Zwiedzanie Majorki rozpoczęłam od miejsca związanego z Fryderykiem Chopinem i George Sand.
Oprowadzał nas sympatyczny młody mężczyzna mówiący kiepską polszczyzną. Jako 7-letni chłopiec wyjechał z mamą z Polski, która na Majorce postanowiła szukać lepszego życia.
Mówił po hiszpańsku, katalońsku i polsku. W sezonie pracował jako przewodnik wycieczek po Majorce, w zimie łapał się różnych dorywczych prac. Dużo opowiadał o realiach życia na Balearach na wypadek jakby ktoś chciał osiedlić się na stałe lub bodaj kupić sobie apartamencik.
Jeśli nikt z Wyspiarzy CHWILOWO nie jest tym zainteresowany proponuję zerknąć na klasztor Królewska Kartuzja pod wezwaniem Jezusa z Nazaretu oraz pomnik naszego słynnego rodaka. Do tematu życia na Majorce mogę wrócić jak tylko zechcecie przy kolejnym wpisie.



Fryderyk Chopin i George Sand na Majorce spędzili zimę 1838/1839. Pierwotnie zatrzymali się w willi w Establiments, którą jednak musieli opuścić, gdy mieszkańcy dowiedzieli się o gruźlicy Fryderyka. Wtedy zamieszkali w klasztorze kartuzów w Valldemossie.
Przypominają o tym takie oto duże figury, przy których Makówka jest bardzo malutka.

W celach, w których mieszkali G. Sand i F. Chopin ustawione są pamiątki po tej parze. Muzeum można zwiedzać, ale stoi tam pani, która pilnuje, aby nie robić zdjęć. To jedno udało mi się zrobić z korytarza, zanim zostaliśmy poinformowani o zakazie.


Każda klasztorna cela miała wyjście na wiszący wysoko nad doliną taras. Zakonnicy uprawiali tu warzywa i zioła na własne potrzeby. Tu już wolno robić zdjęcia. Można chwilę pospacerować wśród winorośli wdychając zapach rosnących tu ziół oraz popatrzeć na góry i dolinę (Valldemosa położona jest 435 metrów nad poziomem morza w rejonie pasma górskiego Sierra de Tramuntana )


Inną atrakcją klasztoru jest apteka, która przetrwała wygnanie mnichów i zaspakajała potrzeby mieszkańców aż do XX wieku. Można tu podziwiać majolikowe słoje, stare pojemniki ze szkła lub drewna.


W czasie czasu wolnego byli tacy co zaglądali do sklepów, ba -robili zakupy!

Ja jednak wolałam się przespacerować po Valldemossie, podziwiać wąskie uliczki, urokliwe zaułki oraz robić zdjęcia małym ceramicznym kaflom wbudowanym w wiele domów Majorki. Przedstawiają one sceny z życia Cataliny Thomas zakonnicy, czczonej na całej wyspie .




Wracamy serpentynami, które omal przyprawiają mnie o chorobę morską (czy wspominałam, że wcześniej była degustacja likierów?)

Podziwiamy ładne widoki. Mało brakowało,a musiałabym przez parę dni tylko stać lub leżeć na brzuchu, gdyż siadając na rozgrzanym słońcem murku oparzyłam sobie uda (byłam w krótkich spodenkach).
Uda przeżyły, a ja zdjęcie mam, a jak mam to Wam pokażę. Obiecałam, że będę grzeczna i poważna, ale nigdy nie mówiłam, że będzie wpis Makówki bez Makówki, bo moglibyście nie uwierzyć, że tam byłam.

Obrazkiem wyróżniającym jest zdjęcie, które zrobiłam w Galerii Sztuki Współczesnej w Valldemossie, zanim pani powiedziała, że nie wolno robić zdjęć.





