Jestem człowiek
De domo homo
Jaki ja właściwie jestem
Nie wiadomo
Najpierw mały
Potem duży
Potem siwy
Albo łysy
Bo przyroda
Także swoje ma kaprysy
Jeden problem mamy z głowy
I ad acta go odłóżmy
Wniosek z tego prawidłowy:
Jestem różny
Jestem człowiek
De domo homo
Co najbardziej sobie cenię
Nie wiadomo
Urodzenie
Powodzenie
Czy też czyjeś
Zawodzenie
Czy najbardziej sobie cenię
Przyrodzenie
Może ranię czyjąś duszę
Po co jasny obraz mazać
Jestem przecież i jako taki
Muszę się rozmnażać
Jestem człowiek
De domo homo
Czego mi do szczęścia trzeba
Nie wiadomo?
Wiadomo
Nie opuszcza mnie marzenie
Płynie czas, mijają lata
Chciałbym powyrywać nóżki
Wszystkim muszkom świata
Obraz sprawy nieco krzywy
Ale po co bić na alarm
Bardzo chciałbym być szczęśliwy!
I się staram…
Jonasz Kofta





Wspominałem już, że przeczytałem ostatnio opowieść o Jonaszu Kofcie. Znałem go dotąd jako autora znakomitych piosenek, dzięki tej lekturze odkryłem też jego wiersze. Zanim ucieszymy się kwietniową odsłoną KIGo, proponuję ten fragment twórczości Jonasza.
Też się staram…
Dzień dobry na nowym pięterku.
Twórczość Jonasza Kofty zawsze miałem za przepiękną, ale bardzo melancholijną. To znaczy nie zawsze jest to „ale”, czasem po prostu „i”. To szczęście, do którego się idzie (i nie zawsze dochodzi) to jest, powiedziałbym, powracający motyw u tego autora.
Kofta miał dwa, niezbyt zresztą dokładnie rozdzielone, nurty twórczości: liryczny i satyryczny. Twoją słuszną uwagę można odnieść oczywiście głównie do tego pierwszego nurtu.
No tak, bo na przykład dialogi ze Stefanem Friedmanem są już mniej melancholijne. Aczkolwiek na ogół to Docent (Kofta) wychodzi na tym gorzej.
Nie wiedziałam, że Kofta pisał takie wiersze. Bardzo mi się podoba
O tak. Mam gdzieś cały tomik jego liryków, wydany pod tytułem „Pamiętajcie o ogrodach”.
Dobranocka jeszcze piętro niżej!
Wróciłam do domu, zjadłam obiad i kukam na Wyspę, a tu nowe pięterko!
Ileż pięknych piosenek powstało do tekstów Jonasza Kofty!
Dziękuję Tetryku za tę chwilę poezji i wezwanie (słowami Jonasza) do starania się być szczęśliwym.
W życiu staram się (mimo wszystko i na przekór) być szczęśliwa. Czasami nawet (na chwilę) mi się udaje i wtedy te chwile łapię, trzymam pod powiekami i usiłuję sobie odtworzyć w gorszych momentach.
W takich dniach jak ostatnio próbuję sobie powiedzieć, że jeszcze znów zaświeci słońce, że jak się postaram to jeszcze bodaj na krótką chwilę będę szczęśliwa.
Na pewno zaświeci! Jeszcze w zielone gramy!
I uda się pokleić połamane skrzydła?
Z aniołami mało mam doświadczeń… Może Izis?
Ja jednak sporo, pisałam kiedyś już o tym na Wyspie.
Cytowałam wtedy Antoine de Saint-Exupéry
” Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać”.
Ty wtedy Tetryku przypomniałeś ulubione motto Jaśminki:
Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć, aby polecieć…
W obu tych cytatach brak wskazań na naprawę połamanych…
Makówczyny przepis na naprawę połamanych skrzydeł oraz klejenia rozbitej szklanki podałam kiedyś na końcu mojej wycieraczki.
)
To był rok 2018 (to ja już tak długo jestem na Wyspie?
No przecież nie będę cytować samej siebie! Jednak nadal (oboma rękami) podpisuję się pod ostatnimi dwoma zdaniami tego wpisu:
http://madagaskar08.pl/blog/2018/11/03/o-potluczonej-szklance-i-dobrych-aniolach/
Kofta prześmiewca i Kofta pełen liryzmu…
Ileż w każdym człowieku znajduje się niewypowiedzianych pragnień, ile nadziei i marzeń. Czas płynie, włos siwieje, a tęsknota, fantazja jakby uniknęły upływu lat, takie same. Kofta ujął to tak: „Tyle szczęścia, tyle męki niesie w sobie serca śpiew”.
Otóż i czas na mnie, zmykam. Do juterka!
No to buźka!
Widzę, że nocnej zmiany nie będzie…?
Dobranoc tym, co śpią i co spać idą!
Dzień dobry
W nocy nieco przymroziło, ale wstaje pogodny dzień.
Witajcie!
Przez tydzień udawałem chorego, teraz udaję zdrowego
Więc życzę Ci, żebyś nie musiał udawać
To jeszcze nie zapomnij starać się być szczęśliwym Tetryku!
Choć może Ty się nie musisz starać, Ty zwyczajnie jesteś!?
Tego więc Tobie i Wszystkim Wyspiarzom życzę…
Dzień dobry, bardzo słoneczny i tego, optymistyczny jakby? [podejrzliwie się rozglądam, co zaraz pieprznie]
U mnie rano przebłyskiwało słońce i wyglądało to tak -na sąsiednim balkonie bratki, a na dole -śnieg.
Teraz śnieg stopniał, niebo totalnie zachmurzone.
Problemy synów całkowicie zabiły jakiekolwiek próby optymistycznego patrzenia na rzeczywistość. Zamknęli miejsce pracy mojego syna, który jest w Wlk. Brytanii i jeszcze inne problemy…
I jak tu słuchać Jonasza i starać się być szczęśliwym?
A tymczasem napijmy się kawy. Tym razem zaparzę sama.
Kto dołączy? Herbatka też może być 
Przyda się jakaś odmiana (tzn. może niech Gienia odsapnie). Poproszę filiżankę czarnej, bez cukru.
Gienia na opice czy na kwarantannie?
Nie, no dwa tygodnie bez Gieni? Ona po prostu odpoczywa
Witajcie!
