« Czego sobie życzymy (na święta) Szczęśliwego, pogodnego Nowego Roku ! »

Wzdłuż Fox River…

Wspominałam już nieraz, że małżonek jak posiedzi w domu, to dostaje szewskiej pasji. On po prostu musi coś robić, a bezczynne siedzenie działa ujemnie na jego system nerwowy.
W niedzielę było pochmurno, popadywał deszcz ze śniegiem i cały dzień spędziliśmy w domu. Mąż miejsca nie mógł sobie znaleźć i mówił, że gdyby to nie święta, to chyba wziąłby się za jaką robotę, czy co… Poniedziałek mieliśmy wolny i nawet zaczęło wyłazić słoneczko. Zadecydowałam, że muszę męża przewietrzyć, bo nie da się z nim w domu wytrzymać… Pojechaliśmy najpierw do sklepu po kilka drobiazgów. A potem tam, gdzie już dawno chciałam pojechać. Mąż co prawda zapytał dokąd jest wieziony, ale było mu to zupełnie obojętne. Grunt, że gdzieś jedziemy…
Najpierw myślałam pojechać do Batavii, czyli do miasteczka położonego najdalej na południe. To znaczy najdalej gdzie byliśmy… Po drodze doszłam do wniosku, że nie było tam niczego ciekawego. Zaczęłam więc od Geneva (czyli parę mil bliżej). Byliśmy tam zimą chyba ze dwa lata temu. Nie do końca pamiętałam jak dojechać, ale pamiętałam duży wiatrak przy drodze. Wystarczyło go minąć i zaraz za nim skręcić w drogę na parking. Gdy byliśmy tam poprzednio było bardzo zimno. W poniedziałek było cieplutko (12C i to na plusie!). Rozejrzeliśmy się trochę lepiej i małżonek zobaczył na tablicy ogłoszeń, że po drugiej stronie rzeki jest ogród japoński. Z wielką ochotą popędziliśmy do mostu, a potem na drugą stronę. W zasadzie jest to ogródek, a nie ogród, ale bardzo się nam tam podobało. To znaczy nie weszliśmy do niego, bo bramka była zamknięta na kłódkę (co osobiście sprawdziłam)… Płot dokoła niski, to obejrzeliśmy z zewnątrz. Na tablicach informacyjnych doczytaliśmy też, że były właściciel był milionerem. Miał 300 akrową działkę. Policzyłam, to 121 hektarów. W 1912 roku niejaki Tara Otsuka założył mu ten właśnie japoński ogród. Pod koniec lat 30 ubiegłego wieku miasto odkupiło od spadkobierców posiadłość. Dzięki temu można tam zwiedzić wszystko. To znaczy dom Fabyanów (czyli założycieli ogrodu i nie tylko ogrodu) jest otwarty do zwiedzania tylko w niektóre dni tygodnia. Jak doczytałam bilety wstępu dla dorosłych są po $5. My byliśmy w poniedziałek i było zamknięte. Mam nadzieję się jeszcze tam wybrać, bo opisy wyglądają interesująco… a o George i Nelle Fabyan napiszę jak obejrzę to ich muzeum…

No i jeszcze coś o ptaszkach! Jakże by inaczej!!! Przecież głównie się tam wybrałam, żeby zobaczyć czy będą jakieś inne niż gęsi (bernikle kanadyjskie) i kaczki krzyżówki. W sumie… niewiele więcej udało nam się obcykać na tyle, żeby były w miarę dobrze widoczne…

Z wycieczki jestem zadowolona. Mąż też i to jest najważniejsze!

144 komentarze

  1. miral59 pisze:

    Zapraszam na wycieczkę wzdłuż Fox River Delighted bo chociaż opisałam głównie Geneva, to zajeżdżaliśmy też do St. Charles i Elgin…

  2. miral59 pisze:

    Jakoś ubogo w tym roku z tymi kaczkowatymi. W ubiegłych latach widzieliśmy dużo więcej gatunków. Ani gągołów, ani nurogęsi, że o kapturnikach, czy karolinkach nie wspomnę. Może za krótko były mrozy? A może ta odwilż pozwoliła im na żerowanie gdzie indziej? Z dala od ludzi? Thinking

  3. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to mam nowe zdjęcia do „obrobienia” Sad Rano zadzwonił do mnie Carl i prosił, żebym po pracy koniecznie do niego zajechała. I oczywiście nie zapomniała wziąć aparatu. Chciał, żebym zrobiła zdjęcia jemu i Elly. To pies Margaret, siostry Carla. Sunia zachorowała i dni jej są policzone. Ma raka wątroby…a Carl jest do niej bardzo przywiązany. Współczuję serdecznie Misio Pies jest „w rodzinie” od 11 lat. Był czas, żeby się przyzwyczaić i pokochać… Chlip
    Dobrze, że mam wyrozumiałego męża. Obiadu na czas nie zdążyłam już zrobić, ale mąż mi powiedział, że faktycznie, tamto było ważniejsze…
    Weterynarz dał suczce tylko kilka dni życia i mogliśmy nie mieć szansy na sesję zdjęciową Sad
    Ja wiem, że to tylko pies… ale znam ją niemal od szczeniaka. I jest mi bardzo, bardzo przykro Sad

  4. miral59 pisze:

    A to jedno z dzisiejszych zdjęć suni…

    Widać że smutna…

  5. miral59 pisze:

    Trochę za duże to zdjęcie, ale co trzeba – widać…
    Nie mogę wytłumaczyć ani Margaret, ani Carlowi, że nie jestem fotografem. Profesjonalista na pewno zrobiłby ładniejsze zdjęcia. Ja się nie znam… Nie umiem ustawiać odpowiednich kompozycji, nie znam się na oświetleniu i całej masie innych prawideł sztuki fotograficznej. Obcykać ptaszki na drzewie, czy karmniku to tak. Widzę, „strzelam fotkę” i po sprawie. A takie pamiątkowe zdjęcia to zupełnie co innego. „Insza inszość”… ale jak się upierają i moje zdjęcia im pasują… trudno, niech mają co chcieli Wink

  6. miral59 pisze:

