Otóż nie chwaliłem się jeszcze wszem wobec, bo w ogóle nie lubię się chwalić, ale tak się składa, że pozazdrościłem Mireczce zdjęć, a do tego wkurzyłem się na wszystkie okazje, kiedy mogłem zrobić jakieś zdjęcie zwierzątka, osobliwie ptaka, a nie miałem możliwości technicznej, bo zwykle ptak był za daleko i nie interesowało go, żeby podejść bliżej, ani nawet zaczekać w miejscu, kiedy ja próbowałem podchodzić.
W związku z tym zaopatrzyłem się w ramach prezentów podchoinkowych w aparat, jeżeli dobrze rozumiem, taki właśnie, jaki ma Mirka. Oczywiście sam aparat nie wystarczy, trzeba też jeszcze wybrać się w okolicę, gdzie jest komu robić zdjęcia, dostrzec tych ktosiów i złapać ich w obiektyw, a z tym u mnie już gorzej – rzadko ostatnio się wybieramy gdzieś dalej, nawet w pobliże Trójmiasta. No a najlepiej, kiedy jeszcze przyłapie się ptaki w sytuacjach, które wiele o nich mówią (tego nie umiem, ale będę próbował)
Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie wypróbował tego aparatu przy paru okazjach. Najpierw zaraz po tym, kiedy przyszedł do domu (i trzeba było zobaczyć, czy czasem nie zepsuty 😉 ). A skoro sprawdzamy, to na mewach. Najpierw mewa srebrzysta, sądząc po upierzeniu na głowie, jeszcze nie do końca dojrzała. No i czy szanująca się, dorosła mewa żarłaby resztki śmietany?

Oraz mewa śmieszka, nieco dalej, w szacie zimowej albo spoczynkowej. Tutaj testowałem odległość, na jaką jestem w stanie zrobić zdjęcie. Ta śmieszka jest prawie dwa razy dalej niż poprzednia srebrzysta.

Następna okazja nadarzyła się w czasie świąt, zaraz po tym, kiedy już oficjalnie dostałem aparat (przyniósł mi go Gwiazdor, bo w tych okolicach chodzi po domach w Wigilię właśnie Gwiazdor). Poszliśmy na spacer po lesie i udało nam się przydybać dzięcioła. Ponieważ dopiero się uczę, to zdjęcie jest najlepsze z kilku, które zrobiłem. Dzięcioł walący w korę ruszał się tak szybko, że cały był zamazany, a z innego kąta zdjęcia wyszły mocno pod światło. Jedyna możliwość to to zdjęcie, kiedy był trochę zasłonięty gałęzią.

Na tym samym spacerze udało się spotkać sikorkę modraszkę. Ta zapozowała bez pudła, na krzaczku. Mimo zimowego światła wyszła całkiem całkiem.

Potem był Sylwester, podczas którego zrobiłem kilkanaście zdjęć fajerwerków. Nawet ze statywu to nie takie proste! To jedno z najprzyzwoitszych.

A ostatnio była pełnia, śnieżny księżyc. Na balkonie było dość zimno, więc nie wytrzymałem długo, a zdjęcie wyszło jak wyszło. Na szaro.

Nie tak dawno poszliśmy na spacer po najbliższej okolicy. Na plaży przy porcie jachtowym jak zwykle kłębiło się od ptaków, a prym wiodły łabędzie. Ale mewy w locie też wyglądają nieźle. Jakimś cudem udało się wykadrować ze zdjęcia ludzi, jak zwykle rzucających ptakom chleb (wiem, że to niezdrowe dla ptaków).

W samym porcie jachtowym też były ptaki. Najzwyklejsze kaczki krzyżówki. I jeden taki przystojny kaczor, z zieloną głową.

Dotarliśmy jeszcze do końca Mola Południowego (czyli przedłużenia Skweru Kościuszki), na Nabrzeże Wejściowe. Tam miałem nadzieję złapać w obiektyw kormorany, które zwykle bywają tu tłumnie, ale siedziały pojedyncze sztuki.

I to tyle ze spacerów, z okna, z balkonu. Możliwości techniczne się pojawiły, jak się pojawią również możliwości logistyczne, mam nadzieję na nowe zdobycze, którymi chętnie się podzielę z Wyspiarzami.





To tak na dobry początek.
No i oczywiście nie od rzeczy będzie podziękować Mirce za inspirację do podglądania ptaków w naturze (nawet jeżeli to miejska natura).
Dzień dobry
Wielkie brawa
Mireczce wyrosła na Wyspie konkurencja. Zdjęcia bardzo ładne, dobre ujęcia…
Gratuluję
Dzięki, ale gdzie mnie tam do Mireczki – jak napisałem, sama dokumentacja zdjęciowa to jeszcze nie wszystko. Już zupełnie mniejsza o to, że na rzadsze gatunki to już się trzeba wybrać trochę dalej od miasta, ale chodzi też o umiejętność wychwytywania ich w różnych ciekawych sytuacjach. Nie tylko pokazywanie „jak wygląda”, ale też „jak się zachowuje”.
Otóż to. Dlatego bardzo spodobało mi się pierwsze zdjęcie, bo pokazuje nietypową sytuację.
Pisałam już kilka razy, że bardzo mnie cieszy, gdy mój „konik” na punkcie ptaków staje się zaraźliwy


Z takiej „konkurencji” jestem bardzo zadowolona i oby była jak najlepsza, najbardziej efektywna i efektowna
Całe szczęście na Wyspie nie ma zaciekłej rywalizacji i można się szczerze cieszyć z sukcesów innych
Witam!
Q gratulacje!
Dziękuję 🙂
Witajcie!
Konkurencji na Wyspie nie praktykujemy, preferujemy synergię. I to jest to! Brawo!
To prawda, źle się wyraziłam.
Tak! Synergia i inspiracja!
Dzień dobry, państwo pozwolą, że się obudzę.
Więc skorzystaj z kawy Gieni
A bardzo chętnie!
Mistrzu Q, wielkie brawa!!!