Herbatę poproszę, choć brakuje mi rozbudzającego krzyku Gieni.
Polubiłam kobietę, ale faktycznie niech se trochę odpocznie.
Jeśli za nią tęsknisz, to postaram się jutro ją poprosić.
Ale moje tęsknoty to są moje tęsknoty, liczy się głos innych Wyspiarzy.
Wszystko się liczy, Maczku
Dzień dobry, Wyspo.
Z internetem, póki co – jakby lepiej, więc korzystam:)
A po śniegu nie został nawet ślad.
Pozdrawiam:)
Dzień dobry, Tetryku.
Recepta na szczęście w/g pana Jonasza wydaje się być nie taka znowu trudna do zrealizowania:):
„Ździebełko ciepełka
W codziennych piekiełkach
W wyblakłym na szaro obłędzie
Różowa perełka, ździebełko ciepełka
Znów wiem, że jakoś to będzie
Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
I biedne się czuje, niczyje
Ciepełka ździebełko
Ździebełko ciepełka
Wystarczy i wszystko przemija”
(„Ździebełko-Ciepełko”)
Pozdrawiam:)
Ździebełko ciepełka powiadasz Jonaszu?
Może dużo pomóc, ale czasem to za mało.
Na 9 kwietnia mam wyznaczoną kontrolną wizytę w IO, na której dowiem się, jaki jest wynik MR z 23 marca.
Czytam, słyszę w TV, że fala zachorowań dopiero do nas dotrze.
Dzwonię więc czy istnieje możliwość przesłania wyniku na maila i czy jest możliwa konsultacja telefoniczna z lekarzem.
Na maila nie, informacja telefoniczna -nie wchodzi w grę (mimo że każdorazowo jest weryfikacja nr tel, z którego dzwonię czy zgadza się z tym wpisanym w moje papiery).
Konsultacja telefoniczna -ależ oczywiście! Proszę zadzwonić 9 kwietnia ok.8.30 i wtedy połączymy z lekarzem i lekarz zdecyduje czy musi pani przyjść osobiście do gabinetu.
Czyli? Powinnam pojechać NA WSZELKI WYPADEK do Gliwic i z ulicy zadzwonić do lekarza.
Odległość Kraków-Gliwice -rzut beretem, ale jednak …gdy o 8.30 dowiem się, że jednak mam przyjść (na godzinę 9) to i helikopter mi nie pomoże! Zresztą tak się składa, że nie posiadam. Helikoptera.
Leno! Masz jakieś łatwiejsze do zrealizowania recepty?
Witaj w ten niepozbawiony (póki co) internetu, słoneczny dzionek, Makówko:)
Pan Jonasz już się wypowiedział, a ja…
Cóż…
Mogę tylko podać treść recepty, do której sama się stosuję: mniej myślę o sobie, więcej o innych:)
I dodać, że naprawdę bardzo mi przykro z powodu Twoich perturbacji, nawet jeśli to nie ja odpowiadam za ten (przepraszam za trywializm) zryty system usług medycznych w naszym kraju.
Pozdrawiam:)
Leno!
O dziecku, któremu zamknęli miejsce pracy, a jest sam w Wlk. Brytanii cały czas myślę.
O mamie…
O stanie polskiej gospodarki i demokracji -też myślę.
O tych wszystkich chorych (na inne choroby również) i tych, którzy w tych warunkach mają im udzielać pomocy -myślę cały czas.
I mogę tylko myśleć, a wolałabym móc pomóc cokolwiek, ale nie widzę możliwości.
Dlatego lepiej, abym przestała myśleć/być w ogóle!
Też pozdrawiam.
I pomyśleć, że ździebełko ciepełka może być aż tak frustrujące:)
Pora chyba usunąć ten depresjo-lęgły fragment, nim stanie się coś znacznie gorszego…
🙂
Pozdrawiam:)
Późne dzień dobry Wyspo! W góry wróciła zima, real nie zwalnia… ale przy popołudniowej kawie mogę pobujać w obłokach. I też się starać
Fajrant niefajrant i przerwa. Śnieg przed chwilą walił wręcz. Teraz już nie. Na ulicach mokre plamy, na powierzchniach poziomych (również dachy i daszki) – biało. Wariactwo.
Czyżby wracała zima?
Raczej chyba nie aż tak.
Dobranocka, już teraz.
Ponieważ opady śniegu za oknem, wygląda na to, że zima idzie (Bożenko, nie obawiaj się, to tylko konstrukcja myślowa na potrzeby dobranocki). A ponieważ jeszcze nie przyszła, to znaczy, że mamy jesień.
I dlatego ta doskonale znana piosenka z tekstem Andrzeja Waligórskiego. Spokojna i śliczna. Bo o wiośnie to są takie żwawe i energiczne, zupełnie nie na dobranoc.
Snów takich, żeby była na to rada.
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.
Prędzej czy później przyjdzie jesień w przyrodzie i jesień życia…
Piosenka jest śliczna, złota polska jesień też bywa śliczna, tylko ta jesień życia wcale śliczna nie jest.
Jesień jest piękna, ale ja wolę wiosnę.
A tymczasem idę spać, wsłuchana w piosenkę…
Dobranoc
Śpij spokojnie Bożenko!
W sumie… każda pora roku jest dobra na pielęgnowanie w sobie okruchów szczęścia, skoro się staramy z panem Koftą 😉
Cytowane przez Lenę Ździebełko ciepełka przyda się o każdej porze roku… i życia…
A wirtualne bardzo cenne w czasie zarazy …
Ja może trochę ZBYT trzeźwo zauważę, że ździebełko ciepełka się przyda niewątpliwie, tylko gdzie i skąd przyjdzie rachunek?
Bo np. o miłości mówi się, że jest światłem życia – ale o małżeństwie, że jest rachunkiem za to światło.
A wyłącznie małżeńskie ciepełko wchodzi w rachubę? To płatność 50/50 😉
Aaaa, to jest zupełnie inna rozmowa! (jak mówi Majster w skeczu „Ucz się, Jasiu!”)
I wężykiem, wężykiem
A jak!
Bo taki wężyk też dobrze robi! 🙂
Wybaczcie, mili, ale muszę zerwać z zasypianiem po północy, jak przez ostatnie dni – jutro rano znów do roboty.

