichci sam, ale dziś musiał przyjść tu na pocztę.
      Więc matka „zadzieram kiecę
      i lecę” ….

      …do sklepu, a potem do garów.

      Teraz więc obejrzałam sobie co nam Quacki pokazał i faktycznie przy niektórych nieźle się uśmiałam.

      ROTFL

  43. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry, Makówko:)

    Aloes akurat nie należy do specyfików, których mogę bezkarnie używać:)
    Był czas, gdy pakowano go niemal do wszystkiego, od środków czystości począwszy, a na medykamentach skończywszy. Miałam wtedy nie lada kłopot, choćby przy banalnym przeziębieniu czy umyciu włosów:)
    Na szczęście jest wiele innych ziół, których mogę i lubię używać.

    Miałam okazję odwiedzić kilka plantacji:)
    Jedną z najciekawszych wydała mi się ta na La Digue (Seszele) – plantacja wanilii.
    Niesamowite wrażenie zrobił też na mnie ogromny las z tropikalnymi palmami kokosowymi na Praslinie (też Seszele).

    Bardzo interesująca była także wędrówka po brazylijskim regionie Minas Gerais i podziwianie tamtejszych plantacji kawy.

    Z ciekawostek, podczas włóczęgi po Azji i Ameryce Łacińskiej widziałam również plantacje pięciopalczastej roślinki.

    Pozdrawiam:)

    • Tetryk56 pisze:

      Od tych podróży to może zakręcić się w głowie!

      • Makówka pisze:

        Witaj Leno!

        Faktycznie może zakręcić się w głowie od Twoich podróży.
        Masz może jakieś zdjęcia?

        Cóż…ja z Tobą mam tylko tyle wspólnego, że też nie mogę bezkarnie używać aloesu.

        • Lena Sadowska pisze:

          Dzień dobry, Makówko i Tetryku:)

          Bardziej chyba może zakręcić się w głowie od zapachów:)
          Jak już kiedyś pisałam – włóczyłam się tu i ówdzie od czasu do czasu.

          Mam zdjęcia, Makówko, ale porządek jest tylko w tych kartonikowych ze starszych wypraw. Obawiam się, że nowszymi mogłabym się pochwalić w okolicach Gwiazdki i nie jestem pewna, czy byłaby to tegoroczna Gwiazdka:)

          Pozdrawiam:)

          • Makówka pisze:

            Nigdy nie jest za późno Leno!
            Poczekamy…

            • Lena Sadowska pisze:

              Ech…
              Nie wyobrażasz sobie, Makówko, co się dzieje w moim laptopie:)

              • Makówka pisze:

                Jestem pewna, że mój laptop i moja torebka wygrałyby konkurs na bałagan tzn.artystyczny chaos.
                Natomiast dziś czekając już spakowana na dziecko zrobiłam porządek na mojej ławie i nawet już trochę ją widać.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Wokół siebie lubię ład. Pozwala mi angażować minimum uwagi w to, co robię. Rzeczy mają swoje stałe miejsca od, no, jakiegoś tysiąca lat, bo szkoda mi czasu, by przy gotowaniu takiej choćby zupy zastanawiać się, gdzie to ja właśnie położyłam chochlę czy inny blender:) Wolę w tym czasie roztrząsać bardziej interesujące kwestie. Zdarzają mi się koty na podłodze albo wypisany własnym paluszkiem napis „wytrzyj!” na zakurzonej półce (też własnej), ale jeśli jest ona miejscem ulubionej filiżanki, to tę filiżankę znajdę tam zawsze, nawet z zamkniętymi oczami:)
                  Problem ze sprzętem jest z gatunku ilościowych.
                  Na służbowym nie mam niczego prywatnego i jest ok.
                  Natomiast reszta… Z pewnych względów nie wszędzie jednakowo chętnie zaglądam.

          • Tetryk56 pisze:

            Niech żywi nie tracą nadziei! Please1

            • Lena Sadowska pisze:

              A Ty, Tetryku, widziałeś próbkę mojego chmmm… artystycznego chaosu:)
              A mam jeszcze dwie takie otchłanie pełne niewiadomych…

              • Tetryk56 pisze:

                I właśnie ten proces wyłaniania się – to jest najciekawsze!

                • Lena Sadowska pisze:

                  Tetryku, ja doskonale wiem, co tam zobaczę. Problem tkwi raczej we mnie…

                  Burza nad Miasteczkiem. Z tych przepięknie groźnych:)

  44. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry, Wyspo:)

  45. Quackie pisze:

    Fajrant i przerwa

  46. Makówka pisze:

    Póki jeszcze jesteśmy na aloesowym pięterku.

