E l e g i a
Żandarmom Republiki
Więc odjeżdżasz, oszuście, słodki szarlatanie,
któryś kochał alkohol, cygara i czaple,
któryś był taumaturga, bufon i hochsztapler,
odjeżdżasz, a więc jedźże na karku złamanie!
Ach, znamy, dobrze znamy twoje promenady
od „Kresow” do „Ziemianskiej”, z „Ziemiańskiej” do „Kresów”,
dżdżyste rajdy autami z córkami mechesów,
noce w mrocznych winiarniach, komersze i szpady.
Faktycznie, pamiętamy „noce infernalne”
i „Poemat o piekle”, i liścik Lechonia,
twoje usta za duże, spalone przez koniak
i przez miłości słotne, a fenomenalne.
O, poeto najsłodszy, hodujący kwiatki,
robiący tricki lepsze niż święty Franciszek,
pustkę serca wyleczył ci pełny kieliszek
i krawat, w którym lśniła duża łza twej matki.
A kiedy przychodziły noce niepogody,
po Nalewkach się błąkał twój kabriolet stary,
noc zmieniała się w strofy, a strofy w dolary…
hélas! strofy są zawsze, honoraria — w środy.
I takeś, o Konstanty, gwizdał po Warszawie,
jak jakiś wzniosły Rilke albo zgoła Irzek;
prawie co noc w „Empirze” grywałeś na lirze,
rachunki dobrzy ludzie płacili łaskawie.
Ale wszystko się kończy i odjeżdżasz oto,
łzy Eleonory zmieszały się z deszczem,
odjeżdżasz… never, never! Zostań chwilę jeszcze,
lubiła cię hołota, więc zostań z hołotą.
O pociągu jesienny. Jadący w szarugę,
o, koła, roztrzęsione strachem i malarią!
Kochałem cię naprawdę, Stanisławie Mario,
a ty szaleństwa moje i moją papugę.
KIG, 1926




Rok powstania, a także dedykacja tego wiersza kojarzy mi się z przewrotem majowym. Może ktoś bardziej biegły w życiorysie mistrza poprawi moje domniemania?
Przewrotem majowym?
Sama nie wiem, czy cieszyć się, czy bać, czy uznać Twój wpis za proroczy, czy tylko , „bo mamy na Wyspie rok KIG a”.
Pokłony i podziękowania dla Ciebie Tetryku za zamieszczenie tego tak bardzo pasującego do obecnej sytuacji wiersza.
Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że na Prima aprilisowy wiersz pasowałoby coś żartobliwego.
Dziś jakoś nikomu do żartów.
Jedyny żart, jaki widziałam to wpis Macieja Stuhra, w którym oświadczył, że postanowił głosować na Andrzeja Dudę.
Wpis, w którym w sposób dość przewrotny uzasadnia swój „nowy wybór”.
W proroctwa się nie bawię. Zbyt wiele pesymistycznych się sprawdza, zbyt wiele świetlistych nie trafia…
Rzeczywistość przerosła proroctwa?
Optymistów brakuje, wszyscy zaczynają się pytać jak dalece będzie jeszcze gorzej?
Co do roku powstania: w oficjalnej witrynie KIG wiersz jest oznaczony jako publikacja w „Cyruliku Warszawskim” 1926, nr 3.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kigalczynski.pl/wiersze/nadzodjazd.html
Tylko że w tym numerze „Cyrulika” nie ma tego wiersza
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.sbc.org.pl/dlibra/publication/4539/edition/4199/content
Ale znów: na stronie 8 w stopce na dole stoi, że druk ukończono 19 czerwca. To by bardzo pasowało do okoliczności przewrotu majowego!
Jest, owszem, wiersz KIGa w numerze 8 „Cyrulika”, już myślałem, że ktoś zapisał z błędem trójkę, ale nie, to z kolei „Piosenka o trzech wesołych aniołach”.
Patrzę do innych numerów „Cyrulika” z tych okolic, ale na razie nic.
Quacku, ty wiesz wszystko, to może objaśnisz nam postaci Irzka (Irzeka?), Eleonory i Stanisława Marii?
To może chwilę potrwać. Aczkolwiek jestem przekonany, że kiedyś już o tym czytałem. Może w wydaniu Biblioteki Narodowej? (którego nie mam pod ręką).
Może być problem, ale spróbuję.
Irzek to imię bohatera opowiadań Juliusza Kadena-Bandrowskiego ze zbioru „Miasto mojej matki”, a ponieważ opowiadania te są autobiograficzne, to niewykluczone, że o tego właśnie pisarza chodzi w wierszu.
A co to się komentarz przedwcześnie opublikował?
Dwa pozostałe nazwiska mam rozszyfrowane w tym zbiorze KIGa, który dla odmiany mam pod ręką, w przypisach do tego wiersza. I jest tam też adres bibliograficzny pierwszej publikacji – owszem, wiersz powstał w 1926 r., ale ukazał się dopiero w 1930 (i tutaj zgadza się „Cyrulik” i numer 3 – co więcej, w tym numerze jest wyjaśnienie redakcji ws. Irzeka, i to się zgadza z tym Kadenem – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.sbc.org.pl/dlibra/publication/4660/edition/4302/content)
Eleonora to Eleonora Słobodnikowa, tłumaczka i żona Włodzimierza Słobodnika, który razem z KIGiem był w grupie literackiej Kwadryga.
Stanisław Maria (Saliński) to dziennikarz i literat, również związany z Kwadrygą.
Mówiłem, że ty wiesz wszystko!