    Dodam jedynie, że pies jakoś dziwnie nie chciał współpracować. Gdy Margaret go przytulała, odsuwał się i wyrywał. Tak, jakby przestał ją lubić. To samo było z Carlem. Tak normalnie, to byli przyjaciółmi. Carl opiekuje się nią przez cały tydzień, a Margaret zabiera psa tylko na weekendy, czyli wtedy, gdy jest w domu. A dziś Elly nie chciała podejść zbyt blisko do Carla… czyżby pamiętała Bellie? To sunia, którą Margaret była zmuszona uśpić ponad rok temu. Nie chciała tego robić w lecznicy. Weterynarz (czy weterynarka?) przyjechał do domu Carla i na kanapie sunia dostała śmiertelny zastrzyk. Elly była cały czas obecna i widziała to wszystko. Może dlatego za nic nie chciała wejść na kanapę… może myślała, że i ona dostanie taki zastrzyk? Nie znam się na psychice psów…

  7. miral59 pisze:

    Przepraszam, że tak się rozpisuję na temat Elly, zamiast zachwycać się swoją wycieczką Sad Ale wycieczka była w poniedziałek, a sunia była dziś i jest to bardzo przykre dla mnie Sad
    Zawsze jest przykro, gdy dowiadujemy się o czyjejś bliskiej śmierci… nawet jeśli jest to „tylko” pies… Sad

  8. Bożena pisze:

    Dzień dobry! Delighted Nowe pięterko, jak zwykle piękne i interesująca Brawo!

  9. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Piękne zdjęcia i osobliwe miejsce – ta posiadłość Fabianów. Suni żal… kolejna ofiara morderczego roku…

  10. Gimi**** pisze:

    Piękna wycieczka, wspaniałe zdjęcia.
    Sunia widać że smutna:(

  11. Bożena pisze:

    Żal jest każdego, pies nie wie dlaczego cierpi, ale to nie znaczy, że cierpi mniej. Tears

    • miral59 pisze:

      Wydaje mi się, że zwierzęta wiedzą, że ich życie się kończy. Instynkt im podpowiada. Margaret dostała od weterynarza sporo leków, które mają uśmierzyć ból… złagodzić cierpienia. Elly zjada je, więc jest nadzieja, że cierpi trochę mniej. Sad
      Co wydało mi się dziwne… do mnie się tuliła i nie uciekała. Jakby czuła się bezpieczna… Głównie dlatego wydaje mi się, że ona pamięta Bellie i to co się z nią stało. Weterynarz miał, moim zdaniem, bardzo głupi pomysł, żeby Elly asystowała przy usypianiu jej przyjaciółki…

  12. Quackie pisze:

    Dzień dobry i mam nadzieję nareszcie spokojniejszy.

    Jak zwykle wycieczka świetna – a może i dlatego, że Autorka z Mężem potrafią swoimi fotografiami (tak, tak, wiem, nieprofesjonalnymi 😉 ) wydobyć to, co najciekawsze.

    Doczytałem trochę o willi Fabyanów – okazuje się, że domek przeprojektował sam Frank Lloyd Wright, sławny architekt. A z kolei wiatrak państwo F. nabyli w 1914, w Elmhurst, i przenieśli na obecne miejsce. Legenda głosi, że na dole była piekarnia, zaopatrująca w chleb niedźwiedzie trzymane na wybiegu, natomiast w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy podstawowe artykuły racjonowano – wiatrak i piekarnia służyły okolicznym mieszkańcom. Natomiast nie znalazłem żadnych informacji nt. tych wszystkich rzeźb i małej architektury. Może pseudoegipskie elementy wskazują na jakieś ezoteryczne zainteresowania? (natomiast w kwestii kaczki jestem bezradny 🙂 )

    Kamień, który wygląda jak wygryziony, to zdaje się jakaś wulkaniczna skała, pumeks, czy coś. A znów kępa jasnej trawy przypomina do złudzenia fryzurę prezydenta-elekta…

    Pleasure

    Cieszę się, że nie czekaliście, aż zsiniejecie z zimna. A proszę, mimo to dało się zrobić ptakom fajne zdjęcia!

    • miral59 pisze:

      Myślałam, że oprycham monitor, gdy doczytałam do tej fryzury prezydenta-elekta ROTFL
      Mnie to do głowy nie przyszło Overjoy
      Z tabliczki przed domem Fabyanów wynika, że w środku są ich zbiory. Bo oni mieli swoje małe muzeum… eksponaty zbierane pieczołowicie. Może tam znajdę odpowiedź co te wszystkie rzeźby oznaczają i co przedstawiają? Masz rację. Muszę z wizytą zaczekać do wiosny. W informacji pisze co prawda, że można tam wejść niekoniecznie w sezonie i niekoniecznie w godzinach i dniach otwarcia, ale trzeba zgłosić swoją wizytę wcześniej i podejrzewam, odpowiednio zapłacić. To już zaczekamy do wiosny Wink Happy-Grin Nie chcę „kupować kota w worku”…
      A co do wyglądania ptaków zimą… Nie mam cierpliwości do kilkugodzinnego wyczekiwania aż się pojawi jakiś okaz. W poniedziałek niby było dość ciepło, ale wiatr potężniał z każdą chwilą. I nie był to wiosenny wiaterek. Stanie nad brzegiem rzeki jakoś nie wydawało się zbyt atrakcyjne. Na dokładkę zgłodnieliśmy i małżonek chciał do łazienki. Także tych przeciwności trochę było Wink Poza tym, bielik mieszkający kawałek w górę rzeki, wcale nie musiał lecieć z prądem. Mógł polecieć w górę rzeki i wcale się w Elgin nie pojawić. No to ja wolę pojechać pod koniec stycznia do Starved Rock i tam będę miała tych bielików pod dostatkiem. Bez czekania i wyglądania… Wink Happy-Grin Tym bardziej, że chodzić mogę godzinami, ale za długo nie postoję. Od razu buntuje się mój kręgosłup i zaczyna łupać ostro. To co się będę narażała Wink Happy-Grin

      • Quackie pisze:

        Och, z tą fryzurą to nie ja pierwszy na to wpadłem, nie potrafię w tej chwili tego znaleźć, ale jakiś autor komiksów bardzo ładnie porównał fryzurę do takiego „biegacza” pustynnego…

        Ale skojarzyłem taki komiks:

        Szaman mówi: „Oto przekazywany przez stulecia talizman, który musisz nosić przez resztę życia i przekazać swojemu następcy, kiedy będziesz opuszczał tę planetę. Ten, który go nosi, zostanie pobłogosławiony darem niewyobrażalnego bogactwa, kompletnej odporności na rozsądek i nigdy nie zawaha się przed rozgłaszaniem na cały świat kompletnych bzdur.”

