Mimo że mieszkam w Trójmieście od blisko ćwierć wieku, to jest tu jeszcze parę miejsc, których nie odwiedziłem. Jednym z nich była do tej niedzieli Wyspa Sobieszewska. To część delty Wisły i dzielnica Gdańska (od 1973 roku), zresztą jako wyspa dość młoda, od 1895 roku. Z trzech stron otaczają ją trzy różne odgałęzienia naszej rzek królowej: Przekop Wisły (czyli główne koryto, ale wykopane sztucznie pod koniec XIX wieku), Martwa Wisla i Śmiała Wisła (istniejąca od 1840 roku, kiedy to wody rzeki przelały się przez wydmy do morza). No a z czwartej oczywiście Bałtyk, a konkretnie Zatoka Gdańska.
Wyspa jest sobie całkiem spora, ma ok. 10 km długości. Ponieważ to był tylko rekonesans, pojechaliśmy najpierw na zachodni kraniec, w okolice rezerwatu Ptasi Raj, ale do samego jeziora o tej nazwie nie doszliśmy, kontentując się mniejszym jeziorem Karaś. Było słychać, że mnóstwo się tam dzieje, kwakanie, darcie dziobów, ale niestety zza trzcin, mierzących około dwóch metrów, niewiele było widać. Po pewnym czasie doszliśmy do wieży widokowej nad jeziorem Karaś, z której było widać już trochę lepiej, ale wcześniejsze ptasie rozhowory najwyraźniej miały miejsce po drugiej stronie jeziora. Tu było widać dwa łabędzie, prezentujące górną lub dolną część ciała, a na małym cypelku siedziały szarawe kaczki (na gęś chyba za małe).


Stamtąd poszliśmy nad morze. Przepiękna, szeroka plaża była niemal kompletnie pusta. Drobny bałtycki piasek nie ma sobie równych na świecie, a ten na wyspiarskiej plaży w przedziwny sposób wizgotał pod nogami, jakby się po ortalionie chodziło. Owszem, byli jacyś ludzie, ale daleko, w postaci kropeczek. Przeleciał kormoran, a po nim pojawiły się dwa drapieżniki, których niestety aparat nie sięgnął (po raz kolejny przekonaliśmy się, że na takie wyprawy warto brać porządny aparat z porządnym teleobiektywem – którego nie mamy, ani aparatu, ani tele). Wiele wskazywało jednak, że były to błotniaki stawowe.


Wracaliśmy tą samą ścieżką, którą przyszliśmy – przez las, między podmokłościami, na których spokojnie można by kręcić ujęcia „z bagien Luizjany”, tylko ewentualnie trzeba by przywiesić festony naśladujące tamtejszy mech. W bagiennych bajorkach pławiły się leniwie żaby, chyba jeszcze trochę pitome po zimie, bo pozwalały podejść całkiem blisko. Na drzewach darły się sikory i zięby. Tymczasem na ścieżkach zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi z dziećmi i psami, toteż postanowiliśmy przenieść się na wschodnią stronę Wyspy Sobieszowskiej, w okolice rezerwatu Mewia Łacha.


Tutaj ludzi było – jeżeli to możliwe – jeszcze więcej. Mimo to udało nam się przejść spory kawałek wzdłuż Przekopu Wisły, niemal do samego końca. No i oczywiście zrobiłem zdjęcie, jak wygląda miejsce, gdzie Wisła wpada do morza. Ta sama Wisła, która wcześniej płynie koło Oświęcimia, potem przez Kraków, Warszawę i inne miasta, więc gdyby Wyspiarze stamtąd mieli ochotę zobaczyć, jak to się kończy, zapraszam 🙂 Zdjęcie znacznika 939 km Wisły (czyli jakieś 3 km przed końcem), a potem – samego najbardziejszego ujścia. Tam, gdzie widać najcieńszy cypelek z prawej strony, kończy się rzeka i dalej jest już Bałtyk. Przynajmniej administracyjnie.






No to ja jednak już opublikuję, niech sobie wisi do rana (chyba że ktoś wcześniej będzie miał ochotę zerknąć).
Dobranoc.
Miałam ochotę i zerknęłam
Szkoda, że nie mogę przybliżyć niektórych zdjęć, może mogłabym pomóc w oznaczeniu ptaków… ostatecznie mam fioła na ich punkcie i trochę wiem na ten temat… 