Jeszcze raz brawo!!! 
Nawet trudno powiedzieć jak bardzo się cieszę z tych ptasich zdjęć
W końcu nie tylko ja pokazuję pierzaste na Wyspie
Ten kormoran, to chyba młody? Jeszcze nie nabrał „dorosłych” kolorków, a może to gatunek, którego nie znam?
Dzięcioł, to chyba dzięcioł duży? Jakoś tak mi się kojarzy…
Ale ogólnie cudnie
No, od Ciebie brawa… Dziękuję pięknie!
A co do kormorana, to bardzo możliwe, że młody. Spodziewałem się raczej – jak zazwyczaj – całego ich rządku na tym falochronie, ale były raptem dwa. Tutaj drugi, chyba dorosły. Sądzę, że ta biała plama to raczej cecha osobnicza niż gatunkowa:
A dzięcioł – tak, dzięcioł duży, chyba najpopularniejszy.
Nie wiem co to za kormoran. W Polsce występują tylko trzy gatunki (zwyczajny, czubaty i mały), ale żaden z nich nie ma takich plam. Może (jak to czasami u ptaków bywa) ten kormoran siwieje? Widziałam kosa, który był prawie biały. Ptaki czasami tracą kolor w piórach i właśnie tak wyglądają.
Po kolorze pozostałych piór, wygląda jak kormoran czubaty. Zwyczajny na skrzydła brązowe, a mały brązową głowę. Siwienie u ptaków wygląda trochę inaczej niż albinizm. One tracą kolor z piór sukcesywnie, z wiekiem. Albinosy po prostu rodzą się białe, bez tego koloru. No i mają „czerwone” oczy.
Aaa, to jest chyba szata godowa! Polska Wikipedia: „Czarny z metalicznym połyskiem, w szacie godowej policzki białe, na głowie delikatny czub i biała plama na udzie.” Wydawało mi się, że ten jaśniejszy odcień na głowie to odblask słońca w czarnych, lśniących piórach, ale może to te białe policzki godowe?
Oraz: „W szacie spoczynkowej tracą wszystkie białe plamy.”
O, widzisz!!! Tego nie wiedziałam. Może dlatego, że na moich terenach żaden z tych kormoranów nie występuje i moja wiedza na temat tych ptaków jest mniej niż powierzchowna

U nas jest tylko kormoran rogaty. Też kormoran…
Ja też nie wiedziałem, dopóki nie przeczytałem. Myślałem, że to cecha osobnicza, jak naturalnie białe (siwe) pasmo czasem w ciemnych włosach u człowieka.
A w ogóle kormorany kojarzą mi się nadjeziornie, z drzewami ususzonymi przez guano z kolonii – więc miałem też i taki moment, że może on ma te pióra, za przeproszeniem, obsrane na biało?
No proszę, ile możemy się dowiedzieć na wyspie 🙂 Brawo Quackie!
Brawa dla Ciebie za udane spacerowe łowy
Dziękuję pięknie, z tym że to raczej jednorazowy pokaz, bo ile można pokazywać mewy czy kaczki, a tu na spacerze dużo więcej nie będzie. Może jeszcze łyski, albo w lecie rzadziej spotykane gatunki – jestem pewien, że widziałem w zeszłym roku jakąś nietypową kaczkę w marinie, ale teraz już nie spamiętam, jak wyglądała, żeby zidentyfikować.
Z wrażenia nawet się nie przywitałam

Dzień dobry
Dodam jeszcze, że nie masz co się przejmować, że nie wszystkie zdjęcia wyszły Ci na tyle dobrze, by je pokazać. Uważam, że to normalne. Ptaki (a także zwierzaki) mają to do siebie, że spryszczają w ekspresowym tempie i bardzo trudno je podejść. Nie policzę tych zdjęć, które poszły do kosza, bo był na nich tylko skrawek ptaka, albo miejsce po nim
Szczególnie te małe są niesamowicie ruchliwe (jak Twoja modraszka). Przemieszczają się w takim tempie, że trudno za nimi trafić
Nawet jeśli się już trochę wprawy nabrało… 
To prawda Miralko, oprócz sprzętu czas i cierpliwość robią takie zdjęcia
No i trochę szczęścia, Zocho
Jak się go nie ma, to ani czas, ani cierpliwość niewiele pomogą 
Przypomniałaś mi grudniową śniegułę zwyczajną! To suma czasu (przedświt), szczęścia i Twojej wiedzy pozwoliły mi ją poznać …
W tym wypadku nie tyle moja wiedza pomogła, ile łut szczęścia


Te ptaki bywają na terenach gdzie mieszkam i od dawna usiłuję je znaleźć, ale jakoś nie mam do nich szczęścia
No to chociaż na Twojej fotografii zobaczyłam
Tak, cierpliwość ma duże znaczenie. Kiedyś w ten sposób czekałem z komórką dłuższy czas na jaskółkę przy gnieździe (zresztą była z tego relacja na Wyspie).
W takim razie nadajesz się na tajnego detektywa
Tak, i jeszcze z tym aparatem – w sam raz na paparazziego
Tak sobie pomyślałam, że może uda Ci się dorwać lodówkę? To cudny ptak z rodziny kaczkowatych. Można ją spotkać na Bałtyku od września do maja
Na naszych terenach nie bywa, a podoba mi się niesamowicie. Samiczka jest (jak wszystkie samiczki) trochę mniej barwna, a samczyk ma piękny długi ogon 
Zamiast opisu …https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.com/search?q=lod%C3%B3wka+ptak+g%C5%82os&sxsrf=ACYBGNRmmoBHzMxNAj4F8_I1feO2rt9RUA:1582107138345&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwiJ4eivsN3nAhUNp4sKHZSUAjMQ_AUoAXoECAwQAw&biw=1366&bih=625
Właśnie taką lodówkę miałam na myśli, Bożenko
Według mnie są cudne, a nie mam szans, żeby obcykać…
Ona nie kwacze?
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.glosy-ptakow.pl/lodowka/
Urocza jest i fajne pióra, jak wąsy w ogonie
Rodzina kaczkowatych duża i nie wszystkie kwaczą

