W niedzielę, 16 lutego, od rana była piękna pogoda. Zrobiło się ciepło, słońce świeciło całym niebem i wstyd by było siedzieć w domu. Pierwszy dylemat – dokąd się wybrać? Postanowiłam odwiedzić Fort Sheridan. Południową część parku, bo w północnej byliśmy ostatnio kilka razy. To raptem ok. 43 km, czyli wcale nie tak daleko…
Poszliśmy najpierw do kanionu. Zejście do niego jest przy samym parkingu. Wszędzie leżał śnieg. Dobrze, że schody są z metalowej kratki, więc zaśnieżone nie były…
Na schodach spotkaliśmy pana z psem. Pies powinien być na smyczy, a nie był. Już z daleka właściciel tłumaczył, że pies jest niezwykle łagodny i nic nam nie zrobi…
Facet dogonił nas i zaczęliśmy rozmowę. Popatrzył na nasze aparaty i pochwalił się, że też robi zdjęcia, ale komórką i taka pogoda jest dla niego super. Nam też… Przy okazji powiedział, że jeśli pójdziemy za siatką od strony jeziora, widoki będą cudne. Gdy doszliśmy do tej siatki, zrezygnowaliśmy z wędrówki. Pracownicy parku postawili ją, gdyż brzeg był bardzo oblodzony, łatwo można się pośliznąć i wpaść do wody. Gdybyśmy mieli swoje „raki” na buty, moglibyśmy się przejść, ale tak? Ryzyko zbyt wielkie…
Wróciliśmy na parking. W zasadzie nie udało nam się zobaczyć żadnego ptaka (poza sikorą na wstępie). Co prawda słyszeliśmy dzięcioła czerwonobrzuchego, a także dzięcioła włochatego (czy kosmatego), z daleka dochodziły godowe trele kardynała, ale żadnego z tych ptaków nie widzieliśmy.
Małżonek doszedł do wniosku, że powinniśmy się jeszcze wybrać do Long Grove. Mówiłam o tym miasteczku dość często. Ma ono historyczne Downtown. Pamiętałam, że gdy pracowałam w serwisie, czasami przejeżdżaliśmy przez zabytkowy mostek. Był on na tyle wąski, że dwa samochody nie mogły się na nim minąć. Ruch kołowy odbywał się w ten sposób, że raz z jednej, raz z drugiej strony przejeżdżały po nim samochody. Ale to było 20 lat temu… byłam ciekawa jak to wygląda teraz. Pojechaliśmy… ostatecznie to tylko 20 km…
Miasteczko mnie rozczarowało. Z zabytkowego mostku niewiele zostało. Znikła drewniana nadbudowa, a pojawiły się „ograniczniki” wysokości samochodu. Te zabytkowe domy wcale takie zabytkowe nie są… bo co to za zabytek, który ma 34 lata?!!! Co prawda są i starsze, ale jak na mój gust mimo wszystko za „młode”…
Przy parkingu była mapka z podziałem na rejony. Mąż śmiał się, że widać z niej same widelce… to oznaczenie restauracji. Gdy ruszyliśmy w obchód, przekonaliśmy się, że przynajmniej połowa to puste budynki. W zasadzie miejsca na restauracje. Może w okresie letnim są otwarte, ale teraz zieją pustką…
Połaziliśmy trochę, pooglądali wystawy nielicznych sklepów i wrócili. Takie domy, a nawet starsze mam na codzień w Elgin i nie tylko. Ale spędziłam ochotę i więcej się tam nie wybierzemy. Może dlatego, że w Polsce zabytki są na prawdę stare, mają po kilka wieków, takie amerykańskie „zabytkowe domy” nie robią na nas wrażenia…





Zapraszam na małą wycieczkę

Nie jest tak ciekawa jak ptaki Mistrza Q, ale pooglądać można
Ukratku, nie musisz czekać za długo, żeby dać swoje pięterko

Moje miało być tylko „poczekajką”, aż ktoś zbuduje porządne
Poczekajka, ale ciekawa i nie muszą być zawsze ptaki. Architektura też jest ciekawa. Masz rację, że amerykańskie „zabytki” nie równają się z europejskimi, ale jako ciekawostkę można obejrzeć
Tylko dlatego je pokazałam. Jako ciekawostkę. Gdzie im do krakowskiego Wawelu, czy Zamku Królewskiego w Warszawie, że o licznych skansenach nie wspomnę

Tam są prawdziwe zabytki i jest ich w Polsce wiele… tak wiele, że nawet trudno wymienić
Lista byłaby bardzo długa…
Te poczekajki tak zawyżają poziom,że już brakuje odwagi na zbudowanie czegokolwiek.
Nie przesadzaj, Makóweczko. Przecież moje pięterko to nic specjalnego…