Ciekawa wycieczka
Widzę też, że macie to samo co my z małżonkiem. Nie lubię tłumów na wycieczkach i im bardziej bezludne miejsce, tym lepiej
Niektórzy mówią, że się starzejemy, bo najmilsze dla nas są śpiewy ptaków, szum liści na wietrze i ten uroczy szmer fal pieszczących przybrzeżny piasek
Co do tłumów: wiele lat temu, będzie z naście, pojechaliśmy na majowy długi weekend do Sopotu.
Był to ostatni nasz wyjazd na długi weekend, mimo że mieszkaliśmy w hotelu na plaży i w ogóle pełen wypas, jako że to były czasy naszej prosperity.
Promenada do ryb była tak zatłoczona, jak wyjście z metra Centrum w godzinach szczytu. Powiedziałam wtedy: nigdy więcej. I nie jeździmy. A Warszawa jest tak cudnie pusta w te dni, że człowiek z przyjemnością idzie sobie do Łazienek, czy innego parku.
Bo to wszystko zależy, dokąd i kiedy się pojedzie. W sezonie raczej wszędzie jest pełno, niestety. Co więcej, jeżeli nie musimy, w sezonie np. unikamy jeżdżenia samochodem na Hel (statkiem/ tramwajem wodnym albo najwyżej pociągiem). I tak, Sopot to szczyt szczytów, nawet -naście lat temu.
Och, tak, ja w takim razie też się starzeję. Na początku spaceru prawie nie było ludzi, a na plaży to już w ogóle, i to było piękne.
A co do ptaków, to drapole były bardzo daleko, więc równie dobrze mogły to być np. bieliki – a ponieważ kołowały nad morzem, to nawet z teleobiektywem byłoby ciężko. Mew i innych takich w ogóle nie liczę. A ziębę pomógł nam zidentyfikować jeden pan, który właśnie miał taką lufę przy aparacie, że prawdopodobnie mógł policzyć jej piórka.
Wszyscy się starzejemy, nikt nie robi się młodszy
Z kolei ten lecący… jesteś pewien, że pokazałeś jednego z dwóch krążących błotniaków? Bo jak dla mnie, to wygląda to na lecącą czaplę. Trochę inny kształt skrzydeł niż u błotniaka i za długa szyja… ale oczywiście specjalistką nie jestem i mogę się mylić 

A co do ptaków… To to na zdjęciu wygląda mi na gęś zbożową, a nie na kaczkę. Kaczka ma trochę inną budowę. Krótszą szyję i takie różne tam…
Dodam tylko, że błotniaki stawowe jako chyba jedyne drapole w Polsce, budują gniazda w trzcinach.
Nie nie, w ogóle nie udało mi się złapać tych drapieżników! To znaczy owszem, zdjęcie zrobiłem, ale go tu nie opublikowałem, bo mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie wypatrzyć na nim choćby kropki, mimo że „na żywo” celowałem w tę parkę. Bardzo możliwe, że aparat nie złapał ostrości i stąd na zdjęciu dużo niebieskiego nieba, trochę mniej morza i zero ptaków.
A ten lecący to mi się wydaje, że kormoran. To znaczy latał bliżej lub dalej, a kormorany znam z jezior i z portu w Gdyni, więc w zasadzie jestem pewien.
W zaroślach może i była gęś, kto wie? Słabo było widać. Tak sądząc po kolorach (zdjęć w Wikipedii), to może nawet gęś białoczelna, bo ta zbożowa wygląda na szarawą, a to w trzcinach było bardziej brązowawe. Oba gatunki bywają w Ptasim Raju, więc wszystko możliwe.
Znaczy źle zrozumiałam


Wydawało mi się, że piszesz o ptaku na zdjęciu jako o błotniaku. Pomyślałam o czapli, bo wydało mi się, że widzę zgiętą w „eskę” szyję. Ale jeśli jesteś pewien kormorana, to znaczy, że to on
To samo jest z gęsią. Mnie się wydawało, że na zdjęciu jest szara…
W artykule w Wikipedii piszą o 200 (!) gatunkach ptaków, które można tu spotkać, ale wymieniają o wiele mniej. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Rezerwat_przyrody_Ptasi_Raj
W terenie zaś oprócz tablic do identyfikacji najpopularniejszych gatunków były również tablice świadczące o tym, że mieszkają tam także nietoperze.
Przeczytałam. Owszem, piszą o wielu gatunkach, ale tylko w okresie przelotów, czyli wiosną i jesienią. Mamy tak samo na wybrzeżu Lake Michigan. Też piszą o wielu gatunkach, ale wymieniają tylko część. Te, które najłatwiej można spotkać, albo te, które stanowią wyjątkowy rarytas…
Zaciekawiła mnie informacja o nietoperzach. Czy mają tam dla nich budki lęgowe? Bo chyba jaskiń w pobliżu nie ma
Joj, tylu budek (w całym rezerwacie) w życiu nie widziałem, w najróżniejszych rozmiarach, ale czy/ które dla ptaków, a które dla nietoperzy – nie potrafię ocenić.
To ja może śniadanie podam do kompletu?