Takie łabędzie, czy gęsi też należą do tej rodziny, a słyszałaś kiedyś, żeby kwakały?
Będę wypatrywał. Teraz na każdy spacer biorę aparat, tyle że chodzę tylko przy pogodzie, bo jak nie ma słońca, chociaż przelotnie, to i chodzić hadko.
Przy kiepskiej pogodzie, to i zdjęcia nie wychodzą jak trzeba. Kiedy jest bardzo chmurzasto, albo pada, to nie jedziemy na żadną wycieczkę, bo i tak wiadomo, że zdjęcia będą do kitu. Może jedno czy dwa jako takie, ale to szkoda czasu i nerwów. No bo jak się coś ciekawego zobaczy, a tu nie ma jak obcykać…
Tak, to już kompletnie irytujące!
Ha, otóż mam wiadomość z pewnego źródła, że lodówki są właśnie w Sopocie. Nie wiem, czy dam radę się wybrać do Sopotu, ale zobaczę, może się uda spróbować tutaj, może i do nas jakieś dotarły?
Jak nie znajdziesz na wodzie, zajrzyj do Euromarket-u
Ale takimi to Mireczka nie będzie tak zachwycona!
Znajoma pojechała do delfinarium, uzbrojona w nowy, wspaniały, cyfrowy (po raz pierwszy) aparat. napstrykała mnóstwo skaczących delfinów i bardzo zadowolona wróciła do hotelu obejrzeć zdjęcia. Okazało się, że tylko na jednym czy dwóch widniały… końce ogonów, pozostała widoki trafiały w całości za delfinami…
Znaczy, za szybkie były
Bo nie wystarczy mieć dobry aparat, trzeba jeszcze trochę wiedzieć jak go obsłużyć
A to się rozczarowała, musi się jeszcze trochę poduczyć
To prawda! Delfinarium to ograniczona przestrzeń, a i tak trzeba się napocić, żeby złapać moment, kiedy delfin dopiero się przygotowuje albo zaczyna skakać. Dlatego nie mam ani jednego sensownego zdjęcia delfina w wyskoku z tej wycieczki egipskiej, a skakały, tylko że jak mają całe morze do dyspozycji, to już zupełnie nie da rady złapać (a na pewno nie tym aparatem, który tam miałem) – tylko zdjęcia znad wody delfinów płynących pod, obok statku.
W delfinarium najłatwiej „ustrzelić” delfina w locie
One wyskakują nad wodę i zawsze jest moment (fakt, że krótki) kiedy „zawisają” w powietrzu przed opadaniem do wody 


Poza tym, dobrze jest (przynajmniej na początku, zanim się nie nabierze wprawy) robić zdjęcia z trochę większej odległości, a kadrować dopiero w domu, na komputerze. Tak samo jest z ptakami w locie. Jeśli się próbuje wodzić za ptakiem aparatem, często go gubimy i trzeba od początku szukać, a nie zawsze jest na to czas. Trochę mniejszy zoom i już jest łatwiej
Mnie jeszcze nie zawsze wychodzą te zdjęcia ptaków w locie, ale u małżonka to niemal standard
Może czas reakcji aparatu (migawki) był za długi? Większość aparatów ma jednak tak, że potrzebują chwili na złapanie ostrości (spust migawki do połowy), a dopiero potem robią zdjęcie.
No chyba że ręcznie ustawić ostrość na dane miejsce i strzelać bez tego „spustu do połowy”?
Ręczne ustawienie ostrości „w puste miejsce” jest dość trudne, tym bardziej, że nigdy nie wiadomo gdzie taki delfin będzie skakał i na które miejsce „wysterować”.
Szybkość „ostrzenia” zależy od wielu rzeczy i między innymi dlatego mówię, że mąż ma lepszy aparat, bo dużo szybciej „ostrzy”.
Mówiłam o zwiększeniu odległości, bo wtedy obejmuje się całość i chociaż na zdjęciu delfin nie jest w odpowiednim zbliżeniu, to można go „wykadrować” później. Przynajmniej mamy cały okaz, a nie jego ogon, czy miejsce po nim
Prawda!
Dobry wieczór. 🙂
Bywam czasem na bitewnych rekonstrukcjach, kiedyś „łapałem” samolot, na dość leciwym Olympus -ie. Jedno ujęcie z wielu nawet mi się udało, jak na amatora oczywiście. Kadrowania tyle co nic, sztucznie rozmyta kabina. I tak to wyglądało…
14249819_1226309040765639_4834152579978260194_o.jpg
Zdjęcie przetworzone już przez FB więc nie do końca pełna jego jakość.
Całkiem w porządku! Daleko był?
Mam problem z metrową oceną odległości, jednak dosyć daleko to było. Nie miałem z tym na ten czas problemu ponieważ z przodu miałem całkiem dobre działko (Tele). 🙂
Ooo, znakomite. Nic bym nie zmieniał, jakbym miał taki aparat!
A na ptaki się z nim nie zasadzałeś? Nawet niekoniecznie lecące?
Nigdy nie próbowałem tej formy fotografii. Sam aparat może i do statycznych zdjęć by się nadał, do tych w ruchu już niekoniecznie – zbyt wolna to była maszyna. Dlatego też i z tym samolotem, który nie jest demonem prędkości, miałem zabawę. 🙂
Ha, tak mi się wydawało, że to jakaś zmyłka, Zlin udający… FW-190 chyba?
Co do modeli to dokładnie tak jest. Niestety, rekonstruktorzy orzą tym co mają. To raczej zrozumiałe i można im to wybaczyć. Co do samych rekonstrukcji, już niekoniecznie.Po ostatnich wyborach samorządowych, na skrzydłach szaleńczego patriotyzmu, w jednej z bitew kampanii wrześniowej to agresorzy zostali pojmani do niewoli i wychodzi na to iż my tę wojnę wtedy zwyciężyliśmy 🙂
No nie, absolutnie nie mam za złe, zresztą z powodzeniem udający, tylko nie rozpoznałem z początku, że to Zlin, myślałem, że jakiś amerykański samolot szkoleniowy – kształt dziobu mnie zmylił.
Co do rekonstrukcji, to życie dogoniło kabaret, przecież śp. Bohdan Smoleń monologował „Jakbyśmy ze dwa takie czołgi mieli, to byśmy sobie sami tę wojnę wygrali!”
Oni zrobili to klasycznie, użyli kawalerii na czołgi !
(To nieważne, że w tej bitwie ona nawet nie brała udziału, w tym roku wzięła i zapewne dzięki niej wygraliśmy ! A co ?! Inaczej niż w latach poprzednich, czyż nie lepiej ogląda się takie widowisko, kiedy to my wygrywamy ?) 🙂
Hm hm hmmm, czy czasem któregoś roku podczas rekonstrukcji pod Grunwaldem nie zaczęli wygrywać Krzyżacy?
A co do samego Zlina 226 to miał on raczej imitować ME 109.
Aha. No to nie, Me-109 zawsze kojarzył mi się bardziej z konstrukcjami brytyjskimi (Hurricane) czy włoskimi (któryś z Fiatów), w sensie opływowego kołpaka śmigła niejako „w linii” dzioba.
Z tym Grunwaldem to naprawdę nie wiem, być może i tak było. W sumie, już tyle razy tam przegrali, że raz ku sprawiedliwości mogli by sobie wygrać tę bitwę. 🙂
Ale by było. Pewnie od razu by się podniosły głosy, że prowokacja i wina takiego jednego, co miał dziadka w Wehrmachcie.
Co do Zlina, kiedyś czytałem dyskusję na portalu rekonstrukcyjnym, gdzie trochę było utyskiwań na niepodobieństwa, niestety samolotów reko jest ile jest, znikoma ilość malowań na stałe i muszą grać to co im przypadnie w danej bitwie, tak by było bez większych przekłamań. I tak, masz rację Q, w tym przypadku podobieństwo do FW jest większe niż do Me. 🙂
Dzień dobry, noo tylko czekać kiedy nasz Mistrz Q przeniesie się w… krzaczory

