Na prośbę i za zgodą Reni publikuję Jej relację z wycieczki. Zdjęcia pozwoliłem sobie wstawić w odpowiednich miejscach tekstu.
___________
Było ładnie,w miarę słonecznie. Postanowiłam pojeżdzić troszkę po okolicy.. Wyruszyłam spod kościoła katolickiego:

Pojechałam w stronę granicy niemieckiej.
Minęłam meczet . Przez chwilkę poczułam sie jak w Turcji. Pojechałam dalej w stronę mojej wioski Hekenbosch. Dojechałam do granicy. Wjechałam już w słynny tutaj Nationale Park De Meinweg. Dojechałam do włoskiej lodziarni. Tam mały przystanek -,koniecznie musiałam wprowadzić do organizmu coś mokrego i zimnego. A włoskie lody to jest to!!
[na zdjęciu: lodziarnia Ti Amo…]
Na przestrzeni 10 km zrobiłam skok mentalno-religijny: Katolicyzm, Islam, by znów wrócić do jakże dobrze mi znanej Europy…
Widać było mi mało atrakcji. Zerknęłam przez szybę a tam padok. I dziki zachód:
Schłodzona i wypoczęta udałam się dalej w kierunku lasu. Było mi przecież mało atrakcji kulturowych. Postanowiłam odwiedzić Indie. Na dzień dobry w Instytucie Mahariszi przywitały mnie słonie:
Na teren ośrodką nie mogłam wejść jak kiedyś. Teraz stoi security i nie wpuszcza. Sa ponoć dni otwarte ale mi za bardzo nie zależy ,żeby słuchać umm,ummm i tam ichnią filozofie. Więc złoty pałacyk guru cyknęląm zza drzew.
Pawilonik szkoleniowy czy tam coś udało mi się zrobić bez płota.
Syta wrażen udałam się do parku chyba niegdyś na wzór i modłe francuską.. Posiedziałam w światyni dumania…
…i udałam się w drogę powrotną mijając po drodze znowu świetych katolickich.
[na zdjęciu: święci, założyciele klasztoru, w którym teraz ma siedzibę sekta Mahariszi]
Dojechałam do granicy. Żdziebko zgłodniałam . Na granicy po lewej restauracja z bałkańską kuchnią…
…a po drugiej – Chińczyk.
Obie dobre. Znaczy jedzonko dobre.
Przy tym upale jednak zadowoliłam się drugą porcja lodów .
Ruszyłam w drogę powrotną. Zobaczywszy meczet poczułam się jak w domu.





Dzień dobry na nowym pięterku, dzisiaj gościnnie – Renia.
Jesteś święty Quackie. Oczywiście teraz dopiero zauważyłam pełno literowek i niedoróbek za co ewentualnych czytelników bardzo przepraszam. Miłego oglądania.
Piękna wycieczka, Reniu. Quackie, wspaniale to wszystko ująłeś. Świetne pięterko
P.S , zapomniałam w tekście dodać ,że te wszystkie atrakcje religijno – mentalne mieszczą się w promieniu ok. 20 km od mojego miejsca zamieszkania
To typowe dla Holandii
Aha, rozumiem, że wycieczka była samochodowa? Bo przez chwilę zastanawiałem się, czy nie rowerowa, skoro to Holandia.
Rowerowo-elektryczna. Wiem, bo znam pasję mojej Siostry: robienia sobie odcisków na pupie….
Bardzo zdrowa pasja, sam czasem sobie robię odciski, pedałując tu po Gdyni.
He, he oczywiście,że rowerowa. Czy ja o tym nigdzie nie wspomniałam?
Nie mam smochodu i nie zamierzam mieć… Wtedy w sumie zrobiłam tylko 35 km.
Ano jakoś nie, a jak przeczytałem „Zerknęłam przez szybę, a tam padok”, to pomyślałem o szybie i oknie samochodu.
Ja też o takiej szybie pomyślałam
Z tego widać jak relatywna jest wiara , każda wiara . Pytano kiedyś Izraelitę , czy wierzy w to , że Mojżesz przeprowadził swoje plemię przez Morze Czerwone . Padła odpowiedz : Oczywiście wierzę , ale żeby tam było głęboko – to ja nie wierzę . Udowodniono , że nasze wrażenia wzrokowe , często zależą od stanu emocjonalnego i pewne fakty możemy postrzegać ciut inaczej , niż obojętny , inny obserwator …
To samo dotyczy też ponoć naocznych świadków przestępstw – słuchałem kiedyś rozmowy z policjantem, który twierdził, że kilku różnych (naocznych!) świadków może zeznawać całkiem inaczej w tej samej sprawie, i każdy z nich będzie święcie wierzył w to, że jego wersja jest tą prawdziwą.
Np . zeznanie świadka : Krowa z jednej strony była koloru czerwonego , jakiego koloru była z drugiej strony nie wiem , bo nie widziałem . Prowadziło ją dwóch : jeden był wyższy od drugiego…
Jak taki powie, że nie wie, jak krowa wyglądała z drugiej strony, bo widział ją tylko z jednej, to jeszcze nieźle. Gorzej, jak będzie się upierał, że z drugiej strony była zielona (chociaż widział ją tylko z jednej – czerwonej strony).
A jak powie , że był to wybuch , a nie kontakt z brzozą ? Już kiedyś pisałem o zdarzeniu w którym młody osiłek kopał betonowy słup , bo uważał go za złego sąsiada . Ktoś z boku podpowiedział : Antoś , bykiem go …. Antoś cofnął się parę kroków , wziął rozbieg i jak łbem przywalił w słup – to nie było co zbierać Wieś miała wspaniały pogrzeb …
Ajj. No ale tam przynajmniej był tylko własny łeb walącego.
No tak – bo miałam zamieścić zdjęcie padoku .Zdjęcie było robione przez szybę w lodziarni. Bo taki tam jest wystrój. Ale co ja Wam będę pokazywać jakis piach…A poza tym ja mam skróty myślowe jako porządny bliżniak… No i wyszło jak wyszło
A widzisz, to szyba lodziarni – no i nieporozumienie wyszło.
I wszystko jasne
No i została niecała godzina słomianego wdowieństwa. No cóż, nic nie trwa wiecznie.
Padam na twarz. Chłopaki jeszcze zabierają się za Rambo I. Ale ja chyba sobie odpuszczę.

