Nie bardzo wiedziałam co właściwie powinnam pokazać. Zdjęć mam pod dostatkiem… Doszłam do wniosku, że najwięcej ptaszków spotykam w Elgin i St. Charles… nie licząc naszych wycieczek po okolicy, rzecz jasna…
To tylko malutka cząstka gatunków, które spotykam i tylko kilka zdjęć…




Zapraszam na spotkanie z moimi ulubieńcami. Pięterko malutkie i króciutkie, ale jako „poczekajka” chyba może być
Dodam serdeczne podziękowania naszemu Ukratkowi


Poświęcił swój czas, żebym mogła dostać się do galerii i wybudować to pięterko.
Mogę napisać tylko – jak dobrze, że jesteś
Wybacz, ale to czysty egoizm – bez tego nie mógłbym oglądać twoich zdjęć…
Cudowne fotki ptaków. Dobranoc.
Dziękuję

I kolorowych…
Robiłam dziś dwa obiady (chociaż nie znoszę gotowania)
Jutro rano (przed 7) jedziemy do rzeźnika i cały dzień (jak zwykle) spędzę porcjując i zamrażając. Jutro będzie też nowy chleb
Małżonek „dokarmił” już zaczyn…

Będzie jak znalazł…
Czyli sobota jak zwykle…
Nie wiem, czy gołąbki można zamrażać? Ktoś z Was próbował? Wyszedł mi taki sagan, że z tydzień będziemy je jedli
A oprócz tego bigos, ale z tym, to nie ma kłopotu. W pojemniczki i do zamrażarki
Można.
Można 🙂
Też napisałam,że można i znikło, coś mi komórka szwankuje
Dziękuję za podpowiedź


W takim razie, gołąbki do zamrażarki
Też będą jak znalazł
Dzień dobry
Jesień! Aura też o tym wie…
Piękne zdjęcia ptaszków i nie tylko. Podziwiam Twoją pasję, Mireczko
Dziękuję, Bożenko
Dzień dobry.
No i mamy jesień. A Kuba bez długich spodni… znaczy trzeba jechać i kupić.
Ech.
No tak. Jesień. Syn bez długich spodni. Moja małżonka siedzi w sanatorium i zamawia przez internet … znaczy trzeba potem jechać i oddać (wymienić) na takie co pasują. Ech.
Ale najpierw Gienia i ptaszki.

Gienia z kawą mile widziana
Witaj Wyspo!Witajcie piękne ptaszki!Mam koleżankę, która też fotografuje ptaszki.Parę razy jej towarzyszyłam, więc wiem jak ptaszki są to ruchliwe,jak trudno je „uchwycić ”
O 4 w nocy burza.Teraz pada,zimno i co tu zaplanować na dziś?
Czyż woda z nieba nie jest jeszcze bardziej otwarta?
Fakt. Bardzo często nie jest łatwo i ptaszki pozować nie chcą. Wieją ile sił w skrzydełkach
z różnym skutkiem 
Ale czasami się udaje, więc mimo niepowodzeń, cały czas próbuję…
Witajcie!
Jak zwykle w sobotę, zakupy, śniadanie – i już jestem!
A ja muszę brać się za sprzątanie. Zakupy zrobiłam wczoraj
Eee… to już wolę zakupy 😉
Ja też wolę zakupy, ale nie mam sprzątaczki
A ja wolę basen.Zakupy zrobione wczoraj,sprzątanie hm z tym gorzej.Wypływana,wybąbelkowana w jacuzzi.Teraz do chatki i czas się zabrać do obiadu.Robienia,bo nie ma krasnoludków co by zrobiły…
Wszystko, byle nie zakupy!!! Chociaż miłośnikiem sprzątania zdecydowanie nie jestem
U mnie dzieci sprzątają

Bo ja mam alergię
„Się wahamy”czy jechać na basen.Czy w ogóle wychodzić z cieplutkiej chałupki?”Póki co”powiesilismy obrazki, co było dawno zaplanowane i odkładane.
Zaraz lecimy do tego rzeźnika


Chleb rośnie…
Miłego dnia Wyspiarze
Dobry wieczór 🙂 Z ptaszkami najczęściej spotykam się na mazurskiej Hacjendzie . Budynek ma konstrukcję murowano – drewnianą , obszerną werandę i pełno zakamarków dla założenia gniazdka przez ptasią drobnicę . A jednak od paru lat mam co roku gniazdko na zwieńczeniu górnym drzwi wejściowych . Co roku wylęgają się młode i nie przeszkadza ptakom otwieranie i zamykanie drzwi . Pełna , wzorowa koegzystencja !
Ptaki nauczyły się żyć z ludźmi w zgodzie. A jak widzą, że nikt im nie robi krzywdy, to potrafią podejść bardzo blisko.
To znaczy… oni mają podwójne drzwi (jak w większości amerykańskich domów). Te uchylone, to były z siatką, bo kolejne, to są te właściwe. No i sąsiedzi wchodzili do domu przez garaż, bo nie chcieli burzyć napoczętej budowy. Wchodzili tak, dopóki ptaki nie odchowały lęgu. Inni sąsiedzi im zazdrościli (moja znajoma również)
Każdy z nich chciałby takie gniazdko i nie mogli się nadziwić dlaczego ptaki wybrały właśnie tę rodzinę…
Pisałam kilka lat temu, jak to jaskółki dymówki zaczęły budować gniazdko w lekko uchylonych drzwiach wejściowych, u sąsiadów mojej znajomej w South Elgin
I jeśli mam być szczera, to nie miałabym nic przeciw temu, żeby i na moim domy sobie coś wybudowały…
Dodam jeszcze, Maksiu, że co roku u innego mojego znajomego z Elgin, dziwonia ogrodowa buduje sobie gniazdko przy lampie przy garażu. Mark (ten mój znajomy) to starsza osoba i nie lata w te i nazad. Miejsce spokojne i zaciszne
Ale jakoś odchowały i młode opuściły bezpiecznie gniazdko, gdy przyszedł ich czas. 
W tym roku trochę zmieniły upodobania i zbudowały gniazdko tuż przy drzwiach wejściowych. Mark nie zabrał wieńca bożonarodzeniowego. Wisiał do wiosny. A potem sama mu powiedziałam, żeby nie ruszał, bo dziwonie uwiły w nim gniazdko. Tuż przy domowej skrzynce pocztowej i jakieś pół metra od drzwi wejściowych… Był niebotycznie zdziwiony. Potem trochę żałowałam, że mu powiedziałam, bo ciągle tam zaglądał. Był ciekaw jak wyglądają jajeczka i jak rozwijają się młode. Żaden ptak tego nie lubi
Tych przykładów mam sporo i to nie tylko z Elgin, ale też z Morton Grove, czy Libertyville. Ptaki budują gniazda na domach, w różnych miejscach. Czasami nic nie mówię właścicielom, bo się boję, że z ciekawości będą niepokoić ptaki. A niektóre gatunki niepokojone w okresie lęgów, porzucają swoje gniazda (nawet jeśli młode już się wykluły) i zakładają nowe lęgi. Biedne maluchy, zostawione bez opieki padają z głodu… Nie chcę być (nawet pośrednią) przyczyną śmierci tych malutkich stworzonek