Dobranocka już była, niech więc dalsze rozmowy ogrzewa lampka 🙂
Ciepełko lampki też dobre …
Spokojnych snów
Spokojnej!
Śpij dobrze Tetryku!
Wybierasz się do roboty i będziesz udawać zdrowego?
Dobry wieczór. 🙂
To tak, troszkę ode mnie…. nie konkurując z dobranocką oczywiście! Lubię, jak i wiele wiele innych.
Och. Przepiękne!
O! I Mistrz Q się znalazł!
Myślałam, że już nikogo nie ma.
Faktycznie przepiękne. Choć i Dobranocka -też.
Ale ja się wcale nie gubiłem?
I dobrze, bo musielibyśmy Cię wszyscy szukać.
Hop, hop Quacki gdzie jesteś?
Dobry wieczór Lordzie!
Jak miło, że wyjrzałeś z krzaków, jak miło, że mam towarzystwo na nocnej zmianie.
Z przyjemnością wysłuchałam i jakieś ździebełko ciepełka poczułam płynące z tych Twoich krzaków.
Ależ ja zawsze byłem na nocnej zmianie, niemalże zawsze do końca. Na dziennej także… tyle, że w krzakach 🙂 No, lekko ciepły jeszcze jestem, to z krzaków promieniuje 🙂
Lordzie! Wiem, wiem, że jesteś w tych krzakach schowany i zjawiasz się gdy uznasz…a bo ja wiem kiedy?
Ja tak się schowałam parę dni temu, wtedy gdy…, ale jednak gadulstwo mnie z krzaków szybko wygnało.
Oj, ale teraz to już kończę dzień. Dobranoc wszystkim!
Spokojnej!
Dzień dobry