To ja też… Dobranoc
No to spokojnej.
Ja też szybciutko dobranoc panstwu powiem –
Tutaj też spokojnej.
Jakby ktoś jeszcze zajrzał – dobranocka.
Na dobranoc zabieram Państwa na spacer, a nawet na spacerologię. Z Mariuszem Lubomskim, który jako jeden z nielicznych kontynuuje tradycję polskiej Piosenki Z Tekstem. Rytm dość spokojny, ale ten tekst, jak się wsłuchać… Mimo wszystko dobrej nocy.
Snów jak ocean 🙂
Dzień dobry
Uwielbiam wycieczki, chociaż większość tras przemierzam samochodem
Z drugiej strony… kto przejedzie na rowerze 160 km i po łażeniu po wertepach wróci tą samą trasą (czyli kolejne 160km)? I to na dokładkę w parę godzin… Na sto procent nie byłaby to wycieczka jednodniowa (a właściwie „pół-dniowa”) 
Piękne pięterko
Ba! Ale w USA wszystko jest większe, a więc i odległości. Dwa razy 160 km to trochę dużo jak na amatorskie rowerowanie. Mam wszakże znajomą, która potrafi w ciągu dnia swobodnie przejechać rowerem 160 km (w sumie, nie w jedną stronę).
Dzień dobry!
Piękny dzionek nam się szykuje 
Piękny, piękny. W połowie pokoju Kuby jestem