Na pewno wiele pięterek budowanych przez Ciebie miało wyższy poziom
A poza tym, to na Wyspie nie ma licytacji kto lepiej napisał i czyje zdjęcia są lepsze… każdy pisze jak umie i każdy cyka zdjęcia czym ma… najważniejsze, żeby coś na nich było widać
Miła jesteś.
Po prostu szczera
I nie zawistna
Faktycznie, mało pierzaste pięterko… Ale odbyliście fajną wycieczkę, i to się liczy.
Swoją drogą, czytałem ostatnio o skolonizowaniu australijskiego miasteczka przez ogromne stado nietoperzy. Czy takich lotników twoje hobby też obejmuje?
Mnie interesuje wszystko związane z Matką Naturą, w szczególności ptaki. Nietoperze, chociaż nie ptaki, ale też latają…

Fakt, że gatunków nie rozróżniam i dzielę na małe i większe…
Ale zawsze chętnie je obejrzę
Uśmiałam się setnie, patrząc przez okno na wiewiórkę, która starała się zabrać spory kawał „orzechowego wałka”
Obracała ten wałek na wszystkie strony
Całe szczęście wałek jest na porządnym pręcie metalowym i nie da się go zdjąć tak łatwo
Przede wszystkim korzystają z niego wiewiórki, ale jak przyleci wielkie stado szpaków, to po kilka siada na tym wałku, przeganiając wiewióry 
Kurde! Tyle czasu jestem na Wyspie, a nie umiem zmniejszać zdjęć, biorąc je z biblioteki

Czy ktoś byłby łaskaw…
Sekretem jest dodanie wewnątrz <img …> parametru width = nnn, gdzie nnn określamy np. jako połowę zbyt dużego rozmiaru (tu 400 = 800/2).
Dodałem też linki do oryginalnych rozmiarów 😉
Miralko ja krócej na Wyspie,ale też już troszkę i tego Tetrykowego sekretu nie rozumiem.
Znaczy się, pod pewnymi względami jesteśmy do siebie podobne
Ja do biblioteki daję zdjęcie już pomniejszone.Inaczej nie umiem.Wczesniej pomniejszam zdjęcia (tfu moje pstryczki)i dopiero wtedy albo do wpisu albo do komentarza.Z tymi z netu też tak robię.
Ja wiem… pisałeś o tym wiele razy… tylko ja całkiem ciemna jestem (chociaż blondynka) i jak dla mnie to czarna magia



Dobrze, że chociaż wiem jak wejść na Wyspę…
Bo wszystko inne mi pokazałeś i dzięki temu wiem jak budować pięterka…
Piękne dzięki za zmniejszenie
Dodam jeszcze, że zdjęcia robione przez okno, nie są szczytem jakości, ale mam tylko takie. Jak wychodzę na zewnątrz, to wiewióry uciekają i nie próbują zawłaszczyć wałka
Ale są bardzo ciekawym uchwyceniem chwili
Może powinnam nakręcić filmik, bo zdjęcia nie oddają w pełni komizmu sytuacji


Wiewióra, niby zajęta ściąganiem wałka z pręta, a cały czas łypała okiem na okno i na mnie, jakby chciała sprawdzić, czy nie rzucę się na nią
Tak mam za każdym razem, gdy z wałka zostaje tylko część. Żadna nie próbuje zdjąć go, gdy jest cały. Może po prostu jest dla nich za ciężki i trudno nim obracać?
Brawa dla Miralki,ale sorki teraz na tych zakrętach chyba nie dam rady oglądać.
Zaliczyłam zapikowanie na głowę,dobrze,że miałam kask.
Boli mnie trochę kciuk i kolano,ale nic poważnego.Tak się kończy jechanie po śladzie,czyli dorownywanie facetom .
Dziękuję, Makóweczko
Żebyś nie napytała sobie biedy 

Nie musisz się śpieszyć z oglądaniem, lepiej patrz gdzie jedziesz
Nie likwiduję pięterka, więc nawet jak Ukratek pokaże swoje i tak będziesz mogła wrócić i dooglądać co będziesz chciała
Już wróciłam,ale znów kiepskie wieści u mamy,pogorszenie.
Takie to życie jest, że trzeba się cieszyć każda chwilą,bo nigdy nic nie wiadomo co przyniesie następna chwila.
Współczuję takich wieści

