Wspominałam już nieraz, że małżonek jak posiedzi w domu, to dostaje szewskiej pasji. On po prostu musi coś robić, a bezczynne siedzenie działa ujemnie na jego system nerwowy.
W niedzielę było pochmurno, popadywał deszcz ze śniegiem i cały dzień spędziliśmy w domu. Mąż miejsca nie mógł sobie znaleźć i mówił, że gdyby to nie święta, to chyba wziąłby się za jaką robotę, czy co… Poniedziałek mieliśmy wolny i nawet zaczęło wyłazić słoneczko. Zadecydowałam, że muszę męża przewietrzyć, bo nie da się z nim w domu wytrzymać… Pojechaliśmy najpierw do sklepu po kilka drobiazgów. A potem tam, gdzie już dawno chciałam pojechać. Mąż co prawda zapytał dokąd jest wieziony, ale było mu to zupełnie obojętne. Grunt, że gdzieś jedziemy…
Najpierw myślałam pojechać do Batavii, czyli do miasteczka położonego najdalej na południe. To znaczy najdalej gdzie byliśmy… Po drodze doszłam do wniosku, że nie było tam niczego ciekawego. Zaczęłam więc od Geneva (czyli parę mil bliżej). Byliśmy tam zimą chyba ze dwa lata temu. Nie do końca pamiętałam jak dojechać, ale pamiętałam duży wiatrak przy drodze. Wystarczyło go minąć i zaraz za nim skręcić w drogę na parking. Gdy byliśmy tam poprzednio było bardzo zimno. W poniedziałek było cieplutko (12C i to na plusie!). Rozejrzeliśmy się trochę lepiej i małżonek zobaczył na tablicy ogłoszeń, że po drugiej stronie rzeki jest ogród japoński. Z wielką ochotą popędziliśmy do mostu, a potem na drugą stronę. W zasadzie jest to ogródek, a nie ogród, ale bardzo się nam tam podobało. To znaczy nie weszliśmy do niego, bo bramka była zamknięta na kłódkę (co osobiście sprawdziłam)… Płot dokoła niski, to obejrzeliśmy z zewnątrz. Na tablicach informacyjnych doczytaliśmy też, że były właściciel był milionerem. Miał 300 akrową działkę. Policzyłam, to 121 hektarów. W 1912 roku niejaki Tara Otsuka założył mu ten właśnie japoński ogród. Pod koniec lat 30 ubiegłego wieku miasto odkupiło od spadkobierców posiadłość. Dzięki temu można tam zwiedzić wszystko. To znaczy dom Fabyanów (czyli założycieli ogrodu i nie tylko ogrodu) jest otwarty do zwiedzania tylko w niektóre dni tygodnia. Jak doczytałam bilety wstępu dla dorosłych są po $5. My byliśmy w poniedziałek i było zamknięte. Mam nadzieję się jeszcze tam wybrać, bo opisy wyglądają interesująco… a o George i Nelle Fabyan napiszę jak obejrzę to ich muzeum…
No i jeszcze coś o ptaszkach! Jakże by inaczej!!! Przecież głównie się tam wybrałam, żeby zobaczyć czy będą jakieś inne niż gęsi (bernikle kanadyjskie) i kaczki krzyżówki. W sumie… niewiele więcej udało nam się obcykać na tyle, żeby były w miarę dobrze widoczne…
Z wycieczki jestem zadowolona. Mąż też i to jest najważniejsze!




Zapraszam na wycieczkę wzdłuż Fox River
bo chociaż opisałam głównie Geneva, to zajeżdżaliśmy też do St. Charles i Elgin…
Jakoś ubogo w tym roku z tymi kaczkowatymi. W ubiegłych latach widzieliśmy dużo więcej gatunków. Ani gągołów, ani nurogęsi, że o kapturnikach, czy karolinkach nie wspomnę. Może za krótko były mrozy? A może ta odwilż pozwoliła im na żerowanie gdzie indziej? Z dala od ludzi?
A tak w ogóle, to mam nowe zdjęcia do „obrobienia”
Rano zadzwonił do mnie Carl i prosił, żebym po pracy koniecznie do niego zajechała. I oczywiście nie zapomniała wziąć aparatu. Chciał, żebym zrobiła zdjęcia jemu i Elly. To pies Margaret, siostry Carla. Sunia zachorowała i dni jej są policzone. Ma raka wątroby…a Carl jest do niej bardzo przywiązany. Współczuję serdecznie
Pies jest „w rodzinie” od 11 lat. Był czas, żeby się przyzwyczaić i pokochać… 


Dobrze, że mam wyrozumiałego męża. Obiadu na czas nie zdążyłam już zrobić, ale mąż mi powiedział, że faktycznie, tamto było ważniejsze…
Weterynarz dał suczce tylko kilka dni życia i mogliśmy nie mieć szansy na sesję zdjęciową
Ja wiem, że to tylko pies… ale znam ją niemal od szczeniaka. I jest mi bardzo, bardzo przykro
A to jedno z dzisiejszych zdjęć suni…
Widać że smutna…
Trochę za duże to zdjęcie, ale co trzeba – widać…
Nie mogę wytłumaczyć ani Margaret, ani Carlowi, że nie jestem fotografem. Profesjonalista na pewno zrobiłby ładniejsze zdjęcia. Ja się nie znam… Nie umiem ustawiać odpowiednich kompozycji, nie znam się na oświetleniu i całej masie innych prawideł sztuki fotograficznej. Obcykać ptaszki na drzewie, czy karmniku to tak. Widzę, „strzelam fotkę” i po sprawie. A takie pamiątkowe zdjęcia to zupełnie co innego. „Insza inszość”… ale jak się upierają i moje zdjęcia im pasują… trudno, niech mają co chcieli
Dodam jedynie, że pies jakoś dziwnie nie chciał współpracować. Gdy Margaret go przytulała, odsuwał się i wyrywał. Tak, jakby przestał ją lubić. To samo było z Carlem. Tak normalnie, to byli przyjaciółmi. Carl opiekuje się nią przez cały tydzień, a Margaret zabiera psa tylko na weekendy, czyli wtedy, gdy jest w domu. A dziś Elly nie chciała podejść zbyt blisko do Carla… czyżby pamiętała Bellie? To sunia, którą Margaret była zmuszona uśpić ponad rok temu. Nie chciała tego robić w lecznicy. Weterynarz (czy weterynarka?) przyjechał do domu Carla i na kanapie sunia dostała śmiertelny zastrzyk. Elly była cały czas obecna i widziała to wszystko. Może dlatego za nic nie chciała wejść na kanapę… może myślała, że i ona dostanie taki zastrzyk? Nie znam się na psychice psów…
Przepraszam, że tak się rozpisuję na temat Elly, zamiast zachwycać się swoją wycieczką
Ale wycieczka była w poniedziałek, a sunia była dziś i jest to bardzo przykre dla mnie 