Starajmy się być szczęśliwi, mimo wszystkich przeciwności i na przekór kłopotom
Kiedyś czytałam, że gdyby nie kłopoty i problemy codziennego życia, nawet byśmy nie odczuli szczęśliwych chwil
I chyba coś w tym jest…
I jeszcze cytat jednego z ulubionych powiedzeń Jaśminki
„Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija…”
I to też jest prawda…
Witaj Miralko!
Nocna zmiana się uaktywniła jak widzę. Mnie przez chwilę nie było, ale już jestem.
Starajmy się jak radzi Jonasz, ale cóż ostatnio nic mi nie wychodzi z tego starania.
To tylko na razie nie wychodzi… wyjdzie z całą pewnością
Serdecznie współczuję Makóweczce… wszystko wali się na głowę i zdaje się, że tego wszystkiego jest już za dużo
I na próżno szukam wyjścia…
Nie wolno się poddawać!!! Trzeba walczyć do końca 


Więc zrobimy 
Też czasami tak mam… wydaje się, że jak by się człowiek nie okręcił, d..a zawsze z tyłu. A ja w tej czarnej dziurze… z tyłu…
Krótka chwila załamania i powraca wiara, że jeszcze będzie dobrze i znów zaświeci słońce
Twój syn nie ma wyjścia i musi sobie jakoś poradzić. Uwierz w niego… na pewno potrzebuje wsparcia, przynajmniej tego duchowego. Nawet nie wiesz jakie cuda może zdziałać wiara w czyjeś możliwości.
Wiele lat temu, nasi bardzo dobrzy znajomi mieli poważny problem. Świeżo tu przyjechali. On pracował, ona siedziała w domu z dziećmi. Malutkimi dziećmi. Młodszy syn miał 2 lata, córka (jak u nas) o 3 lata starsza. On pomógł naszemu wspólnemu koledze i załatwił mu u „siebie” pracę. Nawet woził go, chociaż nie było to po drodze. Może ze dwa miesiące tej idylli. Kumpel załatwił go bez mydła. Zaproponował bosom, że przejmie obowiązki, jak mu trochę więcej zapłacą. Poszli na to, a nasz dobry znajomy, za swoje dobre serce został na bruku. Dwójka malutkich dzieci i niepracująca żona… trzeba zapłacić za wynajem mieszkania i wszystkie rachunki…
Poradził sobie. Znalazł pracę (bo musiał) jeszcze lepszą od poprzedniej. Walczył do końca i wygrał. Teraz dzieci są już dorosłe i nawet nie wiem, czy pamiętają… ja pamiętam i dlatego wierzę, że ze wszystkim można sobie poradzić, jeśli ma się odpowiednio dużo determinacji
Ktoś może powiedzieć, że facet miał dużo szczęścia… może, ale to co go pchnęło do działania, to był ten „nóż na gardle”. Nie mógł usiąść i płakać, musiał coś zrobić…
My też musimy
Makóweczko! Nie poddawaj się i trać swojej werwy. Ja wiem, że nie jest to łatwe… przerabiałam to kilka razy. Ale niemożliwe nie jest



Trzymam z całej mocy kciuki, żeby Ci się udało! To musi pomóc…
Wierzę, że i Tobie „zaświeci słońce”
A przynajmniej tego Ci życzę
Dziękuję Miralko za słowa wsparcia.
Jeśli chodzi o syna to jego miejsce pracy dotknęło zamknięcie z powodu koronowirusa, więc to jest trochę inna sytuacja jak ta, którą opisujesz. Bo to jest sytuacja taka jak wszędzie na świecie teraz -nie pójdziesz do innej firmy, bo tamte też zawiesiły działalność. Państwo obiecuje pomoc, ale miejscowemu zawsze łatwiej, a syn nie ma obywatelstwa angielskiego.
No i dodatkowo dochodzi fakt, że niedawno zmarła jego babcia, a on nawet nie mógł przylecieć na pogrzeb, bo już wtedy były ograniczenia.
I są to sytuacje, których już „naprawić się ” nie da.
Napiszę jak Ty kiedyś -wyżaliłam się, bodaj tyle. Dziękuję, że mnie zrozumiałaś.
Rozumiem Cię doskonale