Jutro już wracasz (o ile mnie pamięć nie myli), więc sama wszystkiego dopilnujesz… oby znowu nastąpiła poprawa
Tak.Jutro wracam.Przepraszam,że psuję humor i tak nie na temat.
Przecież wiesz, że Wyspa jest naszą odskocznią i piszemy na niej o wszystkim. Na nasze życie składają się nie tylko te miłe chwile, ale też rozterki i problemy. Jeśli Ci to pomoże, pisz i nie przepraszaj. Na pewno znajdziesz tu wsparcie wszystkich
Tylko tyle możemy zrobić…
Dziękuję Miralko!
Zbyt długo dobrze nie może być w życiu.
Dziękuję.
Zbyt – nie. Ale długo może!
Ale zawsze , Maczku, po chmurach wychodzi słońce
Czasami trzeba na nie trochę poczekać i często brak na to cierpliwości, ale chyba warto 
Z mamą sytuacja jest zero – jedynkowa od dłuższego czasu.Mam nadzieję na słońce …jeszcze…
Jednak każdy telefon to stres zanim zobaczę kto dzwoni…
Po dobrej wiadomości podwójnie cieszę się z tego co jest.
Dzień dobry. Czyli nad jeziorem Michigan i w okolicach zima pełną gębą. Te lodowe zmarzliny wokół roślinek wspaniałe.
A z domami to fakt, dla Amerykanów jak coś ma 100 lat, to taaakie stare.
Przy domu z 1986 się zaśmiałem wewnętrznie, że może to dom z 1896, tylko jakiś dowcipniś budowlaniec przy renowacji przestawił cyferki?
A opis takiej miejscowości z pozamykanymi miejscami dla turystów, które się otwiera dopiero w lecie, to wypisz wymaluj miejscowości turystyczne na Półwyspie Helskim o tej porze roku – Chałupy, Jastarnia czy sam Hel.
Tymczasem tutaj fajrant i przerwa…
Przez tydzień na pewno się zmieniło nad Lake Michigan. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie…

Parking praktycznie pusty i tylko gdzieniegdzie przemykały się jakieś osoby…
Z tym domem, to raczej nie sądzę, żeby jakiś dowcipniś zamienił cyferki. Amerykanie są wyczuleni na „historyczne daty” i na pewno by zamienili
Z tymi zamkniętymi restauracjami, to w pewnym sensie zrozumiałe. Po co trzymać załogę i gotować, jeśli trafi się klient może raz w tygodniu… a może jeszcze rzadziej. Gdy byliśmy, to jakoś nie zauważało się tłumów
A ja gości się pozbyłam i mogę spojrzeć na Wyspę…
A teraz idę spać, dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
Uf, skomplikowany to był piątek. Ale już jestem.
Dobranocka.
Co jakiś czas powraca tutaj Postmodern Jukebox, amerykańska formacja, nagrywająca nowe przeboje w starych wersjach. Właśnie dzisiaj odkryłem podobny polski projekt – Główny Zawór Jazzu. I w ich wykonaniu dzisiaj na dobranoc piosenka Perfectu. Może trochę skoczniej niż zwykle (ale piątek!).
Snów w nowych, ciekawych wersjach.
Jest wesoło!
Dobranoc, Wyspo!
DOBRANOC!
Spokojnej wszystkim. Ja pewnie też niedługo będę zmykał.
Późne dobry wieczór:)
Mroźną tajemniczością powiało z Waszej Krainy Lodu, Miralko:)
A wiewiór istotnie – przekomiczny. I z deka bezczelny:) A myślałam, że tylko te nasze są takie zuchwałe.
Pozdrawiam i życzę miłej nocki:)
Witaj Leno