Fajne zdjęcia, a kormoran to normalnie Panu pozował
Mirelka Wyspę zaraziła utrwalaniem braci mniejszych w kadrze i jeszcze szukania po atlasie; jak to to małe pierzaste się nazywa. Próbowałam, Bóg mi świadkiem 😉 ustrzelić chociaż jednego z tych co to podlatują na wyżerkę, ale gdzie tam… Se mogę, rozmazaną plamkę oglądnąć,o!
Jaskółkę NIErozmazaną upolowałem po godzinie czy prawie półtorej. To by trzeba dobre miejsce znaleźć i dyskretne, oraz aparat. Ta wyżerka to w dobrze oświetlonym karmniku? Bo im mniej światła, tym robienie zdjęcia dłużej trwa i tym większe prawdopodobieństwo, że się klient rozmaże na fotce [mądrzy się Quackie, fotograf zawołany
]
Mądrze prawisz, Mistrzu

Karmnik pod zadaszeniem przepuszczającym światło dzienne dość dobrze, tylko że ja robiłam przez szybę w drzwiach iii… telefonem
Ajajaj. To trzeba dużo szczęścia i cierpliwości.
Panie Q jednak pozachwycać się zdjęciami wieczorem dopiero mogę,bo nawet jak jest krótki odpoczynek to w wesołym towarzystwie no i …wiadomo.
Kolejny Mistrz Fotografii na Wyspie?
O nie, do mistrza w tym akurat zakresie to mi jeszcze daleko. Spokojnie zaczekam do wieczora
Wróciłam z nart umordowana,bo panowie mnie uczyli jak mam jeździć lepiej ,zaraz basen,ale nie wytrzymałam,aby nie zerknąć na ptaszki Mistrza Q.
Brawo,brawo,sorki,ale… wesołe towarzystwo już czeka w basenie …
Idź się moczyć!
Ptaszki,Sylwester, śnieżny księżyc…ale super pięterko!
Z okazji dyskusji o ptactwie , to warto wspomnieć , że łabędzie na wodzie są czasami problemem . Na jeziorze Orzysz na Mazurach , zdarzyło się , że policyjna motorówka zraniła łabędzicę z małymi łabądkami . Ojciec tego stada pan łabądz , po tym zdarzeniu polował na motorówki . Atakował wszystkie , które znajdowały się na wodzie w jego rejonie . Wreszcie , pewnego dnia udało mu się dopaść łódkę wiozącą zaopatrzenie do domu wczasowego . Zaatakowany motorniczy stracił panowanie nad łódką , która się wywróciła , a on niestety utonął . Łowiłem sobie w tym czasie ryby i widziałem całe wydarzenie . Dobry wieczór 🙂
Coś podobnego! Jaka pamięć u tego łabędzia! A cała historia w gruncie rzeczy uświadamia, jaki to wielki ptak i groźny, jak się go doprowadzi do ostateczności.
Koło Niedźwiedziego Rogu na Śniardwach, w płytkiej, cichej zatoczce za pasmem trzcin jest ładna plaża. Pewien człowiek z dzieckiem pływał tam w kajaku. W jakimś momencie w pobliżu trzcin (tam już jest ok. półtora metra wody) pojawiła się łabędzia rodzinka. Dzieciak poprosił ojca, aby podpłynęli bliżej – pan łabędź uznał, że za blisko. Po kilku ostrych szarżach wywrócił kajak, a gdy „najeźdźcy” znaleźli się w wodzie, walił dziobem po głowach, gdy tylko je wynurzali. Byłby ich potopił, gdyby nie interwencja całej gromady ludzi z brzegu…
I tak mieli szczęście, bo łabędź uderzeniem skrzydła jest w stanie zabić średniej wielkości psa. Także to co napisał Mistrz Q jest prawdą – łabędź to wielki i groźny ptak. Niestety większość ludzi sobie tego nie uświadamia, bo widzą łabądki pływające po stawach w parkach i żebrzące o jedzenie.
A łabędź w obronie gniazda, czy młodych, jest gotów na wszystko, jak z resztą większość ptaków. A że jest duży, to i dużo może…
Dobry wieczór, Miralko:)
Potwierdzam:)
To piękne, ale wyjątkowo groźne i pamiętliwe ptaki.
Kiedyś znajomy wędkarz uderzył młode łabędziątko końcówką wędki, żeby je odgonić. Rodzinka odpłynęła od naszego pomostu na przeciwną stronę jeziora. Wtedy samiec rozprostował skrzydła, krzyknął i zaczął wodować do naszego brzegu. Nie poderwał się do lotu, po prostu biegł przed siebie, bijąc skrzydłami o powierzchnię. Znajomy wędkarz zrejterował, więc samiec wykręcił parę metrów przed pomostem i pięknym łukiem osiadł na wodzie. Ten człowiek nigdy już nie połapał sobie u nas, bo pamiętliwy łabędź z uporem maniaka przepędzał go do skutku przez kolejne lata. I tylko jego.
My odpędzamy zbyt nachalne łabędzie, chlapiąc na nie wodą. Krzywdy im to nie robi, ale nie lubią tego, bo muszą potem od nowa uszczelniać swoją garderobę kuperkowym tłuszczykiem:) Właściwie wystarczy zanurzyć rękę w wodzie i lekko prysnąć, by odpuściły i dały dzieciakom się pokąpać. Potem sobie wracają i żerują w pobliskich trzcinkach:)
Pozdrawiam:)
No proszę, to kolejne świadectwo.