Takie zawsze sobie radzą z przeciwnościami. Wierzę, że będzie jeszcze dobrze 
A przecież jestem córką, a nie wnuczką…
I wiem, że na pewno nie jest Ci łatwo
Tych różnych spraw nawaliło się bez liku… ale wierzę, że sobie poradzisz. W pewnym sensie, jesteś jak ja… twarda jak stonka
Na pewno sytuacja, którą opisałam była diametralnie różna. Cały niemal świat zamarł pod groźbą wirusa. Jeśli syn pracował legalnie, nawet nie mając obywatelstwa, to ma szansę na jakąś pomoc od państwa.
To że nie był na pogrzebie… ja na pogrzebie swojej mamy też nie byłam…
Są różne sytuacje w życiu, których nie da się zmienić. Po prostu tak jest…
Czy jestem twarda? Otoczona pancerzem i trochę obok siebie.
Nie było mnie przez chwilę na nocnej zmianie, bo byłam w teatrze.
Dziękuję Tetryku za bilet.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/teatrtv.vod.tvp.pl/33746516/lekcja-polskiego
Gdy rozdawałeś bilety 25 marca obiecałam wieczorem obejrzeć.
Jakoś to odkładałam przekonana, że będzie to film o Tadeuszu Kościuszce. Nie spodziewałam się, że oprócz faktów z życia Naczelnika będzie tak dużo uniwersalnych mądrych słów. O miłości i tej między kobietą a mężczyzną i tej do Ojczyzny. O Polakach, o wolności, godności i tyle wątków tak bardzo aktualnych.
Jeszcze raz bardzo Tetryku dziękuję, jestem pod wrażeniem. Wrażeniem spotęgowanym muzyką Zygmunta Koniecznego i tym, że jest w tej sztuce i trochę mojego ukochanego Krakowa.
Jak ktoś jeszcze nie oglądał gorąco zachęcam.
Wczoraj (w niedzielę) rozmawiałam ze swoją córką. Dzwoni do mnie co dwa tygodnie i małżonek nigdy nie może zrozumieć o czym to rozmawiać prawie 3 godziny
Z dwóch tygodni zawsze zbierze się masa różnych rzeczy. I tych prywatnych i publicznych. Ona sprawami Polski nie interesuje się za bardzo, ale na temat polityki amerykańskiej wie niemal wszystko
To od niej mam świeże wiadomości co w kraju, w którym mieszkam, słychać
W sumie to mało dziwne. Gazet nie czytam, telewizji nie oglądam, radia nie słucham, to skąd mam wiedzieć co się dzieje? 
Po aresztowaniu stwierdzono u niej wirusa… dziwne, że tylko jednego…
Mało się nie „pohaftowałam” słuchając. Nawet we własnym domu bym takiego kretyństwa nie zrobiła, a co dopiero mówić w miejscu publicznym
Nawet nie siadam, to co tu mówić o lizaniu!!!
Szkoda tylko tych, którzy zarazili się, chociaż mają w głowie „olej”… 
A my nie możemy się nagadać
Oczywiście sporo miejsca w naszej rozmowie poświęciłyśmy TEMU wirusowi. Doszłam do wniosku, że ludzie są jednak beznadziejnie głupi. Rozumiem, że nie każdy musi wpaść w panikę (ja nie wpadłam), ale jakieś środki ostrożności przedsięwziąć trzeba. Po co się głupio narażać?!!!
Córka mi opowiadała, że jakiś młodzieniec chciał zaszpanować (?). Nagrał się na komórce, jak w sklepie Walgreens wystawia język i „przejeżdża” nim po całej półce dezodorantów. Aresztowali go minuta osiem, jak tylko dał filmik na YouTube. Zakwalifikowali jego czyn jako terrorystyczny. Co prawda wirusa u niego nie stwierdzono, ale grozi mu nawet 4 lata więzienia i $50 tys. grzywny. Idiota!!!
Opowiadała o jeszcze kilku, ale moim zdaniem pobiła na głowę wszystkich dziewczyna, która pokazała na YouTube filmik, jak liże deskę sedesową w samolocie. Kretynka!!!
Może jestem wredna (na pewno jestem), ale nie szkoda mi takich ludzi. Zawsze to kilku kretynów mniej
Jak widać, nagroda Darwina wciąż budzi w ludziach pożądanie…
Widocznie uznają, że nie ważne jaka, grunt, że nagroda…
Wczoraj było 50 zgonów z powodu wirusa w Illinois, dziś już jest 70…