Polskie rudzielce wydają mi się o niebo ładniejsze i sympatyczniejsze. Może to tylko sentyment?
Te „szczurowate” są większe i bezczelniejsze
Najpierw Anglicy, potem Włosi pozazdrościli Ameryce wiewiórek i przenieśli je na swój teren. Anglia wielką nie jest i już od wielu lat mieszkańcy mają problem z wiewiórką szarą (bo tak się toto nazywa). Rozpanoszyły się strasznie i zepchnęły rudzielce na najgorsze tereny. Spowodowały też znaczny spadek populacji rodzimych wiewiórek. Nie tylko zepchnięcie z najlepszych terenów żywieniowych, ale też choroby przenoszone przez te wiewiórki (im nie szkodzą, a rude zabijają), zdziesiątkowały rudzielce.
Włosi mają o tyle lepiej, że Europa jest większa niż Anglia. Wiewióry rozlazły się wszędzie. Dotarły już nawet do Polski. Są traktowane jako gatunek inwazyjny, ale to wina ludzi, że tak się rozpanoszyły. Po groma było je przesiedlać? Stwarzać zagrożenie dla rodzimych gatunków? Często myślę, że głupota ludzka nie ma granic…
Dobry wieczór, Miralko:)
Ja też jestem bezkrytyczna, jeśli chodzi o urodę naszych rudzielców:)
A ta ich gracja, której nie powstydziłaby się najlepsza primabalerina:)
My mieliśmy podobny kłopot z bobrami, kormoranami i okoniami.
Ze spustoszeniami, jakie spowodował nadmierny rozrost ich populacji walczymy do dziś:(
Ale tak to jest, gdy przy obsadzaniu stanowisk liczy się wszystko prócz kompetencji…
Pozdrawiam:)
To jest właśnie to, co doprowadza mnie do apopleksji. Przenosi się zwierzaki, czy inne gatunki (ptaki, ryby, gady czy płazy), nie licząc się wcale z tym, że mogą zagrozić ekosystemowi. W przyrodzie musi być równowaga. Jeśli osadza się jakiś gatunek na danym terenie, muszą być na nim naturalni „selekcjonerzy”, gatunki zwierząt, które kontrolują przyrost naturalny. Jeśli tego zabraknie, populacja osadzonych zwierzaków rozrasta się do monstrualnych rozmiarów i staje się problemem.


Nie znoszę, kiedy ktoś uważa, że takie czy inne zwierzątko jest śliczne i trzeba je przenieść na „nasz” teren.
Inna prawda, że wielu „hodowców” dochodzi do wniosku, że trzymane przez nich zwierzę za duże wyrosło, czy zwyczajnie ma się go dość i po prostu wypuszczają na wolność. I tak właśnie pojawiły się w Polsce gatunki obce, które zaliczane są do inwazyjnych i stanowią zagrożenie gatunkom rodzimym. Najczęściej są to żółwie, ale też zdarzają się ryby (jak swojego czasu piranie w Wiśle), a także zwierzaki, jak szopy pracze, przywleczone z Ameryki. Po co? Nie mam pojęcia… i tylko szkoda tych naszych, polskich gatunków, które muszą albo znaleźć nowe tereny żywieniowe, albo wyginąć
Szare wiewiórki z Ameryki, wypierające rude europejskie, to jakby odwrócenie XVI-wiecznego wypierania Czerwonoskórych przez Europejczyków…
Niewysokie domy często obłożone sidingiem… amerykańska prowincja jest poniekąd parterowa

A zimy mogę tylko pozazdrościć, bo śniegu w tym sezonie nie zobaczyłam.
Może będzie na Wielkanoc ?
Nie tylko prowincja jest parterowa (czy „niskopienna” 😉 ). W zasadzie w Chicago tylko Downtown ma drapacze chmur. Im dalej od śródmieścia, tym zabudowa jest niższa. Najpopularniejsze są budynki jednopiętrowe. Z tym, że oni liczą to jako dwa piętra, bo parter u nich nie istnieje. Jak w Rosji

A śniegu i u nas jest niewiele. Pamiętam, że czasami było go po pas… ale to kilka ładnych lat temu. Teraz mamy pogodę „w kratkę”. To mrozi i sypie, to się topi i robi się ciepło. Tak jak teraz. Ubiegłej nocy było -11C, a na jutro zapowiadają +9C. W niedzielę ma być jeszcze cieplej, bo +11C. Jak będzie, zobaczymy
Dobranoc
Dzień dobry



Sobota ma być słoneczna i ciepła, więc najprawdopodobniej wybierzemy się gdzieś na wycieczkę. Trzeba odreagować wszystkie stresy z tego tygodnia
Kontakt z Matką Naturą wycisza i „ładuje akumulatory” na kolejne dni
Miłej soboty Wyspiarze!!!
Ładuje – święta prawda, dziękujemy i również Państwu M&J.L życzymy udanej wycieczki
Dziękuję w imieniu męża i własnym


Wycieczka była w miarę udana
Chociaż po niej codwutygodniowe zakupy
Witajcie!
Dzień dobry
Ale się dziś pospało, nawet światła nie musiałam włączać 
Oj,ja musiałam.
Dzień dobry, ta rozłożysta, biała chałupka z niebieskimi dodatkami w elewacji całkiem całkiem… Wnętrze w stylu hamptons ? Który bardzo mi się podoba

No wiem, wiem przecie nie wdarłaś się do obcego domostwa, coby podglądnąć
Miał być o 8 wyjazd i jest.
Bezpiecznej podróży, Maczku!
Aaa… nie, nie zapomniałam, Mistrzu Q



Życzę Ci spełnienia, świętego spokoju, szczęścia i oczywiście, że mądrych ludzi wokół
Dołączam do życzeń panie Q!