Nad „naszym” jeziorem na Kaszubach też przypływają czasem łabędzie i biada temu, kto ich nie będzie miał czym dokarmić. Syczą, wyłażą na brzeg i są roszczeniowe. Ale nie zrobiliśmy nigdy nic takiego, żeby miały nam co zapamiętać, więc generalnie się tolerujemy
To prawda, bywają roszczeniowe:) Choć teraz już mniej. Znowu nauczyły się liczyć wyłącznie na siebie, a widać to po ilości małych – były okresy, gdy wywodziły po czternaście, szesnaście sztuk i wszystkie dożywały dorosłości; teraz znowu mają po dwa, trzy młode, więc nie muszą żebrać i – nie robią tego:)
Mają też swoje rewiry i bardzo tego pilnują – wielokrotnie rozdzielaliśmy walczących samców, bo nie byliśmy w stanie patrzeć na zaciekłość, z jaką walczyły. One walczą na śmierć i życie, topiąc przeciwnika – coś przerażającego, choć taniec przed walką jest naprawdę piękny. Odkąd skończyło się „turystyczne dokarmianie”, łabędzi jest mniej, więc i wszystko wróciło do jakiej takiej równowagi terytorialnej, walki prawie się nie zdarzają – i bardzo dobrze.
Czasami ludzie w dobrej intencji czynią więcej złego niż dobrego, niestety. A wystarczyłoby parę poglądowych lekcji w szkole o zagrożeniach, jakie niesie za sobą „uleganie porywom miękkiego serduszka”:)
Z tą walką samców – przypomniałaś mi film, na którym nietrzeźwy młody człowiek rozdziela takich walczących łabędzich panów, bo jakby tego nie zrobił, to kaplica (filmu coś nie mogę znaleźć)
Filmu nie widziałam, ale nie wykluczam, że „ratownik” chlapnął sobie na odwagę;)
My robiliśmy to zazwyczaj parami, na dwie łódki.
Potem wystarczyło, że podpływaliśmy i „nasz” łabędź rezygnował, pozwalając amatorowi cudzego terytorium uciec. Zazwyczaj zaczepiały młodziki, niemające ze starym wygą większych szans, więc po jednej nauczce nie wracały:)
Łabędzie są terytorialne. Wyznaczają sobie teren i nie tylko przeganiają inne łabędzie, ale też uniemożliwiają założenie lęgów innym wodnym gatunkom. Może nie tyle uniemożliwiają co utrudniają w znacznym stopniu
Stają się też łatwym łupem wielu lądowych drapieżników…
No i jak zabrać młodego od łabędzich rodziców? Samiec gotów zabić intruza…
Chlebek, tak chętnie ofiarowywany łabędziom (i nie tylko im), bardzo często wywołuje chorobę zwaną „anielskim skrzydłem”. Dla dorosłych osobników oznacza to śmierć. I to niezależnie od gatunku. Ptaki tracą możność lotu, więc nawet jak dożyją do jesieni, zamarzną zimą, nie mogąc nigdzie polecieć
I masz rację, Leno. Często ludzie chcą pomóc ptakom przetrwać zimę, ale nieumiejętna pomoc czyni więcej szkód, niż dobra. Tych wszystkich chorób i ptasich tragedii już nie widać… i taki ktoś odchodzi w przekonaniu o własnej dobroci. Kilka lekcji poglądowych w szkołach na pewno by pomogło zrozumieć, że nie wszystko dobre dla ludzi, jest dobre dla ptaków, czy zwierzaków.
Dodam jeszcze, że „anielskie skrzydło” u bardzo młodych ptaków można leczyć. Tylko kto zabierze takiego młodego do weterynarza na leczenie? Chyba, że będzie to ptak hodowlany, bo dzikim nikt przejmował się nie będzie
Dobry wieczór, Quackie:)
Ptasie pięterko urocze jak jego bohaterowie.
Pierwsze zdjęcie podpisałabym: „Pojemniczku, powiedz przecie…”:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję. Co prawda mewy to są takie bardziej dinozaury ze skrzydłami, więc ja np. z uroczych ptaków wolę modraszkę
ale rozumiem, że chodzi o ogólne wrażenie – bardzo się cieszę.
Pojemniczku, powiedz przecie
Czy masz w środku same śmiecie?
Może – czego nikt z nas nie wie –
Masz coś, co smakuje mewie?
W zasadzie wszystkie ptaki to ostatnia linia dinozaurów, której udało się przeżyć Zagładę…
Mądrej głowie dość trzy słowie!
Choć kto inny może powie,
Że pojemnik, sam bezzęby,
A na mewę ostrzy wręby…
🙂
Z całego zaprezentowanego inwentarza podpadły mi jedynie kormorany:)
Potraktowałam je jednak jak wyjątek potwierdzający regułę uroczości reszty bractwa:)
Pozdrawiam:)
Skoro kormorany…
Ogólne dobry wieczór:)
Teraz poczytałam wpisy na poprzednim pięterku i tu odpowiadam.
Skowronku wątrobę staram się oszczędzać z naciskiem na staram się.
Quackie mam pytanie czemu określiłeś pięterko na przeczekanie?Po pierwsze primo zobacz jak wszyscy zachwyceni,a po drugie na kogo/co czekamy?
Yyy, no ktoś już planował następne? Mirka, a po niej Tetryk?
Moje pięterko już gotowe, ale szkoda mi Twojego, Mistrzu Q. Jest takie piękne i ma tyle komentarzy