Ale co tam! Bufecik?
Dosiadam się do kawy, bo z ciasteczkami – wiadomo. Niebezpiecznie.
A w drugiej połowie pokoju Kuby kto? Zapewne Kuba?
Tia… Jasne… można pomarzyć…
JA – ale to jutro. Dziś przerwa, bo mnie roztocza zeżrą. Większość kurzu wczoraj Piter usunął.
I makulatury.
To samo u nas w takich okolicznościach.
Na sam dźwięk słowa „roztocza” zaczyna mnie swędzieć
Dzień dobry! Będzie piękny, aczkolwiek może się ponoć i wzburzyć.
Dzień dobry. Zaspałem przecudnie, ale w niedzielę nie jest to aż taki wielki problem.
Dzień dobry. Ja też nie dość ,że zaspałam to jeszcze – nie macie pojęcia co robię. Ja jako ateistka wysłuchuję teraz Papieża..
No i załapię siee na kawę mam nadzieję 
Mam dylemat zresztą prgramowy w tv bo jednocześnie na pierwszym leci program o błedaćh w j. niederlandzkim..Którego też powinnam przecież.
I tak sobie łaże z programu na program . W końcu rozsądziłam ,że odwiedzę pięterko
A oczywiście, że tak (w sensie kawy):
Miło mi było przemierzać przez różnice kulturowe, architektoniczne, religijne i mentalne. Egzotyka niezamierzona, ale przyciąga wzrok. Zdjęcia profesjonalne.
Serdeczności.
I to jak stosunkowo blisko Polski! W Holandii!
Ultra czego jak czego ale tego się nie spodziewałam,że zdjęcia profesjonalne. Nie mam bladego pojęcia o fotografowaniu, nie czuję i wręcz się boje. Czasem chce po prostu ująć emocję. Blado mi to wychodzi.
Holandia jako były kraj kolonialny zwyczajnie czerpała i czerpie z innych kultur to co najlepsze nie zatracając przy tym swojej odrębności.
Moim zdaniem – tutaj się sprawdza multi – kulti pomimo kłopotów..
No proszę, a słyszy się, że tuż za granicą, w Belgii, istnieją całe osiedla, w których jest tylu ekstremistów, krzewiących terroryzm.
Dzień dobry 🙂 Nie martw się tym profesjonalizmem , przecież nie jesteś odpowiedzialna za możliwości techniczne współczesnych aparatów do pstrykania zdjęć . Dawno temu , pewien pan idąc przez las napotkał wilka . Zmroziło go , ale złożył się do strzału z parasola , który akurat miał w ręku . I co ? Akurat w tym czasie inny pan , myśliwy z krzaków walnął z dubeltówki . Wilk padł martwy . Pan od parasola , obejrzał dokładnie swój sprzęt i powiedział : Boże , jak tu można ludziom wierzyć , mam ten parasol już dwadzieścia lat , a kiedy go kupowałem , to sprzedawca nie powiedział mi , że on jest nabity !! Trzeba mieć zaufanie do posiadanego sprzętu ….
Tę historię pamiętam, jako część starego żydowskiego dowcipu, mianowicie jak to do rabina przyszedł starszy Żyd (80 lat), żonaty z młodszą dziewczyną, która właśnie zaszła w ciążę, żeby się poradzić rabina, jak to możliwe. Na co rebe opowiedział mu właśnie tę historię, kładąc wszakże nacisk na tego myśliwego, co to z krzaków walnął z dubeltówki…
Idę na urodziny Harrego Pottera.
Mam nadzieję, że wszyscy przeżyjemy… Dam znać, jak wrócę, ale trzymajcie kciuki. Tak na wypadek…
Tam kciuki, lepiej trzymać różdżki. W pogotowiu.
To swoja drogą.
Dziki tłum. Gorąco. Duszno.
To tak w skrócie.
Jasiek został w empiku, Kubę zabraliśmy na górę do kawiarni na lody. Po pięciu minutach Jasiek stwierdził, że kicha na taką imprezę i też idzie na lody. Potem jeszcze dwa razy wracaliśmy zajrzeć, co się dzieje (bo Arkadia wielka jest i dało radę pochodzić z Jakubem, żeby Jasiek mógł sobie wracać do empiku), ale prawdę mówiąc poza dzikim tłumem spoconych rodziców wielbicieli Pottera niczego nie widzieliśmy.
Mimo to wszyscy zadowoleni, wyjście bez ekscesów, a teraz idziemy smażyć schabowe i robić mizerię. Wszak niedziela.
Najważniejsze, że zadowoleni.
Schabowe i mizeria też powinny się pojawiać po machnięciu różdżką, to by było uczciwe wobec wielbicieli H. Pottera (bo skoro poświęcają czas na jego urodziny… ?).
Nie narzekam. Mąż robił. Bez różdżki 🙂
Bylebyś tylko nie mówiła mu „Zgredek”…
Mówisz?
No pewnie. To prowadzi niechybnie do cudzych skarpetek i buntu.
Jak miło porozmawiać z kimś, kto nie przewraca oczami z lekceważeniem i wie, o co chodzi
Och. Płonię się rumieńcem.
Ekstremiści są wszędzie i nie rodzą sie ot tak. W Holandii pewnie też. Jak do tej pory jest ok, sprawy, które się tu wydarzyły można zaliczyć do incydentów..
Jak budowano pokazywany na zdjęciu meczet okoliczni mieszkańcy sarkali ,sprzeciwy były. Meczet wrósł w tutejszy krajobraz – miło się tam przejśc na spacer ,bo zielono ,obok park i rzeka z fontannami kaczusie,łabedzie, żadni muezini nie wyją, na cukier fest robią otwarte przyjęcia z żarełkiem cycuś lala i wtedy jest gwarno i głośno. A tak -cisza i miło. Lubię tam chodzić bo tak zacisznie w okolicy jest. Spacer tam daje mi odpoczynek..
No widzisz, cisza i spokój – czyli są muzułmanie tacy i inni, groźni. Znajoma iranolożka, która zajmowała się dżihadem, twierdzi, że na tym polega największy problem z islamem – że jest zdecentralizowany, ma mnóstwo odłamów i przywódców religijnych, którzy czasem sobie przeczą… a świat zachodni często traktuje ich jako jedność.
Ale Koran mają jeden? Więc jak go sobie tłumaczą? Myślę, że to podobnie jak z Biblią, chrześcijaństwa jest też kilka odłamów, a każdy ma inne priorytety. Jednak tak radykalnie się między sobą nie różnią. U muzułmanów jest niestety inaczej. Może nie wszystkie odłamy posługują się Koranem? Wybaczcie te naiwne rozważania, ale zupełnie tego nie rozumiem.
Koran jest jeden, ale do niego jest mnóstwo dodatków – tłumaczeń, objaśnień, uzupełnień. Poza tym – o ile dobrze pamiętam – był on spisywany przez ileś lat, w związku z czym jedne jego zapisy przeczą innym, to samo z tymi dodatkami, więc są różne szkoły odczytywania, teoretycznie nowsze zapisy powinny „kasować” starsze przykazania, ale w praktyce różnie to bywa, ponadto niektóre z zapisów się zdezaktualizowały, w sensie zmian w rzeczywistości (nie przytoczę konkretnego przykładu, sorki, ale po prostu nie pamiętam), więc znów: różne szkoły i muzułmańscy badacze pisma decydują, czy trzeba przestać je stosować, czy też dostosować do nowej rzeczywistości (ale wtedy jak?).
Polska Wiki objaśnia następująco: „Ponieważ tekst Koranu jest pełen zwrotów poetyckich, archaicznych, niejasnych dla przeciętnego odbiorcy, powstała nauka o egzegezie tekstu koranicznego (arab. tafsir). Poszczególne interpretacje Koranu zależą, m.in. od przynależności ich autorów do poszczególnych odłamów islamu, oraz ugrupowań politycznych. (…) Ponieważ Koran napisany jest w znacznej mierze poetyckim językiem, znaczenie wielu fragmentów jest często niejasne. Dlatego uczeni muzułmańscy stworzyli tafsir, czyli wyjaśnienie znaczenia księgi. Pierwszymi komentatorami byli Ṣaḥābah czyli towarzysze Proroka Mahometa, tacy jak Abdullah ibn Abbas, Abdullah ibn Umar i Ubaj ibn Kab. Interpretacja opiera się na porównaniu niejasnych fragmentów z innymi podobnymi miejscami Koranu, a także na hadisach przedstawiających sytuację (arab. اسباب النزول asbāb an-nuzūl) w jakiej dany fragment został objawiony. Za najbardziej autorytatywne uchodzą średniowieczne komentarze at-Tabariego i ibn Kathira. Istnieją też ezoteryczne komentarze do Koranu (zwane ﺑﺘﻦ batin), popularne zwłaszcza wśród szyitów i sufich. Uważa się, że ezoteryczne znaczenie nie stoi w sprzeczności z tafsirem, a jedynie go pogłębia i uzupełnia. Fundamentaliści sunniccy są przeciwni ezoteryce, powołując się na słowa Koranu mówiące, że tylko Allah zna to, co ukryte.”
Dlatego właśnie niektórzy biorą z Koranu to, co im wygodne, i tłumaczą tak, żeby uzasadnić każde swoje działania.
Bardzo dziękuję za tak obszerne wyjaśnienie.
Przepraszam też, że mnie dziś tak mało na Wyspie, ale dzień miałam zapełniony po brzegi. W dodatku po obiedzie nawet nie wiem jak to się stało, że zasnęłam na fotelu. Byłam wykończona
Och, przecież wiadomo, że każdy poświęca Wyspie tyle czasu, ile może. Jak ja pracuję, też mnie jest mniej.
Jutro będzie lepiej
Owszem – teoretycznie Koran jest jeden. Jeden Somalijczyk mi powiedzial tak: każdy muezin tłumaczy sobie słowa Koranu jak uważa i tak przekazuje swoim wwiernym. Z których spora część jest nie czytata i nie pisata – szczególnie kobiety. Jego własny ojciec powiedział – chcesz utrzymać rodzine to wyjeżdżaj z Somalii Bo do ładu z nimi nie dojdziesz. I młody wyjechał z żoną i dzieckiem. Żona dalej nosi chustkę ale pracuje na kasie w Lindersie. Tu otrzymała jakieś wykształcenie . dzieci ,już troje (same dziewczynki) chodzą do szkoły. Nie wiem gdzie pracuje teraz ten Somalijczyk. Zaczynal u mnie na szparagach..