    Poniżej miniaturowy aloes z Madagaskaru – Aloe haworthioides.
    Można go kupić za jedyne 12 zł na Gumtree.

    (zdjęcie skopiowałam z Gumtree).

  47. Makówka pisze:

    Czasami warto wspiąć się po schodkach w górę. W ten sposób dopiero pod wieczór obejrzałam to co Q zalinkował , a potem odkryłam co Lord ukrył pod przywitaniem.

    Tak jak kiedyś ogromną radość mi sprawiło, że przez przypadek Dzień Matki był na moim pięterku.
    Tak dziś się cieszę, że „mój aloesik” jest akurat w Dniu Przyjaciela.

    Przyjaciele, przyjaźń to chyba najczęściej używane przeze mnie słowa na Wyspie. A jeśli nawet nie wprost to temat ten przewija się na KAŻDYM moim pięterku, bo przecież zawsze opisuję gdzie byłam lub widziałam, ale nie sama; z kimś. I to towarzystwo, współobserwacja, współprzeżywanie było, jest i zawsze będzie dla mnie najważniejsze.

    Jeden z moich pierwszych wpisów 3 listopada 2018 też o tym był.

    o szklance i aniołach

    • Bożena pisze:

      Bystra jesteś! Mnie nie przyszło do głowy żeby kliknąć w to przywitanie Wink

      • Makówka pisze:

        Mnie jak czytałam pierwszy raz też nie przyszło to do głowy.
        Szybko między gotowaniem zupy a smażeniem ryby odpowiedziałam i dopiero teraz wieczorem zauważyłam.
        Dlatego napisałam, że czasami warto wspiąć się po schodkach i poczytać jeszcze raz wcześniejsze komentarze.

  48. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, jestem, jeszcze załatwiałem cokolwiek i nawet trochę się zdenerwowałem pewną zawodową sytuacją, ale już jest lepiej.

  49. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Jak Dzień Przyjaciela, to będzie trochę żwawiej, bo Queen.

    Snów o przyjaźni, najlepiej takiej, od której zaczyna się miłość.

  50. Tetryk56 pisze:

    Dziś znów nieco wcześniej idę spać. Wzorem Quackiego w czwartek wybywam na parę dni, będę na kiepskim zasięgu telefonicznym aż do niedzieli. A w międzyczasie muszę nieco pospać…
    Dobranoc!

  51. Makówka pisze:

    Dziś zamiast do kina umknęłam na spotkanie z Sylwią Chutnik.
    Więc nie było między między, bo tylko zastopowałam i idę dalej na to wirtualne spotkanie.

    Śpij dobrze Tetryku!

    • Quackie pisze:

      Przyjemności!

      W zeszłym roku w Sopocie oblała mnie winem, na szczęście białym, więc uważaj Wink1

      • Makówka pisze:

        Ale w ramach różnicy poglądów, czy przypadkowo?

        Muszę przyznać, że” ma gadane”.
        Słucha się z przyjemnością, mimo że porusza takie tematy jak homofobia, rasizm, mikroagresja, dochodzenie do swojej wolności, prawa człowieka, przemoc domowa itd., czyli tematy, na które wiele osób nie lubi rozmawiać.
        Woli udawać, że temat nie istnieje.

  52. Quackie pisze:

    Dzisiaj nocna zmiana nie dla mnie, może to wieczorne zdenerwowanie, ale coś jestem nie w sosie. Lepiej, jak się położę.

    Jutro trochę biegania dla odmiany.

    Dobranoc.

    • Makówka pisze:

      Śpij dobrze Q!

      Jutro mimo biegania może uda Ci się opowiedzieć jak było z tym oblaniem winem i jakie wrażenia ze spotkania z Sylwią Chutnik.

  53. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspowi Przyjaciele!

  54. Bożena pisze:

    Słoneczne dzień dobry Delighted

  55. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Coś jakby piątek??? Delighted

  56. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaraz wychodzę, póki nie pada, bo chmury są takie, że w każdej chwili może zacząć lać. Jak w Kubusiu Puchatku.

  57. Makówka pisze:

    Pochmurnie witam przy środzie udającej piątek!

    A Gienia śpi?

  58. Makówka pisze:

    Już ponad 200 komentarzy.

    Gadaliśmy i o aloesie i o przyjaźni i o innych plantacjach i o …WKU.

    Była również „krwawa historia”i ulotka na lek na koronowirusa i bon promocyjny.

    Wspomnieliśmy ciepło Renię i Jaśminkę.