Zawsze jest przykro, gdy dowiadujemy się o czyjejś bliskiej śmierci… nawet jeśli jest to „tylko” pies…
Dzień dobry!
Nowe pięterko, jak zwykle piękne i interesująca 
Witajcie!
Piękne zdjęcia i osobliwe miejsce – ta posiadłość Fabianów. Suni żal… kolejna ofiara morderczego roku…
Piękna wycieczka, wspaniałe zdjęcia.
Sunia widać że smutna:(
Żal jest każdego, pies nie wie dlaczego cierpi, ale to nie znaczy, że cierpi mniej.
Wydaje mi się, że zwierzęta wiedzą, że ich życie się kończy. Instynkt im podpowiada. Margaret dostała od weterynarza sporo leków, które mają uśmierzyć ból… złagodzić cierpienia. Elly zjada je, więc jest nadzieja, że cierpi trochę mniej.
Co wydało mi się dziwne… do mnie się tuliła i nie uciekała. Jakby czuła się bezpieczna… Głównie dlatego wydaje mi się, że ona pamięta Bellie i to co się z nią stało. Weterynarz miał, moim zdaniem, bardzo głupi pomysł, żeby Elly asystowała przy usypianiu jej przyjaciółki…
Ona po prostu wie, że ty niespotykanie dobry człowiek jesteś…
Takich „niespotykanie dobrych człowieków” jest wielu i mam wrażenie, że na naszej Wyspie tylko tacy są

Także nie jestem jakimś wyjątkiem w tym gronie
No ale ty masz świadka!
Dzień dobry i mam nadzieję nareszcie spokojniejszy.
Jak zwykle wycieczka świetna – a może i dlatego, że Autorka z Mężem potrafią swoimi fotografiami (tak, tak, wiem, nieprofesjonalnymi 😉 ) wydobyć to, co najciekawsze.
Doczytałem trochę o willi Fabyanów – okazuje się, że domek przeprojektował sam Frank Lloyd Wright, sławny architekt. A z kolei wiatrak państwo F. nabyli w 1914, w Elmhurst, i przenieśli na obecne miejsce. Legenda głosi, że na dole była piekarnia, zaopatrująca w chleb niedźwiedzie trzymane na wybiegu, natomiast w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy podstawowe artykuły racjonowano – wiatrak i piekarnia służyły okolicznym mieszkańcom. Natomiast nie znalazłem żadnych informacji nt. tych wszystkich rzeźb i małej architektury. Może pseudoegipskie elementy wskazują na jakieś ezoteryczne zainteresowania? (natomiast w kwestii kaczki jestem bezradny 🙂 )
Kamień, który wygląda jak wygryziony, to zdaje się jakaś wulkaniczna skała, pumeks, czy coś. A znów kępa jasnej trawy przypomina do złudzenia fryzurę prezydenta-elekta…
Cieszę się, że nie czekaliście, aż zsiniejecie z zimna. A proszę, mimo to dało się zrobić ptakom fajne zdjęcia!
Myślałam, że oprycham monitor, gdy doczytałam do tej fryzury prezydenta-elekta

Nie chcę „kupować kota w worku”…
Poza tym, bielik mieszkający kawałek w górę rzeki, wcale nie musiał lecieć z prądem. Mógł polecieć w górę rzeki i wcale się w Elgin nie pojawić. No to ja wolę pojechać pod koniec stycznia do Starved Rock i tam będę miała tych bielików pod dostatkiem. Bez czekania i wyglądania…
Tym bardziej, że chodzić mogę godzinami, ale za długo nie postoję. Od razu buntuje się mój kręgosłup i zaczyna łupać ostro. To co się będę narażała

Mnie to do głowy nie przyszło
Z tabliczki przed domem Fabyanów wynika, że w środku są ich zbiory. Bo oni mieli swoje małe muzeum… eksponaty zbierane pieczołowicie. Może tam znajdę odpowiedź co te wszystkie rzeźby oznaczają i co przedstawiają? Masz rację. Muszę z wizytą zaczekać do wiosny. W informacji pisze co prawda, że można tam wejść niekoniecznie w sezonie i niekoniecznie w godzinach i dniach otwarcia, ale trzeba zgłosić swoją wizytę wcześniej i podejrzewam, odpowiednio zapłacić. To już zaczekamy do wiosny
A co do wyglądania ptaków zimą… Nie mam cierpliwości do kilkugodzinnego wyczekiwania aż się pojawi jakiś okaz. W poniedziałek niby było dość ciepło, ale wiatr potężniał z każdą chwilą. I nie był to wiosenny wiaterek. Stanie nad brzegiem rzeki jakoś nie wydawało się zbyt atrakcyjne. Na dokładkę zgłodnieliśmy i małżonek chciał do łazienki. Także tych przeciwności trochę było
Och, z tą fryzurą to nie ja pierwszy na to wpadłem, nie potrafię w tej chwili tego znaleźć, ale jakiś autor komiksów bardzo ładnie porównał fryzurę do takiego „biegacza” pustynnego…
Ale skojarzyłem taki komiks:
Szaman mówi: „Oto przekazywany przez stulecia talizman, który musisz nosić przez resztę życia i przekazać swojemu następcy, kiedy będziesz opuszczał tę planetę. Ten, który go nosi, zostanie pobłogosławiony darem niewyobrażalnego bogactwa, kompletnej odporności na rozsądek i nigdy nie zawaha się przed rozgłaszaniem na cały świat kompletnych bzdur.”
Podpis: „Wiele lat temu Donald Trump wziął udział w pewnym rytuale…”
I to w zasadzie się zgadza
Tylko co do tego bogactwa, to nie jestem pewna… z tego co pisali wcześniej, to jego bogactwo jest głównie oparte na długach. I to niemal miliardowych…
Ale nikomu nie wolno o tym publicznie mówić, pod groźbą procesu.
Ej, chyba nie jest aż tak źle. Nie interesuję się za bardzo polityką amerykańską, a wiem. To znaczy, że te wiadomości nie są tajne

