Nie wiem dlaczego, ale polska nazwa tego ptaszka brzmi mi jakoś dziwnie. Ten „kacyk” nie kojarzy się za dobrze… a to taki piękny ptaszek.

Ten tutaj, to młody. Może tegoroczny? Jeszcze nie nabrał odpowiednich kolorków. Czarne części nie są czarne, a pomarańczowe są zaledwie żółte…
Przez igły świerka zamigało mi coś kolorowym…

Samczyk kacyka. Cudnie kolorowy… Poczekałam cierpliwie aż będzie lepiej widoczny…

Przesiadł się na płot i tu już był lepiej widoczny.
Skoczył na podpórkę karmnika…

…trochę się wystraszył spadającego listka, ale nie uciekł

Popatrzył na mnie i przeskoczył na karmnik…

A tam ulubiona galaretka z winogron!!!

Jak dla niego pychotka!!!
Przyleciał inny. Usiadł na drzewie…

Wygląda, jakby przyleciał tu przypadkiem… i tak jak jego poprzednik…

… skoczył na pręt, popatrzył i przefrunął na karmnik…

A i jeszcze się obejrzał, czy nie widać konkurencji…

… i zaczął wcinać.

Co prawda nadal się rozglądał, ale głód zwyciężył.
To takie krótkie opowiadanko o pięknym ptaku. Widziałam też samiczkę, która jest żółta i tego czarnego ma znacznie mniej, ale jest zbyt płochliwa i nie udało mi się zrobić jej w miarę przyzwoitego zdjęcia. Wiała w takim tempie, że trudno było za nią nadążyć.
Dodam jeszcze, że te ptaki widywałam głównie w parkach. W przydomowych ogródkach nigdy. Już w ubiegłym roku Jeff (mieszka w Elgin) zauważył jednego kacyka. A że zna się na tym, wystawił im karmnik. Zadomowiły się na dobre. Czasami po bokach karmnika przyczepia rozkrojoną na pół pomarańczę. Biedne ptaki, jak te osiołki, same nie wiedzą co mają jeść najpierw. Bo galaretkę z winogron uwielbiają, ale i pomarańcza jest ich przysmakiem. Także… to tego dziobną, to tego… Miło jest patrzeć.
A Jeff pracuje w parku stanowym i jego głównym zajęciem jest dbanie o budki lęgowe różnych ptaków, a także o karmniki. W razie wątpliwości ma stały kontakt z Instytutem Ornitologii w Chicago i zawsze może się poradzić. Jak dla mnie, to idealne źródło wiedzy. Dzięki niemu wiem czym mogę dokarmiać ptaki i jakie gatunki czego potrzebują w zależności od pory roku.
| « Z prądem | Tuwim wrześniowy - Rzuciłbym to wszystko! » |
27
sie 2018




To tak w skrócie. „Poczekajka”, aż Ukratek ogarnie swój wyjazd i nam go przedstawi.
Dzięki, Miralko! Obawiam się, że dziś nie zdążę przygotować, a przez tydzień znów mnie nie będzie w domu…
Nie ma sprawy, Ukratku
Mam ponad 120 gatunków na zdjęciach, także jest z czego wybierać 

W sumie, to o ptaszkach mogłabym budować pięterko co drugi dzień i na długo by mi starczyło
Na Twoje pięterko cierpliwie poczekamy
I tak jeszcze gwoli wyjaśnienia. Ktoś może zapytać skąd wiem, że to dwa różne samczyki, a nie ten sam wrócił sobie jeszcze dojeść?

Mogę o nich godzinami… 


Jak się uważniej przyjrzeć, to widać różnicę. Ten pierwszy kacykowy samczyk ma plecy jednolicie czarne, ten drugi ma jakby jaśniejsze pręgi idące w poprzek pleców. To na pewno nie ten sam…
Z ptakami jest jak z ludźmi. Niby ten sam gatunek, a jednak różnice widać. Czasami są to malutkie szczególiki, dla niewprawnego oka niewidoczne, ale czasami różnice są duże…
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że mam „hopla” na punkcie ptaków
Ale nie chcę zanudzać…
Miłego oglądania życzę
śliczności;)))
Dzięki
Też je lubię 
Prawda, że piękny
Dzień dobry
Piękne, sympatyczne ptasie pięterko 
Kacyk – jeszcze nie słyszałam o takim ptaszku…
Dzień dobry! Ludzie mają skłonność do nazywania zupełnie niepozornych ptaszków takimi strasznymi słowami – kacyk, tyran… I po co to?
A może kacyk to jest zdrobnienie od małego kaca? Takiego, co to ledwie puka w głowę?
Od tych ptaków nazwę wzięła drużyna baseballowa z Baltimore, Baltimore Orioles. Nie jestem koneserem baseballa, ale mniej więcej wiem, o co w tym chodzi, na meczu Orioli nie byłem, ale bardzo lubię ich barwy, tak jak ptaków – czarno-pomarańczowe. Co prawda teraz na większości ich bluz i koszulek widnieje nie oryginalny ptak, tylko uproszczony, komiksowy „kacyk”. Ja wolę z takim bardziej realistycznym.
Gwoli uciechy – to jest ten komiksowy, który mi się mniej podoba:
A to ten, którego wolę:
No widzisz. Czyli i ptaszek i drużyna podbierali od siebie nazwy.


Na baseballu nie znam się zupełnie. Wiem tylko, że stoją, plują na ziemię, żeby potem łatwiej im było się ślizgać
Zdecydowanie wolę bardziej realistycznego ptaszka na czapce, niż tego komiksowego.
Dzień dobry!
Faktycznie, jak dobrze się przyjrzeć to widac róznicę w ptaszkach :), szczególnie na zdjęciach z prętem podczymującym karmnik.
Od kiedy mam Petra (parkit) – bardziej interesują mnie ptaszki, szczególnie małe.
Petro chorował, myślałam, ze i jego stracę… Ale jest już OK i mogę godzinamy siedzieć, obserwować, czy wraca do swoich zwyczajów i jak bada nowe zabaweczki.
Pozdrawiam ćwierkając 🙂
Dzień dobry




