Kochani Moi ! W Nowym Roku Życzę nam Wszystkim dużo powodów do uśmiechu i radości, zdrowia i zasobnej kiesy ! Może warto ” iść przez życie w podskokach” wbrew wszystkim trudnościom?
A nade wszystko życzę nam wszystkim miłości, wsparcia i zrozumienia oraz dobrych owoców pracy…
Niech radośnie zabrzmi nam o północy stary Zygmunt i w górę serca !
| « Wzdłuż Fox River... | Rok pod psem » |
31
gru 2016




Dzień dobry
! Pogodnie witajmy tego malucha numer 2017, niech rośnie ludziom na pociechę ! I niech się nie odważy być gorszy od poprzednika 
Alla, paskuda kochana, omal głowy mi nie urwała nie bacząc, ze inwalidka jestem na jedna skręconą kostkę. Obłudnie powiedziała, że na rozum mi to nie szkodzi !!!! Mam ja się
z Nią….
A szkodzi????


Wiedźmy życzenia muszą się spełnić!! Poczekamy na malucha nr 2017 – spokojnie. Coby kostki nie skręcić.
No to cieszmy się tym maluchem który nadchodzi, niech będzie szczęśliwy, a my z nim!
Dzień dobry! Niech maluch rośnie i zdrowo się rozwija!
Zdrowie szczególnie wskazane przy skręconej kostce.
Odświeżyłem sobie z przyjemnością Rym Cym Cym i podskoki i doszedłem do wniosku, że nie kojarzę tego pana o blond włosach i pociągłej twarzy, który pojawia się w 29 sekundzie filmu między pp. Kondratem i Pokorą. Ktoś coś?
Ja też nie kojarzę.
Ten pan to Sylwester Maciejewski…
Właśnie też doszedłem, że to ten pan.
Już wiem. W życiu bym nie uwierzył, ile może zmienić czas i wąsy.
Teraz ten pan wygląda tak:
Bardzo mi odpowiada ten dodatek do życzeń!
Mamy dzieci! Niech teraz one się starzeją, my to już mamy z głowy!
Mam podobne zdanie na ten temat
Też prawda. Chociaż trochę szkoda, że i nasze dzieci się starzeją…
One też dobiegną do momentu przekazania pałeczki!
Nigdy bym nie pomyślała, że to ten pan z ławeczki w Ranczu…
Prawda? Aż mnie wbiło w fotel.
No to miłej zabawy
Straszno i śmieszno
Bardzo mi się zaktualizowała Olga Li
pińska
Jak tylko władza zaczyna za bardzo władać, zwłaszcza jak próbuje przejąć rząd dusz – takie rzeczy się aktualizują.
Mnie też bo zawsze aktualna i super wygląda …

Kochani!
Oby nam się odkręciły wszystkie skręcone kostki i wszystkie inne dolegające okoliczności życia! Niechaj podskoki, rym-cym-cymy i bara-bara ochronią nas od smutactwa i beznadziei, bo dopóki jest uśmiech – jest nieźle, a będzie jeszcze lepiej!
I tego się będę trzymać, proszę Państwa.
Szanowny Tetryku pięknie powiedziane i oby nam się spełniło
Popieram z całego serca !
Ja też.
To ja dołączę do tego poparcia

Ja też ,ja też !!!
No to ja, nawet jak się się mnie zapytają z czego się śmiejesz to pokażę :