Makówka zaprasza na kolejny wpis z cyklu
WYSPY HISZPAŃSKIE, część 1 MAJORKA
1.1 Valldemossa.
Przed czytaniem proponuję posłuchać Preludium Des-dur „Deszczowe”. Jedno z 24 skomponowanych na Majorce.
Ładne przeżycia i zdjęcia. Jeśli chodzi o Twoją tzw. chorobę morską, to mam wątpliwości…czy to na pewno winne były serpentyny? Pisałaś też o degustacji likierów…
Dziękuję Bożenko.
Przeżycia faktycznie ładne, choć piekielnie męczące w prawie 40-stopniowym upale. Dlatego kiedyś pisząc do Was z Majorki wspomniałam, że jestem zmęczona tym wypoczywaniem. Choć OCZYWIŚCIE bardzo zadowolona.
Była degustacja likierów, wszystkie były pyszne, najlepszy dla mnie -migdałowy.
Jednak już tak serio i na poważnie od dziecka źle znosiłam jazdę samochodem. A na karuzeli byłam raz i chorowałam po tym tak długo, że był to pierwszy i ostatni raz.
Dobry wieczór. Nie miałem pojęcia, że Szopen tam był, a co więcej, komponował.
Poza tym widzę zdrową równowagę między zwiedzaniem, spacerowaniem i chłonięciem atmosfery oraz degustacjami i innymi takimi
No i zdjęcia takie, że od razu robi się gorąco. Czyli w sam raz na odchodzące (? powoli?) lato (ma wrócić w weekend
)
Dla kontrastu błękitnego nieba na zdjęciach wybrałam na dzisiejszy deszczowy dzień nie przypadkowo Preludium Deszczowe.
Tak dla zachowania równowagi panie Q!
Słusznie!
Czy tylko mnie figurki Frédérica i George przypominają estetyką liczne w naszym kraju pomniki smoleńskie?
Mnie się raczej kojarzą z podobną twórczością z Meksyku, ale niewykluczone, że to po prostu lokalna realizacja tego samego nurtu.
Poza tym takich wielkich smoleńskich nie widziałem…
Za takie porównanie myślę naraziłbyś się Tetryku obu porównywanym stronom.
Chopin i bardzo nowoczesna jak na owe czasy Sand obawiam się, że byłaby daleka od czczenia religii smoleńskiej.
Natomiast dla tych, co stawiają pomniki smoleńskie para kochanków żyjąca pod jednym dachem bez ślubu to zapewne też kiepski wzorzec.
Ależ ja nie porównywałem Frédérica i George z Marią i Lechem, tylko estetykę twórców jednych i drugich figur.
Nie ma jeszcze takich wielkich? Czas jeszcze nie stanął…
Ależ wiem, wiem musiałam się jednak trochę podroczyć, bo przecież nie mogę być TYLKO poważna.
A z czym skojarzyła Ci się Tetryku estetyka kafelek ku czci świętej Cataliny? Bo mnie przypomniała się figura woskowa siostry Faustyny wśród NAJBARDZIEJ ZASŁUŻONYCH POLAKÓW w Muzeum na Kopcu Kościuszki na wystawie pt.”Polaków drogi do wolności”
Natomiast te malutkie kafelki na Majorce wbudowane w mury domów wyglądają sympatycznie jako takie kolorowe akcenty, gdy ogląda się je z daleka. Pokazałam je, bo są bardzo charakterystyczne dla Valldemossy.
Swięta Cafelina?!
Catalina Thomàs – beatyfikowana 12 sierpnia 1792 r. przez Piusa VI, kanonizowana 22 czerwca 1930 r. przez papieża Piusa XI.
Ur. 1 maja 1533 r. w Valldemossa , zm. 5 kwietnia 1574 r. w Palma de Mallorca.
Oraz: zmykam…
Napisałeś panie Q Nie miałem pojęcia, że Szopen tam był, a co więcej, komponował. Podróże kształcą dlatego uzupełnię jeszcze, że komponował na biednym majorkańskim pianinie jak sam to z żalem określił.
Pianino, sprowadzone specjalnie z Europy, zaginęło w podróży. Odnalezione później tygodniami stało w porcie w Palmie, ponieważ trzeba było zapłacić podatek, na który Chopin nie miał pieniędzy.
Dotarło do Valldemosy na 3 tygodnie przed wyjazdem kompozytora. Wyjeżdżając Chopin i Sand nie chcieli po raz drugi płacić wysokiego cła zostawili więc pianino jako rozliczenie z bankiem. Jest najcenniejszym eksponatem w Muzeum Chopina w klasztorze.
Cła na pianina, coś podobnego!
Co w tym dziwnego? Towar jak każdy inny, żeby nie powiedzieć: luksusowy…
To mi przypomniało anegdotkę o Gay-Lussacu, który — aby uniknąć cła przy sprowadzaniu z Jeny szkła laboratoryjnego — starannie zakorkował wszystkie kolby i opatrzył skrzynie napisem: „UWAGA! Ostrożnie! Niemieckie powietrze!”
Za opakowanie cła nie zapłacił…
Bardzo mądre! Zastanawiam się jakby w podobny sposób przemycić w samolocie w bagażu podręcznym butelkę z jakimś płynem?
Dzień dobry



Może jestem paskudna, ale cieszę się, że w Krakowie pada i Makóweczka znalazła czas na pisanie
Relacja z wycieczki niezwykle ciekawa, a zdjęcia cudne
Warto było poczekać
Dziękuję Miralko!
Faktycznie, gdyby nie deszcz pojechałabym na zaprzyjaźnioną działkę, a nie robiła wpis.
Masz w nagrodę zdjęcie, które zrobiłam 19 czerwca 2019 w Parku Decjusza w Krakowie. Wtedy też padał deszcz. Tak jak i teraz.
Na pocieszenie Ci napiszę, że u mnie też prawie cały dzień padało. I jeszcze ma padać w nocy i rano. Potem ma się wypogodzić… a i powietrze ma się trochę „osuszyć”. Cieszy, bo nie będzie tej pierońskiej „zupy”
Piękny jest ten pomnik, troszkę poczytałam o autorze dzieła i o samym pomniku.
„Pomnik Fryderyka Chopina stojący w parku Decjusza, zamiast napawać dumą, niszczeje. I czeka od lat na renowację”
Smutne.
Dobranocka i lampka jeszcze tam, ale Dobranoc powiem już tu.
No to śpimy…razem na tej samej ziemi…
Taka ciekawostka…