Dla mnie od lat ptaki stanowią interesującą grupę. Mogę je obserwować godzinami. Lepsze to niż telewizja
Parę lat temu pokazywałam różnicę między wróbelkami. Niby wszystkie są jednakowe, ale każdy jest indywidualistą. To ogonek bardziej/mniej zaokrąglony, to układ plamek na piórach inny niż u pozostałych… takie drobniutkie różnice, ale po dokładniejszych oględzinach doskonale widoczne.
Cieszę się, że Petro ma się lepiej i życzę mu kompletnego wyzdrowienia i dobrej kondycji na długie lata
A Tobie wspaniałych obserwacji
Witajcie!
Sądzę, iż wymyślającemu tę nazwę jaskrawo strojny ptak skojarzył się z rytualnymi strojami wodzów tzw. „dzikich”, co wówczas mogło mieć konotacje bardziej teatralne niż związane z władzą i przemocą…
Witaj

W zasadzie trudno powiedzieć, co wymyślający nazwę miał na myśli. Widocznie dla niego taka nazwa pasowała do wyglądu ptaszka, bądź do jego charakteru
Kochani, wybywam, mam nadzieję, że do wieczora wrócę (a może właśnie przesadzam?).
Ależ piękne ptaszki przyfrunęły na Waszą wyspę!
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko.Cieplutko, bo tak jakoś chłodnawo się zrobiło. Ale co tam pogoda! -czasami jeden sms oczekiwany, ale nie spodziewany może „ogrzać od środka”…
Witam jeszcze sierpniowo i gorąco 🙂 Kacyk , kicek , kocyk , kąsek , wsio rawno , bo ptak jest pięknym elegantem . Może ma rację Quackie , że jest to po prostu obraz naszego stanu po małym drinku . Żałuję , że w naszej polskiej przyrodzie , nie ma takich elegantów , a wiele znanych z dzieciństwa jaskółek , czy pliszek jest coraz mniej Dzięki Miralko ,że wzbogacasz naszą wiedzę ze świata przyrody pięknymi fotografiami z opisem , a nazwę kacyk , możemy zmienić na kocyk – taki do poobiedniej drzemki

Albo kucyk, taki do przejażdżki dla dzieci. Bo latem chować się pod kocykiem? Chyba, że myślisz już o jesieni…
Witaj Maksiu



A sójka, szczygieł, podróżniczek, czy modraszka, że o żołnie nie wspomnę… Długo można by wymieniać. O! Jeszcze wąsatka! Elegancik z wąsikami
Może nie wszystkie masz na zawołanie i pod ręką, ale wielu Amerykanów nawet nie do końca wie, że jest taki ptaszek jak Baltimore Oriole
Dla wielu, to po prostu drużyna baseballowa. 

Mnie tam wszystko jedno jak się będzie nazywało tego ptaszka. Tak kocyk, jak i kucyk są do przyjęcia
Ja i tak najczęściej nazywam go „oriole”, czy pieszczotliwie „orek”
I nie żałuj Maksiu. Może w Polsce nie ma orioli (bo kacyków trochę znajdziesz… co prawda bez piór… 😉 ), ale są inne eleganciki. Równie piękni, o ile nie piękniejsi
Moim polskim ulubieńcem jest zimorodek. Przecudny niebieściutki klejnocik. Jego piórka mienią się w słońcu metalicznie
Pozdrawiam cieplutko
A jednak w Polsce są Oriole. Najjunior chodził z jednym do klasy w liceum
Też taki pomarańczowo-żółto-czarny?


Jeśli tak, to w klasie kolorowo było…
Nie, ciemny blondyn
Dzień dobry, jestem z powrotem. Kocyk też może być, jeżeli tylko w ulubionych kolorach
O, np. taki: kocyk z kacykiem
Tys piknie…
I znów wieczór i trzeba się pożegnać. Dobrej nocy wszystkim życzę i do jutra
Spokojnej!
Dobranocka.
Skoro księżyc na niebie, to pana Glenna Millera i jego zespół poproszę o odegranie „Księżycowej serenady”. Klasyka jazzu.
Snów niezakłócanych przez pełnię.
Ukołysany dźwiękami Glenna Millera idę spać – jutro o świcie ruszam na zachód 😉 Wracam pod koniec tygodnia.

Dobranoc!
Go west, young man! (Horace Greeley, 1850, o rany, jak to dawno było)
Już po Dobranocce , a ja właśnie dopiero wróciłam do domu.
Kolorowych snów życzę tym co już śpią, a miłego wieczoru tym co jeszcze liczą na przyjemne chwile w dzisiejszym dniu:)
Ale wiesz, że dobranocka nie oznacza, że tak powiem, zamknięcia dnia na Wyspie?
Quackie!Teraz już wiem. Ale dzień się już sam zamknął, bo w „mojej strefie czasowej” 28.08.18, godz.00:30.
Czyli dobranoc na zamknięcie poniedziałku i dzień dobry na rozpoczęcie wtorku!
Pomyślałam sobie, że pokazałam samczyki kacyka (kocyka, czy kucyka) północnego, ale nie pokazałam samiczki. A przecież mam ją na zdjęciach i nawet coś tam widać. Co prawda to nie z ogródka Jeffa, ale samiczka jest


Nie aż tak podobna do samczyka, ale tyż pikna
A i owszem, bardzo ładnie uzupełnia samczykowe kontrasty swoim spokojnym ubarwieniem.
Prawda że pikna?

Samiczki zawsze mają spokojniejsze ubarwienie. Tak Matka Natura dba o ich bezpieczeństwo…
Piękna , jak wszystko co tu prezentujesz . Przy okazji pochwalę się , że w mazurskiej Hacjendzie dochowałem się trzech młodych sójek, w gniezdzie na jednym z moich świerków Nie były wybredne , wyżerały nawet przeznaczone dla sikorek skórki ze słoninką . Tak im ten przysmak smakował , że kiedy w desperacji przybiłem skórkę do świerka gwozdziem papiakiem , to wydarły skórką wraz z papiakiem . Ale faktycznie , sójki prezentują się w pięknych kolorach swojego upierzenia ….
Sójki do wyciągania papiaków – nowa idea racjonalizatorska!
Też tak myślę, Mistrzu Q


Jak Ci się wydaje? Może Maksio powinien to opatentować?
Miałby jeden patent więcej na koncie
Jestem za!
Gratulacje, Maksiu!!!