Troszku inaczej: potrafię wiele znaleźć. Ale np. Lord Wyimaginowany jest pod wieloma względami lepszym szukaczem. Np. jeśli chodzi o muzykę.
wieczór. 🙂
Może inaczej, jestem (byłem) pod tym względem, bardzo upartym osłem. Swojego czasu, potrafiłem się przekopywać godzinami przez setki stron, w poszukiwaniu czegokolwiek tam potrzebowałem. Oczywiście, tworząc pewną bazę z tematycznymi podzbiorami, które w przyszłości, pozwalały mi określić się, że coś tam potrafię namierzyć.
Mocno spłaszczając, odnośnie szkół średnich a tym bardziej wyższych, nowoczesnym modelem jest nie o tyle samo podawanie mnóstwa informacji a nauczenie danego delikwenta, umiejętności jej odnalezienia oraz odpowiedniego wykorzystania. Wiem, to nie koniecznie u nas i nie teraz, może kiedyś ? 🙂
Przydałoby się, bo ja wypracowałem tę umiejętność dopiero po trzydziestce (mogło mieć to co prawda związek z rozwojem Internetu, Googla i innych źródeł) i wiele razy uważałem, że za późno.
Właśnie, ilość i rozwój źródeł sprzyja mocno takim koncepcjom, które w dość nowoczesnym świecie, wydawałoby się, powinny być dosyć powszechne. To nie tylko sposób na „przepełnione” masą informacji głowy ale przede wszystkim na poprawę systemu edukacji – długość i kierunkowa jakość szkolenia delikwenta. Boziu, jeżeli pomyślę, że moje studia mogłyby być o ok. 1,5 roku krótsze, z takim samym zakresem NIEZBĘDNEJ wiedzy, to mi się aż micha uśmiecha na myśl, co mógłbym zrobić (zawodowo/naukowo) z zaoszczędzonym czasem. Z drugiej strony, jeżeli uszczuplili byśmy zakresy to i mniej etatów na uczelni a wymogi są… ale w to brnąć nie będę.
Otóż to! Nie encyklopedyczna wiedza co umiejętność kojarzenia faktów.
Na Wyspie też czasem się przydaje.
A, zapomniałam witaj Lordzie !
Witaj Makówko. 🙂
Z tą wiedzą,część bym jej zostawił, tej takiej ogólnej. Nie tyle co teraz, bo jak wiadomo, coś do wszystkiego…
Taki kompromis, dobry fachowiec z pewną dozą wiedzy ogólnej, nie pozwalającej się gdziekolwiek wstydzić.
Umiejętność logicznego kojarzenia faktów to podstawa, na samej logice człowiek jest w stanie całkiem daleko zajechać. 🙂
Ależ oczywiście Lordzie!
Pewien minimalny zasób wiedzy jest potrzebny.
Ale logiczne myślenie to podstawa.
Jeżeli logiki będziemy się uczyć na przemyślnie dobranych przykładach, niezbędne minimum wiedzy ogólnej samo wejdzie do głowy – byle nikt nie przeszkadzał…
Nie ma też w numerze 13 ani w 23…
Panie Q coś podejrzewam, że Tetryk zapalił lampkę, zadał pytanie i …
poszedł spać.
Zostałam ja, Lord (w krzakach? czy wyjrzy?)i może jeszcze ktoś?
Ale ze mnie kiepski rozmówca dziś…
A mnie dzisiaj dla odmiany oczy dały spokój, za to kark się odzywa – karcąco! Więc też pewnie nie posiedzę. Ale jeszcze chwilę tak.
W ogóle cały dzień był taki, od porannej wyprawy do Rossmanna, że jak tylko siadałem, żeby popracować, od razu zjawiał się ktoś z czymś niecierpiącym zwłoki.
Więc może ten kark to z napięcia i irytacji?
Napięcia, irytacji i stresu.
Mnie dziś boli głowa, ale raczej to stres przed jutrzejszym dniem albo …coś mnie bierze. Albo? Jedno i drugie.
Narzekałam, że jest mi źle to jutro się okaże, że może być jeszcze gorzej!
Udało mi się bodaj zrobić jedną pożyteczną rzecz -opisać wątek Herberta, AK, KKW i wyjazdu ze Lwowa.
Dobranoc!
Nawzajem. Spokojnej.
Dzień dobry




Sama nie wiem co napisać… tym bardziej, że przecież polityki nie ruszamy (a przynajmniej staramy się tego nie robić)
Ogólnie rzecz biorąc, mój optymizm trochę podupada
Zaczynam wszystko czarno widzieć, a nie jest to miłe… więc może lepiej zamilknę…
Mam tylko nadzieję, że jutro zaświeci słońce i dzisiejsze zmory przegoni… i tego się będę trzymać
Niestety, mnie to też dotyka (czarnowidztwo). Ale cóż, może też w jakimś sensie stoicyzm? Że na te czarne wizje niewiele da się poradzić?
Znalazłam na internecie… może choć jedna osoba się uśmiechnie…