Szyici i Sunici – dwa odłamy odwiecznie ze sobą walczące +plus rodzime oszołomy w rodzaju Bin Ladena.Plus Zachód,który narzuca swoje normy by sobie ułatwić dostęp do ropy. Normy, które nie pasują nijak do zasad Koranu.
Co do katolicyzmu – te rozne walki – do dzisiaj tłuką się w Irlandii katolicy z protestantami. Niegdyś nasza chrześcijanska wiara przechodziła jak najbardziej różne drastyczne momenty. I też byla zwana religią miłości – z mieczem w ręku.
Nie to nie temat na Madagaskar..Chyba coś skrobnę u siebie jak mnie znowu najdzie wena..
No więc właśnie, w praktyce to wygląda dokładnie tak jak piszesz.
W praktyce , żadna wiara nie ma wykładni w sensie matematycznym , że 2+2 = 4 .Dyskutowałem z muzułmaninem o Dekalogu . Podobało mu się : czcij ojca swego i matkę swoją , ale już o ” nie zabijaj ” miał inne zdanie . Powiedział : to zależy kogo …. I po tym ,nasza dyskusja już nie miała sensu . Moim zdaniem , żaden kościół , ani meczet , lub inna religia nie zmieni natury człowieka Tylko dobre , rozsądne prawo i surowa egzekucja tego prawa ,daje gwarancję zniwelowania ” różnych widzi mi się ” większej zbiorowości , w imię wspólnego dobra . W Libii , Iraku i Syrii ładu pilnowali surowi dyktatorzy , ale nikt tam nikomu gardła nie podrzynał i był spokój . Z przykrością trzeba powiedzieć , że nasze prawo w świecie muzułmańskim , nie zdało egzaminu …
Niestety racja. Wyznawanie religii (żadnej) nie powinno wchodzić w konflikt z prawem stanowionym. Inaczej stanowienie prawa nie ma większego sensu.
Masz rację, Maksiu… Jak się tak zastanowić… Czy chrześcijaństwo nie polega dokładnie na tym samym? Też stoi wyraźnie „nie zabijaj”, ale nasi „kapłani” wymyślili, że zależy kogo. Czy nie było krucjat, które niby miały nawracać, a oznaczały śmierć tysiącom? A czy teraz nie stara się wprowadzać norm dla wszystkich, chociaż dotyczy to tylko wąskiej garstki ludzi? Z przykrością mogę stwierdzić, że takie prawo i u nas nie zdaje egzaminu… Wszystko zależy od tych, którzy stoją u władzy i sami decydują co ma być dobre, a co nie…
Przeszła burza i późno się zrobiło

Spokojnej!
Poniewaz temat z różnych względów mi leży na wątrobie to postaram się z mojego subiektywnego oka napisać coś na temat na swoim blogu ale zaznaczam ,że nie jestem żadnym znawca. To będzie bardzo subiektywne.
Hę 
tak poza tym ,właśnie przegrałam w karty i ja się pytam – gdzie jest ten kochaś ,co mnie tak kocha,że nie da mi to przynajmniej być drugą
Napisz i powiadom, kiedy się pojawi.
Dobranocka.
Myślałem dzisiaj o The Cure i ich „Lullaby”, ale zerknąłem na teledysk i jednak nikomu bym takiej dobranocki nie życzył. No, może na Halloween? Zamiast tego – minimalistyczny utwór grupy R.E.M. „Nightswimming” – niebywała w swojej prostocie melodia, ale jest i nieco schowana harmonia między głosem, smyczkami i fortepianem prowadzącym główną linię melodyczną. Trochę pobrzmiewa Bruce’em Hornsby’ym.
Snów pełnych dobrych wspomnień.
Aaa, i jeszcze jedna sprawa – jutro mamy remont instalacji elektrycznej dla całego domu, więc zgłoszę się dopiero, jak będę miał prąd.
Dzień dobry
Potem zajechaliśmy do Van Patten Woods Forest Preserve. Jeszcze nigdy tam nie byliśmy. Chciałam sprawdzić co to właściwie jest. I muszę przyznać, że warto było
Piękne, duże jezioro, z czystą wodą! Taką, że nawet na większych głębokościach widać dno. Można to ocenić po roślinach gdzieniegdzie rosnących… W Polsce nazywa się to „strefą ciszy”, a oznacza zakaz wypływania jednostek pływających – spalinowych. Napęd jedynie „ręczy” lub elektryczny 

Po niesamowicie pracowitej sobocie, niezwykle zajętej niedzieli, witam cieplutko i serdecznie.
Dziś rano pojechaliśmy do „Dunsów”, czyli nad Lake Michigan. Jeszcze nie obejrzałam zdjęć stamtąd
Samo jezioro, to podłużna niecka. nie mam miarki w oku, ale najdłuższa trasa ma 2,4 mili (3,84km) i wiedzie ściśle dokoła jeziora. Ścieżki dla pieszych są ściśle oddzielone od tych dla samochodów, także maszerując nie trzeba się oglądać za siebie
Dzień dobry
No to mamy sierpień!
Dzień dobry. Co za niespodzianka. Sierpień. Nie wiem jak u was ale u mnie w tym roku cały sierpień pada deszcz:-)
U mnie jeszcze nie, ale się zanosi…
czy herbata? 
Tymczasem zapraszam na śniadanko. Kawa?
I oczywiście śniadanie…
No bez przesady:-)
Jest takie przysłowie: śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, kolację oddaj wrogowi.
Hm, to ja się zgłaszam tutaj na wroga:-)
Nie ma sprawy
Może być równie obfita 
Dzień dobry! Prąd już jest, więc się zgłaszam. Co za śniadanie tam powyżej, ślinka cieknie.
Nie żałuj sobie
Dzień dobry.
U mnie osobiście to jest tak bardziej październik. I to druga połowa.
Cicho, cicho. Nie zapeszajcie – nieśmiało zaczynają się promienie słoneczne przebijać. Może coś z tego będzie.
Tęcza?
Schowało się…
Właśnie wróciłem z załatwiania Bardzo Ważnych Spraw (por. również scenę uwalniania Don Pedra wiszącego na krzaku w „Porwaniu Baltazara Gąbki” St. Pagaczewskiego). Jeszcze parę BWS zostało do załatwienia na miejscu, ale generalnie do wieczora już będę.
A ja znów miałam gościa… ups, gościówę. Zajęła mi całe przedpołudnie, ale już jestem wolna 🙂
Właśnie dowiedziałam się, że mam w ten weekend podwójną imprezę do przygotowania, każdą na 10 osób. Z czego jedna to obiad rodzinny, wg mojej religii sezonowy, dla gości (-a) który nie je: warzyw, w tym pomidorów, włoskiej/francuskiej kuchni, boczku, ryb, kurczaków, dla drugiego co nie ruszy zielonego groszku ani fasolki, bakalii, trzeci nie tknie rosołu.
Pogoda jaka jest każdy widzi – ja tam się nie odważę zaplanować grilla, co by było najprostsze, bo każdy bierze, co chce.
A, i mam jedną lodówkę, więc odpadają ciasta z kremem, bo jak tam wejdzie tort Jaśka, to nie wiem, czy mi się zupa zmieści, o mięsie nie wspominając, więc chyba będę musiała wszystko robić na świeżo, znaczy w sobotę i niedzielę uruchamiając kuchnię o szóstej rano.
Jakoś mnie w fotel wcisnęło.
Wyemigruj do Australii. To chyba będzie najprostsze.
A może zamów gotowe, np. pizzę?
A myślisz, że nie chciałam? Przynajmniej ciasta kupić gotowe… Tia…
No to współczuję, ale ja bym się nie dała
No tak się właśnie zastanawiam…
Tyle że Teść tu wchodzi w grę, więc wiesz… On ma prawie 90tkę.
Więc bym przygotowała taki obiad, który by JEMU odpowiadał, a reszta jeśli chce niech je, a kto nie chce niech nie je. Nie daj się wykorzystywać, nie masz końskiego zdrowia. Wybrzydzać mogą u siebie w domu.
W Australii chodzi się do góry nogami. Nie, dziękuję.
Czyżby wszyscy już spali? To i ja się pożegnam

Spokojnej. Nie śpię, ale Junior mnie wyciągnął do kina na wieczór.
Bardzo trudny dzień. Z wielu względów. Czas go zakończyć.

