« Mewychowanie Julian Tuwim w sierpniu... »

Sztukmistrze z Lublina

W ten weekend odwiedziłem przyjaciół w Lublinie. Akurat w te dni Miasto Unii przeżywało „Carnaval Sztukmistrzów” – przedziwną imprezę, która wzięła we władanie całe Stare Miasto, prezentując na jego ulicach nieprzeliczone rzesze artystów tej kategorii. A przy okazji także koncerty muzyczne (kilka placyków!) oraz inne atrakcje.
Plątaliśmy się po mieście pod czujnym okiem gospodarzy, i prawie w każdym miejscu coś się działo: jak nie muzyka, to gość skręcający stworki z baloników, ktoś „łykający ogień”, na dziedzińcu klasztornym występował slapstickowy duet klaunów, stylizowanych na Chaplina i Giuliettę Masinę, jeśli się na kogoś nie weszło bezpośrednio to nawet nie było w tłumie widać, co się minęło! Za to z daleka widoczni byli linoskoczkowie. Na poziomie drugiego piętra za otwartymi oknami zamontowano solidne belki i między tymi belkami rozciągnięto liny. Było tych lin dużo, istna pajęczyna nad Rynkiem. Po większości z nich próbowali chodzić ludzie zabezpieczani linką przypiętą do uprzęży, jedynie pod jedną czy dwoma była rozpięta siatka, i tam utrata równowagi skutkowała lądowaniem w tejże. Prawdę mówiąc, nie widziałem ani jednego przejścia całej liny bez wywrotki – faktem jest, że dystanse były długie i pokonywane bez pomocnych w utrzymaniu równowagi tyczek, a liny dość elastyczne… Nie jest to jednak przygana – sam nie odważyłbym się wyjść na taką linę, nie mówiąc już o przejściu choćby dwóch metrów 😉
Ale, po co tyle słów – zapraszam do obejrzenia zdjęć.

Na koniec spaceru poszliśmy jeszcze na pokaz multimedialnej fontanny na Placu Litewskim, składającej się z kilkudziesięciu słupów wody o wydajności i barwie nadawanej przez podświetlające je lampy sterowanych w takt puszczanej muzyki, dzięki czemu fontanna tańczyła, jak jej zagrano. Nie filmowałem, można ją zobaczyć np. tu.

201 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Zapraszam do Lublina!

  2. Quackie pisze:

    Dobry wieczór na nowym pięterku.

    Zdjęcie Zamku na tle burzowych chmur jest po prostu znakomite, a piszę to nie bez kozery, bo sam zrobiłem nieco podobne, przedstawiające stare miasto w Asyżu na podobnym tle, i jest to, nieskromnie uważam, jedno z moich najlepszych zdjęć.

    Całość wygląda nie gorzej (a chwilami lepiej) niż włoskie miasteczka, jakże przecież urokliwe. Aż żałuję, że w Lublinie byłem tylko przejazdem!

    W oknach kamieniczki przed remontem widzę niechybnie fragmenty malowideł Mistrza Hieronima Boscha.

    Co do klatki schodowej, czy też wewnętrznego podwórza z fragmentami nieba pomiędzy dachami, to masz nader podobne miejsce, że tak powiem, pod bokiem, tzn. tuż przy dworcu PKP Kraków Główny, w Gospodzie Krakowskiej, która ma ogródek na wewnętrznym dziedzińczyku Station Aparthotelu – bardzo podobnie.

    A co do fontanny, to zasadnicze pytanie brzmi: czy to Ty maczałeś w niej palce??? Wink1

    • Tetryk56 pisze:

      Tak, znam podobne miejsca w Krakowie – jest ich tu nawet wiele. Co nie zmienia faktu, że lubelski pasażyk mi się spodobał 😉
      Mnie się bardzo spodobał pomysł zasłaniania pustych oczodołów okien w remontowanych budynkach reprodukcjami, plakatami i w ogóle czymkolwiek nie na temat remontu, byle było ładne.
      Co do fontanny – nic mi nie wiadomo, abym cokolwiek w niej maczał; może dlatego, że za dużo ludzi tam było? Thinking

  3. miral59 pisze:

    W Lublinie byłam prawie 50 lat temu. Niewiele z tego pamiętam, co chyba nie dziwi Wink
    Na zdjęciach widać, że pięknie tam Approve
    Widać też, że sama fontanna duża nie jest, jej obszar powiększają płytki z dyszami i światełkami. Nawet widać, jak ktoś lata między słupami wody. Chyba facet i dziecko…
    W Chicago jest Buckingham Fountain i ona jest na prawdę wielka. Co godzinę (od maja do października) trwa 20 minutowy pokaz. Woda wali na wysokość 150ft, czyli 45,72m w górę. To znaczy główny jej strumień (i też nie cały czas). W czasie pokazów, zużywa 14100 galonów (to będzie 53374.3 l) wody na minutę. W niedzielne wieczory są dodatkowo pokazy świateł. I muszę przyznać, że robi wrażenie…
    Z linoskoczkami bym się nie zamieniła. I na pewno bym nie próbowała tam wyleźć. Co prawda 2 piętro, to jeszcze nie aż tak wysoko, ale jak dla osoby z lękiem wysokości… Wink Overjoy
    Na 12 zdjęciu, tam gdzie piszesz, że niektórym udało się przejść w postawie wyprostowanej, zauważyłam lecącego ptaszka… jaskółka, czy jerzyk? Overjoy Oczywiście pytanie retoryczne, bo jak mógłbyś zauważyć, skoro tyle ciekawego było do oglądania Wink
    Impreza na pewno wspaniała, miasto cudne, pełne zabytków Delicious Jedno co mi się nie podoba, to nazwa imprezy. Nie do końca jest po polsku. Kiedyś działała ustawa o czystości polskiego języka i nie wolno było nadawać w Polsce obcobrzmiących nazw niczemu co służyło społeczeństwu. Wkurza mnie to, bo nie zauważyłam, żeby w innych krajach używano polskich nazw do czegokolwiek. Conceited

    • Bożena pisze:

      Masz rację Mireczko, mnie też drażnią te obce nazwy używane w Polsce. Czy nie lepiej zamiast nazwy „Carnival”, użyć po prostu „Karnawał”? To jest według mnie snobizm. A już imć Mikołaj Rej napisał:”Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”.