Ani z domu, ani z płotu nie doskoczy, bo trochę za daleko
A chociaż po palu, na którym domek stoi, może się wdrapać, to do wejść się nie dostanie. Podstawa jest za szeroka i taki wiewiór nie ma się czego złapać, żeby się wciągnąć i spenetrować gniazda. Ostatecznie jestem „ptasiarą”, to wiem jak zabezpieczyć swoich ulubieńców 
Niech się chowają zdrowo i powiększają fruwającą gromadkę
A w Twojej Hacjendzie widocznie ptaki doszły do wniosku, że zwieńczenie drzwi jest najbezpieczniejszym dla nich miejscem. Spróbowały raz. Udało się, no to wracają, wiedząc, że nic im od ludzi nie grozi. W pewnym sensie jest to również zabezpieczenie od drapieżników. No bo który z nich byłby tak odważny, żeby zaatakować ludzką siedzibę
Mieszkam w murowanym domu. Takim z cegieł. Żaden ptak (o zdrowych zmysłach) nie wybuduje gniazda na nim. Wiewiórki biegają po zewnętrznych ścianach jak po autostradzie. Żaden maluch by się nie uchował… zeżarłyby wszystko…
Do domku wybudowanego przez nas specjalnie wróbelkom się nie dostaną. Kiedyś widziałam jak jedna próbowała
Cisza tu dzisiaj, jak w rodzinnym grobowcu
Właśnie wróciłem z ponadgodzinnego spaceru. Wieje. Ciekawe co ten wiatr przyniesie…
Dobranoc.
Dobranoc, ale się zasiedziałam!
Noc jakby uległa zawieszeniu, więc „Suspended night” powinna być w sam raz…
I na lampkę też już czas…

Lampka i dobranocka tak równocześnie? Do tej pory Dobranocka to była taka „gra wstępna” przed pójściem spać, a potem następowała „część właściwa” , czyli lampka. Ale cóż makówki mogą o tym wiedzieć?
No cóż… jak dobranockę i lampkę wstawiają dwie różne osoby, to jest między nimi odstęp czasowy… ale teraz, gdy Mistrz Q jest „wyjechany”… także się zdarza
Puhu, puhu, hop, hop! na Wyspie same Skowronki? A gdzie się podziały Sowy?
Sowy dopiero teraz usiadły, zajęte cały dzień różnymi sprawami

Czyli czas, kiedy polskie sowy już dawno śpią
Po pierwsze to się proszę Miral nie liczy , boś Pani w innej strefie czasowej.”Polskie sowy już dawno śpią” to za mocno powiedziane -USIŁUJĄ SPAĆ co poniektóre. Ale w tej sprawie złożyłam już stosowny protest…)
Dzień dobry
Trudn mi było się dobudzić, tak realistyczny miałam sen. Ale mamy nowy dzień,trochę mokry, trochę chłodny, jak przystało na jesień 
Zgłaszam oficjalny protest – ja chcę spać! Spać! spać! (w nocy). Znów nie mogłam.
No więc MUSI TO BYĆ CZYJAŚ WINA! „Wina Tuska” to już było, ale nie chcę aż tak biedaka obarczać, więc szukam innego winnego , aby trochę tę winę rozdzielić.
To może wina Gowina?
Oj lista takich jak Gowin mogłaby być długa, ale nie będziemy sobie psuć niedzieli wymienianiem…
Szukałaś, to podsunęłam myśl żebyś się nie męczyła.
Masz rację, lepiej zająć myśli czymś przyjemniejszym.
A może wina wina? Było coś na rzeczy?
Czołem Wyspa. Niedzielujemy.
Nawet słoneczko świeci niedzielnie
Witajcie!
Niedziela to dobru dzień, żeby pospać dłużej! Jak się uda…
Skoro Sz.P.T. chce się narazić i brać na siebie winę to mam już winnego!Pozdrawiam z chatki,właśnie przyjechałam. brrr zimno…Bo wczoraj wróciłam,aby „zademonstrować przeciwko „,”wyrazić swój sprzeciw”…no takie wiecie, rozumiecie obowiązki obywatela tego no”gorszego sortu”
Ratunku!Nie umiem edytować w komórce. Miało być „chce brać „.Zjadło c, wyszło z takim bykiem,proszę niech ktoś to poprawi!Paluszki mi grabieja,komórka poprawia,a ja nie przeczytałam i dałam publikuj. to wszystko wina…!
Według życzenia…
Dziękuję Bozenko!
Żeby była jasność wina Sz.P.T.polega na draznieniu mnie dłuższym spaniem.Wina wina…też coś!
Dzień dobry, właśnie zjechaliśmy z weekendu, skądinąd udanego, ponieważ wszystkie różnice zdań mnie ominęły (a były, owszem).
Zaraz się ogarnę i przejdę ad rem.
A na razie dziękuję za zastępstwo dobranockowe!
Czy u Was też świeci słońce? Siedzę na tarasie,jem orzeszki i piję herbatę.Weekend jeszcze trwa,a Q już wrócił…
Trasa z Bydgoszczy nie była specjalnie słoneczna, a w okolicach Gdańska wręcz polało (jakieś 3 minuty), ale tutaj w Gdyni już po deszczu.
A tu padało tylko rano…
Dobrze że już jesteś
Dzień dobry





U mnie na razie szarówka… jesień, to i słoneczko później wstaje
Obudziłam się o 4… wstałam, rozejrzałam się – ciemno… i z powrotem się położyłam
Wstający o 5 mąż mnie obudził (chociaż nie chciał), ale się zaparłam. Zasnęłam…
W rezultacie wstałam ok. 6:30, co nie tak często mi się zdarza. Wyspana…
Trochę późno, ale na wycieczkę, mam nadzieję, pojedziemy
Miłego niedzielenia się życzę
No więc tak, jak zwykle wszystkie zdjęcia cudnej urody i każde z osobna do wpatrywania się, ale taki przegląd dał też coś innego: rozmaitość. Jeden siedzi pod światło, drugi awanturuje się w karmniku, trzeci zawisa z rozmazanymi skrzydełkami, bo koliber, czwarty wygląda, jakby był zdziwiony. Nie tylko gatunki i kolory, ale i rozmaitość póz i sytuacji. No i jak jeden z drugim pozbawiony częściowo piór, jak ten wilgowron, to od razu nasuwa się pytanie, dlaczego: czy młody i zmienia upierzenie, czy ze stresu się tak wyskubał, czy podczas ustalania hierarchii w stadzie/ gnieździe, a może jakieś pasożyty go gryzły?
Dlatego – jak już zresztą pisałem – siła tych zdjęć nie tylko w urodzie, ale i w tym, że potrafią opowiadać całe historie. Albo do ich opowiadania prowokować, za co oczywiście chwała Autorce!
Dziękuję, Mistrzu Q



