Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu,
Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu.
W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy
W parterowym domku, przy cichej ulicy.
Byłoby tam ciepło, ciasno, ale miło,
Dużo by się spało, często by się piło.
Tam koguty rankiem na opłotkach pieją,
Tam sąsiedzi dobrzy tyją i głupieją.
Poszedłbym do karczmy, usiadłbym w kąciku,
Po tem, co nie wróci, popłakał po cichu.
Pogadałbym z Tobą przy ampułce wina:
„No i cóż, kochana? Cóż, moja jedyna?
Żal ci zabaw, gwaru, tęskno do stolicy?
Nudzisz się tu pewno w Kutnie lub Łęczycy?”
Nic byś nie odrzekła, nic, moja kochana,
Słuchałabyś wichru w kominie do rana…
I dumała długo w lęku i tęsknicy:
— Czego on tu szuka w Kutnie lub w Łęczycy?

Z tomiku Siódma jesień (1927), fot. niestety nie z Kutna, a z Gdańska 😉




Dzień dobry na nowym pięterku. Skoro Autorka na razie nie komentuje, to ja sobie pozwolę.
Bardzo ładny wiersz, „prowincjonalne” ciągoty całkowicie zrozumiałe, znam z życia dokładnie takie historie, pomijając lokalizację.
(zaraz zmykam, będę z powrotem zaniedługo)
No proszę, nic nie wskazywało na nowe pięterko. Gdyby nie Quackie, nie zauważyłabym go. Ale pięterko śliczne
A co to? Jeszcze wszyscy śpią?
No tak, nie było Gieni z kawą żeby Towarzystwo rozbudzić.
No to wołam Gienię…
O, jest. Komu kawy? Komu herbaty?
O tej porze kawę to chyba Zoe, ale dzisiaj sobota, to nie wiem.
Ale mocną herbatę Earl Grey bardzo chętnie.
Gienia dysponuje wszystkim 🙂
I to jest przewaga wirtualnego barku!
Wszystkim?Genia! Obiad poproszę. Cokolwiek byle ciepłe i byle szybko! r
Ten piękny wiersz idealnie pasuje do miejsca w którym teraz jestem.Pozdrawiam z chatki w lesie.
Nie ukrywam, że zazdraszczam!
Ja też…
żeby Wam bardzo zazdrość nie było informuję,że cały czas karczowaliśmy z synem krzaki,a ogród dalej wygląda jakby był opuszczoną,zapuszczoną polana w lesie
Tutaj tylko metoda drobnych kroczków może przynieść rezultaty. Życia nic nie zmoże, jak śpiewali Starsi Panowie.
Masz jakieś fotki?
Quackie,tak właśnie robimy.Tetryku?Krzaków czy życia? Czy z życia wzięte? Ależ ja mam mnóstwo fotek, ale z fiordów żadnej, ale to nie jest poganianie tak tylko mi się napisało…
Nie no, swojego ogrodu-polany…
Chatki tak.Krzaków chyba nie.Teraz ciemno,już nie zrobię
Witajcie!
A ja właśnie wróciłem z chatki na skraju wsi
Niestety, byłem tam tylko kilka dni w gościnie. Ale obok młodzi ludzie gospodarowali chyba nawet jeszcze harmonijniej, niż to sobie poeta powyżej wymarzył…
Witaj powrócony
Ważne, że wyjazd był udany 
Ha! Nie tylko, ze w ogóle był udany – ale jeszcze po drodze udało mi się trafić na gniazdko Skowronka i mam od niej pozdrowienia dla całej Wyspy!
Ha. Odpozdrawiam!
Rozumiem,że teraz doczekamy się pięterka o żeglowaniu wokół fiordów?
Tetryku to do mnie?Dobrze,zrozumiałam,czekam cierpliwie.Ha,ha ja i cierpliwość?!
Właśnie wróciłam ze wsi.
We wściekłej furii.
Więc najlepiej będzie, jeśli się pożegnam i poczekam aż mi trochę przejdzie.
Nie złość się, bo złość piękności szkodzi…
Ja też już powiem dobranoc, chociaż nie ma mi co przejść…
Chyba tylko senność.
Ochłoń, odeśpij, a potem opisz.
PS. Po zdjęciach na FB już się mogę domyślać, ale wolę zaczekać na barwny, inspirujący opis.
Kolejne pięterko się szykuje?
Nieee… To w Specjalnym Miejscu… Takim wiesz…
Żeby tam móc wejść, trzeba mi przysłać swój adres mailowy na priv (jafp@wp.pl).
I dalej to jak u Tolkiena: Speak friend and enter 😀
A teraz to już NAPRAWDĘ idę spać, nieco ochłonięta.