Otóż ja, proszę Pana, pod ten śmiech lub uśmiech, perswaduję do Waćpana:
(w kwestii formalnej: już jest po trzynastej
)
No to czas zacząć…
Za pomyślność Wszystkich z Madagaskaru , ich Przyjaciół i Znajomych i znajomych Znajomych !!!
I Rodzin, proszę Państwa, i Rodzin! Ze szczególnym uwzględnieniem tych, co za morzami!
Nie martw się, wróci cały i zdrowy. Piję za to
Dzięki!
Ja chyba też nagle zaczęłam się śmiać sama z siebie i wiem dlaczego :(….
Często zastanawiam się nad losem lechickiego Plemienia . Szukam twarzy zbliżonych do oblicza Piasta Kołodzieja . Mam kłopoty , bo moi przodkowie chociaż mieszkali w Czersku nad Wisła i w Warszawie , to ich przodkowie pochodzili z okolic Kaukazu . Szukam wyjaśnienia z czego bierze się obecna fala wzajemnej , delikatnie mówiąc niechęci , a często nawet otwartej wrogości do drugiego człowieka . A przecież , jak się pamięta , a teraz ogląda i słucha kabaretu Olgi Lipińskiej , to miniony okres nie był jednym wielkim więzieniem , za co teraz tysiące obywateli muszą ponieść karę . Czy mógł to wymyślić potomek Piasta Kołodzieja ?? Mam wątpliwości….
Myślę, że w historii tych ziem za dużo było wojen, powstań, wędrówek ludów, przesiedleń, zaborów, najazdów i wszelkich innych wydarzeń zmieniających ludzkie losy, żeby zachowali się jacyś rdzenni, nietknięci dziejowymi zawieruchami Lechici. Wszyscyśmy pomieszani i poplątani z pochodzenia.
I tylko żal, że tak opornie sie od innych uczymy otwartości i uprzejmości na co dzień 🙁
Uczymy od innych, odkrywamy w sobie, wychowujemy dzieci – ale wszystko to jakoś opornie idzie, fakt.
A mnie się wydaje, że mamy polski hamulec, który znacznie osłabia naszą otwartość na innych. Pomaga w dzieleniu Polaków i w zamykaniu ich w swoim „bagienku”. Bo chociaż na ten przykład wigilijna tradycja każe nam zostawić wolne nakrycie dla niespodziewanego gościa, to jednak zamykamy się na inność i nie tolerujemy innego zachowania niż nasze. Gdyby w tę noc ktoś obcy zapukał do drzwi, to ilu z tych zagorzałych, zaprosiłoby do stołu?
A to niby nasza polsko-chrześcijańska tradycja. Głównie w mowie, bo z czynami już znacznie gorzej… I chyba właśnie ta dwutorowość, czyli co innego się mówi, a co innego robi, działa hamująco na naszą otwartość i uprzejmość. Zamiast widzieć w bliźnim brata, widzimy konkurenta, czy wręcz szatana. Kogoś, kto może zachwiać naszą wiarą, czy naszym jestestwem. 
No właśnie… ze wschodu Mongołowie ,Tatarzy , Turcy , Rosjanie , z południa Węgrzy i Austriacy , z zachodu Niemcy i potężna armia Napoleona , która zostawiła po sobie w Polsce kilkadziesiąt tysięcy pokiereszowanych ,ale zdolnych do założenia rodziny wojaków . Niezłym uzupełnieniem był również Potop Szwedzki i celowa po Powstaniu Styczniowym deportacja Zydów z Rosji do Kongresówki . Wielki , totalny bigos różnych narodów i gdzie tu miejsce dla dzisiejszych wyznawców teorii o wyższości i pierwszym sorcie odłamu pod nazwą : MY . Paranoja !!!
A jeszcze do tego za czasów dobrobytu i wielkości Rzplitej (np. Jagiellonów) przeróżni imigranci, żeby nie rzec uchodźcy – w Gdańsku znacząca kolonia szkocka, głównie kupiecka, na Żuławach mennonici bodajże z Niderlandów, stąd biegli w melioracji, więc witani z otwartymi rękami.
Skoro moi przodkowie pochodzili z okolic dzisiejszej Częstochowy i Sosnowca i nic mi nie wiadomo o wpływach obcych to ja się pytam skąd się wzięly u nas w rodzinie wystające kości policzkowe i oczy bez górnej powieki??Tzn z mała taką. No nie będziemy się w szczególy powiekowe wgłębiać. I niby mam korzenie czysto polskie a jakoś uprzedzeń do innych ras nie mam. Może jakieś wpływy jednak nie znane mi
?
Nie będę się jednak za bardzo teraż wgłębiać w genealogię – po szesnastej, może czas na pierwszego drinusia???
Jako mieszanka wielkopolsko-śląska (a jakby sięgnąć jeszcze pokolenie wcześniej, to również małopolska i mazowiecka), też nie wiem, co mi skąd przyszło.
Ja, rdzenna Wielkopolanka, też mam wystające kości policzkowe, ale oczy okrągłe. Jednak też nie mam uprzedzeń do innych ras. Wszyscy jesteśmy ludźmi i oceniam innych po czynach a nie po wyglądzie.
Mnie się wydaje, że ja jestem mieszanka
Co prawda moi dziadkowie pochodzili z podlaskiej wsi, ale drudzy już nie. Babcia pochodziła z podlaskiej arystokracji, a dziadek przywędrował z Krakowa. Do końca życia pradziadkowie nie wybaczyli córce tego „mezaliansu” 