      • miral59 pisze:

        Majeczka mówiła mi, że w Częstochowie w co drugim sklepie jest na drzwiach „open” i „closed”, zamiast naszych „otwarte” i „zamknięte”. A przecież nie ma obowiązku znać angliczańskiego!!! Razi mnie to niesamowicie. Język polski jest piękny i przebogaty… czy koniecznie musimy, we własnym kraju, wszystko małpować z zagranicy? Nie możemy zachować swojej odrębności językowej?
        Kiedyś mój ojciec mówił, że w czasie pokoju, dbałość o język ojczysty jest jednym z głównych składników patriotyzmu. I muszę przyznać, że jak widzę pajaca, który ma całą gębę patriotycznych haseł, a po polsku wysłowić się nie potrafi, to coś mi się w środku przewraca. Distort

        • Quackie pisze:

          Ha. Otóż tak się złożyło, że mieliśmy dzisiaj na profesjonalnym forum dyskusję na temat słowa „graduacja”, które oznacza po polsku „uroczystość rozdania dyplomów” (najczęściej uczelni wyższej). Wg mnie i nie tylko mnie „graduacja” to obrzydliwa kalka z angielskiego, natomiast nieco młodszy kolega, znakomity rzemieślnik w swoim fachu, stwierdził, że on – jako „zanurzony” od dziecka w angielskim – nie ma zamiaru mówić ludziom, zwłaszcza młodszego pokolenia, którzy jeszcze bardziej lgną do angielskiego, żeby się od tego powstrzymywali. Wystąpiła więc między nami różnica zdań, oczywiście kulturalna i z wzajemnym szacunkiem, niemniej – jak widzisz – nie wszyscy traktują kwestię tej odrębności językowej tak samo, i mogą to być ludzie, z którymi pod innymi względami się zgadzam i których poważam.

          • Tetryk56 pisze:

            Język żyje i stale przyswaja sobie słowa z innych języków; tak było zawsze; teraz jedynie być może szybciej ze względu na dużo lepsze skomunikowanie świata…
            Nowe pojęcia zawsze przychodzą z obcymi nazwami: np. komputer w większości języków brzmi tak samo, w Europie chyba tylko Francuzi mają własną nazwę „ordinateur”, źle się kojarzącą nie-frankofonom.
            Niestety, rzadkie są udane wprowadzenia własnych nowych słów, jak np. tlen zamiast kalkowanego z łaciny kwasorodu.
            Gorzej, gdy wyszukuje się nowe nazwy dla pojęć w polszczyźnie już ugruntowanych.

            • Quackie pisze:

              No, teoretycznie ta graduacja jest zarówno precyzyjna (plus), jak i ekonomiczna (krótsza niż „uroczystość wręczenia dyplomów”), więc nie ma żadnych racjonalnych przyczyn, żeby jej nie wprowadzać, ale brzmi mi tak obrzydliwie, jak „destynacja” (patrz: biura podróży) i „akomodacja” (tamże, nie mylić z dostosowaniem wzroku do warunków), więc niestety nie będę jej używał; kwestia gustu.

              • Tetryk56 pisze:

                Ale immatrykulację na początku studiów akceptujesz? A przecież obie są kalkami z łaciny właśnie, tyle że graduacja poprzez angielski.
                Co do „destynacji” wolę „cel”: krótszy, swojski i oczywisty – tu mamy do czynienia z kreowaniem fałszywej nowoczesności…

                • Quackie pisze:

                  Być może masz rację. Immatrykulacja jednak już się przyjęła, a graduacja to nowa rzecz, może dlatego mi przeszkadza. Bo mi nie brzmi.

              • miral59 pisze:

                Nie jestem pewna, czy graduacja odnosi się tylko do wręczania dyplomów, czy do ukończenia szkoły jako takiej… Mówi się przecież „He graduated from… school (szkołę możesz sobie jakąś wpisać)”, co oznacza, że „on ukończył szkołę…” .
                Co prawda „graduation”, to również absolutorium, jak i rozdanie dyplomów Wink Także sam wyraz, szczególnie spolszczony, wcale nie jest tak jednoznaczny, jakby się wydawać mogło. Happy-Grin I też musisz coś do niego dodać, żeby miało to sens. Wink Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Ponoć to sama uroczystość, nie fakt ukończenia, chociaż masz rację, że czasownik „to graduate” odnosi się do ukończenia szkoły. A polskie „absolutorium” tylko komplikuje sprawę (w Polsce), bo to uroczystość ukończenia studiów, ale NIE rozdania dyplomów (innymi słowy, osoba, która nie zrobiła dyplomu, może mimo to wziąć udział w absolutorium).