Z domu przyśle,z komórki nie umiem Jak mnie zaprosisz do specjalnego Miejsca
Dobry wieczór! Wróciłem ze spotkań przy okazji Nagrody Literackiej Gdynia, wszystkie bardzo dające do myślenia, więc głowę mam ciężką nieco. Ale bardzo mi się podobało!
Zapewne dobranocka nastąpi niezabawem.
Dobranocka.
Za oknem lato się powoli ma ku końcowi (chociaż osobiście przyjmuję za koniec lata dzień, w którym muszę zrezygnować ze chodzenia w sandałach na bose stopy na rzecz chodzenia w skarpetkach i – na przykład – sportowych butach). Dlatego piosenka z zeszłego miesiąca. Dopóki pogoda prześliczna i wszystko jeszcze w złocie stoi i zieleniach.
Ooooczywiście mistrz Waligórski. I Małgosia Zwierzchowska, i Olek Grotowski.
Snów śpiewnych i śpiewanych.
Podmieniłem klip, bo się nie otwierał poza YT…
Znowu?!? No od kiedy mi uświadomiłeś, zawsze sprawdzam, dzisiaj nie, taki byłem pewny.
Dziękuję.
każdy ma inny koniec lata.Dla mnie to koniec pływania w „wodach otwartych „
Ostatnio pływałem (?) na wodnym hamaku na Kaszubach, zapewne w okolicach 19 sierpnia. I było mi dobrze.
A ja wpław 30 sierpnia w jeziorku powstałym w miejscu dawnej żwirowni. Też mi było dobrze, ale to już był raczej ostatni raz w tym roku.
Quackie „na wodnym hamaku” ? Co to jest?
Skoro Wszyscy dziś wracają to i ja chyba czas najwyższy opuszczać chatkę w lesie,bo jutro obowiązki wzywają
Jak już nawet Makówka wychodzi z chatki, to znaczy, że najwyższy czas na lampkę…

jeszcze nie wyszłam,oglądam niebo.Zanim dojadę do domu…trochę potrwa
Och. Przypomina mi się niebo na Kaszubach, gdzie widać o tyleż więcej gwiazd niż w mieście – i Drogę Mleczną pięknie.
Już jestem „w mieście” -gwiazd nie widać.Z chatki w lesie też dziś jakoś kiepsko było z tymi gwiazdami.Natomiast wokół była taka czarna ciemność jakiej w mieście nie uświadczysz.Księżyc był schowany za górą, gwiazd nie było. Jak zgasiłam światło na tarasie to wokół było czarno jak u tego Murzyna w tej no d…
Droga Wyspo proszę o wyrozumiałość jeśli w dzisiejszych wpisach brakowało dużych liter, polskich znaków itp itd .Pisałam z komórki , więc szło mi to dość opornie, a że cierpliwość i ja nie chodzą w parze jak już wspominałam to wychodziło jak wychodziło..
Dobranoc Wszystkim!
Podziwiam za cierpliwość, ja z telefonu ograniczam się na Wyspie do prostych, krótkich komunikatów.
Chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że ktoś przypisał mi cechę pt „cierpliwość”! Nawet ja sama sobie jej nigdy bym nie przypisała!
Ale faktycznie pisanie z komórki to było dla mnie nie lada wyzwanie! Dziękuję Quackie ,że to doceniłeś!
Dzień dobry