A co do oceny ludzi, to mam tak jak Bożenka (i jak widzę nie tylko ona). Nie mam uprzedzeń i nie obchodzi mnie kolor skóry, kształt oczu, religia, czy jej brak. Nie interesują mnie też preferencje seksualne danej osoby. Najważniejsze jest jakim ten ktoś jest człowiekiem dla innych. W tym dla mnie. Wytykanie komuś dziadka z Wermachtu, czy żydowskie pochodzenie uważam za kretyństwo. Ważne jest co dana osoba robi, a nie kto był jej przodkiem. A jak słyszę o „genetycznym patriotyzmie” to mam odruch wymiotny. Nie ma czegoś takiego i są to jakieś głupie wymysły. Wszyscy jesteśmy ludźmi (jak to stwierdziła Bożenka) i nie ma ras gorszych lub lepszych. A poza tym, czy jeszcze są gdzieś w krajach cywilizowanych jakieś „czyste rasy”. Może w Afryce, w dżungli, żyją jeszcze plemiona bez domieszki z innych kontynentów, ale na pewno jest ich nie tak dużo.
Za małą chwilę zgarnie mnie rodzinka i wrócę za rok, więc zostawiam, wraz z najlepszymi życzeniami zacną baterię . Do dna !!!
Ohoho, tyle bąbelków i do dna? To będzie zabawa, jak pójdą do głowy!
Do głowy ?? Gorzej jak w nogi!!
Daleko nie wracamy!
No, podkład zrobiony, to można się przyłączyć do toastów 🙂