Moje nie jest takie ciekawe i planowałam je tylko dlatego, że poprzednie pięterko było już strasznie wysokie… można było dostać zadyszki
No, to też. Ale lepiej mieć pięterko w zapasie, niż taśtać się po zbyt wysokiej drabince.
No właśnie!Ledwo powstało,a już 74 komentarze!

Brawo Q! Wiadomo Mistrz!
Szybko dojdzie do 200 i wtedy znów ptaszki,ale Miralki!
Moje nie będą ptaszki, właściwie tylko jeden, a i to popularny, także się nie liczy
Tetryk z Zochą dalszy ciąg wycieczki? Znowu czegoś nie wiem?
Dowiesz się! Po wpisie Miralki
Zabrzmiało tajemniczo i intrygująco…ale ja teraz myślenie mam w jakimś ptaszkowym odlocie…łój…
Wróciłam do domu i zmęczona idę spać. Dobranoc
Witaj, Bożenko:)
I dobrych snów:)
Spokojnej.
Skoro kormorany, to nie może być dzisiaj inna dobranocka.
Zawsze mi się wydawało, że „Kormorany” Piotra Szczepanika to taka spokojna piosenka, a tam na początku gitara wyraźnie aspirująca do Bitelsów.
Snów aspirujących całkiem wysoko!
Dobrej nocy SzanPaństwu życzę

Niech Wam ptaszki we śnie świergolą. Wrony, kruki i kaczki niech raczej zamilkną.
A mewy? U mnie mogą
Maczku, kiedy wracasz?
Spokojnej!
22 lutego w sobotę.Ja poproszę bez mew !
Dobranoc Skowronku!
Bombardimi i herbata z beherowka,ale tak troszeczkę na stoku.Teraz wieczorem wino,gitara i te klimaty,które tak kocham.
W głowie mam jakiś ptaszkowy zamęt…
Nikogo nie znałam,a wydaje się jakbyśmy się znali od zawsze…Kapitalni ludzie…
Świetne. Zazdroszczę bez zawiści.
Zachęcony przykładem Skowronka i Bożenki, idę dziś wcześniej spać.
Dobranoc, Wyspo!
Spokojnej!
Ptaszkowe Dobranoc!

Hau hau!
Miau,miau…
Wiatr hula tu jakiś…
Paaaa
Miłej nocki wszystkim życzę:)
Spokojnej!
Na dobranoc… goniąc kormorana
Piękny kormoran
Bardzo mi się spodobało to pięterko ! Zdjęcia i świetne komentarze !
A dziękuję pięknie. Faktycznie, nadspodziewanie udana poczekajka
Mewy dokarmiam na parapecie… ostatnio się rozzuchwaliły i głośno dopominają się o papu.
Jest też jedna,chyba dyżurna, która starannie wyczekuje na ruch okna, choć inne dyżurują na dachach budynków.
Wnętrze naszego kwartału, wytyczonego przez wysokie kamienice, jest mniej więcej puste „od podwórza”, tzn. są tam budynki, ale najwyżej jednopiętrowe (administracja, garaże). Cała ta przestrzeń jest stale patrolowana przez mewy, które doskonale widzą, kto, gdzie i kiedy otwiera okno, i zawsze zakładają, że to poczęstunek – więc rzucają się mieszanym (śmieszki+srebrzyste) stadem w kierunku okna, dopiero 10-15 metrów przed celem orientując się, że to nie resztki, tylko ktoś się wietrzy.
To jeszcze i tak macie dobrze, bo pisał mi Misiek, że do jego domu włażą gołębie i ciężko się ich pozbyć. To ja już wolę całe stado, ale za oknem

No nie, do domu, to jak zaproszę…
Ulotnych snów i pogodnego poranka
Spokojnej nocy.
Lampka jest, zmykam i ja… Dobranoc Wyspo 🙂
Spokojnej – zmykam również.
Dzień dobry
Jakby ktoś zapomniał, to przypominam, że dzisiaj jest tłusty czwartek…
… i o oponki należy dbać

Witaj Bożenko
Witaj Skowronku

Niestety, ja nie pączkuję bo nie lubię pączków. Wolę dobre ciacho
Ciacho…no tak… Choć obecnie słowo ciacho ma podwójne znaczenie Bożenko!
Dzień dobry, białawo psze Państwa

A tu szaro, śnieg w tym roku widziałam tylko na zdjęciach
Cudnie Skowroneczku!
Jak Panowie w nocnych rozmowach o metalowych ptakach se pogadali, to ja im zadedykuję uchwyconego, ustrzelonego przeze mnie (a tak!) telefonem.