Jak wytłumaczyła mojemu małżonkowi, pracuje już wiele lat i nikt nie dawał im podwyżek. A Macierewicz dał i to dużą… Nie obchodzi jej łamanie prawa i Konstytucji, niszczenie TK, czy rewolucja w mediach. Dostała podwyżkę i zadowolona. Ciekawe ilu takich „sprzedało się” za podwyżkę, czy 500+? Tu jest podobnie… Widzi się czubek własnego nosa, ale brak szerszego spojrzenia, czy sięganie w przyszłość… 
Tylko chyba tak jak w Polsce. Nie do każdego to trafia. Niby wiedzą, a nie widzą…
A tak już całkiem politycznie. W święta małżonek rozmawiał ze swoją koleżanką. Ona pracuje w wojskowości i bardzo chwaliła Macierewicza
Oj, wielu sprzedało się za 500+ i inne obiecanki. Kiełbasa wyborcza ładnie pachniała…
Bożenko, ale to nie tylko kiełbasa wyborcza. Oni faktycznie dają ludziom kasę, żeby tylko pozamykać gęby. Nie jest ważne, że PKB leci na pysk, ani że rozwój gospodarczy zamiera. Najwyżej dodrukują pieniędzy… To grozi kompletnym krachem gospodarczym, ale rząd już winnego ma – KOD. To przecież oni blokują jakże świetne ustawy i naprawę gospodarki… A jak wszystko rypnie, to wiadomo, że przez ten okropny KOD. Widzisz jakie proste wytłumaczenie. A ci, którzy dostali kasę na pewno to poprą…
I to jest moim zdaniem straszne…
No, one nie są tajne, ale jak ktoś próbuje powiedzieć o tym w mediach (również napisać w gazecie albo książce), to prawnicy DT biorą go na celownik. Fragment biografii Trumpa:
„Donald był jedynym spośród czterystu najbogatszych Amerykanów z listy magazynu „Forbes”, który dawał płatne wykłady, sprzedawał samouczki i pojawiał się regularnie w telewizyjnych programach. Co motywowało osiemdziesiątego trzeciego na liście Trumpa do robienia takich rzeczy? Na to pytanie próbował odpowiedzieć pisarz Timothy O’Brien w książce TrumpNation. O’Brien, reporter „New York Timesa”, był jednym z pierwszych, którzy sygnalizowali kolejne bankructwo Trumpa w Atlantic City. Mimo że w artykułach nowojorskiego dziennikarza pojawiały się twierdzenia, jakoby kasyna Donalda od dekady nie przynosiły zysków, miliarder przyjął O’Briena w swoim biurze i domu, a nawet obwiózł go po Południowej Florydzie, tłumacząc drobiazgowo, jak przeczołga autora w prasie, jeżeli nie spodoba mu się jego dzieło. (…) Kiedy książka O’Briena została w końcu opublikowana, jeden z prawników Trumpa napisał do wydawcy, Warner Books, żądając wycofania jej z księgarń. Życzył sobie również przeprosin i odwołania zawartych w książce tez, ponieważ według niego TrumpNation „zawiera całkowicie oszczercze, fałszywe twierdzenia dotyczące pana Trumpa, jego firmy i rodziny.” Wydawca poparł O’Briena, a wówczas prawnik Trumpa wniósł do sądu stanowego w New Jersey pozew, w którym twierdził, że jego klient doznał strat w wysokości 5 miliardów dolarów. Wynikało to rzekomo z fragmentu, w którym O’Brien napisał, że Trump „nawet nie zbliżył się do majątku, który dawałby mu status miliardera” i że „jego majątek netto wynosi pomiędzy 150 a 250 milionów dolarów”. Autor zauważył również, że gdy powiedział o tych szacunkach samemu Trumpowi, ten zlekceważył zarówno dane, jak i źródła: – Proszę bardzo, dawaj, możesz wciskać ten kit facetom, którzy mają w domu dwustukilowe żony i zazdroszczą mi wszystkiego, ale ci, co mnie naprawdę znają, wiedzą, że jestem świetnym budowniczym. (…) Zamieszanie wokół oceny majątku Trumpa było stałym elementem gry. Prawnicy zaprezentowali rozmaite publikacje i nagrania rozmów, z których wynikało, że Donald i jego partnerzy sami podawali różne sumy – od 3 do 9 miliardów dolarów. Trump wyjaśnił te rozbieżności różnicami w warunkach rynkowych i trudnościami w ustaleniu wartości, jaką osiągnęło jego nazwisko jako marka. Oceniał tę wartość na 6 miliardów dolarów, z zastrzeżeniem, że zależy ona od jego „wlasnych uczuć względem siebie. Wartość ta może ulec zmianie, kiedy ktoś taki jak O’Brien napisze złośliwy tekst. To znaczy, że czułem się gorzej, kiedy przeczytałem tę książkę. Powiedziałbym nawet, że po jej przeczytaniu poczułem się głęboko zraniony psychicznie.”
To było sedno sprawy. Medialne relacje na temat majątku Trumpa wpływały na jego dobre samopoczucie, a sceptyczne podejście – w książce O’Briena i bazujących na niej reportażach – osobiście go zraniło. Donald wydawał się także urażony sugestią, że w celu autoreklamy posuwa się czasem za daleko. Kiedy spytano go, czy nie przesadza, odparł: – Uważam, że wszyscy tak robią. A kto nie? I jako wierny uczeń Normana Vincenta Peale’s dodał: – Lubię myśleć pozytywnie o własnych nieruchomościach. Wyjaśnił również, że był skłonny patrzeć na sprawy optymistycznie do tego stopnia, iż uważał swoje 30 procent udziałów w osiedlach na West Side za 50 procent. Dlaczego? – Jeśli posiadacz siedemdziesięciu procent wyłoży wszystkie pieniądze, naprawdę będę posiadał więcej niż trzydzieści procent. Z tego punktu widzenia zawsze czułem, że posiadam pięćdziesiąt procent. (…) Według prawników O’Briena Trump nie zdołał dowieść, iż w związku z opublikowaniem książki stracił jakiekolwiek pieniędze. Nie zaprezentował również żadnych dowodów na to, że autor działał w złej wierze, czego wymaga się, oskarżając dziennikarza o oszczerstwo wobec osoby publicznej. Sędzia zgodził się z tym argumentami, oddalając pozew. Wojowniczy Trump zapowiedział apelację i dalszą walkę, zarzucając O’Brienowi „poważne zaniedbanie, brak profesjonalizmu i tendencyjność”. Pisarz i wydawca, którzy prawdopodobnie wydali na prawników więcej, niż zarobili na sprzedaży książki, odpowiadając na pytania o decyzję biznesmena używali słów „jesteśmy zadowoleni”,. Prawnicy Trumpa odgrażali się, że proces będzie kontynuowany, ale na groźbach się skończyło.”
Ale długie
Tu jest opisana jedna historyjka, a jest ich dużo więcej. To że Trump stara się zarobić jak się da, to jedno, a że nie umie tego robić, to drugie. W sumie jego kasyna bankrutowały coś ze 4 razy. W sumie miał bodajże 6 bankructw. Tylko tego na Wiki nie przeczytasz, bo adwokaci Trumpa to zablokowali. Tam pisze, że to miliarder. A to że od 18 lat nie płaci podatków (w związku z bankructwami), to już w Wiki nie ma. Kłamie i kręci ile i jak się da. A te barany wybrali go na prezydenta
To znaczy… Clintonowa zdobyła prawie 3 miliony głosów więcej. Poległa na głosach elektorskich. Powiedziałam nawet swoim amerykańskim znajomym, że więcej na głosowanie nie pójdę, bo skoro to i tak elektorzy wybierają, to po co mam tracić czas. I taki elektor wcale nie musi oddawać swego głosu według tego ile osób w danym regionie głosowało na jakąś osobę, a może głosować według własnego uznania. Tego nie jestem w stanie zrozumieć… 
Ale przeczytałam od dechy do dechy
Pomnik przy parkingu przypomina mi Indianina. To chyba jednak nie Fabyan?
Tak, dość wyidealizowana postać. Trochę socrealizm w wykonaniu amerykańskim, ale tylko trochę.
Mnie też przypominał Indianina w pierwszej chwili. Ale postać ta ma brodę, a Indianie zarostu nie mieli, także sama już nie wiem… może gdzieś doczytam kto to jest…
Istotnie, tej brody nie dojrzałam…
Ciekawa jestem co Mireczka z mężem odkryje, gdy zwiedzą ten dom. Może coś na temat tej postaci…
A to niestety chyba jeszcze poczekamy, z tego, co widzę, dom można zwiedzać od 1 maja do 15 października.
Szkoda, trzeba uzbroić się w cierpliwość. 🙁
Dzień dobry