Jeszcze bąbelki?
Słuszną linię ma nasza władza!
Bardzo słuszną!
Dobry wieczór



Ja tak na chwilę, spod kołderki, którą okrywam się od Wigilii. Choróbsko mnie dopadło paskudne i nadal trzyma. Ale ja nie o tym…
Kochani !!! W Nowym Roku życzę przede wszystkim zdrowia, spokoju i radości.
Życzę Wam także abyście potrafili dostrzegać i cieszyć się małymi rzeczami, drobiazgami, pięknem każdego dnia. Abyście zawsze z nadzieją i wiarą patrzyli w przyszłość oraz potrafili odnaleźć szczęście w każdym, nawet tym trudnym momencie życia 🙂
Obyśmy wszyscy mogli być radośni i beztroscy, cieszyli się życiem, radością bycia razem 🙂
Tego życzę Wam i sobie 🙂 Do Siego Roku
Odżyczamy równie serdecznie, chociaż nie spod kołderki (to znaczy ja – nie).
Ja zupełnie idiotycznie w ramach podkładu pączki (olibollie) i mleko. Jakiś dziwnym trfem chce mi się zimnego mleka. Bąbelki zostawiam na dwunastą. No chyba że..
Mleko i ciasteczka – to Ty jesteś amerykańskim Gwiazdorem!
Toast wzniesiony mlekiem też się liczy!
Jestem i ja na chwilkę!
Wkleiły mi się przypadkiem życzenia z mojego bloga, ale niech tak zostanie w takim razie:
Kochani Wyspiarze, życzę Wam, aby Nowy Rok był oczywiście w miarę zdrowy, bo to jednak bardzo ważne. Życzę Wam też, aby przyniósł Wam dużo marzeń i abyście mieli odwagę je spełniać, abyście potrafili cieszyć się każdym dniem i nie pozwolili umknąć choćby najmniejszej chwili życia, bo tych najpiękniejszych nie zaplanujecie, one przyjdą same, a zazwyczaj przychodzą niespodziewanie!
Udanej zabawy dziś! i Wspaniałego roku jutro!
Dzięki!
A tak w ogóle – strzelają .Podejrzewam, że fajerwerki o dwunastej będą raczej mało widoczne bo jakaś mgła jest. Teraz już strzelają. Wyszłam na balkon bo mi coś bardzo fiuknęło pod balkonem. I co zobaczyłam – parę starszą z pieskiem na spacerze. Normalka niby ale piesek miał obroże proszę państwa noworoczną. Błyszczącą na czerwono lampeczkami różnymi. Ja wiem, że Holendrzy mają kota na tle piesków i zwierzątek domowych ale czemu robią z nich jakieś nie wiem – choinki noworoczne???Piesek chyba rotwailer to był . No to co ,że czarny. Musiał się świecić???
A miał rogi na głowie jeszcze? Albo czapkę Mikołaja?
Najbardziej dzisiaj żal mi zwierząt. Już od rana słychać strzały i wybuchy, a psy się tego boją. No, pieski mają domy i opiekunów, ale co mają zrobić koty, które dziko biegają? Tak naprawdę, to nie znoszę tych wystrzałów i cieszyła bym się gdyby był zakaz stosowania tej głupiej tradycji. Nie dość, że cierpią zwierzęta, ale też i ludzie. Niejeden gówniarz poparzy sobie ręce albo coś gorszego go spotka, ale było już kilka wypadków, że nastąpił wybuch w magazynie, w wytwórni lub w miejscu ich sprzedaży.
Zgadzam się z Tobą Bożenko
Właśnie jak przeczytałam, że Ci Państwo spacerują z pieskiem podczas wystrzałów to aż mną zatrzęsło. Jak można być takim niepoważnym. Pomijam ten strój, ale chodzi mi o strach zwierzęcia
Również jestem za całkowitym zakazem wystrzałów. W takiej np. Irlandii jest zakaz i jakoś da się bez tego świętować. 
W zasadzie zgadzam się, że ta strzelanina diabła warta. Ale też tak sobie myślę, że ta kampania z ochroną zwierzaków jest co nieco przesadzona. Przecież mamy burze, gdzie huk czasami jest niesamowity, a błyskawice rozjaśniają niebo niemal bez przerwy. Czy wtedy zwierzaki się nie boją? I wtedy ich nie szkoda? A może to właściciele powinni zadbać, żeby uspokoić zwierzaki i przyzwyczaić. Pokazać, że nie ma się czego bać? A to jest po prostu próba przeniesienia odpowiedzialności na kogoś innego?
Zaczęła od Sylwestra kilka lat temu. Potem przy letniej burzy powtórzyła ten masaż. Pies przestał się bać i nie boi się do tej pory. Nie powiem, że polubił, ale nie dygocze, ani nie wyje. Nawet nie chowa się pod stół. Najwyżej podniesie głowę.