        Podpis: „Wiele lat temu Donald Trump wziął udział w pewnym rytuale…”

        • miral59 pisze:

          ROTFL
          I to w zasadzie się zgadza Overjoy
          Tylko co do tego bogactwa, to nie jestem pewna… z tego co pisali wcześniej, to jego bogactwo jest głównie oparte na długach. I to niemal miliardowych…

          • Quackie pisze:

            Ale nikomu nie wolno o tym publicznie mówić, pod groźbą procesu.

            Amazed

            • miral59 pisze:

              Ej, chyba nie jest aż tak źle. Nie interesuję się za bardzo polityką amerykańską, a wiem. To znaczy, że te wiadomości nie są tajne Wink Happy-Grin
              Tylko chyba tak jak w Polsce. Nie do każdego to trafia. Niby wiedzą, a nie widzą…
              A tak już całkiem politycznie. W święta małżonek rozmawiał ze swoją koleżanką. Ona pracuje w wojskowości i bardzo chwaliła Macierewicza Amazed Jak wytłumaczyła mojemu małżonkowi, pracuje już wiele lat i nikt nie dawał im podwyżek. A Macierewicz dał i to dużą… Nie obchodzi jej łamanie prawa i Konstytucji, niszczenie TK, czy rewolucja w mediach. Dostała podwyżkę i zadowolona. Ciekawe ilu takich „sprzedało się” za podwyżkę, czy 500+? Tu jest podobnie… Widzi się czubek własnego nosa, ale brak szerszego spojrzenia, czy sięganie w przyszłość… Sad

              • Bożena pisze:

                Oj, wielu sprzedało się za 500+ i inne obiecanki. Kiełbasa wyborcza ładnie pachniała…

                • miral59 pisze:

                  Bożenko, ale to nie tylko kiełbasa wyborcza. Oni faktycznie dają ludziom kasę, żeby tylko pozamykać gęby. Nie jest ważne, że PKB leci na pysk, ani że rozwój gospodarczy zamiera. Najwyżej dodrukują pieniędzy… To grozi kompletnym krachem gospodarczym, ale rząd już winnego ma – KOD. To przecież oni blokują jakże świetne ustawy i naprawę gospodarki… A jak wszystko rypnie, to wiadomo, że przez ten okropny KOD. Widzisz jakie proste wytłumaczenie. A ci, którzy dostali kasę na pewno to poprą…
                  I to jest moim zdaniem straszne… Amazed

              • Quackie pisze:

                No, one nie są tajne, ale jak ktoś próbuje powiedzieć o tym w mediach (również napisać w gazecie albo książce), to prawnicy DT biorą go na celownik. Fragment biografii Trumpa:

                „Donald był jedynym spośród czterystu najbogatszych Amerykanów z listy magazynu „Forbes”, który dawał płatne wykłady, sprzedawał samouczki i pojawiał się regularnie w telewizyjnych programach. Co motywowało osiemdziesiątego trzeciego na liście Trumpa do robienia takich rzeczy? Na to pytanie próbował odpowiedzieć pisarz Timothy O’Brien w książce TrumpNation. O’Brien, reporter „New York Timesa”, był jednym z pierwszych, którzy sygnalizowali kolejne bankructwo Trumpa w Atlantic City. Mimo że w artykułach nowojorskiego dziennikarza pojawiały się twierdzenia, jakoby kasyna Donalda od dekady nie przynosiły zysków, miliarder przyjął O’Briena w swoim biurze i domu, a nawet obwiózł go po Południowej Florydzie, tłumacząc drobiazgowo, jak przeczołga autora w prasie, jeżeli nie spodoba mu się jego dzieło. (…) Kiedy książka O’Briena została w końcu opublikowana, jeden z prawników Trumpa napisał do wydawcy, Warner Books, żądając wycofania jej z księgarń. Życzył sobie również przeprosin i odwołania zawartych w książce tez, ponieważ według niego TrumpNation „zawiera całkowicie oszczercze, fałszywe twierdzenia dotyczące pana Trumpa, jego firmy i rodziny.” Wydawca poparł O’Briena, a wówczas prawnik Trumpa wniósł do sądu stanowego w New Jersey pozew, w którym twierdził, że jego klient doznał strat w wysokości 5 miliardów dolarów. Wynikało to rzekomo z fragmentu, w którym O’Brien napisał, że Trump „nawet nie zbliżył się do majątku, który dawałby mu status miliardera” i że „jego majątek netto wynosi pomiędzy 150 a 250 milionów dolarów”. Autor zauważył również, że gdy powiedział o tych szacunkach samemu Trumpowi, ten zlekceważył zarówno dane, jak i źródła: – Proszę bardzo, dawaj, możesz wciskać ten kit facetom, którzy mają w domu dwustukilowe żony i zazdroszczą mi wszystkiego, ale ci, co mnie naprawdę znają, wiedzą, że jestem świetnym budowniczym. (…) Zamieszanie wokół oceny majątku Trumpa było stałym elementem gry. Prawnicy zaprezentowali rozmaite publikacje i nagrania rozmów, z których wynikało, że Donald i jego partnerzy sami podawali różne sumy – od 3 do 9 miliardów dolarów. Trump wyjaśnił te rozbieżności różnicami w warunkach rynkowych i trudnościami w ustaleniu wartości, jaką osiągnęło jego nazwisko jako marka. Oceniał tę wartość na 6 miliardów dolarów, z zastrzeżeniem, że zależy ona od jego „wlasnych uczuć względem siebie. Wartość ta może ulec zmianie, kiedy ktoś taki jak O’Brien napisze złośliwy tekst. To znaczy, że czułem się gorzej, kiedy przeczytałem tę książkę. Powiedziałbym nawet, że po jej przeczytaniu poczułem się głęboko zraniony psychicznie.”
                To było sedno sprawy. Medialne relacje na temat majątku Trumpa wpływały na jego dobre samopoczucie, a sceptyczne podejście – w książce O’Briena i bazujących na niej reportażach – osobiście go zraniło. Donald wydawał się także urażony sugestią, że w celu autoreklamy posuwa się czasem za daleko. Kiedy spytano go, czy nie przesadza, odparł: – Uważam, że wszyscy tak robią. A kto nie? I jako wierny uczeń Normana Vincenta Peale’s dodał: – Lubię myśleć pozytywnie o własnych nieruchomościach. Wyjaśnił również, że był skłonny patrzeć na sprawy optymistycznie do tego stopnia, iż uważał swoje 30 procent udziałów w osiedlach na West Side za 50 procent. Dlaczego? – Jeśli posiadacz siedemdziesięciu procent wyłoży wszystkie pieniądze, naprawdę będę posiadał więcej niż trzydzieści procent. Z tego punktu widzenia zawsze czułem, że posiadam pięćdziesiąt procent. (…) Według prawników O’Briena Trump nie zdołał dowieść, iż w związku z opublikowaniem książki stracił jakiekolwiek pieniędze. Nie zaprezentował również żadnych dowodów na to, że autor działał w złej wierze, czego wymaga się, oskarżając dziennikarza o oszczerstwo wobec osoby publicznej. Sędzia zgodził się z tym argumentami, oddalając pozew. Wojowniczy Trump zapowiedział apelację i dalszą walkę, zarzucając O’Brienowi „poważne zaniedbanie, brak profesjonalizmu i tendencyjność”. Pisarz i wydawca, którzy prawdopodobnie wydali na prawników więcej, niż zarobili na sprzedaży książki, odpowiadając na pytania o decyzję biznesmena używali słów „jesteśmy zadowoleni”,. Prawnicy Trumpa odgrażali się, że proces będzie kontynuowany, ale na groźbach się skończyło.”