    Oprócz zdjęć pięknych kwiatów aloesu (z sieci) były również aloesy domowe (od sióstr z USA).
    Z sieci były nie tylko zdjęcia i Dobranocki, ale nawet wierszyk o aloesie.

    Zjawiła się komentatorka o określonej lokalizacji, lecz nieokreślonej samoidentyfikacji oraz komentator pod nazwą aloes poprzez wieki i kultury.

    Była również Sylwia Chutnik oblewająca naszego Mistrza winem.

    Nie zabrakło oczywiście ulubionego tematu ptaszków (obserwowanych ukrytą kamerą).

    Najwyższy czas zacząć rozmawiać na NOWYM PIĘTERKU!

    • Tetryk56 pisze:

      Wszystko już było… – westchnęła zblazowana Makówka. Overjoy

      • Makówka pisze:

        Wszystko? Nie doceniasz Wyspiarzy! No i pomysłów Makówki!
        Zblazowana? Nie, nie! -pakująca się aktualnie.
        A pakowania Makówka bardzo NIE LUBI!

        Muszę jednak co chwilę podchodzić do laptopa, bo poprzez Messengera uzgadniamy cały czas z synem, więc i kukam na Wyspę.

  59. Quackie pisze:

    No to tak, pobiegałem, aż mi język wyszedł do pasa, zjadłem obiadek, załatwiłem (zdalnie i poniekąd) sprawę, która mnie wczoraj tak zdenerwowała i jestem.

  60. Makówka pisze:

    213k -mam nadzieję, że nie będę musiała (z komórki!) wspinać się tak wysoko i że ktoś już coś buduje.

    Paaaaa….

  61. Lena Sadowska pisze:

    Późno-popołudniowe dzień dobry:)

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! Pakowanie w pełni, a ja mam zamiar to zrobić w 15 minut, jak małżonka przestanie przemykać po mieszkaniu jak tornado, gdyż wejście jej w drogę mogłoby się okazać niebezpieczne…!

      • Makówka pisze:

        Czy Twoja małżonka też nie lubi się pakować?

        • Quackie pisze:

          Uwielbia! Zaczyna już 2-3 dni przed, a jak dłuższy wyjazd, to i z tygodniowym wyprzedzeniem.

          Siadam sobie wtedy cichutko w kąciku i udaję, że mnie nie ma.

          • Makówka pisze:

            A ja sobie zawsze postanawiam,że tym razem zacznę wcześniej i zawsze robię to w ostatniej chwili w nerwach.
            Podobnie było z uczeniem do egzaminów.

      • Lena Sadowska pisze:

        Dzień dobry, Quackie:)

        O! A ja, jako ta jeżdżąca, części rzeczy w ogóle nie wyjmuję z walizki:)
        Mam dyżurne kosmetyki, szczotki, pantofelki (paskudztwo) i mundurek-garniturek (też paskudztwo) zahaczony o rączkę walizy oraz listę (poszarganą nieco, ale daje się odczytać) tego, co do wymiany. A wymieniam wyłącznie to, co się pierze. To bardzo minimalizuje stres, że czegoś zapomnę:)
        Aha, i jest także dyżurna torebka-pasuję-do-wszystkiego-czyli-do-niczego (najpaskudniejsze paskudztwo) z mniej więcej stałą zawartością, w której niebagatelną rolę odgrywają landrynki i gorzka czekolada:)

        Szerokiej drogi życzę i pozdrawiam:)

        • Makówka pisze:

          Do Stróży też mam dyżurna torbę ,ciuchy piorę i po wypraniu chowam do tej torby te same dyzurne.Natomiast tu zawsze się coś nowego wiezie np.dzis nowy materac.No i jedzenie, które raz wywozi się autem do góry i nie ma,że jakby co pobiegnę do sklepu.A zostawić nic nie można,bo myszy zjedzą,a w lodówce też nie,bo wyłączamy prąd wyjeżdżając

    • Makówka pisze:

      Witaj Leno!

  62. Makówka pisze:

    Pozdrawiam z chatki.
    Zimno,mokro,ale zakwitły dwa rodendrony.
    A przekwitły te trzy co kwitły wcześniej.
    Ptaszki drą dzioba…

  63. Quackie pisze:

    No i po obowiązkowej przerwie, która wydłużyła się o parę pilnych telefonów kompletnie nie w porę.

  64. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Takie mi się nasunęło, od zespołu Carpenters. „Rainy Days and Mondays”, czyli deszczowe dni i poniedziałki. To znaczy nie wiem, czy chodzi o „Dni i poniedziałki – wszystkie razem deszczowe”, czy o „Deszczowe dni i osobno wszystkie poniedziałki, bez względu na deszcz”. No trudno. Ale piosenka ładna.