„Bądźcie ostrożni, bo ludzie wariują z powodu zamknięcia w domach!
Właśnie rozmawiałam o tym z kuchenką mikrofalową i tosterem podczas wieczornej kawy i wszyscy zgodziliśmy się, że sprawy idą w złym kierunku. Nic nie mówiłam pralce, ponieważ wszystko przekręci, a już na pewno nie lodówce, bo jest zimna i zachowuje dystans. W końcu żelazko mnie uspokoiło, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, żadna sytuacja nie jest taka zła i wszystko da się wyprostować.”
Dobre!
Choć dziś to się nawet śmiać nie potrafię.
Dzień dobry
Dzięki Ukratkowi na nowym pięterku 

A dziś jest Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci, oraz Światowy Dzień Autyzmu. Przynajmniej tak mówią…
Witajcie!
Ukratek tak ma, Ukratek chadza spać!
A czy Ukratek napije się kawy?
Z przyjemnością!
Jesteś Miralko bardzo samodzielna i nie wypada podpowiadać Tobie , jak należy postąpić wobec nieposłusznych sprzętów gospodarstwa domowego . Przytoczę jednak przykład z mojego bogatego w wydarzenia życiorysu , bo wart tego . Wróciłem kiedyś , póznym wieczorem , po „męczącej” pracy i zostałem od razu przez małżonkę zapędzony do naprawy zepsutej lodówki . Nie było czasu na jakieś tam analizy przyczyn niesprawności , bo z lodówki kapało . Więc w desperacji i złości złapałem młotek i przywaliłem po męsku parę razy w kompresor . Pomogło ! Zaskoczył , lodówka się uruchomiła i bezawaryjnie chłodziła i po latach jako sprawna , została wymieniona na nową . Ktoś by powiedział : złota rączka , a był to akt wściekłości użytkownika sprzętu gospodarstwa domowego . A młotek ? Uniwersalne narzędzie do naprawy wszystkiego co się psuje …
Chyba tym młotkiem przywaliłabym…
(może zacznę od siebie?)
Od wieków wiadomo , że osoba ludzka , za wszystkie popełnione winy ,zawsze nadstawia tylko jedną część ciała . Nigdy jednak głowę . A w tą , wystawioną na egzekucję części ciała , to można klapsem , paskiem , kopniakiem i młotkiem chyba też . Głowa jest do głaskania , całowania i innych pieszczot-do bicia nigdy !!!
Ale samemu sobie łatwiej w głowę!
Tradycja mówi : puknij się w głowę Tzn. paluszkiem w czoło , a nie maczugą w ciemię . Przesadzasz Makóweczko . Głaszczę Twoją fryzurę ze słowami : Badz grzeczna kwiatuszku …
Dziękuję, wzruszyłeś mnie.
Prawdę mówiąc, Maksiu, to u mnie nie ma nieposłusznych sprzętów nie tylko gospodarstwa domowego
Do wszystkiego.
A mój małżonek jest podobnego zdania jak Ty… młotek jest najlepszym narzędziem naprawczym
Jak jeszcze byłam piękna i młoda, miałam maszynę dziewiarską. Przydatna rzecz, szczególnie jak się ma małe dzieci, a w sklepach pustki. Kiedyś zacięła mi się. A ja zamiast pomalutku dojść co się stało i oczko po oczku „wyprostować”, najpierw walnęłam z pięści, a potem „potraktowałam” z nogi… wyłamałam kilka „ząbków”, wygięłam kilka następnych. Gdy zanieśliśmy maszynę do naprawy przyjmujący ją był zdziwiony i pytał, czy używaliśmy do niej siekiery. Patrzył na mnie ze zgrozą pomieszaną z podziwem, gdy się przyznałam, że to ja… bez żadnych narzędzi tak załatwiłam
Niebezpieczna kobieta!
Dzień dobry wszystkim! Pogoda taka sobie.
Wczoraj wziąłem taką ziołową tableteczkę na lepsze spanie i efekt jest taki, że dzisiaj o tej porze muszę się dopiero obudzić.
Witajcie!
Hej hej!
Lekcja cierpliwości i pokory -dziś od rana.
Postaram się suche fakty, bez emocji.
23 marca -kontrolny MR. Na 9 kwietnia wyznaczona kontrola. Pytam więc telefonicznie -czy wynik już jest opisany?
Jest.
Czy jest możliwa konsultacja telefoniczna?
Tak.
Mogę dziś?
Nie .9 kwietnia.
Mogę się dowiedzieć bodaj ostatnie zdanie -czy guz urósł?
Nie. To tylko lekarz.
A może być dziś ta konsultacja telefoniczna (prowadząca mnie pani doktor w Przychodni przyszpitalnej przyjmuje tylko w czwartki).
Nie- 9 kwietnia.
Bodaj tyle, że panie są miłe i „wykazują zrozumienie”.
Zero empatii