Na moich hojach pojawiły się jakieś żółto-pomarańczowe malutkie paskudztwa. Zakupiłam środek owadobójczy do tych i wielu innych… popryskałam (a właściwie zlałam dokładnie) i… nic
Miały się całkiem dobrze. Te, które zdmuchnął pęd ze spraya – odpadły, ale reszcie to jakoś nie zaszkodziło. Przecież nie będę ręcznie tych drobin usuwała!!! Tym bardziej, że jedna z hoj ma bardzo pokręcone listki. Wkurzona poddymiłam je dymem z papierosa… spadały jak ulęgałki
Dym wchodzi wszędzie, nawet między te pokręcone listki. Może i palenie jest szkodliwe, a jak widać dla małych paskud wręcz śmiertelne
Teraz ile razy wyjdę na papierosa i nie ma wiatru, to poddymiam. Mam nadzieję, że zanim zabiorę hoje z powrotem do domu, będą już wolne od tych małych paskud
Doszłam też do wniosku, że jeśli jakiś preparat jest na wszystko, to znaczy że jest do niczego…
Dodam jeszcze, że palę dłużej niż jestem mężatką. Mąż to w pewien sposób zaakceptował (chociaż od 40 lat stara się mnie odzwyczaić, ale jak na razie bez powodzenia). Ustaliliśmy jedno – w domu nie palę. Bez względu na pogodę, wychodzę na zewnątrz. To było konieczne (moim zdaniem) ze względu na małe dzieci. Dzieci dorosły i wyprowadziły się (żadne z nich nie pali), ale zwyczaj palenia poza domem został


W sumie mąż nie pali, to czemu miałby wdychać mój dym?
To tyle gwoli wyjaśnienia
Dobre, skoro skuteczne!
Dzień dobry
Całą noc padało i jeszcze nie przestało. Ale tak dobrze się spało, że wstawać się mi nie chciało 
Dzień dobry. Dzisiaj będzie dzień wytężonej pracy. Za oknem pogoda niegorąca (i bardzo dobrze), ale do weekendu to się ma zmienić.
Witajcie!
Dobrze się spało, fakt!
A śniło się Panu coś lub ktoś?? Na ten przykład św. Cafelina według Mistrza Q
Pewno ktoś… ale na pewno nie była to żadna święta!!!
Tetryku czyżby jakaś grzesznica?A fe!
To może kawy?
Jasne, dziękuję
Dzień dobry
Oddali, noo przecież płacę, co nie?? 


Pięknie się Maczek nadeptał uwieczniając na fotografii.
Nooo i widoki, a zwłaszcza ten za Maczkiem, czy to jest morski potwór ??
Przyjrzyjcie się tej wyspie.
I co widzicie??
Chyba.. Smok Wawelski ogląda się na Maczka ??
Tu lepiej widać. Faktycznie przypomina morskiego potwora.
Hm może Smok Wawelski też lubił podróże?
Gdybym spotkała Lajkonika pewnie by mi więcej wyjaśnił?
Piękne ujęcie

Posiedziałabym na tej skarpie i podumała. Czuję lekki zefirek na twarzy.
No nie, rozmarzyłam się?
Do posiedzenia znalazłabym Ci lepsze miejsca na Majorce. Ta skarpa była stroma i chyba dostęp do tej skały bardziej z morza jak z lądu.
Jak tylko zechcecie planuję kontynuować cykl wysp. Wszak teraz to dopiero (o zgrozo!) część 1.1.
Już słyszę te jęki…
Gdy patrzę na pochmurne niebo za oknem cały czas się rozmarzam, gdy tylko wspomnę Majorkę.
Teee, proszę mnie nie zniechęcać! Ja już tam swoje miejsce do przysiadu odkryłam
Tylko nie idź tam w krótkich spodenkach i nie siadaj na rozgrzanym murku!
A czemu nie?? Że se troszkę udka przypiekę, a tłuszczyk wytopię?? Phi, to będą bardziej smukłe
Prawie jak Twoje 
Też Cię kocham Skowroneczku!
A figury woskowe… Hmm, Fryderyk taki zaróżowiony przy jego chorobie.. Kogoś mi współczesnego przypomina
I jak się czuł Geniusz w tych zawilgoconych celach starego klasztoru, na niegościnnej ziemi Valldemossy.
Jak się czuł? Fatalnie. Jego stan zdrowia pogorszył się, zamiast poprawić.
Wklejam tu zdjęcie, na którym dobrze widać te kiczowate, nienaturalne kolorki.
Zdjęcie z netu, bo mój aparat to taka malutka małpa, więc moje zdjęcia są, jakie są. Takiego przybliżenia nie da się zrobić.
Faktycznie, kolorki kiczowate a Fryderyk chyba mało podobny do siebie
Tam jest więcej takich par, czy to zdjęcie jest odwrócone?
To te same figury co na moim zdjęciu. Bystry obserwator z Ciebie Tetryku, bo faktycznie to z netu jest odwrócone.
Moje zrobione szybko „proszę mi zrobić zdjęcie -myk, pstryk”, bo następni czekają i idziemy dalej, bo za nami następna wycieczka.
Tutaj Sand wyglada jakby na galopujące suchoty chorowała 😉
Witaj ajw!
Mam książkę o Fryderyku i George, jest tam rozdział poświęcony właśnie ich pobycie na Majorce ( wśród nieokrzesanych prostaków ). Kurcze, tytułu nie pamiętam. Muszę przejrzeć swoje biblioteczki.
Poszukaj Skowronku i podziel się z nami opisanymi tam faktami. W ten sposób wszyscy poszerzymy swoją wiedzę, a przecież o to chodzi, aby było miło i pożytecznie, prawda?
Oczywista oczywistość, jak mawiał klasyk