Ale jak już im wszystkie piórka wyrosną, pięknieją 

Miałeś okazję obserwować te piękne ptaki. Że wyjadały sikorkom? Widocznie sikorki miały innego pożywienia pod dostatkiem. Jeśli są głodne, potrafią być niezwykle bojowe i to, że przeciwnik jest dużo większy, wcale im nie przeszkadza
Podloty sójek za piękne nie są. Wyglądają jak z wyskubanym pierzem
Uśmiałam się czytając jak to wyrwały papiaka ze słoninką. Chciałabym to zobaczyć i obcykać… byłaby piękna opowieść… „Jak to ze słoninką bywa”
Dzień dobry
Wstał pochmurny, może będzie padać?
U mnie przebija słońce i trochę cieplej jak wczoraj, ale to już nie to , a przecież już chyba wszyscy Wyspiarze wiedzą, że „mnie jest szkoda lata”, bo „…Jesień owszem, jest piękna, bogata,
Bardzo strojna i pełna kolorów,
Ale skąd, skąd jesieni do lata,
Do lipcowych, sierpniowych wieczorów…”
Gienia. Chrzanić resztę.

Dzień dobry. Noc w miarę spokojna. Kawka od Gieni to jest to!
Suczka nauczyła się , że noc jest od spania?
No niekoniecznie, ale już przynajmniej tak nie drze dzioba
a samo łażenie po domu można jakoś przeżyć.
Przed 6 wszakże pobudka na dopieszczenie psa, co można zrobić w półśnie, a potem spać dalej aż do budzika.
Gdy wróci do właścicieli, to za nią zatęsknisz…
Może i tak. Ale z drugiej strony na pewno będzie i ulga.
To ją dopieść „na zapas” w nocy i wytłumacz, że przycisk „dopieszczanie” ma ogranicznik czasowy i działa dopiero od godziny tej co na budziku.
Przytulenie można spokojnie realizować w półśnie jeśli nie przestrzega się zasady „nie wolno do łóżka”.
Uwaga! Uwaga! dotyczy suczki, nie kobiety!
Joj, jakby ten pies takie rzeczy rozumiał, tobym go ukradł znajomym i zbił fortunę na występach ulicznych!
Przecież nie sypiasz na ulicy! To nie działa jako występ publiczny. To działa tak , że pies /kot wyczuwa jak zrobić , aby Pan był zadowolony. .
Mechanizm jest taki „ty mi dasz spać, to ja wtedy będę udawać, że nie widzę, że leżysz w łóżku!”.Takie mało wychowawcze przekupstwo.
A tak serio to Florek chyba faktycznie rozumie „Florek idziemy spać, proszę przestać biegać!”.Bo koty często pod wieczór zaczynają takie nocne bieganie w „te i wewte ” i wtedy gdy już chcę spać tłumaczę mu, że koniec biegania.
Ale ja rozmawiam nie tylko ze zwierzakami, bo do aparatu fot albo komórki też przemawiam.Np „proszę nie zawieszaj się, nie teraz, nie rób mi tego!”. W pracy kiedyś koleżanka powiesiła mi karteczkę „nie obrażaj sprzętu biurowego!” Najwięcej obrywało się drukarce , hm czasami nawet mało cenzuralnie.
Ha. Oczywiście, że z nią rozmawiam, co więcej, mam wrażenie, że to skutkuje (np. mówię: „Nie musisz wstawać i iść za mną do kuchni, bo i tak idę tylko po wodę, a poza tym żaden smaczny kąsek i nie spadnie” – i rzeczywiście, po paru dniach dalej leży w pokoju, tylko ewentualnie głowę podniesie i sprawdzi, czy czasem nie niosę jakichś smakołyków).
A co do drukarek:
Rozumiem, że z tym strachem dotyczy to również komórki, aparatu fotograficznego i laptopa? Drukarki nie posiadam , to było kiedyś w pracy gdy drukarkę wyzywałam od idiotek.
Widzę , że zaczynacie się z psiną coraz lepiej rozumieć; może to znak, że należy sobie sprawić własnego pieska?
U mnie z komórką i aparatem foto bywa różnie, natomiast z komputerami i np. tunerem telewizji kablowej (który w gruncie rzeczy też jest komputerem, tyle że specyficznym) zdarza się również. Najbardziej wyczulone na ludzki strach w mojej ocenie są drukarki i kserokopiarki.
Piesek się przyzwyczaił i my też, ale żeby sprawić własnego, musiałbym sobie zapewnić hurtowe dostawy claritiny.
Właśnie też o kawie pomyślałam, a tu Gienia już na posterunku… Dzięki
Dzień dobry




Dziś jeszcze ma być ciepło (34C), ale jutro ma się znacznie ochłodzić (24C). Trochę odpoczniemy przed kolejną falą upałów
Pogoda na nasz wyjazd nie zapowiada się najlepiej… 26-28C i bez słońca. Pochmurno…
Ale i tak jedziemy. Na miejscu zobaczymy jak to będzie
Miłego dnia życzę Wyspiarzom!!!
Temperatura taka jest dobra, nie męcząca. Ważne żeby nie padało
A czy przy takim nagłym spadku temperatury nie zapowiadają burz? Bo to zwykle się łączy, przejście chłodnego frontu, zetknięcie dwóch mas powietrza o znacząco różnych temperaturach…
Dodam jeszcze, że szkoda mi mojego męża. Mają dziś wymieniać jakieś urządzenia na stryszku. Wysokie toto na jakie 60cm i wyłożone watą szklaną. Czołganie się w czymś takim, przy tak wysokiej temperaturze, to zabójstwo. Niby podkładają sobie dyktę, bo ta izolacja włazi dosłownie wszędzie, ale i tak praca nie do pozazdroszczenia. Wolno im to idzie, bo nikt długo nie wytrzyma w tych warunkach. Także zanim się doczołga, to niewiele zdąży zrobić i wraca, bo nie ma czym oddychać. Temperatura w takim miejscu jest średnio o 30C wyższa niż na zewnątrz, a biorąc pod uwagę te 34C, jakie dziś ma być… to nic tylko współczuć

Pewnie wróci do domu utuptany w czarnoziem… czarny jak Murzyn i kaszlący tą pierońską watą szklaną…
To faktycznie można współczuć. Ale idzie (jak pisałaś), ochłodzenie. Czy nie mogli przeczekać aż te nieludzkie warunki się zmienią?
Dobre pytanie!
Ktoś poszedł po rozum do głowy i przełożyli „czołganie się w wacie” na jutro
Dziś wiercili jakieś dziury w suficie i przygotowywali „teren” do jutrzejszej pracy. I bardzo dobrze!!! 
Och, coś strasznego. Jakoś tak się zawsze składa, że za taką robotę biorą się nasi rodacy (i zwykle ktoś ich przy tym oszuka, nie mówię, że akurat Twojego męża. Polska Brygada Kaszyckiego w Nowym Jorku to byli jednak rozbiórkowi straceńcy – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/ryzykowali-zyciem-przymierali-glodem-jak-trump-oszukiwal-polakow,65,1381)
Nie zawsze i nie tylko Polacy.