Wiem, że pies mojej siostry podczas burzy (czy fajerwerków na Sylwestra) właził pod stół i dygotał. Przy trochę głośniejszym piorunie (racy) skomlał lub wył. Siostra wyczytała gdzieś, że masaż podstawy czaszki (czyli u psa miejsce między uszami a karkiem) znacznie uspokaja zwierzaka. Wypróbowała. I rzeczywiście zadziałało!!!
I tak się zastanawiam, czy zamiast odsądzać od czci i wiary osoby lubiące fajerwerki, nie lepiej rozpowszechnić sposoby pomagające przetrwać zwierzakom i przełamać stres. Przyda im się to nie tylko w Sylwestra, ale i podczas wiosennych, czy letnich burz.
Od razu dodam, że miłośnikiem fajerwerków nie jestem. I to z kilku powodów. Staram się jednak zastanowić zanim kogoś potępię. Wyczytałam, że od tych rac, to nawet ptaki padają, bo dostają zawałów. Zdumiałam się, bo gdyby to była prawda, to już dawno żadnego by nie było, a po każdej burzy, leżałyby pokotem na ziemi.
Dziś był u nas opos. Też się dosiadł do naszego karmnika. Wyjadał co tam znalazł na ziemi. I jakoś go te fajerwerki nie przestraszyły. Jadł spokojnie i nie zwracał na błyski i huki uwagi. Czy nie jest to zastanawiające, dla przeciwników tej kanonady? Czy na pewno chodzi tu o zwierzaki?
Burze, Mireczko nie są takie głośne jak race i petardy sylwestrowe i prędzej przechodzą. W sylwestra strzały i huki słychać blisko dobę. Nie da się je odczekać żeby wyjść z psem. Tak naprawdę nie ma porównania między tym co się dzieje w sylwestra a burzą, która prędko mija, nawet ta najcięższa. Może nie wszędzie jest aż tak jak u mnie, może tylko o północy puszczają race na przywitanie nowego roku, ale to, co było wczoraj w Poznaniu, przechodzi ludzkie pojęcie. Pytasz czy chodzi tu tylko o zwierzaki, nie tylko. W grudniu było kilka śmiertelnych wypadków, jak wcześniej wspominałam. Podobał mi się wczoraj Kraków, tam zupełnie zrezygnowano z tego szaleństwa.
Bożenko, w Krakowie tylko na Rynku nie odbyła się kanonada. Z moich okien, w którą stronę się nie popatrzyło, race rozświetlały niebo – regularnie przez kilka godzin. Ale, oczywiście, była to inicjatywa prywatna
Czyli, że wszędzie podobnie
Nie mam zamiaru się sprzeczać
Faktycznie, nie zdarzają się całodobowe burze. Ale co do głośności, to mogłabym podyskutować. Nieraz jak pioruny walą, to aż cała chata drży i szyby dzwonią. To zależy jak daleko te grzmoty są. 



Jest jak jest. Policja jakoś niespecjalnie łapie tych łamiących prawo…
A co do wypadków… głupków nigdzie nie brakuje. Czy tylko dlatego, że jest dużo wypadków samochodowych należy zakazać ich używania?
Pisałam w ubiegłym roku, jak jeden z głupków odpalał racę ze swojej głowy. Niby porobił jakieś zabezpieczenia, ale i tak głowę mu urwało. Ludzie po prostu zapominają, że te race mają co prawda służyć zabawie, ale trzeba się z nimi umieć obchodzić, bo mogą być niebezpieczne.
U mnie w tym roku jakoś niespecjalnie walili. Może z godzinę.
A co najśmieszniejsze, to w Chicago jest zakaz puszczania prywatnych rac. Miasteczka mogą organizować pokazy, ale mają obowiązek zatrudnić profesjonalistów. Ma to ograniczyć wypadki, ale też zmniejszyć ryzyko pożaru
Niech żyje i rośnie ten młody Nowy Rok. Może będzie mądrzejszy, lepszy, ciekawszy i pomyślniejszy?
Też się wściekam. APogeum będzie o dwunastej. Jak miałam koty,które niestety wolno biegały to naprawdę był koszmar dla nich .Biedactwa. Na głupotę ludzką jednak chyba nie ma rady.
Wspomniany wyżej pies był na smyczy ze swoim państwem . Nie wiem czy się bał – pewnie tak ale wyglądał głupio z tymi lampkami. Na szcęsćie rogów i czapki mu oszczędzili..
Niektóre psy nie boją się wystrzałów, miałam taką odważną suczkę.
Witam niewitanych


Niech wszystkie wypowiedziane (i te skryte) życzenia w Nowym Roku się spełnią!!
Wybywam. Do siego roku!!
Dobrej zabawy
Wyspy nie było, ale już jest 🙂
I oby w Nowym Roku zawsze już była!
Najlepszego Wam!
Witam w Nowym Roku.
Przez godzinę się tu nie mogłam dostać aż nagle już w 2017 ten feler sie sam naprawił.
Niniejszym wnoszę oficjalny toast za ten Nowy Rok
Życzę wszystkiego dobrego wyspiarzom i wyspie w 2017.
Powoli cichna fajerwerki. Więc udaje się pod kordełke. Niech się darzy wyspiarzom w tym Nowym Roku
Najlepszego w Nowym, który nam Wyspę przywrócił!
Dobranoc! Po sylwestrowej kanonadzie dobrze nam zrobi cisza;