Spełnienia wszystkich marzeń, planów i zamierzeń.
Również się dołączam do życzeń, spełnienia wszystkich marzeń.

Prześlicznie dziękuję wszystkim życzącym!
Kochani, chciałem się dzisiaj wybrać na te lodówki, co prawda niebo całe w chmurach, ale chyba zaraz będę jednak szedł… więc jeżeli nie będę się odzywał, to znaczy, że maszeruję gdzieś między Orłowem a Sopotem.
Żeby nie było , że tylko Panie życzą Mistrzowi Q pomyślności , to również ode mnie , od chłopa , jak mówią : ślepia , łeb i czopa , ale tak po chłopsku – wszystkiego najlepszego . Liczba mnoga załatwia sprawę , co wybrać . A zamiast pieczęci kwiatuszek z kieliszkiem …

Dzięki wielkie!
Dzień dobry. 🙂
Wszystkiego najlepszego Mistrzu Q ! Klasycznie, najwięcej z tego wszystkiego życzę zdrowia, bez niego pozostała reszta, tak jakby bledsza.
Dobry wieczór:)
O! Lutowy Mężczyzna:)
Nie wiem wprawdzie, urodzinowo czy imieninowo, ale także życzę Ci, Quackie, wszystkiego, co najlepsze:)
Pozdrawiam:)
Urodzinowo. Ślicznie dziękuję!
Dzień dobry, jakoś się wygrzebałem z piernatów…
Witajcie!
Spóźnionym, bo od rana trochę zajęć w rodzinie…
Ale oczywiście przyłączam się do dobrych życzeń dla naszego Quacka!
Właśnie ogladnelismy w autokarze film „Przemytnik”, którego głównym morałem było,że rodzina jest najważniejsza…
A pięknie dziękuję! W kwestii poruszonej w SMSie wypowiedziałem się pod odnośnym wpisem.
Zapytałem Skowronka…
Znaczy na razie wysłałeś maila?
Dzień dobry