Pięknie poproszę jedną czarną…
Dzień dobry
Piękna wycieczka i ciekawy jej opis. Szkoda że nie mieliście aparatu z teleobiektywem, bo ptaki byłyby bardziej widoczne. Ale i tak pięterko pouczające 
A kawa zawsze z rana chętnie widziana
Ano niestety. A wszelkie te „cyfrowe” zoomy dają w efekcie tylko rozpikselowane obrazki przy dużym przybliżeniu.
Dzień dobry poweekendowo. To jest niesprawiedliwe, że tak daleko mieszkam od morza bałtyckiego. Pospacerowałoby się jak się czyta takie fajne relacje.
Mam podobne uczucia, też chciałabym bliżej morza, ale Poznania nie przesunę…
Kochani, każdy ma w pobliżu jakieś atrakcje. Koło Poznania o tej porze roku kwitną kwiaty w Śnieżycowym Jarze, o innych, bardziej znanych miejscach w samym mieście nie wspominając. Pan Z. ma niedaleko inny odcinek Wisły, że o górach nie wspomnę, po których też piękne spacery można odbywać, jak widać z relacji…
Ale ja kocham morzeee
A Śnieżycowy jar nie jest w Poznaniu, tylko pod Obornikami…
Jako zamiennik masz we względnym pobliżu Maltę
Tam też często bywam, ale to nie to samo
A we wpisie już o tym nie napisałem, ale ten spacer odbyłem całkowicie bez kondycji – przeszedłem w sumie może z 10 km (albo nawet nie), a nogi będą mnie bolały pewnie jeszcze przez parę dni.
Dzień dobry. Już biegnę, już patrzę, tylko najpierw po kawę.
Fotograf mimo niedoskonałości aparatu dostrzegł magiczne miejsca, a Mewią Łachę wprost podziwiam, bo podtopione drzewa malowniczo wyglądają, zaś żabka przypomina, że kiedyś widziałam i słyszałam kumkanie żab.Teraz trzeba do Sobieszewa jechać, by taki widok zobaczyć.
A właśnie, a propos „jechać”, zapomniałem dodać, że w tej chwili na Wyspę Sobieszewską prowadzą dwie przeprawy, pontonowy most na Martwej Wiśle i zwodzony koło śluzy w Przegalinie. Od maja wznawia funkcjonowanie również prom przez Przekop Wisły w Świbnie. Wszystkie te przeprawy są b. malownicze, co tylko wzmaga atrakcyjność miejsca 🙂
…i więcej ludzi na wyspie
Byłam w Świbnie na wakacjach. Jakieś czterdzieści pięć lat temu.
No proszę. Cóż za wspomnienia.
Dzień dobry

To są moje klimaty – spokój od ludzkiego gwaru.
Utwardzone nabrzeże bardzo mi pasuje.
Fajna wycieczka.
Ha, ale na tym utwardzonym nabrzeżu przeraźliwie wiało, z południa, wzdłuż rzeki, do tego stopnia, że zrezygnowaliśmy z marszu nad samą wodą i wróciliśmy do lasu (gdzie szło się jednak po piachu).
No i żeby był spokój, trzeba jak najwcześniej się wybrać…
Witajcie!
Poniedziałek fatalnie się zaczął, w pracy zastałem awarię sieci i dopiero teraz mogłem pobrodzić sobie w piachu wyspy Sobie…
To weź chociaż jakiś regeneracyjny napój od Gieni!
Wziąłem! Ale piłem w biegu…
Ja dzisiaj strasznie zdycham po tej wczorajszej gimnastyce. Ale nie ma co się rozczulać – trzeba dokończyć cięcie róż. Tu u mnie przyroda ma jakieś trzy-cztery tygodnie opóźnienia, więc jak teraz zdejmie nogę z hamulca, to poleci jak szalona. A ja wolę, żeby leciała w pożądanym przeze mnie kierunku, a nie tak na żywioł. Szkoda energii.
Pouczające pięterko – uwielbiam takie klimaty. Jak Quacki – łażenie po piachu i wiatr pewnie by mnie wykończył ale na pewno miałabym wiele radości tyż….
Co do żab – miałam oczko wodne w ogródki , tam kiedyś jak mieszkałam na wsi. W oczku było parę ryb (karpi rzecz jasna) no i żaby. Te more tak darły ,że to było nie do zniesienia. Ja kosiarką trawę ,kosiarka warczała wcale nie cicho ale żaby postanowiły ja przekrzyczeć. W#rzask był taki w ogródku, że bałam się ,że sąsiedzi policję wezwą … No tak – Holandia – żabi kraj…
Słyszałaś kiedyś cykady?
Ja je słyszę co roku
I jak mi się wydaje, żadna żaba im nie dorówna
Na początku myślałam, że to ktoś tnie drzewo piłą spalinową, a to one tak się darły 
Nie do opisania!!! Może jak zaczną wyłazić, nie tylko obcykam, ale i nakręcę filmik…
Niedługo będą miały wysyp te, które pod ziemią siedzą 17 lat. Już raz je widzieliśmy. Są tego miliony
DOKŁADNIE!
Pamiętam, jak pierwszy raz usłyszeliśmy je w Schiapparo… Jechaliśmy polami i na chwilę otworzyliśmy okno w samochodzie. Mój mąż był święcie przekonany, że to jakieś gigantyczne apulijskie żaby
Od tamtej pory wiem, że Peter Mayle pisząc „ogłuszający dźwięk cykad” ani trochę nie przesadził.
Muszę przyznać, że gdy kilka lat temu jedna ze znajomych mego męża powiedziała nam o „upojnym i romantycznym śpiewie cykad”, uznaliśmy ją za cokolwiek nie ten tego

Nie wiem jak można ten wrzask uznać za „upojny i romantyczny”?!!!
Co jest romantycznego w pracującej pile spalinowej?
Jo – słyszałam w Grecji…tyż cudne
A ja naiwnie zapytałem kiedyś małżonki (która bywa w Holandii z młodzieżą podczas wymian międzynarodowych), skąd taka wielka żaba w Efteling.
Dzień dobry
Czyli nici z mojej pracy w ogródku 
W nocy zaczął sypać zapowiadany śnieg i jeszcze sypie…
ŚNIEG???
Ale Ty masz z tą pogodą…
Śnieg.