Wystarczy się trochę rozejrzeć…
Cieszę się, że podoba się Wam nasza wycieczka
Świat jest piękny
Dzień dobry.
Ale do rozglądania się to trzeba mieć oko, albo nawet dwoje!
Oni mieli nawet cztery oka
No! I to połączone wspólną ideą, jak sądzę
Co też jest sztuką.
A mnie się wydaje, że głównie potrzebne są dobre chęci. Jak się chce, to się widzi

Jeżdżą na wycieczki do innych stanów, bardzo daleko, a tego co mają pod nosem, to już nie widzą…
Rozmawiałam wczoraj z Mary i oczywiście opowiadałam jej o tym japońskim ogrodzie. Nawet nie wiedziała, że jest, a przecież mieszka od niego dużo bliżej niż ja. Dosłownie rzut beretem.
Noooo!! Zaprawdę powiadam Wam!
Cześć
„Cudze chwalicie, swego nie znacie”, że tak powiem…
O tototo!!! To samo mają nasi rodacy. Jeżdżą za granicę podziwiać, a we własnym kraju nigdzie nie byli. Za to mówią jako eksperci, że u nas niczego ciekawego nie ma. A wystarczy się tylko rozejrzeć
Polska jest piękna i wiem to na pewno, bo chociaż obejrzałam tylko niewielki jej fragment, to tam gdzie byłam, było cudnie 
Słoneczne dzień dobry bardzo


Ażurowe kamienie wyglądem przypominają te, które były w przydomowym ogrodzie mojego rodzinnego domu. Tworzyły fajne tarasy z kaskadami kwiecia… Ech, że se tak… westchnę tęsknie.
Fotel kamienny czy też obecna na zdjęciu ławeczka, na pewno jest bardzo przyjemna gdy się nagrzeją od promieni słonecznych.Wieczorem oddadza ciepło temu, kto na nich przysiądzie
Zdjęcia kaczek, jak zwykle. Cudne!!
Smutna piesia 🙁 A, ucieka od ludzi bo cierpi. Psy tak mają. Niektórzy ludzie też.
Aha, jeszcze sobie przypomniałam, że pod kamieniami, które długo leżą w tym samym miejscu, mrówki potrafią sporej wielkości otwory wywiercić. Nie przesadzam, na wiosnę udokumentuję fotką, że nie ściemniam
Dzień dobry! A u nas słoneczko było, ale sobie poszło. A właściwie schowało się za chmurami.
Jak napisałaś o ławeczce, skojarzyło mi się takie miejsce w Kielcach, które w latach bardzo młodzieńczych odwiedzałem często, mianowicie pomnik Stanisława Staszica (nb. patrona mojej podstawówki) w parku miejskim. Jak widać na zdjęciu, elementem pomnika jest kamienna ławeczka, i owszem, siadywało się na niej, w słońcu albo w cieniu 🙂
No tak… mnie zniechęciło siadanie zimą na tym betonie, a nie pomyślałam, że latem może to być cieplutkie
Ale twarde…
Dokument w postaci fotki chętnie obejrzę, ale wiem, że nie ściemniasz, Skowronku
Mrówki bywają niesamowite. Jak się ich nie przypilnuje, to i w fundamentach domu potrafią wyżłobić korytarze. Wystarczy, że znajdą szczelinkę, to zaraz sobie ją poszerzą i się wprowadzą z całym gniazdem. 
Jak im na to pozwolisz. Ja mam na nie sposób, już chyba o tym pisałam.
Dlatego napisałam, że jak się nie dopilnuje. Jak się rozpanoszą, to robi się trudniej. One mają anielską cierpliwość i diabelski upór