Oni potrafią „sprzątnąć człowieka” niemal bez śladów. Śledztwo niczego nie wykazało, ale kto wie?
Mój mąż ma swoją firmę i jeśli ma zlecenie, to robi. Często pracuje z Amerykanami. Oni też muszą się czasami „czołgać” w tej izolacji. Nie tylko Polacy.
O oszustwach Trupma słyszałam już dawno. Nie głosowałam na niego nie tylko dlatego, że wykorzystał i oszukał moich rodaków. On ma dużo więcej „za uszami”…
Polaków oszukiwali nie tylko Amerykanie, ale i rodacy. Nie wiem czy pamiętasz Komara. Nasz mistrz w pchnięciu kulą… też miał firmę i zatrudniał Polaków. Dość szybko przestał im płacić. Wierzyli mu, bo to przecież znana osoba, były sportowiec, mistrzowska klasa…
W końcu popełnił błąd i zatrudnił kilku Rosjan. Ci się nie patyczkowali i powiedzieli mu wprost, że albo wypłaci co się należy, albo go skrócą o głowę. Komar wystraszył się i zwiał do Polski. Niewiele mu to pomogło, bo niedługo po powrocie miał wypadek samochodowy, w którym zginął. I do dziś nie wiem, czy to przypadek, czy depnął na „odciski” ruskiej mafii.
No proszę, tego nie wiedziałem!
Na temat Polonii, to mogłabym niemal książkę napisać. Przez tyle lat pobytu w USA nazbierało się trochę opowieści co rodacy potrafią… Dodatkowo, mój syn kilka lat pracował w polonijnym biurze. Czasami występował w sądzie jako tłumacz… włosy się podnosiły, gdy opowiadał co się klientowi przytrafiło.

Niemal wszystkie kobiety były nielegalnie… Mieliśmy jedną taką, która trzęsła całym vanem. Obywatelka (bo ojciec był obywatelem), ale po angielsku, to tak jak ja na początku.
Jak któraś nie chciała jej słuchać, to straszyła zgłoszeniem do odpowiednich służb. Aż kiedyś próbowała i mnie postraszyć… coś jej powiedziałam, co się nie spodobało. Powiedziała, że zadzwoni i powie, że nielegalnie pracuję. Nic jej nie odpowiedziałam, ale na następny dzień przyniosłam jej karteczkę z numerem telefonu. Wytłumaczyłam, że pod tym numerem może rozmawiać po polsku. Tylko zanim zadzwoni, niech się upewni, że nie wyjdzie na głupka.
Jestem legalnie i płacę normalne podatki. To że serwis jest nielegalny, to jedna sprawa, a to że nie muszę dokładnie podać gdzie pracuję (wystarczy wpisać, że w usługach jako samozatrudniająca się), wcale nie znaczy, że nie płacę. Minę miała, jakby żabę połknęła
Jak mi wyjaśniły koleżanki z pracy, kilka kobiet tak już załatwiła. Miała nawet „na sumieniu” deportację bodajże dwóch… Wredny babsztyl!!! 

Nadal mam „sztywny” i nie mam zamiaru podlizywać się nikomu, ani nie pozwolę deptać swojej godności.
…bo jednak jakoś sobie radzę… 
Gdy przyjechaliśmy tutaj, nie umiałam po angielsku powiedzieć dosłownie nic. W szkole średniej i na studiach miałam niemiecki. Angielski to jedynie pojedyncze słowa z filmów. A te do normalnej konwersacji raczej się nie nadają
Dwójka dzieci na utrzymaniu, więc trzeba było iść do pracy. Tylko jak się nie zna języka, to do jakiej? Jedynie do sprzątania. Poszłam do takiego serwisu sprzątającego. Nawet się nie przyznałam, że od pierwszego dnia pobytu jestem tu legalnie. Nie było to mile widziane
I jeszcze tak króciutko, bo i tak post za długi
Kiedyś na imprezie jeden ze znajomych szwagierki powiedział mi, że mam za sztywny kark i albo go zegnę, albo nie mam czego tu szukać. To było kilka miesięcy po naszym przyjeździe… minęło 20 lat i jakoś karku nie zgięłam
Widocznie nie jest to konieczne, tak jak temu znajomemu się wydawało…
Tak, wiele zależy od podejścia. Miło się czyta, że są tacy jak Ty, którzy potrafią pracować normalnie, legalnie i bez strachu.
Och! Są osoby, które pracują nielegalnie, ale są w porządku. Nic do nich nie mam i na pewno bym nigdzie nie dzwoniła, żeby „załatwić” im deportację. Nie czuję się lepsza tylko dlatego, że jestem tu legalnie! W ogóle nie pytam nikogo jaki ma status. Co mnie to obchodzi?

