« Homo Ptasie spacery i niespacery »

Na dziwny a niespodziewany odjazd poety Konstantego

E l e g i a
Żandarmom Republiki

Więc odjeżdżasz, oszuście, słodki szarlatanie,
któryś kochał alkohol, cygara i czaple,
któryś był taumaturga, bufon i hochsztapler,
odjeżdżasz, a więc jedźże na karku złamanie!

Ach, znamy, dobrze znamy twoje promenady
od „Kresow” do „Ziemianskiej”, z „Ziemiańskiej” do „Kresów”,
dżdżyste rajdy autami z córkami mechesów,
noce w mrocznych winiarniach, komersze i szpady.

Faktycznie, pamiętamy „noce infernalne”
i „Poemat o piekle”, i liścik Lechonia,
twoje usta za duże, spalone przez koniak
i przez miłości słotne, a fenomenalne.

O, poeto najsłodszy, hodujący kwiatki,
robiący tricki lepsze niż święty Franciszek,
pustkę serca wyleczył ci pełny kieliszek
i krawat, w którym lśniła duża łza twej matki.

A kiedy przychodziły noce niepogody,
po Nalewkach się błąkał twój kabriolet stary,
noc zmieniała się w strofy, a strofy w dolary…
hélas! strofy są zawsze, honoraria — w środy.

I takeś, o Konstanty, gwizdał po Warszawie,
jak jakiś wzniosły Rilke albo zgoła Irzek;
prawie co noc w „Empirze” grywałeś na lirze,
rachunki dobrzy ludzie płacili łaskawie.

Ale wszystko się kończy i odjeżdżasz oto,
łzy Eleonory zmieszały się z deszczem,
odjeżdżasz… never, never! Zostań chwilę jeszcze,
lubiła cię hołota, więc zostań z hołotą.

O pociągu jesienny. Jadący w szarugę,
o, koła, roztrzęsione strachem i malarią!
Kochałem cię naprawdę, Stanisławie Mario,
a ty szaleństwa moje i moją papugę.

KIG, 1926

180 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Rok powstania, a także dedykacja tego wiersza kojarzy mi się z przewrotem majowym. Może ktoś bardziej biegły w życiorysie mistrza poprawi moje domniemania?

    • Makówka pisze:

      Przewrotem majowym?

      Sama nie wiem, czy cieszyć się, czy bać, czy uznać Twój wpis za proroczy, czy tylko , „bo mamy na Wyspie rok KIG a”.

      Pokłony i podziękowania dla Ciebie Tetryku za zamieszczenie tego tak bardzo pasującego do obecnej sytuacji wiersza.

      Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że na Prima aprilisowy wiersz pasowałoby coś żartobliwego.

      Dziś jakoś nikomu do żartów.

      Jedyny żart, jaki widziałam to wpis Macieja Stuhra, w którym oświadczył, że postanowił głosować na Andrzeja Dudę.
      Wpis, w którym w sposób dość przewrotny uzasadnia swój „nowy wybór”.

      • Tetryk56 pisze:

        W proroctwa się nie bawię. Zbyt wiele pesymistycznych się sprawdza, zbyt wiele świetlistych nie trafia…

        • Makówka pisze:

          Rzeczywistość przerosła proroctwa?

          Optymistów brakuje, wszyscy zaczynają się pytać jak dalece będzie jeszcze gorzej?

  2. Quackie pisze:

    Co do roku powstania: w oficjalnej witrynie KIG wiersz jest oznaczony jako publikacja w „Cyruliku Warszawskim” 1926, nr 3.

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kigalczynski.pl/wiersze/nadzodjazd.html

    Tylko że w tym numerze „Cyrulika” nie ma tego wiersza Pondering

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.sbc.org.pl/dlibra/publication/4539/edition/4199/content

    Ale znów: na stronie 8 w stopce na dole stoi, że druk ukończono 19 czerwca. To by bardzo pasowało do okoliczności przewrotu majowego!

    Jest, owszem, wiersz KIGa w numerze 8 „Cyrulika”, już myślałem, że ktoś zapisał z błędem trójkę, ale nie, to z kolei „Piosenka o trzech wesołych aniołach”.

    Patrzę do innych numerów „Cyrulika” z tych okolic, ale na razie nic.

    • Tetryk56 pisze:

      Quacku, ty wiesz wszystko, to może objaśnisz nam postaci Irzka (Irzeka?), Eleonory i Stanisława Marii?

      • Quackie pisze:

        To może chwilę potrwać. Aczkolwiek jestem przekonany, że kiedyś już o tym czytałem. Może w wydaniu Biblioteki Narodowej? (którego nie mam pod ręką).

      • Quackie pisze:

        Może być problem, ale spróbuję.

        Irzek to imię bohatera opowiadań Juliusza Kadena-Bandrowskiego ze zbioru „Miasto mojej matki”, a ponieważ opowiadania te są autobiograficzne, to niewykluczone, że o tego właśnie pisarza chodzi w wierszu.

      • Quackie pisze:

        A co to się komentarz przedwcześnie opublikował?