                • miral59 pisze:

                  Może w Polsce wyraz ten oznacza samo rozdanie dyplomów, ale tutaj nie mówi się, że ktoś skończył szkołę (finished), tylko że z niej graduował. I nie ma znaczenia, czy jest to podstawówka, czy studia doktoranckie. Pleasure

          • miral59 pisze:

            Nie jestem językoznawcą, ale jak nasz syn skończył College, to nie mówiliśmy, ze graduował, ale że dostał dyplom ukończenia … Chociaż gdy syn pisał o tym do swoich znajomych, to pisał o graduacji Wink Ale też fakt, że to Amerykanie, więc polskiego stwierdzenia by nie zrozumieli…
            Nie uznaję mieszania języków. Jeśli rozmawiam z Polakami, mówię po polsku, jeśli z Amerykanami, po angielsku.
            To właśnie z mieszaniny językowej powstał „ponglisz”, którego tak na dobrą sprawę, ani Polacy, ani Amerykanie nie rozumieją do końca. Nasz syn bardzo długo nie potrafił tłumaczyć. Świetnie mówił po angielsku (nawet nie ma polskiego akcentu), ale jak prosiłam, żeby coś tam przetłumaczył na polski, nie potrafił. Nauczył się tego, ale z dużymi oporami…
            Nie neguję, że jakieś nowinki techniczne, czy ogólnie coś u nas nowego, mogą przyjmować obce brzmienie. Ale zastępowanie polskich wyrazów, obcymi jest (moim zdaniem) nie na miejscu.
            Młodzi lgną do angielskiego i pewnie dlatego na różnych portalach społecznościowych po polsku wypowiadać się nie potrafią. Nie tylko straszne błędy ortograficzne, ale i stylistyczne… czasami nie da się zrozumieć o czym taka osoba pisze. Zdarzało mi się poprosić, żeby ten ktoś napisał to jeszcze raz, ale po polsku.
            Co do odrębności językowej… W języku polskim jest wiele naleciałości od naszych sąsiadów. To fakt. Taki ziemniak, często jest nazywany kartoflem i o ile mnie pamięć nie myli, jest to zaczerpnięte z niemieckiego. I funkcjonują te dwie nazwy używane zamiennie… To tylko jeden przykład, który mi na poczekaniu przyszedł do głowy. Ostatnio jednak zauważam, że tych naleciałości jest coraz więcej i więcej… Ludzie zapominają jak to jest po polsku, bo używają tylko obcych wyrazów. To jest modne i na fali. Na różnego rodzaju konkursach, młodzi śpiewają głównie po angielsku, tak jakby polskich piosenek nie było. Pamiętam, gdy wiele lat temu, gdy jeszcze mieliśmy polską telewizję, oglądaliśmy X Faktor. Występowała taka pani Małgosia. Śpiewała tylko po polsku. Kuba Wojewódzki ją wyśmiał, że nie zna angielskiego… a czy to jakiś wstyd? Moim zdaniem głupio jest wtedy, gdy Polka nie zna polskiego Worry

            • Jo. pisze:

              Język jest tworem żywym. Ciągle się zmienia. I zawsze przyjmował obce wyrazy. Najpierw był „zaśmiecony” łaciną, potem francuskim, lokalnie rosyjskim i niemieckim, teraz pora na angielski.
              Może nam się to nie podobać, ale niczego nie zmienimy. A ogólna dostępność do mediów sprawia, że masowo produkują się w nich osoby o słabych kompetencjach językowych.
              Te zapożyczenia chyba świadczą o kompleksach, że tak jest bardziej światowo…

      • Tetryk56 pisze:

        Właśnie zauważyłem i poprawiłem na Carnaval, co w niczym nie zmienia istotności dyskusji…

    • Tetryk56 pisze:

      A wiesz, że mnie to też zdziwiło…

      • miral59 pisze:

        Może dlatego, że nie mieszkam w Polsce, jestem trochę przewrażliwiona… ale bardzo drażnią mnie niepolskie nazwy polskich imprez… Conceited

        • Jo. pisze:

          Teraz nie uświadczysz polskiej nazwy biurowca. A i z osiedlami mieszkaniowymi coraz gorzej. Nie wiadomo: śmiać się czy płakać?

          • miral59 pisze:

            I właśnie to mnie wkurza. Jakoś nie zauważyłam, żeby Amerykanie przejmowali polskie nazewnictwo, więc dlaczego Polacy tak robią? Weary

            • Tetryk56 pisze:

              Może gdyby polskie firmy zainicjowały powszechne użycie komputerów, wszyscy używali by nazwy podobnej do eliczydło? Thinking

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted W Lublinie nie byłam, ale z Twoich zdjęć wynika, że to piękne miasto. Ja jednak wolałabym je podziwiać w inny dzień, nie taki imprezowy. Zbyt wielu ludzi utrudnia podziwianie zabytków.
    Jeśli chodzi o linoskoczków, to mnie by na te liny nikt nie namówił… Wink1

  5. tuv pisze:

    Dzień dobry.
    Jakże przyjemnie się po tym Lublinie chodziło.Dawno nie widziałam takich tłumów,niemniej to dobrze świadczy o ludziach,bo chcą w tym uczestniczyć.Podobały mi się ogródki knajpiane,można było siąść (o dziwo bywały wolne miejsca) i z pozycji krzesełka,sącząc zimne piwo oglądać występy linoskoczków;).
    Te ciekawe bramy,podwórka,zaułki.W takim klimacie to wszystko bardziej zapada w pamięć.No żałuję że byłam bardzo zmęczona,fontanna bardzo mi się podobała,a pokaz finalny był świetny.
    I nie ma znaczenia że gdzieś są większe czy ładniejsze.
    Dla mnie liczyło się tu i teraz;).

  6. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Najfajniejsze w tej wyprawie było wyrwanie się z codzienności – miłe towarzystwo, spotkanie z fajnymi ludźmi, zwiedzanie miasta, którego nie znałem…
    Dziękuję wszystkim przyjaciołom, zamieszanym w tę wyprawę! Pleasure

  7. Quackie pisze:

    Dzień dobry ponownie. Od słonecznej strony nagrzało termometr do 38 stopni. W cieniu dopiero 24,5.

