Wyjechaliśmy na ten od dawna planowany spacer w pięknym słoneczku, z otuchą w duszy i planami, czego to nie zobaczymy i gdzie też nie pójdziemy. Dzięki mapom w Internecie, nawigacji i innym pomocom naukowym dojechaliśmy na miejsce, już jednak nie tak optymistycznie nastawieni, gdyż chmury od północnego zachodu rozwinęły się pięknie. Szliśmy przez osiedle bloków położonych niedaleko krawędzi klifu, gdy zaczęło padać. Z początku niewinnie, deszczykiem wiosennym, aliści po chwili zamiast „plum, plum” usłyszeliśmy „pac, pac”. To padał zmrożony deszcz. Nie jestem biegły w meteorologii, ale możliwe, że były to drobne krupy, tak 2-4 mm średnicy najwyżej.
Kryjąc się pod parasolami i kapturami, dotarliśmy do krawędzi klifu. Między drzewami było już widać nasz cel.
Ale po drodze – mimo opadów, potężnie schładzających atmosferę – było tyle ciekawych rzeczy! A to kwiatki, zdaje się, że zawilce, ścielące się na zboczu klifu białymi kobiercami…
A to znak wejścia na plaże z dumną, wielką, czerwoną jedynką…
Po lewej, czyli od północy, widać było plażę ciągnącą się przez miejscowości Mechelinki i Mosty aż do opisywanej już kiedy indziej Rewy:
Po prawej zaś, w kierunku portu i centrum Gdyni, widać było z daleka „nową” torpedownię, o której zdaje się pisałem kiedyś pod kreską, a poza nią klif i statki na redzie:
No ale centralnie, blisko brzegu, wystawała z morza masywna bryła „starej” torpedowni, czyli gwóźdź programu, dla którego tu przyjechaliśmy! (zauważcie białe smużki na tle piachu – to padające krupy)
Całość zaś, od lewej do prawej, czyli panoramicznie, wyglądała tak – włącznie z chmurami:
Ponieważ przez cały czas padało jak wyżej, nie wytrzymałem długo na tej plaży. Podchodząc z powrotem, zwróciłem uwagę na obrośnięte bluszczem drzewo, rosnące u podnóża klifu:
A na wyjezdnym nie darowałem sobie jeszcze jednego obiektu do fotografowania – samolotu treningowego Bies. Znajduje się on w tym miejscu, bo osiedle, koło którego parkowaliśmy, to bloki, w których mieszkały (i pewnie jeszcze mieszkają) rodziny pracowników pobliskiego lotniska wojskowego. Ale to już może innym razem?
W sumie ten heroiczny spacer wbrew pogodzie trwał nieco ponad godzinę – licząc z dojazdem od domu i powrotem! Czyli bardzo, bardzo krótko. Kiedy zdejmowaliśmy mokre kurtki, Juniorzy jeszcze spali. Starszy wyszedł z pokoju, ziewając i drapiąc się w… piżamę. – O, to wy byliście na jakimś spacerze? – zdziwił się uprzejmie.






A chcieliśmy połazić w tę i we w tę, zobaczyć, czy istnieje jakiś alternatywny dojazd z parkingiem etc. A tu guzik. Teraz wszakże, jak wiemy, jak dojechać, pewnie wrócimy przy lepszej pogodzie.
NIE ZAMARZLIŚCIE???
Ha, otóż mimo słoneczka przewidująco ubraliśmy się na cebulkę, więc po prostu wykorzystaliśmy wszystkie (ogry mają) warstwy. Ale w łapki to mi było zimno, nie powiem, bo akurat rękawiczek nie wziąłem.
Ale że jak cebula?
No tak. Może tych warstw w moim przypadku za dużo nie było, bo raptem koszulka, gruby polar i na to cienka, przeciwdeszczowa i wiatrochronna kurteczka, ale spełniały swoją funkcję znakomicie. Gdyby było ciepło i deszcz, zdjąłbym polar, a gdyby jeszcze wyszło słońce – zostałbym może w koszulce. Ale nie w tych warunkach.
Ogry SĄ jak cebula wobec tego 😀
Zdjęcie numer osiem: REWELACJA.
Panoramka znaczy? Też mi się podoba, ale nie jestem w stanie jeszcze opanować skakania góra-dół, więc np. po prawej stronie nie tylko morze faluje, ale i plaża i pejzaż w tle.
Ha, a jak jest z wejściem, gdy więcej niż 1? Można?
Można. W związku z tym wejście w centrum Gdyni, gdzie naturalną rzeczy koleją pojawia się więcej ludzi naraz, jest oznaczone GDY 7.
Ja chyba mam dość tego weekendu. Na szczęście jutro poniedziałek.