Super pięterko i chociaż raz o czasie
To miłe Mistrzu Q
Ale to nie „moje” pięterko, tylko Bee! Ja tylko wyjątkowo skomentowałem jako pierwszy, bo autorka się nie odzywała.
Przepraszam serdecznie Pszczółeczkę

Faktycznie, nie zauważyłam, kto to opublikował
Zwykle autor pięterka odzywa się pierwszy i to mnie zmyliło…
Zamiast w poniedziałek, wróciliśmy w sobotę

Dość długo wybieraliśmy inne. W końcu wybraliśmy takie, które miało największe wymiary (30×40 stóp, czyli 9,14×12,2m). Zadowoleni rozbiliśmy namioty, screen house, zjedliśmy coś niecoś… potem troszeczkę poszwendaliśmy się po okolicy. Oczywiście zakrapiana kolacja… poszliśmy spać. W nocy obudził nas deszcz i walące pioruny… Wstałam przed 6 i chciało mi się do łazienki. Wyszłam z namiotu i o mały włos bym się wywaliła. Deszcz lał nadal, a na naszym miejscu campingowym było po kostki błota. Dobrze, że nie nałożyłam butów. Gdy wróciłam, zgarnęłam ze stołu przemoczony ręcznik papierowy i jakoś otarłam nogi… bo jak z błotem położyć się do wyrka?
Doleżałam do 9… deszcz lał bez przerwy…

I dla takich chwil, warto rozstawić i składać namioty nawet co drugi dzień 
Udało mi się zamienić miejsce na większe. Rezerwując nie wiedziałam jak jest duże. W maju, gdy byliśmy na miejscu, obejrzeliśmy. Jakiś jeden mały namiocik może i by się zmieścił, ale nasze dwa duże, plus „screen house” nad ławką, to mowy nie ma.
Wyjechaliśmy z domu dość wcześnie, bo o 9 rano. Chciałam się „załapać” na miejsca, których zarezerwować nie można i zmienić naszą lokalizację. Niestety, to miejsce, które chciałam, tuż przed nami zgarnął jakiś facet
Małżonek orzekł, że musi coś zjeść, bo się wścieknie. Do naszych prowiantów ciężko było się przedrzeć przez błoto…
Wyciągnęliśmy dzieci z namiotu. Samochodem do łazienki (raptem 200 metrów), bo jak tu jeść bez tego? A potem pojechaliśmy do knajpy. Kończyliśmy śniadanie (bardzo późne), gdy deszcz jakby zaczął hamować i prawie przestało padać. Trochę przewiozłam dzieci po naszych majowych miejscach i wróciliśmy na nasz camping. Rodzinka zadecydowała, że pakujemy się i wracamy. Panowie byli wściekli, bo ich buty były niesamowicie uwalane błotem. A jaki ojciec, taki syn… tak jeden jak i drugi nie znoszą brudnych butów. A że nie mieli za wielu par na zmianę… no właśnie…
Pakowaliśmy namioty do worków, bo ociekały wodą. Z resztą, wszystko było mokre… A pod wieczór znowu miało padać…
I w sumie fakt. Jak już ma padać na okrągło, to wolę być w domu. Więcej możliwości… A pod namiotem co? Albo oglądanie świata z samochodu, albo siedzenie w namiocie… to jaka to atrakcja? Jedziemy, żeby coś zobaczyć, zrobić zdjęcia… gdy leje i walą pioruny, to jakoś to nie za bardzo wychodzi…
Wieczorem byliśmy już w domu. Syn zjadł z nami kolację. Pogadaliśmy trochę i pojechał do siebie. Nie wiem, czy rano będziemy w stanie wywalić te wszystkie mokre rzeczy do ogródka, żeby wyschły. Zobaczymy…
Z jednego jestem zadowolona… pogadałam sobie z dziećmi i było jak dawniej… znowu poczułam się matką i przyjaciółką, z którą o wszystkim można pogadać
A czy prognozy nie przewidywały takiej pogody?
Myślę, że pogadać z dziećmi w takim wypadku, milej by było w domu.
Przewidywały. Te prognozy
Do naszej „polowej kuchni” nie dało się normalnie dojść. Trzeba było brodzić w błocie… a jak wspominałam, dla małżonka to coś nie do przyjęcia