Ku mojemu zdziwieniu o 21.00 już ciemno – a jeszcze przed chwilą dopiero o dziewiątej wychodziliśmy z psem i rowerami na spacer!
Dobranoc Państwu.
Do jutra.
No to tym bardziej spokojnej!
Dobranocka późnawa dość.
Melancholia letnia i jeden z moich ulubionych utworów. Massive Attack wbrew nazwie wcale nie gwałtowny ani atakujący, a właśnie – melancholijny. „Unfinished Sympathy”, wielki hit i na razie wszystko wskazuje na to, że mimo upływu lat się broni.
Snów z dobrym zakończeniem.
Północ, proszę Państwa, na zegarach.
Ale w moim wykonaniu mało czarodziejskie to światełko…
Dzień dobry
Słoneczko świeci od rana… niech świeci jak najdłużej, bo ubyło go już ok. 1,5 godziny.
No właśnie
Dzień Dobry 🙂 Może nawet bardzo dobry .Jestem spakowany i za godzinę śmigam na Mazury . Jeśli uda mi się złapać ” złotą rybkę ” ,to wypuszczę zołzę pod warunkiem ,że wszystkie Koleżanki i Koledzy z Madagaskaru będą szczęśliwi , tak jak tego pragną osobiście . Do zobaczenia ….

Pięknej pogody i dużo miłych wrażeń życzę
Udanych połowów!
Dzień dobry. Wygląda na to, że będzie normalny letni dzień. Niesamowite:-)
Dzień dobry. Nie chwal dnia przed zachodem.

Herbatki?
A właśnie, że będzie ładny dzień. Poranek był chłodny – 14 stopni. Dziękuję za herbatkę. Słodkie wypieki nie doszły…;-)
Cholera… To może chociaż ciasteczo

No dobrze skuszę się:-)
A teraz poważniej. Mam ochotę na faszerowaną paprykę (jakoś była była promocja po 7zł/kg) i leży mi spiżarce 10 papryk. Jakieś sugestie?
Ooo…
Ja kiedyś robiłam na dwa sposoby: mięso i ryż, jak do gołąbków, albo mexican chicken plus ser z zielonym pieprzem.
Mięso + ryż to klasyka. Muszę obczaić co to za wynalazek z tym mexican chicken (u mnie na wsi nie mieszkają żadne meksykańskie kurczaki;-).
Nasyp takiemu ostrej papryki na ogon i już masz meksykańskiego!
Ja wolę tylko kawę.
Ciasteczka tuczą 
Niestety prawda.
Dzień dobry. Dzisiaj wstałem i poszedłem do łazienki, a po drodze przemknął mi przed nosem sens życia. Ponieważ nie obudziłem się jeszcze do końca, w ogóle nie załapałem, że to był właśnie on. Zorientowałem się dopiero teraz, przy pierwszych łykach kawy.
Ciesz się, że ten sens nie wypił Ci kawy i nie wyjadł cukru:-)
On właśnie przemknął i udał się w bliżej nieokreślonym kierunku, ZANIM jeszcze zrobiłem sobie kawę. Nie słodzę, ale gdyby, to pozbawienie mnie cukru w sumie byłoby nawet do rzeczy.
Spróbuj jeszcze raz!

??? Ale czego mam spróbować? Wstania z łóżka?
Nie zawadzi.
To jak z zapomnieniem – wróć i spróbuj sobie przypomnieć.
Potomki se zażyczyły naleśników. Będę potem.
E, to chyba szybko, naleśniki się robi błyskawicznie.
Jedziemy do Jo na naleśniki. Nie robię żadnych papryk;-)
Ta, zanim dojedziemy (nawet gdyby pędzącym pędolinem), to już dawno będą zrobione i zjedzone.
Zrobi nowe;-)
Nie masz Waćpan litości!
Dla mnie to mało kto ma 😉
Litość, nie litość ale naleśniki zjemy:-)
Jakoś się nie zdziwiłam
DZień dobry – wczoraj mnie tu nie było bom niezwykle zakupowo zajęta byłam. Nabyłam sobie nowe biurko, nową sza
fkę na buty i nowy fotel skorzany. Dzis to bede przywozic. I składać. I mam nadzieje,że wszysstko pójdzie głądko. Posilam się kawką. I znowu mnie mało będzie. ZOrganizowanie małego przejazdu z szafkami do sklepu ,takiego ,żeby mnie nie zrujnowało ( owszem sklep ma swój przewóz …ale bardzo rujnujący kieszeń..itp itd .Piję kawkę ,zjadam bułeczkę z jajeczkiem na miekko i pomidorkiem z balkonu.. i za życie…się zabieram 
Ja bym się teraz położył aby odpocząć:-)
Dobrze gada! Polać mu kawy!
Umykam wdzięcznym, choć nieco przyciężkawym kłusem do pracy.
Módl się i pracuj, a garb Ci sam wyrośnie… To powiedzonko wymsknęło mi sie kiedyś przy garbatym… ups, myślałam, że mnie wzrokiem zabije
Haaaalooo
Gdzie się wszyscy podziali? Za chwilę zapadnie zmierzch! Do domu!!!
To idę na placki ziemniaczane.
Byłam nieobecna w domu i właśnie wróciłam
No jestem ,jestem. Przywlokłam te mebelki ,jutro będą mi składać. Mam rozgardiasz jak cholera,boli mnie głowa itp… jak obejrzałam opis techniczny itp podobne to mi się żyć odechciało.Noi znów muszę pozarządzać jakimiś złotymi rączkami bo sama nie dam rady
Najgorszze, że chyba cholera jednak będę musiała wiertarkę kupić…
Wiertarka – sam miód. Ile to problemów rozwiązuje!
Na Kaszubach np. parę lat temu, podczas wojny gangów o wpływy, regularnie znajdowano panów z przewierconymi kolanami.
Brrr…
A ja właśnie skończyłem robotę, oczywiście okazuje się, że jest coś jeszcze w domu do zrobienia.
Tak jakbym w ciągu dnia już się nie odrywał od pracy, żeby coś zrobić.
Ja chyba pójdę spać. ZANIM rozwiniecie temat wiertarki.
PS.
BB właśnie sobie wymyślił, że chce trenować łucznictwo…
To piękny sport
Spokojnej, bez wiertarek w pobliżu.
PS. Pomijając koszta, to niezły pomysł. Macie tam w pobliżu jakiś stosowny klub łuczniczy?
Podobno mamy.
Piter powiedział, że też będzie chodzić. I ja już nie wiem, co o tym myśleć.
Kordła! Wystarczy tego myślenia.
Spokojnej!
To i ja pójdę w ślady Jo, bo zmęczona wróciłam do domu