paaa
No coś Ty, po takim poranku i obiadku 😉 spokojnej w każdym razie!
Jak by to…
ASD nie przeszkadza moim synom w dostarczaniu rodzicom atrakcji wychowywania nastolatków. Powiedziałabym, że nawet WZBOGACA repertuar…
O rany. To naprawdę spokojnej.
Ta panorama wygląda jak początek jakiegoś katastroficzno – wojennego filmu SF;-).
O ile dobrze pamiętam, na tej właśnie plaży kręcono ten odcinek „Czterech Pancernych” o zdobyciu Gdyni.
…a dokładnie finał odcinka ósmego, czyli ostatniego z pierwszej serii – „Brzeg morza”. Tam, gdzie Janek strzela alfabetem Morse’a swoje nazwisko, a dzięki temu rozpoznaje go ojciec.
To znaczy oczywiście pamiętam ze źródeł, nie z autopsji.
Aha, już widzę, skąd Ci się wziął element katastroficzny. Przy tej pogodzie poza nami nikogo prawie nie było na tej plaży, więc faktycznie wygląda jak po jakiejś katastrofie…
To jest chyba najbliższe moim skojarzeniom
Witajcie!
Kwiecień-plecień. Lato już nam wplatał, teraz przypomina o zimie…
Witam.
Nie będę nic pisał o pogodzie, nie będę nic pisał o pogodzie, nie będę pisał nic o pogodzie:-)
DzieńDobry:)) Pokazało się słońce:)
Dzień dobry
myślę, że pora uczcić go filiżanką gorącej, aromatycznej kawy.

Ponieważ nadszedł właśnie ostatni poniedziałek kwietnia, dzień, który nigdy się już nie powtórzy
Do kawy nie zaszkodzi ciasteczko albo chociaż krakersik
A PATRIOTOM, ratującym nasz, chwiejący się, budżet pragnę przypomnieć, że DZIŚ nadszedł czas składania deklaracji VAT7 (lub VAT7K) po której należy wspomóc nasze biedne, lecz dumne, państwo kolejną dawką podatku VAT.


Ja w każdym razie spełnię DZIŚ swój obywatelski obowiązek i pozbędę się „zaskórniaków” utrzymując w ten sposób polską policję, szkoły, drogi, mosty, wojsko i jego kapelanów oraz polityków wszystkich opcji, którzy załapali się do Sejmu…
Prezesa TVP NIE WSPOMOGĘ, bo nie mam telewizora, więc na JEGO alimenty oraz wyjazdy na Bahamy będą się składać INNI, np. emeryci i renciści ze swoich skromnych emeryturek
Ojojojojoj, właśnie mi o czymś przypomniałeś. No cóż, śmierć i podatki, że tak powiem…
To już mi kawa nie potrzebna. Raczej coś na OBNIŻENIE ciśnienia.
Dzień dobry

Przy poniedziałku ogłaszam konkurs na najciekawsze zdjęcie autorstwa Sz.Wyspiarzy. Konkurs trwa od 01 stycznia 2016 do 30 czerwca 2016.
No przecież trzeba uhonorować naszych nadwornych fotografów!! Prawda??
Zima na świecie zima… proszę Państwa!!
PS A w ogóle już mnie od poniedziałku wkurzają!! Co mam zrobić?? Zabić??
Policz do dziesięciu! I dopiero potem wal!
Trzeba mieć stalowe nerwy , aby w stanie ” wkurzenia ” pamiętać jak się liczy …. Skuteczniejszym sposobem jest przywołanie słowa z wyższej półki znanych przekleństw , ale czy kobiecie to wypada ? I znów , jak widać płeć żeńska jest dyskryminowana . Takie jest to cholerne ,niesprawiedliwe życie w ” dobrej zmianie ” Dzień dobry wiosennie …
Marwa kuć, jak mawia znajoma zakonnica podczas wieców poparcia dla bezgrzesznych. Kobiecie również nie wypada :)))
Po męsku , jak komuś nie wypada , to niech sobie wyjmie… Do popotem , ja też czasami lecę popracować …
Dzień dobry. Dzisiaj szybko, bo kroi mi się wyjście w ciągu dnia, więc zaraz muszę do pracki. Ale to za chwilę.
Dzień powiedzmy że jakiś.
Jeden już w szkole. Drugi zaczyna o jedenastej. Wytrzymam. Wytrzymam. Wytrzymam.
Piiiteeeer – zrób mi herbatkę z melisą!
Yyy, a nie będziesz zasypiać od melisy?
Nie mam nic przeciwko. Noc zarwana, a po wczorajszych urokach macierzyństwa zdrowie mi znacznie szwankuje.
No to zmykam popracować. Przy poniedziałku, dopóki jeszcze się chce, odpocząwszy po weekendzie.
Dzień dobry
Brawo też za odwagę i wytrzymałość!!! Nie każdy by chciał łazić gdy sypie z nieba grad 
Pięterko zacne i ciekawe
Dziękuję, jednak, jak napisałem, skróciliśmy pobyt do niezbędnego minimum.
Wczoraj mieliśmy lato!!! Przesiedziałam prawie cały dzień w ogródku, czyszcząc już definitywnie miejsce po karmnikach. Ale w końcu wygląda jak powinno
Trochę ciężko było, bo prawie 30C nie sprzyja takiej pracy
Dziś też ma być ciepło, ale już nie tak i wieczorem ma padać 
No i to jest pogoda na zwiedzanie plaży przy torpedowni, a nie deszcz ze lodowymi kulkami.
Tutaj jeszcze do majówki ma być chłodno.
Spokojnie u nas też idzie ochłodzenie i nie wiadomo jak to z tymi majówkami będzie