Faktem jest, że o każdym zdjęciu mogłabym opowiedzieć całą historię. Ale nie chcę zanudzać. To moja pasja, ale niekoniecznie musi być pasją innych
Co do tych „wyskubanych” ptaków… Niektóre gatunki zaczynają latać, chociaż im jeszcze pióra nie do końca urosły. Te niezbędne do latania już są, ale pozostałe jeszcze nie. Ptaki wyglądają wtedy jak oskubane
Dodatkowo, wszystkie pierzaste zmieniają pióra. Stare im wypadają, a rosną nowe. U niektórych gatunków jest to proces powolny i w zasadzie nie widać tego za bardzo. Ale czasami się zdarza, że wypadnie ich większa ilość. Nie przeszkadza to w lataniu, ale ptak wygląda jakby pod kosiarkę wleciał. Kiedyś myślałam, że to choroba, ale w końcu doczytałam, że to norma. Duża część kaczkowatych ma jeszcze inną „metodę” na pierzenie się. Gubią wszystkie lotki i stają się „nielotami”. Zaszywają się w gęstych szuwarach, bo w zasadzie są bezbronne. Muszą jakoś przetrwać do czasu, aż im pióra odrosną. Z tym, że dotyczy to tylko samców. Samiczki zmieniają swą szatę w sposób łagodny i bezproblemowy. To dlatego bardzo często można zobaczyć samą samiczkę z małymi. Ktoś, kto nie wie, posądza samców o brak serca i samolubność, ale to nie jest tak. Po prostu samiec musi się schować, żeby przeżyć.
IMHO byłoby rzeczą interesującą, gdybyś trochę tych historii poopowiadała…
No i nic, ino się pod tym podpisać obiema ręcyma!
A o którym zdjęciu mam zacząć, Panowie? Bo mnie tam wszystko jedno
Coś podobnego! Ależ jak się zastanowić, to ma uzasadnienie ewolucyjne – samica musi mieć jak największe szanse na przeżycie, samiec musi wykazać się cierpliwością i umiejętnościami kamuflażu, ewentualnie szybkiej ucieczki, żeby przeżyć i przekazać dalej geny.
Taaa „umiejętnością kamuflażu” . Czemu skojarzył mi się (właściwie nie na temat) kawał;
„Najlepiej jest mieć żonę i kochankę!” mówi jeden naukowiec do drugiego „?????”
„Żonie mówisz, że idziesz do kochanki, kochance, że musisz wracać do pracy , a ty wtedy spokojnie myk do biblioteki”.
Samczą umiejętność szybkiej ucieczki nie skomentuję, bo nie chcę się narażać (poniekąd sympatycznym) Panom.
„Kochance, że żona cię nie chce puścić”, poza tym wszystko się zgadza
Jejku Mistrzu Q! Same błędy dziś robię. To przez to, że nie mogłam spać, co jak wiemy jest winą:
Tuska -standardowo
Gowina i „tych innych” -dla równowagi
Tetryka, bo „sobie zasłużył” pisaniem o dłuższym spaniu w niedzielę
Fabienne, bo przecież zawsze jak jest wiatr jako meteopata fatalnie się czuję (czy też dostaliście sms ALERT RCB?)
Przez cały dzień czuję się dzisiaj nieprzytomny, kawy i herbaty słabo pomagają. Mam nadzieję, że jutro przy pracy będzie już lepiej. Alertu nie dostałem, bo tu u nas na północy akurat wyjątkowo nie ma wiać, ale o Fabienne już dzisiaj czytałem.
A ja dostałam na SMSa…
To chyba nie do końca jest tak, Mistrzu Q…
Zauważ, że u ptaków to samce są kolorowe, często nawet jaskrawe. Samice mają barwy bardziej stonowane, żeby się mogły bardziej zlać z otoczeniem i żeby trudniej je było wypatrzeć w gnieździe. 

Jeśli chodzi o cierpliwość i umiejętność kamuflażu, to samice przy swoim mało jaskrawym ubarwieniu, biją samce na głowę
A jeśli chodzi o podejmowanie ryzyka, to też różnie bywa. W ubiegłym roku opisywałam wycieczkę do Goose Lake. Samiczka sieweczki odciągała nas jak tylko mogła od swojego partnera i malucha. Ryzykowała życiem, żeby tylko ich uratować… http://madagaskar08.pl/wp-admin/post.php?post=19684&action=edit (to tak dla przypomnienia).
Ale na ten przykład epoletniki? Samica nie walczy, ona tylko wzywa samca, żeby zadbał o bezpieczeństwo jej i potomstwa. A on rzuca się na każdego, kto zakłóca spokój, kto podejdzie za blisko. Potrafi nawet na człowieka napaść i starać się go przegonić. Widziałam to na własne oczy – te napaści. Czasami można zobaczyć na niebie zarys drapieżnika i jego „satelitów”. To epoletniki (ale nie tylko) bronią swoich gniazd. I nie obchodzi ich jak wielki to drapieżnik. Zagroził, przeleciał za blisko, to trzeba go przegonić
Otóż jakoś tak szybko się zrobił dość grzybowy weekend. Najpierw średni brat Quackie (znany również jako Dziodu) nadesłał zdjęcia dużych ilości własnorodzinnie zebranych prawdziwków, a przed chwilą nawiedziła nas koleżanka małżonki, która między innymi przywiozła nam kilka kań czubajek (znanych w pewnych częściach Polski również jako sowy), po czym własnoręcznie je oprawiła i przyrządziła a la schabowy.
W razie gdyby wśród nich się zaplątał jakiś sromotnik (nie przewiduję, ale…), informuję Szanownych Państwa zawczasu.
Też przywiozłam z chatki w lesie parę grzybów , ale nie widzę w pobliżu „koleżanki małżonki”, która by je „oporządziła”. Może dlatego, że nie mam żony?
No więc ona się sama zaofiarowała, że to przyrządzi (i wyszło jej to konkursowo). Gdyby nie to, mógłbym to zrobić, rabiałem już takie rzeczy.
W sprawach damsko-męskich podoba mi się zachowanie Braci starszych w wierze . Kiedy jeden z Braci nakrył swoją małżonkę na figlach z obcym facetem , to niespeszona dama powiedziała : Moshie , ty nie pytaj się co ten pan ze mną robi , tylko patrz i się ucz ! Zatem ja widać „wiedza” jest zawsze na pierwszym miejscu …
Q.!Ja wiem jak zrobić, ale nie wiem jak zrobić , żeby mi się CHCIAŁO robić( dotyczy grzybów)
„Póki co ” zaległam z laptopem i nie mam siły na nic. Ten weekend był dość wyczerpujący, choć nie powiem miał pewne miłe,ba bardzo miłe akcenty.
A M. odpowiem, że co do wiedzy w tej kwestii jednak stawiam na empirię .Samodzielnie wykonywaną…
Grzybów nie jadam od czasu, gdy się zatrułam. Dopuszczam tylko pieczarki. A tak dokładnie, to wszystko robię żeby się nie narobić w kuchni. Jestem w dobrej sytuacji, bo mogę myśleć tylko o sobie.
Ja bardzo lubię grzyby. I zbierać i jeść. Niestety tutaj nie za bardzo mam gdzie zbierać, a w tych kupowanych… raz, że drogie jak piorun, to jeszcze tyle w nich robali, że nie dam rady przełknąć