    Snów o pięknych dniach, bez znaczenia, czy deszczowych, czy nie. Wbrew pozorom, i w deszcz może być pięknie.

    • Makówka pisze:

      Bo i w deszcz może być pięknie i w słońce może być smutno w duszy.

      Dużo zależy od tego co u nas w środku,albo od tego z kim w ten deszcz jesteśmy.
      W czasie mojej deszczowej wycieczki nawet gdy był grad było wesoło.

      • Quackie pisze:

        O to to, odpowiednie towarzystwo.

        • Makówka pisze:

          Piękna ta Dobranocka.Szczegolnie gdy się słucha patrząc na płomienie w kominku,podjada szarlotkę i popija… herbatę.
          Hm…z winem byłoby lepiej.Hm…wyobraznia zaczyna mi działać za bardzo…

    • Tetryk56 pisze:

      Bardzo ładną, dość smutną wszakże piosenkę zaśpiewała nam Karen…

      Mówiąc sama do siebie i czując się staro
      czasami chciałabym to skończyć
      nic nigdy nie układa się dobrze
      miotam się
      nic nie robię, tylko się boczę
      deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.

      To, co mi dolega, oni nazywają chandrą
      tak naprawdę nic się nie dzieje
      mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję
      chodzę w kółko
      niczym samotny clown
      deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.

      Zabawne, ale wydaje się, że zawsze ląduję tu z Tobą
      miło jest wiedzieć, że ktoś mnie kocha
      Zabawne, ale wydaje się, że tylko tyle mogę zrobić
      uciec i znaleźć tego, kto mnie pokocha.

      To, co czuję, przychodziło już i odchodziło
      nie ma potrzeby o tym rozmawiać
      wiemy przecież o co chodzi
      miotam się
      nic nie robię, tylko się boczę
      deszczowe dni i poniedziałki zawsze mnie przybijają.

      (za: tekstowo.pl)

      Wydaje się, że chodzi jednak o przygnębienie deszczem lub początkiem kolejnego tygodnia (lub czymkolwiek innym…).

  65. Bożena pisze:

    Ufff. Wróciłam, żeby życzyć wszystkim dobrej nocy i idę spać lulu

  66. Makówka pisze:

    Jestem z synem, więc jakieś piwo,wino mogłoby być,ale jednak piję herbatę.
    Nalewki to ja jednak pijam w takim towarzystwie peselowo bliskim mojemu.
    Na zimno wymusiłam rozpalenie w kominku,bo coś pyszczył,że jest ciepło i nie trzeba.

  67. Tetryk56 pisze:

    Gdyby Miralka nie potwierdziła swojego kolejnego reportażu o wolnych stworzeniach, zostawiam w szkicach wpis bardzo, niestety, polityczny. Jutro rano wybywam, do niedzieli będę wyłącznie na telefonie na marnym zasięgu. Jeśli nie będzie lepszych pomysłów, każdy z was może opublikować ten wpis – niestety nie będę mógł pełnić należycie honorów gospodarza, i nawet „komentarz autorski” będzie musiała wstawić osoba publikująca.

  68. Tetryk56 pisze:

    A teraz czas na sen… Również w kwestii kaganka będę prosił o zastępstwo do niedzieli.
    Dobranoc, Wyspo!

  69. Makówka pisze:

    Wydaje mi się, że zanim wyjedziesz,a nie będzie pięterka Miralki powinieneś sam opublikować i opatrzyć komentarzem.
    Chyba,że z kimś się umówiłeś,że to zrobi.
    Ale co ja tam wiem,tak mi się pomyślało…

  70. Makówka pisze:

    Dobranoc Tetryku, śpij dobrze i baw się dobrze na wyjeździe.Szerokiej drogi!

  71. Quackie pisze:

    Umykam, dzisiejsza bieganina mnie najwyraźniej zmęczyła.

    Jutro rano na pewno jeszcze będę.

  72. Quackie pisze:

    No i potrzebuję 15 minut, żeby się spakować Wink

  73. Makówka pisze:

    Też umykam,dobranoc.
    Zzzzzz

  74. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Świątecznie, ale pochmurnie…

  75. Makówka pisze:

    Bry…

  76. Makówka pisze:

    Mgły opadają,czy będzie ładnie?

    Mistrzowie nas opuszczają,Miralka znikła…ciekawe kto się zjawi?

    No i gdzie to nowe pięterko?

  77. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Miralka się nie odezwała, więc opublikowałem. Zapraszam wyżej – i wybywam. Pa!

Skomentuj Quackie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)