Wczoraj 27C, a dzisiaj 11C, czyli skoki jak narciarskie
Ja nie jestem nieuprzejma, tylko nie przyjmuję do wiadomości tych pogodowych niesubordynacji!
Na szczęście to wszystko południe Polski. Chyba że u Was też tak?
Nie wiem, jak u mnie, bo umieram migrenowo. Te potwory mówią, że zimno. Ale nic nie pada.
Oj. Proszę w takim razie spokojnie przygotowywać się do zmartwychwstania (które niechybnie nastąpi).
Tylko proszę nie dawać się uprzednio rozpinać na jakimkolwiek rusztowaniu!
Nie mam predyspozycji do poświęcania się

Ja tu raczej kordełkę i termoforek. I do jutra!
Spokojnej kordełki!
Hej, hej, hej.
…bry
Witajcie!
Aż chciałoby się odpowiedzieć jak św. Mikołaj: Ho! Ho! Ho!
E, no nie tak. Święty Mikołaj to cztery razy: ho, ho, ho, ho!:-)
Dlaczego cztery?!
coś zjeść trzeba
Duldam

Nie jem. Jeszcze
Dzień dobry

Czy mogę się dołączyć?
Zapraszamy!
Dobry, a jakże


Błękit nieba nad kościołem i słoneczko w bruuudnym oknie
Nie w moim mieszkaniu!! Tak na wszelki, coby se Szan.Państwo nie myślało!! Tera się oszczędza na konserwacji powierzchni płaskich. Same się konserwują, a poza tym taka dodatkowa warstwa na pewno ciepło w pomieszczeniu zatrzymuje
A u mnie okna brudne i nie ma kto umyć
Dzień dobry. A ja dzisiaj bez kawy, bo zaraz muszę iść na takie jedno badanie, co to zakazują pić kawy. Natomiast muszę dużo wody.
Nie bądź cienias. Walnij setkę:-).
Bez kawy?


Takie poświęcenie?
Jak wrócisz to się nadrobi
Tak sobie właśnie myślę.
No to wybywam. Odezwę się po powrocie.
Jak widać, wróciłem.
Wniosek z badania jest jeden: za dobrze jadłem i za dużo piłem przez ostatnie pół roku. Wdrażam więc dietę ze skutkiem natychmiastowym. To znaczy chciałbym, żeby on był taki natychmiastowy, niestety z doświadczenia wiem, że nie będzie. Noale jak się nie zacznie…
…źle bardzo, koteczku! Za dużo się jadło,
w dodatku nie myszki!…
Jakby jadł myszki, to… no wiesz… żadne usg by nie pomogło…