Kiedyś w polskim sklepie widziałam kurki. Nawet myślałam, żeby kupić, ale się rozmyśliłam. Pudełeczko, może 10 dekowe, kosztowało $15. A co z jednego pudełeczka? Wtedy jeszcze mieszkaliśmy z synem… na 3 osoby…to nawet na zupę by nie starczyło…
Cudna Twoja ptaszarnia Miralko, a skrócone opowieści pod zdjęciami proszą o rozwinięcie
Witałam dzisiaj jesień na rowerowej przejażdżce (grzybów sporo sądząc po niepustych koszach mijanych grzybobiorców). Zdążyliśmy wrócić zanim rozpętał się pierwszy tej jesieni halny, o czym uprzedzał wał chmur nad górami (czy jak chcą internety – Fabienne). Przed chwilą pierwszy raz dostałam ostrzegającego przed zagrożeniem smsa.
Dzięki




Straszna gaduła ze mnie i zawsze się boję, żeby nie zanudzić na amen. Nie wszystko co mnie ciekawi, zaciekawi i innych.
Czasami dostaję SMS-y z ostrzeżeniem o zagrożeniu powodziowym. Chociaż nie bardzo wiem czemu, bo mój dom nie stoi w takiej strefie. Mieszkamy za daleko od rzeki…
Ale zdarzało mi się dostać wiadomość od policji, że poszukują jakiegoś samochodu i gdybym go zauważyła, mam zadzwonić pod podany numer. Przy okazji podają markę, kolor i numery tablicy rejestracyjnej. I też nie wiem, czemu mi takie coś wysyłają? Mój mąż nigdy czegoś takiego nie dostał, syn też nie…
I sama nie wiem, czy to jakiś przywilej, czy się po prostu na mnie uwzięli…
Dawno już nie zbierałem grzybów, choć zawsze lubiłem i zbierać, i zjadać. Co do przyrządzania, to gorzej – nie jestem specjalistą, ale posiadam „koleżankę małżonkę”
Trzeba by wybrać się do lasu i sprawdzić czy w naszych lasach są grzyby. Była taka susza że ten deszcz, który spadł ostatnio, chyba nie pomógł grzybni. Bo ja lubię grzyby zbierać, ale nie jeść.
Och, to WYMARZONA sytuacja!
Dziś moje dziecko poszło z kolegami na krótki spacer do lasu i nazbierali sporo grzybów.W niedalekiej odległości od chatki.
Mam kuzynkę w Beskidzie, która miewa identycznie. Również ostatnio.
Ale teraz powiem dobranoc i udam się na z góry upatrzoną pozycję
Spokojnej!
Dobranocka.
No to pod tę jesień – pan Vivaldi z „Czterech pór roku”. A żeby było dobranockowo, adagio molto z koncertu „Jesień”.
Snów, hehe, zimowych.
Nieprzespana noc, Fabienne i teraz WriteLab. Najpierw Internet poszedł się j…ć, a potem ukazała się informacja o jakimś tam WriteLab, że zawiera on złośliwe oprogramowanie.I jeszcze coś o odczycie i zmianie wszystkich moich danych na otwieranych stronach.
To trochę za dużo na jedną makówkę!
Na Wyspie nadal jesteś Makówką.
A na temat WriteLab nie potrafię nic sensownego znaleźć
Q.! Chodziło Ci o to, że nadal moje wpisy funkcjonują jako Makówka, a nie np Czarownica (tak kiedyś mówił do mnie pewien szef, bo miałam trochę i szefów i szefowych).
Uruchomiłam skanowanie i Norton powiedział, że „nie widzi zagrożeń”.
Ta technika mnie przerasta „auuuuu” załkała Makówka
Hm. No więc zdarza się, że pewne programy antywirusowe wykrywają i ostrzegają przed czymś, co w rzeczywistości wirusem nie jest, natomiast jest pod jakimś względem podobne do wirusa (nie pytaj, proszę, pod jakim, nie mam zielonego pojęcia).
A WriteLab to jakieś oprogramowanie do wspierania pisarzy (piszących po angielsku). Jeżeli dobrze rozumiem, jest to „dostępna online platforma dla pisarzy, oferująca natychmiastowy, obiektywny i konstruktywny odzew na każdą prozę. WriteLab wykorzystuje rachunek prawdopodobieństwa i statystykę, by określić wzorce (schematy) dominujące w prozie każdego pisarza. Autorzy mogą zaakceptować lub odrzucić sugestie, a WriteLab stale „uczy się” na podstawie tych wyborów, dostosowując swoje algorytmy tak, by lepiej służyć użytkownikom, którzy otrzymują zindywidualizowany odzew.”
Q.! Miły jesteś. „Akurat w sam raz coś dla mnie!” zarechotała Makówka. Pisarzem nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę co łatwo się było domyśleć czytając moje komentarze
Angielskiego nie znam w ogóle przyznała się z wielkim wstydem Makówka.
Z tej całej chińszczyzny rachunek prawdopodobieństwa i statystyka to pojęcia, które coś mi mówią . To znaczy mówią, że kiedyś się o tym uczyłam. Dawno, dawno temu…
To masz podobnie jak ja, Makóweczko
Gdyby nie pomoc mojego syna, czy bardzo często naszego Ukratka, to nawet bym nie za bardzo wiedziała jak toto włączyć 
Na pewno Mistrz Q wie o czym pisze, ale dla mnie to czarna magia. Wyłapałam kilka słów, które brzmią mi znajomo, ale jakoś nie chcą ułożyć się w sensowną całość. Może dlatego, że o komputerach wiem mniej niż o wnętrzu Afryki…
No joj. Ogólnie, z tego co rozumiem, chodzi o to, że jest to program (algorytm, zespół programów, może nawet coś w rodzaju wyspecjalizowanej sztucznej inteligencji), który potrafi „rozkodować” składnię każdego pisarza, piszącego prozą, i pokazać mu, gdzie się powtarza, jakich form i schematów składniowych nadużywa, tudzież zaproponować zmiany. Następnie taki pisarz może te zmiany zaaprobować albo odrzucić, a program „uczy się” na podstawie tych decyzji, co dany pisarz uważa za własny styl, i w przyszłości już mu nie proponuje takich zmian, albo proponuje mniej (tak to rozumiem).
W sumie szacunek, ale i strach, bo taki program działa na poziomie gramatyki, a więc metajęzykowym, czyli de facto uczy się, jak działa język. Wydaje się to być kolejnym szczebelkiem na drodze do powstania sztucznej inteligencji, takiej aż za bardzo podobnej do ludzkiej.
Chyba jednak wolę gdy niepowtarzalny styl dzieła jest wytworem wyobraźni, wrażliwości człowieka a nie jest wspomagany przez br „sztuczną inteligencję”. Z drugiej strony czytam przecież nie oryginały, lecz ich tłumaczenia.
Czy taki program może ułatwić”podszyć się pod styl” mistrza ?
Ha. Doskonałe pytanie. Naprawdę, w samo sedno.
Podejrzewam, że w tym celu mistrz musiałby wyrazić zgodę na opublikowanie danych z tego programu pozwalających na jego naśladowanie, a ponieważ nikomu na tym nie zależy, to pewnie raczej użytkownik musiałby wejść w posiadanie tych danych w sposób, hm, mało legalny.
Z drugiej strony wcale niekoniecznie nielegalny, bo przecież każdy może wziąć dowolny tekst dowolnego autora i przepuścić go przez ten program, który zanalizuje styl i stworzy profil takiego autora! Wymaga to tylko nieco czasu i sił potencjalnego naśladowcy, a potem już tylko może on wrzucać własne dzieła i kazać programowi poprawić je „według wcześniej stworzonego profilu”.
Cóż za pole do popisu dla naśladowców pragnących kontynuować serie, których autorzy zmarli!
Cóż za pole do popisu dla prawników i biegłych w dziedzinie literatury, orzekających, czy STYL, stworzony na podstawie takiego programu, narusza prawa autorskie twórców oryginałów!
Co za wspaniałe zagadnienie z teorii i filozofii literatury – na ile styl autora faktycznie kryje się w takich METAdanych i jak go odróżnić!
Mogę już zapalić lampkę? Chyba się przyda ukojenie 😉