Też spokojnej zatem.
Co do łucznictwa – to jest całkiem fajny sport. Jak mu raz cięciwa po muskule poleci to może się zniechęcić. Mnie się przydarzyło….Umiem strzelać z łuku. W końcu 15 lat żyłam z Wilhelm Tellem.
Trafiać w tarczę tylko mi jakoś trudno 

Mówicie ,że wiertarką można wiele?? No to chyba kupię…
No dobre to i ja pod kordełkę.. Nadzzisiaj mam emocji po dziurki w nosie a jutro przede mna …
I spokojnej w Niderlandach!
Dobranocka – ponieważ święta coraz bliżej.
Lech Janerka „I jak ci tam w tym niebie”. Taki walczyk na dobranoc. Znakomite dęciaki poza innymi zaletami.
Snów o niebie.
I może zapalę małe światełko, tak na wszelki wypadek.
Wstawać! Koniec spania. Nowy dzień. Dzień dobry.
Dzień dobry!
Czy u Was też taka mgła? Jakby ktoś mleko rozlał 
Mgły nie ma. Ale są hmury przez samo „h” bo są rzadkie:-)
Jest to pewne novum, żeby cechy fizyczne wpływały na ortografię
Nie wiedziałeś???
Dzień dobry.
U nas pogoda plażowa, więc oczywiście roboty huk.
Ale najpierw kawa na Wyspie.
Kawa? Czy tu gdzieś jest kawa?


Albo i herbata?
Leję!
Wow. Ale fajna fotka.
Ps. Mało śmietanki:-)
Nie moja akurat, pożyczona z sieci.
PS. Proszę bardzo 🙂
Biegnę z kubkiem…
No to pijcie tę swoją kawę już teraz. Ja standardowo w południe kawuję:-)
Chodźmy na herbatkę. Ja dziś mam assam dagapur.
A pamiętacie z PRL herbatę ulung? I hasło „A gdzieś ty się taki ulung?”
I przywożona z Austrii kawa „Wiener Kaffee”. Papierosy Sport (nie paliłem) i cukier na wagę.
Cukier na wagę, a w 1988 – 2 kg na głowę, nie więcej, w związku z przejściowymi trudnościami. A jeżeli ktoś chciał więcej, kupował swoje przydziałowe 2 kg i wracał na koniec kolejki po następne (a kolejki były sążniste!). Wtedy oduczyłem się pić słodzoną herbatę, bo nie chciało mi się stać w kolejkach, miałem 16 lat i całą masę ciekawszych rzeczy do roboty, a Mama Q. stwierdziła, że kto chce słodzić, niech sam sobie wystoi cukier. Brat Q. miał 11 lat i karnie stawał w kolejkach, więc słodzi do dzisiaj.
Ulung pamiętam, hasło też 😆
Herbaty też nie słodzę, nie z powodów oszczędnościowych, ale słodzona przestała mi smakować. Też do dziś nie słodzę.
Z tego wszystkiego zrobiło się już wpół do dziesiątej. Zmykam sami-wiecie-gdzie.
To ja zacznę od kawy. Mocnej, czarnej na dzień dobry. Herbatke to ja popijam wieczorem czasem,najczęściej zimą. Obecnie mam na składzie rusich they. ell grey. Mnie smakuje. Byłe jeszcze ekstra mocne i luksusoe ponoć „Camele”. I płatki mydlane i jeszcze mnóstwo innych zapomnianych rzeczy. I nie było komputerów ,smartfonów ,tabletów itp podobnych uprzykrzaczy ! Za to były ksiązki..
Ja generalnie jestem herbaciara (i hoduję róże – mówiłam, że klimat wyspiarski dla mnie najlepszy…), ale niestety większości herbat już pić nie mogę, w tym mojego ukochanego earl greya, z powodu wrednej alergii
To jak już jakąś dorwę, że mi nie szkodzi – trzymam się jej, bo nie wiadomo jak długo…
Proponuję zrobić earl greya samemu.
Moja babcia dodawała suszoną pelargonię (czy jakoś tak) i smakowało zupełnie jak „oryginalny” earl grey z tą różnicą, że bez perfum i konserwantów 😉
Powoli przestawiam się na owocowe, ale tu tez trzeba uważać, jak diabli.
Proponuję zbierać i suszyć samemu.
Robiłem tak z miętą i (jeden raz) maliną…
Efekt dużo lepszy niż „kupna”
Chyba będę musiała…
Moi chłopcy pija jakieś owocowe, całkiem przyzwoite – bo oni w ogóle czarnej herbaty nie tykają. Czasem Kuba, ale Jasiek nigdy.
Na alergię na pewno jest dobry alkohol. Wypłukuje wszystkie złe toksyny z organiczmu..:-)
Ale nie każdy. Na cavę mam na przykład taką alergię, że dzięki.
bo podobno el grey jest perfumowany(?). W tym ruskim jakoś tego nie czuje.. Ech tam – napij się takiej jaką Twoja alergia znosi
Jest. Bardzo. Ale ja to lubiłam
Miał być jeszcze zazule a to teraz
Reniu


Nie zdążyłem wcześniej złożyć życzeń z okazji nowego pięterka.
Gratulacje
Dzień dobry

Dotarłem dzisiaj bardzo spóźniony…
Czy znajdzie się filiżanka kawy dla spóźnionego wędrowca?
U nas zawsze otwarte!