Daj mi czas Maczku kochany, bo przede mną sterta prasowania, a za 6 dni następni goście. Padnę przy tym żelazku, jak przecinak
Hi,hi nie dało mi spokoju i od razu wzięłam do ręki pierwszą, która po tytule wpadła mi w oko: „Chopin” J.Iwaszkiewicza i na tej pozycji na razie poprzestanę
Następne pięterko będzie o Chopinie Skowronku?
No nie wiem czy będę miała czas, troszkę trzeba przekartkować, zaznaczyć ciekawsze fragmenty i przepisać, bo na kopiuj wklej nie mam co liczyć
Pochmurne witajcie!
Witamy, witamy

Może nie słonecznie, ale nareszcie przestało padać, a moja rzeczka nabrała wody. Co prawda nieco brudnej
Znikam, bawcie się dobrze.
Grzecznie proszę Państwa, bo z komórki będę sprawdzać od czasu do czasu!
pa!
Co Ty w tej komórce robisz??? Hę

No właśnie… Siedzi sobie w komórce i podgląda nas na Wyspie
No ,no grzecznie proszę Państwa ,bo Makówka znika i będzie podglądała znanym tylko sobie sposobem co dzieje się na Wyspie . Nie miałem okazji aby wpaść na Majorkę , bo tam gdzie mnie licho nosiło , to zawsze było za kawałek chleba , a nie żeby z rozpusty wydać parę dolarów na Majorce . Bywałem nad jeziorem Bajkał , na pustyni Kara- Kum , w Wietnamie , w Nigerii , parę miesięcy w Bułgarii i Czechach , ale do Majorki nie dojechałem . Z natury wolę słuchać szumu fal morskich , niż zgiełku zatłoczonych ośrodków wypoczynkowych , chociaż trzeba przyznać , że każde doświadczenie życiowe , w tym również wspomnienia urlopowe , ma dla każdego swoją wartość zwłaszcza w psychice . Z przyjemnością czytam opisy miejsc i zdarzeń w których uczestniczyli Wyspiarze zwłaszcza , że ciekawość ludzka jest nieograniczona , a to jest głównym motorem napędowym rozwoju naszej cywilizacji . Brawo Makówko , oby nie zaciął Ci się aparacik do podglądania Wyspy .
Witaj Maksiu!
Tylko pozazdrościć Twoich podróży.Czemi nie robisz z tego relacji?
W czasie moich wakacji na Majorce dużo czasu spędzałam w morzu i na plaży i na słuchaniu szumu morza,ale byłam też na paru wycieczkach.
To napisała Makówka z komórki,bo przecież musiałam sprawdzić czy grzeczni jesteście.
W komórce z komórką sobie siedzę…

I stale się mi włącza jakiś tryb incognito i jeszcze się wylogowuje.