To jeszcze ja na samym końcu


Życzę Wam wszystkim w Nowym Roku pogody ducha na każdy dzień. Uśmiechu i radości. Łzy niech będą tylko z rozczulenia… a kłopoty niech omijają Was szerokim łukiem
A przede wszystkim życzę Wam zdrowia. Bo jak ono jest, to jest wszystko…
Dziś miałam wybitnie „biegający” dzień i dopiero teraz usiadłam. A i tak już mnie małżonek stara się odciągnąć…
Byliśmy w sklepie monopolowym. Kiedyś bywaliśmy tam często, bo zdawaliśmy w nim totolotka, a i alkohol tylko tam się kupowało. Gdy się przeprowadziliśmy na swoje, dużo rzadziej tam zaglądamy. Pojechaliśmy z małżonkiem do banku, potem postanowiliśmy kupić szampana na wieczór. Właścicielka bardzo się ucieszyła na nasz widok. Gdy płaciłam za zakupy, wyciągnęła spod lady butelkę szampana i zapakowała nam do torby. Powiedziała, że to prezent na Nowy Rok… Przed nami było trochę klientów, ale jakoś nie zauważyłam, żeby jeszcze komuś taki prezent dawała
Czemu akurat nam, nie mam bladego pojęcia…
Bo szampana lubię… 
Może jeszcze się pochwalę
Także mamy dwa szampany i jak się nie usiorbię nimi, to będzie święto
Teraz ja nie mogłam się dostać na Wyspę

Jak widać po godzinach wpisów, trochę mi zajęło zanim znowu mogłam tu wejść… Dobrze, że chociaż skopiowałam to co napisałam i nie musiałam pisać po raz drugi
Dzień dobry!
Coś złego było z blogami, nie tylko z naszą Wyspą. Nie mogłam przez jakiś czas zalogować się na własnym blogu, tutaj też przed północą nie mogłam wejść i czytałam, że Rozpasani mieli ten sam problem. Mam nadzieję, że te trudności minęły.
Witam się więc z wszystkimi lampką wina, którą wczoraj chciałam się pożegnać.
A więc jeszcze raz SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
Dzień dobry!


Wszystkim Wyspiarzom szczęśliwego Nowego Roku!
Nasz pies na razie leży i śpi. Boi się strzałów i burzy. To chyba nawet lepiej, bo poprzedni aportował petardy!!!
Witajcie!
Troooszkę się pospało, po noworocznym szampanie!
Dzień dobry. Idę dochodzić do siebie.
A mnie się oczy kleją
Daleko odszedłeś?
Niedaleko i nawet już wróciłem, z pomocą Filharmoników Wiedeńskich… A teraz jeszcze idę się dotlenić.
Znaczy wyciągają mnie wołami na spacer. Skąd te woły?
Taa, Wiener Filharmonikern są znakomici na syndrom The Day After… A woły skąd? Z tradycji…
Sam nie wiem, jak, ale wróciłem. To znaczy w najtrudniejszych miejscach (na schodach do domu w drodze powrotnej) zamykałem oczy i oddychałem głęboko.
Obejrzenie (piekne wstawki ) i wysłuchanie koncertu z Wiednia to faktycznie balsam nie tylko na The Day After , a także na inne gwałty w kulturze
I tradycyjna zabawa z klaszczącą publicznością na koniec, przy marszu Radetzky’ego!
Noworoczne dzień dobry
Zachmurzenie ma być częściowe, czyli słoneczko ma szansę co jakiś czas przedrzeć się przez chmury…