Uff dziękuję

Tego mi było trzeba
Dziękuje Krysztofie. Ja teraz się uparłam sama złożyć fotel. Wczoraj zaczęłam, coś mi się wydaje, że od doopy strony. ZŁote rączki przyjdą dopiero po południu. Muszę się zaopatrzyeć w odpowiednie „przydasie” i coś do zjedzenia na przekąskę. Bo to Moldawianin i Polak. Zgroza – już mnie wątroba boli…Mołdawianin portugalski hmmm….
Przecież u Ciebie nie może być monokulturowo
Ciekawe rzeczy można znaleźć podczas robienia porządków…
Ja znalazłam blog. Własny, na dodatek.
Blog, czy blok?
Blog.
Ojezu… jeszcze jeden znalazłam… Oba wakacyjne…
Zzapraszam na ewentualną wirtu,alną wycieczkę po Polsce. Znacie? – Nie! Nie znacie!
Czyja jest ta zagadka?
Chyba jakiegoś gościa, nie przedstawił się
No właśnie… A ja z natury zachowawcza jestem i nie klikam w nieznajome…
Zaryzykowałam i kliknęłam. To nowy bloger.https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.blogger.com/profile/18297648232579593731
Wyspa się rozwija.
I bardzo dobrze.
Bardzo dobrze!
Dobry wieczór. Przez cały dzień przerywało mi pracę coś lub ktoś, więc jestem jeszcze w lesie. Niemniej o tej porze mimo dalszej pracy już będę zaglądał.
W lesie, nie w lesie – ważne, że jest zasięg
Ale wyjdź już z tego lasu, bo pomału się ściemnia.
Wyszedłem. Muszę się teraz niestety odspawać na jakiś czas od komputera, bo mi oczy wypadną.
No nie – to raczej słaba opcja.
Mam dość na dziś, idę pod kordełkę. Dobrej nocy życzę
Ja też. Do jutra.

Spokojnej x 2
To stanowczo nie był mój dzień. Jak nie urok, to przemarsz wojsk 🙁 zaraz zapuszczę dobranockę.
Dobranocka
To jest jeden z najbardziej kojarzących się z latem utworów, jakie znam. I staroć. Blind Melon – „No Rain”. Coś w rodzaju pobożnego życzenia na lato, do tego gitara, przestrzeń i te harmonie!
Snów bezdeszczowych zdecydowanie!
Aha, to jest rzecz, którą już puszczałem na dobranoc i na pewno jeszcze nie raz będzie.
I jeszcze latarenka – na noc.
Wsystko poskładane. Siedzę przy biurku nowym i na nowym fotelu,który jest f a n ta s t y c z n y . Nie bola mnie krzyże.Nareszcie. Jest mi dobrze.Moja koncepcja się sprawdziła.

Trzeba czasami pójść na spontan. Niestety,jestem zmęczona. Idę pod kołderkę. Albo kordełke.?
Wyspa śpi? No to dzień dobry:-)
Nie śpi! No to dzień dobry 🙂
Reszta śpi:-)
To ja serwuję dzisiaj kawę

i coś do kawy bo nie śpię. Rozmyślam. Mam dylemat..Zostawić wszystko jak jest i jechać do Berlina ,czy dokończc innowacje.. CZy umyć okna czy, czy itp :
Ja bym się położył:-). Poczekał aż przejdą te dylematy:-)
He, he chyba pójdę za Twoją radą.
Dzień dobry. Jestem dzisiaj w strasznym niedoczasie, począwszy od spania. Gość się spóźnił z powodów tzw. obiektywnych, przyjechał późno w nocy, a ja go przyjmowałem…
A więc kawa, zanim znów zasnę.
A może klina?
Myślisz, że jest w takim stanie??;-)
Klina kawowego chyba. Jedną kawę już walnąłem i mam wrażenie, że dopiero się rozpędza.
Ja dzisiaj dla wszystkich mam jedną radę. Połóż się. Odpocznij. Poczekaj, samo przejdzie. Wszystko:-)
Dobra rada, chyba z niej skorzystam.
Jakaś taka rozmemłanam od rana. I mi się nie chce.
Polecam ten sam wybór, który zaproponowałem powyżej mr. Q.;-)
O, no jakbym mojego męża słyszała…
Albo ojca-wszystko-w-swoim-czasie…
Albo macochę-co-ma-być-to-będzie…
Cholera, może nas zamienili w dzieciństwie?!
Hmm, no mogło tak być. Po zastanowieniu się NAPRWADĘ mogło tak się stać:-)
To by wiele tłumaczyło. WIELE.
Trzeba się brać do roboty. Zmykam, proszę Szanownych.
Masz rację, idę w Twoje ślady…
Jestem z powrotem, ale będę tak w kratkę – jak zwykle po zasadniczej robocie zostaje jeszcze do zrobienia tyyle spraw…
I ja zaglądam tu z doskoku, ale jak widać, wszyscy zajęci…
Jeszcze napisać jedno pismo… I sprawdzić jedno konto… I skoczyć (na szczęście w pobliżu) po zakupy… I…
A ja sprawdzam pogode w Belinie. Tak samo jak tu .Jutro jade. Zamiast na Karaiby. Całkiem chyba zgłupłam
No nie wiem… Berlin zamiast Karaibów???
Obawiam się, że nie ma dziś ze mnie pożytku. A w najbliższych dniach będzie jeszcze gorzej…
uhm – ze mnie też . Laże jak mucha w smole. Jade do córki .mam w końcu zamiar wjechać na wieże na Aleksanderplatz.Naprawę wolałabym chociaż do Portugalii.. AbC mogę teretycznie ale samej wybierać się na koniec swiata to mi sie nie chce
Też prawda. Ja tam sama nie lubię.
Mi też by się nie chciało, ale do córki to co innego
A mnie odciągnięto od komputera niemal przemocą, a w każdym razie poważnym szantażem moralnym.
Nie daj się szantażować! Mnie z kolei odciągnął syn, bo przyszedł pogadać, a później telefon.
A teraz na mnie czas

Na mnie też.
i na mnie równiez. DObranoc
Żeby się już nie rozdrabniać, gremialne – spokojnej!
Dobranocka.
Też już była i pewnie jeszcze niejeden raz będzie. Moby i „Porcelain” – dowód na to, jak delikatna potrafi być współczesna muzyka… transowa? Bo przecież to nie techno. Fortepian plumka sobie na tle dość łagodnej ścieżki rytmicznej, do tego nienachalny głos. W sam raz do spania.
Snów delikatnych jak porcelana. Bez słonia w pobliżu.
Dzień dobry
A że ten tydzień był „zarąbiasty” to wracałam z pracy (średnio po 10 godzinach) bez tzw. „tylnych nóg”
Nawet mi się gęby otworzyć nie chciało 
Mogę odpocząć i zajrzeć na Wyspę 