A niech zgadną gdzie to zdjęcie było zrobione, bo samolocik całkiem, całkiem
Brawo A/S za dobry strzał!
Witajcie!

Pączki lubię i na pewno kilka dzisiaj wsunę
Nie wiem czy dadzą do kolacji,bo kupić nie ma gdzie,tu nie ma żadnego sklepu.
Będę jadła wirtualne z Wami jakby co.
Ale chyba do kawy?
Dziś podaje kelnereczka. 
Witajcie!
Witaj Maczku
Witaj Bożenko!
Czy kelnereczka ma herbatkę z czymś na wzmocnienie?
Kelnereczka ma wszystko i coś na wzmocnienie też
Ktoś chory,inny w szpitalu, parę osób potłuczonych.Moj organizm sygnalizuje zmęczenie i ból gardła.
Jedziemy na dalszą i trudniejszą górę.
Oby wrócić cało i zdrowo tak teraz już myślę.
Przepraszam,że tak nie ptaszkowo…
Dzień dobry. Biegnę zaraz po pączki…
Dziękuję, poproszę tu w termosie.Spadek formy taki,że panowie pojechali na czarny szlak,dusza się rwała,ale rozsądek zwyciężył.Ten zjazd odpuszczam to i na Wyspę zaglądam.
Buziaki dla Wyspiarzy
I słusznie. Nic na siłę, a zdrowie przede wszystkim.
Wracamy już.Pojechalam jednak na samą górę,widać nawet kawałek Adriatyku.2 tys wys.,ale odpukac mój organizm bardzo nie wierzgnał
No to całe szczęście!
PS. Adriatyku z gór nie oglądałem, jakoś nigdy nie było zasięgu.
Właśnie wróciłem ze spaceru, niestety lodówek w Gdyni nie było (o tej porze)
, mew od groma, łabędzie na plaży, łyski w porcie (bez lodu, ze dwie sztuki), kormoran na falochronie jeszcze dalej niż ostatnio, a na koniec sroka na drzewie z czymś pomarańczowym w dziobie, może kawałkiem marchwi.
Będziemy podziwiać kolejne zdjęcia?
Ej, no niekoniecznie, a w każdym razie nie tak od razu. Przecież te mewy są ciągle takie same, czy wyżerają śmietanę z kubka, czy sobie grzebią w piórach, czy śpią. Bez przesady
Ale jeżeli uda mi się w weekend wybrać np. do tego Sopotu i faktycznie złapię kaczkę lodówkę w aparat, to postaram się pokazać. Ale nie na nowym pięterku, tylko w komentarzu.
Po tygodniu przestoju teraz zdaje się chętni do budowania ustawieni w kolejce? Jeśli dobrze wyczytałam,bo ja to teraz w biegu,z doskoku,z autokaru.

Pączkowo-faworkowe dobry wieczór:)
Z tłustego czwartku najbardziej lubię chyba właśnie smażenie pączków:)
Cały dom tak pięknie pachnie drożdżowym ciastem i konfiturą wiśniową.
Pozdrawiam:)
My kupujemy…
Jak ten czas leci! Dopiero był poranek, a już wieczór i nadeszła na mnie pora do spania. Dobranoc
Dobranoc Bożenko!
Okazało się,że nie tylko mnie dopadło dziś zmęczenie – już impreza się skończyła.
Poproszę o wirtualnego paczka,bo prawdziwych mieć nie będę.Zamiast pączka ciasto i trunki różne…
Spokojnej!
Ptaszkowe i bezpączkowe DOBRANOC!

Spokojnej i Tobie. I bezpiecznej.
Zanim wszyscy pójdziemy spać, proszę zalogowanych o zajrzenie do dawniejszego wpisu – trzeba coś ustalić w najbliższych dniach 🙂
Zajrzałam, napisałam.
Dobranoc
Jutro zajrzę, bo dzisiaj już mnie nie ma. Padłam.
Śpij dobrze! Idę w twoje ślady 😉
Dobranocka,
Dzisiaj taka piosenka. Nie mogę nic poradzić, że się zakochuję (śpiewa wokalistka, a przed nią Elvis).
Snów sentymentalnych.
Sentymentalnych to ja zawsze…
Paaaa
No to tak, owszem, lodówek nie było, ale okazuje się, że parę zdjęć wyszło na tyle ładnie, że je jeszcze tu wrzucę
krótko mówiąc, nocna niespodzianka.
Na pierwszy ogień idzie łyska. Niby taki prosty ptak, dużo czarnego i trochę białego, a tu guzik. Trudno jej zrobić dobre zdjęcie, bo albo dziób i łysinka się zlewają z jasnym tłem, albo cała reszta z ciemnym. A tu się udało, do tego biegnącą na obiad.
To jest zdjęcie z pirsu naprzeciwko głównej części mariny. Mewy siedzą na poprzecznych elementach kei, do których w lecie cumuje się jachty. A tu i teraz wygląda to jak przysypiająca publiczność na nudnym koncercie
To dwie młode mewy na falochronie. „To ja już jestem gotowa do zdjęcia, koleżanka jeszcze się pirzy”.
A to jest betonowe nabrzeże na tyłach oceanarium. Mewa niespecjalnie się bała, łaziła sobie po betonie, a była na tyle blisko, że wyszło najpierw niezłe zdjęcie całej sylwetki, włącznie z cyferkami na obrączce…
…a potem zdjęcie „paszportowe”
No i na koniec sroka, niedaleko ORP Błyskawica. Nie wiem, co trzyma w dziobie, patrzyłem w zbliżeniu i nadal nie rozpoznaję. Może być równie dobrze kawałek marchwi, jak i innego warzywa (dyni?) albo nawet ser? Jak kruk z baśni? W każdym razie nie przymilałem się, żeby zaśpiewała.
Ależ się z Ciebie ptasi fotograf zrobił panie Q!