Na razie jeszcze wcześnie, ale może uda nam się gdzieś wybrać
Wczoraj dzwonił synek. Właśnie wracali z jednej imprezy (u szefowej Sary) i jechali na drugą. Śnieg tak walił, że Sara nie za dokładnie widziała czy jedzie jeszcze po ulicy, czy już łapie pobocze
Całe szczęście dojechali szczęśliwie.
No popatrz, a ja dzwonię do różnych ludzi w różnych częściach Polski, i owszem, raportują mróz (np. poranne minus dziesięć w Żywcu), ale śniegu – nigdzie, ani na lekarstwo. Widocznie cały śnieg w ostatnich dniach przydzielili na Waszą stronę Wielkiej Wody.
U mnie też śniegu ani na lekarstwo. Portland w Maine daleko i nie sądzę, żeby przy tych temperaturach, które u nas są doszedł aż tutaj. W najbliższym czasie się nie spodziewamy.
Patrz, to widocznie jeszcze nie doszedłem do siebie, jakoś nie załapałem, że to chodzi o Maine.
W Ohio wszakże też bezśnieżnie, o ile mi wiadomo
Od paru lat w byłej bibliotece publicznej , której obiekt sąsiaduje z blokiem w którym mieszkam funkcjonuje świątynia buddyjska . Kilka razy w roku , obowiązkowo w Sylwestra jest zjazd wyznawców tej religii . Przyjeżdżają autobusami, samochodami ,innymi środkami lokomocji i zbiera się tego luda kilka setek . Do świątyni dobudowano w ub. roku pawilon hotelowy , w którym modlący , czy medytujący przebywają kilka dni .Brak miejsca do parkowania zmusza przybyszów do lokowania aut gdzie tylko się da . Całe szczęście , że siedzą wewnątrz i tak cichutko ,jakby nikogo w tym obiekcie nie było . Wczoraj jednak , 0 24 – tej , dali z dachu świątyni taki pokaz sztucznych ogni , że można im pewne niedogodności darować . Po pięknym pokazie , wszystko ucichło i mozna się domyślać , ze znów tylko medytują . A niech tam , może medytują o pozytywnej energii ??
Zapraszam zalogowanych na pieską szopkę na nowym pięterku – chwilowo o statusie prywatnego
Nie mogę wejść na to nowe pięterko. Zamiast się otworzyć, mam taki komunikat:
Jeśli widzisz tę stronę to znaczy, że Apache Domain Service dla tej domeny jest zablokowane lub nie ma takiej usługi Apache Domena zarejestrowana w Operations Automation.
Aby uzyskać więcej informacji proszę skontaktować się z operatorem.
Szlak mnie zaraz trafi
A jesteś zalogowana? Bez tego się nie da… wpis prywatny.
A nie, to nie ma nic wspólnego z zalogowaniem albo nie, to jest objaw kolejnych przerw w działaniu serwera, o ile się orientuję.
Ale przez chwilę serwer znów był niedostępny… Mają jakiś większy kłopot – mam nadzieję, że poradzą sobie sprawnie.
Udało mi się wejść przez kokpit. Teatrzyk może być ciekawy 🙂
Kochani. Bardzo Was przepraszam, ale przez pewien czas (mam nadzieję, że kilka dni) nie będę się pojawiać na Wyspie. Real tego wymaga. Niestety nie mogę napisać, o co chodzi.
Pozdrawiam serdecznie.
Trudno, ważne żeby ten real okazał się dla Ciebie łaskawy.
Również pozdrawiam.
Powiedz Realowi, że mu mamy za złe!

I odezwij się, jak tylko będziesz mógł
Mam nadzieję, że ta przerwa nie będzie za długa… ale i rozumiem, że czasami wychodzi niekoniecznie tak, jakbyśmy chcieli
Powodzenia!!!
Przerywało łącze, nie działał Onet, a przez to blog i poczta ale wreszcie dotarłem. A to w tym celu dotarłem aby życzyć Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku
🙂
Witaj, Sokole! Ważne, że się udało! 🙂
No to spokojnej i cichej nocki życzę
PS Mam nadzieję, że Mistrz Q szybko upora się z realem. Pomyślności Mistrzu Q.
Ja też już Was pożegnam na dzisiaj. Miłych snów
Spokojnych!
Pomysł na dobranoc zaczerpnąłem z dzisiejszego koncertu w Trójce. Panie i panowie: Monika Borzym
Wiedźminko, zapalisz, aby Quackowy real zaklinać?
Byliśmy na wycieczce w Fort Sheridan. Co prawda już byliśmy tam kilka razy, ale postanowiliśmy zajść (a właściwie zajechać) z drugiej strony osiedla. Było cudnie
Łaziliśmy parę ładnych godzin. 