Oj tak. Dobranoc…
Tak, tak. Ukojenie i dużo czegoś na spanie poproszę.
Dobranoc!
Mam dobre ziółka na spanie, ale nie wiem jak Ci podesłać
Nie używam, bo nie potrzebuję. Zasypiam w locie
Jak to mój mąż mówi… staję przy łóżku, podnoszę jedną nogę i zasypiam. Opadam na poduszkę już śpiąc
Oczywiście to przesada, ale faktem jest, że śpię jak zabita, góra pięć minut po położeniu się do łóżka 
Ziółka mam, bo używała ich moja córka. Czasami. Na nią działały świetnie…
Co jest w składzie tych ziółek? Ja już i tak biorę dużo leków na moje liczne choroby no i dwie piguły, aby lepiej spać. Te piguły to nie klasyczne tabletki nasenne lecz o działaniu antydepresyjnym i uspokajającym. Takich nasennych nie chcę, bo już całkiem będę przytępiona, przymulona, więc może ziółka? Może skład uda się skomponować w aptece?
Przepiszę Ci z opakowania co w tej herbatce jest, ale to po angielsku i nie wszystkie nazwy ziół znam.
Robiłam to kilka razy, ale już od dawna jej nie pije. Nie ma takiej potrzeby
Z czego ogromnie się cieszę. Nie dlatego, że nie muszę wysyłać (to nie kosztuje dużo), ale dlatego, że stan jego zdrowia znacznie się poprawił 
Chamomile, spearmint, lemongrass, tilia flowers, blackberry leavea, orange blossoms, hawthorn and rosebuds.
Te dwa pierwsze, to (o ile mnie pamięć nie myli) rumianek i mięta. Są też liście jeżyny i jakaś trawa cytrynowa.
Mam też inną herbatkę – „Tension Tamer”. Taka na uspokojenie. Jest o tyle dobra, że nie przymula. Mój syn ją pił, gdy pracował u cioci (siostry męża)
W składzie ma (oczywiście też po angielsku) eleuthero, pepermint, cinnamon, ginger, chamomile, west Indian lemongrass, licorice, catnip, tilia flowers, natural lemon flavor with other natural flavors. Contains soy lecithin, hops and vitamins B6 and B12.
Herbatkę „Tension Tamer” wysyłałam kiedyś kumplowi. Najpierw nie chciał i próbował skompletować składniki w Polsce. Ale czegoś tam w Polsce się nie dostanie, no to łaskawie się zgodził, żebym mu wysłała
Byliśmy dziś na wycieczce w parku w Zion. Niby nic nadzwyczajnego, bo jeździmy tam często, ale mąż kupił sobie drona i chciał go wypróbować. W zasadzie najpierw powinien zarejestrować. Kara za latanie niezarejestrowanym dronem to koszt prawie $30 000. Trochę za dużo jak na nasze możliwości. Mąż próbował zarejestrować, ale czegoś tam nie rozumiał i nie bardzo wiedział jak to zrobić. Trzeba było poczekać na syna. A syn miał przyjechać po południu…

Poleciał nim na 180 m w górę, że praktycznie znikł nam z oczu (jego maksymalny pułap to 500m). Na monitorze mogliśmy widzieć całą panoramę nie tylko Zion, ale i sąsiednich miasteczek, część Wisconsin i ogromną przestrzeń Lake Michigan. 

Na ile się nam przyda na wyjazdach? Zobaczymy.
Pojechaliśmy rano, bo wtedy jest najmniej ludzi. Pojechaliśmy na parking, gdzie mało kto i rzadko kiedy zagląda. Dron wygląda tak
Mąż był wniebowzięty
Według prawa, można dronem latać do wysokości 120m… a i to nie wszędzie. Do lotnisk nie wolno się zbliżać na odległość mniejszą niż 8 km (5 mil), czyli niektóre parki automatycznie odpadają. Są za blisko… nie możemy nawet uruchomić drona pod domem, bo też mieszkamy za blisko
Krótko mówiąc, mąż kupił sobie nową, drogą zabawkę
Dodam tylko, że gdy syn przyjechał, rejestracja zajęła mu kilka minut, z czego lwią część zajęło przepisywanie numeru karty kredytowej męża
Czyli nie jest przesadnie droga… 

Nawet umawiali się na następną niedzielę w plener, żeby sobie polatać… ci mężczyźni… 
Bo rejestracja kosztuje…$5 na trzy lata
Syn wszystkie „trudne wyrazy” zrozumiał od „pierwszego kopa” i nie miał problemów. Mąż się dziwił, że to tak szybko i łatwo poszło
Przy okazji obie z Sarą mogłyśmy się przekonać, jak bardzo ojciec i syn są do siebie podobni (i to nie tylko fizycznie). Wyszliśmy do ogródka, żeby pokazać jak to cudeńko lata. Syn był tak samo zaaferowany, jak i jego ojciec. A przeszczęśliwy, gdy dostał do rąk pilota
No, to teraz będzie można podlecieć do gniazda od góry i (z sensownej odległości) zrobić zdjęcia lokatorów! (chyba że drapol, to może zaatakować drona!)
Już sobie wyobrażam te zdjęcia z drona! Ależ będzie materiałów na pięterka!
A że mężczyźni nigdy nie wyrastają z krótkich spodenek to ogólnie wiadomo. My kobiety nie bawimy się na starość lalkami, ale czasami odkrywam w sobie emocje nastolatki i ma to swój urok!
Materiałów na pięterka, to ja mam bez drona tyle, że na parę lat by starczyło
Ale też fakt, że zdjęć z lotu ptaka, to nie mamy…