Trochę mnie nie było, ale real pochłonął mnie kompletnie. Raz, że gorąco jak nie wiem co… temperatura nawet w nocy nie schodziła poniżej 26C. O tym co było w dzień, to nawet mówić szkoda…
Ale teraz już „z górki”
Weekend tuż tuż
W sumie, to dzisiaj, chociaż gorąco, po pracy wzięłam się za swój ogródek. Krzaki pomidorów rozrosły się niesamowicie i trzeba było znowu je podwiązywać i „obszczykiwać”. Te pierońskie pędy wyrastają niemal z każdego liścia.
Mam jeszcze w planach wyrwanie zielska, bo dziś nie dałam rady.
Nasypałam też specjalnej soli, bo coś mi w te pomidory wlazło. Mam nadzieję „załatwić” to paskudztwo 
Ale już mam swoje pomidory (na razie tylko czerwone – duże i żółte) i kupować nie muszę
Nie znam nazw tych pomidorów, ale posadziłam koktajlowe (czerwone), żółte (trochę większe niż koktajlowe, takie podłużne), czerwone duże i czarne (małe i duże). Jak na razie rosną i dojrzewają. Mąż kupił nowy krowi nawóz i podsypałam go trochę pod krzaki, żeby mi pomidorki szybciej dojrzewały
Ma przyjść ochłodzenie… najchłodniej będzie w niedzielę… tylko 26C…
U mnie cała plantacja pomidorów jest o połowę mniejsza niż w tamtym roku. Mam 2 krzaki. Słownie: dwa. I zerwałem już jeden owoc. Leży na stole i czeka aż ktoś go zje:-).
A same krzaki mają jasno zieloną barwę. Wydaję mi się, że coś im brakuje..
Nawozisz?
Niespecjalnie. Raz podlałem jakimś nawozem. I włożyłem jedną pałeczkę nawozowa do jakichś kwiatków;-)
Nie znam się na ogrodnictwie, ale swój ogródek nawożę w zasadzie dwa razy do roku. Jesienią i wiosną. Kupuję „krowie placki” (takie już przerobione) i przekopuję je z ziemią. I to jest jedyny nawóz jaki daję. Żadnych chemicznych płynów, proszków, czy pałeczek. Przynajmniej w części „spożywczej”
Małżonek opryskał nasze płoty specjalnym sprayem, bo wiewiórki też lubią pomidory
Zapach tego paskudztwa odstrasza je i mam nadzieję, że w tym roku nie zmarnują mi za dużo. Te małpy nadgryzają wszystkie pomidorki (to znaczy te w zasięgu ich pysków) i muszę je wyrzucać (pomidory, nie wiewiórki), bo przecież nie będziemy dojadali po tych wredotach. 
Krzaki pomidorów są wyższe ode mnie i mają całą masę owoców. U mnie takie pomidorki nie poleżą za długo, bo wszyscy je lubimy
Dzień dobry!
To znów piątek, proszę Państwa 
Powstańcie, których dręczy głód! Kawę podaję
lub kto woli, herbatę
Do tego świeże bułeczki na śniadanko

Dzień dobry. Nie wiem kiedy ten tydzień przeleciał..
Dla mnie też czas zbyt szybko leci.
Ja herbatkę i bułeczkę poproszę.
Służę uprzejmie

Dzień dobry

Jak zwykle ostatnio, dotarłem spóźniony…
czy znajdzie się dla mnie jeszcze trochę kawy?
Skończyła się. Nie już. Sorry:-) Zostało tylko mleczko i cukier do wyjedzenia:)
To jak ja mam przeżyć ten dzień?
eoeoeoeoeoeoeoooooo

spieszę z pierwszą pomocą
Dzień dobry. Dla mnie czarny chleb i czarna kawa.
Wybaczcie, ale nastrój mam z różnych powodów kiepski. Postaram się nie siać nim zbytnio po Wyspie.
Bywają gorsze dni. Potrzebne są po to aby człowiek cieszył się tymi lepszymi:-)
O to to.
Ja zaraz zwariuję.
Mój starszy syn ma bardzo ograniczone zapotrzebowania kulinarne. I sztywno się ich trzyma. Nie i koniec. Nie ma mowy. Żeby dajmy na to zjadł na śniadanie coś innego niż kanapka z pasztetem. Albo na obiad rosół.
No to uwaga: wczoraj – cztery tosty z dżemem. Przedwczoraj – naleśniki z kremem krówkowym. Wcześniej była manna na mleku, tosty francuskie, rogaliki z ciasta francuskiego z nutellą i bananem, jajecznica z kurkami…
Dziś przychodzi i pyta: „Kiedy będzie rosół?”.
Wakacje… czy co?
No to kiedy będzie ten rosół?;-)
A czego się spodziewałaś? Trzy dni chłopak nie jadł rosołu, więc zatęsknił.
CAŁE trzy dni. To wieczność…
Nie – rosołu nie jadł jakieś trzy lata…
Każdej niedzieli była awantura, jeśli nie zrobiłam dla niego INNEJ zupy.
Ups. Niezły gagatek.
No ba!
Dzień dobry

Nareszcie się zachmurzyło i trochę pochłodniało
Jest czym oddychać…
Dzień dobry. U mnie chmury i zupa w powietrzu. Wolałabym w garnku
U mnie też zupa w powietrzu, ale jeszcze na razie jest względnie. Tylko 23C
Ma wzrosnąć do 29C, a przy wysokiej wilgotności robi się sauna. 


Ale nie mam co narzekać… taki mamy klimat (że zacytuję…)
Przyjdzie zima i znowu będzie źle, bo zimno…
A tu leje jak z cebra.
Chyba już wolę deszcz, niż takie nawisłe chmurzyska… tylko nie ma tak, że się zawsze ma to co chce. Trzeba przyjąć co jest

Jak się nie ma co się lubi…
Czas się brać za robotę
Chociaż się nie chce jak nie wiem co…
Czy ktoś ma ochotę zmienić pięterko? To jest już bardzo wysokie
Widzę, że nie ma chętnych, a pięterko niedługo będzie mieć 300 stopni. No to zaraz coś na to poradzę…
No to zapraszam