I oczywiście wszystkiego najlepszego Mistrzu Q!!!
Dziękuję ślicznie!
Dodam jeszcze, że moja mama miała urodziny 23 lutego… czyli bardzo blisko
No to teraz tak: byłem na fotospacerze i myślałem, że robię zdjęcia lodówkom, ale guzik
okazało się, że to gągoły!
Poza tym były całe stada łysek, tak jak w gdyńskiej marinie zwykle urzęduje ich najwyżej parę, tak w Orłowie i w kierunku Sopotu były naprawdę duże stada, po kilkadziesiąt sztuk. I jak zwykle opór mew.
W drodze udało mi się jeszcze złapać w obiektyw sikorę bogatkę.
Zaraz wrzucę zdjęcia.
Kochany Pani Kłaczku,
Żeby Pan był, kochany i w ogóle, a najlepiej zdrowy, szczęśliwy i wiedział po co. Niech Panu starcza: sił, cierpliwości (w tym do gości, ale też gościówek) i środków, by trafiać do wybranych celów, no i wrogów, jak ktoś na tyle jest głupi. Wiek średni niech będzie Panu najlepszy, teraz się już wie i jeszcze umie, niech los łaskawy przeciągnie ten stan do późnej starości. Jednym słowem – wszystkiego najważniejszego!
y i ż
Ależ przepięknie dziękuję! Cierpliwości z wiekiem mam coraz mniej, ale dla Pana sięgnę najgłębiej, jak się da. Poza tym nie mam żadnych uwag, za to w najwyższym stopniu dziękuję. Wiek średni ma swoje plusy i minusy, co (czasem) z zaskoczeniem odkrywam. A skoro najważniejszego, to najważniejsze w tym wszystkim jest to, że miło Pana znów czytać!
Na Pańskie ręce oczywiście ukłony dla zgromadzonych sercem Gości. A z całego życzę (Panu i wybranym) powtarzalności najlepszych chwil w odpowiednim momencie i zupełnie nowych, równie udanych.
Ściskam,
y
Odkłaniam się i Wyspiarzom przekazuję jak najserdeczniej!
Dziękujemy, panie Yo La!
No to jeszcze zdjęcia. To już są wykadrowane, tylko ostatniego nie było potrzeby.
Łyski najpierw, wykadrowałem żeby a) pokazać dużo naraz, b) pokazać, jak łyska nurkuje, bo wygląda fajnie 🙂
Zrobiłem parę zdjęć tym gągołom, co je wziąłem z początku za lodówki, morze dość falowało i mi znikały czasem za falami, że tylko łebek wystawał, no i nurkowały raz po raz, wtedy ich w ogóle nie było widać, ale jedno, może dwa wyszły przyzwoicie. Tyle że daleko.
No i kiedy wiatr i temperatura już mi dopiekły, wszedłem do lasu, a tam ćwierkanie, gwizdy, świergoty ze wszystkich stron, ale wszystko to płochliwe, mało co da się zdjąć. Jakiś pełzający po pniu (kowalik? Ale taki bardziej szary, w dwóch odcieniach, z jaśniejszym brzuszkiem) spryszczył w ostatniej chwili. Ale bogatkę całkiem ładnie się udało uchwycić.
Brawo Q!
Ależ się ptasio zrobiło na Wyspie!
Nad nami przelatywał klucz chyba gęsi,ale zanim z kieszeni wyciągnęłam komórkę gęsi poleciały w jedną stronę ,a autokar umknął w drugą.
Tak, trudno zrobić zdjęcie lecącym ptakom.
W październiku zeszłego roku małżonka spędziła weekend nad jeziorem w Wielkopolsce i widziała masy migrujących żurawi – i żadne zdjęcie sensownie nie wyszło. Bo były za daleko i komórka nie zbliżała.
Pełzający po pniu? A może to był pełzacz? On jest jasny na brzuszku, ale w zasadzie grzbiet ma brązowy z jaśniejszymi plamkami…
Pozostałe ptaszki cudne
No właśnie mignął mi tak, że pojęcia nie mam, co to było. Tyle że tę plamę kolorów złapałem z daleka – nie przez aparat.
Śliczności.
Tylko patrzeć, jak na gałązkach listki wykiełkują.
O to to. W poszyciu już mnóstwo zieleni.
Bardzo wytworne towarzystwo uwieczniłeś tym razem:)
Te czarne poncza, białe fraki, te kreacje muśnięte pasmem paryskiej żółci:)
Gratuluję.
Zdarzyło mi się obserwować gągoły – bardzo zawadiacko sobie poczynały, bez pardonu rozstawiając resztę ptasiego towarzystwa po kątach.
Nurkująca łyska też robi wrażenie.
Ja bardzo lubię podglądać nurkujące perkozy, bo chwilę przed zniknięciem pod powierzchnią wyginają się w garbaty znak zapytania:)
Podziwiam efekty i cierpliwość, kolejny raz stwierdzając, że łowienie ryb, układanie puzzli i fotografowanie ptaków – nie dla mnie:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję. Przy łyskach nie trzeba było cierpliwości, bo była ich taka masa, że co parę sekund któraś nurkowała, wystarczyło nastawić aparat w ich ogólnym kierunku i pstrykać.
Naprawdę żałuję, że nie wyszło mi zdjęcie pana gągoła zrywającego się do lotu. Nieostre.
I mam jeszcze coś, co wygląda jak pan gągoł z młodymi gągołami, ale nie takimi kompletnymi gówniarzami, tylko starszymi. Ale też niezbyt doskonałe.
Moja koleżanka, parająca się fotografowaniem zawodowo, twierdzi, że na dobre zdjęcie składa się wiele rzeczy, między którymi szczęście pełni rolę niebagatelną:)
A co do nieostrych zdjęć, to nie wiem, czy pamiętasz opowiadanie M. Wojtyszki pt.: „Gluś-filmowiec”?
Utkwiło mi w pamięci, ponieważ patronuje mu przesłanie, że bardzo wiele zależy od dobrej woli odbiorców:)
Bo grunt to odpowiednią dać rzeczy nazwę:)
Dobra proza i cudne poczucie humoru.
Nie wiem, nie znam się na tym aż tak dobrze, ale wydaje mi się, że na młode jest albo za wcześnie, albo za późno
Czy faktycznie gągoły, czy może udało Ci się złapać coś innego 
Za wcześnie, bo jeszcze ptaki nie pozakładały gniazd i nie mają młodych. Za późno, gdyż rodzą się w maju i na jesieni są dorosłe na tyle, żeby zimą móc szukać partnera/partnerki. Także może to były kaczkowate z innego gatunku na ten przykład sierpce, czy czernice? Są podobne go gągołów, chociaż się od nich trochę różnią.
Może najlepiej by było, gdybyś pokazał jak te „młode” wyglądały? Ja rozumiem, że nie zawsze zdjęcia wyjdą tak „ostre” jakbyśmy chcieli, ale może da się rozpoznać jaki to może być gatunek…
Z tego wszystkiego co wymieniłaś Leno, tylko łowienie ryb jest nie dla mnie
Nie mam cierpliwości na takie czekanie.