Przez te 20 lat pobytu tutaj czas był przyzwyczaić się do kaprysów pogody. I chociaż nie zachwyca, ale…
Wyszłam nakarmić swoje pierzaste. Przy okazji wzięłam aparat, żeby pokazać Wam ile napadało. Obcykałam ogródek i już wracałam, gdy usłyszałam kardynała. Oczywiście też go obcykałam

Trochę duży wyszedł… Ale widać i padający śnieg i ptaszka
o jaki piękny;-)
u nas to tylko takich (kardynałów) na dwóch nogach, a jeszcze prędzej na czterech kołach można spotkać…
Zgadzam się z tym
W zasadzie to ten jest też na dwóch nogach


Ale jak rozumiem chodziło Ci o tych… co prawda obrośniętych w piórka, ale bez skrzydełek
A ptaszek wziął swoją nazwę od purpuratów… także coś wspólnego ze sobą mają
Świetne zdjęcie. A kardynał napuszony i wyraźnie wkurzony (zapewne pogodą).
One bardzo niechętnie korzystają z karmników, a tu śnieg i musiał znowu korzystać.
W czwartek ma być już ok. 20C, a w niedzielę znowu przymrozki
Czyli typowa huśtawka…
Mówili dziś w telewizorni, że w 1966 roku śnieg padał 22 maja. To ja podziękuję za taką pogodę
Oranyboskie. W Polsce za mojej pamięci śnieg padał 1 maja (w 1986, 1987 lub 1988), ale żeby później?
Piękna opowieść Mistrza Q z okolic Sobieszewa , które znane mi są z lat minionych . Szczególnie w te i wewte przeprawy przez Wisłę … Na plaży w Sobieszewie zbierałem bursztyn i muszelki i słuchałem godzinami szumu fal naszego Bałtyku . Była to dla mnie swego rodzaju muzyka kojąca poszarpany pracą system nerwowy . Znalazłem w swoich zbiorach parę ciekawych dzieł wykonanych z muszelek i jedno dzieło zostawiam w Bibliotece , jako prezent dla Quackiego . Dziękuję serdecznie Mistrzu .
Ależ nie ma za co, bardzo mi przyjemnie.
To może pokażmy pozostałym Wyspiarzom? Jak z wyposażenia Bursztynowej Komnaty.
Coś pięknego!
Przepiękne
Jak pięknie na tej wyspie;)
Taka wiosenna pogoda że i sobie tak pomyślałam, że w weekend byłoby fajnie gdzieś na północ się wybrać, ale obawiam się, że tym razem to nie przejdzie, dwa tygodnie mnie w domu nie było, trzeba się zająć czymś pożytecznym, jakieś marchewki posiać albo coś, a tak mi się właśnie pusta plaża marzy….
Bo pustej plaży nie musiałabyś – ba, nawet nie mogłabyś! – niczym obsiewać!
Obawiam się, że przy tej pogodzie z każdym dniem i tygodniem coraz trudniej będzie znaleźć pustą plażę nad polskim morzem
chyba że bardzo rano. Ale to się zmienia dość szybko w ciągu dnia.
To ja, jako że na dziś po robocie, robię sobie przerwę.
Aaaaaaa. Juz wiem, o czym zapomniałem, ale zdjęć nie robiłem, więc tylko na gębę – na Wyspie Sobieszewskiej było mnóstwo bocianów, co prawda bliżej ludzkich siedzib, ale już wyraźnie na stałe. Zasiedlające gniazda, latające tam i sam i w parach, i generalnie bardzo zajęte.
Wiadomo, odbudowują gniazda, szykują je dla potomstwa 🙂
Nie znam się na prawach działających w przyrodzie , ale z moich obserwacji np. ptaków wynika , że w tym gatunku ,o związkach ” partnerskich” decyduje płeć piękna . Ciekawe, czy te zwyczaje można przenieść do gatunku ludzkiego
Czasem i tak bywa
Ależ Maksiu!!! Te zwyczaje już dawno są w użyciu wśród ludzi
Mężczyzna się oświadcza, ale to kobieta decyduje czy te oświadczyny przyjmie, czy nie. To ona wybiera konkurentów, a spośród nich tego jednego.

Różnica jest taka, że ptaki – samice starają się wybrać samca z jak najlepszymi warunkami fizycznymi, bo to daje większą gwarancję zdrowego i lepszego genetycznie potomstwa. U ludzi to trochę inaczej wygląda, bo jest wiele kryteriów, którymi kierują się kobiety. Nie tylko samą tężyzną fizyczną przyszłego partnera. Chociaż dla niektórych kobiet jest to warunek podstawowy
No właśnie, chodzi mi o te oświadczyny . To jest początek tego procesu , zatem wyboru dokonuje partner , a póżniejsze losy są różne . Ale niech już tak zostanie …
Ależ Maksiu! Wiesz przecież, że kobiety mają setki sposobów, aby wybranego do tych oświadczyn sprowokować!
Masz rację … Są takie spryciury , którym udaje się ceremonię oświadczyn przeprowadzić kilkakrotnie . I są to nawet damy z towarzystwa trzymającego władzę , bardzo katolickie , a jednak łamiące zasady Dekalogu..
Czas na mnie

Na mnie również.