                • miral59 pisze:

                  Ale długie Amazed
                  Ale przeczytałam od dechy do dechy Pleasure Tu jest opisana jedna historyjka, a jest ich dużo więcej. To że Trump stara się zarobić jak się da, to jedno, a że nie umie tego robić, to drugie. W sumie jego kasyna bankrutowały coś ze 4 razy. W sumie miał bodajże 6 bankructw. Tylko tego na Wiki nie przeczytasz, bo adwokaci Trumpa to zablokowali. Tam pisze, że to miliarder. A to że od 18 lat nie płaci podatków (w związku z bankructwami), to już w Wiki nie ma. Kłamie i kręci ile i jak się da. A te barany wybrali go na prezydenta Weary To znaczy… Clintonowa zdobyła prawie 3 miliony głosów więcej. Poległa na głosach elektorskich. Powiedziałam nawet swoim amerykańskim znajomym, że więcej na głosowanie nie pójdę, bo skoro to i tak elektorzy wybierają, to po co mam tracić czas. I taki elektor wcale nie musi oddawać swego głosu według tego ile osób w danym regionie głosowało na jakąś osobę, a może głosować według własnego uznania. Tego nie jestem w stanie zrozumieć… Daze

  13. Bożena pisze:

    Pomnik przy parkingu przypomina mi Indianina. To chyba jednak nie Fabyan?

  14. Bożena pisze:

    Ciekawa jestem co Mireczka z mężem odkryje, gdy zwiedzą ten dom. Może coś na temat tej postaci…

  15. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Cieszę się, że podoba się Wam nasza wycieczka Pleasure
    Świat jest piękny Approve Wystarczy się trochę rozejrzeć…

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry.

      Ale do rozglądania się to trzeba mieć oko, albo nawet dwoje!

      Approve

      • Alla pisze:

        Oni mieli nawet cztery oka Wink

      • miral59 pisze:

        A mnie się wydaje, że głównie potrzebne są dobre chęci. Jak się chce, to się widzi Wink Happy-Grin
        Rozmawiałam wczoraj z Mary i oczywiście opowiadałam jej o tym japońskim ogrodzie. Nawet nie wiedziała, że jest, a przecież mieszka od niego dużo bliżej niż ja. Dosłownie rzut beretem. Pleasure Jeżdżą na wycieczki do innych stanów, bardzo daleko, a tego co mają pod nosem, to już nie widzą…

    • Alla pisze:

      Noooo!! Zaprawdę powiadam Wam!
      Cześć Delighted

      • Bożena pisze:

        „Cudze chwalicie, swego nie znacie”, że tak powiem…

        • miral59 pisze:

          O tototo!!! To samo mają nasi rodacy. Jeżdżą za granicę podziwiać, a we własnym kraju nigdzie nie byli. Za to mówią jako eksperci, że u nas niczego ciekawego nie ma. A wystarczy się tylko rozejrzeć Happy-Grin Polska jest piękna i wiem to na pewno, bo chociaż obejrzałam tylko niewielki jej fragment, to tam gdzie byłam, było cudnie Pleasure

  16. Alla pisze:

    Słoneczne dzień dobry bardzo Happy
    Ażurowe kamienie wyglądem przypominają te, które były w przydomowym ogrodzie mojego rodzinnego domu. Tworzyły fajne tarasy z kaskadami kwiecia… Ech, że se tak… westchnę tęsknie.
    Fotel kamienny czy też obecna na zdjęciu ławeczka, na pewno jest bardzo przyjemna gdy się nagrzeją od promieni słonecznych.Wieczorem oddadza ciepło temu, kto na nich przysiądzie Pleasure
    Zdjęcia kaczek, jak zwykle. Cudne!!
    Smutna piesia 🙁 A, ucieka od ludzi bo cierpi. Psy tak mają. Niektórzy ludzie też.
    Aha, jeszcze sobie przypomniałam, że pod kamieniami, które długo leżą w tym samym miejscu, mrówki potrafią sporej wielkości otwory wywiercić. Nie przesadzam, na wiosnę udokumentuję fotką, że nie ściemniam Wink

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! A u nas słoneczko było, ale sobie poszło. A właściwie schowało się za chmurami.