Pamiętam, jak w vanie pracowała nauczycielka z Polski. Przyjechała tu na wakacje, żeby sobie dorobić. Nasz „boss” dokuczał jej na każdym kroku, bo niepotrzebnie przyznała się, że ma wyższe wykształcenie. Prostak i cham. Nie patrzył jak ona pracuje. Bolał go jej magisterski dyplom. Tak, jakby przy sprzątaniu miało to jakieś znaczenie…
Pracowałam w tym serwisie dwa lata, póki nie poduczyłam się trochę angielskiego. Przy okazji napatrzyłam się i nasłuchałam co rodacy potrafią robić i jak traktują innych.
Ja mam dosyć. Ostatnio chyba jestem karana za wcześniejsze narzekanie na nudę.
Ale pamiętajmy, co głosi stare chińskie przysłowio-przekleństwo: Obyś żył w ciekawych czasach…
A tfu.
Pamiętam, jak małżonka kierując samochodem na autostradzie z Wenecji do Florencji głośno narzekała, że tak nudno się jedzie.
Jak wpadliśmy za Bolonią w górach w korek taki na 20 km!
Taaak… Jakoś znajomo brzmi…
To ja może spać pójdę, czy co…
No to ja za Tobą.
Miałam gościówę i dopiero teraz wyszła. Powiem dobranoc i spadam…
Spokojnej x 2!
Dobranocka.
Była już kiedyś, ale mam dzisiaj na to fazę. Zespół Buty, z filmu „Jizda”, po czesku, prześlicznie. Trochę folkowo, ale bez przesady. Film i muzykę gorąco polecam.
Snów i marzeń.
Sen mnie morzy niewymownie dzisiaj, więc się już pożegnam na dzisiaj z Państwem.
(Na lampkę zdecydowanie za wcześnie)
Myślę, że ta pora będzie jak najbardziej odpowiednia, choć światła jeszcze nie gaszę, jak to mam w zwyczaju po cichutku robić, na to przyjdzie czas 🙂
Dobranoc SzanPaństwu!
Dziś widzę lampka dość późno -po północy.Dobranoc Państwu!
Dzień dobry
Z zapowiadanej nawałnicy niewiele się wydarzyło… podejrzewam, że w innych rejonach wyszło znacznie gorzej. Widać było jak gdzieś w oddali waliło… I tak sobie myślę, że tamci to mieli burzę!!! 




Dziś po południu popadało. Nawet trochę pogrzmiało, ale jak zwykle całość przeszła bokiem
Ale ogródka znowu nie muszę podlewać, więc jest OK.
Jak wspominałam, na środę zapowiadają „tylko” 24C, więc będzie super, chociaż rano ma jeszcze padać.
Jak dla mnie temperatura niemal perfekcyjna… nie za gorąco i nie zimno
Miłego środowania życzę
Dzień dobry
To już znów środa…
Dzień dobry. Dzisiaj zacząłem komentować jeszcze przed przywitaniem, co może świadczyć o tym, że mam fatalne maniery, ale może również o tym, że dyskusja była wyjątkowo interesująca
No to teraz czas na kawę…
Bardzo chętnie! Poproszę jak zwykle, czarną i gorzką. W rozmiarze średnim.
Heloł.
Dzień dobry!
To się okaże.
Witam !Ja jednak uparcie poproszę o herbatę.
Ależ Gienia ma na tym stoliczku tyle półeczek, że i herbatę mieści, np. Zoe (obecnie na wczasach) zawsze bierze rano herbatę (a pierwszą kawę koło południa).
A propos, ostatnio w herbaciarni w Słupsku udało mi się dostać rewelacyjną po prostu herbatę earl grey (oznaczoną jako „Superior”), coś wspaniałego, daje kopa jak kawa, ale pijam raczej popołudniami.
Herbatę pijam zieloną. Tak się przyzwyczaiłam, że mi czarna nie smakuje.
U Gieni też?
U Gieni piję tylko kawę.
To tak jak ja.
A u Geni można taką herbatę poprosić? Skoro daje kopa, bo mnie by się bardzo przydał.Jakaś taka rozlazła jestem dziś. Chyba muszę sobie porozmawiać ze sobą (bo ja nie tylko do zwierząt i sprzętu elektronicznego przemawiam). To jest coś takiego „słuchaj …(tu padają epitety) weź się do roboty, natychmiast wyłącz laptopa i do działania, już! ”
Gdybyż do tego była jeszcze ta zachwalana przez Quackiego herbata! Gienia! Ratuj!Coś „z kopem” poproszę. Z wkładką optymizmu, bo wczorajszy wieczór przyniósł dużą dawkę pesymizmu , zresztą nie tylko mnie, ale co to za pociecha?
Gienia ma WSZYSTKO.
Musiałam zamknąć okna, bo koszą trawę. Żeby to była kosiarka, ale przyjechał jakiś kombajn, hałasuje i strasznie kurzy. Dobrze, że to robią dzisiaj, bo po południu moje okna będą myte…
Coś podobnego.
Skoro po południu okna będą myte, gwałtownie rośnie prawdopodobieństwo deszczu wieczorem, w nocy lub jutro rano
Wcale bym się nie zdziwiła
Podoba mi się bezosobowość stwierdzenia „będą myte”.
Wiadomo, same się nie umyją… Syn mi to obiecał, ja już się boję wejść na drabinę… Latka lecą…
Dzień dobry

Zaraz do pracy, a tak mi się nie chce
Dzień dobry, pomyślności!
Zaraz wybywam na spotkanie poniekąd branżowe. Nie wiem, kiedy wrócę.
Baw się dobrze 😉
Dobranoc Wyspo!
Już Dobranoc? Jedni wybyli na spotkanie (branżowe,a jutro będą poszukiwać kefirku u Gieni), inni mają umyte okna, a jeszcze inni już myślą o spaniu.
A ja się grzeję pod kocykiem i rozmyślam co by tu zrobić z dzisiejszym wieczorem?
Przepraszam że się wtrącę , ale jeżeli grzejesz się pod kocykiem , to w takiej sytuacji nie wiele można zrobić … No chyba przewrócić się na drugi bok . Ale… można uruchomić pamięć i powspominać coś z własnej przeszłości ,pooglądać fotografie , a w ostateczności uruchomić odtwarzacz z interesująca ,spokojną muzyką , przy której może coś Ci się przyśni ,warte wspomnień … Na wszelki wypadek życzę pod kocykiem zwykłej ,
leniuchowskiej drzemki
Gdybym przysnęła o 21.30 to miałabym noc z głowy.Bez tego chodzę późno spać i nie umiem nic z tym zrobić.
Zrobiłam więc coś innego -przypomniało mi się pewne powiedzenie -„jak ci zimno weź się do roboty, jak się poruszasz zaraz zrobi ci się cieplej”. Trochę coś tam sprzątnęłam .A jak już wymyśliłam, aby zrobić porządek „w papierach” natychmiast przestało mi się nudzić i każde zajęcie było ciekawe. Więc zrobiłam listę rzeczy „do zrobienia” na …kiedyś i wlazłam do łożka (już pod kołderką) z laptopem i kotem. A co do snów …? Jakieś dziwne miewam te sny ostatnio.
Jestem, ale też już się z Wyspą żegnam na dzisiaj.
Ja też już się pożegnam, a z uwagi że nie ma naszych Panów, może tym razem zamieszczę dobranockę…
Dobranoc.
O, dziękuję pięknie za zastępstwo. Właśnie wszedłem, mam nadzieję, że kefirek nie będzie konieczny. Wyciągnął mnie zwierzchnik z zarządu
Czyli „grzecznie ” było?
Nie żeby od razu abstynencja, ale symbolicznie, więc bez szkód na zdrowiu
Spokojnych snów Wyspo!
Dzięki za lampkę. Lordzie W.
Dzień dobry
Chyba jednak deszczu nie będzie, pomimo umycia okien…
Dzień dobry