Ale uwaga,bo Was incognito podglądam!
Prosiłam, abyście byli grzeczni,ale nie pochowani…
A ja tak się majorkowo rozmarzylam,że poszłam sobie popływać.
Brakowało piasku,palm,szumu morza itepe itede,ale dobre i to.
No proszę, Majorka jej się marzy…
Przegladajac zdjęcia,aby zrobić pięterko zatęskniłam za Majorka albo innym podobnym miejscem.Skoro jest chłodno,szaro i jesienne.
Tu deszcz minął i dzień był nie jesienny, ale letni.
No to fajrant i przerwa.
Krótkie dni nadchodzą, coraz krótsze. Jeszcze niedawno o tej porze świeciło słońce… A mnie tak szkoda lata, które się kończy…
Ale na Majorkę i tak nie pojadę…
A mnie tak Škoda lata… – tymi słowami Czesi często skarżą się na luzy w kierownicy… 😉
Witaj, Makówko.
Najbardziej podobały mi się chyba te strome, wąskie kamienne uliczki z doniczkowymi ogródkami i ażurowe okiennice, malowane we wszystkich tonacjach morza:) Ale ja mam słabość do kamiennych, ulicznych posadzek
w hiszpańskich miasteczkach. Nie wiem, czy trafiłaś też do pobliskiego Orientu – wioseczki w skali mikro z pyszną paellą i cudnym widokiem na sady cytrusowe:)
Duże wrażenie zrobiły na mnie zbiory plakatów Miro i obrazów Ramisa. Może nawet większe niż chopinowska kolekcja, chociaż tubylcy nazywają Valldemossę Isla Pardiso de Chopin:)
A jeśli chodzi o rozkosze podniebienne w Valldemossie, to bardzo lubię taką niby-knajpkę, Panaderię Ca’n Molinas, z przepysznym chlebem ziemniaczanym, obłędnymi ciastkami migdałowymi i wewnętrznym ogrodem na tyłach tej (bardziej jednak) piekarenki, w którym możesz sobie to skonsumować z równie dobrą kawą:) Mają tam też niezgorsze bagietkowe przekąski na słono.
To tyle na szybko.
Trochę obawiam się rozpisywania, bo „w komentowaniu z pobytów” mam dziwne „szczęście” do trafiania w tematykę czyichś kolejnych postów:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Rozpisuj się ile chcesz na moich pięterkach, gdyż w ten sposób dzielimy się wiedzą, wrażeniami, wspomnieniami.
Na Majorce byłam od 10 do 20 lipca tego roku z BP TUI.
Zakwaterowanie i wyżywienie w hotelu Pabisa Chico.
Oprócz plażowania i pływania w morzu pojechałam na 3 wycieczki zorganizowane przez TUI. Byłyśmy również parę razy indywidualnie autobusem miejskim w Palma de Mallorca.
Nie chodziłam do restauracji, bo miałam ograniczone fundusze, więc na temat rozkoszy podniebiennych nie mogę się wypowiadać.
Też wolę indywidualne podróżowanie, zwiedzanie we własnym tempie, zatrzymywanie się po drodze na posiłek i nocleg. Tak było w czasie moich pobytów w USA, które też czasem na Wyspie opisuję.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za podzielenie się swoimi wrażeniami.
Nie znam tam zbyt wielu hoteli:) Bywam prywatnie, więc możemy zwiedzać trochę inaczej, bardziej na luzie, a mieszkający tam znajomi to zawsze najlepsi przewodnicy, bo wiedzą „co w trawie morskiej piszczy”:)
Nie przepadam za nadęciem drogich restauracji i prawie nigdy ich nie polecam. Knajpka, o której piszę, to raczej cukiernio-piekarnia, w której najlepsze smakołyki serwują od zaplecza:) Jest bardzo przystępna cenowo, a któregoś razu pewien pan obsłużył nas śpiewająco. Dosłownie – śpiewał pełną piersią w trakcie realizowania zamówienia:)
A w klasztorze Sa Cartoixa, prócz partytur i listów Chopina, widziałam także retro-maszyny drukarskie, bardziej przypominające wehikuły czasu albo wymyślną aparaturę do tortur niż sprzęt do produkcji literatury:) Nie wiem, czy jeszcze tam są.
I – oczywiście – akcesoria apteczne: te wszystkie flaszeczki, szkatułeczki, ceramiczne tygle, czyli osprzęt tamtejszych czarnoksiężników w habitach:)
Dreptaliśmy też trochę po górach, ale bardzo niewyczynowo, ku niezadowoleniu górołazów z ambicjami:)
My nastawiamy się raczej na pobycie ze sobą, skoro już mamy okazję się spotkać, a atrakcje turystyczne są miłym dodatkiem.
Pozdrawiam:)
Leno!
Głównym celem mojego wyjazdu na Majorkę było, aby pobyć ze sobą z moją przyjaciółką Danką. Morze, pływanie, plażowanie, zwiedzanie było miłym dodatkiem jak to określiłaś.
Oczywiście najlepsze jest zwiedzanie z kimś lokalnie mieszkającym. Dlatego nadal uważam moje pobyty w USA jako „przygodę życia” i tak lubię o tym opowiadać.
Teraz sama nie wiem -gdy na mnie padnie pięterkowa kolej kontynuować wyspy hiszpańskie czy Amerykę?
O czym byś nie napisała, Makówko, i tak będzie interesująco, więc z przyjemnością przeczytam.
Też nigdy nie wiem, co znajdzie się w moim kolejnym wpisie. Może dlatego mam tyle kategorii:)
Za to wiem – kiedy:)
Miłych snów, Makówko:)
Dziękuję, dziękuję, ależ Ty miła jesteś Leno!
A ja ani nie wiem, o czym ani kiedy.
Ten wpis zaczęłam o Belvedere, a potem postanowiłam jednak chronologicznie.
Mogłabyś zdradzić namiary na Twoje wpisy?
Chętnie poczytam.
Miłego dnia Leno!
Zerknij na zestaw linków „Tam bywamy”…
Zerknęłam, ale dalej nie wiem, gdzie szukać wpisów Leny. Wpisów z różnymi kategoriami.
Dziękuję, Makówko.
Wydaje mi się, że raczej normalna – czytuję to, co sprawia mi przyjemność, w innym wypadku po prostu – nie czytuję:)
Nie wiem, czy o taką informację Ci chodzi, ale kiedy wejdziesz na mój blog (kartkę z brulionu), po prawej stronie są „kategorie”, a pod każdym tytułem czają się moje tworki:)
Zapraszam. Będzie mi miło, jeśli zajrzysz.
Pozdrawiam:)
Witaj, Tetryku.
Bardzo się cieszę, że Madagaskar bywa już u mnie oficjalnie:)
Ja na Wyspie jeszcze trochę po partyzancku, ponieważ muszę poczekać na kogoś bardziej oblatanego ode mnie we wstawianiu adresów w zakładce „odwiedzam”:)
Miałeś okazję poznać moje talenta informatyczne, więc wiesz, jak to wygląda:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję Leno. Chętnie zerknę, ale chyba już wieczorem. Teraz już znam namiary na Twojego bloga.
Pożegnam się już życząc SzanPaństwu – spokojnej
PS Ziiimmnoo.
Skowronku, chucham w twoją stronę. Mogę — nic nie piłem! 🙂
Ja też chucham. U mnie też zimno. I też mogę, bo też nic nie piłam alkoholowego.
Spokojnej. Zimno, w górach chyba zwykle tak?
Nie tylko w górach. W Krakowie też upału nie ma, a ja się nie zdążyłam pożegnać z Bagrami.
W sumie może lepiej, że upału nie ma. Już się zmęczyłem upałami.
Na mnie też już czas. Dobrej nocy Państwu
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj instrumentalnie, powoli – i na fortepianach, chociaż nie Szopen. Marek i Wacek, dzisiaj trochę już zapomniani.
Snów nie tylko o Zuzi!
Sympatycznie się słucha i Zuzię ogląda.
Panowie uważajcie ze snami o Zuzi, bo ona wygląda na nieletnią!
Ekhm, ja bym tylko chciał przypomnieć, że to jest utwór z 1984 roku, więc dzisiaj Zuzia jest już mocno pełnoletnia!
W takim razie -proszę bardzo możecie śnić o Zuzi.
W następnej Dobranocce poproszę o obiekt do snów dla pań.
A co się dzieje z naszą kochaną Wiedźminką?
Urlopuje