Lubię układać puzzle, a do ptaków nie trzeba cierpliwości. Z mężem dużo spacerujemy i pstrykamy to, co się nam pod obiektyw nawinie. Gdybym miała siedzieć w zasadzce ileś tam godzin, bo może jakiś ptak przyfrunie, coś by mnie trafiło już po kilku minutach
Ryb nigdy nie łowię. „Moczenie kija”, bo może przeżyję chwilkę emocji jak coś się złapie (tak mi mówili wędkarze, o wielkich emocjach), to przepraszam, ale jak dla mnie „nie warta skórka wyprawki”
Ale lubię podpatrywać przyrodę. Nie tylko perkozy wyginają się w łuk przed skokiem do wody. Bardzo dużo ptaków żywiących się rybami tak robi. Oczywiście z tych, które pływają po wodzie. Bo gatunki, które też nurkują po ryby, ale z powietrza, robią to zupełnie inaczej
Dodam jeszcze, że kiedyś na gągoły mówiłam pieszczotliwie „gągołki”… do czasu kiedy udało nam się obcykać wodne ptaki i ze zdziwieniem stwierdziłam, że to… gągołki
Dobry wieczór w tym wyjątkowo mokrym i wietrznym dniu:)
Pozdrawiam:)
Dobry. Nad morzem przede wszystkim był wietrzny. Ale chwilami również mokry.
U mnie było ładnie…za oknem autokaru.
Już bym chciała być w domu…
Dobry wieczór, Makówko:)
U nas było naprawdę niefajnie – śnieg z deszczem, grad, deszcz, i wszystko doprawione koszmarnym wiatrem. Jak wychodziłam z samochodu, myślałam, że mi ręce pourywa, gdy próbowałam przytrzymywać kaptur. Chwilami bałam się, że któryś podmuch mnie porwie i lotem kapturowym przetarga po okolicznych wierzchołkach:)
I też chciałam już być w domu:)
A kiedy wreszcie dotarłam i wydawało mi się, że już tylko będę siedzieć i pachnieć, musiałam znowu wybyć:(
Ale już znowu jestem na miejscu.
Cieszę się, że Ty też bezpiecznie dotarłaś, Makówko.
Pozdrawiam:)
Znowu byłem przez chwilę bohaterem we własnym domu. Rany, jak ja tego nie lubię!
A coś Pan zbroił?
Wróciliśmy do domu. Teraz tylko coś zjeść i znowu w trasę

Do popotem
Wyjątkowo pozadomowy czas mam, ale skoro wróciłam to:
Mistrzowi Q serdeczności ślę
i Miralki lodowe rzeźby podziwiam! Architekturę miasteczek mniej, chociaż obejrzałam z zainteresowaniem.
Ślicznie dziękuję!
Już prawie w domu.Krakow,AGH.Ufff.

Uf, te podróże są najcięższe. Ale w sumie opłacalne.
Idę spać, dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Jeden z dwóch najbardziej afrykańskich utworów Andreasa Vollenweidera, pewnie dlatego, że z tym samym chórem Ladysmith Black Mambazo (z RPA).
Snów z ciepłych krajów!
Dobrej nocy

Ze snami jakich Jubilat życzy!
– Wzajemnie Panie Q
Spokojnej
Jestem w domu zmęczona i obolała.Dopiero dziś boli mnie szyja i prawa ręka.
Było cudownie,ale teraz padam.
DOBRANOC!
To i ja powiem: Dobranoc! i spokojnych snów!
Spokojnej!
Panie Q raz jeszcze
Sto lat!
No właśnie wznoszę dzisiaj bardzo intensywnie, mimo że kameralnie.
Ciekawe, co będzie jutro.
Mewy?
Oby więc dziś było intensywnie,ale jutro bez mew.
Łoj…
Zmykam zdecydowanie, bo właśnie o mało nie zajsnąłęm.
Dobrej nocki wszystkim życzę:)
Dobrej nocki i ja zyczę, a le bez afrykańskich upałów
U mnie bez.Plus 6 stopni,deszcz.
Teraz juz zasnę, po zap
aleniu lampki
Dzień dobry