        Dwa pozostałe nazwiska mam rozszyfrowane w tym zbiorze KIGa, który dla odmiany mam pod ręką, w przypisach do tego wiersza. I jest tam też adres bibliograficzny pierwszej publikacji – owszem, wiersz powstał w 1926 r., ale ukazał się dopiero w 1930 (i tutaj zgadza się „Cyrulik” i numer 3 – co więcej, w tym numerze jest wyjaśnienie redakcji ws. Irzeka, i to się zgadza z tym Kadenem – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.sbc.org.pl/dlibra/publication/4660/edition/4302/content)

        Eleonora to Eleonora Słobodnikowa, tłumaczka i żona Włodzimierza Słobodnika, który razem z KIGiem był w grupie literackiej Kwadryga.

        Stanisław Maria (Saliński) to dziennikarz i literat, również związany z Kwadrygą.

        • Tetryk56 pisze:

          Mówiłem, że ty wiesz wszystko! Approve Brawo!

          • Quackie pisze:

            Troszku inaczej: potrafię wiele znaleźć. Ale np. Lord Wyimaginowany jest pod wieloma względami lepszym szukaczem. Np. jeśli chodzi o muzykę.

            • Wyimaginowany pisze:

              wieczór. 🙂

              Może inaczej, jestem (byłem) pod tym względem, bardzo upartym osłem. Swojego czasu, potrafiłem się przekopywać godzinami przez setki stron, w poszukiwaniu czegokolwiek tam potrzebowałem. Oczywiście, tworząc pewną bazę z tematycznymi podzbiorami, które w przyszłości, pozwalały mi określić się, że coś tam potrafię namierzyć.
              Mocno spłaszczając, odnośnie szkół średnich a tym bardziej wyższych, nowoczesnym modelem jest nie o tyle samo podawanie mnóstwa informacji a nauczenie danego delikwenta, umiejętności jej odnalezienia oraz odpowiedniego wykorzystania. Wiem, to nie koniecznie u nas i nie teraz, może kiedyś ? 🙂

              • Quackie pisze:

                Przydałoby się, bo ja wypracowałem tę umiejętność dopiero po trzydziestce (mogło mieć to co prawda związek z rozwojem Internetu, Googla i innych źródeł) i wiele razy uważałem, że za późno.

                • Wyimaginowany pisze:

                  Właśnie, ilość i rozwój źródeł sprzyja mocno takim koncepcjom, które w dość nowoczesnym świecie, wydawałoby się, powinny być dosyć powszechne. To nie tylko sposób na „przepełnione” masą informacji głowy ale przede wszystkim na poprawę systemu edukacji – długość i kierunkowa jakość szkolenia delikwenta. Boziu, jeżeli pomyślę, że moje studia mogłyby być o ok. 1,5 roku krótsze, z takim samym zakresem NIEZBĘDNEJ wiedzy, to mi się aż micha uśmiecha na myśl, co mógłbym zrobić (zawodowo/naukowo) z zaoszczędzonym czasem. Z drugiej strony, jeżeli uszczuplili byśmy zakresy to i mniej etatów na uczelni a wymogi są… ale w to brnąć nie będę.

              • Makówka pisze:

                Otóż to! Nie encyklopedyczna wiedza co umiejętność kojarzenia faktów.
                Na Wyspie też czasem się przydaje.

                A, zapomniałam witaj Lordzie !

                • Wyimaginowany pisze:

                  Witaj Makówko. 🙂

                  Z tą wiedzą,część bym jej zostawił, tej takiej ogólnej. Nie tyle co teraz, bo jak wiadomo, coś do wszystkiego…
                  Taki kompromis, dobry fachowiec z pewną dozą wiedzy ogólnej, nie pozwalającej się gdziekolwiek wstydzić.
                  Umiejętność logicznego kojarzenia faktów to podstawa, na samej logice człowiek jest w stanie całkiem daleko zajechać. 🙂

                • Makówka pisze:

                  Ależ oczywiście Lordzie!

                  Pewien minimalny zasób wiedzy jest potrzebny.
                  Ale logiczne myślenie to podstawa.

                • Tetryk56 pisze:

                  Jeżeli logiki będziemy się uczyć na przemyślnie dobranych przykładach, niezbędne minimum wiedzy ogólnej samo wejdzie do głowy – byle nikt nie przeszkadzał…

    • Quackie pisze:

      Nie ma też w numerze 13 ani w 23…

  3. Makówka pisze:

    Panie Q coś podejrzewam, że Tetryk zapalił lampkę, zadał pytanie i …
    poszedł spać.

    Zostałam ja, Lord (w krzakach? czy wyjrzy?)i może jeszcze ktoś?
    Ale ze mnie kiepski rozmówca dziś…

    • Quackie pisze:

      A mnie dzisiaj dla odmiany oczy dały spokój, za to kark się odzywa – karcąco! Więc też pewnie nie posiedzę. Ale jeszcze chwilę tak.

      W ogóle cały dzień był taki, od porannej wyprawy do Rossmanna, że jak tylko siadałem, żeby popracować, od razu zjawiał się ktoś z czymś niecierpiącym zwłoki.

      Więc może ten kark to z napięcia i irytacji?

      • Makówka pisze:

        Napięcia, irytacji i stresu.

        Mnie dziś boli głowa, ale raczej to stres przed jutrzejszym dniem albo …coś mnie bierze. Albo? Jedno i drugie.
        Narzekałam, że jest mi źle to jutro się okaże, że może być jeszcze gorzej!

        Udało mi się bodaj zrobić jedną pożyteczną rzecz -opisać wątek Herberta, AK, KKW i wyjazdu ze Lwowa.

  4. Makówka pisze:

    Dobranoc!