Ale uciekają od kamfory.
Uciekają, ale nie wszystkie. Na niektóre kamfora nie działa. Wiem, bo wypróbowałam

Całą buteleczkę wylałam na swoje biurko, a i tak po nim łaziły. Dopiero trutka je załatwiła
Czas mi się zbierać do pracy
Za oknem szarzeje, czyli będzie można już karmić moje pierzaste, potem tylko moje śniadanko i w drogę 
Nie chce mi się jak nie wiem co 
Czy już kiedyś mówiłam, że nie chce mi się iść do pracy?
Ja dzisiaj też usiłuję popracować… no i na razie na usiłowaniach się kończy.
A Mnie jakiś leń opętał, chodź choroby się pozbyłam
We mnie ten leń siedzi od dawna i jakoś się go pozbyć nie umiem

Niby robię co muszę, ale leń nie pozwala mi na zbyt wiele
To coś nowego u Ciebie
Zwykle mobilizujesz się idealnie i pracujesz jakbyś miał wrednego szefa nad głową 
To przejdzie po Nowym Roku i z nowym zapasem sił i chęci wrócimy do swoich obowiązków 
Widać, że te święta, a właściwie okres między nimi tak paskudnie działa
A przynajmniej tak mi się wydaje…
Och. Myślę, że to raczej nerwy w ostatnich dniach, z powodu Ci znanego. Ale masz rację, że międzyświąteczny nastrój też nie sprzyja produktywności.
Jak to mówiła Jaśminka? „Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija”
I tego się trzymajmy 
Trudno jest sobie przetłumaczyć, że tak właściwie, to nie powinniśmy aż tak się denerwować, dopóki nic złego się nie stało
Będzie na to czas gdy się stanie 
Nerwy odpoczną, kolejny rok minie, z nowymi doświadczeniami wejdziemy w nowy etap życia…
Szkoda tylko, że nerwy nie zależą od rozumu
Racjonalne podejście naszych systemów nerwowych oszczędziłoby nam wiele trudnych chwil i nieprzespanych nocy…
Racjonalność ? Moim zdaniem sprężyną napędową jest nasza ciekawość świata . I nie tylko człowieka . Jechałem kiedyś autem z Mazur i wiozłem do Stolicy mazurskiego kota . Przez pewien czas drzemał sobie obok na siedzeniu , aż zainteresowała go brzęcząca na przedniej szybie osa . Wskoczył na półkę przed szybą i próbował dorwać osę łapą . Za którymś razem udało się , ale osa w obronie własnej dziabnęła kota żądłem i wtedy w kota jakby piorun strzelił . Z okropnym wrzaskiem poderwał się do góry ,spadł na podłogę , wdrapał się z powrotem na siedzenie i spał do końca podróży . Ciekawość kota osą została zaspokojona , a ja z takiego obrotu sprawy również
Wszyscy jesteśmy kotami?

Czy nigdy do Ciebie nikt nie powiedział : kotku ? Nie wierzę ….
To że się mówi do kogoś kotku, wcale nie oznacza, że się tym kotkiem jest
Czasami do swojego mężczyzny mówi się tygrysie… niby też kotek…

Nazywasz go „tym grysem”?? I co on na to?
A propos tygrysów i innych zwierzątek…
Właśnie piosenkę z tego kabaretu miałam na myśli, pisząc o tygrysie
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka zatem.
Skoro dzień spokojniejszy i oddech można wziąć głębszy, będzie coś a propos. Oczywiście już było. Andreas Vollenweider i „Airdance”. Fuzja wizji, melodii, brzmień i klimatów.
Snów spokojnych, oddychać głęboko 🙂
Piękna ilustracja powiedzonka możesz mi nachuchać!
Tak mi się skojarzyło z dowcipem, jak to zatrzymuje patrol policji samochód na drodze i sierżant pyta:
– Czy pan coś pił?
– A d-dlaszszego nihdy nie pytacie, szy coś jadłem?
Jutro ostatni dzień pracy w tym roku. I aż do przyszłego roku wolne!!!

Spokojnych snów!
No właśnie. Jutro ostatni roboczy dzień tego roku… Co nam przyniesie nowy? Jeśli sami nie postaramy się o zmiany, będzie taki sam jak ten odchodzący