Ten dron małżonka, to zabawka dla chłopców powyżej 18 roku życia, także to już raczej dla tych w długich spodenkach
A co do zabawy lalkami… hmmm. Moja mama dostała od mojej dorosłej córki lalkę. Mama codziennie rano ją ubierała, sadzała przed telewizorem, często z nią rozmawiała (chociaż w zasadzie był to monolog). Wieczorem rozbierała i kładła do łóżeczka. Bardzo młoda nie była, bo miała ponad 75 lat… także nie wszystkie starsze kobiety nie bawią się lalkami
Nie tylko drapol może zaatakować. Taki tyran północny, ptaszek niewielki, ale niesamowicie bojowy. Zwykle stara się wylądować na grzbiecie lecącego drapola i „dziabnąć” go w oko… Ciekawe gdzie by „dziabał” drona? To musiałoby być niesamowicie zabawne
znów nie mogłam spać!Nie mogę wejść na Wyspę z laptopa!Błąd łączenia bazy danych! Z tego samego laptopa inne strony się otwierają! Z komórki bez problemu.Za dużo gadam na Wyspie?Auuuuuuu
Dostęp został przywrócony między próbą na laptopie a próbą na komórce. Wcześniej na komórce też nie działało… Ty to potrafisz wybrać moment!
„Wybrać moment”, łapać szybko, bo za chwilę już może być za późno…
Nauczyłam się z wiekiem postępować zgodnie z zasadę „Carpe diem „
Witajcie!
Poranne problemy z dostępem do bazy były po stronie dostawcy i, jak widać, minęły.
Dron jest świetnym narzędziem do filmowania, ale – jak ilustrowałem wcześniej, przydaje się także w innych sytuacjach 😉
A ja walczyłam o wejście od wczesnego rana i nie wiedziałam co się stało. Podejrzewałam nawet mojego lapcia…
Ja też podejrzewałam swojego lapcia, szczególnie po wczorajszym WriteLab.
No i OCZYWIŚCIE siebie, że nie umiem sobie poradzić.
Czyli to nie było MOJA WINA (bardzo wielka wina) ani mojego laptopa?
Co ja się nakombinowałam -z Chrome i z innych , kopiując link itd, z komórki …włączając i wyłączając laptopa !
Zamiast CIERPLIWIE (ha, ha!) poczekać. Koń (a Tetryk ma pewno) by się uśmiał!
To teraz szukam jeszcze winnego, ze znów nie mogłam spać! Fabienne to za mało , bo ja komuś MUSZĘ dokopać za to!
Witaj
Jest już dobrze, to nie ma o czym wspominać. Całe szczęście, to nie ja musiałam reperować
Przy mojej znajomości tematu, to jeszcze by Wyspy nie było 
Miałam problemy z wejściem na Wyspę, ale jakoś nie pomyślałam o awarii mojego komputera, a raczej o czymś na łączach.
M.59!Przy mojej znajomości tematu naprawianie byłoby w skutkach podobne jak „naprawianie sądownictwa” w pewnym sporej wielkości kraju w (jeszcze)Europie.
Jeśli mówilibyśmy o tym samym kraju (jeszcze) w Europie, to tych spartaczonych „napraw” jest znacznie więcej… nie tylko sądownictwo…
Dzień dobry, z tego, co widziałem na Facebooku, home.pl miało jakąś poważniejszą awarię. Całe szczęście, że już jest po, ale moje poranne „okno kontaktu” minęło
Ale fb,poczta itd otwierały mi się bez problemu, a Wyspa-nie.
U mnie też wszystkie strony się otwierały, oprócz Wyspy 🙂
Bo Facebook nie trzyma danych na serwerze firmy home.pl, a Wyspa – tak.
Naszym dostawcą internetu jest az.pl, nie home.pl – ale oni też nie są absolutnie odporni na awarie. W końcu w Szczecinie też nieźle wiało 😉
Z home.pl mamy tylko certyfikat, ale nie z tym mieliśmy problem.
A to przepraszam, skojarzyło mi się niesłusznie.
Ja rozumiem, że jesień. Ale żeby od razu listopad???
A W OGÓLE TO GDZIE JEST GIENIA???

No właśnie, Gienia też dziś nawaliła… Ale sobie poradzimy
Wszystko przez tę pogodę.
Ta pogoda jest gorsza jak ci „wybrani przez suwerena”. Ale pogoda chyba szybciej się zmieni…
W tej sytuacji poproszę o dobrą herbatę pobudzającą i rozgrzewającą. To „coś” z dziurą w środku to na słodko czy „normalne”? Bo muszę wiedzieć czy na I czy na II śniadanie się nadaje.
A jakie sobie życzysz.
Zachłanna jestem -takie i takie . Na I śniadanie -zwykłe, na II -na słodko
Szybkie, poniedziałkowe cześć.
Szybkie ,o 11,16 ? Za parę minut 12 , a po dwunastej wypada już powiedzieć : dobry wieczór ! A wszystko przez gwałtowne załamanie pogody , które jak widać ma wpływ również na obyczaje . Szybkie pozdrowionka ze Stolicy dla wszystkich Wyspiarzy dotkniętych załamaniem pogody !!!
Max!Skoro za parę minut 12 to jeszcze „Dzień dobry!” Parę minut, ale…bądźmy dokładni. Wiem, wiem czepiam się, ale to wina…(właśnie jeszcze nie znalazłam winnego!)
A gdzie „dobre południe”, którymś się kiedyś witano w południowych godzinach?
Chyba na dobre wyszło z naszego słownika… 
Nasza też się załamała 

A załamana pogoda, to nie nowina. Ona w ogóle mało odporna i ciągle się załamuje
Ale się nie martwię, bo jeszcze będzie „indian summer”, czyli tutejsze „babie lato” – cudne dni, pełne słońca i ciepła
Może zaaplikujemy tej pogodzie jakieś antydepresanty, aby się tak „nie załamywała”?
Zażartowałem , a w komunikatach mówią o trzystu tysiącach gospodarstw bez prądu , właśnie na Podkarpaciu gdzie Zoe ma swój Fort . Gospodarstwa bez prądu , to udręka , której nie sposób załatwić przy pomocy „komórki”
To prawda. Na szczęście Pan Z. to raczej Podbeskidzie.
A u nas przed chwilą padał deszcz z lodowymi krupami (bo chyba nie gradem?!?). I właśnie leje po raz kolejny, a na południe i na północ od nas – regularne burze z piorunami. Być może za chwilę również u nas.
Fizycznie w pracy siedzę w Bielsku- Białej. Każdy może zajrzeć jaka to kraina geograficzna.
My też żartujemy, Maksiu