Spokojnej x 2
Dobranocka.
To ja zagram dzisiaj może nieco a propos wpisu – Stinga i „Island of Souls” czyli „wyspę dusz” z nieco pomijanej (a niesłusznie) płyty „The Soul Cages”. Tempo dość powolne, chwilami trochę głośno, ale poza tym całkiem całkiem na dobranoc
Snów każdemu na jego wyspie.
Oby przez sen nasze dusze nie wyrwały się na żadne inne wyspy! Madagaskar08 jest jedynym dopuszczalnym wyjątkiem! 🙂

Dzień dobry
Czy to już lato?
Dzień dobry. Tak. To już lato.
Witajcie!
Chwilowo lato!
Dzień dobry. Dzisiaj nieco wcześniej, bo od rana bieganie i załatwianie, co gorsza, jutro będzie jeszcze gorzej (i mogę zgłosić się później niż dzisiaj i później niż zwykle).
Zauważyłem, że tylko praktycznie Ty piszesz o codziennym bieganiu za różnymi sprawami zawodowymi. Wyluzuj. Nie biegaj. Źle skończysz i kto nam tutaj będzie serwował codzienne muzyczne dobranocki?
Tak jest, też jestem pełna obaw…
Ech, to nie tak. Jest jakiś rytm i porządek pojawiania się na Wyspie i jeżeli zostaje zakłócony, to czuję się w obowiązku (być może niesłusznie?) powiedzieć, co się dzieje i dlaczego.
A no to spoko. Pracuj, pracuj.
Tylko się nie przepracuj
No właśnie, a gdzie Gienia? I dlaczego w ogóle nikt nie podał śniadania, co?
To może chociaż jakaś przedpołudniowa kawa/herbata?

Tetryku, dałoby się zmienić podpis Gieni z koffie na Gienia? Bo tak jakoś niezręcznie się zawsze czuję…
Ja proszę o przygotowanie kawy za godzinę.
Zupełnie zapomniałam o Gieni, już biegnę z kubkiem…
Praca, praca i po pracy. Tera przerwa.
A jutro od rana zasadniczo znów bieganie. Ale konkretniej niż dzisiaj.
A tu znów burza…
Znowu? Co za tydzień.
Tak ma być do końca tygodnia, według prognoz.
Pożegnam się. Mam nadzieję, że do jutra, ale gdyby coś tam, to proszę o zastępstwo z Gienią.
Źle jest. A będzie chyba tylko gorzej.
Dobranoc.
Spokojnej, mimo wszystko.
Dobranocka.
Taką perełkę mi się udało znaleźć: Jacques Loussier Trio gra Bacha na jazzowo, a jakby tego było mało, śpiewa z nimi Bobby McFerrin. O rany. Mimo że dość żwawe, to nie odmówię sobie i Wam.
Snów o równie udanych duetach.
Jo poszła spać, dobranocka już była, to i ja powiem dobranoc.
Spokojnej.
Bobby, choćby najpiękniej swingował, zawsze mi się kojarzy z don’t worry! 😉

I bardzo dobrze 🙂
Dzień dobry
Dziś nie mogłam się dobudzić…
Dzień dobry. Kolejny słoneczny poranek. Nie wierzę…
Chyba czas na Gienię…
Komu kawy, komu herbaty?
Dzień dobry. Dopiero teraz i przelotem, po załatwieniu pewnej ważnej sprawy. Jeszcze kawka na rozruch i sami-wiecie-co.
Miłego dnia i owocnej pracy
Witajcie!
Ciągle w biegu, niestety…
Dzień dobry



U mnie ma być dość ciepło, ale pochmurnie
Jutro jeszcze cieplej (ponad 22C), a w niedzielę nowy śnieg
Miłego dnia, Wyspiarze
A tak w ogóle, to jestem zła
Pierońskie złodzieje, zamiast wziąć do rozliczenia np. średnią z ostatnich trzech miesięcy, wzięli największy rachunek w roku. I to dwa razy… bo oczywiście wyjaśnienie sprawy trochę się ciągnęło, a na nowym wodomierzu praktycznie nic nie mamy… 
Mamy elektroniczny czytnik wody. Wysyła informację o zużyciu wody do odpowiedniego działu w urzędzie miejskim i nikt nie musi chodzić i spisywać. No i to paskudztwo się zepsuło. Zdziwiłam się, gdy przysłali mi ogromny rachunek za wodę. Taki jak latem, gdy dzień w dzień podlewam ogródek. Po kilku dniach przysłali pisemko, że trzeba się umówić na wizytę. Najgorzej, że oni pracują od 8 do 16, czyli dokładnie tak jak my (my trochę dłużej). Wykorzystałam to, że Sarah jest teraz u nas i wczoraj facet był…
Nie mógł odczytać ile wody zużyliśmy. Po prostu wymienił uszkodzony czytnik. A co z rachunkami? Oczywiście już nam kasy nie zwrócą, bo nie ma podstaw. Nie wiadomo ile wody zużyliśmy…
No to jednak w Polsce w takiej sytuacji idzie się dogadać. Ostatnio dostarczyciel prądu ma takie liczniki i akurat się zdarzyła podobna sytuacja (tzn. inaczej – poprzedni użytkownik zużywał więcej prądu, więc średnie rachunki były ogromne, a następny – malutko, ale został z rachunkami wyliczanymi na podstawie prognoz po poprzedniku) i jakoś się dogadał. A zdalne zarządzanie ma ten plus (albo minus, zależy, z której strony spojrzeć), że np. uporczywym dłużnikom można zdalnie odciąć dostęp do prądu.
Czekaj, bo ja czegoś nie rozumiem