Ukratku, a gdzie Twoje pięterko? Może tak na niedzielę wstawisz nowe?
Już niedługo!
Dzień dobry
Niedzielmy się 
Jeszcze Wyspa śpi, a ja szykuję się do wyjścia. Nie będę więc wzywać Gienię bo krzyczy, sama sobie zaparzę kawę.
Kto chętny, może się przyłączyć, zapraszam. 
Ja chętna,na herbatę.
Witam!
Witajcie!
Chyba się wreszcie nieco wyspałem, zobaczymy, jak ten stan się utrzyma?
Dzień dobry.
Ja przelotnie, bo mnie wyciągają na świeże powietrze. Ale wstawię jeszcze to, co wydało mi się gągołem z młodymi (podrośniętymi). Kształt głowy jest dokładnie taki jak tego dorosłego po lewej, ale upierzenie – brunatne. I zgadza się to ze zdjęciami z sieci, które znalazłem dla porównania.
Ja się nie znam, ale moim zdaniem to samczyk gągoła i trzy samiczki. U nich występuje wyraźny dymorfizm płciowy, więc znacznie się różnią

Tym bardziej jestem przekonana, że to nie młode, bo samczyk nigdy nie zajmuje się młodszym pokoleniem. Jest z samicą tylko do pewnego momentu, a potem (jak duża część kaczkowatych) pierzy się i na parę tygodni traci możliwość latania. Samica sama wychowuje młode
A tu zdjęcie z sieci:
To jest parka gągołów. Samczyk i samiczka
Och. Ale ta druga (ten drugi?) z mojego wcześniejszego zdjęcia wygląda jeszcze inaczej??? I pasuje do opisu z Wikipedii https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Gągoł#Morfologia
Ptak za samcem z pierwszego zdjęcia jest czarny z białymi i szarymi dodatkami, a 3 ptaki z drugiego zdjęcia – wyraźnie brunatne, z jaśniejszymi szyjami i białymi krawędziami skrzydeł.
To ja już nic nie wiem.
Ja się nie znam, ale gągoły są i u nas. W Wiki piszą dość niewyraźnie na temat szat godowych i spoczynkowych tych ptaków. Wiem jedno, że takie upierzenie jak na Twoich zdjęciach widzę zimą na ptakach. I to dość często. Samiczki są trochę mniejsze od samczyków. Kolory też są rzeczą zawodną. Na zdjęciach zależą od wielu rzeczy. Przede wszystkim od nasłonecznienia, od balansu bieli, od kąta padania światła i wielu innych…
Ale wydaje mi się, że młode już dawno dorosły i samczyki nabrały kolorków właściwych swojej płci, chociaż w szacie młodocianej wyglądały jak samice. Tylko niektóre ptaki potrzebują kilku lat, żeby dorosnąć i móc założyć swoje gniazdo. Na ogół są zdolne do rozrodu już wiosną, czyli gdy nie mają nawet roku. Ze znanych mi ptaków, tylko nadobniczki drzewne (tutejszy gatunek jaskółczaków), samiczki, gotowe są do rozrodu w szacie młodocianej. Stają się podobne do samczyków dopiero po ok. 3 latach, z czasem nabierając coraz więcej metalicznie niebieskiego koloru 
Sam zobacz. w zasadzie głowa samczyka powinna opalizować zielonym kolorem. Na zdjęciu wygląda jak czarna. To samo głowa samiczki – powinna być brązowa, a tego brązu prawie nie widać.
Samczyk ma cały dziób czarny, samiczka na końcu ma jaśniejszą plamkę. I na tym zdjęciu powyżej widać ją wyraźnie.
Poza tym, często ptaki mają trochę różne upierzenie, że tak się wyrażę indywidualne… nie są identyczne. To cechy osobowe. Przekazane przez rodziców w genach. Czasami lekko zmodyfikowane. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, więc nie mam co się mądrzyć
Myślę, że głowa samczyka opalizowałaby, gdyby było lepsze światło (a było całkowicie zachmurzone niebo). I może to tez miało znaczenie przy tych zdjęciach?
Na pewno miało to znaczenie. Fotografuję ptaki od kilku lat i wiem jakie znaczenie ma odpowiednie oświetlenie. Przy zachmurzeniu kolory nigdy nie są takie jak w słońcu. Gdybyś miał słońce, to i zdjęcia byłyby wyraźniejsze, głowa samczyka by opalizowała, a głowy samiczek byłyby brązowe


Ba! Nawet woda miałaby inny kolor
Ale tym nie ma się co przejmować. Uczysz się dopiero (jak my) i pomału nabierasz wprawy. Uważam, że jak na takie warunki pogodowe i tak zdjęcia świetnie Ci wyszły
Dodam jeszcze, że zdjęcia z większych odległości wymagają słońca. Przy zachmurzeniu wyjdą tylko te robione z kilku metrów. Im dalej tym gorzej widać.
Zapraszam na filmik na nowym pięterku.
Zdjęcia przecudnej urody 🙂