Niby procentowo to nie tak dużo (samo Chicago ma coś ok. 3 mln mieszkańców, nie licząc przedmieść), ale jaka to tragedia najbliższym…
Illinois jest dopiero na 8 miejscu (pod tym względem „rekordzistą” jest Nowy Jork), ale mimo wszystko…szkoda ludzi
Miralko przeczytałam wszystko, ale w rozmowę się nie wdam, bo jednak idę spać.
Hm deski klozetowej też bym nie lizała nawet we własnym domu.
DOBRANOC!
Dzień dobry
Świat zwariował! Przez całą zimę nie widziałam śniegu, a dziś się budzę, a tu biało za oknami…
Witajcie!
Dziś do pracy jechałem wprost na ogromne, pomarańczowe słońce – jeszcze nie na tyle jasne, aby oślepiało, ale zalewające koniec drogi intensywnym oranżem, rozpuszczającym wszystko, co normalnie zamyka perspektywę… Nie było sensu fotografować – nie potrafiłbym utrwalić tego obrazu 🙁
Obiecałam na dziś Gienię, jest Gienia…
Koniecznie kawę poproszę!
Dzień dobry. Wczoraj bardzo długo nie mogłem zasnąć, myślałem o przeróżnych rzeczach, a dzisiaj wstałem o normalnej porze. I jestem dzisiaj nieco wypluty.
To może kawa Ci pomoże?
No właśnie skoczyłem szczebelek wyżej.
Są tacy, którzy twierdzą, że myślenie szkodzi… Czyżby?
Mnie zazwyczaj szkodzi.
Myślenie.
Ostatnio -szczególnie i bardziej niż normalnie.
Zależy o czym się myśli… Zamartwieniem się niczego nie poprawimy.
Witam i już podstawiam ulubioną filiżankę.
Bożenko! Dziękuję za wywołanie Gieni!
Fajrant i przerwa.
” Ludzka głupota i kosmos są nieskończone ” , powiedział Albert Einstein . Dzisiejszy jazgot we wszystkich dostępnych telewizjach świata o wrednym koronawirusie , nie daje szans na żadne inne informacje , nawet te o innych cierpieniach ludzi chorych . Wszystko zamarło . Jedynie słuszne wezwanie : zostań w domu , nie daje odpowiedzi na pytanie , jak długo mam w tym domu siedzieć . Ta bezradność jest powszechna , bo zarówno sprawca Chiny , jak i dzisiejsze USA nic na ten temat mądrego nie mówią . Świat został sparaliżowany i chyba przyroda sama przyniesie jakieś pozytywne rozwiązanie , bo nauka na dziś jest bezsilna .
Witaj Maksiu!
Przyroda przyniesie dość proste rozwiązanie -selekcję naturalną.
To człowiek wymyślił metody leczenia, a wcześniej diagnozowania osobników słabszych.
Gdyby nie postęp medycyny nie byłoby w ogóle moich dzieci, gdyby nie postęp diagnostyki i nowoczesne metody leczenia (MR, CK) mnie by już dawno nie było.
Może najwyższy czas zobojętnieć i poddać się prawom przyrody?
Witaj Makóweczko 🙂 Masz rację , postęp medycyny zdecydował o wzroście populacji gatunku ludzkiego . Ale ja , już o tym pisałem , wskutek regulaminowych przepisów dostałem ciężkiego zawału serca . Kardiolog , który się mną opiekował , obniżał mi poziom cholesterolu . Po trzech miesiącach przyjmowania preparatu ,zamiast spaść , to mi wzrosło z 252 do 309 . Pan doktór zmienił preparat na inny i po trzech miesiącach miałem 340 . Wysłał mnie na konsultacje do kardiologa profesora , który zaaplikował mi preparat trudno dostępny , ale podobno bomba ! Po trzech miesiącach profesorskiego preparatu poziom cholesterolu skoczył na 410 i po miesiącu miałem ciężki zawał . Wygrzebałem się , po miesięcznym pobycie w szpitalu , ale szpitalni kardiolodzy patrząc na wykaz przyjmowanych przeze mnie preparatów , pukali się w czoło . Tak to jest . Nie ma uniwersalnych leków , to jest moje doświadczenie .
Dobry wieczór:)
Internet wciąż w kratkę, więc, póki mogę, zostawiam ździebełko ciepełka w moim ulubionym, barytonowym wykonaniu:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=1XBS5RoDPxE
Pozdrawiam:)
Piękny głos.
Ech, Senator byłby zachwycony…
Aa, pardwa! Znaczy – prawda!
Dobry wieczór, już po przerwie!
Dobry wieczór. 🙂
A ja, nadal w temacie…
Jakość niestety nie najlepsza, niestety nie jest ono winą YT a nagrań użytych tego wydania płytowego. Miałem okazję go słuchać i niektórych utworach znajduje się ten nieprzyjemny przydźwięk (wzbudzenie).
A skoro o winie mowa, do tego czerwonym to…
Lordzie, czy napijesz się ze mną?
Ktoś dołączy?
I przy winie zaśpiewamy
Tylko raz czujemy wielkość nieba
wtedy trzeba zastygnąć i trwać
Już lecę, tylko sobie naleję…!
Dołączam
Ależ oczywiście Makóweczko, ma zdrowie! 🙂
Ergo bibamus Lordzie!
„…i w odpowiedni sposób, boja honor swój mam, zaraehaguje…”