U nas na razie się wypadał. We wtorek. Chociaż okien nie myłam
Dzień dobry
Przyleciała 
Wszystko leciało mi z rąk i niczego nie byłam w stanie robić. Nawet gadać mi się nie chciało, co nie jest u mnie normalnym stanem 

Wolę spędzić ten czas z córeczką. A od piątku rano, znowu będziemy we czwórkę… jak za starych, dobrych czasów. Nasze dzieci i my 
U mnie zaraz 1 w nocy, ale czekałam aż córeczka przyleci
Nie wiem, czy ja zawsze muszę się tak denerwować, gdy moje dzieci latają samolotami?
Ale już jest i mogę spokojnie iść spać
Na czwartek zrobiłam sobie wolne (czyli na dziś)
Denerwujesz się jak Twoje dzieci lecą samolotem, a przecież więcej ludzi ginie na drogach. Myśl optymistycznie, np. „moja córka jest bezpieczna, bo leci samolotem”.
Bożenko, ale ja o tym wszystkim doskonale wiem! Logicznie rzecz biorąc, latanie jest najbezpieczniejszym środkiem transportu. Mimo spektakularnych katastrof, najmniej ludzi w nich ginie.

Ale nerwy nie są logiczne i występują niezależnie od nas
I żadne tłumaczenie nie działa…
Bo nasze „matczyne strachy” nie są logiczne, lecz emocjonalne. Pamiętam jak kiedyś ” wisiałam w oknie” wypatrując czy wraca już moje starsze dziecko. Widząc to mój młodszy syn powiedział ” co zmienisz jak będziesz tak wypatrywać, przecież jak mu się coś stało to i tak tego nie wypatrzysz, ani on szybciej nie wróci z tego powodu”.Ten starszy był kiedyś tak pobity, że mało brakowało a byłby nie przeżył i ja długo nie umiałam się pozbyć strachu.
Polecam własny wpis sprzed ponad 4 lat, w dużej mierze powiązany z tym tematem – http://madagaskar08.pl/blog/2014/04/26/rajd-im-filipa-z-konopii-literatura-faktu/
Dobrze że przypomniałeś ten wpis, bo już o nim zapomniałam i czytałam z zainteresowaniem jakby pierwszy raz.
Całkiem sporo przyjemności po mojej stronie
Swoją drogą, jak sobie uświadomię, że to już 4 lata, a Najjunior zdał właśnie na studia…
Gdańsk?
Ano, (nie)stety do Katowic się nie udało.
Przeczytałam wpis i część komentarzy pod nim. To mi uświadomiło, że remont kuchni mieliśmy 4 lata temu…


A Wasze nerwy pamiętam… późniejsze też, ale na ten temat wpis nie powstał. Wtedy chodziło o Juniora… i jego podróż
Taka już rola rodziców, że się denerwują i martwią o dzieci, nawet jak te dzieci dorastają i stają się samodzielne.
Jestem pełna podziwu dla zachowania Najjuniora i Waszego jako rodziców.
Dowcipny sposób opowiedzenia tejże sytuacji powodował u mnie co chwilę ataki śmiechu.
Przypomniała mi się książka i film pt „Wojna domowa”.
Quackie jesteś Mistrzem opowieści!
Och, to bardzo pochlebne porównanie, b. dziękuję!
Co do opowieści, jak już mam pomysł i puentę, reszta zwykle pisze się sama
Niechcący powtórzyłam za Tobą, Makóweczko

Współczuję przeżyć, bo rozumiem co musiałaś przejść widząc syna w takim stanie… na pewno miałabym po czymś takim fobię
I na pewno nie byłaby do opanowania…
Miral !To był stres długotrwały.
Najpierw w środku nocy telefon (na telefon stacjonarny, komórki chyba wtedy jeszcze nie miałam) „czy Wojtek jest już w domu?” „Nie ma , a co się stało?” „Zostaliśmy pobici,mnie udało się uciec”.Mogłam tylko czekać, bo chłopak się wyłączył i nic więcej nie wiedziałam. W końcu syn przyszedł. Był wcześniej na Policji, bo bandyci ukradli mu dowód osobisty, prawo jazdy i dowód rejestracyjny.Był skopany po twarzy, po nosie. Po tygodniu antybiotyków doustnie lekarz zlecił zastrzyki.I tak po paru tygodniach w Przychodni rozłożyli bezradnie ręce i wysłali do szpitala.Dzień wcześniej dorosły już student zawołał mnie, abym usiadła przy nim i trzymała go za rękę. Nie zdawałam sobie sprawy z grozy sytuacji. Dopiero potem mi powiedział,że on wtedy miał myśl, że już umiera. W szpitalu lekarz powiedział, że syn miał dobre przeczucie, bo zrobiło się zakażenie i już nie tylko nos był zaatakowany i faktycznie niewiele brakowało.
Długo potem każdy telefon gdy nie wszyscy byli w domu powodował u mnie strach.
Zbyt poważnie to chyba opisuję, ale to faktycznie nie była sytuacja do śmiechu.
Był jeden humorystyczny element -na Policji kazali mu przyjść po weekendzie, bo teraz nie ma kto spisać protokołu! Po weekendzie poszłam ja i odbiłam się od takiego „kradzież dokumentów chce pani zgłosić?””A czemu pani?” „Bo syn już dziś leży , nie jest w stanie”
Jak już syn poszedł sam „wytłumaczono” mu , aby może wycofał się z zgłoszenia pobicia („bo to same kłopoty”) i zgłosił zagubienie dokumentów.I w ten sposób nie psuje się statystyk wykrywalności, no!
Wydaje mi się, że takiego zdarzenia nie da się opisać zbyt poważnie. Szczególnie, gdy niewiele brakowało do tragedii.