I w sumie może byśmy zostali, bo chociaż padało i to bardzo długo, to jednak przestawało i moglibyśmy gdzieś połazić. Pioruny też nam nie straszne…
Najgorzej, że teren tam gliniasty, a my nie żaby, żeby siedzieć w błocie
Pod namiotem, na takim wyjeździe jest pewna atmosfera i przyjemniej się rozmawia. Ognisko pryska iskrami, gwieździste niebo nad głowami i te odgłosy nocnego lasu… to jest coś, co nastraja, budzi wspomnienia… to na pewno nie to samo, co w domu.
Masz rację, pod namiotem jest inna atmosfera. Też lubię spać pod namiotem. Kiedyś nawet będąc na wsi u siostry, poprosiłam szwagra żeby mi dał namiot do sadu. Chociaż to nie to samo co w lesie czy nad wodą, ale spało się świetnie. Towarzyszył mi ich pies, więc nie byłam sama
Namiot, schronisko w górach to zupełnie inna atmosfera niż w domu. Tak samo jak impreza w plenerze przy ognisku albo na turystycznym szlaku…)
No więc same widzicie…


Lubimy wyjeżdżać pod namiot. I tak jak Bożenka pisze, zdarzało się nam u cioci na wsi rozstawić sobie namiot w sadzie. Zupełnie inaczej się śpi niż w domu.
Także… chociaż przespaliśmy w namiocie tylko jedną noc (zamiast 3), jechaliśmy bardzo długo (4 godziny w jedną stronę), to mimo wszystko nie żałuję, że pojechaliśmy. Krótko, to krótko, ale zawsze jakieś wrażenia zostały…
Trochę długi ten opis wyszedł, ale starałam się pisać skrótami
Nie chcę „zaśmiecać” wpisu Mistrza Q 


Jeszcze nie wiem co będziemy robili jutro… zapowiadają nowy deszcz i burze. A przecież musimy jakoś wysuszyć nasze namioty, i nie tylko… zobaczymy…
Miłej niedzieli życzę
Och – wpisu Bee (patrz komentarz nieco wyżej).
Dzień dobry
Widać, że jesień blisko, bo od wczorajszego popołudnia i całą noc padało. Ale chyba już spadło co spaść miało 
Dzień dobry. Najpierw Gienia.

Gienia zawsze mile widziana
Tak. koniecznie kawa!
Lecę świętować koniec wakacji.
W tym roku mi się wyjątkowo należy.
Przyjemności
Fajnie było. Musieliśmy odreagować wczorajszy kontakt z rodziną.
Lecę, pędzę czytać.
Dzień dobry! Słońce, słońce, ledwie wstałem, a już wyciągają z domu (żeby skorzystać z pogody, co ma niejaki sens, ale może za chwilę).
W nocy przyjechali państwo po psa. Uf. To było wymagające 10 dni, ale wreszcie koniec.
Witajcie!
No niezbyt się Miralce wyjazd udał… Trzeba się było wybrać do Norwegii, w Bergen deszcz pada tylko 350 dni w roku – oszczędziłabyś sobie niespodzianek…
Słyszałem podobną historię o amerykańskim Seattle, że tam rok dzieli się na porę deszczową i sierpień, z tym że miejscowi twierdzą coś innego – na porę deszczową i 15 sierpnia.
Nasza córka mówi, że w „jej” Denver, to słońce świeci 360 dni w roku. Nawet jak pada, to i tak nie na długo i zaraz wyłazi słoneczko.
Ba, Denver!
W zasadzie to nie była żadna niespodzianka. Prognozy mówiły o deszczach nie tylko w długi weekend, ale i w przeciągu najbliższych 10 dni. Także zaskoczenie żadne
Niby mogliśmy połazić i poszukać miejsca mniej błotniastego i zamienić jeszcze raz, ale jak sobie pomyśleliśmy, że będziemy musieli przewozić to mokre, upaprane błotem obozowisko, to się nam odechciało. Zapakowaliśmy do worków i do domu 