      Jak napisałaś o ławeczce, skojarzyło mi się takie miejsce w Kielcach, które w latach bardzo młodzieńczych odwiedzałem często, mianowicie pomnik Stanisława Staszica (nb. patrona mojej podstawówki) w parku miejskim. Jak widać na zdjęciu, elementem pomnika jest kamienna ławeczka, i owszem, siadywało się na niej, w słońcu albo w cieniu 🙂

    • miral59 pisze:

      Dokument w postaci fotki chętnie obejrzę, ale wiem, że nie ściemniasz, Skowronku Pleasure Mrówki bywają niesamowite. Jak się ich nie przypilnuje, to i w fundamentach domu potrafią wyżłobić korytarze. Wystarczy, że znajdą szczelinkę, to zaraz sobie ją poszerzą i się wprowadzą z całym gniazdem. Happy-Grin

  17. miral59 pisze:

    Czas mi się zbierać do pracy Sad Za oknem szarzeje, czyli będzie można już karmić moje pierzaste, potem tylko moje śniadanko i w drogę Pleasure
    Czy już kiedyś mówiłam, że nie chce mi się iść do pracy? Cry Nie chce mi się jak nie wiem co Shout

    • Quackie pisze:

      Ja dzisiaj też usiłuję popracować… no i na razie na usiłowaniach się kończy.

      • Bożena pisze:

        A Mnie jakiś leń opętał, chodź choroby się pozbyłam Sad

        • miral59 pisze:

          We mnie ten leń siedzi od dawna i jakoś się go pozbyć nie umiem Wink
          Niby robię co muszę, ale leń nie pozwala mi na zbyt wiele Wink1 Whistling

      • miral59 pisze:

        To coś nowego u Ciebie Worry Zwykle mobilizujesz się idealnie i pracujesz jakbyś miał wrednego szefa nad głową Wink
        Widać, że te święta, a właściwie okres między nimi tak paskudnie działa Wink To przejdzie po Nowym Roku i z nowym zapasem sił i chęci wrócimy do swoich obowiązków Happy-Grin
        A przynajmniej tak mi się wydaje…

        • Quackie pisze:

          Och. Myślę, że to raczej nerwy w ostatnich dniach, z powodu Ci znanego. Ale masz rację, że międzyświąteczny nastrój też nie sprzyja produktywności.

          • miral59 pisze:

            Jak to mówiła Jaśminka? „Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija” Pleasure I tego się trzymajmy Wink
            Nerwy odpoczną, kolejny rok minie, z nowymi doświadczeniami wejdziemy w nowy etap życia…
            Szkoda tylko, że nerwy nie zależą od rozumu Weary Trudno jest sobie przetłumaczyć, że tak właściwie, to nie powinniśmy aż tak się denerwować, dopóki nic złego się nie stało Wink Będzie na to czas gdy się stanie Happy-Grin
            Racjonalne podejście naszych systemów nerwowych oszczędziłoby nam wiele trudnych chwil i nieprzespanych nocy…

            • Max pisze:

              Racjonalność ? Moim zdaniem sprężyną napędową jest nasza ciekawość świata . I nie tylko człowieka . Jechałem kiedyś autem z Mazur i wiozłem do Stolicy mazurskiego kota . Przez pewien czas drzemał sobie obok na siedzeniu , aż zainteresowała go brzęcząca na przedniej szybie osa . Wskoczył na półkę przed szybą i próbował dorwać osę łapą . Za którymś razem udało się , ale osa w obronie własnej dziabnęła kota żądłem i wtedy w kota jakby piorun strzelił . Z okropnym wrzaskiem poderwał się do góry ,spadł na podłogę , wdrapał się z powrotem na siedzenie i spał do końca podróży . Ciekawość kota osą została zaspokojona , a ja z takiego obrotu sprawy również Tears

  18. Quackie pisze:

    Dobranocka zatem.

    Skoro dzień spokojniejszy i oddech można wziąć głębszy, będzie coś a propos. Oczywiście już było. Andreas Vollenweider i „Airdance”. Fuzja wizji, melodii, brzmień i klimatów.

    Snów spokojnych, oddychać głęboko 🙂

    • Tetryk56 pisze:

      Piękna ilustracja powiedzonka możesz mi nachuchać!

      • Quackie pisze:

        Tak mi się skojarzyło z dowcipem, jak to zatrzymuje patrol policji samochód na drodze i sierżant pyta:
        – Czy pan coś pił?
        – A d-dlaszszego nihdy nie pytacie, szy coś jadłem?

  19. Tetryk56 pisze:

    Jutro ostatni dzień pracy w tym roku. I aż do przyszłego roku wolne!!!
    Spokojnych snów!

  20. miral59 pisze:

    No właśnie. Jutro ostatni roboczy dzień tego roku… Co nam przyniesie nowy? Jeśli sami nie postaramy się o zmiany, będzie taki sam jak ten odchodzący Wink Happy-Grin