Postawa policji budzi tylko złość. To nie tylko poprawia im statystyki wykrywalności. Im się po prostu nie chce szukać bandytów!!!
Pamiętam prawie 40 lat temu też im się nie chciało. Gdy wracaliśmy z koncertu (odwołanego zresztą) i w „mundurowej” dzielnicy napadli nas chuligani. Musieli ruszyć tyłki, gdy kilka dni później, w tym samym miejscu, zakatowali mężczyznę na śmierć. I co się okazało? Synowie wysokiej rangi wojskowych i milicjantów. Znaleźli sobie zabawę – bicie ludzi. A jak było ich ze dwudziestu, to nie bali się nikogo. Co prawda dużych wyroków nie dostali… tatusiowie pomogli, to jednak w papierach stało, że karani byli.
Bo żaden z tych policjantów nie myśli, że skoro napadli i pobili, to zrobią to jeszcze raz, aż w końcu ktoś straci życie. Może i wtedy nie znajdą winnych… będzie to zależało kto napadał.
Przypomniało mi się jeszcze coś. Gdy chodziłam tu do szkoły, jedna z koleżanek opowiadała, że jej sąsiad przyłapał na próbie kradzieży motocykla ciemnoskórego młodzieńca. Oczywiście wezwał policję. Policjant kręcił nosem i zapytał, czy na pewno chce on to zgłosić? Ostatecznie kradzież się nie udała, a przestępca jest ciemnoskóry. Z tego mogą wyniknąć tylko kłopoty… Sąsiad był uparty. Stwierdził, że kolor skóry nic go nie obchodzi. Może być nawet ciemnozielony! Złapał złodzieja i chce żeby został ukarany! W sumie to nawet nie wiem dokładnie jak się sprawa skończyła. Policjant oczywiście nie przyznał się, że namawiał do odstąpienia od oskarżenia…
Także to nie tylko w Polsce chronią bandytów i złodziei
Patrzyłam na mapę pogody… w Wisconsin, w weekend, same burze i deszcz
Nie ma ani jednego dnia bez opadów i piorunów. Coś nieciekawie się zapowiada ten nasz długo-weekendowy wypad pod namiot. 

Ale nie tracę nadziei, ostatecznie to nie pierwszy raz, kiedy prognozy są gorzej niż paskudne, a w rzeczywistości nie jest tak źle
Dzień dobry.
…bry
I w ogóle dzie jest Gienia, hę?
O, paproszę jak zwykle.
Ja też skorzystam, jak zwykle
Dziękuję.
Napiłam się herbaty od Gieni i uciekam… Dzień Dobry Wszystkim (co za maniery ! -najpierw gada, pije herbatę, a potem się wita )
W pośpiechu – bywa. Dzień dobry i pomyślności!
Nawiążę do niedawnej konwersacji o grzeczności.
Ostatnio słabo u mnie, bo igraszki losu mnie nieco nokautują, że tak eufemistycznie to ujmę. W rezultacie padłam na płask i zdycham. I z nudów zapewne, które temu zdychaniu towarzyszą, zauważyłam, że najbliższa wizyta u mojej doktórki od tocznia wypada akurat gdzieś w okolicach Jeziora Bodeńskiego. Pomyślałam, że zadzwonię do szpitala i odwołam. Bo do niej dostać się to cud. Więc skoro mnie tu nie będzie, to może ktoś inny skorzysta?
Zadzwoniłam. Cud numer jeden: DODZWONIŁAM SIĘ. I to za drugim podejściem. Mówię, że nie mogę przyjść, że chcę odwołać wizytę. I przełożyć na jakiś inny termin.
Bardzo mało sympatyczna pani w rejestracji warczy, że nie ma. Najbliższy to listopad przyszłego roku. Więc ja jej nadal uprzejmie, że to przykre, ale cóż – przynajmniej niech ktoś inny skorzysta.
Kwadrans później dzwoni pani rejestratorka. Że była tak zaskoczona moją postawą, że poszła do pani doktor i pani doktor znalazła dla mnie jakiś zakitrany dla szczególnych pacjentów termin. Za dwa miesiące.
Dziękuję za uwagę.
Więc opłaca się być uprzejmym i życzliwym…
Tak jest, znakomite podsumowanie niedawnej dyskusji.
Tak sobie poza tym myślę, że warcząca pani z rejestracji warczy dlatego, że tak rzadko spotyka się z pozytywnym podejściem „przynajmniej niech ktoś inny skorzysta.”
Bardzo możliwe. Tam generalnie wszyscy mają do niej pretensje. W liczbie bardzo mnogiej. Ja jej zawsze dziękuję, miłego dnia życzę, raz nawet nazwałam ją aniołem jak mi pomogła w pewnej trudnej sytuacji.
Żebyście widzieli ten szok…
Masz zatem stalowe nerwy i dobre serce . Ja natomiast jako zwykły warszawski cham , nerwowo nie wytrzymuję wizyt w przychodniach . Miałem zaplanowaną wizytę w akademickim szpitalu na Lindleya na 21 sierpnia , ale w tym czasie wypadł mi wyjazd na regaty na Mazurach ..Pojechałem ,aby przełożyć termin W przychodni przy okienku w rejestracji zastałem jedną osobę i stanąłem za nią w kolejce . W pewnej chwili ktoś z tyłu klepnął mnie w ramię i niemal konfidencjonalnie powiedział abym nie podsłuchiwał pana przy okienku, bo zapłacę mandat zgodnie z nową ustawą o ochronie danych osobowych … Na zakończenie powiedział abym natychmiast usiadł na krzesełku obok . Zbaraniałem , bo nikogo nie podsłuchiwałem . W odpowiedzi panu w białym kitlu odpowiedziałem , że leczę się kardiologicznie i nie mogę siedzieć , bo mi nogi puchną ( zażartowałem) ,a mandat może mi wystawić jeśli jest z policji . Po tej rozmowie pan w białym kitlu wszedł do pomieszczenia rejestracji i coś tam mamrotał pani w okienku . Myślałem , że mam przechlapane i o dziwo , pani była tak miła , że zaproponowała kilka terminów . Może czasami warto stanąć okoniem ??
Pada deszcz, wiadomo dlaczego…
No właśnie. To lepsze niż szaman z Ameryki/ Afryki i taniec deszczu.
Całe szczęście, że wiatr wieje z przeciwnej strony i szyby są suche 🙂
Jakieś niedopatrzenie, czy co?
Też się dziwię
A u mnie dziś cały dzień słońce (no ale u mnie żadne okna „nie były myte”)
Nawet udało mi się popływać, choć woda już trochę zimniejsza się zrobiła niestety.Obawiam się, że było to moje ostatnie w tym roku pływanie w „wodach otwartych”.Auuuuu
Spokojnej. Dzisiaj wróciłem ze spotkania nieco wcześniej.
Zaraz idę po dobranockę.
Ja też wróciłam i zaraz idę pod kordełkę…
Dobranoc
Spokojnej i tu.
Dobranocka.
Dzisiaj nietypowo – czołówka serialu. „Lalka”, muzyka Andrzeja Kurylewicza. Klawesyn (albo podobne brzmienie), niepowtarzalna perełka. Właściwie niekoniecznie niepowtarzalna – posłuchajcie również czołówki współczesnego (znakomitego) serialu „Westworld”…
Snów od wtedy do teraz.
Wiem, że późno, ale musiałam pochwalić zdjęcia, bo kacykami się zachwyciłam!
Dobranoc 🙂
Skoro Dobranoc to może i ja spać pójdę? Kolorowych snów życzę:)
Dziękuję i nawzajem 🙂
Dzień dobry