A tak w ogóle, to się wkurzyłam. Chyba przestanę zaglądać na FB. Dlaczego ludzie są aż tak głupi i pełni nienawiści?!!! Jakaś grupka Polaków w USA zorganizowała manifestację poparcia dla obecnego prezydenta i rządu w Polsce. Co prawda podpisali się w imieniu całej Polonii, ale mnie o zdanie nikt nie pytał. Od razu powiem, że nie zgodziłabym się na używanie moich danych w takiej sprawie. Dowiedziałam się, że Polska jest dla Polaków i tacy jak ja tymi Polakami już nie są. Powinnam jak najdalej trzymać się od nie swojego kraju. Nie mam prawa wypowiadać się, bo uciekłam…
I jeszcze na głowy Polonii wylali całą masę innych impertynencji. Ciekawa jestem, kto i kiedy zabrał mi obywatelstwo? I kiedy Polska przestała być moim krajem? Tam się urodziłam i spędziłam 40 lat, czyli większość mojego życia. Przyszło mi żyć w obcym kraju, ale moje serce zawsze jest tam… w Polsce.
Nie wiem jak można wrzucać wszystkich do jednego worka. Przecież i w Polsce są różne obozy, różne frakcje… Czy na prawdę jestem aż tak paskudna? Bo nie mieszkam w Polsce? Czy to znaczy, że każdy mieszkaniec kraju nad Wisłą jest lepszy ode mnie. Tylko z racji miejsca zamieszkania? A co z poseł Pawłowicz? Że o innych nie wspomnę. Czy ona ma więcej racji, bo mieszka w kraju? 
Gdy w Nowym Jorku grupka Polonii otoczyła Dudę i trochę mu naubliżali, to też na ich głowy posypały się inwektywy, bo nie powinni. Bo jest to prezydent wybrany przez Polaków w wolnych wyborach. Polonia nie powinna się w to wtrącać.
Co wkurza mnie najbardziej, to to, że do Polonii z Niemiec, Anglii, czy innego europejskiego kraju nikt się nie czepia. Tylko ta amerykańska Polonia jest solą w oku. Dlaczego?!!! Czy należę do jakiejś podlejszej kasty? Bo mieszkam nie tam gdzie powinnam? Nie pchałam się do tej Ameryki na siłę. Tak wypadło i za bardzo wyboru nie miałam…
Jest mi bardzo przykro
Masz rację, Mireczko, też mnie to oburza. Nikt nie powinien wypowiadać się w imieniu kogoś, kto go do tego nie upoważnił. Nie znoszę też dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Ale nie zwracaj uwagi na oszołomów i debili, szkoda nerwów.
Ja wiem, Bożenko, że szkoda nerwów, ale nic na to nie poradzę… po prostu mnie to wkurza
Niestety, właśnie ze Stanów odezwała się wyjątkowa „elita intelektualna Polonii”, pod szyldem „Polonia Institute” czy jakoś tak, z wezwaniem do delegalizacji „terrorystycznej organizacji KOD”. Nie słyszałem o podobnych wykwitach intelektu z innych krajów… Oczywiście przychylanie się do ich twierdzenia, że reprezentują jako ta ścisła elita, całą Polonię amerykańską jest równie niemądre, jak akceptowanie ich głównej tezy; przy obecnej tendencji do ostrych podziałów nie dziwi mnie wielość niemądrych akurat w ten sposób.
Niestety, nie ma innego sposobu jak cierpliwe i spokojne wyjaśnianie, że nie jest się wielbłądem. Milczenie również tylko uprawdopodobni ich tezę. Proponuję zamieszczenie na swoim profilu ogłoszenia, że Polonia Institute nie reprezentuje twoich poglądów, a z ich ocenę się nie zgadzasz, i odsyłanie obszczymurków do tego ogłoszenia.
Myślę, że to dobra rada.
Oto co znalazłam na temat tej „polonii”…
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tabloidonline.wordpress.com/2016/12/29/jak-mentalne-cpuny-urzadzaja-nam-dom/
Dziękuję Ukratku

Rada wydaje się bardzo dobra. Muszę jakoś to ogłoszenie zredagować, żeby wyglądało porządnie.
O tej „Polonii Institute” czytałam, ale potraktowałam to wzruszeniem ramion. Nie doczytałam do końca, bo pomyślałam, że na idiotów szkoda czasu. Nawet do głowy mi nie przyszło, że ktoś może przyjąć te wypociny jako opinię całej Polonii. Tym bardziej, że był ten incydent z Dudą, a także marsze poparcia dla KOD-u w Chicago i innych dużych miastach w USA. Przecież tak jak w Polsce są różne opinie, tak i tutaj. Każdy ma jakąś rodzinę i przyjaciół i głównie to ma wpływ na kształt poglądów…
Dzień dobry
Dzień dobry, Bożenko

I chyba bardziej psychicznie, niż fizycznie…
I od razu dobranoc
Idę spać, bo jakoś bardzo zmęczył mnie ten dzień
Więc miłych i spokojnych snów
Witajcie!
Wchodzę w końcówkę roku nadal jako niepoprawny optymista. Jak myślicie, utrzyma mi się do stycznia?
Dzień dobry. Końcówka roku zaczyna się od biegania, a właściwie jeżdżenia. Ale to jeszcze za chwilkę.
Dzień dobry

Za oknami ciemno, ale jest jeszcze wcześnie… zobaczymy co nam ten przedostatni dzień starego roku przyniesie
Nie przejmuj się tym Polonii Instytutem , bowiem od wydarzenia w Gdańsku ,kiedy to ” zbawca ” powiedział : My stoimy tu , a Oni tam gdzie stało ZOMO ,nie ma mowy o Polakach jako narodzie , tylko są My i Oni . My patrioci , wszelkie dobro i Oni, drugi sort ,komuniści i złodzieje i tak codziennie od rana do wieczora .Moim zdaniem powoli , ale tragedia smoleńska Onych prowadzi do nieuchronnej katastrofy , trzeba tylko cierpliwie , spokojnie czekać . Prawda , na którą Kaczyński czeka już sześć lat , będzie dla niego ostatnią prawdą w jego ” być albo nie być ”
Trudno przejść spokojnie, gdy ktoś podważa Twoją przynależność do społeczności. Ja wiem, że społeczeństwo polskie jest podzielone i nawet rozumiem dlaczego. Skłóconymi łatwiej sterować…
Prawda jest rzeczą względną i zawsze można coś tak nakręcić, żeby wyszło tak, jak sobie ten płacący za badania życzy. Nie wierzę, że te pisowskie komisje podadzą prawdę. Najwyżej zagmatwają wszystko jeszcze bardziej. PiS swoją „popularność” zbudował na tej katastrofie i nie sądzę, żeby chcieli z tego zrezygnować. Będą tak długo kręcić, jak długo się da. Teraz, zanim przeprowadzą te wszystkie ekshumacje, minie sporo czasu. Potem zaczną się gadki, że PO i Rosjanie zniszczyli dowody i są trudności w wyjaśnieniu prawdy. Już zaczyna się szeptać, że czarne skrzynki mają zmienione zapisy i ostatnie chwile samolotu wyglądały zupełnie inaczej. A skąd oni mogą to wiedzieć, skoro wszyscy uczestnicy katastrofy zginęli?!!! Ale wyznawcom „jedynie słusznej partii” taki kit można wcisnąć.
A Kaczyński na żadną prawdę nie czeka, bo doskonale ją zna. Przecież rozmawiał z bratem na kilka minut przed katastrofą…
Żeby nikt prawdy nie odkrył, to robi wokół tego zadymę…
To wszystko prawda Miralko i Bożenko , ale czas robi swoje i to wyrażnie widać na obliczu mąciciela . Nie może być innej prawdy nawet po wielokrotnych ekshumacjach tylko ta, jako przykład wzorcowy polskiej głupoty, aby wszystkie najważniejsze osoby w Państwie zapakować na jedną furmankę i wysłać na przedwyborczy wiec . Stało się i nie pomogła obecność czterech biskupów . Opatrzność nie czuwała nad głupotą wierzących….
Masz rację Maksiu, ale po tak długim czasie człowiek zaczyna się robić niecierpliwy i ma serdecznie dość