  21. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to się wkurzyłam. Chyba przestanę zaglądać na FB. Dlaczego ludzie są aż tak głupi i pełni nienawiści?!!! Jakaś grupka Polaków w USA zorganizowała manifestację poparcia dla obecnego prezydenta i rządu w Polsce. Co prawda podpisali się w imieniu całej Polonii, ale mnie o zdanie nikt nie pytał. Od razu powiem, że nie zgodziłabym się na używanie moich danych w takiej sprawie. Dowiedziałam się, że Polska jest dla Polaków i tacy jak ja tymi Polakami już nie są. Powinnam jak najdalej trzymać się od nie swojego kraju. Nie mam prawa wypowiadać się, bo uciekłam… In-pain I jeszcze na głowy Polonii wylali całą masę innych impertynencji. Ciekawa jestem, kto i kiedy zabrał mi obywatelstwo? I kiedy Polska przestała być moim krajem? Tam się urodziłam i spędziłam 40 lat, czyli większość mojego życia. Przyszło mi żyć w obcym kraju, ale moje serce zawsze jest tam… w Polsce.
    Gdy w Nowym Jorku grupka Polonii otoczyła Dudę i trochę mu naubliżali, to też na ich głowy posypały się inwektywy, bo nie powinni. Bo jest to prezydent wybrany przez Polaków w wolnych wyborach. Polonia nie powinna się w to wtrącać.
    Co wkurza mnie najbardziej, to to, że do Polonii z Niemiec, Anglii, czy innego europejskiego kraju nikt się nie czepia. Tylko ta amerykańska Polonia jest solą w oku. Dlaczego?!!! Czy należę do jakiejś podlejszej kasty? Bo mieszkam nie tam gdzie powinnam? Nie pchałam się do tej Ameryki na siłę. Tak wypadło i za bardzo wyboru nie miałam…
    Jest mi bardzo przykro Chlip Nie wiem jak można wrzucać wszystkich do jednego worka. Przecież i w Polsce są różne obozy, różne frakcje… Czy na prawdę jestem aż tak paskudna? Bo nie mieszkam w Polsce? Czy to znaczy, że każdy mieszkaniec kraju nad Wisłą jest lepszy ode mnie. Tylko z racji miejsca zamieszkania? A co z poseł Pawłowicz? Że o innych nie wspomnę. Czy ona ma więcej racji, bo mieszka w kraju? Sad

    • Bożena pisze:

      Masz rację, Mireczko, też mnie to oburza. Nikt nie powinien wypowiadać się w imieniu kogoś, kto go do tego nie upoważnił. Nie znoszę też dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Ale nie zwracaj uwagi na oszołomów i debili, szkoda nerwów. Worry

    • Tetryk56 pisze:

      Niestety, właśnie ze Stanów odezwała się wyjątkowa „elita intelektualna Polonii”, pod szyldem „Polonia Institute” czy jakoś tak, z wezwaniem do delegalizacji „terrorystycznej organizacji KOD”. Nie słyszałem o podobnych wykwitach intelektu z innych krajów… Oczywiście przychylanie się do ich twierdzenia, że reprezentują jako ta ścisła elita, całą Polonię amerykańską jest równie niemądre, jak akceptowanie ich głównej tezy; przy obecnej tendencji do ostrych podziałów nie dziwi mnie wielość niemądrych akurat w ten sposób.
      Niestety, nie ma innego sposobu jak cierpliwe i spokojne wyjaśnianie, że nie jest się wielbłądem. Milczenie również tylko uprawdopodobni ich tezę. Proponuję zamieszczenie na swoim profilu ogłoszenia, że Polonia Institute nie reprezentuje twoich poglądów, a z ich ocenę się nie zgadzasz, i odsyłanie obszczymurków do tego ogłoszenia.

      • Bożena pisze:

        Myślę, że to dobra rada.

        • Bożena pisze:

          Oto co znalazłam na temat tej „polonii”…
          https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tabloidonline.wordpress.com/2016/12/29/jak-mentalne-cpuny-urzadzaja-nam-dom/

      • miral59 pisze:

        Dziękuję Ukratku Buziak
        Rada wydaje się bardzo dobra. Muszę jakoś to ogłoszenie zredagować, żeby wyglądało porządnie. Pleasure
        O tej „Polonii Institute” czytałam, ale potraktowałam to wzruszeniem ramion. Nie doczytałam do końca, bo pomyślałam, że na idiotów szkoda czasu. Nawet do głowy mi nie przyszło, że ktoś może przyjąć te wypociny jako opinię całej Polonii. Tym bardziej, że był ten incydent z Dudą, a także marsze poparcia dla KOD-u w Chicago i innych dużych miastach w USA. Przecież tak jak w Polsce są różne opinie, tak i tutaj. Każdy ma jakąś rodzinę i przyjaciół i głównie to ma wpływ na kształt poglądów…

  22. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wchodzę w końcówkę roku nadal jako niepoprawny optymista. Jak myślicie, utrzyma mi się do stycznia? Wink

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Końcówka roku zaczyna się od biegania, a właściwie jeżdżenia. Ale to jeszcze za chwilkę.

  24. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Za oknami ciemno, ale jest jeszcze wcześnie… zobaczymy co nam ten przedostatni dzień starego roku przyniesie Pleasure

    • Max pisze:

      Nie przejmuj się tym Polonii Instytutem , bowiem od wydarzenia w Gdańsku ,kiedy to ” zbawca ” powiedział : My stoimy tu , a Oni tam gdzie stało ZOMO ,nie ma mowy o Polakach jako narodzie , tylko są My i Oni . My patrioci , wszelkie dobro i Oni, drugi sort ,komuniści i złodzieje i tak codziennie od rana do wieczora .Moim zdaniem powoli , ale tragedia smoleńska Onych prowadzi do nieuchronnej katastrofy , trzeba tylko cierpliwie , spokojnie czekać . Prawda , na którą Kaczyński czeka już sześć lat , będzie dla niego ostatnią prawdą w jego ” być albo nie być ” Tears

      • miral59 pisze:

        Trudno przejść spokojnie, gdy ktoś podważa Twoją przynależność do społeczności. Ja wiem, że społeczeństwo polskie jest podzielone i nawet rozumiem dlaczego. Skłóconymi łatwiej sterować…
        Prawda jest rzeczą względną i zawsze można coś tak nakręcić, żeby wyszło tak, jak sobie ten płacący za badania życzy. Nie wierzę, że te pisowskie komisje podadzą prawdę. Najwyżej zagmatwają wszystko jeszcze bardziej. PiS swoją „popularność” zbudował na tej katastrofie i nie sądzę, żeby chcieli z tego zrezygnować. Będą tak długo kręcić, jak długo się da. Teraz, zanim przeprowadzą te wszystkie ekshumacje, minie sporo czasu. Potem zaczną się gadki, że PO i Rosjanie zniszczyli dowody i są trudności w wyjaśnieniu prawdy. Już zaczyna się szeptać, że czarne skrzynki mają zmienione zapisy i ostatnie chwile samolotu wyglądały zupełnie inaczej. A skąd oni mogą to wiedzieć, skoro wszyscy uczestnicy katastrofy zginęli?!!! Ale wyznawcom „jedynie słusznej partii” taki kit można wcisnąć.
        A Kaczyński na żadną prawdę nie czeka, bo doskonale ją zna. Przecież rozmawiał z bratem na kilka minut przed katastrofą…