Bożenko jednak się z Tobą nie zgodzę. To nie jest brak empatii pracowników.
Nie mam pretensji do żadnej z osób pracujących w Instytucie Onkologii. Od lekarzy, pielęgniarki po panie w rejestracji czy szatni. Jeszcze w czasach przed epidemią nie spotkałam się tam z opryskliwym zachowaniem. Obcowanie na co dzień z pacjentami onkologicznymi nie jest łatwe. W obecnej sytuacji -szczególnie trudne.
Był taki moment kiedy lekarze byli w stosunku do mnie hm…zniecierpliwieni. Ale było to wtedy gdy informowali mnie, że nie wiedzą co można zrobić i czy cokolwiek się da. Trochę to rozumiem -jeśli mają ludzkie uczucia muszą się otoczyć trochę takim pancerzem, bo nie byliby w stanie pracować dalej.
Natomiast tam, gdzie była moja mama zachowanie personelu bywało różne.
Lekarzy również. Jednak lekarz wydający mi akt zgonu poprosił mnie w ustronne miejsce i była to nie tylko sucha rozmowa, wykazał się empatią.
Pamiętajmy jednak również o tym, że lekarze, pielęgniarki i inne osoby z białego personelu są to ludzie, nie roboty, ludzie, którzy też mają swoje problemy zdrowotne, rodzinne itd. I jak w każdym zawodzie są tacy i tacy.
Zazwyczaj najwięcej złego robią administracyjne decyzje.
To prawda, ludzie są różni, tacy i tacy- jak napisałaś. Ale do takiej pracy nie powinny angażować się osoby oschłe, bez empatii. Ta pani mogłaby chociaż przeprosić, że nie może udzielić Ci więcej informacji. Ja bym na jej miejscu tak zrobiła.
Powiedziała, że jej nie wolno. Ale zadała sobie trud, żeby sprawdzić, czy wynik już jest opisany i widoczny w systemie.
I podała nr telefonu bezpośrednio do gabinetu.
Rejestratorka nie jest osobą upoważnioną do interpretacji wyniku -rozumiem to.
Natomiast uważam, że w obecnej sytuacji powinna być możliwość wysłania go na maila.
Czasami empatia się wyczerpuje, zwłaszcza po latach pracy. Taki mechanizm obronny, żeby nie zwariować ani się nie załamać.
To samo pisałam w komentarzach.
Zgadzam się z Tobą, Makóweczko. Lekarze i pielęgniarki pracujący na oddziałach „trudnych”, muszą wyrobić w sobie pewien dystans do pacjentów, inaczej nie mogliby tam pracować.
Dla nas, przeciętnych obywateli wydaje się to przykre, ale… czy można sobie wyobrazić oddział, gdzie niemal codziennie ktoś umiera i personel każdorazowo przeżywa taką śmierć? To byłby horror, nie praca.
I to co my często bierzemy za brak empatii jest po prostu odruchem obronnym. Co oczywiście nie zwalnia personelu z uprzejmości do wszystkich… tak pacjentów, jak i ich rodzin.
W takich sytuacjach przypomina mi się co opowiadała moja mama (pracowała w Instytucie Pediatrii).
Zapytała kiedyś kolegę neurochirurga czemu tak sucho rozmawia z rodzicami dzieci z guzem mózgu.
Odpowiedział „Moją rolą jest uzyskać zgodę rodziców na operację. I potem operować najlepiej jak potrafię. Aby mi ręka nie zadrżała widzę tylko guza oddzielając go myślowo od małego dzieciaka i jego przerażonych rodziców”.
Moja mama pracowała w szpitalu jako dietetyczka. W szpitalu tym był oddział onkologii dziecięcej. Chodziła tam codziennie z racji obowiązków. Dla dzieci trzeba było ustalać indywidualne diety. Rozmawiała z nimi, a potem, już w domu, zalewała się łzami. Nie mogła się przystosować…
Opowiadała nam różne historie dzieci, skazanych na śmierć…
Nie będę ich przytaczała, bo optymistyczne nie są, a w dzisiejszych czasach właśnie optymizmu nam potrzeba
W Instytucie Pediatrii był cały budynek tzw. Okrąglak, gdzie były dzieci z białaczką z całej Polski.
Od dziecka miałam okazję stykać się z tymi dzieciakami. Ich obraz mam w oczach do dziś.
Żeby było choć trochę optymistycznie -medycyna i diagnostyka poszła naprzód od moich czasów szkolnych.
Wierzę w to, że jakoś kiedyś z koronowirusem też nauczy się sobie radzić.
Jednak straty w ludziach, w gospodarce będą ogromne.
Dochodzi siódma, więc czas karmić moje pierzaste, a potem siebie