  8. Jo. pisze:

    Najpierw Gienia.
    Koffie

  9. Jo. pisze:

    Lublin to jest mój wielki wstyd.

    Dwadzieścia kilka lat temu bywałam służbowo. Nieciekawe wrażenie ze Starówki, gdzie mieliśmy biuro oraz zakaz wchodzenia w większość starówkowych uliczek. Bo niebezpiecznie i to bardzo. Poza tym poznałam dwa hotele i kawałek ulicy przed nimi. I tyle.

    Dlaczego wstyd? Bo mój mąż jest ze Świdnika. W Lublinie mieszka pół rodziny. W szerokiej okolicy reszta. A my przez dwadzieścia lat byliśmy na lubelskich ulicach RAZ i to w konkretnym celu zakupu jednej rzeczy.

    Jeździło się do Lublina, ale do szwagrostwa, bezpośrednio pod blok, z którego wracało się do Warszawy. Jeździło się (i jeździ) do Świdnika, do rodziców. Od śmierci mamy chodzimy z ojcem do restauracji. I jakoś nigdy nie udało nam się nic więcej. Być może dlatego, że nie nocujemy, tylko wpadamy na kilka godzin…

    No i obiecujemy sobie, że trzeba wreszcie i w ogóle. Bo dzieci w ogóle Lublina nie znają, a przecież stamtąd ich ród (w geograficznym przybliżeniu). Zatem dziękuję Tetryku, bo może wreszcie się zmobilizuję. Ale dopiero jesienią, bo w upały nie dam rady.

  10. Max pisze:

    No proszę , jeszcze trochę , a okaże się , że prawie wszyscy pochodzimy z lubelskiego . Rodzina maxów-janów w Lublinie mieszkała i mieszka od zawsze i od pokoleń pracuje w szkolnictwie na różnych poziomach . Dziękuję zatem za materiał , który mogę traktować jako opis rodzinnego miasta . Warto przy takiej okazji zauważyć , że Polska w ostatnich latach została totalnie wybrukowana kostką , co zwłaszcza w małych miastach korzystnie wpływa na wygląd . Dotyczy to również wiosek , gdzie kostka to nie tylko chodniki , ale często podwórka i różne wewnętrzne scieżki komunikacyjne . Świat się Thinking zmienia …

    • miral59 pisze:

      Ja na pewno nie pochodzę z Lublina Overjoy Jeden mój dziadek urodził się w podlaskiej wiosce (parę kilometrów od Białegostoku), babcia pochodziła z sąsiedniej wsi. A drugi dziadek urodził się w Krakowie, babcia to rodowita białostoczanka. Mama urodziła się w Turośni Kościelnej, a tato w Białymstoku… także nie mam korzeni w Lublinie… Wink Happy-Grin
      A co do kostki na ulicach… Wiem, że w Białymstoku wyłożono kostką jedną z głównych ulic starówki i zamknięto ją dla ruchu kołowego. Stare kamienice odnowiono i z opowiadań wiem, że wygląda to teraz cudnie. Wydaje mi się, że bez względu na wielkość miasta (Białystok wcale taki malutki nie jest, bo ma ok. 300 000 mieszkańców), taka kostka w połączeniu z zabytkowymi domami idealnie współgra. Powstaje niezapomniany klimat takiego miejsca. Po prostu, do takich kamieniczek asfalt by nie pasował Pleasure

  11. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  12. Ultra pisze:

    Cudna ta relacja, a przy okazji trochę zwiedziłam Lublin, bo kiedyś widziałam to miasto, gdy przejeżdżałam, czyli niewiele, natomiast z Twoich zdjęć wynika, że to ciekawa metropolia Wschodu.
    O linoskoczkach nie napiszę, bo zaraz bym miała gęsią skórkę.
    Ale i tak najważniejsi są życzliwi ludzie.

    • Tetryk56 pisze:

      Coraz bardziej popularne są tzw. parki linowe, gdzie za niewielkie pieniądze można bezpiecznie przejść trasę między drzewami po linach, siatkach i tym podobnych atrakcjach. Oczywiście nie oferują one pojedynczych lin…

  13. Quackie pisze:

    Niestety wciąż jeszcze nie fajrant – tak się dzisiaj poskładało. Ale już niedługo.

  14. Quackie pisze:

    Fajrant. Przynajmniej na chwilę muszę zrobić przerwę.

  15. Bożena pisze:

    Ja też mam fajrant do jutra lulu Dobranoc

  16. Jo. pisze:

    Dobranoc.

  17. Quackie pisze:

    Oho, czas na dobranockę. Już idę…

  18. Quackie pisze:

    Dzisiaj taka dobranocka.

    Trochę soulu, trochę funku, sporo rytmu, ale generalnie łagodna. Połamane harmonie, chórki skromne, ale klimatu pełne.

    Bill Withers „Just The Two Of Us”.

    Snów z właściwej szufladki dzisiaj.

  19. Tetryk56 pisze:

    Idę zatem szukać szufladki…

  20. Gimi pisze:

    Jaka przyjemna wycieczka;-) już z pięć lat chyba nie byłam w Lublinie. Bardzo lubię to miasto, do dziś pamiętam smak kawy w jednej z kawiarni w takiej małej, przyjemnej piwnicy, coś z afrykańska się nazywała, ale ten smak naprawdę pamiętam do dziś.
    Spokojnej nocy;)

  21. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi No to już jest sierpień… Jak ten czas leci…
    A tak niedawno był maj Sad

  22. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zanim ubierzemy choinkę, to ja się przywitam. 🙂

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Ponoć najgorętszy dzień w roku zaczyna się od częściowego zachmurzenia i bardzo dobrze. Tymczasem nad Kaliningradem widać sakramencką burzę, zobaczymy, czy wybierze się w naszym kierunku przez Zatokę.