    Spanko

  5. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Sama nie wiem co napisać… tym bardziej, że przecież polityki nie ruszamy (a przynajmniej staramy się tego nie robić) Worry
    Ogólnie rzecz biorąc, mój optymizm trochę podupada Weary
    Zaczynam wszystko czarno widzieć, a nie jest to miłe… więc może lepiej zamilknę… Zamilkne
    Mam tylko nadzieję, że jutro zaświeci słońce i dzisiejsze zmory przegoni… i tego się będę trzymać Pleasure

    • Quackie pisze:

      Niestety, mnie to też dotyka (czarnowidztwo). Ale cóż, może też w jakimś sensie stoicyzm? Że na te czarne wizje niewiele da się poradzić?

  6. miral59 pisze:

    Znalazłam na internecie… może choć jedna osoba się uśmiechnie… I-Wish
    „Bądźcie ostrożni, bo ludzie wariują z powodu zamknięcia w domach!
    Właśnie rozmawiałam o tym z kuchenką mikrofalową i tosterem podczas wieczornej kawy i wszyscy zgodziliśmy się, że sprawy idą w złym kierunku. Nic nie mówiłam pralce, ponieważ wszystko przekręci, a już na pewno nie lodówce, bo jest zimna i zachowuje dystans. W końcu żelazko mnie uspokoiło, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, żadna sytuacja nie jest taka zła i wszystko da się wyprostować.”
    Delighted

  7. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dzięki Ukratkowi na nowym pięterku Roses-are-red
    A dziś jest Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci, oraz Światowy Dzień Autyzmu. Przynajmniej tak mówią… Wink1

  8. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ukratek tak ma, Ukratek chadza spać! Wink

    • Bożena pisze:

      A czy Ukratek napije się kawy? Koffie

      • Tetryk56 pisze:

        Z przyjemnością! Delicious

        • Max pisze:

          Jesteś Miralko bardzo samodzielna i nie wypada podpowiadać Tobie , jak należy postąpić wobec nieposłusznych sprzętów gospodarstwa domowego . Przytoczę jednak przykład z mojego bogatego w wydarzenia życiorysu , bo wart tego . Wróciłem kiedyś , póznym wieczorem , po „męczącej” pracy i zostałem od razu przez małżonkę zapędzony do naprawy zepsutej lodówki . Nie było czasu na jakieś tam analizy przyczyn niesprawności , bo z lodówki kapało . Więc w desperacji i złości złapałem młotek i przywaliłem po męsku parę razy w kompresor . Pomogło ! Zaskoczył , lodówka się uruchomiła i bezawaryjnie chłodziła i po latach jako sprawna , została wymieniona na nową . Ktoś by powiedział : złota rączka , a był to akt wściekłości użytkownika sprzętu gospodarstwa domowego . A młotek ? Uniwersalne narzędzie do naprawy wszystkiego co się psuje … Thinking

          • Makówka pisze:

            Chyba tym młotkiem przywaliłabym…

            (może zacznę od siebie?)

            • Max pisze:

              Od wieków wiadomo , że osoba ludzka , za wszystkie popełnione winy ,zawsze nadstawia tylko jedną część ciała . Nigdy jednak głowę . A w tą , wystawioną na egzekucję części ciała , to można klapsem , paskiem , kopniakiem i młotkiem chyba też . Głowa jest do głaskania , całowania i innych pieszczot-do bicia nigdy !!! Thinking

          • miral59 pisze:

            Prawdę mówiąc, Maksiu, to u mnie nie ma nieposłusznych sprzętów nie tylko gospodarstwa domowego Wink
            A mój małżonek jest podobnego zdania jak Ty… młotek jest najlepszym narzędziem naprawczym Overjoy Do wszystkiego.
            Jak jeszcze byłam piękna i młoda, miałam maszynę dziewiarską. Przydatna rzecz, szczególnie jak się ma małe dzieci, a w sklepach pustki. Kiedyś zacięła mi się. A ja zamiast pomalutku dojść co się stało i oczko po oczku „wyprostować”, najpierw walnęłam z pięści, a potem „potraktowałam” z nogi… wyłamałam kilka „ząbków”, wygięłam kilka następnych. Gdy zanieśliśmy maszynę do naprawy przyjmujący ją był zdziwiony i pytał, czy używaliśmy do niej siekiery. Patrzył na mnie ze zgrozą pomieszaną z podziwem, gdy się przyznałam, że to ja… bez żadnych narzędzi tak załatwiłam Overjoy

  9. Quackie pisze:

    Dzień dobry wszystkim! Pogoda taka sobie.

    Wczoraj wziąłem taką ziołową tableteczkę na lepsze spanie i efekt jest taki, że dzisiaj o tej porze muszę się dopiero obudzić.

  10. Makówka pisze:

    Witajcie!

  11. Makówka pisze:

    Lekcja cierpliwości i pokory -dziś od rana.

    Postaram się suche fakty, bez emocji.

    23 marca -kontrolny MR. Na 9 kwietnia wyznaczona kontrola. Pytam więc telefonicznie -czy wynik już jest opisany?
    Jest.
    Czy jest możliwa konsultacja telefoniczna?
    Tak.
    Mogę dziś?
    Nie .9 kwietnia.
    Mogę się dowiedzieć bodaj ostatnie zdanie -czy guz urósł?
    Nie. To tylko lekarz.
    A może być dziś ta konsultacja telefoniczna (prowadząca mnie pani doktor w Przychodni przyszpitalnej przyjmuje tylko w czwartki).
    Nie- 9 kwietnia.