I przykro, że za tydzień już wraca do swojego Colorado 

Słońce mam w sercu…
Czekam aż mi wyschnie ostatnie pranie i wybieram się do łóżeczka
Miło jest mieć córeczkę przy sobie
Rano dołączy do nas synek i będzie pełnia szczęścia
Nawet jak pogoda nie do końca dopisze
Nie wiem, czy rano będę miała czas zajrzeć na Wyspę, więc życzę Wam udanego weekendu
A ja życzę Tobie miłych chwil w towarzystwie dzieci.
Dzień dobry
No to dziś żegnamy sierpień… A tak niedawno był maj 
I czerwiec. Dopiero co.
Ja bym jednak zaczęła szukać lampek na choinkę.
Lampek na choinkę zacząć szukać powiadasz? Faktycznie pewnie zleci szybko.I może już teraz pisanki zacząć malować?
Ja już dawno mówiłam, że gdyby na choince wieszać pisanki i zajączka byłaby jedna robota mniej.
Tego jeszcze nie przerabialiśmy. Może niesłusznie?
Dzień dobry. A ja zaraz jadę coś załatwiać, ale wracam najszybciej, jak się da.
Powodzenia 🙂
A gdzie kawa? Gieeeniaaa!
No, jest.
Dybry…. Coś na obudzenie poproszę.
Proponuję mocną kawę.
Albo koniaczek.
Tylko że ja koniaczku nie używam.
Jestem i do wieczora zapewne.
Kawa, koniaczek na przebudzenie…
A tymczasem makówka „o suchym pysku” na przebudzenie miała wizytę w Przychodni. Niestety nie do mojego miłego PRZYSTOJNEGO pana doktora pierwszego „kontakta”, lecz do pielęgniarki celem utoczenia krwi. Pielęgniarka to oczywiście nie to co przystojny pan doktor, ale też była bardzo miła. I nawet nie narzekała na moje żyły! To tyle w temacie „w Przychodni też bywają mili ludzie”.
A w temacie „wskaźniki wykrywalności w Policji” napiszę tylko tyle, że jak „radośni dresiarze” zaatakowali kogoś siekierą to jednak Policja się zainteresowała. To byli ci sami co pobili mojego syna.
A w temacie „pogoda” dobra wiadomość- właśnie wyszło słońce !
pozdrawiam więc słonecznie Wyspiarzy!
Odpozdrawiam!
Martini poproszę! A bystro!
Może poprosimy tę drugą wersje Gieni?
Jak widać , coraz częściej nasze sposoby komunikowania się korzystają z obrazków lub języka migowego . Takie niestety czasy , kiedy z prostego lenistwa nie stać nas na wstukanie w klawiaturze kilku zdań w zrozumiałym języku , a wrzucamy obrazek , który nie zawsze odpowiada naszym intencjom . Oczywiście , jest to wpisane w formę internetowej zabawy , ale czy nie deformuje to naszych przyzwyczajeń w pisemnym sposobie komunikacji ??
Nie wiem Maxiu, co masz przeciw obrazkom. Przecież one urozmaicają naszą konwersację. Mnie się one podobają i będę je wrzucać. Przecież po to one tu są.
Och, ja tylko chciałem wrzucić coś, co się będzie bardziej kojarzyć z Martini niż z poranną kawą.
No i bardzo dobrze.
To nie jest adresowane do Ciebie Quackie . Napisałem tak ogólnie , bo często na wartościowa treści głównego wątku pojawiają się komentarze :.bry , och , ach itp. co trochę może peszyc autorów wpisu . Ciebie przepraszam ,bo jesteś wzorem pracowitości
A dziękuję, to pewnie przesadzone, z drugiej strony bywa tak, że jedno zdjęcie, rysunek, emotikona potrafi oddać myśl (komentarz) lepiej niż sto słów.
Masz rację zwłaszcza , że nieuchronnie wkraczamy w epokę nowych technologii informatycznych , co zmusi każdego uczestnika i posiadacza tego sprzętu , do posługiwania się przyjętym i zrozumiałym dla wszystkich uniwersalnym zbiorem znaków i symboli
No właśnie z tą zrozumiałością to jest różnie. Np. dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, co oznaczają litery XD, stawiane przez ludzi w ramach emotikony właśnie (tzn. „śmieję się tak mocno, że aż zaciskam przy tym powieki”), co jeszcze przy odrobinie dobrej woli jest może i zrozumiałe, ale już w wersji z małymi literami xd – kompletnie nieczytelne.
A teraz już się pożegnam. Dobrej nocy wszystkim życzę
Spokojnej!
Czas na sen.
Do jutra.
Spokojnej takoż.
Dobranocka.
Dzisiaj nietypowo. Pablopavo i Ludziki, czyli Paweł Sołtys, laureat tegorocznej Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii prozatorskiej (za zbiór opowiadań „Mikrotyki”). No i a propos ostatniego dnia sierpnia.
Snów o pozytywnym wydźwięku.
Dotarłem z lampką, lepiej późno niż później… Dobranoc 🙂
Dzień dobry
To już wrzesień? 
Dzień dobry, wszystko na to wskazuje, a najbardziej – kalendarz.
Poza tym mamy nowe pięterko, trzeba będzie zaraz tam się przenieść.
Dziękuję, już pędzę…