    • Bożena pisze:

      Burze zapowiadali dziś w całym kraju. Liczę na to, że się nie pomylili.

      • Bożena pisze:

        Już jest 29*C, a nie ma jeszcze południa!

        • Jo. pisze:

          Dziecko poszło na rower i bardzo szybko wróciło. Woli obejrzeć film. Przy zamkniętych oknach, opuszczonych do połowy roletach i działającym pełną parą (chociaż nie wiem, czy w tym kontekście powinnam tak pisać) chłodzeniu.

          • Tetryk56 pisze:

            Pełnym dmuchem? 😉

            • Jo. pisze:

              Też nie, bo nie dmucha. Tylko chłodzi. Odwrócona pompa. Zimą podgrzewa całą podłogę, a latem chłodzi. Bardzo przyjemne, o ile nie chodzi się boso mając problemy z nerkami Overjoy

              • miral59 pisze:

                O podgrzewanych podłogach słyszałam, ale o chłodzonych jeszcze nie Pleasure Ale się nie znam, to mój mąż jest specjalistą od klimatyzacji Delighted
                Czy takie chłodzenie dobrze działa? Bo według praw fizyki ciepłe idzie do góry, a zimne na dół. Więc chyba lepiej by działało chłodzenie sufitu? Thinking Byłoby efektywniejsze…

                • Quackie pisze:

                  Może na piętrze Jo też ma taką instalację, wtedy faktycznie mogłaby ona chłodzić parter Wink1

                • Jo. pisze:

                  To jest jakoś tak, że zimą leci rurami pod podłogą ciepła woda, a latem zimna. Mamy ceramiczne płytki, dobrze przewodzą. I faktycznie w domu jest kilka stopni mniej niż na zewnątrz. Oczywiście każda podło ga, czyli na 3 kondygnacjach.
                  Ja tam się cieszę.

                • Quackie pisze:

                  Cudnie!

  24. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Dobrze, że już środa Happy-Grin Środa minie, tydzień zginie…
    Miłego dnia Wyspiarze Delighted

  25. Quackie pisze:

    Jeszcze trochę popracowania, ale już widać koniec dzisiejszej porcji.

    • Bożena pisze:

      Widzę u Ciebie burzę, czy się mylę?

      • Quackie pisze:

        Była, albo nawet jest, bliziutko, dosłownie o miedzę, ale jednak nie nad nami. Na horyzoncie przez jakieś 2 albo i 3 godziny wisiały ciężkie, granatowe chmury, ale tutaj nie spadła ani kropla deszczu, nie strzelił ani jeden piorun. A teraz już wszystko się rozchodzi po kościach.

  26. Zocha pisze:

    Ciepło? Pracuję w piekarniku bez okna i klimy, a wentylator z funkcją „powiew morskiej bryzy” nie daje złudzenia chłodu… na burze też się nie zapowiada. Byle do piątku!

    • Quackie pisze:

      Współczuję. Tutaj mimo okien otwartych na przestrzał (wschód-zachód) jest ciężko, a co dopiero BEZ okien! Amazed

  27. Quackie pisze:

    No to fajrant. I pewnie za chwilę przerwa… ale za chwilę.

  28. Bożena pisze:

    Właśnie czytam, że potężna nawałnica przeszła nad Gdańskiem:
    Ulewny deszcz zalał kilka ulic w centrum Gdańska m.in. 3 Maja, Kartuską i Nowe Ogrody. Spowodowało to poważne korki w mieście, nie kursowały niektóre linie tramwajowe. Woda zalała też niektóre przejścia podziemne dla pieszych.

  29. Jo. pisze:

    Dooobraaanoooc
    Tired

  30. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Na spokojnie. Piosenka robi wrażenie evergreena ze stajni Franka Sinatry, ale jest to oryginalna współczesna kompozycja, bardzo zacna.

    Melody Gardot i „Baby, I’m a Fool”. Polecam!

    Snów, hm. Może pełnych piany? A potem to już kto na co ma ochotę.

  31. Tetryk56 pisze:

    Spokojnej nocy pełnej spokojnych snów!

  32. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U nas zapowiadana burza przeszła bokiem (jak zwykle) Weary Musiałam na tempo kończyć podlewanie ogródka, bo zaczynało kropić Wink Głupio podlewać gdy pada… Zanim skończyłam, przestało… taki to i był deszcz Worry
    Sprzątnęłam jeszcze ten bajzel, który wiewiórki zrobiły w ogródku. Część słoneczników dojrzała i ptaszki wydziobywały ziarenka. Głównie moje wróbelki i czyże złotawe. Było miło, póki wiewióry nie wyniuchały żarełka. Ogryzły prawie wszystkie słoneczniki, nawet te, które dopiero kwitły i żadnych ziarenek w nich nie było. Próbowały zakopać je w moich doniczkach i powywalały z nich kwiaty, a także majeranek, który mąż posiał. Nie wiem czy coś z tego da się uratować Disapproval Rozkopały nawet ziemię w dużym kaktusie, ale nie za bardzo… mam mściwą nadzieję, że się pokłuły i dlatego nie rozkopały więcej Kocur
    Z tymi wiewiórkami to istna plaga (i to nie tylko w naszym ogródku). Tylko kopią, niszczą i ogryzają. Dobrze, że jeszcze nie wyniuchały pomidorów, bo znowu niewiele bym ich zjadła. Pisałam już, że wredoty nadgryzają po kolei każdy pomidor, żeby sprawdzić, czy zjadliwy. A po wiewiórach dojadać nie będziemy. Także większość idzie do kosza… Angry
    Może jutro uda mi się znaleźć specjalny spray od wiewiórek. Popsikam wszystko wokół pomidorów i kwiatków. Może się od nich odczepią… skoro ogryzły słoneczniki… Conceited

    • Quackie pisze:

      Brzmi, jakby sytuacja dojrzała do jakichś zdecydowanych działań antywiewiórkowych. Może zatrudnić jakieś domowe zwierzę do pilnowania przed wiewiórkami?