To po groma takie liczniki, skoro rachunki wystawia się na podstawie prognoz?
Nasze liczniki wysyłają wiadomość o zużyciu wody co godzinę. Każdy ma swój rejestrator i płacimy za tyle, ile zużyliśmy. To samo jest z gazem i prądem. Jedynie kanalizacja jest obliczana na podstawie zużycia wody…
No fakt. Mieliśmy taką awarię i próbują nas wystawić do wiatru. Będę dzwonić do nich i zobaczę co da się załatwić. Ale to działało od wielu lat. Każde urządzenie ma prawo się zepsuć. Wkurza jedynie to, że od razu naliczyli grom wie ile
O ile mi wiadomo, stan jest (zdalnie) sprawdzany co pół roku, pomiędzy tymi kontrolami rachunki są wystawiane na podstawie prognoz. Chyba że ktoś zażyczy sobie, żeby samemu zgłaszać do Energi bieżący stan licznika co miesiąc, to wtedy wystawiają faktury na podstawie bieżącego zużycia. To się nazywa cięcie kosztów – nie musi już chodzić co miesiąc inkasent czy tam inny sprawdzacz (bo przecież nie inkasuje), tylko co 6 miesięcy. A ekipy do wyłączeń jeżdżą osobno.
U nas nikt nie chodzi. Wszystko odczytują u siebie, na miejscu. To też w ramach cięcia kosztów. Tylko jakoś z tego powodu nie płacimy mniej
Bo oni tną koszty, a nie przychody…
To chyba wszędzie tak mają

Dobry wieczór. Fajrant. I przerwa.
Komputer mi dziś figle płata, więc żeby nim nie trzasnąć o podłogę, wolę się pożegnać. Może jutro będzie lepiej.Dobranoc
Spokojnej, uspokajającej i uzdrawiającej (dla komputerów zwłaszcza).
Dobranocka.
Dzisiaj Amy Winehouse, ale w repertuarze nie swoim, tylko Bitelsów. „All My Lovin'” na tyle spokojne (i akustyczne), że powinno się nadać.
Snów. TYCH snów.
No i dotarłem do domu. Byłem na spotkaniu z krakowskimi sędziami i Władysławem Frasyniukiem. Ależ ten facet ma energię!
Dobrze, że jeszcze ktoś ma…
Z całą miłością tego świata – idźmy spać…

Dzień dobry
Wstaje następny piękny dzień…
Witajcie!
Słoneczny, przedpiątkowy czwarteczek!
Pył nad miastem jakby wszystkie piece w nocy dymiły, choć noc ciepła. Zastanawiam się, kiedy ja ostatni raz widziałem na ulicy polewaczkę?
W zimie solanką nie polewały ulic przeciwoblodzeniowo?
Nie, u nas solarki rozsypywały sól w kryształkach…
Dzień dobry. Na razie pięknie. Przydałoby się coś na rozruch…
Ja już miałam na rozmach zakupy, dwie ciężkie torby. Ale teraz kawka jak najbardziej wskazana
Dzień dobry. Nie wiem jak tam u wyspiarzy ale ja się zabieram za śniadanie.
Dopiero teraz? Smacznego 🙂
Powód był prozaiczny – badania okresowe.

No ale za to w południe zabieram się za kawę
A ja za chwilę idę na obiad…
A ja już po obiedzie…
Dzień dobry

Ciepło, ale deszczowo
Podoba mi się Twoja aura . Jednego dnia śnieg jak Karpaty , drugiego pada sobie deszcz i nie ma pogodowej smuty , co to ni to ni tamto , a tu same konkrety . Nie narzekaj . Z licznikami ,o których pisałaś ,to nie ma co walczyć . Trzeba łagodnie dojść do porozumienia , bo instalator i tak Cię wykołuje ,bowiem to firma legalizuje mierniki i z tym różnie bywa . Najlepiej mieć własne ujęcie wody ,jeśli jest to możliwe . Mnie ostatnio administracja odliczyła pewną kwotę za wodę , bo miałem nadpłatę , a liczniki mamy również z odczytem na odległość . Może Miralko , macie też dobrą zmianę i pora wracać na stare śmieci ? Przecież zalew w Siemianówce zwany jeziorem , został zbudowany jako zapasowy zbiornik wody dla Białegostoku , na „wszelki” wypadek . Wody pitnej oczywiście . Pięknie tam jest !!!