A po kielichu zachciało mi się spać, więc się pożegnam

Spokojnej Bożenko! 🙂
Po kieliszku pierwszym jest ci lepiej
Po kieliszku drugim humor masz
A po trzecim wołasz „Wódzia krzepi!”
A po czwartym wszystkich wokół znasz
(to Jarema Stempowski, ale cytuję z pamięci)
Spokojnej!
Tak jakbym była już po czwartym, bo tu na Wyspie wszystkim znam. Jeśli nie w realu to wirtualnie bodaj.
To czekaj, momencik, zaraz będzie pełna wersja. NIE na dobranockę!
To jeszcze będzie Dobranocka?
No mogłaby być, ale to się zrobi kakofonia, zobacz, ile już muzyki o tej porze.
Nie wyczułeś w moim głosie hm…ironii, powątpiewania, chochlikowego śmiechu pod wąsem?
Taaa o tej porze tyle muzyki dawno nie było…
Ja śmiem stwierdzić, że jeżeli chodzi o muzykę na Wyspie, jest jej coraz mniej. Tak przekrojowo, przez lata. To tylko moje, może mylne, wrażenie. 🙂
Mnie trudno ocenić, bo jestem młodą (stażem!nie wiekiem niestety!) Wyspiarką.
Dlatego napisałam, że tyle muzyki o tej porze dawno nie było, ale chyba faktycznie muzyki coraz mniej. Choć zdarzały się rozśpiewane pięterka.
A to może być związane z odejściem albo milczeniem tych, którzy muzykę na Wyspie publikowali (albo linkowali).
Dokładnie, takie też mam zdanie, odnośnie zmiany „składu” komentującego.
Mp, to przed 22, skoro już zacytowałem, mały polonez 🙂
Dla odmiany, w stosunku do tego co wstawiłem wyżej.
Lordzie dzięki wielkie za odrobinę śmiechu.
No, w takim wydaniu, rzadko kiedy bywam, więc jest za co
Otóż dzisiaj taka masa muzyki o tej porze, że na dobranockę aż szkoda dawać coś innego niż „Koniec dnia”.
Do końca dnia jeszcze chwilka.
Jutro prima aprilis – czy ktoś ma pomysł na następny wiersz naszego tegorocznego patrona?
Makówko, tu można sobie posłuchać (albo odświeżyć) całość piosenki.
Dziękuję Q!
Jak skończy się izolacja. Jak cali i zdrowi wyjdą z tego moi bliscy, przyjaciele i znajomi pierwsze co zrobię to pójdę na wódkę.
Taką prawdziwą, niewirtualną.
Najlepiej gdzieś w plenerze, przy ognisku, z noclegiem i balangą przy gitarze i pod gwiazdami.
Eh…tak sobie pomarzyłam…
Uuu, jak się zrobi ciepło… Marzenie
Nawet bym się chętnie upiła, ach tak, żeby zapomnieć, nie myśleć i tylko przez chwilę dobrze się bawić. No dobra, rozpędziłam się, ja już teraz nie mogę ryzykować upicia się. No ale…malutki rausz…
Wiecie co …Wyspa jako Kotwica jednak się sprawdza.
Dziękuję…
Idę nadrabiać ranne wstawanie. Zmiana czasu + powrót do pracy na raz… trochę za dużo jak na jednego biednego tetryka 😉

Dobranoc, Wyspo!
Spokojnej!
Śpij więc spokojnie biedny Tetryku.
I ja powoli zmykam z umuzycznionej dzisiaj wyjątkowo Wyspy.
Spokojnej!
Śpij dobrze Q ! Ja jeszcze chwilę posiedzę, ale coś dziwnie padnięta jestem o tak wczesnej porze. Zmęczona nic nierobieniem?
Do jutra Wyspo!
Dobranoc!
Dzień dobry
Prima Aprilis miałam już dzisiaj nad ranem. ALERT RCB przypomniał mi SMSem o nowych zasadach. później zasnąć nie mogłam… 
A do mnie dotarł jakoś wcześniej w ciągu dnia?
Witajcie!
Niby pierwszy kwietnia, a mnie się jakoś żartować nie chce…
Podobnie jak mnie…
Dzień dobry, zaraz muszę wybyć, czuję się powoli jak stalker z powieści Strugackich „Piknik na skraju drogi”…
ZOSTAŃWDOMU
Już jestem z powrotem, po hurtowych zakupach drogeryjnych. Rossmanna mam pod bokiem, na szczęście, poza tym wychodzę w rękawiczkach i maseczce…
Ja nie wychodzę wcale, nie muszę, ale chętnie bym wyszła
To może kawa?
Witajcie!
Też mi się nie chce żartować, nic mi się nie chce.
Już prawie południe i dalej nie ma KIGa?
Działaj! 🙂
To nie było pytanie, czy wobec ogromu chętnych na budowanie pięterka ja też mam szanse.
To było delikatne przypomnienie dla tych co nadają się na gospodynię/gospodarza takiego wpisu, a takich na Wyspie nie brakuje.
Ja wolę być gospodynią na wycieraczce o wyspach hiszpańskich, Naczelniku albo polskim poczuciu humoru. Albo ? Coś mogłabym wymyślić na potem.
Dzień dobry

Z pozostania w domu – nici 
O dziwo, też nie mam ochoty do żartów
Dziś idę do pracy i muszę przyznać, że wcale mi się nie chce
No ale będą pieniądze, więc chyba dobrze, że jednak idziesz?
Uważaj na siebie Miralko!
To tylko cząstka tych pieniędzy, którą normalnie zarabiam