Chociaż? Ogry jadły pieczone szczury w sosie własnym…
To prawie, jak ja… Tylko, że ja znacznie dłużej, niż pół roku, niestety
A tera do łopaty.
Znaczy do roboty, proszę Państwa.
A mi się zrobił całkiem miły wtoreczek…
Trzasnęłam mężu obiad do fabryki, teraz jednemu potomkowi robię krupniczek, drugiemu – zalewajkę. Słoneczko świeci, ale przez brudne szybki, więc nie muszę się kąpać w blokerze UV… Tylko zimno, jak diabli…
A to już jest heroizm wtorkowy…
Trzeba iść z duchem czasu
Cofam zimno! Ciepło się zrobiło!
MIGRENA ….Dyskusja w gabinecie Dyrektora …Kowalski , co się z wami do cholery dzieje , dwa dni ,nie było was w robocie ….Ech , panie dyrektorze po prostu migrena …. Migrena ? Co wy pieprzycie Kowalski…Według mojej wiedzy , migrena to choroba arystokratów np. Hrabiny ,albo Damy Dworu , czasami Damy lekkich obyczajów ,a nie szlachty od pługa ,do której was zaliczam ! Przyznajcie się Kowalski ,że nachlaliście się samogonu i po prostu łeb wam na….la i migrena ,to nie jest wasza choroba !!!
A ja jestem. Dieta w trakcie wdrażania. Jeszcze trzeba będzie zapewnić organizmowi trochę ruchu, czyli prędzej niż później wracam do kręcenia, więc wieczorami będzie mnie mniej nieco.
A jaka ta dieta?
A, będę musiał odświeżyć taką jedną sprzed paru lat. Tak najogólniej.
Stanowczo odradzam jedzenie żarcia sprzed paru lat! Może ci zaszkodzić!!!
Ale jakby takie żarcie cudnie wszystko przeczyściło!!! Szczególnie w malutkich porcyjkach, bo w dużych mogłoby zabić
Jakieś apokaliptyczne scenariusze kreślisz
Dieta z założenia jest apokaliptyczna
E, czy ja wiem? Jak byłem na takowej, to całkiem nieźle szło. Najtrudniej jest zacząć, pierwszy tydzień, dwa, czy trzy, bo potem to już sobie mówię „Szkoda by było czasu i sił, gdybym przerwał, przecież już dwa tygodnie wytrzymałem, więc wypadałoby dociągnąć do założonej wagi”.
I udało Ci się?
No, wtedy się udało. Minus dwadzieścia trzy kilo w jakieś chyba osiem miesięcy. Tyle że od tamtej pory znów w drugą stronę. Nieco wolniej wszakże.
Mam nadzieję, że będzie dobrze.
ale to zależy jakie!
na przykład wino – dobre jest po latach
a… to nie jedzenie… no to zgoda – lepiej nie ryzykować!
Nie wierzę , będziesz cały , a że trochę lżejszy ? Wszak rozumu nie określa się jego masą , a Ty jesteś Mistrzem , Niepodłegłego , Samorządnego Madagaskaru ! Mam na to dowody …
Celna uwaga! Będzie mnie mniej czasowo otóż!
Dzień dobry
To chyba dlatego, że było gorąco, duszno i paskudnie
Tradycyjnie już, dokoła chodziły burze i lało, tylko u nas sama wilgoć bez opadów. A wolałabym, żeby mi ogródek podlało
Po pracy i obiedzie, który co prawda ugotowałam, ale nie byłam w stanie zjeść, usiadłam do komputera i zasnęłam. Obudziłam się w poczuciu, że muszę iść do łazienki… poszłam i też zasnęłam
Polazłam więc na górę do sypialni i tam dopiero w spokoju zasnęłam. Obudziłam się o 3 nad ranem, ale doszłam do wniosku, że nie mogę wstać, bo za wcześnie… i zasnęłam. Obudziłam się przed piątą i w końcu wstałam. Jestem cała jak połamana, bo za długo spałam
Ale podejrzewam, że gdybym się położyła w miarę wygodnie, to znowu bym zasnęła
To te skoki ciśnienia i chmury deszczowe tak na mnie działają. Jestem zmęczona
A tu zaraz trzeba wychodzić do pracy… 
Wczoraj padłam jak kawka po strzale
Ha, no więc u mnie spanie w dzień też się tak kończy. Tzn. drzemka w granicach 15-30 minut jeszcze uchodzi na sucho, ale dłuższa kończy się bólem głowy i ogólnie nieswoją atmosferą.
Nigdy nie udało mi się zdrzemnąć na pół godziny. Nigdy. Jeśli w ogóle zasnęłam w dzień, to spałam do oporu. No i – co łatwo odgadnąć – o spaniu w nocy mogłam już zapomnieć.
To znaczy – nie mówię o chorowaniu. Bo jak jestem chora, to owszem, śpię w dzień i w nocy. Chyba, że w ogóle ani tu, ani tu.
Ja takie krótkie drzemki mam ponoć po Babci (żywieckiej, czyli po mieczu). Słyszałem także, że podobnie miał Leonardo Da Vinci, ale w odróżnieniu od Babci tu nie dysponuję zeznaniami naocznych świadków
Podobno geniusze tak mają. Że krótką drzemką ładują akumulatory i potem są dalej genialni. No to się nie kwalifikuję
No bez przesady, to rozumowanie działa tylko w jedną stronę. Może i geniusze potrzebują takiej drzemki, ale to nie znaczy, że każdy, kto jej potrzebuje, jest geniuszem.
A już poza wszystkim, jak bym w życiu nie dał rady tak żonglować obowiązkami domowymi (vide np. dzisiejsze menu u Was), więc zważ, że geniusz może być względny…
Otóż tak: na tym pięterku liczba schodków zbliża się niebezpiecznie do dwustu, więc za chwilkę zapraszam na nowe pięterko.
Nie ukrywam, że pomysł na nie wziął się w związku z Holandią, która tak naprawdę wcale nią nie jest… ale to już całkiem inna historia, o której zaraz przeczytacie.
Yeeees?
Już, zapraszam.