  33. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi Już jest 21st, a ma być znów 32. I gdzie ta obiecana burza?! Sad

  34. Jo. pisze:

    …bry
    Przyzywam Gienię i wracam do łóżka.
    Migrenka.
    Koffie

  35. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    …z piekarnika tu na blogi parę ocząt mruga,
    do soboty przypiekanie, bajka będzie długa…

  36. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jeszcze jakieś 2h słomianego wdowieństwa… Poza tym kolejny gorący dzień się zapowiada, mimo prognoz. Może przyjdzie burza w końcu i trochę schłodzi? Ile można w piekarniku?

  37. Zocha pisze:

    Żadnej nadziei… lazur idealny i +28. W tej sytuacji frappe poproszę Lezak

  38. Jo. pisze:

    Podobno miało być chłodniej.
    Nie jest.
    Na dodatek odkryłam gniazdo os w poręczy na tarasie…

  39. Bożena pisze:

    Jest 32 st., a ja muszę wyjść… Mam nadzieję, że wrócę wieczorem…

  40. Quackie pisze:

    Dobry wieczór już powoli. To jest w najwyższym stopniu irytujące, to samo, co wczoraj. Burza już stała u drzwi, już do nich pukała, po czym po 2-3 godzinach wszystko rozeszło się po kościach, nie spadła ANI kropla. A jest nadal tak samo duszno. I jeszcze zawiedziona nadzieja!

    Poza tym praca całkiem dobrze, norma przekroczona Wink1

    Fajrant i przerwa chyba?

  41. Quackie pisze:

    No i tak się wszystko poskładało, że zaraz goście.

    W związku z tym ja raczej będę na wylocie.

    No to spróbuję jeszcze wybrać i powiesić dobranockę, na zaś.

  42. Quackie pisze:

    Dobranocka na zaś.

    Marilyn Monroe i jak słychać.

    Snów z plusami zdecydowanie dodatnimi, poza termometrem, rzecz jasna.

  43. Bożena pisze:

    Wróciłam i przyszłam się pożegnać. Dobranoc Wyspiarze Spanko

  44. Zoe pisze:

    Dobry wieczór. Strasznie stresujące dni ostatnio miałem. Musiałem porzucić pracę z winy pracodawcy (blisko 20 lat w jednym miejscu) końcem lipca. Wiedziałem co się kroiło od kilku miesięcy i dlatego rozglądałem się za czymś innym. Byłem na kilku spotkaniach w międzyczasie. Dzisiaj się udało. Będę zarabiał trochę mniej, trochę dalej od domu, ale coś jest. Przy tych upałach i stresie dzisiaj byłem strzępem człowieka ale póki co żyję…
    No to dobranoc.

  45. Tetryk56 pisze:

    Nie pozostaje mi nic innego jak zapalenie lampki.

  46. miral59 pisze:

    Dziś przesuwałam meble w domu Tired
    Mąż trochę się wściekł, bo znowu będą mnie łokcie bolały Sad Ale mam już dość tego czekania. Z wiekiem brakuje mi cierpliwości. Córka przyjeżdża pod koniec sierpnia, a pokój gościnny w rozsypce… bo synek nie ma czasu na zabranie wszystkich swoich rzeczy Weary Nawet połowy jeszcze nie posegregował. O posprzątaniu nie wspominając… Disapproval A to już miesiąc minął od jego wyprowadzki…
    W niedzielę mają przyjść i popatrzeć co jeszcze mogą zabrać. Część ma iść na śmietnik, a część oczywiście do naszej piwnicy na przechowanie Weary Pewnie tak jak rzeczy córki, na „wieczne przechowanie” Wink Overjoy
    Nie przeszkadza mi ta „przechowalnia”, ale niech już w końcu zabiorą bajzel z tego pokoju! Chciałabym posprzątać i mieć w domu jak w domu, a nie jak na „urwańskiej ulicy” Disapproval Chyba nic mnie tak nie męczy jak domowy bajzel. Normalnie jestem chora i nosi mnie… szkoda moich nerwów Worry

    • Quackie pisze:

      No to ja mam tak, że przynajmniej na swoim biurku muszę mieć bałagan, inaczej czuję się nieswojo i nie mogę pracować. Pokój niechby był uporządkowany, ale biurko jest strefą eksterytorialną.

      • miral59 pisze:

        Bałagan bałaganowi nie równy Wink Kwestia podejścia do sprawy… Co innego, gdy potrzebujesz wielu rzeczy do pracy, a co innego, gdy masz całą masę zupełnie niepotrzebnych śmieci. Większość nadaje się tylko do kosza. Disapproval
        Myślisz, że u mnie zawsze jest idealny porządeczek na biurku? Absolutnie nie!
        Chłopcy (teraz już tylko mąż) nawet nie sprawdzają co jest w skrzynce, tylko kładą to na moim biurku Worry Czasami dwa, trzy dni nie ruszam (nie mam czasu, albo po prostu mi się nie chce), to się nazbiera pokaźna kupka. A jak do tego dojdą rachunki ze sklepów, to robi się bałagan. Wszystko muszę przejrzeć, posegregować. Co do kosza, co do niszczarki, a co do segregatora. Czasami znajduję korespondencję męża. Adresowaną na jego firmę. Po co mi to zostawia? Nie mam pojęcia. To jego obowiązek, a nie mój. Conceited Sprawy swojej firmy prowadzę sama i nie podrzucam mu swoich papierów… a może powinnam? Wink