No i brać się za coś, bo przecież nie spędzę przed kompem całego dnia! Chyba bym odcisków na zadku dostała
Miłego dnia Wam życzę
Pomimo wszelkich przeciwności i problemów…
Nie rozpędzaj się z tą robotą , bo wpadniesz w nałóg charakterystyczny dla Braci Starszych w wierze . Pyta Dyrektor : Powiedzcie mi proszę , jak to się dzieje , że z pana rachunków wynika , że pracuje pan 26 godzin na dobę ? Panie dyrektorze , bo ja po prostu wstaję dwie godziny wcześniej …
Ja się nie rozpędzam, Maksiu! Ja się hamuję

Wstałam o 4, kiedy jeszcze było ciemno i coś do pioruna muszę robić!!! Do Braci mi jeszcze brakuje, chociaż… też wstaję wcześnie…
Oooo, to tak jak w tej firmie, co do niej przyszedł kandydat na nowego pracownika, 25-latek legitymujący się 30 latami stażu. I na pytanie zdziwionego kadrowca, jak to możliwe, odpowiedział właśnie „Wstawałem wcześniej!”.
A ja mam czas odwyku: zostawiłem w pracy telefon…
Widać w domu telefon Ci niepotrzebny…
Nie bij, nie bij…żartowałam!
Ileś tam wykonanych telefonów od samego rana. Jak pisałam udało mi się uzyskać nr telefonu do gabinetu pani doktor.
Najpierw przez dużą część dnia nikt nie odbiera. W końcu ktoś się odezwał „pani doktor nie ma, jest w Przychodni „.Potem ten znany mi tekst „9 kwietnia poinformujemy panią czy ma pani przyjść czy wystarczy konsultacja telefoniczna”.
Nawijam uparcie dalej -w końcu pani zapisuje moje nazwisko i informuje, że pani doktor do mnie oddzwoni.
I wiecie co? ODDZWONIŁA!
Przywitałam ją radosnym okrzykiem „Ach to pani ! Jak ja się cieszę! Dziękuję!”
Już mnie chciała zbyć „Ale pani jest na 9 kwietnia, ja nawet nie wiem, czy pani wynik już jest opisany”.
„Ale ja wiem, jest opisany!”. Teraz pani doktor już wie, że ma do czynienia z wyjątkowo upartym upierdliwcem , więc wchodzi w system i czyta wniosek końcowy: „STABILIZACJA GUZA”.
„Jak sytuacja epidemiologiczna się uspokoi proszę dzwonić i wtedy uzgodnimy termin wizyty lekarskiej. Natomiast 9 kwietnia proszę nie przyjeżdżać.”
Ok, rozpisałam się , przepraszam już nie będę nadużywać Wyspy jako Kotwicy.
Nareszcie jakaś dobra wieść!
No to radosna wiadomość!!! W tym natłoku tragicznych wieści, to jak iskierka w mroku

Nie mówiłam Ci, żeby się nie poddawać i walczyć?!!!
Pomału niemal wszystkie Twoje problemy się rozpłyną, jak mgła poranna i tylko tego Ci życzę
Hurrraaa! Dobra wiadomość Maczku, nareszcie klej jest zbędny!?
Bożenko! Po rozmowie z synem, który jest teraz w Wlk. Brytanii dalej wesolutko nie jest, ale faktycznie najwyższy czas wygrzebać się z doła.
Wszystkim, którzy mi dostarczali kleju -dziękuję.
Fajrant i przerwa.
Makówka cytowała wczoraj fragment wypowiedzi Olgi Tokarczuk. Tu jest cały ten tekst, wart przeczytania!
albo tutaj dla nielubiących fejsa…
Przeczytałam… faktycznie – warto
Znakomity jest.
Jak tylko skończyłam „telefoniczną walkę” natychmiast wybiegłam z domu.
Pretekstem były zakupy, ale bynajmniej nie poszłam do najbliższego sklepu, lecz spacerkiem trochę dalej.
Niebo wszak było takie.
Paaa wracam do grzebania się w „wątkach lwowskich”.
Natrafiłam na takie zdanie w starym albumie ze zdjęciami „ostatnia niedziela we Lwowie sierpień 1945”.
Jakoś ludzie (wiem, że nie wszyscy) przetrwali wojnę i żyli dalej.
Czyli przetrwamy wirusa (nie wszyscy) i życie będzie toczyć się dalej, choć może trochę inaczej?
Nadchodzą nowe czasy jak napisała Olga.
A to jest prawie dosłowny cytat z wiersza (piosenki) Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego. „Czasy nadchodzą nowe”. Śpiewa Muniek Staszczyk. Edit: Razem z Filipem.
(Nie, to jeszcze nie dobranocka).
To nie Dobranocka, tylko realizacja planu, aby na Wyspie było więcej muzyki zgodnie z sugestią Lorda?
No nie, akurat ten kawałek mi chodził po głowie, od kiedy przeczytałem ten artykuł Olgi Tokarczuk. Myślę, że była świadoma, do czego nawiązuje tą puentą.
Nie, oczywiście, że nie – to po prostu nowe czasy…
Jestem starsza pani i nie lubię nowości.
Nie chcęęęęęęę!
Czasy nadchodzą nowe, ale jakie? Mam nadzieję, że lepsze niż obecne…
Kto wie? Trzeba zmienić system, bo widać, że jak nie wyhamuje, jak nie zmieni metod, to za chwilę przywali w ścianę tak, że nikt nie wstanie.
Lepiej o tym nie myśleć, tym bardziej, że nie mamy na to wpływu.
Wolę iść spać, może przyśni się coś pozytywnego. Dobranoc.
Spokojnej!
Dobranoc Bożenko!
Panie Q -może i trzeba, ale mnie nie zostało wiele życia, więc wolałabym dożyć spokojnie, bez gwałtownych zmian.
Jednak jak Bożenka słusznie zauważyła nie mam na to żadnego wpływu w jakim kierunku pójdzie świat.
Do tej pory wydawało mi się, że mogę mieć jakichś minimalny wpływ na to co dzieje się w Polsce, a teraz nawet te działania są niemożliwe.
Ta bezczynna bezsilność …
Dobranocka.
Dzisiaj raczej kojąco-uspokajająca. Krótki fragment ścieżki dźwiękowej z filmu „Wielki błękit”, kompozycja: Eric Serra.
Snów oceanicznie błękitnych.
Ukojenie i uspokojenie przyda się. Oby zadziałało.
Ciekawe, swoją drogą, spotkanie gór (Sierra) i głębiny…
Skomponował także muzykę do innego filmu Bessona, „Atlantis”, dokumentu o morzach i oceanach, więc coś w tym jest.
Czas upływa, spanie wzywa… Może i mnie przyśni się coś optymistycznego – czego sobie i wam życzę!