        • Bożena pisze:

          Żeby nikt prawdy nie odkrył, to robi wokół tego zadymę…

          • Max pisze:

            To wszystko prawda Miralko i Bożenko , ale czas robi swoje i to wyrażnie widać na obliczu mąciciela . Nie może być innej prawdy nawet po wielokrotnych ekshumacjach tylko ta, jako przykład wzorcowy polskiej głupoty, aby wszystkie najważniejsze osoby w Państwie zapakować na jedną furmankę i wysłać na przedwyborczy wiec . Stało się i nie pomogła obecność czterech biskupów . Opatrzność nie czuwała nad głupotą wierzących…. Tears

            • miral59 pisze:

              Masz rację Maksiu, ale po tak długim czasie człowiek zaczyna się robić niecierpliwy i ma serdecznie dość Sad
              A Opatrzność czuwa głównie nad tymi, którzy potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo Wink Overjoy

  25. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Właśnie skończyłem pracę z piorunującą skutecznością sięgającą 50% normy (ale w tym okresie tak zakładałem).

    Chwila przerwy i wracam na Wyspę.

  26. Rena pisze:

    Witam po dłuższej nieobecności.Córka wyjechała i właśnie czekam na wiadomość czy już doleciała do tego Berlina czy nie…
    Kurczę matką się jest do końca życia.Se ne da od tego uciec…
    Co do Polonii amerykańskiej i każdej innej – wszędzie jest podzielona a Kamil Stoch ma drugie miejsce.
    Co widzę zdjęcie naszego prezydenta z Bożej łaski to ciągle widzę go jak zjada opłatek czy jak to się zwie. Czy on nie ma innej diety?? Happy

    • Quackie pisze:

      No dobrze, to ja też muszę coś powiedzieć. Otóż ostatnie nerwowe dni (włącznie z 28 grudnia) wynikały z tego, że Junior wymyślił sobie, że wybierze się na Sylwestra i parę sąsiadujących dni do znajomych. Gdybyż jeszcze ci znajomi mieszkali na drugim końcu Polski. Albo chociaż Europy.

      Ale nie. Znajomi mieszkają w USA. W stanie Ohio.

      No i wybrał się, samodzielnie, na drugą stronę oceanu, z dwiema przesiadkami, planując z tygodniowym wyprzedzeniem. Po drodze czekały go zmiany terminali na wielkich lotniskach, re-check-in bagażu (to znaczy że trzeba go odebrać, tak jakby się kończyło całkiem podróż, a potem na nowo zarejestrować na stoisku), wypełnianie formularzy wizowych i rozmowa w tejże kwestii, przejście przez cło (nie żeby cokolwiek przemycał, co to, to nie!) i generalnie sytuacje, w których trzeba sobie radzić. A z radzenia sobie to on nie jest znany, no i dopiero od niecałego roku pełnoletni.

      Zdał jednak egzamin celująco, doleciał, przesiadł się, przeszedł wszystkie kontrole (nie miał się czego bać, ale urzędnicy imigracyjni w Stanach potrafią być nieprzyjemni) i doleciał do celu. Wszyscy są w pozytywnym szoku. Wraca zaś w okolicach Trzech Króli, mam nadzieję, że poradzi sobie równie dobrze, co jest o tyle prawdopodobne, że powrót jest łatwiejszy.

      Przy tej okazji chciałem podziękować raz jeszcze za wsparcie i wszelkie konsultacje Mirce, która na szczęście nie musiała włączać się do akcji we własnej osobie, ale kto wie, jak by to mogło być.

      To prawda, że rodzicem się jest do końca życia.

      • Bożena pisze:

        Wcale Ci się nie dziwię, też bym się denerwowała. Dobrze, że już jest na miejscu, a o powrót myślę, że nie trzeba się martwić jeśli w tamtą stronę sobie poradził. Masz bystrego syna 🙂

      • Tetryk56 pisze:

        No no… Brawo Junior!
        Po Championach, nie da się ukryć! Wink

        • Quackie pisze:

          Może i tak, ale jakoś mam wrażenie, że myśmy nie fundowali rodzicom takich przeżyć. Nie żebym robił z siebie męczennika, ale po raz pierwszy od 12 lat mam za sobą bezsenną noc (z 26 na 27 grudnia zresztą).

          Pewnie fundowaliśmy inne.

          • Tetryk56 pisze:

            Kiedyś już tu pisałem, jak śledzony na flightradarze samolot wiozący moją córkę zniknął z radarów nad Morzem Czarnym. Moja noc również nie byłą wówczas najlepsza – a wszak nie miało to żadnego związku z fundowaniem mi czegokolwiek przez dziecko!
            Martwimy się o dzieci, bo je kochamy – one to zrozumieją dopiero po zatoczeniu cyklu Wink

            • Quackie pisze:

              Tak im mówię, i spotykam się z niezrozumieniem równie całkowitym jak moje, kiedy mi to mówili moi rodzice.

              • Tetryk56 pisze:

                Moja mama mawiała: Dziecko, idź się ubierz, bo mi się zimno robi jak na ciebie patrze! Overjoy

              • miral59 pisze:

                Swoim też mówiłam i nie spotykało się to ze zrozumieniem. Musiały dorosnąć i teraz już rozumieją Pleasure
                Twoje też dorosną i zrozumieją Happy-Grin
                Trzeba tylko jeszcze trochę cierpliwości… Happy

                • Quackie pisze:

                  Tak, jak dzieci były malutkie, potem „tylko” małe, a potem coraz większe, na każdym etapie prezentując inną uciążliwość, małżonka czasem nie wytrzymywała i skarżyła się teściowej, która niezmiennie odpowiadała: – Cierpliwości, zaczekaj jeszcze rok!