Witaj rzadko, ostatnio, pojawiająca się Poetko
Dobranocki słuchało się b. przyjemnie, pora więc na lampkę…

Makówko, czekam na dalszy ciąg. Dzięki Tobie wyspa będzie mi bliższa, tym bardziej że z polskimi akcentami.
Witaj Ultro!
Będzie ciąg dalszy, ale raczej nie będzie polskich akcentów.
A ja zmykam.
A ja, zanim będę zmykać przypomnę tu coś póki jeszcze jesteśmy na tym pięterku, a zanim Skowronek zrobi wycieraczkę o Chopinie.
Romantycznie- to pojmować tylko tak
jak pojmuje niebo ptak, drzewa, wiatr
Romantycznie -znaczy kocham ty i ja
znaczy Chopin wielki gra
pocałunki, bicie serca i akordy
Kocham świat
za zasłoną szarych dni
choć nie zawsze umiem żyć
w uśmiechu łzy
Kocham świat
gdy przychodzi mi na myśl
może kiedyś go zabraknie
i ostatnie z moich pragnień
z moich marzeń się nie spełni
Romantycznie- to jest szukać nowych prawd
to jest zdobyć jedną z gwiazd
niech rozpali świat
Romantycznie-
znaczy gorycz trudnych chwil
znaczy tysiąc przebyć mil
by odzyskać, by przebaczyć, by zapomnieć
Kocham świat
za uczucia pierwszy szał
choć wspomnienie młodych lat
w radości żal
kocham świat
Fryderyku powiedz sam
ile szczęścia można znaleźć
albo wcale
żadnych pragnień, żadnych marzeń
co się spełnią
Romantycznie- to jest wierzyć w urok chwil
to w porywie szukać sił na zwyczajne dni
Romantycznie- znaczy więcej niż ty sam,
niż zrozumieć wprost się da,
nieprzytomnie, nierozsądnie, romantycznie
Kocham świat
za zasłoną szarych dni
choć nie zawsze umiem żyć
w uśmiechu łzy
Kocham świat
Fryderyku jak i ty
lecz tak nigdy nie wyrażę
tej miłości
tyle pragnień tyle marzeń-
niech się spełnią.
Jak się siedzi samemu na nocnej zmianie to tak człowieka napadają jakieś romantyczne myśli…
Ptaszki też są -coś dla Miralki.
ROMANTYCZNE DOBRANOC!
Pani Joanna ślicznie śpiewa ( Romantyczność słowa W. Popkiewicz, muzyka na motywach Poloneza As-dur F. Chopina – również W. Popkiewicz).
Maczku, na razie nie mogę!!! Ale kochaaaaam świaaat Fryderyku tak jak ty…
Dzień dobry
Chłodny poranek, ale dzień ma być ciepły.
Dzień dobry, Poranna Pani B
Witajcie!
Najpierw Zuzia, potem Joanna — gorąca noc, mimo chłodu!
A romantyzm był??