Spokojnej!
Miłej nocki życzę, korzystając z chwilowej łaskawości internetu.
Pozdrawiam:)
Ktoś jeszcze jest na Wyspie?
Czy już mam grzecznie powiedzieć DOBRANOC! ?
Dzień dobry
Widzę, że nocna zmiana nie dopisała, Makówka po północy została sama…
Witajcie!
Zaczynamy dzienną zmianę? Oby na lepsze…
Jak zacząć dzień, to koniecznie z kawą
Witajcie!
Jak zacząć dzień to koniecznie z herbatą!
Też prawda. Gienia ma wszystko.
Witaj Maczku
Witaj Bożenko!
Dziękuję za herbatę.
Takie pytanie mi przyszło do głowy -skoro zanikło normalne życie w realu to czemu również zanikło wirtualne na Wyspie?
Wiem, wiem niektórzy pracują, ale po pracy mają chyba mniej aktywności?
No dobra, nie zanikło całkiem, ale tak jakoś…
Jak sobie radzicie w obecnej sytuacji?
Też się zastanawiałam nad tym pytaniem. Może winne temu jest ogólne przygnębienie obecnym stanem?
Nie może, ale na pewno. Dlatego próbuję jakoś coś z tym zrobić, no ale testuję czy tylko ja mam taką potrzebę odskoczni?
Przecież nie będę „odskakiwać” sama ze sobą?
Jakieś tam pomysł mi teraz zakiełkował. Zainspirował mnie wpis kolegi na fb.
Dzień dobry, jestem dopiero teraz. Załatwiałem zakupy w 3 czy 4 miejscach (na szczęście wszystko względnie niedaleko), a po powrocie jeszcze parę innych spraw, na telefon między innymi.
Paradoksalnie, jak dzisiaj mam dzień przerwy w pracy, to mam mniej czasu, bo mam tę przerwę w pracy oficjalnie, a w związku z tym robię w domu na bieżąco to, co zwykle robię przed pracą albo po pracy.
A co do mniejszej frekwencji na Wyspie to nie wiem, jak u Was, ale u mnie epidemia skomplikowała życie – mniej wychodzenia (czy też symbolicznie, co drugi, co trzeci dzień na zakupy), ale przez to więcej roboty przy telefonie i komputerze – to, co przedtem załatwiało się osobiście, teraz zdalnie, a więc: na infolinię trzeba zadzwonić, odczekać swoje w kolejce. Dokumenty wydrukować, podpisać, zeskanować, wysłać z powrotem. I tak dalej. Niby to wszystko łatwiej, bo w domu, ale czas leci (poza Wyspą).
Innymi słowy, radzisz sobie całkiem dobrze panie Q.
Lizanie poręczy w autobusach Ci nie grozi.
O sobie pisać nie będę, bo dla każdego, kto wie jak ja codziennie gdzieś biegałam (do tej pory) odpowiedź jest oczywista.
No nie wiem, diabeł kryje się w szczegółach
Wszystkie te sytuacje są okazją do nieporozumień: przy komputerze, w kuchni i jeszcze paru miejscach, przede wszystkim z małżonką. Napięcie w sumie narasta i im rzadziej wchodzimy w jakąkolwiek interakcję, tym lepiej. Więc nie wiem, czy faktycznie sobie radzę.
To znaczy większość tych spraw jest załatwiana, ale jakim kosztem?
No właśnie panie Q ta sytuacja wyostrza to co jest-albo integruje, albo…
Ja z mężem raczej staram się unikać przebywania w jednym pomieszczeniu, bo dwie poirytowane osoby raczej nie wchodzą w miłe interakcje jak to ładnie nazwałeś.
Trochę sobie radzę uciekając do …Lwowa.
Mnie niewiele opcji pozostaje, bo „uciekanie” dokądkolwiek też jest powodem pretensji.
Pozostaje Wyspa…jako Kotwica?
Zaczynam doceniać fakt, że w moim pokoju mogę sobie uciekać gdzie chcę i jak chcę.
Tylko kiepsko znoszę jako jedyne swoje własne towarzystwo.
Na swoje własne towarzystwo jestem skazana od dłuższego czasu, więc się przyzwyczaiłam. Syn wpada do mnie codziennie na parę minut i pomaga w czym potrzeba. Ale potrafię sobie organizować dzień, więc nie narzekam.
A ja we własnym towarzystwie czuję się całkiem nieźle. Oczywiście przemiło jest spotkać się z Wyspiarzami, na Wyspie i w realu, ale dlatego, że jesteście ludźmi, którzy na ogół nie krzyczą na innych i nie mają im za złe.
To macie dobrze, bo lubicie siebie.
Ja mam z tym problem. Lubię ludzi, ale do siebie mam mnóstwo pretensji co zrobiłam źle. I aktualnie brak pomysłów na teraz i potem.
Dzień dobry, więcej wolnego czasu spędzanego w domu jest pozorne. I tak np. 4,5 godz. zajęło mi zawieszenie działalności firmy drogą internetową. W urzędzie zajmuje to jakieś 10 minut – itd. itp. Rozumiem więc Quackiego borykającego się z życiem online
A dalej… to czas podarowany na zajęcia wciąż odkładane i oddaję się im z przyjemnością.
No więc właśnie. Uproszczenie jest o tyle, że się nie wychodzi z domu, a poza tym – jest to pogmatwanie.
Choć wszystko zależy od odległości tzn. ile czasu zajęłoby dotarcie do danego miejsca.
Mnie wczoraj parę godzin zajęło wysłuchiwanie „jesteś 12 w kolejce, czas oczekiwania…”i takie odbijanie się od jednego numeru do drugiego.