Tym razem to już definitywnie Dobranoc!
Pięknie!
Czy ta „paszportowa” mewa ma nadkruszony dziób? Czyżbyś skłonił ją do pozowania po krótkiej walce?
Przeczytałam naburmuszony, uśmiałam z dowcipu,a dopiero potem przeczytałam właściwie.
Chyba nie. Mam wrażenie, że one wszystkie mają podobnie ukształtowane dzioby, albo z resztkami jedzenia, albo poobijane od dziobania różnych rzeczy na twardym podłożu.
Mam taką roboczą hipotezę, że to może być przez człowieka, bo przez to, że ludzie generalnie betonują i utwardzają podłoże, mewy mają o wiele więcej okazji, żeby dziobać na twardym. W naturze nietkniętej przez człowieka miałyby chyba jednak mniej (kamienie i skały, owszem, ale chyba nie aż tyle).
I pewnie zaraz zmykam! Dobranoc!
Jednego pączka zjadłam dla tradycji, raz w roku, bo pączków nie lubię od zawsze.
Te ptaki jakoś dobrze na mnie wpłynęły, dzięki zatem Kwaku !
Nie ma za co! Bardzo się cieszę 🙂
Dobranoc na słodko-lukrowo ?
To już chyba resztki – okruszki i sam lukier?
I tym razem definitywnie zmykam.
Twoje nowe zdjęcia też są super, Mistrzu Q




U mnie srok nie ma, także popatrzyłam z chętnością
Mewy, czy łyska bywają (szczególnie mewy są wszędzie), ale też warto popatrzeć
I teraz sam powiedz, czy twierdzenie, że sprzęt nie ma znaczenia ma sens w tym przypadku? Póki nie miałeś porządniejszego aparatu, zdjęcia nie były aż tak wyraźne… a tu każde pióreczko widać, czyli tak jak powinno być
Jeszcze trochę, a zostaniesz nie tylko „Mistrzem Pióra”, ale i „Mistrzem Fotografii”
A w szczególności „Mistrzem fotografii Piór”…
Oczywiście, że bez sprzętu nie zrobi się takich zdjęć.Ale i bez umiejętności.Ja sobie będę dalej pstrykać i pokazywać na FB i cieszyć z komentarzy.
Sprzęt ma znaczenie jako podstawa, ale cały dalszy ciąg jest już w głowie człowieka – gdzie się zatrzymać, jaki punkt widzenia przyjąć, jaki kadr, jakie oświetlenie etc.
A jeszcze wczoraj zauważyłem ciekawą rzecz: wypatrując ptaków, uruchamia się całkiem inny zestaw czujników w mózgu – oczy patrzą gdzie indziej, np. w marinie nie tylko na wodę, ale także na maszty i olinowanie jachtów, stojących na brzegu (bo tam ptaki lubią przysiadać) oraz na inne zakamarki, do tego włączają się uszy, filtrując odgłosy cywilizacji, a wydobywając głosy ptaków (bo może gdzieś tam ćwierka coś, co warto sfotografować?). I w ogóle człowiek się przestawia w inny tryb. Trochę jak myśliwy, tylko bezkrwawo. I umysł przy tym odpoczywa.
Bardzo mi się to podoba.
No to teraz już łatwiej zrozumiesz, dlaczego tak bardzo lubimy nasze wycieczki
Po prostu odpoczywamy. Człowiek przestaje myśleć o problemach, bo nie ma na to czasu 

Wśród wielu głosów, jesteśmy w stanie rozróżnić wiele gatunków, bo każdy ptak ma inne zawołanie. Oczywiście nie wszystkie, ale sporo już tak
A pączków nie jadłam

Czasami nawet lubię zjeść jakiegoś, ale nie miał kto kupić, nie mówiąc o zrobieniu. Oboje pracowaliśmy dość długo… moim marzeniem było jak najszybciej wrócić do domu, przebrać się w domowe ciuszki i coś zjeść. A pączek to nie jedzenie…
Mireczko, a co z twoim pięterkiem? Publikuj!
Popieram.Ptaszkow nigdy za dużo.
Dzień dobry
Znów piątek, ale pogodę mamy pod zdechłym Azorkiem… leje i wieje, brrr…
Dzień dobry, Bożenko
a tak sobie pada równiutko i nawet w miarę ciepło. Tylko wczorajsza biel poszła se… noo..
Ale chociaż widziałaś tę biel, a ja?
Nooo na zasadzie, że wpadnie i wypadnie! Znaczy się regularnie rozpływa w szarościach
Witajcie!
Szary piątek przetykany ptakami
Pączki już strawione, co by tu teraz złasować?
Śledzia! Panie T, śledzia

Bo przecie nie śliczną mewę, nie??
Dzień dobry!
I moją pierwszą myślą był śledź 😉 do wtorku niedaleko…
We wtorek to jeszcze musowo coś pod śledzika
Ja wczoraj bez pączków,ale za to mam słońce teraz.
Dzień dobry niech będzie mimo, że deszczowy

Zdjęcia piękne, że se aż chlipnę z zazdrości (chlip)
a opisy? Wiadomo, że mistrzowskie i dowcipne.
Sie normalnie człek kompleksów nabawi! W tym towarzystwie
Ja już dawno kompleksów się nabawiłam.

Eeee tam… Nie rycz mała! Maczek jest jeden niepowtarzalny! Pędziwiatr, gaduła i… ?
Witam już z autokaru!
Kaaawyyy…
Noo przecież

O tak! Koniecznie. Zaspawszy, potrzebuję przyspieszyć kroku.
Mistrz Q z aparatem biega? Gdzieś?
Dzień dobry. Nie biegam, bo wieje i leje. Beznadziejnie zaspałem, być może też ze względu na wianie i lanie (bo coraz częściej pogoda mnie tak rozkłada).
A ja właśnie wróciłam z zakupami.
Lać na razie tu przestało,
ale cieszę się, że mi głowy nie urwało.
Dzień dobry

Wywołana do tablicy przez Ukratka, opublikowałam swoje pięterko, na które serdecznie zapraszam