To fakt. Tutaj też mamy dobrą zmianę. Tak dobrą, że włosy się podnoszą. Wypisz – wymaluj jak w Polsce. Trump gdzie mógł, tam mianował na stanowiska swoich. Co jeden to głupszy. Szczególnym walorem tych ludzi jest chamstwo i brak kompetencji…

Ale nie ręczę za siebie, jeśli nie da się niczego załatwić…
Tutaj są trochę inne zasady niż w Polsce. Myślę, że jakoś dam radę 


Czy to Ci coś przypomina?
I po co mam wracać? Z jednego bajzlu w drugi? Tu jest jeszcze o tyle dobrze, że kościół nie ma tyle do powiedzenia co w Polsce. Chociaż ludzie Trumpa próbują jak mogą to zmienić. Był nawet projekt wprowadzenia religii do publicznych szkół. Całe szczęście upadł…
Lepiej zmienić temat, bo mnie coś trafi
O zwrot nadpłaconej kasy zawalczę. Tutaj jak ktoś siedzi cicho, to go orżną z każdej strony. Oczywiście, jako osoba kulturalna, nie zacznę od darcia japy i spróbuję grzecznie
A co do Białegostoku, to wiem jak bardzo się zmienił i wypiękniał. Ale nie wrócimy… nasze dzieci nawet słyszeć nie chcą o powrocie, a zostawić je i wrócić… tak prawdę mówiąc… do czego? Pracy nie ma za bardzo w Polsce. Podnieśli staż pracy, więc na emeryturę się nie załapię (za krótko pracowałam). Żeby tu przejść na emeryturę, jesteśmy za młodzi… Z czego będziemy żyli i gdzie? Mieszkanie i działkę budowlaną sprzedaliśmy, gdy kupowaliśmy tutaj dom. Nie mam siły na zaczynanie wszystkiego od nowa… od zera…
I chociaż wiem, że Polska jest piękna, to najwyżej kiedyś wybierzemy się tam na wczasy, ale nie na stałe.
A na pogodę nie narzekam. Co prawda wolę kiedy pada w nocy, a w dzień świeci słoneczko, ale nie mamy wpływu na pogodę, więc narzekanie niczego nie zmieni
Dobry wieczór. Ja jak zwykle – po pracy i na przerwę 🙂
Pożegnam się, bo mój komp znów przestaje mnie słuchać. Dobranoc
Spokojnej.
Dobranocka.
Dzisiaj jeden z mniej znanych utworów Bee Gees (chociaż na Wyspie już był). „Spirits Having Flown”, niby żwawy, a delikatny.
Snów zdecydowanie delikatnych.
Żwawe, znaczy się, też mogą być. Niech więc będą…

Dzień dobry
Dziś ma być burzowo…
Piątek trzynastego.

I bardzo dobrze.
Śniadanie poproszę.
Kawę poproszę, jak zwykle…
Kawę poproszę niezależnie od daty.
A tak w ogóle, mnie dopada pech z opóźnieniem. Zwykle środa po piątku trzynastego. Więc jeszcze parę dni mam, żeby się przygotować.
Dzień dobry piątkowo – wiosennie.
Witajcie!
trzynaastego! nawet w grudniu jest wiosna! śpiewała Kasia Sobczyk. Pamiętacie?
Pamiętam 🙂 A przesądna nie jestem
Dzień dobry, a nawet ładny, chociaż pewne okoliczności wskazują, że może być nieco pokręcony…
Mam zepsuty komp, na razie muszę milczeć. Piszę z telefonu.
Mam zepsuty komp, na razie muszę milczeć. Piszę z telefonu.
Młotkiem go! Lub pięścią!!! Jak w telewizor z ubiegłego wieku
Próbowałam…
Dzień dobry! A dobry ?? Bo u mnie taki sobie, ale na pewno pracowity.
Takoż i u mnie. Na szczęście oprócz pracowitego także i owocny. Jestem mniej więcej w 1/3 całości roboty.
Co prawda teraz fajrant i przerwa.
Hurrraaa!!! Laptop chodzi jak zegarek
Przyszedł syn i przeczyścił styki, to pomogło 
Dobry wieczór 😉 Komputer Bożenki zmęczył się i chyba poszedł sobie trochę odpocząć i nie wykluczone ,że sam się naprawi . Ociepliło się i może ma złą wentylację ? Ale , gdzie te czasy kiedy monitorem komputerowym był zwykle mały telewizorek z lampą kineskopową . Dzisiaj , kiedy elektronika tak się rozwinęła , że niezbędne funkcje komputerowe można zmieścić w telefonie komórkowym , w sieci internetowej znalazło się miliony uczestników co oczywiście ma też wpływ na jakość internetowej korespondencji . Kiedyś , na Forum dyskusyjnym prawie wszyscy byli znajomymi , dzisiaj lepiej o tym nie mówić , bo jest to dyskusyjne bagno . Czasy się zmieniają , niestety nie bardzo mamy na to wpływ .
Sam się nie naprawił… A już myślałam, że przez weekend będę bez internetu. Trudno by było, bo jednak się przyzwyczaiłam
Teraz u mnie grzmi.
Skończyłam na dzisiaj robotę, więc idę sobie coś poczytać.
Pa pa.
Męczący dzień dziś miałam i jestem umęczona.
Idę więc w ślady Jo. Dobrej nocy, słodkich snów dla wszystkich
Spokojnej wszystkim spaćidącym.
Ja jeszcze chwilę będę, ale jutro rano wybywam, będę z powrotem w niedzielę po południu (a być może bliżej wieczora).
Dobranocka.
Minnie Ripperton i jej obłędny zaiste głos. No i chyba najlepiej znany utwór, przy okazji wiosenny bardzo. Czego należy sobie tylko życzyć.
Snów wyłącznie wiosennych.
Jak dla mnie mógłby być nawet sen o wędrówce po zaśnieżonych Tatrach…