A Opatrzność czuwa głównie nad tymi, którzy potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo
Dobry wieczór. Właśnie skończyłem pracę z piorunującą skutecznością sięgającą 50% normy (ale w tym okresie tak zakładałem).
Chwila przerwy i wracam na Wyspę.
A więc witamy na Wyspie
Witam po dłuższej nieobecności.Córka wyjechała i właśnie czekam na wiadomość czy już doleciała do tego Berlina czy nie…
Kurczę matką się jest do końca życia.Se ne da od tego uciec…
Co do Polonii amerykańskiej i każdej innej – wszędzie jest podzielona a Kamil Stoch ma drugie miejsce.
Co widzę zdjęcie naszego prezydenta z Bożej łaski to ciągle widzę go jak zjada opłatek czy jak to się zwie. Czy on nie ma innej diety??
No dobrze, to ja też muszę coś powiedzieć. Otóż ostatnie nerwowe dni (włącznie z 28 grudnia) wynikały z tego, że Junior wymyślił sobie, że wybierze się na Sylwestra i parę sąsiadujących dni do znajomych. Gdybyż jeszcze ci znajomi mieszkali na drugim końcu Polski. Albo chociaż Europy.
Ale nie. Znajomi mieszkają w USA. W stanie Ohio.
No i wybrał się, samodzielnie, na drugą stronę oceanu, z dwiema przesiadkami, planując z tygodniowym wyprzedzeniem. Po drodze czekały go zmiany terminali na wielkich lotniskach, re-check-in bagażu (to znaczy że trzeba go odebrać, tak jakby się kończyło całkiem podróż, a potem na nowo zarejestrować na stoisku), wypełnianie formularzy wizowych i rozmowa w tejże kwestii, przejście przez cło (nie żeby cokolwiek przemycał, co to, to nie!) i generalnie sytuacje, w których trzeba sobie radzić. A z radzenia sobie to on nie jest znany, no i dopiero od niecałego roku pełnoletni.
Zdał jednak egzamin celująco, doleciał, przesiadł się, przeszedł wszystkie kontrole (nie miał się czego bać, ale urzędnicy imigracyjni w Stanach potrafią być nieprzyjemni) i doleciał do celu. Wszyscy są w pozytywnym szoku. Wraca zaś w okolicach Trzech Króli, mam nadzieję, że poradzi sobie równie dobrze, co jest o tyle prawdopodobne, że powrót jest łatwiejszy.
Przy tej okazji chciałem podziękować raz jeszcze za wsparcie i wszelkie konsultacje Mirce, która na szczęście nie musiała włączać się do akcji we własnej osobie, ale kto wie, jak by to mogło być.
To prawda, że rodzicem się jest do końca życia.
Wcale Ci się nie dziwię, też bym się denerwowała. Dobrze, że już jest na miejscu, a o powrót myślę, że nie trzeba się martwić jeśli w tamtą stronę sobie poradził. Masz bystrego syna 🙂
No no… Brawo Junior!
Po Championach, nie da się ukryć!
Może i tak, ale jakoś mam wrażenie, że myśmy nie fundowali rodzicom takich przeżyć. Nie żebym robił z siebie męczennika, ale po raz pierwszy od 12 lat mam za sobą bezsenną noc (z 26 na 27 grudnia zresztą).
Pewnie fundowaliśmy inne.
Kiedyś już tu pisałem, jak śledzony na flightradarze samolot wiozący moją córkę zniknął z radarów nad Morzem Czarnym. Moja noc również nie byłą wówczas najlepsza – a wszak nie miało to żadnego związku z fundowaniem mi czegokolwiek przez dziecko!
Martwimy się o dzieci, bo je kochamy – one to zrozumieją dopiero po zatoczeniu cyklu
Tak im mówię, i spotykam się z niezrozumieniem równie całkowitym jak moje, kiedy mi to mówili moi rodzice.
Moja mama mawiała: Dziecko, idź się ubierz, bo mi się zimno robi jak na ciebie patrze!
Swoim też mówiłam i nie spotykało się to ze zrozumieniem. Musiały dorosnąć i teraz już rozumieją


Twoje też dorosną i zrozumieją
Trzeba tylko jeszcze trochę cierpliwości…
Tak, jak dzieci były malutkie, potem „tylko” małe, a potem coraz większe, na każdym etapie prezentując inną uciążliwość, małżonka czasem nie wytrzymywała i skarżyła się teściowej, która niezmiennie odpowiadała: – Cierpliwości, zaczekaj jeszcze rok!
Więc nauczyliśmy się, że niezależnie od sytuacji i problemu jest to kwestia najwyżej roku.
No widzisz jakie to proste

Jeszcze rok i będzie niespodzianka
Eeee… Może lepiej niech będzie BEZ niespodzianek.
Cała zasługa Juniora, że się nie dał i sam sobie potrafił poradzić. Może tylko wydawało się Wam, że on taki niezaradny, a on po prostu nie miał okazji się wykazać