    Bodaj tyle, że panie są miłe i „wykazują zrozumienie”.

      • Makówka pisze:

        Bożenko jednak się z Tobą nie zgodzę. To nie jest brak empatii pracowników.

        Nie mam pretensji do żadnej z osób pracujących w Instytucie Onkologii. Od lekarzy, pielęgniarki po panie w rejestracji czy szatni. Jeszcze w czasach przed epidemią nie spotkałam się tam z opryskliwym zachowaniem. Obcowanie na co dzień z pacjentami onkologicznymi nie jest łatwe. W obecnej sytuacji -szczególnie trudne.

        Był taki moment kiedy lekarze byli w stosunku do mnie hm…zniecierpliwieni. Ale było to wtedy gdy informowali mnie, że nie wiedzą co można zrobić i czy cokolwiek się da. Trochę to rozumiem -jeśli mają ludzkie uczucia muszą się otoczyć trochę takim pancerzem, bo nie byliby w stanie pracować dalej.

        Natomiast tam, gdzie była moja mama zachowanie personelu bywało różne.
        Lekarzy również. Jednak lekarz wydający mi akt zgonu poprosił mnie w ustronne miejsce i była to nie tylko sucha rozmowa, wykazał się empatią.

        Pamiętajmy jednak również o tym, że lekarze, pielęgniarki i inne osoby z białego personelu są to ludzie, nie roboty, ludzie, którzy też mają swoje problemy zdrowotne, rodzinne itd. I jak w każdym zawodzie są tacy i tacy.

        Zazwyczaj najwięcej złego robią administracyjne decyzje.

        • Bożena pisze:

          To prawda, ludzie są różni, tacy i tacy- jak napisałaś. Ale do takiej pracy nie powinny angażować się osoby oschłe, bez empatii. Ta pani mogłaby chociaż przeprosić, że nie może udzielić Ci więcej informacji. Ja bym na jej miejscu tak zrobiła.

          • Makówka pisze:

            Powiedziała, że jej nie wolno. Ale zadała sobie trud, żeby sprawdzić, czy wynik już jest opisany i widoczny w systemie.
            I podała nr telefonu bezpośrednio do gabinetu.
            Rejestratorka nie jest osobą upoważnioną do interpretacji wyniku -rozumiem to.
            Natomiast uważam, że w obecnej sytuacji powinna być możliwość wysłania go na maila.

          • Quackie pisze:

            Czasami empatia się wyczerpuje, zwłaszcza po latach pracy. Taki mechanizm obronny, żeby nie zwariować ani się nie załamać.

        • miral59 pisze:

          Zgadzam się z Tobą, Makóweczko. Lekarze i pielęgniarki pracujący na oddziałach „trudnych”, muszą wyrobić w sobie pewien dystans do pacjentów, inaczej nie mogliby tam pracować.
          Dla nas, przeciętnych obywateli wydaje się to przykre, ale… czy można sobie wyobrazić oddział, gdzie niemal codziennie ktoś umiera i personel każdorazowo przeżywa taką śmierć? To byłby horror, nie praca.
          I to co my często bierzemy za brak empatii jest po prostu odruchem obronnym. Co oczywiście nie zwalnia personelu z uprzejmości do wszystkich… tak pacjentów, jak i ich rodzin.

          • Makówka pisze:

            W takich sytuacjach przypomina mi się co opowiadała moja mama (pracowała w Instytucie Pediatrii).

            Zapytała kiedyś kolegę neurochirurga czemu tak sucho rozmawia z rodzicami dzieci z guzem mózgu.
            Odpowiedział „Moją rolą jest uzyskać zgodę rodziców na operację. I potem operować najlepiej jak potrafię. Aby mi ręka nie zadrżała widzę tylko guza oddzielając go myślowo od małego dzieciaka i jego przerażonych rodziców”.

            • miral59 pisze:

              Moja mama pracowała w szpitalu jako dietetyczka. W szpitalu tym był oddział onkologii dziecięcej. Chodziła tam codziennie z racji obowiązków. Dla dzieci trzeba było ustalać indywidualne diety. Rozmawiała z nimi, a potem, już w domu, zalewała się łzami. Nie mogła się przystosować…
              Opowiadała nam różne historie dzieci, skazanych na śmierć…
              Nie będę ich przytaczała, bo optymistyczne nie są, a w dzisiejszych czasach właśnie optymizmu nam potrzeba Pleasure

              • Makówka pisze:

                W Instytucie Pediatrii był cały budynek tzw. Okrąglak, gdzie były dzieci z białaczką z całej Polski.

                Od dziecka miałam okazję stykać się z tymi dzieciakami. Ich obraz mam w oczach do dziś.

                Żeby było choć trochę optymistycznie -medycyna i diagnostyka poszła naprzód od moich czasów szkolnych.

                Wierzę w to, że jakoś kiedyś z koronowirusem też nauczy się sobie radzić.

                Jednak straty w ludziach, w gospodarce będą ogromne.