W sumie jednak dojazd do Gliwic + parę godzin w kolejce + powrót do Krakowa -zajęłoby zdecydowanie więcej czasu. Jednak nie o czas tu tylko chodzi, ale o to, że jednak konsultacja telefoniczna to nie to samo co badanie lekarskie.
Są tacy co mówią, że ta epidemia nauczy ludzkość załatwiania wielu spraw online.
Jak to jednak wpłynie na bezrobocie oraz więzi międzyludzkie? Czy staniemy się społeczeństwami zamkniętymi w swoich domach przed komputerami? Zamiast kontaktów towarzyskich -skype? Zamiast wycieczki w góry -film przyrodniczy?
Myślę, że wiele zależy od temperamentu i potrzeb. Po epidemii kto woli przyrodę w bezpiecznej odległości, wybierze film przyrodniczy, ale i wybierał go przedtem, tak samo jak odwrotna sytuacja.
W samej rzeczy! Chociaż tv i internet przetrwają, natomiast kultura i turystyka (i trudno skupiać się na własnym nosie, gdy dowiaduję się od znajomych o stopniu załamania rynku), na ile uchronią się przed plajtą – długo będą składały połamane skrzydła. Wsparcie tarczą brzmi pięknie, ale jest jedynie atrapą.
Dziś wypróbujemy spotkanie chórku online… ciekawe, co nam wyjdzie!
Gdybyż tak wszystkie aktywności Stowarzyszenia się tak dało…
Wszystkie inne aktywności życiowe…Eh!
Pomyślnej synchronizacji!
To może być ciekawe… Powodzenia życzę 🙂
Jasne, że wyjdzie 🙂 Łączymy się tak w „kółku zainteresowań” niemal od początku domowego aresztu.
Się nie ma co się lubi, to i taka formę spotkań można polubić.
Wychodzi!
Pięknie 🙂
A ja na przerwę.
Brawa dla Organizatora!
(no tego co się pochwalił, że wychodzi)
Brawooo!
Czas na mnie. Dobranoc
Dobranoc Bożenko!
Dobrych snów! 🙂
A co Ty Ukratku robisz na Wyspie?
„Chórkujesz” i „wyspujesz” równocześnie?
Nie, spotkanie nie było tak długie jak w realu 🙂
Zwłaszcza, że szybciej wróciłem do domu
No tak! Odległość jakby zmniejszona do …zera.
Rzeczywistość poluzowała jakby. Po przerwie. Za chwilę wracam, mam nadzieję z dobranocką.
Mistrzu Tetryku, niniejszym raportuję, że szańce stoją, powtarzam, szańce stoją od tej strony, co trzeba!
Wróciliśmy do tematu Kościuszki!
Sugerujesz, że powinienem postawić kosy na sztorc?!
I kosy, i szpaki!
Ha, szpaki.
To może zrobię jakieś skromne ptasie pięterko, po rocznicowym?
Super!
To już 140 komentarz.
Ptaszki zawsze poprawiają nastrój.
Coś mi się wydaje, że w czasach Kościuszki nie było informatyków.
O ile dobrze domniemywam, o co chodzi w tym dialogu Mistrzów.
Niemniej zasłynął on w Ameryce jako mistrz budowy szańców…
Dobranocka późnopiątkowa.
Na fali powracających francuskich piosenek – dzisiaj „Jak powiedzieć do widzenia”. To naprawdę ważne. Czasem zostaje promyk nadziei, który jest jedynym światełkiem we mgle (bo nawet nie w ciemności).
Snów promiennych!
Niech choć promyk nadziei zawsze z nami będzie!
Tak właśnie!
Wróciłam. Wczoraj byłam w kinie na filmie pt. „Sala samobójców”.
Wczorajszy film nie nastroił mnie optymistycznie, więc dziś potrzebowałam się trochę pośmiać.
Poszłam więc do teatru na sztukę pt. „Ludzie i anioły”.
W obu przypadkach miałam blisko do domu. Jednak stęskniłam się już za tym wracaniem z dwoma przesiadkami i marznięciem na przystankach autobusowych.
A ja obejrzałem „Pewnego razu w Hollywood”. Długie (2,5 h), o Hollywood, dla Hollywood, nakręcone przez Hollywood, ale ma swoje smaczki. Nie tylko w postaci Polańskiego.
Postanowiłam codziennie wieczorem iść do kina albo teatru.
Dzisiejsza sztuka była i do śmiechu i do refleksji.
Mam taką propozycję -polecajmy sobie coś wartego obejrzenia, co Wy na to?
Kiedyś na Wyspie bywały recenzje jako osobny wpis, ale może bodaj jako komentarz ?
Słuszna koncepcja!
Jak ktoś coś poleci, ktoś inny to również obejrzy to mógłby być temat do „wymiany myśli?”.
To kiedy będą te ptaszki panie Q?
Juutro. Dzisiaj już jestem trochę zmęczony… przerwą w pracy. Hehe.
Już jest jutro, ale oczywiście rozumiem …zanim wstanę pewnie już będą fruwać….
Hm. No niestety nie. Później.
Ależ ja jem śniadanie około południa. Ale może być i do kolacji.
Godzina 01:04
Tetryk tak się rozśpiewał, że jeszcze nie śpi ?
Czy też tak się zmęczył śpiewaniem, że zapomniał o lampce i dawno już chrapie?
Umykam.
Ja też!
(bez lampki? bez lampki! auuuu)
Żeby za smutno nie było… kolorowych snów wszystkim…
Dzięki Miralko za lampkę, bo ja bez lampki źle śpię.
Mam nadzieję, że dobrze spałaś, Makóweczko
Dzięki, Miralko, za lampkę! Chyba padłem wczoraj…
Zaznaczam przecież, że magiczną mocą napełnia lampkę tylko Wiedźminka; gdy jej nie ma zapalić ją może każdy z nas, z tym samym skutkiem, tj. ożywiając płomyk jej mocy!
Nie ma za co, Ukratku