                  Więc nauczyliśmy się, że niezależnie od sytuacji i problemu jest to kwestia najwyżej roku.

                • miral59 pisze:

                  No widzisz jakie to proste Wink
                  Jeszcze rok i będzie niespodzianka Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Eeee… Może lepiej niech będzie BEZ niespodzianek.

                  Angry

      • miral59 pisze:

        Cała zasługa Juniora, że się nie dał i sam sobie potrafił poradzić. Może tylko wydawało się Wam, że on taki niezaradny, a on po prostu nie miał okazji się wykazać Wink Delighted
        Trzeba mieć więcej zaufania do swojego wychowania. Jak to już nie raz Ci mówili Wyspiarze – masz dziecko po Championach Happy

        • Quackie pisze:

          A ja mam na temat zaradności własną teorię, otóż cała tajemnica w motywacji. Jak się znajdzie motywacja, to osoba rzekomo niezaradna nagle okazuje się zaradna. Dlatego tak mnie wkurza trzymanie tych rzekomo niezaradnych pod kloszem, zamiast znajdowania motywacji.

          Oby pozytywnej, bo życie samo z siebie nader często potrafi znaleźć negatywną.

          • miral59 pisze:

            Nie tylko motywacja, Mistrzu Q. Bardzo często rodzice uważają, że młody jest za młody, żeby samodzielnie załatwiać różne sprawy. Wyręczamy dzieci w dzwonieniu, załatwianiu, trzęsiemy się nad nimi jak barani ogon. I w rezultacie taki młody ma niemal wszystko jak podane na tacy. Bez żadnego wysiłku z jego strony. Czasami bywa i tak, że młody tak się przyzwyczai, że faktycznie potem sam ma kłopoty z poradzeniem sobie. Nawet jak znajdzie motywację Wink
            Może to lenistwo z mojej strony? Ale zawsze uczyłam dzieci samodzielności. Czuwaliśmy tylko z daleka, by w razie czego pomóc, podpowiedzieć. Jeśli za młodu dostanie się kilka (niezbyt mocnych) kopniaków od życia, to po pierwsze, zadek się uodparnia, a po drugie, nabiera się doświadczenia i uczy się na własnych błędach. Im wcześniej się zacznie, tym lepiej. Moja rodzina uważała (obydwie mamy), że mam metody jak kapo, ale przynajmniej mam zaradne dzieci. Happy-Grin Kosztowało to sporo nerwów… nie powiem, że było łatwo… Ale dzieci wiedzą, że na rodziców zawsze mogą liczyć, ale rodzice ani za nich nie przeżyją życia, ani nie wybiorą ścieżki, po której dziecko ma iść.
            Moim zdaniem tak jest lepiej Happy-Grin

            • Quackie pisze:

              Moim też, i czasem mam wrażenie, że TYLKO moim.

              Worry

            • Quackie pisze:

              Z tym przyzwyczajeniem też racja, atoli okazuje się, że jak rodzice fizycznie nie mogą być, załatwić ani zadbać, to równie dobrze dziecko robi to samo. Na przykład poleci do USA.

  27. Rena pisze:

    A jutro wyspa będzie czynna czy wszyscy się bawią? Happy

  28. Ultra pisze:

    A ja dziękuję za piękną wycieczkę. Dobrze,że aparat jak zwykle bezbłędnie wychwycił wszystkie ciekawostki. A przy okazji- obejrzałam moje ulubione ptaki.
    Zasyłam mnóstwo serdeczności.

  29. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Chyba już kiedyś było, no to jeszcze raz: Cudny Stefek, czyli Stevie Wonder i „Isn’t She Lovely”. Harmonijka ustna i zdyscyplinowana sekcja rytmiczna. I kawał dobrej muzyki i do tego wspomnień.

    Snów do taktu, czyli taktownych.

  30. Rena pisze:

    No nic – dowiedziałam się ,że moje dziewcze już dojechało i nic się po drodze nie stało.
    Koty jej jeszcze żyją ,całe i zdrowe. Więc wszystko ok. Czyli ja też póje spać . Bo człowiek musi odpocząc przed męczącym dniem jutrzejszym.. GoodNight

  31. Tetryk56 pisze:

    To ja biegnę za Reną. Bo tak jakoś dziwnie spać mi się zachciało 😉
    Pewno ostatnia w tym roku (bo jutro przed północą raczej nikt nie zapali!) magiczna lampka niechaj pomoże się wyspać przed balem!

  32. Bożena pisze:

    Dzień dobry! Delighted Ostatni dzień tego roku, bawimy się jak damy… A jak nie damy, to też się bawimy Wink

  33. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    To były zimy!
    Mija dla nas dniem szczęśliwym,
    W którym znów jesteśmy razem.
    Nieraz nam smutek niósł,
    Nieraz nam radość niósł

    Dobry rok, a jeszcze lepsiejszy byłby bez „dobrej zmiany” Weary

  34. Tetryk56 pisze:

    Witajcie na finiszu!
    Przecież nie wszyscy śpią!
    Kto dzisiaj wystawi pięterko z życzeniami?

  35. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Pospałem tak, że obudził mnie dopiero domofon (sąsiadka z jakąś sprawą). Pogoda – jak to tej zimy – jesienna.

  36. Rena pisze:

    Dzień dobry. U mnie szron i słoneczko!. No pięknie. T
    Zmykam na ostatnie zakupy w tym roku bo dziś niestety sklepy – co w Holandii jest rzadkościa tylko do drugiej.A jutro jest wolny dzien. Niesamowite – takie ciśnienie. Jak nie teraz Happy-Grin to dopiero po NOwym Roku. Nie mogę się przyzwyczaić ,że sklepy mają wolne…

  37. Alla pisze:

    Pięterko Noworoczne będzie!!! Happy-Grin
    kiss_a_heart
    Bez łeb kulą chcieli walić Happy-Grin
    Inwalidka jedna Girl-Teasing

  38. Quackie pisze:

    A nawet już jest! Prosiemy wyżej!

Skomentuj Rena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)