  12. miral59 pisze:

    Dochodzi siódma, więc czas karmić moje pierzaste, a potem siebie Delicious
    No i brać się za coś, bo przecież nie spędzę przed kompem całego dnia! Chyba bym odcisków na zadku dostała Wink
    Miłego dnia Wam życzę Delighted
    Pomimo wszelkich przeciwności i problemów…

    • Max pisze:

      Nie rozpędzaj się z tą robotą , bo wpadniesz w nałóg charakterystyczny dla Braci Starszych w wierze . Pyta Dyrektor : Powiedzcie mi proszę , jak to się dzieje , że z pana rachunków wynika , że pracuje pan 26 godzin na dobę ? Panie dyrektorze , bo ja po prostu wstaję dwie godziny wcześniej … Thinking

      • miral59 pisze:

        Ja się nie rozpędzam, Maksiu! Ja się hamuję Overjoy
        Wstałam o 4, kiedy jeszcze było ciemno i coś do pioruna muszę robić!!! Do Braci mi jeszcze brakuje, chociaż… też wstaję wcześnie… Wink

      • Quackie pisze:

        Oooo, to tak jak w tej firmie, co do niej przyszedł kandydat na nowego pracownika, 25-latek legitymujący się 30 latami stażu. I na pytanie zdziwionego kadrowca, jak to możliwe, odpowiedział właśnie „Wstawałem wcześniej!”.

  13. Tetryk56 pisze:

    A ja mam czas odwyku: zostawiłem w pracy telefon… Worry

  14. Makówka pisze:

    Ileś tam wykonanych telefonów od samego rana. Jak pisałam udało mi się uzyskać nr telefonu do gabinetu pani doktor.
    Najpierw przez dużą część dnia nikt nie odbiera. W końcu ktoś się odezwał „pani doktor nie ma, jest w Przychodni „.Potem ten znany mi tekst „9 kwietnia poinformujemy panią czy ma pani przyjść czy wystarczy konsultacja telefoniczna”.
    Nawijam uparcie dalej -w końcu pani zapisuje moje nazwisko i informuje, że pani doktor do mnie oddzwoni.
    I wiecie co? ODDZWONIŁA!
    Przywitałam ją radosnym okrzykiem „Ach to pani ! Jak ja się cieszę! Dziękuję!”
    Już mnie chciała zbyć „Ale pani jest na 9 kwietnia, ja nawet nie wiem, czy pani wynik już jest opisany”.
    „Ale ja wiem, jest opisany!”. Teraz pani doktor już wie, że ma do czynienia z wyjątkowo upartym upierdliwcem , więc wchodzi w system i czyta wniosek końcowy: „STABILIZACJA GUZA”.
    „Jak sytuacja epidemiologiczna się uspokoi proszę dzwonić i wtedy uzgodnimy termin wizyty lekarskiej. Natomiast 9 kwietnia proszę nie przyjeżdżać.”

    Ok, rozpisałam się , przepraszam już nie będę nadużywać Wyspy jako Kotwicy.

    • Tetryk56 pisze:

      Nareszcie jakaś dobra wieść!

    • miral59 pisze:

      No to radosna wiadomość!!! W tym natłoku tragicznych wieści, to jak iskierka w mroku Happy
      Nie mówiłam Ci, żeby się nie poddawać i walczyć?!!!
      Pomału niemal wszystkie Twoje problemy się rozpłyną, jak mgła poranna i tylko tego Ci życzę Buziak

      • Bożena pisze:

        Hurrraaa! Dobra wiadomość Maczku, nareszcie klej jest zbędny!? Overjoy

        • Makówka pisze:

          Bożenko! Po rozmowie z synem, który jest teraz w Wlk. Brytanii dalej wesolutko nie jest, ale faktycznie najwyższy czas wygrzebać się z doła.

          Wszystkim, którzy mi dostarczali kleju -dziękuję.

          Serducho

  15. Quackie pisze:

    Fajrant i przerwa.

  16. Tetryk56 pisze:

    Makówka cytowała wczoraj fragment wypowiedzi Olgi Tokarczuk. Tu jest cały ten tekst, wart przeczytania!
    albo tutaj dla nielubiących fejsa…

  17. Makówka pisze:

    Jak tylko skończyłam „telefoniczną walkę” natychmiast wybiegłam z domu.
    Pretekstem były zakupy, ale bynajmniej nie poszłam do najbliższego sklepu, lecz spacerkiem trochę dalej.
    Niebo wszak było takie.

    Paaa wracam do grzebania się w „wątkach lwowskich”.

    Natrafiłam na takie zdanie w starym albumie ze zdjęciami „ostatnia niedziela we Lwowie sierpień 1945”.

    Jakoś ludzie (wiem, że nie wszyscy) przetrwali wojnę i żyli dalej.

    Czyli przetrwamy wirusa (nie wszyscy) i życie będzie toczyć się dalej, choć może trochę inaczej?

    Nadchodzą nowe czasy jak napisała Olga.

    • Quackie pisze:

      A to jest prawie dosłowny cytat z wiersza (piosenki) Boba Dylana w przekładzie Filipa Łobodzińskiego. „Czasy nadchodzą nowe”. Śpiewa Muniek Staszczyk. Edit: Razem z Filipem.

      (Nie, to jeszcze nie dobranocka).

      • Makówka pisze:

        To nie Dobranocka, tylko realizacja planu, aby na Wyspie było więcej muzyki zgodnie z sugestią Lorda?

        • Quackie pisze:

          No nie, akurat ten kawałek mi chodził po głowie, od kiedy przeczytałem ten artykuł Olgi Tokarczuk. Myślę, że była świadoma, do czego nawiązuje tą puentą.