      • miral59 pisze:

        Dodam jeszcze, że nie jestem pedantką. Wiem co to znaczy, bo miałam w pracy koleżankę – pedantkę Overjoy Spać nie mogła, bo w zlewie została jedna nieumyta szklanka. Ja bym spała i nawet nie pomyślała o tym. Rano też mogłabym ją umyć Overjoy To znaczy nie w zlewie, bo mój mąż wścieka się, gdy coś się w zlewie zostawia Wink Obok może być góra naczyń, ale zlew ma być pusty…

  47. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to dzień dobry Happy-Grin
    U Was już piąteczek Delighted U mnie też za niedługo będzie Pleasure Jeszcze nie wiem co będę robiła… wolę nie planować, bo zwykle z tych planów nic nie wynika Wink Na pewno będzie wizyta w banku, w sklepie (całe szczęście nawet nie muszę z samochodu wysiadać) i w jeszcze jednym sklepie (tu już będę musiała wysiąść i się przejść Distort ). Co jeszcze, to nie wiem. Zobaczy się… Delighted
    Na weekend zapowiadają jakieś straszne upały Amazed W sobotę mamy jechać raniutko do rzeźnika. Mam nadzieję, że nie będzie jeszcze tak źle. Na niedzielę planowaliśmy dalszą wycieczkę… ale sama nie wiem… jak ma być tak gorąco… Ciężko będzie łazić w pełnym słońcu przy takim upale… Zobaczymy… Pleasure

  48. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi Następny gorący dzień i ani kropli deszczu…

  49. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Na moście nad Wisłą zaskoczyły mnie dzisiaj całkiem już jesienne mgiełki. I w lewo i w prawo rzeka kończyła się po jakichś 100 – 200 metrach. Zawsze w takiej sytuacji żałuję, że nie mogę sięgnąć po aparat, no bo jak się zatrzymać na ruchliwym moście?

  50. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Znów od rana gorąco. Niby ma być chłodniej, ale BARDZO stopniowo.

  51. Jo. pisze:

    Najsamprzód Gienia.
    Koffie

  52. Jo. pisze:

    Dzieńdobry. Oby. Dzisiaj szarańcza wraca. Za dwa dni impreza. Chyba za stara jestem.

    • Quackie pisze:

      Też sobie tak mówię czasami. Po czym na ogół okazuje się, że w sumie to nie.

      • Jo. pisze:

        Od dwóch dni siostra informuje mnie, że przyjeżdża pociągiem wyjeżdżającym z Łodzi o 10.20.
        Przed chwilą odebrałam info od Madre, że pojechała. O 9.30.
        Zatem rzucamy wszystko i lecimy na dworzec, żeby ich odebrać. Bo wprawdzie siostra twierdzi,że sama sobie przyjedzie z dziećmi autobusem numer pięćset cośtam, ale po pierwsze autobusów 500+ odchodzi z dworca chyba pięć, a po drugie: ona nie wie, gdzie wysiąść. I jak do nas dojść w obliczu tych rozkopów i zasieków.

  53. Jo. pisze:

    Mózg mi się zważył od upału.

    Wiedziałam, że to tak się skończy

  54. Quackie pisze:

    Znaczy fajrant i przerwa.

  55. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Było, jest i pewnie nie raz jeszcze będzie – Pink Floyd „Chciałbym, żebyś tu był(a)” Klasyk. W sam raz na dzisiaj.

    Snów dobrych.

  56. Tetryk56 pisze:

    Też bym chciał… Ale na razie idę spać 🙂

  57. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Trochę za ciepło TooHot! A na weekend ma być jeszcze cieplej Amazed Dobrze, że chociaż w domu chłodno Happy-Grin
    Jutro czeka mnie ciężki dzień. Jedziemy do rzeźnika…
    Dobrze, że nie jeździmy do niego często Delighted Przez prawie dwa miesiące będę miała spokój Happy-Grin

  58. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi znów gorący…

  59. Jo. pisze:

    Ziew.
    Spać…

  60. Quackie pisze:

    Dzień dobry.

    Dzisiaj zaczynam dwutygodniowy w zasadzie urlop. W zasadzie, ponieważ pierwszy tydzień spędzę w domu z gośćmi – przyjeżdża rodzina dziewczyny Najjuniora, w sumie 5 osób. No i zobaczymy. A drugi tydzień – nad jeziorem na Kaszubach, tam-gdzie-zawsze.

    Z czego wynika, że na Wyspie będę się pojawiał raczej rzadziej niż częściej (tym bardziej, że pokój komputerowy staje się gościnnym). Worry

  61. Bożena pisze:

    Widzę, że dzisiaj sama muszę zaparzyć kawę expresso Do tego ciacho? PofCooks

    • Quackie pisze:

      Ja samą kawkę, b. dziękuję.

      Notabene zamykają nam właśnie ulicę pod domem, bo triathlon. Ma to plusy ujemne (do 14:00 żaden samochód na nasze podwórko nie wjedzie ani z niego nie wyjedzie, przejście przez ulicę będzie utrudnione, za chwilę pojawią się hałaśliwi kibice z wuwuzelami i innymi środkami dopingu bezpośredniego), ale i dodatnie (od ulicy cisza, nic nie jeździ, tylko ewentualnie gwar głosów – na razie).