Dzień dobry
Wstaje piękny dzionek 
Dzień dobry. No to ja się o tej, nieprawdaż, nieludzkiej porze, odmeldowuję. Zaraz mam pociąg. Do niedzieli!
Przyjemności
Pociąg do niedzieli? A cóż to za imię??
To coś nowego
Chyba czas na kawę…
i coś do tego…

Ja poproszę!
Witajcie!
Ja mam dzisiaj sobotę bieganą, więc też zajrzę pewnie dopiero wieczorem… Miłego dnia!
Dzień dobry

Deszczowy dzień, ale pełen zajęć…
Miłego dnia życzę
A tu słonecznie i ciepło.
Nam zapowiedzieli, że do wtorku słońca nie zobaczymy
Będzie, ale za gęstymi chmurami…

Kolejny weekend, kiedy nie mam jak porobić w ogródku
A już rabarbar wylazł spod ziemi, agrest i porzeczki wypuszczają pączki… część kwiatków kiełkuje… a ja nic
Piękny początek lata!
Wybrałem się dziś na rowerze na spotkanie pod konsulatem węgierskim i w pół drogi spadł mi łańcuch, i co gorsza zaklinował się. Narzędzi nie miałem przy sobie ani ja, ani nikt z przejeżdżających rowerzystów. po pół godzinie szarpania się z łańcuchem wróciłem uświniony do domu, w 5 minut naprawiłem rower, ale wracać już nie było po co… A przecież piątek, 13-go był wczoraj!
To rzeczywiście niemiła przygoda… A mówią, że piątek 13-go przynosi pecha… Ale może się przedłużył?
Tylko do kiedy?
Mam nadzieję, że nie do jutra
Pechowe przygody przytrafiają się nam niezależnie od daty
Można jedynie Ci współczuć 
I serdecznie Ci tego życzę 
Niedziela powinna być udana, bo jakoś po pechu odreagować trzeba
Czas na dobranockę, więc w zastępstwie piękna piosenka w wykonaniu Waldemara Koconia…
Dobranoc 🙂
Choć generalnie popieram tezę pana Koconia o potrzebie unikania błędów, niekoniecznie wiązałbym z niż potrzebę unikania miłości. Lepiej powtórzyć z Wieszczem: Kochajmy się!

Popieram w całej rozciągłości 🙂
Dzień dobry
To niesamowite! Dpoiero nastał kwiecień, a już połowa miesiąca 
A to co? Jeszcze wszyscy śpią? Może Gienia ich obudzi…
Ja poproszę. . Spałam jakieś trzy godziny w nocy. Tak się nie da. Nie w tym wieku.
A przynajmniej nie na długa metę.
Współczuję, musisz coś z tym zrobić, bo się wykończysz.
To musiałabym się wyprowadzić na pustkowie. Nierealne.
Witajcie!
Dziwna noc minęła. Obudziłem się ok. 3-ciej, bynajmniej nie wyspany, i przez ponad godzinę nie mogłem zasnąć. Na szczęście mogłem odrobić zaległość…
W nocy, to ja się często budzę. Na szczęście prędko zasypiam, choć nie zawsze…
Zasypiasz prędko , bo nie masz partyjnego doświadczenia . Rozmowa dwóch towarzyszy partyjnych : Co tam w polityce towarzyszu ? Oj , miałem wczoraj proroczy sen … Śniło mi się , że jestem na zebraniu partyjnym … budzę się …i faktycznie jestem na zebraniu partyjnym !!! Dzień dobry 🙂
Masz rację, do żadnej partii nigdy nie należałam. Zasypiam prędko, może dlatego, że mam czyste sumienie
Dzień dobry
Leje…
A tu słońce i ciepło jak w lecie. Idę sobie, wrócę pod wieczór.
Na wyspę Sobie… ?
Ponieważ mija kolejny rok, wszystkich, którzy są zainteresowani trwaniem Wyspy proszę o zalogowanie się i zajrzenie na nowe, prywatne pięterko…
Natomiast gdyby ktoś miał pomysł na kolejne otwarte pięterko, to chyba już czas
Według życzenia, jest nowe pięterko. Zapraszam