Nawet nie wiedziałam, że tam są wąwozy!!! I taka wygodna ścieżka wzdłuż wybrzeża Lake Michigan. I można zejść na plażę… co prawda nie można się kąpać, ale jakoś 1 stycznia mnie to nie pociągało
I to jest to, co Miralki lubią najbardziej
Dzień dobry. Jestem (chyba).
Dzień dobry
Ja też jestem 
Dzień dobry

Jestem. Na pewno
Miłej pracy tym co muszą zarabiać, powiedzmy na – waciki, a tym którzy nie muszą to niech się lenią, o!
Ja nie muszę, więc się lenię, o!
Ale jeszcze wpierw zaparzę kawę, bo jeszcze w tym roku razem jej nie piliśmy
To ja się przyłączę z herbacianym kubkiem.
Witajcie!
Ja dopiero po śniadanku 🙂
I ja się przyłączam do dziennej dawki kofeiny. Rany koguta – u mnie spadło coś na kształt śniegu!! Dachy białe jeszcze i trawniki jak patrzę przez okno.Ha – zaraz jaśniej się zrobiło. No dobrze – w końcu w Holandii śnieg bywa czasem więc nie powinnam być zdziwiona .. I prognoza pogody się sprawdziła …No nic , całe szczęście ,że jeszcze dzisiaj nie muszę nigdzie się wybierać
Bo jednak nie lubię śniegowej chlapy..
U mnie też coś spadło w nocy, niedużo i już topnieje. Mam nadzieję, że trochę jeszcze dosypie, bo jest pochmurno.
Też nie lubię śniegowej chlapy, ale mam nadzieję, że śnieg jeśli dopada, to trochę poleży.
Dzień dobry
Nic samo się nie robi… niestety…
Świętowałam, a teraz czas się brać za robotę
Niestety, to prawda. A do mnie przyszła 3,5 godziny temu sąsiadka, która mnie ostatnio często odwiedza. Kupiła sobie nowy telefon i wciąż ma z nim problemy. Wtedy dzwoni do mnie. Poradziłam sobie z nim dwoma ruchami, ale sąsiadka to gaduła, więc…
Dobrze się śmiać…
Hehe – a ja mam pierwsze karty w tym roku, więc do dziewiątej mnie chyba niet. Skoncentrować się muszę…
No to zobaczymy, czy wywróżysz sobie cały rok wygranych, czy wręcz przeciwnie – cały rok miłości
A ja dzisiejszy dzień spędziłem w domu, przygotowując się do kładzenia jutro nowych rur z wodą. Dotychczasowe piony są już w takim stanie, że spółdzielnia zdecydowała o poprowadzeniu nowych, po ścianach korytarzy. Niestety, wiąże się to także z poprowadzeniem wewnątrz mieszkania nowych rur po wierzchu przedpokoju. Ja spodziewam się, że będę je miał w całości ukryte w istniejących pawlaczach i szafach – zobaczymy, co z tego wyjdzie…
Współczuję
Dobranoc
No to chyba mam cały rok miłości. A ponieważ już nie mam sił zmagać się z miłością to opuszczam ten padół łez i udaje się pod kołderkę.
Zanim zaproszę do wysłuchania muzyki na dobranoc, anonsuję nowe pięterko i nową inicjatywę. Ciekaw jestem, czy się wam spodoba…
Ale dobranocka będzie jeszcze tutaj.
Na dobranoc proponuję Mike’a Oldfielda z jego chyba najbardziej znanym utworem: Dzwony rurowe, nagranie z 1973 roku.
Długie, ale ma swój charakter!
Po wysłuchaniu można spokojnie zasnąć pod lampką.

Dzień dobry zimowo.