  62. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jak zwykle w sobotę melduję się późno, po zakupach i śniadanku i nawet częściowo wyspany. Ale tego ostatniego bym nie przeceniał…

  63. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Orzech w ogrodzie nadaje się jedynie do spożywania kawy i lodów pod nim. Happy

    • Quackie pisze:

      Coś podobnego, a wszystkie znane mi orzechy w okolicy mają tyle orzechów, że czasem trzeba gałęzie podpierać, żeby się nie obłamały!

      Niemniej miłej kawy i lodów!

    • Tetryk56 pisze:

      Pod warunkiem, że nie bombarduje owocami…

    • miral59 pisze:

      Może powinieneś go przyciąć? Pamiętam jak u mojej mamy na podwórku i w ogrodzie rosły dwa orzechy. Też owoców na nich nie było (a jeśli już to sporadycznie, po kilka sztuk). Szwagier się trochę wściekł, bo tylko zasłaniały słońce, a podczas wiatru gałęzie uszkadzały dachówki. Poprzycinał je znacznie (orzechy, nie dachówki). Jesienią… W następnym roku orzechów było tyle, że wiadrami zbierali i pytali wszystkich znajomych czy kto by nie chciał Happy-Grin Może orzech lubi być przycinany? Poszukaj na internecie, a na pewno znajdziesz Pleasure
      Powodzenia Zoe Happy

  64. Quackie pisze:

    A ja zaraz muszę wskoczyć w oficjalne ciuchy Tired i zasuwać na ślub, a potem na wesele TooHot!

  65. Tetryk56 pisze:

    Quackie baluje, więc ja wystawię na dobranockę pocieszenie, bo przecież wkrótce musi nastąpić

  66. Tetryk56 pisze:

    No i czas na lampkę. Dobrej nocy!

  67. miral59 pisze:

    Padam na dziób, ale to u mnie staje się normą. Wink
    Chyba na dobre się starzeję, skoro tak często bywam zmęczona Tired
    Dziś (jak było planowane) wizyta u rzeźnika. Sama byłam zdziwiona, że w niecałe pół godziny tyle żeśmy napakowali Overjoy Tam się nie da wytrzymać długo, bo trzymają w pomieszczeniu z mięsem ok. 5C. Normalna lodówka gigantycznych rozmiarów Delighted
    Do domu trzeba było się śpieszyć, bo gorąc… co prawda byliśmy w domu ok. 8, ale już zaczynała się „parówka”.
    Najgorzej z flakami. Zanim je pokroiłam (mąż mi pomógł) i zanim „zahartowałam” (odgotowuję je 3 razy), zrobiło się późno. Jeszcze się gotują… ale jestem zadowolona, bo je zamrożę i jak nie będę miała czasu na gotowanie obiadu, to wystarczy wyjąć i odmrozić Happy-Grin
    Na podwórku sauna TooHot! Dochodzi 22, a termometr na zewnątrz pokazuje ponad 30C. I na pewno jest to w cieniu, bo słońca dawno już nie ma Happy-Grin

  68. miral59 pisze:

    Miłej niedzieli życzę wszystkim Wyspiarzom Delighted
    I tym „wyjechanym”, i tym w miejscu stałego pobytu Pleasure
    Nie wiem czy rano się odezwę, bo wybieramy się do Zion. Co prawda ma być bardzo gorąco, ale może bryza od Lake Michigan trochę ten gorąc schłodzi Pleasure
    Wcześniej pojedziemy, to upał będzie mniejszy… Delighted

  69. Bożena pisze:

    Dzień dobry Hi Pochmurny poranek, czyżby nareszcie jakaś zmiana?

  70. Bożena pisze:

    Czas na kawę. Gieniaaa Shout no to jest. Koffie

  71. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Szykuje się kolejny dzień tropików. Nawet nie warto się jakkolwiek ubierać, póki nie trzeba wychodzić…

  72. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Żyję, chociaż z pewnymi ograniczeniami poweselnymi. Było bardzo zacnie pod każdym względem.

    A na razie w komputerowym goście, więc piszę z telefonu, czego nie lubię zbytnio.

  73. Tetryk56 pisze:

    Akurat dzisiaj padł mi wentylator, i co gorsza nawet nie potrafię go rozkręcić… Weary Całe szczęście, że dziś sklepy czynne!

    • Quackie pisze:

      Ostatnio, kiedy chciałem rozkręcić wentylator, okazało się, że producent zastosował wkręty tzw. „tri-wing” (zdjęcie poniżej), których bez specjalistycznej końcówki nijak się nie da wykręcić.

      • Tetryk56 pisze:

        Niestety, mój trzyma się niby na jednej śrubce, którą zresztą bez trudu wykręciłem, tyle tylko że nadal fragmenty podstawy po obu stronach pierścienia, który ongiś sterował przełącznikiem, nie zamierzają się dać rozłączyć bez majzla i młota…

  74. Bożena pisze:

    Eeeetam, idę spać. Męczący ten dzień był… Dobranoc Spanko

  75. Zocha pisze:

    Wyjechałam, ale i wróciłam! Z nieprzewidzianym dwugodzinnym postojem w korku. Właśnie doczytałam, że Tour de Pologne radośnie krążył czterokrotnie po ulicach Katowic, ludzie tkwili w samochodach, policja nie ogarnęła tematu…a chłodno nie było.

  76. Tetryk56 pisze:

    Goście Quacka pewno blokują mu dostęp do Wyspy, więc zaproponuję dziś coś z klasyki: Bielszy odcień bieli, w wykonaniu na żywo z 2006. roku

  77. Tetryk56 pisze:

    Dobrej, spokojnej nocy!

  78. Tetryk56 pisze:

    A tak przy okazji: kto wstawi coś z Tuwima na sierpień?

Skomentuj Zocha Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)