      • Tetryk56 pisze:

        Nie, oczywiście, że nie – to po prostu nowe czasy… Wink

      • Bożena pisze:

        Czasy nadchodzą nowe, ale jakie? Mam nadzieję, że lepsze niż obecne…

        • Quackie pisze:

          Kto wie? Trzeba zmienić system, bo widać, że jak nie wyhamuje, jak nie zmieni metod, to za chwilę przywali w ścianę tak, że nikt nie wstanie.

          • Bożena pisze:

            Lepiej o tym nie myśleć, tym bardziej, że nie mamy na to wpływu.
            Wolę iść spać, może przyśni się coś pozytywnego. Dobranoc. Spanko

            • Quackie pisze:

              Spokojnej!

            • Makówka pisze:

              Dobranoc Bożenko!

              Panie Q -może i trzeba, ale mnie nie zostało wiele życia, więc wolałabym dożyć spokojnie, bez gwałtownych zmian.
              Jednak jak Bożenka słusznie zauważyła nie mam na to żadnego wpływu w jakim kierunku pójdzie świat.

              Do tej pory wydawało mi się, że mogę mieć jakichś minimalny wpływ na to co dzieje się w Polsce, a teraz nawet te działania są niemożliwe.
              Ta bezczynna bezsilność …

  18. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj raczej kojąco-uspokajająca. Krótki fragment ścieżki dźwiękowej z filmu „Wielki błękit”, kompozycja: Eric Serra.

    Snów oceanicznie błękitnych.

  19. Tetryk56 pisze:

    Czas upływa, spanie wzywa… Może i mnie przyśni się coś optymistycznego – czego sobie i wam życzę!

  20. Lena Sadowska pisze:

    Miłej nocki życzę, korzystając z chwilowej łaskawości internetu.

    Pozdrawiam:)

  21. Makówka pisze:

    Ktoś jeszcze jest na Wyspie?

    Czy już mam grzecznie powiedzieć DOBRANOC! ?

    Spanko

  22. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Widzę, że nocna zmiana nie dopisała, Makówka po północy została sama…

  23. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zaczynamy dzienną zmianę? Oby na lepsze… Wink

  24. Bożena pisze:

    Jak zacząć dzień, to koniecznie z kawą Koffie

    • Makówka pisze:

      Witajcie!

      Jak zacząć dzień to koniecznie z herbatą!

      • Bożena pisze:

        Też prawda. Gienia ma wszystko.

        Witaj Maczku In Love

        • Makówka pisze:

          Witaj Bożenko!

          Dziękuję za herbatę.

          Takie pytanie mi przyszło do głowy -skoro zanikło normalne życie w realu to czemu również zanikło wirtualne na Wyspie?

          Wiem, wiem niektórzy pracują, ale po pracy mają chyba mniej aktywności?

          No dobra, nie zanikło całkiem, ale tak jakoś…

          Jak sobie radzicie w obecnej sytuacji?

          • Bożena pisze:

            Też się zastanawiałam nad tym pytaniem. Może winne temu jest ogólne przygnębienie obecnym stanem?

            • Makówka pisze:

              Nie może, ale na pewno. Dlatego próbuję jakoś coś z tym zrobić, no ale testuję czy tylko ja mam taką potrzebę odskoczni?
              Przecież nie będę „odskakiwać” sama ze sobą?
              Jakieś tam pomysł mi teraz zakiełkował. Zainspirował mnie wpis kolegi na fb.

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jestem dopiero teraz. Załatwiałem zakupy w 3 czy 4 miejscach (na szczęście wszystko względnie niedaleko), a po powrocie jeszcze parę innych spraw, na telefon między innymi.

    Paradoksalnie, jak dzisiaj mam dzień przerwy w pracy, to mam mniej czasu, bo mam tę przerwę w pracy oficjalnie, a w związku z tym robię w domu na bieżąco to, co zwykle robię przed pracą albo po pracy.

    A co do mniejszej frekwencji na Wyspie to nie wiem, jak u Was, ale u mnie epidemia skomplikowała życie – mniej wychodzenia (czy też symbolicznie, co drugi, co trzeci dzień na zakupy), ale przez to więcej roboty przy telefonie i komputerze – to, co przedtem załatwiało się osobiście, teraz zdalnie, a więc: na infolinię trzeba zadzwonić, odczekać swoje w kolejce. Dokumenty wydrukować, podpisać, zeskanować, wysłać z powrotem. I tak dalej. Niby to wszystko łatwiej, bo w domu, ale czas leci (poza Wyspą).

    • Makówka pisze:

      Innymi słowy, radzisz sobie całkiem dobrze panie Q.
      Lizanie poręczy w autobusach Ci nie grozi.

      Brawo!

      O sobie pisać nie będę, bo dla każdego, kto wie jak ja codziennie gdzieś biegałam (do tej pory) odpowiedź jest oczywista.

      • Quackie pisze:

        No nie wiem, diabeł kryje się w szczegółach Devil

        Wszystkie te sytuacje są okazją do nieporozumień: przy komputerze, w kuchni i jeszcze paru miejscach, przede wszystkim z małżonką. Napięcie w sumie narasta i im rzadziej wchodzimy w jakąkolwiek interakcję, tym lepiej. Więc nie wiem, czy faktycznie sobie radzę.