A bez prądu ciężko żyć w dzisiejszych czasach. I nie chodzi mi o internet… bardziej o lodówki. Można oświetlić dom świecami, ale do lodówek prąd jest niezbędny i świeca postawiona za nią, niewiele pomoże
A ja jeszcze widziałem w starym dworku, w części którego zamieszkały moje babcie, chłodziarkę zasilaną naftą…
Nawet nie słyszałam o takiej
Wiem, że na wsiach budowano ziemianki. Bardzo głębokie i zawsze chłodne. Tam trzymano różne produkty. Niektórzy mieli nawet „lodownie”, gdzie trzymano lód. Zimą zbierano całe tafle i składowano. Przez sporą część lata można go było używać do ochładzania trunków
A ja zwiedzałam kiedyś lodownię miejską wykutą 130 lat temu w ścianie skalnej dawnego kamieniołomu.
Z chętnością bym zaaplikowała, ale nie bardzo wiem, gdzie te uspokajające herbatki wlewać… a jak trafię nie tam gdzie trzeba, to tylko stres powiększę

Bożena!Dostanę troszeczkę? Z góry dziękuję…)
Oczywiście, dla Ciebie wszystko
Herbatek ci u mnie dostatek
Twoja, Bożenko, wygląda apetycznie, ale problemem jest raczej jak to zaaplikować, a nie co…

Jak? Po prostu wlewać górą, wylewać dołem
Tu pojawił się powtórzony mój wcześniejszy komentarz ,ten o rogaliku , więc z trochę innego poziomu chyba(czemu tak się stało?), więc zgodnie z zaleceniem (jeśli dobrze je zrozumiałam?) nie przeniosłam do kosza.
Miło się gawędzi, ale czas mi do pracy


Miłego popołudnia życzę
Podwijam kiecę i lecę…
Jedni do pracy, inni na imprezkę hurra!
bo cóż jest lepszego na zimno i wiatr? Ergo bibamus!
Bimbajcie, bimbajcie
…
Patrząc na kwiecień plecień za oknem rozgrzewam się kawą z kardamonem
pogodowa kratka chyba od północy po południe dzisiaj nam dokucza…
Wrzesień plecień
Dzisiaj byłem na kolejnym zabiegu w sprawie Wielkiej Stopy i akurat trafiłem w okienko bez deszczu, bez gradu, bez wiatru i innych niesprzyjających zjawisk. Ale ludzie, którzy muszą wychodzić częściej, nie mają takiego komfortu.
A taka kawa – albo herbata, korzenna i z miodem – to świetny pomysł. Idę sobie coś takiego przyrządzić!
A bo jakoś tak… zimno i szaro się zrobiło chwilami…
Aż dziwne… jeszcze wrzesień, a już jesień
My po komisji.
No i???
No już za tydzień będzie orzeczenie.
Jakoś podejrzanie ekspresowo to wszystko idzie.
Będzie
dobrze Jo.!Kciuki trzymam
Oby. Doświadczenie nie napawa optymizmem.
Dobry wieczór ! Ja również (mimo tego iż jestem TYLKO wytworem wyobraźni) trzymam kciuki ! A czerpiąc z – jak to niektórzy mawiają – własnej autopsji życzę wszelkim orzecznikom (a trochę miałem ich okazję poznać) aby ich szlak trafił. Bo nie wszystko idzie zwalić na system. O! I na tyle by było 🙂
Też miewałam z nimi do czynienia. Im dobrze płacą za to, że będą ludzi „cudownie uzdrawiać” na dodatek często tak aby ich upokorzyć , żeby im nie przyszło do głowy się odwoływać. Zawsze się znajdą tacy co dla kasy zrobią wszystko.
Ale Jo. Wy się nie poddajecie przecież tak łatwo , więc swoje wywalczycie.
Za tydzień będziemy świętować ? Oby, oby!
I jeszcze komisarz focha strzelił, że on tu robi wszystko, żeby ODPOWIEDNIE orzeczenie wydać, a my mu nie ułatwiamy…

No i idę spać. Dobranoc
Spokojnej. Tak mnie dzisiaj real przechwycił do późna.
Jeśli kogoś interesują współczesne Chiny, proponuję zajrzeć tutaj. Są i zdjęcia!
Interesują – jutro (tzn dziś) , ale trochę później tzn po jakimś tam spaniu oby długim.
Dobranocka.
Dzisiaj taka kapela z Bostonu – Lake Street Dive. Niebywały głos Rachael Price. I piosenka o tym, że można się zmienić. No nie wiem.
Snów o zmianach, jeżeli w żaden inny sposób się nie da.
Głos Rachel niewątpliwie wart swojej ceny…
Właśnie słucham innych utworów i zgadzam się w całej rozciągłości!
Spaaaać!
Spokojnej 🙂
Zatem, żeby paniom się lepiej spało (panom też, jak już się położą 😉 )

I jeszcze inna lampka!
Też dobra na sen!
Tetryku czy dodałeś coś na lepsze spanie? Cały dzień byłam niedospana i padająca, ale to wcale nie gwarantuje, że w tą noc uda mi wyspać.
Q.! Takie lampki to ja już dzisiaj…ten tego no…
A tak w ogóle jest tak -matka wraca zmęczona z imprezy (wszak życie towarzyskie jest dość męczące!), a dziecko co chwilę ma do mnie jakąś sprawę „niecierpiącą zwłoki”. A jak tylko weszłam oświadczył, że jutro musi być wcześniej w pracy, więc zaraz idzie spać. To”Zaraz”było pół godziny temu …uwaga znów łazi po przedpokoju …pewnie coś sobie przypomniał.
Ale bycie matką to taka funkcja na całe życie…
Jak mawiał pewien mądry rabin:
– Życie zaczyna się nie wtedy, kiedy sądzicie, tylko gdy dzieci wychodzą z domu!
Ja znam inne powiedzenie „pierwszą część życia spiep…ją rodzice, drugą -dzieci”.W moim przypadku to się zazębia w części trzeciej (życia).
Jednak mimo to w tej części trzeciej już teraz jestem na etapie, że nie jestem niewolnikiem bycia w domu.Najpierw rodzice to zabraniali, to nie pozwalali , aby „panienka z dobrego domu…”, potem nie było chętnych, aby zostać z dziećmi (no niby tatuś dzieci, ale tu nigdy nie było równowagi żadnej).
Oczywiście dalej nie mogę wyjechać kiedy chcę, bo mama. No i kot! Ale jakoś sobie radzę, hm są tacy co twierdzą, że ja do domu przychodzę spać, a w przerwach między jednym wyjściem a drugim szybko coś tam ogarniam w domu (zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie)
Tetryku tak mi się przypomniało -Twoje babcie mieszkały w jednym domu? Tzn obie babcie pod jednym dachem…tak tylko pytam.
Tak – były siostrami, konkretnie ciotkami mojego ojca; obie niezamężne.
Mój „mały rozumek” potraktował sprawę najprościej tzn babcia = matka któregoś z rodziców i wtedy fakt mieszkania razem matki ojca i matki matki pod jednym dachem wydał mi się interesujący choć nie niemożliwy. Jakoś nie pomyślałam , że to mogą być np babcie cioteczne.
O, u mnie wszystko jest proste: pierwszą część życia załatwili mi rodzice, drugą też. Moje dzieci są cholernie trudne w obsłudze, ale nie kosztowały mnie połowy tego (zdrowotnie), co moi kochani rodzice, dla których dzień bez przywalenia mi (choćby na odległość) jest dniem straconym.
ale ostatecznie to moja wina, bo przez wieki im na to pozwalałam. Więc w sumie pretensję mogę mieć wyłącznie do siebie.
Interesują (Chiny) – jutro (tzn dziś) , ale trochę później tzn po jakimś tam spaniu oby długim.
Znowu moje komentarze dostały czkawki, a przed chwilą ukazał się napis, że „strona nie istnieje” i dotyczył on Wyspy. Stanowczo za dużo gadam chyba?
Dzień dobry
Ciemno, zimno, a mnie już wyniosło z łóżka bo mnie sąsiad z góry zalewał (tu taki niemiły sen). Jeszcze teraz słyszę krople spadające z sufitu 
Zabić kota.