Chętnie bym na siebie uważała, ale nie do końca wiem jak
Czy nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? To nie wirus naruszył normy, a może jest wręcz odwrotnie: że ten gorączkowy świat przed wirusem nie był normalny? W końcu wirus przypomniał nam o tym, co tak namiętnie tłumiliśmy: że jesteśmy delikatnymi istotami zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni. Że nie jesteśmy oddzieleni od świata przez naszą „ludzkość”, ale że świat jest rodzajem dużej sieci, połączonej z innymi istotami poprzez niewidzialne wątki zależności i wpływów. Że jesteśmy współzależni i bez względu na to, skąd pochodzimy, jakim językiem mówimy i jakiego koloru jest nasza skóra, stajemy się tak samo chorzy, tak samo przestraszeni.
Olga Tokarczuk
To o czym pisze Olga, wiem od dawna. To tylko część ludzi uważa się za panów świata… a jesteśmy tylko małą jego cząstką i to wcale nie najsilniejszą.
Najpotężniejsze, chociaż najmniejsze są wirusy i bakterie. Żadne zwierze nie jest tak silne jak one. Nie do zdarcia i nie do zabicia. Trute, modyfikują się i uodparniają na wszelkie leki. To dlatego co roku zabijają tysiące ludzi np. na grypę…
Doszłam do wniosku, że życie jest stresogenne

No to jeszcze dowaliłam im trutki na latające owady. Jak na razie nie latają
Ciekawe tylko jak długo 

Zaczęło się od tego, że małżonek chciał posiać w doniczkach pomidory. Malinówki, z Polski. Zrobiliśmy to trochę za wcześnie i część (dokładnie 4) za duża nam urosła. Postanowiłam, że je przesadzimy do dużych doniczek. I tak co roku kilka mam w doniczkach, więc co za różnica. Kupiliśmy nowe doniczki i nową ziemię, organik (niby lepszą). Od tego czasu zaczęły nam po domu latać małe muszki (jak octówki). Sadzonki przestały rosnąć.
Jak mi się kolejna utopiła w herbacie, dostałam szału. Przecież nie będę piła z muchami!!! Rozwaliłam kilka papierosów i posypałam nimi ziemię, dosypałam też soli (epsom), bo to dobrze pomidorom robi (leczy z pasożytów).
Te małe dalej latały
Kilka lat walczyłam z tymi małymi muszkami i w końcu się ich pozbyłam, a teraz sama przyniosłam do domu
Miralko, mam coś dla ciebie.
Oczywiście wszystkich zachęcam do obejrzenia i posłuchania: wystarczy najechać myszką na ptaka 🙂
Dzięki Tetryku, choć wolałabym słuchać prawdziwych ptaszków w lesie.
Ale skoro zaczynamy żyć w wirtualnym świecie dobre i to.
Gdyby kogoś interesowały polskie nazwy gatunkowe, można je znaleźć tutaj.
Jakoś nic nie słyszę tych ptaszków


Ale obejrzałam i popodziwiałam
Niektóre z nich są nawet tutaj
Dzień dobry, fajrant i przerwa.
Przprszm, coraz gorzej znoszę tę sytuację.
Chyba wszyscy jesteśmy nią nieco zmęczeni… Jak długo to potrwa?
O tym jak ja znoszę tę sytuację w kontekście innych moich (już osobistych) doświadczeń pisałam już wiele razy.
Mój organizm uciekł w depresyjny dół.
Gdy próbuję „myśleć o innych” jak radziła Lena jest jeszcze gorzej, bo bezsilność, że nic nie mogę zrobić dla nikogo tylko potęguje ten stan.
Było już chyba kiedyś na Wyspie, ale tak mi się skojarzyło teraz
Dzis czuje się jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko
Piosenka na czasie, szczególnie dla Ciebie, Maczku…
Dlatego pozwoliłam ją sobie zamieścić, bo faktycznie czuję się jak ta mrówka.
Co jeszcze mogę zrobić? Jedyne co mi przyszło do głowy to utrwalić gdzieś na piśmie to co jest w mojej głowie, a dotyczy mamy, dziadzia, Lwowa. Póki jeszcze mogę to zrobić. I zostawić to na jakimś pendrive. Wraz z dyspozycją, aby leczyć mnie dokąd będę samodzielna. Abym nie była potem obciążeniem dla innych. Zgodnie z radą Leny -myśl o innych.
To jedna z moich ulubionych piosenek
Mało dzisiaj w nocy spałam, kordełka więc mnie woła.
Dobranoc…
Spokojnej!
I po przerwie.
Dobranocka.
No to dzisiaj walc, z tytułu ostatni, ale miejmy nadzieję, że faktycznie jednak nie. I Mireille Mathieu. Znany utwór.
Snów powoli walcujących.
Nikt się nie zdecydował podjąć tematu, zatem zapraszam na pięterko KIGowe mojego wyboru. Nieco minorowy w nastroju wiersz pasuje chyba do naszych dzisiejszych rozmów i stanów ducha…
Lampkę kojącą na dobre sny zapalę jeszcze tutaj 🙂