Witaj Panie Ukratku
Nie wiem — spałem…
Dzień dobry. Miałem z różnych względów bardzo kiepską noc, od rana padam na dziób, mam nadzieję, że jakoś się dzisiaj uda dotrwać do końca dnia…
Oj, współczuję i jak z ciężką głową pracować? 🙁
Romantycznie witam!
Kawa,herbatą dla wyspanych i niewyspanych
Witam Panią M i proszę kawusię
zanim mnie trafi ten noo…
Internet rwie okropnie.
To ja oczywiście proszę o kawę
Tak się nie da, lecę na necie sąsiadki, bo mój się rozmył, zniknął, nie ma! 🙁
A ten muli okropnie, może się chociaż przywitać pozwoli?
Dzień dobry
Alla, nie irytuj się, daj se na luz!
No i pozwolił się przywitać, całe szczęście! Mam nadzieję, że to tylko chwilowe trudności?
Skowronku, trzymam kciuki za szybkie oddanie sieci!
Miś dla niewyspanego Q
i Skowronka z uciekającym netem
Dzień dobry

Tylko się przywitam i biegnę do pracy
Spokojnej pracy Miralko!
Spokojna nie była, ale dziękuję za życzenia
Ciszaaaaa?
To i ja znikam…do popotem
Dobry wieczór. Mimo niewyspania jakoś dociągnąłem do fajrantu, więc tradycyjnie przerwa, powiem tylko, że skończyłbym wcześniej, ale śledziłem doniesienia z Tatr…
Tyle się wokół dzieje , że nie wiadomo w którą stronę ucho nadstawić aby nie zwariować . Przypominają mi się ” słusznie ” minione dawne czasy , kiedy na spotkaniu publicznym w sali kinowej , reprezentant władzy grzmiał : Nie słuchajcie plotek ! Bo plotka chociaż prawdziwa – jest szkodliwa ! Dzisiaj jest podobnie , tylko czy te dzisiejsze plotki też są prawdziwe, tak jak dawniej ??
Niestety, doniesienia z Tatr są prawdziwe. Ponad 30 osób poszkodowanych, a 4 zabite, w tym 2 dzieci. Byłam na Giewoncie, ale pogoda była pewna. W górach burza jest groźna gdy nie ma się gdzie schować. A idąc na szczyt Giewontu, ludzie trzymają się łańcucha… Metalowy krzyż, metalowe łańcuchy, dlatego tylu poszkodowanych…
Wróciłem spod sądów. Trochę ludzi było…
W wielu miastach były demonstracje pod sądami, w Poznaniu też.
Tak — trochę nas było, ale dużo, dużo mniej niż kiedyś. Tu można sobie poczytać i obejrzeć zdjęcia.
Dziennik Polski
Wyborcza
Nocnej zmiany jeszcze nie ma, ale ja już idę pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej, ja już po przerwie.
Nocna zmiana wróciła spod Sądów i już się melduje.
Dobranocka.
Dzisiaj westernowo. Było, ale dawno. Lee Marvin i „I Was Born Under Wandering Star”. Takie mruczenie, wspomagane harmonijką ustną i chórkami. Spokojne, jak spacer po prerii (bez stada szarżujących bizonów za plecami).
Snów o wędrujących gwiazdach!
To mruczenie to ma być ta Zuzia dla pań?
A pewnie
Wolałabym jakiś romantyczny przykład. Taki facet co patrzy w oczy, ale nie znad rękawic bokserskich.
Albo inaczej:
Robert Redford w Pożegnaniu z Afryką kiedyś mi się podobał, ale …kiedy to było…
Tu nie patrzy w oczy, ale pani wygląda na zadowoloną:
A tu patrzy w oczy, ale widać go przez to z profilu:
Nieeeee. Wolę takie patrzenie w oczy:
Albo takie:
Ależ pani ma wymagania!
Ale bierze pani poprawkę na to, że ten pierwszy film (Dirty Dancing) to miał premierę na całe 8 dni przed śmiercią Lee Marvina, a piszę o tym dlatego, że w czasach, kiedy aktor ten był u szczytu kariery, to filmy z takimi scenami nie powstawały, bo obyczajowość była, tego, inna? I że od lat trzydziestych do sześćdziesiątych stosowano się w USA do kodeksu Haysa, który był cholerycznie pruderyjny, więc na takie sceny jak na zdjęciach z Patrickiem i Jennifer czy też z Leonardo i Kate, to nie było szansy?
Bynajmniej nie odwoływałam się tu do scen łóżkowych. Przypominam Panu, że wspominałam o PATRZENIU SOBIE W OCZY. Co ewentualnie następuje potem milczę zgodnie z piosenką śpiewaną przez Maję i Andrzeja Sikorowskich:
(…)Czy w pościeli kolorowej się skończyło.
I nic, i nic, i nic, i nic.
Nic, kochani, więcej z nas nie wyciągniecie.
Dżentelmeni oraz damy, a o takich dziś śpiewamy,
o szczegółach nie powiedzą za nic w świecie (…)
Ha, żeby to tylko sceny łóżkowe! Otóż kodeks Haysa miał osobny punkt pt. „Taniec: tańce, które podkreślają nieprzyzwoite ruchy, powinny być uważane za obsceniczne”, a punkt poprzedni napominał: „Obsceniczność: obsceniczność w słowach, gestach, nawiązaniach, piosenkach, żartach czy też sugestii, jest zakazana”! Natomiast w punkcie pt. „Stroje” był podpunkt 2: „Stroje taneczne, pomyślane tak, żeby pozwalać na nieprzystojne odsłanianie [ciała] lub nieprzyzwoite ruchy podczas tańca, są zakazane.” Co z punktu widzenia lat trzydziestych wyczerpuje stroje i figury z „Dirty Dancing” (niby dlaczego na polski przetłumaczono ten tytuł jako „Wirujący seks”?).
Taniec? To ja poproszę scenę tańca z filmu „Zapach kobiety”.
To jest piękna scena, a film z 1992, kiedy kodeks Haysa był już prehistoryczny.
Piękny i mądry film.
Najważniejsza jest dla mnie scena w szkole, kiedy dowiadujemy się co to jest honor.
Umruczani przez wędrującego Marvina powędrujmy spać…