Prognozy nie pisały tylko ani słowa, że tam teren gliniasty i po deszczu zrobi się pierońsko ślisko, a w niektórych miejscach nogi będą się w tę mazię zapadały niemal do kostek.
A tu, „co sie wysusy, to sie wykrusy”…
Bo przecież namiotów się nie pierze… i nie wykręca
Hmm, a nie było to takie błoto, żeby można było po nim chodzić na bosaka, a potem tylko nogi porządnie umyć? Wtedy buty by się oszczędziło.
Ja chodziłam boso, ale mój mąż, czy syn nie są w stanie. Tym bardziej, że w błocku utopione były suche gałązki, na części do parkowania, wysypany był żwir… także nie za przyjemnie było po tym chodzić bez butów. Córka nałożyła klapki, które wzięła do kąpieli pod prysznicem. Wyszła ze słusznego założenia, że jak pójdzie się kąpać, to i tak się umyją
Chłopcom też dałam takie obuwie, ale zdążyli już upaprać swoje buty…
Ostatecznie wszyscy mieliśmy buty do kąpieli. Nikt rozsądny nie włazi do publicznego prysznica boso. Nawet jeśli wygląda on czysto…
Tak jest!
No i wróciłem ze spaceru. Pierwszy wrześniowy weekend całkiem jeszcze letni, plaża dość nawet zaludniona.
W Poznaniu 27*C, więc jeszcze lato trwa…
I pewnie plaże kędyś nad Wartą też się cieszą powodzeniem.
Nad Wartą raczej nie. Warta, jak chyba wszystkie rzeki, jest brudna. Ale przecież mamy kilka jezior i tam najczęściej ludzie chodzą się kąpać i plażować.
A, właśnie, jeziora. Rusałka, Kiekrz, bliżej Ciebie – Malta.
Ale i nad rzeką bywa przyjemnie. Kiedyś kończyliśmy spływ kajakowy z Puszczykowa na przystani niedaleko Mostu Królowej Jadwigi, od strony Rataj i miejsce oznaczone jako plaża miejska przy Osiedlu Piastowskim wydawało się całkiem niczego sobie.
Kiedy to było… Ja jeszcze jako dziecko, też chodziłam nad Wartę, a nawet się w niej kąpałam. Dzisiaj nawet wędkarze rzadko w niej ryby łowią, bo śmierdzą.
Oj fajne te spacery tam u Was…
U mnie nadal ciepło, pomimo deszczu. Tak pod 30C podchodzi.


Ciekawe jak będziemy suszyć nasz sprzęt obozowy, skoro ma co chwilę padać?
W deszczu raczej nam nie wyschnie
Jedynie jest nadzieja, że opłucze się z błota
No dobra… miło się z Wami rozmawia, ale u mnie już 8 i czas się brać za robotę


Trzeba poprać co się używało i wysuszyć co się przywiozło mokre…
a także zgarnąć ten bajzel z pokoju, bo wczoraj rzuciliśmy to wszystko na kupę i jedynie z lodówek wypakowaliśmy do lodówki.
Miłego niedzielnego popołudnia życzę
Owocnej pracy!
Najmocniej Was przepraszam, Tuwima ustawiłam jako zaplanowanego (pierwszego komentarza chyba tak nie można dodać?) i… znów znikłam. Ostatnio przymusowo „rzuciłam to wszystko” łącznie z internetem, toteż akurat ten wiersz sam wszedł mi w ręce.
Dzień dobry, dobrego dnia i na zdrowie!
P.S. Dziś Pszczółki obchodzą Święto Miodu 🙂
Najlepszego i najsłodszego!
Nie sądzę, żeby można było ustawić czasowo publikację wpisu od razu z komentarzem.
No właśnie – dzięki więc za przejęcie klamki nad nową wycieraczką
A słodko jest – przeleciałam przez stoiska, zaopatrzyłam się w miodek na zaczynające się przeziębienia, napasłam oko haftami i zasiadłam z herbatką na chwilę. Niedługo gwiazdy i lasery
A-haa!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.polnocna.tv/vid/20418-swieto-miodu-pszczolkowskiego-2018-zapowiedz
Dobranocka (już teraz, zawczasu).
Skoro dzisiaj Święto Miodu, nie widzę lepszego utworu na dobranoc
Snów słodkich w sam raz!
Na pewno będą słodkie po takiej dobranocce
Jakiś taki jesienny smuteczek mnie dopadł mimo pięknej słonecznej pogody. Po wysłuchaniu dobranocki zamiast słodkich snów do głowy jedynie co mi przyszło :
1. ileż to lat upłynęło gdy „Pszczółkę Maję” oglądały moje dzieci?
2.Wodecki -kolejna osoba, której już nie ma…
A „namiotowe przygody” Miral oczywiście mnie rozśmieszyły , ale oprócz tego zaraz przyszło wspomnienie tych nocy spędzonych pod namiotami i żal, że „ale to już było i nie wróci więcej..”
Och.