Trzeba mieć więcej zaufania do swojego wychowania. Jak to już nie raz Ci mówili Wyspiarze – masz dziecko po Championach
A ja mam na temat zaradności własną teorię, otóż cała tajemnica w motywacji. Jak się znajdzie motywacja, to osoba rzekomo niezaradna nagle okazuje się zaradna. Dlatego tak mnie wkurza trzymanie tych rzekomo niezaradnych pod kloszem, zamiast znajdowania motywacji.
Oby pozytywnej, bo życie samo z siebie nader często potrafi znaleźć negatywną.
Nie tylko motywacja, Mistrzu Q. Bardzo często rodzice uważają, że młody jest za młody, żeby samodzielnie załatwiać różne sprawy. Wyręczamy dzieci w dzwonieniu, załatwianiu, trzęsiemy się nad nimi jak barani ogon. I w rezultacie taki młody ma niemal wszystko jak podane na tacy. Bez żadnego wysiłku z jego strony. Czasami bywa i tak, że młody tak się przyzwyczai, że faktycznie potem sam ma kłopoty z poradzeniem sobie. Nawet jak znajdzie motywację
Kosztowało to sporo nerwów… nie powiem, że było łatwo… Ale dzieci wiedzą, że na rodziców zawsze mogą liczyć, ale rodzice ani za nich nie przeżyją życia, ani nie wybiorą ścieżki, po której dziecko ma iść.
Może to lenistwo z mojej strony? Ale zawsze uczyłam dzieci samodzielności. Czuwaliśmy tylko z daleka, by w razie czego pomóc, podpowiedzieć. Jeśli za młodu dostanie się kilka (niezbyt mocnych) kopniaków od życia, to po pierwsze, zadek się uodparnia, a po drugie, nabiera się doświadczenia i uczy się na własnych błędach. Im wcześniej się zacznie, tym lepiej. Moja rodzina uważała (obydwie mamy), że mam metody jak kapo, ale przynajmniej mam zaradne dzieci.
Moim zdaniem tak jest lepiej
Moim też, i czasem mam wrażenie, że TYLKO moim.
Z tym przyzwyczajeniem też racja, atoli okazuje się, że jak rodzice fizycznie nie mogą być, załatwić ani zadbać, to równie dobrze dziecko robi to samo. Na przykład poleci do USA.
A jutro wyspa będzie czynna czy wszyscy się bawią?
O, dobre pytanie. Ja raczej będę, bo nigdzie nie wychodzę, ale zapewne trochę mnie rodzina będzie ograniczać.
Ja też będę… 🙂
Ja też nigdzie się nie wybieram 🙂
Ale teraz się wybieram tam, gdzie zwykle o tym czasie. Dobranoc
Spokojnej!
A ja dziękuję za piękną wycieczkę. Dobrze,że aparat jak zwykle bezbłędnie wychwycił wszystkie ciekawostki. A przy okazji- obejrzałam moje ulubione ptaki.
Zasyłam mnóstwo serdeczności.
Dobranocka.
Chyba już kiedyś było, no to jeszcze raz: Cudny Stefek, czyli Stevie Wonder i „Isn’t She Lovely”. Harmonijka ustna i zdyscyplinowana sekcja rytmiczna. I kawał dobrej muzyki i do tego wspomnień.
Snów do taktu, czyli taktownych.
No nic – dowiedziałam się ,że moje dziewcze już dojechało i nic się po drodze nie stało.
Koty jej jeszcze żyją ,całe i zdrowe. Więc wszystko ok. Czyli ja też póje spać . Bo człowiek musi odpocząc przed męczącym dniem jutrzejszym..
Spokojnej.
To ja biegnę za Reną. Bo tak jakoś dziwnie spać mi się zachciało 😉

Pewno ostatnia w tym roku (bo jutro przed północą raczej nikt nie zapali!) magiczna lampka niechaj pomoże się wyspać przed balem!
Spokojnej po raz trzeci. Sprzedane.
Dzień dobry!
Ostatni dzień tego roku, bawimy się jak damy… A jak nie damy, to też się bawimy 
Dobry

My zawsze i wciąż damy
Dzień dobry

To były zimy!
Mija dla nas dniem szczęśliwym,
W którym znów jesteśmy razem.
Nieraz nam smutek niósł,
Nieraz nam radość niósł
Dobry rok, a jeszcze lepsiejszy byłby bez „dobrej zmiany”
Witaj Skowronku! Niesamowite… Jeszcze wszyscy śpią?
…to był rok, dobry rok…
Moim skromnym zdaniem niekoniecznie i cieszę się, że się kończy,choć nie mam wielkich nadziei co do następnego.
Ale ma i dobre momenty – wróciłaś!
Też się z tego cieszę, mam nadzieję, że nas nie opuścisz
Moi kochani; dla mnie mijający rok zaczął się niezbyt ciekawie, ale kończy całkiem, całkiem. W szczegóły nie będę się wdawać, bo to nie czas ni miejsce.

Aaa ja nigdzie nie odchodziłam, tylko nieco cichsza byłam
Dzień dobry. A ja wolę, że ten rok się już kończy, przez tych celebrytów padających jak muchy, i inne takie.
Fakt, ten rok nie należał do najszczęśliwszych… Jaki będzie nowy?
Dobry niech będzie. Trzeba by rozłożyć na dwie szale – dobre i złe zdarzenia i inne takie
I przyjąć jasne kryteria, bo co dla jednego dobra zmiana, drugiemu się nie podoba, i vice versa.
Chociaż oczywiście na Wyspie raczej jesteśmy zgodni pod tym względem.
I chwała na Wysokościach. Za tę zgodę
Ostatnio widziałem w necie komentarz: „Chałwa na wysokościach”.
Ani chybi jakiś miłośnik słodyczy.
Witajcie na finiszu!
Przecież nie wszyscy śpią!
Kto dzisiaj wystawi pięterko z życzeniami?
Nie czuję się na siłach, liczę na zdolniejszych ode mnie.
Dzień dobry! Pospałem tak, że obudził mnie dopiero domofon (sąsiadka z jakąś sprawą). Pogoda – jak to tej zimy – jesienna.
U mnie słońce i lekki mróz.
Dzień dobry. U mnie szron i słoneczko!. No pięknie. T
to dopiero po NOwym Roku. Nie mogę się przyzwyczaić ,że sklepy mają wolne…
Zmykam na ostatnie zakupy w tym roku bo dziś niestety sklepy – co w Holandii jest rzadkościa tylko do drugiej.A jutro jest wolny dzien. Niesamowite – takie ciśnienie. Jak nie teraz
Dobry… Uważaj, coby Cię nie zadeptali w tym ostatnim dniu handlowym – tego roku
Pięterko Noworoczne będzie!!!



Bez łeb kulą chcieli walić
Inwalidka jedna
A nawet już jest! Prosiemy wyżej!