Tak zwyczajnie spać?
Razem na tej samej ziemi?
To ja zmykam, proszę Was. Nadrabiać braki z zeszłej nocy.
To ja też zmykam.
Dobranoc!
Jestem trochę do tyłu z informacjami…
Nie wiem co za „zbiórka” była pod sądami, ani nie mam pojęcia co się stało w Tatrach…
Ale tak to bywa, gdy się nie czyta i nie ogląda…
Pewnie już nadrobiłaś, ale na wszelki wypadek – tu podsumowanie, mam nadzieję, że dostępne za Wielką Wodą (bo różnie to bywa)
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.tvn24.pl/burza-w-tatrach-zabici-i-ranni-lekarze-o-stanie-poszkodowanych,963339,s.html
Miralko jeśli chodzi o Sądy powyżej były aktywne linki.
Dziennik Polski
Wyborcza
Ciekawa jestem czy w USA cokolwiek się mówi o „farmie trolli” w Ministerstwie Sprawiedliwości?
Poczytałam wiadomości i od Mistrza Q i od Makóweczki. Już jestem doedukowana…

Chociaż nie wiem, na ile to jest dobre. Wkurzyłam się tylko… szczególnie wiadomościami Makóweczki
O „farmie trolli” nie słyszałam, ale ja nie śledzę tutejszych wiadomości, więc trudno mi powiedzieć na ile się tu o tym mówi…
W każdym bądź razie, dziękuję Wam za wyjaśnienia
Czasami Miralko lepiej faktycznie mniej wiedzieć…
Dzień dobry
halo, słoneczko świeci już…
Czy nocna zmiana jest już wyspana?
Dla Was przyszła Gienia z kawą i herbatą
Powiedzmy, że prawie zaspana. Ale generalnie już na nogach, dziękuję, i poproszę kawę 🙂
Witam !
Z moją ulubioną filiżanką.
Witajcie!
Z przyjemnością dołączam się do kawy 🙂
To chyba już druga kawa? Czy stałeś się drugą zmianą i dopiero teraz wstałeś? A łyżka na to NIEMOŻLIWE.
To ja do tej kawki dołączam jeszcze wiersz na kolejnym pięterku 🙂
Dzieńdoberek



Jadę w malinowy chruśniak przed ciekawym wzrokiem… Może będzie duszno od malin??
Do popotem
PS Ależ wczoraj Wyspa odwiedzających przyjęła. ” Widoczne po brzegach drobne ślady stóp bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.”
Dzieńdoberek Skowroneczku!
Malinowe serduszko dla Ciebie.
Udanych malinowych zbiorów!
Dziękuję bardzo, kochany Maczku