1. Moje dzieci nigdy nie oglądały Mai
2. No tak.
3. Oczywiście że to były czasy piękne, ale mnie się jakoś pod namiot jako taki nie spieszy – wolę dach nad głową.
Co do punktu 3. Każdy lubi co innego, a i powód lubienia (lub nie) jest różny.



Jedna z naszych amerykańskich znajomych stwierdziła, że nie lubi namiotów i się nie wybierze, żeby nie wiem co. Jej psiapsiółka, która z nią mieszka, dodała z przekąsem, że pewnie, że nie lubi, bo do namiotu nie za bardzo da się wstawić telewizor, a bez niego, to jak bez ręki
W sumie to też powód…
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że Ty, Mistrzu Q dlatego nie lubisz spać pod namiotem… powodów mogą być tysiące
U mnie jeszcze lato, chociaż momentami nieźle leje
Jedynie przez Skype…
Małe to było, ale dzielne! Nie mieliśmy samochodu, więc wszystko musieliśmy nieść na plecach. Nawet córeczka miała malutki plecaczek.
Poza tym, mój artretyzm nie za bardzo pozwala mi spać nisko. Szczególnie rano ciężko mi się podnieść. Dostałam od znajomego materac, który jest tak wysoki jak łóżko. Nie ma problemu z niego wstać. Po prostu spuszczam nogi na ziemię i wstaję 
Uwielbiam to!!!
Smuteczek mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że córka niedługo wyjeżdża i znowu cały rok jej nie zobaczę
1. aż zapytałam córkę, czy to oglądali, bo już nie pamiętam. Oglądali…
2. Wodecki… pamiętam kiedyś się skarżył, że na każdym koncercie musi śpiewać „Maję”, bo ludzie żyć mu nie dają… mimo upływu lat…
3. Pod namiot wyjeżdżam odkąd pamiętam. Nasza córka pierwszy raz była z nami pod namiotem, gdy miała roczek
Teraz, jak to dzieci mówią, zabieram „pół domu”. Samochód duży, to dużo się zmieści
I będę jeździć pod namiot, dopóki będę dała radę
Ja już teraz mam za dużo „ograniczeń zdrowotnych” aby spać na ziemi w polskim klimacie. I dlatego napisałam, że mi żal, że „…ale to już było…”.W namiocie sypiałam z moimi rodzicami w czasie wakacji, potem na obozach harcerskich, studenckich wędrówkach kajakowych, żeglarskich, w górach itd Jako „rodzinka ” z dziećmi i psem również.
No to po takiej słodkiej dobranocce, ja też idę do łóżeczka

No dobra. Koszule ma jutro wyprasowane. Reszta jakoś ogarnięta. Plan ułożony. Pora spróbować spać.

Chatka w głuszy Tuwima pięknie się w całość przygód wkomponowała. Taki cud natury.
Spokojnej wszystkim spaćidącym!
Zanim zapalę lampkę, chciałbym zaanonsować nowe pięterko o smaku słonej wody
i słabego piwa😉A ja odkryłam nowe pięterko zanim zobaczyłam anons! Późne chodzenie spać czasami się opłaca…)
A teraz odrobina magii (Wiedźminko, wspomóż!!!)