Podać Gienię.
Zabić Gienię, podać kota.

Dzień dobry wtorkowo.
No ciekawe czym Ci Gienia podpadła?
No nie widzisz jak się wydziera. Rankiem lubię ciszę…
No tak. Ale później niż mój kot. Bo kot między 2 a 4 w nocy. A Gienia dopiero rano.
Tylko nie pomyl kolejności!
Staram się. Chociaż przy tej pogodzie nie jest łatwo.
Ale najpierw kawkę!!!
I dla mnie proszę!!!
Witajcie!
Zimno, i w ogóle pogoda jest… hmm… interesująca
A i tak rano trzeba było ruszyć do pracy.
Dzień dobry. Tu też zimno, ale to wiem z termometru, bo dzisiaj pewnie mało będę wychodził albo wcale.
U mnie słonecznie, ale zimno…
A tak, słonecznie widać. A zimno pewnie czuć.
U mnie wyje wiatr w kominie. Jak potępieniec. I jeszcze pod drzwiami.
PRAWIE zagłusza odgłosy z budowy.
U mnie nic nie wyje, a komina nie mam.
Właśnie wydoiłam Biedronkę i wróciłam zmęczona do domu.
Ja moją widzę z okna i nie mam jak dojść.
Znaczy niby mam. Nadkładając kilometr. A miasto nam odpowiada: „Nie zauważamy utrudnień w codziennym życiu, związanych z budową obwodnicy.” A im bliżej wyborów, tym częściej: „Przekazaliśmy Państwa uwagi wykonawcy. Niestety wykonawca POW nie potwierdza zauważalnych utrudnień. Z poważaniem. Burmistrz”
No to macie „wesoło”.
Oj tak.
Q.!Teraz to chyba lepiej wyjść, bo w nieogrzewanym bloku z wielkiej płyty jest gorzej niż na zewnątrz.
Odwołać jesień ! Przywrócić lato! Gienię uciszyć! Kota zostawić!
Teraz już wiem co mnie zbudziło ok 7.30! Zakneblować Gienię !
Na szczęście udało się zasnąć . Z kotem na poduszce, więc koty proszę zostawiać w spokoju!
Dzień Dobry Wyspo!(zdążyłam, jeszcze nie ma 12)
Nie umiem się poruszać po pięterkach i teraz wyszło ,że gadam sama ze sobą, a ja tylko chciałam odpowiedzieć Q.
To może jednak zakneblować Makówkę!
Lepiej gadać ze sobą, niż z kimś głupim
Dzień dobry

Pięterko znowu zrobiło się wysokie… a przecież to miała być „poczekajka”
Jak nikt nie ma lepszego pomysłu to może ja spróbuję zrobić pięterko
pt ” Czego nie wiecie o Makówce a chcielibyście się dowiedzieć…”?, czyli innymi słowy jak przystało na gościa trochę się przedstawię.
Są do tego potrzebne trzy rzeczy:
muszę być w domu
muszę mieć Internet (bo co chwilę zanika)
no i ta pomoc techniczna.
Więc czekamy
Pomoc techniczna dopiero wieczorem…
oczywiście,że wieczorem.Teraz nie spełniam warunku nr1 tzn bycia w domu.Pytanie tylko która godz to jest wieczór?
Experimentum mater studiorum est…
Pięterko za wysokie ? A kto podrzucił drona , który jak piszesz może frunąć 500 m ? Wszystko jest przemyślane i komu pięterko za wysokie , to proszę korzystać z drona . Po to on jest . Przy okazji warto wspomnieć , że w krajach gdzie poważnie traktuje się sprawy bezpieczeństwa , drony i roboty zastąpią w przyszłości człowieka- żołnierza . Człowiek jako żołnierz , będzie występował w kompanii reprezentacyjnej ,a do mordobicia i zabijania posłuża roboty i drony . Warto nad tym pracować , bo to jest przyszłość …
Chyba zrobię sobie przerwę na zupę pomidorową
Zmarzłam w firmie 🙁 Wróciłam do domu, a tu miła niespodzianka – cieplutkie kaloryfery
Niemożliwe! Już grzeją? Zaraz sprawdziłam u siebie, ale kaloryfery zimne. Chociaż prawdę mówiąc, jak dla mnie, to jeszcze czas.
Grzeją 🙂 góry pobieliło, nocą w mieście było +4, a w dzień aż +8!
Chciałam tylko powiedzieć dobranoc.
Ja też…
Spokojnej.
A mnie po południu po raz pierwszy od czasów niepamiętnych złapała taka migrena, że mimo prochów musiałem się położyć i odcierpieć parę godzin, w związku z czym robota w lesie, na szczęście końcówka.
Zaraz idę po dobranockę.
Dobranocka.
Czy mi się zdaje, czy dawno Stinga nie było? Z TEJ płyty (czyli „Nothing Like the Sun”) nieco mniej znany utwór – Be Still My Beating Heart.
Snów sercowych mocno.
Sting zawsze 🙂 nasercowo również! Dobranoc…
Zanim Makówka pokaże obiecane pięterko, zapalę kojącą lampkę 😉

Już pokazała! Ale tam się przeniesiemy może rano.
A, przy okazji – widzę, że jest nowe pięterko. Makówko, mamy taką tradycję na Wyspie, że autor(ka) zostawia pierwszy komentarz pod własnym wpisem.
Co ja bym bez Was Panowie T. i Q. ? Zrobiłam wedle zwyczaju wyspiarskiego pierwszy komentarz i wedle wyspiarskiego zwyczaju zapraszam Wszystkich na nowe pięterko. Uff. Miało być dziś to i jest rzutem na taśmę tuż przed północą.
Tetryku jeszcze raz bardzo dziękuję za poświęcony czas, cierpliwość i wyrozumiałość.