Makóweczka była taka smutna, że postanowiłam dać jej trochę radości… i tak ma sporo problemów, to niech się ucieszy
Lampki jeszcze nigdy nie zapałałam i nie bardzo wiedziałam jak to zrobić. Ale jakoś wykoncepiłam
W sumie, to chyba jako ostatnia zaglądam na Wyspę, bo według polskiego czasu chadzam spać nad ranem
Dzień dobry
Ostatnio wymyśliłam, że trzeba odsunąć meble i za nimi też posprzątać
Lodówki nie dałam rady ruszyć z miejsca… zrobił to małżonek (po pracy). Sporo kurzu za nią było… wsuwając na miejsce coś tam przerwał i woda z maszynki do lodu zaczęła nam kapać do piwnicy. Dobrze, że w tej gospodarczej części, bo tam jest betonowa podłoga, jedynie pomalowana szarą farbą, nic jej nie będzie 


Mając wolne, mam napady
No i dziś po pracy wziął się za naprawę… stuka, puka, wierci nowe dziury. Stwierdził, że to co było zrobione, to partacka robota i on zrobi to od początku i porządnie
Ciekawe tylko ile to czasu będzie trwało
Z niecierpliwością czekam na pięterko Mistrza Q.

Ptaki, to wiadomo czyj konik
Wygląda na to Miralko, że zrobił się ogólnowyspowy.
I to mnie cieszy, Makóweczko…
No i małżonek zrobił ten dopływ do zamrażarki


Wysłuchałam cierpliwie. Grunt, że działa!!! 
A już się nastawiłam, że nie będzie robiło lodu sporo czasu… ostatecznie bez lodu wiosną można żyć
Wyraziłam szczery podziw dla zdolności małżonka
Coś mi tam tłumaczył, ale nie znam się na tym więc powtórzyć nie potrafię
A tak w ogóle, to zrobiło się niesamowicie ciepło. Dziś było (w dzień) coś około 20C. Toż to dopiero początek kwietnia!!!
Pewnie znowu przyjdą przymrozki… może za tydzień?
Dzień dobry
Słoneczko nieśmiało wstaje…
Słoneczko wstało chociaż za chmurkami, ale Wyspa śpi jeszcze. Może Gienia pomoże…
Witajcie i tradycyjnie proszę o herbatę!
No i kawka obligatoryjna.
Dzień dobry, dopiero wstałem. Zaraz pomyślę nad obiecanym pięterkiem.
A Ty śpiochu! Jak można tak długo spać?!

Ale na pięterko czekam…
Witajcie!

Przyznaję rację Quackowi: czasem warto jest trochę pospać!
Prawda? Że sparafrazuję piosenkę z kabaretu Olgi Lipińskiej (tekst Jiri Suchy w przekł. Andrzeja Jareckiego)
„Kto dobrze pośpi, ten potem śmielej
Za bary z życiem będzie mógł się brać!”
Ale czy nie szkoda dnia?
Dopóki jest prąd, można to sobie przesuwać dowolnie, co praktykuje często Najjunior (nie bez szkód dla organizmu, ale trudno mu się to tłumaczy).
Ja też to praktykuję.Usiluje mojemu organizmowi wytłumaczyć, że lepiej byłoby inaczej,ale on uparcie nie potrafi wcześniej zasnąć.
Podejrzewam, że nadmierne myślenie nie służy zasypianiu, a wyłączyć się go (myślenia) też nie da.
Szczególnie gdy jest to natłok czarnych myśli.
Zanim będą ptaszki wirtualne słucham śpiewu tych prawdziwych.One nie przejmują się wirusem.
Jeszcze chwila, mam już wszystko, tylko rzeczywistość odciąga.
Spoko , spoko,czekamy.Pozdrawiam z chatki. Musieliśmy pojechać,bo był czyszczony zbiornik na wodę.No i bodaj możliwość wyrwania się z domu.
Zapraszam na nowe pięterko, w przeważającej części ptasie.