        To znaczy większość tych spraw jest załatwiana, ale jakim kosztem?

        • Makówka pisze:

          No właśnie panie Q ta sytuacja wyostrza to co jest-albo integruje, albo…
          Ja z mężem raczej staram się unikać przebywania w jednym pomieszczeniu, bo dwie poirytowane osoby raczej nie wchodzą w miłe interakcje jak to ładnie nazwałeś.
          Trochę sobie radzę uciekając do …Lwowa.

          • Quackie pisze:

            Mnie niewiele opcji pozostaje, bo „uciekanie” dokądkolwiek też jest powodem pretensji.

            • Makówka pisze:

              Pozostaje Wyspa…jako Kotwica?

              Zaczynam doceniać fakt, że w moim pokoju mogę sobie uciekać gdzie chcę i jak chcę.

              Tylko kiepsko znoszę jako jedyne swoje własne towarzystwo.

              • Bożena pisze:

                Na swoje własne towarzystwo jestem skazana od dłuższego czasu, więc się przyzwyczaiłam. Syn wpada do mnie codziennie na parę minut i pomaga w czym potrzeba. Ale potrafię sobie organizować dzień, więc nie narzekam.

                • Quackie pisze:

                  A ja we własnym towarzystwie czuję się całkiem nieźle. Oczywiście przemiło jest spotkać się z Wyspiarzami, na Wyspie i w realu, ale dlatego, że jesteście ludźmi, którzy na ogół nie krzyczą na innych i nie mają im za złe.

                • Makówka pisze:

                  To macie dobrze, bo lubicie siebie.
                  Ja mam z tym problem. Lubię ludzi, ale do siebie mam mnóstwo pretensji co zrobiłam źle. I aktualnie brak pomysłów na teraz i potem.

  26. Zocha pisze:

    Dzień dobry, więcej wolnego czasu spędzanego w domu jest pozorne. I tak np. 4,5 godz. zajęło mi zawieszenie działalności firmy drogą internetową. W urzędzie zajmuje to jakieś 10 minut – itd. itp. Rozumiem więc Quackiego borykającego się z życiem online Tired
    A dalej… to czas podarowany na zajęcia wciąż odkładane i oddaję się im z przyjemnością.

    • Quackie pisze:

      No więc właśnie. Uproszczenie jest o tyle, że się nie wychodzi z domu, a poza tym – jest to pogmatwanie.

      • Makówka pisze:

        Choć wszystko zależy od odległości tzn. ile czasu zajęłoby dotarcie do danego miejsca.

        Mnie wczoraj parę godzin zajęło wysłuchiwanie „jesteś 12 w kolejce, czas oczekiwania…”i takie odbijanie się od jednego numeru do drugiego.

        W sumie jednak dojazd do Gliwic + parę godzin w kolejce + powrót do Krakowa -zajęłoby zdecydowanie więcej czasu. Jednak nie o czas tu tylko chodzi, ale o to, że jednak konsultacja telefoniczna to nie to samo co badanie lekarskie.

        Są tacy co mówią, że ta epidemia nauczy ludzkość załatwiania wielu spraw online.
        Jak to jednak wpłynie na bezrobocie oraz więzi międzyludzkie? Czy staniemy się społeczeństwami zamkniętymi w swoich domach przed komputerami? Zamiast kontaktów towarzyskich -skype? Zamiast wycieczki w góry -film przyrodniczy?

        • Quackie pisze:

          Myślę, że wiele zależy od temperamentu i potrzeb. Po epidemii kto woli przyrodę w bezpiecznej odległości, wybierze film przyrodniczy, ale i wybierał go przedtem, tak samo jak odwrotna sytuacja.

          • Zocha pisze:

            W samej rzeczy! Chociaż tv i internet przetrwają, natomiast kultura i turystyka (i trudno skupiać się na własnym nosie, gdy dowiaduję się od znajomych o stopniu załamania rynku), na ile uchronią się przed plajtą – długo będą składały połamane skrzydła. Wsparcie tarczą brzmi pięknie, ale jest jedynie atrapą.

  27. Tetryk56 pisze:

    Dziś wypróbujemy spotkanie chórku online… ciekawe, co nam wyjdzie!

  28. Bożena pisze:

    Czas na mnie. Dobranoc kordelka

  29. Quackie pisze:

    Rzeczywistość poluzowała jakby. Po przerwie. Za chwilę wracam, mam nadzieję z dobranocką.

  30. Quackie pisze:

    Mistrzu Tetryku, niniejszym raportuję, że szańce stoją, powtarzam, szańce stoją od tej strony, co trzeba!

  31. Quackie pisze:

    Dobranocka późnopiątkowa.

    Na fali powracających francuskich piosenek – dzisiaj „Jak powiedzieć do widzenia”. To naprawdę ważne. Czasem zostaje promyk nadziei, który jest jedynym światełkiem we mgle (bo nawet nie w ciemności).

    Snów promiennych!

  32. Makówka pisze:

    Wróciłam. Wczoraj byłam w kinie na filmie pt. „Sala samobójców”.
    Wczorajszy film nie nastroił mnie optymistycznie, więc dziś potrzebowałam się trochę pośmiać.
    Poszłam więc do teatru na sztukę pt. „Ludzie i anioły”.

    W obu przypadkach miałam blisko do domu. Jednak stęskniłam się już za tym wracaniem z dwoma przesiadkami i marznięciem na przystankach autobusowych.

    • Quackie pisze:

      A ja obejrzałem „Pewnego razu w Hollywood”. Długie (2,5 h), o Hollywood, dla Hollywood, nakręcone przez Hollywood, ale ma swoje smaczki. Nie tylko w postaci Polańskiego.

  33. Makówka pisze:

    Godzina 01:04
    Tetryk tak się rozśpiewał, że jeszcze nie śpi ?
    Czy też tak się zmęczył śpiewaniem, że zapomniał o lampce i dawno już chrapie?

  34. Quackie pisze:

    Umykam.

    • Makówka pisze:

      Ja też!

      lulu

      (bez lampki? bez lampki! auuuu)

      • miral59 pisze:

        Żeby za smutno nie było… kolorowych snów wszystkim…

        • Makówka pisze:

          Dzięki Miralko za lampkę, bo ja bez lampki źle śpię.

          THANK-YOU

        • Tetryk56 pisze:

          Dzięki, Miralko, za lampkę! Chyba padłem wczoraj…
          Zaznaczam przecież, że magiczną mocą napełnia lampkę tylko Wiedźminka; gdy jej nie ma zapalić ją może każdy z nas, z tym samym skutkiem, tj. ożywiając płomyk jej mocy!

          • miral59 pisze:

            Nie ma za co, Ukratku Delighted
            Makóweczka była taka smutna, że postanowiłam dać jej trochę radości… i tak ma sporo problemów, to niech się ucieszy Happy
            Lampki jeszcze nigdy nie zapałałam i nie bardzo wiedziałam jak to zrobić. Ale jakoś wykoncepiłam Happy-Grin
            W sumie, to chyba jako ostatnia zaglądam na Wyspę, bo według polskiego czasu chadzam spać nad ranem Wink

  35. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Mając wolne, mam napady Wink Ostatnio wymyśliłam, że trzeba odsunąć meble i za nimi też posprzątać Overjoy Lodówki nie dałam rady ruszyć z miejsca… zrobił to małżonek (po pracy). Sporo kurzu za nią było… wsuwając na miejsce coś tam przerwał i woda z maszynki do lodu zaczęła nam kapać do piwnicy. Dobrze, że w tej gospodarczej części, bo tam jest betonowa podłoga, jedynie pomalowana szarą farbą, nic jej nie będzie Delighted
    No i dziś po pracy wziął się za naprawę… stuka, puka, wierci nowe dziury. Stwierdził, że to co było zrobione, to partacka robota i on zrobi to od początku i porządnie Happy-Grin
    Ciekawe tylko ile to czasu będzie trwało Wink

  36. miral59 pisze:

    Z niecierpliwością czekam na pięterko Mistrza Q. Pleasure
    Ptaki, to wiadomo czyj konik Wink

  37. miral59 pisze:

    No i małżonek zrobił ten dopływ do zamrażarki Happy-Grin
    A już się nastawiłam, że nie będzie robiło lodu sporo czasu… ostatecznie bez lodu wiosną można żyć Wink
    Wyraziłam szczery podziw dla zdolności małżonka Pleasure
    Coś mi tam tłumaczył, ale nie znam się na tym więc powtórzyć nie potrafię Overjoy Wysłuchałam cierpliwie. Grunt, że działa!!! Delighted

  38. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to zrobiło się niesamowicie ciepło. Dziś było (w dzień) coś około 20C. Toż to dopiero początek kwietnia!!!
    Pewnie znowu przyjdą przymrozki… może za tydzień?

  39. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Słoneczko nieśmiało wstaje…

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dopiero wstałem. Zaraz pomyślę nad obiecanym pięterkiem.

  41. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Przyznaję rację Quackowi: czasem warto jest trochę pospać! Wink1 Delighted

    • Quackie pisze:

      Prawda? Że sparafrazuję piosenkę z kabaretu Olgi Lipińskiej (tekst Jiri Suchy w przekł. Andrzeja Jareckiego)

      „Kto dobrze pośpi, ten potem śmielej
      Za bary z życiem będzie mógł się brać!”

      • Bożena pisze:

        Ale czy nie szkoda dnia?

        • Quackie pisze:

          Dopóki jest prąd, można to sobie przesuwać dowolnie, co praktykuje często Najjunior (nie bez szkód dla organizmu, ale trudno mu się to tłumaczy).

          • Makówka pisze:

            Ja też to praktykuję.Usiluje mojemu organizmowi wytłumaczyć, że lepiej byłoby inaczej,ale on uparcie nie potrafi wcześniej zasnąć.

            • Quackie pisze:

              Podejrzewam, że nadmierne myślenie nie służy zasypianiu, a wyłączyć się go (myślenia) też nie da.

              • Makówka pisze:

                Szczególnie gdy jest to natłok czarnych myśli.
                Zanim będą ptaszki wirtualne słucham śpiewu tych prawdziwych.One nie przejmują się wirusem.

                • Quackie pisze:

                  Jeszcze chwila, mam już wszystko, tylko rzeczywistość odciąga.

                • Makówka pisze:

                  Spoko , spoko,czekamy.Pozdrawiam z chatki. Musieliśmy pojechać,bo był czyszczony zbiornik na wodę.No i bodaj możliwość wyrwania się z domu.

  42. Quackie pisze:

    Zapraszam na nowe pięterko, w przeważającej części ptasie.

Skomentuj Bożena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)